p
Język. Widok i dźwięk
Powszechnie sądzi się, że oko ma priorytet nad uchem. Wedle
historii ewolucji, wzrok towarzyszy nam prawie jedną trzecią dłużej
niż zdolność słyszenia (550 wobec 400 milionów lat). Może dlatego
umiemy lepiej przekładać dane wizualne na informacje semantyczne.
Wygodniej nam interpretować widok, niż dźwięk. Innymi słowy,
z widzeniem jesteśmy za pan brat, a obraz powstały na siatkówce jest
dla umysłu bardziej swojski w porównaniu do zagadkowej wibracji
dźwiękowej napływającej do ucha.
Podobno jedno zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów, i może
w rzeczywistości komunikowanie danych i wrażeń odbywa się
skuteczniej obrazami (ideogramem, gestem i postawą ciała) niż
dźwiękami (mową i muzyką).
To w końcu muzyka jest najbardziej tajemniczą ze sztuk, a treści
jakie przynosi niezmiernie ciężko wyrazić.
Rozpatrując szerzej, rzeczy w świecie są wiązkami wrażeń
splątanych (odnoszących się do widoku, ruchu, funkcji, sposobu
działania, dźwięku itp.) Kierując się przekonaniem o przewadze oka,
wizualne przestawienie byłoby bardziej wyrafinowane, niż
dźwiękowe. Może u zarania pierwsi ludzie skupiali się głównie na
gestach innych śmiertelników, wyglądzie zwierząt i roślin, na
widziadłach ze snu, co później przekuli na pierwsze ideogramy
(Trzeba też pamiętać, że niesłyszące dzieci niemych rodziców
gaworzą w gestach, na migi).
Zanim ludzie mówili w sposób artykułowany, mogli już malować
hieroglify na kamieniu, a owe hieroglify były raczej uproszczonymi
obrazami naskalnymi. W tym sensie malarstwo (wraz z płaskorzeźbą,
o ile wizerunki były wypukłe lub wklęsłe) było pierwszym zapisem
językowym. Najpierw nauczono się ryć, malować i rysować, dopiero
później kodować takie zmniejszone obrazy w logiczne ciągi.
2 Mogło być tak, że dany lud patrzył na rzeczywistość dookolną,
jako rzeczywistość uporządkowaną, albo też nakładał na nią pewną
harmonijną przesłonę, i później konkretne Symbole i Figury
uwieczniał w obrazach i niemych znakach na skale. W ten sposób
powstawały hieroglify, ideogramy.
Po czasie, zaczynał owym ideogramom dodawać artykulacje
fonetyczne, i w ten sposób powstawał głośny język, do którego,
jeszcze później, dorabiano bardziej drobiazgowe formy zapisu i rycia
(jak na tabliczkach woskowych), gdzie jednej głosce odpowiadał
jeden znak, czyli litera fonetyczna. Był to rozwój w kolejności: świat
- obraz ideograficzny - mowa artykułowana - alfabet fonetyczny.
Oczywiście nie wszędzie. W klimacie zimniejszym, na północy
Europy, brak komfortu i względne ubóstwo nie pozwoliły na rozwój
uwiecznionych znaków wizualnych, toteż ludzie swe myśli wyrażali
jedynie gestem i mową. Po nadejściu alfabetu łacińskiego (złożonego
z ładnie skontrastowanych łuków i prostych linii) niektórzy z nich
część swych myśli zaczęli przelewać na pergamin i papier. Z biegiem
czasu posłużono się drukiem, czyli pismem mechanicznym
(naciskaniem - od niem. drucken).
Dziś ludzie pewną część swych myśli umieszczają w internecie
w postaci "druku" wyświetlanego. Są to myśli nieme i zarazem ulotne,
podlegle notorycznym edycjom, przeróbkom i znikaniu.
Każde pismo, także fonetyczne, posiada aspekt ideograficzny,
bowiem oglądamy je okiem, które w pierwszym rzędzie widzi kształt.
Podobno czytanie muzyki z partytury zmienia jej odbiór na żywo,
podczas wykonania. Czy sprawa ma się podobnie w języku? Tekst
pisany modyfikuje naszą mowę i recepcję słów?
Pisząc odręcznie litery i wyrazy stawiamy je w specyficzny,
indywidualny sposób. Jeśli więc czytające oko ludzkie interpretuje
litery także w sposób wizualny, jako kształty i obrazy, to (cicha lub
głośna) wymowa takiego pisma będzie podporządkowana układowi
tychże kształtów.
Zwykle chodzi o drobne odchylenia. Pierwsza litera znacznie
powiększona może skutkować jej podkreśleniem w artykulacji;
opadająca linia wyrazu - kadencją dźwięków. Styl pisma odpowiada
tonacji z jaką mówimy (i ujęciu w malarstwie).
3Wiemy, że kiedyś język (mowa) towarzyszyła muzyce - dawni
ludzie mówili melodeklamując, i słuchali lirników nucących
opowieści i epopeje. Wiersze deklamowano głównie przy
instrumencie. Do dzisiaj intonujemy mówiąc, szczególnie gdy ponosi
nas zapał i emocje.
Mowa z definicji posiada walory muzyczne, ale muzyka
niekoniecznie semantyczne. W każdym razie rozdzielenie obu jest
rodzajem fragmentaryzacji i wyalienowania. Wszystko wskazuje na
to, że rozpowszechnienie pisma fonetycznego, głównie poprzez druk,
wpędziło nas w dysonans. Dawniej tekst czytano tylko na głos,
a dzisiaj nawet partytury muzyczne czytuje się i "wysłuchuje" bez
akustycznej realizacji (czynią tak muzykolodzy).
Orkiestra na wiele instrumentów grających dopełniające się
melodie, przez analogie, byłaby grupą ludzi, z których każdy mówi co
innego. W tym sensie język tym różni się od muzyki, że nie sposób
pojąć wielu jednoczesnych informacji semantycznych, a łatwo
i naturalnie słuchać różnych ciągów dźwiękowych właśnie
w orkiestrze czy kwartecie, o ile są harmonijne (cokolwiek to pojęcie
znaczy w dobie tak dziwnych muzycznych utworów współczesnych).
Generalnie naszym słownym wypowiedziom towarzyszy wizualna
gestykulacja i postawa ciała, czyli razem konglomerat komunikacyjny,
który obejmuje także napięcie elektromagnetyczne, feromony i
pobudzenia mięśni.
Człowiek "słuchający" akumuluje informacje całościowo, na wielu
kanałach, angażując wszystkie zmysły. Widzi oczami, słyszy uszami,
itd.
Niesie to ze sobą określone konsekwencje. Jeszcze do niedawna
numery pięter w windach pisano słownie (pierwsze, drugie itd.) Skąd
dzisiejsza tendencja do zapisywania liczb w postaci matematycznej:
0,1,2,3.. kosztem słów?
Z jednej strony, taka forma roztacza aurę prestiżu nauki ścisłej,
z drugiej zaś cyfry arabskie są może bardziej "ideograficzne", niż
nasze litery. (Także wypunktowywanie, jako segmentacja tekstu, jest
4wyrazem naukowości oraz mechanizacji, bowiem szereguje i niejako
upodabnia kolejne, następujące po sobie elementy).
Czy przed epoką komputeryzacji ideografia nie znajdowała
takiego uznania? Wręcz przeciwnie - pismo odręczne ze swymi
zawijasami i całą indywidualną kaligrafią wychodziło naprzeciw
potrzebie "rysunkowej" wśród użytkowników, którzy obecnie zostali
na lodzie w obliczu erupcji w miarę ujednoliconego pisma
ekranowego.
Kałamarz i pióro, następnie długopis, pozwalały wydobyć litery
kształtne i unikalne, które zaspokajały spragnione dopowiedzeń
zmysły czytającego, podczas gdy współczesny druk mechaniczny
i wirtualny musi wprowadzać w błąd, stosując prawie zawsze te same
figury do odmiennych przekazów pragmatycznych i emocjonalnych.
Odcienie i niuanse w piśmie odręcznym uwypukla się osobnym
stylem, wielkością i ogólnie wyglądem liter (co oddaje charakter
i odczucia piszącego). Ludzie od zarania przyzwyczajeni do gestów
oraz figur towarzyszących mowie, patrząc na niemy tekst dopowiadają
sobie owe gesty z kształtu, koloru liter i towarzyszących obrazków
(jak również uzupełniają dźwięk). W grece antycznej "grafe"
oznaczało "pisanie" ale i "malowanie", bo przecież pisanie jest w
rzeczywistości formą malarską, czyli umieszczaniem barwnika na
powierzchni - w Chinach kunsztownie wykaligrafowane ideogramy
oprawia się w ramy i wiesza na ścianach.
Małymi literami łatwiej i szybciej pisze się oraz czyta, dlatego po
ich wprowadzeniu zaczęto pisać więcej, i co za tym idzie, czytać
więcej i szybciej (szczególnie, gdy zaczęto czytać cicho, po epoce
renesansu). Wprowadzenie małych liter ułatwiło i upowszechniło owe
ciche czytanie, oraz doprowadziło do zmiany interpunkcji
podporządkowanej wymowie na interpunkcje gramatyczną, czyli
podporządkowaną pismu.
Wielkie litery czyta się wolniej; czyżby przez długi czas nie
wymyślano minuskuły, bowiem dbano o staranne zrozumienie
u czytającego?
Kultura bez pośpiechu, staranna, o treściach zapadających
w duszę, stawała się udziałem ludzi, Rzymian, którzy małych liter nie
znali.
5ABY- SPOWOLNIĆ- LEKTURĘ -TEKSTU-W- KSIĘGACH- I -NA
INSKRYPCJACH- SŁOWA -UWIECZNIANO -DUŻYMI -LITERAMI - W-
NINIEJSZY- SPOSÓB
W inskrypcjach rzymskich i średniowiecznych tekst zagęszczony,
bez odstępów, przeczytać niełatwo. Owe ryte napisy czyta się wolniej,
by wszystko lepiej pojąć i zapamiętać, podczas gdy nie sposób wolniej
słuchać osoby mówiącej (jak również wolniej oglądać
kalejdoskopowego tempa przekazu telewizyjnego). Również sam
kaligrafujący lepiej przyswaja utrwalane w ten sposób znaczenia.
Wolniejsze mówienie skutkuje lepszym rozumieniem u słuchacza,
ale rozstrzelenie tekstu na szerokich, współczesnych spacjach
i międzyznakowych światłach prowadzi do szybszego czytania
i konsekwentnie gorszego rozumienia przez czytelnika. Tory pisma
wiodą gdzie indziej niż mowa.
Z drugiej strony język narodowy pod wpływem ujednoliconego
zapisu zaczął gubić swe dialekty i lokalne odrębności, wcześniej
bardzo liczne, (podobnie jak regionalne stroje ludowe ustąpiły
francuskiej i później amerykańskiej modzie).
Ile regionalnych wersji zostało pochłoniętych przez
centralizowanie się państwa, upowszechnienie pisma i przede
wszystkim druku. Jak bardzo, niemalże idealnie jednolicie, wygląda
on dzisiaj, wskutek np. uniformizującej roli radia i telewizji. Dawniej
na miesiąc wrzesień istniało kilka określeń lokalnych (np. stojęczeń,
jesiennik, pajęcznik), ale wygrała jedna.
(Brak standardowej ortografii w języku staropolskim to również
przykład regionalizacji. W XVI wieku Jan Kochanowski
zaproponował aż 48 liter odpowiadających głoskom istniejącym
w ówczesnej polszczyźnie).
McLuhan wspomina, że korzystanie przez uczniów z powielanych
tekstów przyczyniło się do zaprzestania prowadzenia ustnych
dyskusji. Sama ilość dzisiejszych informacji wymaga ich
magazynowania w książkach i tekstach, a te stanowią zbyt wielką
6pokusę, by nie używać ich w bezpośrednim przekazie wiedzy.
Obecnie nawet odręczne pisanie wychodzi z mody (w fińskich
szkołach podstawowych jest już nieobowiązkowe), stąd pęd do innych
technik różnicowania znaczenia, i skłonność do indywidualnej, teraz
ekranowej autentyczności, w postaci rozlicznych typów i wielkości
czcionek, barwnych liter, emotikonów i nawiasów zawieszających
treść.
Na afiszach i bilbordach pojedyncze słowa powiększa się, koloruje
i plastycznie odkształca. Wszystko po to, by z gruntu niemy tekst
mógł posiąść siłę oddziaływania podobną mowie. Esy floresy
zachodniego graffiti na ścianach budynków stanowią biegun
przeciwległy wobec zuniformowanego druku, w ramach opozycji
autentyczność-mechanizacja.
(Oceniając alfabety jako takie, arabskie litery i znaki najczęściej
bywają złożone z łuków i krzywych, dlatego wyrażają mentalność
wschodnią, w przeciwieństwie do bardziej prostolinijnych liter
rzymskich. Gdzie indziej, na subkontynencie indyjskim, roślinność
jest tak bujna, iż mogła swym wyglądem zasugerować formę
tamtejszego pisma. Litery w tym zapisie zwisają z matry - poziomej
linii - podobnie jak liany, pnącza, kwiaty z gałęzi drzew w indyjskich
lasach.
Najbardziej popularny zapis języków hinduskich i sanskrytu to
dewanagari, o specjalnej nazwie Varnamala, czyli "girlanda liter,
różaniec fonemów, wąż kolorów").
Także loga firmowe są przykładem indywidualnej kaligrafii (choć
powielanej w wielu egzemplarzach). Korporacje uwieczniają swe
nazwy w specjalnych i oryginalnych czcionkach właśnie po to, by
doprecyzować i odróżnić przekaz, jak również zaangażować
wszystkie zmysły i emocje konsumenta w kierunku określonych,
uszczuplających jego portfel, skojarzeń.
Ponadto tak lubiane dziś wykresy graficzne optycznie wizualizują
stosunki wartości i gry sił, które w języku bywają ujęte już choćby
w przyimku "niż" (np. wiśnia mniejsza niż topola), który jak na
wykresie, oznacza niższy stopień nasilenia jakiejś cechy (lub wyższy,
co nielogiczne).
7Ideogramy i hieroglify są drogocenną pożywką dla naszej jaźni,
ale mniej efektywnie zarządzają rzeczywistością materialną, dlatego
języki fonetyczne podbijają świat, z uszczerbkiem naszego szczęścia
(Witkacy przewidywał, że Chiny odrzucą alfabet ideograficzny na
rzecz fonetycznego, by w ten sposób organizacyjnie wzmóc swe
możliwości i potęgę, co właśnie ma miejsce).
Z drugiej strony sama kultura oralna to miecz obosieczny. Jej
niewłaściwe użycie może być szkodliwe. Emocjonalna moc słowa
mówionego jest źródłem niezmierzonego piękna, które zniewala
duszę, ale jeśli tą mocą rozporządzają określeni ludzie, i tylko oni,
dochodzi do sytuacji, kiedy reszta społeczeństwa zapada w letarg, jak
waleczna kobra pod wpływem fletu. Wtedy instynkty obronne
przestają działać, a pojedynczy człowiek i społeczeństwo zostają
wystawieni na pastwę emocjonalnych sugestii (dlatego Platon
zaatakował poezję z jej kuszącą emfazą).
Przecież pod wpływem wypowiadanych słów pojawiają się wizje
i obrazy u słuchacza, kiedy to autor słów stwarza sobie małe
królestwo w umyśle słuchającego, i nawet jeśli to królestwo upada
wraz z nastaniem ciszy, pozostawia jednak ślady i aktywne
wspomnienia. W tym sensie słuchacz przykuty jest niewidocznym
łańcuchem, którego ogniwa mogą być bardzo trwałe (co ciekawe,
łacińska "carmen" - pieśń i poezja - oznacza także zaklęcie i wróżbę,
co w tradycji polskiej koresponduje z wieszczem - od wieszczyć,
wróżyć - jako poetą-autorem doniosłych strof).
Słowo wymawiane jako fala akustyczna jest fizycznym atakiem,
który atakowanego pobudza do naturalnej reakcji - własnego
wypowiedzenia. Jednakże ciężko reagować i mówić np. do telewizora,
który nas nie słyszy. Dlatego należy unikać sytuacji
nieinteraktywnych.
Kultura pisana, pozbawiona wybitnych wdzięków, nie niesie ze
sobą podobnych zagrożeń. Jest nijaka, jak woda, obojętna
w działaniu, bez żadnych substancji odżywczych, które odnaleźć
można w napojach bardziej szlachetnych.
Ponadto istnieje spora różnica miedzy czytaniem tekstu
8a oglądaniem filmu czy słuchaniem nagranej piosenki. To pierwsze
można bezproblemowo przerywać, a wiec jest bardziej refleksyjne
(film trzeba spauzować). Śpiew i czytanie na głos jest w dużej mierze
twórcze, bo angażuje naszą aktywność, nawet jeśli autorem tekstu czy
melodii jest ktoś inny.
Sztuka w teatrze i film w kinie pokazując akcję tu i teraz
unaoczniają nieobecne, dlatego potrafią zwieść i zmanipulować widza,
jeśli akcja przedstawiona jest w złej wierze. Dlatego Lenin
i Stalin uznawali kino za najpotężniejszą ze sztuk. Na duże
pokrewieństwo dramatu (i filmu) z kulturą oralną wskazuje już choćby
to, że zapisany scenariusz dramatyczny ciężko czytać po cichu. Można
powiedzieć, że dzieła epiczne to dramaty (dialogi)
z oprzyrządowaniem do czytania, tj. z komentarzem narratora.
Podobno Mcluhan zapytał kiedyś studentów, jak dzisiaj łowi się
dusze ludzkie: wędką czy siecią? Po czym wyjaśnił, że ni tym, ni
tamtym. Wędką łowiono w czasach apostołów, w epoce druku -
siecią.
Dzisiaj wymienia się wodę.
Innymi słowy, nasze pole wyboru zostało bardzo zawężone,
i ciężko umknąć informacyjnemu zalewowi, który nadaje ton i skaluje
współczesny dyskurs na każdy temat. Podobnie jak kłamstwo
tysiąckrotnie powtarzane staje się prawdą, również częste uleganie
napływającym treściom przeradza się w nawyk i nałóg. W ten sposób
powiedzenie Goebbelsa podaje rękę innemu: "przyzwyczajenie jest
drugą naturą człowieka".
Czytając tekst obcego autora odtwarzamy go, i takie odtwarzanie
jest zawsze mimowolnym utożsamieniem. Oczywiście czytanie na
głos jest bardziej sugestywne. Obcy czy własny, każdy tekst
traktujemy podświadomie jako swój.
Ponadto "kto pisze, ten podwójnie czyta", dlatego notatkę spisaną
na papierze doskonale się pamięta, nawet jeśli kartka przepadła.
Jak wygląda skala uwarunkowań przy wymawianiu słów i pisaniu,
oraz słuchaniu i czytaniu?
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że czytając na głos
jednocześnie swojego głosu słuchamy, jak i pisząc czytamy
9jednocześnie pisany tekst. Podczas gdy samo słuchanie czyichś słów
jest tylko słuchaniem, tak jak i czytanie teksu - tylko samym
czytaniem.
W swoim dialogu Tacyt pisze, że mowy dawnego Rzymu brzmiały
rozwlekle i stylistycznie mało ekscytująco. Ale przecież to opinia
wyłącznie o tekście zapisanym. Mogło być tak, że owe mowy, nudne
w czytaniu, wygłaszane były przez autora o tak krzepkiej
i inspirującej osobowości, że nawet niepotrzebną obfitość słów
wysłuchiwano z uwagą i cierpliwością, właśnie ze uwagi na autorytet
przemawiającego. Przydługa mowa gwarantowała dłuższy kontakt
i obcowanie ze słynnym obywatelem, co miało znaczenie
wychowawcze dla pozostałych. Skądinąd wiemy, iż Rzym, jak mało
które państwo, opierał się na bezpośrednim autorytecie cnoty.
W republice liczyły się przede wszystkim dostojne osoby, które, prócz
czynów, ujawniały się w języku i poprzez język
(w bezpośredniej przemowie). Republika podupadła, i już w epoce
Tacyta rzucono się na szlifowanie kadencji i cyzelowanie składni,
bowiem prestiż obywatela zmalał w cieniu cesarskiego aparatu
państwa. Także z powodu wzmożonego czytelnictwa, które wymaga
urozmaiconych środków stylistycznych względem żywej, słyszalnej
mowy.
"Albowiem tak dawno powiadają, iż lepszy jest zawżdy żywy głos
niż zdechła skóra, co ją na pergamin wyprawiają" - poucza Mikołaj
Rej.
Podobnie bywa ze smakiem potraw. Wystarczą proste, dopóki
towarzyszy im wysiłek fizyczny i życie na świeżym powietrzu,
a dopiero wydelikacenie cywilizacji "klimatyzowanej" zmusza sięgać
po bardziej wyszukane, malownicze i zaskakująco przyprawione.
Z pewnością druk przyczynił się do rozwinięcia scentralizowanego
państwa narodowego, bowiem to właśnie dwie pierwsze centrale,
Paryż do spółki z Londynem, zainicjowały instytucje koordynujące i
pielęgnujące rozwój nauk i sztuk. Miał on również wpływ na
mechanizację, bowiem druk był pierwszą matrycą powielania rzeczy
w nieskończoność, więc mentalnie mógł stanowić podściółkę dla
kolejnych wynalazków. Mechanizacja przyczyniła się do
10zrównywania stanów - sam widok tysięcy kubek w kubek podobnych
krzeseł sugeruje identyczność ich użytkowników. Łatwiej rządzić
ludźmi biernymi, a takimi stają się dzięki drukowi, i tym bardziej
dzięki mediom. Obecne mieszczaństwo, historycznie ludność
służebna, jest niezmiernie podatne na centralizację i przekaz "z góry".
Żyjemy w epoce dominacji druku wyświetlanego. Prócz niego
rośnie wolumen przekazu mówionego w telewizji, internecie i radiu.
Dawniej druk był bardziej autorytarny - dziś się demokratyzuje.
W poprzedniej epoce, ze względów technicznych tylko
uprzywilejowane grupy i centra mogły pozwolić sobie na emisję
drukowanego przekazu, czyli książek. Dzisiaj każdy może
upowszechniać i emitować tekst na blogu, na forum internetowym, jak
również skorzystać z cyfrowej drukarni i dystrybucji w Internecie.
Inaczej z przekazem mówionym, w dużej mierze zawłaszczonym
przez telewizję i platformy strumieniowe (choć tam można
umieszczać własne filmy). Nieustanne słuchanie telewizora, któremu
nie można wejść w słowo, bo i tak nie słyszy - oto los obywatela
skazanego tylko na prywatną rozmowę, którą co rusz przerywa, by
spojrzeć w ekran lub ekranik.
Dotychczas zapis stanowił wykończoną formę wypowiedzi ustnej,
ale dzisiejszy, masowy druk wirtualny bywa równie prowizoryczny
i niedbały, jak mowa potoczna.
Znaki można uwiecznić na skale, korze czy papierze, w postaci
rysunku i malowidła, ale zajmuje to trochę czasu. Mowy nie sposób
utrwalić - można ją tylko skopiować i odtworzyć na nowo, czyli
powtórzyć.
Słowa zapisane przy wymawianych są trochę jak zapis muzyczny
wobec samej melodii. To martwe znaki, które ożywają przez ich
"wykonanie". (Interesujące, że zapis zwykły można połączyć
z nutowym, czyli zapisać mówioną kwestię oraz intonacje, z jaką się
ją wymówiło. Takie połączenie można odnaleźć w partyturach
utworów wokalnych. Także intonatory, jak pytajnik, wykrzyknik itp.
są szczątkowymi wskazówkami tonacji w zapisie mowy).
11 Podobnie jak niema muzyka na partyturze - słowa utrwalone nie
istnieją. To tylko zapisane dźwięki, które wracają do życia wraz z ich
ponownym odegraniem. Podobnie czynili Tatarzy susząc mięso, które
pokrojone w paski zabierali w podróż wojenną, by przy ognisku
namoczyć z powrotem i gotować na wieczorny posiłek. Pismo jest
również taką czasową miniaturyzacją i skompresowaniem, które
ożywa przez odczytanie.
Zapis jest płaski i zubożony wobec mowy. Ale posiada tą zaletę,
że jest utrwalony, i sprzyja akumulacji wiedzy. Stanowi magazyn
mowy, wedle powiedzenia "pismo zostaje, słowa ulecą".
(Wygasłe cywilizacje, jak w epoce mykeńskiej, miały odwagę
używać pisma tylko i wyłącznie jako archiwizatora gromadzonych
dóbr, które trzeba było policzyć i utrwalić w postaci najmniej
wdzięcznej do zapamiętania).
Oczywiście wygłaszane słowa także są utrwalane - w umysłach
słuchaczy. W powszechnej opinii takie upamiętnienie ma niższy status
od zapisu. Jak to ujął Monteskiusz: "To wynalazek druku spowodował
owe zmiany: dawniej szanowano ludzi, a teraz książki."
Pismo drukowane posiada dzisiaj ogromną przewagę - jest
autorytetem. Ludzie mówiący, szczególnie na co dzień, nie znajdują
posłuchu, chyba że występują w mediach lub w murach uczelni.
W różnych kulturach wędrowni śpiewacy archiwizowali pieśni
tylko w swojej pamięci, przekazując je z ust do ust, ciągle odmieniając
i udoskonalając aż po nastanie pisma (przekaz oralny nastawiony jest
na nieustanne innowacje, bo ludzie z braku trwałego odniesienia
ciągle coś zapominają, i ciągle muszą sztukować).
Celtyccy druidzi również byli przeciwnikami zapisu, które według
nich eksterytorializuje wiedzę i upośledza pamięć, jak relacjonuje
Cezar w swoim pamiętniku.
(Podobnie jak ludzie nie używający zegarków lepiej mierzą czas,
a bez budzików zrywają się w porę, tak nie znający cyfr lepiej
określają wielkości na oko, czy z braku pisma lepiej wszystko
zapamiętują).
Ostukany kamień i wytłoczony papier to realna i trwała zmiana.
Jak się sprawy mają z tekstem na ekranie? Nie jest do końca
12utrwalony. Słowo na ekranie jest wyświetlone, i czasem bywa
umieszczone tylko na jednym nośniku-serwerze, z którego może
zostać usunięte albo zmodyfikowane. W druku tekst jest raz na zawsze
ukończony, nawet na najbardziej ulotnej ulotce.
Rzecz jasna książka może zgnić lub spłonąć, ale zwykle jest
powielona w licznych egzemplarzach. Walor zapisu znacząco maleje
w wersji elektronicznej, dlatego podupada sztuka pisania, stylistyka
i dbałość o znaki przestankowe, bo nic nie ma charakteru
ostatecznego, a ślady można zatrzeć. Ulotne maile i sms-y pisze się
niedbale, podobnie jak ludzie mówiący prywatnie mniej się starają,
w przeciwieństwie do sytuacji uroczystych: w towarzystwie, na
wykładzie, czy w telewizji, a więc w miejscach, gdzie słowa zapadają
do głowy większej liczbie słuchaczy.
Różnica między tekstem wirtualnym a pisanym powraca
w zapisanym i rytym - ten ostatni, na posągach, tablicach oraz
nagrobkach, znacząco wzmacnia "uroczystość" i "epokowość"
utrwalonych tam, zwykle krótkich tekstów. Również popularny
obecnie tatuaż jest także wzmacniaczem trwałości przekazu.
Podobnie z pisaniem - list tradycyjny pisze się dokładniej
w porównaniu z listem mailowym, który szybko ginie w zakamarkach
serwera; książkę drukowaną, którą będzie czytało i posiadało wiele
osób przez długi czas, przygotowuje się z maksymalną liczbą korekt.
(Choć z drugiej strony internet daje prawie nieograniczone
możliwości edycji tekstu i wszelkich treści, co wraz z jego potężnymi
możliwościami komunikacyjnymi, czyni z niego nieocenione
narzędzie przy zdobywaniu wiedzy o świecie).
Pod takim względem typografia wygrywa z piórem, a pióro
z klawiszem, aczkolwiek tekst na ekranie z wyglądu jest zwykle
bardziej schludny od ręcznego. Jednak dawniej, gdy umiejętność
pisania była zarezerwowana dla nielicznych, pismo bywało jeszcze
bardziej harmonijne i ozdobne niż współczesny druk, i do dzisiaj
wykaligrafowane książki są wzorem niedoścignionego,
indywidualnego piękna (co ciekawe, uzdolniony kaligraf potrafi
13naśladować zestereotypizowaną czcionkę komputerową, podczas gdy
maszyna chyba jeszcze pisać ręcznie nie zdoła).
Bardziej starannie mówi się przy obcej osobie, niż przy bliskiej; do
kilku osób, niż do jednej; uroczyście niż prywatnie. W licznym
towarzystwie i na wykładzie padają wyszukane zwroty, podczas gdy
o poranku, zagłuszeni radiem, mruczymy coś do żony.
Również w domu, na co dzień, mniej dbamy o wygląd, niż na
ulicy i przy obcych. Zażyłość i przyzwyczajenie skłania do szlafroka.
Częściej zdarzające się okazje do uroczystej wymiany zdań tworzą
kulturę mowy bardziej wykwintnej i dobitnej. Treści uroczystej,
spowolnionej konwersacji lepiej się przyswajają. Niedbały,
pośpieszny i zakłócony słowotok upośledza odbiór
u słuchającego, bowiem mówić można powoli, ale prędkiej mowy nie
sposób słuchać wolniej.
Wynalazek druku pogorszył jeszcze sprawę, bo takich okazji
często pozbawiał - ludzie kosztem spotkań i rozmów zatapiali się
w czytaniu książek, podobnie jak dzisiaj zasiadają przed komputer;
dlatego przekaz drukowany można określić pierwszym portalem
społecznościowym, który atomizował społeczność.
Z pewnością drukowane teksty, dostępne masowo, przyczyniły się
do powstania państw narodowych.
Rozpoczęty wtedy proces globalizacji oznaczał rozplot więzi
lokalnych, z drugiej strony wzrost poczucia narodowego, czyli
wspólnoty szerszej (o ile na-ród, czyli masę ludzi, którzy
w większości nigdy nie widzieli się na oczy, można nazwać
wspólnotą).
Prędkości były następujące: cała Europa, dzięki rozwojowi
środków komunikacji, jak drogi, mosty itp. oraz dzięki wzmacnianiu
się rządów państw, które politycznie tę komunikacje umożliwiały
i wspierały, zaczęła się centralizować, czy też globalizować w kilku
ośrodkach. Oczywiście najsilniejsze jądra władzy zaczęły na tej
globalizacji zyskiwać - stawały się centrami owych systemów.
Głównie chodzi tu o Habsburgów oraz w pewnej mierze papiestwo.
W reakcji na to wzmocnienie, "lokalni władcy" stawili opór, głównie
pod sztandarem protestantyzmu. W ten sposób średniowieczna władza
14drugiego szczebla, czyli królowie i potężniejsi książęta, ustanowili
własne ośrodki, ostatecznie całkowicie niezależne, takie jak Prusy,
Holandia i Anglia. Właśnie na tym drugim szczeblu religia
protestancka, druk i upowszechnienie książek odegrały znacząca rolę,
albo były głównym katalizatorem organizowania się tych państw.
Dlaczego właśnie wtedy dotychczasowy światoobraz poznawczy
zaczął zanikać? Czemu obyczajowość lokalna oparta na przekazie
ustnym musiała ustąpić nowej, innej płaszczyźnie wspólnego
porozumiewania?
Ludzie, którzy nie widza się twarzą w twarz, i co ważniejsze, nie
słyszą się wzajem, mogą porozumiewać się tylko na gruncie bardzo
ścisłych prawd. To jak z listem do znajomego, w którym trzeba się
jaśniej wyrażać, podczas gdy rozmowa w cztery oczy zamyka się
w skrótach oraz w lot zrozumiałych sugestiach. Kartezjanizm, czyli
wiedza ścisła i pewna, zjednoczył umysły Europy, które teraz mogły
bez nieporozumień budować gmach osiągnięć naukowych mających tę
wyższość wobec także racjonalnej scholastyki, że nie były jałowe, bo
bazowały na doświadczeniu.
Niewykluczone, że pogląd na naturę rzeczy wynika właśnie ze
sposobu komunikowania się wspólnoty. Jeśli ludzie żyją blisko siebie
i rozumieją się wpół słowa (nawet niejednoznaczne wyrażenia mają
swój domyślny kontekst wynikający z wspólnego bliskiego,
codziennego pożycia), nie będą potrzebowali poglądów skończenie
ścisłych - wystarczą im tylko racje rozumne, zdroworozsądkowe,
poparte przez tradycję, czyli przodków żyjących w podobnej
bliskości, spojonych równie bliskimi więziami. Tacy ludzie zaludniali
krainy Europy w średniowieczu (wyjąwszy kulturę mnichów
uczonych w łacinie).
Kiedy jednak owe więzi zaczęły się rozluźniać, ustępując
ponadlokalnym, anonimowym zbiorowiskom narodowym,
dotychczasowe "współsłowa" straciły na konturze i wczorajszej
precyzji. Kto z daleka, poprzez teraz łatwiej dostępną, drukowaną
książkę, odczytywał terminy autorstwa nieznanej mu osoby,
próbującej nawiązać do jego poczucia nieistniejącej już wspólnoty
(sensus communis), doznawał poczucia rozgoryczenia. Stąd przy
następnej lekturze zaczynał wymagać sensu jasno wyłożonego,
argumentów i konkluzji wyciąganych z następujących po sobie,
15wyszczególnionych kwestii. W ten sposób zaistniała potrzeba
stworzenia nowego sposobu myślenia, badania i komunikowania się
pomiędzy oddalonymi ludźmi, na którą odpowiedział Kartezjusz ze
swoją kompleksową reformą wiedzy (i komunikacji wiedzy).
Owa wspólna płaszczyzna racjonalna, mocno spłycona, ale jasna
i w założeniu wykluczająca pomyłki i nieporozumienia, została
sformułowana przez nowoczesne przyrodoznawstwo i filozofie
nowożytną. Odtąd mieszczańskie społeczeństwo znalazło wspólny
"język", który nadto wspomagał ich handlowe i produkcyjne zajęcia,
bo czyż nauka i myślenie zmierzające w stronę liczb nie podaje ręki
handlowi? Wymogi jasności i logicznej ścisłości stawiane nowemu
"językowi" musiały być bardzo duże, z uwagi na wielość języków
narodowych, których wzajemne translacje mogły go w każdej chwili
zaciemnić. Stąd upatrzonym wzorem i celem naukowego dialogu
miała zostać nowa łacina - czyli matematyka.
Innymi słowy, powstanie racjonalnego światopoglądu wynikło
z potrzeby porozumienia się ludzi żyjących w oddali. Bo przecież
zawsze obcy łatwiej znajdą wspólny język w kwestii rzeczy prostych,
jasnych i po empirycznym sprawdzeniu raz na zawsze niewątpliwych.
Oczywiście w średniowieczu istniała wersja owej wspólnej
naukowej płaszczyzny, czyli scholastyka. Ona także dotyczyła grupy
ludzi żyjących z dala, rozrzuconych po całej Europie. Mnisi zajmujący
się racjonalnymi dywagacjami stworzyli uniwersalne metody
dyskursu z tego samego powodu, czyli z powodu oddalenia. Ich
scholastyczny żargon ujęty w łacinę, był odpowiedzią na brak
"języka" wspólnego, opartego na podobnych obyczajach (pochodzili
przecież z różnych grup etnicznych). Tekst Biblii, dzieła Arystotelesa,
język łaciński i racjonalne formuły scholastyczne, były receptą
i odpowiedzią na różnorodność poznawanego świata, języki
regionalne i w nich osadzone prawidła rozumienia świata.
Scholastyce brakowało jednak rzeczy dodatkowej, która
w nowożytnej nauce zajęła miejsce wyróżnione. To właśnie
empiryzm, czyli, w mniemaniu naukowców, ostateczna weryfikacja,
został wprowadzony dopiero przez nowożytną epokę mieszczańską, tj.
tą, która praktyczne wymogi życia, samo życie, mające na celu przede
wszystkim utrzymanie się i troskę o środki do tego, stawiała na
miejscu pierwszym. Teraz niefunkcjonalne i z gruntu bezpłodne
16dywagacje scholastyków miały ucichnąć, a ich miejsce zająć
ugruntowane fundamenty nowego, trwale budowanego gmachu.
W takiej perspektywie pytanie, czy rozpowszechnienie pisma
i druku spowodowało, umożliwiło czy też wynikło z rozpadu owych
wspólnot i powstania nowej płaszczyzny naukowej, jest pytaniem
wtórnym i pobocznym.
Proszę zobaczyć przykładowe towarzystwo kolegów, którzy
rozumieją się w pół słowa. Tak wyglądała dawna polis czy wspólnota
wiecowa będące grupą znajomych, którzy na wspólnych ucztach (np.
w Sparcie), na polu walki, na agorze, przy głosowaniu, lub po mszy,
WSZYSCY razem rozmawiali! A ludzie, którzy rozmawiają
i przeżywają te same sytuacje, dzielą podobne emocje (czasem
w kłótniach), nie muszą definiować słów, z których korzystają; nie
potrzebują ustalać definicji i kontekstu.
Dzisiejsze społeczeństwo, jako całość, nie jest grupą towarzyską
wzajemnie kontaktujących się ludzi; jedynym łączącym ich spoiwem
bywa znajomość kilku bitew z przeszłości i ujednolicony
gramatycznie język, którego mianownikiem są narodowe poematy,
lecz nie narodowe rozmowy.
Hałas miejski, głównie samochodowy, sensualnie przyspiesza
nasze rozmowy, które są bardziej zdawkowe i prędkie, a mniej
teatralne. Brakuje celebry, delektowania się słowem i aurą słowa.
Rządzi konkretna treść, bo czas to pieniądz, a oprawę i formy
w gruncie rzeczy stawia się w rzędzie pustych i daremnych fanaberii
(co jest błędem, który skrupulatnie wykorzystują agencje PR).
Ceni się informację, dziś często fałszywą, bo mimo że dawnej
bawiono się słowem, robiono to aktywnie (z braku mediów
masowych), dzięki czemu wszyscy byli bardziej odporni na słowo.
Oszukiwano na drobne sumy w jarmarcznym zgiełku, ale nikt nie
kusił niekorzystnym kredytem na mieszkanie czy udziałem
w piramidzie finansowej.
Niektórzy badacze zwiastują nową erę informacji, której zalety
mają się wyrażać w ogólnodostępnej możliwości przechowywania
informacji na wszechobecnych nośnikach pamięci.
17Pismo, druk, wreszcie urządzenia elektroniczne mają być taką
medialną przechowalnią, która zwalnia z zapamiętywania treści,
będących teraz pod ręką niemalże w każdej sytuacji. Według takiego
poglądu nasz umysł nie musi kłopotać się z przechowywaniem,
bowiem internet wszystko skopiuje i zabezpieczy, a serwery nie płoną.
Z pewnością istnieje wiele rodzajów informacji trudno
zapamiętywalnych i niepotrzebnie przeciążających umysł; chodzi na
przykład o wszelkie inwentarze, czyli luźne dane, nie powiązane
żadną ideą spajającą (takie najtrudniej pamiętać), które już od
najwcześniejszych epok spisywano na nośnikach zewnętrznych.
Jednak takich przechowalni używano bardzo ostrożnie i tylko
w ograniczonym zakresie.
Każda rozumna informacja, która splata się z szeregiem innych,
nie może znaleźć się poza umysłem choćby na chwile. Każde twórcze
myślenie i przedsięwzięcie intelektualne bazuje na sumie wszystkich
posiadanych wiadomości, a mądrość jest efektem ich przenikania,
i jeśli któraś z nich będzie nieobecna, schowana na nośniku, owo
powstające dzieło, czy wypowiedź, obniży swe loty. I żadna pociecha
w tym, że owa przydatna wiadomość może być w każdym momencie
przywołana z zewnątrz, jeśli najczęściej nie będzie wiadomo, że
czegoś brakuje.
Proszę sobie wyobrazić człowieka, który w zakresie słownictwa
zna swój język tylko w okrojonej, podstawowej wersji, podczas gdy
resztę słów i sposobów wyrażania przechowuje w notatkach
trzymanych przy sobie. Czy te notatki (papierowe czy wirtualne)
mogą mu pomóc w lepszym wyrażeniu myśli? Czy słownik trzymany
na podorędziu może znacząco pomóc w wysłowieniu? Czy
kompletnie nie pamiętając lub nie znając słowa "wszakże", można
wpaść na pomysł jego użycia?
Wyraz zapisany na kartce jest z pewnością zmagazynowaniem
jakiejś treści, ale po pierwsze, pewnych, pozawerbalnych treści w tym
magazynie przechować nie sposób, a po drugie, zapominamy często,
ze przechowalnia musi odgrywać role tylko zastępczą względem
głównego rezerwuaru, jakim jest nasza głowa, bowiem tylko ona służy
nam wraz z pierwszą potrzebą, a po pismo trzeba sięgać.
18(Należy pamiętać, że zarówno Sokrates, jak Jezus, głosili swą
mądrość ustnie. Dopiero Platon zredagował rozmowy sokratejskie, tak
jak później spisano Dobrą Nowinę, nawiasem mówiąc, bardzo
plastycznie i obrazowo, co ułatwiło masową recepcję Nowego
Testamentu).
Ludzie współcześni zbyt mocno zapatrzeni są w elektroniczne
nośniki pamięci (skądinąd będące bardzo skutecznym narzędziem
propagowania myśli ludzkiej). Wiedzą mało, lecz wszystko mogą
znaleźć w internecie, podczas gdy dawniej człowiek gromadził
mnóstwo praktycznej wiedzy, bo nie mógł jej nigdzie przechować
(trochę jak owi galijscy druidzi unikający pisma). Organ nie używany
działa gorzej, a przecież zakres informacji w dzisiejszym
zglobalizowanym świecie znacznie się poszerza, więc tym bardziej
potrzebujemy sprawnej pamięci.
Oczywiście jest to przerysowany obraz - bo przecież sięgając do
słownika lub internetu, za każdym razem zapamiętujemy postrzegane
informacje; problem jednak w tym, że zapamiętujemy słabo
i wybiórczo, bo mamy świadomość, że możemy sięgać ponownie.
Wystarczy uruchomić przeglądarkę sieciową i mamy co chcemy. Ale
zwykle tylko na chwile.
Bardzo często, gdy informacja przechowywana jest na zewnątrz,
nie może zostać zużyta do owej bezwiednej pracy myśli, która
rozgrywa się w nas samych. Dawniej polegano na pamięci własnej,
i wbrew pozorom nie o uczenie pamięciowe tylko chodziło.
Informacje zapamiętane są niczym posiane ziarno, z którego wykwita
niejeden pomysł.
Co prawda, ludzka pamięć niejednokrotnie zawodzi, jednakże
notatki są zawsze mniej poręczne od własnej głowy.
Rozwój nośników przechowujących dane oraz informacje może
doprowadzić do sytuacji, kiedy cała nasza wiedza znajdzie się
w przechowalni, a człowiek stanie się pusty jak łupina obdarzona
pamięcią wyłącznie krótkotrwałą, czasowo napełnianą z zewnątrz.
Jeśli aktywna kultura pisma ma być równowartościowa oralnej,
powinno zachować się równowagę pomiędzy pisaniem i czytaniem,
tak jak między słuchaniem a mówieniem. Niestety - w obecnym
stanie ta pierwsza (po wyodrębnieniu ze słowa mówionego) jest raczej
19kulturą czytaną, bo choć tekstów zapisanych jest multum, tylko ich
mały ułamek sporządza człowiek, a resztę powiela się drukiem
i komputerem dla zaczytanych mas, sięgających po długopis tylko od
święta.
Możliwe, że ten nawyk przenosi się do także do oralności, która
stanie się wkrótce audialnością, czyli kulturą słowa słyszanego, bo
chociaż ludzie zawsze będą mówić, to z chwilą, gdy słuchanie
znacząco przeważy nad mówieniem, konsekwentnie nazwa będzie
musiała ulec zmianie. Głównym powodem tego zwycięstwa będą
oczywiście elektroniczne media, które wybijają się na przodownika
w powielaniu słowa mówionego. Dzisiejszym problemem jest
przedawkowanie.
20