Przedmowa
dr Lois P. Frankel
Kiedy zaczynałam pracę jako psychoterapeutka, moja pierwsza poradnia
znajdowała się w centrum Los Angeles. Wybrałam tę lokalizację, ponieważ
chciałam pracować z kobietami aktywnymi zawodowo, czyli osobami, które
znałam najlepiej i którym - jak mi się zdawało - najbardziej mogłam
pomóc. Wiele spośród kobiet, które do mnie przychodziły, zajmowało
wysokie stanowiska kierownicze i cieszyło się szacunkiem w swoich
branżach. Zupełnie zaskoczyło mnie więc to, jak podobne były ich
historie o przemocy. Część z nich doświadczała jej w relacjach
intymnych, część w pracy, jeszcze inne w relacjach z przyjaciółmi czy
członkami rodziny. Za każdym razem pytałam: "Jak to możliwe, że taka
silna kobieta jak ty pozwala się tak traktować?", a odpowiedź zawsze
była mniej więcej taka sama: "Nie jestem silna". I w tym właśnie tkwi
tajemnica, którą znają osoby wykorzystujące te kobiety. Kobiety często
nie postrzegają siebie jako silne osoby. Wydaje im się, że nie mają
niczego, czym mogłyby się bronić przed przemocą, której doświadczają.
Nie mają języka, który pozwoliłby im się lepiej chronić. I - co być może
jeszcze ważniejsze - żyją w społeczeństwie, które nie pozwala kobiecie
na złość. W przeciwnym razie nie tolerowałyby zachowań pozbawionych
szacunku, współczucia i zrozumienia.
Wstyd związany z przemocą jest tak silny, że kobiety ze wszystkich
warstw społecznych mają opory, by w ogóle się przyznawać, że padły jej
ofiarą. Wolą przemilczeć ten temat nawet w rozmowie z bliskimi
przyjaciółmi, członkami rodziny czy terapeutami. Milczymy z wielu
złożonych powodów. Cały czas słyszymy głos naszego wewnętrznego krytyka:
"To moja wina". "Przecież wiem, że tak naprawdę on mnie kocha". "Nie
nazwałabym tego przemocą". "On tego nie chciał". Mimo że ta książka
koncentruje się przede wszystkim na przemocy w związku, może pomóc
każdej kobiecie, która czuje się nieszanowana, fizycznie lub
emocjonalnie krzywdzona albo zastraszana we wszelkich relacjach z ludźmi. Bez względu na twoje stosunki z krzywdzącą cię osobą, bez
względu na formę tej przemocy dynamika pozostaje ta sama: ktoś cię
krzywdzi emocjonalnie, fizycznie lub na obydwa te sposoby.
Przekaz książki Avery Neal jest niezwykle na czasie. Wsteczna ewolucja
struktury społecznej w naszym kraju (jak z pewnością i gdzie indziej na
świecie) doprowadziła do tego, że przemoc stała się czymś powszednim.
Twitter, Facebook i inne media społecznościowe pozwalają teraz ludziom
mówić rzeczy, których nigdy nie powiedzieliby komuś prosto w twarz. Za
każdym razem, gdy ktoś publikuje w Internecie nagie zdjęcie jakiejś
kobiety bez jej pozwolenia, jest to przemoc. Kiedy złośliwa dziewczyna
znęca się nad kimś na Facebooku, jest to przemoc. Kiedy najpotężniejsza
osoba w wolnym świecie komentuje na Twitterze wygląd jakiejś kobiety, to
także jest przemoc.
Ludzie wciąż zadają mi to samo pytanie: czy moim zdaniem sytuacja kobiet
w miejscu pracy i w społeczeństwie w ogóle się poprawiła. I od lat
odpowiadam tak samo: wydaje mi się, że sytuacja poprawiła się tylko
powierzchownie, natomiast pod tą powierzchnią trwa wojna przeciwko
kobietom. Kiedyś molestowanie i przemoc były bardziej rażące i łatwiejsze do zidentyfikowania, teraz niewłaściwe zachowania są ukryte.
W rezultacie kobieta często jest przekonana, że tylko ona boryka się z tym problemem. Wydaje jej się, że tylko ona doświadcza zachowań, które
mają na celu ją kontrolować, manipulować nią lub ją poniżać. Dzielne
kobiety, które odważyły się nazwać rzeczy po imieniu, mówiąc otwarcie o tym, jak były maltretowane przez osoby publiczne, otworzyły drzwi dla
wciąż rosnącej liczby osób, które coraz odważniej mówią o molestowaniu
seksualnym i przemocy. Nigdy jeszcze nie byliśmy świadkami tak ogromnych
liczb. A przecież mowa tu jedynie o przemocy pojawiającej się w miejscach publicznych i łatwo można się domyślić, że przemoc
doświadczana w bardziej prywatnych sferach jest jeszcze bardziej
rozpowszechniona. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ten trend coraz
większego demaskowania wszelkich form przemocy się utrzyma, aż normą
stanie się kompletny brak zasłony milczenia.
Ważne, by pamiętać, że w przemocy chodzi o władzę. Bez względu na to,
czy jest to przemoc subtelna czy jawna, to zawsze nadużywanie władzy i przejmowanie kontroli nad drugą osobą. Dlaczego więc tak trudno odzyskać
kontrolę, odebrać ją oprawcy? Zastanów się nad poniższymi wzorcami
zachowań. Czy to przypadkiem nie któryś z nich powoduje, że wciąż tkwisz
w toksycznym związku?
Syndrom gotowanej żaby. Jeśli wrzuci się
żabę do garnka z wrzątkiem, natychmiast z niego wyskoczy. Ale jeśli
włoży się żabę do garnka z zimną wodą, a potem stopniowo będzie się ją
podgrzewać, żaba nie zorientuje się, że zmienia się temperatura, i w końcu umrze. Historia twojego związku może wyglądać bardzo podobnie. Być
może na początku było wspaniale, a z czasem twój związek stał się
toksyczny i wcale nie jest łatwo uświadomić sobie, jak bardzo jest
niszczący, bo przemoc nasila się pomału.
Przymus powtarzania. Zygmunt Freud zauważył, że istoty ludzkie
mają skłonność do powtarzania zachowań z przeszłości tylko dlatego, że
są już im one znane. Jeśli dorastałaś w domu, gdzie przemoc była na
porządku dziennym, może ci się wydawać, że taka jest norma, takie już
jest życie. Nie rozumiesz wręcz, że można żyć inaczej, bo nie
doświadczyłaś nigdy zdrowego związku. Albo nawet byłaś kiedyś w zdrowszym związku, ale czułaś, że czegoś ci w nim brakuje, wróciłaś więc
do takiego, który jest mniej zdrowy. Pewna młoda kobieta wyznała mi: "Po
prostu mam słabość do złych chłopców".
Szanowanie władzy i autorytetu. Większość z nas została
wychowana w przekonaniu, że powinniśmy okazywać respekt ludziom u władzy. To jedna z przyczyn, dla których katoliccy księża zdołali tak
długo ukrywać molestowanie seksualne. Znajdowali się w pozycji władzy,
toteż młodzi mężczyźni i kobiety bali się o tym mówić. Podobnie jest z rodzicami, którzy stosują przemoc werbalną wobec swoich dorosłych
dzieci, szefami, którzy znęcają się nad podwładnymi, i nauczycielami,
którzy wykorzystują uczniów. Kiedy władza jest nierówna, pojawia się
sytuacja sprzyjająca przemocy.
Dylemat kosztów utopionych. Wyobraź sobie,
że kupiłaś używany samochód. Zaraz po zakupie trzeba było zmienić opony
na nowe. Potem wysiadła stacyjka, trzeba więc było i ją wymienić.
Później zaczęła przeciekać chłodnica, toteż ją także należało naprawić.
Zaczynasz się zastanawiać, czy w ogóle warto jeszcze trzymać ten
samochód, ale jednocześnie utopiłaś w nim już tyle pieniędzy, że nie
wiesz teraz, co zrobić. Podobnie może być w związku. Zainwestowałaś już
tyle czasu i kapitału emocjonalnego, że nie chcesz odchodzić, mimo że
wiesz, że to cię wykończa emocjonalnie.
Przekaz społeczny. W mojej książce o "grzecznych dziewczynkach"
opowiadam o procesie dorastania u dziewcząt. My, kobiety, odbieramy
wiele sygnałów, które bardzo się różnią od tych wysyłanych do naszych
braci. Mogą to być sygnały rodzinne, religijne, z mediów lub od
nauczycieli, ale z każdej strony bombardowane jesteśmy obrazami, które
przekonują nas, że mamy być za wszelką cenę "miłe", bo inaczej nikt nas
nie będzie lubił. Niestety jest też w tym ziarno prawdy. Dominujący
komunikat nie brzmi już: "Musisz znać swoje miejsce", ale "Możesz robić,
co chcesz, lecz wciąż musisz się zachowywać jak ta mała, miła
dziewczynka, tak jak cię nauczono w dzieciństwie". Kobiety muszą
zrozumieć, że przeciwieństwem "miła" nie jest "wstrętna". Przeciwieństwo
bycia miłą dziewczynką to bycie osobą o silnym głosie, który pozwoli ci
walczyć o prawa własne i tych, na których ci zależy.
Bez względu na to, co zatrzymuje cię w toksycznym związku opartym na
przemocy, tylko ty możesz zmienić tę sytuację. Naiwnością jest łudzić
się, że można zmienić drugą osobę. Jeśli wyrażasz swoje potrzeby i pragnienia, a nadal nic się nie zmienia, czas skupić się na konkretnych
krokach, jakie podejmiesz, by stworzyć sobie życie, którego chcesz i na
które zasłużyłaś. To, że wzięłaś do ręki tę książkę, to wspaniały
początek. Przeczytanie jej od deski do deski sprawi, że będziesz miała
narzędzie potrzebne do zbudowania dla siebie zdrowej i dającej
satysfakcję przyszłości. Pomoże ci w tym wsparcie osób, którym ufasz i które mają na uwadze twoje dobro. Nie mówimy z Avery, że będzie łatwo.
Mówimy, że będzie warto. Pamiętaj, że nawet najdłuższa podróż zaczyna
się zawsze od pierwszego kroku.
LOIS P. FRANKEL jest autorką książek: Grzeczne dziewczynki nie
awansują, Grzeczne dziewczynki się nie bogacą oraz Grzeczne
dziewczynki nie dostają tego, czego chcą (we współpracy z Carol
Frohlinger).
Wstęp
Mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że słowo "przemoc" nawet jej do
głowy nie przyszło, choć jednocześnie nie rozumiała, dlaczego jest jej
tak źle. Wiedziała, że w związku czuje się nieustannie nieszczęśliwa, a jednak uważała, że w sumie jej partner jest dobrym człowiekiem, za
jakiego się podaje. Wiedziała wprawdzie, że w jego zachowaniu są cechy,
których ona zupełnie nie może pojąć, że z całą pewnością jest mnóstwo
rzeczy, które jakoś nie mają sensu, mimo to jednak nigdy nie określiłaby
tego mianem przemocy w związku. Przemoc w związku spotykała inne
kobiety, nie ją. Kiedy w końcu od niego odeszła, przestał ukrywać złość
i musiała zmierzyć się z tym wszystkim, co przez cały czas kryło się pod
maską. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, do jakiego stopnia była
zastraszona, zmanipulowana i kontrolowana.
Gdy wybudziła się z tego otumanienia, w końcu zaczęła jasno widzieć
pewne sprawy. Poczuła ulgę i nową siłę, bo zaczęła uświadamiać sobie, że
jednak w jego zachowaniu można było zauważyć wzorce zachowań typowe dla
oprawców i że to nie ona była winna jego reakcji. Jednocześnie zupełnie
ją zszokowało, gdy uzmysłowiła sobie, co przeszła i czego nigdy dotąd
nie dopuszczała do świadomości. Przez jakiś czas, gdy uczyła się radzić
sobie z traumą, której doświadczyła, czuła się słaba i bezbronna.
Niewiele było trzeba, by wywołać u niej strach, a lęk utrzymywał się u niej na stałym, wysokim poziomie. Powracanie do normalności było
procesem powolnym, ale krok po kroku zaczynała odzyskiwać siły. Po
jakimś czasie już nie wpadała w stan najwyższego niepokoju tak często
ani z taką łatwością jak przedtem.
Okazało się jednak, że to tylko początek pracy nad sobą. Jej pewność
siebie została zupełnie zniszczona, jej głos praktycznie nie istniał i dawno już zatraciła poczucie własnego ja. Z jej zdrowiem było coraz
gorzej i nękały ją przeróżne fizyczne objawy, takie jak alergie
pokarmowe, bóle głowy, palpitacje serca i bezsenność. Stres wynikający z życia z kontrolującym partnerem odcisnął swoje piętno zarówno na jej
ciele, jak i na umyśle. Przez tak długi czas rezygnowała z własnych
potrzeb w imię zachowywania spokoju w związku, że gdy w końcu się z niego uwolniła, czuła się jak pusta muszla. Nie była już sobą, zatraciła
poczucie własnego ja i radość życia. Czuła się tak, jakby całe jej
istnienie zostało wdeptane w ziemię.
Dużo czasu zajęło jej zrozumienie własnych skomplikowanych emocji. Miała
poczucie winy, że zawalczyła o siebie i odeszła. Mimo że wiedziała, iż
należało odejść, było jej bardzo trudno patrzeć, jak źle to znosi jej
były partner. Było jej go żal i nie potrafiła pociągnąć go do
odpowiedzialności za to, co zrobił, bo wciąż wymyślała dla niego jakieś
usprawiedliwienia. Poza tym przecież i ona nie była "idealna" - gdy już
nie mogła dłużej znieść jego zachowań, sama odpowiadała w sposób, o który nigdy przedtem nawet by się nie podejrzewała. Bywało, że
postępowała wbrew własnemu sumieniu, byle tylko był spokój, a w rezultacie borykała się teraz z poczuciem winy i żalu. Długo odtwarzała
w głowie wszystkie swoje błędy, zamęczała się bez końca tym, że nie
znalazła w sobie dość siły, by postąpić zgodnie ze swoim prawdziwym ja.
Nie miała problemu z przyznaniem się do błędów. Jej problem polegał na
tym, że nie wiedziała, jak z tym dalej żyć. Ból i rozpacz, jakie
odczuwała w tym okresie, były czasami niemal nie do zniesienia.
Stworzyła sobie własne piekło, zadręczając się bez końca roztrząsaniem
tego, co się wydarzyło i co powinna była zrobić inaczej. Nękały ją
niespokojne myśli, które kosztowały ją większość jej emocjonalnej
energii. Czuła się okropnie.
To wtedy właśnie postanowiła sobie, że nie pozwoli, by to przeżycie
zadecydowało o całym jej życiu. Wyruszyła na poszukiwanie samej siebie.
Zaczęła robić to, co ją interesowało - wreszcie bez strachu przed
reperkusjami. Zaczęła starannie wybierać, na co poświęci swoją energię.
Ponieważ tak wielką trudność sprawiało jej dotąd bronienie swoich praw,
skupiła się przede wszystkim na ochronieniu się przed pewnymi typami
ludzi i sytuacji. Przeszła w stan hibernacji i odczekała, aż będzie na
tyle silna, by móc opuścić swoją bezpieczną samotnię. Wówczas bez
ograniczeń zajęła się rzeczami, które ją fascynowały, i skupiła na
relacjach z ludźmi, z którymi dobrze się czuła, aż wreszcie zaczęła
stopniowo odzyskiwać siłę. Jej pewność siebie wzrosła, bo znów zaczęła
sobie ufać. Po raz pierwszy w życiu naprawdę zrozumiała, co mają na
myśli eksperci, którzy mówią o potrzebie samowspółczucia. Udało jej się
wybaczyć sobie wszystkie te rzeczy, o których w danej chwili nie
wiedziała, i wszystkie te sytuacje, w których powinna była się inaczej
zachować. Udało jej się wybaczyć sobie, że nie była taka, jaka być
powinna - silna, asertywna, pewna siebie, niepokorna. Zamiast bić się w piersi za to, że była zbyt miękka, zbyt uległa, zbyt wyrozumiała i uczynna, zaczęła akceptować te swoje cechy. Zrozumiała, że to zalety i że wystarczy tylko bardziej się chronić i być bardziej wybiórczą w stosunku do ludzi, których chce się tak traktować.
Może teraz uczciwie powiedzieć, że wreszcie żyje takim życiem, jakie
uwielbia. Nie znaczy to bynajmniej, że nie musi już się z niczym zmagać
i nigdy nie cierpi, ale wie, że przejęła kontrolę nad własnym życiem.
Wie, że jest to coś, czego nikt już nie zdoła jej odebrać. Że odzyskała
ją w pełni. Wie już, na czym polega ryzyko związane z zatraceniem się,
świadomie stawia więc na pierwszym miejscu siebie i swoje potrzeby.
Jeśli coś jej się nie podoba, zmienia to. Jeśli coś ją zachwyca, otwiera
się na to. Jeśli coś ją cieszy, robi to częściej. Jej życie pełne jest
ludzi, których naprawdę kocha i którzy naprawdę ją kochają. Czuje się
szanowana i ceniona w związkach z ludźmi i w swoim życiu.
Ta kobieta to ja.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki