p

Jak się nie odchudzać. Przełomowa metoda zdrowej i trwałej utraty wagi - Michael Greger

Kup ebooka

49.99 zł
38.49 zł (38,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZEDMOWA

W GŁĄB KRÓLICZEJ NORY

Gdyby ist­niał jakiś bez­pieczny, pro­sty, pozba­wiony skut­ków nie­po­żą­da­nych spo­sób na zapo­bie­ga­nie oty­ło­ści, z pew­no­ścią już byśmy o nim wie­dzieli, czyż nie?

Ja nie mam tej pew­no­ści.

Sza­cuje się, że zanim wie­dza uzy­skana na pod­sta­wie badań nauko­wych zosta­nie włą­czona do prak­tyki kli­nicz­nej, mija śred­nio 17 lat1. W mojej rodzi­nie brze­mien­nym w skutki przy­kła­dem dzia­ła­nia tej pra­wi­dło­wo­ści są cho­roby układu krą­że­nia. Już dzie­siątki lat temu w jed­nym z naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych pism medycz­nych na świe­cie uka­zała się publi­ka­cja, w któ­rej dr Dean Ornish i jego współ­pra­cow­nicy przed­sta­wili dowody, że naszą główną przy­czynę zgo­nów da się leczyć za pomocą samej diety i zmiany stylu życia2 - nie­stety to feno­me­nalne odkry­cie zostało wów­czas cał­ko­wi­cie zigno­ro­wane3. Nawet teraz z powodu cho­rób układu krą­że­nia co roku umie­rają setki tysięcy Ame­ry­ka­nów, choć od 30 lat wiemy, że jest to pro­ces, który da się zatrzy­mać, a wręcz odwró­cić. Widzia­łem to na wła­sne oczy.

Takimi meto­dami jeden ze współ­cze­snych Orni­sha, Nata­niel Pri­ti­kin, wyle­czył ze schył­ko­wej nie­wy­dol­no­ści serca moją kochaną bab­cię. Miała 65 lat, gdy medy­cyna wydała na nią wyrok śmierci, ale -?dzięki zdro­wemu odży­wia­niu -?prze­żyła ich jesz­cze 31 i miała czas nacie­szyć się sze­ścior­giem wnu­cząt, z któ­rych jed­nym byłem ja.

Jeśli spo­sób na zabójcę numer jeden tylu kobiet i męż­czyzn można było prze­ga­pić i zagu­bić w jakiejś kró­li­czej norze, to co jesz­cze skrywa lite­ra­tura medyczna? Poszu­ki­wa­nie odpo­wie­dzi stało się moją życiową misją. Głów­nie po to posze­dłem na stu­dia medyczne i zało­ży­łem Nutri­tion­Facts.org.

A więc być może reme­dium na oty­łość -?tak jak na cho­roby układu krą­że­nia -?już ist­nieje? To wła­śnie mia­łem zamiar odkryć.

Jest jeden pro­blem: nie­na­wi­dzę ksią­żek o odchu­dza­niu. Wię­cej: nie­na­wi­dzę ksią­żek o odchu­dza­niu, któ­rych auto­rzy udają, że nie­na­wi­dzą ksią­żek o odchu­dza­niu, choć z lubo­ścią powta­rzają takie same absurdy. Ta książka jest dla osób, które chcą fak­tów -?nie wypeł­nia­czy, wytwo­rów fan­ta­zji czy gadki szmatki. Jeśli ocze­ku­jesz oso­bi­stych świa­dectw i zdjęć "przed i po", to czy­tasz nie­wła­ściwą pozy­cję. Tam, gdzie są dowody, nie potrzeba aneg­dot. Pewien har­wardzki socjo­log nauki nazywa argu­men­ta­cję za pomocą aneg­dot "celową próbą kon­stru­owa­nia wia­ry­god­no­ści"4. Cóż, jeśli nie stoi za tobą nauka, jedyne, czym dys­po­nu­jesz, to "histo­rie suk­cesu".

Mnie nie inte­re­sują poje­dynki na aneg­doty ani die­te­tyczne dogmaty, prze­ko­na­nia czy opi­nie. Inte­re­suje mnie nauka. Gdy w grę wcho­dzą życio­wej wagi decy­zje doty­czące cze­goś tak waż­nego jak zdro­wie twoje i two­ich bli­skich, to dla mnie ist­nieje tylko jedno pyta­nie: co na ten temat mówią aktu­alne naj­wyż­szej jako­ści dane naukowe. To wła­śnie sta­ra­łem się zawrzeć w tej książce.

Książki o odchu­dza­niu czę­sto ofe­rują pseu­do­nau­kowy beł­kot w prze­bra­niu nauki. Jak nie­przy­go­to­wany czy­tel­nik ma odróż­nić jedno od dru­giego i wybrać coś spo­mię­dzy kon­ku­ru­ją­cych ze sobą twier­dzeń? Nic dziw­nego, że ludzie chęt­nie garną się do auto­ry­te­tów; po pro­stu chcą, by ktoś zde­cy­do­wał za nich. Jed­nak nikt nie rodzi się z gotową wie­dzą - czy­tel­nik ma prawo wie­dzieć, skąd auto­rzy czer­pią infor­ma­cje, które mu ser­wują, i samo­dziel­nie spraw­dzić ich praw­dzi­wość oraz wia­ry­god­ność pocho­dze­nia. Dla­tego zaple­cze naukowe wolę pre­zen­to­wać w for­ma­cie wideo na mojej stro­nie inter­ne­to­wej, gdzie mogę poka­zać ory­gi­nalne dane oraz linki do pobra­nia wszyst­kich źró­deł. A w tej książce sta­ra­łem się cyto­wać każde istotne usta­le­nie stanu fak­tycz­nego.

Moim celem było stwo­rze­nie oksy­mo­ronu: książki o odchu­dza­niu opar­tej na fak­tach.

STRZEŻ SIĘ, KONSUMENCIE

Chyba żaden inny obszar pro­ble­ma­tyki zdro­wia publicz­nego nie jest tak znie­kształ­cony przez oszu­stwa i dez­in­for­ma­cję jak żywie­nie. Nie­zli­czone prze­kła­ma­nia powo­dują, że spo­łe­czeń­stwo traci ogromne sumy, a także zdro­wie.

-?Kon­fe­ren­cja Bia­łego Domu na temat żyw­no­ści, żywie­nia i zdro­wia5

Wku­rza was aktu­alny poli­tyczny kli­mat, w któ­rym kró­lują alter­na­tywne fakty i kabiny pogło­sowe? Witaj­cie w klu­bie. Cała budowla prze­my­słu die­te­tycz­nego została wznie­siona na fun­da­men­tach fał­szy­wych danych. Jesz­cze na długo przed erą post­prawdy w dzie­dzi­nie nauki o żywie­niu roiło się od wie­rut­nych kłamstw, a jedną z naj­gor­szych plag są chyba porad­niki die­te­tyczne. "Jakże czę­sto naj­bar­dziej hała­śliwe eks­tre­mi­styczne głosy zagłu­szają te mery­to­ryczne", napi­sali na ich temat dwaj znani pro­fe­so­ro­wie, eks­perci w dzie­dzi­nie żywie­nia. "Cho­dzi prze­cież także o pie­nią­dze"6.

I to o duże pie­nią­dze. Co mie­siąc mamy nową modną dietę, nową rewe­la­cyjną metodę odchu­dza­nia -?i każda kolejna się sprzeda, bo żadna nic nie da. Prze­mysł die­te­tyczny może przy­no­sić nawet 50 miliar­dów rocz­nie, a jego model biz­ne­sowy opiera się na powra­ca­ją­cych klien­tach7. Udrę­czeni poczu­ciem winy i nie­na­wi­ścią do sie­bie z powodu coraz to nowych pora­żek, ludzie dosłow­nie usta­wiają się w kolejce, by znów dać się nabrać. Mam nadzieję, że moja książka pomoże prze­rwać błędne koło i skoń­czyć z tymi bzdu­rami.

Poza korup­cyj­nym wpły­wem inte­re­sów han­dlo­wych jest jesz­cze ide­olo­gia. Zbyt czę­sto auto­rzy ksią­żek na temat odchu­dza­nia raczej zaciem­niają, niż obja­śniają, dobie­rają fakty tak, by paso­wały do ulu­bio­nej teo­rii, a pozo­stałe igno­rują -?zgod­nie z przy­ję­tym zało­że­niem. Jest to prze­ci­wień­stwo podej­ścia nauko­wego. Według zasad praw­dzi­wej nauki wnio­ski wyni­kają z uzy­ska­nych dowo­dów, nie na odwrót. Nie­stety nawet trzy­ma­nie się spraw­dzo­nego spe­cja­li­stycz­nego piśmien­nic­twa nie wystar­cza. Zamiesz­czony w "The New England Jour­nal of Medi­cine" arty­kuł o mitach zwią­za­nych z oty­ło­ścią zawiera kon­klu­zję, że także w pismach medycz­nych "prze­wa­żają fał­szywe i pozba­wione opar­cia nauko­wego subiek­tywne prze­ko­na­nia"8. A skoro tak, to jedy­nym spo­so­bem dotar­cia do prawdy jest zanu­rze­nie się w tej pro­ble­ma­tyce tak głę­boko, by dotrzeć do źró­deł i samo­dziel­nie stu­dio­wać ory­gi­nalne prace, zamiast przyj­mo­wać za dobrą monetę oceny recen­zen­tów. Tylko kto ma na to czas? Na temat oty­ło­ści ist­nieje ponad pół miliona publi­ka­cji, a każ­dego dnia poja­wia się setka nowych. Nawet naukowcy pra­cu­jący wyłącz­nie na tym polu mogą nie być w sta­nie śle­dzić na bie­żąco niczego poza swoją wąską pod­spe­cja­li­za­cją. I tu wła­śnie jest miej­sce na to, co robi Nutri­tion­Facts.org. Co roku prze­cze­su­jemy za was dzie­siątki tysięcy badań. To praca, do jakiej zosta­łem stwo­rzony. Mój zespół i ja mie­li­śmy moż­li­wość naprawdę wytę­żyć mię­śnie, a im bar­dziej bolały, tym dalej się­ga­li­śmy, tym lepiej zda­wa­li­śmy sobie sprawę z war­to­ści tego wysiłku. Nawet "banalne" pyta­nia doty­czące odchu­dza­nia, na przy­kład: czy powinno się jadać śnia­da­nia, czy rezy­gno­wać z nich, albo czy lepiej jest ćwi­czyć przed posił­kami czy po nich, prze­ra­dzały się w ogromne pro­jekty badaw­cze wyma­ga­jące prze­czy­ta­nia tysięcy arty­ku­łów. A skoro nasz nie­zmor­do­wany zespół miał trud­no­ści z prze­szu­ka­niem tych sto­sów lite­ra­tury, prak­ty­ku­jący lekarz nie miałby na to żad­nych szans, a laik zagu­biłby się kom­plet­nie. Czy jesteś skraj­nie otyły, czy po pro­stu masz nad­wagę jak prze­ciętny Ame­ry­ka­nin, czy twoja syl­wetka jest ide­alna i taką chcesz utrzy­mać, naszym celem jest udo­stęp­nie­nie ci każ­dej metody, każ­dego poten­cjal­nego udo­sko­na­le­nia sztuki opty­mal­nej kon­troli wagi, poczy­na­jąc od samych pod­staw.

Wsze­dłem w ten pro­jekt z zamia­rem stwo­rze­nia desty­latu naj­wyż­szej jako­ści wie­dzy, ale ku mojej ogrom­nej rado­ści odkry­łem przy oka­zji mnó­stwo fan­ta­stycz­nych nowych narzę­dzi i metod. Rze­czy­wi­ście doko­pa­li­śmy się do ist­nego skarbca zaku­rzo­nych danych, jak tych o udo­wod­nio­nym w ran­do­mi­zo­wa­nych podwój­nie śle­pych bada­niach dzia­ła­niu popu­lar­nych przy­praw -?w mini­mal­nym stop­niu przy­spie­sza­ją­cym utratę wagi. W świe­tle tak nie­wiel­kich spo­dzie­wa­nych korzy­ści nic dziw­nego, że te bada­nia ni­gdy nie ujrzały świa­tła dzien­nego. Udało nam się jed­nak prze­drzeć przez ist­nie­jącą bazę danych nauko­wych i zapro­po­no­wać nowa­tor­ską metodę eli­mi­no­wa­nia tkanki tłusz­czo­wej. Metoda ta zdaje się mieć mocne pod­stawy teo­re­tyczne, lecz ni­gdy nie została pod­dana prak­tycz­nej pró­bie, naj­pew­niej dla­tego, że nikt dotąd o tym nie pomy­ślał. Nie da się też na niej zaro­bić, ale jedyne korzy­ści, jakie mnie oso­bi­ście inte­re­sują, to korzy­ści zdro­wotne moich czy­tel­ni­ków. Dla­tego też oddaję na cele dobro­czynne 100 pro­cent hono­ra­riów, jakie otrzy­muję z płyt, wystą­pień publicz­nych i ksią­żek, także tej, którą macie przed sobą. Chcę tylko zro­bić dla wszyst­kich rodzin to, co Pri­ti­kin zro­bił dla mojej.

WPROWADZENIE

CZASAMI WIĘCEJ ZNACZY LEPIEJ

Mój agent lite­racki oświad­czył mi, że nikt nie będzie czy­tał gru­bej książki o odchu­dza­niu. Ludzie chcą ksią­żek cien­kich, szczu­płych jak ich wyma­rzona przy­szła syl­wetka. Przy­kro mi, że nie speł­niam ocze­ki­wań, ale nic na to nie pora­dzę. Chcia­łem udo­ku­men­to­wać i poprzeć fak­tami nauko­wymi każdą wska­zówkę, sztuczkę, korektę i każde posu­nię­cie, a dzięki temu udo­stęp­nić wszel­kie moż­liwe korzy­ści moim czy­tel­ni­kom -?i tym oty­łym, i tym z nad­wagą, i tym, któ­rzy po pro­stu chcą zacho­wać ide­alną dla nich masę ciała. W mojej książce oma­wiam wszystko -?od utrzy­my­wa­nia zdro­wej mikro­flory jeli­to­wej po ste­ro­wa­nie wła­snym meta­bo­li­zmem dzięki wyko­rzy­sta­niu chro­no­bio­lo­gii, dostra­ja­nia pór posił­ków do ryt­mów dobo­wych orga­ni­zmu. Każda jej część mogłaby sta­no­wić osobną pozy­cję. Fak­tem jest, że dla każ­dego z poru­szo­nych tema­tów sta­ra­li­śmy się zgro­ma­dzić mate­riały obję­to­ści dobrej książki, a potem z naj­bar­dziej obie­cu­ją­cych stra­te­gii wyeks­tra­ho­wać naj­bar­dziej prze­ko­nu­jące i real­nie moż­liwe do wpro­wa­dze­nia w życie kon­klu­zje. W rezul­ta­cie to wła­ści­wie 40 ksią­żek stresz­czo­nych w jed­nej. Tych, któ­rzy teraz ważą w rękach egzem­plarz i myślą: "To to ma być stresz­cze­nie?", chciał­bym pocie­szyć, że mogą zali­czyć sobie lek­turę jako dodat­kowe ćwi­cze­nie opo­rowe.

Zale­żało mi na uwzględ­nie­niu wszyst­kich detali, tak aby podej­mo­wane przez was decy­zje doty­czące zdro­wia były jak naj­bar­dziej świa­dome, ale zawsze może­cie prze­sko­czyć do zamiesz­czo­nego na końcu każ­dej z czę­ści pod­su­mo­wa­nia i reko­men­da­cji. Chcia­łem jasno i pre­cy­zyj­nie przed­sta­wić, jak dosze­dłem do każ­dej z tych reko­men­da­cji, ale nie zamie­rzam być niczyim die­te­tycz­nym guru. Nie chcę, byście przyj­mo­wali cokol­wiek na wiarę, ale żeby­ście opie­rali się na fak­tach. W Odno­śni­kach zamie­ści­łem adres inter­ne­towy i kod QR dla peł­nej listy pra­wie pię­ciu tysięcy cyta­tów przy­wo­ła­nych w całej książce. Zaletą przed­sta­wie­nia ich online (poza odchu­dze­niem książki o 500 stron i oszczę­dze­niem kilku drzew) jest moż­li­wość prze­kie­ro­wa­nia czy­tel­nika bez­po­śred­nio do źró­dła, umoż­li­wie­nie mu pobra­nia PDF-a i samo­dziel­nego zapo­zna­nia się z cyto­waną pracą. Nie­które z moich wnio­sków są nauko­wymi pew­nia­kami, inne zaś mogą być nieco mniej oczy­wi­ste; sta­ra­łem się, by ta róż­nica była zawsze widoczna. Dzięki temu czy­tel­nik może wyro­bić sobie wła­sne zda­nie i zde­cy­do­wać, czy wpro­wa­dzić daną wska­zówkę w życie. Jeśli jakieś dane na popar­cie okre­ślo­nej reko­men­da­cji was nie prze­ko­nują, po pro­stu ją sobie daruj­cie. Korzyść z przed­sta­wie­nia cało­ści jest taka, że sami może­cie wybrać. Jak to ujął słynny uczony Carl Sagan (nawia­sem mówiąc, mój kolega z sąsied­niego pokoju w aka­de­miku Cor­nell!): "Nauka sama w sobie nie pod­po­wie czło­wie­kowi żad­nego przed­się­wzię­cia, ale z pew­no­ścią może wska­zać poten­cjalne kon­se­kwen­cje pod­ję­cia roz­ma­itych dzia­łań, które ma do wyboru".9

PODLICZ SIĘ

Zanim zagłę­bimy się w tema­cie, zasta­nówmy się, co to w grun­cie rze­czy zna­czy, że ktoś ma nad­wagę czy jest otyły. Naj­pro­ściej rzecz ujmu­jąc, nad­waga ozna­cza, że osoba ta ma za dużo tkanki tłusz­czo­wej, nato­miast oty­łość -?że ma o wiele za dużo tkanki tłusz­czo­wej. Tech­nicz­nie nad­wagę defi­niuje się jako BMI mię­dzy 25 a 29,9. BMI mię­dzy 18,5 a 24,9 uważa się za wykład­nik "wagi ide­al­nej". Usta­le­nie BMI jest dość łatwe: można się­gnąć po jeden z inter­ne­to­wych kal­ku­la­to­rów albo wziąć do ręki zwy­kły kal­ku­la­tor i poli­czyć samo­dziel­nie. W tym celu należy podzie­lić swoją masę ciała w kilo­gra­mach przez wzrost w metrach pod­nie­siony do dru­giej potęgi. Na przy­kład jeśli ważysz 90 kg i masz 1,80 m wzro­stu, to będzie 90 ÷ (1,8 × 1,8) = 27,8, war­tość BMI wska­zu­jąca, że nie­stety masz wyraźną nad­wagę. My, medycy, zwy­kli­śmy uzna­wać za normę war­tość BMI poni­żej 25. Z przy­kro­ścią muszę stwier­dzić, że to już prze­stało być normą. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych pod koniec lat 80. XX wieku normą stała się nad­waga10 i od tego czasu sytu­acja sys­te­ma­tycz­nie się pogar­sza11.

CZY KALORIA RÓWNA SIĘ KALORII?

Teraz, gdy już wiemy, gdzie w spek­trum wagi od opty­mal­nej do cho­ro­bli­wie dużej prze­bie­gają gra­nice, przyj­rzyjmy się pew­nym pod­sta­wo­wym zało­że­niom. Pogląd, że kalo­ria z jed­nego źró­dła sprzyja tyciu tak samo, jak kalo­ria z każ­dego innego, jest sze­roko roz­po­wszech­niany przez prze­mysł spo­żyw­czy jako spo­sób na zdję­cie z sie­bie odpo­wie­dzial­no­ści. Coca-Cola miała nawet reklamę, w któ­rej pod­kre­ślała to jako "pro­sty zdro­wo­roz­sąd­kowy fakt"12. Jak to ujął szef wydziału nauk o żywie­niu na Uni­wer­sy­te­cie Harvarda, głów­nym argu­men­tem tej branży jest to, że "nad­mierne spo­ży­cie kalo­rii pocho­dzą­cych z mar­chwi nie będzie się róż­niło od nad­miernego spo­ży­cia kalo­rii w postaci sło­dzo­nych napo­jów gazo­wa­nych"13. A jeśli kalo­ria jest po pro­stu kalo­rią, to jakie ma zna­cze­nie, czym się żywimy?

Weźmy przy­kład mar­chwi i coca-coli. Choć prawdą jest, że w ści­śle kon­tro­lo­wa­nych bada­niach labo­ra­to­ryj­nych 240 kcal pozy­ska­nych z mar­chwi -?10 sztuk -?będzie miał taki sam wpływ na bilans kalo­ryczny jak 240 kcal z butelki coli14, jed­nak to rów­na­nie nie wytrzy­muje próby real­nego życia. Płynne kalo­rie można wychłep­tać w cza­sie krót­szym niż minuta, ale zje­dze­nie 240 kalo­rii w postaci mar­che­wek może zająć czło­wie­kowi ponad 2,5 godziny cią­głego żucia (zmie­rzone)15. Może to skut­ko­wać nie tylko bólem żuchwy; 240 kcal to około pię­ciu szkla­nek -?nie­wy­klu­czone, że w ogóle nie pomiesz­czą się w żołądku. Jak wszyst­kie żyw­no­ściowe pro­dukty roślinne, mar­chewki zawie­rają błon­nik, który zwięk­sza obję­tość poży­wie­nia bez dodat­ko­wego ładunku kalo­rycz­nego. Co wię­cej, nie zdo­łasz nawet przy­swoić sobie wszyst­kich kalo­rii znaj­du­ją­cych się w mar­chwi. Każdy, kto kie­dy­kol­wiek jadł kuku­ry­dzę, może potwier­dzić, że frag­menty pokarmu roślin­nego potra­fią prze­le­cieć nie­zmie­nione przez cały prze­wód pokar­mowy razem ze wszyst­kimi zawar­tymi w nich kalo­riami. Kalo­ria zni­ka­jąca w muszli klo­ze­to­wej jest bez wąt­pie­nia taką samą kalo­rią, jak każda inna, ale nie odłoży ci się w bio­drach.

Jesz­cze bliż­szy może wydać się przy­kład płat­ków śnia­da­nio­wych Che­erios w porów­na­niu z Froot Loops. Jak pod­kre­śla do upo­je­nia firma Kel­logg's, ich froot loops mają mniej wię­cej tyle samo kalo­rii, co jakoby proz­dro­wotne che­erios kon­ku­ren­cji. A więc dla­czego Tukan Sam został wywo­łany do tablicy? (Byłem bie­głym w spra­wie sądo­wej prze­ciwko pro­du­cen­tom sło­dzo­nych płat­ków śnia­da­nio­wych, więc pozna­łem te argu­menty z pierw­szej ręki). Tak, oba rodzaje płat­ków mogą mieć taką samą kalo­rycz­ność, ale trzeba jesz­cze wziąć pod uwagę sty­mu­lu­jący łak­nie­nie wpływ wyso­kiej zawar­to­ści cukru16. W eks­pe­ry­men­cie, w któ­rym dzie­ciom naprze­mien­nie ofe­ro­wano płatki bar­dzo słod­kie i mniej słod­kie, gdyby zja­dały wię­cej che­erios niż froot loops, mogłyby spo­żyć wię­cej kalo­rii, ale stało się coś odwrot­nego. Dzieci brały sobie i zja­dały prze­cięt­nie o 77 pro­cent wię­cej słod­szych płat­ków. A więc nawet przy porów­ny­wal­nej kalo­rycz­no­ści jedze­nie wyso­ko­sło­dzo­nych płat­ków może pro­wa­dzić do nie­mal podwo­je­nia liczby przy­ję­tych kalo­rii17. Może i w labo­ra­to­rium kalo­ria równa się kalo­rii, ale w real­nym życiu by­naj­mniej. Jak się prze­ko­na­cie, ta sama por­cja kalo­rii spo­żyta o róż­nych porach dnia, przy innym roz­kła­dzie posił­ków, po róż­nej dłu­go­ści śnie może prze­ło­żyć się na różne ilo­ści tkanki tłusz­czo­wej. Cho­dzi nie tylko o to, co jemy, ale także jak i kiedy. A ten sam wynik na wadze może mieć różne zna­cze­nie w zależ­no­ści od rodzaju diety czy też oko­licz­no­ści. Możesz ważyć mniej, ale gro­ma­dzić wię­cej tkanki tłusz­czo­wej w sytu­acji odwod­nie­nia lub utraty masy mię­śnio­wej. A więc rzecz nie tylko w tym, ile kalo­rii spo­ży­wasz, a ile tra­cisz, i żeby mniej jeść, a wię­cej się ruszać. Oma­wiam to dalej na przy­kła­dzie słyn­nej serii badań więź­niów z Ver­mont, które wyka­zały, że w zależ­no­ści od rodzaju poży­wie­nia poda­wa­nego uczest­ni­kom cza­sami do uzy­ska­nia takiego samego przy­ro­stu wagi potrzeba było aż 100 tysięcy kalo­rii wię­cej. Dowie­cie się więc, jak udało im się sku­tecz­nie spo­wo­do­wać znik­nię­cie 100 tysięcy kalo­rii. Ale nie wybie­gajmy za daleko.

HISTORIA DETEKTYWISTYCZNA W CZTERECH CZĘŚCIACH

W czę­ści I zaczy­nam od opisu nara­sta­ją­cego pro­blemu oty­ło­ści -?przy­czyn, kon­se­kwen­cji i dotych­czas sto­so­wa­nych roz­wią­zań. Odpo­wia­dam w niej na pyta­nia takie jak: Co wywo­łało eks­plo­zję tycia, która zaczęła się pod koniec lat 70. XX wieku? Czy nad­waga naprawdę jest tak groźna dla zdro­wia, jak "wszy­scy" mówią? A co można powie­dzieć o bez­pie­czeń­stwie i sku­tecz­no­ści metod nie­zwią­za­nych ze sty­lem życia, takich jak zmniej­sza­nie pojem­no­ści żołądka, leki odchu­dza­jące i suple­menty? Następ­nie, mając na celu stwo­rze­nie od zera opty­mal­nej stra­te­gii, całą część II poświę­ci­łem ana­li­zie ele­men­tów, które mogłyby wejść w skład ide­al­nego prze­pisu na pozby­cie się tkanki tłusz­czo­wej. W czę­ści III zoba­czymy, jak wszyst­kie znaj­du­jące się w obiegu diety stoją w sprzecz­no­ści z tą listą, i wspól­nie skom­po­nu­jemy zbiór głów­nych zasad zdro­wego i trwa­łego odchu­dza­nia. Dosta­nie­cie także narzę­dzia do oceny wszyst­kich naj­now­szych z nowych diet, nawet tych, które jesz­cze się nie poja­wiły. Dalej idą wspo­ma­ga­cze. W czę­ści IV odsła­niam wszyst­kie sztuczki i chwyty słu­żące przy­spie­sze­niu utraty wagi, owoc mojego wie­lo­let­niego prze­szu­ki­wa­nia lite­ra­tury medycz­nej. Dzięki nim można zmo­dy­fi­ko­wać dowolną dietę w taki spo­sób, by zmak­sy­ma­li­zo­wać roz­kład tkanki tłusz­czo­wej. Uło­ży­łem z nich pro­stą codzienną listę kon­tro­lną, z któ­rej każdy może sobie wybrać wła­sne port­fo­lio metod naj­lep­szych dla sie­bie. I uwaga, prze­strze­gam przed prze­cho­dze­niem od razu do tej czę­ści i poprze­sta­niem na tych szyb­kich korek­tach przy jed­no­cze­snym zacho­wa­niu dotych­cza­so­wych nawy­ków byle jakiego jedze­nia. Choć w rze­czy samej ist­nieją różne spo­soby na spo­ży­wa­nie tych samych pro­duk­tów, ale z lep­szymi efek­tami, moje wspo­ma­ga­cze mają zde­cy­do­wa­nie słu­żyć jako dodatki do ogól­nie zdro­wego jadło­spisu. W czę­ści koń­co­wej odno­szę się do wszyst­kich palą­cych pytań na temat spa­la­nia tłusz­czu. Jak naj­le­piej ćwi­czyć, aby uzy­skać mak­sy­malną utratę wagi? Jak bez­piecz­nie sty­mu­lo­wać prze­mianę mate­rii? Jaka jest opty­malna dawka snu? Co mówi nauka o die­tach keto­ge­nicz­nych, prze­ry­wa­nym poście i tre­ningu inter­wa­ło­wym o wyso­kiej inten­syw­no­ści? Przed­sta­wiam rów­nież czy­tel­ni­kom pewne szcze­gólne rodzaje pokar­mów, które speł­niają podwójną rolę: blo­ke­rów wchła­nia­nia tłusz­czu i spa­la­czy tłusz­czu oraz blo­ke­rów wchła­nia­nia skrobi i środ­ków hamu­ją­cych łak­nie­nie. A czy wie­dzie­li­ście na przy­kład, że różny czas, czę­sto­tli­wość i kom­po­zy­cja posił­ków też mają zna­cze­nie? Są nawet pro­dukty zapo­bie­ga­jące spo­wal­nia­niu meta­bo­li­zmu, czyli blo­ku­jące mecha­nizm, za pomocą któ­rego orga­nizm prze­szka­dza nam w odchu­dza­niu.

Scep­tyczni? I słusz­nie! Ja też byłem scep­tyczny. Wsze­dłem w to, myśląc, że skoń­czy się na wyszy­dze­niu zna­chor­skich sztu­czek z olej­kiem wężo­wym i tym podob­nymi oraz zaofe­ro­wa­niu mniej wię­cej stan­dar­do­wej wie­dzy o gubie­niu kalo­rii i pożyt­kach z siłowni. Wyobra­ża­łem sobie, że tym, co wyróżni moją pracę spo­śród innych, będzie wszech­stronne potrak­to­wa­nie tematu i głę­bo­kie zako­rze­nie­nie w nauce. Liczy­łem, że moja książka będzie w pewien spo­sób uni­ka­towa, ale raczej jako pozy­cja refe­ren­cyjna niż rewo­lu­cyjna. Z pew­no­ścią ni­gdy nie myśla­łem, że natknę się na jakąś nowa­tor­ską stra­te­gię odchu­dza­nia. Po pro­stu nie zda­wa­łem sobie sprawy, jak wiele nie­zna­nych dotąd dróg otwo­rzy się dzięki nowemu spoj­rze­niu na tak wiele aspek­tów ludz­kiej fizjo­lo­gii. Wią­za­nie tych naj­roz­ma­it­szych, naj­do­sko­nal­szych nici, by utkać z nich wzór odchu­dza­nia oparty na naj­le­piej udo­ku­men­to­wa­nych dowo­dach nauko­wych, było nie­zwy­kle eks­cy­tu­jące. Przed­się­wzię­cie gigan­tyczne, ale jakże satys­fak­cjo­nu­jące. Cza­sem ktoś pyta mnie, dla­czego nie wyjadę na waka­cje albo choćby nie zro­bię sobie wol­nego dnia. Muszę wtedy tłu­ma­czyć, że całe moje życie to jedne wiel­kie waka­cje. Jestem szczę­śliwy, że mogę prze­zna­czać swój czas na poma­ga­nie ludziom, a przy tym robię to, co spra­wia mi radość: uczę i dzielę się. Nie wyobra­żam sobie, bym mógł zaj­mo­wać się czymś innym.

roz­dział I

PROBLEM

PRZYCZYNY

Ile waży świat?

Oty­łość nie jest niczym nowym, ale epi­de­mia oty­ło­ści już tak. Od poje­dyn­czych kor­pu­lent­nych kró­lo­wych i kró­lów, jak Hen­ryk VIII i Ludwik VI (zwany Ludwi­kiem Gru­bym) 18 , prze­szli­śmy drogę do pan­de­mii oty­ło­ści, uwa­ża­nej dziś za jedno z naj­strasz­niej­szych i naj­go­rzej kon­tro­lo­wa­nych zagro­żeń zdro­wia publicz­nego naszych cza­sów19. Nad­wagę ma obec­nie 71 pro­cent Ame­ry­ka­nów, 40 pro­cent ma tak dużo tkanki tłusz­czo­wej, że można ich okre­ślić jako oty­łych, i ten­den­cji tej nie widać końca20. Wcze­śniej­sze raporty wska­zy­wały na przy­naj­mniej zmniej­sza­nie się tempa przy­ro­stu oty­ło­ści, ale te donie­sie­nia się nie potwier­dziły21. Ana­lo­gicz­nie wyda­wało nam się, że po 35 latach nie­prze­rwa­nie napły­wa­ją­cych złych wia­do­mo­ści szczyt plagi oty­ło­ści dzie­cię­cej mamy wresz­cie za sobą, ale one na­dal nad­cho­dzą22. Sta­ty­styki oty­ło­ści u dzieci i mło­dzieży wciąż rosną, już czwartą dekadę23.

W ubie­głym stu­le­ciu zacho­ro­wal­ność wzro­sła dzie­się­cio­krot­nie, od zale­d­wie jed­nego przy­padku na trzy­dzie­ści osób24 do dzi­siej­szego jed­nego na trzy, ale nie był to przy­rost stop­niowy. Coś się naj­wy­raź­niej stało pod koniec lat 70., i to nie tylko w Sta­nach Zjed­no­czo­nych25. Pan­de­mia oty­ło­ści wystar­to­wała mniej wię­cej w tym samym cza­sie, w latach 70. i 80. XX wieku, w więk­szo­ści kra­jów o wyso­kim pozio­mie zamoż­no­ści na całej kuli ziem­skiej. Fakt, że ten gwał­towny wzrost nastą­pił nie­mal jed­no­cze­śnie w całym świe­cie wysoko uprze­my­sło­wio­nym, suge­ruje wspólną przy­czynę26.

Co mogło być czyn­ni­kiem wyzwa­la­ją­cym?

Każdy poten­cjalny wek­tor musiałby mieć ze swej istoty glo­balny zasięg i być zbieżny w cza­sie z nara­sta­niem epi­de­mii, tak więc zmiana musia­łaby mieć swój począ­tek jakieś 40 lat temu i gwał­tow­nie roz­sze­rzać się na cały świat27. Jak w tym świe­tle wyglą­dają roz­ma­ite teo­rie? Nie­które obar­czają winą śro­do­wi­sko, które sami skon­stru­owa­li­śmy, wska­zu­jąc na przy­kład na ten­den­cje w pla­no­wa­niu miast spra­wia­jące, że miesz­kańcy są mniej skłonni do spa­ce­ro­wa­nia, prze­miesz­cza­nia się na rowe­rach czy robie­nia drob­nych zaku­pów spo­żyw­czych28. To jed­nak nie speł­nia kry­te­riów wia­ry­god­nej przy­czyny, jako że w odpo­wied­nich ramach cza­so­wych nie nastą­piła na świe­cie glo­balna zmiana w dzie­dzi­nie orga­ni­za­cji naszego życio­wego oto­cze­nia29.

Z son­dażu opi­nii setek decy­den­tów dowia­du­jemy się, że za przy­czynę epi­de­mii oty­ło­ści uznają oni "indy­wi­du­alny brak moty­wa­cji"30, co ma nie­wielki sens. Na przy­kład w Sta­nach Zjed­no­czo­nych plaga oty­ło­ści pod koniec lat 70. XX wieku objęła cały prze­krój popu­la­cji. Mam rozu­mieć, że wszyst­kie grupy spo­łeczne całej lud­no­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych doznały jed­no­cze­śnie nagłego spadku sil­nej woli?31 Nie­za­leż­nie od wieku, płci, przy­na­leż­no­ści etnicz­nej, postawy życio­wej i oso­bi­stych doświad­czeń wszy­scy dziw­nym zbie­giem oko­licz­no­ści w tym samym okre­sie kolek­tyw­nie utra­cili zdol­ność samo­kon­troli?

Od hipo­tezy o glo­bal­nej zmia­nie naszych cha­rak­te­rów łatwiej­sza do przy­ję­cia wydaje się ta doty­cząca glo­bal­nej zmiany stylu naszego życia32.

Dużo jedzenia, mało ruchu

Prze­mysł spo­żyw­czy obwi­nia brak aktyw­no­ści fizycz­nej. "Gdyby wszy­scy kon­su­menci ćwi­czyli", oświad­czył dyrek­tor gene­ralny Pep­siCo, "zja­wi­sko oty­ło­ści by nie ist­niało".33 Coca-Cola poszła o krok dalej i wydała 1,5 miliona dola­rów na stwo­rze­nie orga­ni­za­cji o nazwie Glo­bal Energy Balance Network mają­cej na celu zmi­ni­ma­li­zo­wa­nie roli spo­sobu odży­wia­nia w epi­de­mii oty­ło­ści. Wyciek wewnętrz­nych doku­men­tów firmy ujaw­nił plany wyko­rzy­sty­wa­nia tej przy­krywki jako "broni" słu­żą­cej "zmia­nie nar­ra­cji" na temat oty­ło­ści w "walce" z repre­zen­ta­cją zdro­wia publicz­nego34.

Tak­tyka ta jest tak powszech­nie sto­so­wana przez pro­du­cen­tów żyw­no­ści i napo­jów, że nawet docze­kała się wła­snej nazwy: "die­to­ściema". Pew­nie obił wam się już o uszy ter­min "eko­ściema" ozna­cza­jący oszu­kań­cze prak­tyki firm, które udają, że są przy­ja­zne dla śro­do­wi­ska. Mia­nem die­to­ściemy okre­śla się przy­bie­ra­nie przez firmy pozo­rów, że sta­rają się przy­czy­nić do roz­wią­za­nia kry­zysu oty­ło­ści, gdy w rze­czy­wi­sto­ści bez­po­śred­nio się do niego przy­czy­niają35. Na przy­kład Nestlé, naj­więk­szy na świe­cie pro­du­cent żyw­no­ści, wystę­puje obec­nie jako "firma wio­dąca w obsza­rze żywie­nia, zdro­wia i dobro­stanu"36. Tak, ta Nestlé od osła­wio­nych Nestlé Nesquik, pro­du­cent płat­ków Cookie Crisp i ponad setki róż­nych rodza­jów sło­dy­czy, takich jak But­ter­fin­ger, Kit Kat, Goobers, Gob­stop­pers, Runts i Nerds. Jed­nym z jej haseł jest "Dobra żyw­ność, dobre życie". Ow­szem, może i jej rodzynki w cze­ko­la­dzie mają w środku owoc, ale gene­ral­nie firma koja­rzy mi się raczej z Wil­lym Wonką niż ze zdro­wym try­bem życia. Wystar­czy powie­dzieć, że na jej stro­nie inter­ne­to­wej "Co Nestlé robi w spra­wie oty­ło­ści?" po klik­nię­ciu w link "Prze­czy­taj o naszym pro­gra­mie Zdrowe Dzie­ciaki" poja­wia się komu­ni­kat "nie zna­le­ziono strony"37.

Nie­usta­jące kor­po­ra­cyjne bicie w bębny i roz­gła­sza­nie zna­cze­nia braku aktyw­no­ści fizycz­nej naj­wy­raź­niej jest sku­teczne. W odpo­wie­dzi na pyta­nie son­da­żowe insty­tutu bada­nia opi­nii publicz­nej Har­ris Inte­rac­tive ("Którą z poniż­szych uwa­żasz za główną przy­czynę roz­po­wszech­nie­nia się oty­ło­ści?") znaczna więk­szość (83 pro­cent) respon­den­tów wska­zała brak ruchu, pod­czas gdy nad­mierne spo­ży­cie kalo­rii wybrało tylko 34 pro­cent38. Tym­cza­sem stwier­dzono, że przy­pi­sy­wa­nie winy kana­po­wemu try­bowi życia jest jed­nym z naj­pow­szech­niej­szych fał­szy­wych prze­ko­nań na temat oty­ło­ści39. Spo­łecz­ność naukowa dość zde­cy­do­wa­nie przy­jęła sta­no­wi­sko40, że na cało­kształt bilansu kalo­rycz­nego znacz­nie więk­szy wpływ mają czyn­niki zwią­zane z odży­wia­niem41.

Na łamach lite­ra­tury nauko­wej roz­go­rzała nawet dys­ku­sja, czy zmiana nawy­ków w zakre­sie aktyw­no­ści fizycz­nej odgrywa " jaką­kol­wiek rolę" w epi­de­mii oty­ło­ści42. Przy­rost spo­ży­cia kalo­rii na osobę jest aż nadto wystar­cza­ją­cym wyja­śnie­niem tej plagi w Sta­nach Zjed­no­czo­nych43 i na całym świe­cie44. Prawdę powie­dziaw­szy, poziom aktyw­no­ści fizycz­nej zarówno w Euro­pie, jak i w Ame­ryce Pół­noc­nej w ciągu ostat­nich kil­ku­dzie­się­ciu lat wręcz wzrósł, a nie obni­żył się45. Jak na iro­nię ten wzrost może być podyk­to­wany koniecz­no­ścią zuży­wa­nia dodat­ko­wej ener­gii na wpra­wie­nie w ruch naszych cięż­kich ciał, przez co zmiany w wydat­ko­wa­niu ener­gii stają się raczej skut­kiem niż przy­czyną pro­blemu oty­ło­ści.

Jed­nak tre­ning fizyczny sta­nowi tylko nie­wielką część naszej codzien­nej aktyw­no­ści. Wystar­czy pomy­śleć, o ile wię­cej wysiłku fizycz­nego ludzie wkła­dali kie­dyś w pracę zawo­dową, na roli czy nawet w domu46. To nie jest tylko zmiana koloru koł­nie­rzyka z nie­bie­skiego na biały. Postę­pu­jąca auto­ma­ty­za­cja, kom­pu­te­ry­za­cja, mecha­ni­za­cja, moto­ry­za­cja i urba­ni­za­cja wspól­nie przy­czy­niły się do przej­ścia w okre­sie ubie­głego stu­le­cia na bar­dziej sie­dzący tryb życia - i tu wła­śnie jest pro­blem: zmiana cha­rak­teru pracy i poja­wie­nie się licz­nych uła­twia­ją­cych ją urzą­dzeń były pro­ce­sem stop­nio­wym i znacz­nie wyprze­dza­ją­cym dra­ma­tyczny przy­rost wagi ludzi na całym świe­cie47. Pralki, odku­rza­cze i samo­chody -?wszystko to zostało wyna­le­zione przed rokiem 1910. I rze­czy­wi­ście, bada­nia z wyko­rzy­sta­niem naj­no­wo­cze­śniej­szych metod pomiaru pochło­nię­tej i wydat­ko­wa­nej ener­gii wyka­zują, że to liczba przy­ję­tych kalo­rii, a nie aktyw­ność fizyczna, decy­duje o tym, że w miarę upływu czasu przy­bie­ramy na wadze48.

Powszechny fał­szywy pogląd, że oty­łość wynika przede wszyst­kim z braku ruchu, może być czymś wię­cej niż tylko nie­szko­dli­wym błę­dem, jako że indy­wi­du­alne prze­ko­na­nia doty­czące przy­czyny zja­wi­ska zdają się wpły­wać na wagę danej osoby. Ci, któ­rzy upa­trują ją w nie­do­sta­tecz­nym tre­ningu fizycz­nym, mają zna­mien­nie wyż­sze praw­do­po­do­bień­stwo nad­wagi. Gdy na przy­kład zostaną zamknięci w pomiesz­cze­niu z cze­ko­ladą, można z ukry­cia zaob­ser­wo­wać, że zja­dają jej wię­cej niż osoby, które oty­łość przy­pi­sują nie­wła­ści­wemu odży­wia­niu49. Jed­nak nie da się stwier­dzić, czy i jaki wpływ na pro­blem wagi wywie­rają prze­ko­na­nia, dopóki nie prze­pro­wa­dzi się obiek­tyw­nego bada­nia. Tak więc naukowcy podzie­lili ludzi losowo na dwie grupy, dali im do prze­czy­ta­nia fik­cyjny arty­kuł o gene­zie oty­ło­ści i prze­ko­nali się, że ci, któ­rzy prze­czy­tali tekst wska­zu­jący na zna­cze­nie braku aktyw­no­ści fizycz­nej, istot­nie jedli zna­mien­nie wię­cej sło­dy­czy niż ci, któ­rym dano tekst uwy­pu­kla­jący rolę spo­sobu odży­wia­nia50. Podobne bada­nie wyka­zało, że uczest­nicy, któ­rym przed­sta­wiono ana­lizę przy­pi­su­jącą winę czyn­ni­kom gene­tycz­nym, też następ­nie spo­ży­wali zna­cząco wię­cej cia­stek. Wyniki tych badań opi­sano w publi­ka­cji zaty­tu­ło­wa­nej W jaki spo­sób gen oty­ło­ści może nie­za­mie­rze­nie spo­wo­do­wać oty­łość51.

Czy moja sylwetka to wina genów?

Jak dotąd zna­le­ziono około 100 czyn­ni­ków gene­tycz­nych powią­za­nych z oty­ło­ścią, ale gdy zsu­mo­wać je wszyst­kie, oka­zuje się, że łącz­nie odpo­wia­dają za mniej niż 3 pro­cent róż­nic w BMI osób bada­nych52. Naj­więk­sze zna­cze­nie przy­pi­suje się "genowi oty­ło­ści"53, o któ­rym być może już sły­sze­li­ście (zwany FTO, co sta­nowi skrót od angiel­skiej nazwy FaT mass and Obe­sity asso­cia­ted - "zwią­zany z masą tłusz­czową ciała i oty­ło­ścią"), ale i jego obec­ność tłu­ma­czy mniej niż 1 pro­cent róż­nic mię­dzy ludźmi (zale­d­wie 0,34 pro­cent)54.

FTO koduje białko mózgu, które jak się wydaje, ma wpływ na łak­nie­nie55. Czy jesteś jed­nym z miliarda żyją­cych na ziemi nosi­cieli peł­nego zestawu genów podat­no­ści na oty­łość FTO?56 Tak naprawdę to nie ma więk­szego zna­cze­nia, ponie­waż posia­da­nie go skut­kuje naj­wy­raź­niej spo­ży­wa­niem dodat­ko­wych kil­ku­set kalo­rii rocz­nie57, pod­czas gdy do epi­de­mii oty­ło­ści trzeba by raczej maso­wego spo­ży­wa­nia dodat­ko­wych kil­ku­set kalo­rii dzien­nie58. Z dotych­czas pozna­nych genów to FTO ma naj­więk­szy wpływ na nad­mierne tycie59, jed­nak moż­li­wość dokład­nego okre­śle­nia stop­nia praw­do­po­do­bień­stwa oty­ło­ści na pod­sta­wie jego sta­tusu tylko nie­znacz­nie prze­wyż­sza sku­tecz­ność rzutu monetą60.

Co się tyczy oty­ło­ści, siła oddzia­ły­wa­nia genów jest niczym w porów­na­niu z siłą oddzia­ły­wa­nia widelca. Nawet ten nie­wielki wpływ FTO wydaje się jesz­cze słab­szy u osób aktyw­nych fizycz­nie61 i można go cał­ko­wi­cie pomi­nąć u zdrowo się odży­wia­ją­cych. Wygląda na to, że odgrywa pewną rolę tylko przy die­cie boga­tej w tłusz­cze nasy­cone (znaj­du­jące się głów­nie w nabiale, mię­sie i pokar­mie o niskiej war­to­ści odżyw­czej). U ludzi, któ­rzy jedzą zdrowo, nie stwier­dzono zwięk­szo­nego ryzyka nad­wagi, nawet jeśli odzie­dzi­czyli "gen oty­ło­ści" po obojgu rodzi­cach62.

Z punktu widze­nia fizjo­lo­gii nie wydaje się, by sta­tus genu FTO wpły­wał na indy­wi­du­alną zdol­ność do utraty wagi63. Z per­spek­tywy psy­cho­lo­gicz­nej świa­do­mość, że jest się w gru­pie zwięk­szo­nego ryzyka gene­tycz­nego oty­ło­ści, może nie­któ­rych moty­wo­wać do zdrow­szego jedze­nia i pro­wa­dze­nia zdrow­szego życia64, ale innych może z kolei skło­nić do fata­li­stycz­nego wznie­sie­nia rąk ku niebu i rezy­gna­cji w prze­ko­na­niu, że to po pro­stu kwe­stia dzie­dzicz­no­ści65. Oty­łość istot­nie ma ten­den­cje do wystę­po­wa­nia rodzin­nego, tyle że to samo doty­czy kiep­skiego odży­wia­nia się.

W zilu­stro­wa­niu udziału trybu życia w porów­na­niu z czyn­ni­kami gene­tycz­nymi pomaga ana­liza wagi ciała dzieci bio­lo­gicz­nych zesta­wio­nej z wagą dzieci adop­to­wa­nych. Oka­zuje się, że u dzieci wycho­wy­wa­nych przez dwoje bio­lo­gicz­nych rodzi­ców z nad­wagą praw­do­po­do­bień­stwo nad­wagi jest wyż­sze o 27 pro­cent, pod­czas gdy u dzieci adop­to­wa­nych przez rodzi­ców z nad­wagą praw­do­po­do­bień­stwo nad­wagi wzra­sta o 21 pro­cent66. Tak więc gene­tyka z pew­no­ścią odgrywa pewną rolę, ale jak widać, wię­cej zna­czy śro­do­wi­sko niż DNA dziecka.

Dieta prze­bija geny

Jeden z naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nych przy­kła­dów prze­wagi diety nad DNA sta­no­wią India­nie Pima z Ari­zony, u któ­rych czę­stość wystę­po­wa­nia oty­ło­ści67 i cukrzycy68 należy do naj­wyż­szych na świe­cie. Zja­wi­sko to przy­pi­sy­wano ich gene­tycz­nie uwa­run­ko­wa­nemu oszczęd­nemu meta­bo­li­zmowi69. Ten mecha­nizm gro­ma­dze­nia kalo­rii dobrze im słu­żył w cza­sach, gdy żyli z pło­dów ziemi i doświad­czali okre­so­wego nie­uro­dzaju, ale gdy oko­lica została "ucy­wi­li­zo­wana", odwró­cono bieg rzeki Gila River sta­no­wią­cej ich główne źró­dło wody. Ci, któ­rzy prze­żyli klę­skę głodu70, która była tego kon­se­kwen­cją, musieli porzu­cić swój tra­dy­cyjny spo­sób odży­wia­nia się i korzy­stać z żyw­no­ści dostar­cza­nej im w ramach pro­gra­mów pomocy rzą­do­wej, wsku­tek czego zacho­ro­wal­ność na cho­roby prze­wle­kłe wystrze­liła aż pod niebo71. Te same geny przy innym spo­so­bie odży­wia­nia się dały inne rezul­taty.

Wła­ści­wie doszło wów­czas do skon­stru­owa­nia swego rodzaju natu­ral­nego eks­pe­ry­mentu. India­nie Pima miesz­ka­jący po dru­giej stro­nie gra­nicy, w Mek­syku, wywo­dzili się z tej samej puli gene­tycz­nej, ale mieli moż­li­wość zacho­wać wię­cej ze swo­jego tra­dy­cyj­nego stylu życia zogni­sko­wa­nego wokół trzech pod­sta­wo­wych pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych zwa­nych trzema sio­strami: kuku­ry­dzy, fasoli i dyni72. Te same geny, ale pięć razy mniej przy­pad­ków cukrzycy i oty­ło­ści73.

Nawet jeśli geny niosą śmier­cio­no­śny ładu­nek, to dieta pociąga za spust.

Tylko najgrubsi przeżyją

Znana to myśl, że nic w bio­lo­gii nie ma sensu, jeśli się to roz­pa­truje w ode­rwa­niu od ewo­lu­cji74. Może i udział genów, taki jak go dziś widzimy, w roz­woju oty­ło­ści jest nie­wielki, ale w pew­nym sen­sie twier­dze­nie, że tak naprawdę wszystko zależy od genów, nie jest zupeł­nie bez­pod­stawne. A to dla­tego, że nad­mierne spo­ży­cie dostęp­nych kalo­rii mamy praw­do­po­dob­nie zako­do­wane w naszym DNA.

Uro­dzi­li­śmy się, by jeść. Przez więk­szą część histo­rii ludz­ko­ści egzy­sto­wa­li­śmy z per­spek­tywą nie­prze­wi­dy­wal­nego nie­do­statku poży­wie­nia, w try­bie prze­trwa­nia, a zatem mamy w sobie zapro­gra­mo­wany potężny pęd do jedze­nia, ile tylko się da, kiedy tylko się da, i maga­zy­no­wa­nia w ciele kalo­rii, któ­rych chwi­lowo nie potrze­bu­jemy, na póź­niej. Dostęp­no­ści jedze­nia ni­gdy nie można było przy­jąć za pew­nik, więc ci, któ­rzy póki co jedli wię­cej i naj­spraw­niej odkła­dali tłuszcz na przy­szłość, mieli więk­sze szanse prze­żyć okresy przy­szłych nie­do­stat­ków i prze­ka­zać swoje geny dalej. Poko­le­nie za poko­le­niem, tysiąc­le­cia za tysiąc­le­ciami osob­niki obda­rzone mniej­szym ape­ty­tem mogły wymie­rać, nato­miast obżar­tu­chy -?żyć wystar­cza­jąco długo, by utrwa­lić gene­tyczną pre­dys­po­zy­cję do jedze­nia i maga­zy­no­wa­nia więk­szych ilo­ści kalo­rii. Przy­pusz­czal­nie wła­śnie w taki spo­sób wyewo­lu­owa­li­śmy w żar­łoczne maszyny do ich prze­cho­wy­wa­nia. Jed­nak dziś, gdy środki do życia nie są bar­dzo uszczu­plone, my też już nie jeste­śmy szczu­pli.

To, co przed chwilą opi­sa­łem, okre­śla się jako teo­rię oszczęd­nego geno­typu75; jest to kon­cep­cja mówiąca o tym, że oty­łość jest skut­kiem roz­bież­no­ści mię­dzy współ­cze­snym śro­do­wi­skiem a śro­do­wi­skiem, w jakim nasz gatu­nek się kształ­to­wał76. To tro­chę tak, jak­by­śmy byli polar­nymi niedź­wie­dziami w dżun­gli; futro i tłuszcz zapew­nia­łyby nam prze­wagę w Ark­tyce, ale byłyby zde­cy­do­wa­nie nie­ko­rzystne w Ama­zo­nii77. Ana­lo­gicz­nie zdol­ność do gro­ma­dze­nia dodat­ko­wych kilo­gra­mów byłaby zaletą w cza­sach pre­hi­sto­rycz­nych, ale mogła zmie­nić się w obcią­że­nie, gdy razem z naszą ukształ­to­waną przez groźbę nie­do­bo­rów bio­lo­gią wylą­do­wa­li­śmy w kra­inie obfi­to­ści.

Tak więc pier­wotną przy­czyną oty­ło­ści nie jest ani żar­łocz­ność, ani gnu­śność. Być może oty­łość jest po pro­stu nor­malną fizjo­lo­giczną reak­cją na nie­nor­malne śro­do­wi­sko78.

Nasza fizjo­lo­gia jest w prze­wa­ża­ją­cej mie­rze pre­cy­zyj­nie przy­sto­so­wana do funk­cjo­no­wa­nia w dość wąskim prze­dziale mię­dzy górną a dolną gra­nicą. Gdy jest nam za gorąco, pocimy się; gdy jest nam za zimno, drżymy. Nasze ciała są wypo­sa­żone w mecha­ni­zmy utrzy­my­wa­nia rów­no­wagi. Nie mają jed­nak szcze­gól­nego powodu usta­na­wia­nia gór­nej gra­nicy zapasu tkanki tłusz­czo­wej79. Z początku mogła ist­nieć ewo­lu­cyjna pre­sja na zacho­wa­nie gib­ko­ści i zwin­no­ści w kon­tek­ście fizycz­nego zagro­że­nia ata­kiem dra­pież­nika, lecz po czę­ści dzięki wyna­le­zie­niu broni i odkry­ciu ognia od jakichś dwóch milio­nów lat nie musimy być szybsi od zbyt wielu tygry­sów sza­blo­zęb­nych80. W rezul­ta­cie naszym genom został już tylko jed­no­stronny nacisk na pochło­nię­cie każ­dego dostęp­nego kąska pokarmu i maga­zy­no­wa­nia w ciele ile się tylko da kalo­rii81.

Co kie­dyś było mecha­ni­zmem adap­ta­cyj­nym, stało się pro­ble­mem, a przy­naj­mniej tak mówi hipo­teza oszczęd­nego geno­typu sfor­mu­ło­wana ponad pół wieku temu82. Od tego czasu została dopra­co­wana i uak­tu­al­niona, ale śro­do­wi­sko naukowe gene­ral­nie akcep­tuje jej pod­sta­wowe zało­że­nia83, a kon­se­kwen­cje się­gają daleko.

W roku 2013 Ame­ri­can Medi­cal Asso­cia­tion prze­gło­so­wało zali­cze­nie oty­ło­ści do cho­rób84 -?wbrew opi­nii wła­snej rady ds. nauki i zdro­wia publicz­nego85. I choć nazwa nie­ko­niecz­nie jest aż tak ważna -?to, co zwiemy różą, pod inną nazwą wywo­ła­łoby tyle samo przy­pad­ków cukrzycy -?ale okre­śle­nie "cho­roba" impli­kuje dys­funk­cję. Nato­miast leki ani ope­ra­cje baria­tryczne nie kory­gują żad­nej nie­pra­wi­dło­wo­ści w naszej fizjo­lo­gii. Nasze orga­ni­zmy w obli­czu nad­miaru kalo­rii robią po pro­stu to, do czego zostały zapro­gra­mo­wane86. Przy­bie­ra­nie na wadze jest nie tyle zabu­rze­niem, co nor­malną reak­cją nor­mal­nych ludzi na nienor­malną sytu­ację87. A zwa­żyw­szy, że nad­wagę ma obec­nie ponad 70 pro­cent Ame­ry­ka­nów88, jest ona cał­kiem dosłow­nie normą.

Nie będę pracować na jedzenie

Tra­dy­cyjny pogląd medy­cyny na oty­łość sfor­mu­ło­wany nie­mal przed wie­kiem głosi: "Wszy­scy otyli są do sie­bie podobni pod jed­nym fun­da­men­tal­nym wzglę­dem -?za dużo jedzą"89. Może to być prawda w sen­sie tech­nicz­nym, to zna­czy w odnie­sie­niu do nad­mier­nej liczby kalo­rii, nie nad­mier­nej ilo­ści poży­wie­nia. Nasz pier­wotny pociąg do fol­go­wa­nia zachcian­kom jest selek­tywny. Ludzie na ogół potra­fią się powstrzy­mać od obże­ra­nia się sałatą. Mamy w sobie natu­ralną wro­dzoną skłon­ność do tego co słod­kie, mączy­ste, tłu­ste -?ponie­waż tam wła­śnie kon­cen­truje się naj­wię­cej kalo­rii.

Pomy­śl­cie o efek­tyw­no­ści polo­wa­nia i zbie­rac­twa. Kie­dyś na jedze­nie musie­li­śmy ciężko zapra­co­wać. W cza­sach pre­hi­sto­rycz­nych bez sensu byłoby tra­ce­nie całego dnia na pozy­ska­nie pokarmu, który nie zaspo­ka­jałby przy­naj­mniej dzien­nego zapo­trze­bo­wa­nia kalo­rycz­nego. To już lepiej zostać w jaskini. Tak więc ewo­lu­cyj­nie ukształ­to­wało się w nas łak­nie­nie poży­wie­nia z jak naj­więk­szym ładun­kiem kalo­rycz­nym90.

Gdy­by­śmy spo­koj­nie zbie­rali sobie w ciągu godziny pół kilo jedze­nia i ten posi­łek zawie­rałby 250 kalo­rii, samo pokry­cie dzien­nego zapo­trze­bo­wa­nia kalo­rycz­nego zaję­łoby nam nawet 10 godzin. Ale gdyby ten pół­ki­lo­gra­mowy posi­łek zawie­rał 500 kalo­rii, można by się obro­bić w 5 godzin i przez następne pięć sku­pić się na malo­wi­dłach naskal­nych. A więc im więk­sza kon­cen­tra­cja ener­gii, tym zdo­by­wa­nie żyw­no­ści efek­tyw­niej­sze. Mamy wykształ­coną zdol­ność pre­cy­zyj­nego roz­róż­nia­nia pokar­mów na pod­sta­wie ich kalo­rycz­no­ści i instynk­tow­nie pożą­damy tych naj­bar­dziej kalo­rycz­nych91.

Jeśli przyj­rzeć się, jakie owoce i warzywa pre­fe­rują cztero- i pię­cio­let­nie dzieci, oka­zuje się, że ich upodo­ba­nia kore­lują z kalo­rycz­no­ścią. Wolą banany od owo­ców jago­do­wych i mar­chewki od ogór­ków. Czy nie cho­dzi po pro­stu o słodki smak? Nie, wolą też ziem­niaki od brzo­skwiń i zie­loną fasolkę od melona92, tak samo jak małpy wolą awo­kado od banana93. Naj­wy­raź­niej mamy wro­dzony popęd do mak­sy­ma­li­zo­wa­nia kalo­rycz­no­ści każ­dego kęsa.

W swo­ich bada­niach na dzie­ciach naukowcy testo­wali tylko owoce i warzywa w swo­jej natu­ral­nej postaci, toteż wszyst­kie pro­dukty zawie­rały natu­ral­nie mniej niż 500 kalo­rii na pół kilo­grama, przy czym pierw­sze miej­sce na liście przy­pada bana­nom z pra­wie 400 kalo­riami na pół kilo­grama. Gdy jed­nak przej­dziemy znacz­nie powy­żej tego poziomu, dzieje się coś cie­ka­wego. Tra­cimy zdol­ność roz­róż­nia­nia pokar­mów o naj­wyż­szej kalo­rycz­no­ści. W zakre­sie kalo­rycz­no­ści żyw­no­ści natu­ral­nej wyka­zu­jemy nie­sa­mo­witą bie­głość w wychwy­ty­wa­niu sub­tel­nych róż­nic. Nato­miast kiedy wkro­czymy na tery­to­rium cze­ko­lady, żół­tych serów i bekonu, które mogą docho­dzić do tysięcy kalo­rii na pół kilo­grama, nasze zmy­sły prak­tycz­nie tracą wraż­li­wość na róż­nice. Nic dziw­nego, jako że są to pro­dukty nie­znane pre­hi­sto­rycz­nemu mózgowi. To anor­malne zacho­wa­nie jest skut­kiem wadli­wie uru­cho­mio­nego mecha­ni­zmu ewo­lu­cyj­nego94, tego samego, który każe świeżo wyklu­tym żół­wiom mor­skim peł­znąć w nie­wła­ści­wym kie­runku, ku sztucz­nym świa­tłom zamiast ku świa­tłu księ­życa, przez co nie docie­rają do oce­anu, i tego samego, co u pta­ków dodo, które nie mając natu­ral­nych wro­gów, nie wykształ­ciły odru­chu ucieczki -?a wszy­scy wiemy, jak to się dla nich skoń­czyło.

Pełni CRAP-u

Prze­mysł spo­żyw­czy wyko­rzy­stuje nasze wro­dzone bio­lo­giczne słabe punkty, by roz­kła­dać płody ziemi na nie­mal oczysz­czone kalo­rie -?naj­prost­szy cukier, olej (w grun­cie rze­czy czy­sty tłuszcz) czy białą mąkę (czyli po pro­stu rafi­no­waną skro­bię). Przede wszyst­kim usuwa błon­nik, jako że jego kalo­rycz­ność wynosi zero. Prze­puść brą­zowy ryż przez łusz­czar­nię, by go wybie­lić, a pozba­wisz go dwóch trze­cich błon­nika. Zrób z peł­no­ziar­ni­stej mąki mąkę białą, a strata błon­nika wynie­sie 75 pro­cent. Możemy też prze­pu­ścić pro­dukty roślinne przez prze­wód pokar­mowy zwie­rząt (w celu pozy­ska­nia mięsa, nabiału i jaj) i stra­cić 100 pro­cent błon­nika95. Co ci zostaje? CRAP. Ta nazwa to akro­nim stwo­rzony przez jed­nego z moich ulu­bio­nych die­te­ty­ków, Jeffa Novicka, z wyra­zów okre­śla­ją­cych otrzy­maną w ten spo­sób żyw­ność: calo­rie-rich and pro­ces­sed96(wyso­ko­ka­lo­ryczne i wyso­ko­prze­two­rzone).

Kalo­rie ule­gają kon­den­sa­cji w pro­ce­sie ana­lo­gicz­nym do wytwa­rza­nia z roślin uza­leż­nia­ją­cych sub­stan­cji takich jak opio­idy czy koka­ina: kon­cen­tra­cji, kry­sta­li­za­cji, desty­la­cji i eks­trak­cji97. Wydaje się, że nawet akty­wują te same szlaki układu nagrody w mózgu98. Jeśli umie­ścić osobę uza­leż­nioną od jedze­nia w tomo­gra­fie magne­tycz­nego rezo­nansu jądro­wego i poka­zać jej zdję­cie cze­ko­la­do­wego shake'a, na ska­nach mózgu uak­tyw­nią się te same oko­lice99, co u nało­go­wych koka­ini­stów na widok filmu przed­sta­wia­ją­cego pale­nie cracku100 albo u alko­ho­lika, któ­remu da się do pową­cha­nia whi­sky101.

Uza­leż­nie­nie od jedze­nia to błędne okre­śle­nie. Ludzie raczej nie cier­pią z powodu nie­kon­tro­lo­wa­nego pożą­da­nia jedze­nia w ogóle. Mało kto ma pro­blem z nie­po­ha­mo­wa­nym łak­nie­niem kapu­sty. Ale kok­tajle mleczne są pełne cukru i tłusz­czu, dwóch zna­ków fir­mo­wych wyso­kiej kalo­rycz­no­ści. Osoby pro­szone o ocenę róż­nych pro­duk­tów spo­żyw­czych pod kątem ich poten­cjału uza­leż­nia­ją­cego i wywo­ły­wa­nia napa­dów łakom­stwa wska­zują przede wszyst­kim te, które zawie­rają mnó­stwo skład­ni­ków bar­dzo kalo­rycz­nych i wyso­ko­prze­two­rzo­nych, jak na przy­kład ciastka, oraz sery i wyroby mię­sne102. A pro­dukty wywo­łu­jące naj­mniej zabu­rzeń odży­wia­nia? Warzywa i owoce. To wła­śnie kalo­rycz­ność może być przy­czyną, dla któ­rej nie zakra­damy się w nocy do kuchni, by obże­rać się bro­ku­łami.

Zwie­rzęta też nie mają w zwy­czaju tyć na paszy, jaką powinny się odży­wiać. Ist­nieją potwier­dzone donie­sie­nia o przy­pad­kach oty­ło­ści u wolno żyją­cych ssa­ków naczel­nych, ale doty­czą one stada pawia­nów, które nauczyły się buszo­wać w śmiet­ni­kach dom­ków tury­stycz­nych. Te "śmie­cio­żerne" zwie­rzęta ważyły o 50 pro­cent wię­cej niż ich dziko żeru­jący pobra­tymcy103. Z przy­kro­ścią muszę stwier­dzić, że i my czę­sto dzie­limy ich marny los i sta­jemy się otyli wsku­tek żywie­nia się śmie­ciami. Przez miliony lat zanim nauczy­li­śmy się polo­wać, nasza bio­lo­gia ewo­lu­owała na liściach, korzon­kach, pędach, owo­cach i orze­chach104. O iro­nio, nawet kre­acjo­ni­ści przy­znają, że histo­ria ludz­ko­ści zaczęła się w roślin­nym ogro­dzie Edenu105. Może dobrze by nam zro­biło, gdy­by­śmy wró­cili do źró­deł i skoń­czyli z jedze­niem śmieci.

Toksyczne środowisko żywnościowe

Trudno jest odży­wiać się zdrowo, gdy w twarz wieją nam tak silne wichry ewo­lu­cji. Bez względu na sto­pień naszej wie­dzy o żywie­niu w obli­czu pizzy pep­pe­roni dzie­dzic­two przod­ków wdru­ko­wane w naszych genach wyje: Zjedz to natych­miast!106. Każdy, kto wątpi w siłę pod­sta­wo­wych popę­dów bio­lo­gicz­nych, powi­nien spraw­dzić, jak długo wytrzyma bez mru­ga­nia czy bez oddy­cha­nia. Możemy świa­do­mie wstrzy­mać oddech, ale szybko ule­gniemy przy­mu­sowi zaczerp­nię­cia powie­trza. To, co w medy­cy­nie nazy­wamy dusz­no­ścią, okre­śla się czę­sto jako brak powie­trza.

Walka z oponką jest wła­śnie walką z bio­lo­gią, a zatem oty­łość nie jest jakąś skazą moralną. Nie jestem w sta­nie dosta­tecz­nie mocno pod­kre­ślić, że nad­mierne tycie jest nor­malną, natu­ralną reak­cją na nienor­malną i nienatu­ralną wszech­obec­ność napa­ko­wa­nych kalo­riami, słod­kich i tłu­stych pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych.

Ocean nie­po­trzeb­nych kalo­rii, w któ­rym się wszy­scy nurzamy (i w któ­rym wielu z nas tonie), zyskał nazwę "tok­sycz­nego śro­do­wi­ska żyw­no­ścio­wego"107. Ta nazwa ma na celu prze­kie­ro­wa­nie sedna pro­blemu z jed­nostki na oddzia­ły­wa­nia spo­łeczne, na przy­kład na fakt, że prze­ciętne dziecko w ciągu roku bywa bom­bar­do­wane nawet 10 tysią­cami reklam pro­duk­tów spo­żyw­czych. Może zresztą powi­nie­nem powie­dzieć "reklam pro­duk­tów pseudospo­żyw­czych", jako że 95 pro­cent z nich oka­zało się rekla­mami sło­dy­czy, słod­kich napo­jów, płat­ków śnia­da­nio­wych (oczy­wi­ście sło­dzo­nych) i fast foodów108.

Ale chwi­leczkę. Skoro tycie jest po pro­stu natu­ralną reak­cją na łatwą dostęp­ność całych gór tanich sma­ko­wi­tych kalo­rii, to dla­czego nie wszy­scy są grubi? Cóż, w pew­nym sen­sie pra­wie wszy­scy. Osza­co­wano, że ponad 90 pro­cent doro­słych Ame­ry­ka­nów jest "nad­mier­nie otłusz­czo­nych", czyli ma na tyle dużo tkanki tłusz­czo­wej, że może to zagra­żać ich zdro­wiu109. Może to się zda­rzyć rów­nież oso­bom, któ­rych waga mie­ści się w nor­mie (czę­sto z powodu zapasu tłusz­czu brzusz­nego), ale nawet jeśli patrzyć tylko na wyświe­tlacz na wadze, widać, że nad­waga stała się normą. Krzywa dzwo­nowa poka­zuje, że ponad 70 pro­cent z nas waży za dużo. Tro­chę mniej niż jedna trze­cia popu­la­cji, osoby z pra­wi­dłową wagą, znaj­duje się po jed­nej stro­nie "dzwonu", i jedna trze­cia po dru­giej, z taką nad­wagą, że kla­sy­fi­kuje się jako oty­łość110.

Tylko że, wra­ca­jąc do począt­ko­wego pyta­nia, jeśli istot­nie pro­ble­mem jest jedze­nie, to dla­czego nie każdy jest otyły? To tak, jakby pytać: "jeśli rze­czy­wi­ście papie­rosy szko­dzą, to czemu nie wszy­scy pala­cze cho­rują na raka płuca?". W tym wła­śnie miej­scu szalę mogą prze­wa­żyć pre­dys­po­zy­cje gene­tyczne i inne czyn­niki śro­do­wi­skowe111. Różni ludzie rodzą się z różną podat­no­ścią na nowo­twór, ale to nie zna­czy, że pale­nie nie odgrywa klu­czo­wej roli w wyzwa­la­niu tego, cokol­wiek to jest, co sta­nowi nasze wro­dzone ryzyko -?i to samo odnosi się do oty­ło­ści i tok­sycz­nego poży­wie­nia. Możemy pró­bo­wać prze­su­nąć punkt rów­no­wagi, rzu­ca­jąc pale­nie i zdro­wiej się odży­wia­jąc.

Jeśli zamkniemy dwa tuziny ludzi w labo­ra­to­rium i będziemy ich wszyst­kich żywić jedze­niem o takiej samej -?nad­mier­nej -?kalo­rycz­no­ści, to wszy­scy przy­tyją, ale nie­któ­rzy bar­dziej niż inni. W jed­nym z takich badań uczest­ni­kom przez sześć dni w tygo­dniu poda­wano o 1000 kalo­rii na dobę za dużo i po 100 dniach przy­ro­sty wagi wahały się od 4 do 13 kg. Nie­któ­rzy z nas są po pro­stu gene­tycz­nie bar­dziej podatni na tycie. Te 24 osoby zamknięte w labo­ra­to­rium to było 12 par bliź­niąt jed­no­ja­jo­wych i róż­nice w przy­ro­stach wagi były u nich o jedną trze­cią mniej­sze niż mię­dzy uczest­ni­kami nie­spo­krew­nio­nymi112. Podobne bada­nie doty­czące reduk­cji wagi dzięki tre­nin­gowi fizycz­nemu dało ana­lo­giczne rezul­taty113. Więc tak, gene­tyka odgrywa istotną rolę, ale to tylko zna­czy, że nie­któ­rzy muszą się bar­dziej sta­rać. Ide­al­nie byłoby, gdyby odzie­dzi­cze­nie pre­dys­po­zy­cji do tycia nie sta­no­wiło powodu do rezy­gna­cji, ale moty­wo­wało do dodat­ko­wej pracy nad zmianą swo­jego losu.

Tucze­nie wnu­ków w łonie matki

Bliź­nięta jed­no­ja­jowe mają nie tylko wspólne DNA: miały też wspólną macicę. Czy może to być jedna z przy­czyn ich meta­bo­licz­nego podo­bień­stwa? Prze­kar­mie­nie w życiu pło­do­wym, czego dowo­dem jest nie­ty­powo duża waga uro­dze­niowa, wydaje się sil­nym pre­dy­ka­to­rem oty­ło­ści w dzie­ciń­stwie i w póź­niej­szym życiu114. Czy cho­dzi o to, co mama jadła w cza­sie ciąży? A jak myśli­cie, kto ma więk­szy wpływ na wagę uro­dze­niową "dziecka z pro­bówki" -?mama daw­czyni, która odpo­wiada za całe DNA, czy mama suro­gatka, która zapew­nia śro­do­wi­sko wewnątrz­ma­ciczne? Gdy zba­dano tę kwe­stię, wygrała macica. Nie do wiary, ale dziecko bar­dzo szczu­płej mamy bio­lo­gicz­nej uro­dzone przez otyłą mamę suro­gatkę ma więk­sze ryzyko roz­ty­cia się niż dziecko tęgiej mamy bio­lo­gicz­nej uro­dzone przez smu­kłą suro­gatkę. Kon­klu­zja naukowa jest taka, że " dla wagi uro­dze­nio­wej istoty ludz­kiej śro­do­wi­sko stwo­rzone przez matkę jest waż­niej­sze niż jej wkład gene­tyczny"115.

Naj­bar­dziej spek­ta­ku­larne dane pocho­dzą z bada­nia porów­nu­ją­cego czę­stość wystę­po­wa­nia oty­ło­ści u dzieci tej samej matki, ale uro­dzo­nych przed i po jej ope­ra­cji baria­trycz­nej (odchu­dza­ją­cej)116. W porów­na­niu z rodzeń­stwem, które przy­szło na świat po zabiegu, dzieci uro­dzone wtedy, gdy mama ważyła o 45 kg wię­cej, miały więk­sze ryzyko cho­rób zapal­nych i zabu­rzeń meta­bo­licz­nych, a co naj­waż­niej­sze trzy­krot­nie wyż­sze ryzyko cięż­kiej oty­ło­ści (35 pro­cent u uro­dzo­nych przed odchu­dze­niem matki w porów­na­niu z 11 pro­centami u uro­dzo­nych już po odchu­dze­niu). Zda­niem naukow­ców "te dane dobit­nie poka­zują, że jeśli chcemy unik­nąć prze­ka­zy­wa­nia oty­ło­ści przy­szłym poko­le­niom, pro­fi­lak­tyka i sku­teczne lecze­nie oty­ło­ści są fun­da­men­talne"117.

Ale zaraz. Mama przed ope­ra­cją i po niej miała takie samo DNA. Prze­ka­zała potom­stwu te same geny. W jaki spo­sób jej waga w cza­sie ciąży mogła wpły­nąć na zmianę prze­zna­cze­nia jej dzieci w aspek­cie cię­żaru ciała? W końcu doszli­śmy, jaki mecha­nizm za tym stoi: epi­ge­ne­tyka.

Epi­ge­ne­tyka, co dosłow­nie ozna­cza nad­ge­ne­tykę, to jakby wierzch­nia war­stwa dodat­ko­wych infor­ma­cji obu­do­wu­ją­cych sekwen­cję DNA; pod­lega ona wpły­wom oto­cze­nia i poten­cjal­nie może być prze­ka­zy­wana dzie­ciom118. Uważa się, że odpo­wiada za "pro­gra­mo­wa­nie roz­wo­jowe"119 (zwane także meta­bo­licz­nym imprin­tin­giem)120, do któ­rego może docho­dzić w życiu wewnątrz­ma­cicz­nym w zależ­no­ści od wagi matki, a nawet babki. Jako że wszyst­kie komórki jajowe maleń­kiej dziew­czynki są już ukształ­to­wane przed jej naro­dzi­nami121, stan odży­wie­nia matki w cza­sie ciąży może mieć wpływ na ryzyko oty­ło­ści nawet u jej przy­szłych wnu­ków122. Tak czy owak, może­cie sobie wyobra­zić to mię­dzy­po­ko­le­niowe błędne koło, gdzie oty­łość powo­duje oty­łość.

Czy możemy coś na to pora­dzić? Cóż, klu­czem może być zapo­bie­ga­nie. W świe­tle epi­ge­ne­tycz­nego zna­cze­nia wagi matki w cza­sie ciąży sym­po­zjum eks­per­tów w dzie­dzi­nie pedia­trii stwier­dziło, że "pla­no­wa­nie ciąży z uwzględ­nie­niem wcze­śniej­szej opty­ma­li­za­cji wagi i stanu meta­bo­licz­nego matki sta­nowi bez­pieczny spo­sób wpro­wa­dza­nia pro­fi­lak­tyki w miej­sce lecze­nia dzie­cię­cej oty­ło­ści"123. Łatwiej powie­dzieć, niż zro­bić, ale dla przy­szłych mam z nad­wagą pocie­sza­jący może być fakt, że nawet te uczest­niczki bada­nia, które uro­dziły dzieci z trzy­krot­nie niż­szym ryzy­kiem oty­ło­ści, były jed­nak na ogół na­dal otyłe124, co wska­zy­wa­łoby, że zna­cząca reduk­cja wagi daje dobre efekty, nawet jeśli nie uda się zejść aż do normy.

Co się stało w latach 70.?

Wzrost kalo­rycz­no­ści ame­ry­kań­skiej żyw­no­ści, począw­szy od lat 70. XX wieku, aż nadto wystar­czy za wyja­śnie­nie przy­czyn epi­de­mii oty­ło­ści125. Podobne piki kalo­rycz­no­ści obser­wo­wano w kra­jach roz­wi­nię­tych na całym świe­cie i szły one w parze126 oraz były naj­praw­do­po­dob­niej odpo­wie­dzialne127 za posze­rza­nie się obwo­dów talii popu­la­cji tych kra­jów. W roku 2000, jeśli wziąć pod uwagę także eks­port, Stany Zjed­no­czone pro­du­ko­wały dzien­nie 3900 kalo­rii dzien­nie na każ­dego męż­czy­znę, kobietę czy dziecko -?nie­mal dwa razy tyle, ile wielu ludzi potrze­buje128.

Trzeba powie­dzieć, że w pierw­szej poło­wie XX wieku ładu­nek kalo­ryczny pro­duk­tów spo­żyw­czych zmniej­szył się, ale już w latach 70. zaczął wzra­stać do nie­spo­ty­ka­nych wcze­śniej war­to­ści129. Ten spa­dek w pierw­szej poło­wie stu­le­cia przy­pi­sano zmniej­sze­niu obcią­że­nia ciężką pracą fizyczną. Kon­se­kwen­cją obni­że­nia zapo­trze­bo­wa­nia na ener­gię była zmiana spo­sobu odży­wia­nia się na mniej ener­ge­tyczny. Oby­wa­tele po pro­stu nie potrze­bo­wali aż tylu kalo­rii. Ale wtedy pode­szli­śmy do punktu zwrot­nego tak zwa­nego bilansu ener­ge­tycz­nego. (Bilans ener­ge­tyczny to rów­no­waga mię­dzy liczbą kalo­rii przy­ję­tych a liczbą zuży­tych). Dla­czego zasada "ruszaj się mniej, zacho­waj szczu­płą syl­wetkę" obo­wią­zu­jąca przez więk­szość stu­le­cia prze­kształ­ciła się w zasadę "jedz wię­cej, przy­bie­raj na wadze", która po dziś dzień jest naszym prze­kleń­stwem?130. Co takiego się zmie­niło, czego skut­kiem był ów zwrot?

Tym czymś była rewo­lu­cja w prze­my­śle spo­żyw­czym. W latach 60. jedze­nie na ogół przy­go­to­wy­wało się w domu. Prze­ciętna gospo­dyni domowa spę­dzała wiele godzin dzien­nie na goto­wa­niu i sprzą­ta­niu po posił­kach (przy prze­cięt­nym wyniku męża wyno­szą­cym 9 minut)131. Potem jed­nak nastą­piła głę­boka trans­for­ma­cja. Postęp tech­no­lo­giczny w dzie­dzi­nie kon­ser­wo­wa­nia i pako­wa­nia żyw­no­ści pozwo­lił pro­du­cen­tom na masowe przy­go­to­wy­wa­nie i roz­pro­wa­dza­nie pro­duk­tów goto­wych do spo­ży­cia. Tę prze­mianę porów­nuje się do zja­wi­ska wcze­śniej­szego o mniej wię­cej wiek, gdy rewo­lu­cja prze­my­słowa zalała świat masową pro­duk­cją i dosta­wami goto­wych wyro­bów fabrycz­nych. Tym razem była to masowa pro­duk­cja i dostawy żyw­no­ści. Dzięki nowym środ­kom kon­ser­wu­ją­cym, sztucz­nym dodat­kom sma­ko­wym i tech­ni­kom takim jak głę­bo­kie mro­że­nie i pako­wa­nie próż­niowe pro­du­cenci mogli sko­rzy­stać na efek­cie skali132, jako że masowo wytwa­rzane gotowe, trwałe, smaczne jedze­nie zdo­było ogromną prze­wagę nad świe­żymi i łatwo psu­ją­cymi się pro­duk­tami133. Obec­nie sam sek­tor opa­ko­wań żyw­no­ści sta­nowi odrębną gałąź prze­my­słu wartą wiele bilio­nów dola­rów134.

Pomy­śl­cie tylko o kul­to­wych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych cia­stecz­kach Twin­kie. Przy odro­bi­nie czasu i wysiłku każdy ambitny kucharz potra­fiłby wykre­ować we wła­snej kuchni mięk­kie ciastka nadziane kre­mem, ale dziś można je kupić na każ­dym rogu za mniej niż dolara135. Gdy­by­śmy za każ­dym razem, kiedy zachce nam się twin­kie, musieli je sobie upiec, praw­do­po­dob­nie jedli­by­śmy ich znacz­nie mniej136.

Albo weźmy poczci­wego ziem­niaka. Przez długi czas byli­śmy naro­dem ziem­nia­ko­żer­ców, ale zazwy­czaj pie­kli­śmy je lub goto­wa­li­śmy. Każdy, kto kie­dy­kol­wiek sam od początku do końca robił frytki, wie, jaka to mor­dęga; całe to obie­ra­nie, kro­je­nie, roz­pry­sku­jący się tłuszcz. Ale dzięki obec­nym wyszu­ka­nym moż­li­wo­ściom tech­nicz­nym pro­duk­cja fry­tek ule­gła cen­tra­li­za­cji, tak że można je, zmro­żone do minus czter­dzie­stu stopni, dostar­czyć do dowol­nej sma­żalni albo dowol­nego działu mro­żo­nek w super­mar­ke­cie, skut­kiem czego stały się ulu­bio­nym warzy­wem Ame­ry­ka­nów. Nie­mal za cały przy­rost spo­ży­cia ziem­nia­ków w ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach odpo­wia­dają frytki i chipsy137.

Trudno nie zauwa­żyć podo­bień­stwa mię­dzy tym przy­kła­dem a pro­duk­cją papie­ro­sów. Przed wyna­le­zie­niem maszyny do ich skrę­ca­nia robiło się to ręcz­nie. Aby zro­bić tyle samo papie­ro­sów, ile auto­mat mógł wypro­du­ko­wać w zale­d­wie minutę, potrzeba było 50 robot­ni­ków. W wyniku mecha­ni­za­cji ceny papie­ro­sów zle­ciały na łeb na szyję, a pro­duk­cja wystrze­liła, idąc w miliardy138. Pale­nie papie­ro­sów, będące sto­sun­kowo nie­co­dzienną roz­rywką, stało się nie­mal powszechne. W XX wieku zgod­nie z rapor­tem Naczel­nego Leka­rza Sta­nów Zjed­no­czo­nych z 1964 roku śred­nia liczba wypa­la­nych sztuk per capita wzro­sła z 54 do 4345 rocz­nie139. Prze­ciętny Ame­ry­ka­nin prze­szedł od pale­nia jed­nego papie­rosa tygo­dniowo do 70. To pół paczki dzien­nie. Tytoń sam w sobie był tak samo uza­leż­nia­jący i przed, i po nasta­niu ery maso­wego han­dlu. To, co było nowe, to niska cena i powszechna dostęp­ność. Frytki zawsze były smaczne, ale z pozy­cji przy­smaku rzad­kiego nawet w restau­ra­cjach stały się wszech­obecne. Przy­pusz­czal­nie znaj­dzie­cie je tuż obok sta­cji ben­zy­no­wej, na któ­rej może­cie też kupić twin­kie i papie­rosy. Jed­nak histo­ria tych cia­ste­czek sięga roku 1930, a sprze­daż mro­żo­nych fry­tek zaczęła się w latach 50. XX wieku140. A więc musi tu być jesz­cze coś wię­cej niż po pro­stu nowinki tech­niczne.

Wspólnicy przestępstwa

Nad­miar przyj­mo­wa­nych kalo­rii, wystar­cza­jąco dobre wytłu­ma­cze­nie epi­de­mii oty­ło­ści, należy przy­pi­sać w mniej­szym stop­niu zmia­nie ilo­ści spo­ży­wa­nego jedze­nia, a w więk­szym zmia­nie jego jako­ści, w tym eks­plo­zji tanich wyso­ko­ka­lo­rycz­nych, a mało war­to­ścio­wych pro­duk­tów. Do tego stanu rze­czy w nie­ma­łym stop­niu przy­czy­nił się rząd fede­ralny. Podat­nicy ame­ry­kań­scy nie­świa­do­mie poda­ro­wali grube miliardy na wspar­cie biz­ne­sów, takich jak prze­mysł cukrow­ni­czy, pro­duk­cja i prze­twór­stwo kuku­ry­dzy na czele ze słyn­nym syro­pem o wyso­kiej zawar­to­ści fruk­tozy oraz prze­mysł zwią­zany z uprawą soi, któ­rej plon w poło­wie służy jako suro­wiec do pro­duk­cji oleju roślin­nego, a w dru­giej poło­wie jako tania pasza dla zwie­rząt hodo­wa­nych na mięso do posiłku za dolara141. Kiedy ostatni raz jedli­ście sorgo? Ano wła­śnie. Dla­czego więc pra­wie ćwierć miliarda dola­rów rocz­nie z naszych podat­ków idzie na pro­duk­cję sorgo?142 Jest to nie­mal w cało­ści pasza dla zwie­rząt143. Stwo­rzy­li­śmy struk­turę cenową fawo­ry­zu­jącą wytwa­rza­nie cukrów, ole­jów i pro­duk­tów zwie­rzę­cych144.

Pierw­sza fede­ralna ustawa o rol­nic­twie poja­wiła się jako śro­dek ratun­kowy w cza­sie wiel­kiego kry­zysu lat 30. XX wieku; miała ona chro­nić drob­nych far­me­rów, ale kolejne sta­wały się doj­nymi kro­wami rol­nic­twa prze­my­sło­wego i kieł­basą wybor­czą w rękach poli­ty­ków145. Poli­tyka rolna w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i Euro­pie została celowo nasta­wiona na obni­ża­nie kosz­tów pro­duk­cji tego, co naj­bar­dziej opła­calne, jak cukier, i pod­sta­wo­wych surow­ców spo­żyw­czych, jak mięso, zboże, nabiał i jaja146. W grę wcho­dzą grube pie­nią­dze -?jak widać sprawa jest gruba pod każ­dym wzglę­dem. Na przy­kład od roku 1970 do 1994 świa­towe ceny woło­winy spa­dły o ponad 60 pro­cent147. Gdyby nie podat­nicy osła­dza­jący tę gorzką pigułkę miliar­dami dola­rów rocz­nie148, bogaty we fruk­tozę syrop kuku­ry­dziany kosz­to­wałby pro­du­cen­tów słod­kich napo­jów gazo­wa­nych około 10 pro­cent wię­cej149.

To mię­dzy innymi z powodu dopłat mięso kur­czaka jest tak tanie. Jedna z ustaw o rol­nic­twie wpro­wa­dziła sub­sy­dio­wa­nie upraw kuku­ry­dzy i soi, tak aby jej cena zeszła poni­żej kosz­tów pro­duk­cji, dla pozy­ska­nia taniej paszy dla zwie­rząt, czyli w prak­tyce poda­ro­wała branży dro­biar­skiej i wie­przo­wej po około 10 miliar­dów dola­rów150. To nie baga­tela. To sprawa ogrom­nej wagi!

Cał­kiem dosłow­nie ogrom­nej wagi, ponie­waż kom­plet­nie zmie­niła nasz spo­sób odży­wia­nia się. Czę­ściowo dzięki sub­sy­diom, w miarę jak epi­de­mia oty­ło­ści nara­stała, mięso, sło­dy­cze, jaja, oleje, nabiał i sło­dzone napoje sta­wały się rela­tyw­nie tań­sze (w sto­sunku do ogól­nego indeksu cen żyw­no­ści), pod­czas gdy rela­tywny koszt świe­żych owo­ców i warzyw podwoił się151. Może ten fakt pozwoli zro­zu­mieć, dla­czego mniej wię­cej w tym samym okre­sie pro­cent Ame­ry­ka­nów spo­ży­wa­ją­cych pięć por­cji owo­ców i warzyw dzien­nie obni­żył się z 42 do 26152. Dla­czego zatem nie sub­sy­diu­jemy pło­dów rol­nych? Bo nie tam są pie­nią­dze.

Pro­dukty nie­prze­two­rzone lub mini­mal­nie prze­two­rzone, takie jak kon­ser­wo­wana fasola lub prze­cier pomi­do­rowy, w branży spo­żyw­czej są okre­ślane jako surowce. Marża zysku, jaki przy­no­szą, jest tak nie­wielka, że nie­kiedy sprze­daje się je po kosz­tach albo nawet poni­żej kosz­tów, jako pro­mo­cje, dla przy­cią­gnię­cia klien­tów, w nadziei, że ci przy oka­zji kupią pro­dukty "o war­to­ści doda­nej"153, z któ­rych naj­bar­dziej opła­calne (i dla pro­du­cen­tów, i dla sprze­daw­ców) są te mak­sy­mal­nie prze­two­rzone, tłu­ste, słod­kie i słone mie­sza­niny sztucz­nie przy­pra­wio­nych, sztucz­nie bar­wio­nych i sztucz­nie tanich skład­ni­ków, wszystko dzięki sub­sy­diom pocho­dzą­cym z pie­nię­dzy podat­ni­ków.

Różne pro­dukty spo­żyw­cze przy­no­szą różne korzy­ści. Jeśli mie­rzyć zysk na jed­nostkę powierzchni sprze­daży super­mar­ketu, sło­dy­cze takie jak cze­ko­la­dowe batony nie­zmien­nie utrzy­mują swoją pozy­cję wśród naj­bar­dziej lukra­tyw­nych. Bar­dzo opła­calne są też prze­ką­ski takie jak chipsy ziem­nia­czane i kuku­ry­dziane.

Frito-Lay, spółka zależna od Pep­siCo, chełpi się, że jak­kol­wiek jej pro­dukty sta­no­wią jedy­nie około 1 pro­centa cał­ko­wi­tej sprze­daży super­mar­ke­to­wej, mogą jed­nak odpo­wia­dać za ponad 10 pro­cent zysku ope­ra­cyj­nego i 40 pro­cent wzro­stu zysków154. Nie jest więc niczym zaska­ku­ją­cym, że cały sys­tem jest nasta­wiony na jedze­nie naj­gor­szej jako­ści, po pro­stu śmieci. Zwięk­szone spo­ży­cie kalo­rii nie ozna­cza po pro­stu wię­cej jedze­nia, ale wię­cej innego rodzaju jedze­nia. Oka­zuje się, że ponad połowa wszyst­kich kalo­rii spo­ży­wa­nych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych przez więk­szość doro­słych pocho­dzi z tych sub­sy­dio­wa­nych pro­duk­tów, i wygląda na to, że nie wycho­dzimy na tym dobrze. Ci, któ­rzy jedzą ich najwię­cej, mają zna­mien­nie wyż­sze war­to­ści czyn­ni­ków ryzyka prze­wle­kłych cho­rób, w tym pod­wyż­szony poziom cho­le­ste­rolu, mar­ke­rów stanu zapal­nego i masy ciała155.

Myśle­nie o moto­rach epi­de­mii oty­ło­ści cechuje nie­mą­dra dycho­to­mia: cukier czy tłuszcz? Jedno i dru­gie jest mocno sub­sy­dio­wane i jedno i dru­gie zro­biło zawrotną karierę w miarę roz­woju epi­de­mii. Obok istot­nego wzro­stu pro­duk­cji rafi­no­wa­nych arty­ku­łów zbo­żo­wych nara­sta­niu pro­blemu oty­ło­ści towa­rzy­szył około 20-pro­cen­towy wzrost jed­no­stek wago­wych doda­wa­nych cukrów per capita i 36-pro­cen­towy wzrost ilo­ści doda­wa­nych tłusz­czów156 (głów­nie w postaci ole­jów157, za co praw­do­po­dob­nie w dużej mie­rze odpo­wia­dają sma­żone dania fast­fo­odowe i wyso­ko­prze­two­rzone śmie­ciowe jedze­nie)158. Zarówno dodane cukry, jak i dodane tłusz­cze sta­no­wią obec­nie główne źró­dło kalo­rii w poży­wie­niu Ame­ry­ka­nów159.

McRoyal

W latach 70. XX wieku rząd Sta­nów Zjed­no­czo­nych od sub­sy­dio­wa­nia nie­któ­rych naj­gor­szych rodza­jów żyw­no­ści prze­szedł do wręcz pła­ce­nia pro­du­cen­tom za wytwa­rza­nie ich w więk­szych ilo­ściach. W ciągu tego dzie­się­cio­le­cia doszło do zwrotu poli­tyki rol­nej; w miej­sce długo utrzy­my­wa­nej stra­te­gii ogra­ni­cza­nia pro­duk­cji i ochrony cen zaczęto uza­leż­niać wyso­kość wypłat od wydaj­no­ści160. Dodat­kowe kalo­rie zaczęły po pro­stu zale­wać pro­dukty żyw­no­ściowe.

Następ­nie w roku 1981 dyrek­tor gene­ralny Gene­ral Elec­tric wygło­sił mowę, w któ­rej zapre­zen­to­wał światu model "war­to­ści dla akcjo­na­riu­szy", w któ­rym za pod­sta­wowy cel przed­się­bior­stwa uznaje się mak­sy­ma­li­za­cję krót­ko­ter­mi­no­wego zysku inwe­sto­rów161. Skut­kiem był nie­by­wały wzrost pre­sji na pro­du­cen­tów żyw­no­ści na Wall Street, aby co kwar­tał ogła­szali dal­szy wzrost zysków i win­do­wali ceny akcji. Rynek i tak był już prze­sy­cony kalo­riami, a oni musieli sprze­dać jesz­cze wię­cej. To posta­wiło sze­fów firm w sytu­acji nie­mal bez wyj­ścia. Nie jest tak, że każdy z nich zaciera lep­kie łapy z ucie­chy na myśl o zwa­bie­niu kolej­nych Jasiów i Mał­goś do cha­tek z pier­nika, gdzie czeka ich zguba. Rzecz w tym, że poten­taci żyw­no­ściowi nawet gdyby chcieli, nie mogliby postę­po­wać uczci­wie; mają zobo­wią­za­nia wobec inwe­sto­rów. Gdyby prze­stali kie­ro­wać reklamy do dzieci albo spró­bo­wali sprze­da­wać zdrow­sze pro­dukty czy pod­ję­liby jakie­kol­wiek inne kroki, które mogłyby ujem­nie wpły­nąć na wzrost kwar­tal­nego zysku, Wall Street mogłaby zażą­dać zmiany kie­row­nic­twa162. Zdrowe odży­wia­nie szko­dzi inte­re­som. To nie jest jakiś gigan­tyczny spi­sek -?to nawet nie jest niczyja wina. Tak po pro­stu działa sys­tem.

Nadwyżki rynkowe

Wobec nie­ustan­nych naci­sków na wzrost wydaj­no­ści i szybki zwrot inwe­sty­cji na już prze­sy­co­nym rynku prze­mysł żyw­no­ściowy musiał zro­bić coś, by ludzie wię­cej jedli. Tak jak wcze­śniej prze­mysł tyto­niowy, zwró­cił się do spe­ców od reklamy -?i to na wielką skalę163. Dziś na reklamę jed­nego rodzaju batona wydaje się rocz­nie dzie­siątki milio­nów dola­rów164. Sam McDo­nald's co roku prze­zna­cza na nią miliardy165. Jak dotąd żaden inny sek­tor gospo­darki nie zain­we­sto­wał w reklamę tyle, co prze­mysł żyw­no­ściowy166. Dere­gu­la­cja ery Reagana znio­sła limity na mar­ke­ting pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych w pro­gra­mach tele­wi­zyj­nych dla dzieci167. A oprócz 10 tysięcy reklam rocz­nie, jakie dzieci mogą obej­rzeć w tele­wi­zji168, są jesz­cze reklamy w inter­ne­cie, w druku, w szkole, w tele­fo­nach, w kinie i wszę­dzie pomię­dzy169. Nie­mal wszyst­kie pre­zen­tują pro­dukty groźne dla zdro­wia170.

Pomi­ja­jąc to, jak wcze­sna jest to eks­po­zy­cja i jak gigan­tyczna jej skala171, a także wszech­obec­ność reklam żyw­no­ści, stały się one na doda­tek nie­zwy­kle wyra­fi­no­wane. Dzięki pomocy psy­cho­lo­gów dzie­cię­cych firmy uczą się, jak naj­le­piej oddzia­ły­wać na dzieci, by te mani­pu­lo­wały rodzi­cami. Opa­ko­wa­nia są pro­jek­to­wane z myślą o moż­li­wie naj­sku­tecz­niej­szym przy­cią­gnię­ciu uwagi dziecka, a pro­dukty wykła­dane na skle­po­wych pół­kach na wyso­ko­ści dzie­cię­cych oczu172. Zna­cie te cha­rak­te­ry­styczne kopułki na sufi­tach super­mar­ke­tów? Mon­tuje się je nie tylko z myślą o zło­dzie­jach. Kamery o obwo­dzie zamknię­tym i urzą­dze­nia typu GPS na wóz­kach skle­po­wych służą do two­rze­nia stra­te­gii pro­wa­dze­nia klienta do naj­bar­dziej zyskow­nych towa­rów173. W celu sty­mu­lo­wa­nia impul­syw­nych zaku­pów sto­suje się metody psy­cho­lo­gii beha­wio­ral­nej, a nawet tech­no­lo­gie śle­dze­nia ruchów gałek ocznych174.

Bez­pre­ce­den­sowy wzrost potęgi, zasięgu i fine­zji reklamy żyw­no­ści, który datuje się mniej wię­cej od 1980 roku, kore­spon­duje z szyb­kim nara­sta­niem epi­de­mii oty­ło­ści. Od tego czasu nie­które tech­niki, takie jak loko­wa­nie pro­duktu, reklamy w szkole czy spon­so­ro­wa­nie imprez, które star­to­wały prak­tycz­nie od zera, prze­kształ­ciły się w wie­lo­mi­liar­dowe branże. Dopro­wa­dziło to przy­naj­mniej jed­nego zna­nego eko­no­mi­stę do kon­klu­zji, że "naj­bar­dziej oczy­wi­sta inter­pre­ta­cja nie­kom­plet­nych danych, jakimi dys­po­nu­jemy, jest taka, iż masowe sze­rze­nie się oty­ło­ści należy przy­pi­sać mar­ke­tin­gowi"175. Inno­wa­cyjne metody pro­duk­cji i manewry poli­tyczne spo­wo­do­wały, że nasze poży­wie­nie pęka w szwach od kalo­rii; na każ­dego z nas wypada ich nie­mal cztery tysiące dzien­nie. Ale kry­tyczne zna­cze­nie miał chyba roz­wój mar­ke­tin­go­wych mani­pu­la­cji sto­so­wa­nych w celu wepchnię­cia nam tej nad­wyżki do ust176.

Ucztowanie

Raport Natio­nal Aca­demy of Medi­cine doty­czący zagro­żeń spo­wo­do­wa­nych reklamą żyw­no­ści otwiera stwier­dze­nie: "Mar­ke­ting działa"177. Tak, ist­nieje wiele dobrze prze­pro­wa­dzo­nych ran­do­mi­zo­wa­nych badań, które mógł­bym tu przy­wo­łać, poka­zu­ją­cych, jak eks­po­zy­cja na reklamę i inne metody mar­ke­tin­gowe zmie­niają nawyki żywie­niowe i spra­wiają, że ludzie jedzą wię­cej178, ale czy rze­czy­wi­ście musimy wie­dzieć coś ponad to, że prze­mysł spo­żyw­czy prze­zna­cza na nie dzie­siątki miliar­dów dola­rów?179 Czy myśli­cie, że Coca-Cola wyda­łaby na nakła­nia­nie ludzi do picia jej brą­zo­wego płynu choć o jeden grosz wię­cej, gdyby nie uwa­żała tego za konieczne? To tak, jak moi kole­dzy leka­rze, któ­rzy przyj­mują zapro­sze­nia przed­sta­wi­cieli firm far­ma­ceu­tycz­nych do restau­ra­cji, ale obra­żają się na suge­stię, że może to mieć wpływ na leki, jakie prze­pi­sują. Czy naprawdę sądzą, że firmy far­ma­ceu­tyczne dzia­łają w sek­to­rze roz­da­wa­nia pie­nię­dzy za nic? Gdyby to nie dzia­łało, to by tego nie robili. Nie ma cze­goś takiego, jak dar­mowy lunch.

Dla lep­szego zilu­stro­wa­nia pod­stęp­nej istoty mar­ke­tingu pozwolę sobie przy­to­czyć inte­re­su­jący arty­kuł opu­bli­ko­wany w "Nature", jed­nym z naj­waż­niej­szych na świe­cie180 pism nauko­wych. Zaty­tu­ło­wany In-Store Music Affects Pro­duct Cho­ice (Wpływ muzyki odtwa­rza­nej w skle­pie na wybory klien­tów) opi­suje eks­pe­ry­ment, w któ­rym w dziale win sklepu spo­żyw­czego w naprze­mienne dni w tle roz­brzmie­wał to fran­cu­ski akor­deon, to nie­miecka muzyka bie­siadna181. W dni, gdy tłem była muzyka fran­cu­ska, ludzie trzy razy czę­ściej wybie­rali fran­cu­skie wina, a w dni muzyki nie­miec­kiej -?kupu­jący trzy razy czę­ściej decy­do­wali się na wina nie­miec­kie. Pomi­ja­jąc spek­ta­ku­larny efekt -?nie była to wszak kil­ku­pro­cen­towa róż­nica, a cał­ko­wite odwró­ce­nie trzy­krot­nej prze­wagi -?cie­kawe jest to, że ogromna więk­szość klien­tów zagad­nię­tych po doko­na­niu zakupu zaprze­czała, by muzyka miała jaki­kol­wiek wpływ na ich wybory182.

Jak dzie­ciak w skle­pie ZE SŁO­DY­CZAMI

Oprócz 10 miliar­dów dola­rów rocz­nie na reklamę prze­mysł spo­żyw­czy wydaje kolejne 20 miliar­dów na inne formy mar­ke­tingu, takie jak targi żyw­no­ści, moty­wo­wa­nie, akcje pro­mo­cyjne i opłaty pół­kowe w super­mar­ke­tach183, czyli wyku­py­wa­nie przez firmy z branży żyw­no­ści i napo­jów atrak­cyj­nych powierzchni na pół­kach skle­po­wych dla swo­ich naj­bar­dziej zyskow­nych pro­duk­tów. Muszą więc wal­czyć mię­dzy sobą o eks­po­zy­cję na wyso­ko­ści oczu kupu­ją­cych, a prze­gry­wa­jący "zostaje zepchnięty z klifu"184. Jeśli opłaty pół­kowe w zależ­no­ści od towaru, sprze­dawcy czy mia­sta się­gają 20 tysięcy dola­rów185, to może­cie sobie wyobra­zić, jakich pro­duk­tów doty­czy to spe­cjalne trak­to­wa­nie. Mała pod­po­wiedź: nie są to bro­kuły.

Aby zorien­to­wać się, jakie pro­dukty zasłu­gują na naj­bar­dziej atrak­cyjną loka­li­za­cję, nie trzeba zapusz­czać się dalej niż strefa kas. "Klu­czowe zna­cze­nie ma pro­mo­cja pro­duk­tów gene­ru­ją­cych naj­wyż­szy zysk w każ­dym ciągu komu­ni­ka­cyj­nym", uczy porad­nik naj­lep­szych prak­tyk opty­mal­nej pro­mo­cji w stre­fie kas. A jakie pro­dukty gene­rują naj­wyż­szy zysk? Sło­dy­cze i napoje. Ewi­dent­nie nawet wzrost sprze­daży towa­rów z tej kate­go­rii o 1 pro­cent może przy­nieść skle­powi dodat­kowe 15 250 dola­rów rocz­nie186. Rzecz nie w tym, że super­mar­ke­tów nie obcho­dzi zdro­wie klien­tów. Raczej w tym, że firmy, któ­rych akcje znaj­dują się w publicz­nym obro­cie (czyli więk­szość wio­dą­cych sieci han­dlo­wych), są zmu­szane do zwięk­sza­nia zysków bez oglą­da­nia się na jakie­kol­wiek inne względy187.

Skuteczność odwracania uwagi

Wszy­scy lubimy wie­rzyć, że ważne życiowe decy­zje, na przy­kład co będziemy jeść, podej­mu­jemy świa­do­mie i racjo­nal­nie. Gdyby tak było rze­czy­wi­ście, nie tkwi­li­by­śmy w samym środku epi­de­mii oty­ło­ści188. Jak to ana­li­zuję w roz­dziale na temat kształ­to­wa­nia nawy­ków, więk­szość naszych codzien­nych zacho­wań nie wydaje się podyk­to­wana wni­kli­wymi i roz­waż­nymi prze­my­śle­niami. Mamy skłon­no­ści do decy­do­wa­nia bar­dziej odru­cho­wego, impul­syw­nego, spro­wo­ko­wa­nego przez czyn­niki, któ­rych sobie nie uświa­da­miamy, albo pod wpły­wem nawy­ko­wych wzor­ców -?zwłasz­cza gdy jeste­śmy zmę­czeni, zestre­so­wani albo czymś zaab­sor­bo­wani. Uważa się, że nie­świa­dome czę­ści mózgu ste­rują ludz­kimi zacho­wa­niami aż w 95 pro­cen­tach189, i to wła­śnie jest ten obszar, w któ­rym odcho­dzi więk­szość brud­nej roboty mani­pu­la­cji mar­ke­tin­go­wych.

Te czę­ści mózgu, które zarzą­dzają świa­do­mo­ścią, przy­pusz­czal­nie są w sta­nie prze­two­rzyć mniej wię­cej 50 bitów infor­ma­cji na sekundę, co z grub­sza bio­rąc, odpo­wiada jed­nemu krót­kiemu twe­etowi. Z dru­giej strony oce­nia się, że cały nasz poten­cjał poznaw­czy pozwala na prze­two­rze­nie ponad 10 milio­nów bitów na sekundę. Ponie­waż świa­do­mie i celowo możemy prze­two­rzyć tylko dość ogra­ni­czoną liczbę infor­ma­cji na jed­nostkę czasu, nasze decy­zje stają się jesz­cze bar­dziej impul­sywne, jeśli nasza uwaga ule­gnie roz­pro­sze­niu czy też z jakich­kol­wiek powo­dów nie jeste­śmy zdolni się skon­cen­tro­wać190. Ele­gancką ilu­stra­cję tego efektu "prze­cią­że­nia poznaw­czego" sta­nowi doświad­cze­nie z sałatką owo­cową i cia­stem cze­ko­la­do­wym.

Dziś, żeby zate­le­fo­no­wać, wystar­czy dotyk albo głos, ale zanim to nastą­piło, za kon­cep­cją sied­mio­cy­fro­wego numeru tele­fonu stała czę­ściowo naj­dłuż­sza sekwen­cja, jaką potrafi zapa­mię­tać więk­szość ludzi. Wygląda na to, że w bez­po­śred­niej krót­ko­ter­mi­no­wej pamięci jeste­śmy w sta­nie zatrzy­mać około sied­miu ele­men­tów infor­ma­cji (plus minus dwa)191. A więc plan był taki: podzie­lić ludzi losowo na grupy, z któ­rych jedna miała do zapa­mię­ta­nia i odtwo­rze­nia w innym pomiesz­cze­niu sie­dem cyfr, a druga dwie cyfry. Gdy uczest­nicy doświad­cze­nia prze­cho­dzili kory­ta­rzem z jed­nego pokoju do dru­giego, ofe­ro­wano im do wyboru sałatkę owo­cową lub kawa­łek cia­sta cze­ko­la­do­wego. Zapa­mię­ta­nie dwóch cyfr jest łatwe i zapewne nie anga­żuje zbyt wielu rezerw poznaw­czych. Więk­szość osób, które miały do zapa­mię­ta­nia dwie cyfry, wybie­rała sałatkę owo­cową. W obli­czu tego samego wyboru więk­szość z tych, któ­rzy mieli utrzy­mać w gło­wie sie­dem cyfr, się­gała po cia­sto192.

W real­nym świe­cie ta pra­wi­dło­wość może dzia­łać na rzecz poten­cja­li­za­cji efek­tyw­no­ści reklamy. Jeśli ludzie będą oglą­dać pro­gram tele­wi­zyjny prze­ry­wany rekla­mami nie­zdro­wych sma­ko­ły­ków, zje­dzą ich -?nie ma w tym nic zaska­ku­ją­cego -?wię­cej w porów­na­niu z oso­bami oglą­da­ją­cymi reklamy pro­duk­tów innych niż spo­żyw­cze. A może i jest w tym coś zaska­ku­ją­cego. Wszy­scy lubimy mieć poczu­cie, że panu­jemy nad sytu­acją i nie dajemy sobą łatwo mani­pu­lo­wać. Sęk w tym, że być może jeste­śmy tym bar­dziej podatni na wpływy, im mniej zwra­camy na nie uwagę. Jeśli te same zada­nia pamię­ciowe (zapa­mię­ta­nie dwóch lub sied­miu cyfr) przy­dzie­limy losowo ludziom oglą­da­ją­cym tele­wi­zję, efekt przy­pływu łakom­stwa jest zwięk­szony u tych, któ­rzy byli bar­dziej zaab­sor­bo­wani193. U ilu z nas włą­czony tele­wi­zor nadaje w tle, ilu z nas wyko­nuje różne zada­nia w prze­rwie na reklamy? Powyż­sze bada­nie wska­zuje, że takie postę­po­wa­nie zwięk­sza naszą skłon­ność do ule­ga­nia pod­szep­tom godzą­cym w nasz zdrowy roz­są­dek.

Cóż za para­doks! W odpo­wie­dzi na apele o nało­że­nie restryk­cji mar­ke­tin­gowi wyma­chuje się czę­sto sztan­da­rem wol­no­ści. Ale co to wła­ści­wie zna­czy w świe­tle badań nauko­wych poka­zu­ją­cych, jak łatwo jest bez udziału naszej świa­do­mo­ści oddzia­ły­wać na rze­komo wolne doko­ny­wane przez nas wybory?194 Senior policy rese­ar­cher z firmy RAND Cor­po­ra­tion posu­nął się nawet do twier­dze­nia, że zwa­żyw­szy na groźne kon­se­kwen­cje zdro­wotne naszych nie­zdro­wych nawy­ków żywie­nio­wych, prze­bie­głe mani­pu­la­cje mar­ke­tin­gowe "powinno się postrze­gać tak samo jak nie­wi­doczne kar­cy­no­geny i tok­syny znaj­du­jące się w powie­trzu i wodzie i zatru­wa­jące nas bez naszej wie­dzy195".

Pasywna nadkonsumpcja

Pro­du­cenci żyw­no­ści i napo­jów przed­sta­wiają wagę ciała jako kwe­stię oso­bi­stego wyboru. Ale nawet wtedy, gdy nic nie odwraca naszej uwagi, siła oddzia­ły­wa­nia śro­do­wi­ska, w któ­rym wszystko zdaje się mówić "zjedz coś", może nie­kiedy prze­ła­mać świa­domą kon­trolę196. Wystar­czy rozej­rzeć się po sali na zjeź­dzie die­te­ty­ków, by stwier­dzić, że nawet pro­fe­sjo­na­li­ści bywają podatni na agre­sywną reklamę wszech­obec­nych, sma­ko­wi­tych, tanich i goto­wych do spo­ży­cia kalo­rii. Widać stąd, że zacho­wa­nia zwią­zane z jedze­niem mają pewne aspekty, które stoją w sprzecz­no­ści z oso­bi­stymi prze­ko­na­niami, ale prze­my­kają się poni­żej zasięgu radaru czuj­nej świa­do­mo­ści197. Fizjo­lo­go­wie łak­nie­nia nazy­wają efekt tych pod­świa­do­mych dzia­łań pasywną nad­kon­sump­cją198.

Pamię­ta­cie ten skan mózgu, w któ­rym myśl o mlecz­nym kok­tajlu wzbu­dza te same szlaki układu nagrody, co wideo przed­sta­wia­jące pale­nie cracku u nar­ko­mana czy zapach whi­sky u alko­ho­lika? Tę reak­cję wywo­łuje sam obraz słod­kiego shake'a. Rozum wie, że to tylko obraz, ale gadzi mózg widzi zba­wie­nie. Wydziela się dopa­mina, uak­tyw­nia się łak­nie­nie i już mamy moty­wa­cję do kon­sump­cji. To po pro­stu odruch, nad któ­rym naj­wy­raź­niej mamy nie­wielką kon­trolę i wła­śnie dla­tego spe­cja­li­ści od mar­ke­tingu dbają o to, by te i inne podobne obrazy znaj­do­wały się wszę­dzie199.

Zacho­wy­wa­nie rów­no­wagi mię­dzy przy­ję­tymi a wydat­ko­wa­nymi kalo­riami może się wyda­wać cią­giem świa­do­mie kon­tro­lo­wa­nych auto­no­micz­nych decy­zji, ale nie­wy­klu­czone, że bli­żej mu do takich funk­cji cie­le­snych jak mru­ga­nie, oddy­cha­nie, kaszel, prze­ły­ka­nie czy sen. Możemy się sta­rać uzy­skać nad nimi wła­dzę, ale zasad­ni­czo prze­waż­nie nastę­pują auto­ma­tycz­nie, zgod­nie z pra­daw­nymi skryp­tami200.

Pro­por­cje por­cji

Oce­nia się, że w ciągu każ­dych dowol­nie wybra­nych 2 dni połowa ame­ry­kań­skich dzieci zjada coś, co kwa­li­fi­kuje się jako fast food201. Choć spo­ży­cie fast foodów pró­buje się powią­zać z przy­bie­ra­jącą na sile plagą oty­ło­ści202, może ona być tylko mar­ke­rem ogól­nego spar­szy­wie­nia spo­sobu żywie­nia203. Gotowe zestawy i gigan­tyczne por­cje nie są zastrze­żone dla sek­tora fast foodów. Wiel­ko­ści por­cji powięk­szyły się w całej branży restau­ra­cyj­nej.

W porów­na­niu z pierw­szymi, tymi z roku 1955, roz­miary bur­ge­rów, por­cji fry­tek i napo­jów wzro­sły o 250-500 pro­cent204. Ale ogromne posiłki są wszę­dzie -?muf­finki o wadze 200 gra­mów205, ponad­pół­ki­lo­gra­mowe steki206, tale­rze, które spo­koj­nie mogą pomie­ścić kilo­gram pasty z sosem Alfredo207. A widzie­li­ście, jak gigan­tyczne potra­fią być dzi­siej­sze batony cze­ko­la­dowe? W kinie śred­nia por­cja popcornu może odpo­wia­dać pra­wie 4 litrom tłu­stych zia­ren i 1000 kalo­rii208.

Jaki jest udział tych roz­ra­sta­ją­cych się roz­mia­rów w roz­ra­sta­niu się naszych wymia­rów? Aby zasłu­żyć na tytuł wia­ry­god­nego wino­wajcy kry­zysu oty­ło­ści, poten­cjalne czyn­niki spraw­cze powinny nie tylko wyka­zy­wać kore­la­cję cza­sową z nara­sta­niem epi­de­mii, ale także mieć udo­wod­niony wpływ na przy­rost wagi. Wzrost roz­mia­rów por­cji istot­nie zdaje się kore­lo­wać z nara­sta­niem oty­ło­ści, ale dane eks­pe­ry­men­talne są nie­zbyt liczne209. Mani­pu­la­cja wiel­ko­ścią por­cji w trak­cie posiłku czy w ciągu całego dnia może z pew­no­ścią wpły­nąć na cał­ko­wite spo­ży­cie210, choćby dla­tego, że duże por­cje skła­niają ludzi do jedze­nia szyb­szego i więk­szymi kęsami211. Naj­dłu­żej trwa­jące bada­nie tego przed­miotu, jakie udało mi się zna­leźć, trwało 11 dni. Jed­nak w tym cza­sie zwięk­sze­nie por­cji o 50 pro­cent powo­do­wało wzrost spo­ży­cia o ponad 400 kalo­rii dzien­nie. Co naj­istot­niej­sze, efekt ten utrzy­mał się przez cały okres trwa­nia doświad­cze­nia i w miarę upływu czasu nie wyda­wał się słab­nąć, co suge­ruje, że zaokrą­gla­nie por­cji w górę może istot­nie pro­wa­dzić do zaokrą­gla­nia się naszych syl­we­tek212.

Oczy­wi­ście nie bez zna­cze­nia jest też to, czym się prze­ja­damy. Nie­które pro­dukty spo­żyw­cze, na przy­kład wiele warzyw, ma tak niską kalo­rycz­ność, że zanim czło­wiek się nimi przeje, zmę­czy się żuciem. Żeby móc w ogóle zacząć się mar­twić przedaw­ko­wa­niem kapu­sty, musiałby jej zjeść pełne taczki. Ten efekt wiel­ko­ści por­cji wyko­rzy­stuje się w celu pro­mo­wa­nia zdrow­szych nawy­ków żywie­nio­wych -?przez ser­wo­wa­nie dodat­ko­wych warzyw213. A więc, jak napi­sał jeden z naj­waż­niej­szych bada­czy pro­blemu oty­ło­ści214, "rada, by jeść po pro­stu wszyst­kiego mniej, nie­ko­niecz­nie przy­nie­sie pożą­dany sku­tek". Nie ape­lu­jemy o kupo­wa­nie mini­mar­che­wek i pomi­dor­ków kok­taj­lo­wych. Roz­miar ma zna­cze­nie, ale bar­dziej istotna jest zawar­tość.

Codziennie wkraczamy do jaskini lwa

Wszech­obecne są nie tylko reklamy jedze­nia, ale także samo rekla­mo­wane jedze­nie. W latach 70. i 80. XX wieku gwał­tow­nie wzro­sła roz­ma­itość punk­tów, w któ­rych można kupić pro­dukty spo­żyw­cze215 i w efek­cie teraz na każ­dym kroku jeste­śmy nara­żeni na fale dopa­miny i sztucz­nie wysty­mu­lo­wany głód216. Łako­cie można zna­leźć przy kasach na sta­cjach ben­zy­no­wych, w apte­kach, księ­gar­niach i skle­pach, w któ­rych daw­niej sprze­da­wano ubra­nia, narzę­dzia, mate­riały budow­lane czy arty­kuły wypo­sa­że­nia wnętrz. Naj­więk­szym ame­ry­kań­skim sprze­dawcą żyw­no­ści jest Wal­mart217.

W naszej kul­tu­rze akcep­to­walne stało się jedze­nie w każ­dych oko­licz­no­ściach -?w samo­cho­dzie, na ulicy, przy biurku, nawet w zatło­czo­nym auto­bu­sie. Sta­li­śmy się spo­łe­czeń­stwem pod­ja­da­ją­cych218. Auto­maty z prze­ką­skami są wszę­dzie. Od koń­cówki lat 70. XX wieku dzienna liczba sze­roko rozu­mia­nych posił­ków zwięk­szyła się o około 25 pro­cent, od czte­rech do pię­ciu, co w prze­ło­że­niu na kalo­rycz­ność poten­cjal­nie skut­kuje aż dwu­krot­nym wzro­stem, a to dla­tego, że coraz więk­sza jest też ich obję­tość219. Ten gigan­tyczny nad­miar kalo­rii, który spra­wia, że mówimy o epi­de­mii, wystar­cza­jąco tłu­ma­czą same spo­ży­wane przez nas prze­ką­ski i słod­kie napoje220.

A teraz pomy­śl­cie o dzie­ciach. Oto my robimy, co możemy, by wykształ­cić u nich zdrowe nawyki, kar­mimy je tym, co naj­zdrow­sze, a potem wypusz­czamy je w świat, gdzie czyha na nie praw­dziwe tor­nado bez­war­to­ścio­wego jedze­nia i krę­tac­kich prze­ka­zów. Jak to słusz­nie napi­sał autor komen­ta­rza w "The New England Jour­nal of Medi­cine", dla­czego całą naszą pracę nad ustrze­że­niem "dzieci przed groź­nymi dla życia cho­ro­bami mia­łyby tor­pe­do­wać masowe kam­pa­nie rekla­mowe pro­du­cen­tów śmie­cio­wej żyw­no­ści"?221 Obec­nie pedia­trów zachęca się, by pod­czas wizyty pro­fi­lak­tycz­nej podej­mo­wali "roz­mowę o fryt­kach" już z rodzi­cami rocz­nych dzieci, a nie, jak dotąd, by cze­kali z tym, aż dziecko będzie miało 2 lata222. A nawet i to może być za późno. Dwie trze­cie malu­chów dostaje śmie­ciowe jedze­nie jesz­cze przed pierw­szymi uro­dzi­nami223.

Być może naj­le­piej ujął to dr David L. Katz w "Harvard Health Policy Review":

Ludzie, któ­rzy upie­rają się, że pomimo całej pre­sji śro­do­wi­sko­wych pokus odpo­wie­dzial­ność za osta­teczny efekt jest kwe­stią oso­bi­stą lub spo­czywa na rodzi­cach, powinni zasta­no­wić się nad moż­li­wymi impli­ka­cjami uogól­nie­nia tej zasady. Może w takim razie nie należy od dzieci wyma­gać, a jedy­nie zachę­cać je, by co rano szły do szkoły, i dopusz­czać inne kuszące moż­li­wo­ści, na przy­kład cyrk, zoo albo plaża?224

Czy to przez grube ryby biznesu spożywczego jesteśmy coraz grubsi?

Plaga zgo­nów zwią­za­nych z pale­niem tyto­niu nie jest wyłącz­nie efek­tem maso­wej pro­duk­cji i reklamy tanich papie­ro­sów. Firmy tyto­niowe aktyw­nie sta­rają się uczy­nić swoje pro­dukty moż­li­wie naj­bar­dziej pożą­da­nymi -?na przy­kład spry­sku­jąc arku­sze tyto­niowe niko­tyną i dodat­kami w rodzaju amo­niaku, by kop niko­ty­nowy był jesz­cze sil­niej­szy225. Branża spo­żyw­cza zatrud­nia inży­nie­rów smaku w podob­nym celu: dla zmak­sy­ma­li­zo­wa­nia nie­od­par­tego powabu swo­ich wyro­bów.

Smak jest naj­waż­niej­szym z czyn­ni­ków decy­du­ją­cych o wybo­rze jedze­nia226. Sól, cukier i tłuszcz to trzy wska­za­nia kom­pasu na dro­dze do stwo­rze­nia "super­sty­mu­lu­ją­cej" "hiper­pysz­no­ści", która będzie kusiła ludzi do impul­syw­nych zaku­pów i kom­pul­syw­nego jedze­nia227. Pro­dukty spo­żyw­cze pro­jek­tuje się z roz­my­słem, z inten­cją pod­łą­cze­nia się do naszych ewo­lu­cyj­nych mecha­ni­zmów spu­sto­wych i prze­ła­ma­nia wszel­kich bio­lo­gicz­nych barier chro­nią­cych nas przed prze­kra­cza­niem gra­nic roz­sądku w kon­sump­cji228.

Wielcy pro­du­cenci żyw­no­ści to wiel­kie pie­nią­dze. Sam prze­mysł żyw­no­ści prze­two­rzo­nej przy­nosi rocz­nie ponad 2 biliony dola­rów229. Dzięki takiej sile eko­no­micz­nej stać ich na mani­pu­lo­wa­nie czymś wię­cej niż upodo­ba­nia sma­kowe: mogą także wpły­wać na poli­tykę spo­łeczną i bada­nia naukowe. Branża spo­żyw­cza, alko­ho­lowa i tyto­niowa sto­sują tę samą nie­sym­pa­tyczną tak­tykę: blo­kują regu­la­cje proz­dro­wotne, prze­cią­gają na swoją stronę orga­ni­za­cje zawo­dowe, two­rzą grupy naci­sku i znie­kształ­cają prze­kaz naukowy230. Nic dziw­nego, skoro tyle jest mię­dzy nimi kor­po­ra­cyj­nych powią­zań -?na przy­kład w swoim cza­sie papie­ro­sowy gigant Phi­lip Mor­ris był też wła­ści­cie­lem zarówno Kra­fta, jak i Mil­ler Bre­wing231.

W roku 2009 branża spo­żyw­cza, by zyskać wpływ na pro­cesy sta­no­wie­nia prawa, wydała ponad 50 milio­nów dola­rów na zatrud­nie­nie 350 lob­by­stów, w więk­szo­ści byłych urzęd­ni­ków pań­stwo­wych wyso­kiego szcze­bla, któ­rzy naj­pierw mieli moż­li­wość wspie­ra­nia inte­resu kor­po­ra­cji od wewnątrz, a po zakoń­cze­niu pracy "w służ­bie cywil­nej" byli wyna­gra­dzani cie­płymi posad­kami w lob­bingu232. Jest to przy­kład tak zwa­nego zja­wi­ska drzwi obro­to­wych -?mię­dzy prze­my­słem a jego regu­la­to­rami.

W kolej­nym roku prze­mysł spo­żyw­czy wzbo­ga­cił się o nową broń -?kij na doda­tek do wszyst­kich już posia­da­nych mar­che­wek. Dwu­dzie­stego pierw­szego stycz­nia 2010 orze­cze­nie Sądu Naj­wyż­szego w spra­wie Citi­zens Uni­ted sto­sun­kiem gło­sów pięć do czte­rech zezwo­liło kor­po­ra­cjom na wydat­ko­wa­nie nie­ogra­ni­czo­nych sum pie­nięż­nych na kam­pa­nie rekla­mowe miaż­dżące każ­dego, kto odwa­żyłby się im prze­ciw­sta­wić233. Nic więc dziw­nego, że nasi wybie­ralni wysocy urzęd­nicy tak sta­ran­nie uni­kali kon­fron­ta­cji234, godząc się na rząd wiel­kich kon­cer­nów spo­żyw­czych stwo­rzony przez wiel­kie kon­cerny spo­żyw­cze i dla wiel­kich kon­cer­nów spo­żyw­czych235.

W skali glo­bal­nej mamy do czy­nie­nia z ana­lo­giczną dyna­miką. Słabo sły­szalne apele śro­do­wisk zwią­za­nych ze zdro­wiem publicz­nym o dobro­wolne prze­strze­ga­nie stan­dar­dów spo­ty­kają się nie tylko ze wście­kłym opo­rem prze­ciwko istot­nym zmia­nom236, ale także ponadna­ro­do­wymi soju­szami han­dlu i zagra­nicz­nych inwe­sty­cji mają­cymi na celu wmu­ro­wa­nie ochrony zysków prze­my­słu spo­żyw­czego w sys­temy prawne poszcze­gól­nych kra­jów237.

Korup­cjo­genny wpływ reklamy roz­ciąga się nawet na orga­ni­za­cje medyczne. Pamiętne z udziału w daw­nych rekla­mach papie­ro­sów238 Ame­ri­can Asso­cia­tion of Family Phy­si­cians (Ame­ry­kań­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Leka­rzy Rodzin­nych) przy­jęło miliony od Coca-Cola Com­pany, czę­ściowo po to, by kon­se­kwent­nie "roz­wi­jać pro­gram edu­ka­cji kon­su­men­tów w dzie­dzi­nie napo­jów i sub­stan­cji sło­dzą­cych239. Gdy Ame­ri­can Aca­demy of Pedia­trics (Ame­ry­kań­ska Aka­de­mia Pedia­trii) została wywo­łana do tablicy za wychwa­la­nie nowo zawar­tego kor­po­ra­cyj­nego przy­mie­rza z Coke i "nie­oce­nio­nego zaan­ga­żo­wa­nia firmy w sprawę zdro­wia dzieci" 240 , wice­prze­wod­ni­czący wyko­naw­czy AAP pró­bo­wał uci­szyć pro­te­sty, tłu­ma­cząc, że zwią­zek ten nie jest niczym bez­pre­ce­den­so­wym, bo prze­cież Ame­ri­can Aca­demy of Pedia­trics miała już za sobą współ­pracę z Pepsi i McDo­nald's241.

Na pierw­szej linii frontu do masko­wa­nia prze­kazu firmy uży­wane są fał­szywe ruchy oddolne. Śla­dem stwo­rzo­nej przez R.J. Rey­noldsa orga­ni­za­cji Get Govern­ment Off Our Back (Niech Rząd się od Nas Odczepi), któ­rej celem było zwal­cza­nie regu­la­cji praw­nych pro­duk­cji tyto­niu, kro­czy przy­kryw­kowa Ame­ri­cans Aga­inst Food Taxes (Ame­ry­ka­nie Prze­ciwko Opo­dat­ko­wa­niu Pro­duk­tów Spo­żyw­czych), która rów­nie dobrze mogłaby się nazy­wać Food Indu­stry Aga­inst Food Taxes (Prze­mysł Spo­żyw­czy Prze­ciwko Opo­dat­ko­wa­niu Pro­duk­tów Spo­żyw­czych)242. Siła for­ma­cji przy­kryw­ko­wych jest tak duża, że była w sta­nie połą­czyć dwójkę zacie­kłych rywali biz­ne­so­wych, Sugar Asso­cia­tion (Zwią­zek Pro­du­cen­tów Cukru) i Corn Refi­ners Asso­cia­tion (Zwią­zek Pro­du­cen­tów Syropu Kuku­ry­dzia­nego), i skło­nić ich do soju­szu z Ame­ri­can Beve­rage Asso­cia­tion (pro­du­cen­tami napo­jów) i Natio­nal Con­fec­tio­ners Asso­cia­tion (związ­kiem cukier­ni­ków); wszy­scy razem zgod­nie wystę­pują jako Ame­ri­cans for Food and Beve­rage Cho­ice243 (Ame­ry­ka­nie na rzecz Wol­no­ści Wyboru Żyw­no­ści i Napo­jów).

Inna wypró­bo­wana tak­tyka prze­my­słu tyto­nio­wego244: wyko­rzy­sty­wa­nie pseu­do­nau­ko­wych przy­kry­wek takich jak Glo­bal Energy Balance Network Coca-Cola do pod­wa­ża­nia nauki poprzez wpły­wa­nie na kształt245 badań nauko­wych lub utrud­nia­nie246 tych, które mogłyby nie posłu­żyć celom kor­po­ra­cji. Jed­nym z wielu przy­kła­dów jest histo­ria tłusz­czów trans. Pro­du­cenci żyw­no­ści nie tylko długo zaprze­czali, że tłusz­cze trans niosą ze sobą ryzyko cho­roby247, ale aktyw­nie uci­szali pyta­nia248 i dys­kre­dy­to­wali usta­le­nia naukowe249.

Według nie­któ­rych ocen glo­balne śmier­telne żniwo pro­duk­tów spo­żyw­czych boga­tych w tłusz­cze trans, tłusz­cze nasy­cone, sól i cukier to 14 milio­nów zgo­nów. Rocz­nie250. To, że żadne pań­stwo na świe­cie nie jest zdolne odwró­cić tej fali, "nie wynika stąd, że poszcze­gól­nym ludziom brak sil­nej woli", stwier­dziła dyrek­tor gene­ralna Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Zdro­wia251. "Wynika z braku woli poli­tycz­nej, by prze­ciw­sta­wić się potęż­nemu prze­my­słowi pro­duk­cji żyw­no­ści i napo­jów" 252 . Swoje prze­mó­wie­nie pro­gra­mowe wygło­szone przed Natio­nal Aca­demy of Medi­cine, a zaty­tu­ło­wane Oty­łość i cukrzyca: kata­strofa w zwol­nio­nym tem­pie, zakoń­czyła tymi sło­wami: "Inte­res publiczny musi mieć pierw­szeń­stwo przed inte­re­sem kor­po­ra­cji" 253 .

Po prostu nie możemy tak jeść

W kwe­stii przy­czyn epi­de­mii oty­ło­ści ist­nieje coś w rodzaju sztucz­nie wykre­owa­nej nie­ja­sno­ści. W dużych bada­niach poja­wiają się sfor­mu­ło­wa­nia, że są one "nie­zmier­nie zło­żone" i "sza­le­nie trudne do roz­wi­kła­nia"254. Ja nato­miast po przej­rze­niu dostęp­nego piśmien­nic­twa nie widzę tu jakiejś wiel­kiej tajem­nicy.

Przy­czyną jest jedze­nie.

Próby ściem­nia­nia -?wycią­ga­nie mnó­stwa nie­zbyt prze­ko­nu­ją­cych wyja­śnień typu sie­dzący tryb życia albo brak wewnętrz­nej dys­cy­pliny -?służą bar­dziej pro­du­cen­tom i mar­ke­tin­gowi niż zdro­wiu publicz­nemu i obro­nie prawdy255. Zapy­tany o rolę gastro­no­mii w epi­de­mii oty­ło­ści, prze­wod­ni­czący Natio­nal Restau­rant Asso­cia­tion (Naro­do­wego Związku Restau­ra­to­rów) odpo­wie­dział: "Z samego faktu dys­po­no­wa­nia elek­trycz­no­ścią nie wynika jesz­cze, że mamy się zabi­jać prą­dem"256. Ow­szem, ale duża część branży spo­żyw­czej, prak­tycz­nie bio­rąc, wpro­wa­dza elek­trody do ośrod­ków nagrody w naszych mózgach, by apli­ko­wać nam wstrząsy pora­ża­jące i nisz­czące samo­kon­trolę.

Postęp tech­niczny w zakre­sie prze­twa­rza­nia i pako­wa­nia pro­duk­tów w połą­cze­niu z poli­tyką rządu i hoj­nym roz­daw­nic­twem, które zapew­niało "kom­plek­sowi prze­my­słu spo­żyw­czego"257 dostęp do tanich towa­rów, dopro­wa­dził do zalewu rynku goto­wymi do zje­dze­nia, goto­wymi do pod­grza­nia lub goto­wymi do wypi­cia arty­ku­łami żyw­no­ścio­wymi. Dla uko­je­nia ner­wów nie­cier­pli­wych inwe­sto­rów mar­ke­ting stał się jesz­cze powszech­niej­szy i bar­dziej suge­stywny. Wszyst­kie te czyn­niki wią­zało tajne przy­mie­rze na rzecz wypra­co­wa­nia niczym nie­ogra­ni­czo­nego dostępu do obfi­to­ści wygod­nego w uży­ciu, taniego, wyso­ko­ka­lo­rycz­nego poży­wie­nia, czę­sto roz­myśl­nie zapra­wia­nego dodat­kami che­micz­nymi, by było hiper­sty­mu­lu­jąco słod­kie lub pikantne, ale bar­dzo słabo sycące.

W miarę jak grzęź­niemy coraz głę­biej w rucho­mych pia­skach kalo­rii, musimy zuży­wać coraz wię­cej i wię­cej ener­gii men­tal­nej, by dać odpór nie­usta­ją­cemu bom­bar­do­wa­niu rekla­mami i prze­wi­ja­ją­cej się przed naszymi oczami wysta­wie kuszą­cych sma­ko­ły­ków dostęp­nych na wycią­gnię­cie ręki przez 24 godziny na dobę 7 dni w tygo­dniu258. Rynek zalewa obec­nie tyle jedze­nia, że więk­szość z tego tra­fia na śmiet­nik. Skala mar­no­tra­wie­nia żyw­no­ści od lat 70. XX wieku stop­niowo wzro­sła o około 50 pro­cent259. Cóż, może lepiej niech idzie na wysy­pi­sko, niżby miała prze­peł­niać nasze żołądki. Zbyt czę­sto "żywot pół­kowy" tych tanich tuczą­cych pro­duk­tów zdaje się mieć więk­sze zna­cze­nie niż życie ludz­kie.

Ale prze­cież nie­bosz­czycy nie jedzą. Czy więc firmy pro­du­ku­jące żyw­ność nie mają ukry­tego inte­resu w utrzy­my­wa­niu kon­su­men­tów w dobrym sta­nie zdro­wia? Takie pyta­nie ujaw­nia fun­da­men­talne nie­zro­zu­mie­nie, jak funk­cjo­nuje sys­tem. Pierw­szym obo­wiąz­kiem spółki publicz­nej jest dostar­cze­nie zwrotu inwe­sto­rom. Zwróć­cie uwagę, że wyroby prze­my­słu tyto­nio­wego zabi­jają co dru­giego spo­śród ich naj­bar­dziej lojal­nych użyt­kow­ni­ków260. Nie cho­dzi o satys­fak­cję klien­tów, ale o satys­fak­cję akcjo­na­riu­szy. Klient jest zawsze na dru­gim miej­scu.

Tak samo, jak przy­rost wagi można uznać za abso­lut­nie natu­ralną reak­cję na sprzy­ja­jące tyciu śro­do­wi­sko, rządy i firmy reagują w spo­sób naj­zu­peł­niej nor­malny na poli­tyczne i eko­no­miczne realia naszego sys­temu261. Czy przy­cho­dzi wam do głowy choć jedna ważna gałąź gospo­darki, która odnio­słaby korzyść, gdyby ludzie jedli mniej chłamu? "Z pew­no­ścią nie rol­nic­two, prze­twór­stwo żyw­no­ści, han­del, gastro­no­mia, branża die­te­tyczna czy far­ma­ceu­tyczna", napi­sała w arty­kule wstęp­nym w "Science" pro­fe­sor eme­ri­tus Marion Nestle, gdy była sze­fową wydziału nauk o żywie­niu na New York Uni­ver­sity. "Wszyst­kie te dzie­dziny kwitną, gdy ludzie jedzą wię­cej, i wszyst­kie zatrud­niają armię lob­by­stów w celu znie­chę­ca­nia rządu, by coś w tej kwe­stii zmie­nił"262.

Skoro więc czę­ścią pro­blemu jest tanie i dostępne smaczne jedze­nie, czy roz­wią­za­nie sta­nowi jedze­nie, które trudno kupić, a przy tym jest nie­ape­tyczne i dro­gie? Czy może ist­nieje spo­sób, by czer­pać to, co naj­lep­sze z każ­dej opcji -?posiłki łatwe do przy­rzą­dze­nia, zdrowe, pyszne, sycące, które w dodatku poma­gają zrzu­cić wagę?

Aby się tego dowie­dzieć, napi­sa­łem tę książkę.

SKUTKI

Upiorne abecadło

Naj­więk­sze dotych­czas prze­pro­wa­dzone bada­nie skut­ków zdro­wot­nych nad­wagi objęło ana­lizą dane ponad 50 milio­nów ludzi z nie­mal 200 kra­jów i wyka­zało, że nad­mierna masa ciała przy­czy­nia się do przed­wcze­snej śmierci około czte­rech milio­nów osób rocz­nie. Więk­szość z tych zgo­nów powo­dują cho­roby układu ser­cowo-naczy­nio­wego, ale naukowcy zna­leźli też "prze­ko­nu­jące" bądź "praw­do­po­dobne" argu­menty wią­żące oty­łość z dobrymi 20 innymi scho­rze­niami263 -?istne ABC poten­cjal­nych pro­ble­mów zdro­wot­nych.

A jak artre­tyzm

W abe­ca­dle zdro­wot­nych kon­se­kwen­cji oty­ło­ści "A" odnosi się do roz­ma­itych postaci zapa­le­nia sta­wów. Oty­łość może zaostrzać reu­ma­to­idalne zapa­le­nie sta­wów264 i zwięk­szać ryzyko innej zapal­nej cho­roby sta­wów265, dny mocza­no­wej zwa­nej daw­niej poda­grą albo "cho­robą kró­lów" jako spo­wo­do­waną zbyt wystaw­nym spo­so­bem odży­wia­nia się. Jed­nak naj­bar­dziej roz­po­wszech­nioną cho­robą sta­wów na świe­cie jest cho­roba zwy­rod­nie­niowa266, a oty­łość może być jej głów­nym mody­fi­ko­wal­nym czyn­ni­kiem ryzyka267.

Cho­roba zwy­rod­nie­niowa powstaje, gdy chrząstka two­rząca war­stwę ochronną na powierzch­niach sta­wo­wych kości nisz­czeje szyb­ciej, niż orga­nizm jest w sta­nie ją zre­ge­ne­ro­wać268. Naj­czę­ściej ata­kuje stawy kola­nowe, co pro­wa­dzi do zało­że­nia, że ów zwią­zek z oty­ło­ścią spro­wa­dza się do nad­mier­nego obcią­że­nia sta­wów dodat­kową wagą. Jed­nak cho­roba zwy­rod­nie­niowa może doty­kać rów­nież sta­wów niedź­wi­ga­ją­cych cię­ża­rów, co wska­zy­wa­łoby, iż nie jest to pro­blem czy­sto mecha­niczny. Pewną rolę może tu odgry­wać zwią­zana z oty­ło­ścią dys­li­pi­de­mia269 ze wzro­stem stę­że­nia tłusz­czów -?cho­le­ste­rolu i trój­gli­ce­ry­dów we krwi, co nasila pro­cesy zapalne w sta­wach270.

Utrata na wadze nie­spełna pół kilo­grama rocz­nie przez 10 kolej­nych lat może zmniej­szyć ryzyko roz­woju cho­roby zwy­rod­nie­nio­wej sta­wów o ponad 50 pro­cent271. Reduk­cja masy ciała może nawet zapo­biec koniecz­no­ści ope­ra­cji stawu kola­no­wego. U oty­łych cho­rych na cho­robę zwy­rod­nie­niową, któ­rzy w pro­ce­sie ran­do­mi­za­cji zostali przy­dzie­leni do grupy odchu­dza­ją­cych się, w ciągu zale­d­wie 8 tygo­dni funk­cja stawu kola­no­wego popra­wiła się w takim samym stop­niu jak u ope­ro­wa­nych. Naukowcy doszli do wnio­sku, że pozby­cie się około 9 kg tłusz­czu "można uznać za opcję rów­no­ważną wsz­cze­pie­niu endo­pro­tezy stawu kola­no­wego" 272.

Tylko czy nie łatwiej jest dać sobie wsz­cze­pić endo­pro­tezę niż schud­nąć 9 kg? Rzadko wspo­mina się o fak­cie, że nie­mal jeden na stu pacjen­tów z wsz­cze­pioną endo­pro­tezą umiera w ciągu 90 dni od zabiegu. Wziąw­szy pod uwagę nie­sły­chaną popu­lar­ność tej ope­ra­cji -?w Sta­nach Zjed­no­czo­nych co roku wyko­nuje jej się około 700 tysięcy -?wydawca pisma poświę­co­nego orto­pe­dii zasu­ge­ro­wał, iż "osoby roz­wa­ża­jące tę pro­ce­durę są nie­wy­star­cza­jąco uwraż­li­wione na praw­do­po­do­bień­stwo, że może oka­zać się dla nich zabój­cza"273. W odpo­wie­dzi pewien chi­rurg pod­dał pod dys­ku­sję pro­blem, czy pacjen­tów należy infor­mo­wać o tym, co jest zapewne "naj­istot­niej­szym ze wszyst­kich fak­tów274":

Dla mnie naj­waż­niej­szą kwe­stią jest to, czy ta wie­dza w jakiś spo­sób pomoże pacjen­towi. Czy tylko zwięk­szy nie­po­kój czło­wieka i tak już zde­ner­wo­wa­nego, być może do tego stop­nia, że odstąpi od zabiegu, który przy­niósłby mu korzyść? Czy też zmo­ty­wuje kogoś nie aż tak cho­rego do prze­strze­ga­nia diety i tre­ningu fizycz­nego? Koniec koń­ców decy­duje sumie­nie leka­rza275.

Nawet spo­śród tej ogrom­nej więk­szo­ści pacjen­tów, któ­rzy prze­żyją ope­ra­cję, mniej wię­cej jedna osoba na pięć nie będzie zado­wo­lona z efektu276. Z kolei odchu­dze­nie się to nie­in­wa­zyjne roz­wią­za­nie, które leczy przy­czynę pro­blemu i ma wyłącz­nie dobre strony.

B jak ból ple­ców

Nad­waga to zara­zem czyn­nik ryzyka bólu krzyża277, rwy kul­szo­wej278, zwy­rod­nie­nia279 i prze­pu­kliny280 krążka mię­dzy­krę­go­wego. Tak jak w zapa­le­niu sta­wów, pato­lo­gie te mogą być skut­kiem kom­bi­na­cji ogrom­nego obcią­że­nia, stanu zapal­nego oraz zwięk­szo­nego stę­że­nia cho­le­ste­rolu -?czyn­ni­ków zwią­za­nych z nad­wagą281. Bada­nia sek­cyjne wyka­zały, że tęt­nice zaopa­tru­jące lędź­wiowy odci­nek krę­go­słupa też bywają zatkane blasz­kami miaż­dży­co­wymi, co odcina dopływ tlenu i sub­stan­cji odżyw­czych do jego krąż­ków mię­dzy­krę­go­wych282.

C jak cho­roba nie­do­krwienna serca

Z czte­rech milio­nów zgo­nów rocz­nie na całym świe­cie przy­pi­sy­wa­nych skut­kom nad­wagi nie­mal 70 pro­cent to zgony wywo­łane cho­ro­bami układu ser­cowo-naczy­nio­wego283. Czy tylko dla­tego, że ci ludzie tak źle się odży­wiali? Bada­nia gene­tyczne wska­zują, że osoby, któ­rym od poczę­cia pisana była więk­sza waga -?po pro­stu z przy­czyn dzie­dzicz­nych -?rze­czy­wi­ście mają wyż­sze ryzyko cho­roby nie­do­krwien­nej serca i udaru mózgo­wego, nie­za­leż­nie od tego, co jedzą284. A zatem czy to ryzyko się obniży, jeśli się odchu­dzimy?

Bada­nie o epo­ni­mie SOS, co sta­nowi skrót od Swe­dish Obese Sub­jects, (czyli bada­nie oty­łych Szwe­dów) było pierw­szym dłu­go­ter­mi­no­wym kon­tro­lo­wa­nym bada­niem mają­cym na celu porów­na­nie wyni­ków lecze­nia tysięcy pacjen­tów po ope­ra­cjach baria­trycz­nych z pacjen­tami z grupy kon­tro­l­nej, któ­rzy zaczy­nali z taką samą wagą, ale poszli drogą nie­za­bie­gową. Grupa kon­tro­lna gene­ral­nie utrzy­mała wyj­ściową wagę, pod­czas gdy grupa ope­ro­wana uzy­skała około 20-pro­cen­towy spa­dek, który utrzy­mał się przez następne 10 do 20 lat. W tym cza­sie w gru­pie ope­ro­wa­nej stwier­dzono nie tylko o 80 pro­cent mniej przy­pad­ków cukrzycy, ale także istot­nie mniej przy­pad­ków zawału serca i udaru, nic więc dziw­nego, że zna­cząco zre­du­ko­wało to ich cał­ko­witą śmier­tel­ność285.

D jak dia­be­tes mel­li­tus (cukrzyca)

Jak wyraź­nie stwier­dza kon­sen­sus Inter­na­tio­nal Dia­be­tes Fede­ra­tion (Mię­dzy­na­ro­dowa Fede­ra­cja Cukrzycy), oty­łość uznaje się za naj­waż­niej­szy czyn­nik ryzyka cukrzycy typu 2286, obec­nie głów­nej przy­czyny nie­wy­dol­no­ści nerek, ampu­ta­cji koń­czyn dol­nych i utraty wzroku u doro­słych287. O iro­nio, wiele leków sto­so­wa­nych w lecze­niu cukrzycy, w tym sama insu­lina, powo­dują dal­sze tycie, a więc mamy błędne koło288. Czyli znów: lecze­nie poprzez mody­fi­ka­cję stylu życia, aby oddzia­ły­wać na pier­wotną przy­czynę pato­lo­gii, jest nie tylko naj­bez­piecz­niej­szym, naj­prost­szym i naj­tań­szym, ale być może także naj­sku­tecz­niej­szym środ­kiem do celu.

E jak ence­fa­lo­pa­tia

Ter­min "ence­fa­lo­pa­tia" ozna­cza pato­lo­gię mózgu i rze­czy­wi­ście ist­nieją spójne dane potwier­dza­jące powią­za­nie mię­dzy oty­ło­ścią w śred­nim wieku z demen­cją w póź­niej­szym życiu289. Osoby z nad­wagą mają ryzyko zacho­ro­wa­nia wyż­sze o jedną trze­cią, a ci, któ­rzy są otyli w śred­nim wieku, nawet o 90 pro­cent290. Nie ogra­ni­cza się ono jed­nak tylko do przy­szłej dys­funk­cji. Osoby z nad­wagą wydają się mniej sprawne inte­lek­tu­al­nie w każ­dym wieku.

Ludzie otyli prze­ja­wiają sze­roko pojęte defi­cyty w zakre­sie funk­cji wyko­naw­czych mózgu, takich jak pamięć robo­cza, podej­mo­wa­nie decy­zji, pla­no­wa­nie, ela­stycz­ność poznaw­cza i flu­en­cja słowna291. Odgry­wają one fun­da­men­talną rolę w życiu codzien­nym. Fak­tem jest, że ludzie potra­fią myśleć o swo­jej oty­ło­ści i zwią­za­nej z nią styg­ma­ty­za­cji nawet pięć razy w ciągu godziny292, ale wygląda na to, że pro­blemy poznaw­cze nie biorą się po pro­stu stąd, że te myśli ich roz­pra­szają. Ist­nieją rze­czy­wi­ste struk­tu­ralne róż­nice mię­dzy mózgiem osoby o pra­wi­dło­wej wadze a mózgiem osoby z nad­wagą.

Publi­ka­cja prze­glą­dowa zaty­tu­ło­wana Does the Brain Shrink as the Waist Expands? (Czy mózg kur­czy się, w miarę jak posze­rza się talia?) podaje, że we wszyst­kich gru­pach wie­ko­wych u osób o nad­mier­nej ilo­ści tkanki tłusz­czo­wej docho­dzi do zaniku istoty sza­rej293. Zmniej­sze­nie obję­to­ści mózgu kore­luje z pogor­sze­niem funk­cji wyko­naw­czych294. Wyka­zano także upo­śle­dze­nie inte­gral­no­ści dróg ner­wo­wych istoty bia­łej, co wska­zuje, że nawet u mło­dych doro­słych i dzieci oty­łość pro­wa­dzi do przy­spie­szo­nego sta­rze­nia się mózgu295. Można więc wnio­sko­wać, że oty­łość w jakiś spo­sób wpływa na jego funk­cjo­no­wa­nie sama przez się, nie zaś pośred­nio, na przy­kład poprzez późne kli­niczne kon­se­kwen­cje współ­ist­nie­ją­cych z nią scho­rzeń takich jak nad­ci­śnie­nie tęt­ni­cze296. Wśród przy­pusz­czal­nych mecha­ni­zmów takich dys­funk­cji wymie­nia się pro­cesy zapalne i stres oksy­da­cyjny -?oba zja­wi­ska towa­rzy­szące oty­ło­ści297.

Czy schud­nię­cie popra­wia funk­cje poznaw­cze? Meta­ana­liza 20 badań poka­zuje, że wsku­tek nawet nie­wiel­kiej reduk­cji wagi spraw­ność inte­lek­tu­alna w wielu obsza­rach może ulec zna­czą­cemu polep­sze­niu, choć nie prze­pro­wa­dzono jesz­cze takich badań, które pozwo­li­łyby stwier­dzić, czy ten efekt prze­kłada się na nor­ma­li­za­cję ryzyka cho­roby Alzhe­imera298.

G jak GERD

GERD to akro­nim utwo­rzony od nazwy Gastro­Eso­pha­geal Reflux Dise­ase (cho­roba refluk­sowa prze­łyku). Nad­mierne ciśnie­nie w jamie brzusz­nej spo­wo­do­wane oty­ło­ścią sprzyja cofa­niu się kwasu żołąd­ko­wego aż do gar­dła, co mani­fe­stuje się zgagą i sta­nem zapal­nym299. Ryzyko zacho­ro­wa­nia można obni­żyć dietą bogatą w błon­nik. Wzrost ciśnie­nia w jamie brzusz­nej u osób oty­łych może także wyja­śniać, dla­czego kobiety z nad­wagą czę­ściej cier­pią na wypa­da­nie macicy300; przy­czyną jest ucisk i wypy­cha­nie narządu do kanału rod­nego.

H jak hyper­ten­sio (nad­ci­śnie­nie tęt­ni­cze)

Nad­miar tłusz­czu trzew­nego może cał­kiem dosłow­nie uci­skać nerki301, a to zwięk­szone ciśnie­nie jest w sta­nie sku­tecz­nie wypchnąć sód z powro­tem do krwio­biegu, wsku­tek czego rośnie także ciśnie­nie krwi. Połą­cze­nie oty­ło­ści z nadciśnie­niem może mieć "kata­stro­falny wpływ na zdro­wie"302. Chce­cie usły­szeć coś pozy­tyw­nego? Nawet parę kilo­gra­mów mniej przy­czy­nia się do obni­że­nia ciśnie­nia. Reduk­cję wagi okre­ślono jako "klu­czową stra­te­gię kon­troli ciśnie­nia"303. W isto­cie, wyka­zano, że odchu­dze­nie się o około 4 kg obniża ciśnie­nie304 rów­nie sku­tecz­nie, jak zmniej­sze­nie spo­ży­cia soli305 w przy­bli­że­niu o połowę.306

I jak immu­no­lo­giczny układ

Bada­nie SOS wyka­zało także, że osoby odchu­dzone rza­dziej cho­rują na nowo­twory zło­śliwe307. Może dla­tego, że odpor­ność prze­ciw­no­wo­two­rowa naj­wy­raź­niej ma coś wspól­nego z wagą. Pierw­szą linię obrony przed komór­kami nowo­two­ro­wymi sta­no­wią komórki odpor­no­ściowe natu­ral kil­lers, a oty­łość poważ­nie upo­śle­dza ich funk­cje. U osób oty­łych włą­czo­nych losowo do grupy, w któ­rej wdro­żono pro­gram odchu­dza­nia, już po 3 mie­sią­cach stwier­dzono istotną reak­ty­wa­cję komó­rek NK308. Co prawda pro­gram obej­mo­wał rów­nież tre­ning fizyczny, trudno więc pre­cy­zyj­nie wydzie­lić sam wpływ reduk­cji wagi, jako że aktyw­ność fizyczna także sty­mu­luje te komórki309.

Na dru­gim końcu spek­trum mamy podej­rze­nie, że oty­łość jest roz­po­wszech­nio­nym czyn­ni­kiem ryzyka stward­nie­nia roz­sia­nego, cho­roby auto­im­mu­no­lo­gicz­nej310. Wyni­ka­łoby stąd, że w zakre­sie funk­cji układu immu­no­lo­gicz­nego oty­łość wiąże się z tym, co naj­gor­sze na obu bie­gu­nach: nie­do­sta­teczna aktyw­ność, gdy potrze­bu­jemy ochrony przed nowo­two­rami i infek­cjami, a zara­zem nad­mierna aktyw­ność, gdy mamy do czy­nie­nia z pew­nymi zapal­nymi scho­rze­niami auto­im­mu­no­lo­gicz­nymi311.

K jak kamica żół­ciowa

Jaka cho­roba układu pokar­mo­wego jest naj­częst­szą przy­czyną hospi­ta­li­za­cji? Kolka żół­ciowa. Co roku u ponad miliona Ame­ry­ka­nów wykrywa się kamicę żół­ciową, a około 700 tysiącom trzeba chi­rur­gicz­nie usu­nąć pęche­rzyk żół­ciowy312. Jest to pro­ce­dura względ­nie bez­pieczna313. Ryzyko wcze­snych powi­kłań mie­ści się zazwy­czaj poni­żej 5 pro­cent, a śmier­tel­ność wynosi tylko około jeden do tysiąca314. Jed­nak u 10 pro­cent pacjen­tów w ciągu tygo­dni lub mie­sięcy po zabiegu może roz­wi­nąć się zespół pocho­le­cy­stek­to­mijny z upo­rczy­wymi dole­gli­wo­ściami żołąd­kowo-jeli­to­wymi315.

Z czego skła­dają się kamie­nie żół­ciowe? W 80-90 pro­cent przy­pad­ków taki kamień to po pro­stu odkła­da­jący się w pęche­rzyku żół­cio­wym skry­sta­li­zo­wany cho­le­ste­rol316. Tym tłu­ma­czono wyniki pew­nych daw­niej­szych nie­wiel­kich badań, które wska­zy­wały, że kamie­nie żół­ciowe czę­ściej powstają u nie­we­ge­ta­rian z powodu ich wyż­szych pozio­mów cho­le­ste­rolu317, jed­nak wnio­ski z now­szych i sze­rzej zakro­jo­nych ana­liz są nie­jed­no­znaczne318, 319. Obec­nie uważa się, że naj­waż­niej­szym czyn­ni­kiem ryzyka i przy­czyną kamicy żół­cio­wej320 jest praw­do­po­dob­nie oty­łość321, która zwięk­sza praw­do­po­do­bień­stwo zacho­ro­wa­nia aż sied­mio­krot­nie322.

Jak na iro­nię, gwał­towna utrata wagi także może wyzwo­lić napad kolki żół­cio­wej. Usta­lono, że "bez­pieczna z medycz­nego punktu widze­nia górna gra­nica reduk­cji wagi" w aspek­cie for­mo­wa­nia się kamieni żół­cio­wych to 227 g na dobę. Bada­nia ultra­so­no­gra­ficzne wyka­zały, że powy­żej tej war­to­ści czę­stość powsta­wa­nia nowych zło­gów może sko­czyć z mniej niż jeden do dwu­stu -?do jeden do trzy­dzie­stu przy­pad­ków tygo­dniowo323. Chcąc zapo­biec kolce żół­cio­wej, należy zwięk­szyć spo­ży­cie błon­nika. Ilość błon­nika spo­żyw­czego w poży­wie­niu nie tylko wiąże się z niż­szą czę­sto­ścią wystę­po­wa­nia zapa­le­nia pęche­rzyka żół­cio­wego324, ale dodat­kowo u osób, które w trak­cie pro­gramu odchu­dza­ją­cego prze­strze­gały diety wyso­ko­błon­ni­ko­wej, złogi two­rzyły się istot­nie rza­dziej, niż u osób, które stra­ciły na wadze tyle samo, ale nie przyj­mo­wały tyle błon­nika325.

M jak mocz­nica

Oty­łość jest jed­nym z naj­po­waż­niej­szych czyn­ni­ków ryzyka prze­wle­kłej cho­roby nerek. Nerki kom­pen­sują cię­żar meta­bo­liczny nakła­dany na orga­nizm przez nad­mierną wagę za pomocą mecha­ni­zmu zwa­nego hiper­fil­tra­cją. Skut­kiem jest zwięk­szone ciśnie­nie wewnętrzne, uszko­dze­nie tych deli­kat­nych narzą­dów i w dal­szej per­spek­ty­wie wzrost ryzyka mocz­nicy326.

N jak NAFLD i nie­płod­ność

Epi­de­mia oty­ło­ści spra­wiła, że nie­al­ko­ho­lowa stłusz­cze­niowa cho­roba wątroby (nonal­co­ho­lic fatty liver dise­ase -?NAFLD) jest obec­nie naj­częst­szym scho­rze­niem tego narządu w świe­cie uprze­my­sło­wio­nym327. Tłuszcz nie zatrzy­muje się na naszych brzu­chach i udach, ale wkrada się także do narzą­dów wewnętrz­nych. Ponad 80 pro­cent ludzi z oty­ło­ścią brzuszną ma też nacie­czoną tłusz­czem wątrobę328, a w oty­ło­ści cięż­kiej ich liczba prze­kra­cza 90 pro­cent 329. Stan ten może pro­wa­dzić do zapa­le­nia, bli­zno­wa­ce­nia, żół­taczki i osta­tecz­nie do mar­sko­ści oraz raka wątroby330. Aktu­al­nie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych zaawan­so­wana postać NAFLD, nie­al­ko­ho­lowe stłusz­cze­niowe zapa­le­nie wątroby, jest pierw­szą przy­czyną prze­szcze­pień tego narządu u kobiet, a prze­wi­duje się, że męż­czyźni wkrótce je dogo­nią331.

N to także nie­płod­ność. Jak sfor­mu­ło­wano we wnio­skach z pew­nej meta­ana­lizy, osoby z nad­wagą, które nie mogą docze­kać się potom­stwa, "należy edu­ko­wać w kwe­stii szko­dli­wo­ści nad­miaru tkanki tłusz­czo­wej". Oka­zało się bowiem, że schud­nię­cie popra­wia sta­ty­stykę ciąż u wal­czą­cych z nie­płod­no­ścią kobiet332. Także męż­czyźni mogą mieć pro­blemy z płod­no­ścią. Im wię­cej męż­czy­zna waży, tym więk­sze ryzyko, że jego nasie­nie będzie ubo­gie w plem­niki, a nawet cał­ko­wi­cie ich pozba­wione333. Jedną z przy­czyn może być wpływ nad­miaru tłusz­czu na poziom testo­ste­ronu.

Tkanka tłusz­czowa jest głów­nym miej­scem pro­duk­cji estro­ge­nów nie tylko u kobiet po meno­pau­zie -?rów­nież u męż­czyzn. Znaj­duje się w niej enzym prze­kształ­ca­jący testo­ste­ron w estro­geny334. Odchu­dze­nie się -?nawet tylko zmiana kate­go­rii z oty­ło­ści do nad­wagi - już może pod­nieść poziom testo­ste­ronu u męż­czy­zny o 13 pro­cent335.

Bar­dziej dra­ma­tyczna przy­czyna nie­płod­no­ści oty­łych męż­czyzn to tak zwane prą­cie pogrą­żone. W piśmien­nic­twie spo­tyka się też nazwy takie jak prą­cie zakryte lub ukryte. Dys­funk­cja ta wystę­puje, gdy w oko­licy łono­wej zgro­ma­dzi się tak dużo tkanki tłusz­czo­wej, że męski czło­nek cał­ko­wi­cie w niej ginie. Wil­gotne śro­do­wi­sko w fał­dach skór­nych sprzyja roz­wo­jowi prze­wle­kłych sta­nów zapal­nych, co pro­wa­dzi do bli­zno­wa­ce­nia i nie­kiedy wymaga inter­wen­cji chi­rur­gicz­nej336. A więc N cza­sami ozna­cza też nie­wi­dzial­nego członka.

O jak onko­lo­gia

Aż trzy czwarte ankie­to­wa­nych ludzi naj­wy­raź­niej nie ma poję­cia o ist­nie­niu związku mię­dzy oty­ło­ścią a cho­robą nowo­two­rową337, tym­cza­sem na pod­sta­wie obszer­nego prze­glądu tysięcy badań można stwier­dzić, że otłusz­cze­nie ciała zwięk­sza ryzyko więk­szo­ści nowo­two­rów, w tym raka prze­łyku, żołądka, jelita gru­bego, wątroby, pęche­rzyka żół­cio­wego, trzustki, piersi, macicy, jaj­nika, nerki, tar­czycy, nowo­tworu zło­śli­wego mózgu i szpiku kost­nego (szpi­czak)338. Dla­czego tak się dzieje? Być może z powodu prze­wle­kłego stanu zapal­nego zwią­za­nego z oty­ło­ścią339, a może z powodu wyso­kich pozio­mów insu­liny wsku­tek insu­li­no­opor­no­ści340. (Insu­lina, poza tym, że regu­luje stę­że­nie cukru we krwi, jest także potęż­nym czyn­ni­kiem wzro­stu, który może sprzy­jać pro­ce­som roz­ro­sto­wym)341. U kobiet innym czyn­ni­kiem może być także nad­miar estro­ge­nów342.

Po wyga­śnię­ciu czyn­no­ści jaj­ni­ków w cza­sie meno­pauzy, głów­nym miej­scem pro­duk­cji estro­ge­nów staje się tkanka tłusz­czowa. Dla­tego w krwio­biegu kobiet oty­łych krąży bli­sko dwa razy wię­cej estro­ge­nów343, co wiąże się z pod­wyż­szo­nym ryzy­kiem zacho­ro­wa­nia -?i śmierci -?na raka piersi344. Schud­nię­cie o 9 kg może obni­żyć poziom estro­ge­nów w tkan­kach piersi o 24 pro­cent345. Dane dla raka pro­staty nie są aż tak mocne346, ist­nieje jed­nak powią­za­nie mię­dzy oty­ło­ścią a zwięk­szo­nym ryzy­kiem inwa­zyj­nego raka prą­cia347.

Jeden z powo­dów, dla któ­rych jeste­śmy tak prze­ko­nani, że zwią­zek mię­dzy oty­ło­ścią a cho­robą nowo­two­rową jest związ­kiem przy­czy­nowo-skut­ko­wym, a nie, że jedno i dru­gie jest pośred­nim skut­kiem złego żywie­nia, to fakt, że gdy ludzie chudną -?nawet jeśli tylko dzięki chi­rur­gii baria­trycz­nej -?ich cał­ko­wite ryzyko zacho­ro­wa­nia na nowo­twór spada. U tych, któ­rzy po ope­ra­cji osią­gnęli i utrzy­mali wagę zre­du­ko­waną o około 18 kg, w ciągu następ­nych 10 lat roz­wija się o mniej wię­cej jedną trze­cią nowo­two­rów mniej w porów­na­niu z grupą kon­tro­lną nie­le­czoną chi­rur­gicz­nie, któ­rej uczest­nicy z cza­sem powoli przy­bie­rają na wadze348. Wyjąt­kiem jest rak jelita gru­bego349.

Rak jelita gru­bego jest jedy­nym nowo­two­rem zło­śli­wym, któ­rego ryzyko po ope­ra­cji baria­trycz­nej rośnie. Śmier­tel­ność z tego powodu może wzra­stać nawet trzy­krot­nie350. Uważa się, że zmiany ana­to­miczne w wyniku jed­nego z naj­czę­ściej prze­pro­wa­dza­nych zabie­gów - zespo­le­nia omi­ja­ją­cego żołą­dek -?spra­wiają, że zwięk­sza się eks­po­zy­cja błony ślu­zo­wej jelit na kwasy żół­ciowe. Odpo­wie­dzial­ność za wzrost ryzyka raka351 przy­pi­suje się pro­za­pal­nemu oddzia­ły­wa­niu tych zmian przez całe lata po zabiegu. Z dru­giej zaś strony reduk­cja wagi meto­dami die­te­tycz­nymi nie­sie z sobą poten­cjał obni­że­nia cał­ko­wi­tego ryzyka zacho­ro­wa­nia na nowo­twór zło­śliwy zwią­zany z oty­ło­ścią.

...a jesz­cze P, R przez X do Z

Gdy­by­śmy chcieli wyli­czać dalej alfa­bet zwią­za­nych z oty­ło­ścią pro­ble­mów zdro­wot­nych, P mogłoby repre­zen­to­wać płuca i ich upo­śle­dzoną funk­cję352, R -?roz­war­stwie­nie aorty, Z - kom­pleks czyn­ni­ków cho­ro­bo­wych znany jako zespół meta­bo­liczny353, i tak dalej. Jest nawet X -?xyfo­dy­nia, ból samego koniuszka mostka wygię­tego na zewnątrz pod wpły­wem napie­ra­ją­cego od spodu brzu­cha354.

Policzyć koszty

Zwa­żyw­szy na to, jaki bez­miar pro­ble­mów zdro­wot­nych niosą ze sobą zbędne kilo­gramy, medyczne koszty, które można przy­pi­sać oty­ło­ści, wyno­szą pra­wie 2 tysiące dola­rów na osobę rocz­nie355, przy czym nagminne scho­rze­nia oty­łych pra­cow­ni­ków liczone w wydat­kach na pokry­cie ubez­pie­czeń zdro­wot­nych kosz­tują pra­co­daw­ców bli­sko 10 tysięcy wię­cej niż zdro­wie ich szczu­płych kole­gów356. Pomi­ja­jąc otwartą dys­kry­mi­na­cję, ten fakt może być przy­czyną roz­bież­no­ści pła­co­wych, z jaką sty­kają się na rynku pracy osoby otyłe; firmy po pro­stu sta­rają się odbić sobie te koszty357. Sza­cuje się, że mię­dzy wydat­kami na opiekę medyczną a zmniej­szoną pro­duk­tyw­no­ścią w prze­li­cze­niu na dni nie­obec­no­ści w pracy cał­ko­wity życiowy koszt utrwa­lo­nej oty­ło­ści per capita prze­kra­cza 200 tysięcy dola­rów358.

Nie­które oceny pla­sują aktu­alne naro­dowe koszty oty­ło­ści na pozio­mie mniej wię­cej 150 miliar­dów359 plus dodat­kowe 50 miliar­dów, które bio­rąc pod uwagę czas do roku 2030, jako że nasze coraz to cięż­sze poko­le­nie baby boomers staje się też coraz star­sze360. The Mil­ken Insti­tute oce­nił, że koszt oty­ło­ści sta­nowi dla gospo­darki obcią­że­nie w wyso­ko­ści biliona dola­rów361, ponad dwa razy wię­cej, niż wyno­szą wydatki na obronę naro­dową362. Są też opi­nie dia­me­tral­nie różne, znaj­du­jące opar­cie w ponu­rym fak­cie, że osoby otyłe po pro­stu kró­cej żyją. Podob­nie jak koszty medyczne cho­rób zwią­za­nych z pale­niem tyto­niu może co naj­mniej rów­no­wa­żyć skró­cony czas prze­ży­cia pala­czy, cało­ściowe wydatki na opiekę zdro­wotną nad oso­bami oty­łymi mogą koniec koń­ców oka­zać się niż­sze od spo­dzie­wa­nych, ponie­waż osoby te praw­do­po­dob­nie umrą przed­wcze­śnie363. A zatem jed­nostką, w któ­rej nale­ża­łoby liczyć praw­dziwe koszty, nie jest dolar, lecz ludz­kie życie.

Więksi niż życie

Już Mar­tin Luther King Jr ostrze­gał, że postęp w dzie­jach ludz­ko­ści ani nie doko­nuje się auto­ma­tycz­nie, ani nie jest nie­unik­niony364, i ta sama prawda może doty­czyć pro­cesu wydłu­ża­nia się ludz­kiego życia365. W roku 1850 śred­nia ocze­ki­wana dłu­gość życia w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wyno­siła mniej niż 40 lat366, ale przez ostat­nie 200 lat stop­niowo rośnie367, zysku­jąc mniej wię­cej 2 lata na dekadę -?to zna­czy rosła do tej pory. Pro­ces ten zatrzy­mał się, może nawet odwró­cił, a naj­więk­szymi prze­gra­nymi będą nasze dzieci. Nie­wy­klu­czone, że z powodu epi­de­mii oty­ło­ści wycho­wu­jemy obec­nie pierw­sze poko­le­nie Ame­ry­ka­nów, któ­rzy będą żyli kró­cej niż ich rodzice368.

Można się spo­dzie­wać, że nie­ko­rzystny trend przy­spie­szy, gdy obecne, młod­sze poko­le­nie -?które zaczęło tyć w wieku młod­szym niż któ­re­kol­wiek wcze­śniej -?wej­dzie w doro­słość. Jeśli epi­de­mia będzie się roz­wi­jać nie­po­wstrzy­mana, ten trend sygna­li­zuje "nad­cho­dzącą spo­łeczną i gospo­dar­czą kata­strofę"369. Nie­któ­rzy prze­wi­dują, że w naj­bliż­szych deka­dach ocze­ki­wana dłu­gość życia w Sta­nach Zjed­no­czo­nych może skur­czyć się o 2 do 5 lat -?może wię­cej. Aby przed­sta­wić rzecz we wła­ści­wej per­spek­ty­wie: wyna­le­zie­nie cudow­nego leku na wszyst­kie posta­cie nowo­two­rów zło­śli­wych doda­łoby do prze­cięt­nej dłu­go­ści życia Ame­ry­ka­nina tylko 3,5 roku370. Innymi słowy zwal­cze­nie epi­de­mii oty­ło­ści mogłoby oca­lić wię­cej ist­nień niż poko­na­nie raka.

Paradoks otyłości

Dowody, że nad­waga zwięk­sza ryzyko pro­wa­dzą­cych do inwa­lidz­twa cho­rób takich jak cukrzyca, wydają się nie­pod­wa­żalne, ale o dziwo, wokół powią­zań mię­dzy wagą ciała a cał­ko­witą śmier­tel­no­ścią ist­nieją kon­tro­wer­sje371. W roku 2013 naukowcy z Cen­ters for Dise­ase Con­trol and Pre­ven­tion (CDC -?Ośrod­ków Kon­troli i Pre­wen­cji Cho­rób) opu­bli­ko­wali w "The Jour­nal of the Ame­ri­can Medi­cal Asso­cia­tion" wyniki meta­ana­lizy wska­zu­jące, że nad­waga może być korzystna. Ow­szem, oty­łość dru­giego lub trze­ciego stop­nia, czyli przy wzro­ście prze­cięt­nego Ame­ry­ka­nina wyno­szą­cym 168 cm372 waga 98 kg lub więk­sza, wią­zała się z krót­szym trwa­niem życia, ale oty­łość pierw­szego stop­nia (84-98 kg przy tym samym wzro­ście) już nie. A nad­waga (70-84 kg przy prze­cięt­nym wzro­ście) w porów­na­niu z wagą pra­wi­dłową (68-70 kg dla wzro­stu 168 cm) wyda­wała się czyn­ni­kiem ochron­nym. Osoby z nad­wagą, z BMI mię­dzy 25 a 30, naj­wy­raź­niej żyły naj­dłu­żej373.

Auto­rzy nagłów­ków mieli uży­wa­nie: "Nad­waga wydłuża życie", "Nie­na­wi­dzisz się odchu­dzać? Głowa do góry... puszy­ści żyją DŁU­ŻEJ"374 czy "Wię­cej kilo­gra­mów to mniej­sze ryzyko zgonu"375. Nic dziw­nego, że publi­ka­cja wznie­ciła istną burzę ogniową kon­tro­wer­sji w sek­to­rze zdro­wia publicz­nego; bada­nie nazy­wano "śmiesz­nym"376, "wadli­wym" i "oszu­kań­czym"377. Szef wydziału żywie­nia na Harvar­dzie stra­cił zimną krew i okre­ślił je jako "naj­zwy­klej­szą kupę śmieci"378, pełen obaw, że prze­mysł żywie­niowy zechce je wyko­rzy­stać w taki sam spo­sób, w jaki prze­mysł rafi­ne­ryjny posłu­guje się sztucz­nie wykre­owa­nymi kon­tro­wer­sjami wokół zmian kli­ma­tycz­nych379.

Jed­nak obrońcy zdro­wia publicz­nego nie mogą po pro­stu zigno­ro­wać nie­wy­god­nych dla sie­bie danych. Nauka to nauka. Tylko jak nad­waga może zwięk­szać ryzyko śmier­tel­nie groź­nych cho­rób, a jed­no­cze­śnie wydłu­żać życie? Ta kwe­stia stała się znana pod nazwą para­doksu oty­ło­ści380. Roz­wią­za­niem zagadki wydają się dwa ważne źró­dła błędu, z któ­rych pierw­szym jest zakłó­ce­nie obrazu przez pale­nie papie­ro­sów381.

Jak wyja­śniam dokład­niej w roz­dziale Akty­wa­cja AMPK, niko­tyna zawarta w dymie tyto­nio­wym może powo­do­wać chud­nię­cie. Tak więc jeśli jesteś szczu­pła czy szczu­pły, bo palisz, nic dziw­nego, że będziesz żyć kró­cej, za to ze szczu­plej­szą talią. Nie­uwzględ­nie­nie w bada­niach demon­stru­ją­cych "para­doks oty­ło­ści" efektu pale­nia pro­wa­dzi do "ogrom­nego nie­do­sza­co­wa­nia"382 zagro­żeń zwią­za­nych z oty­ło­ścią.

Dru­gim głów­nym źró­dłem błędu jest odwró­ce­nie związku przy­czy­nowo-skut­ko­wego. Zamiast wnio­sko­wać, że niż­sza waga powo­duje zagra­ża­jące życiu cho­roby, czy nie bar­dziej logicz­nie jest uznać, że zagra­ża­jące życiu cho­roby powo­dują utratę wagi? Scho­rze­nia takie jak roz­wi­ja­jące się w ukry­ciu nowo­twory, prze­wle­kłe cho­roby serca czy płuc, alko­ho­lizm, depre­sja -?wszyst­kie mogą wywo­ły­wać nie­za­mie­rzone chud­nię­cie na wiele mie­sięcy czy nawet na lata przed dia­gnozą383. Była już mowa o tym, że w naszym kraju nad­waga stała się normą384. Ludzie "nie­nor­mal­nie" szczu­pli -?czyli o pra­wi­dło­wej masie ciała -?mogą być istot­nie oso­bami dba­ją­cymi o swoje zdro­wie i kon­dy­cję, ale mogą też być nało­go­wymi pala­czami, mogą być sta­rzy i osła­bieni i mogą też być ciężko cho­rzy i wychu­dzeni z powodu cho­roby385.

Ciężar ponad siły

Aby osta­tecz­nie roz­wi­kłać kwe­stię para­doksu oty­ło­ści, stwo­rzono Glo­bal BMI Mor­ta­lity Col­la­bo­ra­tion w celu prze­ana­li­zo­wa­nia danych ponad 10 milio­nów ludzi zebra­nych w set­kach badań z kil­ku­dzie­się­ciu kra­jów - naj­szer­szej oceny BMI i śmier­tel­no­ści w dzie­jach ludz­ko­ści386. Chcąc wyeli­mi­no­wać błędy, naukowcy wyklu­czyli pala­czy oraz osoby z roz­po­zna­nymi prze­wle­kłymi cho­ro­bami. Następ­nie odrzu­cili wyniki obser­wa­cji z pierw­szych 5 lat, aby wyłą­czyć z ana­lizy osoby cier­piące na nie­zdia­gno­zo­wane wcze­śniej cho­roby, które schu­dły, ponie­waż zawi­sła nad nimi śmierć. Wnio­ski nie pozo­sta­wiały wąt­pli­wo­ści: nad­waga i oty­łość dowol­nego stop­nia wią­zały się ze zna­mien­nie zwięk­szo­nym ryzy­kiem przed­wcze­snego zgonu387. W isto­cie korekta tych dwóch błę­dów w kon­struk­cji badań pro­wa­dzi do "cał­ko­wi­tej eli­mi­na­cji para­doksu oty­ło­ści"388. Ina­czej mówiąc, oka­zuje się on zwy­kłym mitem389.

Co wię­cej, gdy wziąć pod uwagę zamie­rzoną utratę wagi, widać, że dzięki niej ludzie żyją dłu­żej. Bada­nia efek­tów ope­ra­cji baria­trycz­nych, jak na przy­kład bada­nie SOS, wyka­zują, że reduk­cja wagi zmniej­sza dłu­go­ter­mi­nową śmier­tel­ność390, a ran­do­mi­zo­wane bada­nia osób odchu­dza­ją­cych się poprzez zmiany w stylu życia dają takie same wyniki391. Schud­nię­cie o 5,5 kg dzięki die­cie i wysił­kowi fizycz­nemu wią­zało się z 15-pro­cen­to­wym obni­że­niem ryzyka zgonu ze wszyst­kich przy­czyn. Wysi­łek fizyczny może wydłu­żyć życie nawet bez reduk­cji wagi392, ale wydaje się, że podobną korzyść pod wzglę­dem wydłu­że­nia życia można odnieść także z utraty wagi wyłącz­nie za pomocą diety.393

Optymalny BMI dla optymalnej długości życia

Naj­sze­rzej zakro­jone bada­nia prze­pro­wa­dzone w Sta­nach Zjed­no­czo­nych394 i na całym świe­cie395 wyka­zały, że pra­wi­dłowy indeks masy ciała, czyli BMI mię­dzy 20 a 25, wiąże się z naj­więk­szą dłu­go­wiecz­no­ścią. Jeśli zebrać wszyst­kie bada­nia naj­lep­szej jako­ści z naj­dłuż­szym cza­sem obser­wa­cji, można ten prze­dział jesz­cze zawę­zić do 20-22396. W tabeli może­cie spraw­dzić, jaka waga jest opty­malna dla waszego wzro­stu:

WzrostIde­alna waga14542-4614744-4815045-4915246-5115548-5315749-5416051-5616353-5816554-6016856-6217058-6417360-6617561-6817863-6918065-7218367-7318569-7618871-7819073-8019374-82

Tak więc nawet w prze­dziale "nor­mal­nego" BMI ryzyko zacho­ro­wa­nia na prze­wle­kłą cho­robę taką jak cukrzyca typu 2 czy pewne rodzaje nowo­two­rów bli­żej gór­nej gra­nicy zaczyna wzra­stać, poczy­na­jąc już od BMI 21. War­to­ści 18,5 i 24,5 miesz­czą się w gra­ni­cach normy, ale BMI 24,5 już może wią­zać się z nawet podwo­jo­nym w sto­sunku do 18,5 ryzy­kiem cho­roby wień­co­wej397. Wydaje się, że ide­alny BMI to taki mię­dzy 20 a 22, co potwier­dza bada­nie "nie­ty­powo szczu­płej kohorty" z Oxford Vege­ta­rian Study398.

Tak jak w obrę­bie pra­wi­dło­wego BMI ist­nieje gra­da­cja ryzyka, i oty­łość ma swoje spek­trum. Sto­pień trzeci, który cha­rak­te­ry­zuje BMI ponad 40, może ozna­czać życie krót­sze o 10 lub wię­cej lat. Przy BMI wyż­szym niż 45, na przy­kład u osoby o wzro­ście 167 cm i wadze 127 kg, ocze­ki­wana dłu­gość życia może się skur­czyć do dłu­go­ści pro­gno­zo­wa­nej dla pala­cza papie­ro­sów399.

Zdrowie w każdym rozmiarze??

Ist­nieje stron­nic­two "tłusz­czo­scep­ty­ków", któ­rzy argu­men­tują, że zdro­wotne kon­se­kwen­cje oty­ło­ści są nie­pewne, a nawet mocno prze­sa­dzone. Jest to barwne i nie­praw­do­po­dob­nie wprost nie­do­brane towa­rzy­stwo od femi­ni­stek, teo­re­ty­ków queer i wyznaw­ców New Age po "skrajną pra­wicę, zwo­len­ni­ków wol­nego dostępu do broni pal­nej i patrio­tyczne pro­ame­ry­kań­skie por­tale, któ­rych myślą prze­wod­nią jest, że wszy­scy bijący na alarm z powodu epi­de­mii oty­ło­ści to komu­ni­ści na usłu­gach nado­pie­kuń­czego pań­stwa, któ­rzy robią, co tylko się da, żeby nam popsuć zabawę"400.

Jest też wielu "obroń­ców tłusz­czu", któ­rzy pró­bują umniej­szyć nie­bez­pie­czeń­stwa zwią­zane z oty­ło­ścią. Prze­wod­ni­cząca zespołu pro­mo­cji zdro­wia przy Coun­cil on Size and Weight Dicri­mi­na­tion (Rada do spraw dys­kry­mi­na­cji ze względu na wagę) ruty­nowo uczest­ni­czy w kon­fe­ren­cjach i posie­dze­niach rzą­do­wych na temat oty­ło­ści; zano­to­wano jej nastę­pu­jące wypo­wie­dzi: "Nie powiem, żeby mnie to (zdro­wie) szcze­gól­nie inte­re­so­wało" i "Boże, jak ja nie­na­wi­dzę nauki"401. W odróż­nie­niu od akty­wi­stów, któ­rzy orga­ni­zują się, by dajmy na to, sze­rzyć wie­dzę o AIDS w celu powstrzy­ma­nia epi­de­mii, ruch "cia­ło­po­zy­tyw­nych" zdaje się mieć cel wręcz prze­ciwny - wal­czą o mniej­szą spo­łeczną świa­do­mość i odstą­pie­nie od prób roz­wią­zy­wa­nia pro­blemu402. (Trzeba jed­nak przy­znać, że mają fajne hasła, na przy­kład "My, kulki, też ist­nie­jemy, pogódź­cie się z tym")403. Oso­bi­ście jestem całym ser­cem prze­ciwny styg­ma­ty­zo­wa­niu i dys­kry­mi­na­cji ludzi ze względu na ich wagę, ale nie­po­żą­dane skutki zdro­wotne oty­ło­ści są udo­wod­nio­nym naukowo fak­tem. W bada­niu nad stu­lat­kami, które objęło ponad 600 osób liczą­cych sobie 100 lub wię­cej lat, oty­łych kobiet było mniej niż 2 pro­cent, a oty­łych męż­czyzn nie było wcale404.

Czy można być gru­bym i spraw­nym fizycz­nie? Wygląda na to, że ist­nieje eli­tarna pod­grupa osob­ni­ków oty­łych, któ­rzy jed­nak nie pono­szą typo­wych meta­bo­licz­nych skut­ków swo­jego stanu takich jak wyso­kie ciśnie­nie tęt­ni­cze czy poziom cho­le­ste­rolu405. Ten fakt wzbu­dził spe­ku­la­cje, że może też ist­nieć zja­wi­sko takie jak "łagodna oty­łość"406. Oczy­wi­ście nie­wy­klu­czone, że poja­wie­nie się czyn­ni­ków ryzyka jest tylko kwe­stią czasu407. Ale nawet jeśli się nie poja­wią, przy wystar­cza­jąco dłu­giej obser­wa­cji "meta­bo­licz­nie zdrowi" otyli mają zna­mien­nie więk­sze ryzyko cukrzycy408, stłusz­cze­nia wątroby409, incy­den­tów ser­cowo-naczy­nio­wych takich jak zawał serca i/lub przed­wcze­snego zgonu410. Kon­klu­zja? Silne argu­menty prze­ma­wiają za tym, że "zdrowa oty­łość" jest mitem411.

Znienawidzone grubasy

Ruch cia­ło­po­zy­tyw­nych ma z całą pew­no­ścią rację pod jed­nym wzglę­dem: prze­śla­do­wa­nie ludzi z powodu nad­mier­nej wagi to praw­dziwa plaga. Okre­ślana jako ostat­nia akcep­to­walna forma "rasi­zmu",412 styg­ma­ty­za­cja oty­ło­ści jest powszechną dys­kry­mi­na­cją i ste­reo­ty­po­wym osą­dza­niem osób z nad­wagą. W ramach eks­pe­ry­mentu popro­szono 50 kobiet z nad­wagą o pro­wa­dze­nie zapi­sków doty­czą­cych wszyst­kich sytu­acji, kiedy poczuły się upo­ko­rzone z powodu swo­jego wyglądu. Zale­d­wie w ciągu tygo­dnia odno­to­wano ponad 100 takich incy­den­tów413. Otyła kobieta może się spo­dzie­wać poni­ża­nia (na przy­kład wyzwisk lub obra­ża­nia), napo­ty­ka­nia barier fizycz­nych (dajmy na to, nie mie­ści się na sie­dze­niach w miej­scach publicz­nych) lub gor­szego trak­to­wa­nia (jak doświad­cze­nie gor­szej obsługi w restau­ra­cjach lub skle­pach) prze­cięt­nie trzy razy dzien­nie. Otyli męż­czyźni zgła­szają trzy­krot­nie mniej epi­zo­dów dys­kry­mi­na­cji niż kobiety o tej samej wadze414, tak że im może się to zda­rzać raz dzien­nie.

Styg­ma­ty­za­cja nad­mier­nej wagi zaczyna się zaska­ku­jąco wcze­śnie. Już trzy­let­nie dzieci przy­kle­jają swoim gru­bym rówie­śni­kom ety­kietki "wred­nych", "głu­pich", "leni­wych" i "brzyd­kich"415. Jedna z naj­bar­dziej przej­mu­ją­cych ilu­stra­cji tego zja­wi­ska pocho­dzi ze słyn­nego bada­nia, któ­rego wyniki opu­bli­ko­wano w roku 1961. Popro­szono dzieci uczest­ni­czące w obo­zach let­nich i uczniów z naj­róż­niej­szych klas spo­łecz­nych, krę­gów kul­tu­ro­wych i etnicz­nych w Kali­for­nii, Mon­ta­nie i Nowym Jorku o usze­re­go­wa­nie nastę­pu­ją­cych obra­zów w zależ­no­ści od stop­nia sym­pa­tii, jaką w nich budzą:

dziecko o kulach z jedną nogą w apa­ra­cie orto­pe­dycz­nym, dziecko na wózku inwa­lidz­kim, dziecko bez jed­nej ręki, dziecko z defor­ma­cją twa­rzy, dziecko otyłe.

We wszyst­kich popu­la­cjach testo­wa­nych dzieci stwier­dzono "zaska­ku­jącą jed­no­myśl­ność"416. Dziecko otyłe zawsze lądo­wało na sza­rym końcu.

To były jed­nak dawne czasy. Co się stało, gdy bada­nie powtó­rzono po 40 latach? Naukowcy opu­bli­ko­wali wyniki w roku 2003. Zgad­nij­cie, co stwier­dzili. Zdra­dza to już tytuł pracy: "Jest coraz gorzej: styg­ma­ty­za­cja oty­łych dzieci". Grube dziecko wzbu­dziło jesz­cze więk­szą nie­chęć417. Odzwier­cie­dla to trend obser­wo­wany w całym spo­łe­czeń­stwie, z 70-pro­cen­to­wym wzro­stem zauwa­żal­nej dys­kry­mi­na­cji na tle wagi odno­to­wa­nej w ogól­no­kra­jo­wych bada­niach od połowy lat 90. XX wieku418.

Nie jest nie­stety pomocna postawa edu­ka­to­rów. Ponad jedna czwarta inda­go­wa­nych na ten temat nauczy­cieli i innych pra­cow­ni­ków szkół uwa­żała, że oty­łość jest "jedną z naj­gor­szych rze­czy, jakie mogą się czło­wie­kowi zda­rzyć"419. Uprze­dze­nia mogą prze­ja­wiać nawet rodzice, któ­rzy cór­kom z nad­wagą dają mniej wspar­cia niż szczu­plej­szemu rodzeń­stwu420. Jak to sko­men­to­wała dwójka wybit­nych bada­czy zja­wi­ska oty­ło­ści "jest to zaiste silne uprze­dze­nie, gdy rodzice dys­kry­mi­nują wła­sne dziecko"421.

A co z leka­rzami? Jedno z repre­zen­ta­tyw­nych ogól­no­kra­jo­wych badań wyka­zało, że ponad połowa postrzega swo­ich oty­łych pacjen­tów jako "nie­zgrab­nych, nie­atrak­cyj­nych, brzyd­kich i nie­współ­pra­cu­ją­cych"422. Mniej wię­cej jedna czwarta pie­lę­gnia­rek zga­dzała się lub zde­cy­do­wa­nie się zga­dzała ze stwier­dze­niem "Zaj­mo­wa­nie się oty­łym pacjen­tem zazwy­czaj wzbu­dza we mnie obrzy­dze­nie" 423 . Taka postawa może mieć poważne kon­se­kwen­cje zdro­wotne dla tych, któ­rzy naj­bar­dziej potrze­bują pomocy. Na przy­kład otyłe kobiety mają wyż­sze ryzyko zacho­ro­wa­nia na raka szyjki macicy424, raka endo­me­trium i jaj­nika425, a jed­nak są zna­mien­nie rza­dziej pod­da­wane bada­niom pro­fi­lak­tycz­nym. Pacjentki ze skrajną oty­ło­ścią mają o połowę mniej­szą szansę na zale­cane bada­nie gine­ko­lo­giczne426. Choć przy­czyna może leżeć czę­ściowo po stro­nie pacjentki, nie­któ­rzy leka­rze po pro­stu odma­wiają lecze­nia oty­łych kobiet. Ankieta prze­pro­wa­dzona przez "The Sun Sen­ti­nel" wśród gine­ko­lo­gów-położ­ni­ków prak­ty­ku­ją­cych na Flo­ry­dzie ujaw­niła, że nawet jeden na sied­miu nie przyj­muje pacjen­tek z nad­wagą, na przy­kład usta­na­wia­jąc dla nowo przyj­mo­wa­nych punkt odcię­cia wagi ciała na 90 kg427.

Z kolei leka­rze akcep­tu­jący grub­sze pacjentki mają skłon­ność do trak­to­wa­nia ich bar­dziej obce­sowo. Inter­ni­ści, któ­rym losowo przy­dzie­lono karty pacjen­tek z migreną o wadze prze­cięt­nej lub otyłe, dekla­ro­wali, że oty­łym poświęcą o około 28 pro­cent mniej czasu428 -?i zara­zem mniej uwagi. Odtwa­rza­nie reje­stro­wa­nych wizyt wyka­zało, że z pacjen­tami z nad­wagą leka­rze nawią­zują słab­szą więź emo­cjo­nalną429.

Przy­naj­mniej jed­nak medycy zdają się lepiej ukry­wać tę nie­chęć. Bada­nie zaty­tu­ło­wane Obese Patients Ove­re­sti­mate Phy­si­cians' Atti­tu­des of Respect (Otyli pacjenci prze­ce­niają sza­cu­nek ze strony leka­rzy) poka­zało, że mimo uprze­dzeń żywio­nych przez leka­rzy wobec swo­ich oty­łych pod­opiecz­nych, osoby te były zado­wo­lone z poziomu opieki zdro­wot­nej. Naukowcy pod­su­mo­wali to w nastę­pu­jący spo­sób: "Choć leka­rze są w sta­nie z powo­dze­niem odgry­wać swoją rolę, brak auten­tycz­nego sza­cunku wska­zuje... iż nale­ża­łoby zwe­ry­fi­ko­wać szcze­rość ich rela­cji z pacjen­tami"430.

Wstydź się!

Styg­ma­ty­zu­jąca waga wpra­wia w ruch błędne koło stresu powo­du­ją­cego tycie, które wywo­łuje jesz­cze więk­szy stres. Oma­wiam ten pro­blem sze­rzej w roz­dziale Uwol­nić się od hor­mo­nów stresu. Spo­śród tysięcy obser­wo­wa­nych przez 4 lata osób te, które doświad­czyły dys­kry­mi­na­cji, miały dwa razy więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo roz­ty­cia się. Rów­nież te, które już na star­cie były otyłe, miały ponad trzy­krot­nie więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo, że takie pozo­staną, w porów­na­niu z oso­bami o tej samej wadze wyj­ścio­wej, ale nie­prze­ży­wa­ją­cymi dys­kry­mi­na­cji431. Przy­czyną może być z jed­nej strony zaja­da­nie stresu, z dru­giej wywo­łane styg­ma­ty­za­cją uni­ka­nie wysiłku fizycz­nego.

Osoby otyłe mające na kon­cie częst­sze doświad­cze­nia styg­ma­ty­za­cji przy­znają się do rów­nież częst­szego uni­ka­nia publicz­nej aktyw­no­ści fizycz­nej, ponie­waż czują się osą­dzane i skrę­po­wane432. Ich obawy, że są "zbyt grube, by upra­wiać sport"433, mają ugrun­to­wane pod­stawy. Zarówno wśród pra­cow­ni­ków branży fit­ness, jak i wśród regu­lar­nych klien­tów siłowni434 udo­ku­men­to­wano silne uprze­dze­nia wobec ludzi z nad­wagą. Rezul­ta­tem jest znie­chę­ca­jąca ich atmos­fera w cen­trach spor­to­wych oraz klu­bach fit­ness i spa435.

Bez względu na to, z któ­rej strony rów­na­nia coś się dołoży, osoby doświad­cza­jące styg­ma­ty­za­cji z powodu swo­jej wagi mogą w efek­cie ponieść kon­se­kwen­cje zdro­wotne nie­za­leżne od eks­tra­ki­lo­gra­mów. Ci, któ­rzy czę­ściej sty­kali się z prze­ja­wami nie­to­le­ran­cji, byli bar­dziej depre­syjni436, bar­dziej nara­żeni na cho­roby zapalne437 i stres oksy­da­cyjny438, jak rów­nież żyli sta­ty­stycz­nie kró­cej. Dwa bada­nia obser­wa­cyjne, w któ­rych w sumie wzięło udział pra­wie 20 tysięcy ludzi, wyka­zały -?jedno i dru­gie -?około 50-pro­cen­towy wzrost ryzyka zgonu w gru­pie, któ­rej uczest­nicy zgła­szali więk­szy sto­pień codzien­nej dys­kry­mi­na­cji439. A mimo to nie­któ­rzy naukowcy optują za jesz­cze inten­syw­niej­szym pięt­no­wa­niem oty­ło­ści.

Eme­ry­to­wany prze­wod­ni­czący pre­sti­żo­wego Hastings Cen­ter zapro­po­no­wał haniebną poli­tykę "cze­goś w rodzaju lek­kiej wer­sji styg­ma­ty­za­cji", to jest sto­so­wa­nia pre­sji spo­łecz­nej do skło­nie­nia ludzi, by się odchu­dzili, bez ucie­ka­nia się do jaw­nej dys­kry­mi­na­cji. W końcu, argu­men­to­wał, kto jak nie opi­nia spo­łeczna może mieć moc prze­ciw­sta­wie­nia się sile per­swa­zji miliar­dów corocz­nie inwe­sto­wa­nych w reklamę przez pro­du­cen­tów żyw­no­ści i napo­jów? Z tyto­niem się udało. Wspo­mina swoją wła­sną histo­rię walki z uza­leż­nie­niem: "Groźba okry­cia się wsty­dem i spo­łecz­nej kry­tyki tak samo sil­nie prze­ma­wiała do mnie za rzu­ce­niem pale­nia jak zagro­że­nie dla zdro­wia". Kam­pa­nia pro­wa­dzona przez sek­tor zdro­wia publicz­nego w celu styg­ma­ty­za­cji papie­ro­sów zmie­niła coś, co uwa­żano za "nie­do­bre przy­zwy­cza­je­nie -?w zacho­wa­nie godne potę­pie­nia"440.

Gdy jed­nak pró­bo­wano ana­lo­gicz­nych kam­pa­nii w tym wypadku, spo­tkały się z zacie­kłym opo­rem. W kam­pa­nii Geo­r­gia's Strong4Life wyko­rzy­stano bil­l­bo­ardy pre­zen­tu­jące ponure wize­runki oty­łych dzieci z pod­pi­sami typu: "Uwaga: grube dziecko może nie prze­żyć rodzi­ców" albo "Ciężko być małą dziew­czynką, gdy jest się za dużą"441. Spon­so­rzy kam­pa­nii bro­nili reklamy jako próby prze­ła­ma­nia postawy zaprze­cze­nia, że pro­blem ist­nieje, za pomocą naj­bar­dziej dra­stycz­nych przy­kła­dów dzie­cię­cej oty­ło­ści442 -?jed­nak takie dzia­ła­nie daje się obro­nić tylko wtedy, gdy jest sku­teczne.

A zatem, czy jest? Ety­kieta "gru­basa" nabyta w dzie­ciń­stwie wiąże się z wyż­szym ryzy­kiem roz­woju oty­ło­ści w porów­na­niu z dziećmi, które ważyły tyle samo, ale ni­gdy im tego nie powie­dziano443. Czy zatem powin­ni­śmy po pro­stu uda­wać, że nie zauwa­żamy, iż w pokoju jest słoń? Wielu leka­rzy naj­wi­docz­niej tak wła­śnie sądzi.

Podob­nie jak wete­ry­na­rze nie­chęt­nie mówią klien­tom, że ich piesz­czoszki są otyłe444, wielu pedia­trów zacho­wuje mil­cze­nie, gdy przy­da­łoby się omó­wić z rodzi­cami kwe­stię wagi dzieci. Mniej niż jedna czwarta rodzi­ców dzieci z nad­wagą przy­znaje, że usły­szała od pedia­try opi­nię na temat wagi dziecka445. Wyda­wać by się mogło, że powinno to być dla nich oczy­wi­ste, ale ankieta Gal­lupa dowo­dzi, że rodzice "gene­ral­nie nie są w sta­nie pra­wi­dłowo oce­nić wagi wła­snych dzieci". Ana­lo­gicz­nie, mimo gwał­tow­nie rosną­cych wskaź­ni­ków oty­ło­ści pro­cent doro­słych ludzi, któ­rzy sami okre­ślają sie­bie jako zbyt gru­bych, nie zmie­nił się istot­nie od kilku dekad. Wszystko to razem wzięte, wnio­skuje Gal­lup, "składa się na obraz zbio­ro­wego zabu­rze­nia orien­ta­cji spo­łe­czeń­stwa Sta­nów Zjed­no­czo­nych w kwe­stii jego rosną­cej wagi"446.

Uwa­żam, że pacjenci mają prawo do infor­ma­cji. Ci, któ­rym ich leka­rze powie­dzieli, że ważą za dużo, mają pra­wie czte­ro­krot­nie więk­szą szansę na pod­ję­cie próby odchu­dze­nia się447 i ponad dwu­krot­nie więk­szą na suk­ces448. Tak jak jest mniej praw­do­po­dobne, że palący lekarz zwróci swo­jemu pacjen­towi uwagę, iż nie powi­nien palić, lekarz, który sam jest zbyt gruby, raczej nie podej­mie tematu potrzeby reduk­cji wagi449, a nawet nie udo­ku­men­tuje oty­ło­ści w kar­cie pacjenta450. Jak na iro­nię, oka­zuje się, że pacjenci z nad­wagą pole­gają na pora­dach die­te­tycz­nych leka­rzy, któ­rzy też mają nad­wagę, bar­dziej niż na pora­dach leka­rzy o pra­wi­dło­wej masie ciała451.

W miarę nara­sta­nia sta­ty­styk oty­ło­ści czę­stość porad die­te­tycz­nych leka­rzy pierw­szego kon­taktu z nie­wy­ja­śnio­nych przy­czyn spa­dła452. Nawet jeśli do takiej roz­mowy istot­nie docho­dzi, wygląda na to, że leka­rze mają do zaofe­ro­wa­nia nie­wiele kon­kre­tów. Mniej niż połowa ankie­to­wa­nych pro­po­nuje swoim pacjen­tom szcze­gó­łowe wska­zówki453. Samo powie­dze­nie "pro­szę uwa­żać na jedze­nie" nie jest szcze­gól­nie pomocne, ale wielu leka­rzy pod­sta­wo­wej opieki zdro­wot­nej nie robi nawet tego. Inter­ni­ści przy­pi­sują bra­kowi aktyw­no­ści fizycz­nej zna­mien­nie więk­szą rolę niż innym czyn­ni­kom powo­du­ją­cym oty­łość, co zresztą jest dale­kie od prawdy. Więk­szość z nich twier­dzi, że poświę­ca­liby wię­cej czasu na porad­nic­two w zakre­sie kon­troli wagi, gdyby byli za to "nale­ży­cie wyna­gra­dzani" 454 . Może i mogli­by­śmy zaofe­ro­wać leka­rzom jakiś bonus za powstrzy­ma­nie się od obwi­nia­nia ofiary455. Jak pewna para komen­ta­to­rów napi­sała w odpo­wie­dzi na kolejną kam­pa­nię pro­mu­jącą styg­ma­ty­za­cję: "Gdyby zawsty­dza­nie było w sta­nie kogo­kol­wiek odchu­dzić, nie byłoby na świe­cie ani jed­nego gru­basa"456.

Ślepy, głuchy, głupi czy gruby

Chciał­bym zakoń­czyć temat styg­ma­ty­za­cji przy­to­cze­niem szo­ku­ją­cych wyni­ków pew­nego bada­nia, które jak sądzę, naj­le­piej poka­zują, jak trudno się żyje w tłu­stym ciele. Jeśli one nie wzbu­dzą współ­czu­cia u moich kole­gów po fachu, to doprawdy nie wiem, co mogłoby tego doko­nać. Bada­cze roz­ma­wiali z wie­loma męż­czy­znami i kobie­tami, któ­rzy trwale odchu­dzili się o ponad 45 kg, o ich oso­bi­stych reflek­sjach i o tym, jakim doświad­cze­niem była dla nich z początku cho­ro­bliwa oty­łość, a następ­nie nowa postać, lżej­sza o prze­cięt­nie ponad 50 kg. Wywiady prze­pro­wa­dzono z 47 takimi oso­bami.

Popro­szono bada­nych, aby się­gnęli pamię­cią wstecz i wyobra­zili sobie, że w tam­tym cza­sie, gdy ważyli za dużo, mają doko­nać wyboru: "Gdyby ktoś ofe­ro­wał ci kilka milio­nów dola­rów za to, że na zawsze pozo­sta­niesz otyły lub otyła, czy zde­cy­du­jesz się wziąć pie­nią­dze? Czy bez względu na wszystko wybie­rzesz nor­malną wagę?".

Opcja 1: rezy­gnuję z pie­nię­dzy i wybie­ram nor­malną wagę. Decy­zję podej­muję w sekundę. Opcja 2: mój wybór praw­do­po­dob­nie padłby na nor­malną wagę. Ale per­spek­tywa posia­da­nia takich pie­nię­dzy skło­ni­łaby mnie do namy­słu. Opcja 3: pra­wi­dłowa waga była moim marze­niem, ale pie­nią­dze naprawdę by mi się przy­dały. Będąc mul­ti­mi­lio­ne­rem, chyba dał­bym radę żyć z pato­lo­giczną oty­ło­ścią.

Spo­śród 47 ankie­to­wa­nych jedna osoba musiała się zasta­no­wić, pozo­sta­łych 46 bez namy­słu wska­zało opcję pierw­szą. Ani jedna nie wybrała opcji trze­ciej. Osta­tecz­nie wszy­scy stwier­dzili, że wolą nie być mul­ti­mi­lio­ne­rami, a mieć pra­wi­dłową wagę457.

Jeśli to was zasko­czyło, zapnij­cie pasy. Następ­nie osoby badane zapy­tano o porów­na­nie oty­ło­ści z innymi fizycz­nymi defek­tami. Zazwy­czaj jeśli się prosi ankie­to­wa­nych o doko­na­nie hipo­te­tycz­nego wyboru mię­dzy wła­sną nie­spraw­no­ścią a jakąś inną w jej miej­sce, ujaw­nia się silna ten­den­cja do pozo­sta­wa­nia przy wła­snej458. Na przy­kład choć więk­szość ludzi wola­łaby być raczej głu­cha niż nie­wi­doma, osoby nie­wi­dome w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści wybie­rały trwa­nie w tym sta­nie, nie zaś zyska­nie wzroku, ale bez dźwięku. Wie­działy już, jak sobie radzić ze swoim kalec­twem, a z takiej zna­jo­mo­ści realiów bie­rze się poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Tym­cza­sem gdy zadano to pyta­nie oso­bom daw­niej oty­łym, zda­rzyło się coś wręcz prze­ciw­nego.

Każdy spo­śród 47 obojga płci uczest­ni­ków bada­nia odpo­wie­dział, że wolałby być do końca życia głu­chy niż otyły. Każdy zade­kla­ro­wał, że woli anal­fa­be­tyzm, cukrzycę, ciężki trą­dzik, nie­wy­dol­ność serca niż oty­łość. A teraz praw­dziwa bomba. Ponad 90 pro­cent bada­nych odpo­wie­działo, że wola­łoby mieć ampu­to­waną nogę, i, ana­lo­gicz­nie, dzie­więć na dzie­sięć osób stwier­dziło, że wola­łyby być przez całe życie nie­wi­dome niż otyłe. Wygląda na to, że oty­łość to jedyne obcią­że­nie, któ­rego nie­mal każdy chce się pozbyć obo­jęt­nie za jaką cenę. Zacy­tuję jed­nego z uczest­ni­ków bada­nia: "Nie­wi­do­memu ludzie chcą poma­gać. Ale nikt nie chce poma­gać gru­ba­sowi" 459 .

Ile trzeba ważyć, by ważyć za dużo?

Wygląda na to, że znie­czu­li­li­śmy się na śmier­telne zagro­że­nie, jakie nie­sie ze sobą oty­łość. Jeśli zaj­rzeć do lite­ra­tury medycz­nej sprzed mniej wię­cej pół wieku, gdy nie był to temat tak okle­pany, opisy były znacz­nie bar­dziej kata­stro­ficzne: "Oty­łość jest zawsze tra­ge­dią, a jej następ­stwa są prze­ra­ża­jące"460. Ale tak szcze­rze mówiąc, to wcale nie musi być aż oty­łość. Z czte­rech milio­nów zgo­nów rocz­nie przy­pi­sy­wa­nych nad­mia­rowi tkanki tłusz­czo­wej pra­wie 40 pro­cent ofiar to osoby z nad­wagą, nie otyłe461. Według dwóch słyn­nych har­wardz­kich badań nawet tak nie­wielki nad­da­tek wagi jak 5 kg w okre­sie od wcze­snej doro­sło­ści do wieku śred­niego zwięk­sza ryzyko zapad­nię­cia na poważną prze­wle­kłą cho­robę462.

Z dru­giej strony nawet skromna reduk­cja masy ciała może mieć zna­czący korzystny wpływ na zdro­wie.

Dobra wia­do­mość jest taka, że tego naj­bar­dziej nie­bez­piecz­nego tłusz­czu naj­ła­twiej się pozbyć. Nasze ciała naj­wy­raź­niej pre­fe­rują eli­mi­no­wa­nie w pierw­szej kolej­no­ści tego dra­nia, tłusz­czu trzew­nego463. Choć dla więk­szo­ści osób z ciężką oty­ło­ścią odczu­cie wyraź­nej poprawy jako­ści życia wymaga zrzu­ce­nia aż 20 pro­cent wagi464, ryzyko zacho­ro­wa­nia spada nie­mal natych­miast. Wsku­tek 3-pro­cen­to­wej reduk­cji masy ciała (dla kogoś ważą­cego 90 kg to tylko 2,7 kg) popra­wia się poziom cukru i trój­gli­ce­ry­dów we krwi465. Dzięki 5-pro­cen­to­wej reduk­cji -?ciśnie­nie tęt­ni­cze i poziom cho­le­ste­rolu. Co wię­cej, utrata 5 pro­cent wagi -?zale­d­wie 4,5 kg przy wyj­ścio­wych 90 -?może o połowę zmniej­szyć ryzyko cukrzycy466.

Co z efektem jo-jo?

Jest taka książka, po raz pierw­szy opu­bli­ko­wana w latach 80. XX wieku i od tego czasu wie­lo­krot­nie wzna­wiana, zaty­tu­ło­wana Die­ting Makes You Fat (Dieta tuczy). Jako że więk­szość ludzi zrzuca kilo­gramy, a potem je odzy­skuje, ist­nieje obawa, że tak zwany efekt jo-jo może mieć szko­dliwy wpływ na zdro­wie467. Kon­cep­cja zro­dziła się na pod­sta­wie badań na zwie­rzę­tach468, które wyka­zały ujemne skutki gło­dze­nia, a następ­nie obfi­tego kar­mie­nia oty­łych szczu­rów469. Wyniki te przy­kuły uwagę mediów, co dopro­wa­dziło do roz­po­wszech­nie­nia się wiary, że cykliczne odchu­dza­nie jest nie­bez­pieczne, sku­tecz­nie znie­chę­ca­ją­cej ludzi do cho­ciażby pod­ję­cia próby470.

Jed­nak nawet dane z badań na zwie­rzę­tach są nie­kon­klu­zywne. Na przy­kład cykliczne odchu­dza­nie myszy prze­dłuża im życie471. Co wię­cej, dane z prze­glądu badań na ludziach wska­zują, że poza być może zwięk­szo­nym ryzy­kiem kamicy żół­cio­wej472,473 "dowody na nie­po­żą­dane skutki cyklicz­nego odchu­dza­nia są w naj­lep­szym razie nie­liczne"474. Ści­śle bio­rąc, wła­śnie teraz, gdy pra­cuję nad tą książką, w naj­now­szym wyda­niu "Obe­sity", ofi­cjal­nego pisma wio­dą­cego towa­rzy­stwa nauko­wego bada­czy oty­ło­ści, zamiesz­czono tekst zaty­tu­ło­wany Yo-yo Die­ting Is Bet­ter Than None475 (Odchu­dza­nie się z efek­tem jo-jo jest lep­sze niż nic).

Pozor­nie chu­dzi, wewnętrz­nie tłu­ści

Przyj­rzyjmy się bli­żej naj­lep­szej meto­dzie oceny jako­ścio­wej i ilo­ścio­wej nad­miaru tkanki tłusz­czo­wej.

Indeks masy ciała czy pro­cen­towa zawar­tość tłusz­czu w ciele

Więk­szość badań popu­la­cyj­nych doty­czą­cych powią­zań mię­dzy oty­ło­ścią a cho­robą opiera się na BMI476, indek­sie lub wskaź­niku masy ciała. (Możesz obli­czyć swój wła­sny na str. 15). BMI uwzględ­nia wyso­kość ciała, ale nie jego skład. Kul­tu­ry­ści w sto­sunku do swego wzro­stu ważą dużo, ale mają eks­tre­mal­nie mało tkanki tłusz­czo­wej. Ide­al­nym wyznacz­ni­kiem stop­nia oty­ło­ści jest pro­cen­towa zawar­tość tkanki tłusz­czo­wej 477, tyle że jej dokładne wyli­cze­nie może być skom­pli­ko­wane i kosz­towne478. Żeby zmie­rzyć BMI, wystar­czy dys­po­no­wać wagą i cen­ty­me­trem, jed­nak ta metoda łatwo może pro­wa­dzić do nie­do­sza­co­wa­nia praw­dzi­wej czę­sto­tli­wo­ści wystę­po­wa­nia oty­ło­ści.

Świa­towa Orga­ni­za­cja Zdro­wia479 i Ame­ry­kań­skie Kole­gium Endo­kry­no­lo­gów480 defi­niują oty­łość nastę­pu­jąco: ponad 25 pro­cent zawar­to­ści tkanki tłusz­czo­wej u męż­czyzn i ponad 35 pro­cent u kobiet. W repre­zen­ta­tyw­nej pró­bie doro­słych miesz­kań­ców Sta­nów Zjed­no­czo­nych u osób z BMI 25, co uważa się za zale­d­wie nad­wagę, pro­centowa zawar­tość tkanki tłusz­czo­wej mie­ściła się mię­dzy 14 a 35 pro­cent u męż­czyzn i 26 a 43 pro­cent u kobiet481. A więc można mieć wagę w nor­mie, będąc w isto­cie oty­łym482. Jeśli użyć kry­te­rium BMI, tylko jeden na pię­ciu Ame­ry­ka­nów w latach 90. XX wieku był otyły, ale jeśli wziąć pod uwagę zawar­tość tkanki tłusz­czo­wej, praw­dziwa pro­por­cja zbli­żała się raczej do 50/50483. Już w tam­tych cza­sach połowa lud­no­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych cier­piała nawet nie na nad­wagę, a na oty­łość.

Posłu­gu­jąc się tylko BMI, leka­rze mogą myl­nie kla­sy­fi­ko­wać ponad połowę przy­pad­ków oty­ło­ści jako nad­wagę, a nawet normę, i prze­pu­ścić spo­sob­ność do inter­wen­cji484. Jed­nak w rze­czy­wi­sto­ści liczy się nie ety­kieta, lecz kon­se­kwen­cje zdro­wotne. O dziwo wygląda na to, że BMI jest lep­szym pre­dyk­to­rem cho­rób układu ser­cowo-naczy­nio­wego niż pro­cen­towa zawar­tość tłusz­czu w ciele485. Wyni­ka­łoby stąd, że nad­miar masy ciała bez względu na jego źró­dło -?czy jest to tłuszcz, czy same mię­śnie -?na dłuż­szą metę nie jest zdrowy486. Dłu­gość życia zawo­do­wych kul­tu­ry­stów w isto­cie wydaje się mocno zre­du­ko­wana. Ryzyko zgonu jest w tej gru­pie o jedną trze­cią więk­sze niż w ogól­nej popu­la­cji, ze śred­nią wieku w chwili śmierci około 48 lat487, co jed­nak czę­ściowo można przy­pi­sać tok­sycz­nemu oddzia­ły­wa­niu ste­ro­idów ana­bo­licz­nych na serce488.

Waga kon­tra talia

Wybitny fizjo­log żywie­nia Ancel Keys (od któ­rego nazwi­ska pocho­dzi nazwa racji żyw­no­ścio­wych typu K)489 pro­po­no­wał metodę lustra: "Jeśli naprawdę chcesz wie­dzieć, czy cier­pisz na oty­łość, po pro­stu roz­bierz się i stań przed lustrem. Nie zawra­caj sobie głowy wymyśl­nymi testami labo­ra­to­ryj­nymi, na pewno się zorien­tu­jesz!"490. Jed­nak tłuszcz tłusz­czowi nie­równy. Są fałdy, które można uszczyp­nąć i które trzęsą się pod­czas ruchu, i jest też groź­niej­szy tłuszcz trzewny, który otula i nacieka narządy wewnętrzne oraz powo­duje wysta­wa­nie brzu­cha491. Posłu­gi­wa­nie się BMI jest łatwe, tanie i sku­teczne, ale pomija pro­blem dys­try­bu­cji tłusz­czu w ciele -?tym­cza­sem obwód talii sta­nowi mier­nik ulo­ko­wa­nego głę­boko pod powło­kami tłusz­czu brzusz­nego.

Zarówno BMI, jak i obwód talii mogą słu­żyć do oceny ryzyka zgonu z powodu nad­miaru tkanki tłusz­czo­wej492, ale oka­zuje się, że nawet przy takich samych war­to­ściach BMI wzro­stowi obwodu w pasie towa­rzy­szy nie­mal pro­sto­li­niowy wzrost zagro­że­nia śmier­cią493. Osoba z oty­ło­ścią cen­tralną mimo pra­wi­dło­wej wagi -?czyli ktoś, kto zgod­nie z kry­te­rium BMI nie ma nawet nad­wagi, ale jest otłusz­czony w pasie494 -?może być obar­czona ryzy­kiem zgonu w stop­niu nawet dwu­krot­nie wyż­szym niż ta, któ­ryej waga i wzrost odpo­wia­dają nad­wa­dze lub oty­ło­ści. Dla­tego też Świa­towa Orga­ni­za­cja Zdro­wia495, Naro­dowe Insty­tuty Zdro­wia496 i Ame­ry­kań­skie Towa­rzy­stwo Kar­dio­lo­giczne497 zale­cają mie­rze­nie zarówno BMI, jak i obwodu talii. Ma to przy­pusz­czal­nie szcze­gólne zna­cze­nie dla star­szych kobiet, ponie­waż w okre­sie mię­dzy 25 a 65 rokiem życia kobieta traci około 6 kg masy kost­nej i mię­śnio­wej, pod­czas gdy zasoby tłusz­czu trzew­nego zwięk­szają się czte­ro­krot­nie. (U męż­czyzn ilość tłusz­czu trzew­nego na ogół zale­d­wie się podwaja)498. Tak więc nawet jeśli waga łazien­kowa nie wska­zuje, że kobieta tyje, tłusz­czu może jej przy­by­wać.

Jaki jest punkt odcię­cia dla pra­wi­dło­wego obwodu talii?499 Pod­wyż­szone ryzyko zabu­rzeń meta­bo­licz­nych zaczyna się od 80 cm u kobiet i 94 cm u więk­szo­ści męż­czyzn, ale dla Chiń­czy­ków, Japoń­czy­ków i miesz­kań­ców Azji Połu­dnio­wej ta gra­nica jest bliż­sza 90 cm500. Punkt począt­kowy znacz­nego wzro­stu ryzyka to około 88 cm u kobiet i 102 cm u męż­czyzn501. Gdy obwód brzu­cha męż­czy­zny prze­kro­czy 109 cm, ryzyko zgonu ska­cze w górę o 50 pro­cent w sto­sunku do war­to­ści mniej­szej o 20 cm, a kobiety z obwo­dem 95 cm mają je o 80 pro­cent wyż­sze niż te z talią mie­rzącą 70 cm502. Tak to kolejne kre­ski cen­ty­me­tra kra­wiec­kiego mogą się prze­kła­dać na lata życia.

O dziwo, nie ma uni­wer­sal­nego pro­to­kołu oceny obwodu talii. Nie­które źró­dła zale­cają pomiar na wyso­ko­ści ostat­niego żebra, inne na pozio­mie naj­wyż­szego punktu kości bio­dro­wej, nie­któ­rzy pro­po­nują mie­rze­nie w poło­wie odle­gło­ści mię­dzy tymi punk­tami, na pozio­mie pępka lub po pro­stu w naj­węż­szym miej­scu503. Pomiar na pozio­mie pępka jest chyba naj­bar­dziej intu­icyj­nym i naj­ła­twiej­szym spo­so­bem (i metodą z wyboru jed­no­ra­zo­wej oceny ilo­ści tłusz­czu trzew­nego)504, nato­miast połowa odle­gło­ści mię­dzy szczy­tem tale­rza bio­dro­wego a naj­niż­szym punk­tem łuku żebro­wego wydaje się naj­lep­sza w śle­dze­niu zmian ilo­ści tłusz­czu trzew­nego w cza­sie505.

Niech obwód talii nie prze­kra­cza połowy wzro­stu

Wskaź­nik masy ciała ma tę prze­wagę nad obwo­dem talii, że bie­rze pod uwagę także wzrost. Być może naj­lep­szym, naj­bar­dziej uni­wer­sal­nym mier­ni­kiem jest więc pro­por­cja talia-wzrost, a war­tość odcię­cia naj­ła­twiej­sza do zapa­mię­ta­nia: obwód talii powi­nien być mniej­szy niż połowa wyso­ko­ści506. Dla doro­słych i dzieci powy­żej 6 lat celem powinno być utrzy­ma­nie tej pro­por­cji poni­żej połowy507.

Sto­su­nek obwodu talii do wzro­stu może być lep­szym pro­gno­sty­kiem zarówno pro­cen­to­wej zawar­to­ści tkanki tłusz­czo­wej w ciele, jak i masy tłusz­czu trzew­nego niż BMI i sam obwód talii508. Wydaje się, że jako metoda bada­nia prze­sie­wo­wego w kie­runku zabu­rzeń kar­dio­me­ta­bo­licz­nych (na przy­kład cho­roba wień­cowa i cukrzyca) wskaź­nik talia-wzrost ma prze­wagę nad BMI u osób doro­słych 509 i jest rów­nie dobry jak BMI w oce­nie zawar­to­ści tkanki tłusz­czo­wej u dzieci510. Zatem zesta­wem ide­al­nym mogłoby być połą­cze­nie BMI i mier­nika oty­ło­ści brzusz­nej, takiego jak sto­su­nek talia-wzrost511.

ROZWIĄZANIA

Z szablą na czołgi

Teraz, gdy mamy już wyobra­że­nie o przy­czy­nach i kon­se­kwen­cjach oty­ło­ści, przyj­rzyjmy się wachla­rzowi metod wypra­co­wa­nych w celu zwal­cza­nia nad­miaru tkanki tłusz­czo­wej -?i temu, czy są one istot­nie nakie­ro­wane na przy­czynę pro­blemu. Lecze­nie oty­ło­ści jest z dawien dawna domeną szwin­dli wszel­kiej maści spe­ku­lan­tów, oszu­stów i szar­la­ta­nów z ich cudow­nymi środ­kami. Nawet tak współ­cze­sna dzie­dzina jak medy­cyna baria­tryczna (nazwa pocho­dzi od grec­kiego baros, co ozna­cza wagę) jest ska­żona "nie­go­dzi­wo­ścią korup­cji"512. Ludzie kuszeni rekla­mami baśnio­wych cza­ro­dziej­skich róż­dżek umoż­li­wia­ją­cych szybką i nie­wy­ma­ga­jącą wysiłku utratę wagi żyją w poczu­ciu winy, że aku­rat u nich cud nie nastą­pił, albo w prze­ko­na­niu, że ich prze­miana mate­rii jest kata­stro­fal­nie zła. Na dru­gim końcu spek­trum mamy pesy­mizm prak­ty­ków, któ­rzy uwa­żają, że "ludzie grubi są grubi od uro­dze­nia i nie­wiele da się z tym zro­bić"513. A prawda leży gdzieś pośrodku.

Trud­no­ści w lecze­niu oty­ło­ści porów­nuje się do nauki języka obcego; jest to coś, co przy odpo­wied­nim zaan­ga­żo­wa­niu może osią­gnąć dosłow­nie każdy, ale wymaga sporo czasu i wysiłku514. Bada­nia naukowe wyka­zują, że więk­szość ludzi oty­łych zarzuca lecze­nie. Spo­śród tych, któ­rzy trwają w tera­pii, więk­szość nie jest wystar­cza­jąco kon­se­kwentna, by istot­nie schud­nąć. A nawet w gru­pie, któ­rej wytrwa­łość przy­nio­sła efekty, więk­szość z cza­sem odzy­skuje znaczną część stra­co­nych kilo­gra­mów515. Dla mnie jest to oznaka trud­no­ści, ale nie darem­no­ści. Palacz podej­muje śred­nio 30 prób rzu­ce­nia papie­ro­sów, zanim osta­tecz­nie roz­sta­nie się z nało­giem516. Przy odchu­dza­niu pomocne może być myśle­nie o tym, jak o rzu­ca­niu pale­nia -?po pro­stu trzeba to zro­bić. Jak to ujął prze­wod­ni­czący Asso­cia­tion for the Study of Obe­sity (Sto­wa­rzy­sze­nia na rzecz Bada­nia Oty­ło­ści), pewne pod­sta­wowe zada­nia takie jak wsta­wa­nie w nocy, żeby nakar­mić nie­mowlę, nie są kwe­stią sil­nej woli -?to po pro­stu coś, co musi zostać zro­bione517.

Nasza zbio­rowa reak­cja na epi­de­mię oty­ło­ści nie przy­staje ani do reto­ryki, ani do rze­czy­wi­sto­ści518. Jeśli to rze­czy­wi­ście "naro­dowy kry­zys", który "przy­brał alar­mu­jące roz­miary"519, okre­ślony przez Naczel­nego Leka­rza Kraju spra­wu­ją­cego ten urząd już po 11 wrze­śnia jako "pod każ­dym wzglę­dem tak samo nisz­czy­ciel­ski jak ter­ro­ryzm", to czemu ta reak­cja jest tak nie­mrawa?520 Weźmy na przy­kład nie­śmiałą suge­stię rzą­dów, by prze­mysł spo­żyw­czy "dobro­wol­nie pod­jął ini­cja­tywę ogra­ni­cze­nia reklamy mniej korzyst­nych dla zdro­wia pro­duk­tów prze­zna­czo­nych dla dzieci"521. Czyż­by­śmy wła­śnie ska­pi­tu­lo­wali i prze­ka­zali całą wła­dzę wiel­kiemu biz­ne­sowi?

Naszą lękliwą reak­cję na epi­de­mię oty­ło­ści sym­bo­li­zuje naro­dowa ini­cja­tywa pro­mo­wana przez połą­czony zespół Ame­ri­can Society for Nutri­tion (Ame­ry­kań­skie Towa­rzy­stwo Żywie­nia), Insti­tute of Food Tech­no­lo­gi­sts (Insty­tut Tech­no­lo­gii Żyw­no­ści) i Inter­na­tio­nal Food Infor­ma­tion Coun­cil (Międzynaro­dowa Rada do spraw Infor­ma­cji o Żyw­no­ści): "metoda małych kro­ków"522. Jako że małe kroki są "bar­dziej realne"523, suge­ruje się mię­dzy innymi "zastę­po­wa­nie majo­nezu musz­tardą" i "zja­da­nie rano jed­nego pączka zamiast dwóch"524. To tro­chę tak, jakby ruszyć na czołgi z sza­blą. Zwo­len­nicy metody małych kro­ków ubo­le­wają, że w prze­ci­wień­stwie do sytu­acji z innymi uza­leż­nie­niami, takimi jak alko­ho­lizm, nar­ko­ma­nia, hazard czy niko­ty­nizm, nie możemy zale­cić naszym oty­łym pacjen­tom cał­ko­wi­tej abs­ty­nen­cji od sub­stan­cji uza­leż­nia­ją­cej, ponie­waż "nie da się rzu­cić jedze­nia"525. Jed­nak to, że wszy­scy musimy oddy­chać, nie ozna­cza, że mamy to robić przez ust­nik papie­rosa. Ana­lo­gicz­nie fakt, że musimy jeść, nie zna­czy, że mamy jeść byle co.

CHI­RUR­GIA BARIA­TRYCZNA

Liposukces czy lipofikcja

Pierw­sza próba chi­rur­gicz­nego wyrzeź­bie­nia ciała miała miej­sce w roku 1921. Pewna tan­cerka chciała sobie "popra­wić" linię kostek. Chi­rurg naj­wy­raź­niej wyciął za dużo i zało­żył za cia­sne szwy, czego skut­kiem była mar­twica, ampu­ta­cja i pierw­szy udo­ku­men­to­wany pozew o błąd w sztuce w dzie­jach chi­rur­gii pla­stycz­nej526. Współ­cze­sna lipo­suk­cja jest o wiele bez­piecz­niej­sza; koń­czy się zgo­nem zale­d­wie w jed­nym przy­padku na pięć tysięcy zabie­gów527.

Aktu­al­nie lipo­suk­cja dzierży palmę pierw­szeń­stwa jako naj­po­pu­lar­niej­szy rodzaj chi­rur­gii kosme­tycz­nej na świe­cie, a jej efekty są istot­nie tylko kosme­tyczne528. Bada­nie, któ­rego wyniki opu­bli­ko­wano w "The New England Jour­nal of Medi­cine", objęło ocenę 15 oty­łych kobiet przed i po ode­ssa­niu około 9 kg tłusz­czu, w wyniku czego ich cał­ko­wita ilość tkanki tłusz­czo­wej obni­żyła się o nie­mal 20 pro­cent529. Na ogół jeśli czło­wiek straci nawet choćby 5 czy 10 pro­cent masy ciała w postaci tłusz­czu, skut­kuje to zna­mienną poprawą w zakre­sie war­to­ści ciśnie­nia tęt­ni­czego, poziomu glu­kozy we krwi, wskaź­ni­ków zapa­le­nia, stę­że­nia cho­le­ste­rolu i trój­gli­ce­ry­dów530, ale żadne z tych dobro­dziejstw nie zma­te­ria­li­zo­wało się po tej tak pokaź­nej lipo­suk­cji531.

Wyni­ka­łoby stąd, że tłuszcz pod­skórny nie sta­nowi pro­blemu. Sprawcą meta­bo­licz­nych szkód jest tłuszcz trzewny ota­cza­jący, a nawet nacie­ka­jący nasze narządy wewnętrzne, jak żyłki mar­muru prze­ra­sta­jący mię­śnie i wątrobę. Aby pozbyć się tego tłusz­czu, tłusz­czu nie­bez­piecz­nego, możemy zro­bić tylko jedno: spo­ży­wać mniej kalo­rii, niż spa­lamy.

Pod nóż

A może zamiast sza­bli wziąć na te czołgi skal­pel? Liczba ope­ra­cji baria­trycz­nych eks­plo­do­wała z około 40 tysięcy rocz­nie odno­to­wa­nych w pierw­szym mię­dzy­na­ro­do­wym bada­niu z roku 1998532 do setek tysięcy wyko­ny­wa­nych obec­nie co roku w samych Sta­nach Zjed­no­czo­nych533. Pierw­sza opra­co­wana tech­nika ope­ra­cyjna, jeli­towe zespo­le­nie omi­ja­jące, wią­zała się z usu­nię­ciem około 3,5 m jelita534,535. Prze­pro­wa­dzono już ponad 30 tysięcy takich ope­ra­cji536, zanim stwier­dzono537 ich "kata­stro­falne"538, "fatalne wyniki odle­głe". Była to mię­dzy innymi indu­ko­wana nie­do­bo­rem białka wtórna cho­roba wątroby539 prze­cho­dząca w jej "mar­twicę o złym roko­wa­niu"540. Ten nie­po­myślny począ­tek pozo­stał w pamięci ludz­kiej jako "jedna z czar­nych kart histo­rii chi­rur­gii"541.

Dziś współ­czyn­nik śmier­tel­no­ści po ope­ra­cjach baria­trycz­nych uważa się za bar­dzo niski, prze­cięt­nie jest to może od jed­nego przy­padku na trzy­stu542 pacjen­tów do jed­nego na pię­ciu­set543. Naj­czę­ściej wyko­ny­waną pro­ce­durą jest chi­rur­giczne zmniej­sze­nie żołądka zwane także gastrek­to­mią ręka­wową, pole­ga­jącą na trwa­łym usu­nię­ciu czę­ści żołądka544 z pozo­sta­wie­niem tylko wąskiego "rękawa" czy "man­kietu" w celu ogra­ni­cze­nia obję­to­ści pokarmu, jaką pacjent może każ­do­ra­zowo przy­jąć545. O iro­nio, wielu pacjen­tów wybiera chi­rur­gię w prze­ko­na­niu, że u nich "dieta nie skut­kuje", pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści metoda ope­ra­cyjna jest wła­śnie tym i niczym wię­cej -?wymu­szoną dietą546. Można o niej myśleć jako o swo­istej for­mie wewnętrz­nego kagańca.

Dru­gim pod wzglę­dem popu­lar­no­ści zabie­giem jest obej­ście żołąd­kowe547. Łączy w sobie ogra­ni­cze­nie obję­to­ści - zmniej­sze­nie żołądka do roz­miaru co naj­wy­żej piłki gol­fo­wej -?z obni­że­niem stop­nia wchła­nia­nia pokarmu poprzez taką zmianę naszej ana­to­mii, by omi­jał on począt­kową część jelita cien­kiego548. Metoda ta wydaje się bar­dziej sku­teczna niż zwy­kłe wycię­cie więk­szo­ści żołądka -?skut­kuje utratą 63 pro­cent nad­miaru wagi w sto­sunku do 53 pro­cent w wyniku resek­cji ręka­wo­wej549 -?ale też nie­sie ze sobą więk­sze ryzyko poważ­nych powi­kłań550. Dla wielu osób zasko­cze­niem jest, że nowe pro­ce­dury chi­rur­giczne przed wpro­wa­dze­niem na rynek medyczny nie wyma­gają wcze­śniej­szego testo­wa­nia ani dopusz­cze­nia przez Food and Drug Admi­ni­stra­tion (FDA, Agen­cja Żyw­no­ści i Leków)551 i są w dużej mie­rze wyłą­czone spod rygo­rów pro­ce­dur regu­la­cyj­nych i kon­tro­l­nych552, przez co poten­cjal­nie mogą być nawet bar­dziej nie­bez­pieczne niż nowe leki.

To skomplikowane

Trze­cim z naj­po­spo­lit­szych zabie­gów baria­trycz­nych jest lecze­nie powi­kłań po pierw­szym zabiegu baria­trycz­nym553. Do 25 pro­cent pacjen­tów musi po pew­nym cza­sie wró­cić na blok ope­ra­cyjny, aby pod­dać się korek­cie pro­ble­mów spo­wo­do­wa­nych pierw­szą ope­ra­cją albo dodat­ko­wym zabie­gom. Reope­ra­cje są bar­dziej ryzy­kowne, pocią­gają za sobą nawet dzie­się­cio­krotny wzrost śmier­tel­no­ści554 i nie dają gwa­ran­cji powo­dze­nia555. Powi­kła­nia obej­mują nie­szczel­ność zespo­le­nia556, prze­toki, owrzo­dze­nia, zwę­że­nia, nad­żerki, nie­droż­ność i ciężki refluks żołąd­kowo-prze­ły­kowy557.

Sto­pień zagro­że­nia może zale­żeć od umie­jęt­no­ści ope­ra­tora. "The New England Jour­nal of Medi­cine" opu­bli­ko­wał wyniki bada­nia, w któ­rym chi­rur­dzy prze­pro­wa­dza­jący ope­ra­cje baria­tryczne dobro­wol­nie udo­stęp­niali do oceny zespo­łowi swo­ich kole­gów po fachu nagra­nia wła­snych zabie­gów. Róż­nice bie­gło­ści tech­nicz­nej były znaczne i kore­lo­wały z czę­sto­ścią powi­kłań, ponow­nych hospi­ta­li­za­cji, reope­ra­cji i zgo­nów. Pacjenci ope­ro­wani przez mniej kom­pe­tent­nych chi­rur­gów mieli pra­wie trzy­krot­nie wię­cej powi­kłań i pię­cio­krot­nie wyż­sze ryzyko śmierci558.

Tak jak spor­towcy i akto­rzy, nie­któ­rzy chi­rur­dzy bywają po pro­stu bar­dziej uta­len­to­wani, ale także prak­tyka czyni mistrza559. Obej­ście żołąd­kowo-jeli­towe to pro­ce­dura tak skom­pli­ko­wana, że do nabra­nia bie­gło­ści chi­rurg może potrze­bo­wać nawet setek przy­pad­ków. Ryzyko powi­kłań osiąga pla­teau po mniej wię­cej 500 zabie­gach, przy czym naj­niż­sze ryzyko powi­kłań stwier­dzono u chi­rur­gów, któ­rzy prze­pro­wa­dzili ich wię­cej niż sześć­set560. Tak więc gdyby ktoś chciał się pod­dać tej ope­ra­cji, suge­ruję zapy­tać swo­jego leka­rza, ile ich dotąd prze­pro­wa­dził, a także wybrać pla­cówkę z akre­dy­ta­cją Baria­tric Cen­ter of Excel­lence, jako że śmier­tel­ność oko­ło­ope­ra­cyjna w takich insty­tu­cjach oka­zuje się dwa do trzech razy niż­sza niż w tych bez akre­dy­ta­cji561.

Nawet jeśli zabieg uda się ide­al­nie, pacjent do końca życia będzie potrze­bo­wał sub­sty­tu­cji żywie­nio­wej i moni­to­ro­wa­nia, by unik­nąć nie­do­bo­rów, na przy­kład wita­mi­no­wych i mine­ral­nych562, któ­rych kon­se­kwen­cją może być wcale nie­ba­ga­telna ane­mia, oste­opo­roza czy utrata wło­sów563. Ope­ra­cje baria­tryczne powo­do­wały także peł­no­obja­wowe przy­padki poten­cjal­nie zagra­ża­ją­cych życiu cho­rób nie­do­bo­ro­wych, takich jak beri-beri, pela­gra, kwa­shior­kor i neu­ro­pa­tie564 mani­fe­stu­jące się mię­dzy innymi utratą wzroku po latach czy nawet deka­dach od zabiegu (w przy­padku nie­do­boru mie­dzi)565. Nie­stety u bli­sko jed­nego na trzech pacjen­tów z cięż­kim nie­do­bo­rem jed­nej z wita­min B zwa­nej tia­miną jesz­cze przed posta­wie­niem dia­gnozy doszło do nie­od­wra­cal­nego uszko­dze­nia mózgu566.

Pogor­sze­nie wchła­nia­nia sub­stan­cji odżyw­czych jest celo­wym skut­kiem pro­ce­dur takich jak by-pass żołąd­kowy. Usu­wa­jąc część jelita cien­kiego, możemy sku­tecz­nie zabu­rzyć przy­swa­ja­nie kalo­rii -?ale kosz­tem upo­śle­dze­nia zaopa­trze­nia w potrzebne skład­niki poży­wie­nia. Nawet osoby pod­dane pro­stemu zabie­gowi zmniej­sze­nia żołądka mogą być zagro­żone nie­bez­piecz­nymi dla życia nie­do­bo­rami spo­wo­do­wa­nymi upo­rczy­wymi wymio­tami567. Wymioty w rze­czy samej mają wystę­po­wać u nawet 60 pro­cent pacjen­tów po ope­ra­cjach baria­trycz­nych jako sku­tek "nie­wła­ści­wych" zacho­wań żywie­nio­wych -?to jest prób nor­mal­nego jedze­nia568.

Podobny mecha­nizm stoi za "zespo­łem popo­sił­ko­wym". Duży pro­cent pacjen­tów z obej­ściem żołąd­ko­wym po spo­ży­ciu wyso­ko­ka­lo­rycz­nego posiłku cierpi na kur­czowe bóle brzu­cha, bie­gunkę, nud­no­ści, wzdę­cia, zmę­cze­nie lub koła­ta­nie serca spo­wo­do­wane gwał­tow­nym prze­do­sta­niem się poży­wie­nia do jelita z omi­nię­ciem żołądka. Z punktu widze­nia chi­rur­gów nie jest to efekt uboczny, tylko pla­nowy sku­tek ope­ra­cji: "Zespół popo­sił­kowy to spo­dzie­wany i pożą­dany ele­ment mody­fi­ka­cji beha­wio­ral­nej spo­wo­do­wanej zabie­giem omi­nię­cia żołąd­kowo-jeli­to­wego; jest w sta­nie znie­chę­cić pacjen­tów do spo­ży­wa­nia wyso­ko­ener­ge­tycz­nych pro­duk­tów spo­żyw­czych"569.

Chirurgia bariatryczna: metabolizm czy hiperbolizm?

Śro­do­wi­sko chi­rur­gów pro­te­stuje prze­ciwko okre­śla­niu ope­ra­cji baria­trycz­nych jako nakła­da­nia pacjen­tom wewnętrz­nego kagańca, wyci­na­nia zdro­wych narzą­dów tylko po to, by ludzi zdy­scy­pli­no­wać. Posu­nęli się nawet do tego, by prze­mia­no­wać je na "chi­rur­gię meta­bo­liczną", suge­ru­jąc w ten spo­sób, że prze­kształ­ce­nia ana­to­miczne mogą spo­wo­do­wać w gospo­darce hor­mo­nal­nej układu tra­wien­nego szcze­gól­nie korzystne zmiany fizjo­lo­giczne570. Jako dowód słusz­no­ści tej teo­rii spo­łecz­ność chi­rur­giczna wska­zuje spek­ta­ku­larną czę­stość remi­sji cukrzycy typu 2.

Po ope­ra­cji baria­trycz­nej nie­mal 55 pro­cent oty­łych i 75 pro­cent skraj­nie oty­łych cho­rych na cukrzycę wcho­dzi w remi­sję, co ozna­cza, że mają pra­wi­dłowy poziom cukru we krwi bez sto­so­wa­nia jakich­kol­wiek leków prze­ciw­cu­krzy­co­wych571. Nor­ma­li­za­cja stę­że­nia glu­kozy może nastą­pić dosłow­nie w ciągu kilku dni po zabiegu572. Pięt­na­ście lat po ope­ra­cji wol­nych od cukrzycy pozo­staje 30 pro­cent pacjen­tów (w porów­na­niu z 7 pro­centami w gru­pie kon­tro­l­nej cho­rych nie­le­czo­nych chi­rur­gicz­nie)573. Ale czy mamy pew­ność, że to w efek­cie ope­ra­cji? Czy ta poprawa gospo­darki węglo­wo­da­no­wej jest rze­czy­wi­ście jakimś zabie­go­wym rodza­jem meta­bo­licz­nej magii, czy cał­kiem po pro­stu skut­kiem dra­stycz­nego ogra­ni­cze­nia spo­ży­cia kalo­rii, które z reguły towa­rzy­szy ope­ra­cji na prze­wo­dzie pokar­mo­wym? Naukowcy posta­no­wili to spraw­dzić.

W kli­nice chi­rur­gii baria­trycz­nej Uni­ver­sity of Texas pacjenci z cukrzycą typu 2 zakwa­li­fi­ko­wani do pla­no­wego zabiegu by-passu żołąd­ko­wego zgo­dzili się naj­pierw pod­dać die­cie z ogra­ni­cze­niem liczby spo­ży­wa­nych kalo­rii przez okre­ślony jed­na­kowy dla wszyst­kich czas. Na 10 dni umiesz­czono ich w szpi­talu i kar­miono w taki sam spo­sób, w jaki byliby kar­mieni bez­po­śred­nio przed ope­ra­cją, jak i po niej, prze­cięt­nie mniej niż 500 kalo­rii dzien­nie. Następ­nie bada­cze odcze­kali kilka mie­sięcy, aż uczest­nicy bada­nia odzy­skają poprzed­nią wagę, i prze­pro­wa­dzili pla­no­wane zabiegi, z iden­tyczną dietą jak poprzed­nio. Te same osoby, ten sam spo­sób żywie­nia, tyle że raz bez ope­ra­cji, a raz z ope­ra­cją. Jeśliby zmia­nie ana­to­micz­nej miały towa­rzy­szyć jakieś dodat­kowe korzy­ści meta­bo­liczne, po ope­ra­cji ich sytu­acja powinna się popra­wić, tym­cza­sem pod pew­nymi wzglę­dami nawet się pogor­szyła. Samo ogra­ni­cze­nie kalo­rii dało ana­lo­giczną poprawę poziomu cukru we krwi, czyn­no­ści trzustki i wraż­li­wo­ści na insu­linę, a nie­które inne para­me­try kon­troli cukrzycy wypa­dły zna­mien­nie lepiej niż po ope­ra­cji574. Tak więc jeśli ope­ra­cja cokol­wiek zmie­niła pod wzglę­dem meta­bo­licz­nym, to na gor­sze.

Wynika stąd, że cukrzycę typu 2 można wyle­czyć za pomocą reduk­cji masy ciała pod warun­kiem, że się ją wystar­cza­jąco wcze­śnie wykryje. Nie­mal 90 pro­cent osób cho­ru­ją­cych na cukrzycę typu 2 od mniej niż 4 lat może osią­gnąć remi­sję dzięki utra­cie 15 pro­cent wagi, pod­czas gdy spo­śród tych, któ­rzy żyli z cho­robą dłu­żej niż 8 lat, może się to udać jedy­nie 50 pro­centom575. To jed­nak doty­czy wyłącz­nie odchu­dza­ją­cych się samą dietą. Pro­cent remi­sji u cho­rych na cukrzycę, któ­rzy stra­cili na wadze dwa razy wię­cej dzięki ope­ra­cjom baria­trycz­nym, wynosi odpo­wied­nio około 62 i 26 pro­cent576. Zatem odchu­dza­nie za pomocą wła­snego widelca bywa ponad dwu­krot­nie sku­tecz­niej­sze od odchu­dza­nia za pomocą narzę­dzi chi­rur­gicz­nych.

Reduk­cja masy ciała bez ucie­ka­nia się do chi­rur­gii może też przy­no­sić inne korzy­ści. W roz­dziale na temat zapa­le­nia piszę o hor­mo­nie odchu­dza­ją­cym -?lep­ty­nie. Utrata wagi za pomocą samej diety zwięk­sza wraż­li­wość na lep­tynę577, ale by-pass żołąd­kowy naj­wy­raź­niej nie daje tego efektu578. U cho­rych na cukrzycę po odchu­dze­niu mogą też obni­żać się war­to­ści mar­ke­rów sys­te­mo­wej reak­cji zapal­nej, takich jak czyn­nik mar­twicy nowo­two­rów, któ­rych stę­że­nia zna­cząco rosną przy takiej samej utra­cie wagi po by-pas­sie żołąd­ko­wym579.

Wiódł ślepy kulawego

A co z powi­kła­niami cukrzycy? Dwa z powo­dów, dla któ­rych nie chcemy na nią cho­ro­wać, to po pierw­sze, groźba utraty wzroku, a po dru­gie - dia­liz. Remi­sja cukrzycy dzięki ope­ra­cji baria­trycz­nej może popra­wić czyn­ność nerek580, ale, o dziwo, nie­ko­niecz­nie zapo­biega wystą­pie­niu581 lub pro­gre­sji cukrzy­co­wych powi­kłań ocznych582. Przy­czyną może być fakt, że ope­ra­cja baria­tryczna ma wpływ na ilość, ale nie na jakość przyj­mo­wa­nego pokarmu. Przy­po­mina mi to słynne bada­nie, któ­rego wyniki opu­bli­ko­wano w "The New England Jour­nal of Medi­cine", w któ­rym tysiące cho­rych na cukrzycę objęto pro­gra­mem inten­syw­nych zmian stylu życia nasta­wio­nych na reduk­cję wagi. Po 10 latach bada­nie prze­rwano, ponie­waż oka­zało się, że badani nie żyją dłu­żej ani nie mają mniej zawa­łów serca583. Być może dla­tego, że odży­wiali się cią­gle w taki sam sprzy­ja­jący miaż­dżycy spo­sób, spo­ży­wa­jąc jedy­nie mniej­sze por­cje.

Ist­nieje dieta o udo­wod­nio­nej sku­tecz­no­ści w cukrzy­co­wej cho­ro­bie oczu: jest to ryżowo-owo­cowa dieta dok­tora Kemp­nera. Ponad pół wieku temu Wal­ter Kemp­ner z Duke Uni­ver­sity wyka­zał, że opra­co­wana przez niego dieta oparta głów­nie na rośli­nach, wybit­nie uboga w sód, tłuszcz, cho­le­ste­rol i białko zwie­rzęce jest w sta­nie cof­nąć nie tylko zaawan­so­waną nie­wy­dol­ność serca i nerek584, ale także reti­no­pa­tię cukrzy­cową, do tego stop­nia, że nie­któ­rzy pacjenci dotych­czas nie­zdolni do czy­ta­nia nagłów­ków w gaze­tach wręcz odzy­ski­wali nor­malne widze­nie585.

Jak dziś leczymy ciężką reti­no­pa­tię? Za pomocą leków doszklist­ko­wych (co ozna­cza po pro­stu zastrzyki w gałkę oczną). A jeśli to nie pomoże, mamy zawsze foto­ko­agu­la­cję lase­rową siat­kówki, gdzie bli­zny po opa­rze­niach lase­ro­wych roz­miesz­cza się nie­mal na całej tyl­nej powierzchni oka586 w nadziei, że dla nie­wiel­kich pozo­sta­wio­nych frag­men­tów dopływ krwi okaże się wystar­cza­jący587. Patrząc na tę sytu­ację w kon­tek­ście prac Kemp­nera, nie mogę się oprzeć wra­że­niu, że histo­ria się cof­nęła. Zupeł­nie czym innym byłoby, gdy­by­śmy te pół wieku temu dys­po­no­wali jedy­nie bar­ba­rzyń­skim zabie­giem wypa­la­nia oka, ale szczę­śli­wie od tego czasu nauczy­li­by­śmy się leczyć utratę wzroku meto­dami die­te­tycz­nymi. Tym­cza­sem świat medyczny zamiast się uczyć, naj­wy­raź­niej zapo­mniał.

Kemp­ner udo­wod­nił także, że ciężką oty­łość można sko­ry­go­wać "bez dra­stycz­nych inter­wen­cji"; ludzie są w sta­nie odchu­dzić się o setki kilo­gra­mów tylko dzięki zmia­nom w stylu życia, nie ucie­ka­jąc się do hospi­ta­li­za­cji, far­ma­ko­lo­gii ani chi­rur­gii588. Jego dieta sama w sobie też jest dość dra­styczna (z pew­no­ścią nie nadaje się do sto­so­wa­nia bez nad­zoru lekar­skiego)589, ale przy­naj­mniej pozwala unik­nąć roz­ci­na­nia i zszy­wa­nia narzą­dów wewnętrz­nych. "Nawet jeśli udo­wod­nimy trwałą sku­tecz­ność lecze­nia chi­rur­gicz­nego", pisze zało­ży­ciel i dyrek­tor Yale-Grif­fin Pre­ven­tion Rese­arch Cen­ter (Cen­trum Badań nad Pro­fi­lak­tyką Yale-Grif­fin), "potrzeba ucie­ka­nia się do rearan­ża­cji natu­ral­nego porządku ana­to­micz­nego układu pokar­mo­wego zamiast lep­szego wyko­rzy­sta­nia wła­snych nóg i widel­ców (ćwi­cze­nia i dieta) wydaje się istną paro­dią" 590 .

Zanim gruby schudnie, chudy umrze

Na ile trwała jest utrata wagi dzięki ope­ra­cjom baria­trycz­nym? W ciągu pierw­szego roku czy dwóch po zabiegu więk­szość pacjen­tów po by-pas­sie żołąd­ko­wym rze­czy­wi­ście odzy­skuje pewną część stra­co­nych kilo­gra­mów591, ale 5 lat póź­niej trzy czwarte z nich utrzy­muje wagę niż­szą przy­naj­mniej o 20 pro­cent od wyj­ścio­wej592. Typowa tra­jek­to­ria takiej osoby wygląda nastę­pu­jąco: zaczyna od oty­ło­ści, ważąc na przy­kład 130 kg, prze­biega przez spa­dek do nad­wagi z wagą 80-81 kg w 2 lata po ope­ra­cji baria­trycz­nej, a potem powraca do oty­ło­ści na pozio­mie 94 kg593. Zja­wi­sko to przy­pi­suje się nawy­kowi pod­ja­da­nia, które kom­pul­syw­nym żar­ło­kom może zastę­po­wać obże­ra­nie się, trud­niej­sze po ope­ra­cji -?a więc zja­da­nie nie­wiel­kich ilo­ści poży­wie­nia, ale za to cią­gle, przez cały dzień594. Po 8 latach mniej wię­cej połowa z ope­ro­wa­nych na­dal rela­cjo­nuje epi­zody zabu­rzeń jedze­nia595. Jak opo­wiada jeden ze spe­cja­li­stów w dzie­dzi­nie oty­ło­ści dzie­cię­cej: "Widzia­łem już wielu pacjen­tów, któ­rzy potra­fili blen­do­wać batony cze­ko­la­dowe ze śmie­tanką, byle prze­zwy­cię­żyć stwo­rzone spe­cjal­nie dla nich prze­szkody tech­niczne, jak na przy­kład opa­ska żołąd­kowa"596.

Reklamy ope­ra­cji baria­trycz­nych są prze­peł­nione baśniową nar­ra­cją przed­sta­wia­jącą wyniki lecze­nia w różo­wych bar­wach i obie­cu­jącą, jak to ujęto w pew­nej ana­li­zie, "roman­tyczny happy end jak z baśni o Kop­ciuszku"597. Może to mieć wpływ na fakt, że pacjenci czę­sto prze­sza­co­wują liczbę kilo­gra­mów, któ­rych zamie­rzają się pozbyć, a nie doce­niają trud­no­ści, z jakimi będą musieli się zmie­rzyć w pro­ce­sie zdro­wie­nia598. Ope­ra­cja wymu­sza rady­kalne zmiany w spo­so­bie jedze­nia: narzuca koniecz­ność powol­nego i dokład­nego prze­żu­wa­nia małych kęsów pokarmu. Żołą­dek z roz­miaru dwóch piłek soft­bal­lo­wych (o obwo­dzie około 30 cm) zostaje zre­du­ko­wany do połowy piłki teni­so­wej w przy­padku chi­rur­gicz­nego zmniej­sze­nia lub połowy piłeczki ping­pon­go­wej w przy­padku by-passu lub opa­sko­wa­nia599.

Jak łatwo sobie wyobra­zić, ponowne przy­bra­nie na wadze po ope­ra­cji może być kata­stro­falne dla psy­chiki -?gdy pacjenci czują, że zmar­no­wali swoją ostat­nią szansę600. Jest to jedna z przy­czyn zwięk­szo­nej podat­no­ści osób po ope­ra­cjach baria­trycz­nych na depre­sję601 oraz pod­wyż­szo­nego ryzyka samo­bój­stwa602. Sama ciężka oty­łość może zwięk­szać ryzyko depre­sji z ten­den­cjami samo­bój­czymi603, ale nawet wśród osób o iden­tycz­nej wadze te, które były ope­ro­wane, wydają się bar­dziej nara­żone604. W gru­pie o jed­na­ko­wym BMI, wieku i płci u tych, któ­rzy prze­byli zabieg baria­tryczny, ryzyko samo­bój­stwa jest czte­ro­krot­nie więk­sze605. "Ana­liza lustrza­nego odbi­cia" przed i po naj­bar­dziej prze­ko­nu­jąco poka­zuje ryzyko wzro­stu ten­den­cji do samo­usz­ko­dze­nia u tych samych osób606.

Nie­mal jeden na pięć­dzie­się­ciu pacjen­tów ope­ro­wa­nych jest hospi­ta­li­zo­wany z powodu samo­usz­ko­dze­nia lub próby samo­bój­czej607. Co wię­cej, sta­ty­styka ta obej­muje jedy­nie epi­zody potwier­dzone, z wyłą­cze­niem prób zama­sko­wa­nych608, takich jak "nie­wy­ja­śnione" przy­ję­cie nad­mier­nej ilo­ści leków609. U pacjen­tów po ope­ra­cjach baria­trycz­nych stwier­dza się rów­nież pod­wyż­szone ryzyko "przy­pad­ko­wego zgonu"610, jak­kol­wiek część z tych wypad­ków może być zwią­zana ze zmie­nio­nym meta­bo­li­zmem alko­holu. Gdy osoba z by-pas­sem żołąd­ko­wym wypije, dajmy na to, dwa szoty wódki, zmie­niona ana­to­mia sprawi, że stę­że­nie alko­holu we krwi prze­kro­czy dopusz­czalny w Sta­nach Zjed­no­czo­nych limit dla kie­row­ców w ciągu dosłow­nie minut611. Nie jest jed­nak jasne, czy ten fakt odgrywa jakąś rolę w obser­wo­wa­nym w dru­gim roku po ope­ra­cji 25-pro­cen­to­wym wzro­ście czę­sto­ści wystę­po­wa­nia u pacjen­tów pro­blemu alko­ho­lo­wego612.

Nawet ci, któ­rzy sku­tecz­nie schu­dli i utrzy­mali nową wagę, zdają się prze­ży­wać poważne trud­no­ści adap­ta­cyjne. Dzie­sięć lat po zabiegu, choć jakość ich życia pod wzglę­dem zdro­wot­nym jest lep­sza, ogólny stan zdro­wia psy­chicz­nego ulega zna­mien­nemu pogor­sze­niu w sto­sunku do sytu­acji sprzed ope­ra­cji -?nawet u tych, któ­rzy odchu­dzili się naj­bar­dziej613. O iro­nio, ist­nieje roz­po­wszech­nione prze­ko­na­nie, że chi­rur­gia baria­tryczna jest dla "cwa­niacz­ków"614, któ­rzy wybie­rają "naj­ła­twiej­szą" drogę reduk­cji wagi615. Pozby­cie się nad­miaru kilo­gra­mów nie musi prze­kła­dać się na pozby­cie się styg­matu nawet minio­nej oty­ło­ści. Z badań wynika, że jeśli ludzie wie­dzą, iż dana osoba była kie­dyś gruba, z dużym praw­do­po­do­bień­stwem będzie na­dal trak­to­wana jako gruba. W dodatku w sto­sunku do metod chi­rur­gicz­nych ist­nieją silne uprze­dze­nia, w rodzaju prze­ko­na­nia, że ci, któ­rzy jako drogę odchu­dza­nia wybie­rają skal­pel, są oce­niani szcze­gól­nie nega­tyw­nie (na przy­kład jako naj­bar­dziej nie­atrak­cyjni fizycz­nie)616. Nie­trudno sobie wyobra­zić, jak pozo­sta­wa­nie obiek­tem takich uprze­dzeń, nawet mimo for­mal­nego dołą­cze­nia do "elity", może pod­ko­pać samo­po­czu­cie.

Ważąc opcje

W śre­dnio­wie­czu gło­du­jący chłopi śnili o gastro­no­micz­nych uto­piach, w któ­rych jedze­nie niczym deszcz spa­dało z nieba, takich jak legen­darna Kuka­nia. Jak ówcze­śni baj­ko­pi­sa­rze mogli prze­wi­dzieć, że wielu ich potom­nych nie tylko zosta­nie sta­łymi rezy­den­tami tej kra­iny, ale w dodatku bro­niąc się przed tą obfi­to­ścią, będzie sobie wyci­nać czę­ści żołądka i jelit?617

Ciało przy­bie­ra­jące na wadze w sytu­acji dostęp­no­ści nad­miaru kalo­rii do spo­ży­cia zacho­wuje się tak, jak powinno618. Wysiłki mające na celu zaha­mo­wa­nie tego przy­ro­stu za pomocą far­ma­ko­te­ra­pii lub chi­rur­gii nie sta­no­wią korekty żad­nej ano­ma­lii ludz­kiej fizjo­lo­gii, ale dekon­stru­ują i rady­kal­nie prze­bu­do­wują jej uprzed­nio pra­wi­dłowe funk­cje. Kry­tycy od dawna wska­zują na tę para­dok­salną istotę chi­rur­gicz­nego prze­kształ­ca­nia zdro­wych narzą­dów w dys­funk­cyjne (celowe wywo­ły­wa­nie zespołu złego wchła­nia­nia)619, zwłasz­cza u dzieci. Ope­ra­cje baria­tryczne u dzieci i nasto­lat­ków wyko­ny­wane są coraz powszech­niej620; prze­pro­wa­dza się je nawet u pię­cio­lat­ków621. Chi­rur­dzy bro­nią tej prak­tyki, argu­men­tu­jąc, że dora­sta­nie jako gru­bas może skut­ko­wać emo­cjo­nal­nymi bli­znami i "spo­łecz­nym upo­śle­dze­niem na całe życie"622.

Pro­pa­ga­to­rzy medy­cyny pro­fi­lak­tycz­nej z kolei twier­dzą, że chi­rur­gia baria­tryczna to przy­sło­wiowa musz­tarda po obie­dzie623. Obrońca chi­rur­gii baria­trycz­nej odpo­wiada tak: "Czę­sto sły­szymy, że powin­ni­śmy przede wszyst­kim sku­pić się na pro­fi­lak­tyce. Oczy­wi­ście, zga­dzam się. Jed­nak gdy ktoś tonie, nie pouczam go, że powi­nien był nauczyć się pły­wać, tylko go ratuję"624.

Ist­nieją uza­sad­nione pod­stawy do twier­dze­nia, że korzy­ści z ope­ra­cji baria­trycz­nej zde­cy­do­wa­nie prze­wa­żają nad ryzy­kiem, jeśli na dru­giej szali mamy ciężką oty­łość, która sza­cun­kowo wycięła już czło­wie­kowi z życia do 13 lat625. Choć na popar­cie tego twier­dze­nia nie dys­po­nu­jemy danymi pocho­dzą­cymi z badań ran­do­mi­zo­wa­nych, w porów­na­niu z oso­bami oty­łymi, które nie były ope­ro­wane, u tych, które były, spo­dzie­wany czas prze­ży­cia na ogół jest zna­mien­nie dłuż­szy626. Nic dziw­nego, że chi­rur­dzy kon­se­kwent­nie pre­zen­tują pla­nowe zabiegi baria­tryczne jako ope­ra­cje ze wska­zań życio­wych627, choć jest to fał­szywa dycho­to­mia. Korzy­ści prze­wa­żają nad ryzy­kiem tylko wtedy, gdy nie ma innych opcji lecz­ni­czych.

Zrobieni w balona

Lata 80. XX wieku przy­nio­sły nam witane fan­fa­rami balony wewnątrz­żo­łąd­kowe, które wpro­wa­dza się do tego narządu i wypeł­nia gazem lub wodą, by zająć więk­szość jego obję­to­ści628. Nie­stety czę­sto zda­rza się, że urzą­dze­nia chi­rur­giczne wpro­wa­dzane są na rynek przed zgro­ma­dze­niem wystar­cza­ją­cej liczby dowo­dów ich bez­pie­czeń­stwa i sku­tecz­no­ści629, i balony żołąd­kowe nie były wyjąt­kiem.

"Bańka żołąd­kowa" zali­czyła pierw­sze pęk­nię­cie, gdy bada­nie prze­pro­wa­dzone w Mayo Cli­nic wyka­zało, że osiem na dzie­sięć tych urzą­dzeń ulega samo­czyn­nemu opróż­nie­niu (co sta­nowi poten­cjalne zagro­że­nie, gdyż pusty balon może prze­su­nąć się do jelit i spo­wo­do­wać nie­droż­ność)630, ale zdą­żyły jesz­cze u połowy pacjen­tów spo­wo­do­wać nad­żerki żołądka -?to jest uszko­dze­nia błony ślu­zo­wej wyście­ła­ją­cej go od wewnątrz631. A naj­lep­sze, że jako śro­dek pro­wa­dzący do utraty wagi urzą­dze­nie i tak było nie­sku­teczne632. Z cza­sem znik­nęło z rynku, ale ostat­nio powró­ciło.

Po 33-let­niej prze­rwie FDA w 2015 roku dopu­ściła do użytku nową gene­ra­cję balo­nów żołąd­ko­wych633, czego skut­kiem było pięć tysięcy zabie­gów634. Wów­czas już obo­wią­zy­wała ustawa zwana The Sun­shine Act, mająca na celu wycią­gnię­cie na dezyn­fe­ku­jące świa­tło dzienne kusi­ciel­skiej aktyw­no­ści prze­my­słu zmu­sza­ją­cej firmy far­ma­ceu­tyczne oraz pro­du­cen­tów sprzętu i apa­ra­tury medycz­nej do ujaw­nia­nia każ­dej korzy­ści finan­so­wej udzie­la­nej leka­rzom635. Dziś więk­szość ludzi wie, jak cie­płe mogą być rela­cje finan­sowe leka­rzy z prze­my­słem far­ma­ceu­tycz­nym, ale znacz­nie mniej ma świa­do­mość, że także chi­rur­dzy bywają opła­cani przez firmy pro­du­ku­jące narzę­dzia, któ­rymi się posłu­gują636. Stu naj­więk­szych bene­fi­cjen­tów takich korzy­ści otrzy­mało od firm pro­du­cenc­kich nie­wia­ry­godną sumę 12 milio­nów dola­rów tylko w ciągu jed­nego roku. Jed­nak gdy ci sami leka­rze publi­kują prace naukowe, tylko mniej­szość z nich ujaw­nia rażący kon­flikt inte­re­sów637.

Prze­waga balo­nów żołąd­ko­wych nad więk­szo­ścią ope­ra­cji baria­trycz­nych polega na tym, że ich implan­ta­cja jest odwra­calna, ale to nie zna­czy, że są nie­szko­dliwe. FDA opu­bli­ko­wała serię mate­ria­łów infor­ma­cyj­nych ostrze­ga­ją­cych o zwią­za­nych z ich zasto­so­wa­niem nie­bez­pie­czeń­stwach, wśród któ­rych znaj­dują się także śmier­telne przy­padki pęk­nię­cia żołądka638. Jakim cudem gładki okrą­gły przed­miot może spo­wo­do­wać per­fo­ra­cję żołądka? Przez pro­wo­ko­wa­nie u pacjen­tów wymio­tów tak upo­rczy­wych i gwał­tow­nych, że dopro­wa­dzają do roze­rwa­nia narządu i zgonu639. Nud­no­ści i wymioty są nie­zbyt zaska­ku­ją­cym i bar­dzo powszech­nym dzia­ła­niem nie­po­żą­da­nym; wystę­pują u więk­szo­ści pacjen­tów z zało­żo­nym balo­nem640. Upo­rczywe wymioty praw­do­po­dob­nie tłu­ma­czą rów­nież przy­padki śmier­tel­nie nie­bez­piecz­nych nie­do­bo­rów żyw­no­ścio­wych po jego implan­ta­cji641.

Nie­które powi­kła­nia, takie jak nie­droż­ność prze­wodu pokar­mo­wego, są skut­kiem opróż­nie­nia się balona642, ale o dziwo, zda­rzają się też przy­padki nagłego nad­mier­nego roz­dę­cia643, co powo­duje ból, wymioty i wzdę­cie brzu­cha644. Zja­wi­sko takie po raz pierw­szy zaob­ser­wo­wano po wsz­cze­pie­niach implan­tów piersi, co zostało udo­ku­men­to­wane w rapor­cie pod tytu­łem The Phe­no­me­non of the Spon­ta­neu­sly Auto­in­fla­ting Bre­ast Implant645. Wygląda to tak, że implant ni stąd, ni zowąd zaczyna się powięk­szać, pro­wa­dząc do wzro­stu obję­to­ści piersi śred­nio o ponad 50 pro­cent646. "Jest to na­dal", jak stwier­dza jeden z rapor­tów, " zja­wi­sko zbyt rzadko zgła­szane i nie­do­sta­tecz­nie zro­zu­miane"647. (Co cie­kawe, w pierw­szych nie­uda­nych eks­pe­ry­men­tach z implan­ta­cją balo­nów żołąd­ko­wych w rze­czy samej uży­wano implan­tów piersi)648.

Tak jak to jest z każdą decy­zją medyczną, wszystko spro­wa­dza się w isto­cie do zwa­że­nia sto­sunku kosztu do korzy­ści. Bada­nia finan­so­wane przez pro­du­cen­tów wska­zują na istotny spa­dek wagi, ale trudno oddzie­lić wpływ samej obec­no­ści balona w żołądku od towa­rzy­szą­cej całej pro­ce­du­rze nad­zo­ro­wa­nej diety i zale­co­nych zmian w stylu życia649. Testu­jąc leki, można podać gru­pie kon­tro­l­nej pigułki z cukru, ale jak wyeli­mi­no­wać efekt pla­cebo, gdy badamy efekt zabiegu? Prze­pro­wa­dza­jąc pozo­ro­wany zabieg.

W roku 2002 "New England Jour­nal of Medi­cine" opu­bli­ko­wał wyniki odważ­nego bada­nia. Jego przed­mio­tem była artro­sko­pia stawu kola­no­wego, naj­częst­szy zabieg orto­pe­dyczny. Na wty­ka­nie endo­sko­pów do stawu i wyci­na­nie uszko­dzo­nych tka­nek w cho­ro­bie zwy­rod­nie­nio­wej i ura­zach kolan wyda­jemy miliardy dola­rów, ale czy to rze­czy­wi­ście coś daje? Cier­piący z powodu bólu kolan zostali losowo podzie­leni na dwie grupy, z któ­rych jedną pod­dano praw­dzi­wemu zabie­gowi, a w dru­giej chi­rur­dzy naci­nali kolana i uda­wali, że prze­pro­wa­dzają całą pro­ce­durę włącz­nie z płu­ka­niem pola ope­ra­cyj­nego solą fizjo­lo­giczną, ale tak naprawdę ze sta­wem niczego nie robili.

Pod­nio­sło się larum. Jak w ogóle można losowo przy­dzie­lić ludzi do grupy, w któ­rej otwiera się powłoki ciała, by prze­pro­wa­dzić fał­szywy zabieg chi­rur­giczny? Zawo­dowe towa­rzy­stwa medyczne poda­wały w wąt­pli­wość etykę chi­rur­gów i zdro­wie umy­słowe pacjen­tów, któ­rzy zgo­dzili się na udział w bada­niu650. Ale kto zgad­nie, jaki był jego wynik? Ow­szem, stan ope­ro­wa­nych się popra­wił, ale to samo stwier­dzono w gru­pie kon­tro­l­nej. Rodzaj ope­ra­cji oka­zał się nie mieć zna­cze­nia651,652. Obec­nie taki sam kry­zys wia­ry­god­no­ści dotyka zabie­gów wsz­cze­pia­nia sten­tów do tęt­nic wień­co­wych653 i ope­ra­cji stożka rota­to­rów barku654.

Gdy oce­nie pod­dano balony wewnątrz­żo­łąd­kowe, bada­nia ran­do­mi­zo­wane z grupą kon­tro­lną, w któ­rej zabieg był pozo­ro­wany, wyka­zały, że i star­sze655, i now­sze656 urzą­dze­nia nie­kiedy nie przy­no­siły żad­nej korzy­ści w postaci reduk­cji wagi. Nawet jeśli odnio­sły pożą­dany sku­tek657, bywał on czę­sto tym­cza­sowy, jako że balony pozo­sta­wiano w żołądku tylko na 6 mie­sięcy; po tym cza­sie ryzyko defla­cji staje się zbyt duże. Dla­czego nie możemy po pro­stu zakła­dać ich wciąż na nowo? Takie postę­po­wa­nie zostało wypró­bo­wane i nie przy­nio­sło poprawy wyni­ków odle­głych658. Takie samo bada­nie ran­do­mi­zo­wane z grupą kon­tro­lną pod­daną pozo­ro­wa­nemu zabie­gowi wyka­zało, że wpływ balona na łak­nie­nie i uczu­cie syto­ści z cza­sem może zani­kać659, być może w miarę, jak ciała przy­zwy­cza­jają się do nowej normy.

Pozo­ro­wane bada­nia poka­zały, że nie­które z naj­bar­dziej popu­lar­nych zabie­gów lecz­ni­czych bywają pozorne w samej swej isto­cie. Leka­rze chęt­nie szczycą się tym, że w swoim postę­po­wa­niu opie­rają się na nauce. Na przy­kład słusz­nie wystę­pu­jemy prze­ciwko ruchom antysz­cze­pion­ko­wym. Dużą część naszego śro­do­wi­ska medycz­nego nie­po­koi aktu­alna poli­tyczna moda na wybie­ra­nie sobie takich "fak­tów", jakie ludziom w danej chwili odpo­wia­dają. Gdy czy­tam, że nie­które z tych wciąż popu­lar­nych zabie­gów nie tylko nie przy­no­szą pożytku660, ale wręcz mogą jesz­cze pogor­szyć sytu­ację -?na przy­kład zwięk­szyć ryzyko pro­gre­sji do stanu, w któ­rym konieczna będzie wymiana stawu kola­no­wego661 -?nie mogę się oprzeć reflek­sji, że my, leka­rze także nie jeste­śmy odporni na nasze wła­sne wer­sje "fake new­sów" i "alter­na­tyw­nych fak­tów"662.

FAR­MA­KO­TE­RA­PIA

Jedna pigułka czyni cię małym

My, Ame­ry­ka­nie, uwiel­biamy się leczyć cudow­nymi piguł­kami. A jed­nak, mimo że w dzi­siej­szych cza­sach dys­po­nu­jemy peł­nym zesta­wem zatwier­dzo­nych przez FDA leków odchu­dza­ją­cych, prze­pi­sy­wane są zale­d­wie jed­nemu na pięć­dzie­się­ciu oty­łych pacjen­tów663. Co tu jest grane? Jedną z przy­czyn tak sil­nej styg­ma­ty­za­cji far­ma­ceu­ty­ków zwal­cza­ją­cych oty­łość664 jest to, że w prze­szło­ści rezul­taty sto­so­wa­nia tego typu środ­ków były, oględ­nie mówiąc, dale­kie od cudow­nych; magiczne kule oka­zy­wały się w naj­lep­szym razie śle­pymi nabo­jami665.

Obec­nie więk­szość leków odchu­dza­ją­cych, mimo uzy­ska­nej począt­kowo akcep­ta­cji, po pew­nym cza­sie zostaje wyco­fana z rynku z powodu nie­prze­wi­dzia­nych dzia­łań nie­po­żą­da­nych, które czy­nią z nich publiczne zagro­że­nie666. Jak to bar­dziej szcze­gó­łowo opi­suję w roz­dziale o spa­la­czach tłusz­czu, wszystko zaczęło się od DNP, pesty­cydu, który miał jakoby bez­piecz­nie pozba­wiać ludzi tkanki tłusz­czo­wej667, tym­cza­sem oka­zało się, że zamiast tłusz­czu pozba­wiał ich wzroku668 (ta kata­stro­falna histo­ria przy­czy­niła się do uchwa­le­nia w roku 1938 fede­ral­nej ustawy o żyw­no­ści, lekach i kosme­ty­kach)669. W wyniku dostęp­no­ści DNP w han­dlu inter­ne­to­wym nie tak dawno nastą­pił jego wielki powrót z łatwymi do prze­wi­dze­nia tra­gicz­nymi skut­kami670.

Potem poja­wiły się amfe­ta­miny. Obec­nie ponad pół miliona Ame­ry­ka­nów jest uza­leż­nio­nych od metamfe­ta­miny671, ale amfe­ta­mi­nową epi­de­mię zapo­cząt­ko­wali leka­rze i firmy far­ma­ceu­tyczne672. W latach 60. ubie­głego stu­le­cia firmy te zale­wały rynek około 80 tysią­cami kilo­gra­mów tych związ­ków rocz­nie, co nie­malże zapew­nia­łoby tygo­dniową dawkę dla każ­dego doro­słego oby­wa­tela obojga płci i każ­dego dziecka w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Co roku sto­so­wane były dosłow­nie miliardy dawek, a kli­niki lecze­nia oty­ło­ści opły­wały w zyski. Lekarz spe­cja­li­zu­jący się w odchu­dza­niu mógł zaku­pić 100 tysięcy table­tek amfe­ta­miny za mniej niż 100 dola­rów i sprze­dać je pacjen­tom za ponad 12 tysięcy673.

W roku 1970 sena­tor Tho­mas Dodd, ojciec sena­tora Chrisa Dodda, tego od ustawy Dodd-Frank, wystą­pił w Sena­cie z suge­stią, że ame­ry­kań­ska obse­sja na punk­cie pręd­ko­ści nie zro­dziła się przy­pad­kiem. Stwier­dził, że prze­mysł far­ma­ceu­tyczny "dys­po­nu­jący wie­lu­set­mi­lio­no­wym budże­tem na reklamę, która jest czę­sto naj­kosz­tow­niej­szą skła­dową ceny leku, pigułka po pigułce kusił, aż zaszcze­pił poko­le­niom doj­rze­wa­ją­cym po II woj­nie świa­to­wej sza­leń­czą kul­turę leko­ma­nii"674. Nakre­śle­nie para­lel­nego powią­za­nia mię­dzy wiel­kim prze­my­słem far­ma­ceu­tycz­nym675 a obec­nym kry­zy­sem opio­ido­wym pozo­sta­wię czy­tel­ni­kowi jako ćwi­cze­nie umy­słowe.

Był więc Ami­no­rex, powszech­nie prze­pi­sy­wany lek hamu­jący łak­nie­nie, dopóki nie został wyco­fany, gdy oka­zało się, że wywo­łuje uszko­dze­nie płuc676. Osiem­na­ście milio­nów Ame­ry­ka­nów przyj­mo­wało Phen-fen, następ­nie wyco­fany jako przy­czyna cięż­kiego uszko­dze­nia zasta­wek serca677. Meri­dię wyco­fano za wywo­ły­wa­nie zawa­łów serca i uda­rów678. Acom­plię za powi­kła­nia psy­chia­tryczne włącz­nie z samo­bój­stwami679. I na tym lista wcale się nie koń­czy680. Dzie­dzic­twem Phen-fenu stała się jedna z naj­więk­szych w histo­rii prze­my­słu wypłat w wyniku sporu sądo­wego, ale ten koszt jest z góry wkal­ku­lo­wany681. Nowy lek odchu­dza­jący jest w sta­nie zaszko­dzić, a nawet zabić tylu ludzi, że "spo­dzie­wany koszt spo­rów sądo­wych" może prze­kro­czyć sumę 80 milio­nów dola­rów, lecz kon­sul­tanci wiel­kich firm far­ma­ceu­tycz­nych w piśmie "Phar­ma­co­Eco­no­mics" obli­czyli, że gdyby odniósł suk­ces, zysk mógłby prze­kro­czyć 100 milio­nów682. To teraz sobie policz­cie.

Czytaj ostrzeżenia i myśl

Wśród aktu­al­nie sto­so­wa­nych leków odchu­dza­ją­cych mamy Qsy­mię, połą­cze­nie fen­ter­miny (Phen­ter­min), czyli pierw­szej skła­do­wej Phen-fenu, i topi­ra­matu, leku, któ­rego nagłe odsta­wie­nie może wywo­łać napad padacz­kowy683. Qsy­mia jako pre­pa­rat nie­bez­pieczny otrzy­mała kate­go­ryczną odmowę reje­stra­cji w wielu kra­jach Europy, ale na­dal jest dostępna w sprze­daży w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Na tej samej łódce pły­nie Belviq (lor­ka­se­ryna) -?dopusz­czony do obrotu u nas, ale w Euro­pie nie, a to z powodu poten­cjal­nego dzia­ła­nia kan­ce­ro­gen­nego, moż­li­wo­ści wywo­ły­wa­nia zabu­rzeń psy­chicz­nych i uszka­dza­nia zasta­wek serca684. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych sprze­daje się go za około 200 dola­rów mie­sięcz­nie - inte­res porów­ny­walny z naj­now­szą zdo­by­czą: Saxendą (lira­glu­tyd).

Saxenda jest lekiem sto­so­wa­nym w postaci codzien­nych iniek­cji, a mie­sięczny koszt lecze­nia wyce­niono na 1281,65 dolara685. Cha­rak­te­ry­styka tego pro­duktu lecz­ni­czego zawiera naprawdę poważne ostrze­że­nie -?FDA zaleca mak­sy­malną ostroż­ność z powodu poten­cjal­nie zagra­ża­ją­cego życiu ryzyka raka tar­czycy686. Opła­cani przez firmę kon­sul­tanci oraz jej pra­cow­nicy argu­men­tują, że zwięk­sze­nie liczby wykry­wa­nych guzów może wyni­kać z lep­szych warun­ków wykry­wal­no­ści, które zawdzię­czamy wła­śnie sku­tecz­no­ści leku687. Inną opcją jest Mysimba (bupro­pion/naltrek­son) pod warun­kiem, że zde­cy­du­jemy się zigno­ro­wać kolejne bar­dzo poważne ostrze­że­nie o poten­cjal­nym zwięk­sze­niu czę­sto­ści myśli samo­bój­czych688.

Ostat­nia moż­li­wość to Alli (orli­stat). Ten lek blo­kuje wchła­nia­nie tłusz­czów z poży­wie­nia i powo­duje takie dzia­ła­nia nie­po­żą­dane jak "wzmo­żone odda­wa­nie gazów z domieszką kału"689. Przyj­mo­wa­nie go ewi­dent­nie zmu­sza pacjen­tów do uży­wa­nia pie­lu­szek i zapo­zna­nia się z roz­miesz­cze­niem wszyst­kich toa­let w oko­licy w celu ogra­ni­cze­nia przy­krych kon­se­kwen­cji nagłego wycieku tłusz­czo­wej zawar­to­ści prze­wodu pokar­mo­wego690. Dzięki usta­wie o wol­no­ści infor­ma­cji prze­ko­na­li­śmy się, że choć finan­so­wane przez firmę pro­du­cencką bada­nia miały jakoby doku­men­to­wać "wszyst­kie przy­padki dzia­łań nie­po­żą­da­nych"691, w jed­nym z nich jakże wygod­nym zbie­giem oko­licz­no­ści zna­lazł się błąd w postaci pomi­nię­cia 1318 takich incy­den­tów692.

Czym zresztą jest nie­wielki wyciek stolca w porów­na­niu z udrę­kami oty­ło­ści693. Jak zwy­kle musimy ważyć zyski i straty, nie­praw­daż? Jed­nak meta­ana­liza ponad 100 badań kli­nicz­nych leków odchu­dza­ją­cych trwa­ją­cych nawet do 47 tygo­dni wyka­zała, że osią­gnięta dzięki nim reduk­cja wagi ani razu nie prze­kro­czyła 4,1 kg694. Jako że nie leczymy pier­wot­nej przy­czyny - tuczą­cego spo­sobu odży­wia­nia się -?waga oczy­wi­ście powraca natych­miast po zaprze­sta­niu przyj­mo­wa­nia leków695, więc nale­ża­łoby je sto­so­wać codzien­nie do końca życia. Jak długo ludzie wytrzy­mują? Z danych aptecz­nych obej­mu­ją­cych milion klien­tów, więk­szość użyt­kow­ni­ków Alli poprze­stało na pierw­szym zaku­pie, a więk­szość użyt­kow­ni­ków Meri­dii nie wytrwała nawet 3 mie­sięcy. Przyj­mo­wa­nie leków odchu­dza­ją­cych jest tak przy­kre, że 98 pro­cent pacjen­tów zarzuca je w okre­sie pierw­szego roku696.

Bada­nia wyka­zują, że wielu leka­rzy ma ten­den­cję do prze­ce­nia­nia stop­nia reduk­cji wagi wywo­ła­nej przez te leki697. Jedną z przy­czyn mogą być wytyczne prak­tyki kli­nicz­nej; na przy­kład takie jak Towa­rzy­stwo Endo­kry­no­lo­gów, które nie­mal wyłazi ze skóry, by wypro­mo­wać sto­so­wa­nie far­ma­ko­te­ra­pii w lecze­niu oty­ło­ści698. Czy ci ludzie na serio zale­cają trzy­ma­nie na lekach 40 pro­cent Ame­ry­ka­nów -?ponad 100 milio­nów?699 W tej sytu­acji zapewne nie zdziwi was wia­do­mość, że główny autor tych zale­ceń jest "istot­nie zain­te­re­so­wany finan­sowo lub zaj­muje kie­row­ni­cze sta­no­wi­sko" w sze­ściu róż­nych fir­mach far­ma­ceu­tycz­nych, które wszyst­kie co do jed­nej cał­kiem przy­pad­kowo pra­cują nad lekami odchu­dza­ją­cymi700. Dla kon­tra­stu: nie­za­leżne rady eks­per­tów, takie jak Cana­dian Task Force on Pre­ven­tive Health Care (Kana­dyj­ska Grupa Robo­cza do spraw Pro­fi­lak­tyki w Opiece Medycz­nej), wypo­wia­dają się wyraź­nie prze­ciwko far­ma­ko­te­ra­pii oty­ło­ści ze względu na jej niską sku­tecz­ność i nie­wy­star­cza­jące bez­pie­czeń­stwo701.

ODCHU­DZA­JĄCE SUPLE­MENTY

Zła praktyka produkcyjna

Jak wynika z ogól­no­kra­jo­wej ankiety, jedna trze­cia doro­słych, któ­rzy pod­jęli poważną próbę odchu­dze­nia się, pró­bo­wała suple­men­tów diety702, na które Ame­ry­ka­nie wydają rocz­nie dosłow­nie miliardy dola­rów703. Więk­szość ankie­to­wa­nych błęd­nie sądziła, że tego typu sprze­da­wane bez recepty środki hamu­jące łak­nie­nie, pre­pa­raty zio­łowe i inne odchu­dza­jące suple­menty zanim zostaną dopusz­czone do sprze­daży, muszą uzy­skać cer­ty­fi­kat bez­pie­czeń­stwa od jakiejś rzą­do­wej agen­cji takiej jak FDA -?a przy­naj­mniej zawie­rać na ety­kie­cie ostrze­że­nie o ewen­tu­al­nych dzia­ła­niach nie­po­żą­da­nych. Nie­mal połowa nawet uwa­żała, że muszą się wyka­zać jaki­miś dowo­dami sku­tecz­no­ści704. Nic z tych rze­czy.

FDA sza­cuje, że suple­menty diety wywo­łują około 50 tysięcy nie­po­żą­da­nych zda­rzeń medycz­nych rocz­nie705; naj­czę­ściej są to uszko­dze­nia wątroby i nerek706. Jed­no­cze­śnie leki prze­pi­sy­wane na receptę nie tylko szko­dzą, ale wręcz zabi­jają ponad 100 tysięcy Ame­ry­ka­nów rocz­nie707. Ale w przy­padku tych leków przy­naj­mniej teo­re­tycz­nie ist­nieje moż­li­wość prze­ana­li­zo­wa­nia sto­sunku ryzyka do korzy­ści -?dzięki bada­niom kli­nicz­nym i moni­to­rin­gowi, które zazwy­czaj obej­mują tysiące użyt­kow­ni­ków708. Gdy pro­du­cent zawie­ra­ją­cego efe­drynę suple­mentu diety Meta­bo­life 356 testo­wał swój wyrób za pomocą bada­nia, które zamknęło się na 24 uczest­ni­kach, stwier­dzono jedy­nie drobne dzia­ła­nia nie­po­żą­dane (suchość w ustach, bóle głowy i bez­sen­ność)709. Jed­nak gdy zaczęto go sto­so­wać na skalę całej popu­la­cji, zgło­szono nie­mal 15 tysięcy zda­rzeń nie­po­żą­da­nych, w tym zawały serca, udary, napady padacz­kowe, a nawet zgony710, i pre­pa­rat został wyco­fany z rynku.

Wobec braku nad­zoru ze strony insty­tu­cji pań­stwo­wych nie ma nawet gwa­ran­cji, że w butelce znaj­duje się to, co dekla­ruje ety­kieta. Inspek­to­rzy FDA stwier­dzili, że 70 pro­cent wytwór­ców suple­men­tów nie prze­strzega tak zwa­nych dobrych prak­tyk pro­duk­cyj­nych (GMP -?Good Manu­fac­tu­ring Prac­ti­ces) uzna­wa­nych za mini­malne wymogi zacho­wa­nia stan­dar­dów jako­ścio­wych711, takich jak ele­men­tarna higiena i wła­ściwa iden­ty­fi­ka­cja skład­ni­ków. Nie 7 pro­cent, a 70 pro­cent.

Bada­nia DNA suple­men­tów zio­ło­wych w całej Ame­ryce Pół­noc­nej wyka­zały, że więk­szo­ści z nich nie można uwie­rzy­tel­nić. Sześć­dzie­siąt osiem pro­cent testo­wa­nych suple­men­tów w ogóle nie zawie­rało rze­ko­mego głów­nego skład­nika; jego miej­sce zaj­mo­wało coś innego. Na przy­kład suple­ment "Ziele św. Jana" zawie­rał jedy­nie senes712, śro­dek prze­czysz­cza­jący, który może powo­do­wać podraż­nie­nie odbytu713. Z dwu­na­stu firm tylko dwie miały pro­dukty opa­trzone nale­żytą infor­ma­cją na ety­kie­cie714.

Pro­blem nie ogra­ni­cza się do jakichś pokąt­nych han­dla­rzy z odle­głych zakąt­ków Inter­netu. Pro­ku­ra­tor Gene­ralny Stanu Nowy Jork zamó­wił prze­ba­da­nie za pomocą testów DNA 78 opa­ko­wań komer­cyj­nych suple­men­tów zio­ło­wych sprze­da­wa­nych przez takie firmy jak Wal­gre­ans, Wal­mart, Tar­get i GNC. Cztery z pię­ciu bute­lek nie zawie­rały ani jed­nego z ziół wymie­nio­nych na ety­kie­cie. Zamiast nich w kap­suł­kach czę­sto znaj­do­wało się nie­wiele wię­cej niż tanie wypeł­nia­cze, jak sprosz­ko­wany ryż czy suszone rośliny domowe715.

Gdy dostajesz więcej, niż było w cenie

Suple­menty odchu­dza­jące cie­szą się złą sławą także z powodu fał­szo­wa­nia ich lekami716. Z prze­ba­da­nych 160 "w 100 pro­cen­tach natu­ral­nych" spe­cy­fi­ków ponad połowa była ska­żona dodat­kami leków, od anty­de­pre­san­tów po środki sto­so­wane w zabu­rze­niach erek­cji717. Czę­stą domieszką oka­zy­wały się leki moczo­pędne, co nawet ma pewien sens718. W roz­dziale o prze­ry­wa­nej gło­dówce oma­wiam wymu­szone szyb­kie odwod­nie­nie jako wartą miliard dola­rów sztuczkę, która przez ponad stu­le­cie poma­gała sprze­da­wać dietę nisko­wę­glo­wo­da­nową.

Naukowcy z Denver prze­ba­dali wszyst­kie suple­menty odchu­dza­jące, jakie udało im się dostać w pro­mie­niu 10 mil; wyniki były alar­mu­jące. Jedna trze­cia była ska­żona sub­stan­cjami nie­do­zwo­lo­nymi, a 90 pro­cent skład­ni­kami, któ­rych uży­cie "nie jest reko­men­do­wane"719. Naj­po­spo­lit­szym nie­le­gal­nie uży­tym skład­ni­kiem suple­men­tów odchu­dza­ją­cych oka­zała się sibu­tra­mina, lek o nazwie han­dlo­wej Meri­dia, wywa­lony z rynku już w roku 2010 z powodu zwięk­sza­nia ryzyka zawa­łów serca i uda­rów mózgo­wych720, a obec­nie obwi­niany o wywo­ły­wa­nie przy­pad­ków indu­ko­wa­nej suple­men­tami wyszczu­pla­ją­cymi psy­chozy721. Ana­liza takich suple­men­tów do kupie­nia przez Inter­net i rekla­mo­wa­nych jako "cał­ko­wi­cie natu­ralne", "nie­szko­dliwe" lub "tra­dy­cyjne środki zio­łowe" wyka­zała, że jedna trze­cia z nich zawie­rała dużą dawkę sibu­tra­miny, a pozo­stałe kofe­inę. Czy nie byli­śmy w sta­nie wyczuć, że suple­ment zawiera kofe­inę? Przy­pusz­czal­nie nie, jeśliby jed­no­cze­śnie zawie­rał tema­ze­pam, sub­stan­cję kon­tro­lo­waną z grupy ben­zo­dia­ze­pin o dzia­ła­niu uspo­ka­ja­ją­cym i nasen­nym, znaj­do­wany w poło­wie suple­men­tów ska­żo­nych kofe­iną722.

Czy FDA nie wymaga wyco­fa­nia fał­szy­wych suple­men­tów? Tak, ale tabletki po chwili znów wra­cają na półki apteczne czy skle­powe. Ponowne bada­nie suple­men­tów zaku­pio­nych co naj­mniej 6 mie­sięcy po wyco­fa­niu czę­ści z nich ze sprze­daży wyka­zało, że dwie trze­cie na­dal zawie­rały zakwe­stio­no­wane skład­niki. Przy kolej­nej kon­troli 17 z 27 miało w skła­dzie te same nie­do­zwo­lone sub­stan­cje co w pierw­szym bada­niu, a sześć jesz­cze co naj­mniej jeden nowy zaka­zany doda­tek723. I, nie­stety, pro­du­cenci nie są sku­tecz­nie karani za nie­sub­or­dy­na­cję. Jak to ujął jeden z zało­ży­cieli Insti­tute for Science in Medi­cine: "Kary za pogwał­ce­nie prawa są nie­wiel­kie w porów­na­niu z zyskami"724.

Chudy jak śmierć

Jed­nym ze spo­so­bów obcho­dze­nia prawa przez wytwór­ców suple­men­tów jest opa­try­wa­nie ich sfor­mu­ło­wa­niem "śro­dek nie­prze­zna­czony do spo­ży­cia przez ludzi". Na przy­kład śmier­cio­no­śny spa­lacz tłusz­czu DNP figu­ruje jako śro­dek che­miczny do użytku prze­my­sło­wego lub nauko­wego725. W taki oto spo­sób mar­kowe uliczne nar­ko­tyki można jaw­nie sprze­da­wać na sta­cjach bez­n­zy­no­wych i w skle­pach wie­lo­bran­żo­wych jako "sole do kąpieli" 726 . Jesz­cze inna metoda to utrzy­my­wa­nie, że syn­te­tyczne środki sty­mu­lu­jące doda­wane do suple­men­tów odchu­dza­ją­cych są natu­ral­nymi skład­ni­kami pro­duk­tów jadal­nych; na przy­kład ukry­cie sty­mu­lantu dime­ty­lo­amy­la­niny pod nazwą "eks­traktu z gera­nium". W roku 2012 FDA, gdy dowie­dziono, że DMAA jed­nak "nie wystę­puje w gera­nium" (poza wszyst­kim innym kto w ogóle jada gera­nium?) 727 , zabro­niła jego sto­so­wa­nia. Nie­mniej mimo ostrze­żeń o moż­li­wym związku tej sub­stan­cji z przy­pad­kami nagłych zgo­nów728 i uda­rów krwo­tocz­nych729 DMAA na­dal poja­wia się w skła­dzie suple­men­tów odchu­dza­ją­cych pod nie­win­nymi nazwami typu "wysmu­kla­jący pyłek psz­czeli" (Sim­ply Skinny Pol­len fir­mo­wany przez Bee Fit with Trish)730.

Nie ma wąt­pli­wo­ści, że nie­które nie­le­galne suple­menty jak efe­dra poma­gają schud­nąć731. "Jest tylko jeden pro­blem", jak pisze pewien czło­nek-zało­ży­ciel Ame­ri­can Board of Inte­gra­tive Medi­cine. "Takie suple­menty mogą też zabi­jać"732.

Czy ist­nieją bez­pieczne sku­teczne suple­menty diety wspo­ma­ga­jące odchu­dza­nie?

Gdy dzie­więć takich popu­lar­nych suple­men­tów pod­dano ran­do­mi­zo­wa­nemu bada­niu kon­tro­lo­wa­nemu pla­cebo, ani jeden nie oka­zał się lep­szy od pigu­łek ze zwy­kłego cukru733. Prze­gląd sys­te­ma­tyczny table­tek odchu­dza­ją­cych przy­niósł taki sam wnio­sek: żadna nie wywarła zauwa­żal­nego wpływu na masę ciała bez stwa­rza­nia przy tym zagro­że­nia dla zdro­wia734. Jeden z takich prze­glą­dów sys­te­ma­tycz­nych "odżyw­czych" suple­men­tów prze­pro­wa­dzo­nych przez Weight Mana­ge­ment Cen­ter (Cen­trum kon­troli wagi) z Johns Hop­kins Uni­ver­sity koń­czy się nastę­pu­ją­cym stwier­dze­niem:

Na zakoń­cze­nie nale­ża­łoby pod­kre­ślić, że zapewne naj­bar­dziej uni­wer­salną i naj­bez­piecz­niej­szą z alter­na­tyw­nych/natu­ral­nych opcji odchu­dza­nia jest zastą­pie­nie wyso­ko­ener­ge­tycz­nych i wyso­ko­prze­two­rzo­nych pro­duk­tów spo­żyw­czych pro­duk­tami nisko­ener­ge­tycz­nymi, tym samym ogra­ni­cza­jąc cał­ko­wite spo­ży­cie kalo­rii. Dzięki niskiemu ładun­kowi ener­ge­tycz­nemu i proz­dro­wot­nym wła­ści­wo­ściom pro­duk­tów roślin­nych można uzy­skać spa­dek wagi, a przy­naj­mniej wspo­ma­gać jej utrzy­ma­nie na sta­łym pozio­mie bez koniecz­no­ści zmniej­sze­nia obję­to­ści posił­ków czy też zmniej­sze­nia ich war­to­ści odżyw­czych735.

Licen­cja na zaja­da­nie

Nawet nie­szko­dliwe suple­menty odchu­dza­jące w pewien spo­sób mogą spo­wo­do­wać tycie, a to wsku­tek fascy­nu­ją­cego rysu psy­cho­lo­gii czło­wieka zwa­nego samo­przy­zwo­le­niem736. Z tym zja­wi­skiem mamy do czy­nie­nia wtedy, gdy bez kon­troli świa­do­mo­ści roz­grze­szamy się ze zro­bie­nia cze­goś, co oddala nas od zało­żo­nego celu zaraz po tym, jak pod­ję­li­śmy krok w kie­runku jego osią­gnię­cia. Nagra­dzamy się za to, fol­gu­jąc sobie w spo­sób, który nas na tej dro­dze cofa.

Pala­cze, któ­rym powie­dziano, że otrzy­mują "suple­menty wita­miny C", w rezul­ta­cie wypa­lili wię­cej papie­ro­sów niż ci, któ­rzy wie­dzieli, że dostają "pla­cebo" -?mimo że obu gru­pom poda­wano iden­tyczne pigułki cukrowe. Grupa "wita­mi­nowa" wypa­liła nie­mal dwa razy wię­cej, zapewne na jakimś pod­świa­do­mym pozio­mie spe­ku­lu­jąc, że skoro wła­śnie zro­bili coś dobrego dla zdro­wia, to mogą sobie pozwo­lić "tro­chę pożyć", pod­czas gdy w isto­cie skło­niło ich to, żeby pozwo­lić sobie pożyć... tro­chę kró­cej737.

Łatwo spo­strzec, jak mecha­nizm samo­przy­zwo­le­nia działa w innych sfe­rach życia. Kolejne bada­nia wyka­zały, że ludzie, któ­rzy przyj­mo­wali pla­cebo, myśląc, że są to suple­menty, nie tylko wyka­zy­wali mniej­szą skłon­ność do anga­żo­wa­nia się w ćwi­cze­nia fizyczne, ale nawet cho­dzili o jedną trze­cią mniej. W porów­na­niu z oso­bami, któ­rym powie­dziano, że ich tabletki to pla­cebo, nie­zna­jący prawdy uczest­nicy bada­nia czę­ściej wybie­rali "szwedzki stół" zamiast "zdro­wego, orga­nicz­nego posiłku"738. Czy także wię­cej jedli? Tę kwe­stię pod­dano nowa­tor­skiemu bada­niu zaty­tu­ło­wa­nemu Wyzwa­la­jący wpływ suple­men­tów odchu­dza­ją­cych na kon­trolę jedze­nia.

Uczest­ni­ków podzie­lono losowo na dwie grupy: świa­do­mie przyj­mu­jącą pla­cebo oraz przyj­mu­jącą rze­komy suple­ment diety, któ­rym w isto­cie było to samo pla­cebo. Następ­nie z ukry­cia śle­dzono ich zacho­wa­nia przy szwedz­kim stole. Uczest­nicy z grupy "suple­mentowanej" nie tylko zje­dli wię­cej, ale także wybie­rali pro­dukty mniej zdrowe739. Dodat­kowo w ramach fał­szy­wego "testu degu­sta­cji" zje­dli o 30 pro­cent wię­cej sło­dy­czy i zamó­wili wię­cej sło­dzo­nych napo­jów740. "Tak więc", pod­su­mo­wali bada­cze, "osoby, które w celu ochrony zdro­wia ucie­kają się do suple­men­tów żyw­no­ści, mogą pła­cić za to ukrytą cenę: prze­kleń­stwo pozwa­la­nia sobie na wię­cej nie­zdro­wych zacho­wań"741.

ROZ­WIĄ­ZA­NIA SYS­TE­MOWE

Porażka systemu

Sys­tem opieki zdro­wot­nej zdaje się robić wszystko, co w ludz­kiej mocy, by poło­żyć kres epi­de­mii oty­ło­ści. Wśród naj­now­szych celów wyty­czo­nych przez Świa­tową Orga­ni­za­cję Zdro­wia jest i ten doty­czący oty­ło­ści -?do roku 2025 spró­bo­wać zejść do zero­wego wzro­stu zapa­dal­no­ści742. Nawet tak skrom­nie usta­wiona poprzeczka może sta­no­wić jedno z naj­więk­szych wyzwań świa­to­wego sys­temu opieki zdro­wot­nej. Choć poja­wiły się poje­dyn­cze wysepki, gdzie można odno­to­wać pewien chwiejny postęp, żad­nemu kra­jowi nie udało się jesz­cze odwró­cić biegu epi­de­mii.

Usta­lono, że głów­nym mecha­ni­zmem napę­dza­ją­cym pan­de­mię oty­ło­ści743 jest pro­mo­wa­nie nad­mier­nej kon­sump­cji wyso­ko­ka­lo­rycz­nych a ubo­gich pod wzglę­dem war­to­ści odżyw­czych pro­duk­tów spo­żyw­czych i napo­jów. Teraz, gdy udało nam się uwol­nić znaczną część świata od plagi cho­rób zakaź­nych i głodu, nie­któ­rzy rzecz­nicy zdro­wia publicz­nego posu­nęli się do twier­dze­nia, że "nowe wek­tory zagro­że­nia zdro­wot­nego" przyj­mują postać "trans­na­ro­do­wych kor­po­ra­cji pro­du­cen­tów żyw­no­ści pro­pa­gu­ją­cych i sprze­da­ją­cych sól, tłuszcz, cukier i kalo­rie w ilo­ściach bez­pre­ce­den­so­wych"744. Winą obar­czono prze­mysł spo­żyw­czy z jego lob­by­stycz­nymi zapę­dami745, prze­mysł, nawia­sem mówiąc, uznany za naj­po­tęż­niej­szy na świe­cie746. Sami tylko pro­du­cenci pro­duk­tów prze­two­rzo­nych gene­rują bilio­nowe zyski747. "Ujmu­jąc rzecz naj­pro­ściej", stwier­dza star­szy dyrek­tor Geo­rge Insti­tute for Glo­bal Health, "olbrzymi suk­ces komer­cyjny prze­my­słu spo­żyw­czego powo­duje w dzie­dzi­nie zdro­wia publicz­nego coś, co zapo­wiada się na jedną z naj­więk­szych kata­strof naszych cza­sów"748.

Pamię­taj­cie jed­nak -?kor­po­ra­cje robią tylko to, do czego zostały powo­łane. Ich celem nie jest tucze­nie ludzi, lecz zara­bia­nie pie­nię­dzy749. Prze­mysł spo­żyw­czy mani­pu­luje skład­ni­kami takimi jak sól, cukier, tłuszcz, dorzuca jesz­cze kofe­inę i che­miczne wzmac­nia­cze smaku z powo­dów nie bar­dziej nik­czem­nych niż chęć mak­sy­ma­li­za­cji zysków. Rynki czę­sto zachę­cają firmy, aby zaspo­ka­jały i wyko­rzy­sty­wały ludz­kie sła­bo­ści750. Dyrek­to­rzy od jedze­nia i napo­jów po pro­stu dźwi­gają na sobie odpo­wie­dzial­ność powier­ni­czą za moż­li­wie naj­wyż­sze kwar­talne pro­fity wobec swo­ich udzia­łow­ców.

Cze­muż by jed­nak nie sprze­da­wać jabłek zamiast jabł­ko­wych płat­ków śnia­da­nio­wych i poma­rań­czy zamiast gazo­wa­nego napoju poma­rań­czo­wego? Cytu­jąc apo­kry­ficzną odpo­wiedź Slick Wil­lie Sut­tona na pyta­nie, dla­czego napa­dał na banki: "Bo tam są pie­nią­dze". Przy­czyną, dla któ­rej na rynek wpro­wa­dza się jedne z naj­bar­dziej nie­zdro­wych pro­duk­tów, jest pro­sta eko­no­mia: praw­dziwe jedze­nie się nie opłaca751. Owoce i warzywa się psują. Udzia­ło­wiec chce cia­stek, które mogą leżeć na półce skle­po­wej tygo­dniami.

Na domiar złego praw­dziwa żyw­ność nie ma marki. Po co pro­du­cent bro­ku­łów miałby pła­cić za reklamę tele­wi­zyjną, skoro jest rów­nie praw­do­po­dobne, że kupisz bro­kuła wyho­do­wa­nego aku­rat przez kon­ku­ren­cję? Sys­tem po pro­stu nie jest nasta­wiony na opła­cal­ność sprze­daży zdro­wej żyw­no­ści.

No i wresz­cie pro­duk­cja praw­dzi­wego jedze­nia jest kosz­towna. Akcjo­na­riu­sze nie chcą orga­nicz­nych warzy­wek pobru­dzo­nych zie­mią -?chcą tanich jak barszcz i nie­wy­ma­ga­ją­cych obróbki wyna­laz­ków takich jak syrop kuku­ry­dziany -?naj­le­piej jesz­cze, dzięki dota­cjom z pie­nię­dzy podat­ni­ków z boni­fi­katą -?który można wlać do gazo­wa­nej wody i sprze­da­wać po parę dolców za butelkę. Bur­gery w menu za dolara zna­la­zły się tam dzięki mię­dzy innymi set­kom miliar­dów dola­rów sub­sy­diów fede­ral­nych na tanią paszę dla zwie­rząt hodow­la­nych752. Decy­denci, któ­rzy opie­rają się ape­lom o to, by rząd "twardą ręką" wpro­wa­dził w tym sek­to­rze regu­la­cje, być może wcale nie zdają sobie sprawy, że "twarda ręka" już naci­ska szalę wagi; po stro­nie Wiel­kiego Biz­nesu.

Jak wykorzystać zbiór strategii antytytoniowych

Doświad­cze­nia z prze­my­słem tyto­nio­wym, jak napi­sali dwaj wybitni naukowcy w dzie­dzi­nie zdro­wia publicz­nego, nauczyły nas, jak potęż­nym moty­wa­to­rem jest zysk, "nawet kosz­tem milio­nów ist­nień i nie­wy­obra­żal­nego cier­pie­nia". Cytują nastę­pu­jące słowa ame­ry­kań­skiego sędziego sądu dys­tryk­to­wego w spra­wie zwią­za­nej z tyto­niem:

Zbyt czę­sto, gdy mamy do czy­nie­nia z wybo­rem mię­dzy fizycz­nym zdro­wiem kon­su­men­tów a finan­so­wym dobro­sta­nem biz­nesu, wybiera się utaj­nie­nie zamiast ujaw­nia­nia, wzrost sprze­daży zamiast bez­pie­czeń­stwa i pie­nią­dze zamiast moral­no­ści. Kim są ludzie, któ­rzy świa­do­mie i w ukry­ciu decy­dują się wysta­wić klien­tów na nie­bez­pie­czeń­stwo jedy­nie po to, by osią­gnąć zysk, i któ­rzy uwa­żają, że cho­roby i śmierć kon­su­men­tów to uspra­wie­dli­wiony koszt ich wła­snego dostatku?753

Tytoń to jedno z naj­więk­szych zwy­cięstw zdro­wia publicz­nego. Odse­tek pala­czy wśród doro­słych obni­żył się z 42 pro­cent w roku 1965754 do dzi­siej­szych zale­d­wie 15 pro­cent755. To mniej wię­cej tak, jakby wtedy paliło pięć osób na dwa­na­ście, a teraz mniej niż dwie na dwa­na­ście. Dzięki tej zmia­nie papie­rosy zabi­jają dziś tylko pół miliona Ame­ry­ka­nów rocz­nie, pod­czas gdy nasz spo­sób żywie­nia zabija wiele tysięcy wię­cej. Obec­nie główną przy­czyną zgo­nów w Ame­ryce jest ame­ry­kań­ska dieta756.

Czy byli­by­śmy w sta­nie zasto­so­wać te same stra­te­gie, które oka­zały się tak sku­teczne w walce z Wiel­kim Prze­my­słem Tyto­nio­wym? Może to wcale nie przy­pa­dek, że trzy z naj­bar­dziej eko­no­micz­nie opła­cal­nych inter­wen­cji w zwal­cza­niu oty­ło­ści wydają się jakby żyw­cem wyjęte z wojen tyto­nio­wych: 1. Opo­dat­ko­wa­nie nie­zdro­wych pro­duk­tów 2. Umiesz­cza­nie infor­ma­cji o war­to­ściach odżyw­czych pro­duktu na przed­niej stro­nie opa­ko­wa­nia 3. Ogra­ni­cze­nie reklam skie­ro­wa­nych do dzieci757.

Śmierć i podatki

Nało­że­nie akcyzy na papie­rosy przed­sta­wia się jako naj­sku­tecz­niej­sze narzę­dzie cię­cia odsetka palą­cych758. Dwa­dzie­ścia pięć cen­tów od każ­dej paczki prze­zna­czone na pokry­cie czę­ści kosz­tów spo­łecz­nych pale­nia papie­ro­sów wią­zało się ze spad­kiem odsetka pala­czy aż o 9 pro­cent759. Świa­towa Orga­ni­za­cja Zdro­wia oce­niła, że 70-pro­cen­towy ogól­no­świa­towy wzrost ceny papie­ro­sów mógłby zapo­biec jed­nej czwar­tej wszyst­kich zgo­nów zwią­za­nych z pale­niem tyto­niu760.

Roz­sze­rze­nie podat­ków alko­ho­lo­wych i tyto­nio­wych na pro­dukty żyw­no­ściowe zapro­po­no­wał nie kto inny, jak sam Adam Smith w swoim dziele z 1776 roku Bogac­two naro­dów: "Cukier, rum i tytoń nie są towa­rami nie­zbęd­nymi do życia, ale są powszech­nie uży­wane i dla­tego są bar­dzo wła­ści­wymi przed­mio­tami opo­dat­ko­wa­nia"1,761. Logika tego rozu­mo­wa­nia jest nastę­pu­jąca: ludzie mają prawo palić, pić i jeść tuczące pro­dukty, ale może powinni wtedy także dokła­dać się do nie­któ­rych medycz­nych kosz­tów pokry­wa­nych z pie­nię­dzy publicz­nych, a wyni­ka­ją­cych z ich nie­zdro­wych nawy­ków762.

W sta­nach takich jak Tek­sas i Kali­for­nia poda­tek penny-per-ounce od napo­jów sło­dzo­nych cukrem może przy­no­sić rocz­nie ponad miliard dola­rów763. Dzie­się­cio­pro­cen­towy poda­tek od pro­duk­tów tuczą­cych w skali całego kraju może dać w ciągu 10 lat pół biliarda764. Gdyby takiemu podat­kowi towa­rzy­szyły dopłaty obni­ża­jące ceny owo­ców i warzyw o 10 pro­cent, można by się spo­dzie­wać zgar­nię­cia setek miliar­dów dola­rów. Ale czy zmie­ni­łoby to czy­je­kol­wiek przy­zwy­cza­je­nia żywie­niowe? Taka nie­wielka 10-pro­centowa róż­nica w cenie ben­zyny oło­wio­wej i bezoło­wio­wej była w sta­nie spo­wo­do­wać odej­ście całej branży moto­ry­za­cyj­nej od oło­wiu765. Chcemy teraz spraw­dzić, czy tego rzędu róż­nica sprawi także, że Ame­ry­ka­nie porzucą szar­lotkę na rzecz jabłka.

Prze­gląd sys­te­ma­tyczny dostęp­nych danych wska­zuje, że finan­sowe zachęty i czyn­niki znie­chę­ca­jące w sfe­rze żywie­nia rze­czy­wi­ście dzia­łają. Im tań­sze są owoce i warzywa, tym wię­cej ludzie ich kupią, a im wyżej opo­dat­ku­jemy nie­zdrowe pro­dukty, tym głęb­szy nastąpi spa­dek ich kon­sump­cji766. Opie­ra­jąc się na tym modelu rozu­mo­wa­nia, możemy przy­pu­ścić, że poda­tek nało­żony na tłusz­cze nasy­cone (znaj­du­jące się głów­nie w tłu­stym mię­sie, nabiale i jedze­niu tzw. śmie­cio­wym) mógłby oca­lić tysiące ist­nień rocz­nie767.

Czy jed­nak taki poda­tek nie dotknie w spo­sób nie­pro­por­cjo­nal­nie więk­szy ludzi ubo­gich? Tak, i dzięki temu wła­śnie spo­dzie­wamy się, że ci naj­bied­niejsi odniosą naj­więk­szą korzyść. To tak jak z podat­kiem od papie­ro­sów768. Kla­syczne argu­menty prze­my­słu tyto­nio­wego gło­szą, że podatki od papie­ro­sów są "nie­spra­wie­dliwe", "regre­sywne", "w naj­więk­szym stop­niu obcią­żają bied­nych", na co sek­tor zdro­wia publicz­nego odpo­wiada: "Rak też jest nie­spra­wie­dliwy". Istot­nie, nowo­twory zło­śliwe nie­pro­por­cjo­nal­nie czę­ściej doty­kają ludzi uboż­szych769, tak więc tego typu podatki powinny naj­sil­niej wpły­nąć na poprawę zdro­wia tych, któ­rym powo­dzi się naj­go­rzej.

Fakt, że prze­mysł tyto­niowy wal­czył z podat­kiem papie­ro­so­wym zębami i pazu­rami -?robił wszystko, co się dało, od two­rze­nia orga­ni­za­cji przy­kryw­ko­wych po jawne prze­ku­py­wa­nie poli­ty­ków770 -?wska­zuje, że podatki mogą być naprawdę potęż­nym narzę­dziem wpły­wa­ją­cym na ludz­kie przy­zwy­cza­je­nia, ale więk­szość dowo­dów doty­czą­cych zmian nawy­ków żywie­nio­wych nie opiera się na danych zaczerp­nię­tych z realiów życia. Naukowcy wyka­zali, że w wir­tu­al­nych super­mar­ke­tach 3D 25-pro­cen­towa zniżka na owoce i warzywa sty­mu­luje taki sam wzrost sprze­daży tych pro­duk­tów -?nie­mal o kilo­gram tygo­dniowo771. Jed­nak z wir­tu­al­nych warzyw nie ma wiel­kiego pożytku. Czy to zadziała tak samo w praw­dzi­wym świe­cie z praw­dzi­wym jedze­niem?

Naj­więk­szy pry­watny ubez­pie­czy­ciel RPA zaczął ofe­ro­wać set­kom tysięcy gospo­darstw domo­wych usługę nawet 25-pro­cen­to­wego cash­backu przy zaku­pie zdro­wych pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych, aż do wyso­ko­ści ekwi­wa­lentu 799 dola­rów tygo­dniowo772. Dla­czego ubez­pie­czy­ciel posta­no­wił roz­da­wać pie­nią­dze? Ponie­waż ten manewr naj­wy­raź­niej zwięk­sza kon­sump­cję owo­ców, warzyw i pro­duk­tów peł­no­ziar­ni­stych, jed­no­cze­śnie zmniej­sza­jąc spo­ży­cie pro­duk­tów boga­tych w cukier, sól i tłuszcz, w tym prze­two­rów mię­snych i fast foodu -?co powinno się prze­ło­żyć na obni­żoną zacho­ro­wal­ność, a tym samym na zmniej­sze­nie wydat­ków ubez­pie­czy­ciela773.

Czemu po pro­stu nie pła­cimy ludziom za odchu­dze­nie się? Prze­gląd sys­te­ma­tyczny wyka­zał, że 11 z 12 badań nad wpły­wem zachęt finan­so­wych na reduk­cję wagi dało wynik pozy­tywny774. W tym jedy­nym, które nie wyka­zało korzy­ści z bez­po­śred­niej moty­wa­cji finan­so­wej, ofe­ro­wano jedy­nie 2,80 dolara dzien­nie775. Dzie­cia­kowi, żeby wybrał na prze­ką­skę suszony owoc zamiast cia­steczka, może wystar­czyć pię­cio­cen­tówka albo naklejka, ale wraz ze znik­nię­ciem zachęty znika także zmiana zacho­wa­nia776.

Nawet gdyby sys­tem zachęt musiał trwać per­ma­nent­nie, i tak mógłby się opła­cać. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych każdy dolar podatku od pro­duk­tów wyso­ko­prze­two­rzo­nych lub mleka może ozna­czać sza­cun­kowo 2 dolary oszczęd­no­ści na kosz­tach opieki zdro­wot­nej. Każdy dolar zain­we­sto­wany w obni­że­nie ceny warzyw może przy­nieść trzy, a doto­wa­nie pro­duk­tów peł­no­ziar­ni­stych może dać mak­sy­malny zwrot777. Nawet jed­no­pro­cen­towa zniżka śred­niej ceny wszyst­kich owo­ców i warzyw mogłaby zapo­biec 10 tysiącom zawa­łów serca i uda­rów mózgo­wych rocz­nie778.

Od Coli po Coors: nie­ocze­ki­wane kon­se­kwen­cje

Bywa, że roz­wią­za­nia sys­te­mowe w dzie­dzi­nie żywie­nia mają nie­ocze­ki­wane kon­se­kwen­cje. Na przy­kład masowe prze­rzu­ce­nie się ze słod­kich cia­ste­czek na słone chipsy raczej nie wpły­nie korzyst­nie na zdro­wie publiczne. Jedno z badań tere­no­wych doty­czą­cych podatku nało­żo­nego na napoje gazo­wane wyka­zało, że może on istot­nie zmniej­szać sprze­daż słod­kich napo­jów, ale w rezul­ta­cie w gospo­dar­stwach domowe będzie się kupo­wało wię­cej piwa779. Z jesz­cze innego bada­nia wynikł wnio­sek, że poda­wa­nie war­to­ści kalo­rycz­nej na ety­kie­cie sło­dzo­nych napo­jów może, o iro­nio, zwięk­szyć kon­sump­cję, przy­pusz­czal­nie dla­tego, że wcze­śniej kon­su­menci prze­ce­niali ich kalo­rycz­ność780.

Poważne ostrze­że­nia przed ryzy­kiem nie­ocze­ki­wa­nych nega­tyw­nych kon­se­kwen­cji roz­wią­zań poli­tyki zdro­wot­nej wymie­rzo­nych w epi­de­mię oty­ło­ści nagła­śniają wszy­scy powią­zani z takimi bytami jak Coca-Cola, Kraft, Pep­siCo, Wri­gley, Red Bull, the World Sugar Rese­arch Orga­ni­sa­tion, The Natio­nal Cat­tle­men's Beef Asso­cia­tion, Mars czy poten­tat syropu kuku­ry­dzia­nego Archer Daniels Midland (to tylko jedna lista źró­deł finan­so­wa­nia jed­nego naukowca)781. Ta obawa nie powinna para­li­żo­wać dal­szych prac, ale słu­żyć za przy­po­mnie­nie, że przy pla­no­wa­niu roz­ma­itych roz­wią­zań sys­te­mo­wych nie­zbędne jest zacho­wa­nie zdro­wej dawki pokory782.

A gdyby tak opra­co­wać pro­mu­jącą owoce grę wideo dla dzieci? Brzmi obie­cu­jąco, prawda? No cóż, jak sądzi­cie, co się stało, gdy usa­dzono dzie­ciaki przed miską owo­ców i sło­dy­czy i losowo podzie­lono na trzy grupy, które miały grać w jedną z trzech gier kom­pu­te­ro­wych zawie­ra­ją­cych loko­wa­nie pro­duktu -?sło­dy­czy, owo­ców lub zaba­wek? Grupa gra­jąca w grę "sło­dy­czową" zja­dła wię­cej sło­dy­czy, ale ku roz­cza­ro­wa­niu bada­czy grupa "owo­cowa" nie zja­dła wię­cej owo­ców. Potem zro­biło się jesz­cze cie­ka­wiej. Dzie­ciaki z grupy "owo­co­wej" też zja­dły wię­cej sło­dy­czy. W porów­na­niu z "zabaw­kową" grupą kon­tro­lną w gru­pie gra­ją­cej w grę wideo pro­mu­jącą owoce ten prze­kaz spo­wo­do­wał, że dzieci zja­dły wię­cej sło­dy­czy. Można przy­pu­ścić, że i sło­dy­cze, i owoce w grze skło­niły dzieci do myśle­nia po pro­stu o jedze­niu, wsku­tek czego w spo­sób natu­ralny się­gnęły po to, co lubią naj­bar­dziej783.

Do naj­bar­dziej fascy­nu­ją­cych zja­wisk, na jakie się natkną­łem, zali­czam efekt bume­ran­gowy "pomoc­nych pod­po­wie­dzi". Można by przy­pu­ścić, że reklama środ­ków wspo­ma­ga­ją­cych rzu­ca­nie pale­nia, jak niko­ty­nowa guma do żucia, powinna uła­twić porzu­ce­nie nałogu. W końcu zna­ko­mita więk­szość pala­czy chce rzu­cić papie­rosy784, więc pod­su­nię­cie im poży­tecz­nych roz­wią­zań może tylko pomóc, prawda? Tym­cza­sem takie pro­mo­wa­nie reme­dium może para­dok­sal­nie popchnąć czło­wieka do zacho­wa­nia wręcz prze­ciw­nego, co koniec koń­ców wzmac­nia tylko nie­bez­pieczny nałóg. Oka­zało się, że eks­po­zy­cja na pro­dukty zastęp­cze osła­bia moty­wa­cję do rzu­ce­nia papie­ro­sów, szcze­gól­nie u palą­cych naj­wię­cej, wła­śnie tych, któ­rym jest ona naj­bar­dziej potrzebna. Przy­pusz­cza się, że pala­cze pod­świa­do­mie inter­pre­tują tę pod­po­wiedź jako dowód, że z zagro­że­niami zwią­za­nymi z pale­niem tyto­niu można sobie jakoś pora­dzić, nie jest to więc aż tak bar­dzo nie­bez­pieczne, i tym spo­so­bem sami przed sobą uspra­wie­dli­wiają dal­sze trwa­nie w nałogu785.

Nie­trudno dostrzec, jak ten mecha­nizm prze­kłada się na sferę walki z nad­wagą. Widzie­li­śmy już, jak sto­so­wa­nie suple­men­tów odchu­dza­ją­cych może nie­za­mie­rze­nie spo­wo­do­wać, że czło­wiek będzie jadł wię­cej, ale oka­zuje się, że sama eks­po­zy­cja na reklamę "tabletki na oty­łość" jest w sta­nie wywo­łać podobny sku­tek. Tak więc bywa, że firmy, które pozor­nie sprze­dają zdro­wie zamiast cho­roby, nie­za­mie­rze­nie pogłę­biają pro­blem. Tym­cza­sem na rynku nie ma miej­sca na coś takiego jak wezwa­nie do uni­ka­nia ryzy­kow­nych zacho­wań. Nikt nie zarobi gro­sza, sprze­dając komu­ni­kat "Po pro­stu powiedz "Nie"", jeśli nie da się go jakoś powią­zać z kon­kret­nym pro­duk­tem lub usługą786.

We Fran­cji -?gdzie sprze­daje się dziś wię­cej bur­ge­rów niż bagie­tek787 -?obser­wu­jemy inte­re­su­jący przy­kład, jak w real­nym życiu efekt pomoc­nej pod­po­wie­dzi oka­zuje się prze­ciwny do ocze­ki­wa­nego. Lobby prze­my­słowe wyko­nało śmiały ruch w kie­runku zakazu reklamy śmie­cio­wego jedze­nia i płyn­nie prze­kształ­ciło go w umiesz­cze­nie zale­ce­nia proz­dro­wot­nego na tejże rekla­mie788. Tak więc na opa­ko­wa­niu pro­duk­tów takich jak Lay's Chips Saveur Poulet Rôti (chipsy ziem­nia­czane o smaku pie­czo­nego kur­czaka) zoba­czy­cie teraz komu­ni­kat typu Pour votre santé, pra­ti­quez une activité phy­si­que réguli?re (W tro­sce o zdro­wie regu­lar­nie upra­wiaj aktyw­ność fizyczną)789. Dobre, co? No nie bar­dzo. Ile­kroć prze­mysł zga­dza się na jakąś regu­la­cję, powinno to wzbu­dzić w nas scep­ty­cyzm co do jej sku­tecz­no­ści.

Aby prze­ko­nać się, czy taki komu­ni­kat może wywo­łać efekt bume­ran­gowy, uczest­ni­ków bada­nia podzie­lono losowo na grupy, któ­rym zapre­zen­to­wano reklamę Big Maca z pro­fi­lak­tycz­nym prze­sła­niem proz­dro­wot­nym lub bez niego: "W tro­sce o zdro­wie zja­daj co naj­mniej pięć por­cji owo­ców i warzyw dzien­nie". (Czy to nie byłoby fan­ta­styczne, gdyby McDo­nald's został zmu­szony do rekla­mo­wa­nia zdro­wej żyw­no­ści?) Następ­nie uczest­nicy bada­nia wypeł­niali ogólny kwe­stio­na­riusz i przed wyj­ściem jako podzię­ko­wa­nie za udział mogli sobie wybrać jeden z dwóch kupo­nów do McDo­nald'sa: na bez­płatny deser lodowy albo bez­płatną torebkę owo­ców790. Zgad­nij­cie, kto czę­ściej wybie­rał owoce?

Tylko jedna osoba na trzy spo­śród tych, któ­rzy przed chwilą zoba­czyli samą reklamę bur­gera bez zale­ce­nia proz­dro­wot­nego, wybie­rała owoce, ale pro­por­cja ta spa­dała do zale­d­wie jed­nej na sześć w gru­pie zachę­ca­nej, by odży­wiać się zdro­wiej791. Czy to nie dzi­waczne? Nie­obec­ność proz­dro­wot­nego prze­kazu podwa­jała liczbę osób wybie­ra­ją­cych zdrową prze­ką­skę. Proz­dro­wotny prze­kaz tylko pogar­szał sytu­ację. To wła­śnie ide­alny przy­kład efektu bume­ran­go­wego dobrej rady. Jed­no­cze­sna oferta nie­zdro­wej pokusy wraz z pod­po­wie­dzią, jak można ją sobie zre­kom­pen­so­wać, sta­nowi uspra­wie­dli­wie­nie dla fol­go­wa­nia zachciance. Na pozio­mie pod­świa­do­mym może to pozwo­lić sma­ko­szowi chip­sów na racjo­na­li­za­cję, że jutro odrobi to na siłowni, nawet jeśli to jutro nie nadej­dzie ni­gdy.

Zale­ca­nym anti­do­tum zapo­bie­ga­ją­cym samo­roz­grze­sza­niu jest uży­wa­nie stwier­dzeń nega­tyw­nych792. A zatem od poka­zy­wa­nia, jak można sobie zre­kom­pen­so­wać pod­da­nie się zachciance "tylko ten jeden raz", sku­tecz­niej­szy byłby komu­ni­kat ostrze­gaw­czy. Wyobraź­cie sobie na przy­kład, że czy­ta­cie na swoim cro­is­san­cie z cze­ko­ladą albo z szynką i serem: Pour votre santé, évitez de man­ger trop gras, trop sucré, trop salé (W tro­sce o zdro­wie uni­kaj jedze­nia zbyt tłu­sto, zbyt słodko lub zbyt słono). Podej­rze­wam, że wobec tego komu­ni­katu McDo­nald's nie oka­załby szcze­gól­nego entu­zja­zmu.

Prawda w reklamie

Stara wypró­bo­wana metoda sto­so­wana przez kor­po­ra­cje alko­ho­lowe, tyto­niowe i sze­roko pojęte spo­żyw­cze oraz inne zwią­zane z nimi pod­mioty w celu odwró­ce­nia uwagi od kwe­stii zdro­wot­nych to prze­for­mu­ło­wa­nie cze­goś w rodzaju podatku tłusz­czo­wego czy cukro­wego w zamach na wol­ność i nawo­ły­wa­nie do buntu prze­ciwko "nado­pie­kuń­czemu pań­stwu" za ogra­ni­cza­nie praw oby­wa­tel­skich kon­su­men­tów793. Jed­nak tych peł­nych hipo­kry­zji skarg na rzą­dowe mani­pu­la­cje ludz­kimi wybo­rami dziw­nym tra­fem nie sły­chać, gdy to samo robią kor­po­ra­cje; wtedy wszystko jest w porządku794. Oto dobry przy­kład: były bur­mistrz Nowego Jorku Michael Blo­om­berg pod­jął próbę ogra­ni­cze­nia wiel­ko­ści opa­ko­wań napo­jów sło­dzo­nych. Jak on śmiał mani­pu­lo­wać wybo­rami kon­su­men­tów! Ale czyż nie to samo zro­bił prze­mysł? W roku 1950 por­cja napoju gazo­wa­nego o obję­to­ści 355 ml sta­no­wiła opcję king-size795. Dziś taką samą por­cję sprze­daje się jako dzie­cięcą. Roz­miar "kró­lew­ski" skur­czył się do "kra­sno­lud­ko­wego".

Kla­syczny motyw "oso­bi­stej odpo­wie­dzial­no­ści" wyko­rzy­sty­wany przez prze­mysł tyto­niowy istot­nie ma w sobie pewien filo­zo­ficzny rys, który może być pocią­ga­jący796. Czyż ludzie nie powinni swo­bod­nie dys­po­no­wać wła­snym cia­łem, jeśli tylko rozu­mieją, na co się nara­żają? Oczy­wi­ście, ryzyko podej­mo­wane przez nich doty­czy także innych, ale jeśli uznamy, że czło­wiek ma prawo nara­zić się na śmierć, to czy nie powi­nien mieć także prawa do pogrą­że­nia w roz­pa­czy rodzi­ców i osie­ro­ce­nia współ­mał­żonka oraz dzieci?797 Jest też pro­blem kosz­tów spo­łecz­nych: ludzie podej­mują decy­zje, któ­rych finan­sowe skutki doty­czą całego spo­łe­czeń­stwa, a pie­nią­dze z naszych podat­ków mogą pójść na opiekę nad nimi. Jak to obra­zowo ujął jeden z naukow­ców zaj­mu­ją­cych się pra­wem medycz­nym: "Nie­za­leżny indy­wi­du­ali­sta, [moto­cy­kli­sta] bez kasku, wolny duch na tra­sie, staje się naj­bar­dziej uza­leż­nio­nym od innych pacjen­tem oddziału ura­zów rdze­nia krę­go­wego"798.

Zostawmy jed­nak te spek­ta­ku­larne efekty i dys­ku­tujmy rze­czowo. Czy jeśli ktoś jest świa­dom zagro­że­nia, nie powi­nien mieć prawa postę­po­wać, jak mu się podoba? W tym pyta­niu zawiera się zało­że­nie, że kon­su­menci mają dostęp do dokład­nych i rze­tel­nych infor­ma­cji. Jak pale­nie papie­ro­sów może być w pełni świa­domym wybo­rem, jeśli firmy tyto­niowe przez całe dzie­się­cio­le­cia celowo ukry­wały, znie­kształ­cały i pod­wa­żały dowody naukowe jego szko­dli­wo­ści?799 "Niech cię o to twoja śliczna główka nie boli", uspo­ka­jały nas nado­pie­kuń­cze kor­po­ra­cje.

Czy z prze­my­słem spo­żyw­czym jest cokol­wiek ina­czej? Jeste­śmy bom­bar­do­wani sprzecz­nymi komu­ni­ka­tami na temat żywie­nia800. Ludzie uwiel­biają dobre nowiny na temat swo­ich złych nawy­ków, więc przy­cią­ga­jące uwagę nagłówki typu "Wielki powrót masła" mogą spra­wić, że sprzeda się mnó­stwo cza­so­pism. Czy­tel­nicy kupią jedno i dru­gie.

"Dziś to już nie jest tylko Wielki Biz­nes Tyto­niowy", oświad­czył dyrek­tor gene­ralny Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Zdro­wia801. "Sek­tor zdro­wia publicz­nego musi się także zma­gać z Wiel­kim Biz­ne­sem Spo­żyw­czym, Wiel­kim Biz­ne­sem Napo­jów Gazo­wa­nych i Wiel­kim Biz­ne­sem Alko­ho­lo­wym. Wszyst­kie te gałę­zie prze­my­słu żyją w lęku przed regu­la­cjami praw­nymi i chro­nią się, uży­wa­jąc tej samej tak­tyki... orga­ni­za­cji przy­kryw­ko­wych, lob­bo­wa­nia, obiet­nic auto­re­gu­la­cji, pozwów sądo­wych i finan­so­wa­nia badań, które wpro­wa­dzają chaos w nauce i utrzy­mują spo­łe­czeń­stwa w sta­nie nie­pew­no­ści". Kubek w kubek tak, jak to ujmo­wało nie­sławne memo prze­my­słu tyto­nio­wego: "Naszym pro­duk­tem jest wąt­pli­wość, jako że jest to naj­lep­szy śro­dek rywa­li­za­cji z fak­tami, które już zaist­niały w ogól­nej świa­do­mo­ści"802. Aby w dal­szym ciągu skła­niać ludzi do kupo­wa­nia swo­ich wyro­bów, prze­mysł tyto­niowy nie musiał prze­ko­ny­wać opi­nii publicz­nej, że pale­nie jest zdrowe. Potrze­bo­wał tylko stwo­rze­nia kon­tro­wer­sji: nie­które bada­nia mówią, że jest szko­dliwe, nie­które, że nie aż tak bar­dzo szko­dliwe.

Sprzeczne prze­kazy na temat żywie­nia wywo­łują tyle fru­stra­cji i zamie­sza­nia, że czło­wiek ma ochotę po pro­stu wywie­sić białą flagę i zjeść wszystko, co się mu pod­stawi pod nos, i wła­śnie tego pra­gnie prze­mysł spo­żyw­czy.

Żaden dostawca nie­zdro­wych pro­duk­tów nie chce, by spo­łe­czeń­stwo znało prawdę. Dosko­na­łym przy­kła­dem jest reak­cja prze­my­słu tyto­nio­wego z roku 1967 na dok­trynę uczci­wo­ści. Sąd orzekł, że sta­cje tele­wi­zyjne i radiowe na każde cztery reklamy wyro­bów tyto­nio­wych muszą nadać jedno ogło­sze­nie o wpły­wie pale­nia na zdro­wie. W odpo­wie­dzi firmy tyto­niowe wyco­fały z tele­wi­zji wszyst­kie swoje reklamy803; wolały to niż ryzyko, że publicz­ność tele­wi­zyjna zetknie się z rze­telną infor­ma­cją, nawet w pro­por­cji jedna do czte­rech. Oni wie­dzą, że nie mogą rywa­li­zo­wać z prawdą. Muszą utrzy­my­wać ludzi w nie­wie­dzy.

Obec­nie na każ­dej paczce papie­ro­sów wid­nieje ostrze­że­nie o ich szko­dli­wym wpły­wie na zdro­wie. Osoby podró­żu­jące po świe­cie zauwa­żają jed­nak, że pod­czas gdy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wymóg ten jest speł­niony przy uży­ciu zwy­kłego czarno-bia­łego tek­stu, inne kraje dołą­czają suge­stywne obrazy, takie jak na przy­kład foto­gra­fie gni­ją­cych dzią­seł804. Kana­dyj­scy pala­cze zmu­szeni są patrzeć na obwi­słego papie­rosa z pod­pi­sem "Pale­nie może spo­wo­do­wać impo­ten­cję". Ana­lo­gicz­nie ame­ry­kań­skie opa­ko­wa­nia pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych opa­trzone są na tyl­nej stro­nie jedy­nie trud­nymi do odcy­fro­wa­nia infor­ma­cjami o war­to­ściach odżyw­czych, któ­rych inter­pre­ta­cja wymaga cho­dze­nia do sklepu z wła­snym kal­ku­la­to­rem. Nie ocze­kuję zdjęć zwiot­cza­łych frank­fur­te­rek, ale inne kraje sta­rają się wpro­wa­dzać jasny i pro­sty, rzu­ca­jący się w oczy prze­kaz gra­ficzny, który ujaw­nia zagro­że­nia zdro­wotne zwią­zane z tuczą­cym poży­wie­niem805.

Isi­nieje metoda zna­ko­wa­nia pro­duk­tów spo­żyw­czych na przed­niej stro­nie każ­dego opa­ko­wa­nia łatwo zro­zu­mia­łymi sym­bo­lami świa­teł sygna­li­za­cyj­nych ostrze­ga­ją­cymi klien­tów o zawar­to­ści soli, cukru i tłusz­czów nasy­co­nych806. Gdy została wypró­bo­wana, ana­li­tyk inwe­sty­cyjny Citi­banku stwier­dził: "Ich wpływ na wyso­kość sprze­daży jest tak wielki, że nie pozo­staje nam nic innego, jak uznać, iż roz­po­wszech­nie­nie metody takiego zna­ko­wa­nia przed­niej strony opa­ko­wań może dopro­wa­dzić do istot­nych zmian zwy­cza­jo­wych zacho­wań kon­su­menc­kich". Działa tak dobrze, że zie­lone, żółte i czer­wone ozna­cze­nia nawią­zu­jące do świa­teł sygna­li­za­cyj­nych grożą pew­nym rodza­jom żyw­no­ści "ponu­rymi kon­se­kwen­cjami"807. Nic dziw­nego, że prze­mysł spo­żyw­czy zacie­kle z nimi wal­czył, wyda­jąc na ich wyco­fa­nie z Europy ponad miliard dola­rów, co sta­nowi sumę 10 razy więk­szą niż roczne wydatki lobby far­ma­ceu­tycz­nego w Sta­nach Zjed­no­czo­nych808.

W naj­lep­szym inte­re­sie prze­my­słu spo­żyw­czego jest utrzy­my­wa­nie opi­nii publicz­nej w sta­nie nie­pew­no­ści.

Zastęp­czy suk­ces

A gdyby tak poda­wać war­tość kalo­ryczną wszyst­kich pozy­cji w kar­cie dań? Tak jak o war­to­ści opa­try­wa­nia przed­niej strony opa­ko­wań pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych zna­kami sygna­li­za­cyj­nymi możemy wnio­sko­wać z gwał­tow­no­ści reak­cji prze­my­słu, bez­u­ży­tecz­ność tego pomy­słu możemy oce­nić na pod­sta­wie łatwo­ści, z jaką został zaak­cep­to­wany. McDo­nald's zaczął robić to dobro­wol­nie na tere­nie całego kraju w roku 2012809, po tym, jak oka­zało się, że obo­wiąz­kowe poda­wa­nie tych infor­ma­cji w Nowym Jorku w żaden spo­sób nie wpły­nęło na zacho­wa­nia kon­su­men­tów810. Prze­pro­wa­dzone bada­nia wska­zują, że dobro­wolne ozna­cza­nie kalo­rycz­no­ści może popra­wić "wize­ru­nek restau­ra­cji jako trosz­czą­cej się o dobro­stan swo­ich klien­tów"811 bez wstrzy­my­wa­nia eks­pan­sji Big Maca.

W tym samym cza­sie McDo­nald's ogło­sił plan wzbo­ga­ce­nia swo­jego menu pro­duk­tami sezo­no­wymi812. Jak cynicz­nym trzeba być, by cho­ciaż tego nie przy­jąć za dobrą monetę? Cóż, para­dok­sal­nie doda­tek zdro­wej opcji w isto­cie może skło­nić ludzi do doko­ny­wa­nia jesz­cze gor­szych wybo­rów.

Jeśli zaofe­ru­jesz oso­bom o wyso­kim pozio­mie samo­kon­troli wybór dodat­ków -?coś nie­zdro­wego, jak frytki, lub bar­dziej neu­tral­nego, na przy­kład pie­czony ziem­niak -?tylko 10 pro­cent z nich się­gnie po frytki. Frytki są jed­nak tak bar­dzo nie­zdrowe, że ty w tro­sce o dobro publiczne dodasz trze­cią opcję, jesz­cze zdrow­szą -?sałatkę -?jako odwo­ła­nie do lep­szej strony ludz­kiej natury. Nawet jeśli klient nie zde­cy­duje się na sałatkę, być może z więk­szym praw­do­po­do­bień­stwem wybie­rze pie­czo­nego ziem­niaka. A zatem spró­bujmy zgad­nąć, jak bar­dzo, dzięki dołą­cze­niu do oferty sałatki, spadł pociąg kon­su­men­tów do fry­tek? Wystrze­lił w górę o ponad 50 pro­cent. Bez sałatki tylko jedna osoba na dzie­sięć wolała frytki niż pie­czo­nego ziem­niaka, ale na sam widok sałatki ich liczba ska­kała do ponad połowy.

To samo dzieje się, gdy zaofe­ruje się ludziom wybór mię­dzy che­ese­bur­ge­rem z beko­nem, kanapką z kur­cza­kiem a wege­bur­ge­rem. W wer­sji pozba­wio­nej zdro­wej opcji, gdzie oferta obej­mo­wała che­ese­bur­gera z beko­nem, kanapkę z kur­cza­kiem lub kanapkę z rybą, 17 pro­cent kupu­ją­cych wybie­rało che­ese­bur­gera. Gdy jed­nak kanapkę z rybą zastą­piono wege­bur­ge­rem, popu­lar­ność che­ese­bur­gera wzro­sła ponad dwu­krot­nie, o 37 pro­cent. Jakim cudem samo ujrze­nie zdrow­szej opcji popy­cha ludzi do doko­ny­wa­nia mnej zdro­wych wybo­rów? Tytuł arty­kułu, w któ­rym opi­sano tę serię eks­pe­ry­men­tów, brzmi Vica­rious Goal Ful­fil­l­ment: When the Mere Pre­sence of a Heal­thy Option Leads to an Iro­ni­cally Indul­gent Deci­sion (Zastęp­czy suk­ces: gdy sama moż­li­wość wyboru zdrow­szej opcji pro­wa­dzi do para­dok­sal­nego pusz­cze­nia hamul­ców). Rozu­mo­wa­nie, które w nim przed­sta­wiono, wygląda tak: widząc sałatkę czy inną opcję roślinną, ludzie odno­to­wują w myśli, żeby następ­nym razem wziąć wła­śnie to, dzięki czemu teraz zyskują coś w rodzaju uspra­wie­dli­wie­nia za pofol­go­wa­nie łakom­stwu. Pamię­ta­cie efekt samo­roz­grze­sze­nia, gdy ludzie zmie­rza­jący do pew­nego celu jed­no­cze­śnie racjo­na­li­zują sobie podej­mo­wa­nie decy­zji, które ich od tego celu odda­lają? Z tych eks­pe­ry­men­tów wynika, że nawet dostrze­że­nie moż­li­wo­ści pod­ję­cia wła­ści­wego kroku może mieć taki sam samo­roz­grze­sza­jący sku­tek813.

Zwróć­cie uwagę, że uczest­nicy bada­nia zostali zain­spi­ro­wani nie do pod­ję­cia mniej zdro­wego, ale naj­mniej zdro­wego wyboru. Nawet jeśli nie decy­dują się na sałatkę czy wege­bur­gera, zda­wa­łoby się, że obec­ność takiej zdrow­szej opcji może przynaj­mniej zachę­cić ich do wybra­nia cze­goś kom­pro­mi­so­wego. Tym­cza­sem popchnęło ich w prze­ciw­nym kie­runku. W eks­pe­ry­men­cie z cia­stecz­kami Oreo, gdzie wer­sja bez zdrow­szej opcji obej­mo­wała Oreo w cze­ko­la­dzie, stan­dar­dowe Oreo i Oreo Gol­den, doda­nie "nisko­ka­lo­rycz­nego" Oreo podwo­iło praw­do­po­do­bień­stwo, że uczest­nicy bada­nia rzucą się na naj­bar­dziej kuszące ciastko w pole­wie cze­ko­la­do­wej. Takie zacho­wa­nie przy­pi­suje się innemu nie­lo­gicz­nemu dzi­wac­twu ludz­kiej psy­chiki, który mogli­by­śmy nazwać "efek­tem a co mi tam". Mamy z nim do czy­nie­nia wtedy, gdy jedno zaka­zane cia­steczko pro­wa­dzi osobę na die­cie do pożar­cia całej torebki. Skoro już i tak się zbo­czyło z wła­ści­wej drogi, czemu nie iść na całość? Tak więc gdy czło­wiek posta­na­wia następ­nym razem wziąć sałatkę, a "tylko ten jeden raz" sobie pofol­go­wać, to już rów­nie dobrze może pofol­go­wać sobie mak­sy­mal­nie814.

Pro­mie­nio­wa­nie zdro­wej żyw­no­ści jest nawet w sta­nie wypa­czyć naszą per­cep­cję. Gdy ludziom dba­ją­cym o wagę poka­zano samego bur­gera i popro­szono, by osza­co­wali jego war­tość kalo­ryczną, śred­nia z odpo­wie­dzi wynio­sła 734 kalo­rie. Co się stało, gdy poka­zano dokład­nie tego samego bur­gera, ale tym razem w towa­rzy­stwie trzech łodyg selera? Sza­co­wana liczba kalo­rii spa­dła do 619. Czy ludziom się wydaje, że seler ma ujemne kalo­rie? Nie, więk­szość z nas wie, że i seler ma pewien ładu­nek kalo­ryczny, ale po pro­stu samo zesta­wie­nie spra­wiło, że bur­ger wyglą­dał zdro­wiej. To samo powtó­rzyło się, gdy do kanapki z żół­tym serem i beko­nem dodano jabłko, sałatkę do chili con carne, mar­chewki do fila­del­fij­skiej kanapki z woło­winą, cebulą i serem. Około 100 kalo­rii naj­wi­docz­niej wypa­ro­wało815. Efekt pro­mie­nio­wa­nia może też tłu­ma­czyć, dla­czego ludzie czę­ściej zama­wiają deser i wię­cej słod­kich napo­jów do "zdrow­szej" kanapki w Sub­wayu niż do Big Maca w McDo­nald's, nawet mimo że kanapka użyta do eks­pe­ry­mentu (szynka, salami, pep­pe­roni) miała od niego o 50 pro­cent wię­cej kalo­rii816.

Nie­zdrowe zacho­wa­nie może wyzwo­lić zale­d­wie wzmianka o zdro­wej żyw­no­ści. Pamię­ta­cie to sza­lone bada­nie z Big Makiem, kiedy to przy­po­mnie­nie, by codzien­nie jeść warzywa i owoce, pchnęło ludzi w stronę lodów zamiast owo­ców? Wyniki kolej­nego eks­pe­ry­mentu oka­zały się jesz­cze bar­dziej zwa­rio­wane. Gdy popro­szono uczest­ni­ków o osza­co­wa­nie kalo­rycz­no­ści bur­gera na rekla­mie bez żad­nego komu­ni­katu odno­szą­cego się do zdro­wia, oce­nili go śred­nio na 646 kalo­rii817. Co się stało, gdy do reklamy dołą­czono zda­nie "W tro­sce o zdro­wie jedz codzien­nie co naj­mniej pięć por­cji owo­ców i warzyw"? Ni stąd, ni zowąd ten sam bur­ger w tej samej rekla­mie miał tylko 503 kalo­rie. Zatem ofe­ru­jąc i pro­mu­jąc sałatki i owoce, McDo­nald's zyskuje uzna­nie i umac­nia lojal­ność kon­su­men­tów, o iro­nio, bynaj­mniej nie popra­wia­jąc ich obwo­dów talii.818

Ad nauseam

Trze­cia po podat­kach i zna­ko­wa­niu opa­ko­wań inter­wen­cja zaczerp­nięta ze zbioru anty­ty­to­nio­wych środ­ków tak­tycz­nych to ogra­ni­cze­nie reklam skie­ro­wa­nych do dzieci819. Prze­mysł spo­żyw­czy wydaje na reklamy wię­cej niż jaki­kol­wiek inny820, przy czym ponad 10 miliar­dów dola­rów co roku na reklamy prze­zna­czone dla ame­ry­kań­skich dzieci i nasto­lat­ków821. Jako stu­dium przy­padku pozwolę sobie zana­li­zo­wać numer jeden: reklamy płat­ków śnia­da­nio­wych.

Od nie­mal pół wieku trwają apele o zakaz rekla­mo­wa­nia sło­dzo­nych płat­ków zbo­żo­wych dla dzieci, które to płatki pro­fe­sor Jean Mayer z har­wardz­kiego wydziału żywie­nia okre­śla jako "nic w pole­wie cukro­wej"822. Pod­czas wysłu­cha­nia senac­kiego na temat edu­ka­cji żywie­nio­wej powie­dział: "Ści­śle bio­rąc, powinno się je nazy­wać raczej płat­kami cukro­wymi o smaku zbo­żo­wym niż sło­dzo­nymi cukrem płat­kami zbo­żo­wymi"823.

Komi­sja senacka zapro­siła do zło­że­nia zeznań głów­nych pro­du­cen­tów płat­ków. Z początku zgo­dzili się na udział w wysłu­cha­niu -?dopóki nie dowie­dzieli się, jakiego rodzaju pyta­nia zostaną im zadane. Jeden z przed­sta­wi­cieli sek­tora szcze­rze przy­znał, dla­czego zde­cy­do­wał się zboj­ko­to­wać wysłu­cha­nie: po pro­stu nie miał prze­ko­nu­ją­cej odpo­wie­dzi na pyta­nie, dla­czego jego branża sprze­daje dzie­ciom cukierki na śnia­da­nie824.

W cza­sach Mad Men, zanim roz­kwitł ruch kon­su­mencki, kie­row­nic­two firm rekla­mo­wych było bar­dziej skłonne do szcze­rych wypo­wie­dzi na temat swo­ich reklam i reflek­sji zwią­za­nych z celo­wa­niem w "rynek dzie­cięcy"825. Przyj­rzyj­cie się na przy­kład temu pocho­dzą­cemu z roku 1965 cyta­towi pocho­dzą­cemu od osoby z kie­row­nic­twa firmy pra­cu­ją­cej dla Kel­logg's i Oscara May­era:

Naszym głów­nym celem jest sprze­dać te pro­dukty dzie­ciom, a nie edu­ko­wać je. Kiedy przy­cią­gniesz czymś doro­słą kobietę, a potem ona pój­dzie do sklepu i okaże się, że two­jej marki aku­rat nie ma, ona naj­praw­do­po­dob­niej po pro­stu o tym zapo­mni. Ale jeśli przy­cią­gniesz dzie­ciaka, to jeśli tego nie dosta­nie, rzuci się na pod­łogę, zacznie tupać i ryczeć. Z doro­słego nie wyci­śniesz takiej reak­cji826.

Chcąc uprze­dzić regu­la­cje rzą­dowe, prze­mysł zobo­wią­zał się do wpro­wa­dze­nia samo­ogra­ni­czeń i ogło­sił Chil­dren's Food and Beve­rage Adver­ti­sing Ini­tia­tive (Ini­cja­tywa na rzecz reklamy żyw­no­ści i napo­jów dla dzieci), w ramach któ­rej wszy­scy pro­du­cenci płat­ków zbo­żo­wych zade­kla­ro­wali, że będą pro­mo­wać jedy­nie zdrow­sze pro­dukty dla dzieci827. Pod­pi­sali się pod tym także pro­du­cenci sło­dy­czy. No i co z tego wyni­kło? A jak myśli­cie, co mogło wynik­nąć? Zobo­wią­zali się, że nie będą kie­ro­wać reklam do dzieci, ale gdy dekla­ra­cja zaczęła obo­wią­zy­wać, dzieci oglą­dały jesz­cze wię­cej reklam sło­dy­czy. Na przy­kład Her­shey zwięk­szył liczbę reklam skie­ro­wa­nych do dzieci ponad dwu­krot­nie, choć w tym samym cza­sie zapo­wia­dał, że zanie­cha tego cał­ko­wi­cie828.

Pro­du­cenci płat­ków zbo­żo­wych musieli na wła­sny uży­tek usta­lić defi­ni­cję "zdrow­szych opcji żywie­nio­wych" i ich osta­teczny wybór daje nie­złe poję­cie o tym, jak poważ­nie trak­tują kwe­stię ochrony dzieci: jako "zdrow­szą opcję żywie­niową" zakla­sy­fi­ko­wali płatki Froot Loops i Reese's Peanut But­ter Puffs, które wagowo zawie­rają do 44 pro­cent cukru829. Skoro tak, to jakie są ich opcje mniej zdrowe?! Zamiast zasta­no­wić się, co byłoby naj­lep­sze dla dzieci, zwy­czaj­nie wyzna­czyli sobie pewien limit w opar­ciu o zawar­tość cukru we wszyst­kim, co już sprze­da­wali830.

Od tego czasu prze­mysł spo­żyw­czy zre­wi­do­wał kry­te­ria "zdrow­szych opcji żywie­nio­wych" i dopu­ścił do tej kate­go­rii jedy­nie płatki, w któ­rych wagowa zawar­tość cukru sta­no­wiła mniej niż 38 pro­cent831. Nawet jeśli to "tylko" w jed­nej trze­ciej cukier, ozna­cza to real­nie, że dzieci w każ­dych trzech łyż­kach płat­ków zja­dają jedną pełną łyżkę cukru832. Nie nazwał­bym tego zdrową opcją żywie­niową.

The Fede­ral Trade Com­mis­sion (FTC) w 1978 roku pró­bo­wała ich zmu­sić do prze­su­nię­cia tej gra­nicy, ale branża w walkę z nią wpom­po­wała miliony i dzięki wystar­cza­ją­cemu wkła­dowi w kam­pa­nie poli­ty­ków Kon­gres w zasa­dzie zagro­ził urzę­dowi, że jeśli nie prze­sta­nie się upie­rać przy narzu­ca­niu prze­my­słowi regu­la­cji, to ode­tnie mu fun­du­sze833. To poka­zało poprzed­niemu dyrek­to­rowi CDC do spraw żywie­nia, "jak potężną siłą dys­po­nuje rynek w porów­na­niu z tymi, któ­rych można zmo­bi­li­zo­wać po stro­nie dobra dzieci"834. Poli­tyczny stres poura­zowy wywo­łany kontr­ofen­sywą prze­my­słu spo­żyw­czego na całe dzie­się­cio­le­cia odro­czył dal­sze wysiłki insty­tu­cji rzą­do­wych, by zapa­no­wać nad mar­ke­tin­giem żyw­no­ści skie­ro­wa­nym do dzieci.

Ale potem na scenę wkro­czyła Inte­ra­gency Wor­king Group (Mię­dzy­urzę­dowa grupa robo­cza)835. W roku 2011 FTC, CDC, FDA i U.S. Depart­ment of Agri­cul­ture (USDA -?Depar­ta­ment Rol­nic­twa Sta­nów Zjed­no­czo­nych) sprzy­mie­rzyły się, by wypra­co­wać dobro­wol­nie przyj­mo­wane zasady mające na celu inspi­ro­wa­nie głęb­szych i bar­dziej zna­czą­cych dzia­łań auto­re­gu­la­cyj­nych. Ich rady­kalna pro­po­zy­cja? Nie rekla­mo­wać płat­ków zbo­żo­wych zawie­ra­ją­cych wię­cej niż 26 pro­cent cukru836.

Tego wymogu nie był w sta­nie speł­nić ani jeden z topo­wych 10 rodza­jów płat­ków śnia­da­nio­wych pro­mo­wa­nych wśród dzieci837. Gene­ral Mills przy­pu­ścił kontr­atak, stwier­dza­jąc, że zapro­po­no­wany stan­dard jest "arbi­tralny, wzięty z sufitu i fun­da­men­tal­nie błędny". W rezul­ta­cie, oświad­czył, "Gene­ral Mills nie będzie mógł rekla­mo­wać dosłow­nie żad­nych ze swo­ich płat­ków zbo­żo­wych"838. Jedna z orga­ni­za­cji han­dlu arty­ku­łami spo­żyw­czymi okre­śliła pro­po­no­wane zasady jako "naj­bar­dziej dzi­waczne i nie­ak­cep­to­walne", o jakich kie­dy­kol­wiek sły­szała839. Pro­du­cenci płat­ków śnia­da­nio­wych wystą­pili z zarzu­tem, że pro­po­no­wane zale­ce­nia pod­da­nia się dobro­wol­nej auto­re­gu­la­cji w spo­sób nie­kon­sty­tu­cyjny pogwałcą ich "wol­ność słowa" gwa­ran­to­waną Pierw­szą Poprawką840, na co FTC zapro­po­no­wała, że poda­ruje im słow­nik, by mogli sobie w nim spraw­dzić zna­cze­nie ter­minu "dobro­wolny"841. Widać stąd, w jaki szał wpra­wiła prze­mysł spo­żyw­czy sama kon­cep­cja sfor­mu­ło­wa­nia istot­nych zale­ceń.

Co z tego wyni­kło? Znowu zagro­żone zostało finan­so­wa­nie agen­cji, wobec czego wspólna ini­cja­tywa została wyco­fana842. "Pobili nas", oświad­czyła jedna z orga­ni­za­cji wystę­pu­ją­cych w inte­re­sie dzieci. "Wygrały pie­nią­dze". Z tego co wiem, Wielki Prze­mysł Spo­żyw­czy wybu­lił na lob­bing 175 milio­nów dola­rów, by kupić sobie mil­cze­nie Bia­łego Domu, gdy pro­po­zy­cja grupy robo­czej upad­nie. Jak to ujął jeden z dorad­ców Obamy: "Możesz komuś powie­dzieć, że ma jeść mniej tłusz­czu, wię­cej błon­nika, owo­ców i warzyw, i mniej cukru. Ale jeśli zaczniesz wymie­niać kon­kretne pro­dukty, prze­kro­czysz dopusz­czalną gra­nicę"843.

"Jestem bar­dzo przy­gnę­biony postawą Bia­łego Domu", stwier­dził prze­wod­ni­czący Senac­kiej Komi­sji Zdro­wia844. "Wymię­kli, a tam, gdzie cho­dzi o zdro­wie dzieci, nie powinni wymię­kać".

Jak wygraliśmy walkę z tłuszczami trans

W roku 2012 zwy­cię­skie845 exposé doty­czące lob­by­stów kor­po­ra­cyj­nych ujaw­niło, że w Sta­nach Zjed­no­czo­nych branża arty­ku­łów żyw­no­ścio­wych i napo­jów ni­gdy nie prze­grała żad­nej istot­nej bata­lii poli­tycz­nej; na każ­dym rzą­do­wym pozio­mie wygry­wała walkę za walką846. Wszystko to zmie­niło się w roku 2018 wraz z wpro­wa­dze­niem zakazu doda­wa­nia do ame­ry­kań­skiej żyw­no­ści tłusz­czów trans. Tłusz­cze trans, sze­roko roz­po­wszech­nione w postaci ole­jów roślin­nych czę­ściowo uwo­dor­nio­nych w celu nada­nia im w pew­nym stop­niu wła­ści­wo­ści tłusz­czów zwie­rzę­cych i sto­so­wane w pro­duk­tach typu prze­ką­ski, przy­czy­niały się do zgo­nów dzie­sią­tek tysięcy Ame­ry­ka­nów rocz­nie847. Jak to się stało, że śro­do­wi­sko zdro­wia publicz­nego w końcu zatrium­fo­wało?

A. Smith, Bada­nia nad naturą i przy­czy­nami bogac­twa naro­dów (1776), War­szawa 1954 (pierw­sze pol­skie wyda­nie). [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki