ROZDZIAŁ 2
Justin Bieber feat. Quavo Intentions
Kamil Willman, podkomisarz wrocławskiej policji, siedział w pokoju wydziału do walki z terrorem kryminalnym i pisał raport z ostatniej "dziesiony", co w żargonie firmowym oznaczało ni mniej, ni więcej, tylko kradzież z pobiciem. Jego partner Jurek Krawczyński pojechał na sekcję do zakładu medycyny sądowej, żeby uczestniczyć w sekcji wodnika szuwarka, czyli topielca, który mógł być poszukiwanym przez nich od trzech miesięcy kolesiem podejrzanym o zabójstwo.
- Niech ten szuwarek okaże się naszym trupem, zamkniemy sprawę i po bólu - powiedział Jurek, wychodząc z firmy.
Kamil miał nadzieję, że tak będzie. Teraz chciał jak najszybciej skończyć ten gówniany raport i pojechać do mieszkania na Polance. Dzisiaj jego eks miała wpaść po resztę rzeczy i wolał przy tym być.
Jednak gdy już kończył raport, do ich pokoju wparował przełożony, inspektor Alfred Morawski, i rzucił krótko:
- Willy, macie trupa. Wydzwoniłem już Krawca, on tam zmierza.
- Gdzie ten trup?
Morawski pokręcił głową.
- I tu się robi, kurwa, ciekawie. Klub bokserski "Storming".
- Czy to... - Kamil uniósł rękę i podrapał się po jednodniowym zaroście.
- Tak, to klub Eryka Burzyńskiego. Naszego mistrza. I to on znalazł ciało. Zajmijcie się tym i ustalcie, co i jak, bo jak się nam prasa zwali na łeb, komendant mi go urwie.
Kamil zamknął plik z raportem w wiekowym komputerze z odzysku i wybrał numer swojego partnera.
- Jurek, jedziesz do tego zwłoka?
Poinformował kumpla o nowej sprawie. Jednocześnie wciągał na siebie skórzaną kurtkę, przytrzymując ramieniem komórkę przy uchu.
- Będę za jakieś pięćdziesiąt minut. To jest na Krzykach?
- Tak, niedaleko Racławickiej. Ja tam dojadę w jakieś dwadzieścia, no trzydzieści minut. - Kamil poprawił broń, schował odznakę i wyłączył komputer. - A jak z szuwarkiem?
- Trochę napuchnięty. Ale to chyba on. Miał obrączkę i tatuaż naszego gościa. Ale konkrety za tydzień.
- Zawsze trzeba, kurwa, na wszystko czekać.
- Willy, co ty, w firmie wszystko robi się błyskawicznie. - Jurek zarechotał.
- Chyba opierdol od góry.
- Taaaa. To na pewno.
- Dobra, spadam, widzimy się w tym klubie.
Kamil wsiadł do służbowego, dziesięcioletniego passata, włączył niebieskie światła bez sygnałów, aby ułatwić sobie przejazd przez miasto, i ruszył na południe Wrocławia. Po drodze zadzwonił do Sandry, swojej byłej żony.
- Hej. Nie dam rady przyjechać, mam wezwanie.
- Dlaczego mnie to nie dziwi? - Kobieta westchnęła.
Kamil pamiętał, jak w czasie ich czteroletniego małżeństwa kilkukrotnie wystawiał ją do wiatru, nie przychodząc na umówione spotkania, wypady do znajomych, kina, teatru, gdyż miał właśnie kolejne krwawe sprawy na głowie. W sumie nic dziwnego, że nie byli już małżeństwem. Ale nie tylko dlatego. Teraz jednak nie miał czasu, aby się z tym szarpać. Zresztą... już nie musiał.
- Zabierz, co uważasz, i wrzuć klucze do skrzynki - powiedział szybko, wyjeżdżając na Podwale.
- Wezmę tylko moje ulubione książki i ten komplet filiżanek, który dostałam od mojej siostry - odparła spokojnie jego eks.
- Możesz zabrać, co tam chcesz. Muszę kończyć. - Przerwał krótko i rozłączył się. Naprawdę nie miał na takie dyskusje ani czasu, ani ochoty.
Kiedy po niecałych trzydziestu minutach podjechał pod klub, zobaczył stojącego w drzwiach wysokiego, dobrze zbudowanego blondyna, którego znał z telewizji, Internetu i z walki, na której kiedyś był w Hali Stulecia. Od lat pasjonował się boksem i z uwagą śledził karierę Storma. Marzył o spotkaniu z nim, ale niekoniecznie w takich okolicznościach.
Sportowiec był bardzo zdenerwowany, chodził wzdłuż pasażu prowadzącego do klubu, rozmawiał z kimś przez telefon i wyglądał na mocno wzburzonego. Gdy dostrzegł niebieskie światła w podjeżdżającym samochodzie, zakończył połączenie i utkwił wzrok w wysiadającym Kamilu. Ten zwrócił uwagę na oczy boksera. Były przenikliwie zielone, otoczone długimi rzęsami. Kamil przez moment pomyślał, że w ogóle nie pasują do postury tego faceta, a także do tego, że zawodowo zajmuje się on obijaniem twarzy innym gościom.
- Podkomisarz Kamil Willman. - Machnął odznaką przed stojącym na podwyższeniu mężczyzną. Gdy się z nim zrównał, okazało się, że są prawie równi wzrostem. Kamil mierzył metr osiemdziesiąt osiem, zatem Burzyński musiał mieć nieco ponad metr dziewięćdziesiąt. - Wydział do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw - dokończył prezentację.
- Eryk Burzyński. Ale że od razu z terrorem?
- Semantyka. Gdzie jest ofiara?
- W środku. To mój tejpownik. Asystent trenera. Zajmował się mną przed walkami, owijał ręce i...
- Wiem, czym zajmuje się tejpownik - przerwał mu Willman. - Imię i nazwisko ofiary? - Wyciągnął notes i długopis.
- Andrzej Kareński.
- Ile miał lat?
- Chyba trzydzieści. - Głos Burzyńskiego nieco drżał.
Kamil spojrzał na zawodnika, Storm faktycznie był całkowicie wytrącony z równowagi. Policjant zorientował się, że może zbyt ostro podszedł do człowieka, który właśnie znalazł zwłoki kogoś, z kim pracował. Czasami łapał się na tym, że pracę traktuje mechanicznie, ludzi tak samo, jakby już całkowicie wyzbył się wszelkich uczuć. A może tak właśnie było?
- Dobrze. Proszę tu poczekać. Niczego pan nie ruszał?
- Nie. Wszedłem tylko do środka, on tam leżał. Sprawdziłem puls i tyle.
- Wezwał pan pogotowie?
- Tak, od razu...
Już nie musiał kończyć, bo pojawiła się karetka.
- Proszę tu zostać - zarządził oschłym tonem Kamil, włożył rękawiczki i wszedł do środka.
Denat z krwawą miazgą zamiast głowy leżał na podłodze. Niedaleko, obok drewnianego regału z pucharami, spoczywało niewątpliwe narzędzie zbrodni. Puchar mistrza Europy w boksie zawodowym, który Storm zdobył kilka lat temu. Kamil cofnął się i w tym momencie do środka weszli ratownicy medyczni. Spojrzeli na leżącego człowieka, a potem na Kamila, który machnął im odznaką.
- Nic tu po nas - odezwał się jeden z ratowników. - Wezwijcie lekarza ostatniego kontaktu.
- Stwierdźcie zgon. Zaraz przyjadą nasi.
Faktycznie, za jakieś pięć minut pojawił się dream team, czyli biegły lekarz w osobie doktora Karola Kosteckiego, technicy, fotograf. Czekano jeszcze na prokuratora. Kamil podszedł do nich i przywitał się.
- Siema, Willy. - Doktor podał mu rękę. - Co tu mamy? Samobójstwo?
- Jeśli nadział się na to trofeum, i to kilka razy, to tak - odparł poważnie Willman.
- A miał to być dobry tydzień.
- Bo jak poniedziałek zaczyna się spokojnie, to znaczy, że zło pierdolnie znienacka.
- Zawsze tak jest. - Kostecki pokręcił głową z niesmakiem. - Idę, poczekam na procka w środku.
- Dajcie znać, jak coś ustalicie - rzucił Kamil gdzieś w powietrze i skierował się do wyjścia.
Kiedy znalazł się na zewnątrz, zobaczył swojego partnera, który odpytywał Storma. Ten był w równym stopniu wkurzony, co załamany. Popatrzył na Kamila i pokręcił głową.
- Wszystkim będę musiał powtarzać to samo? - W jego głosie dało się słyszeć irytację.
- Być może - odezwał się Jerzy. - My jesteśmy tu po to, aby zadawać pytania, a pan po to, aby odpowiadać.
- Zginął mój człowiek, członek ekipy, kolega. Mam prawo czuć irytację.
- A my musimy ustalić, kto za tym stał. A był pan tam sam i... - Partner Willmana się zapędził.
- Sugeruje pan, że ja miałbym... - Storm wyglądał na zdrowo wkurzonego.
Jerzy znany był z tego, że nienawidził facetów większych od siebie. Może oprócz Kamila. Ale wkurzać mistrza wagi ciężkiej? Niemądre zagranie.
- Ja? Nie mam wrogów. - Burzyński zmarszczył ciemne brwi nad jadeitowymi, teraz wyraźnie podkurwionymi oczami.
- W końcu użyto pana trofeum.
- Bo było pod ręką? - Eryk pokręcił gwałtownie głową. - Nie mam pojęcia, o co chodzi. To straszna tragedia dla całego teamu.
- Sprawdzimy wszystko. W tej chwili to tyle, ale oto moja wizytówka. - Kamil wyciągnął kartonik z kieszeni. - W razie czego proszę dzwonić.
- Dobrze. - Burzyński schował wizytówkę do tylnej kieszeni dżinsów.
- Na pewno jeszcze się do pana odezwę.
- Nie wątpię.
W tym momencie podjechało srebrne audi, z którego wysiadła śliczna blondynka, z dość obfitym biustem, wylewającym się z odważnego dekoltu. Za nią szedł szczupły, niewysoki facet, z idealnie przystrzyżoną bródką.
- Kochanie, co się stało? - Blondynka niemalże rzuciła się na Storma. Kamil zmarszczył brwi. Czyżby ujrzał na twarzy sportowca irytację?
- Ktoś zabił Andrzeja - odparł cicho Eryk, ściągając ręce dziewczyny ze swojej szyi.
- Jak to zabił? - odezwał się towarzyszący jej mężczyzna.
- Przepraszam. - Kamil zwrócił się do nich. - Podkomisarz Willman, Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu. Kim państwo są i skąd się tutaj wzięli?
Dziewczyna spojrzała na niego oburzona.
Ten z bródką ją wyminął i popatrzył zaczepnie na podkomisarza.
- To Innan. Żyjecie w jaskini?
- W budynku sprzed pierwszej wojny światowej - odpowiedział ze spokojem Kamil. W tym samym momencie dostrzegł nieznaczny uśmiech na ustach Eryka. Zaskoczyło go to. Westchnął i zwrócił się do gościa z bródką. - Proszę o nazwiska. - Wyjął notes.
Facet chrząknął, zirytowany.
- Ksawery Pator. Jestem menadżerem Innan - oznajmił, jakby to było dla wszystkich oczywiste. Willman spojrzał na dziewczynę, która stukała coś długim paznokciem w telefon.
- A pani?
- Przecież już powiedziałem! - Pator się oburzył.
- To Arleta Pryczek. Moja dziewczyna. - Burzyński, zniecierpliwiony, wyminął kobietę i podszedł do Kamila. - Ksawery, nie każdy siedzi na Instagramie.
- Nienawidzę tego nazwiska - burknęła dziewczyna pod nosem. - Jestem Innan, dowiedziałam się o zajściu od Sławka, naszego masażysty. Znaczy klubowego masażysty, a on pewnie od trenera. - Wzruszyła ramionami.
- Żeby nie znać czołowej influencerki, która ma trzy miliony followersów na Insta! - Bródka prychnął i przewrócił oczami.
- A co to Insta? - Kamil teatralnym gestem rozłożył ręce i zrobił wielkie oczy. - Wie pan, my w tej naszej jaskini niestety tylko trupami się zajmujemy, a to zapewne kiepsko by wyglądało na Insta. Dziękuję, to na razie wszystko.
Ruszył w stronę samochodu, zobaczył swojego partnera, który już odjeżdżał, więc kiwnął do niego. Kiedy już dotykał klamki, poczuł, że ktoś do niego dobiega. To był Eryk.
- Panie podkomisarzu, a co z klubem?
- Biegli muszą skończyć czynności, zabiorą zwłoki i przez kilka dni klub będzie zamknięty. Potem dezynfekcja, sanepid, i na nowo go otworzycie. Ale pewnie z miesiąc to potrwa, jak znam życie i nasze urzędy - odparł spokojnie Kamil.
- Kurczę, to... no tak, rozumiem. - Eryk pokiwał głową.
- Będzie pan musiał, na razie, znaleźć sobie inne miejsce do treningów.
- Jasne. To... da mi pan znać, co dalej? - Znowu bokser świdrował Kamila przenikliwym spojrzeniem.
- Oczywiście. Pozostańmy w kontakcie.
Eryk uśmiechnął się kącikiem ust i Kamil miał wrażenie, że coś błysnęło w jego tęczówkach. Wymamrotał pożegnanie i wsiadł do samochodu. Odjechał spod klubu, czując, jak mocno bije mu serce. Co go w równym stopniu wkurwiło, jak i zszokowało.
***
ON
Przyjeżdżali i odjeżdżali. Kiedy tylko patrzyli na moją poranioną twarz, widziałem w ich oczach przestrach, niesmak, współczucie. Wkurzało mnie to i sprawiało, że robiłem im na złość, jakbym od razu chciał ich od siebie odrzucić. Jakbym chciał sprawić, że nie tylko odstręczy ich ode mnie ta cholerna blizna, ale cała moja postawa, jako dzieciaka z problemami. A takiego: nie dość, że oszpeconego, to jeszcze z popieprzoną głową, nie chce przecież nikt.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki