To jasne, że członkowie rodziny
wpływają na siebie nawzajem. Jednak nie tylko to albo więzy krwi
stanowią o jakości rodziny. Co zatem ją kształtuje? Opowiem o trzech
ważnych pojęciach, których w książce będę używała wielokrotnie,
a które według mnie mają znaczenie fundamentalne. Są to:
Relacje
Stanowią one podstawę każdej
rodziny. Zaczyna się od relacji z samym sobą, potem obejmuje ona
naszego partnera lub partnerkę, dziecko. Relacje bywają indywidualne,
czyli z poszczególnymi członkami wspólnoty, i zbiorowe -
wiążące jednostkę z grupą, a także podgrupę z podgrupą
(np. rodzice-dzieci, rodzice-dziadkowie itp.). Bez szczerych,
autentycznych i wysokiej jakości relacji nie zbudujemy rodziny, która
ową jakość będzie przekazywała kolejnym pokoleniom.
Relacje to codzienna praktyka miłości
i bliskości.
Gdy przychodzimy na
świat, pojawiamy się na nim od razu głodni bliskości. Potrzeba ta
realizuje się w ramionach mamy, na jej ciepłym brzuchu po porodzie,
podczas posiłku przy piersi. Do mamy szybko dołączają inni -
rozpoczynają się relacje i bliskość z tatą, rodzeństwem,
dziadkami, ciociami i wujkami. Coraz starsi i coraz ciekawsi świata
wokół poszerzamy krąg bliskich, z którymi tworzymy więzi -
dołącza do nich ukochana pani Halinka z przedszkola, ulubiona ciocia
z Łodzi czy obecny w życiu rodziny wujek Michał, przyjaciel
taty od czasów szkoły podstawowej. Nauczyciele, rodzice kolegów
z klasy, babcia koleżanki z podwórka - to, co mówią, i to, jak
zwracają się do nas, w ogromnym stopniu wpływa na nasze późniejsze
doświadczanie bliskości, bezpieczeństwa i dobrostanu.
Relacje tworzone i współtworzone
przez nas wpływają także na ogólne poczucie szczęścia,
jak również na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Dowodzą
tego szeroko zakrojone, podłużne (czyli prowadzone na
przestrzeni wielu, wielu lat, a nawet pokoleń) badania naukowców
z Uniwersytetu Harvarda[2]. Opowiada o nich na platformie TED ich kierownik Robert
Waldinger. Przez 75 lat co roku zadawano tym samym 724 mężczyznom
pytania dotyczące zarówno ich pracy, jak i rodziny. Po tym czasie
obserwowania i analizowania odpowiedzi respondentów naukowcy zyskali
pewność: tym, co najmocniej wpływa na dobrostan i poczucie
szczęścia, są właśnie relacje - nie pieniądze, sława czy
prestiż społeczny.
Wnioski płynące z badań
podłużnych, prowadzonych na Uniwersytecie Harvarda:
Relacje wpływają
na nasz wewnętrzny dobrostan
Dzięki przywiązaniu do rodziny, przyjaciół,
członków wspólnoty jesteśmy zdrowsi i żyjemy dłużej. Samotni,
wyizolowani - podupadamy na zdrowiu, tracimy radość życia i szybciej
umieramy.
Jakość, nie
zaś ilość relacji świadczy o ich udanym realizowaniu
Najistotniejszy wydaje
się wzorzec więzi zaczerpnięty z własnej rodziny. Doświadczając
miłości i akceptacji ze strony rodziców lub opiekunów, zwiększamy
prawdopodobieństwo udanych relacji w przyszłości.
Zaufanie
do bliskich sprawia, że zdrowsze jest nie tylko nasze ciało,
lecz także umysł
Przekonanie, że trwamy w relacji, w której
będziemy w stanie pokonać pojawiające się później trudności,
wpływa na witalność umysłu. Ludzie w relacjach pełnych zaufania
rzadziej cierpią na zaniki pamięci i zaburzenia poznawcze związane
ze starzeniem się.
Odkrycia zespołu
Waldingera nie powinny być dla nikogo zaskoczeniem. To wręcz rodzaj
wiedzy zdroworozsądkowej, którą nabywamy w procesie stawania się
dojrzałymi ludźmi. Mimo to budowanie relacji nadal bywa dla nas
wyzwaniem.
Potrzeby
Potrzeby - to kolejne istotne pojęcie,
bez znajomości którego trudno mówić o świadomym porozumieniu
międzyludzkim i rodzinnym. Warunkiem wejścia w relację z drugą
osobą jest dostrzeżenie tego, czego sami potrzebujemy, a potrzeby te
mają bardzo szerokie spektrum, począwszy od potrzeb fizjologicznych
(głód, sen), poprzez emocjonalne i duchowe (bliskość, pomoc,
zaufanie, bycie ważnym, słyszanym), aż do pojęć mocno abstrakcyjnych,
takich jak potrzeba zmiany czy potrzeba piękna. Życie w rodzinie,
w bliskości sprzyja nauce dostrzegania własnych i cudzych
potrzeb. Dzięki obserwacji tego, w jaki sposób rodzice zaspokajają
swoje potrzeby, dzieci uczą się rozpoznawania i zaspokajania
własnych. Rodzic również zaspokaja pierwsze potrzeby dziecka, gdy
nie jest ono jeszcze w stanie zająć się nimi samodzielnie.
Pierwszymi, podstawowymi
potrzebami emocjonalnymi małego człowieka są bezpieczeństwo
i przynależność. Bezpieczeństwo oznacza możliwość
bycia bezwarunkowo zaakceptowanym, przynależność zaś -
możliwość stania się częścią
czegoś większego. Poczucie elementarnego bezpieczeństwa w relacji
z opiekunem sprawia, że bez większych trudności dziecko będzie
w stanie budować je także na zewnątrz rodziny w dorosłym
życiu.
Rodzina to środowisko, w którym
dzięki zaspokojeniu ważnych dla nas potrzeb doświadczamy dobrostanu,
a w konsekwencji - rozwoju. Dobrostan wpływa pozytywnie na rozwój,
na inicjatywę, aktywność wewnątrz, jak i na zewnątrz. Zatem nie
tylko rodzina staje się przestrzenią zaspokajania określonych potrzeb,
ale samo bycie w rodzinie stanowi strategię ich zaspokajania.
Strategią nazywamy takie działanie,
bądź brak działania, które służy zaspokojeniu potrzeby. By
skutecznie komunikować się wewnątrz naszej rodzinnej struktury,
musimy uświadomić sobie, czego potrzebujemy i czego szukamy.
Są potrzeby, na które odpowiedź
nie znajduje się bezpośrednio w rodzinie. Potrzebę kreatywności
lub twórczego rozwoju powinniśmy zaspokajać na zewnątrz. Wybieramy
jednak świadomie takie strategie ich zaspokajania, żeby nie wpływały
one negatywnie na rodzinę - nasz punkt odniesienia. Czyli: uzdolniona
twórczo mama chodzi na lekcje malarstwa we wtorki po południu (potrzeba
kreatywności i strategia jej zaspokojenia), ojciec zaś w tym czasie
opiekuje się dziećmi (ojciec - potrzeba bycia ważnym i niezbędnym,
dzieci - potrzeba bycia zaopiekowanym).
Gdy funkcjonujemy
w rodzinie, wybieramy rzeczy, które służą nam samym, jednak pod
warunkiem, że nie są one wymierzone bezpośrednio przeciwko potrzebom
innych członków rodziny. Podejmując ważne dla własnego "ja"
i własnej tożsamości decyzje, uwzględniamy potrzeby naszej rodziny
i to, jakie konsekwencje tej decyzji poniosą mąż, dzieci czy nawet
dziadkowie. Warto pamiętać, że współtworząc rodzinę, zawsze
pozostajemy wolnymi ludźmi, ale prędzej czy później konsekwencje
(np. wynikłe z decyzji o powrocie na studia jednego z opiekunów)
dotkną wszystkich jej członków (partner lub partnerka, zobligowani
teraz do większej partycypacji w opiece; dzieci, które mogą odczuwać
odrzucenie i ciężko je przeżywać). By zbudować porozumienie oparte
na zaufaniu i bezpieczeństwie, respektujemy w taki sam sposób
potrzeby wszystkich członków wspólnoty rodzinnej. Pozwala to na
budowanie równoważnego znaczenia każdej osoby w rodzinie.
Tak naprawdę potrzeby jednego
człowieka niewiele różnią się od potrzeb drugiego. Jak to możliwe,
skoro mamy wszyscy przeróżne pragnienia, marzenia i plany? Być może
potrzeby są bardzo podobne, jednak znacząco różnią się w obrębie
strategii ich zaspokajania. Równorzędność potrzeb to nic innego jak uznanie tego faktu. Nie oznacza
całkowitej równości między rodzicami a dziećmi. Z uwagi na
możliwości psychofizyczne, etap rozwojowy i zasoby poznawcze nie
możemy przyjąć, że dzieci dysponują tymi samymi narzędziami
co zdrowy dorosły. Jednak potrzeby dzieci muszą być w rodzinie
słyszane. Muszą być równorzędne.
Gdy dzieci traktuje się w rodzinie
w sposób równorzędny, do lamusa
odchodzi znienawidzone przez pokolenia powiedzenie "dzieci i ryby
głosu nie mają". Nie istnieje przekonanie: "Będziesz decydować
o kolorze ścian, gdy zamieszkasz we własnych domu". Rodzice
dostrzegający równorzędność potrzeb dzieci będą uwzględniali
w sposób poważny i rzeczowy te z nich, które odnoszą się
bezpośrednio do życia najmłodszych. Kolor ścian w pokoju, miejsce
wyjazdu na wakacje, to, czy w oknie pokoju dziecięcego zawisną firanki
- rodzic dostrzegający równorzędność wysłucha potrzeb dziecka,
podejmie dialog i w rezultacie opracuje strategię, która będzie
miała wpływ na zaspokojenie potrzeb zarówno młodego, jak i starszego
członka rodziny.
Rodzic świadomy równorzędności
dziecka będzie przewodnikiem i dysponentem zasobów (np. finansowych),
jednak z prawdziwym zainteresowaniem wysłucha pomysłu młodego
człowieka na wakacje czy kolor firanek i ścian w jego pokoju.
Zadaniem rodzica, który zwraca uwagę
na równorzędność dziecka, jest też wsparcie go w ewentualnej
porażce w zaspokajaniu potrzeb. W bezpiecznej relacji takie wsparcie
przychodzi naturalnie i stanowi dla młodego człowieka oswojoną
przestrzeń, w której może popełniać błędy i mierzyć się
z ich konsekwencjami.
Jak wytłumaczyć współzależność? Nasze istnienie i nasze bycie - sam ten fakt wpływa na
członków rodziny. Nawet jeśli nie angażujemy się i nie podejmujemy
decyzji, to nasza obecność, świadomość tej obecności zmienia ich
odbieranie świata. To relacja dwustronna, gdyż tak samo nasze dzieci
wpływają na nas - poprzez ich istnienie, osobowość, specyfikę,
wreszcie zachowanie i reakcje.
Jest też inny aspekt
współzalez?ności, równie ważny dla rozwoju, a więc przemiany
dziecka w młodego człowieka i potem - w osobę dorosłą. Ów
aspekt to świadomos?c?, że istnieja? potrzeby, które moz?emy
zaspokoic? samodzielnie, np. potrzeba snu, rozwoju czy spontanicznos?ci,
oraz takie, które zaspokoić można we wspólnocie, np. potrzeba
przynalez?ności, czułos?ci, współpracy.
Kiedy w rodzinie pojawiają się dzieci,
z jednej strony możemy obserwowac? ich niemal całkowita? zależność
od naszej opieki, dbałości, zaangażowania. Jako rodzice zaspokajamy
ich wszystkie potrzeby niemal w stu procentach. Z drugiej strony, od
samego pocza?tku istnieje też drugi kanał zależności - skierowany
od dziecka do rodziców. Potomstwo płacze, s?pi, us?miecha się, wodzi
wzrokiem, a kilka miesie?cy później zaczyna gaworzyć i samodzielnie
się poruszać. Uczymy się czytać dziecko w zmiennych, dynamicznych
warunkach jego rozwijającej się komunikacji i ma to przemożny wpływ
na naszą percepcję rzeczywistości. Moz?na powiedziec?, że rodzimy
sie? jako istoty współzalez?ne.
W moich rozmowach z rodzicami
dosyć często pojawia się stwierdzenie: "Jako rodzice mamy niemal
stuprocentowy wpływ na nasze dzieci". Rzadko jednak słyszę refleksję
odwrotną - że to dzieci wpływają na nas, rodziców. Najczęściej
takie opinie są wygłaszane przy okazji rozmaitych trudności
z zachowaniem dziecka, które wywołują nieprzyjemne emocje rodzica. Ale
jaki wpływ ma na nas śpiące niczym aniołek niemowlę? Choćby taki,
że korzystając z jego drzemki, możemy sami odpocząć, ugotować
zupę, poczytać książkę. Łapiemy oddech, stajemy się bardziej
zrelaksowani. Warto dostrzec w tym współzależność.
Kiedy rodzic
podchodzi do płacza?cego brzda?ca, bierze go na re?ce, zaczyna
kołysać i maluch uspokaja sie?, jest to bardzo widoczna forma
współzalez?ności. To w takich momentach pojawia sie? mys?l:
"Jaki on ode mnie zalez?ny". Podobna mys?l może zaistnieć, gdy
z jakiegos? powodu rodzic nie podchodzi do dziecka i ono nie przestaje
płakac?. Zarówno ta sytuacja, jak i sama mys?l budzą w nas
róz?ne emocje i tym samym wpływają na nasze wybory. Codziennos?c?
co krok pokazuje nam, jak jestes?my z soba? powia?zani, jacy jestes?my
współzalez?ni.
Współodpowiedzialność jest
zdolnością widzenia tego, że nasze wybory mają wpływ
na drugiego człowieka. Jesteśmy w pełni odpowiedzialni
za własne uczucia, potrzeby i zachcianki, jednak sposoby
wyrażania tych uczuć lub strategie realizacji potrzeb działają
bezpośrednio na partnera, dziecko i każdą bliską osobę w naszym
otoczeniu. Współodpowiedzialność oznacza uwzględnienie potrzeb
i uczuć bliskich, wówczas gdy wybieramy strategię realizacji naszych
osobistych potrzeb. Współodpowiedzialność pojawia się tam, gdzie
pojawia się wola bycia w kontakcie z drugim człowiekiem.
Jeśli wyobrazimy sobie relację
jako tlące się palenisko, to każdy z członków rodziny dokłada
do tego paleniska kolejne bierwiono. Małe dziecko dokłada do
wspólnoty swoją spontaniczność, radość i lekkość. Tym samym
staje się współodpowiedzialne za relację, której jest integralną
częścią. Dzieje się to na poziomie wręcz nieuświadomionym, kiedy
robimy rzeczy, które wydają się naturalne, niejako przypisane naszej
roli w rodzinie. Dziecko zaczyna zabawę w swoim pokoju, następnie
przenosi bazę do salonu, tam gdzie urzęduje reszta domowników -
tym samym wnosi do pomieszczenia rozbawienie i lekkość, staje się
współodpowiedzialne za to, jak potoczy się reszta popołudnia. Mama,
która biega maratony, czy tato, miłośnik górskich wędrówek - oboje
wpływają swoimi wyborami na to, w jaki sposób rodzina spędza wolny
czas, czym się interesuje, o czym rozmawia, jakich decyzji dokonują
wspólnie jej członkowie.
Decyduję się na pracę
w weekend i słyszę od dzieci, że chciałyby, bym mniej pracowała,
a więcej czasu spędzała z nimi na zabawie, od męża zaś -
bym dbała o równowagę między pracą a odpoczynkiem. Próbuję
skontaktować się z moimi potrzebami stojącymi za decyzją
o pracy. Pracuję nawet w weekendy, bo czuję, że praca trenerska
przyczynia się do zmiany, pozwala mi na dzielenie się umiejętnościami,
wreszcie - daje poczucie bezpieczeństwa finansowego.
Przyglądam się też potrzebom rodziny
w tej sytuacji - dzieci potrzebują mojej bliskości, mąż chciałby
zrobić coś wspólnie. Wszyscy łakną kontaktu ze mną, potrzebują
mojej troski, uwzględnienia ich, zobaczenia. Kiedy poznam potrzeby
- zarówno moje, jak i mojej rodziny - będziemy mieć szansę na
dialog. Poszukamy rozwiązań, spotkamy się w połowie drogi. Czasem
zaspokojenie potrzeb wszystkich członków wspólnoty w tym samym czasie
nie jest możliwe, jednak dialog otwiera nas na szukanie rozwiązań
w przyszłości.
Dlaczego w naszym rozwoju tak ważna
jest wolność? Na warsztatach zdarza mi się słyszeć z ust rodziców:
"Nie możemy wyjechać na weekend, ponieważ mamy dwójkę małych
dzieci". Mąż mówi: "Nie mogę zostać dłużej w pracy, bo żona
będzie niezadowolona". Żona zaś: "Nie pójdę z przyjaciółmi
do kina, bo mój mąż za nimi nie przepada".
Kiedy czujemy jakieś ograniczenie,
najczęściej szukamy winnych tej sytuacji. Nasza frustracja bywa
gwałtowna, intensywna - nieprzyjemne uczucia domagają się szybkich
rozwiązań. Znajdują ujście w obwinianiu. Czujemy, że nasza wolność
jest ograniczana, i szukamy winnego - tego, który uniemożliwia nam
realizację tych potrzeb.
Uczestników moich warsztatów
zachęcam do pozostania przy swoich potrzebach, przyjrzenia się im
i poszukania - razem z partnerem/partnerką - takich strategii,
które uwzględnią potrzeby zarówno ich, jak i pozostałych członków
wspólnoty. Już samo wzięcie pod uwagę tych potrzeb jest ważne,
gdyż daje nam możliwość wyrażenia siebie.