p

Geraint i Enida - Nieznany

Kup ebooka

8.00 zł
6.88 zł (6,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Geraint i Enida

Dwór Artura przebywał w Caerlleonie nad Usk, gdzie jak to było we zwyczaju - spędzał pięć dni w okresie Świąt Wielkanocnych i pięć dni w okresie Bożego Narodzenia. Zbierał się on tam również w dzień Zielonych Świąt, ponieważ Caerlleon był w jego dobrach miejscem najbardziej dostępnym zarówno dla podróżujących lądem jak i morzem. Przyjeżdżało tam także zwykle dziewięciu królów ze swoimi ludźmi, hrabiami oraz baronami, i gościli oni u niego we wszystkie święta.

A kiedy Artur przebywał ze swoim dworem w Caerlleonie, przygotowywano trzynaście kościołów dla odprawiania świątecznych nabożeństw: kościół dla Artura wraz z dziewięcioma królami i innymi jego gośćmi, drugi - dla Gwenhwyvar i jej dam, trzeci - dla kasztelana, zarządcy dworu i jego pomocników, czwarty - dla Odyar Franka i innych dowódców wojskowych, a dziewięć pozostałych - dla Gwalchmai i rycerzy, którzy wedle swego znaczenia i wojennych czynów przewodzili dziewięciu drużynom. I w każdym z kościołów mogli modlić się tylko ci, których tu wymieniono.

Głównym odźwiernym był Glewlwyd Gavaelvawr, lecz on sam nie pełnił służby z wyjątkiem trzech najważniejszych świąt - robiło to za niego siedmiu jego podwładnych, którzy rozdzielili między sobą rok. A byli to nie kto inni jak: Grynn, Pen Pighon, Llaes Cymyn, Gogyfwlch, Gwrdnei Kocie Oko, który w nocy widział nie gorzej niż za dnia, Drem, syn Dremhitid, i Clust, syn Clustveinyd. Wszyscy oni pełnili obowiązki odźwiernych na dworze Artura.

W dzień Zielonych Świąt, kiedy król ucztował wraz ze swym dworem, do pałacowej sali wbiegł wysoki młodzieniec o kasztanowych włosach. Odziany był w lśniący jedwabny kaftan i buty ze znakomitego kurdybanu. U pasa wisiał mu miecz o bogato zdobionej rękojeści.

- Witam cię, panie! - zawołał młodzieniec, zwracając się do króla. 

- Niech cię Bóg zachowa - odpowiedział mu Artur - a Jego łaska będzie z tobą. Czego ci trzeba?

- Wiesz, kim jestem, panie? - zapytał młodzieniec. 

- Nie, nie wiem. 

- Jestem jednym z twoich leśników w lesie z Dean, a zowię się Madawc, syn Twrgadarna. 

- Mów, Madawcu, z czym przyszedłeś.

- Ujrzałem w lesie jelenia niepodobnego do żadne- go z tych, jakie do tej pory dane mi było spotkać - odparł przybyły.

- Cóż w nim takiego - zapytał Artur - co różni go od innych?

- Jest on cały biały, panie, i jest tak dumny, że nie pasie się z żadnym innym zwierzęciem. Przyszedłem zapytać: co mam z nim czynić?

- Najlepsze, co mogę zrobić, to pojechać jutro na polowanie w miejsce, gdzie pojawił się jeleń. I niech dowiedzą się o tym wszyscy moi ludzie - powiedział Artur, mając na myśli Arryfuerysa - wielkiego łowczego i Elivry - zwierzchnika giermków oraz wszystkich pozostałych.

Rozkazał także młodzieńcowi, aby im towarzyszył. Gwenhwyvar zaś prosiła Artura: 

- O panie, pozwól mi jutro pojechać z tobą na polowanie i spojrzeć na jelenia, o którym mówił ten młodzieniec. 

- Oczywiście - odrzekł jej Artur - z radością wezmę cię ze sobą.

- Zatem pojadę z wami - oznajmiła królowa. 

Potem zaś Gwalchmai rzekł do Artura: 

- Królu, jeżeli nie masz nic przeciw temu, pozwól jutro temu, kto zabije jelenia, czy to będzie rycerz na koniu, czy pieszy wojownik, odciąć mu głowę i ponieść ją w darze swojej damie serca.

- Z radością zgadzam się na to - odpowiedział Artur, ciekaw niezwykłego zwierza.

Wieczór minął im na ucztowaniu, słuchaniu pieśni i rozmowach - ile dusza zapragnie. Kiedy zaś nadszedł wieczór, udali się na spoczynek.