Człowieka tworzy triada: ciało, umysł i dusza. Jeśli chcemy żyć w szczęściu i spełnieniu, musimy pogodzić ze sobą wszystkie te trzy aspekty. Nie stanie się tak jednak, jeżeli obok nich będzie istniał czwarty, nieuświadomiony element w postaci wewnętrznego rozdarcia, czyli cienia. Prawdziwe życie będzie możliwe dopiero po jego wyeliminowaniu. I dokładnie na tym polega praca z cieniem - na reintegracji tych fragmentów naszej osobowości, które do niego wepchnęliśmy.
Aby unaocznić wam nieświadome ja, które niegdyś było częścią was samych, nazwałam je "dziewczynką cienia" i "chłopcem cienia", co w jednej chwili pozwoli wam zrozumieć, że nasz cień bierze swój początek w dzieciństwie. Ale czym on tak naprawdę jest? Kiedy słyszymy: "Żyjesz w cieniu", nie brzmi to zbyt pochlebnie. Jak gdyby słowo "cień" oznaczało coś negatywnego. Coś wywołującego przykrość albo nawet nieokreśloną obawę.
Z punktu widzenia psychologii cień symbolizuje "nieświadomość" - elementy naszego ja wyparte z naszej świadomości. Chłopiec lub dziewczynka cienia stanowią zatem część naszej osobowości, której sobie nie uświadamiamy oraz - jak się słusznie domyślacie - z którą nie chcemy się konfrontować. Powody tego zjawiska opiszę wam wyczerpująco na kolejnych stronach.
Na podstawie własnego doświadczenia, a przede wszystkim na latach praktyki psychologicznej, muszę stwierdzić, że potrzebę poszukiwania swojego cienia wyzwalają kryzysy egzystencjalne lub fizyczne, jakich doświadczamy w dorosłym życiu. Dobrym przykładem może być bolesna porażka w miłości. Niepowodzenie staje się dla nas impulsem - chcemy zrozumieć jego przyczynę. Dzięki pracy z cieniem odnajdziemy w sobie wszystkie składniki osobowości niezbędne do zbudowania udanego związku. Dopóki nie włączycie cienia do swojego życia, dopóty w każdej waszej relacji będzie wam towarzyszyć poczucie braku albo niezadowolenie z siebie.
Największą zaletą pracy z cieniem jest to, że uwalnia ona energię, jaką traciliśmy dotąd na podświadome niedopuszczanie go do siebie. Bo chociaż cień może zniknąć z naszej świadomości, nie oznacza to, że przestaje istnieć. Był i pozostanie częścią nas samych - i co jakiś czas będzie wtrącał się nam do życia. Dlatego nieświadomie poświęcamy mnóstwo energii, aby temu zapobiec.
Tymczasem to właśnie tej energii kierowanej do tłumienia nieświadomości potrzebujemy do osobistego rozwoju. Jeśli chcemy się rozwijać, musimy odsłonić swój cień i rzucić na niego światło naszej świadomości. Wyzwolona w ten sposób siła i wyparte dotychczas elementy osobowości otworzą nam drogę do nowych doświadczeń - w naszych związkach, pracy bądź w rodzinie.
Psychologia jest bardzo młodą nauką. Pamiętajmy, że aż do początków XX wieku nie wiedzieliśmy, że istnieje coś takiego jak "podświadomość". Że w naszym ja kryją się nieuświadamiane, ale aktywne elementy decydujące o tym, co myślimy, jak postępujemy czy jak się czujemy. Gdy studiowałam psychologię, jednocześnie zdumiewało mnie i niepokoiło, jak wiele obszarów naszej psychiki pozostaje wciąż poza naszym poznaniem. W trakcie szkolenia psychoterapeutycznego liczba moich pytań tylko wzrosła, a odpowiedzi raczej mnie nie zadowalały. Zastanawiałam się: "Jak to możliwe, że aby uporządkować dorosłe życie, nieustannie musimy wracać do dzieciństwa?". Wydawało mi się to bezproduktywne i mało efektywne. W jaki sposób najszybciej dotrzeć do swojej "podświadomości", a jak skutecznie poszerzać "świadomość"? W trakcie takich rozważań towarzyszyły mi zawsze skojarzenia z mocą i sukcesem, z ludźmi, którzy wiedzą, czego chcą, oraz dysponują środkami i sposobami, aby urzeczywistniać swoje plany. Przez długi czas określałam takie osoby swoim ulubionym słowem "samoświadomy", które w moich ustach było komplementem.
Niedługo po ukończeniu specjalizacji zetknęłam się z pojęciem "cienia" jako czwartej składowej naszej istoty. W jednej z prac Kena Wilbera, świetnego psychologa i filozofa, przeczytałam, że składamy się z ciała, umysłu, duszy oraz cienia. Natychmiast to pojęłam, bo nareszcie trafiłam na wyjaśnienie, dlaczego wszyscy "mamy cień", który wypieramy. Zrozumiałam też, że jeżeli pragniemy życia spełnionego i naprawdę świadomego, musimy przywrócić ten cień naszej jaźni. Zafascynowała mnie ta koncepcja. W końcu znalazłam pojęcia i wiedzę o wszystkim, co czułam, że istnieje, ale czego jeszcze nie pojmowałam. Zapragnęłam zrozumieć ów cień, te nieuświadamiane fragmenty swojej osobowości, i wydobyć je na światło dzienne.
Jako psychoterapeutka początkowo nie spotkałam się ze szczególnym zainteresowaniem wobec cienia ze strony moich klientów i klientek. Najwyraźniej obawiali się swojej "ciemnej" strony. Dlatego najpierw skupiłam się na przekształceniu ich obaw w zaciekawienie. Zaczynałam zawsze od dokładnej analizy powstawania naszego cienia i tłumaczyłam to tak dobrze, że wszyscy chcieli wiedzieć więcej.
Kluczową rolę odgrywa tu idea miłości własnej. Nie możemy dopuścić, by jakaś część nas samych, uznana za niegodną miłości, dosłownie zmarniała "w cieniu", ponieważ w ten sposób uniemożliwiamy rozwinięcie w sobie prawdziwej miłości własnej. Jak mamy pokochać siebie lub uznać się za godnych miłości, skoro odmawiamy istnienia jakiejś części siebie i ukrywamy ją głęboko przed sobą i resztą świata?
Zabieram was teraz do pierwszego rozdziału mojej pracy z cieniem. Opisuję w nim, w jaki sposób dochodzi do utraty miłości własnej, a tym samym do powstania naszego ja cienia. Uwierzcie, nie musicie bać się swojego cienia. Po prostu go nie znacie - stanowi dla was nowy, być może fascynujący obszar. Ale udając się tam w poszukiwaniu wewnętrznej dziewczynki albo wewnętrznego chłopca, wyruszycie w podróż w głąb samych siebie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki