ROZDZIAŁ 1
Ksenia siedziała przy stole i patrzyła na butelkę wina. I chciała, żeby ten koszmar już się skończył. Od dwóch lat jej rodzina na siłę chciała pokazać, że jest ze sobą tak blisko. I do tego wspiera się, kocha i rozumie. Niestety w rzeczywistości była to tylko gra pozorów. Ksenia miała dobry kontakt z siostrą, ale już szwagra nie znosiła. Nie lubiła też swojego ojca. Kochała go, ale nie lubiła. Jej matka z kolei wtrącała się we wszystko. Ojciec zawsze był dla Kseni wymagający. Ale wymagał od niej w jakiś dziwny sposób, jakby nie chciał jej rozwoju, tylko tego, by była przykładną i grzeczną dziewczynką, bo w jego mniemaniu dziewczynki takie powinny być.
Łukasz napisał SMS-a, że wróci później, a Ksenia dostała białej gorączki.
- Czy twój mąż zawsze wraca tak późno z pracy? - syknęła matka Kseni przez zaciśnięte usta.
- Coś mu wypadło.
Ojciec wypił kolejnego drinka.
- Wiesz, kiedy facetowi o późnej porze coś wypada, to z reguły jest to kobieta.
- Tato, daj spokój - powiedziała Anastazja. - Nie wiesz, że nie każdy facet jest taki jak ty? - Siostra Kseni spiorunowała ojca wzrokiem. Swojego czasu ich ojciec miał kochankę, do której się wyprowadził, pozostawiwszy żonę i dwie córki na pastwę losu. Bo ani się specjalnie nie interesował dziećmi, ani nie czuł się w obowiązku dawać swojej żonie pieniędzy na ich utrzymanie.
- Ja zrozumiałem swój błąd i powróciłem na łono rodziny - powiedział ojciec.
- Łukasz mnie nie zdradza - odezwała się Ksenia, ściskając mocniej kieliszek. A jednak w jej głowie pojawiła się myśl "a co, jeśli?".
Ich życie małżeńskie było naprawdę nudne i monotonne, ale przecież się kochali. A miłość wszystko załatwia. Nieprawda.
***
Nie spodziewała się. Takie rzeczy zdarzają się wszystkim dokoła, ale jak mogły się przydarzyć jej? Ksenia miała trzydzieści osiem lat, dwudziestojednoletnią córkę. Była zwyczajną kobietą, powiedziałaby o sobie, że wręcz nudną. Jeszcze trzy lata temu pracowała jako pielęgniarka, ale koleje losu sprawiły, że musiała się przebranżowić i zatrudnić w urzędzie. Nie cierpiała jej, ale miała stałe godziny, etat. I po tym wszystkim, co jej się przydarzyło, po tym całym bólu, jaki przeżyła, po jej życiowych zakrętach tak było chyba najlepiej. Nigdy nie była typem karierowiczki, ale też nie chciała całe życie robić czegoś, czego nie cierpi.
Jej córka Olga była jak Łukasz - żądna przygód, skoków adrenaliny. Uprawiała chyba każdy możliwy sport. A trzy lata temu zaczęła nowe życie z dala od domu, bo przecież miała już osiemnaście lat i wszystko mogła. Niby mogła, ale dla Kseni ta młoda kobieta wciąż miała w sobie tyle dziewczęcej niewinności i naiwności.
I kiedy tak rozmyślała, zadzwonił jej telefon. Uśmiechnęła się pod nosem, bo na wyświetlaczu pojawił się napis "Miszcz". Jej mąż był jej Miszczem. Poznała go na zawodach karate dwadzieścia dwa lata temu i dla niej był niekwestionowanym Miszczem.
- Cześć. - Uśmiechnęła się.
- Słuchaj... - zaczął jakimś dziwnym tonem. Odchrząknął i kontynuował. - Może zjedlibyśmy kolację na mieście? - zaproponował.
- Umawiasz się ze mną na randkę? - Ksenia nie kryła podekscytowania. Łukasz z reguły nie był romantyczny i dlatego tak bardzo ją zaskoczył. Pozytywnie.
- Przyjedź do Pabla, zjemy jakiś makaron, wypijemy po kieliszku wina.
Restauracja U Pabla była ich ulubioną włoską knajpką, do której kiedyś często zaglądali. Ostatni raz byli tam chyba z rok temu. W ogóle ostatnio nigdzie razem nie bywali. To przez to, że... Nieważne. Nie chciała myśleć o swojej samotności. A czasami wydawało jej się, że jest najsamotniejszą kobietą pod słońcem.
- Z przyjemnością. I może wypijemy więcej niż po jednej lampce wina?
- Muszę kończyć - powiedział i się rozłączył.
Ksenię coś zaniepokoiło w głosie Łukasza, ale zaraz odrzuciła od siebie złe myśli. Od kilku miesięcy był przemęczony, zapracowany, a ona jak zwykle wymyślała. Cieszyła się na wspólny wieczór.
***
Łukasz od razu zobaczył żonę. Kiedy wchodziła do restauracji, trzymał słuchawkę przy uchu. Szybko zakończył rozmowę. Ksenia machnęła w jego stronę. Wyglądała ładnie. Musiał przyznać, że pociągająco. Nie była ani za szczupła, ani za gruba. Miała idealne kobiece kształty. Czarna sukienka w drobne czerwone wzorki przylegała do jej ciała, a duży dekolt sprawiał, że jego wzrok skierował się na rowek między piersiami. Łukasz podniósł oczy i napotkał szeroki uśmiech Kseni. Nie był w stanie go odwzajemnić. W jego głowie kołatała się tylko jedna myśl: "czego mu było więcej do szczęścia trzeba?".
Kolacja przebiegała w dziwnej atmosferze. Ksenia dużo mówiła, była nazbyt ożywiona, a Łukasz z kolei milczący.
- Nie mogę uwierzyć, że Olgi nie ma z nami już trzy lata... - powiedziała kobieta. Zawsze zbaczali na temat córki.
Podniósł rękę.
- Ja też nie. To boli, jej odejście.
- Gdzieś tam jest szczęśliwsza - oznajmiła z pełnym przekonaniem kobieta.
- Boże, Ksenia, a ty dalej swoje! To już zakrawa na szaleństwo.
- Olga - wysyczała - jest szczęśliwa.
- Dobrze. - Machnął ręką, jakby się odganiał od natrętnej muchy. - Teraz będzie prościej - powiedział.
- Ale co prościej? - Upiła łyk wina. Miało doskonałą temperaturę. Nie było ani za zimne, ani zbyt ciepłe.
- Rozstać się.
- Rozstać się? - Parsknęła sztucznym śmiechem, bo właściwie od lat się szczerze nie śmiała.
- Tak. - Chwycił kieliszek, podniósł go, po czym z powrotem odstawił na stolik.
- Żartujesz?
Zacisnął mocniej szczęki. I Ksenia wiedziała, że nie żartuje.
- Nie rozumiem. - Pokręciła głową.
- Ksenia, ja kogoś mam.
- Jak to: masz? - Nie mogła w to uwierzyć. Przecież by wyczuła. Na pewno by coś zauważyła.
- Od roku.
- Od roku? - Poczuła, jak bolesna gula osadziła się w jej przełyku. - Aha... To te twoje nadgodziny w pracy, konferencje, eventy to wszystko ściema? - mówiła cicho, ale ostro.
- Ksenia, ja tego nie planowałem. Ja się przed tym broniłem.
- Niewystarczająco.
- Ksenia...
- Kurwa! - zaklęła. Chociaż nie lubiła przeklinać. - Kurwa! - Wstała od stolika.
- Przejdzie ci. Przyzwyczaisz się - powiedział tak, jakby miała się przyzwyczaić do picia kawy bezkofeinowej zamiast tej z kofeiną.
Oparła dłonie o brzeg stolika.
- Wal się. Wal się! - krzyknęła i szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi.
"No ja pierdolę!" - zaklęła ostro w duchu. Nie mogła uwierzyć w to, że jej mąż, który poślubił ją dwadzieścia lat temu, właśnie oświadczył jej, że zwija manatki. Oczywiście, że pobrali się młodo. Ona zaszła w ciążę, mając siedemnaście lat. Wpadka z pierwszą wielką miłością. Nikt nie wróżył im długich lat w szczęściu. Jej matka powiedziała nawet, że koło czterdziestki zachce jej się innego faceta. Ale... To nie jej się zachciało faceta, tylko jemu kobiety. Ciekawiło ją, kim ona była. Na pewno jest młodsza i ładniejsza. I bardziej interesująca.
O nie, nie daruje mu! Wiedziała, że postępuje żałośnie, ale wróciła do stolika, przy którym siedział Łukasz. Stukał coś na telefonie.
- Ty bydlaku. Ty gnido!
- Ksenia, nie poznaję cię. - Uniósł na nią wzrok, był naprawdę zdziwiony. A ona chwyciła butelkę wina i wylała mu je na głowę.
- Oszalałaś! - wrzasnął.
- Proszę państwa! - Do stolika podszedł kelner z kierownikiem sali.
Ksenia chwyciła wiadro z lodem i wywaliła zawartość na głowę Łukasza, który nic nie powiedział, tylko wymachiwał rękami.
- Pani jest szalona - powiedział osłupiały kelner.
- Jestem! Ten palant mnie zdradza! - krzyczała, a ludzie w restauracji się na nią patrzyli. - Od roku!
***
Godzinę później Ksenia weszła do domu. Rozebrała się do stanika i majtek. I osunęła na podłogę. Wiedziała, że zachowuje się irracjonalnie, ale miała to w dupie. Jej mąż, którego nigdy nie zdradziła, którego kochała nad życie, właśnie ją zostawił. I bujał się z jakąś flądrą od roku. Roku!
- Kurwa! - To było już trzecie "kurwa" w ciągu półtorej godziny.
W trakcie ich małżeństwa próbowali ją poderwać różni faceci. Ale ona była zawsze taka lojalna. Nigdy na żadnego nie zwróciła uwagi. A teraz przed czterdziestką została sama.
Kim była tamta kobieta? Na pewno była koleżanką z pracy. Podobno faceci często się zakochują w koleżankach z pracy, tak twierdziła jej siostra.
Może tak jak Łukasz kochała wszystkie sporty, którymi on się tak zachwycał: wspinaczkę, karate, siatkówkę. Na pewno. Nie dziwne, że ona wydawała mu się nudna. Ukryła twarz w dłoniach i się rozpłakała.
"To nie mogło się zdarzyć. Tyle razem przeszliśmy. Byliśmy ze sobą na dobre i na złe. I teraz co?" - pomyślała.
Nie wyobrażała sobie życia bez Łukasza. Łukasz był jej życiem. I Olga.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki