p
Przedmowa
Przedmowa
Camille jest mniej więcej dwudziestoletnią
studentką. Trafiła do mnie z powodu "braku pewności siebie". Gdy tylko
zaczyna mi wyjaśniać swój problem, emocje biorą górę. Zagryza wargi,
przyciska pięść do ust, z trudem powstrzymuje łzy, nieustannie
przeprasza za swoją nadwrażliwość, a zarazem rozpaczliwie próbuje wziąć
się w garść i wrócić do swojej opowieści. Z tego, co mówi, powoli
wyłania się obraz błyskotliwej i twórczej młodej kobiety, niemającej na
swoim koncie poważniejszej porażki. Przeciwnie, ku swojemu niekłamanemu
zdumieniu, kolejno zalicza akademickie semestry. Obiektywnie wszystko
układa się dobrze, a mimo to z biegiem czasu coraz bardziej wątpi w siebie. Inni studenci w miarę postępów w nauce nabierają zaufania do
swoich możliwości, utwierdzają się w wyborze kariery i powoli znajdują
sobie miejsce w społeczeństwie. Camille zaś coraz częściej czuje, że nie
jest na swoim miejscu, i zastanawia się, czy wybrała właściwy kierunek.
Narasta w niej poczucie, że się samooszukuje.
Także w życiu towarzyskim czuje się inna niż koledzy. Ich
zainteresowania i tematy rozmów, jakie prowadzą, odstają od wszystkiego,
co jej wydaje się naprawdę ważne i ciekawe. Niejednokrotnie podczas
wieczornych spotkań w jej umyśle powstaje nagle dziwny rozdźwięk. Ni
stąd, ni z owąd zaczyna się zastanawiać, co tu właściwie robi i dlaczego
udział w tym błahym wydarzeniu, gdzie dominuje powierzchowność, wydaje
się sprawiać innym tyle radości. Wesoła atmosfera tak naprawdę jest
sztuczna. Wtedy Camille pragnie tylko jednego: czym prędzej wrócić do
domu.
Już od dawna próbuje zrozumieć, co z nią jest nie tak. Osaczają ją
wątpliwości i pytania, a w głowie wirują najdziwaczniejsze myśli. Czuje
potęgujące się zniechęcenie i lęk. Stąd już tylko krok do depresji.
Camille bynajmniej nie jest przypadkiem odosobnionym. Podobnie jak ona,
przychodzą do mnie na wizytę osoby w różnym wieku, które mają to samo
wrażenie, że nie pasują do otoczenia, a ich niska samoocena prowadzi do
"przegrzania" umysłu.
Ta książka, jak wszystkie poprzednie, w głównej mierze jest owocem mojej
praktyki. Godziny, jakie spędziłam na rozmowach z ludźmi opowiadającymi
o sobie, złożyłyby się na całe lata. Już od siedemnastu lat słucham,
obserwuję i usiłuję zrozumieć każdego.
Nauczyłam się uprawiać coś, co twórca analizy transakcyjnej Eric Berne
nazywa "słuchaniem marsjańskim". Jak zepsuty magnetofon, uszy rejestrują
niektóre wyrazy czy fragmenty zdań tak, że brzmią głośniej niż inne. Ten
osobliwy sposób słuchania pozwala wyizolować z całej wypowiedzi istotne
słowa, kluczowe zdania czy główne przesłanie.
Moją uwagę coraz częściej przyciągały lapidarne stwierdzenia, raz po raz
powtarzane przez niektóre osoby:
Za dużo myślę.
Moi bliscy mówią, że jestem zakręcony i że zadaję sobie za dużo pytań.
W mojej głowie stale coś się kłębi. Czasem chciałbym wyłączyć umysł i nie myśleć już o niczym.
Później ten profil uzupełniły kolejne zdania:
Mam wrażenie, że jestem z innej planety.
Nie mogę sobie znaleźć miejsca.
Czuję się niezrozumiany.
I tak od jednej wypowiedzi do drugiej w moim umyśle kształtował się
typowy obraz człowieka, który za dużo myśli. Coraz bardziej usiłowałam
dociec, co powoduje cierpienia tych ludzi i, na szczęście, zaczęłam
znajdować i proponować im jakieś rozwiązania. Odkąd postanowiłam napisać
tę książkę, wykorzystuję uzyskiwane od nich informacje. Zawsze mam w zanadrzu jakieś pytanie, które im stawiam, aby lepiej ogarnąć psychikę i funkcjonowanie takich osób, by zrozumieć hierarchię ich wartości i motywacje, a że jedną z ich podstawowych potrzeb jest dzielenie się
wiedzą, zawsze starają się mi ją przekazać. Ta książka wiele im
zawdzięcza i za to gorąco dziękuję.
Kto mógłby sądzić, że z powodu własnej inteligencji można cierpieć i być
nieszczęśliwym? A jednak ludzie "myślący za dużo" właśnie na to się
skarżą. Zresztą nie uważają się za inteligentnych. Poza tym mówią, że
umysł nie daje im chwili wytchnienia, nawet w nocy. Mają po dziurki w nosie tych wątpliwości, pytań, wyostrzonej świadomości, nadmiernie
rozwiniętych zmysłów, którym nie umknie najmniejsza błahostka. Chcieliby
wyłączyć swój umysł, ale szczególnie cierpią, ponieważ czują się inni, a dzisiejszy świat nie rozumie ich i rani. Dlatego często twierdzą:
"Jestem nie z tej planety!". Nurtujące ich myśli wywołują nieskończone
ciągi skojarzeń, a z każdej nowej wytryskują następne. Ich umysły
pracują na zbyt wysokich obrotach. Chcąc nadążyć za strumieniem własnej
świadomości, jąkają się lub milkną, zniechęceni nadmiarem informacji.
Słowa siłą rzeczy redukują pojęcia i nie mogą odtworzyć subtelnej
złożoności myśli tych ludzi. Im zaś najdotkliwiej brak pewników, w których mogliby znaleźć oparcie. Nieustannie wszystko kwestionują, toteż
ich system przekonań jest równie niestały i niepokojący jak ruchome
piaski. A najbardziej krytyczni są wobec samych siebie: "Dlaczego inni
nie dostrzegają tego, co mnie się rzuca w oczy? A może to ja rozumiem
wszystko opacznie? Może to ja nigdy nie mam racji?".
Wrażliwość, emocjonalność i uczuciowość są oczywiście proporcjonalne do
inteligencji. Ci ludzie to prawdziwe butelki z nitrogliceryną. Przy
najmniejszym wstrząsie wybuchają - wściekłością czy frustracją, ale
najczęściej popadają w smutek. Przecież na tym świecie tak bardzo brak
miłości! Rozdarte między radykalnym idealizmem a trzeźwą
przenikliwością, osoby te stają wobec wyboru: zamknąć się w sobie lub
zbuntować. Dlatego stale oscylują między zmysłowymi marzeniami a przygnębiającymi konstatacjami, między naiwnością a rozpaczą. Nie
spodziewają się pomocy, bo zdają sobie sprawę, że niczyja dobra wola nie
rozwiąże ich problemu. Rady otoczenia zamiast pomagać, jeszcze bardziej
ich pogrążają. Mniej się zastanawiać? Tego właśnie najbardziej by
chcieli! Ale jak to osiągnąć? Pogodzić się z niedoskonałością świata?
Przecież to niemożliwe!
Poradzić się psychiatry czy psychologa też nie jest łatwo. Obawiają się,
niestety nie całkiem bezpodstawnie, że zostaną uznani za wariatów. Jak
ludzie o funkcjonującym normalnie umyśle mogliby się uporać z tak
nieprzeciętną aktywnością mentalną? Stosowane w psychologii siatki
analityczne tę subtelną, a zarazem potężną myśl kroją na kawałki i klasyfikują jako nienormalną, patologiczną. Już od czasów szkolnych
nadwydajni mentalnie przysparzają kłopotów. Są uważani za nadaktywnych i niezdolnych do skupienia, ponieważ ich nastawione wielozadaniowo mózgi
nudzą się wykonywaniem tylko jednej czynności naraz. Ich posiadacze
zdają się tylko prześlizgiwać po informacjach, podczas gdy naprawdę
potrafią nadzwyczaj szybko zgłębiać jednocześnie kilka tematów. Całe
litanie "dys-", jakimi byli dręczeni, ugruntowały w nich przekonanie, że
mają skrzywiony umysł: dysleksja, dysortografia, dyskalkulia,
dysgrafia...1 Gdy dorosną, łatwo mogą zostać zdiagnozowani jako
osobowości borderline, chorzy na schizofrenię, dotknięci chorobą
dwubiegunową czy psychozą maniakalno-depresyjną. Właśnie tam, gdzie
ludzie nadwydajni mentalnie, szukając rozwiązań, liczą na pomoc,
znajdują jeszcze mniej zrozumienia: przypina im się łatkę osób
dysfunkcyjnych. Tymczasem najbardziej potrzebowaliby czegoś przeciwnego,
by móc zrozumieć samych siebie i zaakceptować takimi, jakimi są: wcale
nie są dysfunkcyjni, tylko po prostu odmienni.
Zresztą nadwydajność mentalna nie została jeszcze szczegółowo opisana i dlatego nie istnieje jednoznaczne określenie na to zjawisko. Można by
użyć terminów "nieprzeciętnie zdolny" albo "o wysokim potencjale
intelektualnym", jednak są one już tak wyświechtane, że brzmią
pretensjonalnie. Jest to sprzeczne z wartościami, jakie przedstawiają
sobą ludzie nadwydajni mentalnie. Aspekt "bardziej niż inni" tych
sformułowań zdecydowanie im nie odpowiada. Znacznie chętniej przystają
na "nadwydajność mentalną". W ich oczach ten termin odzwierciedla
nękające ich rozgorączkowanie i nadaktywność umysłu. Podoba im się
również pojęcie "dominująca prawa półkula mózgu", bo wprawdzie nie chcą
sobie przypisywać inteligencji wybitnej, ale chętnie przyznają, że w ich
przypadku jest ona osobliwa. "O tak, jedno jest pewne: myślę inaczej niż
wszyscy!" - to jedno ze znamiennych zdań, jakie często słyszę. Co
więcej, trudności ze znalezieniem, a zwłaszcza z zaakceptowaniem
najtrafniejszego określenia, świadczą o ich ogromnej potrzebie precyzji.
Przede wszystkim jakieś słowo prawie nigdy nie może być dokładnym
synonimem innego, bo każde ma wydźwięk indywidualny. Ponadto nie sposób
wyrazić jednym słowem, kim są. Cóż więc robić? Jeanne Siaud-Facchin,
autorka L'enfant surdoué2 zrezygnowała z określenia
"nieprzeciętnie zdolny" i aby zdefiniować taką osobę, użyła wyrazu
"zebra". Wybór okazał się trafny: zebra jest zwierzęciem nietypowym,
nieposkromionym, wyjątkowym, które potrafi wtopić się w krajobraz. Skoro
już jednak jesteśmy przy metaforach zaczerpniętych ze świata
zwierzęcego, nie możemy pominąć cech psich takich osób: wierności,
lojalności, przywiązania i zdolności do poświęceń; kocich: delikatności,
podejrzliwości i wyostrzonych zmysłów; czy wielbłądziej: niewiarygodnej
wytrzymałości. Ale przede wszystkim ludzie ci przypominają chomiki,
niezwykle szybko przebierające łapkami w kołowrotku!
Stowarzyszenie Ochrony Osób Obarczonych Nadwydajnością Mentalną
(Groupement Associatif de Protection des Personnes Encombrées de
Surefficience Mentale, GAPPESM) nazywa ich PESM. Jest to niewątpliwie
dość dokładne określenie, obrazujące ich sytuację, ale przecież nie
wszyscy czują się czymkolwiek obarczeni. Mimo że doceniam przydatność
tego skrótowca, nie bardzo sobie wyobrażam jego używanie, gdyż brzmi
niezbyt melodyjnie. Być nadwydajnym to jednak nie to samo, co być PESM!
Chętnie nazwałabym ich nieprzeciętnie zdolnymi, bo obiektywnie biorąc,
jest to termin najwłaściwszy, ale jeśli zacznę mówić o nieprzeciętnych
zdolnościach, wielu moich czytelników zniechęci się i czym prędzej
zamknie książkę. Inni zauważą, że gdyby ludzie, o których mowa, byli
naprawdę inteligentni, potrafiliby przystosować się do społeczeństwa.
Jednak żaden z nadwydajnych nie rozpozna siebie w stereotypie, jaki dziś
jeszcze kojarzy się z osobą o wybitnych zdolnościach: błyskotliwe,
zarozumiałe dziecko, prymus pouczający wszystkich w klasie. To ich
całkowite przeciwieństwo!
Jako że lubię nazywać rzeczy po imieniu, gdy tylko odkryłam zjawisko
nadwydajności mentalnej, upodobałam sobie termin "nieprzeciętnie zdolny"
i bez umiaru obdarzałam nim swoich pacjentów z tą przypadłością. W tym
ferworze zapominałam o ich ogromnej wrażliwości. Kilkoro z nich
zdeprymowałam, innych wprawiłam w panikę, a niektórzy nawet uciekli w podskokach. Korzystam z okazji, by w tej książce wszystkich prosić o wybaczenie. Dziś formułuję swój komunikat bardziej oględnie, napomykając
o nietypowym okablowaniu neurologicznym czy o dominującej prawej półkuli
mózgu. Nawet ta informacja jest szokująca. Wprawdzie ludzie ci są
świadomi swojej odmienności, jednak trudno im obiektywnie zmierzyć się z tą rzeczywistością.
Długo szukałam słowa, które syntetycznie ujęłoby ten profil. Z paroma
bliskimi osobami kilka razy urządziliśmy burzę mózgów. W pewnym momencie
ubawiły nas określenia "ADSL" i "wysoka przepustowość", później omal nie
zdecydowałam się na "spiderminda", zarówno z powodu bystrości umysłu,
jak i myśli rozpinającej się na podobieństwo pajęczyny. W końcu jednak
termin "nadwydajny" okazał się najbardziej właściwy i najprostszy:
wydaje mi się kompromisowy i choć nie jest całkiem zadowalający, nie
wywołuje u nikogo poważnej blokady psychicznej. W każdym razie ta
książka ma na celu nie przykleić ci jakąś etykietkę, lecz pomóc
zrozumieć i zaakceptować siebie takim, jakim jesteś, a także żyć ze
swoim kłębowiskiem myśli, nie tracąc pogody ducha.
Jeśli za dużo myślisz, prawdopodobnie rozpoznasz siebie w profilu osoby
nadwydajnej mentalnie. Twój mózg, właśnie ten, który myśli zbyt wiele,
to prawdziwy skarb. Jego subtelność, złożoność, szybkość, z jaka działa,
zdumiewają, a pod względem mocy można go porównać z silnikiem Formuły 1!
Ale bolid wyścigowy nie jest zwykłym samochodem. Gdy prowadzi go jakiś
niezdara drogą lokalną, może się okazać kruchy i niebezpieczny. By
zoptymalizować swój potencjał, potrzebuje doskonałych umiejętności
kierowcy i toru na swoją miarę. Do tej pory to mózg wiódł cię po
wertepach. Teraz ty musisz go poddać kontroli, i to już od dziś.
Aby uwydatnić najbardziej charakterystyczne aspekty nadwydajności,
podzieliłam tę książkę na trzy części dotyczące kolejno:
nadwrażliwości i wzmożonej aktywności umysłu;
idealizmu i autentycznego niedostosowania do większości ludzi;
wszystkich rozwiązań, które chciałabym zaproponować.
Wiem, że ludzie nadwydajni mentalnie uwielbiają przerzucać strony
książek, wyłuskując z nich to i owo. Z reguły pozwala im to przyswoić
sobie treść i dość często nawet nie muszą dobrnąć do końca, gdyż takie
"podskubywanie" wystarczy im, by zapoznać się z tematem. Dlatego pragnę
ostrzec: jeśli od razu przejdziesz do ostatniej części, zabraknie ci
podstaw do obiektywnej oceny trafności przedstawianych rozwiązań.
Zachęcam więc, byś w trakcie lektury podążał szlakiem, który dla ciebie
wytyczyłam, nie pomijając poszczególnych etapów. Bez pośpiechu przyjmuj
do wiadomości, że twoja nadwydajność jest zjawiskiem wyłącznie
neurologicznym, a żeby stwierdzić, na czym naprawdę polega odmienność
twojej inteligencji, przyjrzyj się, jak twoja myśl wrze i kipi. Jedną z zasadniczych cech twojej osobowości jest idealizm. Inna, nie mniej
ważna, to twoje fałszywe self, które w relacjach z innymi może się
okazać obciążeniem, a nawet handicapem. Rozdźwięk, jaki czujesz między
sobą a otoczeniem, jest obiektywny, dlatego też warto zrozumieć, jakie
konkretnie różnice się na niego składają. Kiedy już rozpatrzysz
wszystkie aspekty problemu, przedstawione rozwiązania uzyskają pełne
uzasadnienie.
Osiągnę swój cel, jeśli po zakończeniu lektury pogodzisz się sam ze
sobą, a także ze swoim wspaniałym umysłem. By go jak najlepiej
wykorzystywać, musisz się nauczyć nim kierować. W tej książce znajdziesz
więc wiadomości z zakresu mechaniki (neurologia), kodeksu drogowego
(emocje i relacje) oraz techniki prowadzenia (psychika). Jeśli zbyt
wiele myślisz, książka dostarczy ci pożytecznych informacji o twoim
psychicznym funkcjonowaniu i oczywiście - wielu rozwiązań!
Przez cały czas pisania chętnie powoływałam się na autorów, którzy mnie
jakoś zainspirowali, i na teksty, do których sięgałam. Niezbyt zręcznie
byłoby umieszczać na danej stronie przypisy bibliograficzne, ilekroć
nawiązuję do jakiegoś dzieła. Wszystkie cytowane tytuły i przywoływanych
autorów wymieniam w bibliografii. Szczególną wdzięczność żywię dla Jill
Bolte Taylor, Daniela Tammeta, Tony'ego Attwooda i Béatrice Mill?tre,
którym dziękuję za wzbogacenie mojej wiedzy. Bardzo przydały mi się
również książki Arielle Adda i Jeanne Siaud-Facchin. Wielkie im za to
dzięki.
Więcej na ten temat można się dowiedzieć z książki Marie Françoise Neveu Enfants autistes, hyperactifs, dyslexiques, dys... Et s'il s'agissait d'autre chose? (patrz bibliografia). [wróć]
Patrz bibliografia. [wróć]
Rozdział 1. Nadwrażliwe receptory
Rozdział 1
Nadwrażliwe receptory
"Ten facet
jest too much, ten facet jest za... Za, za, za!", śpiewały w latach
osiemdziesiątych Coco Girls. Już sam ten refren zawiera problematykę
nadwydajności mentalnej. Wszystkiego jest za dużo: myśli, pytań, emocji...
w dodatku w stopniu wyższym lub najwyższym: nadpobudliwy, nadwrażliwy,
nadmiernie uczuciowy... Ludzie nadwydajni mentalnie przeżywają to, co się
wokół nich dzieje, z niezwykłą intensywnością. Pod wpływem tego, co ich
porusza, w sensie zarówno pozytywnym, jak i negatywnym, wydają z siebie
dźwięki czyste jak kryształ. Nawet błahe incydenty mogą w ich oczach
nabrać niebotycznych proporcji, zwłaszcza jeśli naruszają ich system
wartości. Doznania, emocje, wrażliwość - wszystko jest spotęgowane. W gruncie rzeczy cały ich system zmysłowy i emocjonalny jest nadwrażliwy.
Ta subtelność percepcji ma charakter neurologiczny i zaczyna się od
postrzegania rzeczywistości.
Każdą informację odbieramy pięcioma zmysłami. Wiemy, że istnieją ludzie
przygłusi lub niedowidzący, jednak wyobrażamy sobie, że wszyscy
identycznie postrzegamy rzeczywistość. Nieprawda. Twój sposób widzenia
świata jest niepowtarzalny i subiektywny. Pokaż to samo mieszkanie
dziesięciu osobom. Następnie poproś je, aby szczegółowo opisały, jak
wygląda to miejsce, a będziesz miał wrażenie, że obejrzały dziesięć
różnych mieszkań. Każdy ma swój ulubiony kanał zmysłowy. Osoba, u której
dominują wrażenia wzrokowe, skupi się na tym, co jest do zobaczenia:
estetyce, barwach, świetlistości, widoku z okien itd. Inna, preferująca
wrażenia słuchowe, uzna to miejsce za spokojne lub hałaśliwe. A osoby
ruchliwe będą mówić o cieple, przestrzeni i wygodzie. Niektórzy posłużą
się nawet zmysłem węchu i będą mówić o wyziewach tytoniowych lub dusznej
atmosferze. Tak więc każdy wyselekcjonuje jako ważny i godny
zainteresowania pewien fragment rzeczywistości, a całą resztę pominie.
Podobnie każda osoba przypisze określoną intensywność doznanym
wrażeniom. Być może jedna uzna miejsce za "nieco hałaśliwe", druga za
"bardzo hałaśliwe", trzecia zaś w ogóle nie zwróci uwagi na akustykę.
Ostatecznie każdy wyselekcjonuje pewną liczbę informacji, niezbędną i wystarczającą do wyrobienia sobie opinii. Nadwydajni mentalnie odbierają
więcej informacji niż przeciętni ludzie, ponadto o wiele bardziej
intensywnie. Zjawisko to nazywa się hiperestezją. Jeśli człowiek
nadwydajny mentalnie obejrzy lokal, zapamięta więcej szczegółów niż
większość ludzi i wyłowi jakieś mało znaczące drobiazgi, błahostki,
których nikt oprócz niego nie dostrzeże.
Hiperestezja
Hiperestezja1
Oto mail, jaki dostałam od François po jego pierwszej wizycie:
"Chciałbym Pani wyjaśnić, co nieustannie przeżywam, opowiadając na
przykład o dniu, w którym po raz pierwszy do Pani przyszedłem (proszę
się nie gniewać).
Parkuję samochód. Zastanawiam się, czy Pani parkuje na podwórzu czy na
ulicy. Przechodzę przez bramę, usiłuję dociec, które auto należy do
Pani. Czy lubi Pani samochody? Myślę, że tak. A jednak nie zauważam
żadnego interesującego. Mówię sobie, że się pomyliłem. Dochodzę do
domofonu. Na skrzynce na listy lub na dzwonku Pani nazwisko jest
napisane inną czcionką niż nazwiska osteopatów. A więc nie zaczęła Pani
przyjmować tam w tym samym czasie, co oni. Dlaczego? Gdzie Pani przedtem
praktykowała? Dalej od swojego domu? U siebie w domu? Czy Pani klienteli
nie przeszkadza, że zmieniła Pani adres? Wchodzę. Drugi dzwonek nie
działa. Trzeba by go naprawić. Dlaczego nikt go dotąd nie naprawił?
Wchodzę do poczekalni. Nie ma nikogo. Czy osteopaci są zajęci? Wydaje
się, że potrafi Pani tak zorganizować sobie pracę, żeby ludzie nie
musieli czekać. Czasopisma nie są najaktualniejsze. Przeważnie numery
magazynu (...) są trochę zbyt (...), jak na mój gust. Czyżby Pani
prenumerowała to czasopismo? Głosowała Pani na (...)? Zgroza! Patrzę przez
okno: nic zachwycającego. Czuję się przybity. Żywopłot znajdujący się za
blisko okna zupełnie psuje perspektywę. Słyszę Pani głos, domyślam się,
jak Pani wygląda. Wyobrażam sobie, że jest Pani wysoka, dobrze
zbudowana. Słyszę stukot Pani obcasów na podłodze z laminatu (nie lubię
dźwięku wydawanego przez tę wykładzinę, zionie chłodem, nie ma w niej
ani odrobiny ciepła). Ale po co włożyła Pani buty na obcasach, skoro i tak jest Pani wysoka? Wreszcie widzę Panią - bingo - dokładnie taką, jak
sobie wyobrażałem. Podaje mi Pani rękę. Chętnie bym Panią ucałował, aby
dowiedzieć się czegoś więcej, ale oczywiście nie mogę. Zadowalam się
uściskiem dłoni. Oceniam go: jest mocny, ale nie za bardzo. Nie jest
Pani uperfumowana, no może troszkę. To mi bardziej odpowiada, bo nie
znoszę zbyt mocnych zapachów czy po prostu zbyt dużej ilości perfum. Idę
za Panią do gabinetu. Zastanawiam się, gdzie są osteopaci, jak pracują.
Pierwszy pokój - Pani gabinet. Jest uporządkowany, dla mnie nawet za
bardzo, podobnie jak Pani biurko. Wnętrze wydaje mi się zimne, brakuje
jakiejś okazałej rośliny, widok przez okno taki sam, przygnębiający. Na
biurku niewiele przedmiotów, za to pełno długopisów, a każdy inny,
dlaczego? Drugie pomieszczenie jest przyjemniejsze. Podoba mi się
czerwony fotel, wydaje się starszy niż reszta mebli. Czy miała go Pani w poprzednim gabinecie? Na pewno. Siadamy. Interesuje mnie Pani. Uważnie
przyglądam się Pani sukience (zacząłem już na korytarzu). Różnokolorowa,
rzuca się w oczy, obcisła. Nie wstydzi się Pani swojego ciała, podoba
się sobie, to się czuje. Podoba się Pani innym, to też się czuje.
Porównuję Pani fryzurę z uczesaniem na dwóch zdjęciach w Pani książkach,
które mam. Podoba mi się. Jest Pani opalona, wyobrażam sobie, że lubi
Pani chodzić na plażę. Nie ma Pani na sobie zbyt dużo biżuterii. To nie
w Pani stylu. Myślę, że woli Pani raczej fantazyjną niż złotą lub zbyt
krzykliwą bransoletkę. Obserwuję Pani ręce, jak u każdego. Pani dłonie
mi się podobają. To dla mnie bardzo ważne. Trochę się odprężam. Jednak
wciąż jestem nieufny. Mówię sobie, że z łatwością mogłaby Pani mną
manipulować. To wszystko odnosi się nie tylko do Pani, nieustannie coś
takiego przeżywam. Przed naszym spotkaniem wstąpiłem do kiosku z gazetami na rogu ulicy, na której znajduje się Pani gabinet. Spędziłem
tam trzy minuty. Zadałem sobie ze dwadzieścia pytań..."
Oto jak osoba nadwydajna żyje na co dzień, bombardowana informacjami,
zapamiętująca mnóstwo szczegółów, próbująca przewidywać, co się wydarzy,
i odgadywać resztę na podstawie nagromadzonej wiedzy, zadająca sobie
tysiące pytań, często w stanie emocjonalnego napięcia i nieufności,
zwłaszcza podczas pierwszego spotkania.
A więc jeśli za dużo myślisz, twój mózg będzie przede wszystkim
charakteryzowała hiperestezja. Tym naukowym terminem określa się
zjawisko posiadania pięciu nadzwyczaj wyostrzonych zmysłów. Jest to
również stan przytomności, czujności, a nawet nieustannego pogotowia.
Podobnie jak François, posiadasz niezwykle rozwiniętą umiejętność
zauważania najdrobniejszych detali lub niuansów niedostrzegalnych dla
większości ludzi. Osoby dotknięte hiperestezją, chociaż często
przeszkadza im zgiełk, światło czy zapachy, nie zdają sobie sprawy, że
ich doznania zmysłowe wykraczają poza normę. Mówię im o tym. Z początku
słuchają ze zdziwieniem. Potem, stopniowo, w trakcie dyskusji,
uświadamiają sobie, że faktycznie zwracają uwagę na szczegóły, że
potrafią rozpoznać już od pierwszych taktów fragment jakiegoś utworu
muzycznego albo domyślić się, z czego przyrządzono jakąś potrawę... Ale
nawet by im nie przyszło do głowy, że inni nie są podobni do nich, skoro
one same doświadczają takich stanów dziesięć razy dziennie. Ci, którzy
wiedzą o swojej hiperestezji, mają skłonność przeżywać ją w sposób
negatywny, i wyrzucają sobie nietolerancję, gdy nadmiar bodźców
zmysłowych wytrąca ich z równowagi. "Nie znoszę zbyt głośnej muzyki w niektórych sklepach, zwiewam w popłochu!", stwierdza Nelly. Dla Pierre'a gorszy jest dyskomfort wzrokowy: "W biurze świetlówki dają zbyt ostre
światło, rażą w oczy. Tylko ja się na to skarżę. Uchodzę za zrzędę". U innych na dyskomfort narażone są wszystkie zmysły.
Hiperestezja wzrokowa
Tak jak opowiada François, widzenie u hiperestetyków to przede wszystkim
widzenie precyzyjne, w którym detal jest postrzegany wcześniej niż
całość. Ciekawie byłoby sprawdzić, co widzieli inni moi klienci, i porównać z jego doświadczeniem. François dostrzegł mnóstwo drobnych
szczegółów: długopisy, wytarty fotel, widok przez okno, czasopisma w poczekalni. Jego spojrzenie jest przenikliwe: istny promień laserowy,
który bez przerwy skanuje wszystkie dane. Lustruje mnie od stóp do głów:
biżuterię, sukienkę, fryzurę, ręce... W życiu codziennym ci, którzy
napotykają takie spojrzenie, często uznają je za denerwujące, wścibskie
lub nawet inkwizytorskie. Jednak nie zmierza ono do oceniania, lecz do
zrozumienia, a w przypadku François, do uspokojenia się. W zapamiętywaniu niekiedy pomocne są jakieś nieistotne drobiazgi. Innym
aspektem hiperestezji wzrokowej może być wielka wrażliwość na światło.
Hiperestezja słuchowa
Hiperestetyk potrafi słyszeć wiele dźwięków naraz. Może słuchać radia,
jednocześnie śledząc rozmowę, ale będzie go rozpraszać dobiegający z sąsiedniego pokoju brzęk naczyń, który jego zdaniem zagłusza całą
resztę. To prawdziwy dar mieć na tyle subtelny słuch muzyczny, by
wychwycić delikatną frazę saksofonu wśród dźwięków wydawanych przez inne
instrumenty. Gorzej, jeśli ktoś nie może wyciszyć dobiegającego z zewnątrz wizgu kosiarki do trawy, który słyszy tylko on. Ludzie
dotknięci hiperestezją akustyczną często lepiej słyszą niskie niż
wysokie tony. Podobnie z odległymi hałasami, lepiej wychwytywanymi przez
nich niż bliskie. Dlatego gdy przysłuchują się rozmowie, będzie im
przeszkadzać muzyka w tle. Tytuły wiadomości, zaówno w telewizji, jak i w radiu, przeważnie mieszają się hiperestetykom z sygnałem
rozpoczynającym dziennik. Stają się ledwo słyszalne dla wielu
nadwydajnych mentalnie, którzy muszą uczynić wysiłek, aby w tej wrzawie
usłyszeć spikera. François czeka, aż usłyszy mój głos, przysłuchuje się
moim krokom, uznaje, że dźwięk wydawany przez podłogę jest zimny, i zauważa zepsuty dzwonek.
Hiperestezja ruchowa
Atmosfera panująca w jakimś miejscu, wilgotność lub suchość powietrza,
ciepło, szorstki lub miękki w dotyku materiał ubrania - nadwydajni
mentalnie nieustannie odbierają wszystkie te informacje. François mówi,
że bardzo chciał mnie pocałować. Nie odważył się. To był pierwszy seans,
ale często się zdarza, że hiperestetycy nagle nabierają ochoty, by mi
dać buziaka. W niektórych sytuacjach o dużym ładunku emocjonalnym życzą
sobie, bym ich przytuliła albo by to oni mogli mnie uściskać. Nie ma
żadnej dwuznaczności w takim pragnieniu. Potrzebują serdecznego,
"niedźwiedziego uścisku" w amerykańskim stylu. Pozwala im to opanować
emocje, a także, jak mówi François, "dowiedzieć się czegoś więcej".
Zasada tradycyjnej psychoterapii głosząca, że nie wolno dotykać
pacjentów, wobec nich nie znajduje zastosowania. Są za bardzo dotykowi.
Hiperestezja węchowa
Rzadko używany przez większość ludzi węch jest zmysłem bardzo zwierzęcym
i obfitującym w informacje. Droczę się z hiperestetykami, mówiąc im, że
nie mają nosa, tylko kufę. Podobnie jak François, wchodzą do mojego
gabinetu, dzięki wyczulonemu węchowi komentują moje perfumy, a jeśli w powietrzu unosi się jeszcze zapach tytoniu lub potu wydzielany przez
ubranie poprzedniej osoby, marszczą nos.
W niektóre dni Florence prosi mnie nawet, by przewietrzyć pokój, kiedy
czuje, że "tym powietrzem już ktoś oddychał"! Hiperestezja węchowa jest
pożądana, gdy wdycha się zapach przedniego wina lub wącha kwiat. Może
jednak stać się koszmarem, gdy chodzi o mdlący odór lub sztuczne
zapachy, takie jak podrobiony aromat wanilii lub maślanej bułeczki.
François nie znosi zbyt natarczywych woni.
Hiperestezja smakowa
Smak idzie w parze z węchem. Hiperestetycy są często wielkimi
smakoszami. Jeśli zaufają swemu instynktowi, są zdolni wyczuć choćby
odrobinę cynamonu lub papryki, odgadnąć, z jakiego regionu
geograficznego pochodzi kawa lub czekolada. Ogólnie biorąc, prawie nie
zdarzają im się zatrucia pokarmowe, gdyż potrafią wykryć najmniejszy
podejrzany smaczek.
Większość z nas odbiera bardzo mało informacji w porównaniu z ludźmi
nadwydajnymi mentalnie. A ci od czasu do czasu muszą to sobie
uświadamiać. Wtedy nagle doznają wrażenia, że osobnicy w ich otoczeniu
są głupi lub otępiali. Ale ta myśl ich krępuje, więc szybko ją
odganiają. Starają się przede wszystkim nie oceniać bliźnich, nie
podkreślać różnicy, która działa tak destabilizująco. A przecież ta
różnica ma charakter neurologiczny i obiektywny. Została zbadana i zmierzona naukowo. Odważnie przyjmij do wiadomości ten oczywisty fakt.
Będziesz wówczas mógł sobie wytłumaczyć nieustanny rozdźwięk między tobą
a większością ludzi. Zacznij obserwować swoje otoczenie i sprawdź sam,
ile uwagi poświęca mu ten i ów. Zaskakujące! François raptem sobie
uświadamia: "To dlatego często mam dziwne wrażenie, że ludzie wokół mnie
są jakby uśpieni!".
Ejdetyzm
Hiperestezja ma aspekt ilościowy: pewną liczbę elementów, które
ewentualnie zauważyłeś, i podział przestrzeni na coraz mniejsze
szczegóły. Ma też aspekt jakościowy: subtelność odcieni, jakie możesz
dostrzec między dwiema niemal identycznymi barwami, lub maleńką fałszywą
nutkę w środku utworu muzycznego. W zjawisku tym rolę odgrywają również
natężenie uwagi i memoryzacja, ponadto nie można pominąć aspektu
"ejdetycznego" percepcji zmysłowej.
Czy widziałeś kiedyś dziecko bacznie przyglądające się biedronce? Jego
wzrok to istny mikroskop. Dostrzega dosłownie wszystko, zachwyca je
każdy szczegół. Błyszczący pancerz, delikatne żyłki, siatkowate oczy,
drżące czułki, niezwykła struktura dwuczęściowego pancerza, z którego
wyrastają przezroczyste skrzydełka. Jeśli chcemy opisać to jakościowe
wyrafinowanie percepcji, mówimy o ejdetyzmie. Co za przyjemność poczuć
na języku aksamitną fakturę musu owocowego, podziwiać lśniący, jakby
pociągnięty lakierem liść, jedwabisty płatek róży lub mieniącą się
perliście kroplę rosy, drżeć z rozkoszy, wkładając kaszmirowy sweterek,
rozpływać się w błogości, słuchając delikatnych dźwięków wyczarowywanych
z fortepianu. Hiperestezja oznacza również tę jakość, tę finezyjną
uwagę, która stanowi źródło poezji, sztuki i zachwytu. Poza małymi
dziećmi, ile osób w twoim otoczeniu wznosi się na taki poziom
wyrafinowania i rozkoszy w postrzeganiu świata?
Synestezja
W większości przypadków nadwydajności mentalnej hiperestezja łączy się z synestezją, to znaczy ze skrzyżowaną aktywacją zmysłów w mózgu.
Synestetycy widzą na przykład kolorowe słowa lub wypukłe cyfry.
Catherine mi mówi: "Ja słucham skórą. Właściwie użyte słowa wywołują u mnie dreszcz, zanim w ogóle zrozumiem ich sens". François czuje, że
dźwiękowi wydawanemu przez podłogę brak ciepła (połączenie dźwięku i odczucia) i stwarza sobie mój obraz (domyśla się, że jestem wysoka i dobrze zbudowana) na podstawie brzmienia mojego głosu. Synestezja
ułatwia zapamiętywanie. Dlatego też nadwydajni mentalnie przypominają
sobie mnóstwo szczegółów, które większości ludzi wydają się nieistotne.
Synestezja to najczęściej zdolność podświadoma. Kiedy pytam człowieka
nadwydajnego mentalnie, czy zauważa u siebie taką umiejętność, odpowiedź
brzmi nieodmiennie: "Nie, skądże". Oczywiście mu nie wierzę. Przez lata
praktyki mogłam stwierdzić, że hiperestezja i synestezja bardzo często
idą w parze. Tak więc w środku rozmowy nagle zadaję pytanie: "Jakiego
koloru jest słowo "wtorek"?". Odpowiedź pada spontanicznie: "Żółte!"
(albo zielone, wszystko jedno!). Zdziwiony swoją odpowiedzią, mój
nadwydajny mentalnie się broni. Nie zastanowił się, powiedział ot, tak
sobie, w gruncie rzeczy nie ma o tym pojęcia... Pozostaje mi tylko to
zweryfikować. Nieco później w toku rozmowy znów pytam znienacka: "A jakiego koloru jest słowo "stół"?". Odpowiedź pojawia się natychmiast:
"Zielone". Mój rozmówca jest zmieszany. Tak, widzi słowa w kolorze. To
nieracjonalne, ale tak jest! Wtedy nasuwają mu się wspomnienia z dzieciństwa: litera B, która miała dwa brzuszki, cyfra 2, która
przypominała złocistego łabędzia, cyfra 1 - podobna do czarnego harpuna.
Następnie szmer wodospadu, który wibrował w dołku żołądkowym, a nawet,
nikt by nie zgadł, bo to takie głupie, żółty zapach pieczonego kurczaka...
Przestań wreszcie stosować autocenzurę! Spokojnie przypomnij sobie
wszystkie dziwaczne pomysły z dzieciństwa. Prawdopodobnie zrodziły się z synestezji.
Dziwactwa związane z hiperestezją
Zależnie od sposobu, w jaki przejawiają się nieprzeciętne uzdolnienia,
hiperestezja może przybierać najróżniejsze formy. Na przykład w dziedzinie słuchu: dana osoba będzie nadwrażliwa na niektóre dźwięki, a na inne nie. Podobnie jest ze zmysłem dotyku: faktura pewnych tkanin
wywołuje efekt przyciągania i budzi zachwyt lub wręcz przeciwnie,
napełnia wstrętem i odpycha. Stąd mogą też wynikać trudności z odżywianiem: na przykład wszystko, co miękkie i gotowane, będzie
obrzydliwe, a wszystko, co ma kolor pomarańczowy - niejadalne.
Inaczej przeczulica (przyp. tłum.). [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki