rozdział I
PROBLEM
PRZYCZYNY
Ile waży świat?
Otyłość nie jest niczym nowym, ale epidemia otyłości już tak. Od
pojedynczych korpulentnych królowych i królów, jak Henryk VIII i Ludwik
VI (zwany Ludwikiem Grubym) 18 , przeszliśmy
drogę do pandemii otyłości, uważanej dziś za jedno z najstraszniejszych
i najgorzej kontrolowanych zagrożeń zdrowia publicznego naszych
czasów19. Nadwagę ma obecnie 71 procent
Amerykanów, 40 procent ma tak dużo tkanki tłuszczowej, że można ich
określić jako otyłych, i tendencji tej nie widać końca20. Wcześniejsze raporty wskazywały na przynajmniej
zmniejszanie się tempa przyrostu otyłości, ale te doniesienia się nie
potwierdziły21. Analogicznie wydawało nam się,
że po 35 latach nieprzerwanie napływających złych wiadomości szczyt
plagi otyłości dziecięcej mamy wreszcie za sobą, ale one nadal
nadchodzą22. Statystyki otyłości u dzieci i młodzieży wciąż rosną, już czwartą dekadę23.
W ubiegłym stuleciu zachorowalność wzrosła dziesięciokrotnie, od
zaledwie jednego przypadku na trzydzieści osób24
do dzisiejszego jednego na trzy, ale nie był to przyrost stopniowy. Coś
się najwyraźniej stało pod koniec lat 70., i to nie tylko w Stanach
Zjednoczonych25. Pandemia otyłości wystartowała
mniej więcej w tym samym czasie, w latach 70. i 80. XX wieku, w większości krajów o wysokim poziomie zamożności na całej kuli ziemskiej.
Fakt, że ten gwałtowny wzrost nastąpił niemal jednocześnie w całym
świecie wysoko uprzemysłowionym, sugeruje wspólną przyczynę26.
Co mogło być czynnikiem wyzwalającym?
Każdy potencjalny wektor musiałby mieć ze swej istoty globalny zasięg i być zbieżny w czasie z narastaniem epidemii, tak więc zmiana musiałaby
mieć swój początek jakieś 40 lat temu i gwałtownie rozszerzać się na
cały świat27. Jak w tym świetle wyglądają
rozmaite teorie? Niektóre obarczają winą środowisko, które sami
skonstruowaliśmy, wskazując na przykład na tendencje w planowaniu miast
sprawiające, że mieszkańcy są mniej skłonni do spacerowania,
przemieszczania się na rowerach czy robienia drobnych zakupów
spożywczych28. To jednak nie spełnia kryteriów
wiarygodnej przyczyny, jako że w odpowiednich ramach czasowych nie
nastąpiła na świecie globalna zmiana w dziedzinie organizacji naszego
życiowego otoczenia29.
Z sondażu opinii setek decydentów dowiadujemy się, że za przyczynę
epidemii otyłości uznają oni "indywidualny brak motywacji"30, co ma niewielki sens. Na przykład w Stanach
Zjednoczonych plaga otyłości pod koniec lat 70. XX wieku objęła cały
przekrój populacji. Mam rozumieć, że wszystkie grupy społeczne całej
ludności Stanów Zjednoczonych doznały jednocześnie nagłego spadku silnej
woli?31 Niezależnie od wieku, płci,
przynależności etnicznej, postawy życiowej i osobistych doświadczeń
wszyscy dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym okresie kolektywnie
utracili zdolność samokontroli?
Od hipotezy o globalnej zmianie naszych charakterów łatwiejsza do
przyjęcia wydaje się ta dotycząca globalnej zmiany stylu naszego
życia32.
Dużo jedzenia, mało ruchu
Przemysł spożywczy obwinia brak aktywności fizycznej. "Gdyby wszyscy
konsumenci ćwiczyli", oświadczył dyrektor generalny PepsiCo, "zjawisko
otyłości by nie istniało".33 Coca-Cola poszła o krok dalej i wydała 1,5 miliona dolarów na stworzenie organizacji o nazwie Global Energy Balance Network mającej na celu zminimalizowanie
roli sposobu odżywiania w epidemii otyłości. Wyciek wewnętrznych
dokumentów firmy ujawnił plany wykorzystywania tej przykrywki jako
"broni" służącej "zmianie narracji" na temat otyłości w "walce" z reprezentacją zdrowia publicznego34.
Taktyka ta jest tak powszechnie stosowana przez producentów żywności i napojów, że nawet doczekała się własnej nazwy: "dietościema". Pewnie
obił wam się już o uszy termin "ekościema" oznaczający oszukańcze
praktyki firm, które udają, że są przyjazne dla środowiska. Mianem
dietościemy określa się przybieranie przez firmy pozorów, że starają się
przyczynić do rozwiązania kryzysu otyłości, gdy w rzeczywistości
bezpośrednio się do niego przyczyniają35. Na
przykład Nestlé, największy na świecie producent żywności, występuje
obecnie jako "firma wiodąca w obszarze żywienia, zdrowia i dobrostanu"36. Tak, ta Nestlé od osławionych
Nestlé Nesquik, producent płatków Cookie Crisp i ponad setki różnych
rodzajów słodyczy, takich jak Butterfinger, Kit Kat, Goobers,
Gobstoppers, Runts i Nerds. Jednym z jej haseł jest "Dobra żywność,
dobre życie". Owszem, może i jej rodzynki w czekoladzie mają w środku
owoc, ale generalnie firma kojarzy mi się raczej z Willym Wonką niż ze
zdrowym trybem życia. Wystarczy powiedzieć, że na jej stronie
internetowej "Co Nestlé robi w sprawie otyłości?" po kliknięciu w link
"Przeczytaj o naszym programie Zdrowe Dzieciaki" pojawia się komunikat
"nie znaleziono strony"37.
Nieustające korporacyjne bicie w bębny i rozgłaszanie znaczenia braku
aktywności fizycznej najwyraźniej jest skuteczne. W odpowiedzi na
pytanie sondażowe instytutu badania opinii publicznej Harris Interactive
("Którą z poniższych uważasz za główną przyczynę rozpowszechnienia się
otyłości?") znaczna większość (83 procent) respondentów wskazała brak
ruchu, podczas gdy nadmierne spożycie kalorii wybrało tylko 34
procent38. Tymczasem stwierdzono, że
przypisywanie winy kanapowemu trybowi życia jest jednym z najpowszechniejszych fałszywych przekonań na temat otyłości39. Społeczność naukowa dość zdecydowanie przyjęła
stanowisko40, że na całokształt bilansu
kalorycznego znacznie większy wpływ mają czynniki związane z odżywianiem41.
Na łamach literatury naukowej rozgorzała nawet dyskusja, czy zmiana
nawyków w zakresie aktywności fizycznej odgrywa " jakąkolwiek rolę" w epidemii otyłości42. Przyrost spożycia kalorii
na osobę jest aż nadto wystarczającym wyjaśnieniem tej plagi w Stanach
Zjednoczonych43 i na całym świecie44. Prawdę powiedziawszy, poziom aktywności fizycznej
zarówno w Europie, jak i w Ameryce Północnej w ciągu ostatnich
kilkudziesięciu lat wręcz wzrósł, a nie obniżył się45. Jak na ironię ten wzrost może być podyktowany
koniecznością zużywania dodatkowej energii na wprawienie w ruch naszych
ciężkich ciał, przez co zmiany w wydatkowaniu energii stają się raczej
skutkiem niż przyczyną problemu otyłości.
Jednak trening fizyczny stanowi tylko niewielką część naszej codziennej
aktywności. Wystarczy pomyśleć, o ile więcej wysiłku fizycznego ludzie
wkładali kiedyś w pracę zawodową, na roli czy nawet w domu46. To nie jest tylko zmiana koloru kołnierzyka z niebieskiego na biały. Postępująca automatyzacja, komputeryzacja,
mechanizacja, motoryzacja i urbanizacja wspólnie przyczyniły się do
przejścia w okresie ubiegłego stulecia na bardziej siedzący tryb życia -
i tu właśnie jest problem: zmiana charakteru pracy i pojawienie się
licznych ułatwiających ją urządzeń były procesem stopniowym i znacznie
wyprzedzającym dramatyczny przyrost wagi ludzi na całym świecie47. Pralki, odkurzacze i samochody -?wszystko to
zostało wynalezione przed rokiem 1910. I rzeczywiście, badania z wykorzystaniem najnowocześniejszych metod pomiaru pochłoniętej i wydatkowanej energii wykazują, że to liczba przyjętych kalorii, a nie
aktywność fizyczna, decyduje o tym, że w miarę upływu czasu przybieramy
na wadze48.
Powszechny fałszywy pogląd, że otyłość wynika przede wszystkim z braku
ruchu, może być czymś więcej niż tylko nieszkodliwym błędem, jako że
indywidualne przekonania dotyczące przyczyny zjawiska zdają się wpływać
na wagę danej osoby. Ci, którzy upatrują ją w niedostatecznym treningu
fizycznym, mają znamiennie wyższe prawdopodobieństwo nadwagi. Gdy na
przykład zostaną zamknięci w pomieszczeniu z czekoladą, można z ukrycia
zaobserwować, że zjadają jej więcej niż osoby, które otyłość przypisują
niewłaściwemu odżywianiu49. Jednak nie da się
stwierdzić, czy i jaki wpływ na problem wagi wywierają przekonania,
dopóki nie przeprowadzi się obiektywnego badania. Tak więc naukowcy
podzielili ludzi losowo na dwie grupy, dali im do przeczytania fikcyjny
artykuł o genezie otyłości i przekonali się, że ci, którzy przeczytali
tekst wskazujący na znaczenie braku aktywności fizycznej, istotnie jedli
znamiennie więcej słodyczy niż ci, którym dano tekst uwypuklający rolę
sposobu odżywiania50. Podobne badanie wykazało,
że uczestnicy, którym przedstawiono analizę przypisującą winę czynnikom
genetycznym, też następnie spożywali znacząco więcej ciastek. Wyniki
tych badań opisano w publikacji zatytułowanej W jaki sposób gen
otyłości może niezamierzenie spowodować otyłość51.
Czy moja sylwetka to wina genów?
Jak dotąd znaleziono około 100 czynników genetycznych powiązanych z otyłością, ale gdy zsumować je wszystkie, okazuje się, że łącznie
odpowiadają za mniej niż 3 procent różnic w BMI osób badanych52. Największe znaczenie przypisuje się "genowi
otyłości"53, o którym być może już słyszeliście
(zwany FTO, co stanowi skrót od angielskiej nazwy FaT mass and Obesity
associated - "związany z masą tłuszczową ciała i otyłością"), ale i jego obecność tłumaczy mniej niż 1 procent różnic między ludźmi
(zaledwie 0,34 procent)54.
FTO koduje białko mózgu, które jak się wydaje, ma wpływ na
łaknienie55. Czy jesteś jednym z miliarda
żyjących na ziemi nosicieli pełnego zestawu genów podatności na otyłość
FTO?56 Tak naprawdę to nie ma większego
znaczenia, ponieważ posiadanie go skutkuje najwyraźniej spożywaniem
dodatkowych kilkuset kalorii rocznie57, podczas
gdy do epidemii otyłości trzeba by raczej masowego spożywania
dodatkowych kilkuset kalorii dziennie58. Z dotychczas poznanych genów to FTO ma największy wpływ na nadmierne
tycie59, jednak możliwość dokładnego określenia
stopnia prawdopodobieństwa otyłości na podstawie jego statusu tylko
nieznacznie przewyższa skuteczność rzutu monetą60.
Co się tyczy otyłości, siła oddziaływania genów jest niczym w porównaniu
z siłą oddziaływania widelca. Nawet ten niewielki wpływ FTO wydaje się
jeszcze słabszy u osób aktywnych fizycznie61 i można go całkowicie pominąć u zdrowo się odżywiających. Wygląda na to,
że odgrywa pewną rolę tylko przy diecie bogatej w tłuszcze nasycone
(znajdujące się głównie w nabiale, mięsie i pokarmie o niskiej wartości
odżywczej). U ludzi, którzy jedzą zdrowo, nie stwierdzono zwiększonego
ryzyka nadwagi, nawet jeśli odziedziczyli "gen otyłości" po obojgu
rodzicach62.
Z punktu widzenia fizjologii nie wydaje się, by status genu FTO wpływał
na indywidualną zdolność do utraty wagi63. Z perspektywy psychologicznej świadomość, że jest się w grupie
zwiększonego ryzyka genetycznego otyłości, może niektórych motywować do
zdrowszego jedzenia i prowadzenia zdrowszego życia64, ale innych może z kolei skłonić do fatalistycznego
wzniesienia rąk ku niebu i rezygnacji w przekonaniu, że to po prostu
kwestia dziedziczności65. Otyłość istotnie ma
tendencje do występowania rodzinnego, tyle że to samo dotyczy kiepskiego
odżywiania się.
W zilustrowaniu udziału trybu życia w porównaniu z czynnikami
genetycznymi pomaga analiza wagi ciała dzieci biologicznych zestawionej
z wagą dzieci adoptowanych. Okazuje się, że u dzieci wychowywanych przez
dwoje biologicznych rodziców z nadwagą prawdopodobieństwo nadwagi jest
wyższe o 27 procent, podczas gdy u dzieci adoptowanych przez rodziców z nadwagą prawdopodobieństwo nadwagi wzrasta o 21 procent66. Tak więc genetyka z pewnością odgrywa pewną rolę,
ale jak widać, więcej znaczy środowisko niż DNA dziecka.
Dieta przebija geny
Jeden z najbardziej spektakularnych przykładów przewagi diety nad DNA
stanowią Indianie Pima z Arizony, u których częstość występowania
otyłości67 i cukrzycy68
należy do najwyższych na świecie. Zjawisko to przypisywano ich
genetycznie uwarunkowanemu oszczędnemu metabolizmowi69. Ten mechanizm gromadzenia kalorii dobrze im służył
w czasach, gdy żyli z płodów ziemi i doświadczali okresowego
nieurodzaju, ale gdy okolica została "ucywilizowana", odwrócono bieg
rzeki Gila River stanowiącej ich główne źródło wody. Ci, którzy przeżyli
klęskę głodu70, która była tego konsekwencją,
musieli porzucić swój tradycyjny sposób odżywiania się i korzystać z żywności dostarczanej im w ramach programów pomocy rządowej, wskutek
czego zachorowalność na choroby przewlekłe wystrzeliła aż pod niebo71. Te same geny przy innym sposobie odżywiania się
dały inne rezultaty.
Właściwie doszło wówczas do skonstruowania swego rodzaju naturalnego
eksperymentu. Indianie Pima mieszkający po drugiej stronie granicy, w Meksyku, wywodzili się z tej samej puli genetycznej, ale mieli możliwość
zachować więcej ze swojego tradycyjnego stylu życia zogniskowanego wokół
trzech podstawowych produktów żywnościowych zwanych trzema siostrami:
kukurydzy, fasoli i dyni72. Te same geny, ale
pięć razy mniej przypadków cukrzycy i otyłości73.
Nawet jeśli geny niosą śmiercionośny ładunek, to dieta pociąga za spust.
Tylko najgrubsi przeżyją
Znana to myśl, że nic w biologii nie ma sensu, jeśli się to rozpatruje w oderwaniu od ewolucji74. Może i udział genów,
taki jak go dziś widzimy, w rozwoju otyłości jest niewielki, ale w pewnym sensie twierdzenie, że tak naprawdę wszystko zależy od genów, nie
jest zupełnie bezpodstawne. A to dlatego, że nadmierne spożycie
dostępnych kalorii mamy prawdopodobnie zakodowane w naszym DNA.
Urodziliśmy się, by jeść. Przez większą część historii ludzkości
egzystowaliśmy z perspektywą nieprzewidywalnego niedostatku pożywienia,
w trybie przetrwania, a zatem mamy w sobie zaprogramowany potężny pęd do
jedzenia, ile tylko się da, kiedy tylko się da, i magazynowania w ciele
kalorii, których chwilowo nie potrzebujemy, na później. Dostępności
jedzenia nigdy nie można było przyjąć za pewnik, więc ci, którzy póki co
jedli więcej i najsprawniej odkładali tłuszcz na przyszłość, mieli
większe szanse przeżyć okresy przyszłych niedostatków i przekazać swoje
geny dalej. Pokolenie za pokoleniem, tysiąclecia za tysiącleciami
osobniki obdarzone mniejszym apetytem mogły wymierać, natomiast
obżartuchy -?żyć wystarczająco długo, by utrwalić genetyczną
predyspozycję do jedzenia i magazynowania większych ilości kalorii.
Przypuszczalnie właśnie w taki sposób wyewoluowaliśmy w żarłoczne
maszyny do ich przechowywania. Jednak dziś, gdy środki do życia nie są
bardzo uszczuplone, my też już nie jesteśmy szczupli.
To, co przed chwilą opisałem, określa się jako teorię oszczędnego
genotypu75; jest to koncepcja mówiąca o tym, że
otyłość jest skutkiem rozbieżności między współczesnym środowiskiem a środowiskiem, w jakim nasz gatunek się kształtował76. To trochę tak, jakbyśmy byli polarnymi
niedźwiedziami w dżungli; futro i tłuszcz zapewniałyby nam przewagę w Arktyce, ale byłyby zdecydowanie niekorzystne w Amazonii77. Analogicznie zdolność do gromadzenia dodatkowych
kilogramów byłaby zaletą w czasach prehistorycznych, ale mogła zmienić
się w obciążenie, gdy razem z naszą ukształtowaną przez groźbę
niedoborów biologią wylądowaliśmy w krainie obfitości.
Tak więc pierwotną przyczyną otyłości nie jest ani żarłoczność, ani
gnuśność. Być może otyłość jest po prostu normalną fizjologiczną reakcją
na nienormalne środowisko78.
Nasza fizjologia jest w przeważającej mierze precyzyjnie przystosowana
do funkcjonowania w dość wąskim przedziale między górną a dolną granicą.
Gdy jest nam za gorąco, pocimy się; gdy jest nam za zimno, drżymy. Nasze
ciała są wyposażone w mechanizmy utrzymywania równowagi. Nie mają jednak
szczególnego powodu ustanawiania górnej granicy zapasu tkanki
tłuszczowej79. Z początku mogła istnieć
ewolucyjna presja na zachowanie gibkości i zwinności w kontekście
fizycznego zagrożenia atakiem drapieżnika, lecz po części dzięki
wynalezieniu broni i odkryciu ognia od jakichś dwóch milionów lat nie
musimy być szybsi od zbyt wielu tygrysów szablozębnych80. W rezultacie naszym genom został już tylko
jednostronny nacisk na pochłonięcie każdego dostępnego kąska pokarmu i magazynowania w ciele ile się tylko da kalorii81.
Co kiedyś było mechanizmem adaptacyjnym, stało się problemem, a przynajmniej tak mówi hipoteza oszczędnego genotypu sformułowana ponad
pół wieku temu82. Od tego czasu została
dopracowana i uaktualniona, ale środowisko naukowe generalnie akceptuje
jej podstawowe założenia83, a konsekwencje
sięgają daleko.
W roku 2013 American Medical Association przegłosowało zaliczenie
otyłości do chorób84 -?wbrew opinii własnej rady
ds. nauki i zdrowia publicznego85. I choć nazwa
niekoniecznie jest aż tak ważna -?to, co zwiemy różą, pod inną nazwą
wywołałoby tyle samo przypadków cukrzycy -?ale określenie "choroba"
implikuje dysfunkcję. Natomiast leki ani operacje bariatryczne nie
korygują żadnej nieprawidłowości w naszej fizjologii. Nasze organizmy w obliczu nadmiaru kalorii robią po prostu to, do czego zostały
zaprogramowane86. Przybieranie na wadze jest nie
tyle zaburzeniem, co normalną reakcją normalnych ludzi na nienormalną
sytuację87. A zważywszy, że nadwagę ma obecnie
ponad 70 procent Amerykanów88, jest ona całkiem
dosłownie normą.
Nie będę pracować na jedzenie
Tradycyjny pogląd medycyny na otyłość sformułowany niemal przed wiekiem
głosi: "Wszyscy otyli są do siebie podobni pod jednym fundamentalnym
względem -?za dużo jedzą"89. Może to być prawda
w sensie technicznym, to znaczy w odniesieniu do nadmiernej liczby
kalorii, nie nadmiernej ilości pożywienia. Nasz pierwotny pociąg do
folgowania zachciankom jest selektywny. Ludzie na ogół potrafią się
powstrzymać od obżerania się sałatą. Mamy w sobie naturalną wrodzoną
skłonność do tego co słodkie, mączyste, tłuste -?ponieważ tam właśnie
koncentruje się najwięcej kalorii.
Pomyślcie o efektywności polowania i zbieractwa. Kiedyś na jedzenie
musieliśmy ciężko zapracować. W czasach prehistorycznych bez sensu
byłoby tracenie całego dnia na pozyskanie pokarmu, który nie
zaspokajałby przynajmniej dziennego zapotrzebowania kalorycznego. To już
lepiej zostać w jaskini. Tak więc ewolucyjnie ukształtowało się w nas
łaknienie pożywienia z jak największym ładunkiem kalorycznym90.
Gdybyśmy spokojnie zbierali sobie w ciągu godziny pół kilo jedzenia i ten posiłek zawierałby 250 kalorii, samo pokrycie dziennego
zapotrzebowania kalorycznego zajęłoby nam nawet 10 godzin. Ale gdyby ten
półkilogramowy posiłek zawierał 500 kalorii, można by się obrobić w 5
godzin i przez następne pięć skupić się na malowidłach naskalnych. A więc im większa koncentracja energii, tym zdobywanie żywności
efektywniejsze. Mamy wykształconą zdolność precyzyjnego rozróżniania
pokarmów na podstawie ich kaloryczności i instynktownie pożądamy tych
najbardziej kalorycznych91.
Jeśli przyjrzeć się, jakie owoce i warzywa preferują cztero- i pięcioletnie dzieci, okazuje się, że ich upodobania korelują z kalorycznością. Wolą banany od owoców jagodowych i marchewki od ogórków.
Czy nie chodzi po prostu o słodki smak? Nie, wolą też ziemniaki od
brzoskwiń i zieloną fasolkę od melona92, tak
samo jak małpy wolą awokado od banana93.
Najwyraźniej mamy wrodzony popęd do maksymalizowania kaloryczności
każdego kęsa.
W swoich badaniach na dzieciach naukowcy testowali tylko owoce i warzywa
w swojej naturalnej postaci, toteż wszystkie produkty zawierały
naturalnie mniej niż 500 kalorii na pół kilograma, przy czym pierwsze
miejsce na liście przypada bananom z prawie 400 kaloriami na pół
kilograma. Gdy jednak przejdziemy znacznie powyżej tego poziomu, dzieje
się coś ciekawego. Tracimy zdolność rozróżniania pokarmów o najwyższej
kaloryczności. W zakresie kaloryczności żywności naturalnej wykazujemy
niesamowitą biegłość w wychwytywaniu subtelnych różnic. Natomiast kiedy
wkroczymy na terytorium czekolady, żółtych serów i bekonu, które mogą
dochodzić do tysięcy kalorii na pół kilograma, nasze zmysły praktycznie
tracą wrażliwość na różnice. Nic dziwnego, jako że są to produkty
nieznane prehistorycznemu mózgowi. To anormalne zachowanie jest skutkiem
wadliwie uruchomionego mechanizmu ewolucyjnego94, tego samego, który każe świeżo wyklutym żółwiom
morskim pełznąć w niewłaściwym kierunku, ku sztucznym światłom zamiast
ku światłu księżyca, przez co nie docierają do oceanu, i tego samego, co
u ptaków dodo, które nie mając naturalnych wrogów, nie wykształciły
odruchu ucieczki -?a wszyscy wiemy, jak to się dla nich skończyło.
Pełni CRAP-u
Przemysł spożywczy wykorzystuje nasze wrodzone biologiczne słabe punkty,
by rozkładać płody ziemi na niemal oczyszczone kalorie -?najprostszy
cukier, olej (w gruncie rzeczy czysty tłuszcz) czy białą mąkę (czyli po
prostu rafinowaną skrobię). Przede wszystkim usuwa błonnik, jako że jego
kaloryczność wynosi zero. Przepuść brązowy ryż przez łuszczarnię, by go
wybielić, a pozbawisz go dwóch trzecich błonnika. Zrób z pełnoziarnistej
mąki mąkę białą, a strata błonnika wyniesie 75 procent. Możemy też
przepuścić produkty roślinne przez przewód pokarmowy zwierząt (w celu
pozyskania mięsa, nabiału i jaj) i stracić 100 procent błonnika95. Co ci zostaje? CRAP. Ta nazwa to akronim stworzony
przez jednego z moich ulubionych dietetyków, Jeffa Novicka, z wyrazów
określających otrzymaną w ten sposób żywność: calorie-rich and
processed96(wysokokaloryczne i wysokoprzetworzone).
Kalorie ulegają kondensacji w procesie analogicznym do wytwarzania z roślin uzależniających substancji takich jak opioidy czy kokaina:
koncentracji, krystalizacji, destylacji i ekstrakcji97. Wydaje się, że nawet aktywują te same szlaki
układu nagrody w mózgu98. Jeśli umieścić osobę
uzależnioną od jedzenia w tomografie magnetycznego rezonansu jądrowego i pokazać jej zdjęcie czekoladowego shake'a, na skanach mózgu uaktywnią
się te same okolice99, co u nałogowych
kokainistów na widok filmu przedstawiającego palenie cracku100 albo u alkoholika, któremu da się do powąchania
whisky101.
Uzależnienie od jedzenia to błędne określenie. Ludzie raczej nie cierpią
z powodu niekontrolowanego pożądania jedzenia w ogóle. Mało kto ma
problem z niepohamowanym łaknieniem kapusty. Ale koktajle mleczne są
pełne cukru i tłuszczu, dwóch znaków firmowych wysokiej kaloryczności.
Osoby proszone o ocenę różnych produktów spożywczych pod kątem ich
potencjału uzależniającego i wywoływania napadów łakomstwa wskazują
przede wszystkim te, które zawierają mnóstwo składników bardzo
kalorycznych i wysokoprzetworzonych, jak na przykład ciastka, oraz sery
i wyroby mięsne102. A produkty wywołujące
najmniej zaburzeń odżywiania? Warzywa i owoce. To właśnie kaloryczność
może być przyczyną, dla której nie zakradamy się w nocy do kuchni, by
obżerać się brokułami.
Zwierzęta też nie mają w zwyczaju tyć na paszy, jaką powinny się
odżywiać. Istnieją potwierdzone doniesienia o przypadkach otyłości u wolno żyjących ssaków naczelnych, ale dotyczą one stada pawianów, które
nauczyły się buszować w śmietnikach domków turystycznych. Te
"śmieciożerne" zwierzęta ważyły o 50 procent więcej niż ich dziko
żerujący pobratymcy103. Z przykrością muszę
stwierdzić, że i my często dzielimy ich marny los i stajemy się otyli
wskutek żywienia się śmieciami. Przez miliony lat zanim nauczyliśmy się
polować, nasza biologia ewoluowała na liściach, korzonkach, pędach,
owocach i orzechach104. O ironio, nawet
kreacjoniści przyznają, że historia ludzkości zaczęła się w roślinnym
ogrodzie Edenu105. Może dobrze by nam zrobiło,
gdybyśmy wrócili do źródeł i skończyli z jedzeniem śmieci.
Toksyczne środowisko żywnościowe
Trudno jest odżywiać się zdrowo, gdy w twarz wieją nam tak silne wichry
ewolucji. Bez względu na stopień naszej wiedzy o żywieniu w obliczu
pizzy pepperoni dziedzictwo przodków wdrukowane w naszych genach wyje:
Zjedz to natychmiast!106. Każdy, kto wątpi w siłę podstawowych popędów biologicznych, powinien sprawdzić, jak długo
wytrzyma bez mrugania czy bez oddychania. Możemy świadomie wstrzymać
oddech, ale szybko ulegniemy przymusowi zaczerpnięcia powietrza. To, co
w medycynie nazywamy dusznością, określa się często jako brak powietrza.
Walka z oponką jest właśnie walką z biologią, a zatem otyłość nie jest
jakąś skazą moralną. Nie jestem w stanie dostatecznie mocno podkreślić,
że nadmierne tycie jest normalną, naturalną reakcją na nienormalną i nienaturalną wszechobecność napakowanych kaloriami, słodkich i tłustych
produktów żywnościowych.
Ocean niepotrzebnych kalorii, w którym się wszyscy nurzamy (i w którym
wielu z nas tonie), zyskał nazwę "toksycznego środowiska
żywnościowego"107. Ta nazwa ma na celu
przekierowanie sedna problemu z jednostki na oddziaływania społeczne, na
przykład na fakt, że przeciętne dziecko w ciągu roku bywa bombardowane
nawet 10 tysiącami reklam produktów spożywczych. Może zresztą powinienem
powiedzieć "reklam produktów pseudospożywczych", jako że 95 procent z nich okazało się reklamami słodyczy, słodkich napojów, płatków
śniadaniowych (oczywiście słodzonych) i fast foodów108.
Ale chwileczkę. Skoro tycie jest po prostu naturalną reakcją na łatwą
dostępność całych gór tanich smakowitych kalorii, to dlaczego nie
wszyscy są grubi? Cóż, w pewnym sensie prawie wszyscy. Oszacowano, że
ponad 90 procent dorosłych Amerykanów jest "nadmiernie otłuszczonych",
czyli ma na tyle dużo tkanki tłuszczowej, że może to zagrażać ich
zdrowiu109. Może to się zdarzyć również osobom,
których waga mieści się w normie (często z powodu zapasu tłuszczu
brzusznego), ale nawet jeśli patrzyć tylko na wyświetlacz na wadze,
widać, że nadwaga stała się normą. Krzywa dzwonowa pokazuje, że ponad 70
procent z nas waży za dużo. Trochę mniej niż jedna trzecia populacji,
osoby z prawidłową wagą, znajduje się po jednej stronie "dzwonu", i jedna trzecia po drugiej, z taką nadwagą, że klasyfikuje się jako
otyłość110.
Tylko że, wracając do początkowego pytania, jeśli istotnie problemem
jest jedzenie, to dlaczego nie każdy jest otyły? To tak, jakby pytać:
"jeśli rzeczywiście papierosy szkodzą, to czemu nie wszyscy palacze
chorują na raka płuca?". W tym właśnie miejscu szalę mogą przeważyć
predyspozycje genetyczne i inne czynniki środowiskowe111. Różni ludzie rodzą się z różną podatnością na
nowotwór, ale to nie znaczy, że palenie nie odgrywa kluczowej roli w wyzwalaniu tego, cokolwiek to jest, co stanowi nasze wrodzone ryzyko -?i to samo odnosi się do otyłości i toksycznego pożywienia. Możemy próbować
przesunąć punkt równowagi, rzucając palenie i zdrowiej się odżywiając.
Jeśli zamkniemy dwa tuziny ludzi w laboratorium i będziemy ich
wszystkich żywić jedzeniem o takiej samej -?nadmiernej -?kaloryczności,
to wszyscy przytyją, ale niektórzy bardziej niż inni. W jednym z takich
badań uczestnikom przez sześć dni w tygodniu podawano o 1000 kalorii na
dobę za dużo i po 100 dniach przyrosty wagi wahały się od 4 do 13 kg.
Niektórzy z nas są po prostu genetycznie bardziej podatni na tycie. Te
24 osoby zamknięte w laboratorium to było 12 par bliźniąt jednojajowych
i różnice w przyrostach wagi były u nich o jedną trzecią mniejsze niż
między uczestnikami niespokrewnionymi112.
Podobne badanie dotyczące redukcji wagi dzięki treningowi fizycznemu
dało analogiczne rezultaty113. Więc tak,
genetyka odgrywa istotną rolę, ale to tylko znaczy, że niektórzy muszą
się bardziej starać. Idealnie byłoby, gdyby odziedziczenie predyspozycji
do tycia nie stanowiło powodu do rezygnacji, ale motywowało do
dodatkowej pracy nad zmianą swojego losu.
Tuczenie wnuków w łonie matki
Bliźnięta jednojajowe mają nie tylko wspólne DNA: miały też wspólną
macicę. Czy może to być jedna z przyczyn ich metabolicznego
podobieństwa? Przekarmienie w życiu płodowym, czego dowodem jest
nietypowo duża waga urodzeniowa, wydaje się silnym predykatorem otyłości
w dzieciństwie i w późniejszym życiu114. Czy
chodzi o to, co mama jadła w czasie ciąży? A jak myślicie, kto ma
większy wpływ na wagę urodzeniową "dziecka z probówki" -?mama dawczyni,
która odpowiada za całe DNA, czy mama surogatka, która zapewnia
środowisko wewnątrzmaciczne? Gdy zbadano tę kwestię, wygrała macica. Nie
do wiary, ale dziecko bardzo szczupłej mamy biologicznej urodzone przez
otyłą mamę surogatkę ma większe ryzyko roztycia się niż dziecko tęgiej
mamy biologicznej urodzone przez smukłą surogatkę. Konkluzja naukowa
jest taka, że " dla wagi urodzeniowej istoty ludzkiej środowisko
stworzone przez matkę jest ważniejsze niż jej wkład genetyczny"115.
Najbardziej spektakularne dane pochodzą z badania porównującego częstość
występowania otyłości u dzieci tej samej matki, ale urodzonych przed i po jej operacji bariatrycznej (odchudzającej)116. W porównaniu z rodzeństwem, które przyszło na
świat po zabiegu, dzieci urodzone wtedy, gdy mama ważyła o 45 kg więcej,
miały większe ryzyko chorób zapalnych i zaburzeń metabolicznych, a co
najważniejsze trzykrotnie wyższe ryzyko ciężkiej otyłości (35 procent u urodzonych przed odchudzeniem matki w porównaniu z 11 procentami u urodzonych już po odchudzeniu). Zdaniem naukowców "te dane dobitnie
pokazują, że jeśli chcemy uniknąć przekazywania otyłości przyszłym
pokoleniom, profilaktyka i skuteczne leczenie otyłości są
fundamentalne"117.
Ale zaraz. Mama przed operacją i po niej miała takie samo DNA.
Przekazała potomstwu te same geny. W jaki sposób jej waga w czasie ciąży
mogła wpłynąć na zmianę przeznaczenia jej dzieci w aspekcie ciężaru
ciała? W końcu doszliśmy, jaki mechanizm za tym stoi: epigenetyka.
Epigenetyka, co dosłownie oznacza nadgenetykę, to jakby wierzchnia
warstwa dodatkowych informacji obudowujących sekwencję DNA; podlega ona
wpływom otoczenia i potencjalnie może być przekazywana dzieciom118. Uważa się, że odpowiada za "programowanie
rozwojowe"119 (zwane także metabolicznym
imprintingiem)120, do którego może dochodzić w życiu wewnątrzmacicznym w zależności od wagi matki, a nawet babki. Jako
że wszystkie komórki jajowe maleńkiej dziewczynki są już ukształtowane
przed jej narodzinami121, stan odżywienia matki
w czasie ciąży może mieć wpływ na ryzyko otyłości nawet u jej przyszłych
wnuków122. Tak czy owak, możecie sobie wyobrazić
to międzypokoleniowe błędne koło, gdzie otyłość powoduje otyłość.
Czy możemy coś na to poradzić? Cóż, kluczem może być zapobieganie. W świetle epigenetycznego znaczenia wagi matki w czasie ciąży sympozjum
ekspertów w dziedzinie pediatrii stwierdziło, że "planowanie ciąży z uwzględnieniem wcześniejszej optymalizacji wagi i stanu metabolicznego
matki stanowi bezpieczny sposób wprowadzania profilaktyki w miejsce
leczenia dziecięcej otyłości"123. Łatwiej
powiedzieć, niż zrobić, ale dla przyszłych mam z nadwagą pocieszający
może być fakt, że nawet te uczestniczki badania, które urodziły dzieci z trzykrotnie niższym ryzykiem otyłości, były jednak na ogół nadal
otyłe124, co wskazywałoby, że znacząca redukcja
wagi daje dobre efekty, nawet jeśli nie uda się zejść aż do normy.
Co się stało w latach 70.?
Wzrost kaloryczności amerykańskiej żywności, począwszy od lat 70. XX
wieku, aż nadto wystarczy za wyjaśnienie przyczyn epidemii otyłości125. Podobne piki kaloryczności obserwowano w krajach
rozwiniętych na całym świecie i szły one w parze126 oraz były najprawdopodobniej odpowiedzialne127 za poszerzanie się obwodów talii populacji tych
krajów. W roku 2000, jeśli wziąć pod uwagę także eksport, Stany
Zjednoczone produkowały dziennie 3900 kalorii dziennie na każdego
mężczyznę, kobietę czy dziecko -?niemal dwa razy tyle, ile wielu ludzi
potrzebuje128.
Trzeba powiedzieć, że w pierwszej połowie XX wieku ładunek kaloryczny
produktów spożywczych zmniejszył się, ale już w latach 70. zaczął
wzrastać do niespotykanych wcześniej wartości129. Ten spadek w pierwszej połowie stulecia
przypisano zmniejszeniu obciążenia ciężką pracą fizyczną. Konsekwencją
obniżenia zapotrzebowania na energię była zmiana sposobu odżywiania się
na mniej energetyczny. Obywatele po prostu nie potrzebowali aż tylu
kalorii. Ale wtedy podeszliśmy do punktu zwrotnego tak zwanego bilansu
energetycznego. (Bilans energetyczny to równowaga między liczbą kalorii
przyjętych a liczbą zużytych). Dlaczego zasada "ruszaj się mniej,
zachowaj szczupłą sylwetkę" obowiązująca przez większość stulecia
przekształciła się w zasadę "jedz więcej, przybieraj na wadze", która po
dziś dzień jest naszym przekleństwem?130. Co
takiego się zmieniło, czego skutkiem był ów zwrot?
Tym czymś była rewolucja w przemyśle spożywczym. W latach 60. jedzenie
na ogół przygotowywało się w domu. Przeciętna gospodyni domowa spędzała
wiele godzin dziennie na gotowaniu i sprzątaniu po posiłkach (przy
przeciętnym wyniku męża wynoszącym 9 minut)131.
Potem jednak nastąpiła głęboka transformacja. Postęp technologiczny w dziedzinie konserwowania i pakowania żywności pozwolił producentom na
masowe przygotowywanie i rozprowadzanie produktów gotowych do spożycia.
Tę przemianę porównuje się do zjawiska wcześniejszego o mniej więcej
wiek, gdy rewolucja przemysłowa zalała świat masową produkcją i dostawami gotowych wyrobów fabrycznych. Tym razem była to masowa
produkcja i dostawy żywności. Dzięki nowym środkom konserwującym,
sztucznym dodatkom smakowym i technikom takim jak głębokie mrożenie i pakowanie próżniowe producenci mogli skorzystać na efekcie skali132, jako że masowo wytwarzane gotowe, trwałe, smaczne
jedzenie zdobyło ogromną przewagę nad świeżymi i łatwo psującymi się
produktami133. Obecnie sam sektor opakowań
żywności stanowi odrębną gałąź przemysłu wartą wiele bilionów
dolarów134.
Pomyślcie tylko o kultowych w Stanach Zjednoczonych ciasteczkach
Twinkie. Przy odrobinie czasu i wysiłku każdy ambitny kucharz potrafiłby
wykreować we własnej kuchni miękkie ciastka nadziane kremem, ale dziś
można je kupić na każdym rogu za mniej niż dolara135. Gdybyśmy za każdym razem, kiedy zachce nam się
twinkie, musieli je sobie upiec, prawdopodobnie jedlibyśmy ich znacznie
mniej136.
Albo weźmy poczciwego ziemniaka. Przez długi czas byliśmy narodem
ziemniakożerców, ale zazwyczaj piekliśmy je lub gotowaliśmy. Każdy, kto
kiedykolwiek sam od początku do końca robił frytki, wie, jaka to
mordęga; całe to obieranie, krojenie, rozpryskujący się tłuszcz. Ale
dzięki obecnym wyszukanym możliwościom technicznym produkcja frytek
uległa centralizacji, tak że można je, zmrożone do minus czterdziestu
stopni, dostarczyć do dowolnej smażalni albo dowolnego działu mrożonek w supermarkecie, skutkiem czego stały się ulubionym warzywem Amerykanów.
Niemal za cały przyrost spożycia ziemniaków w ostatnich
dziesięcioleciach odpowiadają frytki i chipsy137.
Trudno nie zauważyć podobieństwa między tym przykładem a produkcją
papierosów. Przed wynalezieniem maszyny do ich skręcania robiło się to
ręcznie. Aby zrobić tyle samo papierosów, ile automat mógł wyprodukować
w zaledwie minutę, potrzeba było 50 robotników. W wyniku mechanizacji
ceny papierosów zleciały na łeb na szyję, a produkcja wystrzeliła, idąc
w miliardy138. Palenie papierosów, będące
stosunkowo niecodzienną rozrywką, stało się niemal powszechne. W XX
wieku zgodnie z raportem Naczelnego Lekarza Stanów Zjednoczonych z 1964
roku średnia liczba wypalanych sztuk per capita wzrosła z 54 do 4345
rocznie139. Przeciętny Amerykanin przeszedł od
palenia jednego papierosa tygodniowo do 70. To pół paczki dziennie.
Tytoń sam w sobie był tak samo uzależniający i przed, i po nastaniu ery
masowego handlu. To, co było nowe, to niska cena i powszechna
dostępność. Frytki zawsze były smaczne, ale z pozycji przysmaku
rzadkiego nawet w restauracjach stały się wszechobecne. Przypuszczalnie
znajdziecie je tuż obok stacji benzynowej, na której możecie też kupić
twinkie i papierosy. Jednak historia tych ciasteczek sięga roku 1930, a sprzedaż mrożonych frytek zaczęła się w latach 50. XX wieku140. A więc musi tu być jeszcze coś więcej niż po
prostu nowinki techniczne.
Wspólnicy przestępstwa
Nadmiar przyjmowanych kalorii, wystarczająco dobre wytłumaczenie
epidemii otyłości, należy przypisać w mniejszym stopniu zmianie ilości
spożywanego jedzenia, a w większym zmianie jego jakości, w tym eksplozji
tanich wysokokalorycznych, a mało wartościowych produktów. Do tego stanu
rzeczy w niemałym stopniu przyczynił się rząd federalny. Podatnicy
amerykańscy nieświadomie podarowali grube miliardy na wsparcie biznesów,
takich jak przemysł cukrowniczy, produkcja i przetwórstwo kukurydzy na
czele ze słynnym syropem o wysokiej zawartości fruktozy oraz przemysł
związany z uprawą soi, której plon w połowie służy jako surowiec do
produkcji oleju roślinnego, a w drugiej połowie jako tania pasza dla
zwierząt hodowanych na mięso do posiłku za dolara141. Kiedy ostatni raz jedliście sorgo? Ano właśnie.
Dlaczego więc prawie ćwierć miliarda dolarów rocznie z naszych podatków
idzie na produkcję sorgo?142 Jest to niemal w całości pasza dla zwierząt143. Stworzyliśmy
strukturę cenową faworyzującą wytwarzanie cukrów, olejów i produktów
zwierzęcych144.
Pierwsza federalna ustawa o rolnictwie pojawiła się jako środek
ratunkowy w czasie wielkiego kryzysu lat 30. XX wieku; miała ona chronić
drobnych farmerów, ale kolejne stawały się dojnymi krowami rolnictwa
przemysłowego i kiełbasą wyborczą w rękach polityków145. Polityka rolna w Stanach Zjednoczonych i Europie
została celowo nastawiona na obniżanie kosztów produkcji tego, co
najbardziej opłacalne, jak cukier, i podstawowych surowców spożywczych,
jak mięso, zboże, nabiał i jaja146. W grę
wchodzą grube pieniądze -?jak widać sprawa jest gruba pod każdym
względem. Na przykład od roku 1970 do 1994 światowe ceny wołowiny spadły
o ponad 60 procent147. Gdyby nie podatnicy
osładzający tę gorzką pigułkę miliardami dolarów rocznie148, bogaty we fruktozę syrop kukurydziany kosztowałby
producentów słodkich napojów gazowanych około 10 procent więcej149.
To między innymi z powodu dopłat mięso kurczaka jest tak tanie. Jedna z ustaw o rolnictwie wprowadziła subsydiowanie upraw kukurydzy i soi, tak
aby jej cena zeszła poniżej kosztów produkcji, dla pozyskania taniej
paszy dla zwierząt, czyli w praktyce podarowała branży drobiarskiej i wieprzowej po około 10 miliardów dolarów150. To
nie bagatela. To sprawa ogromnej wagi!
Całkiem dosłownie ogromnej wagi, ponieważ kompletnie zmieniła nasz
sposób odżywiania się. Częściowo dzięki subsydiom, w miarę jak epidemia
otyłości narastała, mięso, słodycze, jaja, oleje, nabiał i słodzone
napoje stawały się relatywnie tańsze (w stosunku do ogólnego indeksu cen
żywności), podczas gdy relatywny koszt świeżych owoców i warzyw podwoił
się151. Może ten fakt pozwoli zrozumieć,
dlaczego mniej więcej w tym samym okresie procent Amerykanów
spożywających pięć porcji owoców i warzyw dziennie obniżył się z 42 do
26152. Dlaczego zatem nie subsydiujemy płodów
rolnych? Bo nie tam są pieniądze.
Produkty nieprzetworzone lub minimalnie przetworzone, takie jak
konserwowana fasola lub przecier pomidorowy, w branży spożywczej są
określane jako surowce. Marża zysku, jaki przynoszą, jest tak niewielka,
że niekiedy sprzedaje się je po kosztach albo nawet poniżej kosztów,
jako promocje, dla przyciągnięcia klientów, w nadziei, że ci przy okazji
kupią produkty "o wartości dodanej"153, z których najbardziej opłacalne (i dla producentów, i dla sprzedawców) są
te maksymalnie przetworzone, tłuste, słodkie i słone mieszaniny
sztucznie przyprawionych, sztucznie barwionych i sztucznie tanich
składników, wszystko dzięki subsydiom pochodzącym z pieniędzy
podatników.
Różne produkty spożywcze przynoszą różne korzyści. Jeśli mierzyć zysk na
jednostkę powierzchni sprzedaży supermarketu, słodycze takie jak
czekoladowe batony niezmiennie utrzymują swoją pozycję wśród najbardziej
lukratywnych. Bardzo opłacalne są też przekąski takie jak chipsy
ziemniaczane i kukurydziane.
Frito-Lay, spółka zależna od PepsiCo, chełpi się, że jakkolwiek jej
produkty stanowią jedynie około 1 procenta całkowitej sprzedaży
supermarketowej, mogą jednak odpowiadać za ponad 10 procent zysku
operacyjnego i 40 procent wzrostu zysków154. Nie
jest więc niczym zaskakującym, że cały system jest nastawiony na
jedzenie najgorszej jakości, po prostu śmieci. Zwiększone spożycie
kalorii nie oznacza po prostu więcej jedzenia, ale więcej innego rodzaju
jedzenia. Okazuje się, że ponad połowa wszystkich kalorii spożywanych w Stanach Zjednoczonych przez większość dorosłych pochodzi z tych
subsydiowanych produktów, i wygląda na to, że nie wychodzimy na tym
dobrze. Ci, którzy jedzą ich najwięcej, mają znamiennie wyższe wartości
czynników ryzyka przewlekłych chorób, w tym podwyższony poziom
cholesterolu, markerów stanu zapalnego i masy ciała155.
Myślenie o motorach epidemii otyłości cechuje niemądra dychotomia:
cukier czy tłuszcz? Jedno i drugie jest mocno subsydiowane i jedno i drugie zrobiło zawrotną karierę w miarę rozwoju epidemii. Obok istotnego
wzrostu produkcji rafinowanych artykułów zbożowych narastaniu problemu
otyłości towarzyszył około 20-procentowy wzrost jednostek wagowych
dodawanych cukrów per capita i 36-procentowy wzrost ilości dodawanych
tłuszczów156 (głównie w postaci olejów157, za co prawdopodobnie w dużej mierze odpowiadają
smażone dania fastfoodowe i wysokoprzetworzone śmieciowe jedzenie)158. Zarówno dodane cukry, jak i dodane tłuszcze
stanowią obecnie główne źródło kalorii w pożywieniu Amerykanów159.
McRoyal
W latach 70. XX wieku rząd Stanów Zjednoczonych od subsydiowania
niektórych najgorszych rodzajów żywności przeszedł do wręcz płacenia
producentom za wytwarzanie ich w większych ilościach. W ciągu tego
dziesięciolecia doszło do zwrotu polityki rolnej; w miejsce długo
utrzymywanej strategii ograniczania produkcji i ochrony cen zaczęto
uzależniać wysokość wypłat od wydajności160.
Dodatkowe kalorie zaczęły po prostu zalewać produkty żywnościowe.
Następnie w roku 1981 dyrektor generalny General Electric wygłosił mowę,
w której zaprezentował światu model "wartości dla akcjonariuszy", w którym za podstawowy cel przedsiębiorstwa uznaje się maksymalizację
krótkoterminowego zysku inwestorów161. Skutkiem
był niebywały wzrost presji na producentów żywności na Wall Street, aby
co kwartał ogłaszali dalszy wzrost zysków i windowali ceny akcji. Rynek
i tak był już przesycony kaloriami, a oni musieli sprzedać jeszcze
więcej. To postawiło szefów firm w sytuacji niemal bez wyjścia. Nie jest
tak, że każdy z nich zaciera lepkie łapy z uciechy na myśl o zwabieniu
kolejnych Jasiów i Małgoś do chatek z piernika, gdzie czeka ich zguba.
Rzecz w tym, że potentaci żywnościowi nawet gdyby chcieli, nie mogliby
postępować uczciwie; mają zobowiązania wobec inwestorów. Gdyby przestali
kierować reklamy do dzieci albo spróbowali sprzedawać zdrowsze produkty
czy podjęliby jakiekolwiek inne kroki, które mogłyby ujemnie wpłynąć na
wzrost kwartalnego zysku, Wall Street mogłaby zażądać zmiany
kierownictwa162. Zdrowe odżywianie szkodzi
interesom. To nie jest jakiś gigantyczny spisek -?to nawet nie jest
niczyja wina. Tak po prostu działa system.
Nadwyżki rynkowe
Wobec nieustannych nacisków na wzrost wydajności i szybki zwrot
inwestycji na już przesyconym rynku przemysł żywnościowy musiał zrobić
coś, by ludzie więcej jedli. Tak jak wcześniej przemysł tytoniowy,
zwrócił się do speców od reklamy -?i to na wielką skalę163. Dziś na reklamę jednego rodzaju batona wydaje się
rocznie dziesiątki milionów dolarów164. Sam
McDonald's co roku przeznacza na nią miliardy165. Jak dotąd żaden inny sektor gospodarki nie
zainwestował w reklamę tyle, co przemysł żywnościowy166. Deregulacja ery Reagana zniosła limity na
marketing produktów żywnościowych w programach telewizyjnych dla
dzieci167. A oprócz 10 tysięcy reklam rocznie,
jakie dzieci mogą obejrzeć w telewizji168, są
jeszcze reklamy w internecie, w druku, w szkole, w telefonach, w kinie i wszędzie pomiędzy169. Niemal wszystkie
prezentują produkty groźne dla zdrowia170.
Pomijając to, jak wczesna jest to ekspozycja i jak gigantyczna jej
skala171, a także wszechobecność reklam
żywności, stały się one na dodatek niezwykle wyrafinowane. Dzięki pomocy
psychologów dziecięcych firmy uczą się, jak najlepiej oddziaływać na
dzieci, by te manipulowały rodzicami. Opakowania są projektowane z myślą
o możliwie najskuteczniejszym przyciągnięciu uwagi dziecka, a produkty
wykładane na sklepowych półkach na wysokości dziecięcych oczu172. Znacie te charakterystyczne kopułki na sufitach
supermarketów? Montuje się je nie tylko z myślą o złodziejach. Kamery o obwodzie zamkniętym i urządzenia typu GPS na wózkach sklepowych służą do
tworzenia strategii prowadzenia klienta do najbardziej zyskownych
towarów173. W celu stymulowania impulsywnych
zakupów stosuje się metody psychologii behawioralnej, a nawet
technologie śledzenia ruchów gałek ocznych174.
Bezprecedensowy wzrost potęgi, zasięgu i finezji reklamy żywności, który
datuje się mniej więcej od 1980 roku, koresponduje z szybkim narastaniem
epidemii otyłości. Od tego czasu niektóre techniki, takie jak lokowanie
produktu, reklamy w szkole czy sponsorowanie imprez, które startowały
praktycznie od zera, przekształciły się w wielomiliardowe branże.
Doprowadziło to przynajmniej jednego znanego ekonomistę do konkluzji, że
"najbardziej oczywista interpretacja niekompletnych danych, jakimi
dysponujemy, jest taka, iż masowe szerzenie się otyłości należy
przypisać marketingowi"175. Innowacyjne metody
produkcji i manewry polityczne spowodowały, że nasze pożywienie pęka w szwach od kalorii; na każdego z nas wypada ich niemal cztery tysiące
dziennie. Ale krytyczne znaczenie miał chyba rozwój marketingowych
manipulacji stosowanych w celu wepchnięcia nam tej nadwyżki do ust176.
Ucztowanie
Raport National Academy of Medicine dotyczący zagrożeń spowodowanych
reklamą żywności otwiera stwierdzenie: "Marketing działa"177. Tak, istnieje wiele dobrze przeprowadzonych
randomizowanych badań, które mógłbym tu przywołać, pokazujących, jak
ekspozycja na reklamę i inne metody marketingowe zmieniają nawyki
żywieniowe i sprawiają, że ludzie jedzą więcej178, ale czy rzeczywiście musimy wiedzieć coś ponad
to, że przemysł spożywczy przeznacza na nie dziesiątki miliardów
dolarów?179 Czy myślicie, że Coca-Cola wydałaby
na nakłanianie ludzi do picia jej brązowego płynu choć o jeden grosz
więcej, gdyby nie uważała tego za konieczne? To tak, jak moi koledzy
lekarze, którzy przyjmują zaproszenia przedstawicieli firm
farmaceutycznych do restauracji, ale obrażają się na sugestię, że może
to mieć wpływ na leki, jakie przepisują. Czy naprawdę sądzą, że firmy
farmaceutyczne działają w sektorze rozdawania pieniędzy za nic? Gdyby to
nie działało, to by tego nie robili. Nie ma czegoś takiego, jak darmowy
lunch.
Dla lepszego zilustrowania podstępnej istoty marketingu pozwolę sobie
przytoczyć interesujący artykuł opublikowany w "Nature", jednym z najważniejszych na świecie180 pism naukowych.
Zatytułowany In-Store Music Affects Product Choice (Wpływ muzyki
odtwarzanej w sklepie na wybory klientów) opisuje eksperyment, w którym
w dziale win sklepu spożywczego w naprzemienne dni w tle rozbrzmiewał to
francuski akordeon, to niemiecka muzyka biesiadna181. W dni, gdy tłem była muzyka francuska, ludzie
trzy razy częściej wybierali francuskie wina, a w dni muzyki niemieckiej
-?kupujący trzy razy częściej decydowali się na wina niemieckie.
Pomijając spektakularny efekt -?nie była to wszak kilkuprocentowa
różnica, a całkowite odwrócenie trzykrotnej przewagi -?ciekawe jest to,
że ogromna większość klientów zagadniętych po dokonaniu zakupu
zaprzeczała, by muzyka miała jakikolwiek wpływ na ich wybory182.
Jak dzieciak w sklepie ZE SŁODYCZAMI
Oprócz 10 miliardów dolarów rocznie na reklamę przemysł spożywczy wydaje
kolejne 20 miliardów na inne formy marketingu, takie jak targi żywności,
motywowanie, akcje promocyjne i opłaty półkowe w supermarketach183, czyli wykupywanie przez firmy z branży żywności i napojów atrakcyjnych powierzchni na półkach sklepowych dla swoich
najbardziej zyskownych produktów. Muszą więc walczyć między sobą o ekspozycję na wysokości oczu kupujących, a przegrywający "zostaje
zepchnięty z klifu"184. Jeśli opłaty półkowe w zależności od towaru, sprzedawcy czy miasta sięgają 20 tysięcy
dolarów185, to możecie sobie wyobrazić, jakich
produktów dotyczy to specjalne traktowanie. Mała podpowiedź: nie są to
brokuły.
Aby zorientować się, jakie produkty zasługują na najbardziej atrakcyjną
lokalizację, nie trzeba zapuszczać się dalej niż strefa kas. "Kluczowe
znaczenie ma promocja produktów generujących najwyższy zysk w każdym
ciągu komunikacyjnym", uczy poradnik najlepszych praktyk optymalnej
promocji w strefie kas. A jakie produkty generują najwyższy zysk?
Słodycze i napoje. Ewidentnie nawet wzrost sprzedaży towarów z tej
kategorii o 1 procent może przynieść sklepowi dodatkowe 15 250 dolarów
rocznie186. Rzecz nie w tym, że supermarketów
nie obchodzi zdrowie klientów. Raczej w tym, że firmy, których akcje
znajdują się w publicznym obrocie (czyli większość wiodących sieci
handlowych), są zmuszane do zwiększania zysków bez oglądania się na
jakiekolwiek inne względy187.
Skuteczność odwracania uwagi
Wszyscy lubimy wierzyć, że ważne życiowe decyzje, na przykład co
będziemy jeść, podejmujemy świadomie i racjonalnie. Gdyby tak było
rzeczywiście, nie tkwilibyśmy w samym środku epidemii otyłości188. Jak to analizuję w rozdziale na temat
kształtowania nawyków, większość naszych codziennych zachowań nie wydaje
się podyktowana wnikliwymi i rozważnymi przemyśleniami. Mamy skłonności
do decydowania bardziej odruchowego, impulsywnego, sprowokowanego przez
czynniki, których sobie nie uświadamiamy, albo pod wpływem nawykowych
wzorców -?zwłaszcza gdy jesteśmy zmęczeni, zestresowani albo czymś
zaabsorbowani. Uważa się, że nieświadome części mózgu sterują ludzkimi
zachowaniami aż w 95 procentach189, i to właśnie
jest ten obszar, w którym odchodzi większość brudnej roboty manipulacji
marketingowych.
Te części mózgu, które zarządzają świadomością, przypuszczalnie są w stanie przetworzyć mniej więcej 50 bitów informacji na sekundę, co z grubsza biorąc, odpowiada jednemu krótkiemu tweetowi. Z drugiej strony
ocenia się, że cały nasz potencjał poznawczy pozwala na przetworzenie
ponad 10 milionów bitów na sekundę. Ponieważ świadomie i celowo możemy
przetworzyć tylko dość ograniczoną liczbę informacji na jednostkę czasu,
nasze decyzje stają się jeszcze bardziej impulsywne, jeśli nasza uwaga
ulegnie rozproszeniu czy też z jakichkolwiek powodów nie jesteśmy zdolni
się skoncentrować190. Elegancką ilustrację tego
efektu "przeciążenia poznawczego" stanowi doświadczenie z sałatką
owocową i ciastem czekoladowym.
Dziś, żeby zatelefonować, wystarczy dotyk albo głos, ale zanim to
nastąpiło, za koncepcją siedmiocyfrowego numeru telefonu stała częściowo
najdłuższa sekwencja, jaką potrafi zapamiętać większość ludzi. Wygląda
na to, że w bezpośredniej krótkoterminowej pamięci jesteśmy w stanie
zatrzymać około siedmiu elementów informacji (plus minus dwa)191. A więc plan był taki: podzielić ludzi losowo na
grupy, z których jedna miała do zapamiętania i odtworzenia w innym
pomieszczeniu siedem cyfr, a druga dwie cyfry. Gdy uczestnicy
doświadczenia przechodzili korytarzem z jednego pokoju do drugiego,
oferowano im do wyboru sałatkę owocową lub kawałek ciasta czekoladowego.
Zapamiętanie dwóch cyfr jest łatwe i zapewne nie angażuje zbyt wielu
rezerw poznawczych. Większość osób, które miały do zapamiętania dwie
cyfry, wybierała sałatkę owocową. W obliczu tego samego wyboru większość
z tych, którzy mieli utrzymać w głowie siedem cyfr, sięgała po
ciasto192.
W realnym świecie ta prawidłowość może działać na rzecz potencjalizacji
efektywności reklamy. Jeśli ludzie będą oglądać program telewizyjny
przerywany reklamami niezdrowych smakołyków, zjedzą ich -?nie ma w tym
nic zaskakującego -?więcej w porównaniu z osobami oglądającymi reklamy
produktów innych niż spożywcze. A może i jest w tym coś zaskakującego.
Wszyscy lubimy mieć poczucie, że panujemy nad sytuacją i nie dajemy sobą
łatwo manipulować. Sęk w tym, że być może jesteśmy tym bardziej podatni
na wpływy, im mniej zwracamy na nie uwagę. Jeśli te same zadania
pamięciowe (zapamiętanie dwóch lub siedmiu cyfr) przydzielimy losowo
ludziom oglądającym telewizję, efekt przypływu łakomstwa jest zwiększony
u tych, którzy byli bardziej zaabsorbowani193. U ilu z nas włączony telewizor nadaje w tle, ilu z nas wykonuje różne
zadania w przerwie na reklamy? Powyższe badanie wskazuje, że takie
postępowanie zwiększa naszą skłonność do ulegania podszeptom godzącym w nasz zdrowy rozsądek.
Cóż za paradoks! W odpowiedzi na apele o nałożenie restrykcji
marketingowi wymachuje się często sztandarem wolności. Ale co to
właściwie znaczy w świetle badań naukowych pokazujących, jak łatwo jest
bez udziału naszej świadomości oddziaływać na rzekomo wolne dokonywane
przez nas wybory?194 Senior policy researcher z firmy RAND Corporation posunął się nawet do twierdzenia, że zważywszy na
groźne konsekwencje zdrowotne naszych niezdrowych nawyków żywieniowych,
przebiegłe manipulacje marketingowe "powinno się postrzegać tak samo jak
niewidoczne karcynogeny i toksyny znajdujące się w powietrzu i wodzie i zatruwające nas bez naszej wiedzy195".
Pasywna nadkonsumpcja
Producenci żywności i napojów przedstawiają wagę ciała jako kwestię
osobistego wyboru. Ale nawet wtedy, gdy nic nie odwraca naszej uwagi,
siła oddziaływania środowiska, w którym wszystko zdaje się mówić "zjedz
coś", może niekiedy przełamać świadomą kontrolę196. Wystarczy rozejrzeć się po sali na zjeździe
dietetyków, by stwierdzić, że nawet profesjonaliści bywają podatni na
agresywną reklamę wszechobecnych, smakowitych, tanich i gotowych do
spożycia kalorii. Widać stąd, że zachowania związane z jedzeniem mają
pewne aspekty, które stoją w sprzeczności z osobistymi przekonaniami,
ale przemykają się poniżej zasięgu radaru czujnej świadomości197. Fizjologowie łaknienia nazywają efekt tych
podświadomych działań pasywną nadkonsumpcją198.
Pamiętacie ten skan mózgu, w którym myśl o mlecznym koktajlu wzbudza te
same szlaki układu nagrody, co wideo przedstawiające palenie cracku u narkomana czy zapach whisky u alkoholika? Tę reakcję wywołuje sam obraz
słodkiego shake'a. Rozum wie, że to tylko obraz, ale gadzi mózg widzi
zbawienie. Wydziela się dopamina, uaktywnia się łaknienie i już mamy
motywację do konsumpcji. To po prostu odruch, nad którym najwyraźniej
mamy niewielką kontrolę i właśnie dlatego specjaliści od marketingu
dbają o to, by te i inne podobne obrazy znajdowały się wszędzie199.
Zachowywanie równowagi między przyjętymi a wydatkowanymi kaloriami może
się wydawać ciągiem świadomie kontrolowanych autonomicznych decyzji, ale
niewykluczone, że bliżej mu do takich funkcji cielesnych jak mruganie,
oddychanie, kaszel, przełykanie czy sen. Możemy się starać uzyskać nad
nimi władzę, ale zasadniczo przeważnie następują automatycznie, zgodnie
z pradawnymi skryptami200.
Proporcje porcji
Ocenia się, że w ciągu każdych dowolnie wybranych 2 dni połowa
amerykańskich dzieci zjada coś, co kwalifikuje się jako fast food201. Choć spożycie fast foodów próbuje się powiązać z przybierającą na sile plagą otyłości202, może
ona być tylko markerem ogólnego sparszywienia sposobu żywienia203. Gotowe zestawy i gigantyczne porcje nie są
zastrzeżone dla sektora fast foodów. Wielkości porcji powiększyły się w całej branży restauracyjnej.
W porównaniu z pierwszymi, tymi z roku 1955, rozmiary burgerów, porcji
frytek i napojów wzrosły o 250-500 procent204.
Ale ogromne posiłki są wszędzie -?muffinki o wadze 200 gramów205, ponadpółkilogramowe steki206, talerze, które spokojnie mogą pomieścić kilogram
pasty z sosem Alfredo207. A widzieliście, jak
gigantyczne potrafią być dzisiejsze batony czekoladowe? W kinie średnia
porcja popcornu może odpowiadać prawie 4 litrom tłustych ziaren i 1000
kalorii208.
Jaki jest udział tych rozrastających się rozmiarów w rozrastaniu się
naszych wymiarów? Aby zasłużyć na tytuł wiarygodnego winowajcy kryzysu
otyłości, potencjalne czynniki sprawcze powinny nie tylko wykazywać
korelację czasową z narastaniem epidemii, ale także mieć udowodniony
wpływ na przyrost wagi. Wzrost rozmiarów porcji istotnie zdaje się
korelować z narastaniem otyłości, ale dane eksperymentalne są niezbyt
liczne209. Manipulacja wielkością porcji w trakcie posiłku czy w ciągu całego dnia może z pewnością wpłynąć na
całkowite spożycie210, choćby dlatego, że duże
porcje skłaniają ludzi do jedzenia szybszego i większymi kęsami211. Najdłużej trwające badanie tego przedmiotu, jakie
udało mi się znaleźć, trwało 11 dni. Jednak w tym czasie zwiększenie
porcji o 50 procent powodowało wzrost spożycia o ponad 400 kalorii
dziennie. Co najistotniejsze, efekt ten utrzymał się przez cały okres
trwania doświadczenia i w miarę upływu czasu nie wydawał się słabnąć, co
sugeruje, że zaokrąglanie porcji w górę może istotnie prowadzić do
zaokrąglania się naszych sylwetek212.
Oczywiście nie bez znaczenia jest też to, czym się przejadamy. Niektóre
produkty spożywcze, na przykład wiele warzyw, ma tak niską kaloryczność,
że zanim człowiek się nimi przeje, zmęczy się żuciem. Żeby móc w ogóle
zacząć się martwić przedawkowaniem kapusty, musiałby jej zjeść pełne
taczki. Ten efekt wielkości porcji wykorzystuje się w celu promowania
zdrowszych nawyków żywieniowych -?przez serwowanie dodatkowych
warzyw213. A więc, jak napisał jeden z najważniejszych badaczy problemu otyłości214,
"rada, by jeść po prostu wszystkiego mniej, niekoniecznie przyniesie
pożądany skutek". Nie apelujemy o kupowanie minimarchewek i pomidorków
koktajlowych. Rozmiar ma znaczenie, ale bardziej istotna jest zawartość.
Codziennie wkraczamy do jaskini lwa
Wszechobecne są nie tylko reklamy jedzenia, ale także samo reklamowane
jedzenie. W latach 70. i 80. XX wieku gwałtownie wzrosła rozmaitość
punktów, w których można kupić produkty spożywcze215 i w efekcie teraz na każdym kroku jesteśmy
narażeni na fale dopaminy i sztucznie wystymulowany głód216. Łakocie można znaleźć przy kasach na stacjach
benzynowych, w aptekach, księgarniach i sklepach, w których dawniej
sprzedawano ubrania, narzędzia, materiały budowlane czy artykuły
wyposażenia wnętrz. Największym amerykańskim sprzedawcą żywności jest
Walmart217.
W naszej kulturze akceptowalne stało się jedzenie w każdych
okolicznościach -?w samochodzie, na ulicy, przy biurku, nawet w zatłoczonym autobusie. Staliśmy się społeczeństwem podjadających218. Automaty z przekąskami są wszędzie. Od końcówki
lat 70. XX wieku dzienna liczba szeroko rozumianych posiłków zwiększyła
się o około 25 procent, od czterech do pięciu, co w przełożeniu na
kaloryczność potencjalnie skutkuje aż dwukrotnym wzrostem, a to dlatego,
że coraz większa jest też ich objętość219. Ten
gigantyczny nadmiar kalorii, który sprawia, że mówimy o epidemii,
wystarczająco tłumaczą same spożywane przez nas przekąski i słodkie
napoje220.
A teraz pomyślcie o dzieciach. Oto my robimy, co możemy, by wykształcić
u nich zdrowe nawyki, karmimy je tym, co najzdrowsze, a potem
wypuszczamy je w świat, gdzie czyha na nie prawdziwe tornado
bezwartościowego jedzenia i krętackich przekazów. Jak to słusznie
napisał autor komentarza w "The New England Journal of Medicine",
dlaczego całą naszą pracę nad ustrzeżeniem "dzieci przed groźnymi dla
życia chorobami miałyby torpedować masowe kampanie reklamowe producentów
śmieciowej żywności"?221 Obecnie pediatrów
zachęca się, by podczas wizyty profilaktycznej podejmowali "rozmowę o frytkach" już z rodzicami rocznych dzieci, a nie, jak dotąd, by czekali
z tym, aż dziecko będzie miało 2 lata222. A nawet i to może być za późno. Dwie trzecie maluchów dostaje śmieciowe
jedzenie jeszcze przed pierwszymi urodzinami223.
Być może najlepiej ujął to dr David L. Katz w "Harvard Health Policy
Review":
Ludzie, którzy upierają się, że pomimo całej presji środowiskowych pokus
odpowiedzialność za ostateczny efekt jest kwestią osobistą lub spoczywa
na rodzicach, powinni zastanowić się nad możliwymi implikacjami
uogólnienia tej zasady. Może w takim razie nie należy od dzieci wymagać,
a jedynie zachęcać je, by co rano szły do szkoły, i dopuszczać inne
kuszące możliwości, na przykład cyrk, zoo albo plaża?224
Czy to przez grube ryby biznesu spożywczego jesteśmy coraz grubsi?
Plaga zgonów związanych z paleniem tytoniu nie jest wyłącznie efektem
masowej produkcji i reklamy tanich papierosów. Firmy tytoniowe aktywnie
starają się uczynić swoje produkty możliwie najbardziej pożądanymi -?na
przykład spryskując arkusze tytoniowe nikotyną i dodatkami w rodzaju
amoniaku, by kop nikotynowy był jeszcze silniejszy225. Branża spożywcza zatrudnia inżynierów smaku w podobnym celu: dla zmaksymalizowania nieodpartego powabu swoich wyrobów.
Smak jest najważniejszym z czynników decydujących o wyborze
jedzenia226. Sól, cukier i tłuszcz to trzy
wskazania kompasu na drodze do stworzenia "superstymulującej"
"hiperpyszności", która będzie kusiła ludzi do impulsywnych zakupów i kompulsywnego jedzenia227. Produkty spożywcze
projektuje się z rozmysłem, z intencją podłączenia się do naszych
ewolucyjnych mechanizmów spustowych i przełamania wszelkich
biologicznych barier chroniących nas przed przekraczaniem granic
rozsądku w konsumpcji228.
Wielcy producenci żywności to wielkie pieniądze. Sam przemysł żywności
przetworzonej przynosi rocznie ponad 2 biliony dolarów229. Dzięki takiej sile ekonomicznej stać ich na
manipulowanie czymś więcej niż upodobania smakowe: mogą także wpływać na
politykę społeczną i badania naukowe. Branża spożywcza, alkoholowa i tytoniowa stosują tę samą niesympatyczną taktykę: blokują regulacje
prozdrowotne, przeciągają na swoją stronę organizacje zawodowe, tworzą
grupy nacisku i zniekształcają przekaz naukowy230. Nic dziwnego, skoro tyle jest między nimi
korporacyjnych powiązań -?na przykład w swoim czasie papierosowy gigant
Philip Morris był też właścicielem zarówno Krafta, jak i Miller
Brewing231.
W roku 2009 branża spożywcza, by zyskać wpływ na procesy stanowienia
prawa, wydała ponad 50 milionów dolarów na zatrudnienie 350 lobbystów, w większości byłych urzędników państwowych wysokiego szczebla, którzy
najpierw mieli możliwość wspierania interesu korporacji od wewnątrz, a po zakończeniu pracy "w służbie cywilnej" byli wynagradzani ciepłymi
posadkami w lobbingu232. Jest to przykład tak
zwanego zjawiska drzwi obrotowych -?między przemysłem a jego
regulatorami.
W kolejnym roku przemysł spożywczy wzbogacił się o nową broń -?kij na
dodatek do wszystkich już posiadanych marchewek. Dwudziestego pierwszego
stycznia 2010 orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie Citizens United
stosunkiem głosów pięć do czterech zezwoliło korporacjom na wydatkowanie
nieograniczonych sum pieniężnych na kampanie reklamowe miażdżące
każdego, kto odważyłby się im przeciwstawić233.
Nic więc dziwnego, że nasi wybieralni wysocy urzędnicy tak starannie
unikali konfrontacji234, godząc się na rząd
wielkich koncernów spożywczych stworzony przez wielkie koncerny
spożywcze i dla wielkich koncernów spożywczych235.
W skali globalnej mamy do czynienia z analogiczną dynamiką. Słabo
słyszalne apele środowisk związanych ze zdrowiem publicznym o dobrowolne
przestrzeganie standardów spotykają się nie tylko ze wściekłym oporem
przeciwko istotnym zmianom236, ale także
ponadnarodowymi sojuszami handlu i zagranicznych inwestycji mającymi na
celu wmurowanie ochrony zysków przemysłu spożywczego w systemy prawne
poszczególnych krajów237.
Korupcjogenny wpływ reklamy rozciąga się nawet na organizacje medyczne.
Pamiętne z udziału w dawnych reklamach papierosów238 American Association of Family Physicians
(Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy Rodzinnych) przyjęło miliony od
Coca-Cola Company, częściowo po to, by konsekwentnie "rozwijać program
edukacji konsumentów w dziedzinie napojów i substancji słodzących239. Gdy American Academy of Pediatrics (Amerykańska
Akademia Pediatrii) została wywołana do tablicy za wychwalanie nowo
zawartego korporacyjnego przymierza z Coke i "nieocenionego
zaangażowania firmy w sprawę zdrowia dzieci" 240
, wiceprzewodniczący wykonawczy AAP próbował uciszyć protesty,
tłumacząc, że związek ten nie jest niczym bezprecedensowym, bo przecież
American Academy of Pediatrics miała już za sobą współpracę z Pepsi i McDonald's241.
Na pierwszej linii frontu do maskowania przekazu firmy używane są
fałszywe ruchy oddolne. Śladem stworzonej przez R.J. Reynoldsa
organizacji Get Government Off Our Back (Niech Rząd się od Nas Odczepi),
której celem było zwalczanie regulacji prawnych produkcji tytoniu,
kroczy przykrywkowa Americans Against Food Taxes (Amerykanie Przeciwko
Opodatkowaniu Produktów Spożywczych), która równie dobrze mogłaby się
nazywać Food Industry Against Food Taxes (Przemysł Spożywczy Przeciwko
Opodatkowaniu Produktów Spożywczych)242. Siła
formacji przykrywkowych jest tak duża, że była w stanie połączyć dwójkę
zaciekłych rywali biznesowych, Sugar Association (Związek Producentów
Cukru) i Corn Refiners Association (Związek Producentów Syropu
Kukurydzianego), i skłonić ich do sojuszu z American Beverage
Association (producentami napojów) i National Confectioners Association
(związkiem cukierników); wszyscy razem zgodnie występują jako Americans
for Food and Beverage Choice243 (Amerykanie na
rzecz Wolności Wyboru Żywności i Napojów).
Inna wypróbowana taktyka przemysłu tytoniowego244: wykorzystywanie pseudonaukowych przykrywek
takich jak Global Energy Balance Network Coca-Cola do podważania nauki
poprzez wpływanie na kształt245 badań naukowych
lub utrudnianie246 tych, które mogłyby nie
posłużyć celom korporacji. Jednym z wielu przykładów jest historia
tłuszczów trans. Producenci żywności nie tylko długo zaprzeczali, że
tłuszcze trans niosą ze sobą ryzyko choroby247,
ale aktywnie uciszali pytania248 i dyskredytowali ustalenia naukowe249.
Według niektórych ocen globalne śmiertelne żniwo produktów spożywczych
bogatych w tłuszcze trans, tłuszcze nasycone, sól i cukier to 14
milionów zgonów. Rocznie250. To, że żadne
państwo na świecie nie jest zdolne odwrócić tej fali, "nie wynika stąd,
że poszczególnym ludziom brak silnej woli", stwierdziła dyrektor
generalna Światowej Organizacji Zdrowia251.
"Wynika z braku woli politycznej, by przeciwstawić się potężnemu
przemysłowi produkcji żywności i napojów" 252 .
Swoje przemówienie programowe wygłoszone przed National Academy of
Medicine, a zatytułowane Otyłość i cukrzyca: katastrofa w zwolnionym
tempie, zakończyła tymi słowami: "Interes publiczny musi mieć
pierwszeństwo przed interesem korporacji" 253 .
Po prostu nie możemy tak jeść
W kwestii przyczyn epidemii otyłości istnieje coś w rodzaju sztucznie
wykreowanej niejasności. W dużych badaniach pojawiają się sformułowania,
że są one "niezmiernie złożone" i "szalenie trudne do rozwikłania"254. Ja natomiast po przejrzeniu dostępnego
piśmiennictwa nie widzę tu jakiejś wielkiej tajemnicy.
Przyczyną jest jedzenie.
Próby ściemniania -?wyciąganie mnóstwa niezbyt przekonujących wyjaśnień
typu siedzący tryb życia albo brak wewnętrznej dyscypliny -?służą
bardziej producentom i marketingowi niż zdrowiu publicznemu i obronie
prawdy255. Zapytany o rolę gastronomii w epidemii otyłości, przewodniczący National Restaurant Association
(Narodowego Związku Restauratorów) odpowiedział: "Z samego faktu
dysponowania elektrycznością nie wynika jeszcze, że mamy się zabijać
prądem"256. Owszem, ale duża część branży
spożywczej, praktycznie biorąc, wprowadza elektrody do ośrodków nagrody
w naszych mózgach, by aplikować nam wstrząsy porażające i niszczące
samokontrolę.
Postęp techniczny w zakresie przetwarzania i pakowania produktów w połączeniu z polityką rządu i hojnym rozdawnictwem, które zapewniało
"kompleksowi przemysłu spożywczego"257 dostęp do
tanich towarów, doprowadził do zalewu rynku gotowymi do zjedzenia,
gotowymi do podgrzania lub gotowymi do wypicia artykułami żywnościowymi.
Dla ukojenia nerwów niecierpliwych inwestorów marketing stał się jeszcze
powszechniejszy i bardziej sugestywny. Wszystkie te czynniki wiązało
tajne przymierze na rzecz wypracowania niczym nieograniczonego dostępu
do obfitości wygodnego w użyciu, taniego, wysokokalorycznego pożywienia,
często rozmyślnie zaprawianego dodatkami chemicznymi, by było
hiperstymulująco słodkie lub pikantne, ale bardzo słabo sycące.
W miarę jak grzęźniemy coraz głębiej w ruchomych piaskach kalorii,
musimy zużywać coraz więcej i więcej energii mentalnej, by dać odpór
nieustającemu bombardowaniu reklamami i przewijającej się przed naszymi
oczami wystawie kuszących smakołyków dostępnych na wyciągnięcie ręki
przez 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu258.
Rynek zalewa obecnie tyle jedzenia, że większość z tego trafia na
śmietnik. Skala marnotrawienia żywności od lat 70. XX wieku stopniowo
wzrosła o około 50 procent259. Cóż, może lepiej
niech idzie na wysypisko, niżby miała przepełniać nasze żołądki. Zbyt
często "żywot półkowy" tych tanich tuczących produktów zdaje się mieć
większe znaczenie niż życie ludzkie.
Ale przecież nieboszczycy nie jedzą. Czy więc firmy produkujące żywność
nie mają ukrytego interesu w utrzymywaniu konsumentów w dobrym stanie
zdrowia? Takie pytanie ujawnia fundamentalne niezrozumienie, jak
funkcjonuje system. Pierwszym obowiązkiem spółki publicznej jest
dostarczenie zwrotu inwestorom. Zwróćcie uwagę, że wyroby przemysłu
tytoniowego zabijają co drugiego spośród ich najbardziej lojalnych
użytkowników260. Nie chodzi o satysfakcję
klientów, ale o satysfakcję akcjonariuszy. Klient jest zawsze na drugim
miejscu.
Tak samo, jak przyrost wagi można uznać za absolutnie naturalną reakcję
na sprzyjające tyciu środowisko, rządy i firmy reagują w sposób
najzupełniej normalny na polityczne i ekonomiczne realia naszego
systemu261. Czy przychodzi wam do głowy choć
jedna ważna gałąź gospodarki, która odniosłaby korzyść, gdyby ludzie
jedli mniej chłamu? "Z pewnością nie rolnictwo, przetwórstwo żywności,
handel, gastronomia, branża dietetyczna czy farmaceutyczna", napisała w artykule wstępnym w "Science" profesor emeritus Marion Nestle, gdy była
szefową wydziału nauk o żywieniu na New York University. "Wszystkie te
dziedziny kwitną, gdy ludzie jedzą więcej, i wszystkie zatrudniają armię
lobbystów w celu zniechęcania rządu, by coś w tej kwestii zmienił"262.
Skoro więc częścią problemu jest tanie i dostępne smaczne jedzenie, czy
rozwiązanie stanowi jedzenie, które trudno kupić, a przy tym jest
nieapetyczne i drogie? Czy może istnieje sposób, by czerpać to, co
najlepsze z każdej opcji -?posiłki łatwe do przyrządzenia, zdrowe,
pyszne, sycące, które w dodatku pomagają zrzucić wagę?
Aby się tego dowiedzieć, napisałem tę książkę.
SKUTKI
Upiorne abecadło
Największe dotychczas przeprowadzone badanie skutków zdrowotnych nadwagi
objęło analizą dane ponad 50 milionów ludzi z niemal 200 krajów i wykazało, że nadmierna masa ciała przyczynia się do przedwczesnej
śmierci około czterech milionów osób rocznie. Większość z tych zgonów
powodują choroby układu sercowo-naczyniowego, ale naukowcy znaleźli też
"przekonujące" bądź "prawdopodobne" argumenty wiążące otyłość z dobrymi
20 innymi schorzeniami263 -?istne ABC
potencjalnych problemów zdrowotnych.
A jak artretyzm
W abecadle zdrowotnych konsekwencji otyłości "A" odnosi się do
rozmaitych postaci zapalenia stawów. Otyłość może zaostrzać
reumatoidalne zapalenie stawów264 i zwiększać
ryzyko innej zapalnej choroby stawów265, dny
moczanowej zwanej dawniej podagrą albo "chorobą królów" jako spowodowaną
zbyt wystawnym sposobem odżywiania się. Jednak najbardziej
rozpowszechnioną chorobą stawów na świecie jest choroba
zwyrodnieniowa266, a otyłość może być jej
głównym modyfikowalnym czynnikiem ryzyka267.
Choroba zwyrodnieniowa powstaje, gdy chrząstka tworząca warstwę ochronną
na powierzchniach stawowych kości niszczeje szybciej, niż organizm jest
w stanie ją zregenerować268. Najczęściej atakuje
stawy kolanowe, co prowadzi do założenia, że ów związek z otyłością
sprowadza się do nadmiernego obciążenia stawów dodatkową wagą. Jednak
choroba zwyrodnieniowa może dotykać również stawów niedźwigających
ciężarów, co wskazywałoby, iż nie jest to problem czysto mechaniczny.
Pewną rolę może tu odgrywać związana z otyłością dyslipidemia269 ze wzrostem stężenia tłuszczów -?cholesterolu i trójglicerydów we krwi, co nasila procesy zapalne w stawach270.
Utrata na wadze niespełna pół kilograma rocznie przez 10 kolejnych lat
może zmniejszyć ryzyko rozwoju choroby zwyrodnieniowej stawów o ponad 50
procent271. Redukcja masy ciała może nawet
zapobiec konieczności operacji stawu kolanowego. U otyłych chorych na
chorobę zwyrodnieniową, którzy w procesie randomizacji zostali
przydzieleni do grupy odchudzających się, w ciągu zaledwie 8 tygodni
funkcja stawu kolanowego poprawiła się w takim samym stopniu jak u operowanych. Naukowcy doszli do wniosku, że pozbycie się około 9 kg
tłuszczu "można uznać za opcję równoważną wszczepieniu endoprotezy stawu
kolanowego" 272.
Tylko czy nie łatwiej jest dać sobie wszczepić endoprotezę niż schudnąć
9 kg? Rzadko wspomina się o fakcie, że niemal jeden na stu pacjentów z wszczepioną endoprotezą umiera w ciągu 90 dni od zabiegu. Wziąwszy pod
uwagę niesłychaną popularność tej operacji -?w Stanach Zjednoczonych co
roku wykonuje jej się około 700 tysięcy -?wydawca pisma poświęconego
ortopedii zasugerował, iż "osoby rozważające tę procedurę są
niewystarczająco uwrażliwione na prawdopodobieństwo, że może okazać się
dla nich zabójcza"273. W odpowiedzi pewien
chirurg poddał pod dyskusję problem, czy pacjentów należy informować o tym, co jest zapewne "najistotniejszym ze wszystkich faktów274":
Dla mnie najważniejszą kwestią jest to, czy ta wiedza w jakiś sposób
pomoże pacjentowi. Czy tylko zwiększy niepokój człowieka i tak już
zdenerwowanego, być może do tego stopnia, że odstąpi od zabiegu, który
przyniósłby mu korzyść? Czy też zmotywuje kogoś nie aż tak chorego do
przestrzegania diety i treningu fizycznego? Koniec końców decyduje
sumienie lekarza275.
Nawet spośród tej ogromnej większości pacjentów, którzy przeżyją
operację, mniej więcej jedna osoba na pięć nie będzie zadowolona z efektu276. Z kolei odchudzenie się to
nieinwazyjne rozwiązanie, które leczy przyczynę problemu i ma wyłącznie
dobre strony.
B jak ból pleców
Nadwaga to zarazem czynnik ryzyka bólu krzyża277, rwy kulszowej278,
zwyrodnienia279 i przepukliny280 krążka międzykręgowego. Tak jak w zapaleniu
stawów, patologie te mogą być skutkiem kombinacji ogromnego obciążenia,
stanu zapalnego oraz zwiększonego stężenia cholesterolu -?czynników
związanych z nadwagą281. Badania sekcyjne
wykazały, że tętnice zaopatrujące lędźwiowy odcinek kręgosłupa też
bywają zatkane blaszkami miażdżycowymi, co odcina dopływ tlenu i substancji odżywczych do jego krążków międzykręgowych282.
C jak choroba niedokrwienna serca
Z czterech milionów zgonów rocznie na całym świecie przypisywanych
skutkom nadwagi niemal 70 procent to zgony wywołane chorobami układu
sercowo-naczyniowego283. Czy tylko dlatego, że
ci ludzie tak źle się odżywiali? Badania genetyczne wskazują, że osoby,
którym od poczęcia pisana była większa waga -?po prostu z przyczyn
dziedzicznych -?rzeczywiście mają wyższe ryzyko choroby niedokrwiennej
serca i udaru mózgowego, niezależnie od tego, co jedzą284. A zatem czy to ryzyko się obniży, jeśli się
odchudzimy?
Badanie o eponimie SOS, co stanowi skrót od Swedish Obese Subjects,
(czyli badanie otyłych Szwedów) było pierwszym długoterminowym
kontrolowanym badaniem mającym na celu porównanie wyników leczenia
tysięcy pacjentów po operacjach bariatrycznych z pacjentami z grupy
kontrolnej, którzy zaczynali z taką samą wagą, ale poszli drogą
niezabiegową. Grupa kontrolna generalnie utrzymała wyjściową wagę,
podczas gdy grupa operowana uzyskała około 20-procentowy spadek, który
utrzymał się przez następne 10 do 20 lat. W tym czasie w grupie
operowanej stwierdzono nie tylko o 80 procent mniej przypadków cukrzycy,
ale także istotnie mniej przypadków zawału serca i udaru, nic więc
dziwnego, że znacząco zredukowało to ich całkowitą śmiertelność285.
D jak diabetes mellitus (cukrzyca)
Jak wyraźnie stwierdza konsensus International Diabetes Federation
(Międzynarodowa Federacja Cukrzycy), otyłość uznaje się za najważniejszy
czynnik ryzyka cukrzycy typu 2286, obecnie
głównej przyczyny niewydolności nerek, amputacji kończyn dolnych i utraty wzroku u dorosłych287. O ironio, wiele
leków stosowanych w leczeniu cukrzycy, w tym sama insulina, powodują
dalsze tycie, a więc mamy błędne koło288. Czyli
znów: leczenie poprzez modyfikację stylu życia, aby oddziaływać na
pierwotną przyczynę patologii, jest nie tylko najbezpieczniejszym,
najprostszym i najtańszym, ale być może także najskuteczniejszym
środkiem do celu.
E jak encefalopatia
Termin "encefalopatia" oznacza patologię mózgu i rzeczywiście istnieją
spójne dane potwierdzające powiązanie między otyłością w średnim wieku z demencją w późniejszym życiu289. Osoby z nadwagą
mają ryzyko zachorowania wyższe o jedną trzecią, a ci, którzy są otyli w średnim wieku, nawet o 90 procent290. Nie
ogranicza się ono jednak tylko do przyszłej dysfunkcji. Osoby z nadwagą
wydają się mniej sprawne intelektualnie w każdym wieku.
Ludzie otyli przejawiają szeroko pojęte deficyty w zakresie funkcji
wykonawczych mózgu, takich jak pamięć robocza, podejmowanie decyzji,
planowanie, elastyczność poznawcza i fluencja słowna291. Odgrywają one fundamentalną rolę w życiu
codziennym. Faktem jest, że ludzie potrafią myśleć o swojej otyłości i związanej z nią stygmatyzacji nawet pięć razy w ciągu godziny292, ale wygląda na to, że problemy poznawcze nie
biorą się po prostu stąd, że te myśli ich rozpraszają. Istnieją
rzeczywiste strukturalne różnice między mózgiem osoby o prawidłowej
wadze a mózgiem osoby z nadwagą.
Publikacja przeglądowa zatytułowana Does the Brain Shrink as the Waist
Expands? (Czy mózg kurczy się, w miarę jak poszerza się talia?) podaje,
że we wszystkich grupach wiekowych u osób o nadmiernej ilości tkanki
tłuszczowej dochodzi do zaniku istoty szarej293.
Zmniejszenie objętości mózgu koreluje z pogorszeniem funkcji
wykonawczych294. Wykazano także upośledzenie
integralności dróg nerwowych istoty białej, co wskazuje, że nawet u młodych dorosłych i dzieci otyłość prowadzi do przyspieszonego starzenia
się mózgu295. Można więc wnioskować, że otyłość
w jakiś sposób wpływa na jego funkcjonowanie sama przez się, nie zaś
pośrednio, na przykład poprzez późne kliniczne konsekwencje
współistniejących z nią schorzeń takich jak nadciśnienie tętnicze296. Wśród przypuszczalnych mechanizmów takich
dysfunkcji wymienia się procesy zapalne i stres oksydacyjny -?oba
zjawiska towarzyszące otyłości297.
Czy schudnięcie poprawia funkcje poznawcze? Metaanaliza 20 badań
pokazuje, że wskutek nawet niewielkiej redukcji wagi sprawność
intelektualna w wielu obszarach może ulec znaczącemu polepszeniu, choć
nie przeprowadzono jeszcze takich badań, które pozwoliłyby stwierdzić,
czy ten efekt przekłada się na normalizację ryzyka choroby
Alzheimera298.
G jak GERD
GERD to akronim utworzony od nazwy GastroEsophageal Reflux Disease
(choroba refluksowa przełyku). Nadmierne ciśnienie w jamie brzusznej
spowodowane otyłością sprzyja cofaniu się kwasu żołądkowego aż do
gardła, co manifestuje się zgagą i stanem zapalnym299. Ryzyko zachorowania można obniżyć dietą bogatą w błonnik. Wzrost ciśnienia w jamie brzusznej u osób otyłych może także
wyjaśniać, dlaczego kobiety z nadwagą częściej cierpią na wypadanie
macicy300; przyczyną jest ucisk i wypychanie
narządu do kanału rodnego.
H jak hypertensio (nadciśnienie tętnicze)
Nadmiar tłuszczu trzewnego może całkiem dosłownie uciskać nerki301, a to zwiększone ciśnienie jest w stanie
skutecznie wypchnąć sód z powrotem do krwiobiegu, wskutek czego rośnie
także ciśnienie krwi. Połączenie otyłości z nadciśnieniem może mieć
"katastrofalny wpływ na zdrowie"302. Chcecie
usłyszeć coś pozytywnego? Nawet parę kilogramów mniej przyczynia się do
obniżenia ciśnienia. Redukcję wagi określono jako "kluczową strategię
kontroli ciśnienia"303. W istocie, wykazano, że
odchudzenie się o około 4 kg obniża ciśnienie304
równie skutecznie, jak zmniejszenie spożycia soli305 w przybliżeniu o połowę.306
I jak immunologiczny układ
Badanie SOS wykazało także, że osoby odchudzone rzadziej chorują na
nowotwory złośliwe307. Może dlatego, że
odporność przeciwnowotworowa najwyraźniej ma coś wspólnego z wagą.
Pierwszą linię obrony przed komórkami nowotworowymi stanowią komórki
odpornościowe natural killers, a otyłość poważnie upośledza ich
funkcje. U osób otyłych włączonych losowo do grupy, w której wdrożono
program odchudzania, już po 3 miesiącach stwierdzono istotną reaktywację
komórek NK308. Co prawda program obejmował
również trening fizyczny, trudno więc precyzyjnie wydzielić sam wpływ
redukcji wagi, jako że aktywność fizyczna także stymuluje te
komórki309.
Na drugim końcu spektrum mamy podejrzenie, że otyłość jest
rozpowszechnionym czynnikiem ryzyka stwardnienia rozsianego, choroby
autoimmunologicznej310. Wynikałoby stąd, że w zakresie funkcji układu immunologicznego otyłość wiąże się z tym, co
najgorsze na obu biegunach: niedostateczna aktywność, gdy potrzebujemy
ochrony przed nowotworami i infekcjami, a zarazem nadmierna aktywność,
gdy mamy do czynienia z pewnymi zapalnymi schorzeniami
autoimmunologicznymi311.
K jak kamica żółciowa
Jaka choroba układu pokarmowego jest najczęstszą przyczyną
hospitalizacji? Kolka żółciowa. Co roku u ponad miliona Amerykanów
wykrywa się kamicę żółciową, a około 700 tysiącom trzeba chirurgicznie
usunąć pęcherzyk żółciowy312. Jest to procedura
względnie bezpieczna313. Ryzyko wczesnych
powikłań mieści się zazwyczaj poniżej 5 procent, a śmiertelność wynosi
tylko około jeden do tysiąca314. Jednak u 10
procent pacjentów w ciągu tygodni lub miesięcy po zabiegu może rozwinąć
się zespół pocholecystektomijny z uporczywymi dolegliwościami
żołądkowo-jelitowymi315.
Z czego składają się kamienie żółciowe? W 80-90 procent przypadków taki
kamień to po prostu odkładający się w pęcherzyku żółciowym
skrystalizowany cholesterol316. Tym tłumaczono
wyniki pewnych dawniejszych niewielkich badań, które wskazywały, że
kamienie żółciowe częściej powstają u niewegetarian z powodu ich
wyższych poziomów cholesterolu317, jednak
wnioski z nowszych i szerzej zakrojonych analiz są niejednoznaczne318, 319. Obecnie uważa się, że najważniejszym
czynnikiem ryzyka i przyczyną kamicy żółciowej320 jest prawdopodobnie otyłość321, która zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania aż
siedmiokrotnie322.
Jak na ironię, gwałtowna utrata wagi także może wyzwolić napad kolki
żółciowej. Ustalono, że "bezpieczna z medycznego punktu widzenia górna
granica redukcji wagi" w aspekcie formowania się kamieni żółciowych to
227 g na dobę. Badania ultrasonograficzne wykazały, że powyżej tej
wartości częstość powstawania nowych złogów może skoczyć z mniej niż
jeden do dwustu -?do jeden do trzydziestu przypadków tygodniowo323. Chcąc zapobiec kolce żółciowej, należy zwiększyć
spożycie błonnika. Ilość błonnika spożywczego w pożywieniu nie tylko
wiąże się z niższą częstością występowania zapalenia pęcherzyka
żółciowego324, ale dodatkowo u osób, które w trakcie programu odchudzającego przestrzegały diety wysokobłonnikowej,
złogi tworzyły się istotnie rzadziej, niż u osób, które straciły na
wadze tyle samo, ale nie przyjmowały tyle błonnika325.
M jak mocznica
Otyłość jest jednym z najpoważniejszych czynników ryzyka przewlekłej
choroby nerek. Nerki kompensują ciężar metaboliczny nakładany na
organizm przez nadmierną wagę za pomocą mechanizmu zwanego
hiperfiltracją. Skutkiem jest zwiększone ciśnienie wewnętrzne,
uszkodzenie tych delikatnych narządów i w dalszej perspektywie wzrost
ryzyka mocznicy326.
N jak NAFLD i niepłodność
Epidemia otyłości sprawiła, że niealkoholowa stłuszczeniowa choroba
wątroby (nonalcoholic fatty liver disease -?NAFLD) jest obecnie
najczęstszym schorzeniem tego narządu w świecie uprzemysłowionym327. Tłuszcz nie zatrzymuje się na naszych brzuchach i udach, ale wkrada się także do narządów wewnętrznych. Ponad 80 procent
ludzi z otyłością brzuszną ma też nacieczoną tłuszczem wątrobę328, a w otyłości ciężkiej ich liczba przekracza 90
procent 329. Stan ten może prowadzić do
zapalenia, bliznowacenia, żółtaczki i ostatecznie do marskości oraz raka
wątroby330. Aktualnie w Stanach Zjednoczonych
zaawansowana postać NAFLD, niealkoholowe stłuszczeniowe zapalenie
wątroby, jest pierwszą przyczyną przeszczepień tego narządu u kobiet, a przewiduje się, że mężczyźni wkrótce je dogonią331.
N to także niepłodność. Jak sformułowano we wnioskach z pewnej
metaanalizy, osoby z nadwagą, które nie mogą doczekać się potomstwa,
"należy edukować w kwestii szkodliwości nadmiaru tkanki tłuszczowej".
Okazało się bowiem, że schudnięcie poprawia statystykę ciąż u walczących
z niepłodnością kobiet332. Także mężczyźni mogą
mieć problemy z płodnością. Im więcej mężczyzna waży, tym większe
ryzyko, że jego nasienie będzie ubogie w plemniki, a nawet całkowicie
ich pozbawione333. Jedną z przyczyn może być
wpływ nadmiaru tłuszczu na poziom testosteronu.
Tkanka tłuszczowa jest głównym miejscem produkcji estrogenów nie tylko u kobiet po menopauzie -?również u mężczyzn. Znajduje się w niej enzym
przekształcający testosteron w estrogeny334.
Odchudzenie się -?nawet tylko zmiana kategorii z otyłości do nadwagi -
już może podnieść poziom testosteronu u mężczyzny o 13 procent335.
Bardziej dramatyczna przyczyna niepłodności otyłych mężczyzn to tak
zwane prącie pogrążone. W piśmiennictwie spotyka się też nazwy takie jak
prącie zakryte lub ukryte. Dysfunkcja ta występuje, gdy w okolicy
łonowej zgromadzi się tak dużo tkanki tłuszczowej, że męski członek
całkowicie w niej ginie. Wilgotne środowisko w fałdach skórnych sprzyja
rozwojowi przewlekłych stanów zapalnych, co prowadzi do bliznowacenia i niekiedy wymaga interwencji chirurgicznej336. A więc N czasami oznacza też niewidzialnego członka.
O jak onkologia
Aż trzy czwarte ankietowanych ludzi najwyraźniej nie ma pojęcia o istnieniu związku między otyłością a chorobą nowotworową337, tymczasem na podstawie obszernego przeglądu
tysięcy badań można stwierdzić, że otłuszczenie ciała zwiększa ryzyko
większości nowotworów, w tym raka przełyku, żołądka, jelita grubego,
wątroby, pęcherzyka żółciowego, trzustki, piersi, macicy, jajnika,
nerki, tarczycy, nowotworu złośliwego mózgu i szpiku kostnego
(szpiczak)338. Dlaczego tak się dzieje? Być może
z powodu przewlekłego stanu zapalnego związanego z otyłością339, a może z powodu wysokich poziomów insuliny
wskutek insulinooporności340. (Insulina, poza
tym, że reguluje stężenie cukru we krwi, jest także potężnym czynnikiem
wzrostu, który może sprzyjać procesom rozrostowym)341. U kobiet innym czynnikiem może być także nadmiar
estrogenów342.
Po wygaśnięciu czynności jajników w czasie menopauzy, głównym miejscem
produkcji estrogenów staje się tkanka tłuszczowa. Dlatego w krwiobiegu
kobiet otyłych krąży blisko dwa razy więcej estrogenów343, co wiąże się z podwyższonym ryzykiem zachorowania
-?i śmierci -?na raka piersi344. Schudnięcie o 9
kg może obniżyć poziom estrogenów w tkankach piersi o 24 procent345. Dane dla raka prostaty nie są aż tak mocne346, istnieje jednak powiązanie między otyłością a zwiększonym ryzykiem inwazyjnego raka prącia347.
Jeden z powodów, dla których jesteśmy tak przekonani, że związek między
otyłością a chorobą nowotworową jest związkiem przyczynowo-skutkowym, a nie, że jedno i drugie jest pośrednim skutkiem złego żywienia, to fakt,
że gdy ludzie chudną -?nawet jeśli tylko dzięki chirurgii bariatrycznej
-?ich całkowite ryzyko zachorowania na nowotwór spada. U tych, którzy po
operacji osiągnęli i utrzymali wagę zredukowaną o około 18 kg, w ciągu
następnych 10 lat rozwija się o mniej więcej jedną trzecią nowotworów
mniej w porównaniu z grupą kontrolną nieleczoną chirurgicznie, której
uczestnicy z czasem powoli przybierają na wadze348. Wyjątkiem jest rak jelita grubego349.
Rak jelita grubego jest jedynym nowotworem złośliwym, którego ryzyko po
operacji bariatrycznej rośnie. Śmiertelność z tego powodu może wzrastać
nawet trzykrotnie350. Uważa się, że zmiany
anatomiczne w wyniku jednego z najczęściej przeprowadzanych zabiegów -
zespolenia omijającego żołądek -?sprawiają, że zwiększa się ekspozycja
błony śluzowej jelit na kwasy żółciowe. Odpowiedzialność za wzrost
ryzyka raka351 przypisuje się prozapalnemu
oddziaływaniu tych zmian przez całe lata po zabiegu. Z drugiej zaś
strony redukcja wagi metodami dietetycznymi niesie z sobą potencjał
obniżenia całkowitego ryzyka zachorowania na nowotwór złośliwy związany
z otyłością.
...a jeszcze P, R przez X do Z
Gdybyśmy chcieli wyliczać dalej alfabet związanych z otyłością problemów
zdrowotnych, P mogłoby reprezentować płuca i ich upośledzoną
funkcję352, R -?rozwarstwienie aorty, Z -
kompleks czynników chorobowych znany jako zespół metaboliczny353, i tak dalej. Jest nawet X -?xyfodynia, ból samego
koniuszka mostka wygiętego na zewnątrz pod wpływem napierającego od
spodu brzucha354.
Policzyć koszty
Zważywszy na to, jaki bezmiar problemów zdrowotnych niosą ze sobą zbędne
kilogramy, medyczne koszty, które można przypisać otyłości, wynoszą
prawie 2 tysiące dolarów na osobę rocznie355,
przy czym nagminne schorzenia otyłych pracowników liczone w wydatkach na
pokrycie ubezpieczeń zdrowotnych kosztują pracodawców blisko 10 tysięcy
więcej niż zdrowie ich szczupłych kolegów356.
Pomijając otwartą dyskryminację, ten fakt może być przyczyną
rozbieżności płacowych, z jaką stykają się na rynku pracy osoby otyłe;
firmy po prostu starają się odbić sobie te koszty357. Szacuje się, że między wydatkami na opiekę
medyczną a zmniejszoną produktywnością w przeliczeniu na dni
nieobecności w pracy całkowity życiowy koszt utrwalonej otyłości per
capita przekracza 200 tysięcy dolarów358.
Niektóre oceny plasują aktualne narodowe koszty otyłości na poziomie
mniej więcej 150 miliardów359 plus dodatkowe 50
miliardów, które biorąc pod uwagę czas do roku 2030, jako że nasze coraz
to cięższe pokolenie baby boomers staje się też coraz starsze360. The Milken Institute ocenił, że koszt otyłości
stanowi dla gospodarki obciążenie w wysokości biliona dolarów361, ponad dwa razy więcej, niż wynoszą wydatki na
obronę narodową362. Są też opinie diametralnie
różne, znajdujące oparcie w ponurym fakcie, że osoby otyłe po prostu
krócej żyją. Podobnie jak koszty medyczne chorób związanych z paleniem
tytoniu może co najmniej równoważyć skrócony czas przeżycia palaczy,
całościowe wydatki na opiekę zdrowotną nad osobami otyłymi mogą koniec
końców okazać się niższe od spodziewanych, ponieważ osoby te
prawdopodobnie umrą przedwcześnie363. A zatem
jednostką, w której należałoby liczyć prawdziwe koszty, nie jest dolar,
lecz ludzkie życie.
Więksi niż życie
Już Martin Luther King Jr ostrzegał, że postęp w dziejach ludzkości ani
nie dokonuje się automatycznie, ani nie jest nieunikniony364, i ta sama prawda może dotyczyć procesu wydłużania
się ludzkiego życia365. W roku 1850 średnia
oczekiwana długość życia w Stanach Zjednoczonych wynosiła mniej niż 40
lat366, ale przez ostatnie 200 lat stopniowo
rośnie367, zyskując mniej więcej 2 lata na
dekadę -?to znaczy rosła do tej pory. Proces ten zatrzymał się, może
nawet odwrócił, a największymi przegranymi będą nasze dzieci.
Niewykluczone, że z powodu epidemii otyłości wychowujemy obecnie
pierwsze pokolenie Amerykanów, którzy będą żyli krócej niż ich
rodzice368.
Można się spodziewać, że niekorzystny trend przyspieszy, gdy obecne,
młodsze pokolenie -?które zaczęło tyć w wieku młodszym niż którekolwiek
wcześniej -?wejdzie w dorosłość. Jeśli epidemia będzie się rozwijać
niepowstrzymana, ten trend sygnalizuje "nadchodzącą społeczną i gospodarczą katastrofę"369. Niektórzy
przewidują, że w najbliższych dekadach oczekiwana długość życia w Stanach Zjednoczonych może skurczyć się o 2 do 5 lat -?może więcej. Aby
przedstawić rzecz we właściwej perspektywie: wynalezienie cudownego leku
na wszystkie postacie nowotworów złośliwych dodałoby do przeciętnej
długości życia Amerykanina tylko 3,5 roku370.
Innymi słowy zwalczenie epidemii otyłości mogłoby ocalić więcej istnień
niż pokonanie raka.
Paradoks otyłości
Dowody, że nadwaga zwiększa ryzyko prowadzących do inwalidztwa chorób
takich jak cukrzyca, wydają się niepodważalne, ale o dziwo, wokół
powiązań między wagą ciała a całkowitą śmiertelnością istnieją
kontrowersje371. W roku 2013 naukowcy z Centers
for Disease Control and Prevention (CDC -?Ośrodków Kontroli i Prewencji
Chorób) opublikowali w "The Journal of the American Medical Association"
wyniki metaanalizy wskazujące, że nadwaga może być korzystna. Owszem,
otyłość drugiego lub trzeciego stopnia, czyli przy wzroście przeciętnego
Amerykanina wynoszącym 168 cm372 waga 98 kg lub
większa, wiązała się z krótszym trwaniem życia, ale otyłość pierwszego
stopnia (84-98 kg przy tym samym wzroście) już nie. A nadwaga (70-84 kg
przy przeciętnym wzroście) w porównaniu z wagą prawidłową (68-70 kg dla
wzrostu 168 cm) wydawała się czynnikiem ochronnym. Osoby z nadwagą, z BMI między 25 a 30, najwyraźniej żyły najdłużej373.
Autorzy nagłówków mieli używanie: "Nadwaga wydłuża życie", "Nienawidzisz
się odchudzać? Głowa do góry... puszyści żyją DŁUŻEJ"374 czy "Więcej kilogramów to mniejsze ryzyko
zgonu"375. Nic dziwnego, że publikacja wznieciła
istną burzę ogniową kontrowersji w sektorze zdrowia publicznego; badanie
nazywano "śmiesznym"376, "wadliwym" i "oszukańczym"377. Szef wydziału żywienia na
Harvardzie stracił zimną krew i określił je jako "najzwyklejszą kupę
śmieci"378, pełen obaw, że przemysł żywieniowy
zechce je wykorzystać w taki sam sposób, w jaki przemysł rafineryjny
posługuje się sztucznie wykreowanymi kontrowersjami wokół zmian
klimatycznych379.
Jednak obrońcy zdrowia publicznego nie mogą po prostu zignorować
niewygodnych dla siebie danych. Nauka to nauka. Tylko jak nadwaga może
zwiększać ryzyko śmiertelnie groźnych chorób, a jednocześnie wydłużać
życie? Ta kwestia stała się znana pod nazwą paradoksu otyłości380. Rozwiązaniem zagadki wydają się dwa ważne źródła
błędu, z których pierwszym jest zakłócenie obrazu przez palenie
papierosów381.
Jak wyjaśniam dokładniej w rozdziale Aktywacja AMPK, nikotyna zawarta
w dymie tytoniowym może powodować chudnięcie. Tak więc jeśli jesteś
szczupła czy szczupły, bo palisz, nic dziwnego, że będziesz żyć krócej,
za to ze szczuplejszą talią. Nieuwzględnienie w badaniach
demonstrujących "paradoks otyłości" efektu palenia prowadzi do
"ogromnego niedoszacowania"382 zagrożeń
związanych z otyłością.
Drugim głównym źródłem błędu jest odwrócenie związku
przyczynowo-skutkowego. Zamiast wnioskować, że niższa waga powoduje
zagrażające życiu choroby, czy nie bardziej logicznie jest uznać, że
zagrażające życiu choroby powodują utratę wagi? Schorzenia takie jak
rozwijające się w ukryciu nowotwory, przewlekłe choroby serca czy płuc,
alkoholizm, depresja -?wszystkie mogą wywoływać niezamierzone chudnięcie
na wiele miesięcy czy nawet na lata przed diagnozą383. Była już mowa o tym, że w naszym kraju nadwaga
stała się normą384. Ludzie "nienormalnie"
szczupli -?czyli o prawidłowej masie ciała -?mogą być istotnie osobami
dbającymi o swoje zdrowie i kondycję, ale mogą też być nałogowymi
palaczami, mogą być starzy i osłabieni i mogą też być ciężko chorzy i wychudzeni z powodu choroby385.
Ciężar ponad siły
Aby ostatecznie rozwikłać kwestię paradoksu otyłości, stworzono Global
BMI Mortality Collaboration w celu przeanalizowania danych ponad 10
milionów ludzi zebranych w setkach badań z kilkudziesięciu krajów -
najszerszej oceny BMI i śmiertelności w dziejach ludzkości386. Chcąc wyeliminować błędy, naukowcy wykluczyli
palaczy oraz osoby z rozpoznanymi przewlekłymi chorobami. Następnie
odrzucili wyniki obserwacji z pierwszych 5 lat, aby wyłączyć z analizy
osoby cierpiące na niezdiagnozowane wcześniej choroby, które schudły,
ponieważ zawisła nad nimi śmierć. Wnioski nie pozostawiały wątpliwości:
nadwaga i otyłość dowolnego stopnia wiązały się ze znamiennie
zwiększonym ryzykiem przedwczesnego zgonu387. W istocie korekta tych dwóch błędów w konstrukcji badań prowadzi do
"całkowitej eliminacji paradoksu otyłości"388.
Inaczej mówiąc, okazuje się on zwykłym mitem389.
Co więcej, gdy wziąć pod uwagę zamierzoną utratę wagi, widać, że dzięki
niej ludzie żyją dłużej. Badania efektów operacji bariatrycznych, jak na
przykład badanie SOS, wykazują, że redukcja wagi zmniejsza
długoterminową śmiertelność390, a randomizowane
badania osób odchudzających się poprzez zmiany w stylu życia dają takie
same wyniki391. Schudnięcie o 5,5 kg dzięki
diecie i wysiłkowi fizycznemu wiązało się z 15-procentowym obniżeniem
ryzyka zgonu ze wszystkich przyczyn. Wysiłek fizyczny może wydłużyć
życie nawet bez redukcji wagi392, ale wydaje
się, że podobną korzyść pod względem wydłużenia życia można odnieść
także z utraty wagi wyłącznie za pomocą diety.393
Optymalny BMI dla optymalnej długości życia
Najszerzej zakrojone badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych394 i na całym świecie395
wykazały, że prawidłowy indeks masy ciała, czyli BMI między 20 a 25,
wiąże się z największą długowiecznością. Jeśli zebrać wszystkie badania
najlepszej jakości z najdłuższym czasem obserwacji, można ten przedział
jeszcze zawęzić do 20-22396. W tabeli możecie
sprawdzić, jaka waga jest optymalna dla waszego wzrostu:
WzrostIdealna waga14542-4614744-4815045-4915246-5115548-5315749-5416051-5616353-5816554-6016856-6217058-6417360-6617561-6817863-6918065-7218367-7318569-7618871-7819073-8019374-82
Tak więc nawet w przedziale "normalnego" BMI ryzyko zachorowania na
przewlekłą chorobę taką jak cukrzyca typu 2 czy pewne rodzaje nowotworów
bliżej górnej granicy zaczyna wzrastać, poczynając już od BMI 21.
Wartości 18,5 i 24,5 mieszczą się w granicach normy, ale BMI 24,5 już
może wiązać się z nawet podwojonym w stosunku do 18,5 ryzykiem choroby
wieńcowej397. Wydaje się, że idealny BMI to taki
między 20 a 22, co potwierdza badanie "nietypowo szczupłej kohorty" z Oxford Vegetarian Study398.
Tak jak w obrębie prawidłowego BMI istnieje gradacja ryzyka, i otyłość
ma swoje spektrum. Stopień trzeci, który charakteryzuje BMI ponad 40,
może oznaczać życie krótsze o 10 lub więcej lat. Przy BMI wyższym niż
45, na przykład u osoby o wzroście 167 cm i wadze 127 kg, oczekiwana
długość życia może się skurczyć do długości prognozowanej dla palacza
papierosów399.
Zdrowie w każdym rozmiarze??
Istnieje stronnictwo "tłuszczosceptyków", którzy argumentują, że
zdrowotne konsekwencje otyłości są niepewne, a nawet mocno przesadzone.
Jest to barwne i nieprawdopodobnie wprost niedobrane towarzystwo od
feministek, teoretyków queer i wyznawców New Age po "skrajną prawicę,
zwolenników wolnego dostępu do broni palnej i patriotyczne
proamerykańskie portale, których myślą przewodnią jest, że wszyscy
bijący na alarm z powodu epidemii otyłości to komuniści na usługach
nadopiekuńczego państwa, którzy robią, co tylko się da, żeby nam popsuć
zabawę"400.
Jest też wielu "obrońców tłuszczu", którzy próbują umniejszyć
niebezpieczeństwa związane z otyłością. Przewodnicząca zespołu promocji
zdrowia przy Council on Size and Weight Dicrimination (Rada do spraw
dyskryminacji ze względu na wagę) rutynowo uczestniczy w konferencjach i posiedzeniach rządowych na temat otyłości; zanotowano jej następujące
wypowiedzi: "Nie powiem, żeby mnie to (zdrowie) szczególnie
interesowało" i "Boże, jak ja nienawidzę nauki"401. W odróżnieniu od aktywistów, którzy organizują
się, by dajmy na to, szerzyć wiedzę o AIDS w celu powstrzymania
epidemii, ruch "ciałopozytywnych" zdaje się mieć cel wręcz przeciwny -
walczą o mniejszą społeczną świadomość i odstąpienie od prób
rozwiązywania problemu402. (Trzeba jednak
przyznać, że mają fajne hasła, na przykład "My, kulki, też istniejemy,
pogódźcie się z tym")403. Osobiście jestem całym
sercem przeciwny stygmatyzowaniu i dyskryminacji ludzi ze względu na ich
wagę, ale niepożądane skutki zdrowotne otyłości są udowodnionym naukowo
faktem. W badaniu nad stulatkami, które objęło ponad 600 osób liczących
sobie 100 lub więcej lat, otyłych kobiet było mniej niż 2 procent, a otyłych mężczyzn nie było wcale404.
Czy można być grubym i sprawnym fizycznie? Wygląda na to, że istnieje
elitarna podgrupa osobników otyłych, którzy jednak nie ponoszą typowych
metabolicznych skutków swojego stanu takich jak wysokie ciśnienie
tętnicze czy poziom cholesterolu405. Ten fakt
wzbudził spekulacje, że może też istnieć zjawisko takie jak "łagodna
otyłość"406. Oczywiście niewykluczone, że
pojawienie się czynników ryzyka jest tylko kwestią czasu407. Ale nawet jeśli się nie pojawią, przy
wystarczająco długiej obserwacji "metabolicznie zdrowi" otyli mają
znamiennie większe ryzyko cukrzycy408,
stłuszczenia wątroby409, incydentów
sercowo-naczyniowych takich jak zawał serca i/lub przedwczesnego
zgonu410. Konkluzja? Silne argumenty przemawiają
za tym, że "zdrowa otyłość" jest mitem411.
Znienawidzone grubasy
Ruch ciałopozytywnych ma z całą pewnością rację pod jednym względem:
prześladowanie ludzi z powodu nadmiernej wagi to prawdziwa plaga.
Określana jako ostatnia akceptowalna forma "rasizmu",412 stygmatyzacja otyłości jest powszechną
dyskryminacją i stereotypowym osądzaniem osób z nadwagą. W ramach
eksperymentu poproszono 50 kobiet z nadwagą o prowadzenie zapisków
dotyczących wszystkich sytuacji, kiedy poczuły się upokorzone z powodu
swojego wyglądu. Zaledwie w ciągu tygodnia odnotowano ponad 100 takich
incydentów413. Otyła kobieta może się spodziewać
poniżania (na przykład wyzwisk lub obrażania), napotykania barier
fizycznych (dajmy na to, nie mieści się na siedzeniach w miejscach
publicznych) lub gorszego traktowania (jak doświadczenie gorszej obsługi
w restauracjach lub sklepach) przeciętnie trzy razy dziennie. Otyli
mężczyźni zgłaszają trzykrotnie mniej epizodów dyskryminacji niż kobiety
o tej samej wadze414, tak że im może się to
zdarzać raz dziennie.
Stygmatyzacja nadmiernej wagi zaczyna się zaskakująco wcześnie. Już
trzyletnie dzieci przyklejają swoim grubym rówieśnikom etykietki
"wrednych", "głupich", "leniwych" i "brzydkich"415. Jedna z najbardziej przejmujących ilustracji tego
zjawiska pochodzi ze słynnego badania, którego wyniki opublikowano w roku 1961. Poproszono dzieci uczestniczące w obozach letnich i uczniów z najróżniejszych klas społecznych, kręgów kulturowych i etnicznych w Kalifornii, Montanie i Nowym Jorku o uszeregowanie następujących obrazów
w zależności od stopnia sympatii, jaką w nich budzą:
dziecko o kulach z jedną nogą w aparacie ortopedycznym,
dziecko na wózku inwalidzkim,
dziecko bez jednej ręki,
dziecko z deformacją twarzy,
dziecko otyłe.
We wszystkich populacjach testowanych dzieci stwierdzono "zaskakującą
jednomyślność"416. Dziecko otyłe zawsze lądowało
na szarym końcu.
To były jednak dawne czasy. Co się stało, gdy badanie powtórzono po 40
latach? Naukowcy opublikowali wyniki w roku 2003. Zgadnijcie, co
stwierdzili. Zdradza to już tytuł pracy: "Jest coraz gorzej:
stygmatyzacja otyłych dzieci". Grube dziecko wzbudziło jeszcze większą
niechęć417. Odzwierciedla to trend obserwowany w całym społeczeństwie, z 70-procentowym wzrostem zauważalnej
dyskryminacji na tle wagi odnotowanej w ogólnokrajowych badaniach od
połowy lat 90. XX wieku418.
Nie jest niestety pomocna postawa edukatorów. Ponad jedna czwarta
indagowanych na ten temat nauczycieli i innych pracowników szkół
uważała, że otyłość jest "jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą się
człowiekowi zdarzyć"419. Uprzedzenia mogą
przejawiać nawet rodzice, którzy córkom z nadwagą dają mniej wsparcia
niż szczuplejszemu rodzeństwu420. Jak to
skomentowała dwójka wybitnych badaczy zjawiska otyłości "jest to zaiste
silne uprzedzenie, gdy rodzice dyskryminują własne dziecko"421.
A co z lekarzami? Jedno z reprezentatywnych ogólnokrajowych badań
wykazało, że ponad połowa postrzega swoich otyłych pacjentów jako
"niezgrabnych, nieatrakcyjnych, brzydkich i niewspółpracujących"422. Mniej więcej jedna czwarta pielęgniarek zgadzała
się lub zdecydowanie się zgadzała ze stwierdzeniem "Zajmowanie się
otyłym pacjentem zazwyczaj wzbudza we mnie obrzydzenie" 423 . Taka postawa może mieć poważne konsekwencje
zdrowotne dla tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Na przykład
otyłe kobiety mają wyższe ryzyko zachorowania na raka szyjki macicy424, raka endometrium i jajnika425, a jednak są znamiennie rzadziej poddawane
badaniom profilaktycznym. Pacjentki ze skrajną otyłością mają o połowę
mniejszą szansę na zalecane badanie ginekologiczne426. Choć przyczyna może leżeć częściowo po stronie
pacjentki, niektórzy lekarze po prostu odmawiają leczenia otyłych
kobiet. Ankieta przeprowadzona przez "The Sun Sentinel" wśród
ginekologów-położników praktykujących na Florydzie ujawniła, że nawet
jeden na siedmiu nie przyjmuje pacjentek z nadwagą, na przykład
ustanawiając dla nowo przyjmowanych punkt odcięcia wagi ciała na 90
kg427.
Z kolei lekarze akceptujący grubsze pacjentki mają skłonność do
traktowania ich bardziej obcesowo. Interniści, którym losowo
przydzielono karty pacjentek z migreną o wadze przeciętnej lub otyłe,
deklarowali, że otyłym poświęcą o około 28 procent mniej czasu428 -?i zarazem mniej uwagi. Odtwarzanie
rejestrowanych wizyt wykazało, że z pacjentami z nadwagą lekarze
nawiązują słabszą więź emocjonalną429.
Przynajmniej jednak medycy zdają się lepiej ukrywać tę niechęć. Badanie
zatytułowane Obese Patients Overestimate Physicians' Attitudes of
Respect (Otyli pacjenci przeceniają szacunek ze strony lekarzy)
pokazało, że mimo uprzedzeń żywionych przez lekarzy wobec swoich otyłych
podopiecznych, osoby te były zadowolone z poziomu opieki zdrowotnej.
Naukowcy podsumowali to w następujący sposób: "Choć lekarze są w stanie
z powodzeniem odgrywać swoją rolę, brak autentycznego szacunku wskazuje...
iż należałoby zweryfikować szczerość ich relacji z pacjentami"430.
Wstydź się!
Stygmatyzująca waga wprawia w ruch błędne koło stresu powodującego
tycie, które wywołuje jeszcze większy stres. Omawiam ten problem szerzej
w rozdziale Uwolnić się od hormonów stresu. Spośród tysięcy
obserwowanych przez 4 lata osób te, które doświadczyły dyskryminacji,
miały dwa razy większe prawdopodobieństwo roztycia się. Również te,
które już na starcie były otyłe, miały ponad trzykrotnie większe
prawdopodobieństwo, że takie pozostaną, w porównaniu z osobami o tej
samej wadze wyjściowej, ale nieprzeżywającymi dyskryminacji431. Przyczyną może być z jednej strony zajadanie
stresu, z drugiej wywołane stygmatyzacją unikanie wysiłku fizycznego.
Osoby otyłe mające na koncie częstsze doświadczenia stygmatyzacji
przyznają się do również częstszego unikania publicznej aktywności
fizycznej, ponieważ czują się osądzane i skrępowane432. Ich obawy, że są "zbyt grube, by uprawiać
sport"433, mają ugruntowane podstawy. Zarówno
wśród pracowników branży fitness, jak i wśród regularnych klientów
siłowni434 udokumentowano silne uprzedzenia
wobec ludzi z nadwagą. Rezultatem jest zniechęcająca ich atmosfera w centrach sportowych oraz klubach fitness i spa435.
Bez względu na to, z której strony równania coś się dołoży, osoby
doświadczające stygmatyzacji z powodu swojej wagi mogą w efekcie ponieść
konsekwencje zdrowotne niezależne od ekstrakilogramów. Ci, którzy
częściej stykali się z przejawami nietolerancji, byli bardziej
depresyjni436, bardziej narażeni na choroby
zapalne437 i stres oksydacyjny438, jak również żyli statystycznie krócej. Dwa
badania obserwacyjne, w których w sumie wzięło udział prawie 20 tysięcy
ludzi, wykazały -?jedno i drugie -?około 50-procentowy wzrost ryzyka
zgonu w grupie, której uczestnicy zgłaszali większy stopień codziennej
dyskryminacji439. A mimo to niektórzy naukowcy
optują za jeszcze intensywniejszym piętnowaniem otyłości.
Emerytowany przewodniczący prestiżowego Hastings Center zaproponował
haniebną politykę "czegoś w rodzaju lekkiej wersji stygmatyzacji", to
jest stosowania presji społecznej do skłonienia ludzi, by się
odchudzili, bez uciekania się do jawnej dyskryminacji. W końcu,
argumentował, kto jak nie opinia społeczna może mieć moc
przeciwstawienia się sile perswazji miliardów corocznie inwestowanych w reklamę przez producentów żywności i napojów? Z tytoniem się udało.
Wspomina swoją własną historię walki z uzależnieniem: "Groźba okrycia
się wstydem i społecznej krytyki tak samo silnie przemawiała do mnie za
rzuceniem palenia jak zagrożenie dla zdrowia". Kampania prowadzona przez
sektor zdrowia publicznego w celu stygmatyzacji papierosów zmieniła coś,
co uważano za "niedobre przyzwyczajenie -?w zachowanie godne
potępienia"440.
Gdy jednak próbowano analogicznych kampanii w tym wypadku, spotkały się
z zaciekłym oporem. W kampanii Georgia's Strong4Life wykorzystano
billboardy prezentujące ponure wizerunki otyłych dzieci z podpisami
typu: "Uwaga: grube dziecko może nie przeżyć rodziców" albo "Ciężko być
małą dziewczynką, gdy jest się za dużą"441.
Sponsorzy kampanii bronili reklamy jako próby przełamania postawy
zaprzeczenia, że problem istnieje, za pomocą najbardziej drastycznych
przykładów dziecięcej otyłości442 -?jednak takie
działanie daje się obronić tylko wtedy, gdy jest skuteczne.
A zatem, czy jest? Etykieta "grubasa" nabyta w dzieciństwie wiąże się z wyższym ryzykiem rozwoju otyłości w porównaniu z dziećmi, które ważyły
tyle samo, ale nigdy im tego nie powiedziano443.
Czy zatem powinniśmy po prostu udawać, że nie zauważamy, iż w pokoju
jest słoń? Wielu lekarzy najwidoczniej tak właśnie sądzi.
Podobnie jak weterynarze niechętnie mówią klientom, że ich pieszczoszki
są otyłe444, wielu pediatrów zachowuje
milczenie, gdy przydałoby się omówić z rodzicami kwestię wagi dzieci.
Mniej niż jedna czwarta rodziców dzieci z nadwagą przyznaje, że
usłyszała od pediatry opinię na temat wagi dziecka445. Wydawać by się mogło, że powinno to być dla nich
oczywiste, ale ankieta Gallupa dowodzi, że rodzice "generalnie nie są w stanie prawidłowo ocenić wagi własnych dzieci". Analogicznie, mimo
gwałtownie rosnących wskaźników otyłości procent dorosłych ludzi, którzy
sami określają siebie jako zbyt grubych, nie zmienił się istotnie od
kilku dekad. Wszystko to razem wzięte, wnioskuje Gallup, "składa się na
obraz zbiorowego zaburzenia orientacji społeczeństwa Stanów
Zjednoczonych w kwestii jego rosnącej wagi"446.
Uważam, że pacjenci mają prawo do informacji. Ci, którym ich lekarze
powiedzieli, że ważą za dużo, mają prawie czterokrotnie większą szansę
na podjęcie próby odchudzenia się447 i ponad
dwukrotnie większą na sukces448. Tak jak jest
mniej prawdopodobne, że palący lekarz zwróci swojemu pacjentowi uwagę,
iż nie powinien palić, lekarz, który sam jest zbyt gruby, raczej nie
podejmie tematu potrzeby redukcji wagi449, a nawet nie udokumentuje otyłości w karcie pacjenta450. Jak na ironię, okazuje się, że pacjenci z nadwagą
polegają na poradach dietetycznych lekarzy, którzy też mają nadwagę,
bardziej niż na poradach lekarzy o prawidłowej masie ciała451.
W miarę narastania statystyk otyłości częstość porad dietetycznych
lekarzy pierwszego kontaktu z niewyjaśnionych przyczyn spadła452. Nawet jeśli do takiej rozmowy istotnie dochodzi,
wygląda na to, że lekarze mają do zaoferowania niewiele konkretów. Mniej
niż połowa ankietowanych proponuje swoim pacjentom szczegółowe
wskazówki453. Samo powiedzenie "proszę uważać na
jedzenie" nie jest szczególnie pomocne, ale wielu lekarzy podstawowej
opieki zdrowotnej nie robi nawet tego. Interniści przypisują brakowi
aktywności fizycznej znamiennie większą rolę niż innym czynnikom
powodującym otyłość, co zresztą jest dalekie od prawdy. Większość z nich
twierdzi, że poświęcaliby więcej czasu na poradnictwo w zakresie
kontroli wagi, gdyby byli za to "należycie wynagradzani" 454 . Może i moglibyśmy zaoferować lekarzom jakiś
bonus za powstrzymanie się od obwiniania ofiary455. Jak pewna para komentatorów napisała w odpowiedzi
na kolejną kampanię promującą stygmatyzację: "Gdyby zawstydzanie było w stanie kogokolwiek odchudzić, nie byłoby na świecie ani jednego
grubasa"456.
Ślepy, głuchy, głupi czy gruby
Chciałbym zakończyć temat stygmatyzacji przytoczeniem szokujących
wyników pewnego badania, które jak sądzę, najlepiej pokazują, jak trudno
się żyje w tłustym ciele. Jeśli one nie wzbudzą współczucia u moich
kolegów po fachu, to doprawdy nie wiem, co mogłoby tego dokonać. Badacze
rozmawiali z wieloma mężczyznami i kobietami, którzy trwale odchudzili
się o ponad 45 kg, o ich osobistych refleksjach i o tym, jakim
doświadczeniem była dla nich z początku chorobliwa otyłość, a następnie
nowa postać, lżejsza o przeciętnie ponad 50 kg. Wywiady przeprowadzono z 47 takimi osobami.
Poproszono badanych, aby sięgnęli pamięcią wstecz i wyobrazili sobie, że
w tamtym czasie, gdy ważyli za dużo, mają dokonać wyboru: "Gdyby ktoś
oferował ci kilka milionów dolarów za to, że na zawsze pozostaniesz
otyły lub otyła, czy zdecydujesz się wziąć pieniądze? Czy bez względu na
wszystko wybierzesz normalną wagę?".
Opcja 1: rezygnuję z pieniędzy i wybieram normalną wagę. Decyzję
podejmuję w sekundę.
Opcja 2: mój wybór prawdopodobnie padłby na normalną wagę. Ale
perspektywa posiadania takich pieniędzy skłoniłaby mnie do namysłu.
Opcja 3: prawidłowa waga była moim marzeniem, ale pieniądze
naprawdę by mi się przydały. Będąc multimilionerem, chyba dałbym radę
żyć z patologiczną otyłością.
Spośród 47 ankietowanych jedna osoba musiała się zastanowić, pozostałych
46 bez namysłu wskazało opcję pierwszą. Ani jedna nie wybrała opcji
trzeciej. Ostatecznie wszyscy stwierdzili, że wolą nie być
multimilionerami, a mieć prawidłową wagę457.
Jeśli to was zaskoczyło, zapnijcie pasy. Następnie osoby badane zapytano
o porównanie otyłości z innymi fizycznymi defektami. Zazwyczaj jeśli się
prosi ankietowanych o dokonanie hipotetycznego wyboru między własną
niesprawnością a jakąś inną w jej miejsce, ujawnia się silna tendencja
do pozostawania przy własnej458. Na przykład
choć większość ludzi wolałaby być raczej głucha niż niewidoma, osoby
niewidome w przeważającej części wybierały trwanie w tym stanie, nie zaś
zyskanie wzroku, ale bez dźwięku. Wiedziały już, jak sobie radzić ze
swoim kalectwem, a z takiej znajomości realiów bierze się poczucie
bezpieczeństwa. Tymczasem gdy zadano to pytanie osobom dawniej otyłym,
zdarzyło się coś wręcz przeciwnego.
Każdy spośród 47 obojga płci uczestników badania odpowiedział, że
wolałby być do końca życia głuchy niż otyły. Każdy zadeklarował, że woli
analfabetyzm, cukrzycę, ciężki trądzik, niewydolność serca niż otyłość.
A teraz prawdziwa bomba. Ponad 90 procent badanych odpowiedziało, że
wolałoby mieć amputowaną nogę, i, analogicznie, dziewięć na dziesięć
osób stwierdziło, że wolałyby być przez całe życie niewidome niż otyłe.
Wygląda na to, że otyłość to jedyne obciążenie, którego niemal każdy
chce się pozbyć obojętnie za jaką cenę. Zacytuję jednego z uczestników
badania: "Niewidomemu ludzie chcą pomagać. Ale nikt nie chce pomagać
grubasowi" 459 .
Ile trzeba ważyć, by ważyć za dużo?
Wygląda na to, że znieczuliliśmy się na śmiertelne zagrożenie, jakie
niesie ze sobą otyłość. Jeśli zajrzeć do literatury medycznej sprzed
mniej więcej pół wieku, gdy nie był to temat tak oklepany, opisy były
znacznie bardziej katastroficzne: "Otyłość jest zawsze tragedią, a jej
następstwa są przerażające"460. Ale tak szczerze
mówiąc, to wcale nie musi być aż otyłość. Z czterech milionów zgonów
rocznie przypisywanych nadmiarowi tkanki tłuszczowej prawie 40 procent
ofiar to osoby z nadwagą, nie otyłe461. Według
dwóch słynnych harwardzkich badań nawet tak niewielki naddatek wagi jak
5 kg w okresie od wczesnej dorosłości do wieku średniego zwiększa ryzyko
zapadnięcia na poważną przewlekłą chorobę462.
Z drugiej strony nawet skromna redukcja masy ciała może mieć znaczący
korzystny wpływ na zdrowie.
Dobra wiadomość jest taka, że tego najbardziej niebezpiecznego tłuszczu
najłatwiej się pozbyć. Nasze ciała najwyraźniej preferują eliminowanie w pierwszej kolejności tego drania, tłuszczu trzewnego463. Choć dla większości osób z ciężką otyłością
odczucie wyraźnej poprawy jakości życia wymaga zrzucenia aż 20 procent
wagi464, ryzyko zachorowania spada niemal
natychmiast. Wskutek 3-procentowej redukcji masy ciała (dla kogoś
ważącego 90 kg to tylko 2,7 kg) poprawia się poziom cukru i trójglicerydów we krwi465. Dzięki 5-procentowej
redukcji -?ciśnienie tętnicze i poziom cholesterolu. Co więcej, utrata 5
procent wagi -?zaledwie 4,5 kg przy wyjściowych 90 -?może o połowę
zmniejszyć ryzyko cukrzycy466.
Co z efektem jo-jo?
Jest taka książka, po raz pierwszy opublikowana w latach 80. XX wieku i od tego czasu wielokrotnie wznawiana, zatytułowana Dieting Makes You
Fat (Dieta tuczy). Jako że większość ludzi zrzuca kilogramy, a potem je
odzyskuje, istnieje obawa, że tak zwany efekt jo-jo może mieć szkodliwy
wpływ na zdrowie467. Koncepcja zrodziła się na
podstawie badań na zwierzętach468, które
wykazały ujemne skutki głodzenia, a następnie obfitego karmienia otyłych
szczurów469. Wyniki te przykuły uwagę mediów, co
doprowadziło do rozpowszechnienia się wiary, że cykliczne odchudzanie
jest niebezpieczne, skutecznie zniechęcającej ludzi do chociażby
podjęcia próby470.
Jednak nawet dane z badań na zwierzętach są niekonkluzywne. Na przykład
cykliczne odchudzanie myszy przedłuża im życie471. Co więcej, dane z przeglądu badań na ludziach
wskazują, że poza być może zwiększonym ryzykiem kamicy żółciowej472,473 "dowody na niepożądane skutki cyklicznego
odchudzania są w najlepszym razie nieliczne"474.
Ściśle biorąc, właśnie teraz, gdy pracuję nad tą książką, w najnowszym
wydaniu "Obesity", oficjalnego pisma wiodącego towarzystwa naukowego
badaczy otyłości, zamieszczono tekst zatytułowany Yo-yo Dieting Is
Better Than None475 (Odchudzanie się z efektem
jo-jo jest lepsze niż nic).
Pozornie chudzi, wewnętrznie tłuści
Przyjrzyjmy się bliżej najlepszej metodzie oceny jakościowej i ilościowej nadmiaru tkanki tłuszczowej.
Indeks masy ciała czy procentowa zawartość tłuszczu w ciele
Większość badań populacyjnych dotyczących powiązań między otyłością a chorobą opiera się na BMI476, indeksie lub
wskaźniku masy ciała. (Możesz obliczyć swój własny na str. 15). BMI
uwzględnia wysokość ciała, ale nie jego skład. Kulturyści w stosunku do
swego wzrostu ważą dużo, ale mają ekstremalnie mało tkanki tłuszczowej.
Idealnym wyznacznikiem stopnia otyłości jest procentowa zawartość tkanki
tłuszczowej 477, tyle że jej dokładne wyliczenie
może być skomplikowane i kosztowne478. Żeby
zmierzyć BMI, wystarczy dysponować wagą i centymetrem, jednak ta metoda
łatwo może prowadzić do niedoszacowania prawdziwej częstotliwości
występowania otyłości.
Światowa Organizacja Zdrowia479 i Amerykańskie
Kolegium Endokrynologów480 definiują otyłość
następująco: ponad 25 procent zawartości tkanki tłuszczowej u mężczyzn i ponad 35 procent u kobiet. W reprezentatywnej próbie dorosłych
mieszkańców Stanów Zjednoczonych u osób z BMI 25, co uważa się za
zaledwie nadwagę, procentowa zawartość tkanki tłuszczowej mieściła się
między 14 a 35 procent u mężczyzn i 26 a 43 procent u kobiet481. A więc można mieć wagę w normie, będąc w istocie
otyłym482. Jeśli użyć kryterium BMI, tylko jeden
na pięciu Amerykanów w latach 90. XX wieku był otyły, ale jeśli wziąć
pod uwagę zawartość tkanki tłuszczowej, prawdziwa proporcja zbliżała się
raczej do 50/50483. Już w tamtych czasach połowa
ludności Stanów Zjednoczonych cierpiała nawet nie na nadwagę, a na
otyłość.
Posługując się tylko BMI, lekarze mogą mylnie klasyfikować ponad połowę
przypadków otyłości jako nadwagę, a nawet normę, i przepuścić sposobność
do interwencji484. Jednak w rzeczywistości liczy
się nie etykieta, lecz konsekwencje zdrowotne. O dziwo wygląda na to, że
BMI jest lepszym predyktorem chorób układu sercowo-naczyniowego niż
procentowa zawartość tłuszczu w ciele485.
Wynikałoby stąd, że nadmiar masy ciała bez względu na jego źródło -?czy
jest to tłuszcz, czy same mięśnie -?na dłuższą metę nie jest zdrowy486. Długość życia zawodowych kulturystów w istocie
wydaje się mocno zredukowana. Ryzyko zgonu jest w tej grupie o jedną
trzecią większe niż w ogólnej populacji, ze średnią wieku w chwili
śmierci około 48 lat487, co jednak częściowo
można przypisać toksycznemu oddziaływaniu steroidów anabolicznych na
serce488.
Waga kontra talia
Wybitny fizjolog żywienia Ancel Keys (od którego nazwiska pochodzi nazwa
racji żywnościowych typu K)489 proponował metodę
lustra: "Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, czy cierpisz na otyłość, po
prostu rozbierz się i stań przed lustrem. Nie zawracaj sobie głowy
wymyślnymi testami laboratoryjnymi, na pewno się zorientujesz!"490. Jednak tłuszcz tłuszczowi nierówny. Są fałdy,
które można uszczypnąć i które trzęsą się podczas ruchu, i jest też
groźniejszy tłuszcz trzewny, który otula i nacieka narządy wewnętrzne
oraz powoduje wystawanie brzucha491.
Posługiwanie się BMI jest łatwe, tanie i skuteczne, ale pomija problem
dystrybucji tłuszczu w ciele -?tymczasem obwód talii stanowi miernik
ulokowanego głęboko pod powłokami tłuszczu brzusznego.
Zarówno BMI, jak i obwód talii mogą służyć do oceny ryzyka zgonu z powodu nadmiaru tkanki tłuszczowej492, ale
okazuje się, że nawet przy takich samych wartościach BMI wzrostowi
obwodu w pasie towarzyszy niemal prostoliniowy wzrost zagrożenia
śmiercią493. Osoba z otyłością centralną mimo
prawidłowej wagi -?czyli ktoś, kto zgodnie z kryterium BMI nie ma nawet
nadwagi, ale jest otłuszczony w pasie494 -?może
być obarczona ryzykiem zgonu w stopniu nawet dwukrotnie wyższym niż ta,
któryej waga i wzrost odpowiadają nadwadze lub otyłości. Dlatego też
Światowa Organizacja Zdrowia495, Narodowe
Instytuty Zdrowia496 i Amerykańskie Towarzystwo
Kardiologiczne497 zalecają mierzenie zarówno
BMI, jak i obwodu talii. Ma to przypuszczalnie szczególne znaczenie dla
starszych kobiet, ponieważ w okresie między 25 a 65 rokiem życia kobieta
traci około 6 kg masy kostnej i mięśniowej, podczas gdy zasoby tłuszczu
trzewnego zwiększają się czterokrotnie. (U mężczyzn ilość tłuszczu
trzewnego na ogół zaledwie się podwaja)498. Tak
więc nawet jeśli waga łazienkowa nie wskazuje, że kobieta tyje, tłuszczu
może jej przybywać.
Jaki jest punkt odcięcia dla prawidłowego obwodu talii?499 Podwyższone ryzyko zaburzeń metabolicznych zaczyna
się od 80 cm u kobiet i 94 cm u większości mężczyzn, ale dla Chińczyków,
Japończyków i mieszkańców Azji Południowej ta granica jest bliższa 90
cm500. Punkt początkowy znacznego wzrostu ryzyka
to około 88 cm u kobiet i 102 cm u mężczyzn501.
Gdy obwód brzucha mężczyzny przekroczy 109 cm, ryzyko zgonu skacze w górę o 50 procent w stosunku do wartości mniejszej o 20 cm, a kobiety z obwodem 95 cm mają je o 80 procent wyższe niż te z talią mierzącą 70
cm502. Tak to kolejne kreski centymetra
krawieckiego mogą się przekładać na lata życia.
O dziwo, nie ma uniwersalnego protokołu oceny obwodu talii. Niektóre
źródła zalecają pomiar na wysokości ostatniego żebra, inne na poziomie
najwyższego punktu kości biodrowej, niektórzy proponują mierzenie w połowie odległości między tymi punktami, na poziomie pępka lub po prostu
w najwęższym miejscu503. Pomiar na poziomie
pępka jest chyba najbardziej intuicyjnym i najłatwiejszym sposobem (i metodą z wyboru jednorazowej oceny ilości tłuszczu trzewnego)504, natomiast połowa odległości między szczytem
talerza biodrowego a najniższym punktem łuku żebrowego wydaje się
najlepsza w śledzeniu zmian ilości tłuszczu trzewnego w czasie505.
Niech obwód talii nie przekracza połowy wzrostu
Wskaźnik masy ciała ma tę przewagę nad obwodem talii, że bierze pod
uwagę także wzrost. Być może najlepszym, najbardziej uniwersalnym
miernikiem jest więc proporcja talia-wzrost, a wartość odcięcia
najłatwiejsza do zapamiętania: obwód talii powinien być mniejszy niż
połowa wysokości506. Dla dorosłych i dzieci
powyżej 6 lat celem powinno być utrzymanie tej proporcji poniżej
połowy507.
Stosunek obwodu talii do wzrostu może być lepszym prognostykiem zarówno
procentowej zawartości tkanki tłuszczowej w ciele, jak i masy tłuszczu
trzewnego niż BMI i sam obwód talii508. Wydaje
się, że jako metoda badania przesiewowego w kierunku zaburzeń
kardiometabolicznych (na przykład choroba wieńcowa i cukrzyca) wskaźnik
talia-wzrost ma przewagę nad BMI u osób dorosłych 509 i jest równie dobry jak BMI w ocenie zawartości
tkanki tłuszczowej u dzieci510. Zatem zestawem
idealnym mogłoby być połączenie BMI i miernika otyłości brzusznej,
takiego jak stosunek talia-wzrost511.
ROZWIĄZANIA
Z szablą na czołgi
Teraz, gdy mamy już wyobrażenie o przyczynach i konsekwencjach otyłości,
przyjrzyjmy się wachlarzowi metod wypracowanych w celu zwalczania
nadmiaru tkanki tłuszczowej -?i temu, czy są one istotnie nakierowane na
przyczynę problemu. Leczenie otyłości jest z dawien dawna domeną
szwindli wszelkiej maści spekulantów, oszustów i szarlatanów z ich
cudownymi środkami. Nawet tak współczesna dziedzina jak medycyna
bariatryczna (nazwa pochodzi od greckiego baros, co oznacza wagę) jest
skażona "niegodziwością korupcji"512. Ludzie
kuszeni reklamami baśniowych czarodziejskich różdżek umożliwiających
szybką i niewymagającą wysiłku utratę wagi żyją w poczuciu winy, że
akurat u nich cud nie nastąpił, albo w przekonaniu, że ich przemiana
materii jest katastrofalnie zła. Na drugim końcu spektrum mamy pesymizm
praktyków, którzy uważają, że "ludzie grubi są grubi od urodzenia i niewiele da się z tym zrobić"513. A prawda leży
gdzieś pośrodku.
Trudności w leczeniu otyłości porównuje się do nauki języka obcego; jest
to coś, co przy odpowiednim zaangażowaniu może osiągnąć dosłownie każdy,
ale wymaga sporo czasu i wysiłku514. Badania
naukowe wykazują, że większość ludzi otyłych zarzuca leczenie. Spośród
tych, którzy trwają w terapii, większość nie jest wystarczająco
konsekwentna, by istotnie schudnąć. A nawet w grupie, której wytrwałość
przyniosła efekty, większość z czasem odzyskuje znaczną część straconych
kilogramów515. Dla mnie jest to oznaka
trudności, ale nie daremności. Palacz podejmuje średnio 30 prób rzucenia
papierosów, zanim ostatecznie rozstanie się z nałogiem516. Przy odchudzaniu pomocne może być myślenie o tym,
jak o rzucaniu palenia -?po prostu trzeba to zrobić. Jak to ujął
przewodniczący Association for the Study of Obesity (Stowarzyszenia na
rzecz Badania Otyłości), pewne podstawowe zadania takie jak wstawanie w nocy, żeby nakarmić niemowlę, nie są kwestią silnej woli -?to po prostu
coś, co musi zostać zrobione517.
Nasza zbiorowa reakcja na epidemię otyłości nie przystaje ani do
retoryki, ani do rzeczywistości518. Jeśli to
rzeczywiście "narodowy kryzys", który "przybrał alarmujące
rozmiary"519, określony przez Naczelnego Lekarza
Kraju sprawującego ten urząd już po 11 września jako "pod każdym
względem tak samo niszczycielski jak terroryzm", to czemu ta reakcja
jest tak niemrawa?520 Weźmy na przykład
nieśmiałą sugestię rządów, by przemysł spożywczy "dobrowolnie podjął
inicjatywę ograniczenia reklamy mniej korzystnych dla zdrowia produktów
przeznaczonych dla dzieci"521. Czyżbyśmy właśnie
skapitulowali i przekazali całą władzę wielkiemu biznesowi?
Naszą lękliwą reakcję na epidemię otyłości symbolizuje narodowa
inicjatywa promowana przez połączony zespół American Society for
Nutrition (Amerykańskie Towarzystwo Żywienia), Institute of Food
Technologists (Instytut Technologii Żywności) i International Food
Information Council (Międzynarodowa Rada do spraw Informacji o Żywności): "metoda małych kroków"522. Jako że
małe kroki są "bardziej realne"523, sugeruje się
między innymi "zastępowanie majonezu musztardą" i "zjadanie rano jednego
pączka zamiast dwóch"524. To trochę tak, jakby
ruszyć na czołgi z szablą. Zwolennicy metody małych kroków ubolewają, że
w przeciwieństwie do sytuacji z innymi uzależnieniami, takimi jak
alkoholizm, narkomania, hazard czy nikotynizm, nie możemy zalecić naszym
otyłym pacjentom całkowitej abstynencji od substancji uzależniającej,
ponieważ "nie da się rzucić jedzenia"525. Jednak
to, że wszyscy musimy oddychać, nie oznacza, że mamy to robić przez
ustnik papierosa. Analogicznie fakt, że musimy jeść, nie znaczy, że mamy
jeść byle co.
CHIRURGIA BARIATRYCZNA
Liposukces czy lipofikcja
Pierwsza próba chirurgicznego wyrzeźbienia ciała miała miejsce w roku
1921. Pewna tancerka chciała sobie "poprawić" linię kostek. Chirurg
najwyraźniej wyciął za dużo i założył za ciasne szwy, czego skutkiem
była martwica, amputacja i pierwszy udokumentowany pozew o błąd w sztuce
w dziejach chirurgii plastycznej526. Współczesna
liposukcja jest o wiele bezpieczniejsza; kończy się zgonem zaledwie w jednym przypadku na pięć tysięcy zabiegów527.
Aktualnie liposukcja dzierży palmę pierwszeństwa jako najpopularniejszy
rodzaj chirurgii kosmetycznej na świecie, a jej efekty są istotnie tylko
kosmetyczne528. Badanie, którego wyniki
opublikowano w "The New England Journal of Medicine", objęło ocenę 15
otyłych kobiet przed i po odessaniu około 9 kg tłuszczu, w wyniku czego
ich całkowita ilość tkanki tłuszczowej obniżyła się o niemal 20
procent529. Na ogół jeśli człowiek straci nawet
choćby 5 czy 10 procent masy ciała w postaci tłuszczu, skutkuje to
znamienną poprawą w zakresie wartości ciśnienia tętniczego, poziomu
glukozy we krwi, wskaźników zapalenia, stężenia cholesterolu i trójglicerydów530, ale żadne z tych
dobrodziejstw nie zmaterializowało się po tej tak pokaźnej
liposukcji531.
Wynikałoby stąd, że tłuszcz podskórny nie stanowi problemu. Sprawcą
metabolicznych szkód jest tłuszcz trzewny otaczający, a nawet
naciekający nasze narządy wewnętrzne, jak żyłki marmuru przerastający
mięśnie i wątrobę. Aby pozbyć się tego tłuszczu, tłuszczu
niebezpiecznego, możemy zrobić tylko jedno: spożywać mniej kalorii, niż
spalamy.
Pod nóż
A może zamiast szabli wziąć na te czołgi skalpel? Liczba operacji
bariatrycznych eksplodowała z około 40 tysięcy rocznie odnotowanych w pierwszym międzynarodowym badaniu z roku 1998532
do setek tysięcy wykonywanych obecnie co roku w samych Stanach
Zjednoczonych533. Pierwsza opracowana technika
operacyjna, jelitowe zespolenie omijające, wiązała się z usunięciem
około 3,5 m jelita534,535. Przeprowadzono już
ponad 30 tysięcy takich operacji536, zanim
stwierdzono537 ich "katastrofalne"538, "fatalne wyniki odległe". Była to między innymi
indukowana niedoborem białka wtórna choroba wątroby539 przechodząca w jej "martwicę o złym
rokowaniu"540. Ten niepomyślny początek pozostał
w pamięci ludzkiej jako "jedna z czarnych kart historii chirurgii"541.
Dziś współczynnik śmiertelności po operacjach bariatrycznych uważa się
za bardzo niski, przeciętnie jest to może od jednego przypadku na
trzystu542 pacjentów do jednego na
pięciuset543. Najczęściej wykonywaną procedurą
jest chirurgiczne zmniejszenie żołądka zwane także gastrektomią
rękawową, polegającą na trwałym usunięciu części żołądka544 z pozostawieniem tylko wąskiego "rękawa" czy
"mankietu" w celu ograniczenia objętości pokarmu, jaką pacjent może
każdorazowo przyjąć545. O ironio, wielu
pacjentów wybiera chirurgię w przekonaniu, że u nich "dieta nie
skutkuje", podczas gdy w rzeczywistości metoda operacyjna jest właśnie
tym i niczym więcej -?wymuszoną dietą546. Można
o niej myśleć jako o swoistej formie wewnętrznego kagańca.
Drugim pod względem popularności zabiegiem jest obejście żołądkowe547. Łączy w sobie ograniczenie objętości -
zmniejszenie żołądka do rozmiaru co najwyżej piłki golfowej -?z obniżeniem stopnia wchłaniania pokarmu poprzez taką zmianę naszej
anatomii, by omijał on początkową część jelita cienkiego548. Metoda ta wydaje się bardziej skuteczna niż
zwykłe wycięcie większości żołądka -?skutkuje utratą 63 procent nadmiaru
wagi w stosunku do 53 procent w wyniku resekcji rękawowej549 -?ale też niesie ze sobą większe ryzyko poważnych
powikłań550. Dla wielu osób zaskoczeniem jest,
że nowe procedury chirurgiczne przed wprowadzeniem na rynek medyczny nie
wymagają wcześniejszego testowania ani dopuszczenia przez Food and Drug
Administration (FDA, Agencja Żywności i Leków)551 i są w dużej mierze wyłączone spod rygorów
procedur regulacyjnych i kontrolnych552, przez
co potencjalnie mogą być nawet bardziej niebezpieczne niż nowe leki.
To skomplikowane
Trzecim z najpospolitszych zabiegów bariatrycznych jest leczenie
powikłań po pierwszym zabiegu bariatrycznym553.
Do 25 procent pacjentów musi po pewnym czasie wrócić na blok operacyjny,
aby poddać się korekcie problemów spowodowanych pierwszą operacją albo
dodatkowym zabiegom. Reoperacje są bardziej ryzykowne, pociągają za sobą
nawet dziesięciokrotny wzrost śmiertelności554 i nie dają gwarancji powodzenia555. Powikłania
obejmują nieszczelność zespolenia556, przetoki,
owrzodzenia, zwężenia, nadżerki, niedrożność i ciężki refluks
żołądkowo-przełykowy557.
Stopień zagrożenia może zależeć od umiejętności operatora. "The New
England Journal of Medicine" opublikował wyniki badania, w którym
chirurdzy przeprowadzający operacje bariatryczne dobrowolnie
udostępniali do oceny zespołowi swoich kolegów po fachu nagrania
własnych zabiegów. Różnice biegłości technicznej były znaczne i korelowały z częstością powikłań, ponownych hospitalizacji, reoperacji i zgonów. Pacjenci operowani przez mniej kompetentnych chirurgów mieli
prawie trzykrotnie więcej powikłań i pięciokrotnie wyższe ryzyko
śmierci558.
Tak jak sportowcy i aktorzy, niektórzy chirurdzy bywają po prostu
bardziej utalentowani, ale także praktyka czyni mistrza559. Obejście żołądkowo-jelitowe to procedura tak
skomplikowana, że do nabrania biegłości chirurg może potrzebować nawet
setek przypadków. Ryzyko powikłań osiąga plateau po mniej więcej 500
zabiegach, przy czym najniższe ryzyko powikłań stwierdzono u chirurgów,
którzy przeprowadzili ich więcej niż sześćset560. Tak więc gdyby ktoś chciał się poddać tej
operacji, sugeruję zapytać swojego lekarza, ile ich dotąd przeprowadził,
a także wybrać placówkę z akredytacją Bariatric Center of Excellence,
jako że śmiertelność okołooperacyjna w takich instytucjach okazuje się
dwa do trzech razy niższa niż w tych bez akredytacji561.
Nawet jeśli zabieg uda się idealnie, pacjent do końca życia będzie
potrzebował substytucji żywieniowej i monitorowania, by uniknąć
niedoborów, na przykład witaminowych i mineralnych562, których konsekwencją może być wcale niebagatelna
anemia, osteoporoza czy utrata włosów563.
Operacje bariatryczne powodowały także pełnoobjawowe przypadki
potencjalnie zagrażających życiu chorób niedoborowych, takich jak
beri-beri, pelagra, kwashiorkor i neuropatie564
manifestujące się między innymi utratą wzroku po latach czy nawet
dekadach od zabiegu (w przypadku niedoboru miedzi)565. Niestety u blisko jednego na trzech pacjentów z ciężkim niedoborem jednej z witamin B zwanej tiaminą jeszcze przed
postawieniem diagnozy doszło do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu566.
Pogorszenie wchłaniania substancji odżywczych jest celowym skutkiem
procedur takich jak by-pass żołądkowy. Usuwając część jelita cienkiego,
możemy skutecznie zaburzyć przyswajanie kalorii -?ale kosztem
upośledzenia zaopatrzenia w potrzebne składniki pożywienia. Nawet osoby
poddane prostemu zabiegowi zmniejszenia żołądka mogą być zagrożone
niebezpiecznymi dla życia niedoborami spowodowanymi uporczywymi
wymiotami567. Wymioty w rzeczy samej mają
występować u nawet 60 procent pacjentów po operacjach bariatrycznych
jako skutek "niewłaściwych" zachowań żywieniowych -?to jest prób
normalnego jedzenia568.
Podobny mechanizm stoi za "zespołem poposiłkowym". Duży procent
pacjentów z obejściem żołądkowym po spożyciu wysokokalorycznego posiłku
cierpi na kurczowe bóle brzucha, biegunkę, nudności, wzdęcia, zmęczenie
lub kołatanie serca spowodowane gwałtownym przedostaniem się pożywienia
do jelita z ominięciem żołądka. Z punktu widzenia chirurgów nie jest to
efekt uboczny, tylko planowy skutek operacji: "Zespół poposiłkowy to
spodziewany i pożądany element modyfikacji behawioralnej spowodowanej
zabiegiem ominięcia żołądkowo-jelitowego; jest w stanie zniechęcić
pacjentów do spożywania wysokoenergetycznych produktów spożywczych"569.
Chirurgia bariatryczna: metabolizm czy hiperbolizm?
Środowisko chirurgów protestuje przeciwko określaniu operacji
bariatrycznych jako nakładania pacjentom wewnętrznego kagańca, wycinania
zdrowych narządów tylko po to, by ludzi zdyscyplinować. Posunęli się
nawet do tego, by przemianować je na "chirurgię metaboliczną", sugerując
w ten sposób, że przekształcenia anatomiczne mogą spowodować w gospodarce hormonalnej układu trawiennego szczególnie korzystne zmiany
fizjologiczne570. Jako dowód słuszności tej
teorii społeczność chirurgiczna wskazuje spektakularną częstość remisji
cukrzycy typu 2.
Po operacji bariatrycznej niemal 55 procent otyłych i 75 procent
skrajnie otyłych chorych na cukrzycę wchodzi w remisję, co oznacza, że
mają prawidłowy poziom cukru we krwi bez stosowania jakichkolwiek leków
przeciwcukrzycowych571. Normalizacja stężenia
glukozy może nastąpić dosłownie w ciągu kilku dni po zabiegu572. Piętnaście lat po operacji wolnych od cukrzycy
pozostaje 30 procent pacjentów (w porównaniu z 7 procentami w grupie
kontrolnej chorych nieleczonych chirurgicznie)573. Ale czy mamy pewność, że to w efekcie operacji?
Czy ta poprawa gospodarki węglowodanowej jest rzeczywiście jakimś
zabiegowym rodzajem metabolicznej magii, czy całkiem po prostu skutkiem
drastycznego ograniczenia spożycia kalorii, które z reguły towarzyszy
operacji na przewodzie pokarmowym? Naukowcy postanowili to sprawdzić.
W klinice chirurgii bariatrycznej University of Texas pacjenci z cukrzycą typu 2 zakwalifikowani do planowego zabiegu by-passu
żołądkowego zgodzili się najpierw poddać diecie z ograniczeniem liczby
spożywanych kalorii przez określony jednakowy dla wszystkich czas. Na 10
dni umieszczono ich w szpitalu i karmiono w taki sam sposób, w jaki
byliby karmieni bezpośrednio przed operacją, jak i po niej, przeciętnie
mniej niż 500 kalorii dziennie. Następnie badacze odczekali kilka
miesięcy, aż uczestnicy badania odzyskają poprzednią wagę, i przeprowadzili planowane zabiegi, z identyczną dietą jak poprzednio. Te
same osoby, ten sam sposób żywienia, tyle że raz bez operacji, a raz z operacją. Jeśliby zmianie anatomicznej miały towarzyszyć jakieś
dodatkowe korzyści metaboliczne, po operacji ich sytuacja powinna się
poprawić, tymczasem pod pewnymi względami nawet się pogorszyła. Samo
ograniczenie kalorii dało analogiczną poprawę poziomu cukru we krwi,
czynności trzustki i wrażliwości na insulinę, a niektóre inne parametry
kontroli cukrzycy wypadły znamiennie lepiej niż po operacji574. Tak więc jeśli operacja cokolwiek zmieniła pod
względem metabolicznym, to na gorsze.
Wynika stąd, że cukrzycę typu 2 można wyleczyć za pomocą redukcji masy
ciała pod warunkiem, że się ją wystarczająco wcześnie wykryje. Niemal 90
procent osób chorujących na cukrzycę typu 2 od mniej niż 4 lat może
osiągnąć remisję dzięki utracie 15 procent wagi, podczas gdy spośród
tych, którzy żyli z chorobą dłużej niż 8 lat, może się to udać jedynie
50 procentom575. To jednak dotyczy wyłącznie
odchudzających się samą dietą. Procent remisji u chorych na cukrzycę,
którzy stracili na wadze dwa razy więcej dzięki operacjom bariatrycznym,
wynosi odpowiednio około 62 i 26 procent576.
Zatem odchudzanie za pomocą własnego widelca bywa ponad dwukrotnie
skuteczniejsze od odchudzania za pomocą narzędzi chirurgicznych.
Redukcja masy ciała bez uciekania się do chirurgii może też przynosić
inne korzyści. W rozdziale na temat zapalenia piszę o hormonie
odchudzającym -?leptynie. Utrata wagi za pomocą samej diety zwiększa
wrażliwość na leptynę577, ale by-pass żołądkowy
najwyraźniej nie daje tego efektu578. U chorych
na cukrzycę po odchudzeniu mogą też obniżać się wartości markerów
systemowej reakcji zapalnej, takich jak czynnik martwicy nowotworów,
których stężenia znacząco rosną przy takiej samej utracie wagi po
by-passie żołądkowym579.
Wiódł ślepy kulawego
A co z powikłaniami cukrzycy? Dwa z powodów, dla których nie chcemy na
nią chorować, to po pierwsze, groźba utraty wzroku, a po drugie -
dializ. Remisja cukrzycy dzięki operacji bariatrycznej może poprawić
czynność nerek580, ale, o dziwo, niekoniecznie
zapobiega wystąpieniu581 lub progresji
cukrzycowych powikłań ocznych582. Przyczyną może
być fakt, że operacja bariatryczna ma wpływ na ilość, ale nie na jakość
przyjmowanego pokarmu. Przypomina mi to słynne badanie, którego wyniki
opublikowano w "The New England Journal of Medicine", w którym tysiące
chorych na cukrzycę objęto programem intensywnych zmian stylu życia
nastawionych na redukcję wagi. Po 10 latach badanie przerwano, ponieważ
okazało się, że badani nie żyją dłużej ani nie mają mniej zawałów
serca583. Być może dlatego, że odżywiali się
ciągle w taki sam sprzyjający miażdżycy sposób, spożywając jedynie
mniejsze porcje.
Istnieje dieta o udowodnionej skuteczności w cukrzycowej chorobie oczu:
jest to ryżowo-owocowa dieta doktora Kempnera. Ponad pół wieku temu
Walter Kempner z Duke University wykazał, że opracowana przez niego
dieta oparta głównie na roślinach, wybitnie uboga w sód, tłuszcz,
cholesterol i białko zwierzęce jest w stanie cofnąć nie tylko
zaawansowaną niewydolność serca i nerek584, ale
także retinopatię cukrzycową, do tego stopnia, że niektórzy pacjenci
dotychczas niezdolni do czytania nagłówków w gazetach wręcz odzyskiwali
normalne widzenie585.
Jak dziś leczymy ciężką retinopatię? Za pomocą leków doszklistkowych (co
oznacza po prostu zastrzyki w gałkę oczną). A jeśli to nie pomoże, mamy
zawsze fotokoagulację laserową siatkówki, gdzie blizny po oparzeniach
laserowych rozmieszcza się niemal na całej tylnej powierzchni oka586 w nadziei, że dla niewielkich pozostawionych
fragmentów dopływ krwi okaże się wystarczający587. Patrząc na tę sytuację w kontekście prac
Kempnera, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że historia się cofnęła.
Zupełnie czym innym byłoby, gdybyśmy te pół wieku temu dysponowali
jedynie barbarzyńskim zabiegiem wypalania oka, ale szczęśliwie od tego
czasu nauczylibyśmy się leczyć utratę wzroku metodami dietetycznymi.
Tymczasem świat medyczny zamiast się uczyć, najwyraźniej zapomniał.
Kempner udowodnił także, że ciężką otyłość można skorygować "bez
drastycznych interwencji"; ludzie są w stanie odchudzić się o setki
kilogramów tylko dzięki zmianom w stylu życia, nie uciekając się do
hospitalizacji, farmakologii ani chirurgii588.
Jego dieta sama w sobie też jest dość drastyczna (z pewnością nie nadaje
się do stosowania bez nadzoru lekarskiego)589,
ale przynajmniej pozwala uniknąć rozcinania i zszywania narządów
wewnętrznych. "Nawet jeśli udowodnimy trwałą skuteczność leczenia
chirurgicznego", pisze założyciel i dyrektor Yale-Griffin Prevention
Research Center (Centrum Badań nad Profilaktyką Yale-Griffin), "potrzeba
uciekania się do rearanżacji naturalnego porządku anatomicznego układu
pokarmowego zamiast lepszego wykorzystania własnych nóg i widelców
(ćwiczenia i dieta) wydaje się istną parodią" 590 .
Zanim gruby schudnie, chudy umrze
Na ile trwała jest utrata wagi dzięki operacjom bariatrycznym? W ciągu
pierwszego roku czy dwóch po zabiegu większość pacjentów po by-passie
żołądkowym rzeczywiście odzyskuje pewną część straconych kilogramów591, ale 5 lat później trzy czwarte z nich utrzymuje
wagę niższą przynajmniej o 20 procent od wyjściowej592. Typowa trajektoria takiej osoby wygląda
następująco: zaczyna od otyłości, ważąc na przykład 130 kg, przebiega
przez spadek do nadwagi z wagą 80-81 kg w 2 lata po operacji
bariatrycznej, a potem powraca do otyłości na poziomie 94 kg593. Zjawisko to przypisuje się nawykowi podjadania,
które kompulsywnym żarłokom może zastępować obżeranie się, trudniejsze
po operacji -?a więc zjadanie niewielkich ilości pożywienia, ale za to
ciągle, przez cały dzień594. Po 8 latach mniej
więcej połowa z operowanych nadal relacjonuje epizody zaburzeń
jedzenia595. Jak opowiada jeden ze specjalistów
w dziedzinie otyłości dziecięcej: "Widziałem już wielu pacjentów, którzy
potrafili blendować batony czekoladowe ze śmietanką, byle przezwyciężyć
stworzone specjalnie dla nich przeszkody techniczne, jak na przykład
opaska żołądkowa"596.
Reklamy operacji bariatrycznych są przepełnione baśniową narracją
przedstawiającą wyniki leczenia w różowych barwach i obiecującą, jak to
ujęto w pewnej analizie, "romantyczny happy end jak z baśni o Kopciuszku"597. Może to mieć wpływ na fakt, że
pacjenci często przeszacowują liczbę kilogramów, których zamierzają się
pozbyć, a nie doceniają trudności, z jakimi będą musieli się zmierzyć w procesie zdrowienia598. Operacja wymusza
radykalne zmiany w sposobie jedzenia: narzuca konieczność powolnego i dokładnego przeżuwania małych kęsów pokarmu. Żołądek z rozmiaru dwóch
piłek softballowych (o obwodzie około 30 cm) zostaje zredukowany do
połowy piłki tenisowej w przypadku chirurgicznego zmniejszenia lub
połowy piłeczki pingpongowej w przypadku by-passu lub opaskowania599.
Jak łatwo sobie wyobrazić, ponowne przybranie na wadze po operacji może
być katastrofalne dla psychiki -?gdy pacjenci czują, że zmarnowali swoją
ostatnią szansę600. Jest to jedna z przyczyn
zwiększonej podatności osób po operacjach bariatrycznych na
depresję601 oraz podwyższonego ryzyka
samobójstwa602. Sama ciężka otyłość może
zwiększać ryzyko depresji z tendencjami samobójczymi603, ale nawet wśród osób o identycznej wadze te,
które były operowane, wydają się bardziej narażone604. W grupie o jednakowym BMI, wieku i płci u tych,
którzy przebyli zabieg bariatryczny, ryzyko samobójstwa jest
czterokrotnie większe605. "Analiza lustrzanego
odbicia" przed i po najbardziej przekonująco pokazuje ryzyko wzrostu
tendencji do samouszkodzenia u tych samych osób606.
Niemal jeden na pięćdziesięciu pacjentów operowanych jest
hospitalizowany z powodu samouszkodzenia lub próby samobójczej607. Co więcej, statystyka ta obejmuje jedynie epizody
potwierdzone, z wyłączeniem prób zamaskowanych608, takich jak "niewyjaśnione" przyjęcie nadmiernej
ilości leków609. U pacjentów po operacjach
bariatrycznych stwierdza się również podwyższone ryzyko "przypadkowego
zgonu"610, jakkolwiek część z tych wypadków może
być związana ze zmienionym metabolizmem alkoholu. Gdy osoba z by-passem
żołądkowym wypije, dajmy na to, dwa szoty wódki, zmieniona anatomia
sprawi, że stężenie alkoholu we krwi przekroczy dopuszczalny w Stanach
Zjednoczonych limit dla kierowców w ciągu dosłownie minut611. Nie jest jednak jasne, czy ten fakt odgrywa jakąś
rolę w obserwowanym w drugim roku po operacji 25-procentowym wzroście
częstości występowania u pacjentów problemu alkoholowego612.
Nawet ci, którzy skutecznie schudli i utrzymali nową wagę, zdają się
przeżywać poważne trudności adaptacyjne. Dziesięć lat po zabiegu, choć
jakość ich życia pod względem zdrowotnym jest lepsza, ogólny stan
zdrowia psychicznego ulega znamiennemu pogorszeniu w stosunku do
sytuacji sprzed operacji -?nawet u tych, którzy odchudzili się
najbardziej613. O ironio, istnieje
rozpowszechnione przekonanie, że chirurgia bariatryczna jest dla
"cwaniaczków"614, którzy wybierają
"najłatwiejszą" drogę redukcji wagi615. Pozbycie
się nadmiaru kilogramów nie musi przekładać się na pozbycie się stygmatu
nawet minionej otyłości. Z badań wynika, że jeśli ludzie wiedzą, iż dana
osoba była kiedyś gruba, z dużym prawdopodobieństwem będzie nadal
traktowana jako gruba. W dodatku w stosunku do metod chirurgicznych
istnieją silne uprzedzenia, w rodzaju przekonania, że ci, którzy jako
drogę odchudzania wybierają skalpel, są oceniani szczególnie negatywnie
(na przykład jako najbardziej nieatrakcyjni fizycznie)616. Nietrudno sobie wyobrazić, jak pozostawanie
obiektem takich uprzedzeń, nawet mimo formalnego dołączenia do "elity",
może podkopać samopoczucie.
Ważąc opcje
W średniowieczu głodujący chłopi śnili o gastronomicznych utopiach, w których jedzenie niczym deszcz spadało z nieba, takich jak legendarna
Kukania. Jak ówcześni bajkopisarze mogli przewidzieć, że wielu ich
potomnych nie tylko zostanie stałymi rezydentami tej krainy, ale w dodatku broniąc się przed tą obfitością, będzie sobie wycinać części
żołądka i jelit?617
Ciało przybierające na wadze w sytuacji dostępności nadmiaru kalorii do
spożycia zachowuje się tak, jak powinno618.
Wysiłki mające na celu zahamowanie tego przyrostu za pomocą
farmakoterapii lub chirurgii nie stanowią korekty żadnej anomalii
ludzkiej fizjologii, ale dekonstruują i radykalnie przebudowują jej
uprzednio prawidłowe funkcje. Krytycy od dawna wskazują na tę
paradoksalną istotę chirurgicznego przekształcania zdrowych narządów w dysfunkcyjne (celowe wywoływanie zespołu złego wchłaniania)619, zwłaszcza u dzieci. Operacje bariatryczne u dzieci i nastolatków wykonywane są coraz powszechniej620; przeprowadza się je nawet u pięciolatków621. Chirurdzy bronią tej praktyki, argumentując, że
dorastanie jako grubas może skutkować emocjonalnymi bliznami i "społecznym upośledzeniem na całe życie"622.
Propagatorzy medycyny profilaktycznej z kolei twierdzą, że chirurgia
bariatryczna to przysłowiowa musztarda po obiedzie623. Obrońca chirurgii bariatrycznej odpowiada tak:
"Często słyszymy, że powinniśmy przede wszystkim skupić się na
profilaktyce. Oczywiście, zgadzam się. Jednak gdy ktoś tonie, nie
pouczam go, że powinien był nauczyć się pływać, tylko go ratuję"624.
Istnieją uzasadnione podstawy do twierdzenia, że korzyści z operacji
bariatrycznej zdecydowanie przeważają nad ryzykiem, jeśli na drugiej
szali mamy ciężką otyłość, która szacunkowo wycięła już człowiekowi z życia do 13 lat625. Choć na poparcie tego
twierdzenia nie dysponujemy danymi pochodzącymi z badań randomizowanych,
w porównaniu z osobami otyłymi, które nie były operowane, u tych, które
były, spodziewany czas przeżycia na ogół jest znamiennie dłuższy626. Nic dziwnego, że chirurdzy konsekwentnie
prezentują planowe zabiegi bariatryczne jako operacje ze wskazań
życiowych627, choć jest to fałszywa dychotomia.
Korzyści przeważają nad ryzykiem tylko wtedy, gdy nie ma innych opcji
leczniczych.
Zrobieni w balona
Lata 80. XX wieku przyniosły nam witane fanfarami balony
wewnątrzżołądkowe, które wprowadza się do tego narządu i wypełnia gazem
lub wodą, by zająć większość jego objętości628.
Niestety często zdarza się, że urządzenia chirurgiczne wprowadzane są na
rynek przed zgromadzeniem wystarczającej liczby dowodów ich
bezpieczeństwa i skuteczności629, i balony
żołądkowe nie były wyjątkiem.
"Bańka żołądkowa" zaliczyła pierwsze pęknięcie, gdy badanie
przeprowadzone w Mayo Clinic wykazało, że osiem na dziesięć tych
urządzeń ulega samoczynnemu opróżnieniu (co stanowi potencjalne
zagrożenie, gdyż pusty balon może przesunąć się do jelit i spowodować
niedrożność)630, ale zdążyły jeszcze u połowy
pacjentów spowodować nadżerki żołądka -?to jest uszkodzenia błony
śluzowej wyściełającej go od wewnątrz631. A najlepsze, że jako środek prowadzący do utraty wagi urządzenie i tak
było nieskuteczne632. Z czasem zniknęło z rynku,
ale ostatnio powróciło.
Po 33-letniej przerwie FDA w 2015 roku dopuściła do użytku nową
generację balonów żołądkowych633, czego skutkiem
było pięć tysięcy zabiegów634. Wówczas już
obowiązywała ustawa zwana The Sunshine Act, mająca na celu wyciągnięcie
na dezynfekujące światło dzienne kusicielskiej aktywności przemysłu
zmuszającej firmy farmaceutyczne oraz producentów sprzętu i aparatury
medycznej do ujawniania każdej korzyści finansowej udzielanej
lekarzom635. Dziś większość ludzi wie, jak
ciepłe mogą być relacje finansowe lekarzy z przemysłem farmaceutycznym,
ale znacznie mniej ma świadomość, że także chirurdzy bywają opłacani
przez firmy produkujące narzędzia, którymi się posługują636. Stu największych beneficjentów takich korzyści
otrzymało od firm producenckich niewiarygodną sumę 12 milionów dolarów
tylko w ciągu jednego roku. Jednak gdy ci sami lekarze publikują prace
naukowe, tylko mniejszość z nich ujawnia rażący konflikt interesów637.
Przewaga balonów żołądkowych nad większością operacji bariatrycznych
polega na tym, że ich implantacja jest odwracalna, ale to nie znaczy, że
są nieszkodliwe. FDA opublikowała serię materiałów informacyjnych
ostrzegających o związanych z ich zastosowaniem niebezpieczeństwach,
wśród których znajdują się także śmiertelne przypadki pęknięcia
żołądka638. Jakim cudem gładki okrągły przedmiot
może spowodować perforację żołądka? Przez prowokowanie u pacjentów
wymiotów tak uporczywych i gwałtownych, że doprowadzają do rozerwania
narządu i zgonu639. Nudności i wymioty są
niezbyt zaskakującym i bardzo powszechnym działaniem niepożądanym;
występują u większości pacjentów z założonym balonem640. Uporczywe wymioty prawdopodobnie tłumaczą również
przypadki śmiertelnie niebezpiecznych niedoborów żywnościowych po jego
implantacji641.
Niektóre powikłania, takie jak niedrożność przewodu pokarmowego, są
skutkiem opróżnienia się balona642, ale o dziwo,
zdarzają się też przypadki nagłego nadmiernego rozdęcia643, co powoduje ból, wymioty i wzdęcie brzucha644. Zjawisko takie po raz pierwszy zaobserwowano po
wszczepieniach implantów piersi, co zostało udokumentowane w raporcie
pod tytułem The Phenomenon of the Spontaneusly Autoinflating Breast
Implant645. Wygląda to tak, że implant ni stąd,
ni zowąd zaczyna się powiększać, prowadząc do wzrostu objętości piersi
średnio o ponad 50 procent646. "Jest to nadal",
jak stwierdza jeden z raportów, " zjawisko zbyt rzadko zgłaszane i niedostatecznie zrozumiane"647. (Co ciekawe, w pierwszych nieudanych eksperymentach z implantacją balonów żołądkowych w rzeczy samej używano implantów piersi)648.
Tak jak to jest z każdą decyzją medyczną, wszystko sprowadza się w istocie do zważenia stosunku kosztu do korzyści. Badania finansowane
przez producentów wskazują na istotny spadek wagi, ale trudno oddzielić
wpływ samej obecności balona w żołądku od towarzyszącej całej procedurze
nadzorowanej diety i zaleconych zmian w stylu życia649. Testując leki, można podać grupie kontrolnej
pigułki z cukru, ale jak wyeliminować efekt placebo, gdy badamy efekt
zabiegu? Przeprowadzając pozorowany zabieg.
W roku 2002 "New England Journal of Medicine" opublikował wyniki
odważnego badania. Jego przedmiotem była artroskopia stawu kolanowego,
najczęstszy zabieg ortopedyczny. Na wtykanie endoskopów do stawu i wycinanie uszkodzonych tkanek w chorobie zwyrodnieniowej i urazach kolan
wydajemy miliardy dolarów, ale czy to rzeczywiście coś daje? Cierpiący z powodu bólu kolan zostali losowo podzieleni na dwie grupy, z których
jedną poddano prawdziwemu zabiegowi, a w drugiej chirurdzy nacinali
kolana i udawali, że przeprowadzają całą procedurę włącznie z płukaniem
pola operacyjnego solą fizjologiczną, ale tak naprawdę ze stawem niczego
nie robili.
Podniosło się larum. Jak w ogóle można losowo przydzielić ludzi do
grupy, w której otwiera się powłoki ciała, by przeprowadzić fałszywy
zabieg chirurgiczny? Zawodowe towarzystwa medyczne podawały w wątpliwość
etykę chirurgów i zdrowie umysłowe pacjentów, którzy zgodzili się na
udział w badaniu650. Ale kto zgadnie, jaki był
jego wynik? Owszem, stan operowanych się poprawił, ale to samo
stwierdzono w grupie kontrolnej. Rodzaj operacji okazał się nie mieć
znaczenia651,652. Obecnie taki sam kryzys
wiarygodności dotyka zabiegów wszczepiania stentów do tętnic
wieńcowych653 i operacji stożka rotatorów
barku654.
Gdy ocenie poddano balony wewnątrzżołądkowe, badania randomizowane z grupą kontrolną, w której zabieg był pozorowany, wykazały, że i starsze655, i nowsze656
urządzenia niekiedy nie przynosiły żadnej korzyści w postaci redukcji
wagi. Nawet jeśli odniosły pożądany skutek657,
bywał on często tymczasowy, jako że balony pozostawiano w żołądku tylko
na 6 miesięcy; po tym czasie ryzyko deflacji staje się zbyt duże.
Dlaczego nie możemy po prostu zakładać ich wciąż na nowo? Takie
postępowanie zostało wypróbowane i nie przyniosło poprawy wyników
odległych658. Takie samo badanie randomizowane z grupą kontrolną poddaną pozorowanemu zabiegowi wykazało, że wpływ balona
na łaknienie i uczucie sytości z czasem może zanikać659, być może w miarę, jak ciała przyzwyczajają się do
nowej normy.
Pozorowane badania pokazały, że niektóre z najbardziej popularnych
zabiegów leczniczych bywają pozorne w samej swej istocie. Lekarze
chętnie szczycą się tym, że w swoim postępowaniu opierają się na nauce.
Na przykład słusznie występujemy przeciwko ruchom antyszczepionkowym.
Dużą część naszego środowiska medycznego niepokoi aktualna polityczna
moda na wybieranie sobie takich "faktów", jakie ludziom w danej chwili
odpowiadają. Gdy czytam, że niektóre z tych wciąż popularnych zabiegów
nie tylko nie przynoszą pożytku660, ale wręcz
mogą jeszcze pogorszyć sytuację -?na przykład zwiększyć ryzyko progresji
do stanu, w którym konieczna będzie wymiana stawu kolanowego661 -?nie mogę się oprzeć refleksji, że my, lekarze
także nie jesteśmy odporni na nasze własne wersje "fake newsów" i "alternatywnych faktów"662.
FARMAKOTERAPIA
Jedna pigułka czyni cię małym
My, Amerykanie, uwielbiamy się leczyć cudownymi pigułkami. A jednak,
mimo że w dzisiejszych czasach dysponujemy pełnym zestawem
zatwierdzonych przez FDA leków odchudzających, przepisywane są zaledwie
jednemu na pięćdziesięciu otyłych pacjentów663.
Co tu jest grane? Jedną z przyczyn tak silnej stygmatyzacji
farmaceutyków zwalczających otyłość664 jest to,
że w przeszłości rezultaty stosowania tego typu środków były, oględnie
mówiąc, dalekie od cudownych; magiczne kule okazywały się w najlepszym
razie ślepymi nabojami665.
Obecnie większość leków odchudzających, mimo uzyskanej początkowo
akceptacji, po pewnym czasie zostaje wycofana z rynku z powodu
nieprzewidzianych działań niepożądanych, które czynią z nich publiczne
zagrożenie666. Jak to bardziej szczegółowo
opisuję w rozdziale o spalaczach tłuszczu, wszystko zaczęło się od DNP,
pestycydu, który miał jakoby bezpiecznie pozbawiać ludzi tkanki
tłuszczowej667, tymczasem okazało się, że
zamiast tłuszczu pozbawiał ich wzroku668 (ta
katastrofalna historia przyczyniła się do uchwalenia w roku 1938
federalnej ustawy o żywności, lekach i kosmetykach)669. W wyniku dostępności DNP w handlu internetowym
nie tak dawno nastąpił jego wielki powrót z łatwymi do przewidzenia
tragicznymi skutkami670.
Potem pojawiły się amfetaminy. Obecnie ponad pół miliona Amerykanów jest
uzależnionych od metamfetaminy671, ale
amfetaminową epidemię zapoczątkowali lekarze i firmy farmaceutyczne672. W latach 60. ubiegłego stulecia firmy te zalewały
rynek około 80 tysiącami kilogramów tych związków rocznie, co niemalże
zapewniałoby tygodniową dawkę dla każdego dorosłego obywatela obojga
płci i każdego dziecka w Stanach Zjednoczonych. Co roku stosowane były
dosłownie miliardy dawek, a kliniki leczenia otyłości opływały w zyski.
Lekarz specjalizujący się w odchudzaniu mógł zakupić 100 tysięcy
tabletek amfetaminy za mniej niż 100 dolarów i sprzedać je pacjentom za
ponad 12 tysięcy673.
W roku 1970 senator Thomas Dodd, ojciec senatora Chrisa Dodda, tego od
ustawy Dodd-Frank, wystąpił w Senacie z sugestią, że amerykańska obsesja
na punkcie prędkości nie zrodziła się przypadkiem. Stwierdził, że
przemysł farmaceutyczny "dysponujący wielusetmilionowym budżetem na
reklamę, która jest często najkosztowniejszą składową ceny leku, pigułka
po pigułce kusił, aż zaszczepił pokoleniom dojrzewającym po II wojnie
światowej szaleńczą kulturę lekomanii"674.
Nakreślenie paralelnego powiązania między wielkim przemysłem
farmaceutycznym675 a obecnym kryzysem opioidowym
pozostawię czytelnikowi jako ćwiczenie umysłowe.
Był więc Aminorex, powszechnie przepisywany lek hamujący łaknienie,
dopóki nie został wycofany, gdy okazało się, że wywołuje uszkodzenie
płuc676. Osiemnaście milionów Amerykanów
przyjmowało Phen-fen, następnie wycofany jako przyczyna ciężkiego
uszkodzenia zastawek serca677. Meridię wycofano
za wywoływanie zawałów serca i udarów678.
Acomplię za powikłania psychiatryczne włącznie z samobójstwami679. I na tym lista wcale się nie kończy680. Dziedzictwem Phen-fenu stała się jedna z największych w historii przemysłu wypłat w wyniku sporu sądowego, ale
ten koszt jest z góry wkalkulowany681. Nowy lek
odchudzający jest w stanie zaszkodzić, a nawet zabić tylu ludzi, że
"spodziewany koszt sporów sądowych" może przekroczyć sumę 80 milionów
dolarów, lecz konsultanci wielkich firm farmaceutycznych w piśmie
"PharmacoEconomics" obliczyli, że gdyby odniósł sukces, zysk mógłby
przekroczyć 100 milionów682. To teraz sobie
policzcie.
Czytaj ostrzeżenia i myśl
Wśród aktualnie stosowanych leków odchudzających mamy Qsymię, połączenie
fenterminy (Phentermin), czyli pierwszej składowej Phen-fenu, i topiramatu, leku, którego nagłe odstawienie może wywołać napad
padaczkowy683. Qsymia jako preparat
niebezpieczny otrzymała kategoryczną odmowę rejestracji w wielu krajach
Europy, ale nadal jest dostępna w sprzedaży w Stanach Zjednoczonych. Na
tej samej łódce płynie Belviq (lorkaseryna) -?dopuszczony do obrotu u nas, ale w Europie nie, a to z powodu potencjalnego działania
kancerogennego, możliwości wywoływania zaburzeń psychicznych i uszkadzania zastawek serca684. W Stanach
Zjednoczonych sprzedaje się go za około 200 dolarów miesięcznie -
interes porównywalny z najnowszą zdobyczą: Saxendą (liraglutyd).
Saxenda jest lekiem stosowanym w postaci codziennych iniekcji, a miesięczny koszt leczenia wyceniono na 1281,65 dolara685. Charakterystyka tego produktu leczniczego zawiera
naprawdę poważne ostrzeżenie -?FDA zaleca maksymalną ostrożność z powodu
potencjalnie zagrażającego życiu ryzyka raka tarczycy686. Opłacani przez firmę konsultanci oraz jej
pracownicy argumentują, że zwiększenie liczby wykrywanych guzów może
wynikać z lepszych warunków wykrywalności, które zawdzięczamy właśnie
skuteczności leku687. Inną opcją jest Mysimba
(bupropion/naltrekson) pod warunkiem, że zdecydujemy się zignorować
kolejne bardzo poważne ostrzeżenie o potencjalnym zwiększeniu częstości
myśli samobójczych688.
Ostatnia możliwość to Alli (orlistat). Ten lek blokuje wchłanianie
tłuszczów z pożywienia i powoduje takie działania niepożądane jak
"wzmożone oddawanie gazów z domieszką kału"689.
Przyjmowanie go ewidentnie zmusza pacjentów do używania pieluszek i zapoznania się z rozmieszczeniem wszystkich toalet w okolicy w celu
ograniczenia przykrych konsekwencji nagłego wycieku tłuszczowej
zawartości przewodu pokarmowego690. Dzięki
ustawie o wolności informacji przekonaliśmy się, że choć finansowane
przez firmę producencką badania miały jakoby dokumentować "wszystkie
przypadki działań niepożądanych"691, w jednym z nich jakże wygodnym zbiegiem okoliczności znalazł się błąd w postaci
pominięcia 1318 takich incydentów692.
Czym zresztą jest niewielki wyciek stolca w porównaniu z udrękami
otyłości693. Jak zwykle musimy ważyć zyski i straty, nieprawdaż? Jednak metaanaliza ponad 100 badań klinicznych leków
odchudzających trwających nawet do 47 tygodni wykazała, że osiągnięta
dzięki nim redukcja wagi ani razu nie przekroczyła 4,1 kg694. Jako że nie leczymy pierwotnej przyczyny -
tuczącego sposobu odżywiania się -?waga oczywiście powraca natychmiast
po zaprzestaniu przyjmowania leków695, więc
należałoby je stosować codziennie do końca życia. Jak długo ludzie
wytrzymują? Z danych aptecznych obejmujących milion klientów, większość
użytkowników Alli poprzestało na pierwszym zakupie, a większość
użytkowników Meridii nie wytrwała nawet 3 miesięcy. Przyjmowanie leków
odchudzających jest tak przykre, że 98 procent pacjentów zarzuca je w okresie pierwszego roku696.
Badania wykazują, że wielu lekarzy ma tendencję do przeceniania stopnia
redukcji wagi wywołanej przez te leki697. Jedną
z przyczyn mogą być wytyczne praktyki klinicznej; na przykład takie jak
Towarzystwo Endokrynologów, które niemal wyłazi ze skóry, by wypromować
stosowanie farmakoterapii w leczeniu otyłości698. Czy ci ludzie na serio zalecają trzymanie na
lekach 40 procent Amerykanów -?ponad 100 milionów?699 W tej sytuacji zapewne nie zdziwi was wiadomość,
że główny autor tych zaleceń jest "istotnie zainteresowany finansowo lub
zajmuje kierownicze stanowisko" w sześciu różnych firmach
farmaceutycznych, które wszystkie co do jednej całkiem przypadkowo
pracują nad lekami odchudzającymi700. Dla
kontrastu: niezależne rady ekspertów, takie jak Canadian Task Force on
Preventive Health Care (Kanadyjska Grupa Robocza do spraw Profilaktyki w Opiece Medycznej), wypowiadają się wyraźnie przeciwko farmakoterapii
otyłości ze względu na jej niską skuteczność i niewystarczające
bezpieczeństwo701.
ODCHUDZAJĄCE SUPLEMENTY
Zła praktyka produkcyjna
Jak wynika z ogólnokrajowej ankiety, jedna trzecia dorosłych, którzy
podjęli poważną próbę odchudzenia się, próbowała suplementów diety702, na które Amerykanie wydają rocznie dosłownie
miliardy dolarów703. Większość ankietowanych
błędnie sądziła, że tego typu sprzedawane bez recepty środki hamujące
łaknienie, preparaty ziołowe i inne odchudzające suplementy zanim
zostaną dopuszczone do sprzedaży, muszą uzyskać certyfikat
bezpieczeństwa od jakiejś rządowej agencji takiej jak FDA -?a przynajmniej zawierać na etykiecie ostrzeżenie o ewentualnych
działaniach niepożądanych. Niemal połowa nawet uważała, że muszą się
wykazać jakimiś dowodami skuteczności704. Nic z tych rzeczy.
FDA szacuje, że suplementy diety wywołują około 50 tysięcy niepożądanych
zdarzeń medycznych rocznie705; najczęściej są to
uszkodzenia wątroby i nerek706. Jednocześnie
leki przepisywane na receptę nie tylko szkodzą, ale wręcz zabijają ponad
100 tysięcy Amerykanów rocznie707. Ale w przypadku tych leków przynajmniej teoretycznie istnieje możliwość
przeanalizowania stosunku ryzyka do korzyści -?dzięki badaniom
klinicznym i monitoringowi, które zazwyczaj obejmują tysiące
użytkowników708. Gdy producent zawierającego
efedrynę suplementu diety Metabolife 356 testował swój wyrób za pomocą
badania, które zamknęło się na 24 uczestnikach, stwierdzono jedynie
drobne działania niepożądane (suchość w ustach, bóle głowy i bezsenność)709. Jednak gdy zaczęto go stosować
na skalę całej populacji, zgłoszono niemal 15 tysięcy zdarzeń
niepożądanych, w tym zawały serca, udary, napady padaczkowe, a nawet
zgony710, i preparat został wycofany z rynku.
Wobec braku nadzoru ze strony instytucji państwowych nie ma nawet
gwarancji, że w butelce znajduje się to, co deklaruje etykieta.
Inspektorzy FDA stwierdzili, że 70 procent wytwórców suplementów nie
przestrzega tak zwanych dobrych praktyk produkcyjnych (GMP -?Good
Manufacturing Practices) uznawanych za minimalne wymogi zachowania
standardów jakościowych711, takich jak
elementarna higiena i właściwa identyfikacja składników. Nie 7 procent,
a 70 procent.
Badania DNA suplementów ziołowych w całej Ameryce Północnej wykazały, że
większości z nich nie można uwierzytelnić. Sześćdziesiąt osiem procent
testowanych suplementów w ogóle nie zawierało rzekomego głównego
składnika; jego miejsce zajmowało coś innego. Na przykład suplement
"Ziele św. Jana" zawierał jedynie senes712,
środek przeczyszczający, który może powodować podrażnienie odbytu713. Z dwunastu firm tylko dwie miały produkty
opatrzone należytą informacją na etykiecie714.
Problem nie ogranicza się do jakichś pokątnych handlarzy z odległych
zakątków Internetu. Prokurator Generalny Stanu Nowy Jork zamówił
przebadanie za pomocą testów DNA 78 opakowań komercyjnych suplementów
ziołowych sprzedawanych przez takie firmy jak Walgreans, Walmart, Target
i GNC. Cztery z pięciu butelek nie zawierały ani jednego z ziół
wymienionych na etykiecie. Zamiast nich w kapsułkach często znajdowało
się niewiele więcej niż tanie wypełniacze, jak sproszkowany ryż czy
suszone rośliny domowe715.
Gdy dostajesz więcej, niż było w cenie
Suplementy odchudzające cieszą się złą sławą także z powodu fałszowania
ich lekami716. Z przebadanych 160 "w 100
procentach naturalnych" specyfików ponad połowa była skażona dodatkami
leków, od antydepresantów po środki stosowane w zaburzeniach
erekcji717. Częstą domieszką okazywały się leki
moczopędne, co nawet ma pewien sens718. W rozdziale o przerywanej głodówce omawiam wymuszone szybkie odwodnienie
jako wartą miliard dolarów sztuczkę, która przez ponad stulecie pomagała
sprzedawać dietę niskowęglowodanową.
Naukowcy z Denver przebadali wszystkie suplementy odchudzające, jakie
udało im się dostać w promieniu 10 mil; wyniki były alarmujące. Jedna
trzecia była skażona substancjami niedozwolonymi, a 90 procent
składnikami, których użycie "nie jest rekomendowane"719. Najpospolitszym nielegalnie użytym składnikiem
suplementów odchudzających okazała się sibutramina, lek o nazwie
handlowej Meridia, wywalony z rynku już w roku 2010 z powodu zwiększania
ryzyka zawałów serca i udarów mózgowych720, a obecnie obwiniany o wywoływanie przypadków indukowanej suplementami
wyszczuplającymi psychozy721. Analiza takich
suplementów do kupienia przez Internet i reklamowanych jako "całkowicie
naturalne", "nieszkodliwe" lub "tradycyjne środki ziołowe" wykazała, że
jedna trzecia z nich zawierała dużą dawkę sibutraminy, a pozostałe
kofeinę. Czy nie byliśmy w stanie wyczuć, że suplement zawiera kofeinę?
Przypuszczalnie nie, jeśliby jednocześnie zawierał temazepam, substancję
kontrolowaną z grupy benzodiazepin o działaniu uspokajającym i nasennym,
znajdowany w połowie suplementów skażonych kofeiną722.
Czy FDA nie wymaga wycofania fałszywych suplementów? Tak, ale tabletki
po chwili znów wracają na półki apteczne czy sklepowe. Ponowne badanie
suplementów zakupionych co najmniej 6 miesięcy po wycofaniu części z nich ze sprzedaży wykazało, że dwie trzecie nadal zawierały
zakwestionowane składniki. Przy kolejnej kontroli 17 z 27 miało w składzie te same niedozwolone substancje co w pierwszym badaniu, a sześć
jeszcze co najmniej jeden nowy zakazany dodatek723. I, niestety, producenci nie są skutecznie karani
za niesubordynację. Jak to ujął jeden z założycieli Institute for
Science in Medicine: "Kary za pogwałcenie prawa są niewielkie w porównaniu z zyskami"724.
Chudy jak śmierć
Jednym ze sposobów obchodzenia prawa przez wytwórców suplementów jest
opatrywanie ich sformułowaniem "środek nieprzeznaczony do spożycia przez
ludzi". Na przykład śmiercionośny spalacz tłuszczu DNP figuruje jako
środek chemiczny do użytku przemysłowego lub naukowego725. W taki oto sposób markowe uliczne narkotyki można
jawnie sprzedawać na stacjach beznzynowych i w sklepach wielobranżowych
jako "sole do kąpieli" 726 . Jeszcze inna metoda
to utrzymywanie, że syntetyczne środki stymulujące dodawane do
suplementów odchudzających są naturalnymi składnikami produktów
jadalnych; na przykład ukrycie stymulantu dimetyloamylaniny pod nazwą
"ekstraktu z geranium". W roku 2012 FDA, gdy dowiedziono, że DMAA jednak
"nie występuje w geranium" (poza wszystkim innym kto w ogóle jada
geranium?) 727 , zabroniła jego stosowania.
Niemniej mimo ostrzeżeń o możliwym związku tej substancji z przypadkami
nagłych zgonów728 i udarów krwotocznych729 DMAA nadal pojawia się w składzie suplementów
odchudzających pod niewinnymi nazwami typu "wysmuklający pyłek pszczeli"
(Simply Skinny Pollen firmowany przez Bee Fit with Trish)730.
Nie ma wątpliwości, że niektóre nielegalne suplementy jak efedra
pomagają schudnąć731. "Jest tylko jeden
problem", jak pisze pewien członek-założyciel American Board of
Integrative Medicine. "Takie suplementy mogą też zabijać"732.
Czy istnieją bezpieczne skuteczne suplementy diety wspomagające
odchudzanie?
Gdy dziewięć takich popularnych suplementów poddano randomizowanemu
badaniu kontrolowanemu placebo, ani jeden nie okazał się lepszy od
pigułek ze zwykłego cukru733. Przegląd
systematyczny tabletek odchudzających przyniósł taki sam wniosek: żadna
nie wywarła zauważalnego wpływu na masę ciała bez stwarzania przy tym
zagrożenia dla zdrowia734. Jeden z takich
przeglądów systematycznych "odżywczych" suplementów przeprowadzonych
przez Weight Management Center (Centrum kontroli wagi) z Johns Hopkins
University kończy się następującym stwierdzeniem:
Na zakończenie należałoby podkreślić, że zapewne najbardziej uniwersalną
i najbezpieczniejszą z alternatywnych/naturalnych opcji odchudzania jest
zastąpienie wysokoenergetycznych i wysokoprzetworzonych produktów
spożywczych produktami niskoenergetycznymi, tym samym ograniczając
całkowite spożycie kalorii. Dzięki niskiemu ładunkowi energetycznemu i prozdrowotnym właściwościom produktów roślinnych można uzyskać spadek
wagi, a przynajmniej wspomagać jej utrzymanie na stałym poziomie bez
konieczności zmniejszenia objętości posiłków czy też zmniejszenia ich
wartości odżywczych735.
Licencja na zajadanie
Nawet nieszkodliwe suplementy odchudzające w pewien sposób mogą
spowodować tycie, a to wskutek fascynującego rysu psychologii człowieka
zwanego samoprzyzwoleniem736. Z tym zjawiskiem
mamy do czynienia wtedy, gdy bez kontroli świadomości rozgrzeszamy się
ze zrobienia czegoś, co oddala nas od założonego celu zaraz po tym, jak
podjęliśmy krok w kierunku jego osiągnięcia. Nagradzamy się za to,
folgując sobie w sposób, który nas na tej drodze cofa.
Palacze, którym powiedziano, że otrzymują "suplementy witaminy C", w rezultacie wypalili więcej papierosów niż ci, którzy wiedzieli, że
dostają "placebo" -?mimo że obu grupom podawano identyczne pigułki
cukrowe. Grupa "witaminowa" wypaliła niemal dwa razy więcej, zapewne na
jakimś podświadomym poziomie spekulując, że skoro właśnie zrobili coś
dobrego dla zdrowia, to mogą sobie pozwolić "trochę pożyć", podczas gdy
w istocie skłoniło ich to, żeby pozwolić sobie pożyć... trochę krócej737.
Łatwo spostrzec, jak mechanizm samoprzyzwolenia działa w innych sferach
życia. Kolejne badania wykazały, że ludzie, którzy przyjmowali placebo,
myśląc, że są to suplementy, nie tylko wykazywali mniejszą skłonność do
angażowania się w ćwiczenia fizyczne, ale nawet chodzili o jedną trzecią
mniej. W porównaniu z osobami, którym powiedziano, że ich tabletki to
placebo, nieznający prawdy uczestnicy badania częściej wybierali
"szwedzki stół" zamiast "zdrowego, organicznego posiłku"738. Czy także więcej jedli? Tę kwestię poddano
nowatorskiemu badaniu zatytułowanemu Wyzwalający wpływ suplementów
odchudzających na kontrolę jedzenia.
Uczestników podzielono losowo na dwie grupy: świadomie przyjmującą
placebo oraz przyjmującą rzekomy suplement diety, którym w istocie było
to samo placebo. Następnie z ukrycia śledzono ich zachowania przy
szwedzkim stole. Uczestnicy z grupy "suplementowanej" nie tylko zjedli
więcej, ale także wybierali produkty mniej zdrowe739. Dodatkowo w ramach fałszywego "testu degustacji"
zjedli o 30 procent więcej słodyczy i zamówili więcej słodzonych
napojów740. "Tak więc", podsumowali badacze,
"osoby, które w celu ochrony zdrowia uciekają się do suplementów
żywności, mogą płacić za to ukrytą cenę: przekleństwo pozwalania sobie
na więcej niezdrowych zachowań"741.
ROZWIĄZANIA SYSTEMOWE
Porażka systemu
System opieki zdrowotnej zdaje się robić wszystko, co w ludzkiej mocy,
by położyć kres epidemii otyłości. Wśród najnowszych celów wytyczonych
przez Światową Organizację Zdrowia jest i ten dotyczący otyłości -?do
roku 2025 spróbować zejść do zerowego wzrostu zapadalności742. Nawet tak skromnie ustawiona poprzeczka może
stanowić jedno z największych wyzwań światowego systemu opieki
zdrowotnej. Choć pojawiły się pojedyncze wysepki, gdzie można odnotować
pewien chwiejny postęp, żadnemu krajowi nie udało się jeszcze odwrócić
biegu epidemii.
Ustalono, że głównym mechanizmem napędzającym pandemię otyłości743 jest promowanie nadmiernej konsumpcji
wysokokalorycznych a ubogich pod względem wartości odżywczych produktów
spożywczych i napojów. Teraz, gdy udało nam się uwolnić znaczną część
świata od plagi chorób zakaźnych i głodu, niektórzy rzecznicy zdrowia
publicznego posunęli się do twierdzenia, że "nowe wektory zagrożenia
zdrowotnego" przyjmują postać "transnarodowych korporacji producentów
żywności propagujących i sprzedających sól, tłuszcz, cukier i kalorie w ilościach bezprecedensowych"744. Winą obarczono
przemysł spożywczy z jego lobbystycznymi zapędami745, przemysł, nawiasem mówiąc, uznany za
najpotężniejszy na świecie746. Sami tylko
producenci produktów przetworzonych generują bilionowe zyski747. "Ujmując rzecz najprościej", stwierdza starszy
dyrektor George Institute for Global Health, "olbrzymi sukces komercyjny
przemysłu spożywczego powoduje w dziedzinie zdrowia publicznego coś, co
zapowiada się na jedną z największych katastrof naszych czasów"748.
Pamiętajcie jednak -?korporacje robią tylko to, do czego zostały
powołane. Ich celem nie jest tuczenie ludzi, lecz zarabianie
pieniędzy749. Przemysł spożywczy manipuluje
składnikami takimi jak sól, cukier, tłuszcz, dorzuca jeszcze kofeinę i chemiczne wzmacniacze smaku z powodów nie bardziej nikczemnych niż chęć
maksymalizacji zysków. Rynki często zachęcają firmy, aby zaspokajały i wykorzystywały ludzkie słabości750. Dyrektorzy
od jedzenia i napojów po prostu dźwigają na sobie odpowiedzialność
powierniczą za możliwie najwyższe kwartalne profity wobec swoich
udziałowców.
Czemuż by jednak nie sprzedawać jabłek zamiast jabłkowych płatków
śniadaniowych i pomarańczy zamiast gazowanego napoju pomarańczowego?
Cytując apokryficzną odpowiedź Slick Willie Suttona na pytanie, dlaczego
napadał na banki: "Bo tam są pieniądze". Przyczyną, dla której na rynek
wprowadza się jedne z najbardziej niezdrowych produktów, jest prosta
ekonomia: prawdziwe jedzenie się nie opłaca751.
Owoce i warzywa się psują. Udziałowiec chce ciastek, które mogą leżeć na
półce sklepowej tygodniami.
Na domiar złego prawdziwa żywność nie ma marki. Po co producent brokułów
miałby płacić za reklamę telewizyjną, skoro jest równie prawdopodobne,
że kupisz brokuła wyhodowanego akurat przez konkurencję? System po
prostu nie jest nastawiony na opłacalność sprzedaży zdrowej żywności.
No i wreszcie produkcja prawdziwego jedzenia jest kosztowna.
Akcjonariusze nie chcą organicznych warzywek pobrudzonych ziemią -?chcą
tanich jak barszcz i niewymagających obróbki wynalazków takich jak syrop
kukurydziany -?najlepiej jeszcze, dzięki dotacjom z pieniędzy podatników
z bonifikatą -?który można wlać do gazowanej wody i sprzedawać po parę
dolców za butelkę. Burgery w menu za dolara znalazły się tam dzięki
między innymi setkom miliardów dolarów subsydiów federalnych na tanią
paszę dla zwierząt hodowlanych752. Decydenci,
którzy opierają się apelom o to, by rząd "twardą ręką" wprowadził w tym
sektorze regulacje, być może wcale nie zdają sobie sprawy, że "twarda
ręka" już naciska szalę wagi; po stronie Wielkiego Biznesu.
Jak wykorzystać zbiór strategii antytytoniowych
Doświadczenia z przemysłem tytoniowym, jak napisali dwaj wybitni
naukowcy w dziedzinie zdrowia publicznego, nauczyły nas, jak potężnym
motywatorem jest zysk, "nawet kosztem milionów istnień i niewyobrażalnego cierpienia". Cytują następujące słowa amerykańskiego
sędziego sądu dystryktowego w sprawie związanej z tytoniem:
Zbyt często, gdy mamy do czynienia z wyborem między fizycznym zdrowiem
konsumentów a finansowym dobrostanem biznesu, wybiera się utajnienie
zamiast ujawniania, wzrost sprzedaży zamiast bezpieczeństwa i pieniądze
zamiast moralności. Kim są ludzie, którzy świadomie i w ukryciu decydują
się wystawić klientów na niebezpieczeństwo jedynie po to, by osiągnąć
zysk, i którzy uważają, że choroby i śmierć konsumentów to
usprawiedliwiony koszt ich własnego dostatku?753
Tytoń to jedno z największych zwycięstw zdrowia publicznego. Odsetek
palaczy wśród dorosłych obniżył się z 42 procent w roku 1965754 do dzisiejszych zaledwie 15 procent755. To mniej więcej tak, jakby wtedy paliło pięć osób
na dwanaście, a teraz mniej niż dwie na dwanaście. Dzięki tej zmianie
papierosy zabijają dziś tylko pół miliona Amerykanów rocznie, podczas
gdy nasz sposób żywienia zabija wiele tysięcy więcej. Obecnie główną
przyczyną zgonów w Ameryce jest amerykańska dieta756.
Czy bylibyśmy w stanie zastosować te same strategie, które okazały się
tak skuteczne w walce z Wielkim Przemysłem Tytoniowym? Może to wcale nie
przypadek, że trzy z najbardziej ekonomicznie opłacalnych interwencji w zwalczaniu otyłości wydają się jakby żywcem wyjęte z wojen tytoniowych:
1. Opodatkowanie niezdrowych produktów 2. Umieszczanie informacji o wartościach odżywczych produktu na przedniej stronie opakowania 3.
Ograniczenie reklam skierowanych do dzieci757.
Śmierć i podatki
Nałożenie akcyzy na papierosy przedstawia się jako najskuteczniejsze
narzędzie cięcia odsetka palących758.
Dwadzieścia pięć centów od każdej paczki przeznaczone na pokrycie części
kosztów społecznych palenia papierosów wiązało się ze spadkiem odsetka
palaczy aż o 9 procent759. Światowa Organizacja
Zdrowia oceniła, że 70-procentowy ogólnoświatowy wzrost ceny papierosów
mógłby zapobiec jednej czwartej wszystkich zgonów związanych z paleniem
tytoniu760.
Rozszerzenie podatków alkoholowych i tytoniowych na produkty żywnościowe
zaproponował nie kto inny, jak sam Adam Smith w swoim dziele z 1776 roku
Bogactwo narodów: "Cukier, rum i tytoń nie są towarami niezbędnymi do
życia, ale są powszechnie używane i dlatego są bardzo właściwymi
przedmiotami opodatkowania"1,761. Logika tego rozumowania
jest następująca: ludzie mają prawo palić, pić i jeść tuczące produkty,
ale może powinni wtedy także dokładać się do niektórych medycznych
kosztów pokrywanych z pieniędzy publicznych, a wynikających z ich
niezdrowych nawyków762.
W stanach takich jak Teksas i Kalifornia podatek penny-per-ounce od
napojów słodzonych cukrem może przynosić rocznie ponad miliard
dolarów763. Dziesięcioprocentowy podatek od
produktów tuczących w skali całego kraju może dać w ciągu 10 lat pół
biliarda764. Gdyby takiemu podatkowi
towarzyszyły dopłaty obniżające ceny owoców i warzyw o 10 procent, można
by się spodziewać zgarnięcia setek miliardów dolarów. Ale czy zmieniłoby
to czyjekolwiek przyzwyczajenia żywieniowe? Taka niewielka 10-procentowa
różnica w cenie benzyny ołowiowej i bezołowiowej była w stanie
spowodować odejście całej branży motoryzacyjnej od ołowiu765. Chcemy teraz sprawdzić, czy tego rzędu różnica
sprawi także, że Amerykanie porzucą szarlotkę na rzecz jabłka.
Przegląd systematyczny dostępnych danych wskazuje, że finansowe zachęty
i czynniki zniechęcające w sferze żywienia rzeczywiście działają. Im
tańsze są owoce i warzywa, tym więcej ludzie ich kupią, a im wyżej
opodatkujemy niezdrowe produkty, tym głębszy nastąpi spadek ich
konsumpcji766. Opierając się na tym modelu
rozumowania, możemy przypuścić, że podatek nałożony na tłuszcze nasycone
(znajdujące się głównie w tłustym mięsie, nabiale i jedzeniu tzw.
śmieciowym) mógłby ocalić tysiące istnień rocznie767.
Czy jednak taki podatek nie dotknie w sposób nieproporcjonalnie większy
ludzi ubogich? Tak, i dzięki temu właśnie spodziewamy się, że ci
najbiedniejsi odniosą największą korzyść. To tak jak z podatkiem od
papierosów768. Klasyczne argumenty przemysłu
tytoniowego głoszą, że podatki od papierosów są "niesprawiedliwe",
"regresywne", "w największym stopniu obciążają biednych", na co sektor
zdrowia publicznego odpowiada: "Rak też jest niesprawiedliwy". Istotnie,
nowotwory złośliwe nieproporcjonalnie częściej dotykają ludzi
uboższych769, tak więc tego typu podatki powinny
najsilniej wpłynąć na poprawę zdrowia tych, którym powodzi się
najgorzej.
Fakt, że przemysł tytoniowy walczył z podatkiem papierosowym zębami i pazurami -?robił wszystko, co się dało, od tworzenia organizacji
przykrywkowych po jawne przekupywanie polityków770 -?wskazuje, że podatki mogą być naprawdę potężnym
narzędziem wpływającym na ludzkie przyzwyczajenia, ale większość dowodów
dotyczących zmian nawyków żywieniowych nie opiera się na danych
zaczerpniętych z realiów życia. Naukowcy wykazali, że w wirtualnych
supermarketach 3D 25-procentowa zniżka na owoce i warzywa stymuluje taki
sam wzrost sprzedaży tych produktów -?niemal o kilogram tygodniowo771. Jednak z wirtualnych warzyw nie ma wielkiego
pożytku. Czy to zadziała tak samo w prawdziwym świecie z prawdziwym
jedzeniem?
Największy prywatny ubezpieczyciel RPA zaczął oferować setkom tysięcy
gospodarstw domowych usługę nawet 25-procentowego cashbacku przy zakupie
zdrowych produktów żywnościowych, aż do wysokości ekwiwalentu 799
dolarów tygodniowo772. Dlaczego ubezpieczyciel
postanowił rozdawać pieniądze? Ponieważ ten manewr najwyraźniej zwiększa
konsumpcję owoców, warzyw i produktów pełnoziarnistych, jednocześnie
zmniejszając spożycie produktów bogatych w cukier, sól i tłuszcz, w tym
przetworów mięsnych i fast foodu -?co powinno się przełożyć na obniżoną
zachorowalność, a tym samym na zmniejszenie wydatków
ubezpieczyciela773.
Czemu po prostu nie płacimy ludziom za odchudzenie się? Przegląd
systematyczny wykazał, że 11 z 12 badań nad wpływem zachęt finansowych
na redukcję wagi dało wynik pozytywny774. W tym
jedynym, które nie wykazało korzyści z bezpośredniej motywacji
finansowej, oferowano jedynie 2,80 dolara dziennie775. Dzieciakowi, żeby wybrał na przekąskę suszony
owoc zamiast ciasteczka, może wystarczyć pięciocentówka albo naklejka,
ale wraz ze zniknięciem zachęty znika także zmiana zachowania776.
Nawet gdyby system zachęt musiał trwać permanentnie, i tak mógłby się
opłacać. W Stanach Zjednoczonych każdy dolar podatku od produktów
wysokoprzetworzonych lub mleka może oznaczać szacunkowo 2 dolary
oszczędności na kosztach opieki zdrowotnej. Każdy dolar zainwestowany w obniżenie ceny warzyw może przynieść trzy, a dotowanie produktów
pełnoziarnistych może dać maksymalny zwrot777.
Nawet jednoprocentowa zniżka średniej ceny wszystkich owoców i warzyw
mogłaby zapobiec 10 tysiącom zawałów serca i udarów mózgowych
rocznie778.
Od Coli po Coors: nieoczekiwane konsekwencje
Bywa, że rozwiązania systemowe w dziedzinie żywienia mają nieoczekiwane
konsekwencje. Na przykład masowe przerzucenie się ze słodkich ciasteczek
na słone chipsy raczej nie wpłynie korzystnie na zdrowie publiczne.
Jedno z badań terenowych dotyczących podatku nałożonego na napoje
gazowane wykazało, że może on istotnie zmniejszać sprzedaż słodkich
napojów, ale w rezultacie w gospodarstwach domowe będzie się kupowało
więcej piwa779. Z jeszcze innego badania wynikł
wniosek, że podawanie wartości kalorycznej na etykiecie słodzonych
napojów może, o ironio, zwiększyć konsumpcję, przypuszczalnie dlatego,
że wcześniej konsumenci przeceniali ich kaloryczność780.
Poważne ostrzeżenia przed ryzykiem nieoczekiwanych negatywnych
konsekwencji rozwiązań polityki zdrowotnej wymierzonych w epidemię
otyłości nagłaśniają wszyscy powiązani z takimi bytami jak Coca-Cola,
Kraft, PepsiCo, Wrigley, Red Bull, the World Sugar Research
Organisation, The National Cattlemen's Beef Association, Mars czy
potentat syropu kukurydzianego Archer Daniels Midland (to tylko jedna
lista źródeł finansowania jednego naukowca)781.
Ta obawa nie powinna paraliżować dalszych prac, ale służyć za
przypomnienie, że przy planowaniu rozmaitych rozwiązań systemowych
niezbędne jest zachowanie zdrowej dawki pokory782.
A gdyby tak opracować promującą owoce grę wideo dla dzieci? Brzmi
obiecująco, prawda? No cóż, jak sądzicie, co się stało, gdy usadzono
dzieciaki przed miską owoców i słodyczy i losowo podzielono na trzy
grupy, które miały grać w jedną z trzech gier komputerowych
zawierających lokowanie produktu -?słodyczy, owoców lub zabawek? Grupa
grająca w grę "słodyczową" zjadła więcej słodyczy, ale ku rozczarowaniu
badaczy grupa "owocowa" nie zjadła więcej owoców. Potem zrobiło się
jeszcze ciekawiej. Dzieciaki z grupy "owocowej" też zjadły więcej
słodyczy. W porównaniu z "zabawkową" grupą kontrolną w grupie grającej w grę wideo promującą owoce ten przekaz spowodował, że dzieci zjadły
więcej słodyczy. Można przypuścić, że i słodycze, i owoce w grze
skłoniły dzieci do myślenia po prostu o jedzeniu, wskutek czego w sposób
naturalny sięgnęły po to, co lubią najbardziej783.
Do najbardziej fascynujących zjawisk, na jakie się natknąłem, zaliczam
efekt bumerangowy "pomocnych podpowiedzi". Można by przypuścić, że
reklama środków wspomagających rzucanie palenia, jak nikotynowa guma do
żucia, powinna ułatwić porzucenie nałogu. W końcu znakomita większość
palaczy chce rzucić papierosy784, więc
podsunięcie im pożytecznych rozwiązań może tylko pomóc, prawda?
Tymczasem takie promowanie remedium może paradoksalnie popchnąć
człowieka do zachowania wręcz przeciwnego, co koniec końców wzmacnia
tylko niebezpieczny nałóg. Okazało się, że ekspozycja na produkty
zastępcze osłabia motywację do rzucenia papierosów, szczególnie u palących najwięcej, właśnie tych, którym jest ona najbardziej potrzebna.
Przypuszcza się, że palacze podświadomie interpretują tę podpowiedź jako
dowód, że z zagrożeniami związanymi z paleniem tytoniu można sobie jakoś
poradzić, nie jest to więc aż tak bardzo niebezpieczne, i tym sposobem
sami przed sobą usprawiedliwiają dalsze trwanie w nałogu785.
Nietrudno dostrzec, jak ten mechanizm przekłada się na sferę walki z nadwagą. Widzieliśmy już, jak stosowanie suplementów odchudzających może
niezamierzenie spowodować, że człowiek będzie jadł więcej, ale okazuje
się, że sama ekspozycja na reklamę "tabletki na otyłość" jest w stanie
wywołać podobny skutek. Tak więc bywa, że firmy, które pozornie
sprzedają zdrowie zamiast choroby, niezamierzenie pogłębiają problem.
Tymczasem na rynku nie ma miejsca na coś takiego jak wezwanie do
unikania ryzykownych zachowań. Nikt nie zarobi grosza, sprzedając
komunikat "Po prostu powiedz "Nie"", jeśli nie da się go jakoś powiązać
z konkretnym produktem lub usługą786.
We Francji -?gdzie sprzedaje się dziś więcej burgerów niż bagietek787 -?obserwujemy interesujący przykład, jak w realnym
życiu efekt pomocnej podpowiedzi okazuje się przeciwny do oczekiwanego.
Lobby przemysłowe wykonało śmiały ruch w kierunku zakazu reklamy
śmieciowego jedzenia i płynnie przekształciło go w umieszczenie
zalecenia prozdrowotnego na tejże reklamie788.
Tak więc na opakowaniu produktów takich jak Lay's Chips Saveur Poulet
Rôti (chipsy ziemniaczane o smaku pieczonego kurczaka) zobaczycie teraz
komunikat typu Pour votre santé, pratiquez une activité physique
réguli?re (W trosce o zdrowie regularnie uprawiaj aktywność
fizyczną)789. Dobre, co? No nie bardzo. Ilekroć
przemysł zgadza się na jakąś regulację, powinno to wzbudzić w nas
sceptycyzm co do jej skuteczności.
Aby przekonać się, czy taki komunikat może wywołać efekt bumerangowy,
uczestników badania podzielono losowo na grupy, którym zaprezentowano
reklamę Big Maca z profilaktycznym przesłaniem prozdrowotnym lub bez
niego: "W trosce o zdrowie zjadaj co najmniej pięć porcji owoców i warzyw dziennie". (Czy to nie byłoby fantastyczne, gdyby McDonald's
został zmuszony do reklamowania zdrowej żywności?) Następnie uczestnicy
badania wypełniali ogólny kwestionariusz i przed wyjściem jako
podziękowanie za udział mogli sobie wybrać jeden z dwóch kuponów do
McDonald'sa: na bezpłatny deser lodowy albo bezpłatną torebkę
owoców790. Zgadnijcie, kto częściej wybierał
owoce?
Tylko jedna osoba na trzy spośród tych, którzy przed chwilą zobaczyli
samą reklamę burgera bez zalecenia prozdrowotnego, wybierała owoce, ale
proporcja ta spadała do zaledwie jednej na sześć w grupie zachęcanej, by
odżywiać się zdrowiej791. Czy to nie dziwaczne?
Nieobecność prozdrowotnego przekazu podwajała liczbę osób wybierających
zdrową przekąskę. Prozdrowotny przekaz tylko pogarszał sytuację. To
właśnie idealny przykład efektu bumerangowego dobrej rady. Jednoczesna
oferta niezdrowej pokusy wraz z podpowiedzią, jak można ją sobie
zrekompensować, stanowi usprawiedliwienie dla folgowania zachciance. Na
poziomie podświadomym może to pozwolić smakoszowi chipsów na
racjonalizację, że jutro odrobi to na siłowni, nawet jeśli to jutro nie
nadejdzie nigdy.
Zalecanym antidotum zapobiegającym samorozgrzeszaniu jest używanie
stwierdzeń negatywnych792. A zatem od
pokazywania, jak można sobie zrekompensować poddanie się zachciance
"tylko ten jeden raz", skuteczniejszy byłby komunikat ostrzegawczy.
Wyobraźcie sobie na przykład, że czytacie na swoim croissancie z czekoladą albo z szynką i serem: Pour votre santé, évitez de manger
trop gras, trop sucré, trop salé (W trosce o zdrowie unikaj jedzenia
zbyt tłusto, zbyt słodko lub zbyt słono). Podejrzewam, że wobec tego
komunikatu McDonald's nie okazałby szczególnego entuzjazmu.
Prawda w reklamie
Stara wypróbowana metoda stosowana przez korporacje alkoholowe,
tytoniowe i szeroko pojęte spożywcze oraz inne związane z nimi podmioty
w celu odwrócenia uwagi od kwestii zdrowotnych to przeformułowanie
czegoś w rodzaju podatku tłuszczowego czy cukrowego w zamach na wolność
i nawoływanie do buntu przeciwko "nadopiekuńczemu państwu" za
ograniczanie praw obywatelskich konsumentów793.
Jednak tych pełnych hipokryzji skarg na rządowe manipulacje ludzkimi
wyborami dziwnym trafem nie słychać, gdy to samo robią korporacje; wtedy
wszystko jest w porządku794. Oto dobry przykład:
były burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg podjął próbę ograniczenia
wielkości opakowań napojów słodzonych. Jak on śmiał manipulować wyborami
konsumentów! Ale czyż nie to samo zrobił przemysł? W roku 1950 porcja
napoju gazowanego o objętości 355 ml stanowiła opcję king-size795. Dziś taką samą porcję sprzedaje się jako
dziecięcą. Rozmiar "królewski" skurczył się do "krasnoludkowego".
Klasyczny motyw "osobistej odpowiedzialności" wykorzystywany przez
przemysł tytoniowy istotnie ma w sobie pewien filozoficzny rys, który
może być pociągający796. Czyż ludzie nie powinni
swobodnie dysponować własnym ciałem, jeśli tylko rozumieją, na co się
narażają? Oczywiście, ryzyko podejmowane przez nich dotyczy także
innych, ale jeśli uznamy, że człowiek ma prawo narazić się na śmierć, to
czy nie powinien mieć także prawa do pogrążenia w rozpaczy rodziców i osierocenia współmałżonka oraz dzieci?797 Jest
też problem kosztów społecznych: ludzie podejmują decyzje, których
finansowe skutki dotyczą całego społeczeństwa, a pieniądze z naszych
podatków mogą pójść na opiekę nad nimi. Jak to obrazowo ujął jeden z naukowców zajmujących się prawem medycznym: "Niezależny indywidualista,
[motocyklista] bez kasku, wolny duch na trasie, staje się najbardziej
uzależnionym od innych pacjentem oddziału urazów rdzenia kręgowego"798.
Zostawmy jednak te spektakularne efekty i dyskutujmy rzeczowo. Czy jeśli
ktoś jest świadom zagrożenia, nie powinien mieć prawa postępować, jak mu
się podoba? W tym pytaniu zawiera się założenie, że konsumenci mają
dostęp do dokładnych i rzetelnych informacji. Jak palenie papierosów
może być w pełni świadomym wyborem, jeśli firmy tytoniowe przez całe
dziesięciolecia celowo ukrywały, zniekształcały i podważały dowody
naukowe jego szkodliwości?799 "Niech cię o to
twoja śliczna główka nie boli", uspokajały nas nadopiekuńcze korporacje.
Czy z przemysłem spożywczym jest cokolwiek inaczej? Jesteśmy
bombardowani sprzecznymi komunikatami na temat żywienia800. Ludzie uwielbiają dobre nowiny na temat swoich
złych nawyków, więc przyciągające uwagę nagłówki typu "Wielki powrót
masła" mogą sprawić, że sprzeda się mnóstwo czasopism. Czytelnicy kupią
jedno i drugie.
"Dziś to już nie jest tylko Wielki Biznes Tytoniowy", oświadczył
dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia801. "Sektor zdrowia publicznego musi się także zmagać
z Wielkim Biznesem Spożywczym, Wielkim Biznesem Napojów Gazowanych i Wielkim Biznesem Alkoholowym. Wszystkie te gałęzie przemysłu żyją w lęku
przed regulacjami prawnymi i chronią się, używając tej samej taktyki...
organizacji przykrywkowych, lobbowania, obietnic autoregulacji, pozwów
sądowych i finansowania badań, które wprowadzają chaos w nauce i utrzymują społeczeństwa w stanie niepewności". Kubek w kubek tak, jak to
ujmowało niesławne memo przemysłu tytoniowego: "Naszym produktem jest
wątpliwość, jako że jest to najlepszy środek rywalizacji z faktami,
które już zaistniały w ogólnej świadomości"802.
Aby w dalszym ciągu skłaniać ludzi do kupowania swoich wyrobów, przemysł
tytoniowy nie musiał przekonywać opinii publicznej, że palenie jest
zdrowe. Potrzebował tylko stworzenia kontrowersji: niektóre badania
mówią, że jest szkodliwe, niektóre, że nie aż tak bardzo szkodliwe.
Sprzeczne przekazy na temat żywienia wywołują tyle frustracji i zamieszania, że człowiek ma ochotę po prostu wywiesić białą flagę i zjeść wszystko, co się mu podstawi pod nos, i właśnie tego pragnie
przemysł spożywczy.
Żaden dostawca niezdrowych produktów nie chce, by społeczeństwo znało
prawdę. Doskonałym przykładem jest reakcja przemysłu tytoniowego z roku
1967 na doktrynę uczciwości. Sąd orzekł, że stacje telewizyjne i radiowe
na każde cztery reklamy wyrobów tytoniowych muszą nadać jedno ogłoszenie
o wpływie palenia na zdrowie. W odpowiedzi firmy tytoniowe wycofały z telewizji wszystkie swoje reklamy803; wolały to
niż ryzyko, że publiczność telewizyjna zetknie się z rzetelną
informacją, nawet w proporcji jedna do czterech. Oni wiedzą, że nie mogą
rywalizować z prawdą. Muszą utrzymywać ludzi w niewiedzy.
Obecnie na każdej paczce papierosów widnieje ostrzeżenie o ich
szkodliwym wpływie na zdrowie. Osoby podróżujące po świecie zauważają
jednak, że podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wymóg ten jest spełniony
przy użyciu zwykłego czarno-białego tekstu, inne kraje dołączają
sugestywne obrazy, takie jak na przykład fotografie gnijących
dziąseł804. Kanadyjscy palacze zmuszeni są
patrzeć na obwisłego papierosa z podpisem "Palenie może spowodować
impotencję". Analogicznie amerykańskie opakowania produktów
żywnościowych opatrzone są na tylnej stronie jedynie trudnymi do
odcyfrowania informacjami o wartościach odżywczych, których
interpretacja wymaga chodzenia do sklepu z własnym kalkulatorem. Nie
oczekuję zdjęć zwiotczałych frankfurterek, ale inne kraje starają się
wprowadzać jasny i prosty, rzucający się w oczy przekaz graficzny, który
ujawnia zagrożenia zdrowotne związane z tuczącym pożywieniem805.
Isinieje metoda znakowania produktów spożywczych na przedniej stronie
każdego opakowania łatwo zrozumiałymi symbolami świateł sygnalizacyjnych
ostrzegającymi klientów o zawartości soli, cukru i tłuszczów
nasyconych806. Gdy została wypróbowana, analityk
inwestycyjny Citibanku stwierdził: "Ich wpływ na wysokość sprzedaży jest
tak wielki, że nie pozostaje nam nic innego, jak uznać, iż
rozpowszechnienie metody takiego znakowania przedniej strony opakowań
może doprowadzić do istotnych zmian zwyczajowych zachowań
konsumenckich". Działa tak dobrze, że zielone, żółte i czerwone
oznaczenia nawiązujące do świateł sygnalizacyjnych grożą pewnym rodzajom
żywności "ponurymi konsekwencjami"807. Nic
dziwnego, że przemysł spożywczy zaciekle z nimi walczył, wydając na ich
wycofanie z Europy ponad miliard dolarów, co stanowi sumę 10 razy
większą niż roczne wydatki lobby farmaceutycznego w Stanach
Zjednoczonych808.
W najlepszym interesie przemysłu spożywczego jest utrzymywanie opinii
publicznej w stanie niepewności.
Zastępczy sukces
A gdyby tak podawać wartość kaloryczną wszystkich pozycji w karcie dań?
Tak jak o wartości opatrywania przedniej strony opakowań produktów
żywnościowych znakami sygnalizacyjnymi możemy wnioskować z gwałtowności
reakcji przemysłu, bezużyteczność tego pomysłu możemy ocenić na
podstawie łatwości, z jaką został zaakceptowany. McDonald's zaczął robić
to dobrowolnie na terenie całego kraju w roku 2012809, po tym, jak okazało się, że obowiązkowe podawanie
tych informacji w Nowym Jorku w żaden sposób nie wpłynęło na zachowania
konsumentów810. Przeprowadzone badania wskazują,
że dobrowolne oznaczanie kaloryczności może poprawić "wizerunek
restauracji jako troszczącej się o dobrostan swoich klientów"811 bez wstrzymywania ekspansji Big Maca.
W tym samym czasie McDonald's ogłosił plan wzbogacenia swojego menu
produktami sezonowymi812. Jak cynicznym trzeba
być, by chociaż tego nie przyjąć za dobrą monetę? Cóż, paradoksalnie
dodatek zdrowej opcji w istocie może skłonić ludzi do dokonywania
jeszcze gorszych wyborów.
Jeśli zaoferujesz osobom o wysokim poziomie samokontroli wybór dodatków
-?coś niezdrowego, jak frytki, lub bardziej neutralnego, na przykład
pieczony ziemniak -?tylko 10 procent z nich sięgnie po frytki. Frytki są
jednak tak bardzo niezdrowe, że ty w trosce o dobro publiczne dodasz
trzecią opcję, jeszcze zdrowszą -?sałatkę -?jako odwołanie do lepszej
strony ludzkiej natury. Nawet jeśli klient nie zdecyduje się na sałatkę,
być może z większym prawdopodobieństwem wybierze pieczonego ziemniaka. A zatem spróbujmy zgadnąć, jak bardzo, dzięki dołączeniu do oferty
sałatki, spadł pociąg konsumentów do frytek? Wystrzelił w górę o ponad
50 procent. Bez sałatki tylko jedna osoba na dziesięć wolała frytki niż
pieczonego ziemniaka, ale na sam widok sałatki ich liczba skakała do
ponad połowy.
To samo dzieje się, gdy zaoferuje się ludziom wybór między
cheeseburgerem z bekonem, kanapką z kurczakiem a wegeburgerem. W wersji
pozbawionej zdrowej opcji, gdzie oferta obejmowała cheeseburgera z bekonem, kanapkę z kurczakiem lub kanapkę z rybą, 17 procent kupujących
wybierało cheeseburgera. Gdy jednak kanapkę z rybą zastąpiono
wegeburgerem, popularność cheeseburgera wzrosła ponad dwukrotnie, o 37
procent. Jakim cudem samo ujrzenie zdrowszej opcji popycha ludzi do
dokonywania mnej zdrowych wyborów? Tytuł artykułu, w którym opisano tę
serię eksperymentów, brzmi Vicarious Goal Fulfillment: When the Mere
Presence of a Healthy Option Leads to an Ironically Indulgent Decision
(Zastępczy sukces: gdy sama możliwość wyboru zdrowszej opcji prowadzi do
paradoksalnego puszczenia hamulców). Rozumowanie, które w nim
przedstawiono, wygląda tak: widząc sałatkę czy inną opcję roślinną,
ludzie odnotowują w myśli, żeby następnym razem wziąć właśnie to, dzięki
czemu teraz zyskują coś w rodzaju usprawiedliwienia za pofolgowanie
łakomstwu. Pamiętacie efekt samorozgrzeszenia, gdy ludzie zmierzający do
pewnego celu jednocześnie racjonalizują sobie podejmowanie decyzji,
które ich od tego celu oddalają? Z tych eksperymentów wynika, że nawet
dostrzeżenie możliwości podjęcia właściwego kroku może mieć taki sam
samorozgrzeszający skutek813.
Zwróćcie uwagę, że uczestnicy badania zostali zainspirowani nie do
podjęcia mniej zdrowego, ale najmniej zdrowego wyboru. Nawet jeśli nie
decydują się na sałatkę czy wegeburgera, zdawałoby się, że obecność
takiej zdrowszej opcji może przynajmniej zachęcić ich do wybrania czegoś
kompromisowego. Tymczasem popchnęło ich w przeciwnym kierunku. W eksperymencie z ciasteczkami Oreo, gdzie wersja bez zdrowszej opcji
obejmowała Oreo w czekoladzie, standardowe Oreo i Oreo Golden, dodanie
"niskokalorycznego" Oreo podwoiło prawdopodobieństwo, że uczestnicy
badania rzucą się na najbardziej kuszące ciastko w polewie czekoladowej.
Takie zachowanie przypisuje się innemu nielogicznemu dziwactwu ludzkiej
psychiki, który moglibyśmy nazwać "efektem a co mi tam". Mamy z nim do
czynienia wtedy, gdy jedno zakazane ciasteczko prowadzi osobę na diecie
do pożarcia całej torebki. Skoro już i tak się zboczyło z właściwej
drogi, czemu nie iść na całość? Tak więc gdy człowiek postanawia
następnym razem wziąć sałatkę, a "tylko ten jeden raz" sobie pofolgować,
to już równie dobrze może pofolgować sobie maksymalnie814.
Promieniowanie zdrowej żywności jest nawet w stanie wypaczyć naszą
percepcję. Gdy ludziom dbającym o wagę pokazano samego burgera i poproszono, by oszacowali jego wartość kaloryczną, średnia z odpowiedzi
wyniosła 734 kalorie. Co się stało, gdy pokazano dokładnie tego samego
burgera, ale tym razem w towarzystwie trzech łodyg selera? Szacowana
liczba kalorii spadła do 619. Czy ludziom się wydaje, że seler ma ujemne
kalorie? Nie, większość z nas wie, że i seler ma pewien ładunek
kaloryczny, ale po prostu samo zestawienie sprawiło, że burger wyglądał
zdrowiej. To samo powtórzyło się, gdy do kanapki z żółtym serem i bekonem dodano jabłko, sałatkę do chili con carne, marchewki do
filadelfijskiej kanapki z wołowiną, cebulą i serem. Około 100 kalorii
najwidoczniej wyparowało815. Efekt
promieniowania może też tłumaczyć, dlaczego ludzie częściej zamawiają
deser i więcej słodkich napojów do "zdrowszej" kanapki w Subwayu niż do
Big Maca w McDonald's, nawet mimo że kanapka użyta do eksperymentu
(szynka, salami, pepperoni) miała od niego o 50 procent więcej
kalorii816.
Niezdrowe zachowanie może wyzwolić zaledwie wzmianka o zdrowej żywności.
Pamiętacie to szalone badanie z Big Makiem, kiedy to przypomnienie, by
codziennie jeść warzywa i owoce, pchnęło ludzi w stronę lodów zamiast
owoców? Wyniki kolejnego eksperymentu okazały się jeszcze bardziej
zwariowane. Gdy poproszono uczestników o oszacowanie kaloryczności
burgera na reklamie bez żadnego komunikatu odnoszącego się do zdrowia,
ocenili go średnio na 646 kalorii817. Co się
stało, gdy do reklamy dołączono zdanie "W trosce o zdrowie jedz
codziennie co najmniej pięć porcji owoców i warzyw"? Ni stąd, ni zowąd
ten sam burger w tej samej reklamie miał tylko 503 kalorie. Zatem
oferując i promując sałatki i owoce, McDonald's zyskuje uznanie i umacnia lojalność konsumentów, o ironio, bynajmniej nie poprawiając ich
obwodów talii.818
Ad nauseam
Trzecia po podatkach i znakowaniu opakowań interwencja zaczerpnięta ze
zbioru antytytoniowych środków taktycznych to ograniczenie reklam
skierowanych do dzieci819. Przemysł spożywczy
wydaje na reklamy więcej niż jakikolwiek inny820, przy czym ponad 10 miliardów dolarów co roku na
reklamy przeznaczone dla amerykańskich dzieci i nastolatków821. Jako studium przypadku pozwolę sobie zanalizować
numer jeden: reklamy płatków śniadaniowych.
Od niemal pół wieku trwają apele o zakaz reklamowania słodzonych płatków
zbożowych dla dzieci, które to płatki profesor Jean Mayer z harwardzkiego wydziału żywienia określa jako "nic w polewie
cukrowej"822. Podczas wysłuchania senackiego na
temat edukacji żywieniowej powiedział: "Ściśle biorąc, powinno się je
nazywać raczej płatkami cukrowymi o smaku zbożowym niż słodzonymi cukrem
płatkami zbożowymi"823.
Komisja senacka zaprosiła do złożenia zeznań głównych producentów
płatków. Z początku zgodzili się na udział w wysłuchaniu -?dopóki nie
dowiedzieli się, jakiego rodzaju pytania zostaną im zadane. Jeden z przedstawicieli sektora szczerze przyznał, dlaczego zdecydował się
zbojkotować wysłuchanie: po prostu nie miał przekonującej odpowiedzi na
pytanie, dlaczego jego branża sprzedaje dzieciom cukierki na
śniadanie824.
W czasach Mad Men, zanim rozkwitł ruch konsumencki, kierownictwo firm
reklamowych było bardziej skłonne do szczerych wypowiedzi na temat
swoich reklam i refleksji związanych z celowaniem w "rynek
dziecięcy"825. Przyjrzyjcie się na przykład temu
pochodzącemu z roku 1965 cytatowi pochodzącemu od osoby z kierownictwa
firmy pracującej dla Kellogg's i Oscara Mayera:
Naszym głównym celem jest sprzedać te produkty dzieciom, a nie edukować
je. Kiedy przyciągniesz czymś dorosłą kobietę, a potem ona pójdzie do
sklepu i okaże się, że twojej marki akurat nie ma, ona
najprawdopodobniej po prostu o tym zapomni. Ale jeśli przyciągniesz
dzieciaka, to jeśli tego nie dostanie, rzuci się na podłogę, zacznie
tupać i ryczeć. Z dorosłego nie wyciśniesz takiej reakcji826.
Chcąc uprzedzić regulacje rządowe, przemysł zobowiązał się do
wprowadzenia samoograniczeń i ogłosił Children's Food and Beverage
Advertising Initiative (Inicjatywa na rzecz reklamy żywności i napojów
dla dzieci), w ramach której wszyscy producenci płatków zbożowych
zadeklarowali, że będą promować jedynie zdrowsze produkty dla
dzieci827. Podpisali się pod tym także
producenci słodyczy. No i co z tego wynikło? A jak myślicie, co mogło
wyniknąć? Zobowiązali się, że nie będą kierować reklam do dzieci, ale
gdy deklaracja zaczęła obowiązywać, dzieci oglądały jeszcze więcej
reklam słodyczy. Na przykład Hershey zwiększył liczbę reklam
skierowanych do dzieci ponad dwukrotnie, choć w tym samym czasie
zapowiadał, że zaniecha tego całkowicie828.
Producenci płatków zbożowych musieli na własny użytek ustalić definicję
"zdrowszych opcji żywieniowych" i ich ostateczny wybór daje niezłe
pojęcie o tym, jak poważnie traktują kwestię ochrony dzieci: jako
"zdrowszą opcję żywieniową" zaklasyfikowali płatki Froot Loops i Reese's
Peanut Butter Puffs, które wagowo zawierają do 44 procent cukru829. Skoro tak, to jakie są ich opcje mniej zdrowe?!
Zamiast zastanowić się, co byłoby najlepsze dla dzieci, zwyczajnie
wyznaczyli sobie pewien limit w oparciu o zawartość cukru we wszystkim,
co już sprzedawali830.
Od tego czasu przemysł spożywczy zrewidował kryteria "zdrowszych opcji
żywieniowych" i dopuścił do tej kategorii jedynie płatki, w których
wagowa zawartość cukru stanowiła mniej niż 38 procent831. Nawet jeśli to "tylko" w jednej trzeciej cukier,
oznacza to realnie, że dzieci w każdych trzech łyżkach płatków zjadają
jedną pełną łyżkę cukru832. Nie nazwałbym tego
zdrową opcją żywieniową.
The Federal Trade Commission (FTC) w 1978 roku próbowała ich zmusić do
przesunięcia tej granicy, ale branża w walkę z nią wpompowała miliony i dzięki wystarczającemu wkładowi w kampanie polityków Kongres w zasadzie
zagroził urzędowi, że jeśli nie przestanie się upierać przy narzucaniu
przemysłowi regulacji, to odetnie mu fundusze833. To pokazało poprzedniemu dyrektorowi CDC do spraw
żywienia, "jak potężną siłą dysponuje rynek w porównaniu z tymi, których
można zmobilizować po stronie dobra dzieci"834.
Polityczny stres pourazowy wywołany kontrofensywą przemysłu spożywczego
na całe dziesięciolecia odroczył dalsze wysiłki instytucji rządowych, by
zapanować nad marketingiem żywności skierowanym do dzieci.
Ale potem na scenę wkroczyła Interagency Working Group (Międzyurzędowa
grupa robocza)835. W roku 2011 FTC, CDC, FDA i U.S. Department of Agriculture (USDA -?Departament Rolnictwa Stanów
Zjednoczonych) sprzymierzyły się, by wypracować dobrowolnie przyjmowane
zasady mające na celu inspirowanie głębszych i bardziej znaczących
działań autoregulacyjnych. Ich radykalna propozycja? Nie reklamować
płatków zbożowych zawierających więcej niż 26 procent cukru836.
Tego wymogu nie był w stanie spełnić ani jeden z topowych 10 rodzajów
płatków śniadaniowych promowanych wśród dzieci837. General Mills przypuścił kontratak, stwierdzając,
że zaproponowany standard jest "arbitralny, wzięty z sufitu i fundamentalnie błędny". W rezultacie, oświadczył, "General Mills nie
będzie mógł reklamować dosłownie żadnych ze swoich płatków
zbożowych"838. Jedna z organizacji handlu
artykułami spożywczymi określiła proponowane zasady jako "najbardziej
dziwaczne i nieakceptowalne", o jakich kiedykolwiek słyszała839. Producenci płatków śniadaniowych wystąpili z zarzutem, że proponowane zalecenia poddania się dobrowolnej
autoregulacji w sposób niekonstytucyjny pogwałcą ich "wolność słowa"
gwarantowaną Pierwszą Poprawką840, na co FTC
zaproponowała, że podaruje im słownik, by mogli sobie w nim sprawdzić
znaczenie terminu "dobrowolny"841. Widać stąd, w jaki szał wprawiła przemysł spożywczy sama koncepcja sformułowania
istotnych zaleceń.
Co z tego wynikło? Znowu zagrożone zostało finansowanie agencji, wobec
czego wspólna inicjatywa została wycofana842.
"Pobili nas", oświadczyła jedna z organizacji występujących w interesie
dzieci. "Wygrały pieniądze". Z tego co wiem, Wielki Przemysł Spożywczy
wybulił na lobbing 175 milionów dolarów, by kupić sobie milczenie
Białego Domu, gdy propozycja grupy roboczej upadnie. Jak to ujął jeden z doradców Obamy: "Możesz komuś powiedzieć, że ma jeść mniej tłuszczu,
więcej błonnika, owoców i warzyw, i mniej cukru. Ale jeśli zaczniesz
wymieniać konkretne produkty, przekroczysz dopuszczalną granicę"843.
"Jestem bardzo przygnębiony postawą Białego Domu", stwierdził
przewodniczący Senackiej Komisji Zdrowia844.
"Wymiękli, a tam, gdzie chodzi o zdrowie dzieci, nie powinni wymiękać".
Jak wygraliśmy walkę z tłuszczami trans
W roku 2012 zwycięskie845 exposé dotyczące
lobbystów korporacyjnych ujawniło, że w Stanach Zjednoczonych branża
artykułów żywnościowych i napojów nigdy nie przegrała żadnej istotnej
batalii politycznej; na każdym rządowym poziomie wygrywała walkę za
walką846. Wszystko to zmieniło się w roku 2018
wraz z wprowadzeniem zakazu dodawania do amerykańskiej żywności
tłuszczów trans. Tłuszcze trans, szeroko rozpowszechnione w postaci
olejów roślinnych częściowo uwodornionych w celu nadania im w pewnym
stopniu właściwości tłuszczów zwierzęcych i stosowane w produktach typu
przekąski, przyczyniały się do zgonów dziesiątek tysięcy Amerykanów
rocznie847. Jak to się stało, że środowisko
zdrowia publicznego w końcu zatriumfowało?
A. Smith, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów (1776), Warszawa 1954 (pierwsze polskie wydanie). [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki