p
Od autorki
OD AUTORKI
Ta książka to przewodnik opisujący praktyki anegdotyczne oraz te
podparte naukowo, badania akademickie, historie z życia zawodowego oraz
osobiste doświadczenia. Patrzę na świat przez soczewki uprzywilejowanej,
białej, cisseksualnej kobiety żyjącej w świecie Zachodu. Ile ludzi, tyle
powodów, dlaczego tkwimy w martwym punkcie. Informacje zawarte w tej
książce odnoszą się do osób, które dysponują swobodą wyboru, żyją w warunkach względnego bezpieczeństwa i mają dostęp do rozmaitych zasobów.
Informacje zawarte w tej książce nie dotyczą osób cierpiących na
ostre i przewlekłe choroby psychiczne oraz dotkniętych nadużyciami,
przemocą, pozbawieniem wolności osobistej, rasizmem systemowym i dyskryminacją związaną z nierównościami społecznymi. Wszelkie praktyki,
które zachęcają do analizy dialogów wewnętrznych lub każą "zmienić
zdanie, aby zmienić swój nastrój", są potencjalnie toksyczne i mogą
prowadzić do obwiniania osoby poszkodowanej (victim-blaming). Co do
zasady, "zarządzanie własnymi myślami" działa tylko wtedy, gdy
znajdujemy się w bezpiecznym środowisku, gdzie możemy swobodnie
dokonywać wyborów.
Informacje zawarte w tej książce nie mają stanowić terapii lub
zastępować leczenia psychiatrycznego. Przedstawionych tu narzędzi i ćwiczeń nie da się uniwersalnie zastosować do każdej osoby w każdej
kulturze i w każdej sytuacji. Rozdział o dynamikach w rodzinie zakłada,
że twoi rodzice/opiekunowie potrafią sami o siebie zadbać i odnosi się
konkretnie do zachodnich norm kulturowych. W pewnych tradycjach
kulturowych i okolicznościach socjoekonomicznych oraz z innych
rozmaitych powodów dzieci niekiedy muszą przejmować role przypisane
dorosłym. Ta książka nie koncentruje się ani nie odnosi się do sytuacji,
gdzie "utknięcie w martwym punkcie" ma związek z płcią, seksualnością
lub nierównościami społecznymi.
Przyjmij to, co ci się przyda, a resztę zignoruj. Wprawdzie czynniki
psychologiczne często mogą dawać objawy natury fizycznej, ale zanim
podejmiesz jakiekolwiek inne kroki, zawsze udaj się do specjalisty,
aby wykluczyć przyczyny medyczne. Nie odstawiaj leków bez nadzoru
lekarza. Jeśli jesteś uzależniony od jakiejkolwiek substancji, zasięgnij
pomocy medycznej. Próby odstawienia określonych leków czy alkoholu bez
nadzoru lekarza mogą być niebezpieczne, a nawet zagrażać życiu. Zawarte
tu informacje dotyczą zmiany wzorców zachowania, a nie odstawiania
substancji. Jeśli ty lub znana ci osoba stanowi niebezpieczeństwo dla
siebie lub innych, odłóż tę książkę i natychmiast udaj się na pogotowie
lub szpitalny oddział ratunkowy.
Szczegóły mogące umożliwić identyfikację klientów zostały zmienione.
Jak ruszyć z miejsca, kiedy utkniesz w życiu zawiera informacje o chorobach psychicznych, nadużyciach, przemocy ze strony partnera,
traumach seksualnych, żałobie, uzależnieniu od narkotyków, zaburzeniach
odżywiania oraz inne treści, które u niektórych czytelników mogą wywołać
niepokój. Jeśli potrzebujesz natychmiastowego wsparcia, skorzystaj z lokalnego telefonu zaufania dla osób w kryzysie.
Przedmowa
PRZEDMOWA
Zawieranie nowych przyjaźni w wieku dorosłym jest dziwnym i niezręcznym
zjawiskiem (czytaj: emotka wymiotów), do którego nikt nas należycie nie
przygotowuje. Sam powiedz, czy chciałbyś na tyle się odsłonić, żeby
wprost lub niebezpośrednio zapytać innego dorosłego: "Czy zostaniesz
moim przyjacielem?". Odpowiedź brzmi: nie. Czułbyś się wówczas równie
nieporadnie jak pierwszego dnia w nowej szkole.
Cóż, kilka lat temu natknęłam się na wywiad, który z Britt
przeprowadziła Meredith Atwood w swoim podcaście The Same 24 Hours.
Śmiałam się w głos, co chwilę przytakiwałam ze zrozumieniem i nawet raz
czy dwa wykrzyknęłam "Tak jest!". Kim jest ta przezabawna, przenikliwa
psychoterapeutka, która rozprawia się ze wstydem i bez ogródek mówi
prawdę? "Chcę być jej przyjaciółką!".
Gdybym tylko dysponowała wówczas pocieszeniem w postaci tej drogocennej
książki (patrz: rozdział 6.)! Niestety jej nie miałam i dlatego na
Instagramie przesłałam @brittfrank głupkowatą wiadomość, której nie
powstydziłaby się nastoletnia fanka.
Na szczęście dla mnie, Britt potrafi w mniej niż trzy sekundy
zneutralizować dyskomfort nieudolnej interakcji przeniesionej do mediów
społecznościowych wprost ze szkolnej stołówki, ponieważ jest jedną z tych nielicznych osób, które czerpią autentyczną przyjemność z dziwaczności tego, co wielki psycholog Albert Ellis nazwał
"popieprzonym, zawodnym rodzajem ludzkim".
Szybki przeskok w czasie i dwa lata później Britt jest dla mnie nie
tylko szanowaną koleżanką po fachu, ale, co istotniejsze, drogą
przyjaciółką.
Ludzkie zachowanie jest, jak być może zauważyliście, prawdziwym
łajdakiem. Wszyscy w takim czy innym momencie stajemy przed problemem,
który potrafi doprowadzić człowieka do szaleństwa: wiemy, co należy
zrobić, a jednak tego - kolejny raz - nie robimy. To wielki paradoks
człowieczeństwa i jako taki nie jest niczym nowym.
Już Szaweł z Tarsu, później znany jako Paweł, dwa tysiące lat temu pisał
w swoim Liście do Rzymian: "Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie
czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię".
Apostoł kończy ten wątek stwierdzeniem, z którym możemy się utożsamić:
"Łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie1"
Sądzę, że święty Paweł nieco okrężnie, ale trafia w sedno sprawy.
W moim przekonaniu ta wewnętrzna walka na śmierć i życie stanowi
kluczową cechę problemu tkwienia w martwym punkcie. Ale, podobnie jak
doświadczenie szczęścia, ten stan zastoju łatwiej jest zdefiniować za
pomocą metafory (owszem, Britt nauczy cię, że nie ma nic złego w tym,
aby behawioryści zapuszczali się na tereny właściwe mistrzom słowa i wykorzystywali metaforę dla efektu "wow"). Dr Robert Kegan, psycholog
rozwojowy i profesor Harvardu, porównuje utknięcie do sytuacji, w której
prowadziłbyś samochód, trzymając stopy jednocześnie na pedałach gazu i hamulca. Jedna stopa naciska na gaz (twoje dobre intencje), a druga - na
hamulec (działanie w opozycji do tych dobrych intencji).
Zacieramy silnik, a nie ruszamy się z miejsca. To wyczerpujące.
Fakt, że trzymasz w dłoni tę książkę, pozwala mi przypuszczać, że
karuzela twojego owianego aurą tajemniczości zachowania jest ci dobrze
znana. Zaryzykuję również stwierdzenie, że jesteś gotów z niej zejść, a może nawet opuścić całe wesołe miasteczko.
Pragnę cię zapewnić, że znalazłeś odpowiedni przewodnik, który
poprowadzi cię wprost do wyjścia.
Szczera, zabawna i pełna człowieczeństwa Britt Frank z perspektywy
świadomości traum pomoże ci zrozumieć, dlaczego utknąłeś (wskazówka: to
nie jest to, co myślisz!), jakie dające się przewidzieć zdarzenia wpędzą
cię z powrotem w zastój (pro-tip: zabierz tę książkę do domu na
święta) oraz jak możesz naoliwić zawiasy swojego życia i ruszyć z miejsca (uwaga: w każdym rozdziale znajdziesz ćwiczenia do wykonania).
Ponieważ jednak najwyraźniej jesteś na tyle dzielny, aby przyznać, że
istnieje w twoim życiu obszar, gdzie kręcisz się w kółko, docenię twoją
odwagę i powiem ci prawdę na temat tej książki. Uwaga, zaczynam. Nie
znajdziesz w niej obietnicy łatwej przemiany. Nie owija w bawełnę. I bez
cienia wątpliwości zdmuchnie z twojego życia zasłonę dymną, obnażając
trochę zastałych bagienek. Brzmi jak niezły ubaw? Cóż, nie bardzo. Ale
tkwienie w miejscu też nie jest fajne!
Jeśli, jak to się mówi, masz już dość tego, że masz wszystkiego dość,
trzymaj się Britt. Ona nie proponuje ci słodkiego panaceum, ale stawia
przed tobą skuteczne lekarstwo psychologiczne, które ma moc ratowania
życia. Pozwolę sobie dodać, że jej lek jest dobrze przebadany i latami
udoskonalany w laboratorium jej własnego, prężnie działającego gabinetu
terapeutycznego. To duży plus w dzisiejszym świecie domorosłych
ekspertów.
Ustawiczny rozwój, który ma miejsce od kołyski po grób (owszem, nas
dorosłych również dotyczą fazy rozwojowe), zasadniczo opiera się o ciągłe, lecz ewoluujące balansowanie pomiędzy instynktem chronienia
własnej osoby a chęcią przemiany samego siebie. Takie balansowanie
pomiędzy obroną a ubogaceniem, ograniczeniami a możliwościami jest w swej istocie obrazem nadziei. Jeśli całe nasze życie wypełnia obrona,
ograniczenia i zastój, to nie ma miejsca na nadzieję. Kiedy z kolei
obfituje ono w ubogacanie, możliwości i niczym nieograniczony rozwój,
żadna nadzieja nie jest potrzebna.
Ta książka nie tylko daje nadzieję tym z nas, którzy utknęli w martwym
punkcie, ale również uczy, że stopniowo godząc się na balansowanie
pomiędzy chronieniem siebie a własnym rozwojem, w gruncie rzeczy stajemy
się żywym aktem nadziei.
A teraz przewróć stronę i zdecyduj się poddać mądremu i pełnemu pasji
przewodnictwu Britt Frank, ponieważ, bez względu na to, jak bardzo,
drogi czytelniku, nie byłbyś unurzany we własnym bagnie, jesteś obrazem
nadziei. Ostatecznie z torfu powstaje świetny nawóz.
Dr Sasha Heinz,
magister psychologii pozytywnej stosowanej,
psycholożka rozwojowa i coach
Wstęp
WSTĘP
Gdyby ludzki mózg był tak prosty, że dałby się zrozumieć, my bylibyśmy
tak prości, że nie dalibyśmy rady2.
Emerson M. Pugh
Jest środek tygodnia, końcówka dnia. Skończyłeś pracę. Jeśli masz
dzieci, leżą już w łóżkach. Wywiązałeś się ze wszystkich zobowiązań.
Miałeś zamiar wieczorami zacząć ćwiczyć i w końcu masz na to przestrzeń.
Czujesz, że powinieneś pójść pobiegać - ale w rzeczywistości
siedzisz na kanapie3 i oglądasz ciągiem swój ulubiony serial.
A może pragniesz osiągnąć spełnienie, zmieniając pracę. W obecnej
nauczyłeś się już wszystkiego, co się dało, i czas pójść naprzód. Twoje
życie w końcu się ustabilizowało i czujesz, że powinieneś zacząć
aplikować do innych firm - ale w rzeczywistości nadal przychodzisz
do pracy, z której już wyrosłeś, nie czerpiąc z niej żadnej satysfakcji,
poczucia sensu ani energii.
Być może utknąłeś w toksycznym związku. W pułapce jedzenia lub wizerunku
własnego ciała. W spirali samooskarżenia, gdzie ciągle coś "powinieneś".
W presji ze strony rodziny. W trybie uśpienia, gdzie nie potrafisz
przeskoczyć od tego, co wiesz, że należy zrobić, do tego, co w rzeczywistości robisz. A co jest wisienką na twoim torcie wstydu?
Prawdopodobnie zakładasz, że problemem jesteś ty sam.
Nie jesteś leniwy. Nie jesteś szalony4. Nie jesteś
słaby, głupi, wybrakowany, wadliwy ani pozbawiony silnej woli. I mimo
wszystkiego, co uporczywie powtarza ci twój wewnętrzny krytyk, nie
masz problemu z motywacją. To coś innego stoi za tym, że rezygnujesz
z planów zatroszczenia się o siebie, porzucasz listy zadań i zaniedbujesz cele. A droga naprzód jest prostsza, niż ci się wydaje.
Dlaczego miałbyś mi wierzyć?
Choć moje życie na papierze wyglądało jak z obrazka (z dyplomem
elitarnej szkoły oprawionym w mahoniową ramkę i zawieszonym na ścianie),
byłam królową chaosu. Gdybyś wpisał w Wikipedię hasło "stagnacja",
wyświetliłyby ci się moje stare zdjęcia: ja kopcąca mentolowego
Marlboro, ja uparcie ignorująca pleśń (i myszy) w moim mieszkaniu w centrum Los Angeles, ja ledwie trzymająca się na nogach po kolejnym
zakończonym katastrofą związku, ja w ataku paniki, ja w trakcie
epizodu depresji.
Wiem, co to znaczy utknąć w martwym punkcie.
Po ukończeniu Duke University porzuciłam ambicje intelektualne i wykorzystując swoje nieprzeciętne zdolności manipulacyjne, zaczęłam się
marnować, pracując w reklamie, czego nie znosiłam. Historię mojego życia
bardziej niż Jedz, módl się, kochaj można by zatytułować Pal, płacz i imprezuj. Nie mogąc się już dłużej znieczulać anoreksją, Vicodinem,
cukrem, Us Weekly, uzależnieniem od miłości i mechanizmem wyparcia,
wstąpiłam do fundamentalistycznej sekty. Owszem, sekty.
Dziwaczne praktyki religijne skutecznie odciągnęły moją uwagę od
bolesnych uczuć - były dla mojego mózgu tym, czym dla psa jest gryzak.
Przestrzeganie nienegocjowalnych zasad i funkcjonowanie w ramach
surowego reżimu wykreowały u mnie poczucie przynależności i posiadania
rodziny. Moja wysoko wrażliwa i krucha osobowość czerpała tymczasowe
pocieszenie z tego, że to ktoś inny mówi mi, co mam robić i jak
myśleć. Kiedy sekciarskie życie nie wypaliło, próbowałam jasnowidzów,
egzorcyzmów, medytacji, jogi, postu przerywanego, terapii lekami, bycia
dobrą dziewczynką, bycia złą dziewczynką, bycia autentyczną, bycia
sztuczną i wszystkiego pomiędzy.
Mimo to wciąż trwałam w stagnacji.
Nadzieja, że coś może się zmienić, po raz pierwszy zaświtała mi podczas
spotkania grupy wsparcia. Pewnego wieczora, kiedy z wrzaskiem wiłam się
po podłodze, a z nosa wisiały mi gluty, pewien litościwy terapeuta
położył mi dłoń na ramieniu i wyszeptał do ucha: "Britt, ty nie
oszalałaś". To proste zdanie otworzyło przede mną drogę, która powiodła
mnie w trwającą już dekadę podróż ku odkrywaniu, dlaczego robimy to, co
robimy.
Puenta? Istnieje jakiś powód, dlaczego utknąłeś - i nie jest nim
lenistwo.
Zdrowie psychiczne to nie proces psychiczny - zdrowie psychiczne to
proces fizyczny. W wielu przypadkach nawet nasze najbardziej
niepokojące objawy nie są chorobami psychicznymi - są reakcjami
ciała. Kiedy dowiedziałam się o reakcjach ciała, trajektoria całego
mojego życia uległa zmianie. Objawy osobowości borderline, choroby
afektywnej dwubiegunowej typu 2, depresji klinicznej i zaburzeń
odżywiania nagle zniknęły. Po długotrwałych wzorcach stagnacji nie
został nawet ślad - do dziś pozostają dla mnie zamierzchłą historią.
Ostatecznie wróciłam na studia podyplomowe i zostałam licencjonowaną
psychoterapeutką. Ta książka nie naprawi w magiczny sposób twoich
finansów, nie zmieni twojego ciała ani nie uleczy twoich chorób, ale
pokaże ci, jak ja sama wyszłam z martwego punktu - i jak możesz to
zrobić również ty.
Dlaczego przeczytać akurat tę książkę?
Przypuszczam, że na twoim stoliku nocnym zalega stos książek.
Przeprawianie się przez morze badań mogłoby tylko bardziej przytłoczyć
twój i tak przytłoczony organizm. Powyciągałam informacje z mojego
własnego czytelniczego stosu, tak żebyś miał wszystko w jednym miejscu -
to kompilacja wiedzy o samopomocy. Razem wsiądziemy do motorówki i zrobimy szybką wycieczkę przez relacje, nawyki, motywacje,
prokrastynację i przytłoczenie. Choć moglibyśmy opuścić kotwicę i zanurkować - i pewnie dobrze się przy tym bawić - to książka ta ma na
celu dać ci w sam raz tyle informacji, abyś mógł pójść dalej.
W każdym rozdziale znajdziesz też zadania, które da się wykonać w pięć
minut. Jedno istotne zastrzeżenie: wszystkie narzędzia i techniki
zakładają, że masz co jeść, masz gdzie mieszkać i jest to wystarczająco
bezpieczne miejsce oraz masz względnie łatwy dostęp do zasobów. Ile
ludzi, tyle różnych powodów, dlaczego tkwimy w miejscu - a niektórzy
utknęli, bo nie mają możliwości wyboru. Przyczyny i rozwiązania ostrych
i długotrwałych chorób psychicznych, rasizmu systemowego, nierówności
społecznych, patriarchalnego ucisku, dziedzicznego ubóstwa i skrajnych
traum wykraczają poza zakres tej książki.
Jak korzystać z tej książki
Kojarzysz książki z serii Choose Your Own Adventure (Wybierz własną
przygodę)? Zamiast zaczynać na pierwszej stronie i kończyć na
ostatniej, można było samodzielnie wpływać na rozwój opowieści.
Podczas każdego czytania zawsze doświadczało się treści w inny sposób.
Czytanie od deski do deski nigdy się w moim przypadku nie sprawdzało,
więc ułożyłam tę książkę tak, żeby można było delektować się nią w dowolnym porządku. Możesz wybrać jedną z trzech ścieżek - każda z nich
to inna strategia pracy z informacjami.
Ścieżka 1 - "Nie mam czasu"
Nie musisz czytać całej książki. Wybieraj tematy, które wpadną ci w oko
i przechodź od razu na koniec danego rozdziału. Znajdziesz tam
wypunktowane listy, zwięzłą sekcję rzeczy polecanych i zakazanych oraz
PIĘCIOMINUTOWE WYZWANIA, które możesz wdrożyć dzisiaj. Tekst
okraszony jest przypisami - bez problemu możesz je pominąć.
Ścieżka 2 - "Zaciekawiło mnie to i chcę się dowiedzieć więcej, ale nie mam za dużo czasu"
Przeczytaj rozdziały, które mają zastosowanie do twojej sytuacji. Jeśli
masz świetną rodzinę, ale nie potrafisz przestać prokrastynować, pomiń
sekcję o rodzinie i przejdź do rozdziału 3., "Mit motywacji". Jeśli
cieszysz się zdrowymi przyjaźniami, ale nie możesz przestać kupować albo
jeść, idź prosto do rozdziału 8. o nawykach i uzależnieniach. Czytaj to,
co dla ciebie istotne, resztę pomijaj i zaglądaj do streszczeń i ćwiczeń
na końcu każdego rozdziału. Zignoruj przypisy; zawsze możesz do nich
wrócić, kiedy będziesz mieć czas.
Ścieżka 3 - "Mam czas. Opowiedz mi wszystko"
Przeczytaj każdy z rozdziałów (w dowolnej kolejności) i wykonaj
wszystkie PIĘCIOMINUTOWE WYZWANIA. Miej pod ręką zakreślacz, długopis i notes. W przypisach znajdziesz dodatkowe treści: ciekawostki i luźne
myśli. Jeśli przypisy cię rozpraszają, możesz najpierw przeczytać w całości rozdział, a potem do nich wrócić. Te "myśli na wynos" są
rozsiane po całej książce.
Nauka... czy pseudonauka?
Jest prawdą powszechnie znaną5, że im więcej wiemy, tym bardziej
zdajemy sobie sprawę, że nie wiemy nic6. Na przykład:
Piorun
może uderzyć dwa razy.
Strusie
nie chowają głów w piasek, aby ukryć się przed
drapieżnikami.
Gwiazda polarna
nie jest najjaśniejszą gwiazdą na niebie.
Nietoperze
nie są ślepe.
Pluton
nie jest planetą.
Hmmm.
Dziewiętnastowieczni lekarze "zcancelowali" swojego kolegę po fachu,
ponieważ zasugerował, że mycie rąk obniża śmiertelność w szpitalach7. Gdybyś w 2021 roku wygooglował "największy
żyjący organizm na Ziemi", znalazłbyś informację, że to płetwal błękitny
- co nie jest prawdą. Największym żyjącym organizmem na Ziemi (w czasie
pisania tej książki) jest rosnąca w Oregonie opieńka ciemna (Armillaria
ostoyae), czule nazywana grzybem-olbrzymem.
Co to oznacza dla ciebie?
Jeśli chodzi o zrozumienie emocji, zachowań i świadomości, nikt nie może
oświadczyć z absolutną pewnością: "To tak działa mózg". Mózg to
złożony układ, który w swej całości jest w zasadzie niepoznawalny.
Osławiony naukowiec Carl Sagan powiedział kiedyś: "Mówi się, że
astronomia jest dziedziną, która uczy pokory i kształtuje
charakter"8. To samo można powiedzieć odnośnie do neuronauki,
zważywszy że komórki w naszej głowie są nie mniej zagadkowe i piękne niż
gromada galaktyk. Przy odpowiedniej ilości czasu i badań fakt
naukowy często okazuje się science fiction.
Wszyscy pragnęlibyśmy mieć kamienne tablice z wyrytymi na nich
niepodważalnymi prawdami nauki, one jednak nie istnieją. Ta książka to
starannie dobrana kompilacja najbardziej pomocnych informacji i narzędzi, których używałam i używam w odniesieniu do siebie i w pracy z klientami. Jej celem nie jest ustanowienie "teorii wszystkiego", którą
dałoby się zastosować do każdej osoby, w każdej sprawie i w każdych
okolicznościach.
Zastrzeżenie
Nauka zawsze podlega zmianom bez wcześniejszego powiadomienia, a uczeni
wyrażający przeciwne poglądy w danej kwestii potrafią cytować badania
zdolne "udowodnić" w zasadzie wszystko. W związku z tym może nam być
trudno odróżnić naukę dobrą od złej. Starcia pomiędzy osobami uznającymi
naukę a ją negującymi zwykle mają katastrofalne skutki. Weźmy na
przykład dyskusję, czy globalne ocieplenie9 faktycznie ma
miejsce (ma) lub czy szczepionki ratują życie (ratują10). W toku
własnego procesu decyzyjnego pomocne może okazać się pytanie: "Czy wiara
w tę ideę lub wykonanie tego ćwiczenia wyrządzi szkodę mnie lub innej
osobie?". Ogromna część mojej pracy psychoterapeutycznej jest
inspirowana porządnymi, rzetelnymi teoriami akademickimi - ale praktyka
to gra o znacznie bardziej poplątanych regułach.
Robocze założenia tej książki są następujące:
Kiedy działasz w trybie logiki, to tak, jakbyś siedział na miejscu
kierowcy w swoim mózgu.
Kiedy jesteś w trybie emocji, to tak, jakbyś był zamknięty w bagażniku
rozpędzonego samochodu bez hamulców.
Twoja osobowość to nie pojedyncza całość, ale zbiór części i komponentów.
Masz możliwość zmienić swój sposób
myślenia (w zakresie, w jakim
masz wybór, chęć zmiany i dostęp do zasobów).
Masz możliwość zmienić swoje
zachowanie (w zakresie, w jakim masz
wybór, chęć zmiany i dostęp do zasobów).
Uzdrowienie emocjonalne jest w równym stopniu procesem
artystycznym/kreatywnym, co opartym o fakty/naukowym. Orson Scott Card
napisał kiedyś: "Metafory potrafią pomieścić najwięcej prawdy w najmniejszej przestrzeni". Przykłady metafor wykorzystanych w tej
książce, których nie należy brać dosłownie:
Mózg przetrwania: nie jest to dosłowny opis twojej budowy
anatomicznej.
Układ limbiczny: ostatnie odkrycia na polu neuronauki zadały kłam
idei, jakoby emocje były umiejscowione w konkretnym obszarze
fizjologicznym.
Mózgi zaprogramowane na stałe: mózg jest siecią, która nieustannie
się zmienia i ewoluuje. Nie jesteśmy "zaprogramowani na stałe" w sensie dosłownym.
Włączniki i wyłączniki mózgu: gdyby w naszych głowach istniały
wyraźnie oznaczone obwody elektryczne i przełączniki, to żeby poczuć
się lepiej, potrzebowalibyśmy elektryków mózgu - nie terapeutów,
coachów czy książek.
Jedna z najbardziej wszechobecnych metafor w popkulturze to (naukowo
niepoprawna) koncepcja, że mamy "mózg jaszczurki". Ma ona swoje źródło w (nieaktualnej) teorii, że nasz mózg jest jak trójwarstwowy tort, gdzie
warstwę dolną nazywa się mózgiem jaszczurki, warstwę środkową - mózgiem
emocjonalnym11, a górną - mózgiem wykonawczym.
Neuronaukowcy mówią dziś, że mózg jest siecią, a nie trójwarstwowym
tortem. Badania wskazują, że emocje powstają na bazie naszych
doświadczeń; nie są ani wcześniej zaprogramowane, ani ograniczone do
konkretnej lokalizacji w mózgu12.
No dobrze. Ale które z tych dwóch stwierdzeń bardziej ci się przyda?
"Te postępy w nauce dały początek koncepcjom układu brzusznego
stria-pallidalnego oraz rozszerzonego ciała migdałowatego, które
zmieniły sposób naszego postrzegania organizacji
funkcjonalno-anatomicznej części podstawnej przedmózgowia. Odkrycia
te trudno pogodzić z jakimkolwiek aktualnym modelem układu
limbicznego"13.
CZY
Kiedy jesteś zdenerwowany, czasami masz wrażenie, jakby coś
przełączyło ci się w głowie i żegnasz się z mózgiem logiki, a wybiegasz na powitanie mózgowi złości.
W sensie dosłownym żadna diabelska jaszczurka nie siedzi ci u podstawy czaszki i nie każe wypisywać wiadomości do twojego eks albo
wrzeszczeć na dzieci14. Jeśli teoria mózgu jaszczurki nic ci nie
mówi, obejrzyj skecz Ilizy Shlesinger Party Goblin. Jak to ujmuje
komiczka, "imprezowy goblin śpi z tyłu twojego mózgu (...) i budzi się,
jak tylko usłyszy, że mówisz: "No to chyba pójdę na jednego
drineczka"". Czy "imprezowy goblin" to niezmienna naukowa prawda - i jakie to ma znaczenie? Niejednego mojego klienta zachęciłam do
obejrzenia filmików Shlesinger, bo są zabawne, można się z nimi
utożsamić i pomagają.
Kiedy tkwiłam po szyję w dysfunkcjach seksualnych i uzależnieniu od
narkotyków, na powierzchni utrzymywały mnie lekkostrawne porcje
informacji i łatwe do wdrożenia techniki. Wówczas potrzebowałam tego, co
teraz trzymasz w rękach: zestawu najbardziej skutecznych praktyk, które
zgromadziłam w trakcie mojej podróży. Weź to, co ci się przyda, a resztę
zostaw. Te wskazówki mogą ci pomóc odzyskać sprawczość w intymności,
przyjaźniach, nawykach i prokrastynacji. Nie musisz dalej tkwić w miejscu. Moja własna terapeutka przypomniała mi o jednym: "William
James, pisząc o radykalnym empiryzmie, powiedział, że prawdziwe jest to,
co działa. Kiedy mowa o zdrowiu emocjonalnym, tylko to się tak
naprawdę liczy".
Tak się cieszę, że tu jesteś. Witaj na początku podróży przez strony tej
książki. Podróży, która - mam nadzieję - przestawi tory twojego myślenia
i rozprawi się z twoim wstydem. Zachęcam cię, żebyś mówił do siebie
łagodnie i ogłosił zawieszenie broni na wojnie toczącej się w twojej
głowie. Jeśli czujesz się winny, bo "inni mają gorzej", pamiętaj -
perspektywa jest pomocna, ale porównywanie się - już nie. Masz
prawo istnieć. Masz prawo zajmować przestrzeń na tej planecie. Masz
prawo czuć się zły, przestraszony i zraniony. A zarazem masz prawo
doświadczać w życiu szczęścia i czuć się w swoim ciele jak w domu.
Ruszmy cię z miejsca.
Rozdział 1. Lęk to supermoc
Rozdział 1
Lęk to supermoc
Bez niego tkwimy
w martwym punkcie
Obłęd nie musi wcale oznaczać całkowitego upadku. Równie dobrze może być
przełomem15.
R.D. Laing
Kiedy zapali ci się kontrolka check-engine w samochodzie, od razu
wiesz, że musisz zajrzeć pod maskę. Sama lampka nie stanowi problemu -
to tylko sygnał kierujący cię w stronę problemu. Próby "pozbycia
się" lęku są równie bezproduktywne jak próby wyłączenia kontrolki w samochodzie. W niektórych przypadkach lęk to choroba, którą trzeba
opanować medycznie, zanim będzie można osiągnąć cokolwiek innego. Skoro
jednak czytasz tę książkę, zakładam, że twój lęk jest jak kontrolka.
Choć przeraża, wywołuje dyskomfort i wprawia w zakłopotanie, jest w gruncie rzeczy jak supermoc pozwalająca podróżować w czasie, jednym
susem przeskakiwać wysokie budynki i światłem lasera torować sobie drogę
przez betonowe mury. Większość z nas nauczyła się traktować lęk jak
przeciwnika. Ten rozdział pokaże ci, jak patrzeć na niego w ekstrawagancko nowy sposób.
Dlaczego miałbyś wierzyć którejkolwiek z tych informacji, skoro nagłówki
newsów psychologii popularnej opowiadają ci zupełnie inną bajkę?
Żeby badania naukowe mogły przebić się przez labirynt procesu
wydawniczego, musi minąć około dziesięciu lat. To dlatego rzadko kiedy
najświeższe nowinki docierają do nas z mediów głównego nurtu. Czołowi
myśliciele, tacy jak dr Bessel van der Kolk (Strach ucieleśniony), dr
Stephen Porges (Teoria poliwagalna), dr Peter Levine (Obudźcie
tygrysa) i dr Pat Ogden (Trauma and the Body [Trauma i ciało]),
dysponują masą danych pokazujących, że zdrowie psychiczne wymaga
świadomości ciała. Lęk jest jedną z fizycznych wskazówek
pozwalających nam poznać, że oddaliliśmy się od bezpiecznego miejsca na
zewnątrz i/lub prawdy wewnątrz nas. Silne leki psychotropowe i diagnozy
chorób psychicznych powinny być ostatecznością, a nie normą.
Lęk to mapa, która wyprowadza cię z martwego punktu.
Psychiatra i autorytet w dziedzinie traumy dr Bessel van der Kolk pisze:
"Przeszłość jest w nich [osobach z traumą] wciąż żywa w formie
dręczącego, wewnętrznego dyskomfortu. (...) Próbując kontrolować te
procesy, ludzie ci często stają się ekspertami w ignorowaniu
wewnętrznych sygnałów i blokowaniu świadomości tego, co dzieje się w ich
wnętrzu. Uczą się kryć przed swoim "ja""16.
Ponieważ lęk jest sygnałem, bez niego pozostajesz w martwym punkcie.
Wiem, że uczucie wzbierającego w człowieku lęku jest bardzo
nieprzyjemne, przytłaczające, a niekiedy nawet paraliżujące. A jednak
lęk jest w stu procentach potrzebny do rozwiązania problemu
stagnacji. Lęk to nie emocja - to seria doznań w ciele. Lęk cię nie
atakuje - on próbuje ci pomóc. Nie jesteś szalony ani wybrakowany,
jeśli nie potrafisz poradzić sobie z lękiem.
Jedną chwilę... Co?
"Ale ja nienawidzę mojego lęku!".
"Boję się przez cały czas!".
"Ale mój lęk powstrzymuje mnie przed działaniem!".
"Ale mój lęk mnie atakuje!".
"Ale mój lęk...".
KROPKA.
Kiedy wyjaśniam, że lęk to jeden z najistotniejszych elementów
niezbędnych do przełamania stagnacji, większość ludzi spogląda na mnie
jak na propagatorkę teorii spiskowych. Biorąc pod uwagę epidemię osób
panikujących, uzależnionych, zalęknionych, przytłoczonych i chorych
fizycznie, widać, że coś najwyraźniej nam umyka, jeśli chodzi o zrozumienie tematu lęku. Lęk nie zatrzymuje cię w martwym punkcie. Lęk
to mapa, która cię z niego wyprowadza.
Według Amerykańskiego Stowarzyszenia na Rzecz Walki z Lękiem i Depresją
(Anxiety and Depression Association of America) "zaburzenia lękowe
stanowią najczęstszą chorobę psychiczną w USA, dotykając rocznie 40
milionów dorosłych Amerykanów (...), czyli 18,1% całej populacji".
Czy 40 milionów ludzi jest skazanych na życie z nieuleczalną chorobą
psychiczną, czy może jednak chodzi tu o coś innego? Jako kliniczna
pracowniczka socjalna i licencjonowana terapeutka mam uprawnienia do
diagnostyki zespołu lęku uogólnionego, zespołu lęku napadowego, zaburzeń
obsesyjno-kompulsywnych, zaburzeń afektywnych dwubiegunowych i osobowości chwiejnej emocjonalnie podtypu granicznego (tzw. osobowości
borderline) na podstawie listy symptomów opublikowanej w piątej edycji
oficjalnego podręcznika do diagnozy chorób psychicznych DSM-5
(Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders)17.
DSM-518 to biblia osób zajmujących się zawodowo zdrowiem
psychicznym. Ale to, o czym większość ludzi nie wie, to że na kształt
DSM wpływają politycy, że jest diagnostycznie niekompletny i że nie
uwzględnia czynników środowiskowych i związanych z traumą. Mój profesor
psychopatologii stwierdził kiedyś przed całą grupą: "Skrót DSM powinien
oznaczać Door-Stop Manual (podręcznik do przytrzymywania drzwi), bo
jedyne, do czego się nadaje, to żeby zablokować nim drzwi przed
zamknięciem"19.
A co, jeśli problem nie leży wewnątrz ciebie?
Na żadnym etapie mojego stażu w szpitalu psychiatrycznym nie nauczono
mnie pytać o prześladowanie, patriarchat lub systemowy rasizm jako
czynniki przyczyniające się do lęku. W pokaźnym stosie książek
wykorzystywanych przeze mnie do pisania licznych prac zaliczeniowych nie
znalazła się żadna, z której dowiedziałabym się czegoś więcej o układzie
nerwowym, a zwłaszcza o tym, jak ciało reaguje na stres. W mojej
pierwszej pracy jako terapeutka dziecięca nie spotkałam żadnego lekarza
ani terapeuty, który potraktowałby lęk inaczej niż jako medyczną
jednostkę chorobową. Niewiele osób wie, że można zostać licencjonowanym
terapeutą w pełni uprawnionym do wykonywania zawodu, nie mając cienia
wiedzy o funkcjonowaniu ludzkiego ciała. Musiałam przez wiele lat
uczestniczyć w nieobowiązkowych szkoleniach (nie licząc wielu godzin
terapii własnej), aby zgromadzić i zsyntetyzować informacje zawarte na
stronach tej książki.
Lęk to nic zabawnego. Z jego powodu niekiedy tracisz orientację albo
czujesz, jakby coś zagrażało twojemu życiu. To, że szukasz odpowiedzi na
zewnątrz ciebie, ma sens. Ale jasne światło z zewnątrz nie oświeci
cię na tyle, żebyś zaczął rozumieć. Odpowiedzi na twoje pytania należy
szukać w głębi ciemnego lasu twojego własnego umysłu. Kiedy
usiłujesz znieczulić się na lęk albo go unikać poprzez jedzenie,
oglądanie YouTube'a, porównywanie się z wiecznie doskonałymi postami na
Facebooku, alkohol lub obsesję na punkcie związków, przegapiasz silne
sygnały płynące z twojego świata wewnętrznego, które wskazują ci twoje
najbardziej autentyczne "ja". Jeśli nauczysz się wsłuchiwać w ich zew,
lęk stanie się niejasnym i tajemniczym przewodnikiem, mogącym
poprowadzić cię w głąb lasu twojego chaosu i bezpiecznie cię z niego
wywieść. To podróż, którą gotowych jest rozpocząć tylko niewielu, i jedynie nieliczni wychodzą z niej cało. Jak ujął to M. Scott Peck, autor
Drogi rzadziej przemierzanej, "zdrowie psychiczne to daleko idące
poświęcenie na rzecz świata realnego".
A świat realny niekiedy bywa wprost nieznośny.
Teraz szybki przeskok do czasów, kiedy miałam dwadzieścia kilka lat i bezcelowo nurzałam się w szambie stagnacji. W moim ciasnym mieszkaniu w Santa Barbara wszędzie poniewierały się puszki po dietetycznej coli, z których wysypywały się niedopałki papierosów. Anoreksja wpędziła mnie w taką niedowagę, że zanikła mi miesiączka, i kiedy w poniedziałki i środy
miałam prowadzić zajęcia z indoor cycling w napakowanej po brzegi
siłowni Gold Gym, zdarzało mi się nagle oblać potem i zacząć trząść się
w panice, że za chwilę zemdleję na oczach tych wszystkich gapiących się
na mnie ludzi. Moje dramy w relacjach były jak żywcem wyjęte z The
Jerry Springer Show i dopiero co uświadomiłam sobie, że moje
"sielankowe dzieciństwo" było w rzeczywistości pasmem rozmytych linii,
gaslightingu20, sekretów i kłamstw - chociaż wszystko
wyglądało na wskroś normalnie.
Po bolesnym zakończeniu przygody z Santa Barbara nie miałam pomysłu, co
dalej ze sobą zrobić. Włożyłam do kieszeni niezbyt zawrotną kwotę, którą
udało mi się uciułać, i wyjechałam do małego górskiego miasteczka w północnej Kalifornii, gdzie postanowiłam podjąć próbę zrozumienia,
dlaczego nigdy nie udaje mi się zwolnić, odprężyć, odetchnąć, usłyszeć
własnych myśli, zaufać sobie, czerpać radości z seksu, utrzymać związku
lub czuć się dobrze w moim ciele. Ostatecznie znalazłam schronienie w sekcie religijnej. Prowadziłam tam życie dziwne, ale nigdy nudne. W moją
codzienną rutynę wpisane było kilka godzin modlitwy w bazie misji, gdzie
wierni rozciągali się na podłodze albo chodzili od ściany do ściany,
mamrocząc pod nosem jakieś zaklęcia. Na koniec pewnego wyczerpującego
dnia postu chwyciłam moją Biblię i wielki bidon z wodą21 (żeby móc
pokornie zaimponować moim duchowym pobratymcom, jak to postanowiłam
powstrzymać się od jedzenia i żyć na samej wodzie) i wsiadłam do
samochodu, gdzie, odpalając jednego Marlboro Light od drugiego, zaczęłam
się zastanawiać, jak u licha doszło do czegoś takiego.
Nowojorczyków trudno uznać za ludzi miłych w obyciu i odprężonych. Kiedy
w połowie lat dziewięćdziesiątych wchodziłam w dorosłość, moja mama
wysyłała mi wyraźnie podszyte lękiem wiadomości, powtarzając mi, żebym
"uważała na bandytów", a babcia surowym tonem instruowała mnie, że
"prawdziwe" damy powinny "za wszelką cenę uszczęśliwiać swoich
mężczyzn". Lęk sączył się ze strony rodziny, która z zewnątrz wyglądała
na normalnych przedstawicieli klasy średniej, ale od środka była
wzburzonym siedliskiem ludzi niewiedzących, co to granice, i wypaczających role rodzic/dziecko. Dorastałam w przekonaniu, że jestem
zbyt wrażliwa, zbyt apodyktyczna, zbyt emocjonalna, zbyt potrzebująca,
zbyt zaborcza i zbyt absorbująca rodziców. Przekaz, jaki otrzymałam,
można streścić następująco: nie wychylaj się, siedź cicho, nie denerwuj
ojca i, na litość boską, nie myśl za dużo. Kiedy się wyprowadziłam, lęk
stale mi towarzyszył, zapowiadając mające potem nastąpić lata
destrukcyjnych wyborów dotyczących duchowości, seksu, finansów, relacji
i zdrowia.
Gdybym wówczas otworzyła się na ludzi (w tamtym okresie wolałam
przebywać sam na sam z moim nieszczęściem), powiedziałabym im pewnie, że
jeśli tylko trafiłabym na odpowiedniego terapeutę, odpowiednie leki,
odpowiedni program lub odpowiedniego guru, byłabym szczęśliwa i odkryłabym życie, do jakiego zostałam stworzona. Nie miałam pojęcia, jak
takie życie mogłoby wyglądać, ale wiedziałam, że byłoby w nim miejsce na
zjedzenie posiłku bez liczenia każdej kalorii, sen niezakłócony nagłym
przebudzeniem w mokrej od potu piżamie i umiejętność krytycznego
spojrzenia na związek, które pozwoliłoby mi odróżnić czerwone róże
od czerwonych flag.
Nie jesteś wybrakowany
Branże związane ze zdrowiem psychicznym, farmaceutykami, wellness,
kosmetyką i fitness w dużej mierze bazują na koncepcji, że lęk to
twoja wina, a rozwiązaniem jest "ulepszenie siebie". Za każdym razem,
gdy słyszysz reklamę obiecującą ci wolność, radość, błogostan lub spokój
po zakupie danego produktu czy usługi, wiedz, że padłeś ofiarą
kulturowej mitologii, która nakazuje ci poszukiwać odpowiedzi na
zewnątrz ciebie. Rozwiązanie wielu problemów da się odkryć, tylko jeśli
wyruszysz w podróż w głąb własnego umysłu. U wielu moich klientów lęk
pojawiał się na skutek ignorowania samych siebie - nie wskazywał na
braki czy wadliwość osadzone wewnątrz nich.
Tina cierpiała na zaburzenia odżywiania, obsesyjne myśli i uogólniony
lęk. Jej kontrolująca i despotyczna matka miała osobowość narcystyczną.
Tina czuła, że nie potrafi mówić "nie" ani stawiać granic, i chociaż
miała trzydzieści dwa lata, w obecności matki czuła się jak
sześcioletnia dziewczynka. Żyła pod niekończącym się ostrzałem
wiadomości, telefonów i niezapowiedzianych wizyt, przez co stale
towarzyszyła jej panika. W efekcie straciła chłopaka i przyjaciół, dla
których jej nieumiejętność postawienia się matce stała się nieznośna.
Chronicznie zajmowała też stanowiska poniżej swoich kwalifikacji. Stale
powtarzała: "Wiem, że moja relacja z mamą jest toksyczna. Wiem, że
gdybym tylko potrafiła się jej przeciwstawić, byłabym w końcu
szczęśliwa, ale czuję, że utknęłam. Po prostu nie umiem nic zrobić. Nie
wiem, co jest ze mną nie tak".
Ponieważ Tina bardzo skupiła się na własnym lęku, nie potrafiła dostrzec
tej części siebie, która była zaangażowana w dysfunkcyjną relację ze
strachu przed emocjonalną separacją i dokonywaniem własnych wyborów.
Stawiwszy czoła własnemu strachowi przed dorosłością, mogła w końcu
wyznaczyć granice w relacji z matką i odważnie podjąć się wymagającej i dobrze płatnej pracy, gdzie ostatecznie rozkwitła. Do wyzwań związanych
z dorosłością powrócimy w rozdziale 9.
Kiedy do mojego gabinetu trafiła Naomi, cierpiała na pochwicę -
prawdopodobnie najpowszechniejszy seksualny problem lękowy, o którym
nigdy nie słyszałeś. Pochwica powoduje bolesne zaciskanie i skurcze
mięśni pochwy przy każdej próbie stosunku z penetracją lub aplikacji
tamponu. Mąż próbował okazywać Naomi wyrozumiałość, ale jej brak pociągu
seksualnego go frustrował i żenował, więc często wybuchał złością.
Kobietę przepełniała niechęć do samej siebie i martwiła się, że
oszaleje. Co noc miewała ataki paniki, że rano męża już przy niej nie
będzie, więc nie mogła spać. Chociaż chciała prowadzić życie
towarzyskie, to jednak nie czuła się komfortowo wśród ludzi, bo
paraliżował ją strach, że dostanie miesiączkę i jej sekret wyjdzie na
jaw.
Lęk u Naomi sygnalizował niezadowolenie z małżeństwa. Jej mąż był
alkoholikiem i miewał napady gwałtownej złości, ale na samą myśl o wyjściu z tej relacji kobieta była przerażona. Ciało Naomi
przekształciło jej ból psychologiczny w problem natury
fizycznej, ustanawiając tym samym mechanizm obronny. W obszarze
badań nad zdrowiem psychicznym określa się to mianem zaburzenia
konwersyjnego. Sama zmagałam się z pochwicą i nawet nie wiecie, ilu
lekarzy powtarzało mi, że "wszystko siedzi w głowie". Zalecali mi po
prostu "wypić kieliszek wina" albo "wziąć kilka głębszych oddechów". Ale
pochwica to nie problem na poziomie myśli - to bardzo realny problemem
na poziomie ciała. Wprawdzie zawsze należy w pierwszej
kolejności podczas konsultacji z lekarzem wykluczyć przyczyny medyczne,
ale przewlekły ból często da się złagodzić, a nawet w pełni
wyeliminować, kiedy stawimy czoła niewygodnym prawdom emocjonalnym.
Kiedy zajęłam się moją traumą seksualną, zanikły u mnie objawy pochwicy.
Kiedy Naomi pogodziła się ze swoim pragnieniem życia w pojedynkę i zrobiła kroki w stronę swojej prawdy, w końcu zaczęła cieszyć się seksem
i używać tamponów.
Kaitlyn przyszła na terapię, wstydząc się swoich problemów "rodem z pierwszego świata". Miała świetną pracę i perfekcyjnie urządzony dom, a ponieważ udzielała się jako wolontariuszka w miejscowym szpitalu
dziecięcym, była szanowaną członkinią lokalnej społeczności. Ale co
wieczór potajemnie wypijała butelkę chardonnay i zamykała się w swoim
pokoju, nie zważając na prośby dzieci o chwilę wspólnej zabawy. Z zewnątrz wyglądała na doskonale poukładaną, ale w środku rozpadała się
na kawałki. W pracy nie dotrzymywała terminów i zapominała o ważnych
spotkaniach. Ponieważ ciągle była podenerwowana, niespokojna i zirytowana, uważała się za okropną osobę. "Mam wspaniałego męża, śliczne
dzieci, fantastyczny dom - wszystko, czego tylko człowiek może
zapragnąć. Co jest ze mną nie tak, że nie potrafię się nigdy odprężyć i cieszyć życiem? Nie chcę być tą uprzywilejowaną, nadętą suką. Dlaczego
taka jestem?".
Lęk i brutalne słowa kierowane pod swoim adresem skutecznie odciągały
Kaitlyn od długo tłumionych wspomnień z dzieciństwa: jako dziewczynka
przemycała po szkole do swojego pokoju małe zwierzęta i rośliny, które
jej matka potem bezdusznie wyrzucała do śmieci lub spuszczała w toalecie, a samą Kaitlyn karała krzykiem, klapsami i zawstydzaniem.
Ponieważ moja klientka wychowała się w domu o surowych zasadach, gdzie
królowała dyscyplina i czystość, nigdy w dorosłym życiu nie dała sobie
przyzwolenia na odkrywanie natury lub własnej kreatywności. W toku
terapii odkryła, jak może znaleźć ujście dla swojej kreatywności, nie
porzucając przy tym rodziny ani pracy i nie przeprowadzając się do
komuny. Jej objawy zniknęły.
Geri przyszła na terapię, ponieważ po urodzeniu drugiego dziecka zaczęła
miewać ataki paniki i czuła, że jest kiepską mamą. Choć bardzo chciała
utrzymywać w domu porządek, podłogę pokrywała gruba warstwa brudnych
koszulek piłkarskich i ubłoconych dżinsów, a w zlewie piętrzyły się
zaschnięte naczynia. Bardzo chciała być mamą, która czyta swoim dzieciom
przed snem, ale często zamiast tulić je w łóżeczku, wkładała im w ręce
iPada. "Czuję, że utknęłam w tym całym macierzyństwie" - mówiła. "Chcę
być dobrą mamą i zrobiłabym dla moich dzieci wszystko, ale wygląda na
to, że nie potrafię być mamą, jakiej moim zdaniem potrzebują. Co jest ze
mną nie tak?".
Lęk Geri tłumił owianą tabu, ale typową rzeczywistość matek, że czasami
macierzyństwo jest naprawdę trudne. Ponieważ w potocznym mniemaniu
nikomu najwyraźniej nie wolno się publicznie przyznać do bycia
przytłoczonym wyzwaniami rodzicielstwa, Geri miała poczucie porażki.
Każda kompetentna i kochająca matka, jaką kiedykolwiek znałam,
powiedziała mi, że chociaż byłaby gotowa umrzeć za swoje dzieci i zrobić
dla nich wszystko, jakaś część niej tęskni za czasem sprzed
macierzyństwa. Zdarzają się influencerzy, którzy mówią, że
"rodzicielstwo czasem śmierdzi", ale jest ich o wiele za mało, zważywszy
na powszechność tego doświadczenia. Kiedy Geri zdołała zidentyfikować i przepracować swoje uczucia, jej energia powróciła, jej relacja z alkoholem przestała mieć charakter kompulsywny, a ona była w stanie na
nowo aktywnie uczestniczyć w życiu swoim i swoich dzieci.
Co łączy Tinę, Naomi, Kaitlyn i Geri? Wszystkie były przekonane, że to
lęk jest przyczyną ich stagnacji. Ponieważ głos lęku był znacznie
bardziej donośny niż ciche podszepty z ich światów wewnętrznych, to
właśnie on przesuwał pionki. Ale lęk był objawem problemu - a nie
jego sednem.
Lęk cię nie "atakuje"
Mówienie o "ataku" lęku jest jak próba ugaszenia ognia benzyną. Jeśli
sądzisz, że wewnątrz ciebie jest coś, co usiłuje cię zaatakować, to
twoja fizjologia reaguje tak, jakbyś faktycznie był atakowany.
Więcej o układzie nerwowym powiem w rozdziale 3. Zaistnienie lęku możemy
odczuwać jako atak, ponieważ wydaje się on pojawiać znikąd. Żyjąc w przekonaniu, że w każdej chwili można wpaść w zasadzkę, trudno jest
poczuć się bezpiecznie we własnym ciele. Ale nic nie bierze się znikąd.
Nawet jeśli nie znasz źródła danego objawu, to nie znaczy, że nie
istnieje uzasadniony powód jego istnienia. W rozdziale 3. omówię, co
robić, kiedy nie wiesz, dlaczego twoje ciało fiksuje, i jak sobie pomóc
- nawet jeśli nie masz najmniejszego pojęcia, co cię tak odpaliło.
Sposoby radzenia sobie z lękiem, których nas nauczono, najwyraźniej nie
działają, czego dowodem są choroby psychiczne dotykające co roku miliony
Amerykanów. Kompulsywne unikanie lęku i jego błędne zrozumienie prowadzą
do emocjonalnej destrukcji i głębokiego poczucia nieszczęścia.
Pamiętam, jak siedziałam na podłodze na zajęciach jogi regeneracyjnej i rozkleiłam się, kiedy instruktor kazał mi położyć się i oprzeć nogi o ścianę. Co jest z tobą nie tak? Weź się w garść!, łajałam sama siebie.
Zajęcia były typową relaksacją Zen: łagodna muzyka, przyciemnione
światło, poduszki i koce, i wygodne pozycje ciała. Mimo to cała się
trzęsłam, pociły mi się dłonie i musiałam zmobilizować w sobie całą
silną wolę, żeby nie wybiec z sali. Ponieważ ignorowanie własnych uczuć
weszło mi już w krew, próba narzucenia mojemu ciału odprężenia
uruchomiła mój wewnętrzny system alarmowy. Mój lęk, wyczuwając, że w końcu poruszam się na tyle wolno, aby usłyszeć własne myśli, wrzasnął:
"NIE JEST Z TOBĄ DOBRZE!". Choć głębokie oddychanie może być przydatne i samo w sobie nie jest niczym złym, każdy, kto kiedykolwiek próbował
(nieskutecznie) zredukować lęk poprzez medytację, self-care,
oddychanie, kąpiele z pianą lub jogę, wie, że aby ruszyć z miejsca,
potrzeba czegoś innego.
Czym jest "coś innego"?
Ludzki mózg jest silny, piękny i tajemniczy. Najnowsze badania wskazują,
że zostaliśmy zaprogramowani do przetrwania22, nie do
szczęścia. Jesteśmy zaprogramowani tak, aby poszukiwać bezpieczeństwa,
nie spokoju. Oznacza to, że twój mózg nieustannie skanuje otoczenie w poszukiwaniu zagrożeń i możliwości. Ale ponieważ nie mieszkasz już w jaskini i nie otaczają cię lwy, tygrysy ani niedźwiedzie, twój mózg ma
tendencję do błędnego interpretowania wskazówek o zagrożeniu. A to
działa druzgocąco na twój dobrostan. Chociaż logika podpowiada ci, że
jesteś bezpieczny, często masz wrażenie, że nie dasz rady się ruszyć.
Kiedy twój mózg funkcjonuje w trybie przetrwania, możesz czuć się
przytłoczony, reaktywny, porywczy, wrogo nastawiony, a jednocześnie
podenerwowany i wyczerpany. Najbliższych z marszu traktujesz jak wrogie
drapieżniki.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
List do Rzymian 7, 15. 18b, Biblia Tysiąclecia, wyd. IV [wróć]
N. Habib, Jak właściwie stymulować nerw błędny, przeł. B. Mińska, Wydawnictwo Vital, Białystok 2021. [wróć]
Jeśli jeszcze jej nie widziałeś, polecam obejrzeć parodię reklamy legginsów Nike Pro-Chiller wyemitowaną w programie Saturday Night Live. Pomyślisz: skąd ja to znam. [wróć]
Słowo "szalony" jest niewłaściwe pod względem biologicznym. Nie istnieje ktoś taki jak "szaleniec". Choroba psychiczna lub dolegliwości związane ze zdrowiem psychicznym nie czynią z nikogo szaleńca. W tej książce używam słowa "szalony" jako metafory określającej, jakie to uczucie, kiedy nie istnieje żadne oczywiste wytłumaczenie dla silnych emocji/objawów. [wróć]
Zmodyfikowałam zdanie zaczerpnięte z Dumy i uprzedzenia: "Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony". J. Austen, Duma i uprzedzenie, przeł. A. Przedpełska-Trzeciakowska, MG, Warszawa 2022, s. 3 (e-book). [wróć]
Parafraza stwierdzenia przypisywanego Arystotelesowi: "Im więcej wiesz, tym więcej wiesz, że nie wiesz". [wróć]
Dr Ignaz Semmelweis swoim poglądem o myciu rąk naprawdę wkurzył kolegów. Nie spodobała im się sugestia, że muszą jeszcze lepiej myć swoje lśniące czystością męskie ręce przed zbadaniem pacjenta. Dr. Semmelweisa gnębiono do tego stopnia, że nabawił się załamania nerwowego i ostatecznie zmarł w przytułku dla obłąkanych. Kultura unieważniania (cancel culture) nie jest więc niczym nowym. Patrz: https://www.britannica.com/biography/Ignaz-Semmelweis (w polskich źródłach np. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ignaz_Semmelweis - przyp. red.). [wróć]
Wypowiedź Carla Sagana pochodzi z nagranego przez niego video The Pale Blue Dot. Obejrzyj go, jeśli potrzebujesz nieco inspiracji. Polskie tłumaczenie tych słów (rozpowszechnione w internecie) pochodzi z napisanej przez Sagana książki Błękitna kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie, przeł. M. Krośniak, Prószyński i S-ka, 1996, s. 27 (e-book). [wróć]
Nawet sceptycy są zgodni co do tego, że globalne ocieplenie to zjawisko realne. Patrz: Know the Facts: A Skeptic's Guide to Climate Change, https://static.berkeleyearth.org/pdf/skeptics-guide-to-climate-change.pdf. [wróć]
Komiczka Hannah Gadsby podsumowuje to w swoim programie specjalnym Douglas: "Jakkolwiek trudne nie byłoby to życie, miło je w ogóle mieć. A już zwłaszcza miło jest mieć to życie w świecie bez polio. Polio jest złe, i to jest fakt, a nie uczucie". [wróć]
Będę nadal używała terminów "mózg emocjonalny" i "układ limbiczny", ponieważ przymiotnik "limbiczny" wywodzi się od łacińskiego słowa oznaczającego krawędź lub granicę. Może i nie istnieje dosłowna granica, która oddzielałaby poszczególne części mózgu odpowiadające za poszczególne procesy, ale któż z nas nie czuł, że doszedł do granic swojej wytrzymałości lub jest na krawędzi? [wróć]
"Nie istnieją żadne anatomiczne kryteria pozwalające określić, które tkanki wchodzą w skład "układu limbicznego", a które nie". Patrz: https://how-emotions-are-made.com/notes/Criticisms_of_the_limbic_system_concept. [wróć]
https://brainmaster.com/software/pubs/books/Anatomy%20of%20Neuropsychiatry.pdf. [wróć]
Według stanu na 2020 rok większość neuronaukowców nie popiera już poglądu, że naszym życiem rządzą trwale ukształtowane instynkty, które w odpowiedzi na określone bodźce automatycznie uruchamiają konkretne emocje wraz z towarzyszącym im wyrazem twarzy i reakcjami fizjologicznymi. Patrz: https://drsarahmckay.com/rethinking-the-reptilian-brain/. [wróć]
R.D. Laing, Polityka doświadczenia. Rajski ptak, przeł. A. Grzybek, Wydawnictwo KR, Warszawa 2005, s. 136. [wróć]
B. van der Kolk, Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy, przeł. M. Załoga, Czarna Owca, Warszawa 2023, s. 161 (e-book). [wróć]
W Polsce podręcznik wydany pod tytułem Kryteria diagnostyczne zaburzeń psychicznych DSM-5, red. P. Gałecki, M. Pilecki, J. Rymaszewska, A. Szulc, S. Sidorowicz, J. Wciórka, Edra Urban & Partner, Wrocław 2018 (przyp. tłum.). [wróć]
Mam nadzieję, że w kolejnych edycjach DSM znajdzie się więcej informacji na temat traumy i czynników środowiskowych. [wróć]
Oświadczenie: DSM nie jest doskonały, ale jest niezbędny. Diagnozy oparte o DSM pozwalają ludziom uzyskać dostęp do usług w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. [wróć]
Gaslighting to forma manipulacji, która ma skłonić ofiarę do powątpiewania we własny osąd rzeczywistości (przyp. tłum.). [wróć]
Wielki bidon z wodą to w wielu wspólnotach religijnych wyznacznik statusu, trochę jak torebka Birkin. Można by było nosić ze sobą zwykłą butelkę z wodą jak przeciętny człowiek, ale wielki bidon mówi wszystkim, że jesteś powstrzymującym się od jedzenia supergwiazdorem. [wróć]
"Przetrwanie" odnosi się do fizycznego bezpieczeństwa i wydajnego zarządzania potrzebami energetycznymi. [wróć]