p

Jak ruszyć z miejsca, kiedy utkniesz w życiu - Britt Frank

Kup ebooka

47.99 zł
37.43 zł (37,43 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od autorki

OD AUTORKI

Ta książka to prze­wod­nik opi­su­jący prak­tyki aneg­do­tyczne oraz te pod­parte naukowo, bada­nia aka­de­mic­kie, histo­rie z życia zawo­do­wego oraz oso­bi­ste doświad­cze­nia. Patrzę na świat przez soczewki uprzy­wi­le­jo­wa­nej, bia­łej, cis­sek­su­al­nej kobiety żyją­cej w świe­cie Zachodu. Ile ludzi, tyle powo­dów, dla­czego tkwimy w mar­twym punk­cie. Infor­ma­cje zawarte w tej książce odno­szą się do osób, które dys­po­nują swo­bodą wyboru, żyją w warun­kach względ­nego bez­pie­czeń­stwa i mają dostęp do roz­ma­itych zaso­bów. Infor­ma­cje zawarte w tej książce nie doty­czą osób cier­pią­cych na ostre i prze­wle­kłe cho­roby psy­chiczne oraz dotknię­tych nad­uży­ciami, prze­mocą, pozba­wie­niem wol­no­ści oso­bi­stej, rasi­zmem sys­te­mo­wym i dys­kry­mi­na­cją zwią­zaną z nie­rów­no­ściami spo­łecz­nymi. Wszel­kie prak­tyki, które zachę­cają do ana­lizy dia­lo­gów wewnętrz­nych lub każą "zmie­nić zda­nie, aby zmie­nić swój nastrój", są poten­cjal­nie tok­syczne i mogą pro­wa­dzić do obwi­nia­nia osoby poszko­do­wa­nej (vic­tim-bla­ming). Co do zasady, "zarzą­dza­nie wła­snymi myślami" działa tylko wtedy, gdy znaj­du­jemy się w bez­piecz­nym śro­do­wi­sku, gdzie możemy swo­bod­nie doko­ny­wać wybo­rów.

Infor­ma­cje zawarte w tej książce nie mają sta­no­wić tera­pii lub zastę­po­wać lecze­nia psy­chia­trycz­nego. Przed­sta­wio­nych tu narzę­dzi i ćwi­czeń nie da się uni­wer­sal­nie zasto­so­wać do każ­dej osoby w każ­dej kul­tu­rze i w każ­dej sytu­acji. Roz­dział o dyna­mi­kach w rodzi­nie zakłada, że twoi rodzice/opie­ku­no­wie potra­fią sami o sie­bie zadbać i odnosi się kon­kret­nie do zachod­nich norm kul­tu­ro­wych. W pew­nych tra­dy­cjach kul­tu­ro­wych i oko­licz­no­ściach socjo­eko­no­micz­nych oraz z innych roz­ma­itych powo­dów dzieci nie­kiedy muszą przej­mo­wać role przy­pi­sane doro­słym. Ta książka nie kon­cen­truje się ani nie odnosi się do sytu­acji, gdzie "utknię­cie w mar­twym punk­cie" ma zwią­zek z płcią, sek­su­al­no­ścią lub nie­rów­no­ściami spo­łecz­nymi.

Przyj­mij to, co ci się przyda, a resztę zigno­ruj. Wpraw­dzie czyn­niki psy­cho­lo­giczne czę­sto mogą dawać objawy natury fizycz­nej, ale zanim podej­miesz jakie­kol­wiek inne kroki, zawsze udaj się do spe­cja­li­sty, aby wyklu­czyć przy­czyny medyczne. Nie odsta­wiaj leków bez nad­zoru leka­rza. Jeśli jesteś uza­leż­niony od jakiej­kol­wiek sub­stan­cji, zasię­gnij pomocy medycz­nej. Próby odsta­wie­nia okre­ślo­nych leków czy alko­holu bez nad­zoru leka­rza mogą być nie­bez­pieczne, a nawet zagra­żać życiu. Zawarte tu infor­ma­cje doty­czą zmiany wzor­ców zacho­wa­nia, a nie odsta­wia­nia sub­stan­cji. Jeśli ty lub znana ci osoba sta­nowi nie­bez­pie­czeń­stwo dla sie­bie lub innych, odłóż tę książkę i natych­miast udaj się na pogo­to­wie lub szpi­talny oddział ratun­kowy.

Szcze­góły mogące umoż­li­wić iden­ty­fi­ka­cję klien­tów zostały zmie­nione.

Jak ruszyć z miej­sca, kiedy utkniesz w życiu zawiera infor­ma­cje o cho­ro­bach psy­chicz­nych, nad­uży­ciach, prze­mocy ze strony part­nera, trau­mach sek­su­al­nych, żało­bie, uza­leż­nie­niu od nar­ko­ty­ków, zabu­rze­niach odży­wia­nia oraz inne tre­ści, które u nie­któ­rych czy­tel­ni­ków mogą wywo­łać nie­po­kój. Jeśli potrze­bu­jesz natych­mia­sto­wego wspar­cia, sko­rzy­staj z lokal­nego tele­fonu zaufa­nia dla osób w kry­zy­sie.

Przedmowa

PRZED­MOWA

Zawie­ra­nie nowych przy­jaźni w wieku doro­słym jest dziw­nym i nie­zręcz­nym zja­wi­skiem (czy­taj: emotka wymio­tów), do któ­rego nikt nas nale­ży­cie nie przy­go­to­wuje. Sam powiedz, czy chciał­byś na tyle się odsło­nić, żeby wprost lub nie­bez­po­śred­nio zapy­tać innego doro­słego: "Czy zosta­niesz moim przy­ja­cie­lem?". Odpo­wiedź brzmi: nie. Czuł­byś się wów­czas rów­nie nie­po­rad­nie jak pierw­szego dnia w nowej szkole.

Cóż, kilka lat temu natknę­łam się na wywiad, który z Britt prze­pro­wa­dziła Mere­dith Atwood w swoim pod­ca­ście The Same 24 Hours. Śmia­łam się w głos, co chwilę przy­ta­ki­wa­łam ze zro­zu­mie­niem i nawet raz czy dwa wykrzyk­nę­łam "Tak jest!". Kim jest ta prze­za­bawna, prze­ni­kliwa psy­cho­te­ra­peutka, która roz­pra­wia się ze wsty­dem i bez ogró­dek mówi prawdę? "Chcę być jej przy­ja­ciółką!".

Gdy­bym tylko dys­po­no­wała wów­czas pocie­sze­niem w postaci tej dro­go­cen­nej książki (patrz: roz­dział 6.)! Nie­stety jej nie mia­łam i dla­tego na Insta­gra­mie prze­sła­łam @brit­t­frank głup­ko­watą wia­do­mość, któ­rej nie powsty­dzi­łaby się nasto­let­nia fanka.

Na szczę­ście dla mnie, Britt potrafi w mniej niż trzy sekundy zneu­tra­li­zo­wać dys­kom­fort nie­udol­nej inte­rak­cji prze­nie­sio­nej do mediów spo­łecz­no­ścio­wych wprost ze szkol­nej sto­łówki, ponie­waż jest jedną z tych nie­licz­nych osób, które czer­pią auten­tyczną przy­jem­ność z dzi­wacz­no­ści tego, co wielki psy­cho­log Albert Ellis nazwał "popie­przo­nym, zawod­nym rodza­jem ludz­kim".

Szybki prze­skok w cza­sie i dwa lata póź­niej Britt jest dla mnie nie tylko sza­no­waną kole­żanką po fachu, ale, co istot­niej­sze, drogą przy­ja­ciółką.

Ludz­kie zacho­wa­nie jest, jak być może zauwa­ży­li­ście, praw­dzi­wym łaj­da­kiem. Wszy­scy w takim czy innym momen­cie sta­jemy przed pro­ble­mem, który potrafi dopro­wa­dzić czło­wieka do sza­leń­stwa: wiemy, co należy zro­bić, a jed­nak tego - kolejny raz - nie robimy. To wielki para­doks czło­wie­czeń­stwa i jako taki nie jest niczym nowym.

Już Sza­weł z Tarsu, póź­niej znany jako Paweł, dwa tysiące lat temu pisał w swoim Liście do Rzy­mian: "Nie rozu­miem bowiem tego, co czy­nię, bo nie czy­nię tego, co chcę, ale to, czego nie­na­wi­dzę - to wła­śnie czy­nię". Apo­stoł koń­czy ten wątek stwier­dze­niem, z któ­rym możemy się utoż­sa­mić: "Łatwo przy­cho­dzi mi chcieć tego, co dobre, ale wyko­nać - nie1" Sądzę, że święty Paweł nieco okręż­nie, ale tra­fia w sedno sprawy.

W moim prze­ko­na­niu ta wewnętrzna walka na śmierć i życie sta­nowi klu­czową cechę pro­blemu tkwie­nia w mar­twym punk­cie. Ale, podob­nie jak doświad­cze­nie szczę­ścia, ten stan zastoju łatwiej jest zde­fi­nio­wać za pomocą meta­fory (ow­szem, Britt nauczy cię, że nie ma nic złego w tym, aby beha­wio­ry­ści zapusz­czali się na tereny wła­ściwe mistrzom słowa i wyko­rzy­sty­wali meta­forę dla efektu "wow"). Dr Robert Kegan, psy­cho­log roz­wo­jowy i pro­fe­sor Harvardu, porów­nuje utknię­cie do sytu­acji, w któ­rej pro­wa­dził­byś samo­chód, trzy­ma­jąc stopy jed­no­cze­śnie na peda­łach gazu i hamulca. Jedna stopa naci­ska na gaz (twoje dobre inten­cje), a druga - na hamu­lec (dzia­ła­nie w opo­zy­cji do tych dobrych inten­cji).

Zacie­ramy sil­nik, a nie ruszamy się z miej­sca. To wyczer­pu­jące.

Fakt, że trzy­masz w dłoni tę książkę, pozwala mi przy­pusz­czać, że karu­zela two­jego owia­nego aurą tajem­ni­czo­ści zacho­wa­nia jest ci dobrze znana. Zary­zy­kuję rów­nież stwier­dze­nie, że jesteś gotów z niej zejść, a może nawet opu­ścić całe wesołe mia­steczko.

Pra­gnę cię zapew­nić, że zna­la­złeś odpo­wiedni prze­wod­nik, który popro­wa­dzi cię wprost do wyj­ścia.

Szczera, zabawna i pełna czło­wie­czeń­stwa Britt Frank z per­spek­tywy świa­do­mo­ści traum pomoże ci zro­zu­mieć, dla­czego utkną­łeś (wska­zówka: to nie jest to, co myślisz!), jakie dające się prze­wi­dzieć zda­rze­nia wpę­dzą cię z powro­tem w zastój (pro-tip: zabierz tę książkę do domu na święta) oraz jak możesz naoli­wić zawiasy swo­jego życia i ruszyć z miej­sca (uwaga: w każ­dym roz­dziale znaj­dziesz ćwi­cze­nia do wyko­na­nia).

Ponie­waż jed­nak naj­wy­raź­niej jesteś na tyle dzielny, aby przy­znać, że ist­nieje w twoim życiu obszar, gdzie krę­cisz się w kółko, doce­nię twoją odwagę i powiem ci prawdę na temat tej książki. Uwaga, zaczy­nam. Nie znaj­dziesz w niej obiet­nicy łatwej prze­miany. Nie owija w bawełnę. I bez cie­nia wąt­pli­wo­ści zdmuch­nie z two­jego życia zasłonę dymną, obna­ża­jąc tro­chę zasta­łych bagie­nek. Brzmi jak nie­zły ubaw? Cóż, nie bar­dzo. Ale tkwie­nie w miej­scu też nie jest fajne!

Jeśli, jak to się mówi, masz już dość tego, że masz wszyst­kiego dość, trzy­maj się Britt. Ona nie pro­po­nuje ci słod­kiego pana­ceum, ale sta­wia przed tobą sku­teczne lekar­stwo psy­cho­lo­giczne, które ma moc rato­wa­nia życia. Pozwolę sobie dodać, że jej lek jest dobrze prze­ba­dany i latami udo­sko­na­lany w labo­ra­to­rium jej wła­snego, pręż­nie dzia­ła­ją­cego gabi­netu tera­peu­tycz­nego. To duży plus w dzi­siej­szym świe­cie domo­ro­słych eks­per­tów.

Usta­wiczny roz­wój, który ma miej­sce od koły­ski po grób (ow­szem, nas doro­słych rów­nież doty­czą fazy roz­wo­jowe), zasad­ni­czo opiera się o cią­głe, lecz ewo­lu­ujące balan­so­wa­nie pomię­dzy instynk­tem chro­nie­nia wła­snej osoby a chę­cią prze­miany samego sie­bie. Takie balan­so­wa­nie pomię­dzy obroną a ubo­ga­ce­niem, ogra­ni­cze­niami a moż­li­wo­ściami jest w swej isto­cie obra­zem nadziei. Jeśli całe nasze życie wypeł­nia obrona, ogra­ni­cze­nia i zastój, to nie ma miej­sca na nadzieję. Kiedy z kolei obfi­tuje ono w ubo­ga­ca­nie, moż­li­wo­ści i niczym nie­ogra­ni­czony roz­wój, żadna nadzieja nie jest potrzebna.

Ta książka nie tylko daje nadzieję tym z nas, któ­rzy utknęli w mar­twym punk­cie, ale rów­nież uczy, że stop­niowo godząc się na balan­so­wa­nie pomię­dzy chro­nie­niem sie­bie a wła­snym roz­wo­jem, w grun­cie rze­czy sta­jemy się żywym aktem nadziei.

A teraz prze­wróć stronę i zde­cy­duj się pod­dać mądremu i peł­nemu pasji prze­wod­nic­twu Britt Frank, ponie­waż, bez względu na to, jak bar­dzo, drogi czy­tel­niku, nie był­byś unu­rzany we wła­snym bagnie, jesteś obra­zem nadziei. Osta­tecz­nie z torfu powstaje świetny nawóz.

Dr Sasha Heinz, magi­ster psy­cho­lo­gii pozy­tyw­nej sto­so­wa­nej, psy­cho­lożka roz­wo­jowa i coach

Wstęp

WSTĘP

Gdyby ludzki mózg był tak pro­sty, że dałby się zro­zu­mieć, my byli­by­śmy tak pro­ści, że nie dali­by­śmy rady2.

Emer­son M. Pugh

Jest śro­dek tygo­dnia, koń­cówka dnia. Skoń­czy­łeś pracę. Jeśli masz dzieci, leżą już w łóż­kach. Wywią­za­łeś się ze wszyst­kich zobo­wią­zań. Mia­łeś zamiar wie­czo­rami zacząć ćwi­czyć i w końcu masz na to prze­strzeń. Czu­jesz, że powi­nie­neś pójść pobie­gać - ale w rze­czy­wi­sto­ści sie­dzisz na kana­pie3 i oglą­dasz cią­giem swój ulu­biony serial.

A może pra­gniesz osią­gnąć speł­nie­nie, zmie­nia­jąc pracę. W obec­nej nauczy­łeś się już wszyst­kiego, co się dało, i czas pójść naprzód. Twoje życie w końcu się usta­bi­li­zo­wało i czu­jesz, że powi­nie­neś zacząć apli­ko­wać do innych firm - ale w rze­czy­wi­sto­ści na­dal przy­cho­dzisz do pracy, z któ­rej już wyro­słeś, nie czer­piąc z niej żad­nej satys­fak­cji, poczu­cia sensu ani ener­gii.

Być może utkną­łeś w tok­sycz­nym związku. W pułapce jedze­nia lub wize­runku wła­snego ciała. W spi­rali samo­oskar­że­nia, gdzie cią­gle coś "powi­nie­neś". W pre­sji ze strony rodziny. W try­bie uśpie­nia, gdzie nie potra­fisz prze­sko­czyć od tego, co wiesz, że należy zro­bić, do tego, co w rze­czy­wi­sto­ści robisz. A co jest wisienką na twoim tor­cie wstydu? Praw­do­po­dob­nie zakła­dasz, że pro­ble­mem jesteś ty sam.

Nie jesteś leniwy. Nie jesteś sza­lony4. Nie jesteś słaby, głupi, wybra­ko­wany, wadliwy ani pozba­wiony sil­nej woli. I mimo wszyst­kiego, co upo­rczy­wie powta­rza ci twój wewnętrzny kry­tyk, nie masz pro­blemu z moty­wa­cją. To coś innego stoi za tym, że rezy­gnu­jesz z pla­nów zatrosz­cze­nia się o sie­bie, porzu­casz listy zadań i zanie­dbu­jesz cele. A droga naprzód jest prost­sza, niż ci się wydaje.

Dlaczego miałbyś mi wierzyć?

Choć moje życie na papie­rze wyglą­dało jak z obrazka (z dyplo­mem eli­tar­nej szkoły opra­wio­nym w maho­niową ramkę i zawie­szo­nym na ścia­nie), byłam kró­lową cha­osu. Gdy­byś wpi­sał w Wiki­pe­dię hasło "sta­gna­cja", wyświe­tli­łyby ci się moje stare zdję­cia: ja kop­cąca men­to­lo­wego Marl­boro, ja upar­cie igno­ru­jąca pleśń (i myszy) w moim miesz­ka­niu w cen­trum Los Ange­les, ja led­wie trzy­ma­jąca się na nogach po kolej­nym zakoń­czo­nym kata­strofą związku, ja w ataku paniki, ja w trak­cie epi­zodu depre­sji.

Wiem, co to zna­czy utknąć w mar­twym punk­cie.

Po ukoń­cze­niu Duke Uni­ver­sity porzu­ci­łam ambi­cje inte­lek­tu­alne i wyko­rzy­stu­jąc swoje nie­prze­ciętne zdol­no­ści mani­pu­la­cyjne, zaczę­łam się mar­no­wać, pra­cu­jąc w rekla­mie, czego nie zno­si­łam. Histo­rię mojego życia bar­dziej niż Jedz, módl się, kochaj można by zaty­tu­ło­wać Pal, płacz i impre­zuj. Nie mogąc się już dłu­żej znie­czu­lać ano­rek­sją, Vico­di­nem, cukrem, Us Weekly, uza­leż­nie­niem od miło­ści i mecha­ni­zmem wypar­cia, wstą­pi­łam do fun­da­men­ta­li­stycz­nej sekty. Ow­szem, sekty.

Dzi­waczne prak­tyki reli­gijne sku­tecz­nie odcią­gnęły moją uwagę od bole­snych uczuć - były dla mojego mózgu tym, czym dla psa jest gry­zak. Prze­strze­ga­nie nie­ne­go­cjo­wal­nych zasad i funk­cjo­no­wa­nie w ramach suro­wego reżimu wykre­owały u mnie poczu­cie przy­na­leż­no­ści i posia­da­nia rodziny. Moja wysoko wraż­liwa i kru­cha oso­bo­wość czer­pała tym­cza­sowe pocie­sze­nie z tego, że to ktoś inny mówi mi, co mam robić i jak myśleć. Kiedy sek­ciar­skie życie nie wypa­liło, pró­bo­wa­łam jasno­wi­dzów, egzor­cy­zmów, medy­ta­cji, jogi, postu prze­ry­wa­nego, tera­pii lekami, bycia dobrą dziew­czynką, bycia złą dziew­czynką, bycia auten­tyczną, bycia sztuczną i wszyst­kiego pomię­dzy.

Mimo to wciąż trwa­łam w sta­gna­cji.

Nadzieja, że coś może się zmie­nić, po raz pierw­szy zaświ­tała mi pod­czas spo­tka­nia grupy wspar­cia. Pew­nego wie­czora, kiedy z wrza­skiem wiłam się po pod­ło­dze, a z nosa wisiały mi gluty, pewien lito­ściwy tera­peuta poło­żył mi dłoń na ramie­niu i wyszep­tał do ucha: "Britt, ty nie osza­la­łaś". To pro­ste zda­nie otwo­rzyło przede mną drogę, która powio­dła mnie w trwa­jącą już dekadę podróż ku odkry­wa­niu, dla­czego robimy to, co robimy.

Puenta? Ist­nieje jakiś powód, dla­czego utkną­łeś - i nie jest nim leni­stwo.

Zdro­wie psy­chiczne to nie pro­ces psy­chiczny - zdro­wie psy­chiczne to pro­ces fizyczny. W wielu przy­pad­kach nawet nasze naj­bar­dziej nie­po­ko­jące objawy nie są cho­ro­bami psy­chicz­nymi - są reak­cjami ciała. Kiedy dowie­dzia­łam się o reak­cjach ciała, tra­jek­to­ria całego mojego życia ule­gła zmia­nie. Objawy oso­bo­wo­ści bor­der­line, cho­roby afek­tyw­nej dwu­bie­gu­no­wej typu 2, depre­sji kli­nicz­nej i zabu­rzeń odży­wia­nia nagle znik­nęły. Po dłu­go­trwa­łych wzor­cach sta­gna­cji nie został nawet ślad - do dziś pozo­stają dla mnie zamierz­chłą histo­rią. Osta­tecz­nie wró­ci­łam na stu­dia pody­plo­mowe i zosta­łam licen­cjo­no­waną psy­cho­te­ra­peutką. Ta książka nie naprawi w magiczny spo­sób two­ich finan­sów, nie zmieni two­jego ciała ani nie ule­czy two­ich cho­rób, ale pokaże ci, jak ja sama wyszłam z mar­twego punktu - i jak możesz to zro­bić rów­nież ty.

Dlaczego przeczytać akurat książkę?

Przy­pusz­czam, że na twoim sto­liku noc­nym zalega stos ksią­żek. Prze­pra­wia­nie się przez morze badań mogłoby tylko bar­dziej przy­tło­czyć twój i tak przy­tło­czony orga­nizm. Powy­cią­ga­łam infor­ma­cje z mojego wła­snego czy­tel­ni­czego stosu, tak żebyś miał wszystko w jed­nym miej­scu - to kom­pi­la­cja wie­dzy o samo­po­mocy. Razem wsią­dziemy do moto­rówki i zro­bimy szybką wycieczkę przez rela­cje, nawyki, moty­wa­cje, pro­kra­sty­na­cję i przy­tło­cze­nie. Choć mogli­by­śmy opu­ścić kotwicę i zanur­ko­wać - i pew­nie dobrze się przy tym bawić - to książka ta ma na celu dać ci w sam raz tyle infor­ma­cji, abyś mógł pójść dalej.

W każ­dym roz­dziale znaj­dziesz też zada­nia, które da się wyko­nać w pięć minut. Jedno istotne zastrze­że­nie: wszyst­kie narzę­dzia i tech­niki zakła­dają, że masz co jeść, masz gdzie miesz­kać i jest to wystar­cza­jąco bez­pieczne miej­sce oraz masz względ­nie łatwy dostęp do zaso­bów. Ile ludzi, tyle róż­nych powo­dów, dla­czego tkwimy w miej­scu - a nie­któ­rzy utknęli, bo nie mają moż­li­wo­ści wyboru. Przy­czyny i roz­wią­za­nia ostrych i dłu­go­trwa­łych cho­rób psy­chicz­nych, rasi­zmu sys­te­mo­wego, nie­rów­no­ści spo­łecz­nych, patriar­chal­nego uci­sku, dzie­dzicz­nego ubó­stwa i skraj­nych traum wykra­czają poza zakres tej książki.

Jak korzystać z tej książki

Koja­rzysz książki z serii Cho­ose Your Own Adven­ture (Wybierz wła­sną przy­godę)? Zamiast zaczy­nać na pierw­szej stro­nie i koń­czyć na ostat­niej, można było samo­dziel­nie wpły­wać na roz­wój opo­wie­ści. Pod­czas każ­dego czy­ta­nia zawsze doświad­czało się tre­ści w inny spo­sób. Czy­ta­nie od deski do deski ni­gdy się w moim przy­padku nie spraw­dzało, więc uło­ży­łam tę książkę tak, żeby można było delek­to­wać się nią w dowol­nym porządku. Możesz wybrać jedną z trzech ście­żek - każda z nich to inna stra­te­gia pracy z infor­ma­cjami.

Ścieżka 1 - "Nie mam czasu"

Nie musisz czy­tać całej książki. Wybie­raj tematy, które wpadną ci w oko i prze­chodź od razu na koniec danego roz­działu. Znaj­dziesz tam wypunk­to­wane listy, zwię­złą sek­cję rze­czy pole­ca­nych i zaka­za­nych oraz PIĘ­CIO­MI­NU­TOWE WYZWA­NIA, które możesz wdro­żyć dzi­siaj. Tekst okra­szony jest przy­pi­sami - bez pro­blemu możesz je pomi­nąć.

Ścieżka 2 - "Zaciekawiło mnie to i chcę się dowiedzieć więcej, ale nie mam za dużo czasu"

Prze­czy­taj roz­działy, które mają zasto­so­wa­nie do two­jej sytu­acji. Jeśli masz świetną rodzinę, ale nie potra­fisz prze­stać pro­kra­sty­no­wać, pomiń sek­cję o rodzi­nie i przejdź do roz­działu 3., "Mit moty­wa­cji". Jeśli cie­szysz się zdro­wymi przy­jaź­niami, ale nie możesz prze­stać kupo­wać albo jeść, idź pro­sto do roz­działu 8. o nawy­kach i uza­leż­nie­niach. Czy­taj to, co dla cie­bie istotne, resztę pomi­jaj i zaglą­daj do stresz­czeń i ćwi­czeń na końcu każ­dego roz­działu. Zigno­ruj przy­pisy; zawsze możesz do nich wró­cić, kiedy będziesz mieć czas.

Ścieżka 3 - "Mam czas. Opowiedz mi wszystko"

Prze­czy­taj każdy z roz­dzia­łów (w dowol­nej kolej­no­ści) i wyko­naj wszyst­kie PIĘ­CIO­MI­NU­TOWE WYZWA­NIA. Miej pod ręką zakre­ślacz, dłu­go­pis i notes. W przy­pi­sach znaj­dziesz dodat­kowe tre­ści: cie­ka­wostki i luźne myśli. Jeśli przy­pisy cię roz­pra­szają, możesz naj­pierw prze­czy­tać w cało­ści roz­dział, a potem do nich wró­cić. Te "myśli na wynos" są roz­siane po całej książce.

Nauka... czy pseudonauka?

Jest prawdą powszech­nie znaną5, że im wię­cej wiemy, tym bar­dziej zda­jemy sobie sprawę, że nie wiemy nic6. Na przy­kład:

Pio­run może ude­rzyć dwa razy. Stru­sie nie cho­wają głów w pia­sek, aby ukryć się przed dra­pież­ni­kami. Gwiazda polarna nie jest naj­ja­śniej­szą gwiazdą na nie­bie. Nie­to­pe­rze nie są ślepe. Plu­ton nie jest pla­netą.

Hmmm.

Dzie­więt­na­sto­wieczni leka­rze "zcan­ce­lo­wali" swo­jego kolegę po fachu, ponie­waż zasu­ge­ro­wał, że mycie rąk obniża śmier­tel­ność w szpi­ta­lach7. Gdy­byś w 2021 roku wygo­oglo­wał "naj­więk­szy żyjący orga­nizm na Ziemi", zna­la­zł­byś infor­ma­cję, że to płe­twal błę­kitny - co nie jest prawdą. Naj­więk­szym żyją­cym orga­nizmem na Ziemi (w cza­sie pisa­nia tej książki) jest rosnąca w Ore­go­nie opieńka ciemna (Armil­la­ria ostoyae), czule nazy­wana grzy­bem-olbrzy­mem.

Co to oznacza dla ciebie?

Jeśli cho­dzi o zro­zu­mie­nie emo­cji, zacho­wań i świa­do­mo­ści, nikt nie może oświad­czyć z abso­lutną pew­no­ścią: "To tak działa mózg". Mózg to zło­żony układ, który w swej cało­ści jest w zasa­dzie nie­po­zna­walny. Osła­wiony nauko­wiec Carl Sagan powie­dział kie­dyś: "Mówi się, że astro­no­mia jest dzie­dziną, która uczy pokory i kształ­tuje cha­rak­ter"8. To samo można powie­dzieć odno­śnie do neu­ro­nauki, zwa­żyw­szy że komórki w naszej gło­wie są nie mniej zagad­kowe i piękne niż gro­mada galak­tyk. Przy odpo­wied­niej ilo­ści czasu i badań fakt naukowy czę­sto oka­zuje się science fic­tion.

Wszy­scy pra­gnę­li­by­śmy mieć kamienne tablice z wyry­tymi na nich nie­pod­wa­żal­nymi praw­dami nauki, one jed­nak nie ist­nieją. Ta książka to sta­ran­nie dobrana kom­pi­la­cja naj­bar­dziej pomoc­nych infor­ma­cji i narzę­dzi, któ­rych uży­wa­łam i uży­wam w odnie­sie­niu do sie­bie i w pracy z klien­tami. Jej celem nie jest usta­no­wie­nie "teo­rii wszyst­kiego", którą dałoby się zasto­so­wać do każ­dej osoby, w każ­dej spra­wie i w każ­dych oko­licz­no­ściach.

Zastrzeżenie

Nauka zawsze pod­lega zmia­nom bez wcze­śniej­szego powia­do­mie­nia, a uczeni wyra­ża­jący prze­ciwne poglądy w danej kwe­stii potra­fią cyto­wać bada­nia zdolne "udo­wod­nić" w zasa­dzie wszystko. W związku z tym może nam być trudno odróż­nić naukę dobrą od złej. Star­cia pomię­dzy oso­bami uzna­ją­cymi naukę a ją negu­ją­cymi zwy­kle mają kata­stro­falne skutki. Weźmy na przy­kład dys­ku­sję, czy glo­balne ocie­ple­nie9 fak­tycz­nie ma miej­sce (ma) lub czy szcze­pionki ratują życie (ratują10). W toku wła­snego pro­cesu decy­zyj­nego pomocne może oka­zać się pyta­nie: "Czy wiara w tę ideę lub wyko­na­nie tego ćwi­cze­nia wyrzą­dzi szkodę mnie lub innej oso­bie?". Ogromna część mojej pracy psy­cho­te­ra­peu­tycz­nej jest inspi­ro­wana porząd­nymi, rze­tel­nymi teo­riami aka­de­mic­kimi - ale prak­tyka to gra o znacz­nie bar­dziej poplą­ta­nych regu­łach.

Robo­cze zało­że­nia tej książki są nastę­pu­jące:

Kiedy dzia­łasz w try­bie logiki, to tak, jak­byś sie­dział na miej­scu kie­rowcy w swoim mózgu. Kiedy jesteś w try­bie emo­cji, to tak, jak­byś był zamknięty w bagaż­niku roz­pę­dzo­nego samo­chodu bez hamul­ców. Twoja oso­bo­wość to nie poje­dyn­cza całość, ale zbiór czę­ści i kom­po­nen­tów. Masz moż­li­wość zmie­nić swój spo­sób myśle­nia (w zakre­sie, w jakim masz wybór, chęć zmiany i dostęp do zaso­bów). Masz moż­li­wość zmie­nić swoje zacho­wa­nie (w zakre­sie, w jakim masz wybór, chęć zmiany i dostęp do zaso­bów).

Uzdro­wie­nie emo­cjo­nalne jest w rów­nym stop­niu pro­ce­sem arty­stycz­nym/kre­atyw­nym, co opar­tym o fakty/nauko­wym. Orson Scott Card napi­sał kie­dyś: "Meta­fory potra­fią pomie­ścić naj­wię­cej prawdy w naj­mniej­szej prze­strzeni". Przy­kłady meta­for wyko­rzy­sta­nych w tej książce, któ­rych nie należy brać dosłow­nie:

Mózg prze­trwa­nia: nie jest to dosłowny opis two­jej budowy ana­to­micz­nej. Układ lim­biczny: ostat­nie odkry­cia na polu neu­ro­nauki zadały kłam idei, jakoby emo­cje były umiej­sco­wione w kon­kret­nym obsza­rze fizjo­lo­gicz­nym. Mózgi zapro­gra­mo­wane na stałe: mózg jest sie­cią, która nie­ustan­nie się zmie­nia i ewo­lu­uje. Nie jeste­śmy "zapro­gra­mo­wani na stałe" w sen­sie dosłow­nym. Włącz­niki i wyłącz­niki mózgu: gdyby w naszych gło­wach ist­niały wyraź­nie ozna­czone obwody elek­tryczne i prze­łącz­niki, to żeby poczuć się lepiej, potrze­bo­wa­li­by­śmy elek­try­ków mózgu - nie tera­peu­tów, coachów czy ksią­żek.

Jedna z naj­bar­dziej wszech­obec­nych meta­for w popkul­tu­rze to (naukowo nie­po­prawna) kon­cep­cja, że mamy "mózg jasz­czurki". Ma ona swoje źró­dło w (nie­ak­tu­al­nej) teo­rii, że nasz mózg jest jak trój­war­stwowy tort, gdzie war­stwę dolną nazywa się mózgiem jasz­czurki, war­stwę środ­kową - mózgiem emo­cjo­nal­nym11, a górną - mózgiem wyko­naw­czym. Neu­ro­nau­kowcy mówią dziś, że mózg jest sie­cią, a nie trój­war­stwo­wym tor­tem. Bada­nia wska­zują, że emo­cje powstają na bazie naszych doświad­czeń; nie są ani wcze­śniej zapro­gra­mo­wane, ani ogra­ni­czone do kon­kret­nej loka­li­za­cji w mózgu12.

No dobrze. Ale które z tych dwóch stwier­dzeń bar­dziej ci się przyda?

"Te postępy w nauce dały począ­tek kon­cep­cjom układu brzusz­nego stria-pal­li­dal­nego oraz roz­sze­rzo­nego ciała mig­da­ło­wa­tego, które zmie­niły spo­sób naszego postrze­ga­nia orga­ni­za­cji funk­cjo­nalno-ana­to­micz­nej czę­ści pod­staw­nej przed­mó­zgo­wia. Odkry­cia te trudno pogo­dzić z jakim­kol­wiek aktu­al­nym mode­lem układu lim­bicz­nego"13.

CZY

Kiedy jesteś zde­ner­wo­wany, cza­sami masz wra­że­nie, jakby coś prze­łą­czyło ci się w gło­wie i żegnasz się z mózgiem logiki, a wybie­gasz na powi­ta­nie mózgowi zło­ści.

W sen­sie dosłow­nym żadna dia­bel­ska jasz­czurka nie sie­dzi ci u pod­stawy czaszki i nie każe wypi­sy­wać wia­do­mo­ści do two­jego eks albo wrzesz­czeć na dzieci14. Jeśli teo­ria mózgu jasz­czurki nic ci nie mówi, obej­rzyj skecz Ilizy Shle­sin­ger Party Goblin. Jak to ujmuje komiczka, "impre­zowy goblin śpi z tyłu two­jego mózgu (...) i budzi się, jak tylko usły­szy, że mówisz: "No to chyba pójdę na jed­nego dri­neczka"". Czy "impre­zowy goblin" to nie­zmienna naukowa prawda - i jakie to ma zna­cze­nie? Nie­jed­nego mojego klienta zachę­ci­łam do obej­rze­nia fil­mi­ków Shle­sin­ger, bo są zabawne, można się z nimi utoż­sa­mić i poma­gają.

Kiedy tkwi­łam po szyję w dys­funk­cjach sek­su­al­nych i uza­leż­nie­niu od nar­ko­ty­ków, na powierzchni utrzy­my­wały mnie lek­ko­strawne por­cje infor­ma­cji i łatwe do wdro­że­nia tech­niki. Wów­czas potrze­bo­wa­łam tego, co teraz trzy­masz w rękach: zestawu naj­bar­dziej sku­tecz­nych prak­tyk, które zgro­ma­dzi­łam w trak­cie mojej podróży. Weź to, co ci się przyda, a resztę zostaw. Te wska­zówki mogą ci pomóc odzy­skać spraw­czość w intym­no­ści, przy­jaź­niach, nawy­kach i pro­kra­sty­na­cji. Nie musisz dalej tkwić w miej­scu. Moja wła­sna tera­peutka przy­po­mniała mi o jed­nym: "Wil­liam James, pisząc o rady­kal­nym empi­ry­zmie, powie­dział, że praw­dziwe jest to, co działa. Kiedy mowa o zdro­wiu emo­cjo­nal­nym, tylko to się tak naprawdę liczy".

Tak się cie­szę, że tu jesteś. Witaj na początku podróży przez strony tej książki. Podróży, która - mam nadzieję - prze­stawi tory two­jego myśle­nia i roz­prawi się z twoim wsty­dem. Zachę­cam cię, żebyś mówił do sie­bie łagod­nie i ogło­sił zawie­sze­nie broni na woj­nie toczą­cej się w two­jej gło­wie. Jeśli czu­jesz się winny, bo "inni mają gorzej", pamię­taj - per­spek­tywa jest pomocna, ale porów­ny­wa­nie się - już nie. Masz prawo ist­nieć. Masz prawo zaj­mo­wać prze­strzeń na tej pla­ne­cie. Masz prawo czuć się zły, prze­stra­szony i zra­niony. A zara­zem masz prawo doświad­czać w życiu szczę­ścia i czuć się w swoim ciele jak w domu.

Ruszmy cię z miej­sca.

Rozdział 1. Lęk to supermoc

Roz­dział 1

Lęk to super­moc

Bez niego tkwimy w mar­twym punk­cie

Obłęd nie musi wcale ozna­czać cał­ko­wi­tego upadku. Rów­nie dobrze może być prze­ło­mem15.

R.D. Laing

Kiedy zapali ci się kon­tro­lka check-engine w samo­cho­dzie, od razu wiesz, że musisz zaj­rzeć pod maskę. Sama lampka nie sta­nowi pro­blemu - to tylko sygnał kie­ru­jący cię w stronę pro­blemu. Próby "pozby­cia się" lęku są rów­nie bez­pro­duk­tywne jak próby wyłą­cze­nia kon­tro­lki w samo­cho­dzie. W nie­któ­rych przy­pad­kach lęk to cho­roba, którą trzeba opa­no­wać medycz­nie, zanim będzie można osią­gnąć cokol­wiek innego. Skoro jed­nak czy­tasz tę książkę, zakła­dam, że twój lęk jest jak kon­tro­lka. Choć prze­raża, wywo­łuje dys­kom­fort i wpra­wia w zakło­po­ta­nie, jest w grun­cie rze­czy jak super­moc pozwa­la­jąca podró­żo­wać w cza­sie, jed­nym susem prze­ska­ki­wać wyso­kie budynki i świa­tłem lasera toro­wać sobie drogę przez beto­nowe mury. Więk­szość z nas nauczyła się trak­to­wać lęk jak prze­ciw­nika. Ten roz­dział pokaże ci, jak patrzeć na niego w eks­tra­wa­gancko nowy spo­sób.

Dla­czego miał­byś wie­rzyć któ­rej­kol­wiek z tych infor­ma­cji, skoro nagłówki new­sów psy­cho­lo­gii popu­lar­nej opo­wia­dają ci zupeł­nie inną bajkę?

Żeby bada­nia naukowe mogły prze­bić się przez labi­rynt pro­cesu wydaw­ni­czego, musi minąć około dzie­się­ciu lat. To dla­tego rzadko kiedy naj­śwież­sze nowinki docie­rają do nas z mediów głów­nego nurtu. Czo­łowi myśli­ciele, tacy jak dr Bes­sel van der Kolk (Strach ucie­le­śniony), dr Ste­phen Porges (Teo­ria poli­wa­galna), dr Peter Levine (Obudź­cie tygrysa) i dr Pat Ogden (Trauma and the Body [Trauma i ciało]), dys­po­nują masą danych poka­zu­ją­cych, że zdro­wie psy­chiczne wymaga świa­do­mo­ści ciała. Lęk jest jedną z fizycz­nych wska­zó­wek pozwa­la­ją­cych nam poznać, że odda­li­li­śmy się od bez­piecz­nego miej­sca na zewnątrz i/lub prawdy wewnątrz nas. Silne leki psy­cho­tro­powe i dia­gnozy cho­rób psy­chicz­nych powinny być osta­tecz­no­ścią, a nie normą.

Lęk to mapa, która wypro­wa­dza cię z mar­twego punktu.

Psy­chia­tra i auto­ry­tet w dzie­dzi­nie traumy dr Bes­sel van der Kolk pisze: "Prze­szłość jest w nich [oso­bach z traumą] wciąż żywa w for­mie drę­czą­cego, wewnętrz­nego dys­kom­fortu. (...) Pró­bu­jąc kon­tro­lo­wać te pro­cesy, ludzie ci czę­sto stają się eks­per­tami w igno­ro­wa­niu wewnętrz­nych sygna­łów i blo­ko­wa­niu świa­do­mo­ści tego, co dzieje się w ich wnę­trzu. Uczą się kryć przed swoim "ja""16.

Ponie­waż lęk jest sygna­łem, bez niego pozo­sta­jesz w mar­twym punk­cie. Wiem, że uczu­cie wzbie­ra­ją­cego w czło­wieku lęku jest bar­dzo nie­przy­jemne, przy­tła­cza­jące, a nie­kiedy nawet para­li­żu­jące. A jed­nak lęk jest w stu pro­cen­tach potrzebny do roz­wią­za­nia pro­blemu sta­gna­cji. Lęk to nie emo­cja - to seria doznań w ciele. Lęk cię nie ata­kuje - on pró­buje ci pomóc. Nie jesteś sza­lony ani wybra­ko­wany, jeśli nie potra­fisz pora­dzić sobie z lękiem.

Jedną chwilę... Co?

"Ale ja nie­na­wi­dzę mojego lęku!".

"Boję się przez cały czas!".

"Ale mój lęk powstrzy­muje mnie przed dzia­ła­niem!".

"Ale mój lęk mnie ata­kuje!".

"Ale mój lęk...".

KROPKA.

Kiedy wyja­śniam, że lęk to jeden z naj­istot­niej­szych ele­men­tów nie­zbęd­nych do prze­ła­ma­nia sta­gna­cji, więk­szość ludzi spo­gląda na mnie jak na pro­pa­ga­torkę teo­rii spi­sko­wych. Bio­rąc pod uwagę epi­de­mię osób pani­ku­ją­cych, uza­leż­nio­nych, zalęk­nio­nych, przy­tło­czo­nych i cho­rych fizycz­nie, widać, że coś naj­wy­raź­niej nam umyka, jeśli cho­dzi o zro­zu­mie­nie tematu lęku. Lęk nie zatrzy­muje cię w mar­twym punk­cie. Lęk to mapa, która cię z niego wypro­wa­dza.

Według Ame­ry­kań­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia na Rzecz Walki z Lękiem i Depre­sją (Anxiety and Depres­sion Asso­cia­tion of Ame­rica) "zabu­rze­nia lękowe sta­no­wią naj­częst­szą cho­robę psy­chiczną w USA, doty­ka­jąc rocz­nie 40 milio­nów doro­słych Ame­ry­ka­nów (...), czyli 18,1% całej popu­la­cji".

Czy 40 milio­nów ludzi jest ska­za­nych na życie z nie­ule­czalną cho­robą psy­chiczną, czy może jed­nak cho­dzi tu o coś innego? Jako kli­niczna pra­cow­niczka socjalna i licen­cjo­no­wana tera­peutka mam upraw­nie­nia do dia­gno­styki zespołu lęku uogól­nio­nego, zespołu lęku napa­do­wego, zabu­rzeń obse­syjno-kom­pul­syw­nych, zabu­rzeń afek­tyw­nych dwu­bie­gu­no­wych i oso­bo­wo­ści chwiej­nej emo­cjo­nal­nie pod­typu gra­nicz­nego (tzw. oso­bo­wo­ści bor­der­line) na pod­sta­wie listy symp­to­mów opu­bli­ko­wa­nej w pią­tej edy­cji ofi­cjal­nego pod­ręcz­nika do dia­gnozy cho­rób psy­chicz­nych DSM-5 (Dia­gno­stic and Sta­ti­sti­cal Manual of Men­tal Disor­ders)17. DSM-518 to biblia osób zaj­mu­ją­cych się zawo­dowo zdro­wiem psy­chicz­nym. Ale to, o czym więk­szość ludzi nie wie, to że na kształt DSM wpły­wają poli­tycy, że jest dia­gno­stycz­nie nie­kom­pletny i że nie uwzględ­nia czyn­ni­ków śro­do­wi­sko­wych i zwią­za­nych z traumą. Mój pro­fe­sor psy­cho­pa­to­lo­gii stwier­dził kie­dyś przed całą grupą: "Skrót DSM powi­nien ozna­czać Door-Stop Manual (pod­ręcz­nik do przy­trzy­my­wa­nia drzwi), bo jedyne, do czego się nadaje, to żeby zablo­ko­wać nim drzwi przed zamknię­ciem"19.

A co, jeśli problem nie leży wewnątrz ciebie?

Na żad­nym eta­pie mojego stażu w szpi­talu psy­chia­trycz­nym nie nauczono mnie pytać o prze­śla­do­wa­nie, patriar­chat lub sys­te­mowy rasizm jako czyn­niki przy­czy­nia­jące się do lęku. W pokaź­nym sto­sie ksią­żek wyko­rzy­sty­wa­nych przeze mnie do pisa­nia licz­nych prac zali­cze­nio­wych nie zna­la­zła się żadna, z któ­rej dowie­dzia­ła­bym się cze­goś wię­cej o ukła­dzie ner­wo­wym, a zwłasz­cza o tym, jak ciało reaguje na stres. W mojej pierw­szej pracy jako tera­peutka dzie­cięca nie spo­tka­łam żad­nego leka­rza ani tera­peuty, który potrak­to­wałby lęk ina­czej niż jako medyczną jed­nostkę cho­ro­bową. Nie­wiele osób wie, że można zostać licen­cjo­no­wa­nym tera­peutą w pełni upraw­nio­nym do wyko­ny­wa­nia zawodu, nie mając cie­nia wie­dzy o funk­cjo­no­wa­niu ludz­kiego ciała. Musia­łam przez wiele lat uczest­ni­czyć w nie­obo­wiąz­ko­wych szko­le­niach (nie licząc wielu godzin tera­pii wła­snej), aby zgro­ma­dzić i zsyn­te­ty­zo­wać infor­ma­cje zawarte na stro­nach tej książki.

Lęk to nic zabaw­nego. Z jego powodu nie­kiedy tra­cisz orien­ta­cję albo czu­jesz, jakby coś zagra­żało two­jemu życiu. To, że szu­kasz odpo­wie­dzi na zewnątrz cie­bie, ma sens. Ale jasne świa­tło z zewnątrz nie oświeci cię na tyle, żebyś zaczął rozu­mieć. Odpo­wie­dzi na twoje pyta­nia należy szu­kać w głębi ciem­nego lasu two­jego wła­snego umy­słu. Kiedy usi­łu­jesz znie­czu­lić się na lęk albo go uni­kać poprzez jedze­nie, oglą­da­nie YouTube'a, porów­ny­wa­nie się z wiecz­nie dosko­na­łymi postami na Face­bo­oku, alko­hol lub obse­sję na punk­cie związ­ków, prze­ga­piasz silne sygnały pły­nące z two­jego świata wewnętrz­nego, które wska­zują ci twoje naj­bar­dziej auten­tyczne "ja". Jeśli nauczysz się wsłu­chi­wać w ich zew, lęk sta­nie się nie­ja­snym i tajem­ni­czym prze­wod­ni­kiem, mogą­cym popro­wa­dzić cię w głąb lasu two­jego cha­osu i bez­piecz­nie cię z niego wywieść. To podróż, którą goto­wych jest roz­po­cząć tylko nie­wielu, i jedy­nie nie­liczni wycho­dzą z niej cało. Jak ujął to M. Scott Peck, autor Drogi rza­dziej prze­mie­rza­nej, "zdro­wie psy­chiczne to daleko idące poświę­ce­nie na rzecz świata real­nego".

A świat realny nie­kiedy bywa wprost nie­zno­śny.

Teraz szybki prze­skok do cza­sów, kiedy mia­łam dwa­dzie­ścia kilka lat i bez­ce­lowo nurza­łam się w szam­bie sta­gna­cji. W moim cia­snym miesz­ka­niu w Santa Bar­bara wszę­dzie ponie­wie­rały się puszki po die­te­tycz­nej coli, z któ­rych wysy­py­wały się nie­do­pałki papie­ro­sów. Ano­rek­sja wpę­dziła mnie w taką nie­do­wagę, że zani­kła mi mie­siączka, i kiedy w ponie­działki i środy mia­łam pro­wa­dzić zaję­cia z indoor cyc­ling w napa­ko­wa­nej po brzegi siłowni Gold Gym, zda­rzało mi się nagle oblać potem i zacząć trząść się w panice, że za chwilę zemdleję na oczach tych wszyst­kich gapią­cych się na mnie ludzi. Moje dramy w rela­cjach były jak żyw­cem wyjęte z The Jerry Sprin­ger Show i dopiero co uświa­do­mi­łam sobie, że moje "sie­lan­kowe dzie­ciń­stwo" było w rze­czy­wi­sto­ści pasmem roz­my­tych linii, gasli­gh­tingu20, sekre­tów i kłamstw - cho­ciaż wszystko wyglą­dało na wskroś nor­mal­nie.

Po bole­snym zakoń­cze­niu przy­gody z Santa Bar­bara nie mia­łam pomy­słu, co dalej ze sobą zro­bić. Wło­ży­łam do kie­szeni nie­zbyt zawrotną kwotę, którą udało mi się uciu­łać, i wyje­cha­łam do małego gór­skiego mia­steczka w pół­noc­nej Kali­for­nii, gdzie posta­no­wi­łam pod­jąć próbę zro­zu­mie­nia, dla­czego ni­gdy nie udaje mi się zwol­nić, odprę­żyć, ode­tchnąć, usły­szeć wła­snych myśli, zaufać sobie, czer­pać rado­ści z seksu, utrzy­mać związku lub czuć się dobrze w moim ciele. Osta­tecz­nie zna­la­złam schro­nie­nie w sek­cie reli­gij­nej. Pro­wa­dzi­łam tam życie dziwne, ale ni­gdy nudne. W moją codzienną rutynę wpi­sane było kilka godzin modli­twy w bazie misji, gdzie wierni roz­cią­gali się na pod­ło­dze albo cho­dzili od ściany do ściany, mam­ro­cząc pod nosem jakieś zaklę­cia. Na koniec pew­nego wyczer­pu­ją­cego dnia postu chwy­ci­łam moją Biblię i wielki bidon z wodą21 (żeby móc pokor­nie zaim­po­no­wać moim ducho­wym pobra­tym­com, jak to posta­no­wi­łam powstrzy­mać się od jedze­nia i żyć na samej wodzie) i wsia­dłam do samo­chodu, gdzie, odpa­la­jąc jed­nego Marl­boro Light od dru­giego, zaczę­łam się zasta­na­wiać, jak u licha doszło do cze­goś takiego.

Nowo­jor­czy­ków trudno uznać za ludzi miłych w oby­ciu i odprę­żo­nych. Kiedy w poło­wie lat dzie­więć­dzie­sią­tych wcho­dzi­łam w doro­słość, moja mama wysy­łała mi wyraź­nie pod­szyte lękiem wia­do­mo­ści, powta­rza­jąc mi, żebym "uwa­żała na ban­dy­tów", a bab­cia suro­wym tonem instru­owała mnie, że "praw­dziwe" damy powinny "za wszelką cenę uszczę­śli­wiać swo­ich męż­czyzn". Lęk sączył się ze strony rodziny, która z zewnątrz wyglą­dała na nor­mal­nych przed­sta­wi­cieli klasy śred­niej, ale od środka była wzbu­rzo­nym sie­dli­skiem ludzi nie­wie­dzą­cych, co to gra­nice, i wypa­cza­ją­cych role rodzic/dziecko. Dora­sta­łam w prze­ko­na­niu, że jestem zbyt wraż­liwa, zbyt apo­dyk­tyczna, zbyt emo­cjo­nalna, zbyt potrze­bu­jąca, zbyt zabor­cza i zbyt absor­bu­jąca rodzi­ców. Prze­kaz, jaki otrzy­ma­łam, można stre­ścić nastę­pu­jąco: nie wychy­laj się, siedź cicho, nie dener­wuj ojca i, na litość boską, nie myśl za dużo. Kiedy się wypro­wa­dzi­łam, lęk stale mi towa­rzy­szył, zapo­wia­da­jąc mające potem nastą­pić lata destruk­cyj­nych wybo­rów doty­czą­cych ducho­wo­ści, seksu, finan­sów, rela­cji i zdro­wia.

Gdy­bym wów­czas otwo­rzyła się na ludzi (w tam­tym okre­sie wola­łam prze­by­wać sam na sam z moim nie­szczę­ściem), powie­dzia­ła­bym im pew­nie, że jeśli tylko tra­fi­ła­bym na odpo­wied­niego tera­peutę, odpo­wied­nie leki, odpo­wiedni pro­gram lub odpo­wied­niego guru, była­bym szczę­śliwa i odkry­ła­bym życie, do jakiego zosta­łam stwo­rzona. Nie mia­łam poję­cia, jak takie życie mogłoby wyglą­dać, ale wie­dzia­łam, że byłoby w nim miej­sce na zje­dze­nie posiłku bez licze­nia każ­dej kalo­rii, sen nie­za­kłó­cony nagłym prze­bu­dze­niem w mokrej od potu piża­mie i umie­jęt­ność kry­tycz­nego spoj­rze­nia na zwią­zek, które pozwo­li­łoby mi odróż­nić czer­wone róże od czer­wo­nych flag.

Nie jesteś wybrakowany

Branże zwią­zane ze zdro­wiem psy­chicz­nym, far­ma­ceu­ty­kami, wel­l­ness, kosme­tyką i fit­ness w dużej mie­rze bazują na kon­cep­cji, że lęk to twoja wina, a roz­wią­za­niem jest "ulep­sze­nie sie­bie". Za każ­dym razem, gdy sły­szysz reklamę obie­cu­jącą ci wol­ność, radość, bło­go­stan lub spo­kój po zaku­pie danego pro­duktu czy usługi, wiedz, że padłeś ofiarą kul­tu­ro­wej mito­lo­gii, która naka­zuje ci poszu­ki­wać odpo­wie­dzi na zewnątrz cie­bie. Roz­wią­za­nie wielu pro­ble­mów da się odkryć, tylko jeśli wyru­szysz w podróż w głąb wła­snego umy­słu. U wielu moich klien­tów lęk poja­wiał się na sku­tek igno­ro­wa­nia samych sie­bie - nie wska­zy­wał na braki czy wadli­wość osa­dzone wewnątrz nich.

Tina cier­piała na zabu­rze­nia odży­wia­nia, obse­syjne myśli i uogól­niony lęk. Jej kon­tro­lu­jąca i despo­tyczna matka miała oso­bo­wość nar­cy­styczną. Tina czuła, że nie potrafi mówić "nie" ani sta­wiać gra­nic, i cho­ciaż miała trzy­dzie­ści dwa lata, w obec­no­ści matki czuła się jak sze­ścio­let­nia dziew­czynka. Żyła pod nie­koń­czą­cym się ostrza­łem wia­do­mo­ści, tele­fo­nów i nie­za­po­wie­dzia­nych wizyt, przez co stale towa­rzy­szyła jej panika. W efek­cie stra­ciła chło­paka i przy­ja­ciół, dla któ­rych jej nie­umie­jęt­ność posta­wie­nia się matce stała się nie­zno­śna. Chro­nicz­nie zaj­mo­wała też sta­no­wi­ska poni­żej swo­ich kwa­li­fi­ka­cji. Stale powta­rzała: "Wiem, że moja rela­cja z mamą jest tok­syczna. Wiem, że gdy­bym tylko potra­fiła się jej prze­ciw­sta­wić, była­bym w końcu szczę­śliwa, ale czuję, że utknę­łam. Po pro­stu nie umiem nic zro­bić. Nie wiem, co jest ze mną nie tak".

Ponie­waż Tina bar­dzo sku­piła się na wła­snym lęku, nie potra­fiła dostrzec tej czę­ści sie­bie, która była zaan­ga­żo­wana w dys­funk­cyjną rela­cję ze stra­chu przed emo­cjo­nalną sepa­ra­cją i doko­ny­wa­niem wła­snych wybo­rów. Sta­wiw­szy czoła wła­snemu stra­chowi przed doro­sło­ścią, mogła w końcu wyzna­czyć gra­nice w rela­cji z matką i odważ­nie pod­jąć się wyma­ga­ją­cej i dobrze płat­nej pracy, gdzie osta­tecz­nie roz­kwi­tła. Do wyzwań zwią­za­nych z doro­sło­ścią powró­cimy w roz­dziale 9.

Kiedy do mojego gabi­netu tra­fiła Naomi, cier­piała na pochwicę - praw­do­po­dob­nie naj­pow­szech­niej­szy sek­su­alny pro­blem lękowy, o któ­rym ni­gdy nie sły­sza­łeś. Pochwica powo­duje bole­sne zaci­ska­nie i skur­cze mię­śni pochwy przy każ­dej pró­bie sto­sunku z pene­tra­cją lub apli­ka­cji tam­ponu. Mąż pró­bo­wał oka­zy­wać Naomi wyro­zu­mia­łość, ale jej brak pociągu sek­su­al­nego go fru­stro­wał i żeno­wał, więc czę­sto wybu­chał zło­ścią. Kobietę prze­peł­niała nie­chęć do samej sie­bie i mar­twiła się, że osza­leje. Co noc mie­wała ataki paniki, że rano męża już przy niej nie będzie, więc nie mogła spać. Cho­ciaż chciała pro­wa­dzić życie towa­rzy­skie, to jed­nak nie czuła się kom­for­towo wśród ludzi, bo para­li­żo­wał ją strach, że dosta­nie mie­siączkę i jej sekret wyj­dzie na jaw.

Lęk u Naomi sygna­li­zo­wał nie­za­do­wo­le­nie z mał­żeń­stwa. Jej mąż był alko­ho­li­kiem i mie­wał napady gwał­tow­nej zło­ści, ale na samą myśl o wyj­ściu z tej rela­cji kobieta była prze­ra­żona. Ciało Naomi prze­kształ­ciło jej ból psy­cho­lo­giczny w pro­blem natury fizycz­nej, usta­na­wia­jąc tym samym mecha­nizm obronny. W obsza­rze badań nad zdro­wiem psy­chicz­nym okre­śla się to mia­nem zabu­rze­nia kon­wer­syj­nego. Sama zma­ga­łam się z pochwicą i nawet nie wie­cie, ilu leka­rzy powta­rzało mi, że "wszystko sie­dzi w gło­wie". Zale­cali mi po pro­stu "wypić kie­li­szek wina" albo "wziąć kilka głęb­szych odde­chów". Ale pochwica to nie pro­blem na pozio­mie myśli - to bar­dzo realny pro­blemem na pozio­mie ciała. Wpraw­dzie zawsze należy w pierw­szej kolej­no­ści pod­czas kon­sul­ta­cji z leka­rzem wyklu­czyć przy­czyny medyczne, ale prze­wle­kły ból czę­sto da się zła­go­dzić, a nawet w pełni wyeli­mi­no­wać, kiedy sta­wimy czoła nie­wy­god­nym praw­dom emo­cjo­nal­nym. Kiedy zaję­łam się moją traumą sek­su­alną, zani­kły u mnie objawy pochwicy. Kiedy Naomi pogo­dziła się ze swoim pra­gnie­niem życia w poje­dynkę i zro­biła kroki w stronę swo­jej prawdy, w końcu zaczęła cie­szyć się sek­sem i uży­wać tam­po­nów.

Kaitlyn przy­szła na tera­pię, wsty­dząc się swo­ich pro­ble­mów "rodem z pierw­szego świata". Miała świetną pracę i per­fek­cyj­nie urzą­dzony dom, a ponie­waż udzie­lała się jako wolon­ta­riuszka w miej­sco­wym szpi­talu dzie­cię­cym, była sza­no­waną człon­ki­nią lokal­nej spo­łecz­no­ści. Ale co wie­czór pota­jem­nie wypi­jała butelkę char­don­nay i zamy­kała się w swoim pokoju, nie zwa­ża­jąc na prośby dzieci o chwilę wspól­nej zabawy. Z zewnątrz wyglą­dała na dosko­nale poukła­daną, ale w środku roz­pa­dała się na kawałki. W pracy nie dotrzy­my­wała ter­mi­nów i zapo­mi­nała o waż­nych spo­tka­niach. Ponie­waż cią­gle była pode­ner­wo­wana, nie­spo­kojna i ziry­to­wana, uwa­żała się za okropną osobę. "Mam wspa­nia­łego męża, śliczne dzieci, fan­ta­styczny dom - wszystko, czego tylko czło­wiek może zapra­gnąć. Co jest ze mną nie tak, że nie potra­fię się ni­gdy odprę­żyć i cie­szyć życiem? Nie chcę być tą uprzy­wi­le­jo­waną, nadętą suką. Dla­czego taka jestem?".

Lęk i bru­talne słowa kie­ro­wane pod swoim adre­sem sku­tecz­nie odcią­gały Kaitlyn od długo tłu­mio­nych wspo­mnień z dzie­ciń­stwa: jako dziew­czynka prze­my­cała po szkole do swo­jego pokoju małe zwie­rzęta i rośliny, które jej matka potem bez­dusz­nie wyrzu­cała do śmieci lub spusz­czała w toa­le­cie, a samą Kaitlyn karała krzy­kiem, klap­sami i zawsty­dza­niem. Ponie­waż moja klientka wycho­wała się w domu o suro­wych zasa­dach, gdzie kró­lo­wała dys­cy­plina i czy­stość, ni­gdy w doro­słym życiu nie dała sobie przy­zwo­le­nia na odkry­wa­nie natury lub wła­snej kre­atyw­no­ści. W toku tera­pii odkryła, jak może zna­leźć ujście dla swo­jej kre­atyw­no­ści, nie porzu­ca­jąc przy tym rodziny ani pracy i nie prze­pro­wa­dza­jąc się do komuny. Jej objawy znik­nęły.

Geri przy­szła na tera­pię, ponie­waż po uro­dze­niu dru­giego dziecka zaczęła mie­wać ataki paniki i czuła, że jest kiep­ską mamą. Choć bar­dzo chciała utrzy­my­wać w domu porzą­dek, pod­łogę pokry­wała gruba war­stwa brud­nych koszu­lek pił­kar­skich i ubło­co­nych dżin­sów, a w zle­wie pię­trzyły się zaschnięte naczy­nia. Bar­dzo chciała być mamą, która czyta swoim dzie­ciom przed snem, ale czę­sto zamiast tulić je w łóżeczku, wkła­dała im w ręce iPada. "Czuję, że utknę­łam w tym całym macie­rzyń­stwie" - mówiła. "Chcę być dobrą mamą i zro­bi­ła­bym dla moich dzieci wszystko, ale wygląda na to, że nie potra­fię być mamą, jakiej moim zda­niem potrze­bują. Co jest ze mną nie tak?".

Lęk Geri tłu­mił owianą tabu, ale typową rze­czy­wi­stość matek, że cza­sami macie­rzyń­stwo jest naprawdę trudne. Ponie­waż w potocz­nym mnie­ma­niu nikomu naj­wy­raź­niej nie wolno się publicz­nie przy­znać do bycia przy­tło­czo­nym wyzwa­niami rodzi­ciel­stwa, Geri miała poczu­cie porażki. Każda kom­pe­tentna i kocha­jąca matka, jaką kie­dy­kol­wiek zna­łam, powie­działa mi, że cho­ciaż byłaby gotowa umrzeć za swoje dzieci i zro­bić dla nich wszystko, jakaś część niej tęskni za cza­sem sprzed macie­rzyń­stwa. Zda­rzają się influ­en­ce­rzy, któ­rzy mówią, że "rodzi­ciel­stwo cza­sem śmier­dzi", ale jest ich o wiele za mało, zwa­żyw­szy na powszech­ność tego doświad­cze­nia. Kiedy Geri zdo­łała ziden­ty­fi­ko­wać i prze­pra­co­wać swoje uczu­cia, jej ener­gia powró­ciła, jej rela­cja z alko­ho­lem prze­stała mieć cha­rak­ter kom­pul­sywny, a ona była w sta­nie na nowo aktyw­nie uczest­ni­czyć w życiu swoim i swo­ich dzieci.

Co łączy Tinę, Naomi, Kaitlyn i Geri? Wszyst­kie były prze­ko­nane, że to lęk jest przy­czyną ich sta­gna­cji. Ponie­waż głos lęku był znacz­nie bar­dziej dono­śny niż ciche pod­szepty z ich świa­tów wewnętrz­nych, to wła­śnie on prze­su­wał pionki. Ale lęk był obja­wem pro­blemu - a nie jego sed­nem.

Lęk cię nie "atakuje"

Mówie­nie o "ataku" lęku jest jak próba uga­sze­nia ognia ben­zyną. Jeśli sądzisz, że wewnątrz cie­bie jest coś, co usi­łuje cię zaata­ko­wać, to twoja fizjo­lo­gia reaguje tak, jak­byś fak­tycz­nie był ata­ko­wany. Wię­cej o ukła­dzie ner­wo­wym powiem w roz­dziale 3. Zaist­nie­nie lęku możemy odczu­wać jako atak, ponie­waż wydaje się on poja­wiać zni­kąd. Żyjąc w prze­ko­na­niu, że w każ­dej chwili można wpaść w zasadzkę, trudno jest poczuć się bez­piecz­nie we wła­snym ciele. Ale nic nie bie­rze się zni­kąd. Nawet jeśli nie znasz źró­dła danego objawu, to nie zna­czy, że nie ist­nieje uza­sad­niony powód jego ist­nie­nia. W roz­dziale 3. omó­wię, co robić, kiedy nie wiesz, dla­czego twoje ciało fik­suje, i jak sobie pomóc - nawet jeśli nie masz naj­mniej­szego poję­cia, co cię tak odpa­liło. Spo­soby radze­nia sobie z lękiem, któ­rych nas nauczono, naj­wy­raź­niej nie dzia­łają, czego dowo­dem są cho­roby psy­chiczne doty­ka­jące co roku miliony Ame­ry­ka­nów. Kom­pul­sywne uni­ka­nie lęku i jego błędne zro­zu­mie­nie pro­wa­dzą do emo­cjo­nal­nej destruk­cji i głę­bo­kiego poczu­cia nie­szczę­ścia.

Pamię­tam, jak sie­dzia­łam na pod­ło­dze na zaję­ciach jogi rege­ne­ra­cyj­nej i roz­kle­iłam się, kiedy instruk­tor kazał mi poło­żyć się i oprzeć nogi o ścianę. Co jest z tobą nie tak? Weź się w garść!, łaja­łam sama sie­bie. Zaję­cia były typową relak­sa­cją Zen: łagodna muzyka, przy­ciem­nione świa­tło, poduszki i koce, i wygodne pozy­cje ciała. Mimo to cała się trzę­słam, pociły mi się dło­nie i musia­łam zmo­bi­li­zo­wać w sobie całą silną wolę, żeby nie wybiec z sali. Ponie­waż igno­ro­wa­nie wła­snych uczuć weszło mi już w krew, próba narzu­ce­nia mojemu ciału odprę­że­nia uru­cho­miła mój wewnętrzny sys­tem alar­mowy. Mój lęk, wyczu­wa­jąc, że w końcu poru­szam się na tyle wolno, aby usły­szeć wła­sne myśli, wrza­snął: "NIE JEST Z TOBĄ DOBRZE!". Choć głę­bo­kie oddy­cha­nie może być przy­datne i samo w sobie nie jest niczym złym, każdy, kto kie­dy­kol­wiek pró­bo­wał (nie­sku­tecz­nie) zre­du­ko­wać lęk poprzez medy­ta­cję, self-care, oddy­cha­nie, kąpiele z pianą lub jogę, wie, że aby ruszyć z miej­sca, potrzeba cze­goś innego.

Czym jest "coś innego"?

Ludzki mózg jest silny, piękny i tajem­ni­czy. Naj­now­sze bada­nia wska­zują, że zosta­li­śmy zapro­gra­mo­wani do prze­trwa­nia22, nie do szczę­ścia. Jeste­śmy zapro­gra­mo­wani tak, aby poszu­ki­wać bez­pie­czeń­stwa, nie spo­koju. Ozna­cza to, że twój mózg nie­ustan­nie ska­nuje oto­cze­nie w poszu­ki­wa­niu zagro­żeń i moż­li­wo­ści. Ale ponie­waż nie miesz­kasz już w jaskini i nie ota­czają cię lwy, tygrysy ani niedź­wie­dzie, twój mózg ma ten­den­cję do błęd­nego inter­pre­to­wa­nia wska­zó­wek o zagro­że­niu. A to działa dru­zgo­cąco na twój dobro­stan. Cho­ciaż logika pod­po­wiada ci, że jesteś bez­pieczny, czę­sto masz wra­że­nie, że nie dasz rady się ruszyć. Kiedy twój mózg funk­cjo­nuje w try­bie prze­trwa­nia, możesz czuć się przy­tło­czony, reak­tywny, poryw­czy, wrogo nasta­wiony, a jed­no­cze­śnie pode­ner­wo­wany i wyczer­pany. Naj­bliż­szych z mar­szu trak­tu­jesz jak wro­gie dra­pież­niki.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

List do Rzy­mian 7, 15. 18b, Biblia Tysiąc­le­cia, wyd. IV [wróć]

N. Habib, Jak wła­ści­wie sty­mu­lo­wać nerw błędny, przeł. B. Miń­ska, Wydaw­nic­two Vital, Bia­ły­stok 2021. [wróć]

Jeśli jesz­cze jej nie widzia­łeś, pole­cam obej­rzeć paro­dię reklamy leg­gin­sów Nike Pro-Chil­ler wyemi­to­waną w pro­gra­mie Satur­day Night Live. Pomy­ślisz: skąd ja to znam. [wróć]

Słowo "sza­lony" jest nie­wła­ściwe pod wzglę­dem bio­lo­gicz­nym. Nie ist­nieje ktoś taki jak "sza­le­niec". Cho­roba psy­chiczna lub dole­gli­wo­ści zwią­zane ze zdro­wiem psy­chicz­nym nie czy­nią z nikogo sza­leńca. W tej książce uży­wam słowa "sza­lony" jako meta­fory okre­śla­ją­cej, jakie to uczu­cie, kiedy nie ist­nieje żadne oczy­wi­ste wytłu­ma­cze­nie dla sil­nych emo­cji/obja­wów. [wróć]

Zmo­dy­fi­ko­wa­łam zda­nie zaczerp­nięte z Dumy i uprze­dze­nia: "Jest prawdą powszech­nie znaną, że samot­nemu a boga­temu męż­czyź­nie brak do szczę­ścia tylko żony". J. Austen, Duma i uprze­dze­nie, przeł. A. Przed­peł­ska-Trze­cia­kow­ska, MG, War­szawa 2022, s. 3 (e-book). [wróć]

Para­fraza stwier­dze­nia przy­pi­sy­wa­nego Ary­sto­te­le­sowi: "Im wię­cej wiesz, tym wię­cej wiesz, że nie wiesz". [wróć]

Dr Ignaz Sem­mel­weis swoim poglą­dem o myciu rąk naprawdę wku­rzył kole­gów. Nie spodo­bała im się suge­stia, że muszą jesz­cze lepiej myć swoje lśniące czy­sto­ścią męskie ręce przed zba­da­niem pacjenta. Dr. Sem­mel­we­isa gnę­biono do tego stop­nia, że naba­wił się zała­ma­nia ner­wo­wego i osta­tecz­nie zmarł w przy­tułku dla obłą­ka­nych. Kul­tura unie­waż­nia­nia (can­cel cul­ture) nie jest więc niczym nowym. Patrz: https://www.bri­tan­nica.com/bio­gra­phy/Ignaz-Sem­mel­weis (w pol­skich źró­dłach np. https://pl.wiki­pe­dia.org/wiki/Ignaz_Sem­mel­weis - przyp. red.). [wróć]

Wypo­wiedź Carla Sagana pocho­dzi z nagra­nego przez niego video The Pale Blue Dot. Obej­rzyj go, jeśli potrze­bu­jesz nieco inspi­ra­cji. Pol­skie tłu­ma­cze­nie tych słów (roz­po­wszech­nione w inter­ne­cie) pocho­dzi z napi­sa­nej przez Sagana książki Błę­kitna kropka. Czło­wiek i jego przy­szłość w kosmo­sie, przeł. M. Kro­śniak, Pró­szyń­ski i S-ka, 1996, s. 27 (e-book). [wróć]

Nawet scep­tycy są zgodni co do tego, że glo­balne ocie­ple­nie to zja­wi­sko realne. Patrz: Know the Facts: A Skep­tic's Guide to Cli­mate Change, https://sta­tic.ber­ke­ley­earth.org/pdf/skep­tics-guide-to-cli­mate-change.pdf. [wróć]

Komiczka Han­nah Gadsby pod­su­mo­wuje to w swoim pro­gra­mie spe­cjal­nym Douglas: "Jak­kol­wiek trudne nie byłoby to życie, miło je w ogóle mieć. A już zwłasz­cza miło jest mieć to życie w świe­cie bez polio. Polio jest złe, i to jest fakt, a nie uczu­cie". [wróć]

Będę na­dal uży­wała ter­mi­nów "mózg emo­cjo­nalny" i "układ lim­biczny", ponie­waż przy­miot­nik "lim­biczny" wywo­dzi się od łaciń­skiego słowa ozna­cza­ją­cego kra­wędź lub gra­nicę. Może i nie ist­nieje dosłowna gra­nica, która oddzie­la­łaby poszcze­gólne czę­ści mózgu odpo­wia­da­jące za poszcze­gólne pro­cesy, ale któż z nas nie czuł, że doszedł do gra­nic swo­jej wytrzy­ma­ło­ści lub jest na kra­wę­dzi? [wróć]

"Nie ist­nieją żadne ana­to­miczne kry­te­ria pozwa­la­jące okre­ślić, które tkanki wcho­dzą w skład "układu lim­bicz­nego", a które nie". Patrz: https://how-emo­tions-are-made.com/notes/Criticisms_of_the_limbic_system_concept. [wróć]

https://bra­in­ma­ster.com/software/pubs/books/Ana­tomy%20of%20Neuropsychiatry.pdf. [wróć]

Według stanu na 2020 rok więk­szość neu­ro­nau­kow­ców nie popiera już poglądu, że naszym życiem rzą­dzą trwale ukształ­to­wane instynkty, które w odpo­wie­dzi na okre­ślone bodźce auto­ma­tycz­nie uru­cha­miają kon­kretne emo­cje wraz z towa­rzy­szą­cym im wyra­zem twa­rzy i reak­cjami fizjo­lo­gicz­nymi. Patrz: https://drsa­rahmc­kay.com/rethin­king-the-rep­ti­lian-brain/. [wróć]

R.D. Laing, Poli­tyka doświad­cze­nia. Raj­ski ptak, przeł. A. Grzy­bek, Wydaw­nic­two KR, War­szawa 2005, s. 136. [wróć]

B. van der Kolk, Strach ucie­le­śniony. Mózg, umysł i ciało w tera­pii traumy, przeł. M. Załoga, Czarna Owca, War­szawa 2023, s. 161 (e-book). [wróć]

W Pol­sce pod­ręcz­nik wydany pod tytu­łem Kry­te­ria dia­gno­styczne zabu­rzeń psy­chicz­nych DSM-5, red. P. Gałecki, M. Pilecki, J. Ryma­szew­ska, A. Szulc, S. Sido­ro­wicz, J. Wciórka, Edra Urban & Part­ner, Wro­cław 2018 (przyp. tłum.). [wróć]

Mam nadzieję, że w kolej­nych edy­cjach DSM znaj­dzie się wię­cej infor­ma­cji na temat traumy i czyn­ni­ków śro­do­wi­sko­wych. [wróć]

Oświad­cze­nie: DSM nie jest dosko­nały, ale jest nie­zbędny. Dia­gnozy oparte o DSM pozwa­lają ludziom uzy­skać dostęp do usług w ramach ubez­pie­cze­nia zdro­wot­nego. [wróć]

Gasli­gh­ting to forma mani­pu­la­cji, która ma skło­nić ofiarę do powąt­pie­wa­nia we wła­sny osąd rze­czy­wi­sto­ści (przyp. tłum.). [wróć]

Wielki bidon z wodą to w wielu wspól­no­tach reli­gij­nych wyznacz­nik sta­tusu, tro­chę jak torebka Bir­kin. Można by było nosić ze sobą zwy­kłą butelkę z wodą jak prze­ciętny czło­wiek, ale wielki bidon mówi wszyst­kim, że jesteś powstrzy­mu­ją­cym się od jedze­nia super­gwiaz­do­rem. [wróć]

"Prze­trwa­nie" odnosi się do fizycz­nego bez­pie­czeń­stwa i wydaj­nego zarzą­dza­nia potrze­bami ener­ge­tycz­nymi. [wróć]