p
Wstęp
Jak wygląda zdrowy związek?
Wielu z nas się nad tym zastanawia. Chciałabym jednak, abyśmy na zawsze
zapomnieli o tym pytaniu. Zamiast tego zapytajmy: "Jak się czuje
człowiek w związku polegającym na bezpiecznym przywiązaniu?".
To w porządku, jeśli nie wiesz, czym jest związek polegający na
bezpiecznym przywiązaniu ani jak to jest być w takiej relacji. Właśnie
dlatego czytasz tę książkę. Pod koniec lektury będziesz wiedzieć, na
czym polega bezpieczna więź, a także -?co ważniejsze -?jak się czuje
człowiek, który tworzy w pełni bezpieczny, udany i satysfakcjonujący
związek. Nie będziesz się już zastanawiać, czy twoja relacja z drugą
osobą jest dobra, czy nie, ponieważ odnajdziesz odpowiedzi w sobie.
Jeśli twój związek nie funkcjonuje prawidłowo, dowiesz się, co należy
zmienić i jak tę zmianę przeprowadzić. Jeżeli zmagasz się z problemami w relacji, przestaniesz zadawać sobie pytania: "Które z nas jest winne? A może jesteśmy źle dopasowani?". Nauczysz się racjonalnie oceniać
sytuację, co pozwoli ci na dokonywanie zmian.
Wszyscy ludzie mają takie same, głęboko zakorzenione podstawowe
wymagania wobec relacji romantycznych, związane z poczuciem
bezpieczeństwa i bliskości. Pomimo zróżnicowania naszych osobowości,
obaw i pragnień, wszyscy mówimy tym samym językiem uczuć. Każdy z nas
może się nauczyć pracować nad sobą, by osiągnąć upragnioną harmonię w związku, nawet jeśli nie potrafi jej osiągnąć w pojedynkę; również ty,
niezależnie od tego, czy jesteś osobą poszukującą związku, pozostajesz w trudnej relacji od wielu lat lub nawet dekad, twój związek właśnie się
zakończył i szukasz odpowiedzi na nurtujące cię pytania czy też
znajdujesz się gdzieś pomiędzy tymi sytuacjami.
Skoro wszyscy mamy takie same potrzeby w relacjach, dlaczego miłość i związki romantyczne są tak skomplikowane? Otóż wcale nie muszą takie
być. Problem polega na tym, że żyjemy w świecie, w którym ludzie rzadko
bywają w kontakcie ze swoimi najsilniejszymi, a zarazem najbardziej
podstawowymi potrzebami. Większość z nas nigdy się nie nauczyła, jak je
nazywać; nie potrafimy też rozpoznawać ich na poziomie ciała -?czyli
tam, gdzie powstają. Bez świadomości własnych potrzeb i bez odpowiednich
słów bardzo trudno jest trafnie i autentycznie komunikować nasze
oczekiwania drugiej osobie. Równie trudne jest odpowiadanie na potrzeby
partnera, który nie umie nam jasno i szczerze powiedzieć, na czym mu
zależy -?nawet jeśli rozpaczliwie pragniemy go zadowolić.
Zastanów się, ile razy twój przyjaciel zapytał cię: "Czy czujesz, że w naszej relacji twoje emocje są traktowane poważnie?". Prawdopodobnie
nigdy. Tymczasem wzajemne uznanie emocji (wraz z wynikającym z niego
poczuciem zrozumienia) jest prawdopodobnie najważniejszym elementem
prawdziwie satysfakcjonującej przyjaźni. Ale nawet gdyby jakaś oświecona
dusza zadała ci kiedyś podobne pytanie, najpewniej bardzo trudno byłoby
ci na nie odpowiedzieć.
W związku pragniemy czuć, że nasze emocje są uznawane i akceptowane -
jest to jedna z kilku potrzeb niezbędnych do stworzenia
satysfakcjonującej relacji. Objaśniając potrzeby dotyczące przywiązania,
często zaczynam od prośby o dokończenie zdania "Aby czuć, że jesteśmy
sobie bliscy, potrzebuję...". Na przykład "Aby czuć, że jesteśmy sobie
bliscy, potrzebuję wiedzieć, że mam prawo odczuwać swoje emocje"; "Aby
czuć, że jesteśmy sobie bliscy, potrzebuję wiedzieć, że doceniasz mnie i moje wysiłki"; "Aby czuć, że jesteśmy sobie bliscy, potrzebuję wiedzieć,
że mnie szanujesz i cenisz"; "Aby czuć, że jesteśmy sobie bliscy,
potrzebuję wiedzieć, że moje potrzeby są dla ciebie ważne; albo "Aby
czuć, że jesteśmy sobie bliscy, potrzebuję wiedzieć, że potrafisz mnie
zrozumieć". W dalszej części książki opisuję potrzeby relacyjne bardziej
szczegółowo. Na razie skupmy się na tym, że aby związek był pełen
bliskości, satysfakcjonujący i harmonijny, każde z partnerów musi mieć
subiektywne poczucie, że jego potrzeby są zaspokajane.
Czym jednak jest "subiektywne poczucie"? Pomyśl o tym w ten sposób:
kiedy pojawia się głód, nie tylko o tym wiesz, lecz także to czujesz.
Twój umysł i ciało działają wspólnie: ciało doświadcza pewnych odczuć
fizycznych, a umysł nazywa je "głodem". Odkąd udało ci się opanować
sztukę mówienia, potrafisz nazywać głód, ponieważ ktoś -?przez
wielokrotne powtarzanie -?nauczył cię kojarzyć słowo "głodny" z uczuciem
głodu. Dlatego nie masz problemu z powiedzeniem: "Czuję głód" i stworzeniem planu działania, który sprawi, że doświadczysz uczucia
odwrotnego: sytości. Ta sama logika działa w odniesieniu do potrzeb
dotyczących przywiązania. Jeśli w dzieciństwie opiekowali się tobą
stosunkowo świadomi emocjonalnie dorośli, potrafili oni rozpoznawać
twoje subiektywne poczucie emocjonalnego cierpienia i pokazywali ci, jak
opisywać to doświadczenie słowami, tak samo jak uczyli cię łączyć
uczucie głodu ze słowem "głód". Mogli na przykład mówić: "Zrobiło ci się
przykro? Ale wiesz, że jesteś dla mnie ważny?" albo "Czujesz się teraz
niezrozumiana?". Jeśli twoi opiekunowie nie rozmawiali z tobą w ten
sposób, nie martw się -?nie jesteś jedyną taką osobą.
Chociaż na poziomie świadomości możesz nie wiedzieć, jakie są twoje
potrzeby w relacjach, twój układ nerwowy, czyli najbardziej pierwotna
część ciebie, dokładnie je zna i wywoła silną reakcję fizjologiczną,
jeśli nie zostaną one zaspokojone. Twoje ciało może się wówczas stać
napięte, twój oddech płytszy, a twoje serce zacznie bić szybciej. Jeśli
natomiast twoje potrzeby będą zaspokojone, twój układ nerwowy doświadczy
ciepła i ukojenia (a przynajmniej braku napięcia) i zasygnalizuje, że
nic ci nie zagraża. Takie poczucie bezpieczeństwa to czyste dobro.
Zgodnie z teorią przywiązania każde ludzkie zachowanie wynika z pragnienia doświadczenia, utrzymania, zdobycia lub odzyskania bliskości
i bezpieczeństwa w relacji z ukochaną osobą. W związkach, w których
brakuje bezpiecznego przywiązania, dysfunkcyjne zachowanie stanowi
nieudaną próbę dążenia do zaspokojenia potrzeb danej osoby. Kiedy nasze
potrzeby są zaspokojone, czujemy się bezpieczni, a to stwarza bezpieczną
przestrzeń w naszej relacji. Za każdym starciem, każdą kłótnią i pasywno-agresywną uwagą, za każdym atakiem i mściwym milczeniem stoi
niezaspokojona potrzeba bliskości i bezpiecznego przywiązania. Z tej
książki dowiesz się dużo więcej o takich nieudanych dążeniach -
zaczniesz rozumieć, dlaczego partner na ciebie krzyczy, choć próbuje się
do ciebie zbliżyć, albo milknie w środku kłótni, starając się chronić
związek. Nie usprawiedliwiam ani nie lekceważę tych zachowań -?uważam
jednak, że rozumienie ich w świetle teorii przywiązania jest kluczem do
wspólnego znalezienia lepszych sposobów osiągania ważnych celów w relacji.
Uświadomienie sobie tego, jak problemy z przywiązaniem wpływają na nasze
relacje, to jednak za mało. Droga do bezpiecznego stylu przywiązania
uczy, co jeszcze musimy robić, aby tworzyć zdrowsze związki. To
książkowa terapia par, która powstała po to, by pomóc czytelnikom
przejść tę samą drogę, w której na co dzień towarzyszę swoim pacjentom.
Czy możesz z niej skorzystać, jeśli nie jesteś w związku? Oczywiście!
Zamieszczone w niej treści są uniwersalne. Możesz użyć wiedzy, którą się
z tobą podzielę, aby zrozumieć, jak twoje dziecięce doświadczenie
przywiązania odbiło się na już zakończonych relacjach i jak może wpłynąć
na przyszłe związki. Możesz też wykorzystać tę wiedzę, aby poprawić
relację ze sobą. W końcu dbanie o siebie i rozwój osobisty przynoszą
korzyści nie tylko tobie, lecz także twoim relacjom partnerskim.
Wiadomości zawarte w tej książce będą przydatne, jeśli chcesz zwiększyć
świadomość własnych potrzeb i oczekiwań wobec partnera oraz dowiedzieć
się, jak dawać ukochanej osobie wszystko co najlepsze od siebie.
Niezależnie od tego, czy jesteś w związku, czy nie, potraktuj tę lekturę
jako instrukcję obsługi związków napisaną z perspektywy teorii
przywiązania. Wszystkie związki na pewnym poziomie pozostają pod wpływem
energii przywiązania i -?jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało -
jestem przekonana, że ta książka pomoże każdemu, kto chce się nauczyć
tworzyć szczęśliwe więzi.
Jeśli w okresie dorastania towarzyszyło ci subiektywne poczucie, że
twoje potrzeby są zaspokajane przez rodziców lub opiekunów, w dorosłym
życiu prawdopodobnie przyciągają cię ludzie, którzy wiedzą, jak zadbać o twoje potrzeby. Ty zaś wiesz, jak zadbać o nich -?robisz to intuicyjnie.
Twój układ nerwowy podpowiada ci, co jest dobre, a ty ufasz swoim
odczuciom. Twój styl przywiązania jest bezpieczny i tworzysz związki
polegające na bezpiecznym przywiązaniu. Takie osoby znajdą w książce
szczegółową wiedzę na temat źródeł swojego bezpiecznego stylu
przywiązania i możliwości czerpania jeszcze większej satysfakcji ze
związku. Bezpieczne przywiązanie stanowi spektrum -?żadna para nie ma
idealnej relacji, a stresujące sytuacje życiowe czasami utrudniają
partnerom otwieranie się przed sobą nawzajem, co może oddziaływać na ich
więź. Uważam, że im więcej wiemy na temat funkcjonowania naszego
związku, tym lepiej jesteśmy przygotowani do radzenia sobie z nieuchronnymi wyzwaniami; a poza tym wszyscy mamy zdolność i możliwości
dalszego rozwoju.
Jeśli natomiast w okresie dorastania zazwyczaj brakowało ci potrzebnego
wsparcia i przestrzeni na wyrażanie własnych uczuć; jeśli towarzyszyło
ci poczucie, że nikt cię nie docenia, nie zauważa, nie słucha i nie
rozumie; jeśli cię zawstydzano, umniejszano twoją wartość lub odsuwano
twoje potrzeby na dalszy plan, prawdopodobnie wchodzisz w związki, które
na początku wydają się dobre, z czasem jednak stają się źródłem
mniejszych lub większych cierpień. Jeśli tak jest, ty i twój partner
wykazujecie pozabezpieczny styl przywiązania (większość ludzi o pozabezpiecznym stylu przywiązania łączy się w pary z podobnymi osobami)
i tkwicie w związku, który się nie rozwija. Prawdopodobnie masz pełną
świadomość, jak wiele bólu może sprawiać bycie w takiej relacji,
szczególnie w kontekście konfliktów i trudności komunikacyjnych.
Jednocześnie masz prawo nie wiedzieć, jak można się czuć w związku
polegającym na bezpiecznym przywiązaniu. Wierz mi, nie jesteś jedyną
taką osobą. Statystyki mówią, że przynajmniej 50% populacji wykazuje
pozabezpieczny styl przywiązania.
Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz przez resztę życia funkcjonować
w ten sposób -?nie musisz wciąż odczuwać niepokoju, złości i zagubienia,
które wywołuje twój nadaktywny układ nerwowy. Nie musisz też wyrzekać
się swojego wrodzonego pragnienia więzi i bliskości z partnerem; twoja
bardzo ludzka potrzeba zdrowego przywiązania może zostać zaspokojona. Ta
książka pomoże ci zrozumieć, jaki jest twój typ pozabezpiecznego stylu
przywiązania, dlaczego jest właśnie taki i jak powstawał, a także jak
możesz nawiązać bezpieczną relację ze sobą i swoim partnerem. Jeśli
odczuwasz samotność nawet w towarzystwie albo masz wrażenie, że coś jest
z tobą nie tak, możesz to zmienić. Możesz stworzyć związek, który będzie
satysfakcjonujący i pełen bliskości. Wiem, że to prawda, ponieważ
codziennie pomagam parom przejść podobną transformację.
Kiedy postanowiłam zostać terapeutką, stanowczo nie chciałam pracować z parami. Po uzyskaniu tytułu magistra z powodzeniem pomagałam klientom
indywidualnym. Aby jednak zdobyć certyfikat terapeuty, musiałam
wypracować określoną liczbę godzin z parami. Umówiłam więc pierwszą
sesję z klientami i czułam się trochę (a właściwie bardzo) zniechęcona;
nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak trudna jest terapia par i jak
wiele rzeczy trzeba brać pod uwagę w czasie jej prowadzenia. Mimo
zniechęcenia wiedziałam, że to dla mnie wyzwanie, a wyzwania sprawiają,
że się rozwijam. Po tygodniu od tamtej pierwszej sesji poleciałam z Los
Angeles, gdzie wtedy mieszkałam, do Bozeman w stanie Montana, gdzie
odbywało się podstawowe szkolenie z zakresu terapii par skoncentrowanej
na emocjach (ang. Emotion-Focused Therapy for Couples, EFT) -?metody
terapeutycznej opartej na teorii przywiązania opracowanej przez dr Sue
Johnson.
Chociaż szkolenie to było zaledwie wstępem do mojej wieloletniej nauki -
setek godzin dodatkowych kursów, indywidualnej superwizji i doświadczenia klinicznego -?wróciłam do Los Angeles pełna entuzjazmu.
Odkryłam bowiem moc EFT i niewiarygodną skuteczność posługiwania się
teorią przywiązania w terapii oraz podpowiadania parom konkretnych
strategii i słów zapewniających bezpieczeństwo emocjonalne. Podczas
pierwszej sesji terapii par po powrocie z tamtego szkolenia byłam
świadkiem, jak w ciągu zaledwie godziny dzięki pracy z teorią
przywiązania zaczyna się tworzyć nowa więź między klientami.
Zrozumiałam, ile satysfakcji może mi dawać świadomość, że para opuszcza
mój gabinet z większym poczuciem wzajemnej bliskości i bezpieczeństwa
niż na początku naszego spotkania. Praca z parami w paradygmacie teorii
przywiązania umożliwia mi częste doświadczanie tej radości.
Po powrocie z pierwszego szkolenia EFT przestałam przyjmować zgłoszenia
od klientów indywidualnych i oficjalnie zaczęłam się specjalizować w terapii par.
W terapii skoncentrowanej na emocjach uwielbiam to, że jej celami są w równym stopniu wspieranie zdrowienia każdej z osób w związku, jak i naprawa ich wzajemnej relacji. Doceniam także to, że pracując z parami,
zamiast po spotkaniu odsyłać klientów do partnerów, którzy nie
towarzyszą im w rozwoju, żegnam się z nimi, wiedząc, że wrócą do domu
razem jako para mająca wspólne doświadczenie terapii, głębszą więź ze
sobą nawzajem i dobre umiejętności komunikacyjne.
Podróż, którą odbywam z parami podczas wspólnej terapii, jest podobna do
drogi, którą przejdziemy razem na stronach tej książki. Na początku chcę
poznać historię przywiązania każdego z partnerów. Interesują mnie
szczególnie ich relacje z opiekunami w dzieciństwie. Część 1 niniejszej
książki ma imitować ten etap procesu terapeutycznego, abyście mogli
lepiej -?przez pryzmat teorii przywiązania -?zrozumieć, jakie
doświadczenia z przeszłości wnosi do związku każde z was. Aby pomóc wam
zaangażować się w to zadanie, zamieściłam w książce wiele przykładowych
historii par, z którymi pracowałam (przytoczone historie są autentyczne,
choć imiona i większość szczegółów mogących umożliwić identyfikację
klientów zostały zmienione, a niektóre przykłady stanowią kompilację
doświadczeń różnych osób).
W części 2 odkryjesz, jak przeszłość każdego z was oraz wasza obecna
sytuacja oddziałują na siebie, tworząc powtarzające się negatywne
schematy komunikacji. Dowiecie się, czym są i jak działają takie
negatywne wzorce komunikacji i zachowań oraz jak je zauważać. Następnie
wspólnie się zastanowimy, jak zapobiegać odtwarzaniu negatywnych
schematów komunikacji i jak je przerywać. Podpowiem ci też, jak naprawić
sytuację, gdy schemat mimo wszystko się pojawił. W tej części
przedstawiam strategie umożliwiające tworzenie środowiska sprzyjającego
więzi -?przestrzeni, w której osłabną wasze konflikty, powstaną
nierozerwalne więzi i rozwiązania waszych problemów.
W części 3 opisuję pewne trudności niezależne od partnerów, które mogą
wpływać na negatywne schematy komunikacji, powodując zaostrzenie
konfliktów lub zakłócając ich rozwiązywanie. Podejmuję zarówno tematy
uniwersalne takie jak seks, jak i zagadnienia bardziej szczegółowe,
związane m.in. z traumą i uzależnieniami. Podpowiadam, jakie zmiany
wprowadzić, jeśli nie widzicie oczekiwanych rezultatów, i przytaczam
konkretne słowa, których możecie użyć podczas trudnych rozmów.
Po wielu latach kariery terapeutki par postanowiłam założyć konto na
Instagramie, aby dzielić się wiedzą i inspiracjami, a także by
strategie, które proponuję swoim klientom, dotarły do większego grona.
Na profilu @thesecurerelationship publikuję informacje, z których może
skorzystać każda para, niezależnie od tego, czy jest w terapii, czy nie.
Przykładowe tematy moich postów to "Czy jesteś dostępny emocjonalnie?",
"Gdy twój partner potrzebuje bliskości" czy "Gdy słowo "przepraszam" to
za mało". W książce zamieściłam podobne grafiki i praktyczne plany
działania, aby pomóc ci w sprawnym wdrażaniu moich porad w życie. Moje
posty w mediach społecznościowych stanowią skrótowe opracowanie
poszczególnych tematów. W książce omawiam je dokładniej, ale rady,
których tu udzielam, są równie łatwe do zastosowania w praktyce.
Lektura tej książki nie da ci pewności, że twój związek stał się lepszy.
Dzięki niej zdobędziesz za to umiejętność odnajdywania, rozpoznawania i odtwarzania wspólnych chwil pełnych poczucia bliskości i bezpieczeństwa.
Dowiesz się, jak postępować, by te doświadczenia stały się podświadomym
spoiwem twojego związku i były w nim zawsze obecne, niezależnie od tego,
czy jesteście na romantycznych wakacjach, rozwiązujecie trudny problem,
czy po prostu wykonujecie codzienne obowiązki, nie myśląc wcale o waszej
relacji. Każde z was zadba również o swój rozwój wewnętrzny, aby czuć
się bezpiecznie i pewnie we własnej skórze, co poprawi jakość wszystkich
waszych relacji. Oto podstawa prawdziwej więzi. Oto droga do
bezpiecznego stylu przywiązania.
Rozdział 1. Problem ukryty pod problemem
Rozdział 1
Problem ukryty pod problemem
-?Cześć, cieszę się, że już jesteś -?mówi Jen do swojego męża Andrew,
gdy ten wchodzi do domu i kładzie klucze na stole, aby się z nią
przywitać. -?Ale znowu położyłeś klucze na stole. Sto razy ci mówiłam,
żebyś odwieszał je na haczyk. To jest haczyk na klucze i klucze mają być
tam, a nie na stole.
-?Mówisz poważnie? -?odpowiada Andrew. -?Ledwie zdążyłem wejść do domu.
Prawie zawsze odwieszam klucze. Naprawdę musisz się mnie czepiać, gdy
tylko wracam?
-?Prawie zawsze? Chyba prawie nigdy -?mówi Jen. -?Może dla ciebie to
drobiazg, ale dla mnie to bardzo ważne. Tylko ja sprzątam w tym domu!
Być może zdarzyło ci się słyszeć o "problemie zastępczym", szczególnie,
jeśli uczestniczysz w terapii. Kiedy partnerzy się kłócą -?o pieniądze,
o wychowanie dzieci, o to, gdzie zamieszkać, o teściów, seks czy
wynoszenie śmieci -?ich konflikt w rzeczywistości niemal nigdy nie
dotyczy tematu kłótni. Nie zrozum mnie źle: te tematy są ważne. Ktoś
musi wynieść śmieci, rachunki same się nie zapłacą, dzieci potrzebują
opieki, a bycie wobec siebie w porządku ma duże znaczenie. Większym
problemem jest jednak to, co przeszkadza w rozwiązywaniu codziennych
sporów w sposób, który nie naruszałby więzi między partnerami. Dopiero
gdy zajmiemy się tym większym, ukrytym problemem, przepracowanie tych
drobnych stanie się możliwe. Ten "większy problem" prawie zawsze ma
związek z komunikacją, co widzimy w przytoczonej powyżej kłótni typowej
dla Andrew i Jen.
Często ma ona ciąg dalszy:
-?Daj mi spokój, Jen -?wzdycha Andrew. -?Choćbym nie wiem, jak dużo
robił, zawsze znajdziesz sobie powód do narzekania. Już nie pamiętasz,
że w weekend posprzątałem garaż? A teraz masz pretensje o klucze na
stole?
-?Czemu zawsze ja jestem winna? -?pyta coraz bardziej zdenerwowana Jen.
-?Czemu nie możesz po prostu przyznać się do błędu? Albo zrobić tego, o co proszę?
-?Bo zachowujesz się nieracjonalnie! -?wybucha Andrew.
Jen jest wściekła.
-?Czemu nie możesz być taki jak mąż mojej siostry? On ją naprawdę
wspiera!
Andrew, chcąc powstrzymać eskalację kłótni, zmienia taktykę:
-?Dobra, już odwieszam te klucze. Możemy o tym zapomnieć?
Jen tego nie kupuje. Zarzuca mężowi, że traktuje ją protekcjonalnie.
-?Poddaję się -?mówi Andrew. -?Nie można cię zadowolić, gdy wpadasz w te
swoje nastroje.
Mężczyzna wychodzi z pokoju, zostawiając urażoną Jen samą.
Przypuszczam, że potrafisz się postawić w sytuacji tej pary, nawet jeśli
kłótnie w twoim związku dotyczą czegoś zupełnie innego. Rozmowa Andrew i Jen zaczęła się od kluczy, ale w ciągu kilku minut przerodziła się w zaciekłą emocjonalną bitwę, w której wykorzystano takie strategie, jak
obwinianie i zawstydzanie partnera, przyjmowanie postawy obronnej,
krytykowanie i zmiana tematu. Sytuacja zakończyła się ciszą bardziej
ogłuszającą niż sama kłótnia. Andrew i Jen zapewne wkrótce nie będą
nawet pamiętać, o co poszło. Zapamiętają natomiast to, jak się czuli:
źli, niezrozumiani, samotni, niedoceniani, niezauważani.
Resztę wieczoru Andrew i Jen spędzili osobno. Następnego dnia, gdy
ochłonęli, a napięcie między nimi się zmniejszyło, zatęsknili za sobą i próbują znów się do siebie zbliżyć. Zachowują się poprawnie, ale mimo że
klucze są na swoim miejscu, rozżalenie i wzajemne pretensje naruszyły
silną więź między partnerami. Jen i Andrew nie chcą wracać do tamtej
rozmowy ze strachu przed ponownym wybuchem emocji. Chociaż kłótnia się
skończyła, konflikt nie został rozwiązany.
Takie lub podobne sytuacje są zaskakująco częste w związkach. Kiedy
jednak dotyczą nas samych, łatwo odnieść wrażenie, że jesteśmy jedyni -
że to tylko nasza relacja jest skazana na porażkę; że tylko z nami jest
coś nie tak. Jestem tu po to, by ci powiedzieć, że to nieprawda.
Nieustannie spotykam osoby z podobnymi problemami. Ty i twój partner nie
jesteście sami.
Być może ten rodzaj konfrontacji zdarzał się wam w przeszłości, ale już
się nie zdarza -?kiedyś dochodziło między wami do kłótni, ale was to
zmęczyło i się poddaliście. Teraz zamiast się kłócić, ty i twój partner
po prostu istniejecie we wspólnej przestrzeni. Żyjecie w stanie
przewlekłego emocjonalnego oddzielenia, przerywanego okresami napięć.
Być może pozornie różnicie się od Jen i Andrew -?zamiast krzyczeć na
siebie z powodu źle odłożonych kluczy, w milczeniu odwieszacie je na
haczyk. Pary żyjące "obok siebie" są jednak równie mocno uwikłane w swój
konflikt. Różnica polega na tym, że zamiast zajmować się problemami w emocjonalny sposób, przestają się angażować. Rezultaty w obu przypadkach
są takie same: prawdziwe problemy nie są rozwiązywane i narasta wzajemna
niechęć, która niszczy więź.
To właśnie te dwie sytuacje -?ciągła eskalacja konfliktu lub utrzymujący
się brak zaangażowania partnerów -?zwykle powodują, że pary zgłaszają
się do mnie po pomoc. Gdy siadają na kanapie naprzeciwko mnie, ich
relacja jest już w tak złym stanie, że oboje stwierdzają, iż do siebie
nie pasują.
Dobra wiadomość jest taka, że w większości przypadków problem wcale nie
tkwi w niedopasowaniu partnerów. Zwykle rozwiązaniem jest wykorzystanie
komunikacji do tworzenia przestrzeni sprzyjających więzi i bliskości.
Andrew i Jen, tak jak wiele par, potrzebują sposobów na nawiązanie
lepszego kontaktu ze sobą nawzajem.
Prawdziwy problem
Miliony par -?jak Jen i Andrew -?żyją w błędnym kole konfliktu. Nie
musisz żyć w podobnym, tradycyjnym, heteroseksualnym związku, aby móc
utożsamić się z ich sytuacją. Może jesteś osobą heteroseksualną, ale
mieszkasz w Indiach, Niemczech lub Argentynie i twój związek ma inne
zabarwienie kulturowe niż większość przykładowych relacji w tej książce.
Może należysz do społeczności LGBT+, a może nie da się opisać twojego
związku inaczej niż jako relacji dwóch osób, które się kochają i chcą,
aby ich związek był udany. Każdy przykład opisany w tej książce jest
konkretny, a jednocześnie uniwersalny. Wszyscy mamy własne problemy i żyjemy w określonych okolicznościach, ale niezależnie od naszej
orientacji seksualnej, od tego, czy jesteśmy w pierwszym, czy trzecim
małżeństwie, czy może w związku nieformalnym, dynamika relacji
romantycznych pozostaje podobna. Prawda jest bowiem taka, że warunki
zewnętrzne mają dużo mniejsze znaczenie niż nasz stan emocjonalny.
Partnerzy tacy jak Jen i Andrew mogą się spierać o sposoby wychowywania
dzieci, kłócić się o finanse lub zupełnie przestać się angażować,
ponieważ tak bardzo się od siebie oddalili. Niektóre pary, by rozwiązać
problem, czytają książki, uczą się stosować komunikaty JA i lepiej
stawiać granice. Strategie te działają jako tymczasowe plastry na ranę,
nie można jednak trwale zatrzymać powierzchownych kłótni, jeśli nie
dotrzemy do pierwotnego źródła konfliktu. Tym źródłem niemal zawsze jest
pozabezpieczny styl przywiązania.
Przywiązanie oznacza jakość naszej więzi z najważniejszymi osobami w życiu i ujawnia się podczas każdej naszej interakcji. Osoby, które są w relacji polegającej na bezpiecznym przywiązaniu, oczekują od siebie
nawzajem emocjonalnego wsparcia. W praktyce oznacza to na przykład, że
wiedzą, iż są dostrzegane i rozumiane, czują się akceptowane i doceniane; mają pewność, że mogą uzyskać wsparcie, gdy go potrzebują.
Najsilniejsze przywiązanie istnieje pomiędzy rodzicami i małymi dziećmi
oraz między romantycznymi partnerami, ponieważ rodzice i partnerzy to
osoby, na których polegamy przez większość życia. W związkach
romantycznych więzi mają charakter wzajemnie symetryczny (w przeciwieństwie do relacji rodzic-dziecko, w których dorosły jest
odpowiedzialny za dobrostan dziecka, ale ono nie odpowiada za
zaspokajanie potrzeb rodzica) i są najsilniejsze, gdy potrzeby bliskości
i bezpieczeństwa każdej ze stron są zaspokojone. Potrzeby relacyjne
omawiam szczegółowo w kolejnym rozdziale. Ogólnie jednak chodzi o to, że
w związkach polegających na bezpiecznym przywiązaniu partnerzy potrafią
prosić się wzajemnie o wsparcie, odpowiadać na potrzebę wsparcia i bliskości wyrażaną przez drugą osobę, a także rozwiązywać konflikty w atmosferze emocjonalnego bezpieczeństwa. Dają i przyjmują miłość, a gdy
pojawiają się trudności, walczą zgodnie z zasadą fair play. Wszystko
to sprawia, że czują się pewnie i bezpiecznie w swojej relacji.
Romantyczne przywiązanie nie istnieje w próżni, ponieważ zarówno ty, jak
i twój partner wnieśliście do związku bagaż relacji z dzieciństwa i dorosłości (lub nastoletniości), które was ukształtowały. Nikt nie może
przed tym uciec; różni nas tylko stopień, w jakim przeszłość oddziałuje
na nasze obecne związki. Taki bagaż z przeszłości nie jest jednoznacznie
negatywny; jest po prostu czymś, co nosimy w sobie. Nawiązujemy relacje
z określonym poziomem zaufania do ludzi i siebie samych, z zaspokojonymi
lub niezaspokojonymi potrzebami z dzieciństwa. Wnosimy do relacji swoje
schematy komunikowania się, przekonania na swój temat, sposoby radzenia
sobie z emocjami i wyuczone zachowania. Przyciągamy ludzi będących mniej
więcej na tym samym poziomie rozwoju emocjonalnego, nawet jeśli
przejawia się on u nich inaczej. Pozabezpieczne przywiązanie stanowi
spektrum i chociaż zawsze istnieją wyjątki, twój stopień niepewności w relacji prawdopodobnie jest zbliżony do poziomu niepewności twojego
partnera. Ta niepewność nie odnosi się jednak wyłącznie do twojego
obecnego związku -?twoja przeszłość zawsze będzie mieć wpływ na
teraźniejszość.
Kiedy kłótnie eskalują w taki sposób, jak w związku Jen i Andrew,
oznacza to, że para mierzy się z pozabezpiecznym przywiązaniem.
Partnerzy poprzez kłótnie wyrażają, jak bardzo potrzebują siebie
nawzajem i jak trudne jest dla nich poczucie zagubienia, samotności i emocjonalnego odłączenia od ukochanej osoby. Wykorzystują codzienne
motywy -?klucze, rachunki, rodzicielstwo i tak dalej -?jako kod do
mówienia o swoich lękach i niezaspokojonych potrzebach, których nie
potrafią wyrazić wprost. Następnie, aby uchronić się przed cierpieniem
wynikającym z nieotrzymywania tego, czego potrzebują, partnerzy
przyjmują "postawy obronne" -?stosują strategie takie jak głośne
protesty, wychodzenie z pokoju, zamykanie się w sobie -?aby za wszelką
cenę nie okazać słabości i uniknąć emocjonalnego bólu. Tu pojawia się
jednak problem: chroniąc się przed cierpieniem, sabotują rozwój więzi.
Mając w pamięci wszystkie te informacje, przyjrzyjmy się kłótni Jen i Andrew z nowej perspektywy.
Andrew wraca do domu zadowolony, że spędzi wieczór z Jen. Kiedy żona
karci go za nieodwieszone klucze, mężczyzna czuje się zniechęcony, tak
jakby znowu popełnił błąd. W dzieciństwie matka dawała mu odczuć, że
"niczego nie potrafi zrobić dobrze" -?teraz Jen uderza więc w czuły
punkt. Ciało Andrew się napina. Jego podświadomość podpowiada: "Może
jeśli przekonam Jen, że nie jestem złym facetem, nie będę musiał znowu
czuć się jak nieudacznik -?przecież nie powinienem się tak czuć, skoro
bardzo się staram, by wszystko było tak, jak ona chce". Dlatego Andrew
zaczyna się bronić.
Jen również się cieszy na spotkanie z Andrew. Wróciła do domu wcześniej
i posprzątała dom, aby móc odpocząć razem z mężem. Utrzymywanie porządku
to dla niej forma zadbania o siebie. Jen wie, że Andrew nie podziela jej
standardów, ale mimo to chciałaby czuć jego wsparcie w drobnych
obowiązkach. Powtarza sobie, że nie prosi o wiele. Kiedy widzi, jak
klucze lądują na blacie stołu, odzywa się jej rana z dzieciństwa -
poczucie, że jest niezauważana, nikt jej nie wspiera i nie odpowiada na
jej potrzeby. Jen mówi sobie: "Tak bardzo się starałam, żeby mnie
posłuchał. Wie, jak bardzo to dla mnie ważne, więc najwyraźniej mu nie
zależy". Kobieta rozpaczliwie próbuje sprawić, by Andrew zrozumiał, o co
naprawdę chodzi, i zaczął ją wspierać.
Jen i Andrew się miotają, próbując dotrzeć do siebie nawzajem. Ona
pragnie wiedzieć, że mężowi na niej zależy; że Andrew dostrzega i akceptuje jej uczucia. On oczekuje potwierdzenia, że żona nie tylko
uważa go za wartościowego, lecz także ufa, iż jego miłość i troska o nią
są prawdziwe. A jednak niezależnie od tego, jak bardzo się starają, nie
potrafią się porozumieć. Oboje utknęli w swoich postawach obronnych,
walcząc o coś, co aktualnie wydaje im się sprawą życia lub śmierci: o bezpieczne przywiązanie. Ich celem jest utwierdzenie się w pozornie
banalnym przekonaniu: "Jestem kochany i rozumiany. Jeśli się do ciebie
zwrócę, wesprzesz mnie i potwierdzisz, że robię wszystko, jak należy".
Mimo to odpychają się wzajemnie, co wzmacnia ich lęk przed utratą więzi.
Ostatecznie Jen i Andrew się godzą, a przynajmniej przestają się kłócić.
Ich więź jednak ucierpiała, a oni nie wiedzą, jak ją naprawić. Ten sam
konflikt będzie powracał według stałego schematu dopóty, dopóki
małżonkowie nie nauczą się lepiej komunikować podczas kłótni.
Wyobraź sobie, że prowadzisz rozmowę ze swoim partnerem -?obecnym, byłym
albo nawet z przyszłym. Omawiacie stresującą sytuację w pracy. Gdy
kończysz objaśnianie problemu, partner mówi ci, że się mylisz -?że
zamiast narzekać, musisz się cieszyć, że w ogóle masz pracę. Próbujesz
protestować, ale partner zarzuca ci przewrażliwienie.
Co czujesz? Niezrozumienie? Zagubienie? Dezorientację? A może
doświadczasz wszystkich tych uczuć naraz?
Jakie reakcje swojego ciała zauważasz? Większość ludzi w takich
sytuacjach odczuwa ucisk w klatce piersiowej lub w gardle. Niektórzy
mówią o osłupieniu i zaskoczeniu. Tak odczuwamy naruszenie przywiązania.
Kiedy takich sytuacji jest w związku dużo, nabieramy przekonania, że nie
możemy liczyć na wsparcie partnera. Jeśli takie problemy nie są na
bieżąco rozwiązywane, osłabiają już i tak niepewną więź.
Niektórzy czytelnicy zmagają się z poważniejszymi problemami niż ten
dotyczący odkładania kluczy na miejsce, m.in. z niewiernością,
przewlekłą chorobą fizyczną lub psychiczną, funkcjonowaniem w rodzinie
patchworkowej, wojną, uzależnieniami, konfliktami z dalszą rodziną. Nie
mogę zmienić dla was rzeczywistości, mogę jednak pomóc wam znaleźć
sposób na ochronę waszego związku przed negatywnym wpływem okoliczności
-?mam nadzieję, że razem nam się to uda. Dlaczego bezpieczne
przywiązanie jest szczególnie ważne, gdy życie rzuca nam kłody pod nogi?
Ponieważ świadomość silnej więzi i wsparcie, które partnerzy czerpią z relacji polegającej na bezpiecznym przywiązaniu, pomagają im czuć się
osobami pewnymi siebie, kompetentnymi i odpornymi psychicznie. Jeśli
pragniecie uleczyć swoje dawne rany i naprawić błędy, chciałabym pomóc
wam zrozumieć, na czym polega ten proces. Pewne doświadczenia wciąż
pozostaną dla was trudne, ale wasz związek nie musi taki być. Przeciwnie
-?może się stać źródłem siły i wsparcia podczas mierzenia się z życiowymi wyzwaniami. Ty i twój partner możecie się nauczyć stawiać
czoła światu jako drużyna.
Nie mówię, że wszystkie pary powinny dążyć do bycia razem za wszelką
cenę. Wcale tak nie uważam. Niektóre trudności okazują się zbyt trudne
do pokonania. Czasami problem, który wysuwa się na pierwszy plan, jest
problemem prawdziwym, a nie zastępczym. Zdarza się, że między partnerami
dochodzi do nieporozumień, które rzeczywiście niszczą związek; że nie ma
miejsca na kompromis. Kochają się, ale jedno z nich pragnie dzieci, a drugie ich nie chce; jedno planuje zamieszkać w dużym mieście, a drugie
nie wyobraża sobie życia w metropolii; jedno nie potrafi wybaczyć
zdrady, drugie twierdzi, że czas o tym zapomnieć i żyć dalej. Czasami
ludzie naprawdę do siebie nie pasują albo ich zranienia są tak poważne,
że odbudowanie zaufania staje się niemożliwe. O tym, co robić w tego
typu sytuacjach, piszę w dalszej części książki. Teraz chciałabym tylko
podkreślić, że niektóre pary rzeczywiście mierzą się z problemami nie do
pokonania.
Można założyć, że wszystkie okoliczności wpływające na parę mają równe
znaczenie, a mimo to niektórzy sobie z nimi radzą, a inni nie. Co więc
robią inaczej partnerzy, którym udaje się przetrwać i rozwijać? Na ich
sukces wpływają różnorodne czynniki, z pewnością jednak pary te wiedzą,
jak unikać negatywnych schematów komunikacji, podobnych do tego, w który
wpadli Andrew i Jen. To już wystarczy, by zwiększyć ich szanse na
powodzenie. Żadne jednorazowe zdarzenie nie może całkowicie zniszczyć
związku. Negatywne schematy komunikacji -?zdecydowanie mogą.
Bezpieczna miłość
Wróćmy do ćwiczenia, w którym opowiadasz partnerowi o stresującym
problemie w pracy. Wyobraź sobie, że opisując sytuację, masz pewność, że
partner naprawdę uważnie cię słucha. Zapewnia cię, że twoje uczucia są
słuszne i zrozumiałe.
Jak się czujesz? Prawdopodobnie masz poczucie, że partner cię rozumie,
zauważa i docenienia; wiesz, że ktoś się tobą opiekuje.
Co zauważasz w ciele? Kiedy prowadzę warsztaty i proszę uczestników o wykonanie tego ćwiczenia, słyszę wiele podobnych odpowiedzi: wewnętrzne
ciepło, zmniejszenie napięcia, rozluźnienie ramion. Usiądź wygodnie i przez chwilę wsłuchaj się w swoje ciało. Wyobraź sobie zatroskaną twarz
partnera, gdy słucha twojej opowieści. Zauważ, co się dzieje w twoim
wnętrzu. To właśnie doświadczenie bezpiecznego przywiązania.
Zadowolenie ze związku jest uzależnione od bezpiecznego przywiązania.
Partnerzy, którzy mają bezpieczną więź, są dla siebie wiarygodnym
źródłem bliskości, wsparcia i ukojenia. Podczas konfliktu są mniej
negatywnie nastawieni i reagują w bardziej stonowany sposób. Potrafią
utrzymać w umyśle pozytywny obraz drugiej osoby nawet w trudnych
chwilach i okazują sobie nawzajem więcej ciepła i czułości niż pary o pozabezpiecznym przywiązaniu. Nawet ich wyrazy twarzy są mniej wrogie.
Mają też większą pewność, że przetrwają konflikt bez naruszania łączącej
ich więzi. Chociaż wszystkie pary doświadczają konfliktów, parom o bezpiecznym przywiązaniu zdarza się to rzadziej, ponieważ mają one
mniejszą skłonność do postrzegania potknięć drugiej osoby jako oznak
odrzucenia. Wynika to częściowo z wysokiej samooceny każdego z partnerów
jako jednostki.
W bezpiecznym związku każde z partnerów prezentuje się jako najlepsza
wersja siebie, ale nie po to, by otrzymać coś w zamian, lecz z miłości i pragnienia więzi. Partnerzy w takich relacjach dzielą się ze sobą
nawzajem różnymi myślami i emocjami oraz reagują na swoje wyznania z czułością i wrażliwością. Starają się zaspokoić potrzebę kontaktu
seksualnego i bliskości fizycznej partnera, nawet jeśli jest ona inna
niż ich własna. Każde z partnerów jest skłonne ponosić odpowiednie
ofiary dla dobra związku. Każde z nich wspiera potrzebę autonomii
partnera oraz rozwój jego zainteresowań, których nie podziela. Każde
ponosi odpowiedzialność za swoją część pracy nad utrzymywaniem bliskiej
relacji i stara się być osobą, którą partner pragnie kochać. Pracują nad
obustronnym zrozumieniem i akceptowaniem uczuć. Asekurują się nawzajem i mierzą się z życiem jako drużyna. Dobrze się razem bawią. Pary, które
łączy bezpieczne przywiązanie, podejmują trudne decyzje wspólnie -?w sposób, który może powodować rozczarowania, ale nie wzajemne urazy.
Stanowią dla siebie podstawowy system wsparcia, choć każde z partnerów
ma także systemy wsparcia poza związkiem.
Związki polegające na bezpiecznym przywiązaniu nie są idealne, ponieważ
idealne związki po prostu nie istnieją. W swojej pracy odkryłam jednak,
że partnerzy utrzymujący bezpieczną więź, nawet ci niemający ze sobą
wiele wspólnego, potrafią korzystać ze zdrowia swojej relacji, aby
znajdować sposoby na osiągnięcie porozumienia, również w sprawach, w których się nie zgadzają. Pary połączone bezpiecznym przywiązaniem na
ogół doświadczają stałej bliskości z partnerem i spokoju w relacji. Nie
zawsze myślą o partnerze (choć kiedy to robią, myśli te są głównie
pozytywne -?co jest naturalną konsekwencją zaspokojenia potrzeb w związku) i nie poświęcają całego swojego czasu na aktywną pracę nad
związkiem i rozmowy o nim. Wiedzą natomiast, jak po prostu być ze sobą.
Są świadomi tego, że nie ma ideałów, i dlatego stawiają sobie
realistyczne cele, będące ich własną wersją ideału.
Jak to osiągnąć?
Część z nas tworzy związki, w których przez większość czasu panuje
poczucie bliskości i więzi, kiedy jednak pojawiają się trudności,
dochodzi do burzliwych kłótni. Niektórzy są w relacjach naznaczonych
nieustannym poczuciem napięcia, które od czasu do czasu przybiera na
sile. Inni kłócą się rzadko, ale czują, że ich więź z partnerem nie jest
tak bliska, jak by sobie życzyli. Jeszcze inni doświadczają własnego
specyficznego rodzaju dysfunkcji w związku. Niezależnie od okoliczności,
rozwiązanie jest jedno: zacznijcie się ze sobą komunikować werbalnie i niewerbalnie, stosując strategie opisane w tej książce. Korzystanie z nich w praktyce nauczy was skupiać się na tym, co was łączy; osiągniecie
upragnioną harmonię i zaczniecie rozwiązywać swoje bieżące problemy z większą łatwością. Tak wygląda droga do stworzenia bezpiecznego
przywiązania.
Aby tego dokonać, musimy ograniczyć to, co w waszym związku nie działa,
i budować go na tym, co może zadziałać. W kolejnych rozdziałach
przyjrzymy się temu, jak styl przywiązania każdego z partnerów ujawnia
się w twoim związku. Weźmiemy pod uwagę style przywiązania wykształcone
w dzieciństwie, które wówczas pomagały was chronić, a teraz mogą wymagać
zmian. Zastąpimy stare, niekonstruktywne zachowania nowymi i lepszymi,
które przyczynią się do rozwoju bliskości emocjonalnej. Nauczymy się
komunikować i odsłaniać przed sobą nawzajem czułe punkty, co jest sednem
naszej pracy. Jeśli pojęcie odsłaniania się wywołuje w tobie
zażenowanie, pamiętaj, że nie chodzi tu o dzielenie się przeżyciami w sposób dla ciebie nieautentyczny. Komunikacja, w której się odsłaniamy,
to przeciwieństwo komunikacji obronnej. Chodzi o wyznawanie sobie w odpowiednim czasie tego, co możemy; o podejmowanie ryzyka potrzebnego,
by pokazać się partnerowi w nowy sposób, z mniejszą dozą krytycyzmu i bez postawy obronnej, nawet jeśli na początku czujemy się z tym
niekomfortowo. Odsłanianie czułych punktów nas uzdrawia.
Prawdziwa zmiana w relacji może nastąpić na dwa sposoby. Pierwszy z nich
to działanie od góry do dołu, czyli zmiana zachowania w celu poprawy
atmosfery związku. Na tym koncentruje się wiele powszechnie dostępnych
form terapii par. Partnerom zaleca się mówienie i postępowanie w nowy
sposób -?podejmując te zmiany, tworzą oni bezpieczną przestrzeń i odkrywają zdrowe podstawy swojego związku. Drugi sposób zakłada
działanie od dołu do góry, a więc pracę bezpośrednio nad materią
przywiązania, z której wynika nasze zachowanie -?uzdrowienie tego, co
leży u podstaw związku, ma spowodować samoczynną zmianę zachowań
partnerów.
Który sposób jest lepszy? Żaden. Potrzebujemy obu.
Wyobraź sobie, że kłócisz się z ukochaną osobą. Aby zapobiec
katastrofie, rezygnujesz z dalszej wymiany zdań i wychodzisz. Masz
poczucie porażki; czujesz, że twoje słowa nie zostały wysłuchane. To
okropna sytuacja. Nie ma w niej nic pozytywnego. W danej chwili ta
strategia skutecznie chroni waszą relację przed skutkami krytyki,
wrzasków, wyzwisk, niekontrolowanych wybuchów emocji, wzajemnego
zawstydzania i ciskania gromów. Udało ci się zatem zapobiec jakiemuś
złu, ale jakim kosztem? Kosztem rozwiązania konfliktu i odzyskania
łączności z partnerem. Jeśli się na tym zatrzymasz, twój związek
ucierpi. Twój partner także poczuje się niewysłuchany, zignorowany i opuszczony. Jeśli więc oboje będziecie działać w ten sposób, bez
zagłębiania się w sedno konfliktu, prawdopodobnie nie uzdrowicie
relacji. Istnieje jednak kompromis między eskalacją kłótni a rezygnacją,
a jego podstawą jest bezpieczne przywiązanie. Jeśli uzupełnicie pracę
nad swoim zachowaniem o głębszą pracę dążącą do zrozumienia, dlaczego
przyjmujecie postawy obronne, i zaczniecie reagować z empatią na słowa i działania drugiej strony, zdołacie podejść do kłótni i siebie nawzajem z większą otwartością. Dopiero wtedy możliwe będzie stopniowe uzdrawianie
relacji, począwszy od pierwotnych przyczyn kłótni. Innymi słowy, dzięki
samej zmianie zachowania możemy powstrzymać niszczenie relacji, ale to
za mało, by stworzyć satysfakcjonujący związek; zmiana zachowania
umożliwia jednak powstanie przestrzeni do głębszej pracy nad poprawą
związku.
W dalszej części książki objaśniam oba podejścia do terapii par,
precyzując, jakich zachowań w związku należy unikać i czym można je
zastąpić. Aby praca nad relacją była kompletna, a zmiany trwałe, zalecam
też głębszą refleksję każdego z partnerów nad sobą, swoją relacją z rodzicami i związkiem w kontekście teorii przywiązania. Praca nad
zachowaniem zapobiega niszczeniu więzi, praca nad przywiązaniem buduje
więzi, a więzi kształtują odporność psychiczną.
Zanim zaczniemy, musimy przyjąć odpowiednią perspektywę. Zmiana w twoim
związku nie może bowiem nastąpić, jeśli nie zaczniesz postrzegać go
inaczej niż do tej pory. Partner nie jest twoim wrogiem. To negatywny
schemat komunikacji nim jest. Związkowi zagrażają destrukcyjne słowa i zachowania. Musisz porzucić ideę, według której partnerzy są wrogami, a ich zadaniem jest obrona przed sobą nawzajem. Kiedy zaakceptujesz nową
perspektywę, zaczniesz rozumieć, że nawet te zachowania w związku, które
z zewnątrz wydają się najbardziej nienawistne czy złośliwe, w rzeczywistości są wyrazem rozpaczliwej potrzeby bezpieczeństwa i bliskości. Gdy umieścisz konflikt w kontekście teorii przywiązania i zrozumiesz, że koniec końców każdy człowiek pragnie po prostu utrzymywać
bliską więź z partnerem i czuć się w relacji bezpiecznie, zacznie się
dziać prawdziwa magia.
Na koniec chcę podkreślić, że chociaż w tworzeniu relacji bierze udział
więcej niż jedna osoba, w procesie naprawy związku bardzo ważny jest
rozwój osobisty każdego z partnerów. Wszystkie nasze przekonania o tym,
czego możemy oczekiwać od innych ludzi, opierają się na naszych
doświadczeniach z przeszłości. Doświadczenia te mogą powodować, że
zamiast reagować na partnerów zgodnie z tym, jacy są tu i teraz,
przypisujemy im nieprawdziwe intencje, zbieżne z naszym rozumieniem
przywiązania i naszą osobistą historią. To nie zawsze służy związkowi,
dlatego zrozumienie indywidualnych schematów reagowania partnerów jest
istotną częścią uzdrawiania relacji. Pamiętaj jednak, że to tylko jedna
strona medalu: razem z partnerem wnosicie do związku także swoje mocne
strony. Jedna z twoich mocnych stron przejawia się w tym, że chcesz
przeczytać tę książkę -?wykazujesz się determinacją i pragnieniem
rozwoju. Nie wahaj się korzystać ze swoich zalet, pracując nad
niedociągnięciami.
Kieruję do ciebie teraz tę samą uwagę, którą zawsze wypowiadam na końcu
pierwszej sesji terapeutycznej z parą: "Pamiętajcie, że nie zamierzam
was przekonywać do pozostania w tym związku. Nie jest to moim zadaniem.
Moje zadanie polega na patrzeniu głębiej, diagnozowaniu problemów z przywiązaniem oraz wspieraniu was w pełnej szacunku i emocjonalnie
bezpiecznej komunikacji na sporne tematy. Tylko wtedy, gdy rozwiążemy
problemy komunikacyjne, będziemy wiedzieć, czy jest coś jeszcze, co stoi
wam na drodze do szczęścia".
Kiedy nauczysz się komunikować ze swoim partnerem w zdrowy sposób,
będziesz obserwować wasz związek i doświadczać go z większym
zrozumieniem. Poprawa komunikacji i umocnienie wzajemnych więzi dają
partnerom większe szanse na przepracowanie dzielących ich różnic.
Zakończę ten rozdział pytaniem, które zadaje mi większość klientów: "Jak
długo to potrwa?". Odpowiedź zawsze zależy od pary. Każda para, podobnie
jak każde z partnerów, zaczyna swoją pracę od innego, właściwego sobie
miejsca. Wszystkie związki mogą się rozwijać, potrzebują jednak wiedzy,
zaangażowania oraz praktyki. Dlatego zastanawiając się, jak długo będzie
trzeba czekać na efekty waszej pracy -?a jest to uzasadnione pytanie,
które warto sobie postawić -?weź pod uwagę następujące kwestie: po
pierwsze, jeśli czujesz się dobrze w związku przez 10% czasu i ten czas
wydłuży się do 20%, możemy mówić o postępie. W swojej pracy odkryłam, że
gdy pewne działania są kontynuowane, postęp zwykle prowadzi do dalszego
rozwoju. Po drugie, rozwój nigdy nie przebiega linearnie; ma raczej
postać pozytywnego trendu, który charakteryzują wzloty i upadki -?w myśl
zasady "dwa kroki do przodu, jeden do tyłu". Po trzecie, każde z was
prawdopodobnie będzie się rozwijać w innym tempie. Co więcej, pracując
nad poprawą relacji krok po kroku, szczególnie na początku możecie nie
zauważać pozytywnych rezultatów, nawet jeśli się pojawią. Potraktujcie
tę pracę jako sianie ziarna, które z czasem przyniesie plony. I jeszcze
jedna uwaga: czasami zanim pojawi się poprawa, dochodzi do pogorszenia
relacji, ponieważ zmiany -?także te pozytywne -?stawiają nas w nowych,
nieznanych sytuacjach, co może powodować stres i drażliwość. Postaraj
się tym nie zniechęcać i zachować pewność, że to, co robicie, jest
zdrowe, nawet jeśli nie od razu wydaje się to oczywiste. Zobowiązujesz
się dążyć do pozytywnej zmiany dla dobra własnego i swojego związku.
Rozdział 2. Teoria przywiązania
Rozdział 2
Teoria przywiązania
Kiedy w dzieciństwie zdarzało ci się prosić o emocjonalne wsparcie lub
pocieszenie, jak reagowali na to otaczający cię dorośli? Czy gdy było ci
smutno, rodzice lub opiekunowie konsekwentnie oferowali ci życzliwość i ciepło? A może towarzyszyło ci poczucie odrzucenia? Czy w chwilach
niepewności dorośli dawali ci odczuć, że cię doceniają i uznają twoją
wartość? Czy raczej cię odtrącali? Czy pamiętasz komunikaty mówiące o tym, że twoje uczucia mają znaczenie i zasługują na uwagę, czy
sugerowano ci (w dowolny sposób), że "przesadzasz"? Czy twoje uczucia
były uznawane, czy ktoś się nimi zajmował? Może odwracano twoją uwagę od
emocji i mówiono na przykład: "Nie płacz. Zjedz ciasteczko"? A może -?to
trzecia możliwość -?dorośli cię zawstydzali i zostawiali sam na sam z twoimi uczuciami, na przykład mówili: "Jeśli chcesz się złościć, idź do
swojego pokoju"?
Aby zrozumieć, jak funkcjonujesz w obecnych relacjach, musimy zacząć od
twoich korzeni. Sposób, w jaki najbliżsi opiekunowie odpowiadali na
twoje potrzeby emocjonalne, bez wątpienia wpływa na to, jak wyglądają
twoje interakcje z ukochanymi osobami w dorosłym życiu. Doświadczenia z dzieciństwa ukształtowały to, czego oczekujesz lub nie oczekujesz w najbardziej intymnych związkach, a także intensywność twoich reakcji na
emocje partnera. Ludzki mózg uczy się najszybciej w okresie dzieciństwa;
bezpośrednie doświadczenia emocjonalne z tego czasu wysyłają ci ważny
komunikat: "Tak wyglądają relacje; aby się w nich odnaleźć, muszę
zachowywać się w taki, a nie inny sposób. Jest to niezbędne do
przetrwania w tym środowisku". Niezależnie od tego, czy wychowywali cię
opiekunowie dostępni, czy niedostępni emocjonalnie, twój mózg nauczył
się funkcjonowania w relacjach według wzorców zaobserwowanych w tym
wczesnym okresie życia.
Kiedy zaczynam pracę terapeutyczną z nową parą, ciekawi mnie ogólny
klimat emocjonalny, jaki panował w dzieciństwie każdego z partnerów. Ile
dobra otrzymywaliście od opiekunów? Czy to wystarczało? Jak często
czuliście domowe ciepło? Jak często czuliście się zalęknieni i niezauważani? Jak często ktokolwiek pomagał wam nazwać wasze wewnętrzne
doświadczenia, takie jak: radość, zazdrość, gniew, ekscytacja? Jak
często wasze uczucia były akceptowane? Czy opiekun powiedziałby wam:
"Rozumiem, że jesteś zły; ja też czasami się złoszczę. Nie mogę ci
pozwolić prowadzić po zmroku, zanim nie zdobędziesz więcej
doświadczenia, ale twoja złość i twoje rozczarowanie są uzasadnione i masz prawo tak się czuć". Czy czuliście się bezpiecznie i mieliście
pewność, że jeśli stanie się coś złego, ktoś was ochroni? Czy ktokolwiek
starał się wam pomagać w nadawaniu sensu trudnym doświadczeniom?
Odpowiedzi na te pytania pomagają mi zrozumieć, czego każde z partnerów
potrzebuje dzisiaj, i umożliwia dotarcie do źródeł wszelkich aktualnych
kryzysów w komunikacji.
Niedawno zgłosili się do mnie Reyna i Sabino, którzy nie potrafili
przestać się kłócić. Ich konflikty zawsze wyglądały tak samo,
niezależnie od tego, kto "zaczął" awanturę. Na koniec Reyna się
wściekała i wychodziła. Sabino przybierał postawę obronną i zamykał się
w sobie. Na początku naszego spotkania poprosiłam każde z partnerów o opisanie klimatu emocjonalnego ich dzieciństwa. Sabino nie umiał
odpowiedzieć. Nie mógł sobie przypomnieć żadnej sytuacji z tego okresu,
w której czułby się niekomfortowo.
-?A gdyby hipotetycznie doświadczał pan jednak pewnych negatywnych uczuć
od czasu do czasu -?zapytałam -?co by się stało, gdyby spróbował pan
porozmawiać o nich z rodzicami?
-?Moja mama prawdopodobnie by mnie wysłuchała i wsparła; ale trudno mi
sobie coś przypomnieć -?odpowiedział Sabino. -?Mój ojciec nie. Ojciec
powiedziałby, że muszę być twardy. Czułbym, że widzi we mnie bezradne
dziecko. Zawsze chciałem, żeby ojciec uważał mnie za silnego. On bardzo
cenił siłę.
-?Czyli pana ojciec nie byłby źródłem wsparcia i pocieszenia, a rozmowa
z nim najpewniej wywołałaby wstyd. Nie jest pan też całkowicie pewien,
czy mama by pana wysłuchała, czy nie -?podsumowałam. -?Wydaje mi się
bardzo prawdopodobne, że mówienie o swoich uczuciach wiązałoby się dla
pana z ryzykiem odrzucenia. Jak pan dzisiaj odbiera to, że pani Reyna
się na pana złości? Czy wtedy też czuje się pan odrzucony?
-?Tak -?wyznał Sabino, wbijając wzrok w podłogę. -?To jest okropne.
-?Z pewnością jest to okropne -?powiedziałam. -?Ale dla mnie jest
całkowicie zrozumiałe. Wcześnie nauczył się pan unikać poczucia
odrzucenia. W ten sposób pana mózg próbował pana chronić. Podpowiadał,
że uczucia nie są bezpieczne; że prowadzą do odrzucenia. Dlatego teraz w relacji z żoną nadal odcina się pan od własnych emocji.
Kiedy Sabino powiedział mi, że nie pamięta, by kiedykolwiek doświadczał
silnych emocji, dla mnie oznaczało to: "Moje emocje od najmłodszych lat
nie były ważne; tłumiłem je, zanim jeszcze nauczyłem się mówić". Jego
podejście było rozsądne; po co odczuwać emocjonalne cierpienie, skoro
wokół nie ma nikogo, kto mógłby nam udzielić wsparcia? Czemu by nie
wybrać drugiej najlepszej opcji i nie wyprzeć wszystkich bolesnych uczuć
(choćby nieświadomie), aby zabezpieczyć się przed rozpaczą, odrzuceniem
i rozczarowaniem? W tym wypadku ta strategia obronna zadziałała;
chroniła małego Sabina. W rezultacie jednak dorosły Sabino nie wiedział,
jak zaangażować się emocjonalnie w relację z samym sobą ani w relację z partnerką, co kładło się cieniem na jego życiu i związku.
Reyna, żona Sabina, miała inne doświadczenie dzieciństwa.
-?Moja rodzina była dysfunkcyjna. Wciąż taka jest -?powiedziała. -?Mam
bardzo bliskie relacje z mamą i siostrami, ale one ciągle robią problemy
z niczego. Staram się stawiać im granice, ale zawsze wzbudzają we mnie
poczucie winy, jeśli nie chcę razem z nimi brać udziału w czymś, na co
akurat mają ochotę.
-?Jak się pani czuła, dorastając? -?zapytałam. -?Czy miała pani
wrażenie, że w pani otoczeniu panuje chaos?
-?Tak. Moja mama wszystkim się przejmowała i traktowała tatę jak
służącego -?wyjaśniła Reyna. -?A on robił wszystko, co mu kazała, aż
miał dość i wybuchał.
-?Czy mogła pani liczyć na wsparcie emocjonalne któregoś z rodziców?
-?Nie, a byłam emocjonalną bombą -?odpowiedziała. -?Wszyscy w rodzinie z tego żartują. Jako dziecko i nastolatka często wpadałam w złość i płakałam, a rodzice zawsze starali się mnie uspokoić... za pomocą
przekupstwa albo kary. Próbowali wszystkiego. Czasami mama bywała
wspierająca, zwykle jednak denerwowała się razem ze mną.
-?Co się działo, kiedy była pani spokojna? -?zapytałam.
-?Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Chyba nic. Nikt mnie nawet nie
zauważał, jeśli nie przechodziłam kryzysu -?powiedziała Reyna.
-?Czyli musiała pani wybierać między całkowitym brakiem uwagi albo
"dramatyzowaniem", aby ktoś panią dostrzegł?
-?Tak, miałam do wyboru dwie złe opcje -?odparła. -?Z Sabinem jest tak
samo. Czuję, że muszę się zdenerwować, aby mnie zauważył.
Tak jak w przypadku Sabina, wykształcony w dzieciństwie styl
przywiązania Reyny ujawniał się w małżeństwie. Jako dziecko miała dwie
możliwości: albo dać swoim emocjom wybuchnąć -?w końcu była "emocjonalną
bombą" -?albo czuć, że nikogo one nie interesują. Takie emocjonalne
porzucenie jest dla dziecka zbyt bolesne, dlatego młody mózg Reyny
nauczył się, że "dramatyzowanie" (które dla niej oznaczało wyrażanie
emocji płaczem i krzykiem) to jedyny sposób, by uzyskać potwierdzenie
własnego istnienia i znaczenia. W ten sposób dziewczynka, a później
kobieta, zyskiwała uwagę bliskich.
Żaden rodzic nie jest idealny. Nawet najbardziej kochający opiekunowie
czasami bywają rozkojarzeni i nieobecni; krzyczą na dzieci, a później
tego żałują; tracą cierpliwość i każą dziecku iść do pokoju w chwili,
gdy ono najbardziej potrzebuje bliskości. Żaden rodzic nie jest czuły i emocjonalnie dostrojony do dziecka przez cały czas. I to jest w porządku! Badania wykazują, że aby wykształcić bezpieczną więź z opiekunem, dzieci potrzebują jego pełnej uwagi tylko przez 50% czasu. To
dlatego w terapii skupiam się raczej na ogólnym klimacie dzieciństwa, a nie na pojedynczych incydentach.
Mózg rozwijającego się dziecka jest jak gąbka. Chłonie wszelkie
informacje z otoczenia, czy tego chce, czy nie, a odbywa się to niemal w całości poza świadomością. Dzięki temu proces uczenia się przebiega
szybko i skutecznie -?nie trzeba go zatrzymywać, by zastanawiać się nad
każdą decyzją. Wyobraź sobie siebie jako czteroletnie dziecko. W tym
wieku prawdopodobnie nie trzeba było ci przypominać, jak trafić do
łazienki lub że pokrętło od ciepłej wody jest po lewej stronie, a pasta
do zębów w górnej szufladzie. Ponieważ nasz mózg ma zdolność pobierania
informacji z otoczenia i przechowywania ich do późniejszego
wykorzystania, nie musimy tracić cennej energii na zastanawianie się nad
każdym ruchem. Podobnie uczymy się funkcjonowania w świecie
emocjonalnym. Być może twój dziecięcy umysł podpowiadał ci, że kiedy
odczuwasz frustrację, możesz szukać pomocy u rodzica i otrzymać
wsparcie. Może nauczył się, że twój tata się niepokoi, gdy czujesz
smutek, więc lepiej jest ukrywać łzy; albo że pokazując mamie swoje
rysunki, by zwrócić na siebie jej uwagę, możesz poczuć ciepło i przyjemność z jej reakcji. Zbierając wszystkie te informacje, udało ci
się wypracować zestaw zasad emocjonalnych, które służą ci w dorosłym
życiu.
Kiedy objaśniam tę koncepcję moim klientom, często wyrażają wątpliwości
i pytają o wrodzony temperament. Czy to, kim jesteśmy, nie zależy jednak
od genów, a nie od wychowania? Czy to możliwe, że Sabino urodził się z predyspozycją do wycofywania się, a Reyna od urodzenia była wrażliwa? I tak, i nie.
Wszyscy rodzimy się z pewnym temperamentem, ale to nasze środowisko
decyduje o tym, w jaki sposób się on przejawia. W swojej przełomowej
pracy na temat zależności między wrodzonym temperamentem dziecka a środowiskiem, w jakim się ono wychowuje, badacze Alexander Thomas i Stella Chess opisują zjawisko tak zwanej "dobroci dopasowania" między
temperamentami rodzica i dziecka. Jeśli na przykład twój dziecięcy
temperament był "źle dopasowany" do temperamentu twojego ojca, w waszych
interakcjach często dochodziło do spięć. Takie napięte relacje oznaczają
większe prawdopodobieństwo nieudanej komunikacji, która z kolei może
prowadzić do niezaspokojenia potrzeb emocjonalnych, a w konsekwencji -
do wykształcenia u dziecka pozabezpiecznego stylu przywiązania. Z pewnością nie ma w tym winy dziecka, które przyszło na świat z określonym temperamentem, ani winy rodzica, który mógł nie podołać
wyzwaniu. Nie chcemy tu w ogóle mówić o winie, a raczej o odpowiedzialności. Indywidualne style przywiązania rozwijają się w reakcji na środowisko, które jest tworzone przez dorosłych. Dorośli są
odpowiedzialni za środowisko, które tworzą, nie oznacza to jednak, że są
złymi, wadliwymi, leniwymi czy nieczułymi osobami, jeśli nie wiedzieli,
jak zapewnić dziecku wystarczająco sprzyjające warunki do rozwoju
emocjonalnego. Być może nie mieli odpowiednich narzędzi. Mimo wszystko
dzieci oczekują od opiekunów, że ci nauczą je, jak wyrażać emocje i jak
sobie z nimi radzić. Jeśli rodzic nie potrafi reagować w zdrowy sposób
na temperament dziecka -?albo na swój własny -?może mimowolnie tworzyć
środowisko sprzyjające powstawaniu pozabezpiecznego stylu przywiązania.
Pamiętaj, że zachowanie twoich rodziców najpewniej nie miało na celu
ukształtowania u ciebie pozabezpiecznego stylu przywiązania. Większość
rodziców robi to, co uważa za najlepsze dla swoich dzieci. Jeśli jednak
któreś z twoich opiekunów samo nie miało bezpiecznego stylu
przywiązania, jego możliwości w zakresie tworzenia środowiska
emocjonalnego sprzyjającego rozwojowi były ograniczone. Być może
wpłynęły na to zewnętrzne okoliczności, takie jak śmierć lub przewlekła
fizyczna bądź psychiczna choroba kogoś z rodziny, albo nawet klęska
żywiołowa, która spowodowała, że twoi opiekunowie nie byli dla ciebie
dostępni emocjonalnie. Czytając dalszą część książki, szczególnie tę
dotyczącą stylów przywiązania, postaraj się znaleźć w sobie współczucie
dla swoich rodziców i siebie -?pamiętaj, że przez większość czasu
wszyscy staramy się postępować jak najlepiej, choć nie zawsze się nam
udaje. (Jeśli ty także jesteś rodzicem i chcesz się nauczyć, jak
wychowywać dziecko w sposób sprzyjający kształtowaniu bezpiecznego stylu
przywiązania, polecam ci książkę Becky Kennedy Wewnętrzna dobroć. Stań
się rodzicem, jakim pragniesz być).
Zanim zaczniesz stosować teorię przywiązania w praktyce, by poprawić
jakość swojego związku, musisz zrozumieć jej podstawy. Kiedy dowiesz
się, czego dotyczy ta teoria, jak powstała i dlaczego jest tak ważna,
stanie się ona twoim drogowskazem. Zaczniesz rozumieć, czemu w pewnych
sytuacjach się denerwujesz, co może się dziać z twoim partnerem podczas
kłótni i co powoduje, że popadacie w schematy komunikacji, których nie
potraficie przerwać. Poznanie przyczyn waszych zachowań i pragnień
znacznie ułatwi wam wprowadzanie zmian. Umożliwi traktowanie siebie
nawzajem ze współczuciem -?a to pierwszy krok do odnalezienia harmonii,
której brakuje w waszej relacji.
Powstanie teorii przywiązania
W połowie XX w. psychiatra John Bowlby zauważył, że nastoletnich
przestępców, których leczył w zakładzie poprawczym w Londynie, często
łączyło jedno wspólne doświadczenie: nieobecność matki. Przeżywali na
przykład powtarzające się okresy rozłąki z matką biologiczną lub
wielokrotne zmiany matek zastępczych. Z tej obserwacji badacz wysnuł
wniosek, że wczesnodziecięce doświadczenia w relacjach mogą na nas
wpływać przez całe życie. Chociaż dzisiaj większości z nas wydaje się to
oczywiste, w tamtych czasach teoria ta była nowością. Bowlby stwierdził
także, że wszyscy rodzimy się z "behawioralnym systemem przywiązania,
który motywuje nas do poszukiwania bliskości z opiekunami, podobnie jak
apetyt sprawia, że szukamy czegoś do jedzenia".
Biologiczne podstawy teorii przywiązania nie są bardzo skomplikowane i większość z nas rozumie je intuicyjnie: ludzie potrzebują innych ludzi,
aby żyć i się rozmnażać. Ewolucja sprzyja przetrwaniu cech dających
większe szanse na przedłużenie gatunku. W dawnych czasach ludziom,
którzy mieli zdrowsze relacje z innymi i potrafili lepiej współpracować,
łatwiej było zdobywać pożywienie, budować bezpieczne schronienia,
walczyć z drapieżnikami i opiekować się potomstwem. Naturalne jest dla
nas nie tylko pragnienie i poszukiwanie relacji, lecz także
doświadczanie silnego stresu i rozpaczy, gdy nasze związki są zagrożone
rozpadem. Kiedy się niepokoisz, ponieważ twój partner nie odbiera
telefonu lub nie odpisuje na wiadomości tak jak zwykle, albo gdy
czujesz, że bliska osoba niesprawiedliwie cię krytykuje, nie świadczy to
o twojej "nienormalności", nie oznacza, że zachowujesz się irracjonalnie
czy wymagasz zbyt wiele -?w takich sytuacjach masz prawo czuć się
niekomfortowo. Tak zaprogramowała cię natura. Warto jednak zaznaczyć, że
samo poczucie, że twojemu związkowi coś zagraża, nie oznacza, że
naprawdę tak jest. Czasami dostrzegamy niebezpieczeństwo, mimo że wcale
go nie ma. Na przykład, jeśli twój partner przybiera surowy wyraz
twarzy, możesz pomyśleć: "O nie, na pewno jest na mnie zły", choć w rzeczywistości mógł pogrążyć się w głębokich rozmyślaniach (dlatego tak
ważne jest, by pary uczyły się komunikować i unikać podobnych
nieporozumień).
Z czasem założenia Bowlby'ego na temat wpływu wczesnego przywiązania na
dorosłe relacje zostały przyjęte przez społeczność naukową psychologów.
W 1970 roku Bowlby podjął współpracę z psycholożką Mary Ainsworth w celu
przeprowadzenia formalnych badań, których rezultaty ugruntowały pozycję
teorii przywiązania jako powszechnie uznawanego i bardzo przydatnego
sposobu postrzegania relacji międzyludzkich. W wyniku tych badań
wyróżniono style przywiązania: bezpieczny, ambiwalentny i unikający, a później także czwarty -?zdezorganizowany. Pod koniec lat
osiemdziesiątych ubiegłego wieku Sue Johnson, nawiązując do prac
Bowlby'ego i Ainsworth -?a także dokonań badaczy Cindy Hazan i Phillipa
Shavera, którzy jako pierwsi zastosowali teorię przywiązania do analizy
relacji osób dorosłych -?zaczęła poszukiwać sposobów na wykorzystanie
tej teorii do pomocy parom w kryzysie. W 1988 roku Johnson opracowała
metodę zwaną terapią skoncentrowaną na emocjach, EFT -?zestaw wskazówek
dla terapeutów, pokazujący, jak korzystać z teorii przywiązania, by
wspierać pary w uzdrawianiu relacji. Terapia skoncentrowana na emocjach
pomaga zrozumieć, jak styl przywiązania każdego z partnerów wpływa na
pogorszenie komunikacji, nie tylko blokując znalezienie rozwiązania,
lecz także niszcząc więź emocjonalną, poczucie bezpieczeństwa i wzajemne
wsparcie -?czyli wszystko to, co uodparnia pary na skutki złej
komunikacji. W ten sposób powstaje błędne koło. Terapeuci EFT odwołują
się do badań naukowych potwierdzających zasadność teorii przywiązania i wykorzystują tę wiedzę w praktyce, by pomagać parom przetrwać kryzys i dalej się rozwijać. Jako jedna z terapeutek EFT wiem z doświadczenia,
jak skuteczna jest to metoda. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat lub
znaleźć terapeutę dla siebie i partnera, odwiedź stronę ICEEFT.com lub
stronę Polskiego Stowarzyszenia EFT: www.pseft.pl.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki