p

Jak odkupić swój czas. Odblokuj się, odzyskaj wolność i stwórz własne imperium - Dan Martell

Kup książkę

49.90 zł
30.44 zł (29,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie. Jak biznes uratował mi życie (a potem niemal je zrujnował)

Gapiłem się na spluwę wystającą z torby podróżnej.

Wystarczy, że wyceluję w gliniarzy, a zakończą moje nędzne życie.

Ocierając pot z oczu, spojrzałem we wsteczne lusterko. Dwóch uzbrojonych policjantów pędziło w kierunku mojego samochodu. Zmusiłem ich do pościgu, a potem uderzyłem w dom stojący przy drodze. Dogonili mnie wreszcie i mieli wiele powodów, by do mnie strzelać. Zabawa się skończyła.

Poczułem, jak zalewa mnie uczucie beznadziei. Przed oczami przelatywały mi obrazki z życia pełnego nagannych wybryków. Kradzieże sklepowe w podstawówce. Pobyty w poprawczakach w czasie gimnazjum. Wyrzucenie z liceum.

Kiedy mama znalazła u mnie narkotyki, pieniądze i kradzioną broń, w końcu powiedziała "dość" i wezwała policję. Cynk dał mi Pierre, mój brat, więc nie czekając na aresztowanie, złapałem 63 dolary, które wciskał mi w dłoń, i zacząłem ucieczkę. Ukrywałem się w miejscówkach dla myśliwych i nocowałem u przyjaciół. W końcu po tygodniach uników zdecydowałem się opuścić rodzinne miasteczko Moncton w Nowym Brunszwiku i pojechać do Montrealu, gdzie mieszkał mój wujek.

Ukradłem samochód i wyjechałem z miasta, jednak nie dotarłem daleko. Ledwo co wyruszyłem, a od razu trafiłem na blokadę drogową. Wcisnąłem policjantom lipną historyjkę, że zapomniałem prawa jazdy, a gdy się odwrócili, by sprawdzić moje dane w komputerze, odpaliłem silnik i wcisnąłem pedał gazu.

Następne kilka minut przypominało pościg samochodowy jak z kina: gaz do dechy, trąbienie klaksonem, gwałtowne wyprzedzanie, aż w końcu rozwaliłem się na ścianie przydrożnego domu.

Sięgnąłem po pistolet.

Próbowałem go wyjąć, ale coś się zablokowało i utknął w torbie. Szarpałem i szarpałem, lecz bez skutku. Wtedy policjanci zaciągnęli mnie do radiowozu.

Z uwagi na ciężar przestępstw dostałem sześć miesięcy w więzieniu dla dorosłych. Starałem się unikać kłopotów, ale ciężko pozbyć się starych nawyków i w końcu wdałem się w bójkę, przez co wylądowałem w izolatce. Po niemal siedemdziesięciu dwóch godzinach, które przesiedziałem w samej bieliźnie, do celi wszedł Brian, strażnik.

- Chodź - powiedział i zaprowadził mnie do pokoju obok. Gdy znaleźliśmy się w środku, przekręcił klucz w zamku. Rozejrzałem się i dotarło do mnie, że w pomieszczeniu nie ma kamer.

Serce podeszło mi do gardła. Brian wpatrywał się we mnie, a po długiej chwili milczenia zadał proste, lecz istotne pytanie:

- Dan, jak tu trafiłeś?

- Pokłóciłem się z Kirkiem przy śniadaniu... - zacząłem, lecz Brian mi przerwał.

- Nie o to pytam. Dlaczego siedzisz w więzieniu?

Jąkałem się, próbując wyartykułować odpowiedź.

- Ukradłem samochód. Uciekałem przed glinami...

Brian znów mi przerwał.

- Dan, jestem tu już prawie dziesięć lat i widziałem sporo dzieciaków. Naprawdę sporo. Ale ty jesteś inny - starasz się odrabiać lekcje i trzymać z dala od kłopotów. To się kupy nie trzyma. Ty tu nie pasujesz.

Gorące łzy płynęły mi po policzkach, gdy słuchałem wyjaśnień Briana, że jego zdaniem "nie takie jest moje przeznaczenie". Wcześniej słyszałem tylko, że jestem rozrabiaką. Brian jednak dostrzegł we mnie potencjał. Jego słowa dały mi nadzieję na lepsze życie.

Patrząc wstecz, widzę, że zawsze, przez cały okres trudnego dzieciństwa, wykazywałem potencjał. Byłem kreatywny, chętny do podejmowania ryzyka, umiałem porozumiewać się z innymi i ze spokojem radziłem sobie z otaczającym chaosem. Innymi słowy, przejawiałem umiejętności niezbędne do bycia przedsiębiorcą, lecz nie zostały one zagospodarowane we właściwy sposób.

Następny etap miał dla mnie kluczowe znaczenie. Wkrótce po rozmowie z Brianem zostałem wysłany do Portage, ośrodka terapeutycznego dla nastolatków. Tam nastąpił ciąg dalszy mojej przemiany. Uczyłem się i ciężko pracowałem nad powierzonymi zadaniami. Zaprzyjaźniłem się z konserwatorem Rickiem, który stał się dla mnie jak starszy brat. Pewnego dnia, gdy pomagałem mu sprzątać jeden z opuszczonych domków, obok starego komputera znalazłem książkę o programowaniu w Javie. Otworzyłem ją i przeżyłem szok. Zawsze myślałem, że język programowania komputerowego przypomina hieroglify lub niezrozumiałe i skomplikowane równania matematyczne. A to... to czytało się jak zwykły angielski tekst. I to do mnie przemówiło.

Włączyłem komputer i wpisałem polecenia, postępując zgodnie z prostą instrukcją z pierwszego rozdziału podręcznika. Kilka minut później program ruszył i na ekranie pojawiły się te słowa:

"Hello World!"

To było to. Coś we mnie po prostu zaskoczyło. Miałem przed oczami sposób na tworzenie poleceń, które pozwolą za każdym razem uzyskać wiarygodne i przewidywalne wyniki. Za. Każdym. Razem.

Przewidywalność oprogramowania stała w kontraście do nieprzewidywalnego chaosu, w którym spędziłem całe dzieciństwo. Tamtego dnia kodowanie stało się moim nowym nałogiem.

Wkrótce miałem obsesję na punkcie systemów i programów do projektowania. Do dzisiaj, kiedy uczę klientów tworzenia systemów dla ich firm, niezwykle się emocjonuję, pomagając im zamienić chaos w przewidywalność.

W tamtym czasie byłem z siebie naiwnie dumny, nie miałem pojęcia, że "Hello World!" to pierwsza lekcja w każdym podręczniku programowania dla początkujących. Z nieuzasadnioną pewnością siebie wypłynąłem na szerokie wody tego nowego świata - "Internetu". Wykorzystałem te same umiejętności, które w dzieciństwie kosztowały mnie wiele kłopotów, i z całą mocą skierowałem je w stronę przedsiębiorczości.

Jak się okazało, moje chaotyczne dzieciństwo stanowiło idealne przygotowanie do świata samozatrudnienia - nie bałem się nieznanego. W 1998 roku, gdy miałem zaledwie osiemnaście lat, otworzyłem swój pierwszy legalny biznes - była to strona internetowa o nazwie MaritimeVacation z ofertami najmu wakacyjnego. W wieku dwudziestu jeden lat założyłem drugi biznes - NB Host - firmę hostingową dla aplikacji internetowych.

Przedsiębiorczość dała mi nowe życie i wskazała kierunek. Był jednak pewien problem. Umiałem tylko jedno: GSD. Get. Shit. Done. Ciężko pracować, zarabiać pieniądze, unikać kłopotów. I tak dzień po dniu. Do czasu, gdy padły moje dwie pierwsze firmy. Nie wiedziałem, jak współpracować z innymi ludźmi ani jak cenić swój czas. Natomiast uruchamianie biznesów miałem we krwi i byłem tego świadomy. Robiłem więc dalej swoje i w 2004 roku założyłem trzecią firmę, tym razem programistyczną, o nazwie Spheric Technologies. Wreszcie moja ciężka praca zaczęła przynosić dywidendy - przynajmniej zawodowo. Pracowałem od piętnastu do osiemnastu godzin dziennie, co zaowocowało 150-procentowym wzrostem rok do roku, a jednocześnie zniszczyło moje życie osobiste.

Cztery miesiące przed ślubem, w pozornie zwyczajny dzień, pracowałem od świtu. Kiedy późnym wieczorem wróciłem do domu, moja narzeczona była bardzo zdenerwowana.

- Nie mogę tak dłużej żyć - powiedziała, kładąc na blacie pierścionek zaręczynowy.

Najwyraźniej moja niedoszła żona uznała, że jeśli chcę spędzić z nią resztę życia, to muszę faktycznie spędzać z nią czas.

Choć początkowo tego nie dostrzegałem, moje nieudane biznesy i nieudane związki miały jedną wspólną cechę - byłem nią ja. A sedno problemu stanowiła moja mentalność GSD, która sprawiała, że byłem ślepy na wszystko wokół. Uznałem, że muszę znaleźć lepszy sposób na życie i prowadzenie biznesu.

Nie wiedziałem tego wtedy, lecz potrzebne rozwiązanie zaczęło już kiełkować.

Kilka lat przed rozstaniem z narzeczoną zacząłem czytać więcej książek biznesowych. Sięgnąłem po audiobooka Love Is the Killer App autorstwa Tima Sandersa. Po przeczytaniu - a raczej wysłuchaniu - książki pomyślałem: "Niesamowite. Za cenę 20 dolarów i kilku godzin swojego czasu pobrałem dwadzieścia lat doświadczenia życiowego. Chciałbym dorwać więcej takich książek!".

Potem pochłaniałem klasyki, m.in. Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi Dale'a Carnegiego, Myśl i bogać się Napoleona Hilla oraz 7 nawyków skutecznego działania Stephena Coveya. Książki te pomagały sprawniej prowadzić biznes, ale to było za mało. Musiałem inaczej pokierować swoim życiem. Potrzebowałem rozwiązań, które wzmocniłyby to, kim jestem (przedsiębiorcą), jednocześnie pomagając być dobrym człowiekiem. Rozstanie z narzeczoną było sygnałem alarmowym, którego potrzebowałem, aby poważnie podejść do znalezienia autentycznego i holistycznego sposobu na życie. Czytałem, szukałem i eksperymentowałem. Tu i ówdzie trafiałem na sekrety, jak odzyskać swoje życie, żyć pasją i prowadzić firmę, w której nie będę niewolnikiem. Zacząłem stosować zasady, taktyki, narzędzia i systemy znalezione w książkach, u mentorów, w programach - czerpałem z każdego źródła. I zacząłem dostrzegać rezultaty.

Zacząłem się uczyć, jak robić to, co kocham (prowadzić biznes), i być tym, kim chcę (przyjacielem, ojcem i mężem). Zrozumiałem, że nie mogę oddzielić swojego ja od biznesu, ponieważ jestem przedsiębiorcą. W 2008 roku sprzedałem Spheric i zarobiłem pierwszy milion, co całkowicie przemodelowało moje przekonanie o tym, co jest możliwe. Następnie, w 2009 roku, przeniosłem się do San Francisco i rozpocząłem kolejne przedsięwzięcie - Flowtown. Budowałem infrastrukturę i tworzyłem zespoły, które pozwalały zaoszczędzić mi czas i energię, dzięki czemu mogłem je ponownie zainwestować. Z zaskoczeniem przyznaję, że tym razem im bardziej firma rosła, tym więcej miałem czasu. Znalazłem sposób na rozwój firmy przy jednoczesnym oszczędzaniu czasu. A potem odkryłem coś jeszcze ważniejszego.

Prawdziwą radość sprawia mi widok innych przedsiębiorców odkrywających te reguły.

Oto kluczowa zasada, którą się kieruję: ucz się, działaj, nauczaj. Nie nauczysz się bez działania, a kiedy już przyswoisz coś wartościowego, przekaż to dalej. Dziś, dzięki własnym doświadczeniom, a także niesamowitym mentorom i trenerom, którzy mi pomogli, wiem, że jedynym sposobem na rozwój biznesu po przekroczeniu pewnego punktu jest odkupienie czasu i zainwestowanie go w obszary o największym znaczeniu.

W 2006 roku założyłem bloga, aby pisać o taktykach rozwoju, które znałem. W kwestii odkupywania czasu nie byłem ekspertem, lecz chciałem dzielić się wiedzą o rozwijających się firmach. Internauci zaczęli komentować moje wpisy. Następnie, w 2008 roku, zacząłem występować z wykładami na konferencjach. Były one skierowane głównie do firm zajmujących się tworzeniem oprogramowania. Zwykle zaczynałem od omówienia taktyk biznesowych, takich jak strategie marketingu wzrostu, których nauczyłem się w sercu Doliny Krzemowej, jednak zawsze bardziej interesowało mnie pomaganie przedsiębiorcom i założycielom, jak żyć. Prowadzenie bloga i udział w konferencjach przekonały mnie, że nie jestem jedynym biznesmenem zmagającym się z mentalnością GSD, co jeszcze wzmocniło moje zaangażowanie w ten temat.

W 2012 roku Flowtown zostało kupione, a ja natychmiast uruchomiłem Clarity - platformę, na której założyciele start-upów mogli znaleźć odpowiedzi, których potrzebowali, prowadząc nowe firmy: od porad ogólnych, przez kwestie prawne, po strategie marketingowe. Z własnego doświadczenia wiedziałem, że cały sukces zawdzięczam przeczytanym książkom i otrzymanym wskazówkom. Clarity wydawało się idealnym sposobem na umożliwienie założycielom firm poszukiwania odpowiedzi: liderzy, za opłatą, mogą na naszej platformie otrzymać porady od doświadczonych przedsiębiorców. Wiedziałem, że założyciele firm mierzą się z prawdziwymi i poważnymi zagadnieniami, a mając potrzebne rozwiązania, mogą w swoich organizacjach zdziałać cuda. Kiedy w 2014 roku Clarity zostało kupione, zacząłem szukać kolejnego wyzwania.

W 2015 roku założyłem SaaS1 Academy, kanał na portalu YouTube dla przedsiębiorców z branży programistycznej. Dzieliłem się nie tylko taktykami biznesowymi, lecz także bardziej osobistymi strategiami, takimi jak przewaga zarządzania energią nad zarządzaniem czasem, znaczenie firmowych playbooków (standardowych procedur operacyjnych), a ostatecznie - jak odkupić swój czas. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony opiniami odbiorców - "Czułem się jak podczas klarownej sesji terapeutycznej" i "To najbardziej przełomowe wideo, jakie kiedykolwiek oglądałem". Najwyraźniej odkryłem prawdę niemal uniwersalną: wszyscy szukamy sposobu, jak pogodzić zarządzanie czasem i zarządzanie biznesem.

Urodzeni przedsiębiorcy muszą znaleźć sposób, aby żyć pełnią życia, zarówno w sferze biznesowej, jak i prywatnej.

Jeśli już od jakiegoś czasu praktykujesz zasadę GSD, prawdopodobnie masz na koncie sukcesy. Ciężka praca, nawet kosztem relacji międzyludzkich, do pewnego stopnia się opłaca.

Jednak w pewnym momencie sukces zawodowy utknie w martwym punkcie. Jesteś jedną osobą i masz ograniczoną ilość czasu. Musisz go przeznaczyć zarówno na firmę, jak i na rodzinę i przyjaciół.

Ta książka jest dla Ciebie, jeśli przeraża Cię myśl o pracy, bo wiesz, że czeka długa lista e-maili, na które musisz odpowiedzieć, masz kolejne pożary do ugaszenia, a kilkunastu klientów, nabywców i pracowników chętnie dorzuci Ci jeszcze więcej zadań; a także jeśli obawiasz się powrotu do domu, ponieważ jesteś wyczerpany, zestresowany i wciąż myślisz o pracy. Ta książka jest dla każdego, kto chce odkupić czas, by robić to, co kocha, jednocześnie rozwijając swoją firmę. Nie będziesz żyć w pełni bez bycia przedsiębiorcą, ponieważ masz to w genach. Jeśli jednak firma zabija Ciebie, Twoją rodzinę lub relacje z innymi, a zadania służbowe pochłaniają cały Twój czas i energię, nie możesz tak dłużej funkcjonować. Musisz coś zmienić. Pomogę ci znaleźć na to sposób.

Oto opowieść o tym, jak zmieniłem swoje nastawienie i jak Ty możesz zrobić to samo.

Jak zbudować biznes, którego nie znienawidzisz

Stephen Covey powiedział kiedyś: "Kluczem nie jest to, jak spędzasz czas, lecz jak go inwestujesz"1. W tej książce przeczytasz dokładnie o tym. Znajdziesz tu opis systemowego podejścia, uzupełniony taktykami i strategiami opracowanymi na bazie doświadczeń zdobytych w dwóch nieudanych firmach, po stracie narzeczonej, wyniesionymi z lektury ponad 1200 książek biznesowych i poradnikowych, a także z prowadzenia największej na świecie grupy szkoleniowej i mentorskiej SaaS oraz wygłoszenia licznych wykładów poświęconych temu, jak odkupić swój czas.

Nie tylko ja korzystam z rozwiązań, o których uczę, lecz także tysiące innych założycieli firm i przedsiębiorców, którzy nauczyli się, jak odkupić czas i energię oraz prawidłowo je wykorzystać. W rezultacie mają więcej energii, czują się podekscytowani przyszłością i znów kochają swoje firmy. Stają się lepszymi przyjaciółmi, rodzicami i małżonkami, a ich pracownicy są bardziej zadowoleni. A do tego ich firmy notują wykładniczy wzrost.

Większość przedsiębiorców uważa, że dochodowy biznes to efekt ciężkiej pracy. To może być prawda, jednak dobrze prosperujące imperium powstaje tylko wtedy, gdy lider - czyli Ty - nauczy się, jak odkupić swój czas. Odzyskaj kontrolę nad swoim życiem, ciesz się pracą i wolnością, którą daje biznes.

Zaufaj mi, ja już wiem, że posiadanie wolnego czasu, prowadzenie życia przedsiębiorcy i dodawanie energii swoim relacjom nie tylko jest możliwe, lecz że wszystko to jest ze sobą powiązane - szczęśliwszy Dan jest lepszym biznesmenem, a lepszy biznesmen to lepszy ojciec i bardziej kochający mąż.

Setkom przedsiębiorców pomogłem odkryć, jak zmienić zarządzanie czasem: odkupić go i zdeponować tam, gdzie ma najważniejsze znaczenie. Nauczyli się, że im więcej czasu poświęcają na to, w czym są najlepsi, prowadząc biznes, tym więcej mają energii i tym więcej zarabiają, a to pozwala im odkupić jeszcze więcej czasu. Jest to dokładnie odwrotne podejście niż to, które stosowałem w swoich pierwszych firmach - im bardziej one rosły, tym bardziej ja się przemęczałem, a na końcu straciłem zarówno firmę, jak i związki.

Znalazłem rozwiązanie i chcę Ci je przekazać.

Oto krótki opis struktury książki:

Najpierw nauczę Cię Zasady Odkupu, Pętli Odkupu i macierzy DRIP. Zmiany w sposobie myślenia pozwolą Ci przeanalizować, jak spędzasz czas w swojej firmie. Dowiesz się, jak szybko zidentyfikować, co i dlaczego pochłania Twój czas. Przejrzysz się w lustrze i zobaczysz szalony obraz tego, jak większość przedsiębiorców - być może nawet Ty - prowadzi swoje firmy. Odkryjesz psychologiczne ograniczenia, które blokują Twój sukces, zaczynając od określenia własnych Zabójców Czasu.

Korzystając z Drabiny Zastępstw (rozdział 5.), dowiesz się, jak w nieskończoność skalować swój czas i zadania, przeznaczając je na aktualnie najbardziej wartościowe zajęcia. W rozdziale 7. porozmawiamy o tworzeniu powtarzalnych playbooków, które można przekazać pracownikom, by zachować pełną kontrolę nad biznesem bez konieczności ręcznego sterowania większością spraw.

Zbadamy, jak nauczyć się grać we własną nieskończoną grę. Poznamy jedyne trzy transakcje związane z czasem, jakie można wykonać.

Po drodze przedstawię kilka wskazówek i trików do szybkiego wdrożenia. Dowiesz się, na przykład, że każdy przedsiębiorca może sobie pozwolić na natychmiastowe przekazanie niektórych zadań (wykorzystując swoją Stawkę Odkupu, rozdział 1.). Nauczę Cię również, jak w oparciu o swoją energię zaprojektować własny, spersonalizowany Tydzień Idealny (rozdział 8.). Poznamy proste triki, takie jak Definicja Ukończenia i Reguła 1:3:1 (obie omawiam w rozdziale 9.), które pomogą Ci walczyć z wąskim gardłem w organizacji, hamującym produktywność. (Moją ulubioną wskazówką jest chyba Metoda Kamery z rozdziału 7. Pomoże Ci ona szkolić innych bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Możesz od razu rzucić na to okiem).

Na koniec sprawię, że znów zaczniesz marzyć (korzystając z procesu zwanego mapą Wizji 10X, rozdział 13.). Ponadto pokażę Ci, jak stworzyć Rok Wstępnie Zaplanowany (rozdział 14.), aby pracować nad realizacją swego wielkiego marzenia. W trakcie lektury czekają Cię zadania domowe, a na stronie BuyBackYourTime.com/Resources znajdziesz dodatkowe materiały i szablony (w języku angielskim).

*

Moje życie stało się niesamowite, od kiedy nauczyłem się, jak odkupywać czas. W tym tygodniu na rozwijanie mojego ośmiocyfrowego biznesu przeznaczę sześć godzin. Będę trenować do zawodów Ironman. Popracuję jako wolontariusz z młodzieżą ze śródmieścia. Napiszę kolejną książkę. Poszukam nowej inwestycji. Poświęcę uwagę i zasoby przedsiębiorcom w trudnej sytuacji, bo współpraca z nimi daje mi dużo energii i satysfakcji. A co najważniejsze, spędzę czas z dziećmi, zjem lunch z żoną i każdego wieczora zasiądziemy we czwórkę do wspólnej kolacji.

Żadna z rzeczy, które wymieniłem, nie jest efektem intensywniejszej pracy. Stały się one możliwe, ponieważ nauczyłem się inaczej myśleć i inaczej działać w biznesie. Dzięki temu każda chwila, którą zainwestowałem w jego rozwój, pozwoliła mi czerpać z niego więcej energii.

Nic też nie przyszło samo - prowadzili mnie inni, autorzy książek, organizatorzy konferencji, osoby gotowe przegadać coś na szybko przez telefon. Uczyłem się od nich, a teraz, w czternastu rozdziałach, chcę podzielić się tymi informacjami z Tobą.

Przecież nie chodzi tylko o Ciebie. Chodzi też o przyszłość Twojej firmy, Twoich pracowników i Twojej społeczności. Jeśli się wypalisz, zniszczysz również ich życie.

Zbudujmy biznes, którego nie znienawidzisz.

1 SaaS (ang. software as service) - skrót branżowy oznaczający "oprogramowanie jako usługa".

Rozdział 1. Jak odkupuję swoje życie

W celach chodzi o efekty, jakie chcesz osiągnąć. W systemach zaś o procesy, które do tych efektów prowadzą.

- James Clear 1

Gdy Stuart do mnie trafił, toczył walkę o życie.

- Z trudem wychodzę z domu, nie potrafię wziąć pełnego oddechu i regularnie miewam ataki paniki. Moje życie to koszmar - wyznał.

Kilka miesięcy wcześniej Stuart przeprowadził gruntowną przebudowę kodu back-endu, na którym opierały się aplikacje jego firmy. By ukończyć projekt, pracował siedem dni w tygodniu po czternaście godzin dziennie. Skończył przed Bożym Narodzeniem, więc wziął kilka dni wolnego i zabrał żonę oraz jej siostrę do Disneylandu. W parku, po dziesięciu minutach spaceru, poczuł zawroty głowy i ucisk w klatce piersiowej, nie mógł oddychać. Usiadł na ławce, by odpocząć, i zapewniał rodzinę:

- Nic mi nie jest. Idźcie, ja was dogonię.

Ze Stuartem nie było dobrze. Serce i myśli pędziły jak oszalałe. "Czy to możliwe, że w najweselszym miejscu na ziemi mam atak serca?", pytał sam siebie. W końcu wstał z ławki i dołączył do bliskich.

Kiedy wrócił do domu, ponownie zderzył się z rzeczywistością i wróciły te same objawy. Badania lekarskie wykazały, że z sercem wszystko w porządku. Prawdziwy problem? Niepokój . To była dla Stuarta zagadka. Nigdy wcześniej nie miał ataku paniki, aż do teraz.

Wkrótce miewał je dwa razy w tygodniu. W marcu 2020 roku, trzy miesiące po koszmarze, jakiego doświadczył w Disneylandzie, większość dni spędzał w łóżku, sparaliżowany reakcją organizmu z gatunku "walcz lub uciekaj". Był w tak kiepskiej kondycji, że nie mógł nawet uczestniczyć w wideokonferencjach (które od czasu pandemii COVID-19 stały się standardem). Próbował wszystkiego. Studiował poradniki książkowe, medytował, a nawet zmuszał się do ćwiczeń fizycznych, które go wyczerpywały. Nic nie pomagało.

Przed zdarzeniem w Disneylandzie Stuart był młodym i entuzjastycznym przedsiębiorcą: dobrze wykształcony i ciężko pracujący trzydziestoczteroletni biznesmen. W college'u studiował finanse, pracował na Wall Street i w 2015 roku założył swoją drugą firmę (która opracowała pakiet aplikacji pomagających małym firmom zwiększać sprzedaż online). W ciągu czterech lat zatrudnił dziesięciu pracowników, stworzył kilkanaście aplikacji i codziennie gromadził ponad 640 000 aktywnych użytkowników. Według powszechnego rozumowania odniósł sukces.

Jak wielu dobrych przedsiębiorców Stuart był zanurzony w szczegółach operacyjnych swojej firmy. Sam zajmował się większością spraw, ponieważ "dzięki temu wszystko będzie dobrze zrobione". Poza tym miał w tym doświadczenie. Na studiach uczył się księgowości, więc wiedział, jak prowadzić księgi rachunkowe. Wiedział również, jak pisać kod, więc nadzorował każdy element pracy swoich programistów. Samodzielnie planował też swoje wyjazdy służbowe i spotkania.

Stuart krok po kroku zbudował firmę odnoszącą sukcesy. Wykorzystując intelekt i wcześniejsze doświadczenia, położył podwaliny pod przedsiębiorstwo, które utrzymywało jego rodzinę, dawało pracę innym i tworzyło wartość na rynku. Chociaż musiał dużo pracować i wiele poświęcić, wydawało się, że było warto. Aż do teraz.

W wieku trzydziestu czterech lat wszystko się zatrzymało. Jego ciało powiedziało "dość". Dalszy rozwój firmy stał pod znakiem zapytania, a wszystko, na co ciężko pracował, spoczywało na barkach osłabionego założyciela, który ledwo mógł wstać z łóżka.

Pracuję z setkami ciekawych ludzi, w większości są pasjonatami tego, czym zajmują się ich firmy. Czasami pomagam im skalować zespoły sprzedażowe, szkolę ich, jak wyławiać najlepsze talenty lub jak dobrze wydać pieniądze na marketing. Częściej, i to jest to, co naprawdę kocham, pomagam przedsiębiorcom odkryć, co pochłania ich czas i energię. Gdy już to wspólnie zidentyfikujemy, wspieram ich w powrocie do tych zadań, które sprawiają im radość i przynoszą pieniądze.

Jednak Stuart, założyciel kilku firm z branży programistycznej, który zgłosił się do mnie w 2020 roku, nie szukał strategii rozwoju, planu marketingowego ani nawet sposobu na zaoszczędzenie czasu, pieniędzy i energii.

Szukał pomocy, by uratować swoje życie.

Przełamanie toksycznej mentalności Get Sh*t Done

Badanie zrealizowane na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley wykazało, że przedsiębiorcy są znacznie bardziej narażeni na depresję, ADHD, nadużywanie substancji psychoaktywnych i chorobę afektywną dwubiegunową 2 . Większość z nas, założycieli firm, wchodzi w świat biznesu z dobrymi intencjami - chcemy dostarczać rozwiązania, zmieniać rynek lub spędzać więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi. Dlaczego zatem, mając przed oczami tę wizję lepszej przyszłości, zmagamy się z tyloma problemami związanymi ze zdrowiem fizycznym i psychicznym?

Odpowiedź?

Nieświadomie wpadliśmy w zwodniczą pułapkę: im więcej będę pracować, tym bardziej produktywny będzie mój biznes . Z pozoru ma to sens. Ciężko pracować i wyprzedzać innych. Ta pokusa to powód, dla którego dajemy się zwodzić. Jednak z czasem etyka ciężkiej pracy może doprowadzić przedsiębiorców do przekonania, że sprawdza się tylko jedno: im większy nakład pracy, tym większe rezultaty.

Zwykła pracowitość raczej nie jest tajemnym składnikiem pomagającym osiągnąć sukces w biznesie. Chomik w kołowrotku jest potwornie zapracowany. Podobnie jak pies kopiący dół. Przychodzi mi na myśl niejeden przedsiębiorca, który spędza wiele godzin dziennie na załatwianiu spraw bieżących, przerywaniu członkom zespołu, prowadzeniu korespondencji e-mailowej - z pewnością przez cały dzień jest zajęty , ale niewiele osiąga.

Nawet efektywna pracowitość nie stanowi rozwiązania. Większość przedsiębiorców charakteryzuje się niezwykłą wydajnością. Potrafią oni szybciej niż inni wykonywać jedno zadanie po drugim. Dzwonią, wysyłają e-maile, finalizują transakcje - ogólnie rzecz biorąc, potrafią to zrobić . Jednak efektywna pracowitość przy niewłaściwych zadaniach to tylko szybka droga do tego, by znaleźć się w sytuacji Stuarta.

Kiedy go poznałem, Stuart był przekonany, że zatrudnianie i szkolenie innych wymaga zbyt wiele czasu, energii i pieniędzy. Uważał, że samodzielne wykonywanie większości zadań jest łatwiejsze i stanowi najskuteczniejszy sposób, by wszystko było wykonane prawidłowo. Robił więc wszystko sam. Bo czemu nie?

Stuart był nie tylko księgowym, lecz także głównym inżynierem, głównym kierownikiem projektu, szefem działu realizacji, szefem obsługi klienta i swoim osobistym asystentem.

Bez wątpienia kierował się wysokimi i godnymi podziwu standardami i miał szaloną wręcz etykę pracy, lecz pracował średnio siedemdziesiąt godzin tygodniowo, a gdy wymagały tego obowiązki - nawet sto godzin tygodniowo. Właśnie dlatego dwa kroki od zamku Śpiącej Królewny dopadł go atak paniki.

Nie wiedział, jak odzyskać swój czas i zdeponować go tam, gdzie ma on największe znaczenie.

Mało znany sekret, by wspiąć się na kolejny szczebel biznesu, to poświęcać czas tylko na zadania: (a) w których się wyróżniasz, (b) które naprawdę lubisz i (c) które dodają Twojemu biznesowi największej wartości (zwykle w postaci przychodów). Prawdopodobnie dwa do trzech zadań będzie pasować do tego opisu. Wszystkie inna sprawy, jakimi się zajmujesz, spowalniają rozwój i wysysają z Ciebie życie, dlatego musisz usunąć je z kalendarza.

Tak, ktoś inny powinien ogarniać około 95% Twoich spraw bieżących, abyś Ty mógł znów zająć się tym, co ważne.

Allan Dib, autor książki Plan marketingowy na jednej stronie , ujął to w ten sposób:

Bo zawsze można zdobyć więcej pieniędzy, ale nie da się zapewnić sobie więcej czasu. Dlatego konieczne jest działanie w taki sposób, aby to, czemu poświęcamy czas, wywoływało jak najdonioślejsze skutki 3 .

Jeśli tkwisz po uszy w e-mailach, telefonach i gaszeniu małych pożarów, te słowa pewnie wydają Ci się absurdalne. Mimo wszystko czytaj dalej. Nie zastanawiaj się, czy to, co mówię, jest możliwe , lecz wyobraź sobie, że robisz tylko to, w czym nie ma lepszych od Ciebie, co naprawdę kochasz i co wnosi szaloną wartość do Twojej firmy. Jak się wtedy poczujesz ?

Istnieje duża szansa, że odetchniesz z ulgą. Podejrzewam, że Twoje myśli będą jaśniejsze. Prawdopodobnie staniesz się lepszym małżonkiem, lepszym rodzicem i lepszym przyjacielem. Twoi podwładni będą szczęśliwsi, ponieważ w pracy zjawisz się wypoczęty i będziesz kierować firmę w stronę większych, lepszych i ciekawszych celów, co pozwoli pracownikom na rozwój zawodowy. Posłużę się przykładem Keitha, mojego przyjaciela pracującego w branży nieruchomości.

Keith zbudował firmę zajmującą się nieruchomościami i odniósł sukces - nikt w okolicy nie był równie dobry w kupowaniu i sprzedawaniu domów. Problem? Tygodniowo spędzał około dwudziestu godzin na rozmowach telefonicznych, nawet w domu. W końcu rozwiązał ten problem, zatrudniając do obsługi połączeń sprzedawcę, który otrzymywał wynagrodzenie oparte wyłącznie na prowizji (powszechne rozwiązanie w podobnych sytuacjach). Firma Keitha się rozwijała, żona była zadowolona, a pracownik zarabiał. Teraz Keith obsługuje tylko 10 - 15% najważniejszych połączeń. A dodatkowy czas, który zyskał? Poświęca go na bardziej wartościowe sprawy w firmie i w rodzinie.

Martin, mój inny przyjaciel, to fantastyczny konsultant biznesowy, który świadczył usługi innym firmom, pomagając im między innymi zoptymalizować procesy sprzedaży i strategie marketingowe. Jego problem polegał na tym, że co tydzień musiał wykonywać dziesięć połączeń na żywo, jedno rano i jedno po południu, aby pomóc klientom naprawić i ulepszyć reklamy na Facebooku. Po pewnym czasie zaczął tego nienawidzić. "Podczas każdej rozmowy odpowiadam na te same pytania". To go wyczerpywało, a co najgorsze, odwracało jego uwagę od innych obszarów działalności. Martin jest geniuszem kreatywności, więc w końcu nawiązał współpracę z przedstawicielem, który prowadził te rozmowy za darmo , ponieważ równocześnie oferował inne usługi i był zachwycony, że może rozmawiać z potencjalnymi klientami. Martin zyskał kilka godzin tygodniowo, które mógł znów zainwestować w najważniejsze obszary swojego biznesu.

Jak Keith i Martin spędzają dodatkowy czas? Przeznaczając go na to, co najważniejsze - w firmie i w życiu prywatnym. Delegując żmudne zadania, uwalniają jedyny zasób, który jest bezcenny i który powinien być przeznaczony tylko na najważniejsze sprawy: czas. Keith, Martin i Stuart zrozumieli, że są naprawdę świetni tylko w kilku kluczowych obszarach swojego biznesu. Czas spędzony na innych zagadnieniach jest wyczerpujący (a w ostatecznym rozrachunku - kosztowny). Dlatego muszą przeznaczyć pieniądze na odzyskanie większej ilości czasu. Na tym właśnie polega Zasada Odkupu:

Jak spożytkować najbardziej ograniczony zasób posiadany przez firmę: czas, jakim dysponuje jej założyciel . Jak zainwestować ten czas w to, co przyniesie założycielowi firmy więcej energii i pieniędzy .

Zasada Odkupu polega na tym, by na bieżąco przeznaczać wszelkie dostępne zasoby na odkupienie czasu. Następnie należy wypełnić ten dodatkowy czas działaniami, które dodają energii i pozwalają zarobić więcej pieniędzy. Zauważ, że nacisk nie jest położony na samo "zatrudnianie", lecz na zatrudnianie w określonym celu: by reinwestować. Stuart miał pracowników, a mimo to był tak zestresowany, że myślał, iż umiera. Problem polegał na tym, że nie zatrudniał pracowników po to, by odkupić swój czas.

Mając to na uwadze, oto jak zdefiniowałem tę koncepcję:

Zasada Odkupu: "Nie zatrudniaj z myślą o rozwoju firmy. Zatrudniaj, by odkupić swój czas".

Ta zasada nie tylko zapewni sukces finansowy większy, niż widziałeś w najśmielszych marzeniach, lecz pozwoli także stworzyć życie, którego pragnąłeś, zostając przedsiębiorcą.

Dowiesz się, jak wykorzystać tę zasadę, aby odkupić w swoim kalendarzu dodatkowy czas i skoncentrować się na tym, co przynosi Ci pieniądze i jest Twoim motorem do działania. A potem zacznie się wspaniały cykl: Twoja firma zarabia więcej pieniędzy, a Ty odkupujesz jeszcze więcej czasu. Rezultat: będziesz szczęśliwszy i będziesz mógł stale aktualizować swój czas i odkupywać wolność.