p

Ikigai (wyd.2). Japońska sztuka szczęścia - Ken Mogi

Kup ebooka

39.99 zł
26.79 zł (26,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁ 1

Czym jest iki­gai?

Kiedy wio­sną 2014 roku pre­zy­dent Ba­rack Obama skła­dał ofi­cjalną wi­zytę w Ja­po­nii, na­le­żało wy­brać miej­sce na po­wi­talną ko­la­cję wy­da­waną przez pre­miera tego kraju. Miało to być pry­watne spo­tka­nie, po­prze­dza­jące pań­stwową wi­zytę, która ofi­cjal­nie roz­po­czy­nała się na­stęp­nego dnia. Jej ele­men­tem miał być uro­czy­sty obiad w Pa­łacu Ce­sar­skim z udzia­łem ce­sa­rza i ce­sa­rzo­wej.

Sta­ran­nie roz­wa­żano naj­róż­niej­sze wa­rianty. Wy­bór padł na Su­kiy­aba­shi Jiro, jedną z naj­słyn­niej­szych i naj­lep­szych na świe­cie re­stau­ra­cji su­shi, co spo­tkało się z po­wszechną apro­batą. I słusz­nie - uśmiech na twa­rzy pre­zy­denta Obamy wy­cho­dzą­cego z lo­kalu świad­czył o tym, jak wielką przy­jem­ność spra­wił mu po­si­łek. Po­do­bno po­wie­dział, że to było naj­lep­sze su­shi, ja­kie kie­dy­kol­wiek jadł. To wielki kom­ple­ment w ustach ko­goś, kto do­ra­stał na Ha­wa­jach, gdzie wpływy ja­poń­skie - w tym po­pu­lar­ność su­shi - są bar­dzo silne, a tym bar­dziej, je­śli ten ktoś wie­lo­krot­nie mógł kosz­to­wać haute cu­isine.

Dum­nym wła­ści­cie­lem Su­kiy­aba­shi Jiro jest Jiro Ono, który - kiedy pi­szę te słowa - jest naj­star­szym na świe­cie sze­fem kuchni po­sia­da­ją­cej trzy gwiazdki Mi­che­lin. Ma 91 lat. Re­stau­ra­cja Su­kiy­aba­shi Jiro była słynna w Ja­po­nii, jesz­cze za­nim Prze­wod­nik Mi­che­lin uwzględ­nił To­kio w 2012 roku. Jed­nak to wła­śnie pu­bli­ka­cja spra­wiła, że sma­ko­sze umie­ścili ten lo­kal na ku­li­nar­nej ma­pie świata.

Su­shi, które przy­go­to­wuje Ono, jest oto­czone nie­mal mi­styczną aurą, ale tech­niki wy­ko­rzy­sty­wane przez wła­ści­ciela są prak­tyczne i po­my­słowe. Opra­co­wał na przy­kład spe­cjalny spo­sób ta­kiego prze­cho­wy­wa­nia ka­wioru z ło­so­sia (ikura), że za­cho­wuje on świe­żość przez cały rok. Za­prze­czył tym sa­mym prze­ko­na­niu, które la­tami kró­lo­wało w naj­lep­szych re­stau­ra­cjach su­shi, że ikura po­winno się ser­wo­wać tylko je­sie­nią, kiedy ło­so­sie skła­dają ikrę w rze­kach. Wy­my­ślił też spe­cjalną pro­ce­durę wę­dze­nia okre­ślo­nego ro­dzaju ryb w dy­mie z ło­dyg ryżu, co po­zwala nadać im nie­zwy­kły smak. Trzeba pa­mię­tać, że czas po­da­nia su­shi nie­cier­pli­wie cze­ka­ją­cym go­ściom musi być do­kład­nie okre­ślony, po­dob­nie jak tem­pe­ra­tura ry­biego mięsa. Wszystko po to, by wy­do­być naj­lep­szy smak su­shi. (Przy za­ło­że­niu, że go­ście nie będą zwle­kać ze spró­bo­wa­niem da­nia). Ko­la­cja w Su­kiy­aba­shi Jiro przy­po­mina cu­do­wny ba­let, któ­rego cho­re­ogra­fię - zza lady - układa sza­cowny i po­dzi­wiany nie­do­stępny mistrz (je­śli ma­cie szczę­ście, za­uwa­ży­cie uśmiech, który nie­kiedy prze­myka po jego twa­rzy).

Można być pew­nym, że nie­sły­chany suk­ces Ono za­wdzię­cza wy­jąt­ko­wemu ta­len­towi, nie­zwy­kłej de­ter­mi­na­cji i upo­rowi, cięż­kiej wie­lo­let­niej pracy i nie­stru­dzo­nemu zgłę­bia­niu tech­nik ku­li­nar­nych, a także dą­że­niu do osią­gnię­cia jak naj­wyż­szej ja­ko­ści. Nie trzeba mó­wić, że to mu się udało.

Jed­nak oprócz tego, a może przede wszyst­kim dla­tego Ono ma iki­gai. Nie prze­sa­dzę, je­śli po­wiem, że ba­jeczny suk­ces w ży­ciu za­wo­do­wym i oso­bi­stym Ono za­wdzię­cza do­sko­na­le­niu tego naj­bar­dziej ja­poń­skiego po­dej­ścia do ży­cia.

Iki­gai to słowo okre­śla­jące przy­jem­no­ści i istotę ży­cia. Składa się z dwóch czę­ści: iki - "żyć" oraz gai - "po­wód".

Ja­poń­czycy uży­wają tego słowa w róż­nych kon­tek­stach. Może ono do­ty­czyć drob­nych ra­do­ści ży­cia co­dzien­nego, a także wiel­kich pla­nów i nie­zwy­kłych osią­gnięć. Iki­gai jest okre­śle­niem tak po­wszech­nym, że miesz­kańcy Ja­po­nii na­wet nie zdają so­bie sprawy z jego wy­jąt­ko­wego zna­cze­nia. Co naj­waż­niej­sze, iki­gai nie musi ozna­czać suk­ce­sów w ży­ciu za­wo­do­wym. Pod tym wzglę­dem to bar­dzo de­mo­kra­tyczne po­ję­cie, za­kła­da­jące czer­pa­nie szczę­ścia z róż­no­rod­no­ści, jaką nie­sie ży­cie. To prawda, że iki­gai może prze­obra­zić się w suk­ces, ale suk­ces nie jest wa­run­kiem nie­zbęd­nym, by osią­gnąć iki­gai. Jest do­stępne dla każ­dego.

Kiedy wła­ści­ciel słyn­nej re­stau­ra­cji su­shi, ja­kim jest Jiro Ono, usły­szy kom­ple­ment od pre­zy­denta Sta­nów Zjed­no­czo­nych, może to być dla niego źró­dłem iki­gai. Sta­tus naj­star­szego na świe­cie szefa kuchni po­sia­da­ją­cej trzy gwiazdki Mi­che­lina rów­nież sta­nowi ele­ment iki­gai. Jed­na­kże iki­gai nie od­nosi się tylko do po­wszech­nego uzna­nia i po­chwał. Dla Ono iki­gai może ozna­czać także ser­wo­wa­nie uśmiech­nię­temu klien­towi naj­lep­szego na świe­cie tuń­czyka. Może to być po­wiew świe­żego, po­ran­nego po­wie­trza, które go ota­cza, gdy wstaje i szy­kuje się do wy­prawy na targ rybny Tsu­kiji. Dla Ono iki­gai tkwi na­wet w fi­li­żance kawy, wy­pi­ja­nej na do­bry po­czą­tek dnia. Albo w pro­mie­niu słońca, prze­bi­ja­ją­cego się przez li­sto­wie drzew, które mija w dro­dze do swej re­stau­ra­cji w cen­trum To­kio.

Ono wspo­mniał kie­dyś, że chciałby umrzeć, ro­biąc su­shi. Przy­go­to­wy­wa­nie su­shi daje mu głę­bo­kie po­czu­cie iki­gai, mimo że wy­maga wielu drob­nych, mo­no­ton­nych i cza­so­chłon­nych czyn­no­ści. Na przy­kład aby mięso ośmior­nicy było mięk­kie i smaczne, Ono "ma­suje" gło­wo­noga przez go­dzinę. Przy­go­to­wu­jąc ko­hada, małą, lśniącą rybę, uwa­żaną za króla su­shi, musi po­świę­cić jej wiele uwagi, usu­nąć łu­ski i wnętrz­no­ści, przy­rzą­dzić ma­ry­natę z soli i octu w ide­al­nych pro­por­cjach.

- Ko­hada bę­dzie chyba ostat­nim su­shi, ja­kie zro­bię - za­po­wie­dział.

Iki­gai to kró­le­stwo drob­nych rze­czy. Po­ranna bryza, fi­li­żanka kawy, pro­mień słońca, ma­so­wa­nie mięsa ośmior­nicy i po­chwała z ust pre­zy­denta USA zna­czą tyle samo. Tylko ci, któ­rzy wi­dzą całe bo­gac­two do­znań i do­ce­niają je, mogą się nim cie­szyć.

To ważna na­uka iki­gai. W świe­cie, w któ­rym o zna­cze­niu czło­wieka i jego po­czu­ciu wła­snej war­to­ści de­cy­duje suk­ces, wiele osób żyje w nie­po­trzeb­nym stre­sie. Uwa­żają, że sys­tem war­to­ści li­czy się tylko wów­czas, gdy prze­kłada się na kon­kretne osią­gnię­cia, ta­kie jak awans w pracy czy lu­kra­tywna in­we­sty­cja.

Roz­luź­nij­cie się! Można osią­gnąć iki­gai, zna­leźć sens ży­cia i szczę­ście, bez po­trzeby udo­wad­nia­nia tego ca­łemu światu. Nie ozna­cza to, że bę­dzie ła­two. Nie­kiedy sam so­bie mu­szę przy­po­mi­nać tę prawdę, cho­ciaż uro­dzi­łem się i do­ra­sta­łem w kraju, gdzie iki­gai funk­cjo­nuje w po­wszech­nej świa­do­mo­ści.

Na wy­kła­dzie TED (Tech­no­logy, En­ter­ta­in­ment, De­sign - Tech­no­lo­gia, Roz­rywka, De­sign) za­ty­tu­ło­wa­nym "Co zro­bić, aby żyć dłu­żej niż sto lat" ame­ry­kań­ski pi­sarz Dan Bu­et­t­ner przed­sta­wił iki­gai jako spo­sób na dłu­go­wiecz­ność i za­cho­wa­nie do­brego zdro­wia. Jego wy­stęp obej­rzało po­nad trzy mi­liony osób.

Bu­et­t­ner opi­suje ce­chy cha­rak­te­ry­styczne dla pię­ciu re­gio­nów świata, gdzie lu­dzie żyją naj­dłu­żej. Każda "nie­bie­ska strefa", jak okre­śla te ob­szary, od­zna­cza się kul­turą i tra­dy­cjami sprzy­ja­ją­cymi dłu­go­wiecz­no­ści: Oki­nawa w Ja­po­nii, Sar­dy­nia we Wło­szech, Ni­coya w Ko­sta­ryce, Ika­ria w Gre­cji i ka­li­for­nij­ska Loma Linda za­miesz­kana przez Ad­wen­ty­stów Dnia Siód­mego. Spo­śród nich wszyst­kich naj­dłuż­sza prze­wi­dy­wana dłu­gość ży­cia do­ty­czy miesz­kań­ców Oki­nawy.

Oki­nawa to łań­cuch wysp w po­łu­dnio­wej czę­ści ar­chi­pe­lagu Ja­po­nii. Mieszka tam wielu stu­lat­ków. Bu­et­t­ner cy­tuje miesz­kań­ców, chcąc po­ka­zać, czym jest iki­gai. 102-letni mistrz ka­rate po­wie­dział, że dla niego iki­gai to dba­łość o za­cho­wa­nie spraw­no­ści w sztu­kach walki. Stu­letni ry­bak uznał, że jego iki­gai to wy­pły­wa­nie na ryby trzy razy w ty­go­dniu, dzięki czemu za­opa­truje ro­dzinę. Li­cząca 102 lata ko­bieta wy­znała, że do­świad­cza iki­gai, kiedy trzyma w ra­mio­nach ma­leńką pra-pra-pra-pra­wnuczkę - czuje się wów­czas błogo, jak w nie­bie. Te pro­ste ra­do­ści po­ka­zują istotę iki­gai: to po­czu­cie wspól­noty, zrów­no­wa­żona dieta, świa­do­mość prze­żyć du­cho­wych.

Na Oki­na­wie naj­bar­dziej rzuca się to w oczy, jed­nak ta­kie za­sady do­ty­czą wła­ści­wie wszyst­kich miesz­kań­ców Ja­po­nii, kraju lu­dzi dłu­go­wiecz­nych. We­dług ra­por­tów Mi­ni­ster­stwa Zdro­wia, Pracy i Spraw Spo­łecz­nych z 2016 roku, Ja­poń­czycy ze swoją śred­nią dłu­go­ścią ży­cia wy­no­szącą 80,79 lat zna­leźli się na czwar­tym miej­scu na świe­cie, po miesz­kań­cach Hong­kongu, Is­lan­dii i Szwaj­ca­rii, a Ja­ponki, ży­jące śred­nio 87,05 lat, zna­la­zły się na miej­scu dru­gim, po miesz­kan­kach Hong­kongu, a przed Hisz­pan­kami.

Iki­gai wielu Ja­poń­czy­kom przy­cho­dzi w spo­sób na­tu­ralny. To fa­scy­nu­jące. Główne ba­da­nia do­ty­czące ko­rzy­ści dla zdro­wia pły­ną­cych z iki­gai opu­bli­ko­wano w 2008 roku [Sense of Life Worth Li­ving (iki­gai) and Mor­ta­lity in Ja­pan: Ohsaki Study, Sone et al.]. Prze­pro­wa­dzili je na­ukowcy z wy­działu me­dy­cyny Uni­wer­sy­tetu To­hoku z Sen­dai w pół­noc­nej Ja­po­nii. Prze­ba­dali wiele osób, co po­zwo­liło wy­cią­gnąć zna­czące pod wzglę­dem sta­ty­stycz­nym wnio­ski do­ty­czące za­leż­no­ści mię­dzy iki­gai a ko­rzy­ściami zdro­wot­nymi.

Na­ukowcy prze­ana­li­zo­wali dane z trwa­ją­cych sie­dem lat ba­dań sta­ty­stycz­nych pro­wa­dzo­nych przez ?saki Na­tio­nal He­alth In­su­rance (NHI; Pań­stwowy Za­kład Ubez­pie­czeń Zdro­wot­nych). Kwe­stio­na­riu­sze do sa­mo­dziel­nego wy­peł­nie­nia otrzy­mało 54 996 ubez­pie­czo­nych w ?saki Pu­blic He­alth Cen­tre - pań­stwo­wej agen­cji, za­pew­nia­ją­cej opiekę zdro­wotną miesz­kań­com 14 okrę­gów miej­skich, któ­rzy mają 40-79 lat.

An­kieta obej­mo­wała 93 punkty. Py­tano o prze­byte cho­roby, stan zdro­wia człon­ków ro­dziny, formę fi­zyczną, pi­cie al­ko­holu i pa­le­nie pa­pie­ro­sów, pracę, stan cy­wilny, wy­kształ­ce­nie i inne czyn­niki zwią­zane ze sta­nem zdro­wia, w tym o iki­gai. Klu­czowe py­ta­nie z tym zwią­zane za­dano wprost: "Czy w twoim ży­ciu jest iki­gai?". Do wy­boru były trzy od­po­wie­dzi: "tak", "nie wiem", "nie".

Po prze­ana­li­zo­wa­niu da­nych po­nad 50 ty­sięcy osób ba­da­cze z ?saki mo­gli okre­ślić, że "w po­rów­na­niu z tymi, któ­rzy zna­leźli w swym ży­ciu iki­gai, ci, któ­rzy go nie do­strze­gli, naj­czę­ściej byli sa­motni, bez­ro­botni, go­rzej wy­kształ­ceni, słab­szego zdro­wia, od­zna­czali się wy­so­kim po­zio­mem stresu, od­czu­wali do­tkliwe lub umiar­ko­wane bóle, ich funk­cje ży­ciowe były ogra­ni­czone, go­rzej się po­ru­szali".

Na pod­sta­wie je­dy­nie tego ba­da­nia nie można po­wie­dzieć, że iki­gai po­mo­gło ko­muś usta­bi­li­zo­wać sy­tu­ację oso­bi­stą lub za­wo­dową i zdo­być wy­kształ­ce­nie. Nie można też stwier­dzić, że na­gro­ma­dze­nie drob­nych suk­ce­sów wzmoc­niło po­czu­cie iki­gai. Uspra­wie­dli­wione jed­nak jest stwier­dze­nie, że iki­gai wska­zuje na­sta­wie­nie psy­chiczne po­zwa­la­jące ba­da­nemu wie­rzyć, że może zbu­do­wać i pro­wa­dzić szczę­śliwe oraz ak­tywne ży­cie. W pew­nej mie­rze iki­gai jest ba­ro­me­trem, który w re­pre­zen­ta­tywny i ca­ło­ściowy spo­sób po­ka­zuje po­dej­ście do ży­cia.

Co wię­cej, praw­do­po­do­bień­stwo zgonu wśród osób, które na py­ta­nie o iki­gai od­po­wie­działy twier­dząco, było znacz­nie mniej­sze niż wśród tych, które za­prze­czyły. Niż­szy wskaź­nik wy­ni­kał z faktu, że grupy tej nie do­ty­czyło wy­so­kie ry­zyko cho­rób serca i układu krą­że­nia. Co cie­kawe, ry­zyko za­cho­ro­wa­nia na raka u obu grup było po­do­bne.

Dla­czego osoby z iki­gai są mniej na­ra­żone na cho­roby serca i układu krą­że­nia? Na za­cho­wa­nie do­brego zdro­wia wpływa wiele czyn­ni­ków. Trudno osta­tecz­nie okre­ślić, które z nich są naj­waż­niej­sze, ale rzad­sze wy­stę­po­wa­nie cho­rób serca i układu krą­że­nia wska­zuje na to, że iki­gai sprzyja czyn­nemu try­bowi ży­cia, a ak­tyw­ność fi­zyczna zmniej­sza ry­zyko cho­rób układu krą­że­nia. Ba­da­nia z ?saki po­twier­dziły, że ci, któ­rzy po­zy­tyw­nie od­po­wie­dzieli na py­ta­nie o iki­gai, ćwi­czyli wię­cej niż po­zo­stali.

Iki­gai na­daje ży­ciu sens i do­daje sił na co dzień. Cho­ciaż Su­kiy­aba­shi Jiro jest znaną na ca­łym świe­cie re­stau­ra­cją, od­wie­dzaną przez ta­kie zna­ko­mi­to­ści jak fran­cu­ski szef kuchni i re­stau­ra­tor Joël Ro­bu­chon, Jiro Ono za­czy­nał bar­dzo skrom­nie. Jego ro­dzina z tru­dem wią­zała ko­niec z koń­cem, więc z ko­niecz­no­ści jesz­cze w szkole pod­sta­wo­wej za­czął wie­czo­rami do­ra­biać, pra­cu­jąc w re­stau­ra­cji (były to czasy przed wpro­wa­dze­niem w Ja­po­nii usta­wo­wego za­kazu za­trud­nia­nia dzieci). W dzień cho­dził do szkoły, a że był zmę­czony po wy­czer­pu­ją­cej noc­nej pracy, zda­rzało mu się przy­sy­piać na lek­cjach. Kiedy na­uczy­ciel za karę wy­rzu­cał go za drzwi, bie­giem wra­cał do re­stau­ra­cji, by nad­go­nić ro­botę.

Gdy otwie­rał wła­sną re­stau­ra­cję, wy­ru­sza­jąc w po­dróż, która do­pro­wa­dziła go do Su­kiy­aba­shi Jiro, wcale nie za­kła­dał, że stwo­rzy lo­kal naj­lep­szy na świe­cie. Wy­brał naj­tań­sze z do­stęp­nych roz­wią­zań - wła­śnie su­shi. Taka re­stau­ra­cja wy­maga je­dy­nie pod­sta­wo­wego wy­po­sa­że­nia. I nic w tym dziw­nego: su­shi na­ro­dziło się w okre­sie Edo, w XVII wieku, na ulicy, sprze­da­wano je na stra­ga­nach. Dla Ono za­ło­że­nie re­stau­ra­cji su­shi było po pro­stu spo­so­bem na prze­ży­cie. Tylko tyle i aż tyle.

I tak za­czął długą i mo­zolną drogę na szczyt. Na każ­dym eta­pie ka­riery po­ma­gało mu iki­gai, we­wnętrzny głos niósł otu­chę i do­da­wał sił, a Ono nie­zmien­nie dbał o ja­kość. Nie chciał pod­bi­jać rynku, więc nie wszy­scy go ro­zu­mieli. Mu­siał po­le­gać na so­bie, za­cho­wać hart du­cha, zwłasz­cza na sa­mym po­czątku, kiedy nikt nie za­uwa­żał jego sta­rań.

Krok po kroku wpro­wa­dzał drobne udo­god­nie­nia, za­pro­jek­to­wał spe­cjalny po­jem­nik, le­piej wpa­so­wu­jący się w spe­cy­ficzną re­stau­ra­cyjną prze­strzeń, po­zwa­la­jący ła­twiej utrzy­mać czy­stość i po­rzą­dek. Udo­sko­na­lił na­rzę­dzia sto­so­wane do przy­go­to­wa­nia su­shi, nie przy­pusz­cza­jąc, że wiele z nich wej­dzie kie­dyś do uży­cia w in­nych re­stau­ra­cjach i zo­sta­nie za­pa­mię­ta­nych jako jego wy­na­lazki. Każdą pracę wy­ko­ny­wał z od­da­niem, a po­ma­gało mu prze­ko­na­nie, że ważne jest za­czy­na­nie od rze­czy ma­łych (sta­no­wiące pierw­szy fi­lar iki­gai).

Ta nie­wielka ksią­żeczka ma być skromną po­mocą dla za­in­te­re­so­wa­nych iki­gai. Mam na­dzieję, że opo­wia­da­jąc hi­sto­rię Jiro Ono, da­łem przed­smak tego, czym jest iki­gai i jaką ma war­tość. Jak się wspól­nie prze­ko­namy, iki­gai może kom­plet­nie od­mie­nić ży­cie. Może je wy­dłu­żyć, po­pra­wić zdro­wie, przy­nieść szczę­ście i sa­tys­fak­cję, zmniej­szyć stres. Co wię­cej, ubocz­nymi skut­kami iki­gai by­wają więk­sza kre­atyw­ność i nowe suk­cesy. Cały do­bro­czynny wpływ iki­gai można wy­ko­rzy­stać, je­śli ceni się zwią­zane z nim po­dej­ście do ży­cia i po­trafi się je urze­czy­wist­nić.

Iki­gai jest sil­nie za­ko­rze­nione w dzie­dzic­twie Ja­po­nii. Chcąc wy­ja­śnić, jak wpływa na kul­turę kraju, się­gnę do tra­dy­cji, ale będę też szu­kał prze­ja­wów iki­gai w dzi­siej­szych oby­cza­jach.

W mo­jej opi­nii iki­gai jest kon­cep­tem po­znaw­czym i be­ha­wio­ral­nym, wo­kół któ­rego sku­piają się zwy­czaje i sys­temy war­to­ści. Ja­poń­czycy sto­sują iki­gai na co dzień, nie za­wsze do­kład­nie wie­dząc, co wła­ści­wie kryje się za tym okre­śle­niem. To świad­czy o zna­cze­niu iki­gai, zwłasz­cza je­śli uwzględ­nić hi­po­tezę XIX-wiecz­nego an­giel­skiego psy­cho­loga Fran­cisa Gal­tona. Jego zda­niem ważne ce­chy okre­ślo­nej spo­łecz­no­ści za­pi­sują się w ję­zyku da­nej kul­tury, a im dany rys jest waż­niej­szy, tym bar­dziej jest praw­do­po­do­bne, że zo­sta­nie okre­ślony jed­nym sło­wem. Po­je­dyn­czy wy­raz iki­gai ozna­cza, że po­ję­cie to od­nosi się do jed­nej z naj­waż­niej­szych cha­rak­te­ry­styk psy­cho­lo­gicz­nych do­ty­czą­cych ży­cia Ja­poń­czy­ków. Iki­gai za­wiera w so­bie ja­poń­ską mą­drość ży­ciową, wraż­li­wość i ja­poń­ski spo­sób po­stę­po­wa­nia, za­ko­rze­nione w spo­łe­czeń­stwie, roz­wi­ja­jące się przez wieki w za­mknię­tym śro­do­wi­sku wy­spiar­skim.

Po­każę, że nie trzeba być Ja­poń­czy­kiem, by mieć iki­gai. Kiedy my­ślę o iki­gai jako o oso­bi­stej przy­jem­no­ści, przy­cho­dzi mi na myśl wy­jąt­kowe krze­sło, które zo­ba­czy­łem w Wiel­kiej Bry­ta­nii.

W po­ło­wie lat 90. XX wieku przez kilka lat po dok­to­ra­cie pro­wa­dzi­łem ba­da­nia na uni­wer­sy­te­cie w Cam­bridge, w la­bo­ra­to­rium wy­działu fi­zjo­lo­gii. Miesz­ka­łem w domu pew­nego zna­ko­mi­tego pro­fe­sora. Kiedy za­pro­wa­dził mnie do mego po­koju, wska­zał na krze­sło i za­zna­czył, że to me­bel, który ma dla niego war­tość sen­ty­men­talną, po­nie­waż gdy był mały, wła­sno­ręcz­nie zro­bił je dla niego oj­ciec.

Krze­sło było cał­kiem zwy­czajne. Szcze­rze mó­wiąc, do­syć nie­sta­ran­nie wy­ko­nane. Nic wy­szu­ka­nego, wy­ko­śla­wione tu i ów­dzie. Gdyby wy­sta­wić je na sprze­daż, nie przy­nio­słoby for­tuny. Wszystko prawda, ale wi­dzia­łem też błysk w oku pro­fe­sora, ozna­cza­jący, że krze­sło ma dla niego wy­jąt­kowe zna­cze­nie. I tylko to się li­czyło. Zaj­mo­wało szcze­gólne miej­sce w sercu pro­fe­sora, po­nie­waż zro­bił je jego oj­ciec. Na tym po­lega war­tość sen­ty­men­talna.

To za­le­d­wie drobny przy­kład, ale jakże wy­ra­zi­sty. Iki­gai jest jak tamto pro­fe­sor­skie krze­sło. Po­zwala od­kryć, okre­ślić i do­ce­nić przy­jem­no­ści ży­cia, które mają dla nas zna­cze­nie. Je­śli nikt inny ich nie do­strzega - nie szko­dzi, cho­ciaż zo­ba­czy­cie, że dą­że­nie do re­ali­zo­wa­nia wła­snych drob­nych ra­do­ści przy­nosi też uzna­nie ze strony oto­cze­nia. Wszy­scy mogą od­na­leźć i pie­lę­gno­wać wła­sne iki­gai, dbać o nie i po­woli je roz­wi­jać, aż do dnia, kiedy wyda nie­po­wta­rzalne owoce.

W tej książce po­każę co­dzien­ność, kul­turę, tra­dy­cje, na­sta­wie­nie i fi­lo­zo­fię ja­poń­skiego ży­cia, pod­sunę spo­soby na po­prawę zdro­wia i wy­dłu­że­nie ży­cia, nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zane z iki­gai. Za­sta­nów­cie się:

1. Co ma dla was naj­więk­szą war­tość sen­ty­men­talną?

2. Ja­kie drobne rze­czy spra­wiają wam przy­jem­ność?

To do­bry punkt wyj­ścia, by zna­leźć swoje iki­gai, a co za tym idzie - szczę­ście i peł­nię ży­cia.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki