WSTĘP
Uzdrowienie nie jest wydarzeniem jednorazowym.
Oczywiście, może zostać zapoczątkowane tego typu wydarzeniem - najczęściej jest nim pewna nagła strata, która zaburza nasze wyobrażenie przyszłości. Niemniej jednak prawdziwe uzdrowienie polega na dopuszczeniu, by ów zamęt pozwolił nam wyrwać się z głębokiej nieświadomości, wyzwolił istotę, w którą się przeistoczyliśmy, i umożliwił nam świadome poskładanie w jedną całość prawdy o tym, kim mieliśmy się stać.
Doświadczenia, które są katalizatorami uzdrowienia, nie próbują nas zmusić do dojścia do siebie po ciosie otrzymanym przez nasze ego; w wielu przypadkach jednak sprawiają, że w ogóle po raz pierwszy dostrzegamy swoje ego. To moment pojednania, w którym jesteśmy zobowiązani do uświadomienia sobie, że - jak powiedział Michael Murphy - "ma się narodzić lepsze życie".
Jeśli nie odpowiemy na to wezwanie, będzie nieustannie powracało, pojawiając się w naszym życiu pod postacią zbliżonych do siebie schematów i uczuć. Ciągle będziemy zadawać sobie podobne pytania: "Jak to możliwe, że nadal tu jestem?" albo "Jakim cudem znów się tutaj znalazłem?". To samo ostrzeżenie będzie powracać dopóty, dopóki nasza podświadomość nie zdecyduje się na wyruszenie w podróż do własnej przemiany. To proces polegający na przywróceniu pamięci o doskonałej, całościowej i kompletnej prawdzie o tym, kim jesteśmy. To zadanie na całe życie, ponieważ codziennie, dzień po dniu, musimy pielęgnować ogrody naszych umysłów. Jak dzieci, które nie są w stanie zarządzać sobą w pełni. Nasze życie wymaga od nas lepiej funkcjonującej, dorosłej postaci, która ma wzgląd na przyszłość, potrafi wystąpić naprzód i zasiąść na fotelu kierowcy.
To podróż, ponieważ żadne uzdrowienie, obojętnie, czy to fizyczne, czy duchowe, nie jest zjawiskiem przebiegającym w sposób liniowy lub harmonijny. Życie utyka w jednym punkcie, zanim ma szansę się rozwinąć, i stopuje swój bieg, nim zdoła wykonać skok naprzód. Zamiast stawiać opór tej niepewnej równowadze, powinniśmy spróbować ją zaakceptować. Im dłużej tego unikamy, tym dłużej będziemy roztrząsać jakieś wydarzenie lub ich ciąg, który pojawił się na naszej drodze, aby nas przebudzić, odsuwając w czasie podjęcie o wiele trudniejszego, ale znacznie bardziej satysfakcjonującego wysiłku.
Pod wieloma względami podróż ku uzdrowieniu jest nie tyle rozdziałem historii twojego życia, ile zmianą sposobu pisania całej poświęconej mu książki. To zmiana sposobu, w jaki poruszasz się po świecie - przejście od rozczarowania faktem, że życie nie spełniło wszystkich twoich oczekiwań, do poszerzenia twojej perspektywy, dzięki której dostrzeżesz całą magię, cuda, zachwyt, cierpienie, stratę, zysk oraz przeciwieństwa, które czynią nas wszystkich doskonale i nieprzewidywalnie ludzkimi.
Nasze uzdrowione wersje nie są wcale naszymi najdoskonalszymi wersjami. Nie są odporne na smutek, cierpienie ani strach. Po prostu nie dają się dłużej kontrolować tym doświadczeniom. Odczuwają smutek, kiedy przychodzi pora na jego odczuwanie, podobnie jest z rozpaczą i zadowoleniem. Obawiają się rzeczy nieznanych lub ważnych (albo i jednych, i drugich), ale nie pozwalają, aby te emocje uniemożliwiły im pójście naprzód. Życie potrafi stawiać przed nami wiele trudnych wyzwań i być wyjątkowo niesprawiedliwe, a bez umiejętności nawigowania pośród emocji, które towarzyszą aktualnie przeżywanym przez nas doświadczeniom, często wpadamy w pułapkę dawnych historii, budowanych wokół podobnych zdarzeń.
Gdy umiemy dokonać walidacji, zaakceptować oraz przepracować własne ludzkie doświadczenia, pozostając niezależnymi od kogokolwiek innego, dzieje się magia. Zaczynamy na nowo łączyć się ze swymi autentycznymi uczuciami, wsłuchujemy się w najbardziej subtelne instynkty oraz przestajemy sabotować inspirujące myśli i uczucia. Dzięki temu jesteśmy w stanie zapoczątkować nieoczekiwany rozwój wypadków. Z biegiem czasu zauważamy, że każde z tych doświadczeń łączy wspólny mianownik, którym jest cichy przewodnik naszych dusz: wszechobecny i nieustannie prowadzący nas poza granice tego, co widzimy w czasie rzeczywistym.
Gdy zaczynamy dostrzegać tę moc, zaczynamy jej bardziej ufać. A gdy zaczynamy jej bardziej ufać, zaczynamy uważniej za nią podążać. Odczuwamy dłuższe okresy spokoju i miłości. Dzięki temu nowemu, skoncentrowanemu, stabilnemu spojrzeniu nasze życie odzyskuje harmonię. Dociera do nas, że nigdy tak naprawdę nie byliśmy zagubieni, a jedynie zapewnialiśmy sobie przestrzeń do przepracowania pewnych rzeczy, zanim mogliśmy skoncentrować się na ruszeniu naprzód.
Twoim głównym celem jest osiągnąć uzdrowienie.
Sam fakt, że będziesz osobą, którą było ci pisane się stać, wywrze ogromny wpływ na całe twoje otoczenie. Już nic nigdy nie będzie takie samo. Jeśli nie potrafisz wyobrazić sobie, w jaki inny sposób mógłbyś zostawić po sobie spuściznę, pomóc innym lub zrobić coś pożytecznego ze swoim życiem, najważniejszym punktem zaczepienia, od którego możesz zacząć, jest twoje wnętrze.
To również najtrudniejsze miejsce na start.
Znacznie łatwiej jest skupiać się na tym, co na zewnątrz, i wytykać palcami wszystko, co - według nas - inni robią źle. O wiele większym wyzwaniem jest spojrzenie na siebie w lustrze i szczere przyznanie się do tego, że nie potrafimy żyć zgodnie z naszym prawdziwym potencjałem ani określić tych obszarów w życiu, w których nadal mamy trochę przestrzeni na rozwój, a potem nieustannie motywować się do robienia wszystkiego, aby owe zmiany miały okazję się zamanifestować.
Gdy odzyskujemy kontrolę nad przeznaczeniem, jakie ma być naszym udziałem, uzdrowiona zostaje cała wspólnota, ponieważ wszyscy jesteśmy fragmentami jednej całości. Doskonałość będzie niemożliwa, ponieważ to właśnie przez kontrast ten świat staje się tym, czym miał być - poligonem doświadczalnym dla rozwoju duszy. Nie chodzi tu o próbę podbicia świata i uczynienie z niego najlepszej możliwej wersji, ale o to, by w końcu zrobić to, co od początku było naszym zamiarem: przebudzić się, pamiętać, być świadkiem tego, jak nasz własny potencjał wzmacnia się i utrwala.
Tak jak nie ma dwóch identycznych osób, tak każdy cel, do którego czujemy się powołani, jest jedyny w swoim rodzaju. Dokładnie taki sam jest zamiar tej książki: ukazanie każdemu z nas małych i wielkich sposobów, dzięki którym możemy wywrzeć wpływ na otaczających nas ludzi w tym zakątku świata, w którym przyszło nam żyć, w konkretny sposób i w czasie, który należy tylko do nas.
Nie ty jeden słyszysz wołanie, aby wyrwać się z życia, które sobie zaplanowałeś, po to, by móc poświęcić się w pełni takiemu, które od dawna na ciebie czekało. Jeśli wystarczająco wielu z nas będzie potrafiło to zrobić, jestem zdania, że będziemy mieć potencjał, aby zaobserwować olbrzymie zmiany we współdzielonej materialnej rzeczywistości. Nie ma takiej osoby, która nie potrzebowałaby uzdrowienia, ponieważ nie ma nikogo, kto nie potrzebowałby wyrwania się z nieświadomości i poprowadzenia ku wszystkiemu, co życie ma do zaoferowania.
Ta książka to zbiór esejów, które napisałam na przestrzeni wielu lat własnej podróży; rozpoczęłam ją jako dziewczyna cierpiąca z powodu poważnych zaburzeń psychicznych i emocjonalnych, a kończę jako odpoczywająca na kalifornijskim wybrzeżu w chłodny letni wieczór kobieta - zdrowa, zorganizowana, świadoma i rozkwitająca - która pisze te słowa z myślą o tobie.
Skoro sięgnąłeś po tę książkę, to znaczy, że już jesteś na drodze ku uzdrowieniu i odnalezieniu prawdziwego celu w życiu. Mam nadzieję, że moje słowa dodadzą otuchy twojemu sercu w trakcie podróży, którą twoja odważna dusza właśnie rozpoczęła.
Do zobaczenia po drugiej stronie.
Brianna Wiest, styczeń 2022