p

Jon - Platon

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (2,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

JON

Sokrates.

Jon.

I. Sokr. Jonowi pozdrowienie. Zkądżeś to teraz do nas zawitał? Czy z domu, z Efezu? - Jon. Bynajmniéj, Sokratesie, lecz z Epidauru, z Asklepifców (święta na cześć Asklepiosa) - Sokr. Czyż i walkę rhapsodów ustanawiają temu bogu Epidaurowie? Jon. I owszem, i nadto innych sztuk muzyki - Sokr. Jakżeż tedy? powalczyłeś nam nieco tamże? i jak ci się powiodło? - Jon. Pierwsze nagrody zwycięstwa odnieśliśmy, Sokratesie -Sokr. wybornie. Nuże więc! abyśmy i przy święcie Panatheneów zwyciężyli - Jon. Nastąpi to, jeżeli bóg zechce. - Sokr.Zaprawdę wielokroć ja wam rhapsodom zazdrościłem, mój Jonie, waszéj sztuki. Boć i jest czego pozazdrościć, gdy wam przystoi i ciało przyozdabiać każdorazowo i odpowiednio swéj sztuce najpiękniéj występować i oraz konieczną jest dla was przestawać już to z wielu innymi poetami już też mianowicie z Homerem, najwyborniejszym i najbardziéj boskim z piewców, a przejmować się jeszcze duchem jego, nie tylko wyrazami. Nie byłby bo podobno rhapsodą ten, któryby nie przenikał myśli poety; toć on tłumaczem być winien ducha poety dla słuchających go, z tego się zaś przyzwoicie wywięzywać, nie rozumiejącemu co mówi poeta, nie podobna. To tedy wszystko godne zazdrości. II. Jon. Prawdę mówisz, Sokratesie; mnie to téż najwięcéj znoju przyczyniło w mojéj sztuce, ale téż mniemam ze wszystkich ludzi najznakomiciéj wieścić o Homerze, tak iż ani Metrodoros z Lampsaku, ani Hezimbrotos Thazyjczyk ani Glaukon ani żaden inny z kiedykolwiek żyjących posiadał zdolność wynurzania tylu i tak pięknych myśli o Homerze, jako ja jeden. - Sokr. Dobrze mówisz, Jonie; widna bo, że nie pozazdrościsz mi to okazać - Jon. Zaprawdę i warto posłuchać, Sokratesie, jak przedziwnie wypiększyłem Homera; tak iż sądzę zasługiwać na to, aby mię Homeridowie złotym wieńcem udarzyli. - Sokr. Niechybnie znajdę ja jeszcze porę przysłuchać ci się, a teraz chciéj mi na następujące pytania odpowiedzieć. Czy ty dzielnym jesteś o Homerze tylko rozprawiać, czy także o Heziodzie i Archilochu? - Bynajmniéj, ale jedno o Homerze, to mi się bowiem zdaje wystarczającym - Sokr. Sąż przedmioty, o których Homer i Heziod tak samo wyrażają się? - Jon. Mniemam że nawet wiele - Sokr. Ażaliż o tych wyborniéj wywodzić umiesz, o których Homer mówi, czy o których Heziod? - Jon. Porówno o tych, Sokratesie, w których się zgadzają - Sokr. Jakże zaś, w których się niezgadzają? jako n. p. o wróżbiarstwie prawi coś Homer i Heziod. - Jon. Tak jest. - Sokr. Jakżeż tedy? co porówno i różnie wieszczą o wróżbiarstwie ci dwaj poeci, azali ty to lepiéj tłumaczyć umiesz jak który z dobrych wróżbitów? - Jon. Nie, lecz który z wróżbitów - Sokr. Gdybyś zaś sam był wróżbitą, czybyś o porówno wyrażoném, zdolnym będąc tłumaczyć, nie umiał i o różnie wypowiadaném wywodzić? - Jon. Oczywista - Sokr. Czemuż tedy dzielnym jesteś głosić o Homerze, a o Heziodzie nie, i innych poetach tak samo? czyż Homer o innych pewnych rzeczach wieści, jak o których przewszyscy inni poetowie? czyliż on nie mówi o wojnie po największéj części, o spółkowaniach ze sobą ludzi dobrych i złych, prywatnych i rękodzielników, o bogach przestających ze sobą i z ludźmi, o zdarzeniach na niebie i w Hadesie, o rodach bogów i bohaterów? ażaliż nie to to jest, o czém Homer pienia swe wywiódł? - Jon. Prawda, Sokratesie. III. Sokr. Jakże zaś inni poeci, nie o tychże rzeczach wieszczą? - Jon. Tak Sokratesie, ale nie porówno oni to układali z Homerem. - Sokr. Jakże więc? czy gorzéj? - Jon. I nader - Sokr. Homer zaś wyborniéj? - Jon. Na Zeusa, wyborniejże! - Sokr. Czyż, o miła głowo, Jonie, kiedy wśród rozprawiania wielu o liczbie jakiéj, jeden trafi najwłaściwszą, nie pozna kto zaraz tego trafnie zgadującego? - Jon. Twierdzę - Sokr. Azaliż ten sam, co i źle rozumujących, czy też inny? - Jon. Ten sam przecie - Sokr. Czyliż tym nie jest umiejący arytmetykę? - Jon. Tak. - Sokr. Jakże znowu, kiedy wśród rozprawiania wielu, jakie najzdrowsze są potrawy, jeden któryś najtrafniéj to wypowie; azaliż wtedy inny rozpozna, kto najtrafniéj wypowiedział, inny kto gorzéj, czy też ten sam? - Jon. Oczywista przecię że ten sam - Sokr. Któryż to taki! jak mu na imię? - Jon. Lekarz - Sokr. Więc wyrzeczmy w ogóle, że ten sam poznawać będzie zawsze, kiedy wielu o tym samym przedmiocie rozprawia, kto dobrze mówi, a kto źle; albo jeżeli nie rozpozna źle mówiącego, oczywista że i dobrze mówiącego nie wié; rozumie się kiedy spór toczy się o jedno i to samo. - Jon. Tak jest - Sokr. Czyż więc ten sam nie jest dzielnym w obojgu? - Jon. Tak. - Sokr. Azaliż ty przecież nie powiadasz, że i Homer i inni poeci, pomiędzy którymi i Heziod i Archiloch, o tych samych przedmiotach wieszczą, lecz nie porówno, ale jeden dobrze, tamci pośledniéj? - Jon. I mam słuszność - Sokr. A więc skoro znasz dobrze mówiącego i tamtych pośledniéj nucących znać pono będziesz, jakto oni pośledniéj nucą. - Jon. Zdaje się. - Sokr. Tedy, o najlepszy, niepogadamy się pono twierdząc: że Jon porówno dzielnym jest około Homera jako około innych poetów, skoro wzdy sam przyznaje, że tenże sam jest dostatecznym sędzią wszystkich, którzykolwiek o tych samych przedmiotach głoszą, poeci zaś prawie wszyscy to samo przedmiotem swych pieśni czynią.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.