Kryton - Platon
10.49 zł
8.60 zł
(7,59 zł najniższa cena z 30 dni)

p
Reflow text when sidebars are open.
Osoby dyalogu:
KRYTON,
SOKRATES. (Scena w więzieniu).
S. Czemu tak wcześnie przyszedłeś, Krytonie? - czy może już nie jest tak rano? K. I owszem. S. Jakże wcześnie być może? K. Pierwszy świt dopiero. S. Dziwi mię, że dozorca nie wzbraniał się otworzyć ci więzienia. K. Dobrze mi już jest znany, Sokratesie, z częstych moich tutaj odwiedzin, a do tego i otrzymał coś odemnie. S. Teraz dopiero przyszedłeś, czy już dawno? K. Już dosyć dawno.S. Więc czemuż nie zbudziłeś mię zaraz, ale tak cicho usiadłeś? K. Nie, na Zeusa, Sokratesie! - i ja sam nie chciałbym w takiej bezsenności i w takim smutku zostawać! Wiec i ze zdziwieniem patrzę już dawno na ciebie, że tak spisz przyjemnie, i umyślnie nie chciałem cię budzić, by ci czas jak najmilej zeszedł. I częstokroć już poprzednio w całem życiu mieniłem cię szczęśliwym dla twojego sposobu myślenia, ale najbardziej teraz, że tak spokojnie i lekko znosisz nieszczęście zawisłe nad tobą. S. Boby też i niedorzecznie było, Krytonie, niepokoić się w tak podeszłych latach, jeżeli śmierć już staje się koniecznością. K. Ale i innych, Sokratesie, w takim wieku podobne spotykają nieszczęścia, a przecież wiek ten nie uwalnia ich od niepokoju o los, który ich czeka. S. Jest tak istotnie. - Ale czemużto tak rano przyszedłeś? K. Z wieścią, Sokratesie, przykrą - nie dla ciebie, jak mi się zdaje, ale dla mnie i dla powinnych twoich wszystkich - z przykrą i srogą, którą ja, jak sądzę, najdotkliwiej może odczuwam. S. Cóżto za wieść taka? czy nawa przypłynęła z Delos, z której przybyciem umrzeć będę musiał? K. Nie przypłynęła jeszcze, ale zdaje mi się, że dzisiaj przypłynie według opowiadania niektórych, co z Sunionu przybyli i tam ją pozostawili. Okazuje się zatem z wiadomości tych, że dzisiaj przybędzie - a jutro będziesz musiał zakończyć życie, Sokratesie! S. A więc szczęścia, Krytonie! Jeżeli tak podoba się bogom, niechaj będzie tak. Z tem wszystkiem sądzę, że nawa nie przypłynie dzisiaj. K. Z czegóż tak wnosisz? S. Powiem ci: wszakże śmierć mam ponieść podobno następnego dopiero dnia po jej przybyciu? K. Tak mówią przynajmniej ci, którzy tem zarządzają. S. Otóż sądzę, że nie dzisiaj przypłynie, ale jutro, a wnoszę to ze snu jednego, który miałem co dopiero tej nocy - i może właśnie w porę stało się, żeś mię nie obudził. K. I jakiż był sen ów? S. Zdało mi się, że przyszła do mnie jakaś Bniewiasta nadobna i piękna, ubrana biało, i że zawołała na mnie i rzekła: "Sokratesie! dnia trzeciego we Ftyi urodzajnej staniesz ". K. Dziwny to sen, Sokratesie! S. Owszem jasny, jak mi się przynajmniej zdaje, Krytonie!. K. Nawet bardzo, jak widać. Ależ, jedyny Sokratesie, bodaj teraz jeszcze posłuchaj mnie i ratuj się. Bo jeżeli ty umrzesz, nie jedno mię czeka cierpienie, ale prócz tego, że pozbawionym zostanę przyjaciela, jakiego w nikim i nigdzie pewnie nie znajdę, obudzę jeszcze podejrzenie w wielu, którzy ani mnie ani ciebie dobrze nie znają, że będąc w możności ratowania cię, gdybym tylko był chciał użyć na to pieniędzy, nie dbałem o tę sprawę. A jakież mniemanie może być więcej poniżające nad to, że się pieniądze wyżej od przyjaciół ceni? Bo większa część nie uwierzy, że mimo nasze zabiegi ty sam uciekać stąd me chciałeś. S. Lecz czemuż ma nam tak bardzo zależeć na mniemaniu owej większości, drogi Krytonie? Wszakże najrozumniejsi, o których więcej dbać nam się godzi uwierzą że cała rzecz tak się stała, jak się stanie zapewne.K. A jednak widzisz sam, Sokratesie, że i o mniemanie ogółu dbać koniecznie potrzeba. I samo już to co się teraz dzieje, pokazuje jasno, że nie najmniejsze złe udzie wyrządzić potrafią, ale największe niemal, skoro tylko kto przed nimi oczernionym zostanie. S. O gdyby to, Krytonie, ten ogół ludzi zdołał wyrządzać złe największe, aby mógł i dobrodziejstwa największe wyświadczać! - tak wszystko byłoby dobrze - tymczasem ani jedno ani drugie nie jest w jego mocy; bo on ani do rozumnych ani do bezrozumnych uczynków niezdolny, i działa tylko tak, jak ślepy traf zdarzy.K. Niechże więc tak będzie! Ale wyznaj mi, Sokratesie! - przecież nie obawiasz się o mnie ani o innych przyjaciół twoich, aby po twojej stąd ucieczce nabawili nas kłopotów donosiciele, żeśmy cię stąd wykradli, i nie lękasz się, że będziemy zmuszeni cały nawet majątek lub wielką część mienia utracić, albo coś więcej jeszcze nad to ucierpieć? Bo jeżeli o coś podobnego ci chodzi, to porzuć taką obawę: wszakże to rzecz słuszna, abyśmy się na to niebezpieczeństwo narazili i nawet na większe, jeżeli tego potrzeba będzie, skoro tylko ciebie ocalimy. Więc posłuchaj mię i nie czyń inaczej!
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.