PROLOG
Powrót do przyszłości - ukryte zagrożenia dla naszego dobrego samopoczucia
Czy potrafisz sobie wyobrazić picie wody prosto z kranu w momencie, gdy wracasz do zdrowia po biegunce lub całowanie osoby, która cierpi na grypę albo uprawianie seksu bez zabezpieczenia z partnerem chorym na chorobę przenoszoną drogą płciową? Takie działania wydają nam się szalenie ryzykowne, a nawet niebezpieczne, ale nasi przodkowie nie zastanawialiby się dwa razy przed ich wykonaniem.
W niektórych częściach Europy, na początku Oświecenia (1685-1730), mycie ciała było uznawane za "pogańskie", jako że w Biblii zapisano, że Jezus odpowiedział: "Kto jest umyty, nie ma potrzeby myć się, chyba tylko nogi, bo czysty jest cały" (Jan 13,10)1. Niektórzy przywódcy religijni interpretowali te słowa dosłownie i nauczali, że kąpiel może oddalać od Boskości. Kąpiel była uważana za coś niechrześcijańskiego.
Nic więc dziwnego, że większość osób nigdy nie myła swego ciała, w wyniku czego cierpieli z powodu różnego rodzaju chorób skóry. Pomimo zróżnicowanej oferty "uzdrowień" pacjenci nie zdrowieli, ponieważ po prostu nie byli świadomi korelacji między brakiem czystości a infekcjami. Taka i wiele podobnie niebezpiecznych praktyk zapewniło, że w tym okresie, a nawet przez większą część historii, ludzie trwali w niekończącym się cyklu zarażania się chorobami zakaźnymi, prób wyleczenia, sabotowania, a następnie nawrotów choroby.
Zakładnicy Niewidzialnego
Dzisiaj zadziwia nas taki poziom niewiedzy i zapewniamy siebie, że nasze życie jest o wiele bardziej bezpieczne i bardziej higieniczne. Codziennie bierzemy prysznic i myjemy ręce po skorzystaniu z łazienki; wiemy, że zabezpieczamy się, aby uniknąć zarażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową; pacjenci z chorobami zakaźnymi są poddawani kwarantannie; więc ogólnie rzecz biorąc, zapewniamy wszystkim aspektom higieny osobistej najwyższy priorytet. Co więcej, wielu z nas jest teraz tak świadomych konieczności zachowania higieny osobistej, że nosimy ze sobą spreje i chusteczki antybakteryjne, dzięki którym możemy usuwać wszelkie bakterie, zanim wyrządzą jakąkolwiek szkodę.
Wyobraź sobie, jak zareagowaliby nasi przodkowie, gdyby widzieli, jak wykonujemy to wszystko. Prawdopodobnie byliby zdziwieni lub, najpewniej, wyśmiewaliby nas, ponieważ do niedawna, o czym będę jeszcze mówić, nikt nie był świadomy, że bakterie istnieją. Przypomina mi to powiedzenie: "Ci, którzy tańczyli, zostali uznani za szaleńców przez tych, którzy nie słyszeli muzyki".
Możesz więc pomyśleć, że nie istnieje absolutnie żaden związek między środowiskiem, w którym żyli nasi przodkowie, pełnym bakterii i wirusów a bezpiecznym, wolnym od zarazków światem, w którym żyjemy dzisiaj na Zachodzie. W końcu, w przeciwieństwie do nas, nasi przodkowie wiele razy dziennie na różne sposoby narażali się na wszelkiego rodzaju zagrożenia dla zdrowia, w wyniku czego często bardzo cierpieli. Nie mieli pojęcia nawet o podstawowych praktykach higienicznych, podczas gdy my wiemy dokładnie, jak się chronić.
To, czym zamierzam się z tobą podzielić, może okazać się zaskoczeniem. Tak, możemy być znacznie czystsi i o wiele bardziej świadomi tego, jak żyć, przestrzegając zasad higieny, ale wielu z nas nie wie, że musimy przenieść naszą higienę osobistą na całkowicie nowy poziom. Nie mam tu na myśli ochrony przed biologicznymi patogenami, takimi jak wirusy, bakterie i grzyby. Mówię o walce z patogenami, które znajdują się w niewidzialnym świecie energii wokół nas.
Wiele osób nie wie, że te "patogeny energetyczne" istnieją i dlatego nie są świadomi licznych sposobów, w jakie mogą one na nas wpływać. I tak jak to było w przypadku naszych przodków, niewiedza w zakresie tych patogenów i niezdolność do zabezpieczenia się przed nimi, pozwala im nas zanieczyszczać, a w rezultacie poważnie zagrażać naszemu dobremu samopoczuciu.
Przez ostatnie dwie dekady wyleczyłam tysiące ludzi i odkryłam, że narażenie na taką "toksyczność energetyczną" to jeden z głównych sposobów, w jakie sabotujemy stan naszego zdrowia. W dalszej części książki zbadamy toksyczność energetyczną i przedstawię moją koncepcję patogenów energetycznych.
Mikroskopijny Wszechświat
A teraz przyjrzymy się bliżej temu, jak niewiedza w zakresie niewidzialnego świata zarazków negatywnie wpłynęła na naszych niezbyt odległych przodków. Następnie wyjaśnię, w jaki sposób nowoczesne społeczeństwo, które na wiele sposobów jest tak wyrafinowane, popełnia te same błędy, co kiedyś, tylko w odniesieniu do innego niewidzialnego królestwa. Być może nie należy klasyfikować takiego postępowania jako błędu, ale raczej jako etap w ewolucji człowieka, z którego dzięki bardziej zaawansowanemu rozumieniu świata i nas samych możemy przejść na wyższy poziom.
Jeszcze kilka wieków temu ludzie nie zdawali sobie sprawy z ekosystemu mikrobiologicznego, który żyje wokół nas, na naszej skórze i w naszych ciałach: nie mogli dostrzec tych wszystkich setek milionów bakterii, wirusów i innych organizmów, więc nie wiedzieli, że istnieją. Oznaczało to, że nikt, nawet lekarze, nie mieli pojęcia o istotnej roli higieny w zapobieganiu rozprzestrzeniania się patogenów chorobotwórczych.
Pacjenci brali lekarstwa, aby się wyleczyć, ale potem ponownie chorowali. Problem polegał na tym, że nie wiedzieli, dlaczego źle się czują, więc nie mieli pojęcia, jak temu zapobiegać. Dopiero w 1665 roku angielski naukowiec Robert Hooke użył mikroskopu do obserwacji najmniejszych, wcześniej ukrytych detali świata przyrody, i odkrył pierwsze znane drobnoustroje, w tym pleśnie; a w 1675 roku Holender Antonie van Leeuwenhoek używając mikroskopu, który sam stworzył, odkrył istnienie bakterii.
Jednak nawet po tych doniosłych odkryciach naukowych ogromna większość populacji pozostawała w błogiej nieświadomości, nie wiedząc o istnieniu bakterii i ich szkodliwych skutkach. W rezultacie wikłali się w niekończący się cykl chorób i leczenia, o którym wspomniałam wcześniej. Lekarz może podawać najlepsze w danym czasie lekarstwo (co z naszej perspektywy niewiele znaczy!), aby wyleczyć gwałtowny rozstrój żołądka, ale choroba prawie na pewno powróci, jako że jeśli nawet pacjent wyzdrowieje, nadal będzie jeść brudnymi rękami lub spożywać nadgnite jedzenie. Wróci do pierwotnego stanu. I tak się działo.
Wyższe istoty versus niższe życie
Gdy nadszedł XIX wiek, ludzie byli znacznie bardziej świadomi zagrożeń, jakie patogeny biologiczne mogą stanowić dla ludzkiego organizmu. Naukowcy zyskali znacznie lepsze rozumienie drobnoustrojów i ich wpływu na zdrowie człowieka. Mikroby były nazywane "chorobami domowymi" czy "podstępnymi wrogami" i zostały sklasyfikowane jako "niższe życie". Z drugiej strony ludzie byli uważani za "wyższe istoty". Między nimi miała nastąpić bitwa2.
Epidemie cholery i innych chorób zakaźnych występowały powszechnie przez cały XIX wiek, a ludzie desperacko chcieli się przed nimi chronić. Trudno sobie wyobrazić, że nieco ponad 150 lat temu przedstawiciele medycyny wierzyli w teorię "miazmatyczną", zgodnie z którą większość chorób jest spowodowana wdychaniem nieprzyjemnych zapachów lub "złego powietrza", powstającego w wyniku rozpadu materii organicznej. Do niedawna teoria miazmatyczna wywierała duży wpływ na architekturę szpitali, które budowano tak, by do obiektu wpadało jak najwięcej świeżego, czystego powietrza.
W kampaniach zdrowia publicznego, skierowanych głównie do gospodyń domowych, podkreślano znaczenie zapobiegania chorobom poprzez sprzątanie (na początku chodziło jednak o wyeliminowanie nieprzyjemnych zapachów z domu, a nie o zabijanie zarazków). Zachowanie higieny w domu stało się siłą napędową zdrowego trybu życia i symbolem wysokiego statusu społecznego4.
Co ciekawe, w epoce wiktoriańskiej w Wielkiej Brytanii higiena osobista była ponownie wiązana z moralnością. Podczas gdy w poprzednich stuleciach ludzie uważali za moralnie wątpliwe, aby porządnie wyszorować się w wannie, teraz uznawano za podejrzane, aby tego nie zrobić! Czystość znalazła swoje miejsce tuż obok pobożności.
Wraz z rosnącym zainteresowaniem dietą i ćwiczeniami higiena stała się oznaką indywidualnego "oświecenia" i samodyscypliny. "Czystość" była kluczowym elementem tożsamości społecznej brytyjskich klas średnich i wyższych. Koce, zasłony, przewiewne pokoje, mydło i kanalizacja były określane jako "angielskie wygody"4.
Od XIX wieku do stosunkowo niedawnych czasów higiena osobista służyła następującym kluczowym celom:
? Profilaktyka przeciw chorobom. ? Ochrona przed patogenami biologicznymi. ? Integralna część moralnej i duchowej tożsamości. ? Symbol statusu w społeczeństwie.
Historia się powtarza
Dzisiaj, w XXI wieku, posiadamy tak rozległą wiedzę w zakresie drobnoustrojów, a także przenoszenia chorób, że można by myśleć, że jesteśmy całkowicie zabezpieczeni przed patogenami zewnętrznymi. I na wiele sposobów to prawda. Oczekiwana średnia długość życia podwoiła się, a wiele zabójczych chorób i epidemii należy już do przeszłości.
Wielu z nas żyje znacznie dłużej i większość z nas chce również żyć dobrze. Jestem pewna, że zgodzisz się z tym, że perspektywa długiego życia bez dobrego stanu zdrowia i dobrego samopoczucia nie jest zbyt pociągająca. W rzeczywistości "dobre samopoczucie" to takie modne słowo i wydaje się, że wszyscy o tym mówią. Ale jednocześnie jesteśmy świadkami epidemii chronicznego zmęczenia, samotności, przeciążenia emocjonalnego i wypalenia umysłowego.
Chociaż lekarz może uznać nas za zdrowych, wielu z nas wciąż tkwi w pułapce złego samopoczucia. W każdym mieście lekarze medycyny holistycznej otwierają swoje gabinety, ale wydaje się, że ludzie nadal nie mogą osiągnąć trwałego dobrego stanu zdrowia. I nie mam w tym momencie na myśli po prostu dobrego etapu w życiu, ale dobre samopoczucie jako stały, docelowy stan.
Istnieje powód, dla którego postanowiłam na początku tej książki zamieścić krótki zarys historii higieny: porównanie zachowania i postaw naszych przodków ze współczesnymi może pomóc nam poznać zmiany, które zachodzą w społeczeństwie, a także dokonać prób nauki na własnych błędach. Obawiam się jednak, że poprzednie błędy w zakresie podejścia do życia powtarzamy teraz, myśląc o naszym samopoczuciu.
Jak już mówiliśmy, do niedawna ludzie tak naprawdę nie "posiadali" swoich ciał. Byli na łasce patogenów, o których nic nie wiedzieli, a środowisko w zasadzie określało długość i ogólną jakość ich życia, a także powodzenie prób uniknięcia choroby. Myślę, że prawdą jest, że światem rządziła niewidzialna rzeczywistość zarazków.
Jednakże, jak już wspomniałam wcześniej, istnieje również inna forma zanieczyszczenia. Nieczystości te są niewidoczne, a zatem wielu z nas jeszcze ich nie zna; tak samo, jak przodkowie nie mieli pojęcia o patogenach biologicznych zamieszkujących ich ciała i środowisko. Mówię o tym, że nadmiernie narażamy się na toksyczną energię i wibracje.
Prawda jest taka, że po prostu nie poznaliśmy naszej wewnętrznej energii ani zasad dbania o siebie, w wyniku czego jesteśmy otwarci na wszelkiego rodzaju zewnętrzne formy energii i wpływów. Są wszędzie wokół nas, podobnie jak drobnoustroje, ale nawet gdybyśmy dysponowali najmocniejszym mikroskopem na świecie, nadal nie bylibyśmy w stanie ich zobaczyć.
Mam nadzieję, że pewnego dnia jakiś naukowiec opracuje narzędzie, które pozwoli każdemu zobaczyć różne formy energii. Jednak na razie, podobnie jak wielu innych uzdrowicieli energetycznych, aby "widzieć" energię, polegam na moich dłoniach. Moje dłonie służą mi jako mikroskop!
Twój katalizator zrównoważonego rozwoju
Jako osoba, która prowadzi dobrze prosperujący gabinet, opierający się na długotrwałych wynikach, uważam, że wnioski, do których doszłam - poprzez analizowanie przypadków odwiedzających mnie pacjentów - będą cenne dla tych z was, którzy wybrali tę książkę. Dlatego podzielę się z wami tym, co określam jako katalizatory zrównoważonego rozwoju i dostarczę brakujących elementów układanki, które tworzą dobry stan zdrowia, nawet jeśli są niewidoczne, abyś mógł zrewidować swoje poglądy na temat dobrego samopoczucia.
W mojej praktyce uzdrawiania energetycznego zawsze tworzę z pacjentem drużynę, abyśmy mogli wszechstronnie podejść do problemów. Postępuję tak, bowiem prawdziwie dobry stan zdrowia nie jest możliwy bez indywidualnego przyjęcia odpowiedzialności za siebie i zrozumienie swojego środowiska. Jeśli chory tak nie postąpi, będzie przypominać tych pacjentów z ciemnych wieków medycyny, którzy brali lekarstwa na rozstrój żołądka i jednocześnie pili brudną wodę.
W rzeczywistości ogromne znaczenie ma to, abyśmy oprócz naszych zwykłych rytuałów higieny osobistej zadbali o naszą "higienę energetyczną". Powinno to stać się jednym z filarów naszej samoopieki niezależnie od tego, czy chcielibyśmy poprawić samopoczucie, czy też tworzyć lepszy zespół z lekarzem lub terapeutą. Jednakże nasze podejście do higieny energetycznej powinno sięgać głębiej niż tylko "maskowanie zapachu" braku równowagi naszej energii, tak jak postępowali nasi przodkowie w przypadku higieny osobistej. W dalszej części tej książki wyjawię wam prawdziwe przyczyny toksyczności energii, abyście mogli zająć się tym od podstaw.
Inną moją wielką pasją jest dążenie do tego, aby dobre samopoczucie było dostępne dla wszystkich i włączone w codzienne życie. Media tak często przedstawiają dobry styl życia jako luksus, który można uzyskać tylko na szpilkach. Dobre samopoczucie przedstawia się jako połączenie drogich podróży, zaawansowanych pozycji jogi i egzotycznych potraw. W rezultacie zdecydowanie zbyt wiele osób postrzega dobre samopoczucie jako ucztę, a nie coś zupełnie normalnego.
Jednakże, gdy nawiążesz zdrowsze i czystsze relacje z własną energią i energią otoczenia, nie będziesz musiał udać się do odległej krainy, aby odnaleźć swoje prawdziwe ja lub się zrelaksować. Nie chodzi o obecność w konkretnym otoczeniu, ale o jakość interakcji z otoczeniem.
Myślę, że nadszedł czas, aby porzucić uprzedzenia i niewiedzę, które przypominają to, co cechowało naszych przodków w kontakcie z "niewidzialnymi", i zmienić nie tylko nasze podejście do świata energii, ale także przekonanie, że procedury dobrego samopoczucia są dostępne tylko dla nielicznych, wyjątkowo uprzywilejowanych. Dobre samopoczucie nie jest symbolem statusu, jest koniecznością - tak jak codzienny prysznic lub kąpiel.