1
Pisana jest pani miłość!
- Miłość?
Aletta Różańska z zaskoczenia aż poruszyła się na krześle i cofnęła ręce ze stołu, na którym rozłożone były karty tarota. Zmarszczyła brwi, przyglądając się kolorowym obrazkom, które zupełnie nic jej nie mówiły. Kobieta przed nią jednak była pewna swoich słów i dla podkreślenia ich prawdy kiwała przy tym głową.
- Tak, miłość jest pani pisana. Bratnia dusza, prawdziwe uczucie, pokrewne energie. Dwa kielichy, moja droga - dowodziła z uporem, uderzając palcem w kartę, gdzie dwie twarze, kobieca i męska, zwrócone były nawzajem w swoją stronę. - Poza tym cały rozkład o tym zapewnia. Pojawił się As Kielichów i Wielki Graal Królowa Kielichów. To pełnia szczęścia w miłości.
- Kielichy o tym decydują?
- Mówią nam o emocjach, sfera intymna, kochana.
- A miecze? - Aletta wskazała na kartę. - Ten biedak leży, a nad nim wiszą, jakby miały go przebić.
- Dziesięć mieczy to znak, że zbliża się koniec zmartwień i dobiega końca pewien cykl. Zdecydowanie wchodzi pani w nowy etap swojego życia. To pozytywna karta, chociaż może na to nie wygląda.
Aletta nie czuła się przekonana. Pięknie wykonane karty ani ich układy do niej nie przemawiały, a niby miała uwierzyć, że prognozują przyszłość. Myśl o spotkaniu miłości wywołała w niej sprzeczne uczucia, od ekscytacji po wątpliwość. Pytanie tylko, czy faktycznie to prawda, czy tylko iluzja.
Wysłuchała kolejnych prognoz czekających ją wydarzeń i pełna rozważań pożegnała się z kobietą. Wybrała się do tarocistki z powodu swojej klientki. Pani Zofia zgłosiła się do jej gabinetu z silnym przekonaniem, że właśnie do niej miała przyjść, a ona zaprowadzi ją do szczęścia, pozbawiając trosk, co pokazały jej karty tarota. Aletta zajmowała się terapią, kierując w przemyślany sposób rozmową, pomagała ludziom docierać do tego, co ich boli i rani. Każdy postęp i uzdrowienie zależały jednak od samego klienta, próżno czekać na zewnętrzne siły, które zrobiłyby to za nas.
Przypadek Zofii, która kierowała się wyrocznią kart i postępowała ściśle według ich przekazu, czekając na to, co jej zapowiedziały, był dla Aletty zupełnie nieznanym terytorium. Oddana swojej pracy, do każdego zadania podchodziła z zaangażowaniem i determinacją, więc pani Zofia stała się dla niej wyzwaniem. Chciała zrozumieć jej punkt widzenia, by potrafić właściwie jej pomóc, dlatego sama wybrała się na sesję tarota, żeby wiedzieć, z czym dokładnie ma do czynienia.
Zawód psychiatry i psychoterapeuty, jaki wykonywała z oddaniem od lat, był dla niej nie tylko pracą, ale i pasją, której poświęcała nawet wolny czas. Potrafiła przekroczyć zalecane granice, by jak najskuteczniej pomóc pacjentowi. Do każdego przypadku podchodziła indywidualnie, z wyrozumiałością i troską, odrzucając schematy. Starała się być elastyczna, by pozyskać zaufanie klienta i z jego współpracą dotrzeć do sedna problemu, i pomóc w tym, w czym była najlepsza - w wyprowadzeniu go na prostą i upewnieniu, że jak każdy zasługuje na spokój i szczęście.
Z panią Zofią był jednak problem, bo kobieta była radosna, jakby pozbawiona trosk, a wyczekiwała od niej pomocy i porady. Aletta nie wiedziała jeszcze, jak do tego podejść.
Opuściła budynek i z głową pełną przemyśleń wyszła wprost na słońce, które ją oślepiło. Przyjemny był wiatr, muskający ciepłą bryzą przywianą znad morza. W Dzień Wiatru zaskakiwał swoją łagodnością.
Wyciągnęła telefon i zobaczyła kolejną wiadomość od detektywa Wysockiego. Unikała go, jak mogła, wiedząc zarazem, że dłużej nie może odkładać sprawy. Czas było zmierzyć się z tym, co wydarzyło się w noc, gdy z powodu chaosu myśli związanych ze śmiercią jej ojca zalała smutki alkoholem, a detektyw był tym, który jej towarzyszył.
Pamiętała, że skończyło się w jej mieszkaniu, miała przebłyski, co jeszcze mogło się wydarzyć, i lukę w tym, do czego dokładnie doszło. Wiedziała, że najlepiej byłoby przeprowadzić rozmowę i o to wprost zapytać, zresztą zaleciłaby to każdej swojej klientce w podobnej sytuacji, sama jednak odsuwała to z uporem, nie wiedząc, dlaczego było jej tak trudno podjąć się tego wyzwania.
Rozejrzała się dokoła, dopiero teraz słysząc wszechobecny zgiełk miasta. Lato w pełni rozgościło się w Kołobrzegu, a wraz z nim w mieście pojawiło się wielu turystów i kuracjuszy, zresztą i sami mieszkańcy lubili spacerować nie tylko nadmorskimi deptakami i alejami, ale również miejskimi uliczkami, zaglądając do sklepików.
Zniknęło zimowe uśpienie i wiosenne nieśmiałe przebudzenie, wszędzie tętniło życie, wraz z rozkwitem kwiatów i szeptem fontann, które ożyły, ciesząc zapachem wilgoci i energią płynącej wody. Drzewa pyszniły się wysypem liści, trawy intensywną zielenią, miasto przeszło metamorfozę, by na nowo można się było w nim zakochać.
Aletta przepłoszyła myśli o miłości, skupiając się na esemesie od detektywa. Odpisała, że ma czas na kawę, licząc, że on go nie znajdzie. Odpowiedź przyszła momentalnie i mimo że nie miała ochoty, umówiła się z Wysockim na skwerze Pionierów.
Zajrzała do mijanej piekarni i kupiła słodką bułkę, poczuwszy nagły głód, bo od rana niewiele zjadła. Szczelnie wypełniony grafik nie zostawiał jej dużo wolnego czasu. Praca na oddziale psychiatrycznym w miejscowym szpitalu, kilka godzin w tygodniu dyżurów w przychodni, gdzie też pomagała pacjentom i - najważniejsze wyzwanie: jej własna praktyka i gabinet, który odziedziczyła po swoim mentorze - potrzebowały wiele jej uwagi. Doktor Zakrzewski, wybitny psychiatra i psychoterapeuta, był nie tylko jej nauczycielem, ale także bliskim przyjacielem, którego traktowała jak ojca. Jego nagła śmierć wstrząsnęła jej światem. To była wieża, opoka, która roztrzaskała się w pył, co potwierdzały karty, przynajmniej w tym upatrywała zbieżności ze swoim życiem.
Teraz na nowo składała swoją rzeczywistość, ustawiając od nowa mocny fundament, który ponownie zapewni jej równowagę. Robiła to nieśpiesznie i we własnym tempie przepracowywała żałobę.
Mentor Bo, jak go nazywała, zostawił jej wszystko, co posiadał - zarówno gabinet, jak i mieszkanie, o które niestety będzie toczyła bój z jego braćmi, niepogodzonymi z ostatnią wolą i zdecydowanymi podważyć testament profesora.
Zmotywowało ją to, by tym dokładniej poznać przeszłość swojego przyjaciela, jednak idąc tym tropem, odkryła nieoczekiwanie fakty związane z jej najbliższą rodziną. Ojciec, którego wcześnie straciła i zupełnie nie pamiętała, zginął w wypadku samochodowym, przynajmniej tak brzmiała oficjalna wersja podana jej przez mamę. W gabinecie mentora znalazła jego teczkę pacjenta, z której wynikało, że kilka lat leczył się na depresję i umarł, popełniając samobójstwo.
Zamiast więc zajmować się przeszłością mentora, skupiła się na próbach zrozumienia, dlaczego matka jej dotąd tego nie wyjawiła i czy w ogóle zamierzała to zrobić. Czekała ją poważna rozmowa, choć jak na razie odkładała to w czasie. Powinna zdobyć więcej informacji, a w tym mógł jej pomóc detektyw Wysocki.
W dość lakoniczny sposób sugerował, że powinni się spotkać i porozmawiać. Aletta nie miała tylko pewności, czy chodziło mu o sprawę jej ojca, czy o wieczór, który wspólnie spędzili.
Zatrzymała się przy fontannie "Szczęk", która szumem wody zagłuszała gwar i krzyki roześmianych dzieci. Słońce prażyło na bezchmurnym niebie, a nagrzane powietrze pachniało latem. Podmuchy wiatru roznosiły krople i jednocześnie zapach lodów i kawy z pobliskich budek, rozbudzając apetyt.
Aletta rozejrzała się, wyłuskując z otoczenia wysoką sylwetkę. Detektyw Sebastian Wysocki był dla niej tajemnicą, skrywał się za murem wycofania i dystansem, niechętnie odpowiadając na jej bardziej osobiste pytania.
Poznali się, gdy potrzebowała pomocy przy rozgryzaniu sprawy pacjenta z oddziału. Na początku podszedł do niej z niechęcią, ale ostatecznie bardzo pomógł, za co była mu wdzięczna. Później to on poprosił ją o pomoc i konsultację w kwestii delikatnego zlecenia, jakie dostał. Razem doprowadzili sprawę do zadowalającego końca, a ich relacja się zacieśniła. Wynikiem było wieczorne spotkanie w celu omówienia sytuacji jej ojca. To, co potoczyło się dalej, wpłynęło na niezobowiązujący status relacji, jaka ich do tej pory łączyła.
- Dzień dobry, pani Aletto. - Sebastian nie powstrzymał lekkiego uśmiechu.
Nie umknął mu niepewny wzrok kobiety. Zaskoczyła go, nie odpisując na jego wiadomości, świadomie go ignorując. Wydawała się taka pewna siebie, w dodatku relacje międzyludzkie nie były jej przecież obce, jednak gdy chodziło o nią samą, sytuacja okazała się zgoła inna.
- W końcu znalazła pani dla mnie czas.
- Jestem bardzo zapracowana - rzuciła z uniesioną brodą.
Aletta widziała zadowolenie na jego twarzy, co tylko pogłębiało jej niepewność. Wiedział o niej więcej niż ona o nim, a tym samym miał nad nią przewagę. Była to dla niej zupełnie nowa i niekomfortowa sytuacja, bo to ona zazwyczaj wnikała w umysły, z łatwością wyciągając od innych informacje, z których tworzyła portret psychologiczny. Z Wysockim niestety było zupełnie pod prąd, to on potrafił ją przejrzeć i zaskoczyć, nad czym w ogóle nie miała kontroli.
- Tylko o to chodzi?
- Co pan sugeruje?
- Czy nie powinno się porozmawiać o tym, co zalega w duszy? - zapytał, zachowując powagę. - Unika mnie pani.
Aletta przygryzła wargę, zamierzając, nawet wbrew sobie, skłamać. Jednak prawdomówność była w niej tak silnie zakorzeniona, że nie potrafiła inaczej.
- Tak! - potwierdziła z niezadowoleniem. - Czuję się niekomfortowo, bo nie wiem, co się między nami wydarzyło.
- Chciałaby pani, by się wydarzyło?
- Panie Wysocki, bez tych terapeutycznych zagrań.
Roześmiał się, patrząc, jak wokół jej twarzy zawirowały loki, gdy pokręciła z gniewem głową. Kobieta go fascynowała i pociągała, i nie mógł już dłużej tego przed sobą ukrywać.
- Staram się, by poczuła się pani komfortowo.
- Dopóki się nie dowiem, nie poczuję.
- To może tradycyjnie zaczniemy od kawy?
Sebastian, nie czekając na odpowiedź, podszedł do budki, od której niósł się aromat zmielonych ziaren. Dostrzegł jej rozczarowanie, ale postanowił zrobić to po swojemu mimo dominującej postawy terapeutki.
Aletta wybrała ławkę skrytą w cieniu rozłożystego drzewa. Nakazała sobie spokój i wyważenie, by rozegrać to we właściwy i korzystny dla siebie sposób. Zastanowiła się, co w tej sytuacji poradziłby jej mentor. W takich chwilach wyraźnie czuła jego brak.
- Dziękuję za kawę.
Odebrała od mężczyzny gorący kubek, wiedząc, że zamówił jej ulubioną. Wypiła łyk, delektując się smakiem. Postanowiła do sprawy podejść rzeczowo i bez emocji, w końcu tak samo poradziłaby swoim klientkom.
- Niewiele pamiętam z naszego wieczoru. Chciałabym wiedzieć, co się wydarzyło.
- Niczego pani nie pamięta?
- Wspomnienia są dość mgliste.
- Ale czuje pani, że narozrabiała?
- Narozrabiałam?!
Sebastien pokiwał głową, z uśmiechem patrząc kobiecie w oczy.
- Pocałowała mnie pani. Tak, od tego się zaczęło.
***
- Pocałowałam... - rzuciła z zaskoczeniem Aletta i napiła się znów cappuccino.
- A ja odpowiedziałem - wyjaśnił Sebastian.
- Byłam pijana, więc wykorzystał pan okazję.
- Ja wykorzystałem? Aletto, zwabiłaś mnie do swojego mieszkania i to ty chciałaś mnie wykorzystać, na szczęście się temu przeciwstawiłem.
Aletta szerzej otworzyła oczy, zaskoczona nie tylko tym, że coś takiego miało miejsce, ale także że Sebastian zwrócił się do niej po imieniu.
- Nie przyjmuję tego do wiadomości. Znam samą siebie.
- A ja miałem szansę poznać cię bliżej, Aletto.
- Teraz mówimy sobie na ty? - zapytała ze zmarszczonymi brwiami. Wcześniej sama na to nalegała, teraz wolałaby skryć się za oficjalnością.
- Po tym, co się wydarzyło...
- Co jeszcze się wydarzyło?!
- Poszliśmy do sypialni i... położyłem cię spać.
Aletta czuła, że to nie wszystko.
- Nie uprawialiśmy seksu - podkreśliła.
- Nie. - Pokręcił głową. - Choć było blisko, poniosło nas...
- Wystarczy. - Aletta zerwała się z ławki i podeszła do kosza na śmieci, dopiła kawę i wyrzuciła kubek. Potrzebowała tej chwili, by się zdystansować i wyciszyć emocje.
Wróciła na ławkę już pełna spokoju.
- Jestem zaskoczona.
- Ja również byłem.
- Sobą. Jestem zaskoczona sobą.
Przyjrzała się mężczyźnie, podsumowując to, co o nim wiedziała. Nie zauważyła u niego żadnych odchyleń od normy, nie dostrzegła zaburzeń. Wysocki był pewny siebie, stabilny, jednak nie znała jego przeszłości ani najbliższego otoczenia. Trzymał swoją prywatność z dala od jej wnikliwości, tym samym wzmacniając jej ciekawość.
- Alkohol bywa powodem wielu głupstw.
- Czyli to nie była słabość do mnie? - zapytał z rozbawieniem.
- Może jednak trzymajmy się strefy zawodowej, panie Wysocki.
- Skąd ta zmiana? Od początku naszej znajomości chciała pani przejść ze mną na ty, a gdy już uległem, pani zmienia zdanie? To dość niestabilne, przyzna pani.
- Owszem, przyznaję panu rację, że nie ma co łączyć sfery zawodowej z prywatną. Źle się to kończy.
- Jak pani sobie życzy - odpowiedział z uśmiechem.
- Tak będzie najlepiej, zważywszy na to, co chcę panu zaproponować. Skoro mamy tę niefortunną sprawę wieczoru zamkniętą, przejdźmy do ważniejszej, do śmierci mojego ojca. Czy znalazł pan coś jeszcze? Ledwo godzę się z tym, że popełnił samobójstwo.
Sebastian spoważniał, rozważając, co jeszcze jej powiedzieć. Alettę Różańską poznał na tyle, by wiedzieć, jak dociekliwą osobą była i że może nie odpuścić, dopóki nie pozna każdego szczegółu. Postanowił więc poruszyć inną kwestię, która go zaskoczyła.
- Nie będę opisywał, jak to się wydarzyło, bo to tylko bardziej naruszyłoby pani spokój.
- Powinnam to usłyszeć. Swoim klientom radzę, by zmierzyli się ze swoim lękiem i prawdą, byłabym niewiarygodna, gdybym sama przed nią uciekała - rzekła z pewną wyższością.
Sebastian popatrzył w oczy kobiety, z trudem powstrzymując odruch odgarnięcia z jej policzka pasma włosów, które zdmuchnął wiatr. Teraz wydawała mu się krucha, zwłaszcza że wyczytał w jej oczach wahanie.
- Na pewno pani tego potrzebuje?
- Nawet nalegam.
- Zacznijmy więc od niedopowiedzianych szczegółów, o których pani nie wspomniała. Pani ojciec, odchodząc, decydując się na ten dramatyczny krok, pozostawił swoją żonę w żałobie, ale i panią, jedyne swoje dziecko - powiedział, licząc, że sama mu to wyzna.
- Mama bardzo go kochała, myślę, że dlatego milczała tyle lat. Stworzyła obraz ojca idealnego, w który wierzyłam, nie chciała tego niszczyć. Jeszcze z nią o tym nie rozmawiałam. Przygotowuję się - wytłumaczyła.
Sebastian poczuł rozczarowanie, więc musiał zapytać o to wprost.
- Mówiła pani, że słabo go pamięta, jednak on panią adoptował, formalnie stając się pani ojcem.
Aletta pokręciła głową, nie dowierzając temu, co słyszy.
- Panie Wysocki, co pan sugeruje?! - zapytała z oburzeniem.
- Nie sugeruję... Maciej Różański nie mógł być pani biologicznym ojcem, bo nie miał dzieci. Myślałem...
Aletta zerwała się z miejsca i ruszyła przed siebie, zupełnie nie zwracając uwagi na otoczenie. Wesoły gwar niósł się dokoła, lecz ona była poza nawiasem tej radości. Zapętlona w swoich myślach i skupiona na słowach, które raz po raz odtwarzała, by zrozumieć ich sens, jednak wciąż go odrzucała, bo był zaprzeczeniem tego, w co wierzyła i co było prawdą, w jaką wrosła.
Zatrzymała się przy fontannie, która delikatną mgiełką zwilżyła odsłoniętą skórę jej ramion. Aletta zaczerpnęła tchu, zrobiło jej się gorąco, poczuła ucisk w skroniach. Próbowała się uspokoić, by nie wpaść w panikę, jednak z każdą chwilą narastał w niej strach i po chwili pośpiesznie chwytała powietrze.
Silne dłonie chwyciły ją za ramiona i odwróciły. Aletta mimowolnie spojrzała w szare oczy, które pojawiły się na jej poziomie. Porównała ich odcień z mgłą unoszącą się na mokradłach.
- Aletto, wszystko jest dobrze - powiedział Sebastian, zapewniając, że jest bezpieczna. Powtarzał słowa ukojenia, aż jej oddech zwolnił.
- Przepraszam... Nie zdarza mi się to. Nie wpadam w panikę.
- Zdarza się najlepszym. Trudna prawda zazwyczaj zwala z nóg - zapewnił ciepłym głosem, po czym chwycił jej dłoń i pociągnął w stronę Giełdy Staroci, chcąc opuścić głośny i nasłoneczniony skwer.
Aletta nie cofnęła ręki i bez słowa szła obok niego, po chwili wchodząc pomiędzy stoiska wypełnione antykami i starociami. Przy jednym z nich się zatrzymała.
- Zawsze tu szukałam starych płyt winylowych dla mentora, by miał czego słuchać na swoim gramofonie. Włączał muzykę po ciężkich sesjach z pacjentami i zawsze na koniec dnia pracy.
Sebastian zrozumiał jej zmianę tematu i go podjął.
- Sama też lubisz słuchać - powiedział, poznając ją coraz lepiej.
- Tak, zaszczepił we mnie tę miłość do przebojów z dawnych lat. Zabawne, chciałam poznać jego przeszłość, a odkryłam swoją, która nie jest taka, w jaką wierzyłam.
Wciągnęła powietrze, starając się utrzymać równowagę, sama jednak myśl, że mężczyzna, którego uważała za ojca, wcale nim nie był, wydawała się jak na razie nie do zaakceptowania. Z trudem ją do siebie dopuszczała.
- Mentor nie powiedział pani prawdy - rzekł po chwili, wracając do oficjalnej formy, tak jak sobie tego życzyła.
- O czym pan mówi? - zapytała, budząc się z zamyślenia.
Opuścili tłum giełdy, zatrzymując się pod gęstymi konarami drzew, przez które nie mógł przedrzeć się żaden promień słońca, przez co czuło się przyjemny chłód.
- O tym, że Maciej Różański nie był pani biologicznym ojcem.
Aletta wiedziała, że musi wyjaśnić wiele spraw, ale myśl, że mentor, jej przyjaciel, ukrył przed nią tak znaczącą informację, bardzo ją zabolała. Zamierzała porozmawiać z matką, dowiedzieć się całej prawdy. Zaczynało jej to ciążyć, wręcz przytłaczać. Miała nadzieję, że znajdzie się na to łatwe wytłumaczenie, które zaleczy jej ból rozczarowania.
- Powinnam dokładnie poznać okoliczności jego śmierci. Mimo że Maciej Różański nie był moim ojcem, oficjalnie jako taki figuruje.
- Pani Aletto, to policyjne akta.
- Och, naprawdę - zdenerwowała się, wracając w pełni do równowagi. - A kto mnie prosił, bym zajrzała w akta pacjentów szpitala? Przypominam, że chronione tajemnicą lekarską.
- Podobno pani nie zajrzała.
- Oczywiście, że nie. To złamanie prawa - skorygowała się, studząc gniew.
- Więc sama pani rozumie, że nie mogę tego pani udostępnić. - Wzruszył ramionami z pewną bezradnością.
- Panie Wysocki, zatrudniam pana.
- Mam dość dużo spraw.
- Zapłacę podwójnie.
- Bardzo pani zależy.
- Muszę poznać wszystkie odpowiedzi na temat mojego ojca i odkryć przeszłość mentora. Potrzebuję pańskiej pomocy w odnalezieniu Anieli, kobiety, która podarowała mu jego ukochany zegarek z dewizką.
- Moja cena może się pani nie spodobać.
- Zapłacę każdą. Mam oszczędności. Mentor zostawił mi też swoje konto.
- Nie powiedziałem, że to będzie płatne w gotówce.
- Kartą? - dopytała, tłumiąc zwątpienie. Nie była pewna, czy podoba jej się błysk w jego oczach.
- Raczej mam na myśli uzupełnienie informacji. O pani, pani Aletto.
- Mam opowiadać panu o sobie?
Bardziej nie mógł jej zaskoczyć. Jego prośba jednak wywołała jej opór, bo mimo że dzieliła się wieloma rzeczami z innymi, miała swoje skrywane tajemnice i słabości, których zdecydowanie nie chciała wyciągać na światło dzienne.
- Dokładnie. Pierwsze moje pytanie, żebym mógł ocenić wartość pani współpracy, brzmi: dlaczego zimą nosiła pani za duży płaszcz?
Sebastian miał swoje przypuszczenia, jednak wolał usłyszeć odpowiedź wprost. Pamiętał, jak zjawiła się w jego biurze w za dużym płaszczu, z lokami zasłaniającymi jej część twarzy i w adidasach, które sprawiły, że nie słyszał jej kroków. Była niewysoka i drobna, a potrafiła przykuć jego uwagę.
- To był zakup pod wpływem chwili - rzuciła, szybko podejmując decyzję, najlepsze wsparcie mogła bowiem dostać tylko od niego. Musiała przeboleć, że szybko ją zdiagnozował, mimo że starała się to przed jego wnikliwym osądem ukryć. - Śpieszyłam się do pracy, a zima przyszła niespodziewanie.
- Zazwyczaj zjawia się w grudniu - uściślił z powagą.
- O tym mówię. Zastał mnie grudzień. Nie było mojego rozmiaru, a płaszcz bardzo mi się spodobał.
- Rozumiem, że nie miała pani dość czasu, by poszukać jednak innego w swoim rozmiarze, chociażby w sklepie obok? - Uśmiechnął się na potwierdzenie faktu, że Aletta jest osobą poświęconą pracy, całkiem zapominającą zadbać o siebie.
- Niestety, praca wzywała, pacjenci czekali. Może mi pan teraz śmiało przypiąć łatkę pracoholiczki.
- To już ustaliłem na początku naszej znajomości. Myślałem jednak, że kryje się za tym jakaś ciekawsza historia.
- Raczej proza życia. Czuje się pan rozczarowany?
- Odrobinę, ale może kolejna odpowiedź bardziej mnie poruszy. Pani Aletto, jaką miała pani przypadłość wieku dziecięcego, że potrzeba było pomocy psychiatry? Pani mentora Bo?
***
Odpędzała wszelkie niespokojne myśli, które dziś uderzyły w nią z mocą, wręcz wytrącając z wrodzonego spokoju i opanowania.
Jednak rozpoczęła dzień spokojnie, wraz ze słońcem, które z impetem wprosiło się do jej mieszkania, ogrzewając je promieniami. Podeszła do okna i przyjrzała się rzece Parsęcie, której falisty nurt mienił się iskrami. Oślepiały ją, choć nadal patrzyła, jak upodabniają się w jej oczach do brokatu w kolorach tęczy. Ten dzień zupełnie inaczej miał wyglądać, nie przynosząc efektu tsunami, nie niszcząc tego, w co wierzyła od dziecka. Bo jak uwierzyć w fakt, że jej ojciec nim nie był?
Aletta zatrzymała się przed gabinetem, który odziedziczyła po doktorze Zakrzewskim. Popatrzyła na szyld ze swoim nazwiskiem, pamiętając, jak jeszcze niedawno detektyw Wysocki pomógł jej go zawiesić. Udało jej się, stworzyła stabilność i utrzymywała równowagę, może z naciskiem na pracę, ale zgodną z jej wyborem. Wolny czas lubiła poświęcać pacjentom.
Wydawało się, że po stracie mentora wszystko zmierzało ku lepszemu, tym bardziej że jej pustkę i samotność wypełniły dwie kobiety, które zgłosiły się do niej na terapię. Pomagała im wyjść na prostą, w pewnym momencie przekraczając niedozwoloną granicę pacjent-terapeuta. W tamtej jednak chwili, w poczuciu straty i utraty stabilności, uchwyciła się nici zrozumienia i wsparcia, jakie od nich dostała.
Okazało się, że mimo różnic pokoleniowych świetnie się rozumiały i wzajemnie mogły sobie pomóc. Eryka była kobietą po czterdziestce, pełną energii i siły do działania, a Julia po dwudziestce, z wrażliwością i optymizmem, którym chętnie się dzieliła. Aletta siebie postrzegała jako oazę rozsądku i zrównoważenia, nie robiąc nic, co by odbiegało od doświadczenia zdobytego w psychoterapii. Ich znajomość dość szybko przybrała formę przyjaźni i wypełniła życie Aletty nowymi emocjami.
Popatrzyła na klucze w swojej dłoni, czując wahanie. Mentor Bo nie powiedział jej o swojej przeszłości, szczelnie ją przed nią ukrywając, zabolało jednak to, że nie wyznał jej prawdy o niej samej, mimo że był jej przyjacielem.
Wsunęła klucz do zamka, ale drzwi okazały się otwarte. Zaskoczona nacisnęła klamkę i weszła do niewielkiego korytarza pełniącego funkcję recepcji z ladą, krzesłami dla klientów, stojakiem na parasole i antycznym zegarem ustawionym w kącie, wygrywającym swoją wyuczoną melodię. Dokoła wszystko wyglądało tak jak zawsze. Drgnęła, gdy w pokoju socjalnym coś spadło na podłogę i rozbiło z hukiem. Po chwili usłyszała przekleństwo i odetchnęła, rozpoznając męski głos.
- Dzień dobry, panie Michale - powiedziała, wchodząc do kuchni.
Całe mieszkanie przerobiono na potrzeby gabinetu, znalazło się miejsce na łazienkę, pokój do spotkań superwizyjnych i ten najważniejszy, którego ściany wchłaniały coraz to nowe porcje problemów, każdą ważną skrywaną tajemnicę i emocje pacjentów - gabinet psychoterapii.
- Pani Aletto... przepraszam, chciałem przygotować kawę na pani przyjście - usprawiedliwiał się młody mężczyzna, wyraźnie wystraszony.
- To miłe, ale niepotrzebnie się pan z tym śpieszył.
Aletta przykucnęła i pomogła mu zbierać skorupy filiżanki. Porcelanowa z malowidłami była częścią kompletu należącego do dawnej recepcjonistki Ireny, która na swojej emeryturze pomagała mentorowi Bo. Po jego śmierci odeszła, by zadbać o zdrowie, a ona musiała teraz znaleźć kogoś na jej miejsce.
Popatrzyła na resztki porcelany w dłoni, pokazujące, jak spontaniczne i czasem drastyczne sytuacje spotykają nas w życiu, niejednokrotnie bez naszej winy. Pozbawiają nas wspomnień czy rzeczy, które udowadniały kruchość istnienia i nietrwałość stałości.
- Proszę zostawić, bo się pani skaleczy. Zaraz to posprzątam.
Aletta wyczuła jego zdenerwowanie, co wcale jej nie zdziwiło. Michał Kuszycki był jej klientem, a przez dziwny zbieg okoliczności stał się tymczasowym recepcjonistą do czasu znalezienia kogoś odpowiedniego na to stanowisko. Ostatnio zatrudniona kobieta wniosła więcej problemów niż pożytku. Aletta nie śpieszyła się więc z wyborem, korzystając z pomocy młodego chłopaka.
- Jak idzie wykonywanie zadań? - Aletta z uśmiechem podała mu zmiotkę.
- Staram się wypełnić jedno po drugim, ale to trudne.
Nieśmiałość i lęk społeczny trzymały Michała w klatce mentalnej. Aletta z każdą sesją próbowała mu pomoc ją opuścić. Wykonywał zadania mające go bardziej otworzyć na świat i ludzi, by nie ukrywał się w strachu, który paraliżował jakiekolwiek działania i trzymał w samotności i odosobnieniu.
Michał pracował w ośrodku wczasowym jako konserwator sprzętów, czasem jako recepcjonista w zastępstwie na nocnej zmianie. Zajmował się też schorowaną matką, starając się dorabiać, by starczyło na jej lekarstwa.
- Dobrze ci idzie, z każdym krokiem tylko do przodu, pamiętaj, zaczyna się od tego, co sam o sobie myślisz - przypomniała mu z uśmiechem.
Poznali się przed jej gabinetem, gdy nad jego drzwiami wisiał jeszcze szyld z nazwiskiem doktora Zakrzewskiego. Parę razy go zagadnęła, widząc, że ma problem. W końcu przemógł się i zdecydował na terapię, by wyjść ze swoich ograniczeń.
- I żebym zbytnio nie analizował i nie skupiał się tylko na sobie.
- Nie oceniając krytycznie każdego swojego ruchu czy wypowiedzianego słowa - dodała Aletta, nieraz mu o tym przypominając.
- Więc, zrobiłem to... Wybrałem się do kina. Na początku mnie to stresowało, ale później się rozluźniłem i cieszyłem filmem.
Aletta zapytała o film, na jaki się wybrał, i usłyszała szeroką relację, co było w jego wykonaniu sporym progresem. Terapia przynosiła rezultaty, wcześniej wyciągała z niego słowo po słowie, teraz stał się bardziej otwarty. Przepracowywał swoje wewnętrzne blokady, choć jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy.
Weszła do gabinetu z parującą kawą; wnętrze rozświetlało słońce, przeganiając każdy cień. Aura mentora zanikała, czyli mrok, w którym się lubował. Okna zasłonięte ciemnymi storami, nieprzepuszczającymi nawet światła dnia, miały pomagać klientom w zwierzeniach, wydobywając najbardziej skryte rany i tajemnice. Ona jednak zdecydowała się na jasne zasłony, zapraszając do wnętrza blask, wprowadzając tym oddech świeżości.
Obecność mentora dostrzegała w szczegółach pomieszczenia, takich jak szczelnie wypełnione regały z książkami sięgające samego sufitu. Dwa wygodne fotele i kozetka pozostawiona jako symbol dawnych wyobrażeń o psychoanalizie. Nie zamierzała pozbywać się rzeczy po mentorze, jego antycznego biurka z jasnym blatem czy stoliczka z gramofonem, który ożywiał dźwiękiem dawne melodie.
Podeszła do urządzenia i wzięła z półeczki pierwszą płytę w wysłużonej kartonowej obwolucie. Umieściła ją na platformie gramofonu i opuściła igłę, a po chwili rozległy się pierwsze takty muzyki i towarzyszący temu szum.
Miłość ci wszystko wybaczy,
Smutek zamieni ci w śmiech,
Miłość tak pięknie tłumaczy
Zdradę i kłamstwo, i grzech.
Choćbyś ją przeklął w rozpaczy,
Że jest okrutna i zła.
Miłość ci wszystko wybaczy,
Bo miłość, mój miły, to ja...[1]
Aletta podeszła do okna zasłuchana w słowa piosenki. Miłość to rodzaj zatracenia połączonego z uzależnieniem, jak głosiła teoria. Dla niej była raczej niezgłębioną tajemnicą, z którą się jeszcze dokładnie nie zmierzyła. Mentor mówił o niej jako o zdolności, którą jedni mogą mieć, a innym może nie być dana. Doświadczać jej można na różnych poziomach, zależnie od stopnia własnej wrażliwości. Niektórzy potrafią się w niej zatracić, nawet gubiąc samego siebie, a inni zupełnie nie poddają się fali uniesienia, wciąż szukając tego, o czym tak szeroko się mówi, pisze i śpiewa.
Owszem, przeżyła zauroczenia, wydawało się, że i zakochania, jednak po czasie okazywało się to jedynie chwilową euforią, pożądaniem, które z czasem bladło, tracąc na znaczeniu. U każdego z jej byłych partnerów wcześniej czy później ujawniła się jakaś przypadłość czy zaburzenie. Z mentorem Bo wszystkie te przypadki analizowali, wyciągając niezbędne wnioski dla ich pracy, jednak nigdy nie powiedział jej tego, co było aż tak rażące i kłuło w oczy, a z czego sama nie zdawała sobie sprawy. Po czasie dostrzegła schemat, jakim się kierowała w wyborze partnera. Wybierała takich, którzy potrzebowali pomocy, a ona właśnie mogła im pomóc.
To była kolejna sprawa, jaką przemilczał, choć i w tym mógł ją wesprzeć. Mogła to tłumaczyć sobie tym, że sam wzbraniał się przed miłością, nie dając żadnej kobiecie szansy na stworzenie z nim rodziny, do końca życia pozostał sam.
W jego ulubionym zegarku z dewizką, z którym się nie rozstawał, odkryła grawer ze słowami miłości i z podpisem "od Anieli", co mogło świadczyć, że był w jego życiu ktoś, kto go kochał. Doktor nigdy nie wspomniał tego imienia, dlatego tym bardziej pragnęła odkryć jego przeszłość.
Sięgnęła po zegarek zawieszony na łańcuszku na szyi, sprawdzając czas do czekającej ją sesji. Uśmiechnęła się na myśl o tym spotkaniu, bo klientka była jej bliska. Przyszła do niej kilka tygodni temu, pełna niepokoju i niepewności. Podczas trwania terapii przeszła ogromną przemianę, odbudowując swoją pewność siebie. Aletta miała w tym niemały udział i tak jak uwielbiała moment rozpoznania i zmierzenia się z zaistniałym problemem swoich pacjentów, tak ten końcowy etap zdrowienia był zawsze najlepszy. Kobieta stała się jej przyjaciółką i właśnie oczekiwała jej z niecierpliwością.
***
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki