Przedmowa
Przedmowa
Mijają dwadzieścia cztery lata, odkąd
towarzyszę ofiarom manipulatorów i badam sposoby postępowania oraz
reakcje zarówno jednych, jak i drugich, a także łączące ich zależności.
Przede wszystkim jednak poszukuję rozwiązań, które umożliwią ofierze
wyzwolenie się spod władzy manipulatora.
Wieloletnia praktyka pozwoliła mi rozszyfrować osobowość manipulatorów i ich ofiar oraz określić, co składa się na szczególną więź między n
imi. Podczas kolejnych sesji coachingowych
gromadziłam coraz bardziej wnikliwe spostrzeżenia, formułując różne
hipotezy, które potwierdzałam bądź odrzucałam. Poznawszy składowe
myślenia kompleksowego, mogłam bliżej się przyjrzeć, w jaki sposób
manipulatorzy świadomie bądź instynktownie wykorzystują pajęczą sieć
waszych myśli, by utkać z niej pułapkę. Wręcz poraziło mnie to, jak
manipulator i ofiara się ze sobą uzupełniają. I tak z hiperestezją1 jednego idzie w parze ekspansywność
sensoryczna drugiego (wyjaśnię wam to dalej!), z chorobliwą potrzebą
rozumienia - równie chorobliwa odmowa wyjaśniania, a z umiłowaniem
pokoju i harmonii - dążenie do próby sił i konfliktu...
Poczynione spostrzeżenia przedstawiłam w pięciu książkach: trzech
poświęconych manipulacji psychicznej i dwóch - myśleniu kompleksowemu,
które nazwałam "nadwydajnością mentalną" (by nie określać go mianem
"nadinteligencji", której nie dostrzega u siebie wielu spośród za dużo
myślących).
Tematy, jakie poruszałam w tych książkach, przeplatają się wzajemnie.
Kolejno napisałam:
Échapper aux manipulateurs: les solutions existent! (Uciec od manipulatorów: rozwiązania istnieją);
Jak mniej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko
wrażliwych;
Divorcer d'un manipulateur: un emploi a plein-temps (Rozwodzić się z manipulatorem: praca na cały etat);
Enfants de manipulateurs: comment les protéger ? (Dzieci
manipulatorów: jak je chronić?);
Jak lepiej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko
wrażliwych.
W książkach o manipulatorach poświęcam całe rozdziały profilowi ofiar. W tych o nadwydajności mentalnej wyjaśniam obszernie nadwydajnym, że
powinni podchodzić nieufnie do pewnej cechy swoich złożonych umysłów,
jaką jest łatwość ulegania sugestii.
Ogólnie biorąc, lektura moich książek odniosła skutek: wielu z was
zdołało wybrnąć z sytuacji, w której byliście narażeni na manipulację.
Pogodziliście się ze swoim kompleksowym, rozgałęzionym myśleniem i odzyskaliście pewność siebie. Usłyszałam od was: "Uff, wreszcie
odżyłem!". Ale okres wyciszenia z reguły nie trwał długo.
Taka bowiem jest rzeczywistość: nawet jeśli nadwydajni dołożyli starań,
aby wyjść z uzależnienia, i nawet jeśli rozszyfrowali jego mechanizmy,
nadal przyciągają manipulatorów jak magnes. Zrozumieli, wiedzą, a jednak... Tak jakby im brakowało jakiegoś elementu, zbawiennego przebłysku
świadomości, który by ich raz na zawsze uchronił przed manipulacją
psychiczną. Niektórzy z was doznali takiego przebłysku, lecz należą do
rzadkości. Mówią mi ze śmiechem, że teraz już z daleka rozpoznają
manipulatorów, gotowych pociągać za sznurki, i że sami napędzają tamtym
strachu. Niestety, inni wydają się dotknięci amnezją. Wiedza, jaką
zdobyli, się ulotniła. Wszystko trzeba zaczynać od nowa.
Zajmuję się ofiarami manipulacji psychicznej od tak dawna, że często
spotykam swoich byłych klientów po kilku latach. Kiedyś pomogłam im
wyzwolić się ze zniewalającej, niszczycielskiej relacji. Teraz czują, że
powinni przyjść po radę, gdyż znów wplątali się w jakiś toksyczny
związek. Tak jakby potrzebowali przypominającej dawki szczepionki.
Zdziwiło mnie, jak szybko ludzie za dużo myślący "zapominają" o istnieniu manipulatorów. Weseli, kochający, ufni, znów kierują się
odruchem serca i wystawiają czeki in blanco w stosunkach międzyludzkich.
Czy nie chcąc przyjąć do wiadomości tej irytującej prawdy, nadwydajni
mentalnie stają się idealnymi ofiarami dla pierwszego lepszego
manipulatora, jaki pojawi się na ich drodze?
Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie Francine, która miała w pracy
kłopoty związane bezpośrednio ze swoją nieuświadomioną nadwydajnością.
Gdy zrozumiała, kim jest i jak funkcjonuje, mogła dostosować się do
kolegów i znaleźć zajęcie, które najbardziej jej odpowiadało. Przychodzi
do mnie dwa lata później, aby ocenić nową sytuację, gdyż właśnie
awansowano ją na wielozadaniowe stanowisko, o jakim marzyła, ale w jej
obecnym dziale "nie wszystko układa się dobrze". Kierowniczka jest
"dziwną osobą", "chyba niezbyt kompetentną", jak sądzi Francine. W krótkim czasie nowi koledzy zaczynają traktować moją klientkę jak kozła
ofiarnego, a "nieudolna" szefowa rzekomo wstawia się za nią u zwierzchników. Wysłuchuję Francine. Z jej opowieści wyciągam wniosek, że
nowa szefowa jest sprytną manipulatorką, zamierzającą obarczyć ją
odpowiedzialnością za wszystko, co szwankuje w podległym jej dziale.
Wydaje mi się również oczywiste, że napawa się porażką Francine i z najwyższą rozkoszą wydaje ją na łup zespołu, wpychając ją na pajęczynę
niczym muchę i patrząc, jak zostaje pożarta. Moja hipoteza nie trafia
jednak Francine do przekonania. Klientka opowiada mi dalszy ciąg swojej
historii: latem, tuż przed wyjazdem na wakacje, szefowa, często
podejmująca decyzje pod wpływem impulsu, nagle postanawia całkowicie
zmienić pewną procedurę. Sugeruję mojej klientce, że szefowa zostawia ją
samą na nowym stanowisku i zwala na nią gigantyczną robotę, narażając ją
na niechęć zespołu. Francine staje w obronie zwierzchniczki: "Ależ nie,
ona nie jest manipulatorką! Nie zdawała sobie sprawy z ogromu pracy,
jaką mi powierza, ani z wrogości kolegów wobec mnie". Jestem zdumiona.
Biorę głęboki oddech i mówię do Francine prosto z mostu: "Proszę
posłuchać, potrzebuję pani. Niedługo muszę napisać książkę, w której
wyjaśniam, dlaczego nadwydajni są wymarzonymi ofiarami dla
manipulatorów. Pani mąż był manipulatorem, a więc wie pani, jacy są ci
ludzie i jak działają. Z tego, co mi pani opowiada o swojej szefowej,
jasno wynika, że jest wobec pani nieżyczliwa. Niech mi pani powie,
dlaczego nie chce pani przyznać, że kierowniczka jest manipulatorką?".
Francine wydaje się skonsternowana moim pytaniem. Jest półprzytomna i zamroczona, jakby wybudzała się z hipnozy. Coś bąka pod nosem i najwyraźniej ma mętlik w głowie. Na następnej sesji jest już
"rozbudzona". Przytomna, stanowcza, pozbierana. Ani śladu splątania,
jakiego doświadczała poprzednio. Mówi mi, że wszystko przemyślała i że
mam całkowitą rację. Potwierdza zarzuty, jakie przedstawiłam. Potem
wykłada mi, punkt po punkcie, jaką mowę w swojej obronie zamierza
wygłosić na następnym zebraniu. Mogę jedynie pochwalić jej plan. Kiedy
osoba nadwydajna mentalnie wreszcie postanawia się bronić, słowa, jakich
zamierza użyć, są niezwykle trafne! Francine przyznaje też, że
poprzednio zachowywała się jak zahipnotyzowana.
Dwa lata temu Éric z niemałym trudem porzucił swoją perfekcyjnie
manipulującą żonę, pozostaje jednak nadal pod wpływem ich
piętnastoletniej córki, nastawionej do niego niechętnie przez matkę.
Wydaje się, że nowa partnerka wspiera go w staraniach o poprawę
stosunków z dzieckiem. Jednak z czasem okazuje się, że jest ona równie
zręczną manipulatorką co jej poprzedniczka i najwyraźniej psuje relacje
między Érikiem a nastolatką, rywalizując z nią. Systematycznie sabotuje
wszelkie działania, jakie wdrażamy razem z moim klientem, aby poprawić
stosunki rodzinne, a jej reakcje i wypowiedzi coraz częściej świadczą o tym, że ma urojenia. Éric nie chce przyjąć do wiadomości, że pomylił się
po raz drugi. Znajduje tysiące wymówek, usprawiedliwiając dewiacyjne
zachowania swojej nowej partnerki. Potem wyznaje mi ze skruszoną miną:
wie, jaka ona jest, ale ją kocha. Nie potrafi się z nią rozstać.
Jean-Paul podczas sprawy rozwodowej parokrotnie przekonał się o niegodziwości i chciwości swojej byłej żony. Rozpoznał jej cechy w opisach manipulatorów obu płci, jakie zamieściłam w swoich książkach.
Mimo to zdaje się systematycznie zapominać, z kim ma do czynienia, i postępuje tak, jakby jego eks była osobą godną zaufania, rozsądną i pełną dobrej woli. Za każdym razem, gdy spotyka go z jej strony kolejna
podłość, spada z obłoków. Jean-Paul jest dyrektorem firmy. Jakiś czas
wcześniej zatrudnił pewnego młodego człowieka, który go wzruszył i któremu chciał "dać szansę". Wkrótce potem zauważył, że od chwili, gdy
go przyjął, rośnie liczba nieobecności wśród członków zespołu i zwiększa
się rotacja na stanowiskach, co świadczy o złych nastrojach wśród
personelu. Lekceważy jednak problem. Niewątpliwie impulsywny młody
człowiek ma trudny charakter, ale Jean-Paul jest przekonany, że on jako
szef panuje nad sytuacją i że jeśli okaże ojcowską pobłażliwość oraz
cierpliwość, wyjdzie na swoje. Przez tę przykrą sprawę traci dużo czasu,
energii i pieniędzy, ale jest zadowolony, ponieważ dwa lata później
udaje mu się wynegocjować z niesubordynowanym pracownikiem rozwiązanie
umowy o pracę za porozumieniem stron. Uczucie ulgi nie trwa jednak
długo: uroczy młodzieniec w istocie postanawia "zabić ojca". Chociaż
zgodził się na rozwiązanie umowy, pozywa go do sądu za bezprawne
zwolnienie. Jean-Paul nie rozumie takiego postępowania, ale nie chce
przyznać, że były pracownik jest manipulatorem. Woli wierzyć, że młody
człowiek po prostu cierpi. W pewnym sensie uwzniośla to doznane przez
Jean-Paula przykrości.
Marianne omal się nie wykończyła w trakcie okropnego rozwodu. Stopniowo
nauczyła się jednak przeciwstawiać mężowi, który jak się okazało, był
niezwykle wyrafinowanym manipulatorem. Nie udało mu się odebrać Marianne
dzieci i ostatecznie się poddał, uciekając za granicę. Moja klientka
sprawia wrażenie, jakby doskonale wiedziała, jak działają manipulatorzy.
Trzeźwo ocenia swojego byłego męża. Niedawno poznała nowego mężczyznę.
Pod jego wpływem zaakceptowała relację uczuciową całkowicie sprzeczną z wartościami, które wyznaje. Mimo to nie chce w nim widzieć kolejnego
manipulatora. Słuchając jej, jestem zaskoczona pomysłowością, jaką
wykazuje, tłumacząc i usprawiedliwiając wszystkie jego zachowania, pod
których wpływem postępuje wbrew własnym zasadom.
Kilka lat temu z moją pomocą Sonia opuściła męża, zręcznego
manipulatora, nie ponosząc przykrych konsekwencji. W ostatecznym
rozrachunku rozstanie wyszło jej na dobre, bo zaczęła wykazywać więcej
inicjatywy w pracy, a nawet spotkała nowego, naprawdę cudownego
partnera. Wraca do mnie, ponieważ ma spory kłopot. Skontaktował się z nią dawny kolega, który "rozkręcał firmę", i zaproponował jej stanowisko
dyrektorki (w istocie figurantki) w powstającym przedsiębiorstwie. Od
samego początku Sonia miała złe przeczucia. Nie przepadała za tym
człowiekiem już w przeszłości, kiedy razem pracowali. Jej opowieść
jednak mnie zadziwiła. Kobieta jakby cierpiała na rozdwojenie jaźni.
Dostrzegała nielogiczności czy niedopowiedzenia, czuła wywieraną presję.
Przewidziała, jaki będzie rozwój wydarzeń. Ale choć zdawała sobie
sprawę, na czym polega pułapka (człowiek niegodny zaufania, konieczność
działania pod presją czasu, stawianie przed faktem dokonanym,
dokonywanie zmian w ostatniej chwili), nie mogła, czy też nie potrafiła,
jej uniknąć. Wiedziała, że powinna odmówić, lecz nie była w stanie tego
zrobić. Na szczęście dzięki naszej sesji coachingowej znalazła w sobie
dość siły, by złożyć wypowiedzenie (zaledwie miesiąc po podpisaniu umowy
o pracę). Następnie przedsięwzięła niezbędne środki prawne, by
manipulator nie mógł dłużej posługiwać się jej podpisem. Kilka tygodni
później uwolniła się od niego całkowicie. Niemiła przygoda szczęśliwie
nie naraziła jej na dużą stratę: zbity z tropu manipulator,
przestraszony zmianą postawy i stanowczością Soni, bez szemrania zwrócił
jej nawet wkład. Kiedy razem analizujemy, co mogło się stać, moja
klientka wyodrębnia dwa istotne elementy:
były kolega, mimo że antypatyczny, wypowiedział magiczne, ujmujące
słowa: "Jesteś mi potrzebna";
chociaż Sonia uświadamiała sobie, że podejmuje się ryzykownego
zadania, nie śmiała " postawić się" w kancelarii adwokackiej, gdy
odkryła, że to, co podpisała, nie zgadza się z wcześniejszymi
ustaleniami. A jednak, po fakcie, zastanawia się, jak adwokat mógł
zatwierdzić umowę korzystną tylko dla jednej strony.
Francine, Sonia, Marianne, Jean-Paul, Éric i tyle innych osób...
Często moi klienci, ledwo wyzwolą się z jakiegoś uzależniającego
związku, stają się lekkomyślni czy wręcz dostają amnezji i angażują się
w następny... Zapominają, z kim mają do czynienia, i znów zaczynają uważać
manipulatorów za osoby pełne dobrej woli i życzliwości. Patrząc na nich
z zewnątrz, widzę, że już przygotowują grunt pod swoje przyszłe piekło.
Tak jakby wręczali manipulatorom klucze do więzienia, w którym się
naiwnie sadowią. Jak to się dzieje, że nie dostrzegają tego, co
oczywiste, co niezbicie wynika z faktów? Są zbyt ufni, zbyt
wspaniałomyślni? Za bardzo pragną być kochani, użyteczni? Nie chcą czy
nie potrafią się bronić? Dlaczego nie są w stanie pojąć, że na ziemi
istnieją źli ludzie, wrogo nastawieni do innych?
Sonia zorientowała się, że zastawiono na nią pułapkę, a mimo to nie
zdołała jej ominąć. Francine nawet nie podejrzewała, że nowa szefowa
może być manipulatorką, ale po naszej rozmowie bardzo szybko zaczęła
działać.
Marianne chowa głowę w piasek i woli usprawiedliwiać zachowanie nowego
partnera.
Éric jest świadomy sytuacji i nieszczęśliwy. Aby zasłużyć na odrobinę
miłości, jest gotów znosić apodyktyczność nowej partnerki, podobnie jak
poprzednio godził się na tyranię żony.
Natomiast Jean-Paul, jak się zdaje, zwyczajnie nie potrafi zrozumieć, o czym mówię... Nie mieści mu się w głowie, że ktoś może być manipulatorem.
Mimo że fakty wciąż temu przeczą, jest przekonany, że istoty ludzkie są
stworzone do wzajemnego porozumienia. Koniec kropka.
Długo się wahałam, zanim zdecydowałam się napisać tę książkę. Wydawało
mi się, że powiedziałam już wszystko zarówno o manipulatorach, jak i o ludziach, którzy za dużo myślą. Miałam wrażenie, że przekazałam
wystarczająco dużo informacji każdemu, kto chciałby się z nimi zapoznać.
Utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy przeczytałam ponownie swoje
rozważania. "Do licha, przecież wszystko widać jak na dłoni! Wszystko
już powiedziałam! - myślałam przy każdej linijce. - Jak to się dzieje,
że ta wiedza nie dociera do ludzkiej świadomości?"
W Jak lepiej myśleć wyznałam wam już nawet, że jestem zmęczona i zniechęcona próbami bronienia was przed wami samymi. "Nie mogę znieść
krzywd wyrządzanych przez tych niegodziwców tobie i ludziom takim jak
ty"2- napisałam. Następnie zaś stwierdziłam: - "Chwilami wasz
bezkrytyczny stosunek do innych wpędza mnie w rozpacz"3, a także: "już nie dodam ani jednej linijki, żeby was
przekonać"4. Na szczęście zmęczenie i zniechęcenie nie trwają
u mnie długo.
Skoro macie tę książkę w rękach, możecie stwierdzić, że nie dotrzymałam
słowa. Głównie dzięki wam. Ilekroć wspominałam, że korci mnie, by
napisać o niewiarygodnej komplementarności zachowań manipulatorów i osób
nadwydajnych mentalnie, wasze twarze natychmiast się rozjaśniały.
Wystarczyło rzucić hasło. "Och tak, proszę napisać tę książkę! -
mówiliście mi. - Bardzo jej potrzebujemy!" Wasze oczekiwania
zdopingowały mnie do dalszych poszukiwań. W końcu jedna z moich dewiz
brzmi: "Nie ma problemów, są tylko rozwiązania!". Prześladowała mnie
myśl, że z pewnością istnieją jakieś tropy, których jeszcze nie
zbadałam, i rozwiązania, których do tej pory nie znalazłam. Zaczęłam
sporządzać listę powiązań między manipulatorem a jego ofiarą oraz ich
podobnych, przeciwnych lub uzupełniających się cech. Co stanowi punkt
wyjścia? Jakie są motywacje? Jaki wywołują oddźwięk? Jak dochodzi do
wzajemnych nieporozumień? Dostrzegłam tyle zbieżności między
postępowaniem manipulatorów a funkcjonowaniem waszego mózgu, że
koniecznie muszę wam o tym opowiedzieć.
Doszłam do zaskakującego wniosku, że im jesteśmy inteligentniejsi, tym
bardziej podatni na manipulację się stajemy. To tylko pozorny paradoks:
inteligentna osoba usiłuje zrozumieć, rozpatrzyć punkt widzenia kogoś
innego, znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia i nie zniechęca się z byle powodu. Co gorsza, taka osoba żywi naiwne przekonanie, że rozmowa
łagodzi wszelkie spory. Manipulator zaś kłamie, zaprzecza rzeczywistości
i celowo wywołuje konflikty, ponieważ są one treścią jego życia. Nie
sposób dyskutować z człowiekiem wykazującym złą wolę.
Ostatnią trudnością, jaką musiałam pokonać, zanim przystąpiłam do
pisania, był wspomniany już w Jak lepiej myśleć rozziew między moimi
pogłębionymi badaniami poświęconymi manipulatorom a tym, czego wy
jesteście w stanie (lub chcecie) wysłuchać na ich temat. Towarzyszyłam
licznym ofiarom, które mi się zwierzały, a wszystko, co usłyszałam przez
dwadzieścia cztery lata, rozprasza moje wątpliwości. Nie mam
najmniejszych złudzeń co do tego, kim w gruncie rzeczy są manipulatorzy.
Jak zauważyłam, często to mnie uważacie za psychopatkę, ponieważ
przypisuję psychopatyczne odruchy psychopatom. Odsłaniam prawdy, które
zbijają z tropu czytelników. Może po prostu są dla was nie do przyjęcia?
A jednak rzeczywiście istnieją ludzie okrutni, nieżyczliwi,
niebezpieczni, ukrywający się pod maską wzorowego członka społeczeństwa.
Zaprzeczając temu faktowi, nie będziecie mogli się przed nimi bronić.
Niekiedy podczas sesji patrzycie na mnie podejrzliwie, gdy wyjaśniam, na
czym polega niegodziwość waszego manipulatora. Automatycznie przychodzą
wam na myśl słowa, które mają go wybielić. Zazwyczaj twierdzicie, że
"nie powinnam tak kategorycznie potępiać niektórych ludzi, bo w każdym
tkwi cząstka dobra". Jednak jesteście w błędzie. Pewnych faktów, pewnych
postępków nie można tolerować. Gdyby wasza córka, wasz syn, lub
najlepszy przyjaciel przeżywali coś takiego, czy powiedzielibyście, że
osoba, która ich naraża na cierpienia, z pewnością ma w sobie coś
dobrego? Aha, jednak nie? Przypominam wam więc różne szczególnie przykre
sytuacje, które dowodzą, że pewne osoby mogą odznaczać się
wykalkulowanym okrucieństwem. "Jak wytłumaczyć postępowanie tej osoby? W czym przejawiają się jej dobroć i człowieczeństwo?" - pytam. Wasze
zasępione miny mówią same za siebie: "Wiem, że tacy ludzie istnieją, ale
nie mogę racjonalnie wyjaśnić ich postępowania. W ogóle nie mieści mi
się to w głowie".
Zetknęłam się z tyloma dramatycznymi świadectwami i tak bardzo starałam
się zrozumieć przyczyny tego rodzaju sytuacji, że istotnie potrafię
wniknąć w psychopatyczny umysł. Podczas sesji koncentruję się na danych,
jakich dostarcza mi klient, i jestem w stanie mu pomóc przewidzieć
kłopoty, a nawet im zapobiec. Mówię: "Gdybym to ja była manipulatorem i gdybym chciała pani/panu zaszkodzić, oto co bym zrobiła". I rzadko się
mylę, również w kwestii zagrożeń, jakie stwarzają tacy ludzie. Klienci
zaczynają mnie nazywać "Panią Irmą"5. Wracają do mnie i mówią
podczas sesji: "On/ona zrobił/zrobiła dokładnie to, o czym pani mówiła!
Na szczęście mogłem/mogłam to przewidzieć".
A więc jeśli zrozumienie takich zachowań was przerasta, zamiast
gwałtownie zaprzeczać temu, co piętnuję, zaufajcie mi, gdyż mogę wam to
wszystko wytłumaczyć i doskonale wiem, o czym mówię!
Im więcej osób spośród was będzie wiedzieć o istnieniu takich
niedopuszczalnych zachowań, im lepiej będziecie je pojmować i im
częściej ujawniać, przede wszystkim zaś stanowczo im się przeciwstawiać,
tym szybciej na świecie zapanują tak oczekiwane przez was spokój i harmonia.
I bądźmy szczerzy: czy nie moglibyście lepiej spożytkować waszego
życiowego optymizmu, miłości i energii niż trwonić je dla jakiegoś
ponuraka? Jesteście gotowi się zmienić? Pragniecie mieć zawsze otwarte
oczy? Chcecie doświadczyć zbawiennego przebłysku świadomości?
Jeśli tak, pozwólcie, bym wam wyjaśniła, jak manipulatorzy zastawiają na
was pułapkę, wykorzystując rozbudowaną sieć waszych myśli, a przede
wszystkim, bym wam pokazała, jak im to raz na zawsze udaremnić!
Rozdział 1. Maska i cztery sznurki
Rozdział 1
Maska i cztery sznurki
Niesłychanie standardowy profil
A więc porozmawiajmy o manipulatorach. Kim są? Ilu ich jest? Jak
postępują?
Manipulatorów, do których masz dwuznaczny stosunek, tak naprawdę znasz
doskonale, ponieważ stykasz się z nimi od dawna. Przypomnij sobie
gehennę, jaką przeżywałeś w podstawówce, gdy niektóre dzieci cię
dręczyły. Choćby smarkacz, który podkradał ci drugie śniadanie i z dziką
przyjemnością ci dokuczał, albo ta mała zaraza, która zawsze umiała
znaleźć coś upokarzającego dla ciebie w obecności innych uczniów i potrafiła rozśmieszyć klasę twoim kosztem... Podobnie było w liceum.
Wspomnienia o tym, jak nękano cię w szkole, na pewno do tej pory palą
żywym ogniem. Dzisiaj należałoby bić na alarm: indolencja oraz
pobłażliwość rodziców z jednej strony i sposób działania portali
społecznościowych z drugiej pozwalają manipulatorom wyrządzać znacznie
więcej szkód, do tego stopnia, że doprowadzają oni do coraz większej
liczby samobójstw w liceach, a nawet w szkołach podstawowych.
Ostatnio wpadł mi przypadkiem w ręce kolejny artykuł na ten temat: w styczniu 2017 roku ośmioletni chłopiec, Gabriel Taye, uczeń szkoły
Carsona w stanie Ohio w Stanach Zjednoczonych, powiesił się w swoim
pokoju. Przyczyny tego samobójstwa wyjaśniono z wykorzystaniem "kamer
nadzorujących", zainstalowanych w budynku szkolnym. Nawiasem mówiąc, kto
by uwierzył, że kamery mogą "nadzorować" dzieci? Obrazy wideo pokazują,
że dwa dni wcześniej chłopiec był nękany. Koledzy brutalnie popchnęli go
na ścianę i pobili. Gdy leżał nieprzytomny na posadzce, drwili z niego i nadal go tłukli. Chłopaka, odnalezionego w takim stanie w toalecie, po
prostu zaniesiono do gabinetu pielęgniarskiego. Rodziny o niczym nie
poinformowano. Czy wspominałam o "indolencji i pobłażliwości
dorosłych"?... Autor artykułu konkluduje: "Szkoła usiłuje zrzucić z siebie
odpowiedzialność za tę tragedię, twierdząc, że zostało wdrożone
śledztwo". Jak zwykle żadnych przeprosin i ani odrobiny współczucia dla
młodocianej ofiary. We Francji pewna placówka edukacyjna skarżyła się na
"nadmierny rozgłos medialny" wokół samobójstwa jednej z uczennic. W innym przypadku nękania, niewątpliwie nie tak poważnym, dyrektorka
szkoły, "wypowiadając się w imieniu całego grona pedagogicznego",
twierdziła, że jest "zdumiona i wręcz głęboko zaszokowana doniesieniami,
które zupełnie nie odpowiadają rzeczywistym stosunkom panującym w placówce". Słowem, fakty nie zgadzały się z rzeczywistością... Dyrektorce
nawet nie przyszło na myśl, żeby przeprowadzić śledztwo akurat w zarządzanej przez nią szkole.
Prawdopodobnie spotkałeś się z takimi dręczycielami w liceum lub podczas
otrzęsin na uczelni. Taktyka jest zawsze identyczna: ofiarę się wykpiwa,
izoluje, upokarza, bije, a nawet wykorzystuje seksualnie... Wielu
nadwydajnych mentalnie zachowuje z lat szkolnych koszmarne wspomnienia.
Wszyscy autystycy opowiadają o aktach okrucieństwa, jakiego doznawali od
innych.
Przypomnij sobie, jacy byli ci smarkacze: głupi, złośliwi, natrętni,
podstępni, lecz zarazem tchórzliwi, łatwo wybuchający płaczem i pokorni,
gdy pojawiał się nauczyciel. Działali w jakimś zacisznym kącie podwórka
szkolnego albo w toalecie, z dala od spojrzeń dorosłych, wyżywając się w pierwszej kolejności na uczniach młodszych, zdolniejszych, wrażliwych
lub trzymających się na uboczu.
Otóż manipulatorzy, nad którymi dzisiaj się litujesz, to te same okrutne
i zdeprawowane dzieci, które zamieniły twoje lata szkolne w koszmar.
Teraz funkcjonują w świecie dorosłych, ale ich mentalność i zachowanie
wcale się nie zmieniły. Nadal działają podstępnie, za plecami szefa,
sąsiadów lub przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Wciąż poszukują
ofiary, której można dokuczyć. W dalszym ciągu są kłamcami, krętaczami i dręczycielami.
Dowiedziałam się o ich istnieniu, po prostu wysłuchując opowieści na
sesjach coachingowych.
Ludzie przychodzą na konsultacje, kiedy odczuwają problemy osobiste lub
interpersonalne. Te trudności mają dwojakie źródła:
są zakorzenione w dzieciństwie i wynikają z braku pewności siebie,
niskiego poczucia własnej wartości, złego zarządzania emocjami, lęku
przed porażką, konfliktem lub porzuceniem... W takim przypadku należy
zadbać o rozwój osobisty, co przynosi dobre rezultaty;
klienci mają wśród bliskich lub w środowisku zawodowym jakąś osobę "o trudnym charakterze", która dosłownie zatruwa im życie. Może to być
współmałżonek, krewny, przyjaciel, zwierzchnik lub kolega... Czasem to
tylko sąsiad, który zamienia ich życie w piekło. A więc przychodzą do
mnie, poszukując narzędzi komunikacji.
W miarę upływu czasu i wysłuchiwania kolejnych opowieści doszłam do
wniosku, że kłopoty ze znalezieniem wspólnego języka z "trudną" osobą
wykraczają daleko poza problem komunikacji. W kontaktach z ludźmi
normalnymi, nawet jeśli mają wyjątkowo zły charakter, zawsze można
znaleźć jakieś rozwiązanie, zawrzeć ugodę, osiągnąć kompromis. Zrobić
coś, co załagodzi sytuację. Wobec "trudnych" osób żadne metody
komunikacji nie są skuteczne. Wręcz przeciwnie: wydaje się, że wszelkie
próby rozwiązywania konfliktów tylko potęgują rozdźwięk. Moi klienci
regularnie stykają się z kłamstwem, złą wolą, wypieraniem się,
obarczaniem winą kogoś innego, szantażem emocjonalnym, pogróżkami... Osoba
"trudna" nie chce się przyznać do jakiejkolwiek odpowiedzialności za
fiasko w nawiązaniu kontaktu. Jest tak przebiegła, że jej nieżyczliwość
przez długi czas pozostaje utajona, w końcu jednak wychodzi na jaw.
Najbardziej zdziwiło mnie to, że wypowiedzi moich klientów są w zasadzie
identyczne: jakby wszyscy mówili mi o tej samej lub prawie tej samej
osobie! I za każdym razem mają podobne objawy świadczące o nękaniu:
nadmierny stres wraz ze skutkami, jakie wywołuje, chorobliwe poczucie
winy, niemal nieustanny lęk, przede wszystkim jednak roztargnienie i gonitwa myśli.
Tak więc dzięki tym podobnym do siebie opowieściom mogłam stworzyć
roboczy portret typowej osoby "o trudnym charakterze". Wszystkie swoje
spostrzeżenia zgromadziłam w Échapper aux manipulateurs (Jak unikać
manipulatorów). Opisuję tam właśnie taką zdolną do manipulacji osobę,
która kłamie, przeczy sama sobie, wykazuje złą wolę, świadomie fałszuje
prawdę, bez przerwy robi wymówki, zawsze uważa, że ma rację... Lista cech
właściwych manipulatorom i metod ich postępowania wypełnia całą książkę.
Jej czytelnicy potwierdzili trafność moich obserwacji:
"Zacząłem/zaczęłam czytać pani książkę z flamastrem w ręku, ale
przestałem/przestałam podkreślać, bo cała byłaby pomazana! Coś
niesamowitego, opowiedziała pani o moim życiu! Tak jakby przeżywała je
pani ze mną. To, co pani mówi na każdej stronie, jest stuprocentowo
prawdziwe, właśnie tak zachowuje się mój manipulator / moja
manipulatorka".
Istnieje wiele obiegowych określeń takich osób: narcystyczny dręczyciel,
psychopata, destrukcyjny manipulator itd. Ja wybrałam prosty i zwięzły
termin "manipulator" lub "manipulatorka". Manipulacja może mieć różne
stopnie nasilenia, ale opiera się zawsze na takich samych zasadach.
Jednak wbrew powszechnemu przekonaniu, nie wszyscy jesteśmy
manipulatorami! W każdym razie nie w takim sensie, w jakim takie osoby
określam, bo nie wszyscy mamy skłonność traktować drugiego człowieka
przedmiotowo i nie wszystkim sprawia przyjemność doprowadzanie go do
wściekłości i robienie go w balona. Prawda?
Manipulatorzy stanowią dwa do czterech procent populacji. Trudno podać
ich dokładną liczbę, ale regularnie mam okazję potwierdzać te szacunki,
zwłaszcza podczas szkoleń poświęconych manipulacji, jakie prowadzę dla
szefów przedsiębiorstw. Wykrywają oni dwóch lub trzech manipulatorów na
setkę pracowników. Dwa do czterech procent populacji to zarazem mało i dużo. Statystycznie każdy z nas zna imiona mniej więcej trzystu osób.
Znaczy to, że w otoczeniu każdego z nas krąży średnio sześciu do
dwunastu "trudnych osób". Jak widać, jest ich sporo. Mają duże pole do
popisu, uważa się bowiem, że jeden manipulator dręczy jednocześnie około
pięćdziesięciu osób!
Panowie, nie sądźcie, że tylko wy jesteście na celowniku i że zapominam
o was jako o cierpiących ofiarach. Manipulatorek jest tyle samo co
manipulatorów! I są one nie mniej groźne, a niekiedy znacznie
sprytniejsze, a więc trudniejsze do wykrycia. Za to gramatyka francuska
wam nie sprzyja7, ponieważ w liczbie
mnogiej prym wiodą formy rodzaju męskiego.
Z drugiej strony, aby uprościć i uprzystępnić swoje rozważania, będę
używać ogólnego terminu "manipulator". Czytając książkę, traktujcie
słowo "manipulator" jako pojęcie, a nie jako osobę konkretnej płci.
Wszystkie przykłady równie dobrze ilustrują zachowania mężczyzn, jak i kobiet.
Zawsze mnie zaskakuje, że ludzie mogą się tak bardzo dziwić takim
zachowaniom, a przecież nie zmieniły się one od zarania dziejów.
Szczegółowo opisano je w wielu powieściach i filmach, nie powinny więc
być dla nikogo niespodzianką! Dlaczego marnujemy tyle czasu, ponownie
odkrywając, kim są i jak funkcjonują manipulatorzy? Jak długo jeszcze
będziemy udawać, że nie wierzymy w ich istnienie?
Manipulacja psychiczna jest tak prosta i standardowa, że można ją
wyrazić paroma liczbami: dwa oblicza, pułapka z trzema kluczami,
trzyetapowa metoda oparta na trzech myślach.
Manipulator ma dwie twarze
Manipulatora przede wszystkim cechuje dwulicowość. Na sesjach moi
klienci potwierdzają to w stu procentach. "Powiedziałby pan, że ta osoba
ma dwie twarze?" - pytam. "Zdecydowanie tak!" Wszyscy, którzy się
wypowiadają na ten temat, są co do tego zgodni.
Pierwsza twarz jest bardzo sympatyczna i przyjazna. Ukazywana na
zewnątrz, pojawia się tylko wtedy, gdy manipulator jest widziany przez
innych lub na etapie uwodzenia. Druga twarz jest ponura i okrutna. Z biegiem czasu nabiera nienawistnego wyrazu. Jest zarezerwowana dla
bliskich. Z reguły ofiara najlepiej zna to drugie oblicze. Między innymi
z tego powodu nie śmie piętnować złej woli manipulatora. Wie, że ci,
którzy poznali tylko dobrą stronę dwulicowca, nie uwierzą ofierze. Paru
moim klientom udało się sfotografować ziejący nienawiścią wzrok, jakim
spogląda na nich manipulator. Aż ciarki chodzą po grzbiecie! To
dokładnie takie samo posępne spojrzenie, jakie rzucał ci ten wstrętny
smarkacz na szkolnym podwórku, aby cię zastraszyć. Po latach taki wyraz
twarzy odnosi identyczny skutek. A więc dlaczego dręczyciel miałby sobie
odmawiać tej satysfakcji?
Koncepcja "podwójnego oblicza" to moim zdaniem pierwszy błąd, jaki
popełnia się w ocenie manipulatorów. Nie chodzi o dwie twarze, lecz o jedną maskę i jedną twarz. Sympatyczne oblicze nie istnieje: to jedynie
maska założona z wyrachowania. Tak, wiem, trudno to zaakceptować. Jednak
przypomnij sobie: już w szkole manipulujące dziecko potrafiło na
zawołanie ukazywać anielską twarz lub demoniczne oblicze. Wiedziałeś
wówczas, co myśleć o szczerości jego anielskiej buzi.
Jeśli zdajesz sobie sprawę, że sympatyczna twarz jest jedynie maską, już
zrobiłeś krok do przodu, bo tu właśnie wykrywamy pierwsze oszustwo.
Skoro najpierw ujrzałeś miłą maskę, wyobrażasz sobie, że odzwierciedla
ona prawdziwą naturę danej osoby i że w gruncie rzeczy masz do czynienia
z kimś uroczym. Kiedy pojawia się okrutne i ponure oblicze, myślisz,
niesłusznie, że jest ono przypadkowe i że ten człowiek nie ma złych
intencji. Wyobrażasz sobie, że musiał wiele wycierpieć. Myślisz, że mu
się czymś bezwiednie naraziłeś lub go zraniłeś: tylko dlatego
okazuje się taki szorstki. Więcej się to nie powtórzy. Gdy dzięki twojej
dobroci wyliże się z ran, będzie już sympatyczny, bo taka jest jego
prawdziwa natura. Wszystko to mówiłeś sobie w duchu o swoim
manipulatorze, czyż nie? Słowem, rozpoczyna się proces
usprawiedliwiania. Jednak maska dobrotliwości coraz częściej znika, w pełni za to ukazuje się niemiła twarz. Ofiary niekiedy przez całe lata
starają się, aby powróciła ta pierwsza, nie zdając sobie sprawy, że
manipulator jest z natury okrutny i posępny. Im większą uprzejmość i cierpliwość okazują ofiary, tym złośliwszy staje się manipulator, ale
one, wcale się nie zniechęcając, nadal wykazują maksimum dobrej woli, co
jeszcze bardziej komplikuje sytuację.
Dopóki będziesz wymiennie traktować twarz i maskę, a co gorsza, wierzyć
w istnienie miłego człowieka, będziesz tkwił w pułapce. Prawdziwa osoba
to ta, której nie cierpisz. Ta, którą lubisz, jest tylko ułudą. Nabierz
dystansu i obserwuj manewry: manipulator używa sympatycznej maski jak
najrzadziej i z wyrachowania. Nawet się nie domyślasz, że chcąc być
uprzejmym, musi się mocno natrudzić. Jeśli tylko może, odpuszcza sobie.
Mogę podać konkretny przykład: kiedyś zajmowałam się kobietą, która
porzuciła nieznośnego męża. Po jej odejściu on stał się nagle po prostu
CZARUJĄCY. Nareszcie dawał jej wszystko to, czego na próżno domagała się
od dwudziestu lat. Pomagałam mojej klientce zrozumieć, że jej mąż tak
się teraz zachowuje, ponieważ przez cały czas doskonale wiedział, czego
ona po nim się spodziewa. Radziłam jej: "Proszę do niego nie wracać,
wierząc w mgliste obietnice. Niech się zobowiąże do czegoś konkretnego".
Jednak przy każdym spotkaniu z żoną mąż bagatelizował jej prośby o zmianę postępowania. Zaklinał się, że ją kocha, i nadal ukazywał piękną
maskę. Wreszcie nie wytrzymał i prostodusznie wyznał żonie: "No dobra,
szybko do mnie wracaj, bo nie będę w nieskończoność taki uprzejmy!".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki