Rozwój form przekazywania informacji
Edward O. Wilson w Socjobiologii definiuje pojęcie komunikacji biologicznej w następujący sposób: „Jest to akcja ze strony jednego organizmu (lub komórki) zmieniająca wzorzec prawdopodobieństwa zachowania innego organizmu (lub komórki) w sposób adaptatywny u jednej ze stron lub obu stron uczestniczących w tym akcie”. Przez określenie „adaptatywny” Wilson rozumie zakodowany genetycznie, czyli niewyuczony w życiu osobniczym organizmu, a przekazany poprzez dziedziczenie genów. To sucha definicja, nie można jej jednak zarzucić braku jednoznaczności.
Dla owadów oraz niższych kręgowców jednemu sygnałowi odpowiada jedna (najwyżej kilka) odpowiedź. Tak ściśle określony przekaz, niedający możliwości interpretacji, może doprowadzić do sytuacji, w którym drobny błąd treści komunikatu może doprowadzić do katastrofalnych skutków. I tak na przykład dla ciem z rodzaju Bryotopha zmiana ułożenia jednego atomu węgla w organicznym związku chemicznym bombikolu (będącym feromonem), przerwie byt gatunku – ponieważ nie wywoła u samca odpowiedniej reakcji na zalotne sygały samicy. A potrafią one wyczuć sygnał, gdy stężenie feromonu wynosi zaledwie jedną cząsteczkę na trylion cząsteczek powietrza (10 z osiemnastoma zerami). Jak więc widzimy do zagłady dinozaurów potrzebny był upadek asteroidy – do motyli wystarczy izomer geometryczny związku będącego sygnałem do rozmnażania, a gałąź gatunku zostaje ucięta.
Najważniejszą ewolucyjnie zmianą jest to, w jakim stopniu forma komunikacji, wymusza specyficzną ekspresję genów – czy jest to działanie jednoznaczne, czy też dopuszcza różne możliwości wyboru działania. A w odniesieniu do człowieka jeden sygnał może oznaczać wiele dróg wyboru.
Przyjrzyjmy się, w jaki sposób zmysły wpływają na to, kim jesteśmy, nawet jeśli nie bierze w tym udziału mózg.
Nośny zapach (zmysł węchu)
Słuch człowieka jest kodowany przez 2, widzenie 3, smak 5, a węch... 1000 genów. Zapach w minimalnych stężeniach jest poza naszą świadomą percepcją, chociaż towarzyszy nam od poczęcia po śmierć. Zapachem można posłużyć się z chęci manipulacji. Tak od wieku postępują nie tylko kobiety, ale również mężczyźni, zraszając się perfumami. Uczynił tak również niemiecki koncern kolejowy Deutsche Bahn, który w ramach testu rozpylił w pociągach mieszankę zapachów jaśminu, fiołków, drzewa różanego oraz piżma. Skutek przerósł oczekiwania – pasażerowie wykazali większą tolerancję wobec opóźnień pociągów. Prezes DB Bernd Rosenbusch (nazwisko adekwatne do zakresu testu – krzew róży) bez skrupułów podsumował wyniki testu: „Jeśli dzięki takiej mieszance sprzedamy także więcej biletów, na pewno będziemy chcieli z niej skorzystać”.
Linda B. Buck oraz Richard Axel, nobliści z 2004 roku, opisali ponad tysiąc genów kodujących receptory węchowe. Trzeba jednak pamiętać, że u człowieka 70% tych genów nie jest aktywnych. Każdy receptor węchowy (z ang. Olfactory Receptors, w skrócie OR) odpowiedzialny jest za rozpoznawanie określonego związku chemicznego lub jego grupy. Jak wiadomo, zwierzęta lepiej wyczuwają zapachy. Nic dziwnego. Myszy mają 1037 funkcjonalnych genów zmysłu węchu i 354 pseudogenów; szczury 1201 i 292; a psy 872 i 222. Słonie, mające około 2000 genów, potrafią z jednego kilometra wyczuć nie tylko człowieka, lecz również rozpoznać, do którego plemienia on należy. Nawet ptaki, które raczej kojarzymy z dobrym wzrokiem niż z węchem, mają więcej aktywnych genów: kakapo, nocna nielotna papuga ma 667, a nielotne kiwi – 600 genów. U człowieka zidentyfikowano 856 genów kodujących receptorowe białka węchowe – 388 aktywnych genów i 414 pseudogenów. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że każdy z tych receptorów może wiązać od jednej do kilku cząstek zapachowych, to okazuje się, że człowiek potrafi rozpoznać więcej niż 10 000 zapachów.
Może wydawać się, że to dużo. Lecz jeśli nasze zdolności porównamy do węgorza słodkowodnego, wyczuwającego 3 miliardy związków chemicznych; niedźwiedzia polarnego, któremu węch pozwala poczuć martwą fokę z odległości nawet 20 kilometrów – to jesteśmy w tym zakresie ułomni. Chociaż nie tak bardzo, jak by się wydawało z prostego porównania liczby genów. Nadal dzięki węchowi rozpoznajemy w drugiej osobie antygeny zgodności tkankowej – co wpływa na ocenę atrakcyjności oraz wybór partnera seksualnego (ważna jest tu uwaga, że im większa jest ta różnica, tym osoba wydaje się bardziej atrakcyjna), a karmiąca matka wyczuwa podobne antygeny u potomstwa. „...Osoby płci przeciwnej pachnące podobnie, zwykle nie uznają swoich zapachów za atrakcyjne. Jest to związane z ich podobieństwem genetycznym, co zwiększa szansę na dziedziczenie przez dziecko większej ilości genów recesywnych, niezrównoważonych genami dominującymi, a przez to podatność na choroby oraz wady genetyczne”.
Na pytanie, w jaki sposób można określić odmienność genetyczną drugiej osoby poprzez zapach, mogą odpowiedzieć wyniki badań przeprowadzonych na myszach. Naukowcy zamieniali mysim matkom nowo narodzone potomstwo, te jednak potrafiły wyczuć, że to obce potomstwo. Dalsze badania wykazały, że zdolność odróżnienia własnych od cudzych noworodków związana jest z wyczuwaniem różnic elementów układu odpornościowego, dokładniej – głównego kompleksu zgodności tkankowej (ang. major histocompatibility complex, MHC). Produkuje on białka, biorące udział w swoistej odpowiedzi immunologicznej na obecność antygenów. W przypadku człowieka, za oprogramowanie tego kompleksu odpowiada około 100 genów, o długości kodu 4 milionów par zasad. Jeszcze nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób informacja o białkach MHC przenoszona jest przez zapach, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że u myszy odnaleziono receptory reagujące na białka o podobnej strukturze – to prawdopodobna staje się możliwość „wywąchania” informacji, jakiej broni używa układ odpornościowy innego człowieka. Potwierdziły to badania przeprowadzone wśród studentów na jednej z uczelni. Studentki były proszone o ocenę atrakcyjności studentów na podstawie zapachu ich koszulek. Nie będzie zaskoczeniem, gdy powiem, że oceny wyższe postawiły koszulkom o odmiennej kompozycji genów MHC. I jeszcze jedna prawidłowość – w innym badaniu samice (już nie studentki), będące w ciąży chętniej szukały towarzystwa pośród osobników o podobnym zapachu MHC, a więc krewnych. Prawdopodobnie poszukując w nich potencjalnych opiekunów dla potomstwa, nie przejawiających „chęci” zabicia obcych genetycznie młodych.
W przypadku człowieka, chociaż dzieje się to podświadomie – to wzór zapachu zostaje łatwo i trwale zapamiętany, w późniejszych sytuacjach wpływając na nasze zachowanie emocjonalne. „Każda żywa istota – bez względu na to, czy jest źródłem pożywienia, czy też ma właściwości trujące, czy jest partnerem seksualnym, drapieżcą czy ofiarą – ma charakterystyczny molekularny znak, który może być przenoszony przez wiatr”.
Część uzdolnień straciliśmy, ponieważ były nieistotne dla naszego bytu. Jednak sporo z nich jest wciąż nam dostępna, tyle że często ignorowana przez mózg. Do czasu, gdy nie będą stanowić o naszym bezpieczeństwie lub decyzji wyboru partnera – bowiem wtedy potrafią przejąć władzę nad najbardziej uduchowionym mózgiem. Nawet w zwykłych kontaktach międzyludzkich wpływ związków chemicznych jest większy, niżbyśmy się spodziewali. Na ich podstawie potrafimy wywąchać nastrój drugiej osoby (kobiety sprawniej). Gdy jesteśmy np. przygnębieni nasze ciało emituje inne sygnały chemiczne, niż gdy jesteśmy zadowoleni. Dowiodły tego badania naukowców z Rice University of Houston w Teksasie, When Zhou oraz Denise Chen.
Reklamy środków piorących
W reklamach środków piorących, po praniu z użyciem reklamowanego produktu, szczęśliwe kobiety przytulają do policzków pranie i zamykając zmysłowo oczy, szepczą: „pachnie czystością”. To prawda, że wyprane rzeczy pachną inaczej, lecz głównie z powodu dodania środków aromatycznych – w odróżnieniu od przenikającego pranie, wcześniejszego zapachu potu.
Ale nie będę już złośliwy i nawet stanę w obronie copywrighterów. Okazuje się, że określenie „pachnie czystością” może mieć więcej wspólnego z prawdą. Czym jest bowiem czystość? To, poza optycznym wybieleniem, usunięcie bakterii, zniszczonych w gorącej wodzie oraz użycia środków antybakteryjnych. Nasz węch – nawet przytępiony wyłączeniem pewnych genów – wciąż jest czuły na sygnały genetycznych induktorów bakteryjnych. Wyłapanie ich obecności jest sygnałem zagrożenia, wywołującym niechęć do kontaktu z tak zainfekowanym materiałem.
Pot
Pot to w głównej mierze woda i gdyby nie bakterie, nie stanowiłby problemu. Gdyż, mimo że w pocie odnajdziemy również sole, białka, tłuszcze, węglowodany, mocznik, kwas mlekowy czy minerały, to dopiero bakterie, rozkładając te związki, wytwarzają specyficzny zapach – zależny nawet od naszej diety. Co ciekawe, nie wykrywamy samych związków chemicznych wydzielanych przez gruczoły potowe. Zdrajcą są bakterie żyjące na skórze, które przerabiają aminokwas leucynę, a ubocznym produktem ich metabolizmu jest kwas izowalerianowy – odczuwany jako nieprzyjemny zapach. Zwłaszcza przez kobiety... Jak wykazały badania, jedząc pokarmy bogate w białka zwierzęce (nie tylko mięso, lecz również mleko czy sery pleśniowe) oraz surową cebulę czy czosnek, będziemy intensywniej pachnieć.
Naukowcy postanowili zbadać, dlaczego część ludzi bardziej krzywi nos na zapach potu, a innym on nie przeszkadza. Odpowiedzialnego znaleziono w chromosomie 14, w uważanym za nieaktywny pseudogenie OR11H7P. U osób o słabszej zdolności wykrywania kwasu izowalerianowego gen jest nieaktywny, co i tak – w ograniczonym stopniu – pozwala im wyczuć kwas przy pomocy sąsiednich genów. Natomiast osoby bardziej wyczulone na zapach potu, miały aktywną co najmniej jedną jego kopię.
W poszukiwaniu feromonów
Z istnieniem związków nazywanych feromonami biolodzy zgadzają się – lecz tylko w odniesieniu do zwierząt. I to na niższym szczeblu ewolucyjnym. Raport National Academy of Sciences z 2003 roku podaje, że etymolodzy „złamali kod komunikacji feromonowej ponad 1600 gatunków owadów”. Naukowcy już pogodzili się z tym, że feromony mogą być nie tylko seksualnym wabikiem, lecz mogą również pomagać w identyfikacji stopnia pokrewieństwa lub alarmować o niebezpieczeństwie, a nawet wpływać na zmiany nastroju czy ustawienie wzajemnych relacji. Pierwszym feromonem odnalezionym u ssaków był feromon odpowiedzialny za agresję u myszy, który odkrył – a później sztucznie wytworzył – Milos Nowotny z Institute for Pheromone Research w Indiana University. Okazało się, że feromony ssaków są identyczne z feromonami owadów. L.E.L. „Bets” Rasmussen, biochemik z Oregon Health and Science University, udowodniła, że feromon płciowy, wykorzystywany przez 100 gatunków ciem, tę samą rolę pełni u... słoni azjatyckich.
Natomiast ostatnie badania Hiroaki Matsunami z Duke University z Durham w Karolinie Północnej wykazały, że i u człowieka te lotne związki mogą wpływać na podejmowanie decyzji. Zawarte w męskim pocie produkty rozpadu hormonu testosteronu, jednych ludzi może odrzucać, bowiem w ich odczuciu cuchnie jak mocz, inni nawet nie wyczują jego woni, a jeszcze innych może przyciągać, gdyż dla nich „pachnie” kwiatami lub wanilią. Tak różnorodne reakcje spowodowane są wariantami genu OR7D4, na różne sposoby kodującymi receptory węchowe. A owe składowe testosteronu to androstenon – feromon śliny knurów, silnie oddziałujący na lochy w trakcie kopulacji, oraz androstadion – regulujący poziom hormonów stresu u kobiet. „Te substancje są interesujące m.in. dlatego, że mogą być ludzkimi feromonami” – zauważa Hiroaki Matsunami.
Ile masz lat?
Mówi się, że zwierzęta wyczuwają nadchodzącą śmierć – wyjaśnienia szukając w metafizyce. A za podobną umiejętnością może „wisieć” nie kosa śmierci a zapach.
Badania przeprowadzone przez Johana Lundströma z Monell Chemical Senses Center z Filadelfii na grupie osób w różnym wieku wykazały, że człowiek – nawet po utracie wielu genów odpowiedzialnych za wykrywanie zapachów – jest w stanie określić wiek osoby jedynie na podstawie zapachu. Dla osób z najmłodszej grupy badanych, najłatwiej było określić wiek starszych ludzi, natomiast lata rówieśników lub osób w średnim wieku typowali już z mniejszą dokładnością.
Jak to możliwe? Zapach odbieramy poprzez wydzielany pot, a jego skład zmienia się wraz z wiekiem. Odpowiedzialne za to są apokrynowe gruczoły potowe (występujące pod pachami oraz w okolicach narządów płciowych i odbytu), tworzące się w naszych ciałach dopiero w wieku dojrzewania (stąd dzieci pachną zdecydowanie inaczej), wraz z upływem życia pracujące z coraz większą aktywnością.
Zapachy miłości i nienawiści
Może otwartość wobec innych ludzi również związana jest z... gorszym wyczuwaniem zapachów? Osoby o wrażliwym węchu otrzymują więcej sygnałów od innych organizmów, w tym intencji często ukrywanych przez właścicieli, zdradzanych jednak w śladach zapachowych. Często sposobem odniesienia sukcesu w zdobyciu pożywienia, powielaniu się, jest pozbycie się zapachu. Tak jak zwierzęta, które poprzez tarzanie się w ścierwie padłych zwierząt, błocie, starają się ukryć swój zapach, tak i człowiek wypracował metody maskowania. Używaniem dezodorantów, wód toaletowych, perfum.
Na czubku języka (zmysł smaku)
Dla niektórych doznania smakowe dostarczają więcej satysfakcji niż seks. Nie jest to pozbawione racjonalności, podobno nawet droga do miłości wiedzie przez żołądek.
Zmysł węchu pozwala określić nam w chmurze jakich związków chemicznych się znajdujemy. Z innym aspektem wyczuwania związków chemicznych mamy do czynienia w trakcie posiłku. Za ich analizę w postaci stałej odpowiada zmysł smaku, ostrzegając nas przed zjedzeniem niebezpiecznych dla zdrowia produktów (poprzez smak gorzki) lub zachęcając do spożywania artykułów wysokoenergetycznych (smak słodki). Lecz smaków jest więcej i nic dziwnego, że kuchnia może stać się pracownią artysty.
Smak odczuwamy głównie poprzez receptory smakowe (bowiem w procesie bierze również udział węch), wykrywających w pożywieniu obecność ważnych dla naszego metabolizmu grup substancji chemicznych. Do niedawna uważano, że są cztery rodzaje receptorów, kilka lat temu dodano piąty, a być może istnieje i szósty rodzaj receptorów. Nie oznacza to, że potrafimy wyczuwać dziesiątki czy setki tysięcy smaków.
Słodki smak to informacja, że pożywienie jest bogate w związki, z których możemy pobrać tanim kosztem dużo energii, zgromadzonej w węglowodanach, głównie cukrach prostych oraz dwucukrach. Już niemowlęta, mając taki wybór, potrafią porzucić picie mleka matki, wybierając roztwory o wyższym stężeniu cukru. Smak słony do umiejętność wykrycia w pożywieniu soli sodu i potasu; smaku kwaśnego – kwasów organicznych i nieorganicznych; smak gorzki oznacza alkaloidy i różne sole nieorganiczne. Długo debatowano czy smak umami, który można opisać jako „rosołowy” lub „mięsny”, pozostawiający przez długi czas wrażenie sytości, jest osobnym smakiem. Kwestię tę przesądziło odkrycie wyspecjalizowanych receptorów, czułych na obecność kwasu glutaminowego (w 2000 roku). Występuje głównie w mięsie, ale również w serach pleśniowych, grzybach oraz sosach kuchni azjatyckiej (rybnym i sojowym). Lecz to nie koniec... W 2006 roku zespół Russella Keasta z Deakin University, ogłosił, że odkrył receptory odpowiedzialne za wykrywanie w pożywieniu kwasów tłuszczowych. Do listy trzeba więc być może dopisać smak tłusty. Kłopoty z odnalezieniem smaku tłuszczowego, mogą wynikać z faktu, że nie wszyscy posiadamy podobne kubki smakowe, a ich brak może być odpowiedzią, dlaczego niektórzy nie powstrzymują się przed nadmiernym spożywaniem potraw tłustych (w procesie tym rolę odgrywa również wyczuwanie smaku słodkiego).
Oczywiście, wyczuwanie smaku to jedna sprawa, a reakcja na określony smak – to inna, zależna w dużym stopniu od mózgu, czyli nabytego doświadczenia. Smakami skłaniającymi nas do zjedzenia potrawy są głównie smaki słodki, umami oraz nie za mocno, lecz słony; natomiast smak gorzki, kwaśny oraz za bardzo słony, zniechęcają nas do jedzenia. Już przebywając w wodach płodowych zaczynają być kształtowane nasze nawyki smakowe. Skłonność Hindusów do pikantnych potraw, przez innych odbieranych jako nieprzyjemne, definiowana jest już przed ich urodzeniem.
Lecz i ten zmysł zależny jest od genów. Jeden z nich (TAS2R38), budujący receptory odpowiedzialne za wyczuwanie smaku gorzkiego, występuje aż w siedmiu wariantach. Ten przykład wystarczy, aby stwierdzić, że kucharze mają trudne zadanie – jak dogodzić tak zróżnicowanej grupie krytyków ich pracy. Wyjaśnia też, dlaczego kuchnia mamy smakuje nam najbardziej. Wszak odziedziczyliśmy po niej ten sam wariant genu.
Chociaż raz możemy powiedzieć, że jesteśmy lepiej wyposażeni niż niektóre ze zwierząt. Koty posiadają jedynie 470 kubków smakowych, psy już są bardziej wybredne, gdyż oceniają smak 1700 kubkami. Ale człowiek ocenia smak potraw aż dziewięcioma tysiącami czujników. Roślinożercy nie muszą wyczuwać smaku mięsa, lecz drapieżniki uzupełniają dietę mięsną roślinami. Wszystkożercy, jak człowiek, w różnych okresach rozwoju preferowali inny rodzaj diety – stąd może posiadamy kubki smakowe dla rozpoznania każdego rodzaju pożywienia.
Lecz najdziwniejszym może się wydawać obecność komórek smakowych poza językiem. Odnaleziono je również w żołądku, jelitach, trzustce, wątrobie, płucach oraz w nosie. Ich obecność w organach powiązanych z przetwarzaniem pożywienia można wytłumaczyć nadzorem procesu trawienia. Lecz kubki smakowe w płucach i nosie? Okazuje się, że zmysł smaku potrafi też pełnić inną rolę, w tym tak odległą od naszych wyobrażeń, jak walkę z infekcją bakteryjną. Odpowiedź znamy dzięki badaniom Noama Cohena z University of Pennsylvania, który postanowił wyjaśnić rolę kubków smaku gorzkiego w naszych nosach i górnych drogach oddechowych. Ich obecność w tych miejscach pomaga wykryć związki chemiczne wytwarzane przez bakterie, a dalszą reakcją jest kichanie, pozwalające w mechaniczny sposób pozbyć się patogenów, a w górnych drogach oddechowych uwolnienie tlenku azotu, zabijającego bakterie. Potwierdziły to badania genetyczne pacjentów. Osoby z czułym na smak gorzki wariantem receptora wspominanego już genu TAS2R38, przeziębiały się najrzadziej, natomiast osoby mało wrażliwe na smak gorzki, były częściej narażone na infekcję.
Wzrok (zmysł wzorku)
Do mózgu człowieka 40 procent informacji o świecie dociera poprzez oczy. Ale nie wszystkie zwierzęta posiadają oczy, a mimo to można powiedzieć, że widzą. A bardziej precyzyjnie – są wrażliwe na fale widzialne.
Jeżowce
Większość z nas kojarzy jeżowce z bólem oraz koniecznością zakładania twardego obuwia w ochronie przed ich kolcami, gdy przyjdzie nam ochota do kąpieli w morzach o zasoleniu większym niż 20%. Dla samego jeżowca kolce oprócz funkcji obronnych spełniają rolę nóg i kotwicy. To za ich pomocą przemieszczają się w poszukiwaniu jedzenia (jakiegokolwiek, mogą nim być zarówno bezkręgowce, rośliny, jak i martwa materia organiczna) oraz przytwierdzają się do dna. I chyba niewielu z nas podejrzewa, że jeżowce widzą. Nie mają oczu, nie mają mózgu, a jedynie prymitywny układ nerwowy, a mimo to potrafią chować się przed drapieżnikami w ciemnych zakamarkach.
To właśnie analiza genetyczna ujawniła istnienie 1500 receptorów światła, głównie w kolcach oraz w rurowych przyssawkach odnóży. „Wygląda na to, że cała powierzchnia ciała działa jak jedno, wielkie oko” – podsumował wyniki doświadczeń Sönke Johnsen, biolog morski z Duke University w Durham w Północnej Karolinie. Wyniki badań fioletowych jeżowców (Strongylocentrotus purpuratus), potwierdziły, że reagują one zarówno na jasne i ciemne powierzchnie, jak i na kolory, np. podążając w kierunku plam zielonych – atrybutu glonów stanowiących ich ulubiony posiłek.
Skorpiony
Dla nas skorpiony to niebezpieczne zwierzęta, które w mroku nocy trudno wypatrzyć. Chyba że... mamy lampę emitującą światło ultrafioletowe, gdyż wtedy ich ciała zaczynają świecić na niebiesko. W salonie kosmetycznym, banku czy nawet w domu to nie problem, wystarczy lampa do paznokci lub do wykrywania fałszywych banknotów. Ale w terenach, gdzie żyją te pajęczaki z zabójczym ogonem – podobną lampę raczej trudno zdobyć.
Świecenie skorpionów w nadfiolecie na niebiesko zaintrygowało Douglasa Gaffinra. Badania wykazały, że całe ich ciało, pokryte jest czujnikami, pozwalającymi do sześciu par oczu dodać „rozproszone oczy” całego egzoszkieletu, przekazujące informacje o intensywności natężenia światła do mózgu.
Czujniki świecące w ultrafiolecie na niebiesko pozwalają skorpionom widzieć „całym sobą”, lecz mogą zdradzić ich obecność innym organizmom. Na szczęście dla nich, w ich środowisku nie ma takich organizmów. Ale spotkamy je zarówno w świcie zwierząt, jak i roślin. W ultrafiolecie widzą również pszczoły, nietoperze, niektóre gatunki gryzoni oraz... renifery. W strefie podbiegunowej dociera więcej ultrafioletu, gdyż warstwa ozonowa jest tam cieńsza. A dzięki tej zdolności zwierzęta mogą pośród śniegu łatwiej wypatrzyć odbijające ultrafiolet porosty, jak również dostrzec sylwetki wilków, gdyż rośliny i zwierzęta pochłaniają ten zakres fal.
Skóra
Również i my korzystamy z „oczu ciała”, a widzenie światła słonecznego poprzez skórę w pozytywny sposób wpływa na nasze dobre samopoczucie, a nawet uśmierza ból. Wpływ promieniowania ultrafioletowego na wzrost poziomu beta-endorfin (zwanych hormonem szczęścia) potwierdziły badania, przeprowadzone na ogolonych do skóry myszach, lecz sądzę, że wyniki badań można przenieść i na ludzkie zachowania.
Eksperymenty na myszach udowodniły jeszcze jedną rzecz: uzależnienie od słonecznych kąpieli. Aby utrzymać wysoki poziom produkcji hormonu szczęścia, konieczne było zwiększanie czasu kąpieli. Odstawienie od słońca, czy to z powodów naturalnych (krótszy dzień zimą), czy też wywołanych sztucznie (podawanie środków blokujących receptory opioidowe), wywoływały objawy podobne do zespołu abstynencyjnego (zgrzytanie zębami, drżenie kończyn).
Sygnały akustyczne (zmysł słuchu)
Tak, jak widzieć można bez oczu, tak i do słyszenia nie są potrzebne uszy. Można powiedzieć, że uszy to jedynie specjalizacja, pozwalająca precyzyjnie określić źródło pochodzenia dźwięku.
Bicie głową na alarm
Afrykańskie termity Macrotermes natalensis, budujące na pustyni kopce o wysokości 8-9 metrów porozumiewają się za pomocą... uderzeń głową o podłoże. Badania Felixa Hagera i Wolfganga Kirchnera z uniwersytetu w Bochum w Niemczech nad zwyczajami walecznych termitów ujawniły, że żołnierze bębnią głowami uderzając 11 razy na sekundę – i tylko taka częstotliwość wywołuje reakcje robotnic. Sygnały o innej częstotliwości co prawda skupiają uwagę termitów, lecz po chwili wracają one do poprzednich zajęć. Niemieccy naukowcy dowiedli również, że chociaż wibracje wywołane alarmem rozchodzą się jedynie na 40 centymetrów, to podejmowane przez kolejnych żołnierzy, potrafią ostrzec przed wrogiem w promieniu wielu metrów.
Dźwięki zalotów
Jak dobrze wiemy, wydawanie sygnałów dźwiękowych nie musi jedynie ostrzegać, a być również formą zalotów. I nie mam tu na myśli jedynie ptaków, a krecionogi z rodzaju Sphaerotherium – wije u których trudno odróżnić głowę od tyłu ciała. Ich cechą charakterystyczną jest umiejętność zwinięcia się w kulę, chowając pod ochronnym pancerzem wszystkie narażone na utratę odnóża i czułki.
Przedstawicieli gatunku można spotkać na różnych kontynentach, bowiem jest to bardzo stary gatunek – jego rodowód wywodzi się z okresu jury, około 170 milionów lat temu, kiedy to żyły na jednym super kontynencie Gondwanie. Jak wskazują skamieniałości, w trakcie ewolucji ich czułki oraz inne narządy (w tym odpowiedzialne za wykrywanie węchu), które były narażona na utratę w przypadku ataku nawet po zwinięciu się krecionoga, stawały się coraz szczelniej izolowane w zwiniętym pancerzu, stopniowo przestając spełniać swoją rolę. Konieczne stało się odnalezienie innego sposobu komunikacji. I samce go znalazły. Spotykając zwiniętą w kulę partnerkę, zaczynają jej grać, wykorzystując do tego ostatnią parę nóg. Znajdują się tam zgrubienia z rzędem listewek, z których poprzez pocierania wij wydobywa dźwięki – jak określają to naukowcy badający ich zwyczaje – przypominające poskrzypywania albo popiskiwanie. Może to nie jest muzyka, ważne, że samica rozpoznając wibracje, rozwiera zwinięty pancerz.
Dotyk (zmysł dotyku)
Krokodyl, gad o najsilniejszym uścisku szczęk – o nacisku zębów 24 730 barów, czyli ponad dwudziestokrotnie więcej niż potrzeba do zmiażdżenia kości (710 barów) – potrafi równocześnie być tak delikatnym, że przytrzymuje skorupkę jajka z wykluwającym się krokodylem bez uszczerbku dla jego zdrowia. Jest to możliwe dzięki setkom małych wypustek, reagujących na dotyk wypustek, rozmieszczonych na głowie i w pysku tego gada.
Podobnych narządów zmysłu dotyku – wibrysów, czyli włosów czuciowych – używają wszystkie ssaki (oprócz człowieka). Wibrysy reagują nie tylko na dotyk, lecz również wibracje wody lub powietrza, pozwalając morsom na podstawie ruchu cząstek wody określić rozmiar i kierunek ucieczki ryby nawet w pół minuty po nieudanym ataku.
Lecz to nic do wrażliwości zmysłu dotyku pająków. Wiemy doskonale, że sygnałem wzywającym pająki na posiłek są drgania nici. Ale kto by się domyślił, że precyzja pajęczych włosków wyczuwania ruchu powietrza wynosi – jeden atom! Taka precyzja nie jest potrzebna pająkowi do informacji o kolejnej ofierze, przydaje się jednak do planowania budowy sieci na następny dzień. Pająki są doskonałymi meteorologami i wyczuwając tendencje w zmianach ciśnienia powietrza, wiedzą czy warto budować dużą sieć, czy też lepiej przeczekać następny – porywisty i mokry – dzień w norze.
Ostatnie badania naukowców w Królewskiego Instytutu Technologii w Sztokholmie wykazały, że również ludzie posiadają niezwykle wrażliwy zmysł dotyku. Zwłaszcza kobiety, które opuszkami palców potrafią wykryć na materiale zmarszczki o grubości zaledwie dziesięciu milionowych milimetra.
Wyczuwanie temperatury
Trzy tysięczne stopnia Celsjusza – to różnica temperatur, jaką potrafią rozróżnić grzechotniki. Podobny termometr, o dokładności porównywalnej do najbardziej wyspecjalizowanych termometrów naukowych, grzechotniki i dusiciele zawdzięczają zagłębieniu między nozdrzami a oczami (tzw. jamki policzkowe), będące niezwykle czułymi sensorami podczerwieni (termoreceptorami).
Dla węży wyczucie tak minimalnych wahań temperatury potrzebne jest do poszukiwania zwierząt stałocieplnych w mroku nocy. Co najgorsze, narząd ten działa również do godziny po śmierci węża, wywołując odruch kąsania w przypadku, gdy ciepły obiekt znajdzie się zbyt blisko głowy martwego węża – będąc przyczyną 15% ukąszeń człowieka.
Zmysły elektromagnetyczne
Żyjemy w gąszczu fal elektromagnetycznych. Tych naturalnych, planetarnych, słonecznych i kosmicznych, jak i tych wytworzonych przez cywilizację. Niektóre z częstotliwości tych fal odbieramy świadomie, rozkoszując się feerią ich różnorodności, układającą się we wzory – jak w przypadku fal widzialnych; inne są przez nas postrzegane w sposób mniej lub bardziej świadomy – jak promieniowanie cieplne, a niektórych częstotliwości nie potrafimy zlokalizować, lecz są źródłem bólu głowy i zaburzeń snu.
Elektryczność bez drutu
Przekazywanie informacji za pomocą sygnałów elektrycznych ma niewątpliwe kilka zalet. Nie potrzebuje źródła światła oraz omija wiele przeszkód. Jednak główną zaletą jest to, że każdy organizm wytwarza pole elektryczne. Dlatego wiele zwierząt, zwłaszcza żyjących w środowisku wodnym, wykorzystuje zdolność wykrywania słabych różnic napięcia elektrycznego (o niskiej częstotliwości) do wykrywania ofiar, zakopanych nawet głęboko w piasku. Tak szukają zdobyczy nie tylko ryby elektryczne, ale i rekiny, raje, sumy koralowe oraz węgorzowate. Z tym że jedynie ryby elektryczne, posiadające umiejętność generowania prądu, dodatkowo wykorzystują elektryczność do obezwładnienia ofiary.
Magnetyzm
Wiemy, że owady, ptaki, żółwie używają zmysłu magnetycznego do przemierzania bezkresu oceanów i lądów, aby trafić bezbłędnie do celu. Umożliwiają im to kryształki magnetytu.
Można je odnaleźć również w ludzkim mózgu – 5 milionów na gram mózgu, a w membranie mózgowej aż 20 razy więcej! Istnienie receptorów fal elektromagnetycznych w mózgach udowodnił neurolog Joseph L. Kirschvink z California Institute of Technology w Los Angeles. Są nimi magnetyczne kryształki o rozmiarach pięciomilionowej części milimetra – lecz o czułości na pole magnetyczne milion razy większej niż inny materiał biologiczny.
Dzięki nim człowiek może nie tylko wyczuwać pole magnetyczne, lecz również inne zakresy pól elektromagnetycznych, w tym prądu w sieci, komputerze, a nawet telefonie komórkowym. Prawdopodobnie nasi przodkowie potrafili wykorzystać ten zmysł do orientacji w terenie, lecz rozwój cywilizacyjny pozbawił nas tej umiejętności. Dzisiaj są jedynie uciążliwym szumem w głowie, ale może jutro ponownie nauczymy się interpretować ten zgiełk bez urządzeń pośrednich?
Zmysły nie prysły
Wilson zauważa, że: „im prymitywniejszy jest organizm i im prostsza budowa jego ciała, tym większa jest jego zależność od komunikacji chemicznej”. Oraz tym większa kontrola zależna jedynie od genów.
Każdy byt organiczny posiada możliwość komunikowania się. Umiejętność przekazywania informacji spotykana u człowieka jest jednak wyjątkiem. Zdobyliśmy ją głównie dzięki sprawnemu aparatowi mowy – w połączeniu ze zwiększającą się zdolnością mózgu do interpretacji rzeczywistości. Lecz nasze zmysły nie prysły, lecz zostały przytłumione ciężarem myśli.
Jak wykazałem, mowa to nie jedyny sposób komunikowania się, chociaż wzniósł nasz gatunek na wierzchołek drzewa ewolucji. Wdrapując się na nie, musieliśmy jednak zrezygnować z innych form komunikacji, dostępnych niżej położonym gatunkom. Może dlatego ignorujemy te sposoby, jedynie w delfinich gwizdach upatrując inteligencji. A tak nie jest. Formy komunikowania się bez udziału mózgu mogą być również efektywne i wyrafinowane.
Pokusiłem się o ten mały przegląd różnych form komunikowania się bez mózgu, aby wykazać, że:
– w mniejszym lub większym stopniu wszystkie te zmysły są dostępne również dla człowieka,
– w większości przykazania genów aktywowane są bez udziału mózgu i to mózg musi dostosować się do ich sygnałów.
O konsekwencjach tych dwóch stwierdzeń jest ta książka.