p
Wstęp
Wszyscy wiemy, że jest. Potrafimy nawet wskazać miejsce, w którym się znajduje. Zdajemy sobie sprawę, że jest ważna. Że trzeba ją wykorzystywać oraz rozwijać. I na tym nasze sukcesy często się kończą. Przepona. Utrapienie tych, którzy chcą ją okiełznać. Bardzo długo byłem w gronie takich nieszczęśników.
Nazywam się Maciej Jabłoński. Jestem prezenterem telewizyjnym, lektorem reklam, filmów oraz audiobooków, a także trenerem emisji głosu i wystąpień publicznych. Jak każdy, kto używa głosu w pracy zawodowej, chciałem mieć przyjemną, plastyczną barwę. I chciałem, tak jak zawodowi lektorzy, pracować głosem bez wysiłku, przez wiele godzin. Doskonale wiedziałem, że droga do tego prowadzi przez prawidłowy oddech. Wydawało mi się, że na starcie mam nad innymi przewagę. Ukończyłem Akademię Muzyczną im. F. Chopina w Warszawie w klasie klarnetu. Mało tego - napisałem pracę magisterską o problemach związanych z nieprawidłowym oddychaniem przy grze na instrumencie dętym. I zostałem oceniony na piątkę! Tylko... okazało się potem, że owszem, oddychałem wprawdzie tzw. "torem brzusznym", ale robiłem to niewłaściwie. Nabawiłem się złych nawyków, pozaciskałem i w efekcie na ostatnim roku grało mi się gorzej niż w liceum.
Sygnał alarmowy otrzymałem od wybitnego specjalisty, prof. dr. hab. nauk med. Zygmunta Pawłowskiego, który na Uniwersytecie Muzycznym im. F. Chopina w Warszawie założył katedrę foniatrii. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że mam do czynienia z postacią, której badania i publikacje zyskały światowy rozgłos. Wizytę u profesora polecił mi mój ojciec, śpiewak operowy, u którego akurat przepona działała modelowo. Niestety Tata był naturszczykiem, zatem niespecjalnie mógł mi pomóc. Profesor Pawłowski umieścił mnie w futurystycznie i kosmicznie wyglądającej kabinie, a potem polecił mi zagrać kilka dźwięków o skrajnych wysokościach. Po wszystkim, zerkając na wykresy na monitorach, powiedział: "Biologicznie - tu na chwilę zawiesił głos - jest pan zdolny do prawidłowej gry na klarnecie". To brzmiało trochę jak: "Mam dla pana dwie wiadomości: dobrą i złą". Profesor powiedział, że jestem całkowicie pozaciskany i gram niesamowicie wysiłkowo. Miałem zdrętwiałe wargi, ściśnięte gardło i krtań, język działał jak klucha, a wszystko zaczynało się od złego oddechu. Złego, bo już sam etap nabierania powietrza był koszmarny.
Moi Drodzy, wszystko zaczyna się od wdechu. To jest proste, pierwotne, trącące truizmem. Ale prawdziwe. Po złym wdechu trudno o właściwą emisję głosu. Można się jakoś ratować, ale, no właśnie, to będzie ratunek, a nie jakość i komfort. Bardzo lubię porównania do sportu. W tym wypadku odpowiednie są skoki narciarskie. Zły wdech jest jak złe wyjście z progu. Kiedy skoczek spóźni wyjście, nie osiągnie takiej odległości, na jaką go stać. Utalentowany, doświadczony zawodnik uratuje kilka metrów, ale też tylko wtedy, gdy nie będzie miał wiatru w plecy. Przejechanie przez próg i wybicie się z powietrza (jak mówi się w środowisku skoczków) to marna szansa na sukces. Niewłaściwy wdech to marna szansa na dobrze brzmiący, ekspresyjny głos.
Ale spokojnie, poradzimy sobie z tym. Na końcu okaże się, że wszystko było łatwe. I to jest właśnie niesamowite: mnóstwo ludzi jest sfrustrowanych tym, że chcieliby oddychać za pomocą przepony, a nie potrafią. Nie pomagają publikacje traktujące o emisji głosu lub wystąpieniach publicznych. Ten temat jest często zbywany zdaniami typu: "Pamiętaj, żeby oddychać przeponą"; "Dobrze byłoby przestawić się na oddech przeponowy". Przyznaję, znajdziemy też rzetelne porady w stylu: "Stań luźno, nogi w lekkim rozkroku. Napełnij powietrzem dolne partie płuc. Zwróć uwagę, jak rozszerzają się żebra. Potem swobodnie wypuść powietrze. Zauważ, jak żebra wracają do pozycji spoczynkowej". I to wszystko prawda. Tylko jak ktoś, kto całe życie nabiera powietrza w tzw. "szczyty", czyli górne partie płuc, ma się nagle przestawić - wyłącznie siłą woli albo wyobraźnią?
I znowu analogia sportowa. Czy można w prosty sposób opowiedzieć, jak się powinno jeździć na nartach? Oczywiście, że można. Ale czy to znaczy, że uważnie słuchająca, inteligentna osoba, która pierwszy raz założy deski, przejedzie niebieską trasę sprawnie i bez wywrotki tylko dlatego, że wie? Nie ma takiej możliwości. Bez względu na to, czy chodzi o narty, łyżwy, piłkarski drybling czy siatkarski mecz. Wiedza jest ważna, ale potrzebny jest odpowiedni trening, który nauczy oraz przyzwyczai ciało do nowych reakcji, pracy i nawyków. W tym miejscu mam dla Was świetną wiadomość. W odróżnieniu od sportu nie trzeba uczyć ciała oddychać za pomocą przepony. Wystarczy tylko mu na to pozwolić. I to jest ogromna różnica. Mimo nieudanych poszukiwań, mimo złych przyzwyczajeń, niezrozumiałych porad przepona jest gotowa do pracy. Nie zepsuliście jej. Ona jest i czeka, a my ją zaraz uruchomimy i będziemy wzmacniać. Dzięki niej Wasze głosy nabiorą blasku, aksamitnego tembru, ekspresji oraz mocy. A dodatkowo będziecie mogli mówić długo i zdrowo.
Rozdział 1. Po co nam przepona
No właśnie. Po co? To znaczy, niech już sobie będzie, ale czy musimy się nią zajmować, skoro żyjemy, oddychamy, chodzimy, pracujemy? Biegamy na długie dystanse, pływamy kraulem, uprawiamy różne sporty wytrzymałościowe. Robimy tak zwane "kardio". I co, da się bez przepony? Jasne, że się da (tak naprawdę bez przepony byłaby bieda, ale na razie nie komplikujmy). Nabieramy głęboko powietrza, modelowo unoszą nam się barki i ramiona, a potem opadają, gdy wypuszczamy powietrze z płuc. W takim razie - o co ten hałas?
Dobrze, wystarczy. Nie ma potrzeby ironizować. Skoro sięgnęliście po tę książkę, macie prawdopodobnie silny imperatyw, by się tego nauczyć, a za sobą więcej lub mniej nieudanych prób. Sporo przeczytaliście, obejrzeliście filmy na YouTubie, może nawet uczyliście się śpiewać. Nie będę zatem rozwodził się szczegółowo nad tym, gdzie przepona (diafragma) leży, jaka jest jej anatomiczna funkcja, czy powinniśmy mówić o niej "mięsień", czy też "mięśnie". A jeśli mimo wszystko chcielibyście poczytać o niej więcej - znajdziecie mnóstwo fachowych medycznych publikacji. Dowiecie się z nich między innymi, że oddychanie za pomocą przepony jest wskazane na przykład u osób z problemami kardiologicznymi. Głęboki wdech pociąga serce w dół, ku brzuchowi. Wypełnione powietrzem płuca (głównie ich dolne partie) robią sercu delikatny masaż. Przepona pomaga również utrzymać prawidłową postawę ciała, bo stabilizuje odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Pomaga w czynnościach takich jak przełykanie (sic!), ogranicza problemy z refluksem, działa dobroczynnie przy zespole jelita drażliwego. Ruchy przepony to wspaniały masaż nie tylko dla serca, ale też dla innych organów: żołądka, wątroby, śledziony, jelit, okrężnicy i pęcherza. Serio. Jeszcze sporo zalet można by wymienić. Polecam na przykład publikację Stelli Weller Oddech, który leczy , w której czytamy między innymi, że: "dzięki zwykłemu wykorzystaniu noszonego stale przy sobie "narzędzia", czyli własnego oddechu, możemy się nauczyć między innymi: uśmierzać własne obawy i zachować spokój, unikać wpadania w panikę, radzić sobie z trudnościami emocjonalnymi, bólem i rozmaitymi czynnikami stresogennymi". Godną uwagi pozycją jest także The Breathing Book autorstwa Donny Farhi. Nie trafiłem niestety na polskie tłumaczenie, stąd tytuł podany w języku angielskim.
Wyjaśnijmy sobie teraz w krótki i prosty sposób, jak działa przepona i co dzięki niej zyskujemy. Poza rzecz jasna dobroczynnymi działaniami zdrowotnymi, które wcześniej pokrótce wymieniłem. Mówiliśmy już, że gdy chcemy nabrać głęboko powietrza, wypełnia nam się zazwyczaj górna partia płuc. Klatka piersiowa rośnie. Barki i ramiona się unoszą. Kiedy nie możemy nabrać już więcej - wydaje się nam, że osiągnęliśmy szczyt pojemności. Dolna część płuc pozostaje jednak pusta. Zadziwiające, że po nabraniu powietrza nie wpada ono w taki sposób, jak byśmy napełniali wodą szklankę. Najpierw coś na dnie, potem coraz wyżej, aż ewentualnie osiągniemy brzegi. Zupełnie, jakby nasze płuca były przedzielone w poprzek ścianą - tak mniej więcej w połowie.
Co się natomiast dzieje, gdy nie ma przeszkód i robimy wdech w modelowy sposób, od dołu? Przepona otrzymuje silny impuls. Kurczy się i obniża, robiąc miejsce powiększającej się powierzchni płuc. Do akcji oprócz przepony włączają się mięśnie wspomagające. Napiszę o tym dokładnie, kiedy oswoimy się już z tematem. Dalej płuca rozpychają dolne żebra, co można doskonale wyczuć, kładąc na nich dłonie, lub jeszcze lepiej - starając się je delikatnie ucisnąć. W tym samym czasie "rośnie też brzuch". Taki jest efekt wizualny. Klatka piersiowa powiększa się, ale ciut później i tylko odrobinę. Nie tak jak wtedy, gdy oddychamy "szczytami". U niektórych osób ten ruch jest niewidoczny.
Czas, by przedstawić to w formie graficznej. Większość z nas jest wzrokowcami. Przyjrzyjmy się zatem trójkątowi oddechowemu. Trójkąt oddechowy, który widać na pierwszym rysunku, jest typowy dla większości ludzi. Jak wspomniałem, nabieramy głęboko powietrza w górne partie płuc, na dole dzieje się niewiele. Ten rodzaj trójkąta kojarzy nam się z osobą, która dba o tężyznę, prawda? Rozwinięta niczym u kulturysty klatka piersiowa, a poniżej płaski brzuch i wąskie biodra. Piękne, ale nieprzydatne przy pracy głosem.
Z kolei trójkąt oddechowy, o jaki nam chodzi, jest po prostu odwrotny. Powietrze wpada do dolnej partii płuc, przepona się kurczy, obniża, rozszerzają się elastyczne dolne żebra. Niebawem omówimy to dokładniej. Ten trójkąt jest brzydki, ale uspokajam - to nie tak, że piwni brzuchacze, brzydzący się siłownią mają przewagę nad ludźmi fit. Możecie pracować nad tym, by wizualnie dążyć do pierwszego trójkąta. Natomiast drugi trójkąt to wzorcowy sposób nabierania powietrza. Przedstawia go kolejny rysunek. Zerknijcie na niego, przytrzymajcie na nim wzrok. Każda pomoc jest w cenie, gwoli przejścia do nowego nawyku oddechowego. Z tym rysunkiem w wyobraźni będzie Wam odrobinę łatwiej.
To działanie psychologiczne, ale nie tylko. Przede wszystkim neurologiczne. Chodzi tu o układ limbiczny. Starsze partie mózgu nie rozumieją komunikatów werbalnych. Nie powiemy im: "Płuca mają się wypełniać powietrzem od dołu. To rozkaz!". Natomiast obrazy, ewokowanie tego, co oglądaliśmy, działają na nie doskonale. Zdecydowanie prościej jest zachęcić mózg do współpracy takimi zabiegami, niż dyskutować z wyższymi, ale młodszymi ewolucyjnie rejonami.
Kilkanaście linijek wcześniej napisałem o przejściu w nowy nawyk. Tak naprawdę to nowy-stary nawyk. Każdy z nas bowiem zaraz po narodzinach oddychał za pomocą przepony. Jeżeli macie okazję, zaobserwujcie śpiące niemowlę. Zobaczcie, jak pięknie pracuje mu brzuszek. Klatka piersiowa się nie nadyma. Maleństwa mają jeszcze słabo rozwinięte górne partie mięśniowe. Oddychają zatem tak, jak potrafią, czyli zgodnie z naturą. Dopiero potem, w procesie rozwoju - kiedy dochodzą emocje, wysiłek - wdech nabierany jest szybko, wyrywkowo, zaczynają się choroby i tracimy tę cenną umiejętność najważniejszej czynności prymarnej organizmu. Tu ciekawostka, choć raczej powinienem napisać zdecydowanie: bzdura. W niektórych publikacjach internetowych (na szczęście w niewielkiej liczbie, ale jednak) znalazłem informację odwrotną: że noworodki oddychają szczytami płuc, bo gdyby oddychały przeponą, mogłyby nabawić się przepukliny. Nie będę tego komentować, idziemy dalej. Wspomniałem o tym z obowiązku, na wypadek, gdybyście natknęli się na tego typu strony.