p

Gry zstępne - Katarzyna Ryrych

Kup ebooka

37.60 zł
28.95 zł (28,95 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1

Państwo nie szanujecie nikogo.

Głos doktor Kevorkian załamał się dramatycznie.

- Nawet samych siebie. To... to po prostu jest... obrzyd­liwe.

Dziesięć par oczu - brązowych, szarych, błękitnych, jasnych i zamglonych spoczęło na płaskiej, chudej postaci lekarki.

- O co chodzi? - zapytał siedzący na wózku mężczyzna, ale ironiczny grymas na jego twarzy świadczył o tym, że doskonale wie, co mówiąca ma na myśli.

Długie, wąskie stopy doktor Kevorkian błyskawicznie pokonały odległość dzielącą ją od stołu dla personelu do wózka.

- Proszę, panie Marianie - powiedziała, wręczając mu kartkę.

Ten zamrugał oczami i sięgnął ręką do kieszonki flanelowej koszuli.

- Wygląda na wiersz - stwierdził - ale niestety, nie mam okularów.

Odwrócił się i podał kartkę siedzącemu najbliżej.

- Czy mam to przeczytać?

Starszy pan w pikowanej bonżurce założył na nos okulary w cienkiej, złotej ramce.

- Tak, tak! - pisnęła staruszka, której długie, siwe włosy były ciasno ściągnięte w niewielki koczek z tyłu głowy. - Bardzo proszę, Hrabio.

Mężczyzna chrząknął i zaczął czytać głębokim, ciepłym głosem, który zawsze wywoływał u Michaliny lekki dreszcz.

- Dom seniora

Wieczór już zapadł. Dawno po kolacji,

ktoś jeszcze czyta przy słabej żarówce.

Babcia rozważa tajemnice Stacji,

siostra tłumaczy je siwej staruszce.

Tylko w kąciku sali numer cztery

łysy jegomość wierci się i sapie.

Nie mogąc zasnąć, mruczy: Do cholery,

gdzieżeś się podział, stary bożku Priapie...

Pogasły światła. Słychać mamrotanie,

Starcze westchnienia i popierdywania.

Jedni już kończą odmawiać litanię,

Innym nie uda się zasnąć do rana.

- Całkiem dobre metrum - stwierdziła siedząca w fotelu drobna starsza dama o włosach w kolorze subtelnego błękitu. - Dzisiaj już niewielu uprawia gatunki klasyczne.

Doktor Kevorkian spojrzała na nią z wyrzutem.

- Myślałam... Miałam nadzieję, że chociaż pani... - zaczęła.

- Nie widzę niczego niestosownego w odrobinie humoru - przerwała jej błękitnowłosa dama. - Ostatecznie wiersz dotyczy takich jak my. A pani...

Michalina ukryła uśmiech. Ona, pomyślała spoglądając dyskretnie na lekarkę, zapewne ledwie przekroczyła trzydziestkę, a jest po prostu stara. Rozpaczliwie stara.

Zakładając, że w ogóle kiedykolwiek była młoda. Być może urodziła się już taka.

Czego nie można powiedzieć o mieszkańcach Wschodniego Skrzydła.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI