WSTĘP
DROGIE PANIE, ALE I PANOWIE,
książka o zmianach to naturalna konsekwencja mojego życia.
Należę do osób, którym zmiany przychodzą stosunkowo łatwo. Przykładem
może być decyzja o wyjeździe na rok do Tajlandii z całą rodziną - jej
podjęcie zajęło mi zaledwie tydzień. Jako weteranka zmian, nie tylko
teoretyczka, ale także praktyczka, czuję się upoważniona do podzielenia
się swoimi doświadczeniami: z jednej strony chcę cię trochę zachęcić,
jeśli masz tendencję do zwlekania z podejmowaniem decyzji o zmianach, a z drugiej - przestrzec, jeśli zdarza ci się podejmować takie decyzje
zbyt pochopnie lub bez głębszego przemyślenia.
Nasze uwarunkowania biologiczne mają ogromny wpływ na to, jak często
potrzebujemy zmian, jak łatwo się na nie decydujemy i czy zdarza nam się
wprowadzać zmiany dla samej zmiany, niezależnie od ich sensowności. Ta
biologiczna strona medalu może nas również ograniczać, powstrzymywać
przed podjęciem decyzji, nawet jeśli wydaje się ona oczywista. Oznacza
to, że niektórym z nas zmiany przychodzą łatwiej, a innym trudniej - i nie ma w tym nic złego. Tak po prostu jest.
Niektórzy z nas wprowadzają zmiany tylko po to, żeby "coś się działo",
inni latami tkwią w niewygodnej sytuacji, byle nie konfrontować się ze
zmianą. Znając swój psychologiczny rys i podatności, łatwiej zrozumiesz,
czy twój lęk przed zmianą lub potrzeba zmiany wynikają z rzeczywistości,
czy z twoich uwarunkowań. Dodatkowo na nasze podejście wpływają
doświadczenia i przekonania, które nie zawsze nam służą. Wszystko to
razem - biologia, doświadczenia, przekonania - kształtuje twoje
podejście do zmian.
Już sama ta wiedza pozwoli ci spojrzeć na temat, który tu podejmujemy, z większym dystansem i zrozumieniem. Tego właśnie ci życzę po lekturze tej
książki - podejścia do zmian bez hurraoptymizmu, ale i bez nadmiernego
lęku.
W książce znajdziesz garść informacji z badań, pytania do refleksji,
strategie do zastosowania, kilka moich historii oraz historie kobiet,
które zmagały się ze zmianami z różnym skutkiem. Być może pozwoli ci to
spojrzeć na własną sytuację z innej perspektywy.
Często nam się wydaje (a przynajmniej mnie się wydawało), że zmiana
przyniesie wszystko to, co już mamy (bo to przecież jest normalne!) plus
dodatkowe dobre rzeczy. Z całą stanowczością mogę cię zapewnić - to tak
nie działa. Zdarzyło mi się zmienić dobrą sytuację na gorszą tylko
dlatego, że nie mogłam się pogodzić z jakąś niedogodnością, która z perspektywy nowej sytuacji okazywała się drobiazgiem.
Jedna niezaspokojona potrzeba potrafi przyćmić dziewięć zaspokojonych,
skupiając na sobie całą uwagę i zaburzając poczucie spełnienia. Czasami
jednak zmiany, które wprowadzamy, nawet jeśli zaspokoją tę jedną
potrzebę, niosą za sobą utratę zaspokojenia tamtych dziewięciu.
Zdarzyło mi się również zmienić moje życie na lepsze, szczęśliwsze i pełniejsze. Czy poznałam sposób na podejmowanie wyłącznie dobrych
decyzji? Nie. Jednak nauczyłam się, jak świadomie je rozważać,
minimalizować ryzyko i wyciągać lekcje z każdej, niezależnie od jej
rezultatu.
Z biegiem lat zrozumiałam, że są zmiany, które trzeba przeprowadzać w swoim otoczeniu - choćbym pracowała nad sobą kolejne dziesięć lat,
medytowała, starała się zmienić przekonania, wychodziła poza własne
ograniczenia, to pozostając w niesprzyjającym środowisku, niewiele
zdziałam. Inne zmiany dotyczą nas samych - to nasza wewnętrzna praca,
świadomość i gotowość na konfrontację ze sobą.
Żyjemy w czasach dążenia do życia idealnego. To pragnienie jest
dodatkowo podsycane instagramowymi obrazkami i trendem dążenia do
perfekcji. Często nie pozwala nam to dostrzec, jak dobra jest nasza
obecna sytuacja. Jeden cień potrafi zaburzyć całą perspektywę i wtedy
zaczynamy szukać czegoś nowego.
Zdarzają się jednak również sytuacje odwrotne - pomimo wyraźnych
sygnałów, że powinniśmy coś zmienić, tkwimy w tym, co jest,
racjonalizując brak działania.
Obie te drogi mogą prowadzić na manowce: ci, którym łatwo przychodzi
wprowadzanie zmian, mogą nie doceniać swojego życia tu i teraz; ci,
którzy boją się zmian, mogą tkwić w sytuacjach, które przynoszą im
cierpienie.
Bez względu na to, czy jesteś "w gorącej wodzie kąpana", czy analizujesz
wszystko do przesady, chciałabym, aby ta książka pomogła ci przekroczyć
własne ograniczenia i stanąć oko w oko ze sobą w zmianie. Wyhamować
niepotrzebne zmiany i dodać wiatru w żagle tym, które naprawdę są
potrzebne.
Najważniejsza jesteś ty. Bez względu na to, co radzą inni, pamiętaj, że
osobą, która poniesie konsekwencje swoich decyzji, jesteś ty. Dlatego
marzy mi się, abyś podejmowała decyzje świadomie, łącząc intuicję z logiką. Dzięki temu zmiana nie odbije się na twojej psychice w postaci
poczucia winy albo straconego czasu czy żalu.
Tego właśnie ci życzę. Abyś swoje życie zmieniała świadomie. Mam
nadzieję, że w tym pomoże ci ta książka.
Dbaj o siebie i innych
Sylwia
Instagram: Sitkowska_psycholog
YouTube: Sylwia Sitkowska Psycholog
ROZDZIAŁ 1
ALE WSZYSTKO JEST NIE TAK!
PLANOWANIE I PRZYGOTOWANIE SIĘ DO ZMIANY
Każdego poranka urządzam sobie seans samodręczenia. "Po co to robisz?!
To jest nałóg!" - grzmi moja siostra. Być może, bo to, co robię, jest
silniejsze ode mnie. Odpalam media społecznościowe i scrolluję telefon,
w którym czytam o tym, jak powodzi się innym. Piękne rodziny, awanse,
podróże, kolejne projekty, zdobyte szczyty. Lajkuję żarliwe posty, które
są zapowiedzią nowych wydarzeń. Planów. I każdego dnia czuję się coraz
bardziej sparaliżowana sprawczością tego świata i ludzi, których znam.
Ja ugrzęzłam. Na wszystko jest za późno. Przecież nie zacznę teraz
zupełnie nowych studiów, bo już dawno przekroczyłam wiek, kiedy się
idzie na studia.
Przecież nie zmienię pracy, bo nie mam odpowiedniego wykształcenia.
Przecież nie zmienię męża tylko dlatego, że nie podoba mi się, jak
rozrzuca rzeczy. I jak narzeka. Nie zawsze mam go dość. Tylko nie wiem,
czy to, co czuję, to wciąż miłość czy jednak już przyzwyczajenie.
Przecież nie wyjdę z domu i nie wyruszę w samotną podróż kamperem do
Tajlandii, bo oprócz tego męża mam dwoje dzieci w wieku szkolnym.
Jestem za nie odpowiedzialna.
Jestem odpowiedzialna za kota, za swoich rodziców, za przyjaciółki, za
siostrę. Za projekty, które na siebie wzięłam. Za to, że zapewniałam, że
będę "jakaś".
Dlaczego więc czuję, że grunt usuwa mi się spod nóg?
Jak to się stało, że przemieniłam się w kobietę, która czuje, że
wszystko ma za sobą?
Wylewam łzy na romantycznych filmach jak moja babcia, kiedy byłam
mała.
Tak mi wtedy żal było babci, że jest stara.
Jak to się stało, że z taką szybkością zbliżyłam się do jej świata?
Jeszcze chwila i się w nim umoszczę, przezroczysta i przegrana.
I to by było na tyle?
Wiem, że pragnę zmiany. Śnię o tym. Czasem zostawiam męża, czasem on
się zakochuje w innej. Płaczę, cierpię, ale jednocześnie jestem
wdzięczna, że los zmusza mnie do zaczęcia od nowa.
Czasem śnię o naszym wspólnym wyjeździe i domku w górach, gdzie
rozpoczynamy od nowa.
Czasem zmieniam zawód. Spełniam swoje marzenie i zaczynam studia, o których marzyłam, ale nie miałam kiedyś na nie odwagi.
Czasem śnię, że kupuję dom na tym samym osiedlu, ale sama myśl o pakowaniu i planowaniu remontu sprawia, że krew szybciej krąży mi w żyłach i przestaję być tak bardzo martwa.
Kocham moją rodzinę. Ale nie żyję swoim życiem. Zresztą nawet nie wiem,
co to jest moje życie, nie rozpoznaję go znad klasówek dzieci, zakupów,
zebrań, oczekiwań klientów.
Najgorsze, że nie mogę nikogo poza sobą obwinić za ten stan rzeczy.
To jestem ja, moje decyzje albo ich brak.
To moje tchórzostwo. I brak decyzyjności.
Dlatego codziennie obserwuję innych ludzi na Facebooku, podziwiam, jak
się zmieniają każdego dnia, osiągają cele, marzą o kolejnych.
I zastanawiam się, czy jestem jedyną osobą na tym świecie, która zmiany
tak bardzo pragnąc, wciąż się na nią blokuje.
Anka, 39 lat, kobieca grupa Virtual Colleagues Daily na Facebooku
Katarzyna: Naszą książkę rozpoczyna historia Anki. Ona zresztą nie
jest wyjątkiem. Dlaczego, choć nie jesteśmy szczęśliwe, nic z tym nie
robimy?
Sylwia: Bo zmiana jest jednym z najtrudniejszych wyzwań w życiu. Od
klientów często słyszę, że sama myśl o zmianie wywołuje u nich uczucie
przytłoczenia, jakby ciężar odpowiedzialności za przyszłość nagle
przygniatał ich serce i zaciskał się w brzuchu. Zresztą chyba te emocje
rozumie każdy, kto stanął w obliczu konieczności porzucenia tego, co
znane.
Nawet jeśli to, co jest, to piekiełko?
Porównam to z sytuacją, w której ktoś próbuje uporządkować pokój pełen
rzeczy z przeszłości. Każda z tych rzeczy symbolizuje jakieś
wspomnienie, uczucie lub niezałatwioną sprawę. Samo patrzenie na ten
bałagan przytłacza i wywołuje natychmiastową potrzebę ucieczki.
W mojej praktyce wielokrotnie spotykałam osoby, które opisywały swoje
życie właśnie jako ciągłe przymykanie oczu na bałagan wokół siebie. Nie
chodziło tylko o dosłowny nieporządek w domu, ale także o emocjonalny
chaos, który przejął kontrolę nad ich życiem. "Jeśli nie widzę problemu,
to może on zniknie" - mówiła moja klientka. Przez lata była przekonana,
że ignorowanie trudności sprawi, że one same się rozwiążą. Jednak ten
mechanizm wyparcia nie tylko nie pomaga, ale wręcz przeciwnie - pogłębia
uczucie przytłoczenia. Ucisk w sercu i brzuchu, który ludzie odczuwają,
jest reakcją na lęk przed nieznanym.
Zmiana oznacza porzucenie starego, ale znanego schematu - nawet jeśli
jest on dysfunkcyjny - na rzecz czegoś, co wymaga odwagi i wysiłku.
Dlatego wolimy "pomyśleć o tym jutro"?
Prokrastynacja jest mechanizmem obronnym, sposobem na uniknięcie
konfrontacji. Tylko, jak już mówiłam, to błędne koło. Im dłużej
odwlekamy działanie, tym większy staje się lęk przed zmianą, a skoro
czujemy lęk, tym bardziej nic nie robimy. Jesteśmy zamrożeni.
Zrozumienie tego mechanizmu to pierwszy krok do naszej transformacji.
Zaakceptujmy uczucie przytłoczenia - to naturalna reakcja na wyzwania.
Kluczem jest stopniowe wprowadzanie zmian, z pełną świadomością emocji,
które nam towarzyszą. Zamiast próbować zapanować nad całym bałaganem
naraz, zacznijmy od drobiazgów, które pomogą nam odzyskać kontrolę i poczucie bezpieczeństwa.
Pamiętajmy przy tym, że zmiana jest wartością. Dzięki niej zyskujemy
szansę na rozwój i poprawę jakości naszego życia. Najważniejsze to dać
sobie czas i wsparcie.
Myślałam, że ta niemoc, paraliż wykonawczy dotyczy tylko ludzi z ADHD.
Nie. W gabinecie słyszę podobne historie od klientów, którzy nie mają
ADHD. Wiedzą, że muszą coś zrobić - zadbać o zdrowie, zmienić coś w relacji - ale z każdym dniem, kiedy tego nie robią, jest im trudniej.
To jest tak, jak z narastającym bałaganem w domu. Nie sprzątniesz jednej
rzeczy, niby nic takiego. Kilka ubrań na krześle, kilka naczyń w zlewie.
Ale z każdym dniem jest ich więcej. To już nie jest kilka rzeczy, ale
dużo rzeczy. Im dłużej odkładamy działanie, tym większy staje się
problem i tym bardziej czujemy się bezradni wobec niego. Podobnie jest z nadmiernymi kilogramami. Na początku mogą to być dwa dodatkowe
kilogramy, które chcemy zrzucić, ale z czasem, jeśli nie podejmiemy
działania, kilogramów jest coraz więcej i rośnie poczucie przytłoczenia.
Każda myśl o podjęciu diety czy ćwiczeń wywołuje lęk, bo w głowie
rozrasta się przekonanie, że to zadanie jest zbyt trudne, że sobie nie
poradzimy. To uczucie blokuje nas przed podjęciem jakiejkolwiek próby,
tworząc swoistą spiralę niemocy.
W relacjach, które już dawno przekroczyły nasze granice, dzieje się
podobnie. Na początku możemy przymykać oczy na drobne przekroczenia, ale
z czasem te drobne sprawy kumulują się, aż w końcu zaczynają nas dusić.
W miarę jak problemy narastają, rośnie też strach przed konfrontacją,
przed działaniem.
Jak więc pracować nad tym uczuciem, aby nas nie blokowało?
To uczucie nie pojawia się znikąd. Jest reakcją na realne wyzwania i lęki, które mogą być w nas zakorzenione od dawna. Zwykle towarzyszą temu
przekonania, które wynieśliśmy z dzieciństwa - że zmiana jest trudna, że
nie zasługujemy na lepsze, że sobie nie poradzimy, bo nie mamy takiej
siły, kompetencji. Praca nad tym wymaga czasu i cierpliwości, ale jest
możliwa. Tak jak mówiłam wcześniej, ale powtórzę, bo to naprawdę ważne -
jednym z kluczowych narzędzi jest rozbicie problemu na mniejsze części.
Zamiast myśleć o całym bałaganie w domu, skup się na jednym pokoju, a nawet na jednej półce. Zamiast myśleć o całym procesie odchudzania,
podejmij jedną zdrową decyzję dziennie - co do jednego posiłku, jednego
spaceru. W relacjach - zamiast próbować rozwiązać wszystkie problemy
naraz, zacznij od jednej rozmowy, jednego małego kroku w kierunku
zmiany. Tej japońskiej filozofii kaizen poświęciłam cały rozdział w książce Przytul swoje wewnętrzne dziecko. W psychoterapii zachęcam
klientów do pracy nad akceptacją siebie i swoich ograniczeń.
Zrozumienie, że każdy z nas ma prawo do trudności, że nie musimy być
doskonali, może odciążyć nasze myśli i pozwolić na bardziej realistyczne
podejście do problemów. Dla osób z ADHD szczególnie ważne może być
wprowadzenie rutyny i struktur, które pomagają w organizacji życia.
Nawet proste listy zadań, codzienne rytuały mogą pomóc w zapanowaniu nad
chaosem, który tak łatwo przeradza się w uczucie przytłoczenia.
Najważniejsze jest jednak to, że nie musimy radzić sobie z tym sami.
Szukanie pomocy wśród bliskich, w terapii czy nawet w grupach wsparcia
może być bardzo wzmacniające. Wspólne mierzenie się z wyzwaniami,
dzielenie się doświadczeniami pomaga przełamać spiralę niemocy. Ważne
jest, aby pamiętać, że każde, nawet najmniejsze działanie to krok
naprzód, który przybliża nas do celu. I choć droga może być długa, to
każdy krok ma znaczenie i nie warto się zniechęcać.
Ale jak opracować plan zmiany, gdy na początku nawet nie wiemy, o jaką
dziedzinę nam chodzi, mówimy: "Chodzi o wszystko! Wszystko jest źle!"?
Jakiś czas temu na terapię trafiła do mnie Marta. Była po trzydziestce,
a swoje życie opisywała jako pasmo niekończących się niepowodzeń. W pracy czuła się niekompetentna, w domu nie potrafiła zapanować nad
bałaganem, a jej relacje z partnerem były pełne napięć i nieporozumień.
"Nie wiem, o co chodzi, nie wiem, dlaczego tak jest" - wyznała na jednej
z pierwszych sesji. Na początku celem naszej pracy było rozplątanie tego
emocjonalnego kłębowiska. Starałam się jej uświadomić, że te trudne
emocje, choć wydają się jedną wielką, nieprzeniknioną masą, mają swoje
źródła i można je rozpoznać. I jeśli wspólnie to zrobimy, to już nie
całe życie będzie "złe", a jedynie jego fragmenty. Pracowałyśmy nad tym,
aby Marta zaczęła nazywać swoje emocje i obserwować, w jakich sytuacjach
się pojawiają. Kiedy czuła napięcie w relacji z partnerem, zapisywała,
jakie myśli przychodzą jej do głowy. Z czasem zauważyła, że za każdą
trudną emocją kryły się konkretne myśli, na przykład: "On mnie zostawi"
albo: "On mnie nie szanuje". Rozpoznawanie tych emocji i myśli pozwoliło
Marcie na zrozumienie, co tak naprawdę ją przytłacza. Zamiast mówić:
"Wszystko jest źle", zaczęła dostrzegać, że za jej ogólnym poczuciem
dyskomfortu stoją konkretne problemy - brak poczucia własnej wartości,
lęk przed oceną w pracy czy niezaspokojona potrzeba wsparcia ze strony
partnera.
Kiedy Marta zaczęła zyskiwać wgląd w to, co wywołuje jej emocje,
mogłyśmy przejść do pracy. Przykładam zawsze dużą wagę do zmiany sposobu
myślenia - żeby nauczyć się przechodzić od automatycznych, zwykle
negatywnych myśli do bardziej konstruktywnych, prawdziwych.
Na przykład?
Marta mówiła do siebie: "Nigdy nie będę wystarczająco dobra". To
przekonanie podcinało jej skrzydła. Zaproponowałam, żeby spróbowała
przeformułować myśl na bardziej realistyczną i wspierającą. Na przykład:
"Robię wszystko, co mogę, i to jest wystarczające". Z jednej strony była
to prawda, Marta rzeczywiście robiła wszystko, co mogła, starała się. Z drugiej strony nowe myślenie dawało jej dużą ulgę, nadzieję, ale też
siłę. Miała motywację do działania.
Mówisz o małych krokach. Możesz je po kolei przeanalizować?
Pierwszy krok to podzielenie problemu na części. Zamiast próbować
naprawić "wszystko", skupmy się na jednej dziedzinie życia, która wydaje
się najbardziej obciążająca. W przypadku Marty zaczęłyśmy od pracy nad
jej poczuciem własnej wartości, co było kluczowe zarówno w pracy, jak i w relacji z partnerem.
Drugi krok to określenie małych, realistycznych celów. Zamiast
stawiać sobie cel: "Chcę, żeby wszystko było dobrze", określmy
konkretne, małe cele, które są osiągalne. Dla Marty takim celem było na
przykład lepsze zarządzanie czasem w pracy czy zaplanowanie szczerej
rozmowy z partnerem.
Trzeci krok to dostrzeganie drobnych sukcesów i zmian. Zauważajmy
swoje postępy i nagradzajmy się za nie. Nagrodą jest nawet powiedzenie
do siebie: tak, dałam radę, świetnie. Ważna jest też elastyczność w podejściu do "planu". Warto być dla siebie wyrozumiałym, nawet jeśli nie
wszystko idzie zgodnie z planem.
Czwarty krok to poszukiwanie wsparcia. Przez cały proces nie musimy
przechodzić sami. Poszukajmy pomocy - czy to w formie terapii, rozmowy z bliskimi czy udziału w grupach wsparcia.
Czy twojej klientce ta strategia pomogła?
Marta dzięki tym krokom powoli odzyskiwała kontrolę nad swoim życiem.
Zrozumiała, że choć nie może zmienić "wszystkiego" od razu, ma wpływ na
konkretne obszary swojego życia. Stopniowo zobaczyła, że zmiana jest
możliwa - zaczyna się od rozpoznania swoich myśli, przez ich
modyfikację, aż po wprowadzenie konkretnych działań.
I to już nie brzmi tak przerażająco, jak "muszę zmienić wszystko".
Zupełnie nie. A zobacz, to tylko systematyczne rozpoznawanie i praca nad
myślami oraz emocjami. Jasne, czasem czujesz silną presję, żeby
natychmiast zrozumieć, co jest nie tak i jak to naprawić. Ale nie zawsze
musisz mieć odpowiedzi od razu. To jest okej. Daj sobie czas na to, by
powoli odkrywać, co tak naprawdę cię trapi. Gdy przestajesz wywierać na
siebie presję, rozwiązania pojawiają się same. Nie musisz w jednej
chwili wiedzieć, co zrobić ze swoim życiem. Ważne jest, abyś pozwoliła
sobie na bycie w tym momencie, na akceptację tego, że niekiedy
zrozumienie, czego chcesz i potrzebujesz, wymaga czasu.
My chyba mało mówimy o tym odpuszczaniu sobie. Raczej właśnie żyjemy w wyparciu, a potem wystarczy kropla, która przelewa czarę. Zresztą nikt
nam nie mówi: powoli, przygotuj się. Słyszymy raczej: zerwij z nim,
zostaw tę pracę, rzuć wszystko i wyprowadź się w Bieszczady.
Takie rady dają często ludzie, którzy sami tkwią w nieszczęśliwych
związkach, niesatysfakcjonującej pracy czy ogólnym niezadowoleniu z własnego życia. W takich sytuacjach najlepiej "ratować" innych, pouczać.
Ale dlaczego to ma się dziać szybko? Przygotowanie do zmiany to proces.
Poza tym ważne jest też stworzenie dla siebie przestrzeni, w której
zmiana może się zadziać.
To nie jest tylko kwestia psychicznego przygotowania. Raczej złożony
proces, który wymaga zarówno pracy nad sobą, jak i konkretnych,
praktycznych działań.
Tak, przygotowanie psychiczne to podstawa. To czas, w którym mierzymy
się z własnymi emocjami, obawami i przekonaniami. Zmiana często budzi
lęk, niepewność, smutek, nawet jeśli to, co mamy, nie jest dla nas
korzystne. Dlatego tak ważne jest, aby dać sobie czas na zrozumienie, co
nas blokuje, jakie myśli nas ograniczają i co naprawdę chcemy osiągnąć.
To czas, w którym nie tylko oswajamy się z ideą zmiany, ale także
budujemy wewnętrzną gotowość do jej wprowadzenia.
Porozmawiajmy o tym praktycznym przygotowaniu. Dlaczego jest ważne?
Bo dzięki konkretnym, namacalnym działaniom możemy przekuć nasze
pragnienia i cele w rzeczywistość. Jacek Santorski, którego lubię i szanuję, mawia: "Wizja bez działania to halucynacja". Dlatego do naszej
wizji potrzebujemy dodać element działania, tylko wtedy ma szansę się
ziścić. Na przykład, jeśli ktoś chce zmienić pracę, przygotowanie
praktyczne może obejmować aktualizację CV, zdobycie nowych umiejętności,
nawiązanie kontaktów, które mogą pomóc w znalezieniu nowego zajęcia, i tak dalej. Jeśli naszym celem jest zadbanie o zdrowie, musimy zaplanować
wizytę u specjalisty, zrobienie badań czy poszukiwanie wsparcia u trenera personalnego.
Przygotowanie praktyczne to również umiejętność zarządzania swoim czasem
i energią. Ważne jest, aby ustalić, jakie kroki należy podjąć, i rozłożyć je w czasie tak, aby nie poczuć się przytłoczonym już na samym
początku. Dobrze jest również mieć plan B - rozwiązania, na wypadek
gdyby coś poszło nie tak, jak zakładaliśmy. Tego rodzaju przygotowanie
pozwala nam czuć się pewniej i bezpieczniej.
Jest wiele modeli i teorii zmiany, najpopularniejszy z nich to
ośmioetapowy model Johna Kottera, amerykańskiego emerytowanego profesora
przywództwa. Znajduje swoje zastosowanie głównie w organizacjach. Ja bym
jednak opowiedziała o modelu ADKAR. Co prawda również powstał z myślą o wprowadzaniu zmian w organizacjach, ale okazało się, że jest niezwykle
skuteczny także w zmianach na poziomie indywidualnym. To jak mapa
drogowa do zmiany, prowadząca przez proces, który może wydawać się
trudny lub przytłaczający. Przyjrzyjmy się każdemu z jego elementów z perspektywy psychologicznej.
Model zmiany ADKAR (Awareness, Desire, Knowledge, Ability,
Reinforcement) z perspektywy psychologicznej
1. Świadomość (Awareness)
Każda zmiana zaczyna się od uświadomienia
sobie, że coś musi się zmienić. Zrozumienie, dlaczego w ogóle
podejmujemy próbę zmiany, jest kluczowe. To moment, w którym
zatrzymujesz się i pytasz: "Co tak naprawdę mi przeszkadza? Co sprawia,
że czuję dyskomfort?". W psychologii często mówimy o uważności, o byciu
obecnym tu i teraz - to właśnie w tej świadomości tkwi początek zmiany.
Im bardziej jesteś świadoma swojego stanu, tym łatwiej dostrzec, co
wymaga poprawy.
2. Pragnienie (Desire)
Świadomość nie wystarczy, jeśli nie ma w tobie wewnętrznej chęci zmiany. To moment, w którym zastanawiasz się:
"Czy naprawdę tego chcę?", "Jaki będzie tego koszt?", "Jaki będę miała z tego zysk?". Często bywa tak, że zmiana rodzi się z potrzeby poprawy
jakości życia, relacji, zdrowia. To twoje pragnienia i marzenia o lepszym życiu są motorem napędowym. W psychologii to pragnienie może być
rozumiane jako motywacja wewnętrzna - coś, co rodzi się z twojego
wnętrza, a nie z zewnętrznej presji. Zastanów się, co daje ci siłę, by
wstać z łóżka i podjąć działania na rzecz zmiany, którą chciałabyś
przeprowadzić.
3. Wiedza (Knowledge)
Bez wiedzy nie jesteśmy w stanie skutecznie
działać. To etap, na którym zastanawiasz się: "Czego muszę się nauczyć,
żeby tę zmianę wprowadzić?". Tu wchodzi w grę zdobywanie nowych
umiejętności, ale także edukacja o samym procesie zmiany. W psychologii
poznawczej mówimy o tym, jak wiedza kształtuje nasze przekonania i działania. Wiedza daje ci narzędzia do tego, aby móc pewnie przejść do
następnych etapów.
4. Umiejętność (Ability)
Mając wiedzę, zaczynasz wdrażać ją w życie.
To moment, kiedy zadajesz sobie pytanie: "Czy potrafię to zrobić?". To
przejście od teorii do praktyki. W psychologii mówimy o budowaniu
kompetencji, które pomagają ci skutecznie funkcjonować w nowym,
zmienionym świecie. Nie chodzi tylko o to, by wiedzieć, co zrobić, ale
by rzeczywiście to robić. Aby zmiana nastąpiła, trzeba się do niej
zabrać. Każda nowa umiejętność, którą zdobywasz, to kolejny krok w stronę transformacji. To czas, w którym trenujesz swoją wytrwałość i sprawdzasz, jak zmiana działa w codziennym życiu.
5. Wzmocnienie (Reinforcement)
Zmiana nie zostanie z tobą na dłużej, jeśli jej nie wzmocnisz. To moment
refleksji: "Co mogę zrobić, żeby ta zmiana była trwała?". W psychologii
mówimy o utrwalaniu nowych nawyków. W tym kroku ważne jest, by docenić
własne postępy i celebrować małe sukcesy. Każda zmiana wymaga nie tylko
wysiłku, ale też systematycznego podtrzymywania nowych nawyków. Tutaj
kluczową rolę odgrywa pozytywne wzmocnienie - nagradzanie siebie za
postępy, niezależnie od tego, jak małe by były. To one cementują twoje
nowe postępowanie.
Model ADKAR pokazuje, że zmiana nie jest jednorazowym wydarzeniem, ale
procesem, który wymaga czasu, uwagi i konsekwencji. Kluczem jest
stopniowe, świadome przechodzenie przez każdy z tych kroków, aby zmiana
stała się integralną częścią naszego życia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki