Rozdział 4
Asia przez cały czas w pracy myślała o kocie. No, prawie cały czas - niekiedy udawało jej się skupić uwagę na prowadzonych lekcjach lub dokumentach, które musiała wypełnić, ale znaleziony nocą zwierzak bezsprzecznie pochłaniał jej myśli. Zwłaszcza że to Kornelia wychodziła rano z domu jako druga i to ona miała zorganizować mu tymczasowe legowisko. Asia żywiła głęboką nadzieję, że córka wykorzystała do tego celu jakiś stary karton, a nie zostawiła zwierzaka na przykład w swoim pokoju. Ale z drugiej strony po Kornelii można się było wszystkiego spodziewać.
Około czternastej Joanna nie wytrzymała i zadzwoniła do córki.
- O. To ty - powiedziała na dzień dobry Kornelia.
- Miłe powitanie, nie ma co.
- Wybacz, mamo. Po prostu nie spodziewałam się, że zadzwonisz. Czy ty czasem nie powinnaś być jeszcze w pracy?
- Jestem w pracy.
- To co się stało, że dzwonisz?
- Chciałam zapytać, co z kotem.
- Pewnie wszystko u niego dobrze, a co ma być?
Asia zdębiała.
- To ty tego nie wiesz?
Kornelia zaśmiała się.
- Czyżbyś zapomniała, o której kończę w poniedziałki lekcje, mamusiu? Dopiero wracam do mieszkania. A elektronicznej niani nie mamy.
- Och - wymsknęło się Asi.
- Ale nie gniewam się, wyluzuj. Jak chcesz, to mogę ci napisać SMS-a, co z kotem, gdy dotrę na miejsce. Nie sądziłam, że będziesz się nim tak przejmować.
- Po prostu boję się, czy czasem nie zdewastował nam mieszkania.
Kornelia znowu zachichotała.
- Zdewastował? Mały kot?
- Oj, zdziwiłabyś się, ile szkód może wygenerować takie zwierzę.
- Chyba trochę przesadzasz. Zresztą nie wiem, co miałby nam zniszczyć w łazience.
- Zamknęłaś go w łazience?
- No tak. Przecież kazałaś mi go gdzieś ulokować.
- Myślałam o jakimś kartonie!
- A niby skąd ja miałam wziąć karton, co? Zresztą nie miałabym serca zamykać go w takiej małej przestrzeni.
- To obyś miała do niego tyle samo serca, gdy przyjdzie ci po nim sprzątać. Pewnie zasikał nam całą podłogę.
- Nie dramatyzuj, mamo. - W tonie Kornelii pojawiło się zniecierpliwienie. - Na pewno nie jest tak źle.
- A deskę sedesową chociaż zamknęłaś?
- Nie wiem. Dlaczego pytasz?
- No żeby nie wpadł czasem do środka i się nie utopił.
- Chyba zamknęłam, ale głowy nie dam sobie uciąć.
- Kornelia!
- Oj, wyluzuj, mamo. Dam ci znać, gdy dotrę na miejsce, ale jak znam życie, kot będzie cały i zdrowy. Twoja łazienka też. A teraz kończę, bo Kuba odprowadza mnie do domu i wolałabym skupić się teraz na nim. Pa!
Asia westchnęła. Do czego to doszło, żeby chłopak był ważniejszy od matki! Wróciła do wypełniania dokumentów, lecz nie zdążyła poświęcić temu wiele czasu, bo po paru minutach jej telefon zawibrował, informując o nadejściu SMS-a. Wzięła smartfona do ręki, pewna, że to Kornelia pisała już z mieszkania, ale wiadomość była od Marka. Pomimo tego, że czekała na wieści o kocie, Asia się uśmiechnęła.
Gdy pierwszy raz spotkała się z architektem, który miał zaprojektować w jedynce nową salę gimnastyczną, ani przez chwilę nie sądziła, że będzie z tego miłość. Szybko jednak odkryli, że wiele ich łączy. Ona - rozwódka wychowująca córkę, on - samotny ojciec z dwójką dzieci, mogli rozmawiać bez końca. I choć nie zdecydowali się jeszcze ze sobą zamieszkać, i raczej nie mieli tego w planach na najbliższą przyszłość, dobrze im było razem. Marek zawsze wiedział, jak ją rozśmieszyć i tak samo jak ona lubił spędzać wspólne wieczory przy lampce wina. Do tego był troskliwy, czarujący, zaradny, odpowiedzialny... Mogłaby wyliczać bez końca. Dopóki go nie poznała, nie sądziła, że istnieją jeszcze tak wspaniali mężczyźni, i czasami nie wyobrażała już sobie życia bez niego.
"Co powiesz na wspólny obiad?" - pytał w SMS-ie.
Asia zamyśliła się, bo wstępnie planowała, że zje dzisiaj z Kornelią.
"A dzieci?" - wystukała na klawiaturze smartfona.
"Ula i Maciek śpią dzisiaj u dziadków, bo mam pod wieczór spotkanie z ważnym klientem".
"No tak. Wspominałeś mi o tym".
"Może w tej sytuacji Nela dałaby się udobruchać pizzą, a Ty wyskoczyłabyś ze mną na miasto? Już dawno nie byliśmy na randce".
"To fakt", pomyślała Asia. Choć dopiero co miała ferie, najpierw była zawalona robotą papierkową, a potem Maciek, sześcioletni syn Marka, zaczął chorować i jakoś nie zdążyli pomyśleć o wyjściu we dwoje.
"No dobrze. Spotkajmy się", odpisała, nie chcąc rozczarować mężczyzny.
Marek odesłał jej serduszko i oznajmił, że odezwie się, gdy już zarezerwuje stolik w jakimś lokalu. Asia podeszła więc do okna i ponownie zadzwoniła do córki.
- Znowu ty? - jęknęła Kornelia.
- Tak, to ja. A ty już drugi raz niezwykle miło mnie witasz.
- Bo mówiłam ci, że jestem z Kubą, więc nie rozumiem, dlaczego zawracasz mi głowę.
Asia uśmiechnęła się lekko.
- Chciałam zaproponować, żebyś zaprosiła Kubę na obiad, i zasponsorować wam pizzę, ale skoro nie chcesz, to już się rozłączam. Miłego popołudnia.
- Nie, czekaj! - ożywiła się córka. - Powiedziałaś słowo "pizza"? I że nie muszę za nią płacić ze swojego kieszonkowego?
- Tak, dobrze słyszałaś. Marek zaprosił mnie na obiad i pomyślałam, że może w tej sytuacji zechciałabyś spędzić popołudnie z Kubą. Oczywiście jeżeli jego rodzice się zgodzą.
- No pewnie, że chcę! I z przyjemnością zjem dzisiaj pizzę.
- To wybierz jakąś i przyślij mi namiary na restaurację. Zamówię ją wam. Oczywiście z dowozem.
- Jesteś kochana. Mówiłam ci o tym?
Asia pokręciła głową wyraźnie rozbawiona.
- A nie natrętna i denerwująca? Jeszcze przed chwilą miałaś mnie dosyć.
- Czasami wykazujesz przebłyski człowieczeństwa - rzuciła Kornelia, ale zaraz potem oznajmiła, że w takim razie będzie już kończyć i wybiorą sobie z Kubą tę pizzę.
- Tylko pamiętaj, żeby dać mi znać, co z kotem - powiedziała jeszcze Asia, zanim córka zakończyła połączenie.
Odłożywszy telefon, po raz kolejny usiadła do papierów. Ale i tym razem jej chwila spokoju nie trwała długo - usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę - odparła zrezygnowana i rzuciła długopis na biurko.
Po chwili oczom dyrektorki ukazała się zatrudniona wiosną woźna, Marta. Asia nie zdążyła się do niej przekonać, a dzisiaj to już wybitnie nie miała ochoty na pogawędki z nią, mimo to gdy dziewczyna spytała, czy może wejść, dyrektorka skinęła głową. Nie wypadało odmówić.
Marta wsunęła się do środka i zamknęła za sobą drzwi.
- Co panią sprowadza? - spytała ją Asia.
- Pani Renata poprosiła mnie, żebym przyniosła listę środków czystości, które trzeba zamówić. - Marta wyjęła z kieszeni niedużą kartkę i położyła ją na biurku. - Detergenty, szmaty do mycia podłóg, ręczniki papierowe, wiadra i nowa szczotka, bo ostatnio ktoś nam jedną złamał.
Asia wzięła listę i pobieżnie omiotła ją wzrokiem.
- Dobrze, zamówię to wszystko jeszcze dzisiaj.
- To super, pani Renata na pewno się ucieszy.
- Coś jeszcze?
Marta zaplotła palce i rozejrzała się po gabinecie dyrektorki.
- Hmm, właściwie to nie - powiedziała. Ale nie wyszła.
Asia poczuła się nieco dziwnie.
- W takim razie, oczywiście nie chcę być nietaktowna, ale muszę wrócić do swoich obowiązków.
- Tak, tak. Rozumiem - odparła Marta, nadal nie ruszając się z miejsca.
Asia poczuła się przez to jeszcze bardziej zakłopotana i popatrzyła na kobietę wymownie. Dopiero to sprawiło, że Marta jakby się ocknęła i ruszyła do drzwi. "Co za dziwne dziewczę", przemknęło Asi przez głowę.
Po raz kolejny spróbowała skupić się na swoich obowiązkach i chyba szczęście zaczęło jej wreszcie sprzyjać, bo przez następne dwie godziny lekcyjne nikt jej nie przeszkadzał i mogła cieszyć się upragnionym spokojem.