ROZDZIAŁ 2
Przyjaciele siedzieli w milczeniu na trawie, czekając na przyjazd karetki, która miała do pokonania o wiele dłuższą drogę niż Karol, bo z miasta oddalonego o piętnaście kilometrów od Zapomnej. Las szumiał i powoli pogrążał się w mroku, w koronach drzew zaświergotały ptaki, po polanie niósł się upojny zapach poziomek i sosnowej żywicy. W ciągu kilku minut, jakie minęły od przyjazdu Karola, niebo straciło lazurowy kolor i zrobiło się szare, podobnie przygasły wszystkie barwy, które ich otaczały.
"Jakby las też pogrążył się w żałobie" - pomyślał Daniel.
Kiedy lekarz z pogotowia potwierdził zgon, wszystko zaczęło dziać się jakby poza Danielem. Przyjechał przedsiębiorca pogrzebowy, który obiecał, że zajmie się każdym szczegółem, co mężczyzna przyjął z ulgą, bo nagle poczuł, że nie ma sił, żeby zmierzyć się z tymi formalnościami. Podpisał każdy podsunięty mu dokument, przyjął faktury do zapłacenia, poszedł porozmawiać z księdzem. Duchowny trochę biadolił, że nie widywał dziadka w kościele, ale przez wzgląd na pamięć babci, dobrej parafianki, nie robił większych problemów. Daniel wracał potem do domu z przyjacielem, który towarzyszył mu przez cały czas, a mimo to mężczyzna czuł, jak wypełnia go strach przed samotnością, jakiego nigdy w swoim życiu nie odczuwał.
"Co robić?" - myślał, patrząc z okna samochodu na pogrążony w ciemnościach świat. "Ciężko tu będzie samemu".
Za dwa dni miał się odbyć pogrzeb jego dziadka. Najbliższego mu człowieka, z którym przez ostatnie lata dzielił dom nad jeziorem Zapomnienie, planował wszystkie prace, radził się w chwilach zwątpienia. Teraz miał zostać zupełnie sam... Otarł łzę, która popłynęła po jego policzku.
"Myślałby kto, że dziadek był taki towarzyski" - prychnął w duchu i uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie mężczyzny, który niechętnie bywał we wsi i najlepiej czuł się sam ze sobą. "Albo że ja jestem jakimś lwem salonowym... Przecież zawsze wolałem towarzystwo ptaków i zwierząt niż ludzi".
Daniel pojawił się w domu nad jeziorem Zapomnienie osiem lat temu, aby zaopiekować się dziadkiem, który złamał nogę. Starszy pan był już wtedy od trzech lat wdowcem i przywykł do samotnego życia. Choć wnuk po śmierci babci proponował mu, aby przeprowadził się do niego, dziadek nie wyobrażał sobie porzucenia domu, który wybudowali jego przodkowie.
- Starych drzew się nie przesadza - powtarzał. - To, że moją Danusię pochowali, nie znaczy, że stąd odeszła. Tak jak nie odeszli moi protoplaści. Wszyscy tu zawsze będziemy, cały ród Orliczów, bo ten dom i to jezioro to my.
Śmierć żony pogrążyła dziadka w żalu i zmieniła go w milczącego, ponurego samotnika. Kontuzja odniesiona w wyniku upadku ze skarpy sprawiła, że musiał przyjąć pomoc od swego jedynego krewnego. Szybko się okazało, że towarzystwo wnuka mu odpowiada, bo trzydziestoparoletni Daniel też nie był typem lubiącym bujne życie towarzyskie. Obaj panowie byli sobie zresztą bliscy od zawsze, gdyż wnuk spędzał tutaj jako dziecko każde ferie i wakacje, a jako dorosły - wszystkie urlopy i większość weekendów, delektując się ciszą i spokojem i odpoczywając od zgiełku miasta. Jednak czym innym jest chwilowy pobyt w ramach odpoczynku, a czym innym - codzienne życie. Zresztą Daniel wcale nie planował, że zostanie tutaj na zawsze. Przewidywał, że rehabilitacja dziadka potrwa około trzech miesięcy i on sam będzie mógł wrócić do swojego życia, a jednak okazało się, że los miał inne plany i wieś Zapomna stała się jego nowym domem.
"Sprawdziła się stara prawda, że gdy los zamyka jedne drzwi, otwiera drugie albo chociaż zostawia uchylone okno" - pomyślał wówczas Daniel, bo na kilka dni przed wypadkiem dziadka w jego życiu doszło do rewolucji. Jego partnerka Paulina, z którą żył od trzech lat pod jednym dachem, nagle oznajmiła mu, że się zakochała w innym i muszą się rozstać. Był to dla niego szok, bo wydawało mu się, że jest im ze sobą dobrze, ale gdy wspomniał o tym, usłyszał słowa, które wryły mu się głęboko w pamięć.
- Bo tobie wystarczy ślizganie się po powierzchni - powiedziała Paulina. - Wystarczy ci, że jest "dobrze". A ja chcę być szczęśliwa, chcę czuć, że żyję, chcę coś przeżyć, a nie spędzać dni i wieczory jak para emerytów.
- Nigdy nie mówiłaś, że coś jest nie tak - próbował się bronić, ale spojrzała na niego takim wzrokiem, że zamilkł i pokiwał głową. Wtedy uważał, że go skrzywdziła, ale po kilku miesiącach w Zapomnej, gdy z dystansu popatrzył na ich wspólne życie, musiał przyznać jej rację. Żyli właściwie obok siebie, wszystko w ich związku było letnie, a co najgorsze: jemu to odpowiadało...
- Ani żaru, ani chłodu - tak powiedziała Paulina, gdy chciał ją przekonać, że popełnia błąd, odchodząc do niego. - Nie chcę tak żyć, Danielu.
Weekendy spędzali najczęściej w osobnych pokojach. Daniela, który zazwyczaj wtedy czytał książki albo pracował, nie obchodziło, co robi Paulina. Jej obecność w drugim pomieszczeniu była dla niego wystarczającym świadectwem, że nie jest sam. Sądził, że ona odbiera to podobnie, a tymczasem ona cierpiała i czuła, że życie przecieka jej przez palce...
"Przecież wiedziała, że nie jestem rozrywkowym, towarzyskim typem" - myślał w chwilach buntu, bo rzeczywiście zawsze różnił się od swoich rówieśników. Stronił od ludzi, nie uczestniczył w imprezach, wolał trzymać się z boku. Podejrzewał nawet u siebie niezdiagnozowane oficjalnie spektrum autyzmu.
Kiedy zaczął pracę, zanim jeszcze umożliwiono mu wykonywanie jej zdalnie, także nie angażował się w żadne biurowe plotki ani zwyczaje i właśnie to przyciągnęło Paulinę, która pracowała w tej samej firmie jako asystentka prezeski. Bystrą, śmiałą, przebojową dziewczynę zaintrygował ten wycofany mężczyzna i postanowiła sobie, że wytrąci go z tej wygodnej równowagi i sprawi, że w jego oczach pojawi się prawdziwy żar. Udało jej się, ale z czasem to, co tak ją pociągało, czyli jego powaga i powściągliwość, stały się źródłem problemów, bo podczas gdy ona chciała poznawać świat, odkrywać nowe możliwości i podążać ścieżkami, których nikt przed nią nie wytyczył, on lubił to, co znajome i bezpieczne i nie wychodził ze swojej ciasnej strefy komfortu.
- Czasem mam wrażenie, że świat mógłby nagle zniknąć i ty byś tego nawet nie zauważył - mówiła gorzko, a on patrzył na nią, przechylając głowę w bok, co kiedyś wydawało jej się seksowne, a później tylko ją drażniło, i odpowiadał:
- Gdybyś została ty, dziadek i dom nad jeziorem, mógłby sobie znikać.
Nie wiedział, że te słowa wcale jej nie zachwycają, tylko wywołują lęk, bo ona nie potrafiła ograniczać swojego świata do domu i partnera. Trzeba przyznać, że próbowała walczyć o ten związek. Kilka razy pojechała z nim na urlop czy weekend do domu nad jeziorem, opalała się na brzegu, pływała, spacerowała po lesie, słuchała opowieści jego dziadka o zwierzętach, roślinach, życiu przyrody. Podobało jej się to, wracała z tych pobytów wypoczęta i wyciszona, ale nie chciała, żeby każde ich wakacje wyglądały tak samo. Gdy jednak proponowała, by pojechali w inne miejsce, Daniel odpowiadał, że dziadek jest jego jedynym krewnym i nie chce tracić z nim kontaktu.
- Więc pojadę sama! - zawołała wyzywająco pewnego dnia, sądząc, że w ten sposób zmusi go do zmiany zdania, ale on tylko pokiwał głową i odpowiedział:
- Tylko uważaj na siebie...
Potem w ich firmie pojawił się nowy asystent: przystojny, błyskotliwy, czarujący. Paulina nie potrafiła oprzeć się mężczyźnie, który chciał z nią spędzać każdą chwilę, zapraszał ją na randki i odkrywał przed nią miejsca, których dotąd nie znała, mimo że wydawało jej się, iż wie o swoim mieście wszystko. Ponieważ dom, w którym mieszkali z Danielem, należał do niej, jej partnerowi nie pozostało nic innego, jak tylko spakować walizki i się wyprowadzić. Wynajął na tydzień pokój w motelu i zaczął się rozglądać za czymś na dłużej, ale telefon od dziadka sprawił, że wziął swoje bagaże i pojechał do chaty nad jeziorem.
"Pomieszkam z dziadkiem, dopóki nie wróci do pełni sprawności, a w międzyczasie rozejrzę się za nowym lokum" - zdecydował. Wtedy już wszystkie prace związane z zawodem grafika komputerowego wykonywał zdalnie, więc przynajmniej o tę kwestię martwić się nie musiał. Obawiał się za to, czy przywyknie do wiejskiego życia i czy znajdzie w sobie dość cierpliwości, by opiekować się drugim człowiekiem.
- No, jesteśmy na miejscu! - Głos Karola oderwał Daniela od rozmyślania o przeszłości. Lekarz zatrzymał samochód przed furtką i spojrzał na przyjaciela z troską w oczach. - Jeśli chcesz, przenocuję u ciebie...
- Daj spokój, nie trzeba - odpowiedział Daniel, starając się brzmieć w miarę pewnie, choć tak naprawdę myśl o tym, że zostanie tutaj zupełnie sam, przerażała go. - Dzięki za wszystko.
- Na pewno?
- Jasne, jedź do domu, przecież jutro masz pracę od rana...
Został przed bramką i patrzył, jak światła samochodu Karola znikają w lesie, a potem westchnął, otworzył furtkę i wszedł na podwórze, czując się tak, jakby był jedynym człowiekiem na tej planecie...