Cykl życia pary
W procesie dojrzewania związku każda para znajduje się pomiędzy
stabilnością a zmianą. Jeśli nasza relacja w ogóle się nie zmienia, to z czasem obumiera. Ale gdyby zmieniała się zbyt często i szybko, to
stałaby się chaotyczna. Co pozwoli partnerom zapuścić mocne korzenie,
bez których nie można kwitnąć?
tekst Matylda Porębska
Związek powinien być procesem rozwojowym,
a nie statyczną budowlą. Znane nam dobrze "i żyli długo i szczęśliwie"
niejako implikuje myślenie o małżeństwie, jak gdyby było ono stanem,
który kiedy raz się osiągnie, to już się w nim jest do końca. Tymczasem
jeśli szukać jakiegoś porównania, to można powiedzieć, że związek jest
jak drzewo. U podstaw potrzebne są solidne korzenie, które z czasem
trwania relacji zapuszczają się coraz głębiej. By rosnąć, potrzebuje i słońca, i deszczu. Zmienia się wraz z porami roku, czasem zamiera, by
znów obudzić się do życia i rozkwitnąć na nowo.
Para między starym a nowym porządkiem
Zmiany dotyczące naszych relacji dzieją się niemal na żywo, tu i teraz.
Czasem można mieć wrażenie, że bierzemy udział w jakimś zbiorowym
eksperymencie. Wypowiedzieliśmy wojnę patriarchatowi, choć ciągle jest
on częścią naszego społecznego DNA. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni
próbują odnaleźć nowy sposób bycia ze sobą, tkwiąc pomiędzy starym a nowym. Po odrzuceniu tego, co znane, próbujemy na nowo pisać zasady, co
przypomina obstawianie w wyścigach konnych bez gwarancji, że wygramy.
Przez wieki związek dwojga ludzi był raczej sojuszem ekonomicznym, miał
zapewnić ciągłość gatunku. W małżeństwie - czy to aranżowanym, czy z tzw. rozsądku - miłość była mile widziana, ale z pewnością nie kluczowa.
Brzmi mało romantycznie, ale tradycyjne małżeństwo opierało się na
dobrze zdefiniowanych rolach płciowych i co za tym idzie - na jasnym
podziale pracy. On miał ciężko pracować i przynosić do domu pieniądze,
ona rodzić dzieci i zajmować się gospodarstwem. Niemal do końca XX w.
małżeństwo miało trwać aż do śmierci, kobiety były całkowicie zależne od
mężów, a rozwód, o ile w ogóle się wydarzał, był powodem wstydu i wykluczenia.
Partnerzy, którzy kurczowo trzymają się swoich przekonań i tego, jacy
zawsze byli, z dużym prawdopodobieństwem rozstaną się, kiedy życie
skonfrontuje ich ze zmianą. Ale ekstremalne poświęcanie siebie, żeby
zadowolić partnera czy uniknąć konfliktów, również się nie sprawdzi. W zdrowym związku rozwiązaniem nie jest próba zmiany partnera, lecz
zadanie sobie samemu pytania, w jaki sposób ja uczestniczę w naszym
tańcu
Dynamikę związków zmieniły feminizm, antykoncepcja i prawa
reprodukcyjne. Byt kobiety przestał być zależny od mężczyzny, co
pozwoliło na decydowanie o własnych uczuciach i losie. Przestaliśmy
potrzebować małżeństwa, żeby wyprowadzić się od rodziców, nie musimy
nawet być w stałym związku, żeby mieć udane życie seksualne czy żeby
wziąć kredyt. To wszystko sprawiło, że zaczęliśmy zwracać uwagę na
poziom naszej satysfakcji w związku ("Chcę być usłyszany z moimi
potrzebami"), być bardziej wybredni ("Jak nie ta, to inna") i bardziej
wymagający - od siebie i od partnera. Kłopot w tym, że ciągle chcemy
tego wszystkiego, co miało do zaoferowania tradycyjne podejście, czyli
koleżeństwa, wsparcia ekonomicznego, życia rodzinnego i statusu
społecznego. Jednocześnie na liście oczekiwań wobec potencjalnego
partnera pojawiły się: antidotum na naszą samotność, wysoki intelekt,
ciekawa osobowość i czarny pas w sztuce miłości. No i nie zapominajmy,
że nasz partner ma jeszcze jedno arcyważne zadanie: mamy stać się przy
nim najlepszą wersją siebie. Nie zależy nam już tylko na tym, żeby w relacji być, ale również na tym, żeby ta relacja była spektakularnym
sukcesem.
Kryzysy tożsamości pary
Każdy etap związku to typowe i całkowicie normalne kryzysy, a tym, co
utrzymuje związek przy życiu, jest adekwatne ich przezwyciężanie. Fakt
występowania kryzysów nie jest więc patologią. Zachowania patologiczne
pojawiają sie zazwyczaj dopiero wtedy, kiedy partnerzy unikają
przechodzenia przez kolejne etapy - niezbędne, by związek mógł
dojrzewać, rozwijać się i być źródłem satysfakcji.
Jak w filmie
Młody człowiek, nawiązując relacje, zwykle nabywa umiejętności, które w późniejszym okresie mają pomóc mu stworzyć bliski i stały związek. Dla
nastolatka chłopak/dziewczyna służy raczej jako wizytówka i ozdoba. Jego
cechy charakteru mają zwiększyć poczucie wartości, zdobyć podziw i uznanie otoczenia. Związki młodych ludzi są zazwyczaj mało trwałe,
romantyczne i egoistyczne, co jest całkowicie naturalne i zrozumiałe,
ponieważ młody człowiek dopiero określa swoją tożsamość. Zapewne jest to
powód, dla którego bardzo rzadko młodzi w parach wybierają się do
terapeuty, by "ratować" związek, który często przecież wydaje się jedyny
i na zawsze. Dorastanie to czas, kiedy następuje określanie swoich
granic i potrzeb, a dzięki reakcjom partnera młoda osoba uczy się tego,
kim jest. Tożsamość w rozumieniu wyboru określonej drogi oznacza też
rezygnację z pozostałych możliwości. Zatem wybór jednego partnera wiąże
się z rezygnacją ze wszystkich pozostałych partnerów, co na tym etapie
jest po prostu trudne. Dopóki młody człowiek nie podejmie podstawowych
decyzji dotyczących własnej osoby, nie wie, jakiego partnera powinien
wybrać. Młody człowiek o związkach mówi często, jak ważne jest, żeby
nigdy się ze sobą nie kłócić, zawsze być ze sobą szczerym i mieć siłę
każdego dnia żyć tak, jakby miał to być ostatni dzień naszego życia.
Wizja ta wiąże się zapewne z tym, co oglądamy w filmach, oraz z pragnieniem, by nie powtarzać tego, co widzimy w swoich domach. Jednak
wraz z wejściem w stały związek poddana ona zostaje weryfikacji.
Konfrontacje, ustępstwa, negocjacje
W momencie nawiązania stałej relacji chwilowe zadowolenie czy
potwierdzenie swojej wartości przestaje być głównym celem. Pojawia się
potrzeba wspólnego tworzenia domu, rodziny i dalszej historii życia.
Połączenie się w parę oznacza wzajemną wyłączność nie tylko wobec innych
parterów, ale również wobec rodziny pochodzenia. Jest to niewątpliwie
faza, której towarzyszy dużo lęku i wątpliwości. Nierzadko w okresie tuż
przed zawarciem małżeństwa pojawia się nastrój depresyjny, chęć
ucieczki, stany lękowe, czasem wręcz ataki paniki.
Tym, co utrzymuje związek przy życiu, jest adekwatne przezwyciężanie
kryzysów. To, że kryzysy występują w związkach, nie jest patologią.
Zachowania patologiczne pojawiają się wtedy, kiedy partnerzy unikają
przechodzenia przez kolejne etapy - niezbędne, by związek mógł
dojrzewać, rozwijać się i być źródłem satysfakcji
Pierwsze lata małżeństwa są w pewnym sensie najbardziej intensywnym i pracowitym okresem dla pary. Nie tylko dlatego, że zazwyczaj jest to
czas wielkich zmian: przeprowadzka do nowego mieszkania, pojawienie się
dziecka czy rozwój kariery zawodowej. Jest to również etap, kiedy
powstaje zupełnie nowa struktura. Partnerzy poszukują swojej tożsamości
jako para, własnego stylu życia, rozdzielają zadania i obowiązki,
ustalają porządek dnia pracy i czasu wolnego, określają kontakty
społeczne i przyjaźnie, a także kwestie związane z pieniędzmi i wyznaczaniem celów. Proces ten to niekończące się konfrontacje,
dyskusje, ustępstwa i negocjacje. Różnica w poglądach i odczuciach budzi
w partnerach najczęściej niechęć i złość. W sprzyjających warunkach
partnerzy uczą się, że różnice i odrębność partnera mają w sobie
potencjał rozwojowy. Partnerom często towarzyszy lęk, że przegrany spór
będzie oznaczał całkowitą dominację partnera na resztę życia. Walczą
więc dużo bardziej zaciekle i z uporem, niż de facto wymaga tego dana
sytuacja. Z tej perspektywy nie dziwi tak bardzo fakt, że wiele
małżeństw myśli o rozwodzie, zanim jeszcze będą obchodzić pierwszą
rocznicę ślubu.
Ważną kwestią w tej początkowej fazie jest ustalenie na nowo relacji z rodzinami pochodzenia. Dla niektórych postawienie wyraźnej granicy
pomiędzy sobą a rodzicami budzi bardzo dużo lęku i poczucia winy. Często
daje się to usłyszeć już podczas pierwszej konsultacji pary: "A bo moja
mama uważa, że..."; "Kiedy rozmawiałem z moją mamą o naszym
problemie..."; "Mój ojciec nigdy by się tak nie zachował". Kiedy rodzice
dominują w życiu pary, to po pierwsze - najczęściej jest to główne
źródło problemów tej pary, po drugie - trzeba się tym zająć w pierwszej
kolejności. Nie można czuć się równorzędnym partnerem, jeśli decydujące
słowo należy do teściowej czy matki albo to ona dowiaduje się o ważnych
sprawach jako pierwsza.
Pojawienie się dzieci to moment głębokiej przemiany dla związku, bo oto
nie żyją już tylko dla siebie. Partnerzy przestają zaspokajać w pełni
swoje potrzeby bliskości i wsparcia. Jeśli przed pojawieniem się dzieci
para zmagała się z problemem intymności, możliwość poświęcenia się
dzieciom może być przyjęta z ulgą. Wówczas najpewniej te problemy
powrócą, kiedy dzieci wyruszą w świat.
Przypomnieć sobie, jak to jest być ze sobą
Do tej pory tożsamość pary organizowała się wokół realizacji konkretnych
celów, które albo zostały już osiągnięte, albo zostały poddane
ewaluacji. Dzieci wyrosły już z wieku, kiedy obecność obojga rodziców
jest niezbędna dla ich rozwoju, dom albo jest w planach, albo został
zbudowany, kariera zawodowa z grubsza jest już ugruntowana. Nie ma więc
żadnego zewnętrznego celu, który by parę konsolidował i wzmacniał.
Upragniony spokój i odpoczynek, o którym niejedna para marzy w okresie
kształtowania się rodziny, teraz, kiedy stał się osiągalny, budzi raczej
niepokój i poczucie pustki. Można powiedzieć, że następuje kolejny
kryzys tożsamości związku. Bardzo wiele zgłoszeń na warsztat dla par czy
na terapię pojawia się właśnie w tym momencie, kiedy dzieci są już w wieku szkolnym, a kariera zawodowa jest w miarę stabilna. Kiedy pytamy o oczekiwania, często padają sformułowania: "Chcemy wrócić do siebie";
"Chcemy przypomnieć sobie, jak to jest spędzać ze sobą czas"; "Ostatnie
lata to był totalny młyn i teraz jest pierwszy moment, żeby porozmawiać
o tym, jakim chcemy być związkiem".
Związek jest jak drzewo. U podstaw potrzebne są solidne korzenie, które
z czasem trwania relacji zapuszczają się coraz głębiej. By rosnąć,
potrzebuje i słońca, i deszczu. Zmienia się wraz z porami roku, czasem
zamiera, by znów obudzić się do życia i rozkwitnąć na nowo
Bywa, że nagle odczuwa się brak gotowości do podporządkowywania swojego
życia małżeństwu i rodzinie. Niektórzy sprawiają wrażenie, jakby
próbowali "nadgonić" możliwości życiowe, z których zrezygnowali na rzecz
rodziny. Ten etap w życiu pary jest szczególnie narażony na pojawienie
się romansów. Niektórzy mężczyźni doświadczają swoistego zawodu i rozczarowania, że nie udało im się spełnić swoich oczekiwań. Czują, że
nie doczekali się wystarczającego uznania, i winą za to skłonni są
obarczać małżeństwo, które teraz jawi się jako główna przeszkoda w rozwoju zawodowym i osobistym. Pocieszenie w ramionach doceniającej
kochanki może wydawać się jedynym rozwiązaniem w tej tragicznej
sytuacji. Na pokusę szukania ukojenia poza małżeństwem uważni muszą być
również ci, którzy sukces odnieśli. Niestety, często okazuje się, że
ciężka praca i osiągnięcie wszystkich wytyczonych celów pozostawia
uczucie niesmaku, pustki czy wręcz depresji. Sukces nagle okazuje się
niewspółmierny do poświęceń, które poczyniło się na drodze do niego.
Pojawia się pragnienie, żeby zrezygnować z tej pogoni, by korzystać z życia. Niestety, rezygnacja z komfortu i prestiżu nie jest łatwa.
Niektórzy właśnie w tym momencie wchodzą w związki pozamałżeńskie czy
wręcz występują o rozwód. Chcą jak najszybciej rozstać się z dotychczasową tożsamością, z przekonaniem wierząc, że właśnie to jest
jedyne remedium na brak spełnienia w życiu. I jak to bywa z podróżą za
granicę - początkowo nas zachwyca, idealizujemy wszystko, co nowe,
jesteśmy gotowi próbować nowych smaków i doznań, ale z czasem zaczynamy
tęsknić za dobrze znaną ojczyzną.
Co słychać w gabinecie
Nie zawsze, choć często, para zgłasza się na terapię z inicjatywy
kobiety. Może to być związane z tym, że dla kobiety, dla której
inwestycja w rodzinę wiązała się z rezygnacją z wielu innych celów,
perspektywa zakończenia związku jawi się w kategoriach porażki. Co
więcej, starszy mężczyzna ma dużo większe szanse na znalezienie
młodszej, atrakcyjnej kobiety, aniżeli starsza kobieta nowego, stałego
partnera.
Na kobietę, która porzuciła swoją karierę na rzecz rodziny, czeka spore
wyzwanie związane z kolejnym przedefiniowaniem swojego życia. Niektóre
próbują współpracować z mężem zawodowo, choć rzadko wpływa to pozytywnie
na związek. Zazwyczaj bowiem są w roli pracownicy męża, co już z definicji uderza w zasadę równorzędności. Niestety, niektóre kobiety,
najczęściej nieświadomie, aby odsunąć widmo kryzysu małżeńskiego,
próbują przedłużać okres niedojrzałości i zależności swoich dzieci.
Wówczas terapeuta powinien zwrócić uwagę rodzicom, żeby nie wciągali
dzieci w swoje problemy małżeńskie.
Zadaniem terapeuty nie jest jednak szukanie nowych motywacji do
pozostania w parze, lecz pokazanie dysfunkcyjnych wzorców, które
utrudniają życie razem.
Kryzys wieku średniego dla wielu par może okazać się decydujący w procesie dojrzewania związku. Pytanie, czy na tym etapie będą widzieli
swoją relację jako coś, co się rozwijało i rosło przez wspólne lata,
tworząc ich własną niepowtarzalną historię, czy raczej jako łańcuchy,
które ograniczały i utrudniały satysfakcjonujące życie.
"Właściwie to od zawsze tak było. Zawsze była zajęta dziećmi i na mnie
nie zwracała uwagi. Wcześniej to były przyjaciółki, praca, a potem
dzieci. Ja zawsze byłem na ostatnim miejscu"; "Kiedyś mi to nie
przeszkadzało, że on się tak na wszystko zgadza i jest tak, jak ja tego
chcę, i tak, jak ja zaplanuję, ale dzisiaj chciałabym czuć, że mam
partnera, a nie bezradne dziecko, które wisi na mnie, jakbym była jego
matką"; "Nigdy nie czułam się ważna dla niego"; "Ona nigdy nie chciała
eksperymentować w łóżku", "On nigdy mnie nie słyszał", "Ona zawsze robi
mi awantury, że wróciłem za późno, czy to jest 17, czy 20, nie ma
znaczenia".
Takie zdania bardzo często słychać w gabinecie. Pary zgłaszają się z różnych powodów, z różną motywacją. W pewnym sensie każde zgłoszenie
można widzieć jako trudność pary w samodzielnym przeprowadzeniu jakiejś
zmiany w związku. Utknięcie w swoistym tańcu, który odbywa się czasem
latami, potrafi mieć bardzo destrukcyjną moc. Wyobraźmy sobie parę, w której w różnych momentach kryzysowych ona za wszelką cenę chce
rozmawiać, na różne sposoby próbuje dobić się do partnera, a on z każdym
naciskiem bardziej się wycofuje i zamyka w sobie. Im bardziej ona
napiera, tym bardziej on ucieka od kontaktu. Wydaje się, że bez terapii
raczej małe są szanse, żeby para mogła sama to zmienić, a zapewne dla
obu stron taki sposób funkcjonowania jest wyczerpujący. U podstaw obu
tych strategii tkwi lęk, u niej może być to lęk przed porzuceniem i brakiem kontaktu, u niego być może jest to lęk przed pochłonięciem i zawładnięciem. Oboje, chcąc chronić się przed bólem, uniemożliwiają
sobie bliskość.
Pary, w których partnerzy kurczowo trzymają się swoich przekonań i tego,
jacy zawsze byli, z dużym prawdopodobieństwem rozstaną się, kiedy życie
skonfrontuje ich ze zmianą. Z drugiej strony ekstremalne poświęcanie
siebie, żeby zadowolić partnera czy uniknąć konfliktów, również się nie
sprawdzi. W zdrowym związku rozwiązaniem nie jest próba zmiany partnera,
lecz zadanie sobie samemu pytania, w jaki sposób ja uczestniczę w naszym
tańcu. Oczywiście, miejmy też świadomość, że myśląc o zmianach,
poruszamy się w jakichś granicach wyznaczonych przez osobowość i styl
przywiązania partnerów.
Każda para znajduje się pomiędzy stabilnością a zmianą. Jeśli nasza
relacja w ogóle się nie zmienia, to z czasem po prostu obumiera. Jeśli
jednak zmieniałaby się zbyt często i szybko, to stałaby się zbyt
chaotyczna. Kluczem do rozwoju relacji będzie zatem nawigowanie pomiędzy
starym a nowym, porządkiem a niespodziewanym. Przechodzenie przez
kolejne etapy oznacza wspólne rozwijanie się wokół zmiany, zapuszczanie
mocnych korzeni, a jednocześnie pozostawianie sobie nawzajem
przestrzeni.
fot. archiwum prywatne
Matylda Porębska
psycholożka, psychoterapeutka par, pracuje w Laboratorium Psychoedukacji
w Warszawie. Współautorka warsztatu dla par "Jak być w związku i nie
zwariować?" oraz grupy terapeutycznej dla par
Kontrakty zaufania
Oczekiwania są projekcją naszych wyobrażeń, tęsknot i braków. Żywią się
tym, czego nie ma, uwodzą i mamią, bo obiecują coś innego i lepszego.
Czasami bywają pożyteczne, ale nie można na nich budować związku.
Co sprawdzi się w związku lepiej niż oczekiwania?
tekst Magdalena Sękowska
Pierwszy raz zderzamy się z nimi w dzieciństwie. Przyjście potomka na świat, szczególnie tego pierwszego,
jest bardzo silnie naznaczone oczekiwaniami. Projekcje rodziców budują
obraz, z którym mierzymy się potem przez całe życie. Oczekiwania
zapisane w imieniu dziecka widać w urządzeniu jego pokoju, w dywagacjach
o tym, do kogo jest podobne, w wyborach szkół, werbalnych nakazach i emocjonalnych reakcjach zakazujących. W rozwoju dziecka takie
oczekiwania mogą być siłą napędową tworzącą aspiracje, ale też balastem,
niekiedy niemożliwym do udźwignięcia.
W sieci marzeń i tęsknot
Oczekiwania uruchamiamy również, gdy w życiu dorosłym poszukujemy
partnera. To kolejny moment, w którym nabierają mocy. Tylko tym razem są
one wytworem naszego umysłu. Szukamy towarzysza w oparciu o nasze
marzenia, tęsknoty, przeczytane w dzieciństwie i w okresie nastoletnim
opowieści, zasłyszane historie rodzinne, podpatrzone relacje. Budujemy
oczekiwania, kierując się także modą czy trendami w kulturze masowej. W odniesieniu do nich szukamy kogoś, kto ma mieć jakieś określone
właściwości - powinien być np. wysportowany, powinna lubić chodzić po
górach. Oczekujemy, że nasz partner życiowy będzie wychodził z inicjatywą. Chcemy, by był równie zaangażowany w życie zawodowe, jak i rodzinne, był opiekuńczy, towarzyski, wierzący lub niewierzący.
Świadomie budujemy obraz złożony z oczekiwań i w fazie randkowania
najczęściej on właśnie staje się naszym punktem odniesienia. Sprawdzamy,
co dana osoba zrobiła, powiedziała, jak się zachowała, o czym mówiła, a o czym nie. Weryfikujemy, czy bycie z nią nam pasuje.
Na świadomie tworzoną sieć oczekiwań wobec partnera zaczyna nakładać się
warstwa niewidzialna i nieświadoma. Uruchamia się ona w związku z lękami, fantazjami i potrzebami, które wynikają z naszych
dotychczasowych doświadczeń w relacjach.
Według dziedzicznego przepisu
Wybór życiowego partnera nie opiera się na zasadzie zamka i klucza, lecz
na wzajemnym przystosowywaniu się. Nie ma na to raz danych, gotowych
wzorców. Takie dopasowywanie się obarczone jest próbami, które często
nie przynoszą upragnionych efektów. Wtedy pojawia się frustracja,
zniecierpliwienie, utrata motywacji czy chęci do dalszego próbowania.
Frustrujemy się, bo mamy silnie wdrukowane rodzinne przepisy na to, co
znaczy "być w dobrym związku": "Pamiętaj, abyś nigdy nie usługiwała
mężczyźnie - niech sam robi wokół siebie, a tobie przynosi śniadania do
łóżka", "U nas w rodzinie mężczyzna zapewnia byt, a kobieta tworzy
atmosferę", "Ważne jest, abyś zawsze miała coś swojego i nie zależała od
mężczyzny", "Bądź zawsze silny", "Nie ulegaj emocjom".
Wszystkie te przepisy, nakazy czy zakazy aktywizują się tym bardziej, im
silniej jesteśmy związani z rodziną pochodzenia. Im ważniejsze miejsce w naszym podejściu do życia zajmuje realizacja wdrukowanych wzorców, tym
silniejsza jest w nas chęć swoistego odtworzenia znanych zachowań.
Patrzymy wtedy na partnera w kategoriach "pasuje czy nie pasuje", często
bez zaciekawienia, a z nastawieniem na wyłapywanie potwierdzeń bądź
zaprzeczeń wyobrażonego wzorca. Tymczasem to, co jest możliwe w relacji
z jedną osobą, bywa niemożliwe z inną. To, co wytwarza się między
określonymi partnerami, jest niepowtarzalne, w innych kontekstach nie
zachodzi.
Tkwiąc w swoich wyobrażeniach, nie jesteśmy też w stanie odkryć, kim tak
naprawdę jest nasz partner. Nie możemy go poznawać i cieszyć się drogą
wzajemnego pogłębiania wiedzy o sobie. Gdy przyjmujemy postawę oceny,
dystansujemy się i stawiamy siebie poza związkiem. Silny wpływ naszych
oczekiwań bardzo ustatycznia obraz partnera w naszych oczach, zamienia
go w skończony twór, bez uwzględnienia możliwości zmiany, rozwoju,
współtworzenia. W takim związku ciągle dochodzi do kłótni, nieustannie
trwają poszukiwania "winnego", a partnerzy żyją w poczuciu krzywdy i niespełnienia.
Im bardziej jesteśmy samoświadomi, tym większa jest szansa, że będziemy
umieli weryfikować nasze oczekiwania, zamiast trzymać się ich za wszelką
cenę. Doświadczanie siebie w różnych relacjach dostarcza nam wiedzy o naszych możliwościach i granicach, sposobach funkcjonowania, o tym, jak
bardzo jesteśmy złożeni i różnorodni.
Dopasowywanie się obarczone jest próbami, które często nie przynoszą
upragnionych efektów. Pojawia się frustracja, zniecierpliwienie, utrata
motywacji czy chęci do dalszego próbowania. Frustrujemy się, bo mamy
silnie wdrukowane rodzinne przepisy na to, co znaczy "być w dobrym
związku"
Poza schematem przyczyny i skutku
"Jeśli można pomyśleć, że może być lepiej, to znaczy, że już jest
lepiej" - napisała Olga Tokarczuk w "Momencie niedźwiedzia". Gdy
zauważamy siebie wzajemnie i dostrzegamy to, co jest wokół, to znaczy,
że żyjemy w naszym "tu i teraz" i potrafimy doceniać wspólnie tworzoną
przestrzeń. Wtedy łatwiej jest zobaczyć, że związek to proces ciągłego
współtworzenia i wzajemnej współzależności. Ja wpływam na ciebie, ty
wpływasz na mnie, a to, co dzieje się między nami, jest wynikiem
powstających sprzężeń zwrotnych, a nie transakcją pomiędzy oddzielnymi i niepowiązanymi ze sobą osobami. Rozumienie związku poza schematem
przyczyny i skutku umożliwia zobaczenie współzależności.
Sposobem na budowanie związku opartego na wzajemnych informacjach
zwrotnych jest kontraktowanie. Najczęściej mówimy o tym procesie w odniesieniu do życia zawodowego, obszaru biznesu czy transakcji
handlowych. Kontraktowanie jest obustronnym zobowiązaniem do wzięcia
odpowiedzialności za własne działania, postawy, przeżywane emocje i wprowadzane zmiany. Zapewnia przestrzeń wolną od gier psychologicznych
czy niepotrzebnych konfliktów. Proces kontraktowania wymaga jednak
jawności naszych potrzeb, lęków, pragnień i oczekiwań. Dzięki temu jest
sposobem na utrzymanie związku w stabilności i bezpieczeństwie, bez
tajemnic i tematów tabu.
Pięć kontraktów zaufania
Stephen Karpman, amerykański psychoterapeuta, autor modelu Trójkąta
Dramatycznego, proponuje dla par Pięć Kontraktów Zaufania.
Pierwszy z nich dotyczy utrzymania struktury związku - umawiamy się na
to, że tworzymy zdrowe ramy odniesienia dla związku poprzez uzgodnienie
zasad, przyjęcie, że każdy z nas ma pozytywne intencje i chcemy ze sobą
być. Tego rodzaju porozumienie ma zapewnić poczucie bezpieczeństwa i zablokować pojawianie się szantażowania odejściem czy grożenia rozwodem.
Kontrakt struktury to też umowa na to, jak będziemy podejmować ważne
decyzje, że będziemy się informować o tym, co chcemy zrobić, na co
przeznaczyć pieniądze, jak spędzić wakacje. Wszystko po to, by druga
strona nie czuła się pominięta czy zlekceważona.
Drugi kontrakt dotyczy ochrony. Oznacza wzajemne zobowiązanie do
wspierania się, dawania poczucia bezpieczeństwa w sytuacjach wyjątkowych
dla partnera, np. gdy umiera jego rodzic, gdy coś dzieje się w pracy czy
gdy jest w procesie leczenia itp. Taki kontrakt obejmuje też
zobowiązanie dbania o emocje partnera i o to, by nie naruszać swoich
granic, np. poprzez drobne flirty, obgadywanie czy ironizowanie na temat
partnera w towarzystwie. Wzajemna troska o siebie wymaga empatii i rozumienia tego, że druga osoba może inaczej odczuwać i mieć mniejszą
tolerancję niż my na różne zachowania. Dopełnianie tego kontraktu jest
związane ze szczerymi rozmowami o emocjach, obszarach zranienia i potrzebach pomocy. Taka ochrona w związku daje siłę, pozwala łatwiej
znosić życiowe wyzwania i polepszać stan psychofizyczny.
Kontrakt na otwartość ma miejsce wtedy, gdy partnerzy decydują się i podejmują próby szczerej rozmowy o swoich przeżyciach, lękach, myślach,
emocjach, o tym, co się w dzieje w ich wnętrzu, o tym, co w związku
lubią, a co jest dla nich w nim trudne, blokujące i niepokojące. Także o tym, co powinni o sobie nawzajem wiedzieć.
Otwartość to proces składający się z dwóch elementów - dzielenia się z partnerem oraz przyjmowania tego, czym on dzieli się z nami. Dostępny
emocjonalnie partner to taki, który przyjmuje to, czym się dzielimy, bez
dyskusji i oceny, z pragnieniem zrozumienia nawet tego, co w jego
doświadczeniu emocjonalnym jest inne. Dzięki kontraktowi otwartości
wyciągniemy na powierzchnię ukrytą warstwę psychologiczną związku i wspólnie zdefiniujemy, co rozumiemy przez związek, wierność i bliskość.
Nie będziemy musieli domyślać się, co partner myśli, ani czekać, aż on
się domyśli, co sami myślimy. Z szacunku do siebie będziemy dzielić się
przeżyciami, aby nie pozostawiać drugiej strony w niewiedzy o tym, co
się faktycznie w związku dzieje.
Silny wpływ naszych oczekiwań bardzo ustatycznia obraz partnera w naszych oczach, zamienia go w skończony twór, bez uwzględnienia
możliwości zmiany, rozwoju, współtworzenia. W takim związku ciągle
dochodzi do kłótni, trwają poszukiwania "winnego", a partnerzy żyją w poczuciu krzywdy i niespełnienia
Kontrakt na przyjemność dotyczy dawania sobie radości i przyjemności
przez partnerów, rozpoznawania wzajemnych pragnień, fantazji, chęci do
pielęgnowania spontaniczności. To wiedza o tym, co sprawia partnerowi
przyjemność, wzajemne zapraszanie się do zabawy, rozrywki, wspólnego
spędzania czasu. To robienie niespodzianek, które ucieszą partnera, i dbanie o potrzebę kontaktu, która sprawi mu radość. To bycie razem w codzienności, w czasie wypoczynku, w seksie.
Kontrakt na elastyczność dotyczy umiejętności odpuszczania w sytuacjach
napięć czy konfliktów, pójścia za wizją czy potrzebami partnera. Nie
zawsze musimy wygrywać i nie zawsze rezygnacja z własnej propozycji musi
oznaczać przegraną. Ważne jest, aby umieć wychodzić z napięć, utrzymać
spokój w związku, nie eskalować wewnętrznych wojen. Przy podejmowaniu
ważnych decyzji oznacza to nastawienie na współpracę, a nie walkę o czyjąś rację.
Kontrakty zaufania budują w związku intymność - zdolność do wzajemnej
wymiany w poczuciu bycia razem. Stwarza to możliwość czucia i myślenia w kategoriach "my", bez utraty własnej autonomii. To dobra droga do
widzenia siebie przez pryzmat tego, czego doświadczamy w związku.
Doświadczamy, a nie wyobrażamy sobie.
fot. archiwum prywatne
Magdalena Sękowska
psycholożka, psychoterapeutka, dyrektorka Kliniki Uniwersytetu SWPS
Rodzina-Para-Jednostka w Poznaniu, specjalizuje się w psychoterapii par,
psychoterapii indywidualnej oraz w pracy z rodzicami nad relacjami z dziećmi