ROZDZIAŁ 1
Państwo nie szanujecie nikogo.
Głos doktor Kevorkian załamał się dramatycznie.
- Nawet samych siebie. To... to po prostu jest... obrzydliwe.
Dziesięć par oczu - brązowych, szarych, błękitnych, jasnych i zamglonych spoczęło na płaskiej, chudej postaci lekarki.
- O co chodzi? - zapytał siedzący na wózku mężczyzna, ale ironiczny grymas na jego twarzy świadczył o tym, że doskonale wie, co mówiąca ma na myśli.
Długie, wąskie stopy doktor Kevorkian błyskawicznie pokonały odległość dzielącą ją od stołu dla personelu do wózka.
- Proszę, panie Marianie - powiedziała, wręczając mu kartkę.
Ten zamrugał oczami i sięgnął ręką do kieszonki flanelowej koszuli.
- Wygląda na wiersz - stwierdził - ale niestety, nie mam okularów.
Odwrócił się i podał kartkę siedzącemu najbliżej.
- Czy mam to przeczytać?
Starszy pan w pikowanej bonżurce założył na nos okulary w cienkiej, złotej ramce.
- Tak, tak! - pisnęła staruszka, której długie, siwe włosy były ciasno ściągnięte w niewielki koczek z tyłu głowy. - Bardzo proszę, Hrabio.
Mężczyzna chrząknął i zaczął czytać głębokim, ciepłym głosem, który zawsze wywoływał u Michaliny lekki dreszcz.
- Dom seniora
Wieczór już zapadł. Dawno po kolacji,
ktoś jeszcze czyta przy słabej żarówce.
Babcia rozważa tajemnice Stacji,
siostra tłumaczy je siwej staruszce.
Tylko w kąciku sali numer cztery
łysy jegomość wierci się i sapie.
Nie mogąc zasnąć, mruczy: Do cholery,
gdzieżeś się podział, stary bożku Priapie...
Pogasły światła. Słychać mamrotanie,
Starcze westchnienia i popierdywania.
Jedni już kończą odmawiać litanię,
Innym nie uda się zasnąć do rana.
- Całkiem dobre metrum - stwierdziła siedząca w fotelu drobna starsza dama o włosach w kolorze subtelnego błękitu. - Dzisiaj już niewielu uprawia gatunki klasyczne.
Doktor Kevorkian spojrzała na nią z wyrzutem.
- Myślałam... Miałam nadzieję, że chociaż pani... - zaczęła.
- Nie widzę niczego niestosownego w odrobinie humoru - przerwała jej błękitnowłosa dama. - Ostatecznie wiersz dotyczy takich jak my. A pani...
Michalina ukryła uśmiech. Ona, pomyślała spoglądając dyskretnie na lekarkę, zapewne ledwie przekroczyła trzydziestkę, a jest po prostu stara. Rozpaczliwie stara.
Zakładając, że w ogóle kiedykolwiek była młoda. Być może urodziła się już taka.
Czego nie można powiedzieć o mieszkańcach Wschodniego Skrzydła.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI