1 Łagodniejsze pytanie Jak doznawać własnych uczuć
Jeśli nie potrafimy powiedzieć prawdy o sobie, nie potrafimy jej powiedzieć o innych.
- Virginia Woolf
Kiedy ostatni raz sporządziłaś sprawozdanie ze swojego życia? Taki pełny, całościowy spis, tak dokładny jak w kryminalistyce czy księgowości? Kiedy stanęłaś do bitwy na spojrzenia przed lustrem? Zgaduję, że gdybym zapytała cię, jak często w ciągu dnia poświęcasz czas na zastanowienie się nad własnymi uczuciami, własnymi preferencjami, własnymi wyjątkowymi potrzebami, własnymi najskrytszymi pragnieniami, to pewnie zaokrągliłabyś swoją odpowiedź mocno w górę, prawda? Tak jak ja to robię u dentysty, gdy higienistka pyta mnie, jak często używam nici dentystycznej. "Chyba co wieczór?" - mruczę pod nosem. (Tak jakby ona nie mogła się poznać).
Powiem to najłagodniej, jak to tylko możliwe. Od teraz, od tego momentu - nie ściemniamy. Od dzisiaj stajemy w obliczu dwóch trudnych prawd: 1) na pewno nie używamy nici dentystycznej wystarczająco często i 2) pozostajemy uśpione przez zbyt dużą część naszego życia.
Jako internetowa edukatorka i promotorka przedsiębiorczyń często słyszę opowieści kobiet z całego świata, dla których długie fragmenty tygodnia wydają się jak kierowane przez autopilota. Co zaskakujące, nieźle z tym się czujemy. Dobrze! Jestem zajęta! Świeci słońce. Maluch nie wczołgał się do naszego łóżka ostatniej nocy. Szefowi spodobała się prezentacja. Wakacje zarezerwowane. W ogrodzie rośliny posadzone. Zamek i guzik w dżinsach dopinają się.
Ale w chwilach ciszy czujemy się niezadowolone, wycieńczone, wypalone albo wręcz uwięzione. Czegoś brakuje, ale my nie możemy dokładnie określić, czego. Nie wiemy, co to jest. Jesteśmy w równym stopniu przytłoczone, jak i znudzone. Jesteśmy ambitne, ale mamy z tego powodu poczucie winy. Przestymulowane i samotne. Jesteśmy wykończone dźwiganiem całego tego mentalnego bagażu podczas współdzielonych podróży samochodem, w sklepie, w biurze, na siłowni i z powrotem w łóżku w nocy.
Wiemy, że coś jest nie tak, ale nie możemy określić co. Dlatego szukamy sposobów na uczynienie życia "lepszym". Wypróbowujemy technikę porannych stron, herbatkę z grzybów i jogę. Zapisujemy się do organizacji. Kupujemy (w większości) produkty ekologiczne. Planujemy wieczorne randki. Rzucamy pracę, bierzemy się za "suchy styczeń", zapisujemy się na ćwiczenia na rowerze stacjonarnym. Na kurs rodzicielstwa. Wynajmujemy sprzątaczkę.
Postanawiamy pozbyć się starych rzeczy, minimalizować, radzić sobie z mniejszą ilością przedmiotów. Załatwiamy sobie nowy plan żywieniowy, nowy plan finansowy i nowy plan mieszkania. Tworzymy nowe rutyny, które ustawiamy jedna na drugiej niczym klocki Jenga, i nigdy nie zatrzymujemy się, by zadać sobie pytanie, czy tak naprawdę znajdujemy radość w przeżywanych dniach. Ponieważ gdybyśmy się zatrzymały, by zadać sobie pytanie: Jak się naprawdę czujesz?, to wiemy, że czasami odpowiedź byłaby następująca: Nie za dobrze.
Żyjemy w sposób niezrównoważony dla ludzkiej duszy. Ciągłe ukrywanie, kim jesteśmy, oznacza, że w sposób nieunikniony zostajemy pogrzebane. Nie czujemy się dobrze jedynie dzięki temu, że sprawiamy takie wrażenie. Nie jest nam dobrze z tym, że musimy wytrwać jeszcze jeden dzień, jak w piosence zespołu Wilson Phillips. Być może nie wiemy dokładnie, co teraz robić, może potrafimy pozbierać myśli, ale przynajmniej rozumiemy słowa "nie czuję się dobrze".
Pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam ten szum. Gdy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że też nie czuję się dobrze. Nie chciałam tego słyszeć, nie chciałam zwracać na to uwagi. Jednak od momentu, gdy dostrzegłam to, jak niezrównoważone jest moje życie, nie mogłam już tego zagłuszyć.
Na długo przed stworzeniem popularnego podcastu i zdobyciem pozycji prezeski firmy, która edukuje kobiety na całym świecie w zakresie strategii biznesowych i marketingowych, i to zazwyczaj w wygodny sposób, z domu, byłam dziesięciolatką, środkowym dzieckiem z Minnesoty, które miało na głowie to, co większość dziesięciolatków pod koniec lat 90.: kurtki wiatrówki, prace domowe, które jeszcze wtedy były odrabiane na papierze, oraz nowe rolki. Byłam też piątoklasistką z talentem do podsłuchiwania nocnych rozmów rodzinnych. Moi rodzice nazywali mnie "radarowe uszy", bo potrafiłam rozszyfrować szepty i mamrotania z drugiego końca pokoju.
Świat dorosłych nieustannie mnie fascynował i nie mogłam się opanować, by nie posiedzieć jeszcze minutę dłużej, udając, że drzemię na sofie w salonie, a jednocześnie ze wszystkich sił starając się rozszyfrować dorosłe koncepcje, takie jak plany emerytalne 401(k) czy żylaki. Myślałam wtedy i myślę też teraz, że większość dorosłych rozmawia w taki sposób, jak gdyby dzieciaki nie słuchały i nie interesowały się tym, co się mówi. Uważam, że jest to po prostu nieprawda.
To właśnie jedna z tych podsłuchanych "dorosłych" rozmów zmieniła trajektorię mojego życia - oraz życia kogoś, kogo kochałam. Poszłam kiedyś z mamą odwiedzić kuzyna Mike'a, który cierpiał na porażenie czterokończynowe i mieszkał sam. Wybór samotnego życia wymagał ogromnej siły i pomysłowości, a my wszyscy podziwialiśmy kreatywność, z jaką zaadaptował się do otoczenia, które stawiało przed nim tak wiele wyzwań. W trakcie tamtej wizyty dowiedziałam się, że najtrudniejsze były dla niego noce, ponieważ jeśli chciało mu się pić, musiał czekać do rana, aż przyjdzie pomoc i poda mu wodę. Gdy słyszałam, jak o tym opowiada, poczułam delikatne ukłucie. Mikrowezwanie do działania. Przeczucie.
Moją pierwszą myślą było: To nie w porządku!
Drugą: Być może potrafię jakoś pomóc.
Następnego dnia, cały czas myśląc o Mike'u, wymyśliłam prototyp czegoś, co miało się stać moim supernowoczesnym wynalazkiem: Poręczny Pomocnik Popijania (tak, teraz możecie się śmiać). Poprawiłam spinki we włosach, naszkicowałam projekt na papierze i zabrałam się do roboty. Rodzice nie wyśmiali mojego pomysłu, a wręcz mocno wspierali moje pragnienie znalezienia rozwiązania. Mama pomogła mi znaleźć stojak na kroplówki, a ja skonstruowałam zbiornik na wodę, wykorzystując w tym celu worek do kroplówki. Mój tata przyspawał ramię do stojaka tak, by sięgało szpitalnego łóżka. Poprosiłam swój gabinet dentystyczny, czy nie mogliby mi sprezentować kilku tych końcówek, które wysysają ci ślinę z ust. Po kilku tygodniach miałam już wszystko poskładane i voila - mój kuzyn miał teraz dostęp do wody w środku nocy.
Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że wywieranie wpływu może po prostu sprowadzać się do zauważania i reagowania na bezpośrednie potrzeby - twoje lub kogoś innego. Że prosty pomysł może potencjalnie zmienić czyjeś życie (raz jeszcze - twoje lub innej osoby). Tak naprawdę ten Poręczny Pomocnik Popijania zapewnił mi eksponowane miejsce na Targach Wynalazców stanu Minnesota. Zapewnił też mojemu krewnemu spokojniejszy, bardziej komfortowy sen.
Chcesz poczytać o innych poszukiwaczkach celów, których marzenia zaczęły się od reakcji na potrzebę pojawiającą się w ich życiu? Wejdź na
www.jennakutcher.com/more
Chcę, byś wyniosła z tej historii następującą sprawę: Co mogłoby się wydarzyć, gdybym nie posłuchała tego delikatnego wewnętrznego ukłucia? Tego cichego przeczucia? Tego uczucia, które wskazało problem w moim własnym małym świecie - taki, który sobie uświadomiłam i nie bałam się spróbować go pokonać? Co by było, gdybym znalazła dla tego problemu jakieś usprawiedliwienie lub odciągnęła od niego uwagę na tyle długo, by o nim zapomnieć, lub gdybym założyła, że ktoś inny go rozwiąże? Co by było, gdybym go zupełnie zignorowała?
Łatwo jest zagadać własne uczucia, wykreślić siebie jako część rozwiązania lub zaprzeczyć temu, co się widzi. Ileż to razy w trakcie dnia ignorujemy kiełkujące przeczucie, że coś jest nie w porządku? Ile razy połykamy to uczucie, zamiast pójść za nim i wymyślić coś, co zmieni to, co jest nie w porządku, w coś, co jest okej?
Reakcja polegająca na zagadywaniu naszych uczuć jest zakorzeniona w większości z nas od pierwszego razu, gdy przewrócimy się na placu zabaw, a kochający opiekun otrze nam łzy i powie, żeby nie płakać. Możemy być wdzięczne każdej dorosłej osobie, która poprowadziła nas przez dzieciństwo, mając, jak jej się wydawało, dobre intencje, ale możemy też zadać sobie pytanie, czy same chcemy wnieść te same intencje w naszą własną dorosłość. Bądźmy szczere. Większość z nas wyrosła na tym samym placu zabaw i zinternalizowała jakąś wersję tej samej mantry: Nie przekraczaj granic! Nie drażnij innych! Nie rób szumu! Nie! Bądź! Emocjonalna! Dlatego połykamy przeczucia. Ignorujemy uczucia. Robimy zadowoloną minę. Uśmiechamy się, kiwamy głowami i idziemy dalej.
Oto co warto jednak podrażnić: własną perspektywę. Twoje spostrzeżenia, pytania i wątpliwości. Twoje myśli. Twoje pragnienia. Twoje fizjologiczne reakcje na rzeczy dobre, złe, wspaniałe i całkowicie nie do przyjęcia. Na twoje uczucia. Chociaż uczucia to nie zawsze fakty, mają one fundamentalne znaczenie. Pulsują w twoich żyłach z jakiegoś powodu, a ten powód to nie tylko utrzymywanie cię przy życiu. Ten powód to pobudzenie cię do życia - znowu i znowu i znowu.
Psycholożka kliniczna dr Lara Fielding ujęła to w zwięzły sposób: "W rzeczywistości nasze emocje pełnią podstawową funkcję w łączeniu nas z tym, co jest naprawdę ważne. Emocje sygnalizują potrzebę... Każda emocja informuje nas o tym, co jest dla nas cenne i co leży nam na sercu"[1].
Właśnie dlatego tak wiele z nas chodzi po tej planecie niczym osoby obce dla samych siebie, nie wiedząc, kim jesteśmy i co z tym począć. Znieczuliłyśmy nasze uczucia i przestałyśmy zadawać sobie istotne pytania: Co cenimy? Co leży nam na sercu? Czego za nic w świecie nie chcemy już robić? Jak się czujemy, ale tak szczerze? Cholera, nawet jeśli to wiemy, jesteśmy zbyt zajęte uśmiechaniem się i kiwaniem głowami w stronę kolesia, który właśnie skubnął nam miejsce parkingowe.
Czasami idziemy przez życie, nie wiedząc, kim jesteśmy, ponieważ nie wiemy nawet, jak tak naprawdę się czujemy. Świat rzuca dookoła sloganami, które mówią nam, jak powinnyśmy się czuć, lub zachęca nas do ignorowania własnych uczuć, zamiast okazywania im szacunku. Wyższość ducha nad materią! Bez pracy nie ma kołaczy! Pchaj, pchaj porządnie! (No dobra, ten ostatni to z piosenki zespołu Salt-N-Pepa, ale wiesz, o co mi chodzi, no nie?).
Mówi się nam, że mamy pomijać trudne rzeczy. Wyśmiać je, rozchmurzyć się. Uśmiechaj się częściej! (Szczerze mówiąc, slogan marketingowy, który każe mi się uśmiechać, zazwyczaj sprawia, że mam ochotę zrobić coś odwrotnego). Nigdy na zatrzymujemy się, by zakwestionować to, co nam wmówiono, na przykład: Dlaczego szczęście musi być moją domyślną wartością? Dlaczego muszę odcinać każdą emocję, która mogłaby sprawić, że inni poczują się niekomfortowo? Dlaczego nie mogę wykrzyczeć: TO NIE W PORZĄDKU?!
Uwaga spoiler: ponieważ wtedy... musiałabym coś z tym zrobić.
Przyznanie, że istnieje problem, otwiera drogę do naszych potencjalnych działań, by temu zaradzić. Często unikamy nawet zatrzymania się, by go dostrzec, ponieważ boimy się przedstawić się jako ta osoba, która ma dla niego rozwiązanie, nawet jeśli te rozwiązania mogłyby odmienić nasze życie. Bycie częścią rozwiązania stawia przed nami duże wymagania - dodatkowa presja i odpowiedzialność, poświęcony czas i ryzyko tego, jak inni na to zareagują. Powiedzmy sobie szczerze: dużo łatwiej jest wymyślić powody, dla których czegoś nie zrobimy, niż poświęcić czas/energię/wysiłek umysłowy na próbę podjęcia działań.
Odłóż na chwilę problemy i rozwiązania na bok i wejrzyj we własne uczucia. Jak się naprawdę czujesz? Czy potrzebujesz porządnie się wypłakać? Zrób to. Czy musisz pogodzić się z faktem, że życie nie wygląda tak, jak na to liczyłaś? Zrób to. Czy musisz przyznać, że nie czujesz się dobrze? Zrób to. Podobnie jak ja zachęcam swoją córeczkę, by poczuła własne uczucia, ty wycisz się na wystarczająco długo, by wiedzieć, czy w ogóle chcesz być wyciszona. Dostrzeż to, że szczęście nie powinno i nie zawsze będzie twoim ostatecznym celem. Każde uczucie czegoś nas uczy, opowiada nam o tym, kim teraz jesteśmy.
Nie ruszymy do przodu, jeśli nie zatrzymamy się na wystarczająco długo, by dostrzec, gdzie jesteśmy. Nie możemy przetworzyć tego, co przed nami ukryte. Nie nauczymy się radzić z czymś, czego nie znamy.
Prawda jest taka, że nadszedł czas. Nadszedł czas, byśmy zdobyły się na szczerość wobec samych siebie. Czas zmienić melodię i puścić Arethę. Zgodnie z tytułem piosenki Respect szanuj emocje, bez względu na to, jak nieistotne mogą ci się wydawać. Nadszedł czas, byśmy zaczęły zwracać uwagę. Zauważać. Odczuwać to cholerne uczucie. Usiąść z nim. Posłuchać go. Odebrać je jak krótkiego SMS-a, jak dźwięk powiadomienia. Uwaga! Wiadomość z ostatniej chwili! Słuchaj! Przecież wszystkie wiemy, co się dzieje, gdy ignorujemy SMS-y.
Gdy normalnym sposobem życia na tym świecie jest porzucenie tego, co odczuwamy, musimy zacząć powoli korygować kurs. Musimy się oduczyć, żeby nauczyć się ponownie. Zwracanie uwagi na to, jak naprawdę się czujesz, to nie transformacja, która zajmie ci jeden dzień.
Mnie zajęło to lata praktyki (i zajmie ich jeszcze wiele więcej!), by stać się wystarczająco szczerą wobec samej siebie, swojego ciała, swoich ograniczeń, swoich ambicji i swojej ludzkiej natury - nie tylko po to, by zacząć odczuwać własne uczucia, ale by je usłyszeć. Wiem, że brzmi to banalnie, ale pozwól mi wyjaśnić, co mam na myśli.
Emocje to kompas, który precyzyjnie wskaże ci twoją drogę. Od kiedy po raz pierwszy spróbowałam swoich sił na Targach Wynalazców, prawie każde przedsięwzięcie, które podejmowałam, każdy problem, który starałam się rozwiązać i każdy sukces, który osiągnęłam, miał swoje źródło w pytaniu: Jak się z tym czuję? Przeczytaj dokładnie. Nie chodzi o pytanie "Jak się przez to czuję?". Obydwa wydają się bardzo podobne, ale ta mała różnica może radykalnie zmienić naszą odpowiedź. Gdy użyjesz wyrażenia "z tym" zamiast "przez to", to zadajesz pytanie całkowicie pozbawione poczucia winy, ale za to pełne zaciekawienia. Pozwala to uniknąć ryzyka obwiniania się za własne uczucia. To wersja pozbawiona dodatków.
Nie zawsze mi to wychodziło. Naszą naturalną ludzką skłonnością jest natychmiastowe poszukiwanie przyczyn, które sprawiają, że czujemy się tak, a nie inaczej. Możemy znaleźć winowajcę, wymyślić rozwiązanie i na tym skończyć. Ale nad tym pytaniem warto się dłużej zastanowić. Jak z tym się czuję? Jak się czuję ze swoim życiem? Wydaje się, że przestrzeń do odpowiedzi na takie pytania jest większa, prawda?
Gdy odważysz się zadać sobie te pytania, to powinnaś cierpliwie się wysłuchać. Twoja pierwsza odpowiedź może być niczym zewnętrzna warstwa cebuli - będziesz musiała obierać te warstwy, by dotrzeć do najbardziej surowej wersji tej odpowiedzi. Ale gdy zadasz to pytanie, warto poświęcić czas na obieranie, by osiągnąć pełną szczerość, ponieważ odpowiedź może mieć ogromną moc (jak ostra cebula).
Pytanie: "Jak z tym się czuję?" było katalizatorem każdej szansy, z której korzystałam, każdego skoku, na który się decydowałam i każdego marzenia, które starałam się osiągać. Jak z tym się czuję? - to był początek (a czasami też koniec) każdej historii, która ma dla mnie znaczenie, zarówno tych w moim sercu, jak i tych w tej książce. Momenty takie jej kupienie aparatu fotograficznego za 300 dolarów, co popchnęło mnie w kierunku zawodu fotografki ślubnej. Jak uruchomienie kursów marketingu dla przedsiębiorczyń. Jak przewodzenie zespołowi dziesięciu wspaniałych kobiet. Jak ustanowienie rekordu z pierwszym odcinkiem Goal Diggera, który okazał się najpopularniejszym podcastem marketingowym w kraju (pierwotnie nagrywanym w moim samochodzie, naprawdę).
Stawianie tego pytania pozwalało mi kończyć toksyczne przyjaźnie. Pomagało mi dokonać zmiany, gdy uczucia wskazywały mi, że jej potrzebuję, zmuszając mnie do ustanowienia prawdziwych granic w swoim życiu. Nauczyło mnie, że jestem w stanie odpoczywać i pokazało mi, jak stale zmieniać definicję sukcesu. To pytanie przypominało mi, że rozpacz nie jest linearna, że pory roku się zmieniają. Ale przede wszystkim nauczyło mnie tego, że jedynie mój głos musi za każdym razem odpowiadać na to pytanie.
Gdy pytam siebie: Jak z tym się czuję?, mój mózg często nie może znaleźć słów, które będą brzmiały autentycznie, przynajmniej nie od razu. Dlatego robię mu przerwę i poświęcam chwilę na sprawdzenie, co się dzieje z resztą mojego ciała. Jakie wrażenia odbieram? Czy moje barki są spięte? Czy wstrzymuję oddech? Czy mam gorącą głowę albo czy kręci mi się w głowie? Czy ściska mnie w dołku? Czy obraz mi faluje? O to właśnie mi chodzi w tej pozbawionej dodatków wersji pytania. Jak tak naprawdę, fizjologicznie, się czuję?
Nasze ciała wiedzą. Za każdym razem. Dlatego ciągle pytaj. I wiesz co jest zaskakujące? Często polegamy na naszym mózgu, pomijając rolę własnego ciała w równaniu na temat samoświadomości. Ale tak naprawdę najpierw odczuwamy (i czasem musimy poczuć) uczucia, zanim zdecydujemy, co z nimi zrobić. To my podejmujemy decyzje. Możemy stwierdzić, że przyczyną naszych przepoconych pach jest nerwowość lub podekscytowanie. Możemy skategoryzować gęsią skórkę jako przejaw strachu, intuicji lub zaciekawienia. Czujemy mrowienie w palcach u stóp i określamy to uczucie jako dobre lub złe, lub - to moje ulubione - jako jedno i drugie/i żadne. To nasz wybór, nasza odpowiedź - o ile mamy determinację, by zebrać się na odwagę i zadać pytanie.
Kiedy ostatni raz zapytałaś siebie, jak naprawdę się czujesz, jak naprawdę się masz, i poczekałaś wystarczająco długo na szczerą odpowiedź? Wiem, że to może być niekomfortowe. Wiem, że generalnie unikamy zatrzymywania się sam na sam ze sobą, wiem, że czasami boimy się stawić czoła odpowiedziom, a czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, że tego unikamy. Wiem, że łatwiej jest znieczulić uczucia kolejną lampką merlota, kolejnym przejrzeniem Instagrama, kolejnym odcinkiem Teda Lasso. (Okej, ta ostatnia rzecz może być faktycznie sensowna).
Ale spójrzmy na to z tej strony. Być może te wysokooktanowe elementy twojego dnia - te, które staramy się odsunąć na bok, zakopać lub chociażby załagodzić - nie są tylko drobnymi niedogodnościami, dokuczliwościami czy rozpraszaczami, które nauczyłyśmy się omijać, odpędzać niczym muchę. To łomoczące serce, te przepocone pachy, te reakcje typu "walcz lub uciekaj", których doświadczamy dzień po dniu - w mniejszym lub większym stopniu. Nie powinnyśmy ich ignorować. Być może chwile, gdy czujemy, że TO NIE JEST W PORZĄDKU! Chcą nas nakierować na coś nowego, na coś lepszego, bardziej prawdziwego, i być może to właśnie my stoimy sobie same na drodze, nie zdając sobie z tego sprawy.
Gdy idziemy przez życie, znieczulając uczucia, ignorując pragnienia, unikając szans i uciszając nasz wewnętrzny głos, nie jesteśmy w stanie poczuć, co naprawdę oznacza pobudzić się do życia, przygotować się na doświadczanie go w pełni. Tak jak życie należy przeżywać, tak uczucia należy odczuwać.
JAK SIĘ NAPRAWDĘ CZUJESZ?
Kiedy ostatnio czułaś się na 1000 procent WSPANIALE? Fantastycznie?
Pełna energii, oszołomiona, pełna życia? Gdzie wtedy byłaś i co robiłaś? Co czułaś w swoim ciele? Czego potrzeba, by przywrócić to uczucie?
Czas na sporządzenie życiowego inwentarza. Kartoteki uczuć. Ponieważ jestem pewna, że przynajmniej kilkudziesięciu mądrych ludzi powiedziało kiedyś coś w tym stylu: nie dowiesz się, dokąd idziesz, dopóki nie będziesz wiedzieć, gdzie jesteś. W jaki sposób możesz zbudować szczerą relację z samą sobą? Zapisz, gdzie jesteś dzisiaj. Rzuć pinezkę na mapę życia i poznaj teren, na którym obecnie przebywasz, a jeszcze lepiej dostrzeżesz to, jak się zmieniłaś, docierając tutaj stamtąd oraz idąc tam, dokąd zmierzasz.
Jeżeli kiedykolwiek czytałaś wpis w dzienniku (lub cały stos pamiętników) na temat wybranego fragmentu swojego życia, który już cię nie dotyczy, to dokładnie wiesz, dlaczego ten proces ma znaczenie. Weź długopis. Otwórz pamiętnik. Sięgnij po kartkę. Po cokolwiek. Zacznij zadawać sobie pytania i na nie odpowiadać.
Nie musisz robić tego wszystkiego naraz. Te pytania będą z tobą, będą dostępne kiedykolwiek i gdziekolwiek poczujesz potrzebę, by sprawdzić, co się z tobą dzieje. Wybierz jedno, kilka lub wszystkie. Nie ma tu dobrego i złego sposobu, to nie egzamin, dlatego pozwól, by wszystkie te "szkolne lęki" odpłynęły. Ta chwila jest tylko dla ciebie. Poznawanie siebie to proces na całe życie. To nie przeglądanie Tindera. Jest on powolny. Ma znaczenie. I jest w 100 procentach ważny.
Życiowy inwentarz
Odpowiadaj bez przepraszania, bez oceniania. Twoje odpowiedzi i instynktowne reakcje nie muszą być "kontrolowane" - nie martwimy się tu o przejaskrawienie. Twoja szczerość nie jest przeszkodą. Twoje przeczucia nie są tylko przypadkowymi osobliwościami. To, co zapisujesz, to przekazy, które twój mózg stara się dostarczyć wprost do twojego serca.
Oto twoja szansa na dostrzeżenie samej siebie. Na bycie sobą. Nie będziesz się wściekać na siebie lub odczuwać wstydu z tego powodu, że nie wiesz, jak się czujesz. Nie będziesz marnować więcej czasu na coś, czego nie możesz zmienić ani kontrolować.
CO CIĘ INSPIRUJE?
............................................................
............................................................
............................................................
CO WPRAWIA CIĘ WE WŚCIEKŁOŚĆ?
............................................................
............................................................
............................................................
CO SPRAWIA, ŻE ŚMIEJESZ SIĘ DO ROZPUKU?
............................................................
............................................................
............................................................
CO SPRAWIA, ŻE PŁACZESZ Z RADOŚCI?
............................................................
............................................................
............................................................
CO SPRAWIA, ŻE CZUJESZ W SOBIE MOC?
............................................................
............................................................
CO SPRAWIA, ŻE KIWASZ GŁOWĄ, ZGADZAJĄC SIĘ?
............................................................
............................................................
............................................................
CO SPRAWIA, ŻE TAŃCZYSZ Z RADOŚCI?
............................................................
............................................................
............................................................
CZEGO NAJBARDZIEJ SIĘ BOISZ?
............................................................
............................................................
............................................................
CO UWAŻASZ ZA NIESPRAWIEDLIWE?
............................................................
............................................................
............................................................
JAKI PROBLEM CHCIAŁABYŚ ROZWIĄZAĆ?
............................................................
............................................................
............................................................
CO PRAGNIESZ STWORZYĆ NA ŚWIECIE?
............................................................
............................................................
............................................................
Potrzebujesz pomocy na tym etapie? Ustal, co możesz kontrolować i stwórz swój plan, zaglądając na stronę:
www.jennakutcher.com/more
Tak naprawdę czasami nie słuchamy naszych uczuć, ponieważ jeszcze nie "słyszymy" - jeszcze się tego nie nauczyłyśmy. Czasami szum świata po prostu zagłusza nasze dusze. Czasami nie budzimy się na dźwięk uczuć, ponieważ nie wiedziałyśmy, że możemy ustawić budzik. A w innych przypadkach? Nie słuchamy, ponieważ nie chcemy. Słuchanie tych przekazów nie jest czymś łatwym.
Frustracja ściska cię za gardło, gdy zostajesz pominięta przy awansie. Uczucie bycia niewidzialną ściska cię w dołku, gdy twój partner przesiaduje po nocach, prowadząc dyskusje na Twitterze, zamiast przyjść do łóżka. Strach ogarnia cię, gdy zbliża się data w kalendarzu, a ty wzięłaś na siebie zbyt dużo obowiązków. Ogarniają cię wątpliwości, gdy w końcu zbierasz się na odwagę i szukasz informacji na temat tego nowego stanowiska w firmie.
Pozwól, że zadam ci pytanie: Jak długo? Jak długo zamierzasz ignorować te sygnały? Jak długo jesteś w stanie unikać trudnych rozmów lub podejmowania ryzyka? Jak długo jesteś w stanie wmawiać sobie, że dobrze jest przejść przez życie jak lunatyk? Przez tydzień? Rok? Całe życie?
Istnieje przesąd, który mówi, że wraz z wiekiem nasze ciała stają się obciążone wszystkimi niedostrzeganymi życiami wewnątrz nas. Nasza skóra rozciąga się i staje się obwisła pod ciężarem ignorowanych emocji. Nasze stawy krzyczą, żebyśmy zaczęły słuchać. Czuć. Mówi się, że kurze łapki są jak ślady po przejściu ptaków, ponieważ pozwoliłyśmy na to, by nas podeptano.
Chociaż nie twierdzę, że każde uczucie wymaga reakcji, to zawsze bez śladu zażenowania powiem: każde uczucie warte jest odczuwania. Ponieważ gdy zadamy sobie pytanie "Jak się naprawdę z tym czuję?" i wyciszymy się na tyle, by usłyszeć odpowiedź, jednocześnie dzieje się coś jeszcze. Mówimy sobie, że to uczucie jest prawdziwe. Zauważamy w ten sposób, że my jesteśmy prawdziwe. Przestajemy się wymazywać. Nie uciekamy i nie chowamy się przed naszymi pytaniami. Pozwalamy im przykuwać naszą uwagę i w ten sposób przemawiamy.
Im lepiej słuchamy uczuć, tym jaśniejsze się one stają. To jak nauka nowego języka. I chociaż świat dookoła nas ma swoje bolesne potrzeby, które wymagają od nas aktywizmu, złości i uwagi - to tych potrzeb nie należy porównywać z własną historią. Nie kurczysz się w ich cieniu, niezależnie od tego, jak duże czy małe mogą się one wydawać poprzez porównanie. Uczucia nie po to istnieją, by je porównywać. Istnieją dla ciebie. Nie musisz lekceważyć swojego bólu tylko dlatego, że inni doświadczają większego. Ale być może najważniejsze jest to, że nie musisz marnować energii na przekonywanie się, że to, co masz, ci wystarcza - chyba że tak jest.
A co, jeżeli tak nie jest? Jeżeli faktycznie nie wszystko jest w wystarczającym porządku, to ostatnią rzeczą, której teraz potrzebujesz, jest wielki głośnik, przez który wykrzyczysz wszystkim, w jaki sposób się naprawisz. Jak sprawisz, że wszyscy będą z ciebie dumni. Przedstawisz swój plan na dobre samopoczucie w dziesięciu krokach. Nie musisz od razu szukać powodów, szukać winnych, szukać jasnej strony życia, gdy tylko spadnie pierwsza kropla deszczu. Nie potrzebujesz wielkiej odsłony, perfekcyjnego planu, szybkiej odpowiedzi, którą każdy usłyszy i wyrazi swój aplauz.
Potrzebujesz łagodniejszego pytania. Oraz przestrzeni, by usłyszeć, jak przemawia w ciszy. Ono wie, kim jesteś. Słuchaj uważnie, ponieważ wkrótce dostrzeżesz, że ten głos brzmi znajomo. To twój głos.