Rozdział 1 Ego
Czym jest ego?
Ego to przeciwieństwo prawdziwego "ja". Nie jest tobą, lecz złudzeniem
stworzonym przez społeczeństwo. Dopóki nie porzucisz koncepcji ego, nie
będziesz mógł poznać siebie.
Przyszedłeś na świat z prawdziwym poczuciem "ja". Twoi wychowawcy szybko
jednak zaczęli uczyć cię fałszywych identyfikacji: jesteś
chrześcijaninem, jesteś katolikiem, jesteś Niemcem, jesteś członkiem
narodu wybranego i tak dalej. W ten sposób stworzyli fałszywy obraz
ciebie. Otrzymałeś imię, wraz z nim przekazano ci określone ambicje i aspiracje.
Proces zdobywania wykształcenia obejmuje prawie jedną trzecią życia
człowieka. Twoje ego było kształtowane w szkole podstawowej, kościele,
szkole średniej, na uniwersytecie. W rezultacie zapomniałeś, kim
naprawdę jesteś. Utraciłeś niewinność swojej istoty. Twoje ego się
nadęło. Jesteś złotym medalistą, liderem, najlepszym studentem.
Ego zawsze ma pragnienia, ambicje i oczekiwania, chce znajdować się na
szczycie drabiny społecznej. Ego cię wykorzystuje. Nie pozwala ci
skontaktować się z prawdziwym "ja". Odpowiada za istnienie cierpienia,
bólu, nędzy, walki, frustracji, szaleństwa, morderstw.
Jeżeli chcesz dotrzeć do prawdy, musisz porzucić wszelkie przekonania,
które narzuciło ci społeczeństwo. Nikt tak naprawdę nie wie, kim jesteś
- ani rodzice, ani nauczyciele, ani księża. Tylko ty możesz poznać swoją
prawdziwą tożsamość. Nikt nie może poznać intymnej głębi twojej istoty.
Dlatego wszelkie opinie na twój temat są powierzchowne i nieprawdziwe.
Odsuń od siebie te opinie. Uwolnij się od ego. Postępując w ten sposób,
dotrzesz do swojej prawdziwej istoty, odkryjesz ją. To odkrycie jest
niezwykle ważne, ponieważ dzięki niemu możesz nadać swemu życiu właściwy
kierunek. Doświadczysz wówczas błogości i osiągniesz wieczne istnienie.
Wybór należy do ciebie. Jeśli trzymasz się ego i żywisz je, wybierasz
frustrację, cierpienie i ból. Jeśli natomiast powracasz do pierwotnej
niewinności, doświadczasz spokoju, błogości i ciszy.
Dzieci rodzą się wolne od ego. To społeczeństwo, religia i kultura
stwarzają w dziecku ego.
Zwróć uwagę na zachowanie małych dzieci. Nie mówią: "Ja jestem głodny".
Jeżeli dziecko ma na imię Andrzej, mówi: "Andrzej jest głodny. Andrzej
chce iść do ubikacji". Dziecko nie ma poczucia "ja". Mówi o sobie,
używając form trzeciej osoby. Skoro ludzie nazywają je "Andrzej", ono
nazywa siebie tak samo.
Kiedy dziecko staje się starsze, otrzymuje pouczenie: "To inne osoby
nazywają cię "Andrzej". Przestań w ten sposób mówić o sobie. Mów "ja"".
Z chwilą gdy Andrzej stał się "ja", utracił kontakt ze swą prawdziwą
istotą, osunął się w bezdenną otchłań iluzji. Wraz z koncepcją "ja"
pojawił się nowy typ energii. "Ja" chce się rozwijać i wzrastać.
Pojawiają się różne pragnienia. "Ja" pragnie się wspinać po drabinie
społecznej i zawłaszczać nowe terytoria.
Jeżeli spotykasz osobę, która ma silniejsze "ja", doznajesz poczucia
niższości. Podejmujesz wszelkie możliwe wysiłki, by prześcignąć tę
osobę. W twoim życiu pojawia się jeden zasadniczy cel - prześcignąć
rywala. Ulegasz złudzeniu, co powoduje niezliczone problemy.
Nawet Aleksander Wielki miał podobne problemy. Złożył przysięgę, że
podbije cały świat i złoży go u stóp swojej matki. Nikt wcześniej tego
nie dokonał.
"Ja" Aleksandra pragnęło, by podbił on cały świat. I rzeczywiście niemal
do tego doszło. Celowo użyłem słowa "niemal". Uczyniłem tak z dwóch
powodów. Po pierwsze, za życia Aleksandra znano tylko połowę świata. Nie
odkryto jeszcze niektórych kontynentów, na przykład Ameryki. Po drugie,
Aleksander dotarł do granicy Indii, jednak nie mógł ich podbić. Był
stosunkowo młody. Miał zaledwie trzydzieści trzy lata. Kiedy tylko
dorósł, nieustannie toczył boje. Patrzył na rozlew krwi i śmierć wielu
ludzi. Ciągły wysiłek spowodował wyczerpanie się jego sił witalnych.
Aleksander chciał wrócić do domu, do Aten. Zmarł jednak w drodze,
oddalony mniej więcej dobę drogi od swego miasta.
Oto wielki wódz leży chory i bezsilny. Otaczają go medycy. Wszyscy
zgodnie twierdzą: "Panie, nie będziesz dłużej żył. Nie doczekasz jutra.
Zatrzymaj się tu i nie podążaj do Aten. Może jest jeszcze jakaś
nadzieja, ale przerwij podróż. Nawet wtedy, gdy będziesz odpoczywał,
twój stan może nie ulec poprawie. Twoje życie gaśnie. Zbliżasz się nie
do swojego miasta, lecz do śmierci. Stoisz nad grobem. Nie możemy ci
pomóc. Umiemy wyleczyć chorobę, lecz jesteśmy bezradni wobec śmierci.
Masz trzydzieści trzy lata, ale zapas twojej energii życiowej się
wyczerpał, prowadziłeś bowiem nieustające walki".
Osobistym nauczycielem Aleksandra był wielki grecki filozof -
Arystoteles. Zdobywca świata jemu zawdzięczał swą wielką inteligencję.
Zrozumiał, co mówili lekarze. Wiedział, że umiera. Przywołał więc
naczelnego dowódcę i wypowiedział dziwne życzenie:
- Macie mnie ułożyć w trumnie w ten sposób, żeby moje dłonie znalazły
się na zewnątrz. I tak przenieście moje ciało do grobu.
- Zdumiewa mnie to życzenie - odparł dowódca. - Nigdy nie słyszałem, by
jakąkolwiek osobę niesiono do grobu w ten sposób.
- Brakuje mi tchu, żeby ci to wyjaśnić. Powiem krótko: chcę pokazać
całemu światu, że odchodzę z pustymi rękami. Myślałem, że w miarę upływu
lat staję się coraz potężniejszy, coraz bogatszy. Tymczasem ubożałem.
Urodziłem się z zaciśniętymi dłońmi, jakbym coś w nich trzymał.
Umierając, nie mogę mieć zaciśniętych dłoni: by zacisnąć dłonie w pięści, potrzeba energii życia. Chcę - kontynuował zdobywca świata - by
wszyscy wiedzieli, że Aleksander Wielki odchodzi jak żebrak z pustymi
rękami.
Nie wydaje mi się, by ludzie wyciągnęli naukę z lekcji, której im
udzielił ten wielki zdobywca.
Ego jest źródłem wszelkich problemów człowieka. Przez nie rodzą się
konflikty, wybuchają wojny, a ludzie stają się zawistni, przerażeni i zrozpaczeni. Człowiek spętany koncepcją ego uważa swoje istnienie za
pomyłkę. W związku z tym zazdrości innym urody, bogactwa, wiedzy,
nieustannie się z nimi porównuje. Przysparza w ten sposób bólu sobie i innym.
Ego jest niespokojne, zalęknione. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest
pozornym bytem stworzonym przez społeczeństwo, aby uganiać się za
cieniem. Ego angażuje się w różne gry. Grą staje się małżeństwo,
zdobywanie pieniędzy czy władzy. Społeczeństwo wspiera takie postawy.
Ludzie rywalizują i ścigają się ze sobą jak na olimpiadzie. Spychają
rywali, ponieważ na szczycie Mount Everestu nie starcza miejsca dla
wszystkich.
Współzawodnictwo ma bezwzględny charakter. Angażujesz się w nie bez
reszty i zapominasz, że ego zostało ci narzucone przez społeczeństwo i nauczycieli.
Ego to największe kłamstwo, które traktujesz jak prawdę. Establishment
jest żywo zainteresowany podtrzymywaniem tej sytuacji. Jeśli bowiem
ludzie uwolniliby się od dominacji ego, zanikłaby społeczna rywalizacja.
Każdy byłby zadowolony z tego, kim jest.
Ego tworzy oczekiwania: "Jutro odniosę sukces i wówczas będę się
cieszył. W imię przyszłego sukcesu dziś muszę cierpieć i ponosić ofiary.
Na sukces trzeba zasłużyć". Upragnione jutro nigdy jednak nie nadchodzi.
W ten sposób spędzamy życie, cierpiąc, wierząc, że przyszłość nam to
wynagrodzi.
Ego nie może istnieć w czasie teraźniejszym, lecz jedynie w przyszłości
lub w przeszłości. Przeszłość i przyszłość realnie nie istnieją, są
jedynie ruchem myśli. Ego jest iluzją, ponieważ przejawia się w złudnych, nieistniejących wymiarach czasu. Przeszłości już nie ma,
przyszłość natomiast jeszcze nie nadeszła. W teraźniejszości, w bieżącej
chwili nie odnajdziesz w sobie ego. Doświadczysz natomiast cichej
radości i czystej pustki.1
Źródłem ego jest koncepcja istnienia autonomicznego centrum świadomości.
Rodzące się dziecko jest pozbawione takiego centrum. Przebywając
dziewięć miesięcy w łonie, doświadczało ciała matki jako swego centrum.
Pojęcie autonomicznego centrum świadomości powstaje w odpowiedzi na
wymogi stawiane przez życie. Walka o przetrwanie powoduje, że ludzie
próbują określić swoją tożsamość. Nie mają jednak pojęcia, kim naprawdę
są. Na najgłębszym bowiem poziomie swojej istoty człowiek jest
tajemnicą. Przestaje być jednostką, indywiduum. Łączy się z uniwersalną
naturą.
Z tego właśnie powodu Budda pytany o to, kim jest, nie odpowiadał,
zachowywał milczenie. Nie mógł odpowiedzieć, ponieważ nie miał odrębnej
tożsamości. Stał się jednym z wszechświatem.
Na co dzień jednak nawet Budda używał słowa "ja". Jeżeli odczuwał
pragnienie, musiał powiedzieć: "Ja jestem spragniony. Anando, przynieś
mi wody. Ja odczuwam pragnienie".2 Słowo "ja" wydaje się
znaczące, choć w istocie jest fikcją.
Rozpatrzmy następujący przykład. Masz jakieś imię. Ale przyszedłeś na
świat bez imienia. Zostało ci ono nadane. Ponieważ powtarzano je tak
wiele razy, utożsamiłeś się z nim.
Mówię, że imię jest fikcją. Nie twierdzę jednak, że jest ono
niepotrzebne. Imię jest użyteczne w kontaktach społecznych. Jak inaczej
moglibyśmy się zwracać do ludzi? Jeżeli napisałbyś list, do kogo byś go
zaadresował?
Rodzice małego chłopca zmarli. Został sam i bez pieniędzy. Postanowił
napisać list do Boga z prośbą o pięćdziesiąt rupii. Kiedy list dotarł na
pocztę, pracownicy znaleźli się w kłopotliwej sytuacji. Co z nim zrobić?
Gdzie go przesłać? Zdecydowali, że otworzą kopertę. Po przeczytaniu
listu żal im się zrobiło sieroty. Postanowili zebrać dla niego trochę
pieniędzy. Udało im się zdobyć czterdzieści rupii. Tyle zatem wysłali.
Po jakimś czasie przyszedł kolejny list, tak jak poprzedni zaadresowany
do Boga. Chłopiec tym razem pisał: "Drogi Panie, kiedy następnym razem
będziesz przesyłał pieniądze, wyślij je bezpośrednio do mnie, pomijając
pocztę. Poczta pobrała dodatkową opłatę - dziesięć rupii".
Jeśli ludzie nie mieliby imion, znaleźlibyśmy się w kłopotliwej
sytuacji. Chociaż imiona nie są czymś realnym, stwarzają piękną fikcję i są użyteczne. Za pomocą imion zwracamy się do innych osób. Zaimek "ja"
jest potrzebny, byś mógł mówić o sobie.
Kiedy, jak wspomniałem, zanurzasz się głęboko we własną istotę, nie
znajdujesz tam żadnego oddzielnego "ja". Docierasz do czystego bytu,
egzystencji. Ta egzystencja jest nieograniczona. Nie należy ani do
ciebie, ani do mnie. Zawiera w sobie całość istnienia: skały, rzeki,
góry, drzewa.
Im głębiej zanurzasz się w siebie, tym bardziej się przekonujesz, że nie
istniejesz jako oddzielna osoba, jako indywidualność. W głębi przejawia
się czysta uniwersalna sfera. Na jej obrzeżach istnieją imiona, istnieje
tożsamość, istnieje ego.
Ego jest fikcją, która może być użyteczna. Używaj go, lecz nie daj się
oszukać.
Czy zawsze znajdujemy się pod wpływem ego? Czy zdarzają się chwile, kiedy jesteśmy od niego wolni?
Ponieważ ego jest fikcją, zdarzają się momenty, kiedy jesteśmy od niego
wolni. Ego może funkcjonować tylko wtedy, gdy je wspierasz. Fikcja
potrzebuje ciągłego wspierania. Prawda zaś istnieje sama z siebie.
Fikcję musisz nieustannie podtrzymywać, ozdabiać. Opada jedna jej
strona. Spieszysz, by ją podeprzeć, a w tym czasie zaczyna opadać druga.
Ludzie robią to przez całe życie. Próbują przekształcić fikcję w prawdę.
Zarabiają - na przykład - dużo pieniędzy. Ich ego się powiększa. Staje
się większe niż ego człowieka ubogiego. Ego człowieka ubogiego jest
niewielkie.
Ktoś zostaje premierem rządu lub prezydentem kraju. Ego takiego
człowieka nadyma się do ogromnych rozmiarów. Taki ktoś niemal unosi się
nad ziemią.
Całe życie spędzamy na znajdowaniu podpórek dla ego: gonimy za
pieniędzmi, dążymy do uzyskania władzy, prestiżu itp. Zapominamy, że
nieuchronnie nadejdzie śmierć, która wszystko przekreśli. Przekonujemy
siebie, że umrą inni, nie my. W pewnym sensie to prawda. Możesz widzieć
jedynie śmierć innych. Umierają kolejne osoby, a ty żyjesz. Bierzesz
udział w ceremoniach pogrzebowych, odprowadzasz ciała zmarłych na
cmentarz, a sam wracasz do domu.
Nie daj się oszukać. Wszyscy ludzie postępują w podobny sposób. Śmierć
przychodzi nieuchronnie i dotyka wszystkich. Przekreśla twoje znaczenie,
odbiera ci sławę, pozbawia cię imienia. Cała aktywność życiowa, którą
podejmujemy, jest niczym pisanie na wodzie. Nie pozostaje po niej żaden
ślad.
My jednak ciągle budujemy zamki z piasku.
Ponieważ, jak powiedziałem, ego jest fikcyjnym tworem, musi być
bezustannie podtrzymywane. Wymaga to skupienia i aktywności przez
dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nikt nie jest do tego zdolny.
Dlatego czasem - wbrew naszym oczekiwaniom i dążeniom - nagle pojawia
się wgląd w rzeczywistość pozbawioną ego.
Każdej nocy wchodzisz w stan głębokiego snu bez marzeń sennych. W tym
stanie nie pojawia się ego. Nie ma tam bowiem żadnych myśli ani innych
procesów mentalnych. Stan głębokiego snu jest podobny do śmierci. Trwa
jednak krótko. Jeżeli ktoś śpi zdrowym snem przez osiem godzin, faza snu
głębokiego, pozbawionego marzeń sennych, trwa dwie godziny. W tym
krótkim czasie organizm się regeneruje. Budzisz się rano świeży,
wypoczęty i ożywiony. Życie wydaje ci się urocze i pociągające. Widzisz
wszystko na nowo, ponieważ sam doznałeś odnowy. Dostrzegasz piękno
świata, ponieważ zakosztowałeś we śnie pięknego stanu.
Patandżali3 nazywa stan snu pozbawionego marzeń sennych
susupti. W tym czasie w sposób nieświadomy kontaktujemy się z poczuciem
boskości. Patandżali twierdzi, że istnieje niewielka różnica między
stanem susupti a stanem samadhi,4 który stanowi ostateczną
realizację stanu Buddy. Różnica polega na tym, że w stanie głębokiego
snu pozostajemy nieświadomi, natomiast w stanie samadhi zachowujemy
całkowitą świadomość. Istota tych zjawisk jest jednak tożsama.
Opuszczamy peryferia i kontaktujemy się z uniwersalnym centrum, z Bogiem. Dlatego sen jest taki istotny.
Drugi ważny obszar, w którym można doświadczyć zanikania poczucia ego,
to seksualność. Ta dziedzina ludzkiego życia znalazła się pod silnym,
niekorzystnym wpływem kapłanów. Przedstawiciele religii potępili życie
seksualne. Ponieważ to odium ciąży na życiu seksualnym od dawna,
spowodowało negatywne skutki. Umysły ludzi zostały uwarunkowane przez
poglądy głoszone przez kapłanów. Nawet w trakcie aktu seksualnego gdzieś
w głębi świadomości człowieka tli się myśl, że oto dzieje się coś złego.
Nawet współczesne młode pokolenie nie jest wolne od poczucia winy.
Wielu ludzi powierzchownie buntuje się czy protestuje. Pragną zaznaczyć,
że przestali być konformistami. Tacy ludzie zapuszczają włosy, przestają
się myć, stają się hippisami. Na wszelkie możliwe sposoby zaznaczają, że
wyłamali się z konwencji społecznych. To jednak tylko zewnętrzne zmiany.
Przez tysiące lat słyszeliśmy, że seks jest największym grzechem. Te
treści przeniknęły nas do szpiku kości. Na poziomie świadomym możesz być
przekonany, że w seksie nie ma niczego złego. Jednak nieświadome
przekonania powodują, że w czasie aktu seksualnego jesteś
zdekoncentrowany, boisz się czegoś, masz poczucie winy. Nie umiesz
całkowicie zaangażować się w akt seksualny.
Osoba, która potrafi całkowicie zaangażować się w seks, szczytuje,
przeżywa orgazm. Staje się czystą energią. Dzięki tej potężnej energii
witalnej doznaje odnowy. W takim stanie umysł nie funkcjonuje. Gwałtowny
przypływ energii spycha go z utartego szlaku.
Jeżeli potrafisz zaangażować się głęboko w uprawianie miłości, ego
zniknie. Na tym właśnie polega piękno aktu seksualnego. Również dzięki
temu aktowi można doznać wglądu w boskość.
Patandżali oraz joga skupiają uwagę na treningu, który prowadzi do
zachowania świadomości podczas głębokiego snu. Natomiast tantra5
jest sztuką nawiązywania kontaktu z Bogiem za pomocą aktu seksualnego.
Ścieżka jogi wymaga ogromnego wysiłku i jest długa. Przekształcenie
nieświadomego snu w świadomy zabiera wiele żywotów. Tantra uczy metody
szybszej i o wiele przyjemniejszej! Uprawianie miłości może uwolnić od
ego. Wymaga to tylko wykorzenienia treści przejętych od kapłanów.
Kapłani uwarunkowali twój umysł, by móc pełnić rolę pośredników pomiędzy
tobą a Bogiem. Zostałeś odcięty od Boga, potrzebujesz więc kogoś, kto
mógłby ci pomóc się z nim połączyć. Zwracasz się do kapłanów.
Bóg jest prawdziwym źródłem wszelkiej mocy. Ten, kto potrafi połączyć
ludzi z tym źródłem, ma ogromną władzę i rozległe wpływy. Władza
kapłanów przyćmiła nawet władzę sprawowaną przez królów. Kapłani stali
się potężni. Skalali wewnętrzne źródło mocy, zatruli je. W rezultacie
ludzie zostali odcięci od swoich uczuć i od miłości, wpędzeni w poczucie
winy.
Musisz całkowicie uwolnić się od poczucia winy. Podczas seksualnego
zjednoczenia koncentruj uwagę na modlitwie, na medytacji, na Bogu. Niech
twój pokój stanie się świątynią. Zapal kadzidło, nuć melodie, śpiewaj i tańcz. Uprawianie miłości powinno przebiegać w spokoju, bez pośpiechu.
Wejdź głębiej w to doświadczenie. Delektuj się nim. Dostrzegaj jego
urok. W ten sposób odkryjesz klucz do tajemnicy. Bóg wyposażył cię we
wszelkie potrzebne narzędzia. Musisz po prostu włożyć klucz do zamka i przekręcić go.
Miłość to szczególne doświadczenie. Ma potężną moc. W doświadczeniu
miłości niknie ego. Zachowujesz jednak pełną świadomość. Cała twoja
istota pulsuje i wibruje. Tracisz indywidualność, łączysz się z uniwersalną energią.
Stopniowo doświadczenie zjednoczenia może nadać kierunek twojemu życiu.
To, co się wydarza w szczytowym momencie miłosnego połączenia, ma być
nie pojedynczym aktem, lecz inspiracją do dalszych doświadczeń, swego
rodzaju dyscypliną. To samo wspaniałe doświadczenie możesz odnaleźć w innych działaniach i sytuacjach, na przykład podczas porannego spaceru,
kiedy obserwujesz wschód słońca. Albo kiedy nocą położysz się na ziemi i będziesz obserwować niebo usiane gwiazdami.
Dzięki doświadczeniu zjednoczenia podczas aktu seksualnego możesz się
uczyć, na czym polega miłosne połączenie z egzystencją. Jesteś w stanie
rozpoznać ego jako iluzję i umiejętnie go używać. Wówczas nie grozi ci
żadne niebezpieczeństwo.
Istnieją jeszcze inne sytuacje, w których dochodzi do spontanicznego
uwolnienia się od ego. Są to chwile, w których pojawia się poważne
zagrożenie życia. Jedziesz samochodem i nagle widzisz, że za moment
dojdzie do katastrofy. Tracisz panowanie nad samochodem i możesz uderzyć
w drzewo lub w nadjeżdżającą ciężarówkę albo spaść do rzeki. To
nieuchronne. W takich chwilach ego nagle znika.
Na tym właśnie polega atrakcyjność niebezpiecznych sytuacji. Wiele osób
podejmuje wspinaczkę na Mount Everest. Jest to głęboka medytacja, choć
alpiniści mogą nie zdawać sobie z tego sprawy. Wspinaczka wiąże się z niebezpieczeństwem. Na tym polega jej piękno. Im większe zagrożenie, tym
bardziej fascynująca jest wspinaczka. W obliczu rzeczywistego
niebezpieczeństwa umysł się zatrzymuje. Pojawia się wgląd w stan wolny
od ego. Stan poważnego zagrożenia życia powoduje, że działasz
spontanicznie. Wtedy przestajesz utożsamiać się z ego; możesz rozpoznać,
że nim nie jesteś.
Inną drogą mogą podążać osoby wrażliwe na piękno. Wystarczy, że widzą
piękną kobietę lub mężczyznę, by doznały olśnienia. Mogą też widzieć
kwiat lotosu, zachód słońca lub ptaka płynącego w przestworzach. W tym
stanie ego znika. Wszelkie obrazy, które przywołują szczególną
wewnętrzną wrażliwość i angażują cię tak głęboko, że zapominasz o sobie,
przyczyniają się do uwolnienia od ego. Doznajesz wówczas przebłysku
prawdy. Dzięki takim doświadczeniom religia pozostaje żywa.
Staraj się zauważać te szczególne momenty, pozwól im się pojawiać,
stwarzaj dla nich przestrzeń i rozwijaj ich ducha. Na tej drodze możesz
odnaleźć Boga. Kiedy uwalniasz się od ego, zbliżasz się do Boga.
Twoje "ja" składa się z trzech części. Pierwszą z nich jest osobowość.
Słowo "osobowość" (ang. personality) pochodzi od greckiego słowa
persona. W klasycznej tragedii greckiej aktorzy występowali w maskach.
Nie można było dostrzec twarzy aktora. Jego głos wydobywał się zza
maski. Per oznacza "przez" (maskę), zaś sona - "głos", "dźwięk".
Prawdziwe oblicze współczesnego człowieka kryje się za wieloma maskami.
Są one umieszczone jedna na drugiej. Kiedy zdejmiesz jedną maskę, pojawi
się następna. Kiedy usuniesz i tę, odsłoni się kolejna. Możesz
kontynuować to działanie. Zaskoczy cię, jak wiele masz twarzy.
Zgromadziłeś różne oblicza w ciągu wielu żywotów.
Kiedy wydajesz polecenia podwładnemu, masz zupełnie inny wyraz twarzy
niż wtedy, gdy rozmawiasz z przełożonym. Umiejętnie zmieniasz maski:
ciągle, wiele razy. Wreszcie staje się to nawykiem, odruchem. W jednej
chwili możesz zmienić swoje oblicze.
Potrzeba dużej czujności, by odkryć, jak wiele przywdziewamy masek.
Doprawdy, trudno je zliczyć.
To pierwsza część ciebie - "ty" nieprawdziwy. Można ją nazwać ego. Ego
jest kształtowane przez rodziców, wychowawców, kapłanów i polityków.
Podlega wpływom społeczeństwa. Społeczeństwo daje ci wiele twarzy, abyś
dobrze sobie radził na co dzień. Społeczeństwo pozbawia cię prawdy
wewnętrznej. Zamiast tego otrzymujesz substytut. Są to maski ego. Ukryty
za licznymi maskami tracisz rozeznanie, kim naprawdę jesteś. Nie możesz
się tego dowiedzieć, ponieważ maski zmieniają się w szybkim tempie, tak
szybko, że nie tylko nie wiesz, kim jesteś, ale także nie możesz sobie
ufać. Nie wiesz, która twarz jest twoją prawdziwą twarzą. W rzeczywistości żadna z nich nie jest prawdziwa.
W buddyzmie zen powiada się: "Jeżeli nie odnajdziesz swojej pierwotnej
twarzy, nie będziesz wiedział, czym jest Budda". Budda jest naszą
pierwotną twarzą.
Urodziłeś się jako Budda, ale twoje życie stało się nieautentyczne.
Musisz się uwolnić od masek narzuconych ci przez społeczeństwo. Jesteś
chrześcijaninem, hinduistą bądź muzułmaninem. To są tylko maski. Porzuć
je. To nie jest twoje prawdziwe oblicze. Nikt cię nie pytał o zgodę. Te
maski zostały ci narzucone.
Wszyscy rodzice i wszelkie systemy wychowawcze posługują się przemocą.
Nie zwracają uwagi na to, kim naprawdę jest istota ludzka. Opierają się
na z góry przyjętych ideach i koncepcjach. Są przekonani o swojej
słuszności. Narzucają ci swoją "prawdę". Wijesz się z bólu i rozbrzmiewa
w tobie bezgłośny krzyk. Nic nie możesz zrobić.
Dziecko jest delikatne i bezradne. Można je w dowolny sposób formować.
Społeczeństwo bezwzględnie wykorzystuje tę możliwość. Zanim dziecko
stanie się dostatecznie silne, by stawiać opór, zostaje na różne sposoby
okaleczone.
Droga, na której możesz odnaleźć siebie prawdziwego, polega na zrzucaniu
masek, wyzbywaniu się fałszywych tożsamości. Dlatego jeżeli pragniesz
odnaleźć postawę prawdziwie religijną, musisz odrzucić istniejące
systemy religijne. Jeżeli chcesz się zbliżyć do Boga, musisz odrzucić
wszelkie koncepcje Boga. Jeżeli chcesz wiedzieć, kim naprawdę jesteś,
musisz odrzucić wszelkie opinie, które na twój temat wyraziły inne
osoby. Musisz spalić wszystkie nieautentyczne, zapożyczone od innych
pojęcia i koncepcje.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki