Pies i ja
Przede wszystkim muszę przedstawić swoją psią przyjaciółkę Bellę. Współpracowała ze mną przy zbieraniu materiałów do książki i pisaniu jej - i bardziej niż jakikolwiek inny pies w moim życiu zmusiła mnie do zrewidowania poglądów na temat grzecznych psów i tego, jak być dobrym człowiekiem w relacji z psem. O Belli dowiecie się więcej w dalszej części, ale na początek przedstawiam kilka informacji.
Skulona we śnie Bella wygląda jak czarna fasolka. Za to gdy wstanie, odsłania charakterystyczne trójbarwne umaszczenie wynikające z genów owczarka australijskiego (aż 37,5 procent według wyników testu DNA) - ma białe łapki z brązowymi skarpetkami, białą klatkę piersiową i brzuch oraz białą końcówkę ogona. Jej duże aksamitne uszy opadają na boki, gdy jest rozluźniona, co czyni ją bardzo podobną do Yody z Gwiezdnych wojen. W ostatnim czasie jej pyszczek przyprószyła siwizna, podobnie jak czubki uszu i krawędzie tylnych łap. W chwili opublikowania tej książki Bella będzie miała blisko 13 lat - na myśl o tym wstrząsa mną lodowaty dreszcz przerażenia. Nie umiem sobie wyobrazić życia bez niej.
Bella zadomowiła się w moim sercu i duszy.
Gdy spotyka innego psa - a lubi poznawać nowe psy - jeży się jej kępka sierści na grzbiecie u nasady ogona. Nazywamy ją rekinią płetwą.
Najlepszą przyjaciółką Belli jest Poppy.
Bella ma przeszywający szczek, który - jeśli się go nie spodziewam - sprawia, że podskakuję w miejscu i czuję przypływ adrenaliny. Na szczęście szczeka rzadko - gdy na werandzie przycupnie sroka lub sójka, przed domem zatrzymuje się furgonetka UPS albo ktoś wchodzi do domu. Szczeka też bardzo intensywnie zaraz po zjedzeniu śniadania, gdy podchodzi do drzwi przed porannym spacerem. Ma także specjalne "jodłowanie" zarezerwowane na czas udawania się do łóżka. A kiedy czegoś chce, wyraża to warczeniem.
Odkąd ją znamy, lekko utyka na lewą łapę. Gdy zabraliśmy Bellę do weterynarza krótko po przywiezieniu jej ze schroniska, zapytaliśmy o to. Lekarka powiedziała, że według niej łapa doznała jakiegoś urazu i kiepsko się zagoiła. Może Bellę potrącił samochód albo uderzył ją człowiek? Poważne problemy Belli z poruszaniem się zaczęły się w lipcu 2020 roku, gdy zerwała sobie prawe więzadło krzyżowe doczaszkowe. Więzadło to prawdopodobnie słabło z czasem, a pewnego dnia pękło, gdy Bella zeskoczyła z naszego samochodu terenowego, żeby obwąchać psa na podjeździe.
Od razu wiedzieliśmy, że coś się stało: nie obciążała ani trochę prawej tylnej łapy. Zabraliśmy ją na prześwietlenie. Usłyszeliśmy obezwładniającą informację, że Bella zerwała więzadło i powinniśmy na poważnie rozważyć operację. Miała ona polegać na rozcięciu kości piszczelowej i umieszczeniu w niej płytki. Zdecydowaliśmy się na to. Mniej więcej dwa miesiące po osteotomii klinowej kości piszczelowej (TPLO), gdy Bella uwolniła się wreszcie od kołnierza i myśleliśmy, że wszystko zmierza ku dobremu, wyszła na podwórko zrobić siku i wysunęła się jej rzepka. Zachęcono nas do następnej operacji. Po kolejnym ciężkim miesiącu bolesnego gojenia się łapy zdjęto Belli gips i stwierdziliśmy, że rzepka nadal jest zwichnięta. Chirurg zaproponował jeszcze jedną próbę, ze zniżką, ale uciekaliśmy gdzie pieprz rośnie.
Teraz to ta niegdyś słabsza lewa łapa jest zdrowsza; prawa wygina się na zewnątrz i składa, a przy każdym kroku ciało Belli przechyla się najpierw w jedną, potem w drugą stronę, jak okręt w czasie sztormu. Mimo że podajemy jej cztery różne środki przeciwbólowe, chodzenie jest dla niej bolesne. Ale i tak się przemieszcza. Jej zdolność adaptacji mnie zadziwia.
Bella nienawidzi, kiedy kicham. Kładzie się gwałtownie na podłodze i zasłania głowę łapami, jakby się szykowała na uderzenie. Nie potrafię wyjaśnić tej jej fobii.
Gdy obie pracujemy - ja przy biurku, a Bella na swoim błękitnym posłaniu obok - co pół godziny przewraca się na grzbiet i leży brzuchem do góry. Zawsze zwracam uwagę na zieloną linię wytatuowaną na jej brzuchu - to znak, że została wysterylizowana podczas pobytu w schronisku.
Wiemy bardzo niewiele o pierwszym roku jej życia. Zabrano ją z ulicy w Longmont w stanie Kolorado i zawieziono do Longmont Humane Society. Odwiedziliśmy to schronisko w poszukiwaniu psa do adopcji w dniu, w którym zaprezentowano Bellę. Może dlatego, że była wyjątkowo urocza - miała wielkie uszy, białe skarpetki, ciemnobrązowe oczy z jasnobrązowymi "brwiami" - znajdowała się w wolnostojącej klatce tuż obok biurka, więc zobaczyliśmy ją zaraz po wejściu. Usiadłam na podłodze obok klatki i zaczęłam łagodnie przemawiać do Belli, by spróbować się z nią zaprzyjaźnić. A ona łypnęła na mnie spode łba i warknęła. Tak to było.
W notatkach medycznych sporządzonych podczas pobytu naszego psa w domu tymczasowym Bellę określono mianem "wymagającej". W żargonie weterynaryjnym to prawdopodobnie eufemizm stwierdzenia "wymaga uważnego prowadzenia", co z kolei jest złagodzonym sposobem opisania psów, które nie potrafią lub nie chcą spełniać typowych oczekiwań społeczeństwa ludzkiego i mogą gryźć lub zachowywać się "niewłaściwie" w pewnych sytuacjach. Bella nie przepada za ludźmi, chyba że należą do jej bardzo wąskiego kręgu składającego się obecnie z siedmiu osób. Jeśli jakiś nieznajomy człowiek zbliża się lub próbuje pogłaskać ją po głowie, Bella unosi górną wargę, a jeżeli ten ktoś się nie wycofa, może się spodziewać ostrzegawczego kłapania zębami. Rzadko zapraszamy gości z obawy przed zachowaniem Belli. Kiedy obcy wchodzą do domu, szczeka przez kilka długich minut, a my zażenowani sytuacją próbujemy jakoś rozmawiać pomimo hałasu. Potem Bella przechodzi do niespokojnej czujności, trzyma się blisko mnie albo mojego męża i przygląda się podejrzliwie towarzystwu; zrywa się na równe łapy i szczeka, jeśli ktoś wstaje i porusza się po domu. Nigdy nie jestem w pełni rozluźniona, gdy ktoś znajduje się w zasięgu radaru Belli. Lecz odwiedzanie innych lub spotykanie się poza domem też jest dla mnie trudne, ponieważ nie lubię zostawiać jej samej. Czuję silny niepokój, gdy jesteśmy rozdzielone, jakby brakowało mi jakiegoś kawałka mnie.
Bella jest wymagającą mikromenedżerką, uważnie śledzi wszelką aktywność w domu. Jesteśmy wiecznie obserwowani. Chodzi ze mną jak cień z pokoju do pokoju. Jeśli wyjdę na zewnątrz, czeka na jednym ze swoich trzech posterunków (drzwi wejściowe, przesuwne drzwi tarasowe, kanapa), aż bezpiecznie wrócę. Gdy oboje z mężem jesteśmy w domu, ale zajmujemy się różnymi sprawami, dzieli swój czas i regularnie sprawdza, gdzie jest on, a gdzie ja.
Bella bardzo lubi zabawki. Na krótkie spacery lub w podróż samochodem zabiera ze sobą pluszaka. Najczęściej po prostu go nosi, ale od czasu do czasu wykonuje coś, co uważam za genetycznie zakodowane zagryzanie ofiary - energicznie potrząsa zabawką, warcząc i lekko podskakując. Traktuje ją zmiennie i według harmonogramu, którego nie rozumiem. W pewnym momencie zabawka zostaje wypatroszona, podarta na strzępy i porzucona, gdy kawałki będą już za małe, żeby się nimi bawić w przeciąganie. Obecnie na topie są: puchaty niebieski yeti, pchła z wybałuszonymi żółtymi oczami i neonowozielonymi czułkami, piłka Chuckit! większa od głowy Belli, różowy piszczący aligator i fioletowa skórka dinozaura (został z niego tylko ten kawałek materiału).
Trenerzy psów nazwaliby Bellę psem "o silnej motywacji pokarmowej". Zje niemal wszystko, a w szczególności przepada za masłem orzechowym, bananami, arbuzami i mrożonym zielonym groszkiem. Sałata należy do tych nielicznych produktów, których raczej nie lubi, choć daje radę ją zjeść, jeśli poda się ją z dressingiem. Uwielbia też zjadać śnieg, po który opuszcza głowę podczas zimowych spacerów, by nabierać go do pyska jak minikoparka.
Bella, podobnie jak ja, jest stworzeniem silnie przywiązanym do nawyków i rytuałów.
To przykład psa, którego - jak niektórzy by powiedzieli - należałoby ustawić. Jest zepsuta, reaktywna. Gdy opowiedziałam swojej (już byłej) przyjaciółce, że Bella gryzie mnie w stopy, kiedy ją przypadkiem kopnę w łóżku, wykrzyknęła: "Nie mogę uwierzyć, że to znosisz. Gdyby to był mój pies, już by był w drodze z powrotem do schroniska!".
Bella podważyła moje poglądy na temat psów, zwłaszcza wyobrażenia o tym, co to znaczy być dobrym psem. Nie jest bowiem w żadnej mierze dobrym psem. Nie jest uległa, jest wręcz krnąbrna. Ma dziwactwa i ograniczoną tolerancję dla ludzi. Kradnie jedzenie z blatu i przewraca kosze na śmieci. Nie robi tego, o co proszę, chyba że pozostaje to w zgodzie z jej pomysłami albo zaproponuję jej w zamian należytą rekompensatę.
Jest doskonała taka, jaka jest, choć lekka poprawa dobrze by jej zrobiła.
Katie, weterynarka, wyjaśniając "problemy" Belli, powiedziała, że ona ma wąski krąg istot zaufanych i poczytuje sobie za życiową misję utrzymanie owego kręgu w stanie nienaruszonym i bezpiecznym. "Jest po prostu wsobnym psem". A dla mnie z kolei najważniejsze jest dbanie o bezpieczeństwo i dobro Belli.