Zły dzień
Lucía miała zły, wręcz paskudny dzień. Zaczęło się już z samego rana,
kiedy bojler postanowił się zepsuć i zalać kuchnię, burząc jej spokój
podczas śniadania. Udało jej się zakręcić wodę i powstrzymać katastrofę,
ale hydraulik mógł przyjechać dopiero następnego dnia, więc była
zmuszona wziąć prysznic w lodowatej wodzie! W związku z tym dotarła do
pracy całkowicie rozbudzona, ale zarazem rozkojarzona i niezdolna do
skupienia się na czymkolwiek. Postanowiła jakoś spożytkować ten nadmiar
energii. Pracuje jako sprzedawczyni w sklepie obuwniczym, co nie jest
zbyt ekscytujące. Choć skończyła studia na wydziale projektowania
graficznego, nie udało jej się znaleźć zatrudnienia w swoim zawodzie.
Mimo to wyszła z założenia, że trzeba jakoś zarabiać na chleb i nie
warto komplikować sobie życia, czekając na lepsze czasy. Tego dnia
naszła ją ochota, by w kreatywny sposób zaaranżować wystawę sklepową, i pomyślała, że szefowi się to spodoba. Niestety, gdy ten przyszedł,
natychmiast uznał to za stratę czasu, a w dodatku zbeształ ją za
zajmowanie się głupotami. Co gorsza, zrobił to w obecności kilku
klientów. Lucía bardzo się zdenerwowała i zaczęła intensywnie rozważać,
czy nie trzasnąć drzwiami i nie rzucić od razu pracy. Ponieważ jednak
była naprawdę wściekła, uznała, że lepiej poczekać z podjęciem tak
ważnej decyzji, aż trochę się uspokoi. Postarała się wyciszyć i skupiła
uwagę na klientach wchodzących do sklepu, witając ich najbardziej
promiennym uśmiechem, na jaki było ją stać. Pozwoliło jej to zapomnieć
na chwilę o tym, co się wydarzyło.
Po pracy nie wróciła prosto do domu. "Pójdę na spacer - postanowiła. -
Może uda mi się dzięki temu trochę zrelaksować". Po drodze wyobrażała
sobie najróżniejsze rozmowy, jakie mogłaby odbyć z szefem, pozwalając
sobie wyładować w myślach całą złość, którą czuła. Zdała sobie też
sprawę, jak bardzo brakuje jej możliwości wykonywania bardziej
kreatywnych zadań. Od dziecka lubiła rysować i nie wiedziała, w jaki
sposób wykorzystać tę umiejętność w życiu zawodowym. Ponieważ nie była w najlepszym nastroju, postanowiła zadzwonić do swojej przyjaciółki Pauli
i zaprosić ją na kawę. Okazało się, że Paula w tym momencie nie może się
z nią spotkać, ale porozmawiały przez telefon. Lucía opowiedziała
przyjaciółce, jak się czuje. Rozmowa z Paulą zawsze jej pomagała,
zwłaszcza że obie miały bardzo podobną sytuację w pracy. Wspólnie
zastanawiały się nad zachowaniem swoich przełożonych, a Lucía zdała
sobie wówczas sprawę, że jej szef tego dnia już od wejścia był złym
nastroju, jak prawie zawsze ostatnimi czasy. "Nie sądzę, żeby jego złość
miała coś wspólnego z witryną sklepową lub ze mną. Musi mieć jakieś
kłopoty" - pomyślała i od razu spojrzała na całą sytuację z zupełnie
innej perspektywy. Rozmawiając z Paulą, zdała sobie również sprawę, że
powinna posłuchać tego, co podpowiadają jej uczucia. Tęskniła za
robieniem czegoś innego, więc postanowiła odkurzyć swoje akcesoria
plastyczne i w wolnym czasie zająć się rysowaniem.
Po spacerze i rozmowie z przyjaciółką była już spokojniejsza, ale nieco
zmęczona z powodu całego stresu, który przeżyła tego dnia. "Myślę, że
potrzebuję położyć się na chwilę na kanapie pod kocem" - powiedziała do
siebie. Po drodze do domu kupiła sobie jeszcze coś dobrego na kolację, a później włączyła skoczną muzykę i zabrała się za przygotowywanie
posiłku. Następnie wzięła talerz z gotowym jedzeniem i włączyła ulubiony
serial. Rozmyślała jeszcze trochę o zmianie pracy i skupieniu się na
tym, co naprawdę lubi robić. Zdała sobie jednak sprawę, że jest
zmęczona. "Muszę poważnie o tym pomyśleć, ale dzisiaj nie mam do tego
głowy - stwierdziła. - Pójdę wcześnie spać, a jutro będzie nowy, lepszy
dzień".
I faktycznie tak się stało. Lucía nie miała złego tygodnia, a tylko
jeden dzień, z którym doskonale sobie poradziła dzięki umiejętności
regulowania emocji. Była świadoma swoich uczuć (niepokoju, a może wręcz
strachu w reakcji na sytuację z bojlerem, wstydu, gdy została zbesztana
w obecności klientów, złości na szefa, smutku z powodu tego, że nie
wykonuje takiej pracy, jaką lubi...), ale z każdym z nich zrobiła coś
produktywnego: starała się uporać z domową awarią i zorganizować jak
najszybszą pomoc, w wyobraźni rozładowała złość na szefa, podzieliła się
swoim smutkiem z przyjaciółką, a kontakt z kimś, kto ją docenia i rozumie, pozwolił jej nieco złagodzić te trudne emocje. Zadbała też o drobne przyjemności, a potem zapewniła sobie odpoczynek... Co więcej,
zachowała się racjonalnie. Złość na szefa nie sprawiła, że zaczęła na
niego krzyczeć. Mogła się zastanawiać, czy chce dalej dla niego pracować
- nie założyła z góry, że musi pozostać przez całe życie w tym miejscu,
z tą lekceważącą osobą. Snuła realistyczne plany rozwiązania tej
sytuacji i znalezienia czegoś, co bardziej by ją satysfakcjonowało. Co
więcej, zaczekała, aż jej emocje opadną, i dopiero wtedy zaczęła
analizować alternatywy.
Jeżeli nie mamy dobrego kontaktu z własnymi emocjami, taki dzień może
przysporzyć nam wielu problemów, które będą się różniły w zależności od
tego, jak wyglądają nasze mechanizmy regulacji emocjonalnej. Jak
postąpiłyby w podobnej sytuacji osoby, które radzą sobie ze swoimi
emocjami inaczej niż Lucía? Oto kilka przykładów.
Gdy zepsuł się bojler, Pandora uznała, że całe jej życie to jedna
wielka katastrofa i że pech prześladuje ją na każdym kroku (to
przekonanie towarzyszyło jej od zawsze). Kiedy jej szef zobaczył, że
jest zirytowana, zaczął ją besztać (pamiętajmy, że on również był tego
dnia w nie najlepszym nastroju). W efekcie niepokój Pandory zamienił się
niemożliwy do opanowania lęk. Chociaż miała zawroty głowy i marzyła o tym, żeby pójść do domu, obawiała się swojego szefa, więc jakoś dotrwała
do końca dnia pracy. Po powrocie zadzwoniła do swojej matki, by
opowiedzieć jej o tym, co ją spotkało, na co ta odparła: "Nie
przesadzaj! I bądź miła dla szefa, bo jeszcze cię wyrzuci z pracy". Po
tym telefonie (jak to zwykle bywało, gdy rozmawiała z matką) poczuła się
jeszcze bardziej przygnębiona. Gonitwa myśli sprawiła, że nie zmrużyła
oka przez całą noc i ani trochę nie wypoczęła. Miała poczucie, że nie
może zrobić nic, aby się wyciszyć. Powtarzała sobie tylko w kółko:
"Zaraz mnie szlag trafi!" i "Co ja zrobię jutro?". Wstała w jeszcze
gorszym stanie niż wcześniej i postanowiła pójść do lekarza, żeby
poprosić o zwolnienie. Odetchnęła z ulgą na myśl, że nie będzie musiała
tego dnia widzieć szefa, jednak w ciągu kolejnych dni im częściej
myślała o powrocie do pracy, tym bardziej się denerwowała.
Bernardo poszedł do pracy jak co dzień i wykonywał swoje zwykłe
obowiązki. Jego szef wytknął mu błąd, który sam popełnił (ewidentnie po
prostu szukał pretekstu, by wyładować na kimś złość), na co Bernardo
zareagował na swój zwykły sposób, nie pokazując po sobie żadnych emocji.
Tak naprawdę jednak wszystkie uczucia, których w swoim mniemaniu nie
odczuwał, spychał tak głęboko, że sam ich nie zauważał. Od kilku
miesięcy cierpiał na coraz bardziej dokuczliwe bóle głowy, a następnego
dnia po tym wydarzeniu obudził się z silną migreną. Poradził sobie z nią, łykając dodatkową tabletkę, ale wciąż rozmyślał o tym, skąd biorą
się jego dolegliwości i dlaczego lekarze nie mogą dociec ich przyczyny.
Oczywiście nie dostrzegał związku między swoim samopoczuciem a tym, co
wydarzyło się poprzedniego dnia.
Wstyd to uczucie, które paraliżuje Almę, więc kiedy szef krytykuje
ją w obecności klientów, dziewczyna ma ochotę zapaść się pod ziemię, a później przez cały dzień robi sobie w myślach wyrzuty za to, że
popełniła jakiś błąd (nie bierze pod uwagę, że wina może być po stronie
szefa). Oczywiście nikomu nie zwierza się z tego, co ją spotkało.
Czasami zastanawia się, czy z kimś nie porozmawiać, ale zaraz odrzuca tę
myśl, gdyż nie chce, by inni wiedzieli, jakim jest nieudacznikiem. Ma
wielu przyjaciół, ale to zwykle oni przychodzą do niej ze swoimi
zmartwieniami. Alma natomiast nie chce "zawracać im głowy" swoimi
sprawami. Tego dnia jest bardzo smutna, ale stara się, aby nikt tego nie
zauważył, co w efekcie dodatkowo pogarsza jej nastrój. Aby temu
zaradzić, zaraz po wyjściu z pracy wraca do domu, idzie do swojego
pokoju, zasłania rolety i łyka tabletkę, aby zasnąć i nie myśleć. Śpi
bardzo niespokojnie, męczą ją koszmary, a rano budzi się w fatalnym
nastroju.
Awaria bojlera bardzo zezłościła Marciala, który nie znosi
nieoczekiwanych wydarzeń. Lubi mieć wszystko pod kontrolą, a to
wydarzenie już z samego rana zakłóciło jego codzienną rutynę. Uznał to
za niedopuszczalne, że hydraulik nie wykonał należycie swojej pracy i dopuścił do takiej sytuacji. "Jak ludzie mogą być tak niesolidni?" -
zastanawiał się. Czuł złość, ale nie tracił nad sobą panowania. Starał
się jak najszybciej skończyć to, co miał do zrobienia w domu, zostawić
wszystko w należytym porządku i dotrzeć na czas do pracy. Pominął to, co
uważał za najmniej istotne, i nie zjadł śniadania. Kiedy przyjechał do
pracy, jak zwykle wywiązywał się ze wszystkich swoich obowiązków i wzorowo obsługiwał klientów, gdyż uważał to za swój priorytet. Dlatego
też uznał to za oburzające, że szef go zbeształ (podobnie jak wszystkich
pozostałych) - przecież tak wiele poświęcił dla tej firmy. Ogarnął go
lęk, ale nie dał tego po sobie pokazać i przez cały dzień udawał, że nic
się nie stało. Im bardziej starał się kontrolować swoje emocje, tym
gorzej się jednak czuł - miał zawroty głowy, serce biło mu coraz
szybciej, a następnie pojawiły się bóle w klatce piersiowej.
Zaniepokojony szef wysłał go do domu i zasugerował, że powinien pójść do
lekarza. Marcial oczywiście nie posłuchał jego rady, twierdząc, że to
błahostka i nie ma się czym martwić. Wrócił do domu, wyklinając na
hydraulika i szefa, i położył się spać. Kiepsko spał tej nocy i obudził
się w jeszcze gorszym stanie. Rano spotkał się z hydraulikiem, zganił go
za brak profesjonalizmu i jak co dzień dotarł do pracy na czas.
Soledad od rana myślała o tym, jak bardzo potrzebuje, aby wydarzyło
się coś miłego, a sytuację z bojlerem uznała za znak od opatrzności,
potwierdzający jej przeświadczenie, że wszystko, co dobre, ją omija. Z tego powodu do pracy dotarła w kiepskim nastroju i obsługiwała klientów
z wyraźną niechęcią. Oczywiście szef wypomniał jej brak zaangażowania,
co dodatkowo osłabiło jej zapał. Z trudem dotrwała do końca dnia pracy.
Wróciła do domu, po czym opadła na kanapę z pilotem do telewizora w dłoni i chaotycznie przeskakiwała między jednym bezsensownym programem a drugim. Nie miała siły się podnieść i pójść do sypialni, więc siedziała
tak do późna, rozmyślając o bezsensie swojego życia, co tylko dodatkowo
pogarszało jej nastrój. Następnego dnia obudziła się wyczerpana i zniechęcona.
Iván był wściekły z powodu sytuacji z bojlerem i przeklinał jego
producentów, sprzedawcę, a nawet samo urządzenie, które pozostawało
oporne na wszelkie jego próby naprawy. Kiedy hydraulik poinformował
Ivána, że nie może przyjechać, ten zwymyślał go przez telefon, dając
upust swej złości. Później jeszcze odtwarzał tę sytuację w myślach i stawał się coraz bardziej wściekły. Kiedy - tak jak inni pracownicy -
dostał burę od szefa, natychmiast się oburzył i zalał go potokiem
pretensji. Dyskusja stawała się coraz bardziej zażarta, aż w końcu Iván
cisnął o ziemię tym, co akurat trzymał w ręku. Wyszedł z pracy, a szef
krzyknął za nim, że ma się tam więcej nie pokazywać. Iván nie pozostał
mu dłużny i poinformował go, gdzie ma tę beznadziejną posadę. Jego złość
opadła nieco dopiero po kilku godzinach. Zdał sobie wówczas sprawę, że
nie będzie miał z czego opłacić czynszu za mieszkanie i że nie powinien
był reagować w taki sposób. W efekcie jego złość znów wzrosła. Z wydarzeń tego dnia wyciągnął wniosek, że jego szef jest idiotą. Nie
mogąc się uspokoić, Iván postanowił wyjść na miasto z kolegami. Po kilku
drinkach wdał się w bójkę z jakimś przypadkowym przechodniem,
rozładowując w ten sposób napięcie. Wrócił do domu potłuczony, po czym
zasnął wyczerpany i zamroczony alkoholem. Następnego dnia czuł się,
jakby rozjechał go walec.
Powyższe historie są jak filmy nakręcone na podstawie tego samego
scenariusza, różniące się tylko ścieżką dźwiękową. W pierwszej z nich
Lucía bardzo skutecznie niweluje negatywne konsekwencje tego, co ją
spotyka, a nawet udaje jej się wykorzystać tę sytuację jako impuls do
walki o to, co jest dla niej ważne, i do próby poprawy swojego życia;
dla niej był to bardzo produktywny zły dzień. Bohaterowie wszystkich
pozostałych scenariuszy nieskutecznie zarządzają swoimi emocjami -
dolewają oliwy do ognia, pogłębiają swój dyskomfort i rozciągają go w czasie oraz zamykają sobie drogę do poszukiwania efektywnych rozwiązań,
co na dłuższą metę może prowadzić do poważniejszych problemów
emocjonalnych.
W istocie to właśnie takie codzienne sytuacje mają największy wpływ na
nasz stan psychiczny. Jeśli kładziemy się spać przytłoczeni tym, co
wydarzyło się w ciągu dnia, i nie zdołamy się od tego uwolnić przez noc,
budzimy się, wciąż dźwigając ten ciężar na swoich barkach. Nawet jeśli
nie będzie to najgorszy dzień w naszym życiu, to i tak doda kolejną
kroplę do stopniowo przepełniającej się czary goryczy. Dlatego
powinniśmy zarządzać swymi emocjami w taki sposób, aby nie towarzyszyły
nam zbyt długo. Co więcej, złe dni to doskonała okazja, by wypróbować
nowe sposoby regulowania emocji i ćwiczyć ich wykorzystanie w praktyce.
Jeżeli w przyszłości spotka nas w życiu coś trudnego, co wystawi nas na
próbę, dobrze ugruntowane mechanizmy regulacji emocji sprawią, że
będziemy bardziej odporni w obliczu przeciwności losu. Można powiedzieć,
że ludzie, którzy pozwalają sobie na doświadczanie emocji, są
silniejsi od tych, którzy grają na zwłokę lub wmawiają sobie, że
poradzą sobie ze wszystkim.
Moja praca polega na słuchaniu opowieści oraz pomaganiu ludziom w zrozumieniu ich historii oraz przyczyn, dla których utknęli w miejscu.
Te opowieści zbudowane są z emocji, z którymi dana osoba musi żyć, nawet
jeśli jest to dla niej trudne. W ostatnich latach, dzięki różnym
projektom badawczym, miałam okazję zgłębić analizę złożonych mechanizmów
leżących u podstaw tego, co czujemy, oraz jak na to reagujemy. Badania
naukowe dostarczają nam bardzo wielu danych, a temat emocji podejmowany
jest z różnych punktów widzenia i przy użyciu rozmaitych metod. Cały
czas dowiadujemy się nowych faktów o układzie nerwowym, choć bez
wątpienia wiele pozostaje jeszcze do odkrycia. Zrozumienie tego, co już
wiemy, może pomóc nam głębiej zastanowić się nad tym, jak działają nasze
emocje i jaki wpływ na nasze funkcjonowanie ma to, co z nimi robimy. W kolejnych rozdziałach będę przywoływała wyniki niektórych spośród tych
badań, starając się za każdym razem odnosić przy tym do konkretnych,
codziennych doświadczeń, aby pomóc ci w lepszym zarządzaniu emocjami.
Węzły emocjonalne
Świat naszych emocji jest złożony, ale podstawowe zasady jego
funkcjonowania są bardzo jasne i proste. Jeśli pozwalamy emocjom płynąć
swobodnie, same powracają do stanu równowagi. Robią to, opierając się na
systemach regulacji wbudowanych w układ nerwowy, z których istnienia
często nie zdajemy sobie sprawy. Można powiedzieć, że nasz organizm
włada swoistą naturalną mądrością i całkiem dobrze radzi sobie na
autopilocie. Największy problem, jak już wspomniałam, pojawia się, gdy
zaczynamy ingerować w te mechanizmy, próbując zmienić zasady działania
naszych emocji. Dlatego też nauka regulacji emocjonalnej nie polega
jedynie na praktykowaniu technik relaksacyjnych czy wykonywaniu ćwiczeń
medytacyjnych, choć obie te metody mogą być pomocne. Najważniejsze
jest, abyśmy przestali robić to, co może nam w tym obszarze zaszkodzić.
Dlaczego jednak tak się dzieje? Dlaczego postępujemy z naszymi emocjami
w sposób, który przynosi efekt przeciwny do zamierzonego? Ludzie mają
skłonność do komplikowania rzeczy, które mogłyby być proste. Często, nie
zdając sobie z tego sprawy, odtwarzamy wcześniej wyuczone schematy,
nawet jeśli nam one nie służą. Inną przyczyną może być to, że wiele
metod na początku wydaje się działać, a dopiero później objawiają się
ich negatywne konsekwencje. Przyjrzyjmy się więc najpierw, w jaki sposób
może zostać zakłócona nasza relacja z własnymi emocjami, abyśmy
wiedzieli, na co zwrócić szczególną uwagę. Bardziej zagłębimy się w te
kwestie w dalszej części książki.
Znieczulenie emocjonalne nie działa
Sama idea brzmi przekonująco: jeśli pojawia się ból, spróbujmy go
uśmierzyć. Metoda ta nie sprawdza się jednak zbyt dobrze w przypadku
emocji. Niekiedy odcięcie się od tego, co czujemy, jest konieczne, ale
musimy uważać, by nie weszło nam to w nawyk. Można by porównać to do
sytuacji, w której zażywalibyśmy na co dzień leki znieczulające,
ponieważ kiedyś pomogły nam one w trakcie operacji. Nie wiedząc, co
czujemy, jesteśmy pozbawieni odniesienia do naszego wewnętrznego świata
oraz innych ludzi. Może to też dotyczyć jedynie wybranych emocji, co
również stanowi problem. Świadomość tego, co czujemy, jest kluczowa -
bez tego pierwszego kroku kolejne nie będą możliwe.
Taka sytuacja miała miejsce w przypadku naszego przyjaciela Bernarda,
który zareagował na incydent z bojlerem i nieprzyjemne uwagi szefa
słowami: "Nic się nie stało, to nieważne". Ma on tendencję do spychania
emocji do wewnątrz, jeszcze zanim się pojawią, a w dodatku jest tak
bardzo nieświadomy tego mechanizmu, że nigdy nie przyznałby przed sobą,
że nie ma kontaktu z własnymi uczuciami. Jego bóle głowy to sygnał
wysyłany mu przez ciało, że coś jest nie w porządku. Przy braku
dodatkowych, emocjonalnych wskazówek Bernardo nie potrafi jednak
dostrzec znaczenia tych dolegliwości. W kolejnych rozdziałach przyjrzymy
się bliżej metodom stosowanym przez Bernarda w celu regulacji emocji
oraz możliwym problemom, które się z tym wiążą, i sposobom zmiany tych
mechanizmów.
A co, jeśli czujemy zbyt wiele?
Zdarzają się niekiedy wyjątkowo wrażliwe osoby, które doświadczają
emocji bardzo intensywnie, a do tego są mocno wyczulone na to, co
odczuwają inni. Samo w sobie nie jest to niczym złym, o ile akceptuje
się siebie takim, jakim się jest. Osoby o dużej wrażliwości emocjonalnej
często pragną za wszelką cenę nauczyć się kontrolować swoje uczucia, nie
biorąc pod uwagę, że ta cecha ma również wiele pozytywnych aspektów.
Ludzie nią obdarzeni już na starcie mają więcej zasobów niż grupa
opisana wcześniej, gdyż są w pełni świadomi tego, co czują.
Spośród bohaterów opisanych w poprzednim rozdziale w ten schemat
najlepiej wpisuje się Pandora, choć jej prawdziwym problemem wcale nie
jest nadmierna wrażliwość, lecz to, że trudno jej poradzić sobie z intensywnością własnych emocji. Alma również jest bardzo wrażliwa, od
dziecka była bardzo nieśmiała i nie zmieniło się to z upływem lat.
Problem ten dotyczy również Ivána, choć w jego przypadku duża wrażliwość
objawia się trudnościami w kontrolowaniu impulsów i złości. Co więcej,
podsyca on dodatkowo te reakcje i swoim zachowaniem pogarsza sytuację.
Nie zmienimy naszego temperamentu i nie powinniśmy próbować tego robić.
Nie ma też nic złego w byciu wrażliwym, nieśmiałym lub impulsywnym, ale
możemy na wiele sposobów modulować te cechy, o czym wkrótce opowiem.
Nie mam wpływu na moje emocje...
To nieprawda. Wcale nie jesteśmy zdani na łaskę naszych emocji, choć
niekiedy wydaje się nam, że pozostają one całkowicie poza naszą
kontrolą, jakby chodziło o zjawiska atmosferyczne, wobec których
jesteśmy bezsilni. Co więcej, nie tylko postrzegamy je jako niemożliwe
do opanowania, ale też nawet nie próbujemy się przed nim chronić -
wychodzimy z domu bez parasola i mokniemy na deszczu. Emocje się
pojawiają, a my się im poddajemy. Inna strategia, którą czasem
przyjmujemy, to pozostawanie w domu w deszczowe dni. Tyle że wcale nie
wykorzystujemy ich wtedy tak jak Lucía, spędzając popołudnie na kanapie,
pod kocem - mamy za to poczucie, że zła pogoda nas ogranicza i zmusza
do zrezygnowania z planowanych aktywności. Jesteśmy smutni i odpowiadamy
tylko na podstawowe potrzeby naszego ciała. Chociaż na początku tego
rozdziału wspomniałam, że nie powinniśmy starać się wpływać na nasze
emocje, możemy zrobić wiele z tym, co czujemy, czego przykładem jest
wcześniej opisany dzień Lucii. Ważne, byśmy nie starali się osiągnąć
czegoś, co nie jest możliwe lub przynosi efekt przeciwny do
zamierzonego. Dlatego tak istotne jest, abyśmy poświęcili czas na
zrozumienie tego, jak działają emocje i co możemy, a czego nie możemy z nimi zrobić.
Problemy w tej sferze mają zarówno Pandora, jak i Soledad. Ta pierwsza,
o czym się już przekonaliśmy, jest bardzo wrażliwa, a w dodatku uważa,
że nic nie może zrobić ze swoim złym samopoczuciem. Wbrew temu, co sama
sądzi, podejmuje jednak różne działania. Wybiera niestety takie, które
zamiast jej pomóc, jeszcze bardziej pogłębiają jej niepokój. Rozmyśla o tym, co złego wydarzy się w ciągu nadchodzącego dnia, dokładając do
swoich faktycznych problemów dodatkowe, które jeszcze nawet nie
zaistniały. Poza tym stara się uniknąć trudnej sytuacji, co wprawdzie
przynosi jej chwilową ulgę, lecz później sprawia, że dziewczyna odczuwa
dodatkowy opór, gdy faktycznie musi się z nią zmierzyć. Nadmierne
zamartwianie się oraz unikanie to dwie strategie, które przyczyniają się
do pogłębienia naszych trudności emocjonalnych. Już samo to (bez
wrodzonej nadmiernej wrażliwości) wystarczyłoby, aby Pandora poczuła się
fatalnie, a jej zły dzień przerodził się co najmniej w zły tydzień.
Soledad również niewiele robi, aby poprawić swój stan, chociaż w jej
przypadku problem polega nie na tym, że nadmiernie się niepokoi, ale
raczej na stopniowym pogrążaniu się w złym nastroju. Gdy straci
równowagę, nie wyciąga rąk, by się podeprzeć, tylko po prostu upada.
Najbardziej przyczynia się do tego negatywna wersja wydarzeń, którą
kreuje w myślach, co stopniowo ją pogrąża. Jej największym problemem
jest brak troski o siebie i właśnie z tym powinna przede wszystkim się
uporać.
Czy rozumiemy to, co czujemy?
Jeżeli nie, prawdopodobnie powinniśmy nauczyć się dostrzegać związek
pomiędzy różnymi aspektami naszego życia. Emocje zawsze pojawiają się z konkretnego powodu, który może mieć związek z tym, co się aktualnie
dzieje, bądź też z naszymi dawnymi doświadczeniami lub traumami. To
ważne, by znaczenie tego, co czujemy, było dla nas jasne. Jeśli jest to
dla nas zbyt trudne, gdyż brakuje nam punktów zaczepienia, warto
spróbować ich poszukać. Możemy to osiągnąć poprzez poprawę naszego
kontaktu z własnym ciałem i przyjrzenie się wysyłanym przez nie
sygnałom, lepsze zrozumienie czynników wyzwalających emocje lub
dostrzeżenie uczuć, które do tej pory pozostawały nieświadome i teraz
stanowią brakujący element układanki.
Wiele spośród opisanych wcześniej osób ma problem z powiązaniem tego, co
czują, z bieżącymi wydarzeniami. Lucía, która dysponuje
najskuteczniejszymi metodami regulacji emocjonalnej, dobrze rozpoznaje
czynniki wyzwalające oraz znaczenie tego, co czuje. Pozwala jej to
podejmować decyzje, które pomagają poradzić sobie z wszelkimi
pojawiającymi się problemami. Pandora jest tak przytłoczona, że nie
potrafi myśleć logicznie. Soledad nie analizuje w żaden sposób swoich
emocji, ponieważ z góry zakłada, że żadne jej działania nic by nie
zmieniły i nie warto nawet próbować. Osobą, która ma największy problem
z dostrzeżeniem związku pomiędzy okolicznościami zewnętrznymi a tym, co
czuje, jest Bernardo, gdyż jego emocje pozostają całkowicie
nieuświadomione. Alma dostrzega źródło każdego problemu i winę w sobie,
nie biorąc pod uwagę, że inni ludzie mogą ponosić część
odpowiedzialności za to, co ją spotyka. Marcial i Iván robią dokładnie
na odwrót: lokują źródło wszystkich swoich trudności na zewnątrz, a co
za tym idzie - również tam widzą ich jedyne rozwiązanie, co pozbawia ich
wpływu na sytuację.
Czy czujemy się źle, ponieważ czujemy się źle?
Czasami jedne emocje prowadzą do drugich. Alma jest zawstydzona tym, co
jej się przydarza, a to uczucie jest dla niej trudne do zniesienia.
Obwinia się za to, jak się czuje, oraz za wszystko, co się dzieje wokół
niej, i w efekcie jest bardzo smutna. Wstyd, poczucie winy i smutek
wzajemnie się potęgują. Pandora boi się własnych emocji, a ten strach
dodatkowo je intensyfikuje i sprawia, że jej myśli stają się coraz mniej
logiczne. Marcial, który ma przemożną potrzebę kontroli, jest zirytowany
swoim złym samopoczuciem. Mówi sobie więc po prostu, że nie wolno mu się
tak czuć.
To, co robimy ze swoimi uczuciami, które pociągają za sobą kolejne
emocje, prowadzi do powstawania coraz bardziej złożonych węzłów. Zarówno
Marcial, jak i Alma, Pandora oraz wszyscy pozostali bohaterowie naszych
historii muszą w pierwszej kolejności pozwolić sobie na to, by poczuć
to, co czują. Dopiero później będą mogli zabrać się za naukę metod
regulowania emocji. Jeżeli nie dopuścimy do głosu naszych uczuć, nie
otworzymy drogi dla pozostałych procesów prowadzących do ich
przepracowania.
Czy wydaje nam się, że mamy problem z emocjami?
Zdarzają się osoby, które bardzo cierpią i winią za ten stan rzeczy
swoje uczucia. Nie mają jednak racji - cierpienie nie wynika z tego, że
coś czujemy, a z tego, że nie radzimy sobie z własnymi emocjami, które
stanowią nieodłączną część życia i są nam niezbędne. Cierpienie to
coś, co sami sobie fundujemy i co da się zmienić.
Może też być tak, że nie cierpimy nadmiernie, ale odnosimy wrażenie, że
nasze uczucia przejawiają się inaczej niż u większości ludzi, o czym
niekiedy słyszymy nawet od innych osób. Mniejsza intensywność emocji,
analogicznie do dużej wrażliwości, nie jest niczym złym ani
nienaturalnym. Jest to po prostu jeden z możliwych stylów
funkcjonowania. Aby osiągnąć równowagę emocjonalną, wcale nie musimy być
identyczni, zachowywać się podobnie i każdego dnia czuć się dokładnie
tak samo. Jeżeli jednak zauważymy, że nasz sposób bycia działa na naszą
niekorzyść, możemy nauczyć się go modyfikować.
Spośród bohaterów naszych historii najsilniejsze poczucie przytłoczenia
emocjami ma Pandora. Prawdopodobnie jednak wini za to swoją nadmierną
wrażliwość, ignorując fakt, że pogłębia cierpienie swoim zachowaniem.
Bernardo nigdy nawet nie weźmie pod uwagę, że może mieć problem natury
emocjonalnej - uważa, że jest bardzo spokojną osobą i tylko ludzie tacy
jak Pandora mają problemy emocjonalne. Iván jest pod tym względem w połowie drogi, ponieważ z jednej strony wini szefa za całą sytuację, ale
jednocześnie czuje się bardzo źle z powodu własnych reakcji.
Jak rozplątać węzeł emocji?
Aby rozwiązać węzeł, należy na spokojnie się mu przyjrzeć -
zaobserwować, z ilu nitek się składa, gdzie każda z nich ma swój
początek i którędy przechodzi. Z tego wszystkiego najważniejsze jest
jednak, aby wiedzieć, który koniec poluzować jako pierwszy. Gdy już to
zrobimy, należy po trochu rozdzielać poszczególne nitki. Stopniowo coraz
lepiej będziemy rozumieli, w jaki sposób splątany jest cały supeł, aż w końcu uda nam się całkowicie go rozwiązać. Węzły emocjonalne nie różnią
się pod tym względem od tych fizycznych.
Deptanie po nich nie pozwoli nam ich rozplątać, a ciągnąc za oba końce,
z pewnością ich nie poluzujemy. Nie rozwiążą się też, jeśli odłożymy je
na bok i będziemy czekać, aż coś się samo wydarzy, albo jeśli zaczniemy
na nie krzyczeć, że nie chcemy, żeby były zaplątane.
Przyjrzymy się teraz, jak działa system emocjonalny i w których jego
punktach możemy utknąć. Zrozumienie, co się z nami dzieje, jest ważne
nie tylko dlatego, że może pomóc nam zmienić sposób reagowania - samo w sobie ma bardzo pozytywny wpływ na nasze emocje. One lubią, gdy zwraca
się na nie uwagę i patrzy z ciekawością i dociekliwością. Zobaczymy też,
jak każdy z wcześniej opisanych bohaterów uczy się nowego sposobu
regulowania emocji.
Jest to praca wymagająca cierpliwości, testowania nowych metod oraz
powtarzania tego, czego się nauczyliśmy, tyle razy, ile to będzie
konieczne. Czasami będziemy w trakcie tej wędrówki potrzebować
towarzystwa - bliskich nam osób lub profesjonalistów, którzy
specjalizują się w tej tematyce. Jest to długa wyprawa i nie ma
potrzeby, byśmy odbywali ją w pojedynkę. Nie powinniśmy się też martwić,
jeżeli kiedyś już wykonywaliśmy jakieś ćwiczenia, testowaliśmy techniki
czy terapie i okazało się to nieskuteczne. Każda kolejna próba to nowa
szansa.
Czuć albo nie czuć, oto jest pytanie
A może powinniśmy po prostu pogodzić się z bólem i trudnymi emocjami,
które wynikają z wielu sytuacji w życiu? Czy raczej należy robić
wszystko, co w naszej mocy, aby uniknąć tych nieprzyjemnych uczuć?
Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista, dlatego często uciekamy się
do niewłaściwych rozwiązań, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji,
jakie za sobą pociągają.
Można powiedzieć, że szczęście jest tak naprawdę nieco
przereklamowane. W dzisiejszych czasach bycie szczęśliwym lub choćby
utrzymywanie pozorów, że tak jest, przybrało postać zbiorowej obsesji.
Wiele reklam obiecuje nam szczęście w postaci określonego modelu
samochodu, fascynującej podróży lub idealnego domu. Instagram jest pełen
zdjęć uśmiechniętych ludzi, pysznego jedzenia i niezwykłych miejsc.
Rodzice pragną, aby ich dzieci były bezustannie zadowolone, i starają
się je uchronić przed wszelkiego rodzaju dyskomfortem i frustracją.
Wydaje się, że jesteśmy uzależnieni od tej ułudy permanentnego
szczęścia, podczas gdy w rzeczywistości codzienne życie składa się z wielu nijakich chwil, przeciętnych relacji i pracy, która (na szczęście)
pozwala nam wiązać koniec z końcem. Rezultatem tej pogoni za szczęściem
jest, paradoksalnie, permanentne niezadowolenie.
Taka sytuacja spotkała Soledad, jedną z bohaterek przytoczonych
wcześniej historii. Jej rodzice niezbyt dobrze radzili sobie z własnymi
emocjami, więc nie przekazali córce dobrego wzorca. Nie zauważali, gdy
była smutna, i bardzo źle reagowali na jej wybuchy złości, typowe dla
wszystkich dzieci. Obsesyjnie pragnęli, by była szczęśliwa. Gdy
dziewczynka miała jakiś problem, skupiali się na poszukiwaniu
konkretnych rozwiązań. Mówili jej wówczas: "daj spokój, wszystko jest w porządku", "nie płacz" lub "nie zachowuj się w ten sposób". Problem w tym, że nie było nikogo, kto mógłby zająć się negatywnymi emocjami
Soledad. Szybko nauczyła się, że kiedy coś się dzieje, nie ma sensu
mówić o tym rodzicom, więc starała się radzić sobie sama tak, jak
umiała. Smutek zaczął kojarzyć jej się z samotnością i to uczucie coraz
bardziej się nasilało. Dziś, gdy Soledad czuje się smutna, nie potrafi
się tym z nikim podzielić, tak jak zrobiła to na przykład Lucía. Zamiast
tego pogrąża się w samotności.
Ta tendencja do wypierania bólu lub zaprzeczania odczuwanemu cierpieniu
nie wynika jedynie z wychowania - można ją uznać również za rodzaj
fenomenu kulturowego. W gabinetach psychiatrycznych często spotykamy
osoby pragnące pozbyć się bólu, który jest częścią życia i w innych
czasach nie byłby uważany za patologiczny. Niegdyś wszelkie procedury
medyczne były wykonywane bez znieczulenia, które jest wielkim
dobrodziejstwem współczesnej medycyny. Być może to właśnie przez
dostępność licznych zasobów, które pozwalają nam łagodzić ból fizyczny i emocjonalny, nasza wytrzymałość na cierpienie uległa osłabieniu, co jest
problematyczne dla naszego funkcjonowania. Dobrym przykładem tej
tendencji jest to, jak reagujemy na utratę ukochanej osoby. Przestaliśmy
postrzegać śmierć jako coś naturalnego, przeżywamy żałobę w ukryciu i często staramy się nie okazywać swego cierpienia nawet wśród
najbliższych, by ich nie zasmucać. Poprzednie pokolenia miały znacznie
bardziej zdroworozsądkowe podejście do tych kwestii.
Nasz organizm sygnalizuje znacznie więcej emocji negatywnych niż
pozytywnych, z czego można wywnioskować, że te pierwsze są znacznie
istotniejsze dla przetrwania gatunku ludzkiego. Są niezbędne, abyśmy
mogli zaadaptować się do środowiska i zapewnić sobie bezpieczeństwo.
Nieprzyjemne emocje sprawiają, że we właściwy sposób reagujemy na
bodźce, które je wywołały i które często są dla nas szkodliwe. Strach
informuje nas, że dzieje się coś złego i powinniśmy się schronić. Te
nieprzyjemne doznania pozwalają nam uniknąć wielu potencjalnie
niebezpiecznych sytuacji; gdyby nie one, mogłaby stać się nam krzywda, a nasze przetrwanie byłoby zagrożone.
Nie ma możliwości, byśmy przestali odczuwać emocje, niezależnie od tego,
czy są przyjemne, czy nie. Życie bez kontaktu z nimi byłoby niczym
wędrowanie przez świat pozbawiony światła i kolorów. Wszystkie
krajobrazy wyglądałyby wówczas tak samo, byłyby pozbawione niuansów i kontrastów. Co prawda nigdy nie oślepiałoby nas światło, ale nie
moglibyśmy również schłodzić się w cieniu. Nie doświadczalibyśmy
zachwytu, nie odróżnialibyśmy piękna od brzydoty, nic by nas nie
wzruszało. Jednak oprócz tego, jak wiele byśmy utracili, rezygnując z naszego emocjonalnego świata, narazilibyśmy się w ten sposób na
niebezpieczeństwo. Nie odczuwając gniewu, nie mielibyśmy motywacji, aby
się bronić; gdybyśmy nie poczuli obrzydzenia, moglibyśmy zjeść zepsute
jedzenie; każda emocja pełni jakąś funkcję i jest niezbędna do
zrozumienia świata i budowania relacji z innymi ludźmi.
Tak przedstawiają się fakty, choć nasz punkt widzenia może być zgoła
odmienny, jakby decyzja o tym, jak działają organizm i układ nerwowy,
zależała od nas. Ważne jest, byśmy się zastanowili, jakie mamy
przekonania na temat emocji. Wiele z nich jest niezgodnych z rzeczywistością, a co gorsza, mogą utrudniać nam wprowadzenie zmian w naszym życiu. Oto kilka przykładów takich przekonań:
Nie mogę zmienić swoich strategii radzenia sobie z emocjami.
Gdybym zaczął odczuwać emocje w inny sposób, przestałbym być sobą.
Gdybym stracił kontrolę nad emocjami, zapanowałby chaos.
Gdybym pozwolił sobie na odczuwanie różnych emocji, stałbym się
bezbronny i ludzie by to wykorzystywali.
To nie ja, a inni ludzie powinni się zmienić.
Mogę zmienić to, co czuję, jedynie pod warunkiem, że inni ludzie się
zmienią.
Mój sposób odczuwania emocji to kwestia genetyczna, odziedziczyłem to
po...
Nie chcę czuć tego, co czuję.
Gdyby istniała taka możliwość, wolałbym nic nie czuć.
Aby możliwe było wprowadzenie zmian, należy przede wszystkim zrozumieć,
że warto w naturalny sposób odczuwać wszystkie emocje i pozwalać im
swobodnie płynąć oraz że mamy na to wpływ. Odczuwanie nie niesie ze sobą
żadnego niebezpieczeństwa, wręcz przeciwnie - zapewnia nam informacje,
których potrzebujemy, aby lepiej się chronić. To, jak się czujemy, po
części może zostać wyuczone i rozwijane, a efektem lepszego zarządzania
własnymi emocjami jest większy stopień samoregulacji. Gdy Soledad nauczy
się mierzyć ze swoim smutkiem, samodzielnie się wyciszać oraz szukać
wsparcia u innych, jej nastrój się poprawi. Kiedy Alma nawiąże kontakt
ze swoim wstydem, przestanie robić wszystko, aby go uniknąć, i pozwoli
sobie po prostu go odczuwać. Stopniowo wstyd ten zacznie słabnąć i nie
będzie jej już blokować. Gdy Pandora stawi czoła swojemu strachowi,
stanie się on łatwiejszy do zniesienia. Droga Bernarda będzie dłuższa,
gdyż chłopak musi się nauczyć zauważać swoje emocje, poznać ich język
oraz zacząć komunikować się za jego pomocą. Jeśli pozwolimy sobie na
odczuwanie, zyskamy bardziej uwewnętrznione i naturalne poczucie
samokontroli, dzięki czemu będziemy panować nad swoimi emocjami znacznie
lepiej niż Marcial. Nawet Iván musi nauczyć się odczuwać coś więcej niż
tylko gniew - na przykład frustrację lub upokorzenie, których w tym
momencie nie może znieść. Dopiero wtedy będzie mógł te emocje
przepracować i sprawić, że znikną, nie kanalizując ich zawsze pod
postacią złości. Droga każdego z naszych bohaterów wiedzie poprzez
czucie.
Odczuwanie emocji to sztuka
Dla wielu osób stan, w którym pozwalają sobie na swobodny przepływ
emocji, jednocześnie zdając sobie sprawę, że mogą wpływać na to, w jakim
kierunku się one rozwijają, wydaje się nieosiągalnym wyzwaniem, z którego często rezygnują jeszcze przed podjęciem próby. W takich
momentach emocje mogą wydawać się nie do opanowania i prowadzić jedynie
do cierpienia, co zmusza nas do sięgania po mechanizmy obronne, którymi
dysponujemy. Oto przykłady tego, co robimy, gdy czujemy się
przytłoczeni:
Możemy
nie robić nic i pozostawić sprawy swojemu biegowi. Spośród
opisanych wcześniej osób ten sposób reagowania cechuje przede
wszystkim Soledad i Ivána. Soledad pogrążyła się w smutku, zaś Iván
pozwolił, by jego gniew narastał aż do momentu, gdy stracił nad nim
kontrolę. Pandora również czuła, że nie jest w stanie zapanować nad
lękiem, lecz w jej przypadku, poza biernością w obliczu emocji, w grę
wchodziły też dodatkowe, szkodliwe czynniki takie jak tendencja do
zamartwiania się oraz unikania.
Możemy
spychać emocje do wewnątrz (tłumić je), jeszcze zanim się
pojawią, lub - jeżeli nie uda nam się powstrzymać ich wypłynięcia na
powierzchnię - od razu je blokować. W najgorszym przypadku zaś staramy
się je ukrywać, by nikt ich nie zauważył. Spośród wszystkich naszych
bohaterów największą skłonność do takich reakcji przejawiał Bernardo.
Przez większość czasu nawet nie dostrzegał własnych emocji, a jeżeli
już się pojawiły, od razu je tłumił, mówiąc sobie "to nieważne" albo
"nic się nie stało".
Możemy
unikać emocji, przekierowując uwagę na coś innego ("nie chcę
o tym myśleć") lub unikając sytuacji bądź osób, które naszym zdaniem
mogą je wywołać. Z tego mechanizmu najczęściej korzystają Pandora i Alma. Pandora unika chodzenia do pracy, by nie czuć niepokoju, a Alma
nie mówi o tym, co czuje, by nie doświadczać wstydu.
Możemy próbować je
kontrolować, arbitralnie decydując, co nam wolno
czuć, a czego nie, oraz surowo się ganić, kiedy - jak to często bywa -
nasze emocje się zbuntują. Największym ekspertem w tej strategii był
Marcial. Nie zastanawiał się, czy jest ona skuteczna, bo też nie
widział żadnej alternatywy.
Jeżeli zaś nie mamy wyjścia i musimy już coś poczuć, możemy
przełączyć się na inny rejestr emocjonalny, na przykład złościć się,
aby przykryć w ten sposób smutek, który w przeciwnym razie mógłby nas
przytłoczyć. Ten mechanizm w znacznej mierze odpowiada za smutek,
który odczuwa Alma. W jej przypadku pierwotną emocją, która pojawia
się jako pierwsza i przed którą dziewczyna za wszelką cenę pragnie
uciec, jest wstyd. Choć Alma nie zdaje sobie z tego sprawy, to właśnie
on odpowiada za wiele spośród jej myśli skierowanych przeciwko sobie,
sprawiających, że czuje się coraz bardziej udręczona i przygnębiona.
Choć wszystkie te strategie obrazują bogactwo zasobów ludzkiego umysłu,
nie są one najskuteczniejszymi metodami regulacji emocji. Większość z nich jest skuteczna na krótką metę, lecz nie sprawdza się w dłuższej
perspektywie czasowej - stanowią tymczasowe rozwiązanie, przyczyniając
się zarazem do dalszego pogłębienia problemu. Na przykład unikanie
emocji przynosi natychmiastową ulgę. Kiedy jesteśmy czymś przytłoczeni i postanawiamy, że pomyślimy o tym jutro, nasz mózg (o ile zdecyduje się
nas posłuchać) przestanie zajmować się tą kwestią, a nieprzyjemne
uczucie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W tej
sytuacji jednak nie zajmiemy się naszym problemem, więc pozostanie on
nierozwiązany. Kiedy nadejdzie kolejny dzień i trzeba będzie wrócić do
tej kwestii, stanie się ona jeszcze trudniejsza. Jeśli zaś takie
odkładanie wszystkiego na później wejdzie nam w nawyk, problemy będą
narastały i kumulowały się w naszym wnętrzu, aż w końcu doprowadzi to do
efektu kuli śnieżnej. Nasze wcześniejsze przekonanie, że nie potrafimy
sobie radzić z własnymi emocjami, jedynie się umocni, i pozostaniemy
nieświadomi, że wywołał je stosowany przez nas mechanizm unikania.
Pandora nie była w stanie przyjść do pracy następnego dnia, a im więcej
myślała o powrocie, tym bardziej czuła się przygnębiona. Kiedy unikała
problematycznych myśli lub sytuacji, czuła wielką ulgę, a jej niepokój
słabł, ale efekt był niestety krótkotrwały. Poszła do lekarza,
poszukując czegoś, co zlikwiduje jej niepokój. Chciała pozbyć się tego
uczucia, jednak zamiast podjąć działania, które mogłyby ją uspokoić,
unikała wszystkiego, co ją denerwowało. W rezultacie musiała przyjmować
coraz większe dawki leków, a ich działanie i tak okazywało się
niewystarczające. Jej skłonność do zamartwiania się doprowadziła ją do
wniosku, że nigdy nie wyzdrowieje. Zastanawiała się, dlaczego ją to
spotyka, i wymyślała coraz bardziej rozpaczliwe wyjaśnienia. Aby
roztopić kulę śnieżną, która tworzyła się w jej umyśle, Pandora musiała
najpierw zrozumieć, co się z nią dzieje, i nauczyć się kierować swoimi
myślami, by stopniowo zacząć stawiać czoła swoim lękom. To jednak stało
się możliwe, dopiero gdy uświadomiła sobie, że kierunek, jaki wcześniej
obrała, nie sprzyjał jej zdrowiu.
Wiele z opisywanych wcześniej metod stosowanych przez naszych bohaterów
z pozoru wydaje się działać, ale na dłuższą metę mogą one jedynie
pogłębiać problemy. Bernardo nie wydaje się zbytnio cierpieć. Gdyby ktoś
mu powiedział, że wygląda na zmartwionego, odparłby, że nic mu nie jest,
rozwiewając wszelkie wątpliwości. Dokuczające mu bóle głowy są jednak
efektem skłonności do tłumienia wszystkiego, co czuje - to jedna z najbardziej problematycznych strategii regulowania emocji. W dalszej
części książki przekonamy się, jak wiele psychicznych i fizycznych
dolegliwości może wynikać z takiego podejścia. Kiedy kontrolujemy nasze
emocje, tak jak robi to Marcial, również może się wydawać, że udaje nam
się w danym momencie utrzymać je na stabilnym poziomie. Czasami wydaje
nam się, że możemy rozkazać naszym uczuciom, by ucichły lub się nie
ujawniały, a one rzeczywiście zdają się nas słuchać. Niestety, emocje są
często tak silne, że w końcu się buntują i wybuchają. Nawet jeśli do
tego nie dochodzi, tłumienie emocji nie pozostaje bez wpływu na nasze
zdrowie. Marcial ma trudności z uwolnieniem się od tego mechanizmu,
ponieważ w jego oczach rezygnacja z kontroli byłaby równoznaczna z popadnięciem w absolutny chaos.
Kolejnym istotnym obszarem, na który mają wpływ wszystkie te mało
produktywne mechanizmy regulacji emocji, są relacje. Jeśli na przykład
mamy tendencję do unikania lub ukrywania smutku, możemy odsuwać się od
ludzi, gdy są nieszczęśliwi, lub nie chcieć im towarzyszyć w smutnych
okolicznościach, przez co możemy być postrzegani jako nieczuli lub
egoistyczni. Jeśli nie umiemy radzić sobie z samotnością, możemy
uzależnić się od mediów społecznościowych, a zdobywanie lajków stanie
się naszym głównym celem życiowym i sposobem na wypełnianie pustki,
która zdaje się nam nie do zniesienia. Nawiązanie kontaktu z tymi
głębokimi uczuciami, zrozumienie, skąd się biorą, oraz nauczenie się,
jak je regulować, pozwoliłoby nam znacznie skuteczniej je modyfikować.
Jeżeli jednak za wszelką cenę usiłujemy oddalić się od tych emocji, nie
dajemy naszemu organizmowi możliwości ich przepracowania, nauczenia się
czegoś dzięki nim oraz rozwoju.
Zdrowe funkcjonowanie całego organizmu opiera się na równowadze, zwanej
homeostazą. W naszym ciele znajdują się różne "termostaty", które
pomagają utrzymać odpowiednią temperaturę, poziom cukru we krwi i wiele
innych parametrów. Podobne procesy zachodzą również w naszym mózgu. Choć
mechanizmy, o których mówiliśmy na początku tego rozdziału, mogą
wyglądać różnie, łączy je jedno - zakłócają tę delikatną równowagę. Nie
pozwalają emocjom równoważyć się nawzajem i płynąć swoim rytmem. Nie
dopuszczają, by pod wpływem codziennych okoliczności zachodziły
naturalne zmiany w ich nasileniu. Nie możemy płynąć po morzu, dyktując
mu, jak powinno się zachowywać, jak wysokie mają być fale, jaki kierunek
powinny obrać jego prądy i jaki rytm powinny mieć pływy. Co ciekawe,
usiłujemy postępować w ten sposób z naszymi emocjami, choć jest to
równie niewykonalne.
Wszystkie wspomniane wcześniej mechanizmy okazują się najbardziej
problematyczne, gdy stosujemy je stale, niezależnie od okoliczności.
Homeostaza emocjonalna zostaje wówczas naruszona. Jeśli przez długi czas
jesteśmy narażeni na wysoki poziom stresu, nasz mózg może zacząć
reagować na bodźce intensywniej i obrać ten stan jako swój nowy punkt
równowagi, do którego będzie powracał. Kiedy sytuacja się uspokoi, nie
będzie już potrafił się zrelaksować, a my będziemy odczuwali ciągłe
napięcie. Tak stało się w przypadku Pandory, której lęk utrzymywał się
jeszcze przez wiele miesięcy po feralnym dniu. Niekiedy jednak sytuacja
może być odwrotna - na przykład przewlekła choroba, prowadząca do
długotrwałego wyczerpania, może obniżyć nasz "termostat" energetyczny. W efekcie nawet po powrocie do zdrowia będziemy odczuwać permanentne
zmęczenie. Soledad jest szczególnie narażona na tego rodzaju problemy.
Kiedy czuje się zmęczona i przygnębiona, nie potrafi samodzielnie się
uspokoić, a wręcz jeszcze bardziej pogarsza swój stan. Jeśli nie
zaczniemy pracować nad przeprogramowaniem naszego układu nerwowego i nie
nauczymy go ponownie odnajdywać równowagi - w pierwszym przypadku się
rozluźniając, a w drugim aktywując - będziemy wciąż funkcjonować w sposób mniej lub bardziej niezdrowy, co może utrudniać nam codzienne
życie.
Możemy nauczyć się odczuwać emocje
Zacznijmy od podstaw
Dobre lub złe samopoczucie to tak naprawdę mieszanka emocji, doznań
fizycznych i myśli, które powodują dany stan psychiczny. Wyodrębnienie
jego poszczególnych składników jest ważne, aby zrozumieć, co się z nami
dzieje. Przypomina to układanie puzzli: musimy odwrócić wszystkie
elementy obrazkami do góry, pogrupować te, które mają podobne kolory lub
kształty, a następnie wyodrębnić krawędzie, aby obramować całość.
W krajobrazie naszego stanu emocjonalnego niebem i chmurami byłyby nasze
myśli, górujące nad emocjami oraz odczuciami i nadające im znaczenie.
Mogą całkowicie zmienić całą scenerię. Jeśli są negatywne i pesymistyczne, przekażą nam informację, że nasze emocje spowodują jakieś
dramatyczne konsekwencje lub że sobie z nimi nie poradzimy. Jeśli
natomiast są konstruktywne i realistyczne, zaakceptujemy to, że czujemy
się źle, i zastanowimy, z jakim aspektem naszego życia się to wiąże i co
możemy zrobić, aby to zmienić. Trawa i morze wyglądają inaczej, gdy
niebo jest czyste, a inaczej, gdy zasnuwają je burzowe chmury; podobnie
jest w przypadku naszych myśli, które mogą zmieniać zabarwienie naszych
emocji. Czasami nie wiemy jednak, czy na niebie są chmury, czy nie,
ponieważ nie podnosimy wzroku, i - analogicznie - zdarzają się myśli,
których nie dostrzegamy. Są one tak nawykowe i automatyczne, że jeśli
nie skupimy na nich uwagi, może wydawać nam się, że w ogóle o niczym nie
myślimy.
Myśli bohaterów z wcześniej przytoczonych historii mogłyby brzmieć
następująco: "Już niedługo koniec pracy i będę mogła pójść do domu"
(Lucía), "Nic mnie to nie obchodzi" (Bernardo), "Ten lęk jest nie do
wytrzymania" (Pandora), "Jestem chodzącą porażką" (Alma), "Nie radzę
sobie z życiem" (Soledad), "Jak on może mówić mi takie rzeczy; przecież
tak się dla niego poświęcam" (Marcial), "Ten facet jest idiotą, już ja
mu dam nauczkę" (Iván). Te myśli nie są niezależne od emocji, lecz mają
z nimi bezpośredni związek, a co więcej, wywierają na nie przemożny
wpływ.
Odczucia fizyczne można przyrównać do ziemi pod naszymi stopami. Każda
emocja ma wpływ na ciało. Złość zwykle wiąże się z napięciem mięśni,
które przygotowują się do walki - zaciskamy wówczas pięści i szczękę.
Strach powoduje aktywizację organizmu, przyspiesza pracę serca,
przygotowuje nogi do ewentualnej ucieczki. Obrzydzenie wywołuje odruch
wymiotny, jakby ciało przygotowywało się do pozbycia się czegoś, co
odczuwa jako obce. Wstyd sprawia, że pochylamy głowę i kulimy ramiona,
aby uniknąć spojrzeń innych ludzi i pokazać, że szanujemy reguły
narzucone przez grupę społeczną. Radość sprawia, że błyszczą nam oczy,
uśmiechamy się, a całe nasze ciało zdaje się otwierać na innych. Smutek
natomiast wywołuje łzy, co sygnalizuje otoczeniu, że potrzebujemy
wsparcia. Czasami odczucia cielesne są złożone i mogą być związane z konkretną sytuacją, której doświadczamy, lub mogą być specyficzne dla
danej osoby. Nie ulega wątpliwości, że warto iść przez życie, twardo
stąpając po ziemi, a jeśli chodzi o emocje, to ich połączenie z ciałem
stanowi klucz do ich uziemienia. Jeśli podejmiemy próbę zmiany swojego
stanu emocjonalnego, wznosząc się ponad niego lub analizując, jak się
czujemy i z czego to wynika, nie biorąc pod uwagę sygnałów wysyłanych
przez ciało (czyli nie dotykając ziemi), będziemy tylko kręcić się w kółko i nie dojdziemy do żadnego rozwiązania. W naszym mózgu znajdują
się obszary odpowiedzialne za percepcję doznań cielesnych oraz te
związane ze świadomą refleksją. Żaden z nich nie działa w izolacji -
potrzebują się nawzajem. A kiedy płynnie ze sobą współpracują, nasze
emocje pozostają w równowadze.
Dostępna nam percepcja obejmuje zarówno doznania cielesne, jak i bodźce
pochodzące z zewnątrz, postrzegane za pomocą pięciu zmysłów: wzroku,
słuchu, węchu, smaku i dotyku. Wyzwalają one w nas myśli i emocje, które
pozwalają nadać im znaczenie i sprawiają, że podejmujemy działania -
zarówno związane z zaspokojeniem potrzeb fizjologicznych (jemy, jeśli
jesteśmy głodni, śpimy, jeśli jesteśmy senni), jak i ze światem
zewnętrznym (zbliżamy się do czegoś, co uważamy za interesujące, lub
oddalamy się, gdy zauważymy coś potencjalnie niebezpiecznego). Z kolei
emocje mogą wpływać na to, na co zwracamy uwagę i co myślimy. Na
przykład jeśli się boimy, będziemy uważniej przyglądać się możliwym
zagrożeniom, a jeśli jesteśmy smutni, nasze myśli będą bardziej
pesymistyczne.
W jaki sposób bohaterowie naszych opowieści postrzegają swoje odczucia
cielesne? Lucía dostrzega wiele niuansów i jest w stanie połączyć
sygnały pochodzące ze swego ciała z tym, co czuje. Z kolei Pandora jest
nadmiernie skupiona na swoich odczuciach - koncentruje się na tym, jak
szybko bije jej serce i jak trudno jest jej złapać oddech, a zauważanie
tego wszystkiego sprawia, że martwi się jeszcze bardziej. Bernardo
natomiast ani razu nie zwraca uwagi na swoje ciało i gdybyśmy go
zapytali, jakie odczucia cielesne zauważa, odpowiedziałby, że "żadnych".
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Marciala, który żyje bardziej w swojej głowie niż w ciele. Dostrzega swoje odczucia tylko wtedy, gdy
stają się naprawdę uciążliwe, ale nawet wówczas dochodzi jedynie do
wniosku, że nie powinien czuć tego, co czuje. Alma zdaje się bardzo
świadoma własnych emocji, natomiast Iván jest zbyt skupiony na innych
ludziach, aby zajrzeć w głąb siebie. Almę uczucia paraliżują, podczas
gdy Iván od razu przechodzi do działania.
Emocje łączą te dwa poziomy - niebo i ziemię - i we wcześniej opisanej
analogii byłyby horyzontem naszego krajobrazu - obszarem, w którym
stykają się myśli i odczucia cielesne. Kiedy odczuwamy jakąś emocję,
organizm reaguje w określony sposób, ciało przyjmuje specyficzną
postawę, na twarzy pojawia się odpowiedni wyraz, a ponadto myślimy o tym
doznaniu i nadajemy mu znaczenie.
W życiu natrafiamy na rozmaite krajobrazy, o najróżniejszym zabarwieniu,
klimacie i temperaturze, a emocje łączą to wszystko, nadając znaczenie i kierując naszym zachowaniem.
Emocje to nie wszystko
Istnieją pewne utożsamiane z emocjami pojęcia, które nie są im jednak
równoważne. Na przykład uczucia bazują co prawda na emocjach, lecz
stanowią wynik ich połączenia z myślami i refleksją. Z kolei
temperament stanowi naszą biologiczną predyspozycję do określonego
sposobu odczuwania. Niektórzy ludzie są wrażliwsi, bardziej nerwowi i impulsywni, a inni mniej emocjonalni, spokojniejsi i refleksyjni. Cechy
te nie zależą od tego, w jakiej rodzinie dana osoba przyjdzie na świat
ani od jej doświadczeń życiowych. Jak się jednak przekonamy w dalszej
części książki, nasz wrodzony temperament może być w dużym stopniu
modyfikowany przez doświadczenia i relacje. Z kolei nastrój to
tendencja, która utrzymuje się w czasie i może trwać przez wiele godzin,
dni, a nawet lat, w przeciwieństwie do emocji, które zmieniają się pod
wpływem bieżących okoliczności.
Myśli, emocje i odczucia cielesne są ze sobą powiązane i stanowią
odmienne warstwy procesu, który uruchamia się pod wpływem określonej
sytuacji. W miarę dorastania zyskujemy kontrolę nad kolejnymi poziomami.
Noworodki potrafią regulować jedynie podstawowe funkcje organizmu oraz
sen. W wieku około trzech miesięcy zaczynają uczyć się samodzielnie
uspokajać, a w wieku dwóch lat są w stanie skupić się na niektórych
rzeczach. Jeśli ta kontrola nad cielesnymi aspektami funkcjonowania nie
zostanie dobrze ugruntowana, cały system regulacji emocjonalnej
powstanie na słabych fundamentach. Więcej o tym, jak rozwija się
regulacja emocji, dowiemy się w kolejnych rozdziałach. Co ciekawe,
umiejętność ta bazuje na procesie uczenia się, a więc jest możliwa do
opanowania, nawet gdy jesteśmy dorośli. Zajmie to co prawda więcej
czasu, ale jest możliwe, o ile tylko będziemy pracować nad wieloma
obszarami naszego życia jednocześnie.
Jak radzimy sobie z emocjami
To, co czujemy, to jedna sprawa; oddzielną kwestią jest to, w jaki
sposób modulujemy emocje, pojawiające się w reakcji na zewnętrzne i wewnętrzne bodźce. Wyobraźmy sobie, że emocja to koń. Umiejętność jazdy
konnej nie polega tylko na utrzymywaniu się w siodle. Przede wszystkim
musimy lubić konie. Jeśli się ich boimy, nie będziemy chcieli na nie
wsiadać, a pozbawieni wyboru będziemy spięci i przestraszeni, jazda
natomiast nie sprawi nam żadnej przyjemności i będziemy chcieli jak
najszybciej ją zakończyć. Podobnie strach przed naszymi emocjami
utrudnia nam nabycie umiejętności ich regulowania. A jest ona konieczna,
ponieważ zdarzają się w życiu okoliczności, w których nie sposób uniknąć
zagłębienia się we własne uczucia. Niekiedy stanowią najlepszy środek
transportu, jakim dysponujemy, więc musimy przestać się go bać.
Załóżmy, że udało nam się pokonać strach. Gdy wsiadamy na konia, zwierzę
może ruszyć przed siebie, stać w miejscu, galopować lub iść stępem.
Pytanie brzmi: czy pozwolimy mu prowadzić, czy może sami chwycimy lejce
i zaczniemy nim kierować? Koń nie jest samochodem, który jedzie w prawo
lub w lewo w zależności od tego, o ile stopni obrócimy kierownicę.
Interakcja z nim jest znacznie bardziej subtelna; opiera się na wielu
gestach i wymaga współpracy. Zwierzę i jeździec dostrajają się do
siebie, rozumieją swoje sygnały, a z czasem nawet odgadują nawzajem
swoje myśli. Podobnie wygląda nauka regulowania emocji. Nie opiera się
ona na zapamiętywaniu przepisów i technik, ale na pozostawaniu w kontakcie z własnymi uczuciami i doznaniami. Ważne jest, aby być
świadomym swoich myśli i ich wpływu na nasz stan emocjonalny, a kluczem
jest umiejętność dostrajania się do tego, co w danym momencie jest dla
nas bardziej pomocne - czy to do myśli, czy do emocji.
Niekiedy napotykamy na swojej drodze trudności, wyzwania i problemy.
Musimy przeskoczyć przez przeszkodę, galopować w pełnym pędzie, przejść
wzdłuż stromego klifu, okiełznać konia, który przestraszył się grzmotu w czasie burzy. W takich chwilach nasze umiejętności jeździeckie są
wystawiane na próbę - aby wiedzieć, co robić, i opanować sytuację,
musimy zachować spokój, nawet jeśli koń jest przestraszony. Nasze
umiejętności regulacyjne mogą być w miarę dobre, ale dopiero trudne
sytuacje, które zdarzają się w życiu, pozwolą nam to naprawdę sprawdzić.
Jeśli poczujemy się przytłoczeni tym, co się dzieje, możemy uciec się do
systemów awaryjnych. Jeżeli jednak takie okoliczności utrzymują się
przez dłuższy czas, każdy system - bez względu na to, jak wydajny -
przestaje działać. Wówczas możemy spaść z konia. Czasami sami
postanawiamy zsiąść, ponieważ jesteśmy wyczerpani. Staramy się otaczać
rzeczami, które nie aktywują żadnych emocji, zamykamy się w naszej bańce
i izolujemy od wszystkiego lub robimy coś, co przytępi nasze zmysły.
Możemy myśleć, że nie chcemy mieć nic więcej wspólnego z końmi, ale w świecie emocji nie jest to możliwe. Jeśli zostawimy naszego
symbolicznego konia samego, bez jedzenia i interakcji z opiekunem,
stracimy z nim kontakt. W efekcie nie będziemy mogli go wykorzystać, gdy
zajdzie taka potrzeba. Taki brak zaangażowania może sprawić, że koń
wymknie się nam spod kontroli i zdziczeje.
Izolowanie się lub uciekanie może chwilowo obniżyć intensywność trudnych
emocji, ale na dłuższą metę prowadzi do dwóch negatywnych skutków. Po
pierwsze, emocje, których usiłujemy uniknąć, kumulują się i nawarstwiają. Po drugie, izolacja i wszystkie metody znieczulenia
generują więcej negatywnych uczuć, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego
sprawy. Są to przecież systemy awaryjne, których nie powinno się używać
przez dłuższy czas. Emocje są naszym nieodłącznym towarzyszem, nie ma
więc innego wyjścia, jak tylko ponownie wsiąść na naszego konia i nauczyć się na nim jeździć.
Nie na wszystkie stany emocjonalne będziemy reagować tak samo. Być może
powolna jazda na koniu będzie sprawiać nam przyjemność, ale zdenerwujemy
się, gdy trafi nam się bardziej narowiste i impulsywne zwierzę. Jako że
prędzej czy później przyjdzie nam spróbować jazdy na każdym z nich,
czyli doznać wszystkich ludzkich emocji, warto, byśmy pamiętali, że
wszystkie są nam do czegoś potrzebne. Jak już wcześniej wspomniałam,
jest to szczególnie widoczne w przypadku nieprzyjemnych emocji, ponieważ
mają one związek z naszym fizycznym przetrwaniem. Informują nas na
przykład, że jedzenie jest popsute (obrzydzenie), że grozi nam
niebezpieczeństwo (strach) lub że dzieje nam się krzywda i musimy się
bronić (złość). Istnieją również emocje, które pozwalają nam utrzymać
przynależność do grupy społecznej, co jest istotne, gdyż człowiek jest
zwierzęciem stadnym. Są to emocje zarówno pozytywne, jak i negatywne,
takie jak na przykład przywiązanie, które pomaga nam nawiązać relacje z innymi ludźmi; smutek, który mówi nam, jak się czujemy, gdy zostajemy
sami, lub wstyd, który wskazuje nam, co powinniśmy robić, by nie
naruszać norm społecznych.
W kontekście tego, co robimy z naszymi emocjami, istotne jest również,
by zastanowić się nad tym, dokąd nas one prowadzą, czyli dokąd się
skierujemy, gdy już wsiądziemy na konia. Jeśli na przykład odczuwamy
smutek z powodu straty, poszukiwanie wsparcia i pocieszenia u innych
może nam pomóc poradzić sobie z bolesną emocją oraz wzmocnić poczucie
bliskości i przynależności. Strach skłania nas do poszukiwania
bezpieczeństwa; uczucie gniewu - do walki w obronie własnej; radość i zadowolenie motywują do poszukiwania rzeczy lub ludzi, dzięki którym
przeżywamy te uczucia. Jeśli wsłuchamy się w to, co emocje pragną nam
przekazać, doprowadzi nas to do rozwiązania problemu. Jeżeli zaś nie
zdecydujemy się podążać tam, dokąd nas prowadzą, zostaną zablokowane.
Strach może nas sparaliżować; złość przerodzić się w bezsilność; smutek
stanie się przytłaczający; a wstyd zacznie utrudniać utrzymywanie i nawiązywanie relacji społecznych, zamiast im sprzyjać. Takie problemy
mogą pojawić się nawet w przypadku pozytywnych emocji. Oczywiście
powinniśmy kierować koniem, ponieważ emocje przekazują nam tylko ogólną
informację o tym, co należy zrobić - reszta zależy od nas.
Sytuacja ta ma miejsce, gdy umiejętnie zarządzamy swoimi emocjami. Wiele
osób może nie zgodzić się z tym, co tu opisałam, i uznać, że pewnych
emocji lepiej nie odczuwać lub że podążanie za ich podszeptami może
doprowadzić nas do robienia rzeczy, których później będziemy żałować.
Nie ma to jednak wiele wspólnego z pierwotną emocją, a bardziej z procesem jej przetwarzania oraz sposobem, w jaki ją regulujemy.
Dlaczego warto pogodzić się ze swoimi emocjami
Walka ze swoimi emocjami to tak naprawdę walka z samym sobą. Tracimy
przez nią energię, którą moglibyśmy spożytkować, by stawić czoła życiu.
Nauka zarządzania emocjami może się wydawać bardzo skomplikowana, a ciągłe obserwowanie tego, jak się czujemy - męczące. Każdy z wcześniej
opisanych nieskutecznych mechanizmów pochłania jednak znacznie więcej
naszych zasobów. Rozpamiętywanie bez końca własnych uczuć ma wiele
wspólnego z depresją, z kolei całkowite unikanie myślenia na ich temat
może wiązać się z lękiem.
Od czego zatem zaczyna się walka z naszymi emocjami? Czasami jest ona
związana z wewnętrznym konfliktem na wszystkich poziomach: myśli,
czynów, ciała, potrzeb...
Gdy doświadczamy negatywnych emocji (może z wyjątkiem gniewu), często
czujemy się słabi i bezbronni. Uczucie to kojarzy nam się z krzywdą,
dlatego staramy się odsuwać od siebie wszystko, co jest z nim związane.
Co ciekawe, nawiązanie kontaktu z własną słabością paradoksalnie czyni
nas silniejszymi, bo dzięki temu stajemy się bardziej świadomi naszych
potrzeb oraz tego, co nam przeszkadza. Ponadto pozwala nam to bardziej
zbliżyć się do innych ludzi, co wzmacnia naszą sieć społeczną i ułatwia
radzenie sobie z różnymi wyzwaniami, które napotykamy. Często jednak
odczuwanie i okazywanie słabości sprawia nam trudność. Aby zażegnać
wewnętrzny konflikt, o którym mowa w tym rozdziale, warto zaakceptować
swoją słabość i zacząć postrzegać ją jako atut. Złość z kolei kojarzy
się z siłą, ale wiele osób ma problem z jej odczuwaniem i akceptowaniem
u innych. W ich przypadku to właśnie przede wszystkim złości będzie
dotyczył konflikt. Temu tematowi zostanie poświęcony osobny rozdział.
Wewnętrzna walka może być świadoma - odczuwamy wtedy silny opór przed
przeżywaniem pewnych emocji, strach przed ich doświadczaniem lub wstyd
przed ich ujawnieniem. Zdarza się jednak, że ten proces jest bardziej
automatyczny i nieświadomy. Nie dajmy się zwieść - w obu przypadkach
jest to batalia z góry skazana na niepowodzenie. Lepiej pogodzić się z własnymi emocjami i nauczyć się z nimi współistnieć. Przestańmy
postrzegać je jako wrogów, a zamiast tego uznajmy je za naszych doradców
i nauczmy się o nie dbać.
Emocje w charakterze doradców
Emocje wiedzą, czego potrzebujemy, i rozpoznają znaczenie tego, co nas
spotyka. Jeśli nasze myśli ich nie słuchają i nie biorą pod uwagę ich
podszeptów, będziemy podejmować złe decyzje. Człowiek jest zwykle
przekonany, że postępuje logicznie. Z tezą tą nie zgadzają się jednak
niektórzy autorzy, na przykład Antonio Damasio, profesor neurologii
behawioralnej, który twierdzi, że nasze decyzje zazwyczaj podejmowane są
intuicyjnie, a doznania somatyczne oraz wcześniejsze doświadczenia
odgrywają przy tym większą rolę niż logiczne analizy. Dopiero po fakcie
dopasowujemy do nich racjonalne wyjaśnienie, aby mieć poczucie spójności
i przewidywalności. Dobrym przykładem tego zjawiska jest sposób, w jaki
usiłujemy racjonalnie wytłumaczyć swoje poglądy polityczne, nie zdając
sobie sprawy, że tak naprawdę są one w znacznej mierze związane z naszymi emocjami.
Czasami słuchamy naszych emocji, ale niewłaściwie je ukierunkowujemy. Na
przykład obracamy przeciwko sobie złość, którą powinniśmy wykorzystać,
aby się bronić, gdy ktoś nas krzywdzi. Być może w dzieciństwie
otrzymaliśmy niewłaściwe wzorce radzenia sobie z tą emocją i nie chcemy
przypominać tamtych wiecznie naburmuszonych, nieokrzesanych osób - stąd
nasza tendencja do tłumienia gniewu i unikania konfliktów. Gdy ktoś nas
atakuje, odczuwamy złość (to nasz instynkt obronny), lecz nie ujawniamy
jej w funkcjonalny sposób (poprzez bycie stanowczym, mówienie "nie" lub
obronę naszych praw). Zamiast tego kierujemy ją do wewnątrz pod postacią
samokrytyki i niezadowolenia z siebie. Spośród bohaterów naszej
opowieści o złym dniu ten mechanizm widoczny jest najbardziej w przypadku Almy. Nawet nie przyszło jej do głowy, że szef mógł nie mieć
racji i że jego zachowanie było niewłaściwe. Od razu wzięła na siebie
winę za wszystko - nawet za to, co zrobiła inna osoba. Podobnie jest z naszymi emocjami: jeśli nie podejmiemy działań, które dana emocja nam
podpowiada, tendencja się utrzyma, a nawet może rozwinąć się w niepożądanym kierunku.
Każda emocja jest niczym uczestnik rady mędrców, których powinniśmy
słuchać. Zarówno te emocje, które wspierają nas i kierują w stronę
pozytywnych doświadczeń, jak i krytycy, czyli emocje negatywne, które
ostrzegają nas przed tym, czego powinniśmy unikać, niosą ze sobą cenną
mądrość. Nie warto pomijać ani wyróżniać żadnej z nich, ponieważ każda z emocji wzbogaca naszą perspektywę o dodatkowe niuanse. Bez tych
informacji nasza analiza sytuacji stałaby się niepełna. Na przykład
moglibyśmy dostrzegać tylko pozytywne aspekty relacji, ignorując
jednocześnie negatywne szczegóły, które również należy wziąć pod uwagę.
Lub odwrotnie, zauważalibyśmy jedynie wady innych ludzi i nikt nie
wydawałby się nam wystarczająco godny zaufania.
Co by się stało, gdybyśmy przestali zauważać nieprzyjemne emocje? Byłoby
to równoznaczne z nieodczuwaniem bólu. Gdybyśmy byli chorzy, nie
szlibyśmy do lekarza i nie szukali odpowiedniej kuracji. Faktycznie
istnieje taka choroba - zespół wrodzonej niewrażliwości na ból, a cierpiące na nią osoby rodzą się bez zdolności odczuwania bólu.
Wyobraźmy sobie dziecko, które nie płacze, gdy źle się czuje, i nie
zauważa, gdy zrobi sobie krzywdę. Nie sposób go ochronić, ponieważ nie
daje żadnych sygnałów, że coś mu się dzieje.
Takie osoby często umierają przed osiągnięciem dorosłości w wyniku
obrażeń, złamań lub innych problemów zdrowotnych, które pozostają
niezauważone. Musimy odczuwać ból, aby pozostać przy życiu. Podobnie
jest z emocjami. Gdyby nie były nam potrzebne, zanikłyby w toku
ewolucji, tak jak stało się to z naszym ogonem: przestaliśmy go
potrzebować, bo nie wspinaliśmy się już na drzewa.
Problem jednak nie polega tylko na tym, że niektóre emocje są
nieprzyjemne. Jak wspomniałam wcześniej, niektórzy ludzie mają trudności
także z pozytywnymi emocjami. Nie potrafią pozwolić sobie na radość,
śmiech, odpoczynek czy okazywanie czułości. Emocje te są im tak obce, że
czują się z nimi niekomfortowo i uważają, że nie powinni ich poszukiwać,
bo to by oznaczało, że są samolubni. Osoby takie często przedkładają
obowiązki nad przyjemności lub uważają, że nie mają prawa odczuwać nic
przyjemnego. Ich przeświadczenie, że "po dobrym zawsze przychodzi złe",
sprawia, że wszystkie pozytywne uczucia zduszają w zarodku. Gdy ktoś ich
chwali, uznają to za fałszywe, niezasłużone lub złośliwe, przez co takie
komentarze nie mają żadnego efektu.
Zacznijmy od zadania sobie pytania, w które później postaramy się
bardziej zagłębić: jakiego typu emocje są dla nas najtrudniejsze lub
najbardziej niewygodne? Prawidłowa regulacja emocjonalna wiąże się z koniecznością słuchania na równi wszystkich naszych emocji, każdego z naszych doradców. Ważne jest również, aby nie doprowadziło to do walki
pomiędzy poszczególnymi emocjami ani wewnętrznej dyskusji nad tym, która
z nich jest tą właściwą.
Dbajmy o nasze emocje
W rozdziale poświęconym sztuce regulacji emocji skupimy się na tym, jak
istotna jest troska o siebie w tym zakresie. Nasze emocje rozwijają się
lepiej, gdy podchodzimy do nich ze zrozumieniem i czułością. Jeśli
postrzegamy je jako problem, mamy na nie mniejszy wpływ, a ryzyko, że
nas przytłoczą, znacznie wzrasta. Ważne jest, aby zrozumieć, że każda z emocji odzwierciedla potrzebę, którą powinniśmy zaspokoić. W przeciwnym
razie te potrzeby zaczną się coraz głośniej domagać naszej uwagi.
Ignorowanie ich może prowadzić do problemów nie tylko emocjonalnych, ale
także zdrowotnych, co zostanie szczegółowo omówione w drugiej części
książki.
Możliwe, że nauczyliśmy się lekceważyć swoje potrzeby, co w praktyce
oznacza ignorowanie własnych uczuć. Kiedy oceniamy daną sytuację,
często nie zwracamy uwagi na to, co jest dla nas ważne. Zamiast tego
skupiamy się na obowiązkach, samopoczuciu innych ludzi lub ich
oczekiwaniach. Na szczęście nasze emocje nie dają o sobie zapomnieć.
Przyjrzymy się bliżej tej kwestii w dalszej części książki.
W tym rozdziale natomiast spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy
prowadzimy otwartą walkę z niektórymi z naszych emocji, czy może wręcz z całym naszym emocjonalnym światem. Czasami może się to przejawiać
również w naszych relacjach z innymi ludźmi, gdy nie jesteśmy w stanie
tolerować u nich określonych emocji lub gdy nas one odpychają. Musimy
zdać sobie sprawę, że walka z samym sobą skazana jest na porażkę, a efekty mogą być odwrotne do zamierzonych: emocje, które są dla nas
najtrudniejsze, stają się jeszcze intensywniejsze i tracimy nad nimi
kontrolę. Niektórzy decydują się na całkowite wycofanie z emocjonalnego
świata, dążąc do jak najbardziej przewidywalnego i prostego życia, w którym uczucia nie komplikują ich egzystencji. Prędzej czy później
jednak będą musieli zmierzyć się z tymi emocjami, które niespodziewanie
ich dopadną. Kiedy mówię o zaprzestaniu walki z emocjami, nie mam na
myśli całkowitego ich ignorowania. Ważne jest, aby pozostać z nimi w kontakcie, słuchać ich i zwracać na nie uwagę, ale nie próbować z nimi
walczyć ani ich kontrolować.
Regulacji emocji można się nauczyć
Często myślimy, że "tacy już jesteśmy", jakby już od urodzenia były nam
przypisane określone uczucia. Chociaż faktycznie mamy pewne wrodzone
cechy, które składają się na nasz temperament, to na jego kształtowanie
niebagatelny wpływ mają również okoliczności zewnętrzne. Swego czasu
powszechnie twierdzono, że osobowość jest uwarunkowana genetycznie i że
nie sposób jej zmienić, ale współczesne badania wyraźnie pokazują, że
geny nie determinują naszego życia. To prawda, że DNA zbudowane jest z określonej liczby genów, ale obecnie wiemy, że nie są one zamkniętymi
strukturami, ale podlegają tak zwanym zmianom epigenetycznym. To właśnie
one pozwalają wyjaśnić, dlaczego bliźnięta jednojajowe, mające dokładnie
ten sam zestaw genów, zapadają na inne choroby, nawet jeśli mają one
komponent genetyczny. Jednym z czynników wpływających na zmiany
epigenetyczne są doświadczenia życiowe. Innymi słowy - to, co nas
otacza, może zmienić strukturę naszych genów, co może prowadzić do
różnorodnych sposobów ich manifestacji.
Zrozumienie procesu uczenia się regulacji emocji daje nam większy wpływ
na nasze życie. Może również pomóc nam uświadomić sobie, że nie bez
powodu wybraliśmy akurat takie, a nie inne mechanizmy radzenia sobie z emocjami, a zatem istnieją inne, alternatywne opcje, które warto
rozważyć.
Początki naszej drogi sięgają czasów, których już nie pamiętamy - być
może nawet przed naszym urodzeniem. Już w łonie matki płód synchronizuje
się z jej stanem, dostosowując swoją aktywność do tego, czy ta śpi,
porusza się, czy odpoczywa. Po urodzeniu zaczynamy oddychać, ssać
pokarm, połykać i regulować tętno. W rzeczywistości wiele procesów
zachodzących w naszym ciele polega na regulowaniu setek aktywności. Jak
szybko powinno bić nasze serce? Jak długo powinniśmy jeść? Ile
odpoczynku jest nam potrzebne? Jednym z podstawowych zadań rodzica jest
uspokajanie dziecka. Czasami konieczne jest również stymulowanie i aktywowanie malucha, jednak opiekun przede wszystkim powinien stanowić
wzór regulacji. Ważne jest, aby o tym nie zapominać. W dzisiejszych
czasach zapanowała zbiorowa obsesja na punkcie wczesnej stymulacji,
aktywowania rozwijającego się mózgu, aby dziecko osiągnęło pełnię swoich
możliwości. Regulacja jest jednak ważniejsza niż aktywacja, nawet jeżeli
chodzi o przyszłą umiejętność podejmowania rozmaitych działań, jak
zobaczymy w dalszej części książki.
Umiejętność samoregulacji rozwija się stopniowo. Jeśli nasi
opiekunowie byli spokojnymi osobami, łatwiej im było wykazać się
cierpliwością, gdy jako niemowlęta nie mogliśmy zasnąć lub mieliśmy
kolkę. Jeśli natomiast byli nerwowi, wymagało to od nich znacznie więcej
wysiłku i częściej zdarzało się, że tracili nad sobą panowanie. Nie da
się zachować całkowitego spokoju wobec płaczu dziecka, ponieważ mózg
rodzica jest tak zaprogramowany, aby troszczyć się o swoje potomstwo.
Jednak to, w jaki sposób opiekun zareaguje, zależeć będzie od jego
indywidualnych cech. Jest to pierwsza nauka, jaką otrzymujemy, bardzo
podstawowa i cielesna, związana z dotykiem, zapachem, byciem karmionym,
gdy jesteśmy głodni (nie tylko po to, byśmy przestali płakać), i upewnianiem się, że jest nam ciepło. Właśnie dlatego, aby odzyskać
umiejętność regulacji emocjonalnej, musimy nauczyć się zwracać uwagę na
nasze odczucia cielesne oraz dbać o nasze ciało. Ta wczesna lekcja
pozostaje z nami i czasami w dorosłości poszukujemy tych przyjemnych
doznań, aby odzyskać równowagę emocjonalną. Robimy to poprzez kontakt
cielesny z drugą osobą, ciepłą kąpiel, masaż, aromaterapię lub jedzenie.
A jeśli nie nauczyliśmy się tego na wczesnym etapie życia, możemy
nauczysz się teraz.
Nieco później, około piątego miesiąca życia, dzieci zyskują umiejętność
skupiania uwagi na różnych rzeczach. Stanowi to kolejny zasób, który
możemy wykorzystać, aby regulować ich stany emocjonalne, rozpraszając je
za pomocą bodźców, które im się podobają, i pomagać im w ten sposób
wrócić do równowagi. Metodę tę stosujemy również w dorosłości. Lucía,
bohaterka jednego z przykładów opisanych w pierwszym rozdziale, ogląda
telewizję, aby odwrócić myśli od tego, co ją trapi. Celowo wybiera lekki
serial, gdyż pragnie wyciszyć emocje, a nie dodatkowo je
zintensyfikować. Przekierowywanie uwagi stanowi zatem interesujący
zasób, z którego możemy korzystać (o ile, oczywiście, nie nadużywamy tej
metody).
Do niemal drugiego roku życia obszary mózgu odpowiedzialne za regulację
emocji nie są jednak wystarczająco rozwinięte, aby dziecko mogło
samodzielnie sobie z tym zagadnieniem poradzić, co czyni je w pełni
zależnym od otaczających go osób. Od tego, jaką opiekę dziecko otrzyma w tym okresie, w znacznej mierze zależy, w jaki sposób ukształtują się
kluczowe obszary jego mózgu służące do regulacji emocji, zlokalizowane w przodomózgowiu (zwłaszcza w obszarach przedczołowych, których
uszkodzenie skutkuje utratą tego, co powszechnie nazywamy "zdrowym
rozsądkiem"). Obszary te odgrywają podobną rolę jak rodzice: pomagają
planować działania, hamować reakcje, wyciszać i regulować emocje oraz
zachowanie. W miarę dorastania dziecko przejmuje te funkcje, które
początkowo pełnili opiekunowie. Na tym etapie rozwoju pojawia się
umiejętność odczytywania emocji, rozpoznawania ich znaczenia oraz
decydowania, co zrobić z tym, co się czuje. Dziecko jest wówczas w stanie obserwować swoje stany emocjonalne i dystansować się od nich, a nawet modyfikować swój punkt widzenia na daną sytuację. Obserwowanie
własnych uczuć oraz poddawanie ich refleksji to umiejętność, którą
również możemy nabyć w późniejszym okresie życia, nawet jeśli w naszej
rodzinie raczej nie było to na porządku dziennym.
Jest jeszcze jedna interesująca kwestia, o której warto wspomnieć.
Patrzenie naszym dzieciom w oczy, rozmawianie z nimi lub wygłupianie się
również generuje rozwój połączeń w części czołowej ich mózgu. Sama nasza
obecność, kontakt wzrokowy i wchodzenie z dzieckiem w interakcję to
najlepsza możliwa forma stymulacji jego układu nerwowego. Wiedzę tę
możemy również odnieść do naszego dorosłego życia. Jeżeli chcemy
ponownie nauczyć się regulacji emocji, obserwujmy swoje wnętrze,
niczego od siebie nie oczekując, po prostu bądźmy ze sobą i zwracajmy
uwagę na swoje emocje. Niekiedy żyjemy w takim pośpiechu, że nie
poświęcamy chwili na refleksję nad tym, jak się czujemy, ani na
wsłuchanie się w sygnały, które wysyła nasze ciało. To jednak krok,
którego nie możemy pominąć.
W ciągu pierwszych trzech lat życia człowieka ma miejsce jeszcze jedno,
niezwykle istotne zjawisko: rozwój języka. Umiejętność ta pozwala nam
nazywać emocje, rozumieć stan umysłu innych ludzi i komunikować się z nimi na poziomie emocjonalnym. Jeśli osoby, które opiekują się nami we
wczesnych latach życia, potrafią dobrze interpretować nasze stany
wewnętrzne, nasze słownictwo w tym obszarze będzie bogate i będziemy
umieli wykorzystywać je stosownie do sytuacji. Dowiemy się, że jesteśmy
senni, ponieważ zauważymy uczucie, które opiekunowie odpowiednio
zinterpretują, choć dostrzegą jedynie, że jesteśmy rozdrażnieni.
Powiedzą nam: "Chodź, położę cię do łóżka, jesteś zmęczony". Jeżeli będą
dobrze odgadywać nasze uczucia, zostaną one nazwane. Jeżeli natomiast
opiekunowie nie mają bogatego słownictwa emocjonalnego lub w ich relacji
z dzieckiem brakuje komunikacji na poziomie emocji (w niektórych
rodzinach nie mówi się o "takich rzeczach"), dziecko zauważy pewne
doznania, ale nie będzie wiedziało, jak je opisać. W rezultacie nie
tylko nie zrozumie, co czuje, ale także jego percepcja emocjonalnych
niuansów będzie ograniczona. Słowa pozwalają na wydobywanie subtelnych
różnic pomiędzy poszczególnymi doznaniami, a gdy nam ich brakuje,
potrafimy powiedzieć jedynie, że czujemy się dobrze lub źle i możemy nie
rozróżnić, czy jesteśmy zmęczeni, czy przygnębieni. Ponadto myślenie
rozwija się w dużej mierze równolegle z językiem, więc nasza zdolność do
refleksji nad tym, co czujemy, również będzie wówczas ograniczona.
Nazywanie naszych emocji samo w sobie moduluje ich intensywność i stanowi klucz do komunikowania się z innymi oraz wykorzystywania relacji
do regulowania naszego życia wewnętrznego. W jednym z późniejszych
rozdziałów dowiemy się więcej na ten temat.
Ci z was, którzy są rodzicami, po przeczytaniu tego rozdziału dojdą
zapewne do wniosku, że regulowanie dziecięcych emocji to nie lada
wyzwanie - i faktycznie tak jest. Musimy być wobec siebie wyrozumiali,
ponieważ często sami nie mieliśmy w życiu łatwo. Być może nie mieliśmy
okazji się nauczyć, jak radzić sobie z emocjami, lub wręcz przeciwnie -
wpojono nam niewłaściwe wzorce. Teraz, z całym tym bagażem doświadczeń,
musimy polegać na naszej intuicji, wychowując własne dzieci. To nie może
być proste! Dobra wiadomość jest taka, że bezpieczne przywiązanie,
najbardziej sprzyjający zdrowiu psychicznemu i równowadze emocjonalnej
rodzaj więzi i opieki, nie opiera się na doskonałości, ale na gotowości
do naprawy swoich błędów. Opiekun, który pragnie być idealny i nieomylny, zawsze daje z siebie sto procent i zapewnia dziecku wszystko,
czego potrzebuje, a nawet więcej, nie pozostawi miejsca na
nieporozumienia i kompromisy, frustrację i opóźnioną gratyfikację.
Poprzeczka zostanie wówczas ustawiona zbyt wysoko, a dziecko będzie
dorastać w przeświadczeniu, że nie radzi sobie z niczym równie dobrze
jak opiekun. Będzie miało trudności z tolerowaniem przeciwności losu i frustracji. Bezpieczny styl przywiązania kształtuje się u dziecka,
którego opiekun jest wystarczająco dobry, nie idealny.
Nasze systemy regulacji emocjonalnej mogą przez całe życie ulegać
modyfikacjom pod wpływem znaczących doświadczeń i relacji - zarówno tych
pozytywnych, jak i negatywnych. Fakt, że takie zmiany zachodzą, stanowi
dowód na to, że procesy regulacyjne są czymś, czego się uczymy. Nawet
jeśli jesteśmy bardzo wrażliwymi lub impulsywnymi osobami, a nasze
wczesne doświadczenia dodatkowo wzmocniły niektóre, obecnie niezbyt dla
nas korzystne aspekty naszego temperamentu, możemy pracować nad
regulacją tych cech, poprawą relacji pomiędzy poziomami poznawczym,
emocjonalnym i somatycznym oraz uczyć się słownictwa i zasad komunikacji
emocjonalnej.
Droga ku odzyskaniu równowagi emocjonalnej
Jak już się przekonaliśmy, sposobu regulowania emocji po części możemy
się nauczyć, więc nie jesteśmy całkowicie zdeterminowani przez nasz
temperament. Chociaż podstawowe wzorce kształtują się we wczesnym
dzieciństwie, proces ten trwa nieprzerwanie przez całe życie, dlatego
wypracowanie skutecznego systemu regulacji emocji jest możliwe w każdym
wieku. Oczywiście nie wystarczy jedynie nauczyć się kilku haseł
motywacyjnych i technik relaksacyjnych. Jeżeli nasze wzorce regulacji
emocji są sztywne i powtarzalne, pierwszym krokiem jest uświadomienie
sobie, jak wpływają one na nasze codzienne funkcjonowanie. Dopiero wtedy
będziemy mogli osiągnąć głębokie i trwałe zmiany.
Osoby, które nadmiernie kontrolują swoje emocje, unikają ich lub w ogóle
nie zauważają, często żyją w przeświadczeniu, że jeśli przestaną to
robić, stanie się coś strasznego. Dopuszczenie do siebie uczuć jest dla
nich równoznaczne z chaosem, zagubieniem, utratą panowania nad sobą;
widzą to jako to otchłań, która prowadzi jedynie do cierpienia. W przeszłości osoby te znalazły sposób, by tego uniknąć - nauczyły się
hamować, tłumić lub powstrzymywać najdrobniejsze choćby przejawy emocji.
Nie zamierzają rezygnować z tych mechanizmów, ponieważ uważają je za
niezbędne, nie zdając sobie sprawy, że istnieją znacznie skuteczniejsze
alternatywy. Osoby, które uważają, że nie potrafią panować nad emocjami,
będą zawsze poszukiwać rozwiązania na zewnątrz, na przykład pod postacią
leków, lub oczekiwać, że inni ludzie zapewnią im wsparcie. Z kolei ci,
którzy czują się przytłoczeni swoimi emocjami, mogą poszukiwać czegoś,
co natychmiast pomoże im pozbyć się dyskomfortu, nie zważając na cenę,
jaką będą musieli za to zapłacić. Będą na bieżąco gasić pożary, nie
mając cierpliwości, by poddać się powolnemu procesowi zmian, które
mogłyby doprowadzić do długofalowej poprawy ich stanu emocjonalnego.
Gdy odrzucimy te katastroficzne wizje, będziemy mogli spojrzeć na proces
zmiany mechanizmów radzenia sobie z naszymi emocjami w sposób bardziej
realistyczny. Pamiętajmy, że:
Nie da się zmienić naszego funkcjonowania emocjonalnego jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale istnieją skuteczne metody,
aby to osiągnąć.
Pewne aspekty naszych reakcji emocjonalnych są automatyczne, ale
bardzo wiele możemy zmienić poprzez świadomą pracę.
Najlepiej opłacają się średnio- i długoterminowe inwestycje w nasze
życie emocjonalne. Lepiej jest się uczyć i wypracowywać nowe metody,
niż na bieżąco łatać dziury.
Świeżo wypracowane metody należy codziennie ćwiczyć (zwłaszcza w zwyczajne czy złe dni), aby mieć gotowe narzędzia, gdy przyjdzie nam
zmierzyć się z czymś naprawdę trudnym.
Lepiej jest konsekwentnie podejmować kolejne kroki w jednym
kierunku, zamiast próbować każdego dnia czegoś innego.
Zmiana w przypadku każdej osoby będzie wyglądała inaczej, a wszystko
będzie zależało od tego, jaki jest jej punkt wyjścia.
Nakreślmy zatem, na czym polega proces przywracania zdrowej regulacji
emocjonalnej. Przede wszystkim musimy chcieć dokonać zmian, następnie
powinniśmy wyznaczyć sobie realistyczne cele, zdemontować to, co nie
działa, mieć przy sobie "mapę" z wyznaczoną trasą, przyjmować z wyrozumiałością trudności, jakie się pojawią po drodze, przez cały czas
podtrzymywać motywację do działania oraz wybrać odpowiedni moment, aby
móc skupić się na tej pracy.
Krok pierwszy: określ jasno, co chcesz zmienić
To ważne, byśmy mieli świadomość, jak wiele chcemy zmienić. Zastanówmy
się, w jakich sferach życia nasz sposób radzenia sobie z emocjami się
nie sprawdza i co moglibyśmy zyskać, gdyby udało nam się zmodyfikować te
schematy. Skoro w ogóle o tym myślimy, to znaczy, że obecny styl życia
nie do końca nam odpowiada. Ważne jest, aby wyznaczyć sobie konkretny
cel, który stanie się naszą motywacją do działania. Co może zyskać ktoś,
kto nauczy się stawiać czoła rzeczom, których wcześniej unikał? Taka
osoba musi być przekonana, że po przebyciu tej trudnej drogi odnajdzie
poczucie bezpieczeństwa, spokój i większe zadowolenie z życia. Choć
unikanie problemów ma na celu ochronę, może przynosić odwrotny skutek.
Jeśli odważymy się stanąć twarzą w twarz z tym, co wydaje nam się
trudne, początkowo poczujemy strach, lecz po jakimś czasie pojawią się
zupełnie inne emocje. Każdy z nas musi znaleźć własną motywację i podtrzymywać ją, bo zmiana nie przyjdzie od razu. Pamiętajmy, że to, co
znajduje się na końcu całego procesu, jest powodem, dla którego tu
jesteśmy. Każdy z nas na to zasługuje.
Krok drugi: wyznacz sobie realistyczny cel
Pragniesz odzyskać równowagę emocjonalną, ale co to właściwie znaczy?
Pamiętajmy, że ludzki organizm jest stworzony tak, aby zawsze powracać
do stanu homeostazy. Regulacja emocji ma wiele wspólnego zarówno ze
stabilnością wewnętrzną, jak i relacjami z innymi ludźmi. Ta równowaga
nie jest jednak statyczna, a dynamiczna; nie chodzi o to, byśmy zawsze
czuli się tak samo, ale o to, by nasze emocje dostosowywały się do tego,
co się dzieje. Równowaga emocjonalna nie oznacza życia w stanie
nieprzerwanej nirwany, w którym nic na nas nie wpływa, a nasze emocje
pozostają niezmienne. Nie chodzi również o to, by być wiecznie
szczęśliwym i nigdy nie zaznawać cierpienia. Emocje - mniej lub bardziej
intensywne, przyjemne lub nie - będą nam towarzyszyły, a my będziemy
mieć pewność, że prędzej czy później wszystko wróci do równowagi.
Czasami, zwłaszcza gdy jesteśmy przytłoczeni lub zablokowani przez
emocje, spokój jawi nam się jako stan zupełnie neutralny i niezmienny.
Wyobrażenie to jest jednak dalekie od tego, jak naprawdę wygląda dobre
samopoczucie - jest ono niczym morze, niekiedy ciche, czasami wzburzone,
z falami i przypływami o różnej intensywności; zawsze jednak powracające
do swojej pierwotnej postaci.
Krok trzeci: rozbrój mechanizmy, które się nie sprawdzają
W odzyskaniu równowagi nie chodzi o to, aby za wszelką cenę starać się
utrzymać emocje w ryzach. Należy za to ponownie im zaufać i zrezygnować
z mechanizmów, które nie są skuteczne. Przypomina to jazdę na rowerze:
nie musimy przez cały czas kontrolować naszych ruchów, zastanawiać się,
jak mocno się pochylić albo pod jakim kątem skręcić kierownicę. Tym
sposobem prawdopodobnie od razu byśmy się przewrócili lub przynajmniej
bylibyśmy bardzo spięci i nie czerpalibyśmy z jazdy żadnej przyjemności.
Wsiadając na rower, pozwalamy, by nasza pamięć i równowaga automatycznie
zarządzały całym procesem. Możemy wówczas podziwiać widoki, nie
zwracając uwagi na to, co robimy. Nauka jazdy na rowerze - oraz
regulowania emocji - w znacznej mierze polega na odpuszczeniu kontroli.
Krok czwarty: wciel w życie produktywną zmianę
Istnieje wiele mechanizmów zarządzania emocjami, które nie wiążą się z unikaniem, tłumieniem lub kontrolą. Wykorzystuje się je na różnych
etapach przetwarzania emocji, co przedstawiono na poniższym wykresie.
Aby móc w jakikolwiek sposób wpłynąć na swój stan emocjonalny, musimy
najpierw uświadomić sobie, że się pojawił, a następnie uważnie się mu
przyjrzeć. W dalszej kolejności powinniśmy pozwolić sobie poczuć to,
co zauważyliśmy, niezależnie od tego, jak bardzo intensywne i uporczywe
jest to uczucie. Wsłuchajmy się w to, co chcą przekazać nam nasze
emocje. Pozwólmy im odkryć przed nami tajemnice dotyczące świata oraz
naszego wnętrza. Niech wszystkie uczucia połączą się w jedną całość, co
pozwoli nam uzyskać pełniejszy i bardziej realistyczny obraz sytuacji.
Czwarty krok polega na nawiązaniu kontaktu z naszym ciałem i uczuciami. Pozwoli nam to zauważyć, że te emocje naprawdę do nas należą.
Warto również spojrzeć w przeszłość, aby lepiej zrozumieć to, co się
dzieje w naszym życiu tu i teraz. Nie zapominajmy o drugim człowieku -
dostrzegajmy jego emocje, ale równocześnie oddzielajmy je od własnych.
Kolejnym krokiem jest zatroszczenie się o siebie: zastanówmy się, co
jest dla nas korzystne, i poszukajmy sposobów na powrót do równowagi
oraz zbliżenie się do tego, co daje nam oparcie. Na koniec podejmijmy
działanie. Odkryjmy, jakie potrzeby leżą u podstaw naszego stanu
emocjonalnego, jakie reakcje on w nas wywołuje oraz dokąd nas prowadzi.
Krok piąty: zrozumienie trudności, jakie pociąga za sobą zmiana
Zmiana jest możliwa do osiągnięcia, ale proces ten momentami będzie
niełatwy. Dlatego ważne jest, byśmy patrzyli na siebie z wyrozumiałością. Gdy coś sprawia nam trudność, zastanówmy się, z czego
to wynika - w ten sposób dowiemy się czegoś ważnego na swój temat. Im
więcej rozumiemy, tym więcej możliwości zmiany się przed nami otwiera, a ta nowa, bogatsza perspektywa pomoże nam uregulować nasze emocje. Oto
niektóre spośród trudności, jakie możemy napotkać:
Jeśli do tej pory nie byliśmy świadomi swoich emocji, może się okazać,
że dopiero po wielu próbach i tylko w niektórych sytuacjach uda nam
się je dostrzec. To jednak nie najgorszy wynik, który powinien
zachęcić nas do dalszej pracy.
Jeżeli ktoś ważny w naszym życiu nie radził sobie zbyt dobrze z emocjami, mogliśmy pośrednio przyswoić ten wzorzec i będzie nam on
ciążył, nawet jeżeli teoretycznie zdajemy sobie sprawę, że wszystko,
co czujemy, jest potrzebne. Nie ma w tym nic złego, musimy tylko
zrozumieć tę sytuację i nauczyć się odróżniać, które emocje należą do
nas, a które pochodzą od drugiej osoby.
Możemy mieć wrażenie, że nawiązywanie kontaktu z własnymi lub cudzymi
emocjami negatywnie wpływa na nasze samopoczucie, jednak w miarę
nabierania wprawy będzie się to zdarzać coraz rzadziej.
Może nam być trudno zaakceptować, że to my musimy się zmienić. W takiej sytuacji będziemy oczekiwać, że to inni coś zrobią. Im jednak
mniej będziemy liczyć na to, że inni wezmą sprawy w swoje ręce, tym
lepiej. Oczywiście, jeżeli osoby w naszym otoczeniu również się
zmienią, będzie nam łatwiej, powinniśmy jednak przede wszystkim skupić
się na tym, co sami możemy zrobić.
Niekiedy może się zdarzyć, że zamiast przyjmować swoje uczucia z wyrozumiałością, będziemy się za nie na siebie złościć lub ich
wstydzić. To naturalne, że dawne nawyki dochodzą niekiedy do głosu,
nawet jeżeli jesteśmy świadomi, jak ważne jest, by troszczyć się o swoje emocje. Pracujmy jednak dalej nad sobą, a będzie się to zdarzać
coraz rzadziej.
Możemy również obawiać się zmian. Na przykład wyrażanie gniewu może
nam przychodzić z trudem, ponieważ nie chcemy prowokować konfliktu lub
czujemy opór przed próbowaniem czegoś nowego, bo wiąże się to z ryzykiem popełnienia błędu. Musimy jednak się przemóc, i to więcej niż
raz, aby się przekonać, że konsekwencje nie są aż tak katastrofalne
jak w naszych wyobrażeniach.
Nie rezygnujmy z naszych prób zmiany, gdy napotkamy na swojej drodze te
przeszkody i trudności. Postrzegajmy je raczej jako okazje do nauczenia
się czegoś ważnego na swój temat. Dzięki temu w przyszłości łatwiej nam
będzie planować kolejne wyzwania. Patrzmy na siebie z wyrozumiałością -
pomoże nam to przezwyciężyć te przeszkody oraz podejść do planowanej
zmiany w bardziej realistyczny sposób.
Krok szósty: podążaj wytrwale w obranym kierunku
Musimy wykazać się dużą wytrwałością, aby utrzymać właściwy kierunek,
mimo wspomnianych powyżej trudności i wielu nieudanych prób, które są
naturalną częścią procesu nauki. Pamiętajmy, że ten wysiłek się opłaca,
a sukces jest osiągalny dla wielu osób. Nasz system regulacji emocji,
podobnie jak skomplikowany mechanizm zegara, można modyfikować i naprawiać, co pozwoli mu działać precyzyjnie i automatycznie. Dzięki
temu będzie dostarczał nam dokładnych informacji na temat bieżących
wydarzeń oraz tego, co czeka nas w przyszłości. Początki zawsze są
najtrudniejsze. Im zdrowszy będzie stawał się nasz system regulacji
emocji, tym mniej uwagi będziemy musieli mu poświęcać, ponieważ zacznie
działać sam, spontanicznie i intuicyjnie. Na początku może być konieczne
rozłożenie mechanizmu na części, aby zrozumieć, jak jest zbudowany, oraz
ocenić każdą jego część. Będzie to wymagało cierpliwości, ale gra jest
warta świeczki.
Najlepszy czas na rozpoczęcie zmian jest teraz. W sferze regulacji
emocjonalnej proces ten jest raczej powolny. Wystarczy, że zaczniemy
robić coś inaczej niż zwykle; może to być coś tak błahego, jak
poświęcenie każdego dnia minuty, aby przyjrzeć się swoim doznaniom
cielesnym, myślom przechodzącym nam przez głowę i pojawiającym się
emocjom. Zasiejemy w ten sposób małe ziarno, które za jakiś czas
przyniesie obfite plony. Jeżeli będziemy czekać na właściwy moment, aby
rozpocząć proces zmian, może on nigdy nie nadejść.
Czy twarz jest zwierciadłem duszy?
Tłumienie emocji, choć odbywa się w naszym wnętrzu, wpływa również w znacznym stopniu na to, co pokazujemy na zewnątrz. Pokerzyści doskonale
potrafią blefować i nie ujawniać tego, co czują, dzięki czemu zyskują
przewagę nad przeciwnikami. Dobrzy biznesmeni i politycy również
opanowali tę sztukę, a aktorzy uczynili z tego swój zawód.
Aby komunikować się z innymi na głębszym poziomie, warto, by nasza
mimika odzwierciedlała odczuwane przez nas emocje. Dzięki temu druga
osoba zrozumie nasze intencje lepiej, niż gdybyśmy wyrazili je tylko
słowami. Niejednokrotnie jednak chcemy osiągnąć odwrotny efekt i nie dać
po sobie poznać, co czujemy, ukryć swoje zamiary oraz sprowokować
określoną reakcję emocjonalną. W takich sytuacjach celem nie jest
komunikacja, a wywołanie konkretnej reakcji i realizacja naszych celów,
choć nie zawsze dzieje się to na świadomym poziomie.
Niekiedy naszym celem nie jest wywieranie wpływu na innych ludzi, lecz
ukrycie emocji po to, by utrzymać je pod kontrolą. Jeżeli na przykład
nie pozwalamy, by na naszej twarzy ukazał się wyraz smutku, odczuwamy go
w mniejszym stopniu. Uśmiech może pomóc powstrzymać negatywne emocje,
ale gdy pozwalamy im swobodnie płynąć, zarówno na zewnątrz, jak i wewnętrznie, stają się one silniejsze. Wiemy, że gdy pozwolimy sobie na
łzy, już ich nie zatrzymamy. Przeczuwamy, że jeśli wrota zostaną
uchylone, nawet nieznacznie, o wiele trudniej będzie je z powrotem
zamknąć.
Spośród bohaterów przedstawionych we wcześniejszych rozdziałach swoje
uczucia najsilniej okazują Pandora, która nie potrafi zamaskować
niepokoju, oraz Iván, który nawet nie stara się ukryć swej złości.
Ujawnienie emocji w ich przypadku nie skłania jednak innych do
udzielenia wsparcia. Niepokój Pandory wywołuje rozpacz bliskich jej
osób, które bezskutecznie próbują ją uspokoić. Co prawda prosi o pomoc,
lecz cokolwiek inni by nie mówili czy nie robili, zawsze okazuje się to
bezskuteczne. Wyraz twarzy Ivána sprawia, że ludzie czują się atakowani,
co prowokuje ich wrogie i negatywne reakcje. Przyjrzyjmy się teraz
Lucii, której regulacja emocjonalna zdaje się najzdrowsza. Nie pokazuje
ona wszystkich swoich emocji, zwłaszcza w kontakcie z szefem i w reakcji
na jego wybuchy. Uważa, że odsłanianie się w takim momencie nie jest w jej interesie i że lepiej zastanowić się na spokojnie, co dalej zrobić.
W rozmowie z przyjaciółką otwiera się natomiast całkowicie, czuje się
zrozumiana i wie, że może liczyć na jej wsparcie. W tym przypadku
dzielenie się kimś swoim smutkiem jest pomocne, gdyż sprawia, że druga
osoba jej współczuje i pragnie nieść pocieszenie.
W kwestii okazywania uczuć pojawiają się również bardziej złożone
sytuacje, w których nasza mimika sugeruje coś zupełnie innego niż nasze
prawdziwe emocje. Niektórzy ludzie mają tendencję do uśmiechania się tym
mocniej, im gorzej się czują lub im bardziej przykre rzeczy opisują. Co
ciekawe, niekiedy nie pokazujemy po sobie emocji, ale i tak oczekujemy,
że ludzie nas zrozumieją, i mamy do nich żal, gdy tak się nie dzieje.
Chcemy, aby nasz partner odgadł, co nam się podoba albo czego
potrzebujemy, lecz nie dajemy mu żadnych wskazówek, nawet jeżeli wiemy,
że nie jest zbyt domyślny. Czasami ludzie, którzy nie są zbyt
spostrzegawczy, byliby gotowi nas zrozumieć i wesprzeć, gdybyśmy tylko
im to trochę ułatwili.
Co ciekawe, istnieje również odwrotna zależność między emocjami
człowieka a wyrazem jego twarzy: to, co pokazujemy na zewnątrz, wpływa
na to, jak się czujemy. Profesor Fritz Strack z Uniwersytetu w Würzburgu
przeprowadził ciekawy eksperyment. Poprosił badanych, aby ocenili, na
ile zabawna wydaje im się historyjka obrazkowa. Niektórzy spośród
uczestników mieli przy tym trzymać długopis ustami (co hamowało
muskulaturę związaną z uśmiechem), inni zębami (co stymulowało
muskulaturę związaną z uśmiechem), a pozostali w ręku (co nie miało
wpływu na muskulaturę twarzy). Badani, którzy trzymali długopis zębami
(co zmuszało ich do przybrania wyrazu twarzy przypominającego uśmiech),
określali ilustracje jako zabawniejsze niż ci, którzy trzymali długopis
ustami, natomiast grupa trzymająca długopis w dłoni plasowała się gdzieś
pośrodku.
Okazuje się więc, że powiedzenie "robić dobrą minę do złej gry" ma sens.
Wyraz naszej twarzy ma wpływ na to, jak się czujemy, a jeśli zauważymy
jakąś emocję, możemy ją stłumić, ograniczając naszą zewnętrzną
ekspresję. Możemy na przykład poprawić sobie nastrój, szukając wesołego
towarzystwa lub oglądając zabawny film, który wywoła uśmiech na naszej
twarzy. Ważne jest, aby takie sztuczki nie zastępowały dogłębnego
zajęcia się tym, co sprawia, że czujemy się źle. Te metody pozwolą
jedynie na chwilowe złagodzenie dyskomfortu. Otwarte wyrażenie bólu może
pogłębić nasz dyskomfort, ale również pomóc w rozładowaniu trudnych
emocji.
Możemy zatem wpływać na swój stan emocjonalny za pomocą mimiki i jest to
umiejętność, którą da się wyćwiczyć. Aktorzy poświęcają temu całe życie
i udaje im się osiągać niesamowite efekty. Niektóre metody gry
aktorskiej, na przykład system opracowany przez Konstantina
Stanisławskiego, zachęcają artystę do kontaktu z wewnętrznymi
doświadczeniami emocjonalnymi, aby wcielić się w daną postać. Inne, jak
choćby ta opracowana przez Sanforda Meisnera, proponują technikę
powtarzania swoich kwestii tak długo, aż zaczną one brzmieć w naszych
ustach naturalnie. Absolutnie nie sugeruję oczywiście, że powinniśmy
ingerować w swoje emocje poprzez odgrywanie starannie przećwiczonej
roli, ale warto korzystać z tych zasobów. Istnieje rodzaj treningu
asertywności (umiejętności stawania we własnej obronie, mówienia "nie" i spokojnego, zdecydowanego egzekwowania swoich praw), który zakłada, że
naśladując przez dłuższy czas zachowania pewnych siebie ludzi, którzy
nie pozwalają sobą manipulować, w końcu staniemy się do nich podobni
(zewnętrzne okoliczności zapoczątkują naszą wewnętrzną przemianę). Tego
rodzaju narzędzia mogą okazać się bardzo pomocne dla osób mających
problemy z odczuwaniem i wyrażaniem gniewu. Zmiana może zachodzić od
wewnątrz (poprzez nawiązanie kontaktu z naszymi stanami emocjonalnymi,
zrozumienie ich i modyfikowanie), ale także od zewnątrz (poprzez zmianę
naszego zachowania i języka niewerbalnego, a następnie internalizację).
Wszystko, co prowadzi nas w kierunku zmiany, której chcemy dokonać, może
nam pomóc.
Trening asertywności polega na nauce mówienia "nie" (niektórym osobom
trudno jest nawet wypowiedzieć to słowo), proszenia o to, czego chcemy,
bez usprawiedliwiania się i krytykowania drugiej osoby.
Można ją ćwiczyć w następujący sposób: kiedy nie masz ochoty czegoś
zrobić (a nie jest to coś, czym chcesz się zająć, tylko przymusza cię do
tego druga osoba), powiedz "nie" bez podawania jakichkolwiek wyjaśnień.
Może się to wydawać dziwne, ale naprawdę nie musisz się nikomu tłumaczyć
z tego, co robisz, nawet jeśli druga osoba cię o to prosi.
Gdy ktoś cię krytykuje, nie próbuj się bronić. Jeśli dostrzegasz
słuszność jego argumentów, uznaj to. Jeśli nie, odpowiedz po prostu
"może masz rację", ale nie zmieniaj postawy ani o jotę pod wpływem tej
krytyki.
Trening asertywności jest bardziej skomplikowany, ale jeśli te dwa
zadania wydają ci się trudne lub dziwne, możesz nad nimi pracować i je
zmodyfikować.
Podobnie jak w przypadku każdej innej metody, jeśli popadniemy w skrajność lub będziemy wykorzystywać ją nadmiernie, przestanie pełnić
zdrową funkcję. W wielu sytuacjach nasza mimika musi odzwierciedlać to,
jak się czujemy, w przeciwnym razie stanie się problemem. Osoby, które
zawsze mają ten sam wyraz twarzy, nie modulują dobrze swoich reakcji
emocjonalnych ani relacji z innymi. Zdarza się to często Bernardowi,
który sprawia wrażenie, jakby był pozbawiony uczuć, oraz Marcialowi,
który nadmiernie kontroluje swoje emocje oraz mimikę. Brak żywej
ekspresji może być przydatny w negocjacjach z konkurencyjną firmą lub
podczas niezręcznego spotkania rodzinnego, ale nie będzie sprzyjać
komunikacji. Jeśli wysyłamy sprzeczne komunikaty - na przykład
twierdzimy, że czujemy się dobrze, podczas gdy jest oczywiste, że to
nieprawda - ludzie w naszym otoczeniu będą zdezorientowani i nie będą
wiedzieli, jak się zachować. Może to wręcz sprawić, że wydarzy się coś
zupełnie niezgodnego z naszymi oczekiwaniami. Na przykład w sytuacji,
gdy nasza mimika wyraża złość, mimo że tak naprawdę odczuwamy smutek,
ludzie odsuną się od nas, zamiast okazać nam wsparcie. Osoby, które są
"emocjonalnie przezroczyste" i natychmiast ujawniają wszystkie swoje
uczucia, nie mają możliwości decydowania, przed kim chcą się odsłonić,
ani ukrywania swoich emocji, gdy jest to konieczne. Dlatego dobrze jest
być świadomym swojej mimiki i mieć na nią wpływ.
Jednym z problemów związanych z naszą mimiką jest to, że zazwyczaj nie
widzimy samych siebie. Kiedy patrzymy w lustro, nasza spontaniczna
ekspresja zmienia się, podobnie jak wtedy, gdy robimy sobie zdjęcie.
Czasami przybieramy określony wyraz twarzy, nie będąc tego świadomymi.
To właśnie może stanowić odpowiedź na pytania "Dlaczego wszyscy się ode
mnie odsuwają?" lub "Dlaczego nikt mnie nie rozumie?". Niektórzy są
zaskoczeni, oglądając film lub zdjęcie przedstawiające ich w sytuacjach,
gdy odczuwali silne emocje. Wyraz ich twarzy może całkowicie odbiegać od
tego, co w swoim mniemaniu pokazywali w tamtej chwili. Zyskanie większej
świadomości swojej ekspresji zewnętrznej może pozwolić nam lepiej
zrozumieć to, co dzieje się w niektórych naszych relacjach.
W ramach ciekawostki możemy przeprowadzić następujący eksperyment:
Ustaw smartfon tak, aby nagrywał twoją twarz, ale nie zwracaj na niego
uwagi.
Poświęć chwilę na refleksję. Przypomnij sobie jakąś trudną interakcję,
w której nie udało ci się zrozumieć reakcji drugiej osoby. Przywołaj
tę sytuację i emocje, które w tobie wzbudziła.
Skup się na wyrazie swojej twarzy, gdy o tym myślisz, i postaraj się
maksymalnie wzmocnić swoją ekspresję. Przez minutę obserwuj, jakie
emocje się w tobie rodzą.
Przez chwilę opisuj na głos to, co czujesz, jakby przed tobą była
druga osoba.
Następnie pójdź na spacer, a następnego dnia obejrzyj nagranie,
wyobrażając sobie, że jest na nim ktoś inny. Spójrz na siebie z zewnątrz i zastanów się, jakie uczucia wywołałby w tobie kontakt z taką osobą. Nie analizuj niczego, chodzi po prostu o zyskanie większej
świadomości swojej mimiki i tego, jakie reakcje może wywoływać. Często
ma ona większą moc niż słowa i ważne jest, abyśmy nauczyli się ją
kontrolować.
Uświadamianie sobie własnej ekspresji jest interesujące. Możemy to
robić, obserwując w różnych porach dnia, czy nasza twarz jest
zrelaksowana czy napięta, czy marszczymy brwi, czy kąciki naszych ust
unoszą się w górę czy w dół, czy nasze ramiona są opadnięte czy
uniesione, czy patrzymy prosto przed siebie czy na ziemię... Jeśli mamy
tendencję do utrzymywania przez cały czas tego samego wyrazu twarzy,
musimy nauczyć się elastyczności. Może się okazać, że nasze mięśnie
odpowiedzialne za uśmiech lub wyrażanie negatywnych emocji skurczyły się
z powodu ich niewielkiego wykorzystania. Jedna z moich pacjentek przez
cały czas miała gniewną minę, nawet gdy nie odczuwała złości, przez co
spotykała się z niezrozumiałymi dla siebie negatywnymi reakcjami
otoczenia. Poleciałam jej, aby przez miesiąc ćwiczyła uśmiech przed
lustrem i chodziła po ulicy, przez cały czas się uśmiechając, zwłaszcza
gdy będzie z kimś rozmawiała. Oczywiście za swoje pierwsze próby nie
otrzymałaby nominacji do Oskara, jednak były szczere i nieprzesadne, a ona się nie zniechęcała. Po jakimś czasie zauważyła niezwykłą zmianę w reakcjach ludzi ze swojego otoczenia. Odkryła, że uśmiech otwiera przed
nią wiele drzwi, ale co ważniejsze, poprawił jej się nastrój.
Dla innych wyzwaniem może być nie uśmiech, ale okazywanie smutku,
ujawnianie złości lub odczuwanie wstydu bez próby odwrócenia uwagi od
tego, co go powoduje. Niektórzy sądzą, że pewne emocje powinno się
ukrywać lub że nie sposób ich regulować. Jeśli mamy złe doświadczenia w relacjach, możemy nie traktować efektywnej komunikacji jako priorytetu,
a uznawać, że ważniejsze jest zapewnienie sobie ochrony przed innymi
ludźmi, tak "na wszelki wypadek". Brak zaufania wobec innych i skupienie
się na unikaniu niebezpieczeństw może jednak przynieść więcej szkody niż
korzyści. Pozbawiamy się w ten sposób kontaktu z ludźmi, ich wsparcia i wszystkiego dobrego, co można zyskać dzięki relacjom. Rachunek zysków i strat wypada na naszą niekorzyść.
Jeśli to właśnie z tego powodu nasze doświadczenia wewnętrzne nie
znajdują odzwierciedlenia w naszej mimice, musimy popracować nad swoimi
przekonaniami. W ramach eksperymentu, gdy znajdziemy się we właściwych
okolicznościach i z odpowiednimi ludźmi, pozwólmy, by na naszej twarzy
odmalowywało się więcej uczuć. Przekonamy się wtedy, że nie wszyscy chcą
nas skrzywdzić i że niesłusznie podejrzewamy każdą napotkaną osobę o złe
zamiary. Jeśli nigdy nie odważymy się tego sprawdzić lub jeśli zrobimy
to tylko raz, a dana osoba nie zareaguje zgodnie z naszymi oczekiwaniami
(co jest prawdopodobne, ponieważ nikt nie jest doskonały), utwierdzi nas
to w naszym przeświadczeniu, że ludziom nie warto ufać i będziemy nadal
postępować tak samo. Ilekroć przeprowadzamy eksperymenty w celu
przetestowania naszych hipotez na temat ludzi i świata, musimy powtarzać
je wiele razy, nie zapominając, by brać pod uwagę zarówno pozytywne, jak
i negatywne wyniki.
Mówmy o tym
Kolejną ważną kwestią dotyczącą wyrażania emocji jest ich werbalizacja.
Komunikowanie tego, co czujemy, stanowi bardzo cenny zasób pozwalający
regulować nasze emocje, jednak dla wielu osób stanowi to wyzwanie.
Często dzieje się tak dlatego, że w dzieciństwie emocje i słowa nigdy
nie występowały razem. W niektórych rodzinach nie rozmawia się o uczuciach, a opiekunowie nie starają się ubrać w słowa emocji swoich
dzieci. Gdy na przykład malec wraca ze smutną miną ze szkoły, nie słyszy
od rodzica "wydaje mi się, że jesteś w złym nastroju". Czasami dzieci
uczą się nie okazywać tego, co czują, ponieważ wiedzą, że nie otrzymają
pomocnej odpowiedzi, albo nie chcą martwić dorosłych. Niekiedy zdarzają
się wręcz rodzice, którzy obarczają dzieci własnymi problemami (sytuacja
postawiona na głowie). Istnieją tysiące powodów, dla których rodzina
może utrudniać nam mówienie o tym, co czujemy. Zwykle nie jest to
celowe. Raczej nie zdarza się, żeby ktoś miał wszystkie zasoby do
zdrowej regulacji emocjonalnej, a decydował się nie wykorzystywać ich w kontakcie ze swoimi dziećmi. Aby zostać rodzicem, nie trzeba być
ekspertem w zakresie regulacji emocji, a każdy uczy swoje dzieci takiego
języka, jaki sam zna. Z tego powodu wiele osób będzie musiało radzić
sobie z ograniczonym lub zawikłanym językiem emocjonalnym.
Język ma co prawda charakter werbalny, ale znaczenie mają nie tylko
słowa, lecz również spojrzenia i gesty. Komunikacja przebiega najlepiej,
kiedy to, co wyrażamy za pomocą słów, jest zgodne z naszą mową ciała.
Wcale niełatwo jest zachować spójność pomiędzy emocjami, ekspresją
niewerbalną i werbalnym wyrażaniem uczuć. Kiedy to, co przekazujemy za
pośrednictwem jednego kanału (na przykład słowami), nie pokrywa się z tym, co przekazujemy poprzez pozostałe (na przykład za pomocą
gestykulacji lub spojrzenia), możemy wzbudzić w naszym rozmówcy
dezorientację lub nieufność.
Jeśli nie jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie, pierwszą rzeczą, którą
musimy sobie uświadomić, są korzyści płynące z wyrażania naszych emocji
słowami. Nasze mózgi są do tego zaprogramowane, a obszary związane z myśleniem i reagowaniem (płat przedczołowy w przodomózgowiu) oraz te
odpowiedzialne za odczuwanie emocji (układ limbiczny w środkowej części
mózgu) równoważą się nawzajem. Najnowsze, fascynujące badania naukowe
pozwalają nam obserwować w czasie rzeczywistym współpracę poszczególnych
obszarów mózgu. Do niedawna mogliśmy poznać jedynie ich budowę, ale
możemy zobaczyć, kiedy dany obszar jest aktywny, a kiedy znajduje się w stanie spoczynku. Pozwoliło nam to zauważyć, że obszar limbiczny (mózg
emocjonalny) może zostać aktywowany, gdy zastanawiamy się nad znaczeniem
tego, co czujemy, dzięki czemu mamy większy dostęp do naszych emocji i możemy je zrozumieć. Gdy zaś nazwiemy te emocje, układ limbiczny się
uspokaja. Badanie z wykorzystaniem funkcjonalnego rezonansu
magnetycznego wykazało również, że gdy uczestnikom prezentuje się
niepokojące obrazy, ich ciało migdałowate (część układu limbicznego)
zostaje aktywowane. U osób, którym umożliwiono następnie wyrażenie
swoich uczuć, aktywność tego obszaru się zmniejszyła, a w przypadku
uczestników, którzy nie otrzymali takiej możliwości, nie zaobserwowano
podobnego efektu.
Dzielenie się emocjami z innymi ludźmi niesie ze sobą wiele korzyści.
Kiedy opisujemy, co czujemy i co nam się przydarzyło, organizujemy nasze
wspomnienia o ważnych doświadczeniach. Dzięki temu przenosimy je do
"archiwum" naszych przeżyć, z którego w przyszłości będziemy mogli
skorzystać. Jest to ostatni etap procesu zapamiętywania. Co więcej,
dzieląc się emocjami, wzmacniamy nasze relacje z ludźmi. Współdzielimy
wówczas pewne doznania i nawet jeśli druga osoba nie doświadczyła tego
samego, możemy przekazać jej nasze wewnętrzne przeżycia, a ona je
przyjmie. Za każdym razem, gdy rozmawiamy z kimś o tym, co się z nami
dzieje, wspólnie uczymy się czegoś nowego na temat radzenia sobie z emocjami, co może być korzystne dla obu stron.
Opowiadanie o tym, co czujemy, wspiera różne procesy, które przyczyniają
się do regulacji naszych emocji. Pomaga nam:
Uzyskać pocieszenie (co jest przydatne w przypadku smutku).
Rozładować napięcie, jeżeli jesteśmy zezłoszczeni (wyżalenie się
przyjacielowi to świetny sposób na uwolnienie emocji).
Nadać sens danemu doświadczeniu (co jest ważne, byśmy mogli je
przepracować).
Poznać nowe punkty widzenia (i zmienić sposób myślenia o danej
sytuacji).
Rozpoznać, kto ponosi odpowiedzialność za to, co się wydarzyło (jeśli
przytłoczyło nas poczucie winy).
Poradzić sobie ze wstydem.
Dla kogoś, kto nie ma wielu bliskich relacji, będzie to oczywiście
trudniejsze. Jeżeli należycie do osób, które zawsze zachowują wszystko
dla siebie, to, co opisuję, zapewne wzbudza w was niepokój. Okazywanie
emocji będzie jawić się wam co najmniej jako niekomfortowe lub wręcz
zagrażające. Jeżeli zaś należycie do osób, które zawsze potrzebują
kogoś, kto was uspokoi, będziecie bardzo wyczuleni na reakcje innych
ludzi, gdy dzielicie się z nimi swoimi emocjami. Będziecie bardzo silnie
reagowali na wszelkie przejawy odrzucenia, niezrozumienia lub krytyki.
To, na ile pomocne jest dzielenie się swoimi emocjami, zależy również w dużym stopniu od rozmówcy. Niektórzy zareagują z empatią i zrozumieniem,
inni zaś, jeśli sami nie radzą sobie z emocjami, mogą starać się
zbagatelizować nasze przeżycia, obrócić je w żart, unikać tematu bądź
też zarazić się naszym stanem emocjonalnym. To, w jaki sposób zostaniemy
wysłuchani, ma większe znaczenie niż to, ile razy o czymś opowiemy. Na
przykład rozmowa o tym, jak się czujemy przed operacją, sprawi, że nasz
nastrój się poprawi. Nie pomoże nam jednak dzielenie się tym z wieloma
osobami, a jedynie z kimś, przez kogo czujemy się zrozumiani. Mądrość
ludowa głosi, że nie potrzebujemy wielu przyjaciół, a jedynie kilku
naprawdę dobrych. Ważne jednak, byśmy starali się dzielić naszym
emocjonalnym światem z tą niewielką grupą bliskich osób. Był to jeden ze
sposobów, który wykorzystała Lucía, aby uregulować swoje emocje, gdy
miała gorszy dzień. Dobra regulacja emocjonalna nie oznacza, że musimy
radzić sobie ze wszystkim sami. Należy po prostu mądrze wybierać osoby,
do których się zwracamy w poszukiwaniu wsparcia.
Temat rozmowy ma znaczenie, ponieważ niektóre sytuacje mogą być trudne
do omówienia, zwłaszcza jeśli nie są one społecznie akceptowane. Jest to
również zależne od przekonań naszego rozmówcy lub czasu i kontekstu, w którym poruszamy daną kwestię. Jeśli napotykamy trudności, warto
poszukać sposobów, by ułatwić sobie rozmowę.
Nie zaczynaj od rozmowy z osobą, która cię nie rozumie, ani nie wybieraj
najtrudniejszego tematu. Lepiej jest ćwiczyć w codziennych sytuacjach, z ludźmi z najbliższego otoczenia. Wprowadź do rozmów zdania zaczynające
się od "dzisiaj czułem się...", aby mówienie o emocjach nie wydawało ci
się karkołomnym zadaniem. Pytaj też drugą osobę o jej samopoczucie,
staraj się słuchać uważnie i wczuwać w jej sytuację. Poszukaj wśród
znajomych kogoś, kto może ci ułatwić rozmowę tego typu, i ćwicz
stopniowo. Z czasem staniesz się ekspertem w tej dziedzinie.
Jeśli rozmowa wydaje się zbyt trudna, możemy zacząć od pisania.
Badania pokazują, że ubieranie emocji w słowa pomaga, nawet jeśli robimy
to tylko na papierze. Jeśli coś nam się przydarzy i opiszemy to co
najmniej trzy razy przez około piętnaście minut, uwzględniając emocje,
których wówczas doświadczyliśmy, poczujemy się lepiej. Zdarzają się
jednak osoby, które czują się jeszcze gorzej, gdy piszą o czymś trudnym.
Podobnie jak w przypadku naszych myśli, istnieje wiele sposobów
przelewania uczuć na papier. Pisanie o tym, co się wydarzyło i jak się
przez to czujemy, pozwala dać upust emocjom. Wiele osób pisze
pamiętniki, które pomagają im radzić sobie w codziennym życiu.
Wielokrotne wracanie do czegoś, analizowanie przyczyn, znaczenia i potencjalnych konsekwencji konkretnych wydarzeń nie przynosi jednak
ulgi, ale raczej podsyca dyskomfort.
Opisanie danej sytuacji i związanych z nią uczuć jest bardziej pomocne
niż dokonywanie ogólnych analiz. Jeśli nie skupimy się na detalach przed
wyciągnięciem wniosków, pominiemy ważny etap przepracowywania
doświadczeń. Pierwszym krokiem jest ustalenie, co czujemy. Jeśli mamy
trudności z zauważaniem emocji lub rozróżnianiem ich, musimy nad tym
popracować. Następnie powinniśmy poświęcić czas na dostrzeżenie
szczegółów, by ujawniły się emocje związane ze wszystkimi aspektami
tego, co się wydarzyło. Później możemy przeanalizować ich znaczenie i opracować narrację na temat naszych przeżyć. Pominięcie któregoś z tych etapów przypomina mówienie dziecku: "Nie płacz, nic się nie stało".
To pozornie nieszkodliwe zdanie powoduje wiele problemów z regulacją
emocji: próbując pomóc, pomijamy emocje, przez co pozostają one
nieprzepracowane. To zamiatanie problemu pod dywan - nie rozwiązuje go,
a nagromadzone emocje mogą działać jak odpady radioaktywne, wywołując
niekiedy po dłuższym czasie wiele skutków ubocznych.
Na szczęście dysponujemy wieloma sposobami wyrażania emocji. Teatr,
kino, muzyka, literatura i sztuka to formy ekspresji emocjonalnej o niezwykłej mocy. Zaobserwowano na przykład, że słuchanie muzyki aktywuje
obszary mózgu zaangażowane w regulację emocjonalną, takie jak ciało
migdałowate (związane z przetwarzaniem strachu i nieprzyjemnych emocji),
wyspa (związana z odczuciami cielesnymi) i obszary przedczołowe
(zaangażowane w regulację pozostałych dwóch struktur). Śpiewanie,
rysowanie, pisanie opowiadań lub poezji, uczestnictwo w grupie
teatralnej - każda z tych aktywności może być sposobem na skanalizowanie
naszych emocji i ich wyrażenie Zapewniają one wspierający kontekst,
dzięki czemu niektórym osobom łatwiej jest wyrazić swoje uczucia w ten
sposób niż bezpośrednio. Nawet jeśli nie mamy żadnej z tych
umiejętności, wielu z nas śpiewa piosenki w samochodzie i dobiera je
stosownie do swojego nastroju, aby go wzmocnić lub złagodzić. Czytamy
powieści, aby doświadczyć emocji bohaterów, w tym samym celu wciągamy
się w seriale telewizyjne. Czasami jest to sposób na oderwanie się od
własnych zmartwień i skupienie na czymś innym; śledząc perypetie
fikcyjnych postaci, obserwujemy sposoby rozwiązywania emocjonalnych
węzłów, które następnie możemy wykorzystać we własnym życiu. Być może
tworzymy fantazyjne bazgroły, gdy jesteśmy znudzeni lub zmartwieni, albo
wychodzimy potańczyć, by poprawić sobie humor, bądź też zabawić się z przyjaciółmi. Ludzie mają wiele sposobów na wyrażanie i regulowanie
swoich emocji.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki