Znacie to? "Masz zjeść wszystko z talerza, bo w Afryce dzieci głodują". Albo: "Ciesz się, że masz obiad, bo na świecie są ludzie, którzy marzą o ciepłym posiłku". Albo: "Nie dostaniesz deseru, dopóki nie zjesz wszystkich warzyw". A może to wy mówicie: "Mama jest na diecie, więc nie może tego zjeść" albo: "Tata jest gruby. Chyba nie chcesz wyglądać tak jak ja"?
Nasze matki karmią nas od chwili poczęcia. W momencie przyjścia na świat zaczynamy odbierać liczne komunikaty na temat jedzenia, karmienia, odżywiania, sylwetki i wagi (w tej książce mówię na to "wszystkie rzeczy związane z jedzeniem"). Nie każdy zdaje sobie sprawę, że nieustannie informujemy dzieci, partnerów, znajomych i członków rodziny o swoich przekonaniach na temat wszystkich rzeczy związanych z jedzeniem. Bez zastanowienia uznajemy, że nasze podejście do jedzenia jest "normalne" - że nie dźwigamy żadnego bagażu ani nie wyznajemy głęboko zakorzenionych przekonań na ten temat. Ale to nieprawda.
Każdy z nas ma jakąś relację z jedzeniem. Została ona ukształtowana przez nasze wychowanie, a także przez rodziców, którzy prezentowali określone podejście do takich kwestii, jak waga, sylwetka, rozmiar ciała (własnego i innych osób) oraz nawyki żywieniowe. Na tę relację wpływają również nasze własne przekonania, normy społeczne, media tradycyjne i społecznościowe oraz to, czego doświadczamy w szkole i miejscu pracy. Jest ona zatem wielowarstwowa i wieloczynnikowa. Na najbardziej fundamentalnym poziomie jedzenie zapewnia nam przetrwanie, ale pełni ono także wiele innych funkcji: jest źródłem przyjemności i radości, częścią kultury, która łączy ze sobą rodziny i społeczności, a także formą dbania o siebie. Mimo to w ciągu ostatniego stulecia zaczęło być kojarzone z lękiem, wstydem, konfliktem, zagubieniem i rozpaczą.
Dorośli i dzieci nie wiedzą, co powinni jeść, kiedy, a nawet jak. Reagowanie na głód i sytość zostało zastąpione przez sztywny system odżywiania się oparty na planach posiłków, które wymagają ważenia, mierzenia i liczenia kalorii. Oglądamy programy kulinarne, podziwiamy zapierające dech w piersiach desery, a jednocześnie promujemy kulturę diet. Zewsząd jesteśmy bombardowani komunikatami na temat szkodliwości cukru, tłuszczu i smakowitych produktów, właściwych i niewłaściwych sposobów odżywiania się, dobrych i złych potraw, "doskonałych" ciał, nowych trendów oraz proszków, które podobno są lepsze niż prawdziwe jedzenie. Branża dietetyczna i fitness, której wartość wynosi wiele miliardów funtów, sprzedaje szybkie rozwiązania gwarantujące "szczęśliwsze" życie dzięki zmianie wagi i sylwetki. Jednocześnie próbuje nam wmówić, że te dwa aspekty zależą wyłącznie od tego, co jemy i jak dużo ćwiczymy.
Dlaczego tak bardzo komplikujemy coś, co jest niezbędne dla naszego przetrwania? Co takiego jest w jedzeniu, że wywołuje ono w nas silny stres i dezorientację? Jak to możliwe, że ludzie potrafią uzależnić się zarówno od jedzenia, jak i od głodówek, tak samo jak od narkotyków czy alkoholu? Jak to się stało, że coś, co jest konieczne do podtrzymania życia, stanowi jednocześnie narzędzie do otępiania emocji, karania, świętowania, dzielenia się, pozbawiania, pielęgnowania, kochania i nienawidzenia?
Jako psycholożka kliniczna specjalizująca się w zaburzeniach odżywiania często słyszę od rodziców pytanie: "Jak uchronić dzieci przed zaburzeniem odżywiania?". Ci sami rodzice sekundę później proszą mnie, żebym pomogła ich pociechom schudnąć albo przynajmniej sprawić, żeby przestały przybierać na wadze. Te dwie prośby stoją ze sobą w bezpośredniej sprzeczności. Na pewno masz wśród znajomych albo członków rodziny kogoś, o kim mówiło się, że jest "puszysty", ma nogi jak u słonia albo po prostu powinien schudnąć. Tego typu komentarze zapadają w pamięć i kształtują nie tylko relację młodych ludzi z jedzeniem, ale też ich poczucie własnej wartości (wynikające z postrzegania własnych zalet i pewności siebie) i samoocenę (czyli głębsze przekonanie na temat ich wewnętrznej wartości jako ludzi). Jak zatem możemy pomóc naszym dzieciom zbudować i utrzymać zdrową relację z jedzeniem?
Ogromną rolę odgrywa język, którego używamy podczas rozmów o jedzeniu. Uczymy nasze dzieci, co powinny myśleć i czuć, za każdym razem, gdy przekazujemy im własne poglądy i kompleksy. Czy język, którego używasz, mówiąc o jedzeniu, jest neutralny czy naładowany emocjonalnie? Czy kryje się w nim sugestia, że pokarmy mają aspekt moralny albo że nasza waga jest rezultatem naszych wyborów? Czy mówisz dziecku, że powinno zdrowo się odżywiać albo że niektóre pokarmy są dla niego szkodliwe? Czy raczej trzymasz w domu bardzo różne produkty spożywcze i masz do nich neutralne podejście?
Komunikacja to coś więcej niż tylko słowo mówione. Ma ona również postać niewerbalną, która obejmuje nasze reakcje na praktyki żywieniowe innych osób lub na ich wagę; nasze zachowania związane z jedzeniem i aktywnością fizyczną; a nawet to, jak się ubieramy i jaką odzież kupujemy naszym dzieciom. Dla naszych pociech komunikatem jest to, jakie produkty kupujemy, jakie posiłki przygotowujemy oraz w jaki sposób je zjadamy (czy dłubiemy widelcem na talerzu, czy w mgnieniu oka pochłaniamy cały posiłek). Komunikowanie się w sprawach związanych z jedzeniem może być prawdziwym polem minowym, ponieważ obejmuje wiele różnych czynników: nasze wychowanie, relację z jedzeniem, przekonania dotyczące jedzenia oraz zewnętrzne nieproszone komunikaty (które nieustannie odbieramy) na temat tego, czym jest zdrowe (i niezdrowe) życie. Podsumowując: wszystko, co komunikujemy naszym dzieciom na temat jedzenia, kształtuje ich relację z nim, a relacja, którą my sami zbudowaliśmy w dzieciństwie, wpływa na nasz stosunek do jedzenia przez resztę życia.
Komentarze takie, jak te przytoczone na początku wstępu, wywołują w małym człowieku dezorientację. To prawda, że na świecie dzieci głodują, ale przecież nie ma sposobu na to, żeby przekazać im pozostawione przez nas resztki jedzenia. Na podobnej zasadzie łączenie niedostatku żywności u innych osób z wdzięcznością za to, co mamy na talerzu, może wywołać w dziecku wyrzuty sumienia i poczucie wstydu związane z tym, co posiada. Uczenie wdzięczności na przykładzie jedzenia może wywołać dezorientację i niechęć, a nie jest to fundament, na którym warto cokolwiek budować. O wiele lepiej, gdy edukujemy dzieci na temat problemów takich, jak ubóstwo i klęski głodowe, a także uczymy je doceniać ich uprzywilejowaną sytuację, z dala od stołu w jadalni. Dzięki temu minimalizujemy ryzyko zbudowania połączenia między poczuciem winy, wstydem, zażenowaniem, rozgoryczeniem, smutkiem lub złością a jedzeniem i odżywianiem.
Często wypowiadane groźby, takie jak: "Nie dostaniesz deseru, dopóki nie zjesz wszystkich warzyw", są zupełnie nieprzydatne. W ten sposób bowiem komunikujemy dzieciom, że pokarmy nie są sobie równe; że warzywa są mniej smaczne, a deser to nagroda, której powinny pragnąć. To do rodziców należy decyzja, czy ich dziecko może zjeść ciastko, czy nie, ale sugerowanie, że warzywa nie są smaczne, a cukier jest czymś bardziej pożądanym, wywołuje określone skojarzenia z różnymi rodzajami pokarmów. Później będziemy musieli je wyplenić, jeśli będzie nam zależało na tym, żeby nasze dzieci dokonywały rozsądnych i zdrowych wyborów.
Oto przykłady kilku innych zdań, które budują to szkodliwe skojarzenie: "Nie dostaniesz czekolady, bo byłeś dziś niegrzeczny", "Dzisiaj byłaś taka kochana, masz tu coś słodkiego" albo "Nie dostaniesz ciastek, dopóki nie odrobisz lekcji". Ich celem jest zachęcenie dzieci do określonych zachowań i zniechęcenie do innych. Łatwo zrozumieć, dlaczego dorośli stosują takie metody: jeśli określone produkty są pożądane, dzieci będą miały motywację, żeby je zdobyć. Używanie jedzenia do wymuszania pewnych zachowań u dzieci może być jednak problematyczne, i to zarówno w okresie dzieciństwa, jak i na późniejszych etapach życia, ponieważ prowadzi do powstania połączenia między jedzeniem a zachowaniem i moralnością, co utrudnia zbudowanie dobrej relacji z tym pierwszym. Jest to istotne, ponieważ jeśli dziecko stworzy niewłaściwą relację z jedzeniem, będzie traktowało je w taki sam sposób także w dorosłym życiu. Często dzieci, które nauczyły się łączyć jedzenie z zachowaniem, jako dorosłe już osoby nadal nagradzają się - lub karzą - za pomocą pożywienia.
Tymczasem tym, czego dzieci często pragną najbardziej, jest uwaga rodziców - dlatego ustne pochwały za dobre zachowanie albo spędzanie z nimi czasu, gdy tego potrzebują, powinny w zupełności im wystarczyć. Przytulenie albo zagranie w dwuosobową grę to sposoby na obdarzenie dziecka pozytywną uwagą, której pragnie, bez łączenia zachowania z jedzeniem. Podobnie, kiedy maluch się wywróci i zedrze sobie kolano, wystarczy go pożałować, pocałować zranione miejsce i nakleić plaster, żeby otrzymał opiekę i uwagę, której potrzebuje. Taka reakcja jest o wiele lepsza niż wręczenie dziecku czekoladowego batona lub ciastka. To drugie podejście może wywołać w nim dezorientację, ponieważ jedzenie nie ma nic wspólnego z przyczyną jego bólu i cierpienia. Ludzie traktują jedzenie jako sposób na uspokojenie i uciszenie płaczącego dziecka, ale jest to nielogiczne, ponieważ nie ma nic wspólnego z bolącym kolanem. Łączenie odczuwania bólu z jedzeniem, które niesie ukojenie, to przykład pocieszania się jedzeniem (ang. comfort eating). Kiedy dzieci pocieszają się nawzajem, element jedzenia jest prawie zawsze nieobecny, ponieważ ta opcja jest dla nich po prostu niedostępna. Maluchy używają słów, dotyku oraz metod odwracania uwagi - i wszystkie te sposoby są bardzo skuteczne.
Jak widzimy na niektórych przykładach przedstawionych wyżej, komunikacja o wszystkich rzeczach związanych z jedzeniem często ma charakter pośredni. Dzieci wyciągają wiele wniosków na podstawie tego, jak się wypowiadamy o odżywianiu, a także o nas samych i o innych osobach. Regularnie słuchają komentarzy takich, jak: "Mama jest na diecie, więc nie może tego zjeść" albo "Tata jest gruby. Chyba nie chcesz wyglądać tak jak ja", w których chodzi o coś znacznie więcej niż tylko o jedzenie. One mówią o estetyce, wartości i moralności. A przecież kluczowe dla naszego zdrowia psychicznego jest zbudowanie systemu wartości, który będzie oparty na osobowości, cechach i zdolnościach, a nie na wyglądzie. Dzieci uczą się, naśladując zachowanie rodziców, a nie robiąc to, co im się każe. Mały człowiek, który słucha tego typu uwag i widzi, jak odżywiają się jego rodzice, z czasem zaczyna traktować to jak normę i uznaje, że tak powinno być, nawet jeśli próbujemy go nauczyć czegoś innego. Nie ma co się łudzić - dziecko w końcu odkryje, że w naszym społeczeństwie wygląd ma znaczenie, ale im później to się stanie, tym lepiej.
Celem tej książki jest pokazanie czytelnikom, w jaki sposób rodzice i opiekunowie mogą pomóc swoim dzieciom zrozumieć, że żaden pokarm nie jest zły, a także nauczyć je słuchać sygnałów o głodzie wysyłanych przez ciało, jeść jak najwięcej różnych produktów spożywczych i budować swoje poczucie własnej wartości na tym, jakimi są ludźmi, a nie na tym, jak wyglądają. Jest to szczególnie trudne w dzisiejszych czasach, gdy nastolatki i młodzi ludzie są zewsząd bombardowani obrazami stereotypowych ideałów piękna i "doskonałych" ciał - szczególnie w mediach społecznościowych.
Obecnie jesteśmy świadkami epidemii zaburzeń odżywiania na niespotykaną dotąd skalę1. Są to ciężkie choroby, które poważnie wpływają na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Szkodliwe przekonania na temat jedzenia oraz skomplikowana relacja chorego z odżywianiem sprawiają, że zaburzenia te mocno utrwalają się w psychice człowieka i są trudne do wyleczenia. Oczywiście brak niewłaściwych skojarzeń z jedzeniem nie gwarantuje, że u danej osoby nie rozwinie się zaburzenie odżywiania, ale jest to ważny czynnik ochronny - dlatego jako rodzice powinniśmy starać się wyposażyć w niego nasze dzieci i młodych ludzi.
Ta książka z pewnością nie jest poradnikiem dietetycznym ani żywieniowym. Nie znajdziesz tu wskazówek na temat zdrowego odżywiania, intuicyjnego jedzenia ani też żadnej innej formy odżywiania. Dowiesz się natomiast o licznych znaczeniach, jakie przypisujemy jedzeniu, i poznasz nasze relacje z nim oraz to, jak je postrzegamy i wykorzystujemy. W tej książce znajdziesz wolną od uprzedzeń dyskusję na temat tego, w jaki sposób wykształcamy przekonania dotyczące takich kwestii, jak odżywianie, karmienie, waga i sylwetka, a także wielu innych. Musimy zmienić narrację dotyczącą jedzenia, dla dobra zarówno naszych dzieci, jak i własnego, abyśmy wszyscy zobaczyli w nim to, czym naprawdę jest, czyli życiodajne źródło i fontannę radości, zamiast myśleć o nim ze stresem czy niepokojem. Mam nadzieję, że ta książka pomoże czytelnikom zrozumieć, w jaki sposób wykształcili swoje przekonania i zachowania związane z jedzeniem i odżywianiem, a także dowiedzieć się, jak to wpłynęło na ich relację z jedzeniem i jak może wpłynąć na ich dzieci. Mam też nadzieję, że zdołam was wyposażyć w odpowiednie narzędzia i pokazać, jak należy rozmawiać z dziećmi o jedzeniu, żeby zbudowały z nim możliwie najlepszą relację.
Uwaga dla rodziców i opiekunów
W tej książce będę zadawać pytania do przemyślenia, których celem jest skłonienie was do zastanowienia się (w pojedynkę albo wspólnie z dziećmi) nad waszymi relacjami z jedzeniem. Te same pytania zadaję moim klientom, żeby pomóc im zidentyfikować czynniki, które wpłynęły na ich przekonania. Mam nadzieję, że wy również uznacie je za przydatne.
Zdaję sobie sprawę, że niektórzy będą mieli trudności z zaakceptowaniem treści zawartych w tej książce. Wszechobecna kultura diet oraz systemowe łączenie rzeczy związanych z jedzeniem z wartościami moralnymi, a także z metodami nagradzania, karania, grożenia, świętowania i ze wszystkimi aspektami naszego życia sprawiają, że najpierw musimy się oduczyć wielu niewłaściwych zachowań. Trudno jest zdemaskować nasze przekonania dotyczące jedzenia, ponieważ wysyłanie komunikatów na ten temat jest nieodłączną cechą społeczeństwa i bez względu na to, jak bardzo będziemy się starać, nie zdołamy ich uniknąć. Bardzo często, gdy będę was zachęcać do zakwestionowania własnych przekonań i postaw związanych z jedzeniem i odżywianiem, moje podejście będzie sprzeczne z obowiązującymi normami społecznymi. Wykorzystajcie tę okazję, żeby się zastanowić nad sobą i nad tym, jakie wartości wyznajecie. Mam nadzieję, że te rozważania okażą się pomocne i przyniosą ciekawe wnioski.
Musicie mieć świadomość, że to nie jest łatwe. Ja sama również popełniam błędy w wychowywaniu własnych dzieci: zwracam uwagę nie na to, co trzeba, wygłaszam niewłaściwe komentarze, niechcący obarczam je własnym bagażem albo przyłapuję się na tym, że robię albo mówię coś, co sama odradzam swoim klientom. I chociaż jest to przygnębiające, przynajmniej zdaję sobie sprawę z własnych porażek. Dzięki temu, kiedy coś spartaczę, próbuję to naprawić i czasami jest to najlepsze, co mogę zrobić. Tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi tego, co robimy, możemy obserwować własną komunikację - i tylko wtedy możemy zmienić jej styl. Bez tej wiedzy jesteśmy skazani na ciągłe powtarzanie tych samych błędów. Mam nadzieję, że ta książka pomoże wam lepiej zrozumieć własne przekonania i zachowania związane z jedzeniem i odżywianiem, abyście mogli określić, które elementy chcecie przekazać swoim dzieciom, a których nie. A w tych niemożliwych do uniknięcia momentach, gdy zdarzy się wam zrobić coś mechanicznie i bez zastanowienia - mam nadzieję, że dostrzeżecie swoje błędy i skorzystacie z okazji, żeby je naprawić.
Na końcu chcę wyjaśnić, dlaczego w tej książce zwracam się tylko do matek, ojców i rodziców. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wiele dzieci ma opiekunów, którzy nie są ich matkami ani ojcami. Mam też świadomość, że spora grupa rodziców lub opiekunów wychowuje dzieci samotnie albo też współdzieli opiekę nad nimi z innymi osobami. Zależy mi jednak na tym, aby treść tej książki była jak najbardziej czytelna, dlatego postanowiłam ograniczyć się do trzech wspomnianych wcześniej pojęć.