Kaizen - jak osiągać wielkie cele małymi krokami - Tomasz Miler
49.00 zł

p
Reflow text when sidebars are open.
Kiedy Will Smith (znany amerykański aktor) był dzieckiem, jego ojciec zburzył wielką ceglaną ścianę. Kazał ją odbudować swoim synom (Will miał wtedy 12 lat, jego brat był trochę młodszy). Chłopcy bronili się mówiąc, że zbudowanie takiej ściany jest niemożliwe. Ojciec kazał im jednak odtworzyć ścianę mimo wszystko. Stwierdził jednak, że ich zadaniem nie jest postawienie muru. Ich zadaniem jest położenie TYLKO JEDNEJ cegły na raz. Tak dobrze jak tylko potrafią.
Zbudowanie muru wydawało się niemożliwe. Czy jednak położenie jednej cegły jest trudne?
Budowa muru zajęła dzieciakom 18 miesięcy. Zrobili to jednak.
"Nie ma marzeń zbyt wielkich. Trzeba tylko zacząć kłaść cegły. Wystarczy jedna na raz".
WIILL SMITH
Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Szyfer
Opracowanie komputerowe: Zbigniew Kowalczyk
Korekta: Katarzyna Górna, Magdalena Grela-Tokarczyk
Rysunki: Zuzanna Jukiewicz
ISBN 978-83-66581-06-7
Wydanie I
Lublin 2017
Copyright ? Tomasz Miler
Wszystkie prawa zastrzeżone
20-802 Lublin, ul. Skrajna 14
tel. 81 446 98 15, faks 81 470 93 04
e-mail: [email protected]
www.slowaimysli.pl
03-968 Warszawa, ul. Saska 9J
faks 22 616 40 15
Dla Bartka i Jędrka, moich synów.
Pędźcie po swoje marzenia.
W swoim tempie.
Najszybciej jak potraficie.
Trzymam za Was kciuki!
Tata
Książka, którą trzymasz w ręku, absolutnie nie jest wyłącznie efektem mojej pracy. To efekt zdarzeń, okoliczności i ludzi, których spotykałem. Nigdy jedna osoba nie może zawdzięczać wszystkiego sobie.
Zaczęło się od mojego uczestnictwa w Dream Plan Success – wspaniałym szkoleniu organizowanym przez Beatę Kapcewicz, Joannę Gdaniec i Krzysztofa Hillara. To tam połączyły mi się kropki i pojawił się wielki kosmaty cel – co chcę robić. To jedno z najfajniejszych i najbardziej inspirujących szkoleń, na których możesz być. To będzie reklama tego wydarzenia, ale nie przez to, że mi ktoś zapłacił, a dlatego, że tak czuję, prosto z serducha. W dwa dni setki ludzi łączą kropki swoich talentów i doświadczenia i zaczynają tworzyć plany realizacji swoich marzeń. Ja też tak zrobiłem. W kilka dni po szkoleniu moje kropki połączyły się w całość i znalazłem swój cel: napisanie książki i zostanie trenerem. Beato, Asiu, Krzyśku, dziękuję Wam. Dobra robota.
Jedną z inspiracji był też Kuba Bączek i jego wstępniak z książki Zarobić milion, idąc pod prąd. Czasami trzeba przestać oglądać się na innych, żeby coś powstało. Udało się! Powstało. Dzięki, Kubo.
Dziękuję moim dwóm wspaniałym synom: Jędrkowi i Bartkowi. To Wy dajecie mi energię i motywację do pracy. Również tę, żeby tę książkę napisać. Wasza obecność, śmiech, psoty, a czasami i złośliwości (prawda, Jędrku?) zawsze powodują, że choć mnie trochę umęczycie (tak też bywa), to później mam siłę i chęci do dalszego działania. W wielu przypadkach byliście też inspiracją kilku fragmentów tej książki. Częściowo jesteście jej bohaterami. Kaizen mówi: bierz inspirację od wszystkich. Chłopaki, byliście i jesteście dla mnie wielką kopalnią takich inspiracji! Obaj jesteście wielcy. Dzięki. Haadzia! Kocham Was!
Dziękuję moim rodzicom. Mamo, Tato za wszystko dziękuję!
Dziękuję Anecie, mojej partnerce. Przez miesiące musiałaś cierpliwie wysłuchiwać moich dylematów i rozterek. Pewnie czasami byłaś tym zmęczona. Dziękuję za cierpliwość, przemyślenia, korekty, cenne uwagi i wsparcie. Cieszę się, że się kiedyś poznaliśmy.
Dziękuję Zuzi Jukiewicz za fantastyczną współpracę i rysunki, które wzbogacają tę książkę.
Dziękuję też moim przyjaciołom, którzy wspierali mnie, gdy moje pomysły dopiero kiełkowały. Za to, że swoim zachowaniem podlewaliście je, gdy było sucho, i osłanialiście parasolem, gdy lał deszcz. (Tak, wcale nie było łatwe napisanie tej książki. Jak będziesz czytać, to miej tego świadomość). Dziękuję Ani Hejman, Witkowi i Kasi Ostrowiczom za zaufanie i pomoc, wtedy gdy trzeba było rzeczywiście pomóc.
Chciałbym tu podziękować tym, którzy mi zaufali, wspierali mnie i wierzyli, że mi się to wszystko poukłada w całość. Dziękuję Maćkowi i Ani Pogockiej. Maćku, dziękuję Ci za to, że jesteś, zawsze kiedy potrzebuję. Za to, że zawsze zapytasz "Jak ci pomóc?". Za wspólne bieganie, wysłuchiwanie mnie i inspirowanie, wtedy gdy sam nie zawsze jestem pewien, co mam zrobić. I za rozdział o finansach też!
Dziękuję Jagodzie Inglik. Fantastycznej osobie, którą kilka lat temu przypadkowo poznałem na kursie coachingu. Jagoda jest jednym z najlepszych coachów w Polsce. Obecnie jest moim przyjacielem, zawsze mnie wspiera i rozsuwa chmury niepewności i strachu, które czasami sam sobie wkładam do głowy. Jagodo, dziękuję. Należą Ci się każde ciasteczka!
Dziękuję Monice Chmielewskiej, Pani Ani Malinowskiej, Dorocie Kardasz, Basi Zakowieckiej, Tadkowi Józefowskiemu i Tomkowi Radoszowi. Dziękuję za przecinki, średniki, prawidłowy szyk zdania i mądre opinie przy korektach. Za cierpliwość, inspiracje i sugestie, co zrobić, by książka była jeszcze bardziej spójna i ciekawa. Przede wszystkim dziękuję Wam za trzymanie kciuków, by ta książka się pojawiła. To bardzo dużo daje, jak ktoś w nas wierzy. Dziękuję.
Dziękuję Agacie Skibie za wspólną, bezinteresowną pracę przy tworzeniu pierwszego szkolenia z kaizen. Za inspirujące różnice zdań. Za to, że pomimo braku wolnego czasu udało nam się wspólnie poprowadzić całkiem interesujące warsztaty. Dzięki za Twój urok, otwartość, pomysłowość i chęci do współpracy.
Dziękuję Przemkowi Jaźło za to, że często mnie inspirował i sprawił, że moja strona internetowa jest ładniejsza, niż sobie mogłem wymyśleć.
Dziękuję też Pani Dorocie Partyce, szefowej Wydawnictwa Słowa i Myśli, która zdecydowała się na wydanie mojej książki. Pani Doroto, bardzo dziękuję za zaufanie.
Dziękuję tym, którzy czasami się śmiali pod nosem, że coś sobie wymyśliłem. Tak, też mam w sobie spory pierwiastek przekory. To mnie też mobilizowało. Wiem, że nie jestem wirtuozem pióra i żaden ze mnie Mickiewicz. Ale małymi krokami i determinacją można całkiem dużo zrobić. Można na przykład napisać książkę.
To moja pierwsza książka, więc proszę o wyrozumiałość. Skąd pomysł? Z głowy! Wpadł mi do głowy dziś rano (29.06.2016), gdy biegałem rano po lesie. O kaizen słyszałem już wiele. Przeczytałem książkę, wygłosiłem na ten temat prelekcję na spotkaniach w Toastmasteres (organizacja, która uczy, jak przemawiać i jak nabywać umiejętności liderskich) i niektórzy już zaczynali mnie kojarzyć właśnie z tą filozofią. Skoro już zaczynam się kojarzyć, to może iść dalej? Pisanie tej książki będzie też moją podróżą. Zapraszam Cię do niej. Sam nie wiem, jaki będzie wynik końcowy. Będzie mi miło, jeśli sprawdzisz to ze mną. Gwarantuję Ci, że zrobię wszystko, żeby ta książka była dla Ciebie czymś ważnym i wartościowym. Wraz z Tobą będę się uczył. Sam chcę zdobyć jak najwięcej wiedzy o fenomenie tej filozofii. Chcę ją poznać i podzielić się nią z Tobą. Dlaczego jest ona tak popularna? Kaizen to filozofia małych kroków. To będzie też moja własna nauka i uczenie się pisania. Napisanie książki to coś dla wielu osób olbrzymiego. Dla mnie też. Wiem, że nie napiszę jej w dwa dni. Dwa dni to za mało. Nie napiszę jej w tydzień ani dwa. Dziś nawet nie wiem, kiedy ją skończę. Powinno się mieć cel! Wiem, mówią o tym na każdym szkoleniu i w każdej książce o rozwoju osobistym. Dobrze. To dziś deklaruję, że książkę skończę do 1 listopada 2016 roku. Deklaruję tu, że codziennie będę przynajmniej przez kilka minut pisać o tym, co uważam za ważne dla mnie i dla Ciebie. To będzie więc także moja przygoda z kaizen. Codziennie po kilka minut, może stron, a może kilka godzin.
Od razu się przyznam do czegoś. Skoro trzymasz w tej chwili tę książkę, to znaczy, że książkę skończyłem. Zrobiłem to! Zobacz, filozofia kaizen i to, o czym tu napisałem, zadziałały. Gdy zaczynałem, miałem tylko pomysł. Powoli moje marzenie się ziściło. Moje małe kroki doprowadziły do czegoś całkiem dużego. To może być inspiracja również dla Ciebie. Skoro mnie się udało, u Ciebie ta metoda też zda egzamin. Wierzę, że zachęcę Cię do robienia małych kroków, które zaprowadzą Cię tam, gdzie chcesz. Jak widzisz, małymi krokami można nawet napisać książkę. Co to oznacza dla Ciebie? Masz tutaj moją i nie tylko moją wiedzę i doświadczenie, które po prostu działają! Gwarantuję Ci więc, że jeśli zaczniesz stosować metodę kaizen, to i Tobie uda się osiągać swoje cele, których, być może, dziś nie jesteś w stanie sobie nawet wyobrazić.
Przeczytałem dziś wstępniak Jakuba B. Bączka do książki Zarobić milion, idąc pod prąd. Kuba napisał: "Zdaję sobie sprawę, że są mądrzejsi ode mnie, są też ładniejsi, wyżsi i bardziej sprawni seksualnie, są bardziej kreatywni i z bardziej ciętym poczuciem humoru. Chcę powiedzieć, że mam to wszystko w d***e i bardzo wierzę w siebie. Wszystkim innym polecam to samo".
Drogi Kubo, przekonałeś mnie! Wyższych, ładniejszych, bystrzejszych, sprawniejszych seksualnie i kreatywniejszych ode mnie jest całkiem dużo. Mam to w tym samym miejscu co Ty. Pewnie też trzymasz kciuki za to, żeby ta książka powstała. Wierzę, że mi się to uda. Może będzie ciężko, ale uda się! Bez względu na trudności wydam ją! Słyszałem, że marzenia się spełnia! A teraz, drogi czytelniku, wio! Jedziemy z koksem. Co będzie, to będzie!
PS 1. Do 1 listopada nie udało mi się napisać książki. To nie takie proste i nie powstaje tak łatwo, jak bym chciał. Nie szkodzi. Nadal piszę po kilka zdań, czytam po kilkanaście stron dziennie i szukam materiałów. Idę dalej. W końcu ją napiszę.
PS 2. 28 marca 2017 roku udała mi się kolejna rzecz, o której marzyłem. W klubie Vistula Toastmasters Leaders w warszawskiej Akademii Finansów i Biznesu Vistula przeprowadziłem z Agatą Skibą pierwsze szkolenie oparte na tej książce. Uczestniczyło w nim ok. 50 osób.
PS 3. Początek czerwca 2017 roku – podpisuję umowę z Wydawnictwem Słowa i Myśli. Książka ma się pojawić na rynku w grudniu 2017 roku.
Co to jest kaizen? Miecz samurajski? Potrawa rybna w sosie słodko-kwaśnym? Marka najnowszego japońskiego roweru z 83 przerzutkami? A może dalekowschodni styl walki?
Tak, trochę próbuję zwieść Cię na manowce. Skoro już pewnie kupiłeś tę książkę i ją czytasz, to wiesz, że to coś innego.
Kaizen (jap. ??; kai – zmiana, zen – dobry; czyli ciągłe doskonalenie) to japońska filozofia ciągłej zmiany. Nie wielkiej i drastycznej zmiany, ale ciągłej, małej i niepozornej, której efektem są wielkie zmiany.
Czym mnie ta filozofia zachwyciła? Prostotą i efektywnością. Jeśli brakuje Ci pewności siebie przy wprowadzaniu wielkich rewolucji w swoim życiu, podejście kaizen to coś, w czym z pewnością się odnajdziesz. Kaizen jest też dla ludzi z dużymi ambicjami, u których na ambicji się kończy. Często stawiają sobie oni wielki, ambitny cel, ale jakoś ich to przerasta i nie mogą zabrać się do działania. Okazuje się, że dzięki kaizen te wielkie cele można zrealizować. Dla mnie osobiście kaizen to oswajanie strachu przez dzielenie olbrzymich działań na mniejsze.
Henry Ford powiedział: "Nic nie jest szczególnie trudne do zrobienia, jeśli tylko podzielisz to na małe działania". Wygląda na to, że wiedział, co mówi. On rzeczywiście osiągnął wiele.
Często powodem tego, że nie realizujemy swoich marzeń, jest lęk przed rewolucjami albo własne wyobrażenia, na jakie olbrzymie trudności możemy się natknąć. Często taki strach uniemożliwia nam wprowadzenie ważnych dla nas zmian, które mogłyby znacząco wpłynąć na jakość naszego życia. Kaizen znacznie ten lęk eliminuje. Przyjęcie tego podejścia sprawia, że jesteśmy w stanie wprowadzić (choć czasami trwa to długo) każdą zaplanowaną zmianę.
Wyobraź sobie, że możesz osiągać swoje cele i marzenia bez stresu, możesz się rozwijać całkowicie bez wysiłku i bez żadnego lęku! Zamknij oczy na pół minuty i wyobraź to sobie. Wyobraź sobie siebie, jak zaczynasz robić coś, co do tej pory Ci się nie udawało. Zaczynasz od bardzo małej czynności i codziennie trochę to poprawiasz i zwiększasz. Wyobraź sobie też siebie za rok. Teraz rzecz, która sprawiała Ci kłopot, wychodzi lekko, przyjemnie i bez trudu. Jak jesteś dumny z tego, że to, co rok temu było mgliste, dziś wygląda zupełnie inaczej?
Zamknij oczy na pół minuty i wyobraź to sobie.
Jak się podobało?
Dla niektórych może było to trudne, ale zakładam, że kilku osobom zrobiło się nawet bardzo miło i na ich twarzach pojawił się całkiem spory uśmiech.
Bez strachu czy lęku nie można żyć. Lęk ma też pożyteczne odcienie. Dzięki niemu wychodzimy z domu schodami, a nie skaczemy z balkonu 10 piętra.
Z drugiej strony czasami tak mocno się czegoś obawiamy, że nie realizujemy rzeczy dla nas bardzo wartościowych. Często sami się sabotujemy. Dlaczego tak jest, wytłumaczę później.
Wyobrażenie sobie wielkich celów często wzbudza przerażenie i paraliż. Zamiast próbować, ludzie uciekają się do rezygnacji. Tak łatwiej i wygodniej. Wielkie cele sprawiają, że sporo osób po prostu nie rozpoczyna swojej drogi. Kaizen pokazuje zaś, że często zrobienie nawet jednego kroku powoduje realizację kolejnych, a za chwilę jeszcze kolejnych. Często wewnętrzny głos, nauczony wcześniejszymi porażkami, mówi już na początku: "nie uda ci się", "nie zrobisz tego", "nie bądź śmieszny, ty tego na pewno nie zrobisz". Mam rację? Sam tego wielokrotnie doświadczam. Ten głos jest gorszy od najbardziej zrzędliwej i czepliwej teściowej i roju komarów na biwaku na mokradłach. Większość ludzi taki wewnętrzny głos ma. Ba, nawet czasami go pielęgnuje.
Okazuje się, że jeżeli postąpimy jeden krok do przodu, jeden jedyny mały kroczek, i nie posłuchamy tego głosu, to możemy zrealizować nawet największe marzenia. Pisząc tę książkę, chcę pokazać, że właśnie nabierając innej perspektywy, trochę oszukując ten głos, możemy dokonywać rzeczy dla nas niebywałych, które potrafią zaskoczyć nas samych.
Kaizen ten wredny, zrzędliwy, skrzeczący, hamujący wewnętrzny głos pozwala mi unieszkodliwić. Sprytem i fortelem pozwala pokonać lęk i sprawić, że zaczniemy rozkładać swoje skrzydła do najdalszych lotów. Brzmi ciekawie? Zainteresowało Cię to? O takich małych krokach właśnie chcę tutaj powiedzieć.
Nawet największy głupiec jest w stanie zwiększyć wydajność pracy, jeżeli poświęci na to odpowiednią ilość środków. Prawdziwą sztuką jest zwiększenie efektywności bez dodatkowych inwestycji w nowe urządzenia i technologie – Masaaki Imai, guru kaizen i lean
Jak powstał kaizen? Co ciekawe, kaizen wcale nie ma korzeni japońskich. Sam pomysł doskonalenia się przez mikropoprawy powstał w USA pod koniec drugiej wojny światowej. Fabryki produkujące sprzęt wojskowy musiały pracować jak najwydajniej. Nie zawsze wyprodukowane maszyny czy pociski były takie, jak zamierzano. Wojsko zawsze szykuje się na ewentualne działania wojenne, ale nikt nie był przygotowany na wojnę na tak wielką skalę. Nie było aż tylu wykwalifikowanych specjalistów i ekspertów od budowania broni, na ilu było zapotrzebowanie. Wojna z Japonią oraz wojna w Europie wymagały produkcji niewiarygodnie olbrzymich ilości broni. Aby zminimalizować braki w personelu, a jednocześnie zwiększyć jakość wytwarzanej broni, zdecydowano się na wprowadzenie systemu jakościowego TWI (training within industries – szkolenia wewnątrz branży). Ten program okazał się podwaliną kaizen. W danym czasie nie były możliwe radykalne i szybkie zmiany, szybkie unowocześnienie linii produkcyjnych ani wykorzystywanie nowinek technologicznych. Wymyślono, że unowocześniać trzeba nie całe linie, a poszczególne stanowiska i sprzęt. Jednym z prekursorów takiego podejścia był statystyk dr W. Edwards Deming. Uczył on, że nad rozwojem fabryki powinni pracować wszyscy zatrudnieni – ci, co siedzieli w krawatach przy biurkach, i ci, co pracowali umorusani smarami na liniach produkcyjnych. Wszyscy byli zachęcani do wyszukiwania drobnych poprawek w funkcjonowaniu fabryki. Na ścianach pojawiły się skrzynki, do których każdy mógł wrzucić swój pomysł racjonalizatorski. Każdy pomysł szybko sprawdzano i jeżeli dawał pozytywny wynik, natychmiast wprowadzano go w życie. Początkowo taka praktyka była torpedowana w fabrykach z mocno zakorzenioną tradycją. Czy to dziwne? Zwróćmy uwagę, że działo się to ponad 50 lat temu. Na dodatek był to okres wojny i każdy nabój był na wagę złota. Od tego mogło zależeć życie żołnierzy. Trudno o eksperymenty, gdy dookoła trzeba się ze wszystkim spieszyć. Brak wykwalifikowanych kadr okazał się tu wielką zaletą. Po pewnym czasie pomysł ten zdecydowanie poprawił możliwości produkcyjne i jakościowe zakładów. Można śmiało powiedzieć, że przyczynił się do szybszego zakończenia wojny. Dzięki zwiększonym dostawom broni oraz poprawieniu ich sprawczości wojna zakończyła się zdecydowanie prędzej. Po wojnie pomysł ten nie był już kontynuowany.
Pojawił się i rozkwitł za to w Japonii. Po wojnie gospodarka Kraju Kwitnącej Wiśni była w opłakanym stanie. Jeżeli coś kwitło, to właśnie wiśnie. Do gospodarki trzeba było się dopiero zabrać. Morale pokonanego kraju było bardzo niskie, a poziom gospodarczy pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Wtedy generał MacArthur ściągnął do Japonii specjalistów od TWI, którzy zachęcali zrujnowanych wojną przedsiębiorców do małych, ale codziennych kroków w kierunku zmiany. Okazało się, że proponowane przez Amerykanów rozwiązania zasiano na niezwykle żyznej glebie. Tradycyjny etos pracy, przywiązanie pracownika do jednej firmy i kultura Japończyków w połączeniu z pomysłami specjalistów od TWI dały niespotykany efekt.
W Europie i Ameryce pracownik przeważnie jest indywidualistą, karierę robi dla siebie. Stosunkowo często zmienia miejsce pracy, by swoje umiejętności i doświadczenie sprzedać za jak najwyższe honorarium kolejnej firmie. Japoński model był zupełnie inny. Gdy Japończyk już zdobył pracę w firmie, to pracował w niej do emerytury. Od pierwszego dnia pracy stawał się częścią zespołu. Pracował nie tylko po to, żeby się samemu bogacić, ale po to, żeby bogacić się razem z firmą. W kulturze japońskiej uważano, że jedynie współpracując, można osiągnąć ponadprzeciętne efekty.
Przykładem japońskiego podejścia do pracy może być sukces Matsutaro Shiorikiego. Ten były policjant wymarzył sobie stworzenie własnego programu telewizyjnego. W 1952 roku wprowadził w Japonii telewizję. Aby rozreklamować swój program, sprowadził 400 telewizorów i zainstalował je pod gołym niebem, na rogach ulic w Tokio. Pomysł wypromował się błyskawicznie. Japończycy zakochali się w telewizji. Teraz Shioriki musiał już tylko zdobyć fundusze na uruchomienie stałego sygnału telewizyjnego. Wszystkie swoje środki zainwestował w program telewizyjny. Został bez pieniędzy. A teraz będzie najciekawsze. Pracownicy jego gazety "Yomiuri" zamiast pensji otrzymywali co miesiąc napisany przez niego liścik, przyrzekający im zapłatę w późniejszym terminie! Pracownicy wiedzieli, że szef nie ma już pieniędzy, ale mimo wszystko nadal pracowali dla niego. Wszystkim po kilku miesiącach oddał zobowiązania wraz ze znaczną nadwyżką. Nie wierzę, że taka sytuacja mogłaby się wydarzyć w Europie lub Ameryce. Ale to właśnie dzięki takiej kulturze pracy i przywiązaniu do własnej firmy filozofia ciągłego poprawiania działania tak fantastycznie się tam zakorzeniła. Pracownicy, dbając o własną firmę, mają poczucie, że dbają nie tylko o siebie, ale także o dobro wspólne. W japońskich firmach rzadko dochodzi do pojedynczych rewolucji, a za to cały czas przeprowadza się drobne ulepszenia. Każdy pracownik ma prawo zgłosić jakąś propozycję zmiany, która jest brana pod uwagę przez jego przełożonych. W firmie Toyota co roku pracownicy zgłaszają 1,5 miliona takich wniosków, z czego aż 95% wprowadza się w życie! Japońskie firmy dążą do doskonałości przez ciągły rozwój, krok po kroku ulepszając wszystkie obszary działalności.
System produkcyjny Toyoty (ang. Toyota production system – TPS) dziś uznawany jest za wzór dla przedsiębiorstw produkcyjnych i firm usługowych. W tej książce kilka razy o niej wspomnę. Okazuje się, że dbanie o szczegóły i myślenie długofalowe firmy pozwala jej osiągać sukcesy już od kilkudziesięciu lat.
Z systemu Toyoty wzięła się popularna obecnie koncepcja lean managment (szczupłe zarządzanie). Jej istotą jest uzyskanie największej efektywności przez eliminację trzech podstawowych rodzajów nieefektywności. Aby być efektywnym i skutecznym, należy nie tylko szukać rozwiązań w przyszłości i opierać się na innowacyjności, ważne, a nawet najistotniejsze, jest poszukiwanie usprawnień w tym, co mamy obecnie. Zawsze istnieją w środowisku pracy elementy zbędne, niepotrzebne i nieefektywnie wykorzystywane. Za takie trzy podstawowe rodzaje nieefektywności uznaje się mudę, murę i muri. Muda to wszystko, co bezużyteczne i niepotrzebne. W firmach do mudy zaliczane są takie elementy, jak nadprodukcja, zbędny ruch, niekorzystne rozplanowanie miejsc pracy, zbędny transport, wady, nadmierne zapasy. Mura to nieregularność, a muri to nadmierne obciążenie pracą.
Efektywność to też eliminowanie drobnych rzeczy, które utrudniają pracę i działania.
Co ciekawe, choć w Toyocie ten system działał bardzo dobrze od lat 40., to jego kopiowanie w Japonii zaczęło się dopiero w latach 60. i 70. Z sukcesem wprowadziły go Hino Motors (marka produkująca autobusy), Daihatsu, Mazda i Nissan. Poza Japonią nadal nikt go nie stosował. Pierwszy raz o TPS świat dowiedział się dopiero w 1977 roku! W artykule w "International Journal of Production Research" czterech menedżerów Toyoty porównało swój system z konkurencyjnymi firmami w Stanach Zjednoczonych, Szwecji i Niemczech. Dane wyraźnie pokazały, że ich system jest skuteczniejszy. Ale wprowadzanie systemu poza Japonią nadal kulało. System amerykańsko-europejski, w którym dyrekcja i specjaliści wiedzą wszystko lepiej, był bardzo oporny wobec wprowadzenia zupełnie odmiennego postrzegania zarządzania. Ciężko w to uwierzyć, ale koncepcja lean management tak naprawdę powstała na początku lat 90.1! Wtedy ponownie przeprowadzono badania, ale już na większej próbce. W latach 1985–1989 badacze z Massachusetts Institute of Technology (MIT), James Womack, Daniel Jones i Daniel Roos, porównali efektywność w ok. 70 zakładach produkcyjnych z sektora motoryzacyjnego. Opisali to w książce The Machine That Changed the World (Maszyna, która zmieniła świat). Wnioski były takie same jak wcześniej.
Zainteresowanie skutecznością lean managment spowodowało, że tę metodologię zaczęto wprowadzać również w innych obszarach życia. Okazało się, że sprawdza się ona również w branżach zupełnie odległych od produkcji. Lean managment zaczęto stosować w: usługach (bankowości, hotelach, restauracjach), służbie zdrowia, budownictwie, informatyce, szkolnictwie wyższym, instytucjach sektora publicznego oraz w życiu osobistym.
Dziś oprócz lean management elementy kaizen stosowane są również w agile management (metoda wytwarzania oprogramowania), lean startup i sigma six, a bardzo duże podobieństwa są w design thinking (metoda tworzenia praktycznych dla użytkownika produktów). Te wszystkie dziś bardzo popularne obecne systemy korzenie mają właśnie w kaizen.
Jak widzisz, kaizen wyłonił się z biznesu. Jego sukces polega na strategii, której efekty są trwałe i długofalowe. Związany jest z konsekwencją i wytrwałością w budowaniu wielkich rzeczy, zaczynając od poprawy drobnych i niepozornych elementów. Małe rzeczy naprawdę mają znaczenie. Zresztą, czy tak nie jest również w życiu osobistym?
Ta książka napisana jest właśnie z myślą o tym, żebyś zainspirował się do takich zmian. Od nich, od małych plasterków zaczyna się zmiana. Drobne szczegóły naprawdę mają znaczenie.
Przekonać Cię? Wyobraź sobie, że przed Tobą siedzi najpiękniejszy/a mężczyzna/dziewczyna świata, ma najpiękniejsze oczy, kształty, uśmiech, jest elegancki/a, subtelny/a, zmysłowy/a, uwodzicielski/a i naprawdę, jak patrzysz na ten obiekt przed Tobą, to aż Ci ślinka cieknie. Strasznie Ci się ta osoba podoba. Widzisz to? Oj, jestem pewien, że Twój umysł stworzył naprawdę piękną postać. Masz to? Delektuj się przez chwilę tym widokiem. 3, 2, 1... stop. Teraz wyobraź sobie tę osobę bez zęba na przedzie. Bez jedynki! Ma tam wielką dziurę! I jak? Szczegóły mają znaczenie? Warto nad nimi pracować?
1 Lean management, https://pl.wikipedia.org/wiki/Lean_management.