Prolog
Prolog
Przez lata koledzy, wydawcy i studenci prosili mnie o napisanie
podręcznika na temat konstelacji rodzinnych. Długo nie chciałem tego
zrobić. Moje książki są przeznaczone dla wszystkich odbiorców: ich celem
nie jest wyłącznie kształcenie przyszłych terapeutów, choć mam
świadomość, że szkoły konstelacji je polecają, a studenci używają ich w procesie uczenia się. Zawsze pisałem, opierając się na zrozumieniu,
jakie oferuje mi to systemowe i relacyjne narzędzie pracy, ale bez
skupiania się wyłącznie na nim. To nie jest mój sposób na pisanie
wielkich prac.
Mówiono mi, że mam dobrą rękę do opowieści, poezji i metafor, a nie do
ustrukturyzowanej intelektualnej ortodoksji. Cieszy mnie to, ponieważ
zawsze wierzyłem, że symboliczny i sugestywny styl ma większy wpływ na
naukę. Nauczanie oznacza generowanie doświadczenia, a uczenie się to nie
tylko zdobywanie wiedzy rozumem, ale także poprzez doświadczenie.
Istnieją słowa i książki dostarczające doświadczeń, na których podstawie
dokonuje się zrozumienie, oraz słowa i książki stanowiące zbiór wiedzy,
którą umysł musi przyswoić. Mam nadzieję, że ta praca, podobnie jak moje
poprzednie, należy do tej pierwszej kategorii. Ufam, że skłoni
czytelnika do chwili introspekcji, uczenia się i zadawania pytań, a tam,
gdzie to możliwe, także procesu oświecenia.
Ustawianie konstelacji życia wynika z pewnego rodzaju poczucia
sprawiedliwości: jedną ręką przyjmujemy, a drugą dajemy; tak właśnie
działa życie. W maju 1999 roku Bert Hellinger, twórca metody ustawień
rodzinnych, czyli metody konstelacji, gościł w Instytucie Gestalt w Barcelonie, co oznaczało wprowadzenie jego pracy do Hiszpanii i Ameryki
Łacińskiej. Stopniowo czułem się coraz bardziej powołany do wspaniałego
zadania polegającego na współpracy w rozpowszechnianiu jego dorobku i nauczania. Ręka, którą przyjmowałem jego wiedzę, czuła się przepełniona,
a druga próbowała dawać tyle, ile otrzymałem, a nawet trochę więcej. Ta
książka jest zatem hołdem dla Mistrza Hellingera i jego nauk, które dały
nam tak wiele i odmieniły życie tak wielu ludzi, w tym moje własne.
Wierzę, że czcimy nauczycieli w ten sam sposób, w jaki czcimy rodziców,
czyli poprzez obdarowywanie innych ludzi tym, co od nich otrzymaliśmy,
przekształcając to poprzez naszą wyjątkowość i nasz własny sposób
rozumienia i przetwarzania tego, czego się uczymy. Zatem w niniejszej
książce dodaję do tego, co otrzymałem, przetworzyłem i przetrawiłem,
moje własne refleksje, doświadczenia i wnioski po ćwierćwieczu pracy
jako terapeuta konstelacji.
Niniejsze strony są również hołdem dla Berta jako orędownika inkluzji,
czyli włączania. Aż do jego śmierci, a nawet dłużej, jego nauki i przykład, który dawał swoim życiem, stały się kluczem otwierającym drzwi
do spokoju umysłu. Integracja, ruch ekspansji serca, oznacza
przyjmowanie wszystkiego i akceptowanie jako czegoś prawowitego: to
święty szacunek dla odmienności, dla rzeczywistości takiej, jaka jest,
dla wszystkich wewnętrznych części i doświadczeń, które składają się na
jaźń, tożsamość. Jako całość ekspansja serca wydaje mi się
najpiękniejszą i tytaniczną pracą, której można poświęcić życie, a przy
okazji tą, która przynosi nam pełnię zdrowia na ciele i duszy.
Bert był dla mnie bardzo hojny. Podczas tej pierwszej sesji, pod koniec
dnia pracy, zebraliśmy małą grupę ochotników, którym ufałem, a on chciał
dać mi konstelację na temat mojej rodziny. Wyniki były zaskakujące.
Chociaż pracowałem nad swoimi osobistymi sprawami przez wiele lat,
otworzyło się przede mną zupełnie nowe i głębokie zrozumienie mojego
miejsca w relacji z rodzicami. Nagle zobaczyłem, jak to, co do tej pory
kierowało moim życiem, zostało zdmuchnięte: narracja, którą
skonstruowałem w odniesieniu do moich rodziców i historii mojego
dzieciństwa, została radykalnie zdekonstruowana i pozwoliła mi zrozumieć
subtelność moich powiązań z nimi.
Ponadto ta pierwsza konstelacja zaoferowała mi ruch rozwiązania i zdrowia, który obejmował integrację postaci ojca jako źródła ochrony i siły. To doświadczenie stało się wewnętrzną rewolucją i doprowadziło
nawet do złagodzenia pewnych napięć cielesnych, których zawsze
doświadczałem. Także w obszarze zawodowym wywołało to zmiany: popchnęło
mnie do nawiązania współpracy i stania się częścią ścieżki konstelacji.
W pewnym sensie wypełniło się moje przeznaczenie.
Hellinger doskonale ucieleśniał rozmaite archetypy ważne dla zawodu
polegającego na niesieniu pomocy: kochanka, który doświadcza życzliwości
i współczucia; wojownika, który wykazuje się prawością, jest gotowy do
konfrontacji i nie unika tego, co przerażające; szamana, który zna język
głębi; mnicha, który kontaktuje się z bytem, a nie z pozorem; króla,
który błogosławi i obdarza. Zainspirowany tym ostatnim archetypem,
powiedział mi: "Ponieważ nie mówisz płynnie po angielsku, twoje zadanie
będzie dotyczyło świata latynoskiego". Podobnie jak inni dobrzy
nauczyciele, Bert Hellinger wiedział, jak wspierać rozwój swoich
uczniów, zasiewając ziarna wzrostu i przyszłości. Jego słowa rezonowały
we mnie, jakby dał mi misję, którą czuję, że wypełniłem z nawiązką. Było
to niewątpliwie słuszne przeczucie, ponieważ od lat często podróżuję
zawodowo, ucząc i prowadząc terapię na warsztatach w niemal wszystkich
krajach hiszpańsko- i portugalskojęzycznych.
W swoim archetypie wojownika Bert zawsze wykazywał się absolutną
prawością: bez wahania dawał się prowadzić wewnętrznej wiedzy. Pewnego
razu poprosił dziennikarza o nagranie wywiadu, ponieważ wyczuł w nim,
całkiem słusznie, wielką skłonność do inwencji i upiększania, i zażądał,
aby w wypowiedzi znalazło się tylko to, co on sam powiedział. Zdobycie
dyktafonu zajęło dużo czasu (smartfony nie były jeszcze w powszechnym
użyciu) i dopiero wtedy rozmowa się rozpoczęła. Po raz kolejny pozostał
dokładnie sobą. W innym momencie zapytałem go, co myśli na jakiś temat,
już nie pamiętam jaki - a jego odpowiedź mnie rozbroiła: "Nie myślę, po
prostu czuję". W ten sposób pozwolił zabłysnąć archetypowi maga lub
szamana, który tak głęboko ucieleśniał.
Niniejsza książka, która jak dotąd wymagała ode mnie największego
wysiłku, jest wynikiem serii rozmów z ludźmi gromadzącymi się na moich
warsztatach czy też sesjach terapeutycznych. Mój przyjaciel David Barba,
dziennikarz, redaktor i terapeuta, dołożył wszelkich starań, aby
wyciągnąć z nich najistotniejsze idee konstelacji rodzinnych, do których
dołożyłem również moje własne obserwacje i przemyślenia, prowadzone na
wielu płaszczyznach. Piszę zatem o teorii, postawie terapeuty, relacji
terapeutycznej, praktyce metody, filozofii leżącej u podstaw metody,
opisuję idee referencyjne, fenomenologiczne i systemowe, duchowość,
ślepą i świadomą miłość, związek między żywymi i umarłymi i tak dalej.
W pewnym sensie książka ta jest również wynikiem pracy zespołowej,
ponieważ publiczność stymulowała osoby, które uczestniczyły w sesjach,
swoimi pytaniami i wzbogacającymi refleksjami. W ten sposób powstał
początkowy materiał, który wymagał długiego procesu selekcji i edycji,
aby nadać mu pewien porządek i harmonię. Mamy nadzieję, że po wielu
godzinach pracy Davida i mojej zdołaliśmy to osiągnąć bez uszczerbku dla
spontaniczności, świeżości i potoczystości naszych rozmów. W ten sposób
każdy rozdział może być czytany niezależnie od innych, chociaż dopiero
całość ujawnia swoje znaczenie.
Mam również nadzieję, że książka ta zostanie odebrana jako mój mały i prosty wkład w twórczy wszechświat konstelacji, jako terapeutyczne i psychoduchowe podejście do udzielania pomocy wraz z jego filozoficznym
tłem. Pojmujmy pomaganie nie tylko w kontekście klinicznym, osobistym i rodzinnym, ale w szerszym znaczeniu. Metodologia ta ma zastosowanie do
wszystkich dziedzin o charakterze relacyjnym: zdrowia, edukacji, pracy
społecznej, prawa i wymiaru sprawiedliwości, świata biznesu, organizacji
i stowarzyszeń, polityki i konfliktów w ogóle, niezależnie od ich
natury.
Chociaż skupiłem się głównie na centralnej strukturze więzi rodzinnych i scenariuszu życia każdej osoby, bez wchodzenia w szczegóły tych
konkretnych dziedzin, chciałbym wyraźnie stwierdzić, że metodologia ta
może być ekstrapolowana i stosowana w każdej z nich.
Konstelacje mają potencjał, aby uwidocznić ukryte wątki, które rządzą
przyszłością jednostek i grup, oraz wywołać w nich zmiany.
Oprócz zadedykowania niniejszej pracy Bertowi Hellingerowi dedykuję ją
również - i jestem pewien, że on byłby z tego zadowolony - wszystkim
ludziom, którzy jako pacjenci, studenci i klienci powierzyli mi swoją
intymność i ból w ciągu tak wielu lat praktyki zawodowej w charakterze
trenera i terapeuty. Dzięki temu depozytowi zaufania mogłem towarzyszyć
im w rozwoju ich błogosławieństw i niesamowitych talentów, ale także
podczas ich życiowych burz, doznawania ran i na grzęzawiskach duszy.
Jestem wdzięczny za dar, jakim było każde z wielu spotkań, i za naukę,
którą z nich wyniosłem.
Oby ta książka dała wszystkim czytelnikom dobre wskazówki na przyszłość
i życie, a specjalistom od terapii - ziarna, które wzbogacą piękną
sztukę i rzemiosło pomagania.
1. Labirynt życia
1
Labirynt życia
Znaczenie więzi i umysłu systemowego
Aby narodziła się tańcząca gwiazda,
musisz mieć w sobie chaos.
F. Nietzsche
W znanej scenie z filmu Paola Sorrentina Wielkie piękno Maria pyta
Jepa Gambardellę: "Czy wiesz, dlaczego żywię się korzonkami?". "Nie,
dlaczego?" - odpowiada Jep. "Ponieważ korzenie są ważne".
Jep, sześćdziesięciopięcioletni mężczyzna, pogrąża się w poszukiwaniu
znaczenia, które pozostawia go bez odpowiedzi. Siostra Maria, stuletnia
i bardzo skromna święta, która zawsze żyła wśród ubogich, wskazuje mu
właściwy kierunek: aby odnaleźć siebie, musi pogodzić się ze swoim
pochodzeniem, swoją przeszłością, swoim duchowym źródłem, ale także ze
swoimi uczuciami, stratami, nieobecnościami, porażkami i upływem czasu.
Przede wszystkim musi na nowo odkryć swoje korzenie i wyrazić im głęboką
wdzięczność.
Przetłumaczmy teraz "korzenie" jako "więzi". Chociaż nie są one
dokładnie tym samym, każdy korzeń zarówno wspiera nas, jak i przeplata i łączy, tj. wiąże nas. Dlaczego więzi i korzenie są tak ważne? W jaki
sposób podtrzymują nas i dają nam życie oraz w jaki sposób ich brak lub
wyparcie sprawiają, że tak gorzko cierpimy? Innymi słowy: w jaki sposób
pomagają nam stać się tym, kim naprawdę jesteśmy? Dlaczego tak ważne są
spokój i wdzięczność? W tej książce postaram się wyczerpująco
odpowiedzieć na te pytania.
Konstelacje pokazują nam, że pomimo naszej egzystencjalnej bezradności
korzenie, które łączą nas z rodzicami, dziadkami, pradziadkami, z naszą
historią, są nadal pod naszymi stopami. Odziedziczyliśmy niezliczone
doświadczenia przetrwania i rozwoju. Można żyć na najbardziej zagubionej
wyspie z możliwych, w największej samotności, a jednocześnie wewnątrz
nas wciąż będzie żyło wielu znaczących przodków.
Niezaprzeczalną rzeczywistością jest to, że jest nas bardzo wielu.
Należymy ślepo do tej rzeszy, do tej społeczności, nawet jeśli w codziennym życiu czasami czujemy się oddaleni lub oderwani. Więzi są
podstawową jednostką życia, a wymiana między dawaniem i otrzymywaniem to
składniki odżywcze i witaminy. Więzi stanowią surowiec w pracy z konstelacjami. Poprzez reprezentację systemów rodzinnych i innych
relacji międzyludzkich (takich jak miłość, partnerstwo, relacje
zawodowe, biznesowe, duchowe, polityczne lub społeczne) możemy
obserwować, analizować i interweniować w związki i dynamikę,
przeciwności i niewygody, osiągnięcia i błogosławieństwa, których ludzie
doświadczają przez całe życie w ramach tego "my". A czym dokładnie jest
to "my"? To systemy więzi, niezbędny i piękny wyraz życia, o który
należy dbać, rozumieć i pielęgnować. Tylko w ten sposób możemy cieszyć
się dobrym samopoczuciem i zdrowiem, nie tylko indywidualnie, ale także
zbiorowo.
Stawanie się tym, kim jesteś
Życie jest pięknym darem, który leży w naszych rękach. Celem życia jest
ciągłe jego doświadczanie. Wielu z nas uważa, że warto traktować życie
jako podróż, jako osobistą drogę, a nawet duchową ewolucję. Dar staje
się w ten sposób interesującym i pomyślnym wyzwaniem.
Słynny mitolog Joseph Campbell, odkrywszy schemat narracyjny wspólny dla
wielu kultur i tradycji, który nazwał monomitem, odniósł się do życia
jako heroicznej podróży, w której podążamy ścieżką prowadzącą nas do
śmierci starego i odrodzenia się w nowym na kolejnych etapach życia.
Podążając za wezwaniem przygody, porzucamy rutynę codzienności, stawiamy
czoła niebezpieczeństwom i rywalom, znajdujemy przewodników i sprzymierzeńców, doświadczamy symbolicznej śmierci i odradzamy się na
nowo. Wszystkie te ruchy na ścieżce życia opływają ambrozją świadomości,
służbą innym i radością z powrotu do domu, czyli do nieskrywanego
wewnętrznego ja. Filozof Friedrich Nietzsche akcentował koncepcję
"stawania się tym, kim się jest" jako jedną z norm egzystencji. "Być
tym, kim się jest", czyli być bohaterem własnego życia, oznacza przede
wszystkim rozpoznanie własnych uczuć i potrzeb. Następnie zdobycie
świadomości i odwagi, by je potwierdzić, a na koniec osiągnięcie stanu
pokory, w którym można dostrzec większą siłę. W tym momencie człowiek
uczy się służyć życiu swoimi unikatowymi darami, co stopniowo osłabia
jego egoizm i sieć fałszywych tożsamości. W ten sposób zaczynamy zrzucać
starą skórę, umierając trochę dla własnego ego i odradzając się w poczuciu "ty" i "my".
Z tej perspektywy "stawanie się" oznacza dotarcie do jaźni poza jej
formami, przejście od umysłu przywłaszczającego do umysłu doceniającego
i celebrującego. Jest to podróż z wszechświata własnego ego,
charakteryzującego się zaabsorbowaniem samym sobą, do wszechświata tego,
co powszechne, przejście od brzegu, na którym wykorzystuje się życie dla
własnych interesów, do tego, na którym pozwala się sobie na
transformację, a ta sprawia, że stajemy się sługą sił życiowych. Jak
powiedział William Blake: "Nic, co żyje, nie żyje samotnie ani dla
siebie".
Podróż życia
Jest taka słynna piosenka Beatlesów Strawberry Fields Forever, której
słowa mówią: "Życie jest łatwe z zamkniętymi oczami". Mieć zamknięte
oczy oznacza być uśpionym, nie chcieć widzieć, błąkać się w oderwaniu od
samych siebie. Później porozmawiamy o ślepej miłości i cierpieniu
spowodowanym tym, że nie chcemy widzieć i nie potrafimy zrozumieć tego,
co widzimy.
Ślepota sprzeciwia się świadomości, otwarciu oczu, a także uniemożliwia
jasną wizję własnego wnętrza i rzeczywistości, co stanowi podstawowy
element podróży na drodze życia. Opuszczając jaskinię i pozostawiając za
sobą fascynację cieniami na ścianach, jak sugerował Platon, stajemy się
coraz bardziej świadomi. Podróż życia jest pełna wyzwań, z którymi
musimy się zmierzyć i które zmuszają nas do tego, byśmy przyjrzeli się
sobie, zwłaszcza przez pryzmat dysharmonii i napięć w naszych relacjach.
Jeśli porzucimy komfort zastałego życia i zaakceptujemy wezwania do
porzucenia tych przestarzałych wersji nas samych, wkrótce poczujemy
potrzebę samopoznania, otwarcia oczu nawet na to, co wydaje się
niewidoczne, i zastosujemy się do orfickiej recepty samopoznania. Wiedza
o tym, czym, jak, z kim, a przede wszystkim kim jesteśmy, stanie się
jednym z głównych zadań naszej egzystencji.
Jak wspomniałem na początku, uniwersalne i podstawowe kwestie we
wszystkich życiowych podróżach to korzenie: więzi i relacje, miłość,
seksualność, śmierć, choroba, tajemnica, piękno, dawanie, wymiana. Choć
pojawiają się w różnych postaciach i sytuacjach, wszystkie mają wspólny
i powtarzający się korzeń: połączenie z samym sobą, z innymi i z drugim
człowiekiem. Zawsze chodzi o połączenie, więź, relację, związek, czy to
z miłością, czy z bólem. Jako ssaki żyjemy w relacji z naszymi bliźnimi,
w poczuciu potrzeby innych, w nieuniknionej wzajemnej zależności lub,
jeśli wolisz, we współzależności lub współżyciu, jak powiedziałby mnich
i poeta Thích Nh?t H?nh.
Konkretyzacja tych wielkich kwestii, przy jednoczesnym podzielaniu tej
wspólnej cegły powiązań, przedstawia niezwykłą złożoność i pociąga za
sobą szereg nieuchronnych pytań, które stanowią egzystencjalne wyzwania:
skąd pochodzimy, w tym nasi rodzice i rodzina, jaki jest sens życia, jak
spełnić się w ograniczonym czasie, którym dysponujemy, kogo kochamy, jak
wyrazić naszą intymność i naszą seksualność, tworzenie, miłość,
odkochanie się, macierzyństwo lub ojcostwo, braterstwo, więź z samym
sobą, samotność, chorobę lub ograniczenia.
Więź z naszymi rodzicami stanowi podstawową formę, w której wypiekana
jest ta cegła, alchemiczny kocioł, rozświetlający wiele aspektów, które
później tworzą większość naszego życiowego scenariusza, i gdzie
kształtuje się nasz styl przywiązania do innych, z naszymi mechanizmami
obronnymi i urazami. Mówiąc o rodzicach - kluczowe jest zrozumienie
systemu, który ich obejmuje, ponieważ wraz z nimi i w nich manifestuje
się wiele innych osób: ich rodzice, dziadkowie, pradziadkowie i całe
drzewo genealogiczne, któremu udało się stworzyć życie i je utrwalić.
W pracy z konstelacją rodzinną otwarcie oczu jest równoznaczne z otwarciem się na życie. W tym procesie staje się jasne, że uczucia i doświadczenia naszych rodziców, dziadków i innych osób przed nami mają
na nas głęboki wpływ, ponieważ przez nich przepływa sok przodków z naszego własnego drzewa genealogicznego. Otwarcie oczu oznacza również
uzyskanie świadomości dynamiki działającej w tym wielkim drzewie, co z kolei daje nam wolność. Wiedza o tym, skąd pochodzimy, jakie są kluczowe
kwestie naszej genealogii, tajemnice naszego systemu rodzinnego, rany,
których nasi przodkowie doznali i nie wiedzieli lub nie chcieli na nie
patrzeć, lub próbowali je ukryć, aby nie bolały, umieszcza nas w nowej,
szerszej i głębszej świadomości, która nas wzmocni i ochroni oraz która
będzie miała wyraźny wpływ na nasze predyspozycje do odżywiania się
życiem i otrzymywania jego owoców.
Usuwanie naleciałości naszej przeszłości
Wszystkie istoty ludzkie są historią sukcesu swoich przodków, a w pewnym
sensie także społeczeństwa, w którym żyją. Jednak często jest to sukces
względny, ponieważ tryby społeczne, które w nas zaszczepiono, stanowią
nierzadko przeciwieństwo naszej natury, a z drugiej strony są zgodne z naszą ułomnością. Wystarczy spojrzeć na szalejący dziś indywidualizm,
konkurencyjny liberalizm, który przynosi wielu ludziom społeczne
wykluczenie, rosnącą samotność i niepewność, chciwość, rywalizację,
wewnętrzną pustkę, konsumpcyjny styl życia, nałogi i rozproszenie uwagi.
Wszystko to niewątpliwie stymuluje zły stan zdrowia psychicznego,
niepokój, depresję, lęk i energię śmierci.
Ale poza introjekcją i uwarunkowaniami kulturowymi pozostaje oczywiste,
że to w drzewie genealogicznym "ptak śpiewa najlepiej", jak przypomina
nam książka Alejandra Jodorowsky'ego. W całej historii rodziny istnieją
niezliczone wydarzenia, które mają korzystny wpływ, zaszczepiając siłę,
dając poczucie bezpieczeństwa i dobrobyt, a także inne, które
pozostawiają ślad ograniczeń, cierpienia i przeciwności losu. Bycie
żywym, odczuwanie nadziei i ufność, że życie jest warte przeżycia i że
czeka nas więcej radości niż udręki, jest niezbędnym antidotum na
psychiczne załamania.
System rodzinny, z którego się wywodzimy, musiał radzić sobie z różnymi
złożonymi scenariuszami, w tym z sytuacjami życia i śmierci. Niektóre z nich stały się formami ekspansywnej energii, która nas prowadzi,
wzmacnia i jest obecna w nas poprzez naszych rodziców. Inne skutkowały
odziedziczonymi problemami i konfliktami, które zostały przekazane
poprzez milczenie i nieprzepracowane traumy naszych przodków.
W związku z tym odkrywanie naszych korzeni staje się fundamentalną
kwestią w życiowej podróży. Oczyszczając zarośla naszej przeszłości i rzucając światło na cienie tych, którzy przyszli przed nami, uzupełniamy
układankę historii rodziny. Proces ten nie tylko zwiększa naszą
świadomość i wolność, ale także pozwala nam uwolnić naszych potomków od
rodzinnych obciążeń, które mogą odziedziczyć, co zapewnia im lżejszy
start w życiu.
Ludzie często skupiają swoją energię psychiczną i emocjonalną na
przeszłości, z której się wywodzą: spoglądają wstecz na dzieciństwo, na
to, co było, a nie na to, co jest lub będzie. Pozostają zakotwiczeni w dniu wczorajszym, który nie został przepracowany, który bolał tak
bardzo, że nie można na niego nawet spojrzeć, jakby był czymś w rodzaju
Meduzy, która nas petryfikuje. Wszystko to jest zapisane w ciele,
ponieważ "strach jest ucieleśniony", jak mówi tytuł słynnej książki
psychiatry Bessela van der Kolka, specjalisty od traumy. Jednak życie
nie jest zorientowane na przeszłość, ale na przyszłość, a w szerszym
sensie życie jest teraz, w tej właśnie chwili. Mówi się, że każda chwila
zawiera w sobie wieczność, a ci, którzy są obdarzeni lub pobłogosławieni
błogością życia w chwili obecnej, są szczęśliwsi, spokojniejsi, jak
dzieci, które są w stanie zanurzyć się w czystej teraźniejszości.
Czasami wielka sieć tych, którzy przyszli przed nami, w tym urodzonych i nienarodzonych, zmarłych w tragicznych okolicznościach, wykluczonych,
"szalonych", uzależnionych, tych, którzy byli trzymani w tajemnicy, i wszystkich brakujących elementów układanki wywiera ogromny wpływ, który
usidla i dezorientuje nas bez naszej wiedzy. Wtedy więzi stają się
ścianami labiryntu, który zamyka nas w przeszłości. W rodzinach
wykluczenia mają bolesny wpływ, jak zobaczymy poniżej, a wykluczeni są
zwykle reprezentowani przez kogoś z późniejszych pokoleń, przywiązanego
do roli, która mu nie odpowiada. Czy może istnieć pilniejsze zadanie dla
sumienia niż uwolnienie się od takich obciążeń, a tym samym uwolnienie
tych, którzy przyjdą po nas?
Rodzimy się jak tańczące gwiazdy
Odważając się na podróż życia, otrzymujemy możliwość przyjęcia darów
drzewa genealogicznego oraz jego ran, a także wyleczenia tych ostatnich,
aby nie mogły rządzić naszym życiem w teraźniejszości. Jak powiedział
Lew Tołstoj w swoim legendarnym pierwszym akapicie Anny Kareniny:
"Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda rodzina
nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój sposób". Dzieje się tak,
ponieważ wykluczenie, tajemnica, trauma i nieprzetworzony ból znajdują
niezwykle kreatywne sposoby, aby zakorzenić się jak pasożyty lub toksyny
psychiczne w gałęziach naszego drzewa, żywiąc się sokiem przodków.
Nieszczęście, o którym mówię, zdolność bólu do utrzymywania się i komplikowania naszego życia, wymaga podejścia, które pozwoli nam je
zrozumieć i przezwyciężyć. Tak właśnie pojmuję konstelacje rodzinne:
jako narzędzie do badania szczęścia i nieszczęścia w rodzinie oraz
wzorców więzi relacyjnych, fenomenologię, która pozwala nam wejść w labirynt życia, jego zakamarki, szare strefy i tajemnice, dramatyzację,
dzięki której więzi i wzorce dzieciństwa i rodziny wychodzą na jaw.
Konstelacje zachowują się jak pole mądrości i wiedzy, obdarzone pamięcią
historyczną, i działają jak klucz główny, który może otworzyć nawet
drzwi zamknięte od pokoleń, umożliwiając przepływ powietrza przez
wszystkie pomieszczenia naszego systemu rodzinnego.
Przez "fenomenologię" rozumiem badanie zjawisk tak, jak są one
doświadczane przez ludzi, bez zaszufladkowania ich w pojęciach i diagnozach. Fenomenologia jest zawsze w ruchu, jest żywa, nie pozwala
się zamknąć w domysłach czy założeniach. W konstelacjach badamy to, co
ludzie czują i czego doświadczają w ciągłej teraźniejszości, zwracając
szczególną uwagę na doznania cielesne, z podejściem humanistycznym i Gestalt. Ponadto kluczowe znaczenie ma to, co ujawniają nam
przedstawiciele. Poprzez ich występy sceniczne możemy rozwikłać ukryte
wątki, które utrzymują i odżywiają problemy, szukając metody na
przekierowanie ich w sposób, który stymuluje procesy siły i dobrego
samopoczucia.
W podróży przez życie będziemy od czasu do czasu stawiani wobec
przeciwności losu, z twarzą drżącą od smutku, na rozdrożach, na których
dusza może się załamać, a nawet tam, gdzie pojawi się złowrogi cień
zaburzeń klinicznych, lęku, depresji, uzależnienia lub psychozy.
Konstelacje dostarczają nam mapy do zrozumienia cierpienia, złożonych
sieci bólu oraz tego, jak je zintegrować i w miarę możliwości
zniwelować. Do tego procesu często podchodzi się z perspektywy duchowej,
co jest ważną częścią drogi do przezwyciężenia cierpienia.
Aby przekształcić nasze cierpienia w świadome lekcje, warto zadać sobie
pytanie o sens cierpienia. Cytat z Eckharta Tollego mówi: "Potrzebujesz
przeciwności, aby zagłębić się w realizację". Zaakceptowanie smutku,
przyjęcie go, może być korzystne, ponieważ ma potencjał do skorygowania
tego, co nazywamy ego i jego tyranią. Pema Chödrön w swojej książce
Embracing the Unknown (Ująć nieznane) definiuje ego jako "wszystko to,
co jest przeciwne temu, co jest", co kwestionuje rzeczywistość. W tym
sensie nieszczęście oczyszcza nas, uwalnia od niektórych złudzeń, usypia
niektóre z naszych tożsamości. I prowadzi nas, miejmy nadzieję, do
miejsca spokojniejszego, gdzie mamy lepszy kontakt z samymi sobą.
Nieszczęście zmusza nas, byśmy porzucili nasze przywiązania,
oczekiwania, arogancję. Być może właśnie wtedy jesteśmy najbardziej
gotowi, by zatańczyć taniec życia, z jego wzlotami i upadkami, pchani
siłą ekspansji lub przytrzymywani siłą wycofania. Parafrazując
Nietzschego, "rodzimy się nawzajem jak tańczące gwiazdy" w dionizyjskim
"tak" dla życia.
Wejście do labiryntu
Wcześniej porównywałem życie do labiryntu. W mojej książce Klucz do
dobrego życia wyjaśniam, że życie ma wiele drzwi i że niektóre z nich
otwierają się, a inne zamykają, co wynika z samych rozdroży,
dokonywanych wyborów i zawiłości naszej egzystencji. Niektóre z tych
drzwi prowadzą do zysku, wzrostu i rozwoju, podczas gdy inne - do upadku
i porażki, zmuszając nas, byśmy odpuścili. Życie, które ma dokładną
miarę rzeczy, narzuca idealną równowagę egzystencjalną pomiędzy nimi:
wszystko, co zyskujemy, pewnego dnia stracimy; i ostatecznie
przestaniemy być tym, czym jesteśmy.
Konstelacje rodzinne często oferują metafory lub mapy tego labiryntu:
pokazują nam ścieżki, które nas jednoczą, oraz takie, które nas od
siebie oddalają, powiązania, które tworzą się, gdy drzwi się otwierają,
lub zmieniają się i zniekształcają, gdy drzwi się zamykają. Tak więc
każdy system rodzinny ma w sobie coś z labiryntu lub chaosu. W ten sam
sposób każda osoba doświadcza swojego życia jako labiryntu, z wieloma
tożsamościami, sprzecznościami, przeciwieństwami, nieścisłościami i błędnymi kierunkami.
Wiele z tych tożsamości skłania nas do ukrywania naszej prawdziwej
natury, by uniknąć cierpienia. W związku z tym ważne jest, aby nie
zgubić nici, takiej jak ta, którą Ariadna oferuje Tezeuszowi w legendzie
o labiryncie na Krecie. Historia ta opowiada o tym, jak zakochana w bohaterze Ariadna daje mu nić, dzięki której może on, pokonawszy
Minotaura, znaleźć wyjście z labiryntu. Podczas gdy w niektórych
kulturach byk jest kojarzony z bytem boskim lub księżycowym, moim
zdaniem Minotaur reprezentuje nie tylko ego, ale i wszystko, co jest
chore i nierozwiązane w ludzkim umyśle. Nić symbolizuje nasze wnętrze,
od którego nie wolno nam odejść, niezależnie od ścieżki, którą podążamy.
W tej metaforze labirynt reprezentuje przestrzeń, w której jesteśmy
zagubieni; to egoistyczne miejsce pełne cieni, przeciwności i podziałów.
Błędny kierunek pojawia się, gdy padamy ofiarą naszych namiętności,
ślepo próbując uwolnić się od potwora, który nami rządzi lub który
rządzi elementami systemu rodzinnego i którego nienasycona żarłoczność
nieustannie domaga się nowych ofiar (w legendzie o Minotaurze czytamy,
że co roku składano mu w ofierze siedem dziewcząt i siedmiu młodych
mężczyzn, aby go uspokoić). Fenomenologia proponowana przez konstelacje
rodzinne jest sposobem na wydobycie bestii z jej zamknięcia, odkrycie,
że nie była tak okrutna, jak się wydawało, ale była karmiona zatrutą
narracją zbudowaną z bolesnych wydarzeń, które nie zostały zintegrowane.
W rzeczywistości wszystko, bez względu na to, jak straszne było, traci
swoją brutalność, gdy spojrzymy na to z bliska.
Umysł rodzinny
System rodzinny można również postrzegać jako labirynt, który należy
zgłębić: umysł, który nas otacza i angażuje. Nie powinno to dziwić,
ponieważ wszyscy oddychamy wspólną atmosferą rodziny, z której się
wywodzimy. Umysł rodzinny broni się przed bólem, oddzielając części
swoich doświadczeń i wydarzeń, zwłaszcza tych, które są bolesne,
wstydliwe lub uważane za naruszenie norm rodzinnych. Wyparcie,
zaprzeczanie, niedostrzeganie tego, co się wydarzyło, nie jest
rozwiązaniem, ponieważ ostatecznie utrwala ból, który próbuje się ukryć.
Czasami wyzwania systemowe okazują się enigmatyczne. Niedawno pracowałem
z kobietą, która cierpiała na epizody paniki. Kiedy ktoś twierdzi, że
panikuje, nie wiemy dokładnie, o jakim zjawisku mówi. Można mieć ogólne
pojęcie o tym, co oznacza panika, ale nie wiedzieć, jak doświadcza jej
druga osoba. Nalegałem więc: "Jak wygląda panika w twoim przypadku, jak
doświadczasz jej w swoim ciele?". Chciałem podejść do tej pracy w duchu
Gestalt, który stara się zrozumieć poprzez doświadczenie leżące u podstaw słów, a nie tylko przez słowa.
Kobieta początkowo się opierała, ponieważ - co zrozumiałe - nie chciała
ponownie przeżywać stanu paniki. W końcu jednak powiedziała: "Odczuwam
panikę w całym ciele". Miałem nadzieję na bardziej szczegółowy opis: "w klatce piersiowej", "w brzuchu", "w głowie". Wiele osób odczuwa strach w konkretnym miejscu, na przykład w dole brzucha lub jako ogólny skurcz.
Ale ona powiedziała dokładnie: "Doświadczam tego w całym ciele, to jak
ukłucia, jak ukłucia w wielu miejscach". Zapytana o to, od jak dawna
tego doświadcza, odpowiedziała: "Nie pamiętam od jak dawna, jest to
część mojego życia". Kobieta ta pochodziła z Niemiec, a kiedy poprosiłem
ją o więcej informacji, okazało się, że jej ojciec był żołnierzem na
froncie rosyjskim podczas II wojny światowej, a następnie przebywał w obozie koncentracyjnym i ostatecznie wrócił do domu osiem lat później,
po długiej odysei. Powiedziała również, że jeden z braci ojca i jeden z braci matki zginęli na wojnie. Kobieta nigdy nie powiązała swojej paniki
z traumatycznymi doświadczeniami ojca i rodziny podczas II wojny
światowej. "Ukłucia" były bardzo podobne do ran odłamkowych, które jej
ojciec odniósł w wyniku wybuchu bomby i które pozostawiły na jego ciele
blizny. Te rany były labiryntem, który nosił ze sobą.
Wydaje się, że umysł tworzy dla bólu hermetyczne przestrzenie, co nie
jest skuteczną strategią. W stowarzyszeniu opieki paliatywnej filozof
Byung-Chul Han ujął to w następujący sposób: "Każdy ból, który pojawia
się niespodziewanie i jest wypierany, ukrywany lub znieczulany, staje
się ciemnym i zimnym pokojem naszego serca". Lub naszej "rodzinnej
duszy", możemy dodać, a koncepcję tę rozwiniemy dalej.
Praca konstelacji polega na zidentyfikowaniu cennego materiału, który
znajduje się w centrum serca i jest ucieleśniony w naszych związkach,
naszych przywiązaniach, naszych miłościach i naszych złamanych sercach,
i obserwowaniu tego wszystkiego z wystarczającą otwartością, aby objąć
wszystkie zyski i wszystkie straty. Nie koncentrują się one na
introspektywnej jaźni, ale integrują ją i być może nieco rozcieńczają w sieci rodzinnej. Są systemowe w tym sensie, że uznają, iż jednostka jest
częściowo fikcją lub funkcją powiązaną z relacjami, rodziną i społeczeństwem. Często chcemy odciąć się od ludzi, którzy sprawiają nam
ból, odsunąć ich na bok, wykluczyć. Ale pełne zdrowie znajduje się w integracji, w słowie "wszystko" i we włączeniu "wszystkiego". Oznacza
to, że wszystko, co jest we mnie, ma prawo we mnie mieszkać i jest mile
widziane, ponieważ stanowi część mnie. W ten sam sposób wszyscy ci, z którymi współistniejemy, wszyscy ci, którzy są częścią naszego kręgu,
tej zbiorowej duszy, w której rezonujemy ze sobą, mają prawo do
przynależności.
Ta koncepcja przynależności jest zorganizowana w uporządkowany sposób:
każdy ma swoje miejsce, a miłość podąża za określonym porządkiem, który
koreluje z kolejnością przybycia. Kiedy to miejsce zostaje utracone, nie
jest szanowane lub ktoś zostaje wykluczony, cały system cierpi i ponosi
konsekwencje. Z tego powodu w konstelacjach spędzamy dużo czasu,
zajmując się porządkiem, jego zakłóceniem, utratą miejsca, szacunku i miłości. Konstelacje porządkują miłość na nowo, jednocześnie
identyfikując idee i postawy, które jej zagrażają (porozmawiamy później
o "porządkach miłości", centralnej koncepcji pracy). Są one sposobem na
szybkie i skuteczne dotarcie do sedna najbardziej złożonych kwestii w naszym życiu, które zawsze są wiążące i relacyjne. Rozważają
najważniejsze kwestie, takie jak zdrowie, związki, praca, rodzina,
przyjaciele czy duchowość. Jednocześnie łączą nas z ogromnym repertuarem
zasobów, które wynikają z miłości, porządku w rodzinie, wdzięczności,
szacunku i integracji ran.
Rzeczywistość systemowa
Jednym z pytań, które możemy sobie zadać, jest to, w jakim stopniu
czujemy się uwięzieni w naszym systemie rodzinnym, zarówno w pozytywnych, jak i mniej korzystnych aspektach; zarówno w zakresie
obciążeń, które nosimy, jak i dostępnych nam zasobów. Często jesteśmy
zarówno uwięzieni, jak i podtrzymywani przez nasz system, choć może się
to wydawać sprzecznością. Epigenetyka, gałąź nauki badająca wpływ
doświadczeń i wydarzeń życiowych na ekspresję i modulację genów,
pokazuje, w jaki sposób wpływ ten jest regulowany przez doświadczenia
życiowe pokoleń, a nie tylko przez własną biografię. Obecnie wiemy, że
czynniki środowiskowe mogą modyfikować geny, a epigenetyka wyjaśnia, w jaki sposób dzieci dziedziczą traumy swoich rodziców. "Niemożliwe jest
oddzielenie biologii od biografii" - mówi Gabor Maté, znany psychiatra
specjalizujący się w traumie i uzależnieniach, podkreślając wpływ
rodziny oraz naszych doświadczeń z dzieciństwa na rozwój naszego zdrowia
psychicznego. Typowym przykładem tego wpływu są żołnierze Konfederacji,
którzy przebywali w obozach jenieckich Unii pod koniec amerykańskiej
wojny secesyjnej. Obozy te były przepełnione, ludzie w nich głodowali, a wielu straciło życie. Badania dowiodły, że ich dzieci i wnuki
odziedziczyły tę traumę, a ich potomkowie cierpieli z powodu znacznie
wyższej śmiertelności niż reszta populacji. Wojny, głód, masakry i ludobójstwa pozostawiają epigenetyczne ślady u potomków tych, którzy ich
doświadczyli.
Wierzę, że jeśli pracujemy nad traumą, możliwe jest zatrzymanie procesu
epigenetycznego i zapobieżenie dziedziczeniu przez przyszłe pokolenia
cierpienia rodziców i osób przed nimi. Każdego dnia na moich warsztatach
widzę, jak ludzie odnajdują ulgę. Wielu uczestników czuje się lepiej i uwalnia się od psychicznych lub emocjonalnych obciążeń, które nosili
przez całe życie. Sukces konstelacji rodzinnych wynika z odwagi
twierdzenia, że środowisko rodzinne, podobnie jak społeczne, przechowuje
pamięć: w biologii każdej osoby zapisana jest biografia całego jej
systemu, szczególnie wpływ trzech lub czterech poprzednich pokoleń.
Powtarzam: każdy z nas nie jest jednością, ale wielością. Pomysł ten
może być niepokojący dla tych, którzy żywią przekonanie, że są panami
swojego losu, zgodnie z obecną koncepcją wszechmocnej i nieograniczonej
indywidualności, która dominuje w naszej zachodniej kulturze. Nie
zaprzeczam, że zaakceptowanie faktu, że wpływ systemu rozciąga się na
wszystkie aspekty naszego życia, może być niewygodne, ale rzeczywistość
jest z natury systemowa i relacyjna. Jestem przekonany, że większość
psychologów i terapeutów zgodziłaby się z tym stwierdzeniem.
Ta systemowa rzeczywistość zaprasza nas do wyjścia z labiryntu w paradoksalny sposób: wchodząc do niego i nie gubiąc nici. Podobnie jak
Dedal, architekt labiryntu Minosa, potrzebujemy skrzydeł. Dedal wykonał
skrzydła z ptasich piór i wosku pszczelego, które umożliwiły jemu i jego
synowi Ikarowi ucieczkę z więzienia, w którym zamknął ich król Krety.
Wydostanie się z naszego labiryntu oznacza zatem pragnienie poznania i kultywowania spojrzenia obserwatora. Musimy jednak pamiętać, aby nie
zbliżać się zbytnio do słońca, tak jak zrobił to nieposłuszny ojcu Ikar,
ponieważ jeśli zignorujemy ostrzeżenie, nasze skrzydła stopią się od
gorąca. Nasza ścieżka polega na harmonijnej integracji tego, co
przyziemne i duchowe, naszych pasji i naszego światła, bez zbytniego
oddalania się od tego, co ziemskie. Być może sekret tkwi w tym tańcu
między przeciwieństwami, między tym, co ziemskie, a tym, co duchowe,
między ja a my, między życiem a śmiercią. W poruszaniu się z łatwością i radością przez wielką dialektykę życia.
Wejść może tylko jedna osoba
Proces porzucania tożsamości, które składają się na ego, został pięknie
opowiedziany przez P.L. Travers, słynną autorkę Mary Poppins, w mało
znanej książce zatytułowanej What the Bees Know. Historia rozgrywa się
tak: mężczyzna, którego nazwiemy Panem X, raczej zwyczajnie wyglądający
i nieporadny, wsiada do taksówki i prosi o kurs do nieba. Taksówkarz,
zaskoczony tą nietypową prośbą, ostrzega go przed wysokimi kosztami, na
co mężczyzna mówi mu, żeby się nie martwił - zapłaci.
Po dotarciu na miejsce pasażer płaci za przejazd i zostawia skromny
napiwek, po czym udaje się do bram nieba. W tym momencie taksówkarz z niedowierzaniem zauważa, że z taksówki wysiada tłum mężczyzn
identycznych jak jego klient, każdy w innym stroju. Pełen podejrzliwości
żąda dodatkowej zapłaty, argumentując, że zgodził się zabrać tylko
jednego pasażera. W międzyczasie otwierają się bramy nieba i pojawia się
św. Piotr, który natychmiast przejmuje kontrolę nad sytuacją. Pan X
wręcza mu ulotkę z napisem: "Przepuść tylko jednego", podczas gdy liczni
pasażerowie krzyczą: "Jestem kulturalnym i wykształconym człowiekiem",
"Jestem biskupem", "Jestem w Księdze Rekordów Guinnessa", "Jestem
aktorem", "Jestem świętym", "Wpuść mnie!", "To ja jestem Pan X!". Każdy
głośno deklaruje, że jest tym prawdziwym. Dopiero po chwili odzywa się
ktoś, kto do tej pory nie zabrał głosu: "Byłem Panem X. Zwiedziłem cały
świat i świat mnie oklaskiwał, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
Chociaż, szczerze mówiąc, zostawiłem za sobą tak wiele, że teraz czuję,
że brakuje mi jakiegokolwiek nazwiska. W rzeczywistości czuję, że już go
nie potrzebuję". Po tych słowach św. Piotr nie ma wątpliwości: "Ty
jesteś prawdziwym Panem X", i pozwala mu wejść. Tłum nadal krzyczy:
"Buuu!", ale zgiełk stopniowo zanika, aż wszystkie okrzyki rozpływają
się w powietrzu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki