p
Wprowadzenie do wydania z okazji trzydziestej rocznicy
Chociaż ta książka nawet w najmniejszym stopniu nie dotyczy nauki
uważności lub jej klinicznego zastosowania, w ciągu dziesięcioleci
widziałem, że wciąż jest powszechnie cytowana w literaturze naukowej i medycznej, i to zawsze wyłącznie z powodu jednego, konkretnego
szczegółu: roboczej definicji, którą zaproponowałem w oryginalnym
wydaniu z roku 1994, aby wyjaśnić, czym uważność jest w praktycznym
zastosowaniu, na użytek tych, którzy nie poznali jej przez formalną
praktykę medytacyjną -?co wówczas oznaczało niemal każdego. Określiłem
ją jako "szczególny rodzaj uwagi: świadomej, skierowanej na obecną
chwilę i nieosądzającej"1. A gdyby trzeba było wyjaśnić,
dlaczego mogłoby nas pociągać rozwijanie większej uważności, można by
dodać (jak to uczyniłem we wprowadzeniu do Meditation Is Not What You
Think w 2018 r.), że dlatego, "aby wspierać mądrość i zrozumienie
siebie samego, aby rozpoznać nasze wrodzone dwustronne połączenie z innymi i ze światem, a tym samym służyć dobroci i współczuciu". Idąc
za przykładem przejmującego geniuszu Grety Thunberg, uważam za rzecz
zupełnie właściwą traktowanie ludzkiej świadomości jako supermocy, którą
już posiadamy z racji bycia człowiekiem. Na ogół jednak ludzkość nie
rozpoznaje i nie wykorzystuje tej supermocy -?praktycznie rzecz biorąc,
główny nurt naszej kultury nie daje nam żadnej wskazówki, jak możemy
uzyskać do niej dostęp, przebywać w niej i jej używać. Teraz to się musi
zmienić na globalnym poziomie, i to stosunkowo szybko, jeśli jako
gatunek mamy wykorzystać nasz pełny potencjał i zasługiwać na imię,
jakie sobie nadaliśmy: Homo sapiens sapiens -?gatunek, który jest
świadomy i jest świadomy tego, że jest świadomy, lub, zgodnie ze
współczesną psychologiczną terminologią, posiada świadomość i metaświadomość. Czas się przebudzić, a może już dawno jest po czasie. A zdarzyć się to może tylko w jednym czasie. Zgadniesz, kiedy to mogłoby
być? To jest moment "wszystkie ręce na pokład na statku kosmicznym
Ziemia", by wrócić do wciąż aktualnej sentencji Buckminstera Fullera
sprzed pół wieku. Dharma w całej jej prostocie i złożoności, i uniwersalności nigdy nie była bardziej potrzebna dla rozkwitu ludzkości
i planety.
Jedenastego września 2001 roku japoński mistrz zen Rosi Harada nauczał w swoim amerykańskim ośrodku na Whidbey Island w Puget Sound. Tak się
złożyło, że poprzedniego wieczora Myla i ja byliśmy na Whidbey Island,
prowadząc warsztaty poświęcone uważnemu rodzicielstwu. Następnego
poranka wszystko się zatrzymało w Ameryce, kiedy rozeszła się wiadomość
o atakach terrorystycznych. Z mgły wyłoniły się szare okręty wojenne
patrolujące cieśniny. Tego dnia Harada zaprosił grupę ludzi ze
społeczności na spotkanie -?miłe wytchnienie od oglądania dwóch wież
ciągle od nowa rozpadających się w serwisach informacyjnych. Kiedy
wychodziliśmy, każdemu z nas dał plakat, enso -?kaligrafię wykonaną
jednym pociągnięciem pędzla, przedstawiającą koło zen. U dołu widniał
napis po angielsku: "Nigdy nie zapomnij perspektywy tysiąca lat". Nie
napisano, że możemy nie mieć przed sobą tysiąca lat, lecz trudno było
tego nie zauważyć. Potrzeba przebudzenia się do naszej prawdziwej natury
i naszego ludzkiego potencjału nigdy nie była pilniejsza, a prawdopodobne korzyści z niego większe, zważywszy na przyspieszone
rozprzestrzenianie się po całym świecie coraz bardziej zróżnicowanej
uniwersalnej mądrości dharmy, teraz coraz bardziej dostępnej dla
wszystkich przez Internet. W bardzo realny sposób rozwijanie uważności,
zarówno jako formalnej praktyki medytacji, jak i -?nierozdzielnie -?jako
sposobu bycia, przy którym codzienne życie i to, jak je przeżywamy z chwili na chwilę, staje się rzeczywistą praktyką medytacji, przyjmuje
cechy bezinteresownego romansu i staje się wyrazem wszystkiego, co
najgłębsze i najlepsze w naszej ludzkiej naturze.
W moim słowniku uważność jest po prostu synonimem świadomości. Ale
chociaż jest naszym prawem przysługującym z urodzenia i, by tak
powiedzieć, mamy ją tuż pod nosem, w rzeczywistości mamy niewielki
dostęp do tego supermocarstwa. Medytacja uważności jest sposobem
doskonalenia tego dostępu, tak by czysta ucieleśniona świadomość czy
czujność mogła stać się naszym domyślnym trybem funkcjonowania, podstawą
naszego istnienia i wskazówką, jak możemy postępować w życiu, aby
optymalizować pomyślność własną, innych ludzi, wszystkich żyjących istot
i całego naszego świata, a tam, gdzie to możliwe, minimalizować iluzję i cierpienie.
Oto opowiastka ukazująca sedno buddyjskiej tradycji medytacyjnej
zen/czan, która może dać ci posmak mądrości niesionej przez czystą
świadomość z niedwoistej perspektywy, niezbędnej dla głębokiego i realnego zrozumienia, czym uważność jest, a czym nie jest.
Huei-neng (638-713), drwal analfabeta, miał bardzo silną skłonność do
dharmy przebudzenia. Jako nastolatek przypadkiem usłyszał mnicha
recytującego Sutrę Diamentową, a jeden wers natychmiast wstrząsnął nim
do głębi: "Rozwiń umysł, który nie lgnie do niczego". Czasem jest on
tłumaczony jako: "Rozwiń umysł, który nigdzie nie przebywa". Jego umysł
natychmiast się otworzył. Opuścił dom i wstąpił do klasztoru Piątego
Patriarchy Hongrena, w którym wykonywał skromną pracę tłuczenia ryżu w kuchni. Osiem miesięcy później Mistrz obwieścił wobec sanghi tysiąca
mnichów, że pragnie przekazać następcy szatę i miskę jako symbol jego
autorytetu i zrozumienia. Poprosił, aby każdy, kto jest tą rolą
zainteresowany, umieścił na ścianie klasztoru stwierdzenie wyrażające
jego zrozumienie esencji czan/dharmy, tak by wszyscy mogli pojąć jego
mądrość. Szenxiu, jego najbardziej uczony uczeń, przez większość mnichów
uważany za jedynego możliwego kandydata do otrzymania przekazu od
Mistrza, zamieścił następujący wiersz:
Ciało jest drzewem Bodhi2,
Umysł jasnym zwierciadłem;
Pamiętaj, aby wycierać je zawsze do czysta
I nie pozwalać, aby pył osiadał.
Słysząc te wersy, recytowane przez młodego akolitę przechodzącego obok
okna młockarni, skromny młockarz ryżu wiedział od razu, że są błędne.
Będąc analfabetą, poprosił tego chłopca, aby zaprowadził go do ściany
frontowej sali klasztoru i ponownie mu go wyrecytował. Następnie
Huei-neng zapytał przechodzącego zarządcę świątyni, czy on, Huei-neng,
mógłby również zaproponować wiersz, który zostałby zapisany na ścianie.
Zdumiony zarządca zgodził się zapisać go za niego. Jego propozycja
brzmiała następująco:
Zasadniczo Bodhi nie ma drzewa,
Nie jest też jasnym zwierciadłem,
Pierwotnie nie ma niczego,
Gdzież pył mógłby osiąść?
Rzecz jasna jego zwięzłe ujęcie dowodzi głębi zrozumienia niedwoistości
i pustej natury tego, co nazywamy "ja", a to znaczy, że nie można
umieszczać stałego, odrębnego, niezmiennego bytu w sferze nazwy i formy,
jak również poza sferą nazwy i formy. A więc oczywiście to skromny
człowiek tłukący ryż otrzymał szatę i miskę, symbolizujące bezpośredni
przekaz z jednego przebudzonego umysłu/serca do drugiego, a tym samym
stał się szóstym i ostatnim patriarchą czan. Ale ta ceremonia musiała
odbyć się potajemnie, bez świadków, gdyż odchodzący Hongren wiedział, że
zawistni mnisi pomimo całej swojej praktyki współczucia mogliby pragnąć
skrzywdzić młodego człowieka. Huei-neng odszedł nocą, niosąc ze sobą nie
tylko szatę i miskę żebraczą, symbolizujące przekaz, ale także
ucieleśnione urzeczywistnienie nieskupionej na ja natury czujności w sercu praktyki medytacji -?natury wykraczającej poza nieuchronną
instrumentalność na względnie konwencjonalnym poziomie i zasadniczą
nieinstrumentalność, wykraczającej w bardziej bezgraniczny i bezczasowy
-?można powiedzieć -?absolutny sposób. Ta linia trwała w Chinach przez
kilka wieków, stanowiąc źródło rozkwitu dharmy za czasów dynastii Tang i Song oraz niespotykanych na tej planecie przejawów kulturowej,
artystycznej i filozoficznej mądrości. I wciąż jest żywa na całym
świecie.
Jedną z form, jakie przyjmuje to, co bezforemne, jest uważność, którą
Budda nazwał "bezpośrednią ścieżką do urzeczywistnienia", do wyzwolenia
z chciwości, nienawiści i złudzenia oraz tworzenia ja i cierpienia,
które pojawiają się w ślad za nimi. Jak zobaczysz i -?miejmy nadzieję -
poczujesz jako swego rodzaju przekaz zawarty na tych stronach -?w słowach i przestrzeni między nimi, w nich i pod nimi -?trafiający prosto
do twojego serca, uważność jest zarówno formalną praktyką medytacji, jak
i sposobem bycia.
Jeśli treść tej książki przemawia do ciebie, oby ta praktyka została
przyjęta całym sercem i podjęta na całe życie dla dobra świata. I oby
mogła ożywiać chwile twojego wyjątkowego, cennego życia, którego nie
powinieneś zmarnować lub zlekceważyć.
Wprowadzenie do pierwszego wydania
Czy wiesz o tym? Wszystko sprowadza się do tego, że dokądkolwiek
idziesz, jesteś tam, gdzie właśnie kroczysz. Cokolwiek kończysz, jest
tym, co właśnie ukończyłeś. O czymkolwiek myślisz w tej chwili, jest
tym, co cię zaprząta. Cokolwiek się zdarzyło, już się zdarzyło. Ważne
jest to, co zamierzasz z tym zrobić. Innymi słowy: "Co teraz?".
Czy ci się to podoba, czy nie, naprawdę musisz troszczyć się tylko o tę
chwilę. Wszyscy jednak zbyt często postępujemy tak, jakbyśmy wciąż
zapominali, że jesteśmy właśnie tutaj i właśnie w tej sytuacji. W każdej chwili znajdujemy się na skrzyżowaniu tu i teraz. Ale gdy
miejsce, w którym jesteśmy, niknie w obłoku zapomnienia, natychmiast się
gubimy. "Co teraz?" staje się prawdziwym problemem.
Zagubieniem nazywam chwilową utratę kontaktu ze sobą samym i z pełnią
swoich możliwości. W zamian pogrążamy się w mechanicznym patrzeniu,
mechanicznym myśleniu i mechanicznym działaniu. W takich chwilach
zrywamy łączność z tym, co w nas najgłębsze i co stwarza być może
najwspanialsze sposobności dla naszej inwencji, uczenia się i rozwoju.
Jeśli nie jesteśmy uważni, takie chwile braku jasności mogą przedłużać
się i wypełnić nam większość życia.
Aby naprawdę znaleźć się tam, gdzie jesteśmy, gdziekolwiek to jest,
musimy zatrzymać się w swoim doświadczeniu na czas wystarczająco długi,
by mogła w nas wniknąć obecna chwila; na czas wystarczająco długi, by
prawdziwie poczuć obecną chwilę, ujrzeć ją w pełni, uświadomić sobie i w ten sposób lepiej poznać i zrozumieć. Tylko wówczas możemy przyjąć
prawdę o tej chwili naszego życia, wyciągnąć z niej naukę i ruszyć
dalej. Często jednak pochłania nas przeszłość, to, co już minęło, albo
przyszłość, która jeszcze nie nastała. Szukamy jakiegoś innego miejsca,
gdzie, jak ufamy, rzeczy potoczą się lepiej, szczęśliwiej, przyjmą obrót
bliższy naszym pragnieniom, albo znowu będzie tak jak kiedyś. Przeważnie
tylko częściowo uświadamiamy sobie to wewnętrzne napięcie, jeśli w ogóle. Co więcej, również tylko częściowo świadomi jesteśmy tego, co w istocie robimy w swoim życiu i ze swoim życiem oraz jak nasze działania
i, na mniej uchwytnym poziomie, nasze myśli wpływają na to, co widzimy i czego nie widzimy, co robimy i czego nie robimy.
Na przykład zwykle zupełnie nieświadomie zakładamy, że nasze sądy -
pojęcia i opinie, które żywimy w danej chwili -?są "prawdą" o tym, co
jest "tam" w świecie i "tutaj" w naszych umysłach. A na ogół tak nie
jest.
Drogo płacimy za to błędne i niesprawdzone założenie, za nasze nieomal
umyślne lekceważenie bogactwa obecnych chwil. Przypomina to skażenie
radioaktywne, które niepostrzeżenie wciąż narasta i coraz silniej wpływa
na nasze życie, a my nic o tym nie wiemy albo jesteśmy wobec niego
całkowicie bezradni. Możemy nigdy nie być naprawdę tam, gdzie właśnie
jesteśmy, nigdy nie osiągnąć pełni swoich możliwości. Zamiast tego
zamykamy się w urojeniu, że wiemy, kim jesteśmy, że wiemy, gdzie
jesteśmy i dokąd zmierzamy, że wiemy, co się dzieje -?nieustannie
spowici w myśli, fantazje i impulsy, przeważnie dotyczące przeszłości i przyszłości, tego, czego pragniemy i co lubimy, oraz tego, czego lękamy
się i czego nie lubimy. Wszystko to ciągnie się nieprzerwanie,
przesłaniając nam drogę i grunt, na którym stoimy.
Książka, którą właśnie masz w rękach, mówi o budzeniu się z takich snów
i z koszmarów, w które one często się zmieniają. Jeśli nie wiesz, że
pogrążony jesteś w takim śnie, to znajdujesz się w stanie zwanym przez
buddystów "ignorancją" lub nieuważnością. Uświadamianie sobie tej
niewiedzy zwane jest "uważnością". Obudzenie się z tego snu jest celem
medytacji, systematycznego doskonalenia przytomności, świadomości
obecnej chwili. Budzenie się związane jest nierozdzielnie z tym, co
moglibyśmy nazwać "mądrością", głębszym zrozumieniem przyczyny i skutku
oraz wzajemnego powiązania rzeczy, dzięki czemu nie jesteśmy już
uwięzieni w owładniętej snem rzeczywistości, którą sami stworzyliśmy.
Jeśli chcemy znaleźć wyjście z niej, musimy bardziej zważać na tę
chwilę, tylko w niej bowiem możemy żyć, rosnąć, czuć i zmieniać się.
Musimy stać się bardziej świadomi i zabezpieczyć się przed Scyllą i Charybdą przeszłości i przyszłości i przed światem snu, który one nam
oferują w miejsce życia.
Medytacja nie jest czymś dziwacznym i tajemniczym, jak to się często
sądzi. Aby medytować, nie musisz stać się jakimś zombie, rośliną,
egocentrycznym narcyzem, obserwatorem własnego pępka, "odlotowcem",
czcicielem, entuzjastą, mistykiem albo filozofem Wschodu. Medytacja
polega po prostu na tym, by być sobą i wiedzieć co nieco o tym, kim się
jest. Ma ci uświadomić, czy ci się to podoba, czy nie, że kroczysz
ścieżką; ścieżką, która jest twoim życiem. Medytacja może pomóc nam
dostrzec, że ta ścieżka, którą zwiemy naszym życiem, ma kierunek; że
zawsze się rozwija, chwila za chwilą; i że to, co dzieje się teraz, w tej chwili, wpływa na to, co zdarzy się potem.
Jeśli to, co dzieje się teraz, wpływa na to, co zdarzy się potem, to
czyż nie warto od czasu do czasu rozejrzeć się trochę wokół, żeby mieć
nieco pełniejszy kontakt z tym, co się dzieje? Dzięki temu możesz
uświadomić sobie swoją wewnętrzną i zewnętrzną postawę, jasno ujrzeć
ścieżkę, po której właśnie stąpasz, oraz kierunek, w którym zmierzasz.
Czyniąc to, być może uzyskasz możliwość wytyczenia sobie innej ścieżki,
bliższej twojej wewnętrznej istocie -?ścieżki duszy, ścieżki serca,
twojej Ścieżki przez duże Ś. W przeciwnym razie impet twojej
nieświadomości w tej chwili zabarwia następną chwilę. Dni, miesiące i lata szybko mijają niezauważone, bezcelowe, niedocenione.
Nic łatwiejszego, niż trwać w sytuacji przypominającej osuwanie się po
zamglonym, śliskim stoku prosto do grobu; lub, w chwili jasności, która
czasem przed śmiercią rozprasza opary, przebudzić się i zrozumieć, że
wszystkie twoje poglądy o tym, jak należy żyć i co jest ważne, były w najlepszym razie niesprawdzonymi półprawdami opartymi na lęku i niewiedzy, jedynie twoimi własnymi tłumiącymi życie ideami; nie była to
prawda, a twoje życie nie musiało być takie, jakie było.
Nikt nie może za nas wykonać tej pracy budzenia się, choć nasza rodzina
i przyjaciele czasami rozpaczliwie próbują dotrzeć do nas, pomóc nam
widzieć jaśniej albo wyrwać nas z zaślepienia. Ale ostatecznie jedynie
ty sam możesz przebudzić siebie. Jeśli tego dokonałeś, dokądkolwiek
idziesz, tam jesteś. To twoje własne życie odsłania się przed tobą.
U końca długiego życia poświęconego nauczaniu uważności Budda podsumował
swą naukę dla uczniów -?z których część zapewne liczyła, że ułatwi im
znalezienie własnych ścieżek -?tymi słowami: "Bądźcie światłem dla
siebie".
W mojej poprzedniej książce, Full Catastrophe Living3,
próbowałem przeciętnemu Amerykaninowi udostępnić ścieżkę uważności, tak
aby nie uważał jej za coś ezoterycznego, buddyjskiego lub mistycznego,
lecz raczej za coś rozsądnego. Uważność wiąże się przede wszystkim z przytomnością i świadomością, które są powszechnymi ludzkimi
przymiotami. Ale większość ludzi uważa te zdolności za rzecz naturalną i nie myśli o ich systematycznym rozwijaniu, prowadzącym do samopoznania i mądrości. Medytacja jest procesem, poprzez który pogłębiamy uważność i świadomość, doskonalimy je i czynimy z nich większy praktyczny użytek w życiu.
Full Catastrophe Living można uważać za przewodnik przeznaczony dla
ludzi zmagających się z fizycznym lub emocjonalnym bólem albo
wytrąconych z równowagi na skutek zbyt silnego stresu. Chciałem nakłonić
czytelnika, aby skierował swoją uwagę na rzeczy, które wszyscy tak
często ignorujemy, i w ten sposób, poprzez własne bezpośrednie
doświadczenie, uświadomił sobie, że mogą istnieć bardzo uzasadnione
powody, by wpleść uważność w materię własnego życia.
Nie sugeruję bynajmniej, że uważność jest jakiegoś rodzaju panaceum czy
łatwym sposobem na rozwiązanie wszystkich problemów życiowych. Daleki
jestem od tego. Nie znam żadnych cudownych recept i, szczerze mówiąc,
nie szukam ich. Pełnia życia malowana jest zamaszystymi uderzeniami
pędzla. Do zrozumienia i mądrości można dojść wieloma ścieżkami. Każdy z nas staje wobec innych potrzeb i dla każdego co innego jest warte
zachodu w życiu. Każdy musi wytyczyć własny szlak, który będzie
odpowiadał temu, do czego jest gotowy.
Z pewnością do medytacji musisz być przygotowany. Musisz podjąć ją we
właściwej chwili swojego życia, w chwili, gdy jesteś gotowy słuchać
uważnie własnego głosu, własnego serca, własnego oddechu -?być po prostu
obecnym dla nich i z nimi, bez konieczności udawania się gdziekolwiek
lub robienia czegoś lepszego czy innego. To ciężka praca.
Full Catastrophe Living napisałem z myślą o ludziach, którzy byli
pacjentami naszej Kliniki Łagodzenia Stresu w Ośrodku Medycznym
Uniwersytetu Massachusetts. Zachęciły mnie do tego godne uwagi zmiany,
jakie zaszły w umysłach i ciałach ludzi, gdy zaprzestali prób
rozwiązania bolesnych problemów, które przywiodły ich do kliniki, i podjęli ośmiotygodniowe intensywne ćwiczenia w otwieraniu się i słuchaniu, właściwe praktyce uważności.
Jako mapa podróży Full Catastrophe Living musiała być dostatecznie
szczegółowa, by komuś w ciężkim położeniu umożliwić ostrożne nakreślenie
własnego szlaku. Musiała odpowiadać na pilne potrzeby zarówno ludzi z poważnymi problemami medycznymi i chronicznym bólem, jak i tych, którzy
cierpią w różnego rodzaju stresujących sytuacjach. Musiała więc zawierać
znaczną ilość informacji dotyczących stresu i choroby, zdrowia i leczenia oraz obszerne instrukcje do medytacji.
Ta książka jest inna. Pragnę, by wszystkim ludziom, nie tylko tym,
których życie jest zdominowane przez stres, ból i chorobę, zapewniała
szybki i łatwy dostęp do istoty medytacji uważności i jej zastosowań.
Dedykuję ją szczególnie tym, którzy opierają się sztywnym programom,
którzy nie lubią, jak im się mówi, co mają robić, ale są wystarczająco
zainteresowani uważnością i jej znaczeniem, by za pomocą kilku
znalezionych tu i tam porad i sugestii próbować odnaleźć jakiś sens.
Jednocześnie dedykuję ją tym, którzy już praktykują medytację i dążą do
tego, by wgląd i poszerzona świadomość wzmacniały i pogłębiały swój
wpływ na ich życie. W krótkich rozdziałach tej książki skupiłem się na
istocie uważności, zarówno w naszych formalnych próbach praktyki, jak i w wysiłkach wprowadzenia jej we wszystkie aspekty naszego codziennego
życia. Każdy rozdział to rzut oka na jedną ściankę wielobocznego
diamentu uważności. Drobne obroty tego kryształu spajają kolejne
rozdziały w całość. Niektóre mogą brzmieć podobnie, ale każda ścianka
jest również inna, niepowtarzalna.
To badanie diamentu uważności dedykuję wszystkim, którzy wytyczają
ścieżkę prowadzącą do większej równowagi psychicznej i mądrości. Wymaga
to gotowości do głębokiej obserwacji bieżących chwil, bez względu na to,
co ze sobą niosą, ze wspaniałomyślnością, życzliwością dla siebie i otwartością wobec wszelkich możliwości.
W części pierwszej badam racjonalne podstawy i tło podjęcia lub
pogłębiania praktyki uważności. Zachęcam czytelnika, by na wiele różnych
sposobów próbował wprowadzić uważność w swoje życie. W części drugiej
badam niektóre podstawowe aspekty formalnej praktyki medytacji. Formalna
praktyka to szczególne okresy, w których celowo odkładamy inne zajęcia i stosujemy określone metody rozwijania uważności i koncentracji. W części
trzeciej badam zakres zastosowań i perspektywy rozwoju uważności.
Niektóre rozdziały wszystkich trzech części kończą się konkretnymi
propozycjami włączenia w codzienne życie elementów zarówno formalnej,
jak i nieformalnej praktyki uważności. Znajdują się one pod nagłówkiem
"SPRÓBUJ".
Czym jest uważność?
Uważność (mindfulness) jest starożytną praktyką buddyjską, posiadającą
głębokie znaczenie dla współczesnego świata. To znaczenie nie ma nic
wspólnego z buddyzmem per se ani z byciem buddystą, lecz wypływa z przebudzenia i życia w harmonii ze sobą i światem; z dociekania, kim
jesteśmy, ze zgłębiania naszego poglądu na świat i naszego miejsca w nim, z kształcenia w sobie uznania dla pełni każdej chwili życia. A nade
wszystko z utrzymywania kontaktu.
Z buddyjskiego punktu widzenia zwykły stan naszej świadomości jest
poważnie ograniczony i ograniczający, przypominając pod wieloma
względami bardziej przedłużenie snu niż czuwanie. Medytacja pomaga nam
przebudzić się z tego snu mechaniczności i nieświadomości, dzięki czemu
możemy korzystać z pełnego zakresu swoich świadomych i nieświadomych
możliwości. Mędrcy, jogini i mistrzowie zen przez tysiące lat
systematycznie penetrowali to terytorium; nauka, jaką wyciągnęli z tych
badań, może stworzyć na Zachodzie dobroczynną przeciwwagę dla właściwych
naszej kulturze dążeń do kontrolowania i ujarzmiania natury zamiast
uznania, że jesteśmy jej nieodłączną częścią. Ich wspólne doświadczenie
wskazuje, że poprzez uważną i systematyczną samoobserwację, służącą
wewnętrznemu badaniu własnej natury, a w szczególności natury własnego
umysłu, możemy w swoje życie wprowadzić więcej zadowolenia, harmonii i mądrości. Równocześnie proponuje spojrzenie na świat, które dopełnia
zasadniczo redukcjonistyczne i materialistyczne podejście dominujące
obecnie w zachodnim sposobie myślenia. To spojrzenie nie jest ani
wyłącznie "wschodnie", ani mistyczne. W 1846 roku w Nowej Anglii
Thoreau4 dostrzegł ten sam problem, związany z naszym zwykłym
stanem umysłu, i z wielką pasją pisał o jego niepomyślnych następstwach.
Uważność bywa nazywana sercem buddyjskiej medytacji. Jest to zasadniczo
prosta koncepcja, której moc ujawnia się w praktycznym zastosowaniu.
Oznacza szczególny rodzaj uwagi: świadomej, skierowanej na obecną chwilę
i nieosądzającej. Taka uwaga wykształca wielką świadomość, jasność i akceptację bieżącej sytuacji. Budzi nas do faktu, że życie rozwija się
tylko w pojedynczych chwilach. Jeśli przez wiele chwil nie jesteśmy w pełni przytomni, możemy nie tylko przeoczyć to, co najcenniejsze w życiu, ale również możemy nie uświadomić sobie własnych możliwości
rozwoju i przemiany.
Zmniejszona świadomość obecnej chwili stwarza nieuchronnie dalsze
problemy, również z powodu naszych nieświadomych i automatycznych
działań i zachowań, często kierowanych przez głęboko zakorzenione lęki i niepewność. Jeśli nie rozwiązujemy tych problemów, one z czasem
rozrastają się i w końcu rodzą uczucie ugrzęźnięcia i braku kontaktu.
Skutkiem tego możemy stracić wiarę w możliwość ukierunkowania swoich
energii w sposób prowadzący do większego zadowolenia i szczęścia, być
może nawet do większego zdrowia.
Uważność pozwala nam w prosty, lecz pewny sposób ruszyć z martwego
punktu, ponownie skontaktować się z własną mądrością i witalnością. Daje
nam możliwość decydowania o kierunku i jakości naszego życia, włączając
w to związki z rodziną, pracą, otoczeniem, całą Ziemią i, co
najważniejsze, związek ze sobą samym jako osobą.
Kluczem do tej ścieżki, leżącej u korzeni buddyzmu, taoizmu i jogi,
którą znajdujemy również w pracach takich ludzi jak Emerson, Thoreau i Whitman oraz w mądrości rdzennych mieszkańców Ameryki, jest docenienie
obecnej chwili i pielęgnowanie bliskiego z nią związku poprzez
nieustanne obserwowanie jej z troską i wnikliwością. Jest to dokładne
przeciwieństwo postawy traktującej życie jako coś oczywistego.
Prostą konsekwencją nawyku ignorowania chwil obecnych na rzecz tych,
które mają dopiero nadejść, jest dotkliwy brak świadomości wątku życia,
w który jesteśmy wpleceni. Oznacza to również brak świadomości i zrozumienia własnego umysłu oraz jego wpływu na nasze postrzeganie i postępowanie. Drastycznie ogranicza to nasze zrozumienie własnego
człowieczeństwa, naszych związków z innymi i otaczającym nas światem.
Tradycyjnie obszarem takich fundamentalnych dociekań duchowych była
religia. Uważność jednak niewiele ma wspólnego z religią, jeśli pominąć
najbardziej podstawowe znaczenie tego słowa, które wskazuje na
usiłowanie przeniknięcia głębokiej tajemnicy życia i uznania swego
ścisłego związku ze wszystkim, co istnieje.
Kiedy podtrzymujemy uważność w sposób otwarty, nie ulegając swoim
chęciom i niechęciom, opiniom i uprzedzeniom, wyobrażeniom i oczekiwaniom, otwierają się nowe szanse i mamy okazję uwolnienia się z kajdan nieświadomości.
Dla mnie uważność jest po prostu sztuką świadomego życia. Żeby ją
uprawiać, nie musisz być buddystą czy joginem. W istocie, jeśli wiesz
cokolwiek o buddyzmie, to rozumiesz, że najważniejszą sprawą jest być
sobą i nie próbować stać się czymś innym, niż jesteś. Buddyzm polega w gruncie rzeczy na utrzymywaniu kontaktu ze swoją najgłębszą naturą i pozwalaniu, by ona swobodnie z nas wypływała; na przebudzeniu się i widzeniu rzeczy takimi, jakimi są. Słowo "budda" oznacza po prostu
kogoś, kto przebudził się do swojej własnej natury.
Dlatego uważność nie będzie sprzeczna z żadną wiarą czy tradycją -
religijną bądź naukową -?ani nie będzie próbowała niczego ci sprzedać,
szczególnie nowego systemu wiary albo ideologii. Jest jedynie
praktycznym sposobem utrzymywania ściślejszego kontaktu z pełnią naszego
istnienia przez systematyczny proces samoobserwacji, badania siebie i świadomego działania. Nie ma w niej niczego zimnego, analitycznego ani
nieczułego. Praktykę uważności znamionuje ton łagodny, rozumiejący i ożywczy. Można by ją również określić jako "serdeczność".
* * *
Pewien uczeń powiedział: "Kiedy byłem buddystą, doprowadzałem swoich
rodziców i przyjaciół do szału, ale odkąd jestem buddą, nikogo nie
denerwuję".
Prosta, lecz niełatwa
Choć praktyka uważności może być prosta, niekoniecznie musi być łatwa.
Uważność wymaga wysiłku i dyscypliny, z tego prostego powodu, że siły
przeciwstawiające się uważności, mianowicie nasza nawykowa nieświadomość
i mechaniczność, działają z wielką uporczywością. Są tak mocne i tak
dalece wymykają się naszej kontroli, że podtrzymanie prób świadomego
chwytania chwil i zachowanie uważności wymaga wewnętrznego zaangażowania
i pewnego rodzaju pracy. Ale jest to praca przynosząca głębokie
zadowolenie, ponieważ styka nas z wieloma aspektami życia, które
nawykowo przeoczamy i tracimy.
Jest to również praca oświecająca i wyzwalająca. Oświecająca, ponieważ
dosłownie pozwala nam jaśniej widzieć i dzięki temu głębiej zrozumieć te
obszary naszego życia, z którymi nie mamy kontaktu lub których nie
chcemy dostrzec. Może to oznaczać zetknięcie z głębokimi emocjami -
takimi jak żal, smutek, poczucie krzywdy, gniew i lęk -?których zwykle
nie dopuszczamy do świadomości lub którym nie pozwalamy się wyrazić.
Uważność może również pomóc nam uznać wartość takich uczuć jak radość,
spokój i szczęście, które często mijają niespostrzeżone i niedocenione.
Jest to praca wyzwalająca, ponieważ dzięki niej zaczynamy w nowy sposób
istnieć w swoim ciele i w świecie, co może wyzwolić nas z kolein, w które tak często wpadamy. Stwarza również nowe możliwości, gdyż ten
sposób utrzymywania uwagi otwiera drogę do ukrytych w nas głęboko
zasobów inwencji, inteligencji, wyobraźni, bystrości, zdecydowania i mądrości.
Szczególnie łatwo umyka naszej świadomości fakt, że myślimy w istocie
bez przerwy. Nieustanny strumień myśli płynący przez nasz umysł
pozostawia bardzo mało miejsca dla wewnętrznej ciszy. Prawie nigdy nie
pozwalamy sobie po prostu być, bez kręcenia się w kołowrocie nieustannej
aktywności. Zbyt często nasze działania nie są świadome, lecz wymuszane
przez całkowicie zwyczajne myśli i impulsy płynące przez umysł jak rwąca
rzeka, jeśli nie jak wodospad. Ten strumień porywa nas i w końcu
zatapia, niosąc w miejsca, do których może nie chcemy trafić lub nawet
nie wiemy, że do nich zmierzamy.
Medytacja uczy nas, jak wydostać się z tego strumienia, usiąść na jego
brzegu, słuchać go i uczyć się od niego, a potem użyć jego energii, by
prowadził nas, zamiast zadręczać. Ten proces nie przebiega sam z siebie,
w magiczny sposób. Wymaga energii. Taki wysiłek doskonalenia swojej
zdolności do bycia w obecnej chwili zwiemy "praktyką" lub "praktyką
medytacji".
* * *
Pytanie: Jak mogę rozplatać powikłanie
znajdujące się całkowicie poniżej poziomu mojej świadomości?
Nisargadatta: Poprzez bycie ze sobą... Poprzez
obserwowanie siebie w codziennym życiu z czujnym zainteresowaniem, z intencją zrozumienia, a nie osądzania, z pełną akceptacją wszystkiego,
co może się pojawić, zachęcasz to, co spoczywa głęboko, by wydostało się
na powierzchnię i uwalniając uwięzione energie, wzbogaciło twoje życie i świadomość. To wielka praca świadomości, która przez zrozumienie natury
życia i umysłu usuwa przeszkody i uwalnia energie. Inteligencja jest
bramą wolności, a czujna uwaga jest matką inteligencji.
Zatrzymanie
Rozpowszechnione jest przekonanie, że medytacja jest jakimś szczególnym
rodzajem aktywności, ale nie jest to zupełnie słuszne. Medytacja jest
czymś całkowicie naturalnym. Czasami mówimy żartem: "Po prostu siedź i nic nie rób". Ale medytacja nie polega również na samym siedzeniu.
Trzeba zatrzymać się i być obecnym, to wszystko. Przez większość czasu
biegamy w koło i coś robimy. Czy potrafisz zatrzymać się w swoim życiu,
choćby tylko na chwilę? Czy może to być właśnie ta chwila? Co by się
stało, gdybyś to zrobił?
Dobrym sposobem na zatrzymanie tej całej aktywności jest przejście na
chwilę w "stan bycia". Myśl, że jesteś wiecznym obserwatorem, że jesteś
ponadczasowy. Jedynie obserwuj tę chwilę, w żaden sposób nie próbując
jej zmienić. Co się dzieje? Co czujesz? Co widzisz? Co słyszysz? Zabawne
jest to, że gdy tylko się zatrzymasz, natychmiast odnajdujesz siebie,
tutaj. Rzeczy stają się prostsze. W pewnym sensie jest tak, jakbyś
zmarł, a świat toczy się dalej. Gdybyś naprawdę umarł, natychmiast
zniknęłyby wszystkie twoje zobowiązania i przestałbyś być za cokolwiek
odpowiedzialny. Wszystko jakoś by dobiegło końca bez ciebie. Nikt inny
nie może przejąć twojego niepowtarzalnego harmonogramu zajęć. On zmarłby
lub zniknął wraz z tobą, tak jak to było z każdym innym zmarłym
człowiekiem. Nie traktuj więc go z taką śmiertelną powagą.
Skoro tak, to może nie musisz akurat teraz wykonać jeszcze jednej
rozmowy telefonicznej, nawet jeśli sądzisz, że musisz. Może nie musisz
akurat teraz czegoś przeczytać albo załatwić jeszcze jednej sprawy.
Jeśli, wciąż żyjąc, pozwolisz sobie rozmyślnie na kilka chwil "umrzeć"
dla naporu czasu, to znajdziesz czas dla obecnej chwili. Tak
"umierając", naprawdę stajesz się bardziej żywy teraz. Możesz to
osiągnąć, zatrzymując się. Nie ma to nic wspólnego z biernością. A kiedy
postanowisz znowu ruszyć, będzie to już inny rodzaj ruchu, ponieważ się
zatrzymałeś. Dzięki zatrzymaniu ruch staje się żywszy, bogatszy,
konkretniejszy. Pomaga ono utrzymać we właściwej perspektywie wszystkie
rzeczy, o które się martwimy i z którymi czujemy się nieswojo. Ono nas
prowadzi.
SPRÓBUJ:
Od czasu do czasu w ciągu dnia zatrzymaj się, usiądź i zwróć uwagę na
swój oddech. Może to trwać pięć minut lub pięć sekund. Pozwól sobie w pełni zaakceptować obecną chwilę, łącznie ze swoim samopoczuciem i tym,
co się wokół ciebie dzieje. W tym czasie nie próbuj niczego zmienić,
jedynie oddychaj i pozwól wszystkiemu płynąć. Porzuć myśl, że w tej
chwili coś powinno być inaczej; zgódź się w umyśle i sercu, by ta chwila
była właśnie taką, jaką jest, i pozwól sobie być właśnie takim, jakim
jesteś. Potem, gdy będziesz gotowy, idź tam, gdzie ci serce wskazuje, z uwagą i zdecydowaniem.