p

Jak sobie poradzić z toksyczną matką. Wydanie II - Magda Meyer

Kup ebooka

28.27 zł
23.46 zł (23,46 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

2. Mapa podróży

Podejdźmy zatem do tematu profesjonalnie...

Ogólny model, jaki stosuje się do rozwiązywania problemów, od drobnych do tych w dużej skali, jest bardzo prosty i składa się z czterech punktów.

1. Prawidłowo zdefiniować problem.

2. Określić jego przyczyny.

3. Znaleźć rozwiązania (usuwające przyczyny).

4. Zastosować rozwiązania.

Popatrzmy więc po kolei, jak to wygląda w naszej sytuacji.

Punkt pierwszy to: "prawidłowo zdefiniować problem".

To jest bardzo ważny etap, jeśli nie najważniejszy. Jest jak fundament nowego domu. Bez dobrego fundamentu nawet najpiękniejszy i najdroższy dom szybko się rozpadnie. Tak samo rozwiązanie nie trafi w cel, jeśli niedokładnie wiadomo, w co ma trafić.

Przyjrzyjmy się zatem naszemu problemowi.

Co konkretnie nie podoba ci się w zaistniałej sytuacji?

Czy to, że matka przyjeżdża codziennie z wizytą, nie pytając, czy tobie to pasuje, a może to, że obraża cię lub krytykuje twojego męża, albo to, że musiałaś ją zabrać na sylwestra, mimo że nie miałaś na to ochoty.

Coś jeszcze?

Jakiekolwiek punkty byś wymieniła - co mają one ze sobą wspólnego?

Każdy z nich dotyczy zachowania twojej matki, prawda? Ale jednocześnie jest to też coś, na co ty pozwoliłaś.

Nie wyrzucaj jeszcze tej książki za okno... Zaraz wyjaśnię, o co chodzi. Zresztą bardzo dobrze, że tak właśnie jest. Ale po kolei.

Gdy zabierałaś ją na sylwestra, czy naprawdę musiałaś? Przystawiła ci pistolet do głowy? Wtedy rzeczywiście nie miałabyś wyjścia.

Każda relacja ma dwie strony (przynajmniej). Nie ma relacji jednoosobowej. Jeżeli jest ktoś, kto bierze, musi być ktoś, kto daje; jeżeli jest ktoś, kto chce sobie kogoś podporządkować, to musi być ktoś, kto się podporządkować pozwoli.

Żeby rozwiązać problem pt. "niech moja matka się zmieni!", musisz sobie uświadomić, że jesteś całkowicie zależna od osoby, która zapewne zmienić się wcale nie ma ochoty. Zresztą dlaczego miałaby się zmieniać, skoro to, co robi, po prostu działa?

Ale jeżeli popatrzysz na tę sytuację inaczej i może wtedy uznasz, że problem polega też na tym, że to TY pozwalasz na coś, co tobie nie odpowiada, to wtedy jesteś w zupełnie innym położeniu. Teraz wszystko zależy od ciebie.

Tu pojawia się pytanie: dlaczego pozwalasz?

Tym samym przechodzimy do drugiego punktu modelu rozwiązywania problemów: "określić przyczyny".

Jakie są zatem przyczyny tego, że pozwalasz matce na takie zachowanie?

Zapewne takie, że:

1. musisz, powinnaś, nie masz innego wyjścia, nie chcesz jej sprawić przykrości itd. lub

2. dlatego że nie wiesz, jak nie pozwolić, bo cokolwiek robisz, nie działa.

Zgadza się?

Sądzę, że się zgadza, bo dowolne zachowanie wynika właśnie z takich dwóch punktów:

(1) przekonań, jakie mamy na dany temat - co wolno, czego nie, co jest bezpieczne, a co nie, itd. oraz

(2) umiejętności, jakie w danej sprawie mamy lub nie.

I te punkty sobie bardzo dokładnie omówimy.

W kwestii przekonań będziemy się przede wszystkim przyglądać temu, jakie je masz. Problem z przekonaniami polega nie na tym, że jakieś są, ale na tym, że często nie wiadomo, jakie są, czyli są nieuświadomione. Sprawdźmy od razu, czy tak jest: jeżeli ktoś zapytałby cię nie, dlaczego musisz się godzić na to, czego oczekuje twoja matka, ale na co KONKRETNIE musisz, to czy na pewno wiedziałabyś, co odpowiedzieć? Spróbuj.

Wypisz w punktach, bo one wymagają uporządkowania myśli, to, co "musisz" w relacji z matką. I zrób to jak najbardziej precyzyjnie. Innymi słowy, zamiast: "muszę odwiedzać moją matkę", wpisz: "muszę odwiedzać moją matkę codziennie" itd.

Nie obawiaj się, to nie jest cyrograf. Możesz sobie w każdej chwili tę listę skrócić, rozszerzyć, zmienić, wyrzucić do kosza, cokolwiek zechcesz. Ważne jest tylko to, żebyś ją najpierw zrobiła. Bo jeśli coś "musisz", to przynajmniej wiedz konkretnie co. (I nie przejmuj się na razie zasadami pozytywnego myślenia, że "nic nie musisz" albo że nie należy używać słowa "musisz". Zostawmy to słowo tak, jak jest. Zasady zasadami, ale co innego zmieniać słowa, a co innego zmieniać przekonania. Jeżeli masz poczucie, że "musisz", to na razie tak jest i tyle.)

To co konkretnie "musisz"?

Wszystkie odpowiedzi będą dobre. To nie jest test. Ale jedno jest ważne - żeby były twoje. Inaczej mówiąc, to, co ty tak naprawdę w głębi serca myślisz na ten temat.

Do przekonań, których jesteś świadoma, możesz się odnieść ("to mi się podoba, ale to już nie"), wybrać je lub zmienić. Nieuświadomione kierują tobą bez twojej woli, za pomocą twoich emocji. Dlatego wielokrotnie będę namawiała cię do uświadamiania sobie tego, w co wierzysz. Nie będę namawiała cię do zmiany przekonań, zmienisz tylko te, które zechcesz, ale do uświadomienia sobie, jakie one konkretnie są. Bo to pierwszy krok do wolności.

Przekonania, to tylko jedna przyczyna tego, że godzisz się na coś, co nie jest dla ciebie korzystne. Pozostaje jeszcze druga - umiejętności.

Jeżeli wierzysz, że możesz odmówić, to dlaczego właściwie mogłoby ci się nie udać? Przecież "nie" to takie proste i krótkie słowo.

Tyle że jego użycie nie zawsze bywa takie proste.

I tu przydadzą się konkretne narzędzia, np. techniki radzenia sobie z manipulacją. Tak, z manipulacją. Wiem, że to nieładne słowo w kontekście relacji z matką, ale bardzo trafne. A żeby sobie poradzić z manipulacją, to trzeba wiedzieć jak. To są określone umiejętności.

I to właśnie będzie zawartość tej książki. Praca z przekonaniami, jakie masz, i umiejętnościami, jakie ci się przydadzą.

Pozostanie jeszcze punkt 4 modelu rozwiązywania problemów - zastosować w praktyce, to czego się nauczysz. To już zależy tylko od ciebie. Ja mogę powiedzieć, co i jak zrobić, ale na to, czy wykorzystasz tę wiedzę, żeby poprawić swoje życie, nie mam już żadnego wpływu. Mogę tylko trzymać kciuki, żeby cokolwiek zrobisz, przyniosło ci w życiu jak najlepsze efekty. I tak będę robić.

To zaczynamy.

5. Krzywda

Krzywda to kolejny argument, nawet mocniejszy od obowiązku, jaki może się pojawiać w dyskusji z zaborczą matką.

Krzywda to coś, czego większość ludzi stara się unikać. Nie chcemy krzywdzić i nie chcemy być krzywdzeni. Unikanie krzywdzenia bardzo dobrze o nas świadczy. Krzywdzenie nie jest niczym dobrym.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy kogoś "krzywdzisz" wszystkim, z czego jest niezadowolony. Wtedy to pojęcie staje się zdegenerowane, co jednak nie przeszkadza, żeby działało tak samo mocno. Tyle że zamiast chronić, służy wymuszaniu czegoś.

Może więc "krzywdzisz" matkę, bo nie zadzwoniłaś jeden dzień z rzędu, albo "krzywdzisz" matkę, bo nie stosujesz się do jej porad. Cokolwiek. Przy takim użyciu tego słowa krzywdą może stać się absolutnie wszystko.

Słyszałaś może jako dziecko, że "krzywdzisz matkę"? Bo ja wielokrotnie. I nie udało mi się pojąć, jak 10-latka może "skrzywdzić" dorosłą kobietę? Sama jestem dorosła i nadal nie wiem, co musiałaby zrobić mała dziewczynka, żeby mnie "skrzywdzić"? Mogłabym czuć wobec niej w różnych sytuacjach: irytację, złość, zmęczenie, ale być skrzywdzoną?! Przez dziecko?!!! Zastanawiałaś się kiedyś, jak to jest możliwe?

Mimo to, odkąd pamiętam, słyszałam, że krzywdzę moją matkę. Każda moja samodzielna decyzja, mój sprzeciw były dla niej krzywdą. Cokolwiek robiłam we własnym życiu (bez względu nawet na mój wiek), a co jej nie odpowiadało, pociągało za sobą komentarz: "jak możesz tak krzywdzić matkę!". Jeżeli z czegoś nie była zadowolona, to była "krzywdzona". Gdy wyprowadzałam się do mojego pierwszego wynajętego mieszkania, przez kilka dni w domu trwał krzyk pod hasłem: "jak możesz tak krzywdzić matkę!". Dodam dla uzupełnienia, że gdy dorosła córka (czyli ja) wyprowadzała się, moja matka miała 50 kilka lat, męża, duże mieszkanie, emeryturę i dobre zdrowie.

Takie jej reakcje były na porządku dziennym wobec wszystkich domowników, ja nie byłam specjalnie w tej kwestii wyróżniana. Ale możliwe, że ona się czuła autentycznie skrzywdzona. To co należy zrobić w takiej sytuacji? Mieszkać z nią do emerytury, aby jej "nie krzywdzić", czy uznać prawo do własnego życia za priorytet? Ja wybrałam to drugie i gdyby miało się to powtórzyć, bez chwili wahania zrobiłabym to samo. A co ty byś zrobiła?

Kategoria krzywdzenia, ze względu na jej bardzo silny ładunek emocjonalny, może być też emocjonalnym szantażem. Na szczęście, to, czym jest krzywda, nie jest tak całkiem subiektywne.

Według Słownika języka polskiego PWN: "krzywda to szkoda moralna, fizyczna lub materialna wyrządzona komuś niezasłużenie, też: nieszczęście lub obraza dotykająca kogoś niesłusznie".

Inaczej mówiąc, krzywda to szkoda, którą ktoś ponosi w wyniku naszego działania. Kogoś krzywdzimy, gdy odbieramy mu to, co jest jego ? bo nie można komuś spowodować szkody w czymś, co do niego nie należy.

Wracając do przykładu z własnej historii, moja chęć wyprowadzenia się z domu mogłaby być rozpatrywana w kategoriach krzywdy, jeśliby moją osobę uznać za własność mojej matki. Coś, co należy do niej i czym ma prawo dysponować. Jeżeli obowiązywałby system niewolniczy, to ponosiłaby wtedy szkodę na mieniu, bo mienie od niej uciekało. Jednak w systemie innym niż niewolniczy dorosła osoba (córka, czy nie) nie jest niczyją własnością, a jej samodzielne życie nie jest krzywdzeniem nikogo. Może się to innym nie podobać, ktoś może woleć, żebyśmy zrobili coś innego, ale krzywda to zupełnie inna kategoria.

Według definicji, krzywda to szkoda moralna, fizyczna lub materialna. Materialna - myślę, że jest jasna, odbieramy lub niszczymy komuś jego mienie. Fizyczna również nie budzi wątpliwości, ktoś w wyniku naszego działania poniósł uszczerbek na ciele, na przykład został przez nas pobity.

Pozostaje szkoda moralna. Ta też jest określona przez prawo, bo ono chroni również tak zwane dobra osobiste człowieka. I tak:

Art. 23 Kodeksu cywilnego

"Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności [to "w szczególności" oznacza, że nie jest to lista zamknięta]:

- zdrowie,

- wolność,

- cześć (dobre imię),

- swoboda sumienia,

- nazwisko lub pseudonim,

- wizerunek,

- tajemnica korespondencji,

- nietykalność mieszkania,

- twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska,

pozostają pod ochroną prawa cywilnego [...]".

Dodatkowo z orzecznictwa sądów w tej kategorii mieści się prawo do:

- prywatności,

- wolności od strachu,

- kultu po osobie zmarłej.

Podsumowując - jeżeli naruszasz czyjeś prawo do jednego z wyżej wymienionych dóbr osobistych, to ten ktoś ponosi przez ciebie szkodę i zgodnie z definicją można uznać, że robisz mu krzywdę. Ale pamiętaj też, że jeśli ktoś narusza twoje prawo do wyżej wymienionych dóbr, ty również masz możliwość, żeby się bronić, a przede wszystkim masz prawo, żeby zaprotestować.

Zastanów się więc, gdy następnym razem usłyszysz, że kogoś krzywdzisz, co mu właściwie odbierasz z rzeczy, do których ma prawo?

Prawa i obowiązki to dwie strony tego samego medalu. Jeżeli już wiesz, jakie są twoje obowiązki wobec matki, to znasz też jej prawa wobec ciebie. A to, co uważasz za swój obowiązek, określiłaś w poprzednim rozdziale, i to są jednocześnie jej prawa. Jeżeli więc odmawiasz jej czegoś z tej listy, to można powiedzieć, że jest to dla niej krzywda. Jeżeli jednak odmawiasz czegoś, co nie mieści się w kategorii twoich obowiązków, to jest zupełnie inna sprawa.

Słowa są ważne. O tym, jak ich interpretacja wpływa na zachowanie, mogłaś zobaczyć w rozdziale o przekonaniach. Jeżeli przyjmiesz interpretację, że tym, co robisz, kogoś krzywdzisz, to zachowasz się zupełnie inaczej niż gdy uznasz, że robisz coś, z czego druga osoba po prostu nie jest zadowolona. Dlatego analizuj i kwestionuj to, co słyszysz, szczególnie gdy słyszysz coś od lat i już dawno przestałaś się nad tym zastanawiać.

Warto też pamiętać o tym, że to, czy kogoś krzywdzisz (1), to, czy ktoś czuje się skrzywdzony (2), i to, czy mówi, że jest krzywdzony (3), to są trzy różne rzeczy. Mogą dotyczyć jednej i tej samej sytuacji, ale wcale nie muszą.

Podam ci przykład. Widziałaś zapewne w supermarkecie takie dziecko - trzyma w ręku zdjęty z półki samochodzik albo coś innego, płacze, krzyczy i tupie i jest w stanie kompletnej histerii. Cała jego energia skierowana jest do stojącej obok matki, która "skrzywdziła" go strasznie, bo odmówiła zakupu zabawki. Takie dziecko nie tylko mówi, że czuje się skrzywdzone, ale komunikuje to całym sobą na wszelkie możliwe sposoby. Ono chce dostać i nie dostaje! Czy to świadczy o krzywdzie, czy nie? Czy w tej sytuacji matka go "skrzywdziła"? Ona mu postawiła granice: na to się zgadzam, na tamto nie. Pieniądze są moje i ja zdecyduję, na co je wydajemy. Nic mu nie odebrała, tylko odmówiła dania. Czy to jest krzywda? Taka sytuacja nie budzi zapewne wątpliwości, że niekrzywdzenie kogoś nie polega na robieniu wszystkiego, czego on lub ona sobie życzy.

Niektórzy dorośli robią czasem to samo co to dziecko. Różnica jest tylko taka, że dziecko komunikuje wprost, o co mu chodzi ? o samochodzik! Chcę samochodzik!!! Dorośli, nawet jeżeli będą podobnie tupać i krzyczeć, to jako powód podadzą jakieś szlachetne uzasadnienie (dzieci nie owijają w bawełnę). Nie chodzi o samochodzik, tylko o sprawiedliwość społeczną. Nie chodzi o zwykłą ciekawość, dla której ktoś chce czytać twoje listy, ale o brak tajemnic w rodzinie lub troskę o ciebie i prawo matki.

W relacji z zaborczą matką może być jeszcze jedna ważna różnica w porównaniu z przykładem chłopczyka z zabawką. Jeżeli jego matka ulegnie presji i ten samochodzik mu jednak kupi, to łzy obeschną w pięć sekund i temat tego zakupu już nigdy nie wróci (sytuacja może się oczywiście powtórzyć przy kolejnej zabawce, ale to będzie już następna sprawa). Natomiast jeżeli ty na hasło "krzywda" udostępnisz w końcu do wglądu nawet całą swoją korespondencję z ostatnich pięciu lat, z listami miłosnymi włącznie, to i tak wypominanie ci początkowej odmowy może trwać jeszcze przez kolejne lata. Bo w tym przypadku chodzi nie o tę konkretną sprawę, ale zawsze o jedno i to samo: o twoje prawo do odrębnego życia (lub jego brak).

ĆWICZENIE 6

Zrób dwie listy (tradycyjnie najlepiej w punktach).

Jedna to:

Do jakich decyzji masz w swoim życiu prawo, bez względu na to, czy twoja matka będzie z tego zadowolona, czy nie?

Druga to:

Do jakich decyzji nie masz w swoim życiu prawa, jeżeli twoja matka nie będzie z nich zadowolona?

ĆWICZENIE 7

Jakie prawa ma matka do życia dorosłej córki? Ale takie, które nie podlegają kwestionowaniu, czyli dotyczą każdej córki i każdej matki?

ĆWICZENIE 8

Jeżeli słyszałaś kiedyś, że robisz komuś krzywdę, to zastanów się, co odebrałaś mu z tego, do czego miał prawo? Czy może jednak z krzywdą nie miało to wiele wspólnego, a bardziej pasowałoby inne słowo, np. niezadowolenie czy rozczarowanie?

6. Obawy

Czy czytając poprzednie rozdziały, miałaś może obawy, że zaraz sufit spadnie ci na głowę, piorun uderzy w okno albo zdarzy się coś równie dramatycznego, co potwierdzi myśl, że to, co ja piszę, a ty czytasz, to podważanie świętości, za które należy się kara?

Jeśli wychowałaś się z zaborczą matką, to możliwe, że byłaś tak zastraszona, iż do tej pory możesz się obawiać, że niektórych rzeczy kwestionować nie wolno. Bo nie miałaś myśleć, miałaś się "dostosować", a strach to doskonały środek do osiągnięcia tego celu.

Za sprzeciwianie się matce, a może nawet za zadawanie pytań, czekała cię kara. Może było jasno powiedziane jaka, a może miało cię spotkać po prostu jakieś nieokreślone nieszczęście. I możliwe, że do tej pory się tego boisz. Przyjrzyjmy się więc temu, co konkretnie może cię spotkać.

Jeden rodzaj kary to ta wymierzona przez konkretną osobę. Ktoś może cię: poniżyć, zastraszyć, poinformować twoich znajomych czy współpracowników o twoich osobistych sprawach, uderzyć, odebrać coś i tak dalej. Lista może być długa, bo zakres problemów, jakie inna osoba może ci w życiu spowodować, bywa znaczny. Ale to jest rodzaj kary, w którym możesz przewidzieć, co się wydarzy.

Drugi rodzaj kary to nieokreślone nieszczęście, które spotka cię za sprzeciwianie się matce. Sprzeciw grozi ci mianowicie: ogniem piekielnym, spadającym sufitem, wypadkiem, zwolnieniem z pracy, piorunem, niezdanym egzaminem twojego dziecka i czymkolwiek innym, czego się boisz. Dlaczego? Bo taka jest naturalna konsekwencja odmówienia matce?

Spieszę donieść, że sufity nie spadają, dlatego że powiedziałaś "nie", pioruny też nie mają nic do tego, a jeżeli pogoda w weekend nie była dobra, to również nie dlatego. Różne sytuacje zdarzają się w życiu każdemu i zawsze, ale niekoniecznie istnieje ich związek przyczynowo-skutkowy z twoją matką. Jeżeli po trudnej rozmowie przewrócisz się na prostej drodze, to następnym razem po prostu lepiej patrz pod nogi. I tyle.

Ale żeby przez tyle lat tobą sterować, to trzeba było cię przekonać, że masz się czego bać. Że niezadowolenie matki to koniec świata.

Znasz pojęcie: "zastraszyć kogoś"? Kojarzy ci się zapewne z niesympatycznym gangsterem, który wymusza haracz, precyzyjnie informując ofiarę, co jej zrobi, jeśli mu nie zapłaci. Ale zastraszanie to domena nie tylko niesympatycznych gangsterów. "Zastraszyć kogoś", według Słownika języka polskiego PWN, to: "wywołać w kimś uczucie silnego, ciągłego zagrożenia". Znasz takie uczucie?

Strach to obawa przed czymś konkretnym ? wiem, czego się boję. Oczekiwanie kary przewidywalnej. Lęk to obawa nieokreślona ? że coś złego może się wydarzyć, ale nie wiadomo, co to będzie.

Ze strachem łatwiej sobie poradzić, bo jeżeli zagrożenie jest znane, to można znaleźć antidotum. Z lękiem jest trochę inna historia, bo trudno zabezpieczyć się przed czymś nieprzewidywalnym, za to mrocznym i czyhającym. To coś jak potwór spod łóżka z dziecięcej wyobraźni, wiadomo, że jest straszny i mnie pożre, chociaż nikt go nie widział i jeszcze nikogo nie pożarł.

W tym rozdziale obejrzymy sobie oba te rodzaje obaw: strach i lęk. Bo każda obawa ogranicza zmianę i właśnie dlatego nauczono cię bać się.

Zacznijmy od konkretnych "strachów".

Strach

Co matka może ci zrobić, jeżeli powiesz jej "nie". Ale tak konkretnie?

Jeżeli nie jesteś pewna, co to jest, to przypomnij sobie coś, co ci się od dawna nie podoba w waszej relacji, i masz ochotę powiedzieć "dość". A teraz wyobraź sobie, że to "dość" mówisz. I co się dzieje dalej? Krzyk, epitety, poniżanie? Wiem, że nie jest to przyjemne, ale to tylko dźwięk. Tak jak pisk styropianu na szybie, też jest okropny, kulisz się odruchowo i zatykasz uszy, ale on ci nic nie zrobi. To nie dźwięk wywołuje strach, ale to, co myślisz, że nastąpi dalej. Czego się boisz? Co ci zagraża? Że cię uderzy? Że uderzy twoje dziecko? Nastawi przeciwko tobie rodzinę, sąsiadów, spowoduje, że stracisz pracę, wyrzucą cię z wynajmowanego mieszkania? Czego się konkretnie z jej strony boisz?

Jak już wiesz, czego się boisz, to połowę drogi masz za sobą. Pozostaje tylko zastanowić się, jakie w tej sytuacji są możliwe rozwiązania. Znajdź je i zastosuj.

Bo jakie masz w ogóle opcje?

Oczywiście, pierwsza opcja jest taka, żeby po prostu nie wywoływać niezadowolenia matki.

Druga opcja to zabezpieczyć się przed skutkami. Jeżeli na przykład boisz się jej fizycznej agresji, to rozmawiaj tylko wtedy, gdy nie ma obok dzieci, zapewnij sobie drugą dorosłą osobę do towarzystwa albo rozmawiaj wyłącznie przez telefon. Przemyśl, jakie masz możliwości, zanim będziesz musiała je wykorzystać.

Czegokolwiek się obawiasz, wyobraź to sobie w najgorszej wersji. Jeżeli przygotujesz się na najgorszą, to każda inna będzie już załatwiona.

A może cię nie uderzy, ale nastawi przeciwko tobie rodzinę i sąsiadów? Jesteś w stanie żyć bez nich? Jeśli tak, to sobie poradzisz. A może nie trzeba czekać na rozwój wydarzeń i masz możliwość spotkać się wcześniej z siostrą czy bratem i przedstawić im swój punkt widzenia, póki jeszcze się da? I tak dalej. Znajdź rozwiązania.

Wiesz, czego ja się najbardziej bałam? U mnie to akurat było łatwe, bo ja byłam jasno poinformowana, co mi się stanie. Moja matka straszyła mnie, że pójdzie do mojego szefa i powie mu, jaką jestem złą córką i wyrzucą mnie z pracy. Od dzieciństwa słyszałam tą samą groźbę, tyle że modyfikowaną zależnie od okoliczności. W podstawówce było to w wersji, że powie moim koleżankom, jaka jestem okropna, i nikt nie będzie się chciał ze mną bawić. Dla dziecka to perspektywa śmierci społecznej. I tak było cały czas, jedynie to, do kogo pójdzie i co komu powie, zmieniało się zależnie od okoliczności. Ale ścieżki w moim umyśle na temat tego, jak moja matka mnie zniszczy, były wydeptane solidnie. I jak najbardziej się bałam, że pójdzie do mojego szefa. To była realna groźba, która mogłaby mieć dla mnie poważne konsekwencje. Oczywiście, nikt by nie zwolnił z pracy dobrego pracownika, dlatego że mama się na niego skarży. Ale każda firma musi móc normalnie pracować, a nie zajmować się problemami rodzinnymi personelu. Moja rozhisteryzowana mama regularnie wrzeszcząca na schodach mogłaby tę pracę utrudniać. A do czego ona jest zdolna, trudno było przewidzieć. Utrata pracy oznaczałaby utratę wynajętego mieszkania. Dla mnie to byłby koniec świata.

Co zrobiłam? Oceniłam, jakie mam możliwości, żeby się zabezpieczyć przed ewentualnymi konsekwencjami. I uznałam, że żadnych. Pozostawały mi dwa wyjścia: podporządkować się albo zaryzykować. Wybrałam to drugie, uznając, że będzie, co będzie, ale nie mogę się jej przez całe życie bać. Po prostu, odłożyłam słuchawkę w trakcie, kiedy mnie informowała o tym, co mi zrobi. Tydzień minął w oczekiwaniu, ale nie odważyła się zrealizować groźby. I nigdy więcej już mi niczym takim nie groziła. Także możliwości są, nawet wtedy, gdy myślisz, że nie ma żadnych.

Pozostaje jeszcze drugi rodzaj strachu ? że coś się stanie z nią, jeśli czegoś jej odmówisz.