WSTĘPW swoim czasie
Gdy jesteś młody, życie jest długie i masz tyle czasu do dyspozycji. Aż któregoś dnia okazuje się, że właśnie minęło dziesięć lat.
David Gilmour, Nick Mason, Roger Waters i Richard Wright z zespołu Pink Floyd, "Time"
Niemal zawsze wzrost i rozwój przechodzą przez tzw. okres kryzysowy. Istnieje bowiem szczególne okno dojrzewania, w którym przy odpowiedniej stymulacji z zewnątrz mamy szansę - i to dość sprawnie - wykształcić i rozwinąć pewne umiejętności. Przed tym oknem i po nim to samo będzie już albo trudniejsze, albo niemożliwe do osiągnięcia.
Noam Chomsky, lingwista
Kiedy Kate rozpoczęła terapię, od roku pracowała jako kelnerka i mieszkała - oraz pozostawała w konflikcie - ze swoimi rodzicami. To ojciec umówił ją na pierwszą wizytę, obydwoje zakładali, że to kłopoty na linii ojciec-córka uwidocznią się szybko i wyjdą na prowadzenie jako pierwsze. Mnie jednak uderzyło co innego: oto Kate marnowała swoje młode lata. Pochodziła z Nowego Jorku, obecnie miała dwadzieścia sześć lat, mieszkała w Virginii i jeszcze nie zrobiła prawa jazdy, choć to znacznie ograniczało jej możliwości zawodowe i wtłaczało w rolę pasażerki we własnym życiu. Z tego braku bezpośrednio wynikały także jej częste spóźnienia na terapię.
Kate skończyła studia i bardzo chciała na własnej skórze doświadczyć zamaszystej swobody życia po dwudziestce - gorąco kibicowali jej w tym rodzice. Mama i tata wzięli ślub zaraz po zakończeniu edukacji, bo chcieli pojechać razem do Europy, a wtedy - na początku lat siedemdziesiątych - rodziny nie pochwalały takich akcji przed ślubem. Przeżyli miesiąc miodowy we Włoszech i wrócili z dzieckiem w drodze. I tak tato Kate zaczął robić aktywny użytek ze swoich uprawnień księgowego, podczas gdy jej mama zajęła się wychowywaniem czwórki dzieci, z których Kate była najmłodszym. Dziewczyna spędziła swój czas po studiach, starając się nadrobić to, czego nie mieli szansy doświadczyć jej rodzice. Spodziewała się, że to będzie najlepszy czas w jej życiu - a zdominował go stres i silne lęki. "Życie po dwudziestce okazało się paraliżujące" - opowiadała. "Nikt mnie nie uprzedził, że będzie tak ciężko".
Kate wypełniła umysł dramatami osoby dwudziestoparoletniej, by nie musieć zajmować się tym, co naprawdę działo się w jej życiu - i najwyraźniej to samo próbowała osiągnąć w terapii. Gdy przychodziła na sesję, zrzucała baleriny, podciągała dżinsy i zaczynała opowiadać o swoim weekendzie. Nasze rozmowy, przerywane ćwierkotem powiadomień w telefonie, często uzupełniały elementy multimedialne - zdjęcia czy cytaty z SMS-ów. Gdzieś pomiędzy wierszami opowieści o weekendach dowiedziałam się, że: Kate rozważała pracę w fundraisingu i miała nadzieję, że pozna swoje zawodowe plany przed trzydziestką. "Bo trzydzieści to nowe dwadzieścia" - powiedziała.
W tym momencie musiałam zabrać głos.
Podchodzę do problematyki związanej z trzecią dekadą życia ludzi z pasją zbyt dużą, by pozwolić Kate czy dowolnej innej osobie w tym wieku zmarnować ten czas. Jestem psycholożką kliniczną specjalizującą się w rozwoju człowieka i spotkałam masę młodych dorosłych, którzy zbyt wiele lat życia stracili przez brak jasnych perspektyw. Co gorsza, nieobecność jasnej wizji na tym etapie niesie ze sobą dalsze, bolesne konsekwencje, których osoby te doświadczają w wieku trzydziestu czy czterdziestu lat - na gruncie zawodowym, związkowym, ekonomicznym, reprodukcyjnym. Polubiłam Kate i chciałam jej pomóc, dlatego poprosiłam, by zadbała o punktualne przychodzenie na sesje. Przerywałam jej opowieści o weekendowych zabawach i dopytywałam, jak jej idzie kurs na prawo jazdy czy szukanie pracy. Przede wszystkim jednak koncentrowałyśmy się na tym, co jest dla niej najważniejsze w terapii - i w obecnej dekadzie życia.
Kate zastanawiała się na głos, czy lepiej spędzić kilka lat w gabinecie, próbując poukładać sobie doświadczenia z dzieciństwa, czy lepiej wydać te same pieniądze i czas na bilet na pociąg Eurail Pass i wyruszyć w podróż w poszukiwanie siebie. Ja nie opowiedziałam się za żadną z tych emocji. Zaznaczyłam przy tym Kate, że choć większość znanych mi terapeutów zgadza się z przypisywanym Sokratesowi stwierdzeniem, że "życie bezmyślne nie jest warte życia", to w jej przypadku większe zastosowanie ma inne, mniej znane, autorstwa amerykańskiego psychologa Sheldona Koppa: "Życie nieprzeżyte nie jest warte rozmyślań".
Wyjaśniłam, że z mojej strony nieodpowiedzialnością byłoby siedzenie i bierne obserwowanie, jak najbardziej formatywne lata przepływają Kate przez palce. Nierozsądne byłoby skupienie się na przeszłości dziewczyny, wiedząc, że zagrożona jest jej przyszłość. Niesprawiedliwe wydawało się poświęcanie uwagi weekendom, skoro to w tygodniu czuła się tak źle. Poza tym instynktownie czułam, że relacja Kate z ojcem nie będzie mogła się zmienić, dopóki nie pojawi się w niej jakiś nowy element.
Po pewnym czasie od tych rozmów Kate znów opadła na kanapę w moim gabinecie. Była pobudzona, na skraju łez - niepodobna do siebie - wyglądała przez okno i nerwowo machała nogami, jednocześnie opowiadając o niedzielnym brunchu, który zjadła w towarzystwie czterech kumpeli ze studiów. Jedna z nich dopiero co wróciła z Grecji, gdzie zbierała nagrania kołysanek na potrzeby swojego doktoratu. Inna przyprowadziła na spotkanie swojego narzeczonego. Młode kobiety usiadły do stołu, Kate rozejrzała się i poczuła, że jest ze wszystkim do tyłu. Chciała mieć to, co miały koleżanki - pracę, cel w życiu, chłopaka - i resztę dnia spędziła na poszukiwaniach online. Większość ogłoszeń o pracę (i facetów na portalach randkowych) nie wzbudziła jej zainteresowania. Ci, którzy wpadli jej w oko, wydawali się poza jej zasięgiem. Kate położyła się spać z niejasnym poczuciem, że została zdradzona.
- Połowa trzeciej dekady życia już za mną - zauważyła. - Siedząc w tamtej restauracji, zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam nic, co mogłabym pokazać światu. Sensownego CV. Związku. Nie wiem nawet, co ja właściwie robię w tym mieście. - Sięgnęła po chusteczkę i zaczęła szlochać. - Naprawdę kupiłam tę historię, że trzymanie się jasnej ścieżki jest przereklamowane. Żałuję, że nie działałam... sama nie wiem... bardziej celowo.
Dla Kate nie było jeszcze za późno, ale nadeszła najwyższa pora, by brać się do roboty. Gdy kończyłyśmy terapię, dziewczyna mieszkała osobno, miała prawo jazdy, nieźle zapowiadającego się chłopaka i pracę na stanowisku fundraiserki w organizacji pozarządowej. Poprawiły się też jej stosunki z ojcem. Podczas ostatnich wspólnych sesji Kate podziękowała mi, że pomogłam jej nadrobić zaległości. Dodała, że w końcu czuje, jakby żyła "w swoim czasie".
Lata między dwudziestką a trzydziestką są jak najbardziej prawdziwe i należy im się traktowanie ich poważnie.
Freud powiedział kiedyś: "Miłość i praca, praca i miłość... nie ma nic poza tym", z czym się zgodzę, a do tego podkreślę, że obecnie te kwestie nabierają kształtu na późniejszym etapie życia niż kiedyś. Gdy rodzice Kate mieli tyle lat, co córka, przeciętna osoba w wieku dwudziestu jeden lat była już po ślubie i opiekowała się małym dzieckiem1. Edukację kończono na etapie szkoły średniej, ewentualnie studiów, a młodzi rodzice koncentrowali wysiłki na zarabianiu pieniędzy i utrzymywaniu rodziny. Mężczyźni w większości pracowali, ale dwie trzecie kobiet już nie. Osoby pracujące mogły się spodziewać, że cały okres aktywności zawodowej spędzą w jednej branży. W tamtych czasach średnia cena domu w Stanach Zjednoczonych kształtowała się na poziomie 20 000 dolarów2. Rozwody i pigułki antykoncepcyjne zyskiwały na popularności.
Wtem, na przestrzeni zaledwie jednego pokolenia, nastąpiła olbrzymia zmiana kulturowa3. Upowszechniła się łatwa w użyciu antykoncepcja, a kobiety ruszyły na podbój rynku pracy. Gdy wchodziliśmy w nowe tysiąclecie, zalewie połowa osób między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia była po ślubie (zwykle branym bliżej trzydziestki), a jeszcze mniej decydowało się na dzieci, przez co ta dekada życia stała się okresem niespotykanej wcześniej swobody. Zaczęły pojawiać się głosy, że może studia wcale nie są niezbędne, a poza tym są drogie. Pojawił się "czas wolny".
Przez setki lat dwudziestoparolatkowie z roli synów i córek przechodzili płynnie w role mężów i żon, jednak w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat otworzyło się nowe okno rozwojowe. I dziś osoby takie jak Kate budzą się codziennie - gdzieś między sypialnią w domu rodzinnym a tą w domu, który wezmą na kredyt - i nie wiedzą, co z tym czasem zrobić.
Mniej więcej na przełomie wieków, co być może znamienne, trzecia dekada życia zostaje zdefiniowana jako "okres przejścia". Artykuł z "Economist" z 2001 roku opisuje "ekonomię Bridget Jones"4, a na okładce "Time" z 2005 roku widzimy nagłówek: "Poznajcie Twixterów"5. Oba teksty mówiły o tym, że to lata do "jednorazowego wykorzystania", napędzane równie "jednorazowym" przychodem. W "New York Times" z 2007 roku jest z kolei mowa o "czasie Odysei"6 - czasie na wędrówkę bez celu. Dziennikarze i badacze z całego świata zaczęli mówić o dwudziestoparolatkach, posługując się terminami, takimi jak kidults ("dzieciorośli"), pre-adults ("przed-dorośli") czy adultescents ("dorosłolatki"). Niektórzy uważają, że to grupa o przeciągniętym w czasie okresie dorastania, inni mówią o "kiełkujących" dorosłych7. Zaktualizowano harmonogram rozwoju człowieka, degradując młodych ludzi i nazywając ich "jeszcze nie w pełni dorosłymi" - dokładnie wtedy, kiedy powinni wziąć w swoje ręce stery własnego życia8.
Z jednej strony bagatelizujemy ten okres w życiu, z drugiej ulega on pewnej fetyszyzacji. Kultura popularna wręcz obsesyjnie koncentruje się na przeżyciach osób między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, jakby w życiu człowieka poza latami swobody i swawoli nic się nie działo. W okolicach roku 2019 wiek 85 procent influencerów na Instagramie wynosił między 18 a 35 lat9, co oznacza, że młodzi dorośli przez cały dzień oglądają na swoich telefonach innych młodych dorosłych i ich wspaniałe życia - koniecznie w kostiumach kąpielowych; część z tych obserwowanych zarabia na tym pokazywaniu niemałe pieniądze. Jednocześnie i młodociane gwiazdy, i zwykłe dzieci spędzają młodość na udawaniu, że mają po dwadzieścia lat, podczas gdy dojrzałe osoby dorosłe i bohaterki Real Housewives ubierają się i zaprzęgają swoje ciało do tego, by wyglądać na maksymalnie dwadzieścia dziewięć. Młodsi wyglądają na starszych, a starsi na młodszych, sprowadzając doświadczenie dorosłości do długiej, przeciągłej przejażdżki w trzeciej dekadzie życia. Ukuto nawet nowy termin - aśmiertelność - opisujący stan życia w jednorodny sposób, na tych samych obrotach, od wieku nastoletniego aż do śmierci10.
Płynący z tego przekaz jest wewnętrznie sprzeczny i po prostu groźny. Kultura, w której "trzydziestka to nowa dwudziestka", utrzymuje, że osoby dwudziestoletnie jeszcze nie mają nic do powiedzenia; z drugiej strony nadmierna koncentracja na trzeciej dekadzie życia i jej idealizowanie sprawiają, że trudno nam uwierzyć, że istnieje w życiu ważniejszy czas niż właśnie ten. Z tego powodu wiele kobiet i mężczyzn przepuszcza te lata przez palce, marnując ich potencjał transformacyjny, i płaci za to w kolejnych dekadach wysoką cenę. Zbyt wielu młodych dorosłych, takich jak Kate, dało się wciągnąć w wir ekscytacji i dezinformacji - wiele z nich trywializuje znaczenie dekady nadającej kształt całemu życiu - pod wieloma względami najtrudniejszej.
Gdy dwudziestolatki w XXI wieku wstają z łóżka, w głowach mają więcej pytań niż odpowiedzi, a to - pod względem kulturowym i psychologicznym - radykalna zmiana. Większość z tych osób spędziła życie w szkołach, a to oznacza, że w ich pamięci życie dzieli się na kawałki trwające tyle, co semestr nauki. Ich tygodnie organizował plan lekcji, a sylabusy jasno pokazywały, za co dostaje się piątkę, a za co szóstkę. I oto w okolicy dwudziestych urodzin otwiera się przed nimi życie. Znikają plany lekcji i sylabusy. Żaden kawałek papieru już im nie mówi, co robić każdego dnia, przestają też dostawać oceny, które dawałyby im znać, jak sobie radzą.
Równolegle prawdziwą rewolucję przechodził rynek pracy - co oznacza, że dziś wybór jest większy, ale towarzyszy mu dezorientacja. Wieloletnie kariery zawodowe zostały zastąpione krótkimi okresami zatrudnienia - przeciętny dwudziestolatek przez dziesięć lat zaliczy kilka miejsc pracy11. Młodzi dorośli są lepiej wykształceni i bardziej zaangażowani w pracę niż poprzednie pokolenia12, jednak - co może zniechęcać - do podjęcia pierwszej pracy niekoniecznie będzie im potrzebny dyplom wyższej uczelni. Liczne amerykańskie korporacje przenoszą stanowiska juniorskie za granicę, co utrudnia młodym dorosłym zapuszczenie zawodowych korzeni w miejscu zamieszkania13. Dla wielu z nich niepłatny staż to praca na start14, a dane pokazują, że mniej więcej połowa ludzi między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia zarabia bardzo mało albo wcale15.
Prace przychodzą i odchodzą - podobnie zachowują się dwudziestolatkowie. Rocznie jedna trzecia osób w tej grupie się przeprowadza, kolekcjonując znajomości i pozycje w CV16. Około 40 procent wraca do domu i mieszka z rodzicami17, częściowo z powodu kredytu studenckiego - przeciętny absolwent jest bowiem zadłużony na około 30 000 dolarów18. Media społecznościowe prezentują ludzi w tym wieku jako wspaniale wyglądających, szczęśliwych, towarzyskich, jednak - jak pokazują badania - częste zmiany miejsca zamieszkania wynikające z niestabilnego rynku pracy sprawiają, że trzecia dekada życia to jeden z jego najbardziej samotnych okresów19.
Wydaje się, że świat urósł - młodzi dorośli przemieszczają się swobodnie, zmagając się z "problemami wielkiego świata" lub takimi, dla których nie ma jednoznacznych rozwiązań20. Dziś nie do końca wiadomo, ani gdzie pracować, ani czym się zająć zawodowo, ani kiedy i z kim połączyć się w parę - jeśli w ogóle. Jeszcze gorsze są ukryte pod spodem pytania o rzeczy podstawowe - "Czy odniosę sukces? Czy będę sama? Czy będę kochany? Czy będę szczęśliwa? Czy moje życie będzie coś znaczyć? Czy mi się uda?" - które mogą czekać na odpowiedź przez kolejne dziesięć lat, albo i dłużej.
Czasy nie są łaskawe dla tej grupy wiekowej nie tylko z powodu wspomnianych "problemów wielkiego świata", ale i z powodu tego, co się w świecie dzieje. Większość dwudziestoparoletnich osób pamięta jeszcze życie sprzed 11 września, świat bez wiszącego nad domem zagrożenia terroryzmem. Nie pamiętają też, jak wyglądała nauka w szkole przed wydarzeniami w Columbine, zanim chowanie się pod ławkami w ramach ćwiczeń na wypadek strzelaniny stało się normą. Większość przechodziła dorastanie ze smartfonem w ręku, bombardowana selfie ze skoku ze spadochronem, ale i nagłówkami zwiastującymi kryzys ekonomiczny, polityczny i klimatyczny. Z jednej strony czują presję, by korzystać z życia, z drugiej - nie mają pewności, jak długo przetrwa ich aktualny rząd (i cała planeta).
Odsetek dwudziestolatków ze znajomymi, którzy popełnili samobójstwo lub przedawkowali narkotyki, jest najwyższy w historii. Niektórzy poważnie się zastanawiają, czy jest w ogóle sens sprowadzać na ten świat dzieci. Coraz częściej słyszą, że american dream jest fantazją bez pokrycia, zastanawiają się, czy ich życie ma w ogóle sens i czy będą w stanie poprawić swój status społeczny i majątkowy. Ci, którzy mają fuksa czy nieco lepszą pozycję startową, wątpią, że będą zarabiać tyle, co mama czy tata. Mimo to młodzi pracownicy wciąż aplikują do różnych firm, choć wielu rozglądając się po biurze w pierwszym dniu pracy, zastanawia się, co "miłego" (vide ruch obywatelski Me Too) może ich tu czekać.
Nie jest to wcale lekkie i swobodne życie. Raport z 2018 roku opracowany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wykazuje, że jako grupa młodzi dorośli odczuwają wyższy poziom stresu niż starsi21. Co kilka lat publikuje się podobne przekrojowe badania, po których zalewa nas fala artykułów w sieci oraz książek podejmujących próbę analizy i diagnostyki problemów, które trapią dwudziestoparolatków. W rzeczywistości dane przekrojowe nie mówią nam nic o konkretnym pokoleniu. (By uzyskać takie informacje, konieczne byłoby porównanie jednego pokolenia młodych dorosłych z innym). Wspomniane badania pokazują natomiast - i ten wynik powtarza się wielokrotnie - że w przeciwieństwie do powszechnych przekonań, nie jest to wcale czas beztroskiej zabawy.
Każdego dnia spotykam w gabinecie osoby między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, które czują się okropnie oszukane, bo uwierzyły, że to będą ich najlepsze lata. Ludzie wyobrażają sobie, że sesje terapeutyczne z udziałem młodych dorosłych wypełniają opowieści o przygodach i przypałach beztroskich dusz - i zgoda, jest tego trochę. Jednak za zamkniętymi drzwiami gabinetu słyszę zdecydowanie niepokojące wypowiedzi:
- Czuję się, jakbym znalazł się na środku oceanu. Mogę popłynąć w dowolnym kierunku, ale nigdzie nie widzę brzegu, więc nie wiem, w którą stronę się skierować.
- Mam wrażenie, że muszę cały czas umawiać się na randki - w nadziei, że może tym razem się uda.
- Nie spodziewałam się, że codziennie w pracy będę się zamykać w łazience i płakać.
- Ciągle porównuję się z innymi - mają o wiele lepsze życie ode mnie.
- Ten okres w życiu wywrócił moje myślenie o czasie. Niby mamy go dużo, ale też dużo musi się w nim wydarzyć.
- Wciąż szukam uwagi i potwierdzenia swojej atrakcyjności online.
- Moja siostra ma trzydzieści pięć lat i jest singielką. Przeraża mnie wizja, że też tak skończę.
- Nie mogę się doczekać, aż w końcu uwolnię się od dwójki z przodu.
- Mam nadzieję, że po trzydziestce przestanę to robić.
- Wczoraj w nocy modliłam się o to, żeby mieć choć jedną pewną rzecz w życiu.
Można odnieść wrażenie, że wszyscy chcą mieć po dwadzieścia lat - poza samymi zainteresowanymi. Z drugiej strony, w moim gabinecie tekst "trzydziestka jest nową dwudziestką" spotyka się z nową reakcją: "Boże, tylko nie to".
W Stanach Zjednoczonych żyje pięćdziesiąt milionów kobiet i mężczyzn pomiędzy dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, z których większość zmaga się z oszałamiającą, bezprecedensową niepewnością. Mówimy więc o 15 procentach populacji - lub 100 procentach, jeśli wziąć pod uwagę, że nie da się wejść w dorosłość z ominięciem tego etapu.
Większość dwudziestolatków nie ma pojęcia, co będą robić zawodowo, gdzie będą mieszkać i z kim będą w ciągu najbliższych dwóch czy dziesięciu lat. Nie wiedzą, kiedy zaczną być szczęśliwi i kiedy będą w stanie samodzielnie opłacać swoje rachunki. Zastanawiają się, czy lepiej zostać fotografem, prawniczką, projektantem czy bankierką. Nie są w stanie przewidzieć, czy od poważnego związku dzieli ich kilka randek czy wiele lat. Martwią się, czy uda im się założyć rodzinę i czy ich małżeństwo przetrwa. W skrócie - nie wiedzą, czy uda im się w życiu, i nie wiedzą, co ze sobą począć.
Niepewność powoduje lęk, a rozproszenie to opium dla mas żyjących w XXI wieku. Dwudziestolatki pokroju Kate kusi, żeby po prostu zamknąć oczy i łudzić się, że jakoś to będzie. Artykuł z magazynu "New York" z 2011 roku utrzymuje wprawdzie, że "dzieciaki mają się nawet nieźle", podkreślając, że mimo trudów na niwie ekonomicznej dwudziestolatki są nastawione do życia raczej optymistycznie22. Autorzy tekstu zauważają chociażby, że dzięki serwisom streamingowym w końcu "nie trzeba mieć dużo pieniędzy, żeby zyskać dostęp do ogromnej kolekcji muzyki", a media społecznościowe "uczyniły niskobudżetowe życie o wiele bardziej interesującym".
Istnieje takie powiedzenie: "Nadzieja jest dobra na śniadanie, ale nie na kolację"23. Może skutecznie wyciągnąć z łóżka przygnębionego dwudziestolatka, ale optymizm to za mało, by nakarmić go wieczorem - pod koniec trzeciej dekady życia wielu ludzi chce od życia czegoś więcej niż cudzych historii dla odwrócenia uwagi i bogatej kolekcji płyt.
A ja to wszystko wiem, bo od sesji z przechodzącymi wewnętrzny kryzys dwudziestolatkami jeszcze bardziej poruszające są dla mnie spotkania z tzw. twixterami - dziś trzydziesto-, czterdziestoletnimi, którzy żałują, że nie zachowywali się inaczej. Wielokrotnie obserwowałam, jak wspieranej przeze mnie osobie łamie się serce, gdy doszło do niej, że lepszego życia mieć nie będzie. Słyszymy, że trzydziestka to nowa dwudziestka, ale już w kwestii pracy, miłości, stanu mózgu i ciała czterdziestka to zdecydowanie nie nowa trzydziestka.
Wiele młodych osób zakłada, że życie ułoży się w okolicach trzydziestki - i może faktycznie tak będzie. Ale to będzie już inne życie. Lubimy myśleć, że jeśli w trzeciej dekadzie życia nie wydarzy się nic szczególnego, to w czwartej wciąż wszystko jest możliwe. Zakładamy, że unikając podejmowania konkretnych decyzji na tym etapie, nie zamykamy sobie żadnych dróg. Zapominamy, że brak wyboru to też wybór.
Jeśli między dwudziestką a trzydziestką nie uda nam się osiągnąć oczekiwanych w tym czasie celów, po trzydziestce przygniecie nas potężna presja: weź ślub, wybierz miejsce zamieszkania, zarabiaj pieniądze, zbuduj dom, ciesz się życiem, idź na studia podyplomowe, załóż firmę, zasłuż na awans, oszczędzaj na studia i emeryturę, dorób się dwojga lub trojga dzieci - zadań sporo, a czasu mniej. Poza tym wiele z tych dążeń wzajemnie się wyklucza i jak pokazują najnowsze badania, po trzydziestce po prostu nie da się ich realizować równolegle24.
Życie nie kończy się, gdy wkraczamy w czwartą dekadę życia, jednak nabiera zupełnie innego wymiaru. Przypadkowe CV, które odzwierciadla swobodę dwudziestolatka, w tym wieku wygląda już podejrzanie - czy wręcz jest powodem do wstydu. Po udanej pierwszej randce pojawiają się nie tyle fantazje o "tej jedynej", co chłodne kalkulacje na temat momentu potencjalnego ślubu i narodzin pierwszego dziecka.
I faktycznie, wiele osób dociera do tego etapu. Przyjście na świat potomstwa wielu trzydziestoletnim parom nadaje nowy życiowy cel i sens. Często jednak pojawia się przykre uczucie żalu, towarzyszące odkrywaniu różnych niewygodnych prawd: że nie tak łatwo jest mieć dzieci i robić karierę, na którą tak liczyli po trzydziestce; że utrzymanie dziecka wcale nie jest takie tanie; że problemy z płodnością czy prozaiczne wyczerpanie utrudniają założenie rodziny, której pragną; że kiedy ich dzieci będą na studiach, oni będą zbliżali się do sześćdziesiątki, a na ich weselu zatańczą w wieku siedemdziesięciu lat; że mogą nigdy nie poznać własnych wnuków.
W realiach postmilenialnych kryzys wieku średniego nie ma kształtu czerwonej, sportowej bryki. Oznacza raczej konfrontację z tym, że wkładaliśmy dużo energii, żeby nic nam nie umknęło, jednocześnie doprowadzając do sytuacji, w której umknęły nam jedne z ważniejszych rzeczy w życiu. Z tym że odkładanie na później niekoniecznie oznacza, że coś nam lepiej wyjdzie. Zbyt wiele mądrych, dobrych trzydziesto- i czterdziestolatków przechodzi swoistą żałobę, gdy orientują się, jak wiele mają do nadrobienia. Patrzą po sobie - i na mnie, po drugiej stronie gabinetu - i komentują swoje zachowanie po dwudziestce: "Co ja takiego robiłam? Co ja sobie myślałem?".
Na kolejnych stronach spróbuję was przekonać, że trzydziestka to nie nowa dwudziestka. Owszem, dzisiejsi dwudziestoparolatkowie statkują się później niż ich rodzice. Prawie wszyscy zgadzają się, że praca i miłość nie pojawiają się tak wcześnie jak kiedyś, zarówno z powodów ekonomicznych, jak i dlatego, że po prostu nie ma na tę stabilizację takiego nacisku społecznego. Chcę was jednak przekonać, że trzydziestka to nie nowa dwudziestka właśnie dlatego, że zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej spokój przychodzi później. Patrząc na trzecią dekadę życia z tej perspektywy, widzimy w niej nie okres biernego czekania lub beztroskiego wyszumienia, tylko złoty czas rozwoju, który już nigdy się nie powtórzy.
Pochylmy się na chwilę nad psychologią rozwojową: prawdopodobnie wszyscy słyszeliście, że pierwsze pięć lat życia dziecka to okres krytyczny - dla rozwoju języka, przywiązania, wzroku, słuchu, mózgu25. Te okresy krytyczne, nazywane też fazami wrażliwymi, to takie "okienka", w których przyswajanie nowych umiejętności zachodzi szczególnie sprawnie. Rzadziej mówi się o rozwoju osób dorosłych i o tym, że właśnie trzecia dekada życia jest okresem dla niego krytycznym. To po dwudziestym roku życia rozwijamy się szczególnie intensywnie, a proste doświadczenia potrafią doprowadzić do dramatycznych transformacji. To czas, w którym zwykła codzienność może mieć niezwykły wpływ na to, kim będziemy.
W kolejnych częściach, zatytułowanych "Praca", "Miłość" i "Mózg i ciało", poznamy cztery odrębne, ale powiązane ze sobą okresy krytyczne, przez które przechodzą młodzi dorośli. W "Pracy" zastanowimy się nad tym, dlaczego podejmowane w tym wieku prace mają tak duże znaczenie dla naszego życia zawodowego i zarobków, nawet jeśli nie wydają się szczególnie ważne. W "Miłości" dowiemy się, dlaczego wybory, jakie dwudziestolatki podejmują w zakresie związków, są jeszcze bardziej brzemienne w skutkach niż te zawodowe. Z kolei "Mózg i ciało" pokaże nam, w jaki sposób wciąż rozwijające się dwudziestoletnie mózgi przygotowują nas do w pełni dorosłego funkcjonowania, podczas gdy nasze ciała wchodzą w najbardziej płodny okres życia.
Jeszcze nie tak dawno temu osoby po dwudziestce - takie jak rodzice Kate - pobierały się, zanim zdążyły dobrze poznać same siebie. Podejmowały najważniejsze życiowe decyzje, zanim ich mózgi wiedziały, jak to robić. Dwudziestolatkowie w XXI wieku stoją przed możliwością budowania swojego życia na własnych zasadach, uwzględniając potrzeby związane z pracą, miłością, rozwojem mózgu i ciała. Nie dzieje się to jednak samo; nie przychodzi z wiekiem, nie wypływa z optymistycznego nastawienia. Wymaga - jak zauważyła Kate - świadomego, intencjonalnego podejścia i czerpania informacji z dobrych źródeł. Inaczej przegapimy tę szansę. Niestety, rzetelne informacje przez długi czas były trudne do zdobycia.
Dziennikarze dokładają swoje trzy grosze do tego problemu, tworząc nagłówki, typu: "Co jest nie tak z tymi dwudziestolatkami?"26 albo "Czy oni nie mogliby po prostu dorosnąć?"27. Prawda jest jednak taka, że ten okres życia nie jest owiany szczególną tajemnicą. Mamy sporą wiedzę na temat trzeciej dekady życia człowieka i uważam, że osoby między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia mają prawo mieć do niej dostęp. W kolejnych rozdziałach będę przeplatać najnowsze wyniki badań nad rozwojem osób dorosłych z wcześniej niepublikowanymi doświadczeniami moich klientów i studentów. Opowiem o tym, co psycholodzy, socjolodzy, neurolodzy, ekonomiści, pracownicy działu HR i specjaliści zdrowia reprodukcyjnego wiedzą o unikatowej mocy, która drzemie w trzeciej dekadzie życia, i o jej wpływie na kształt naszego życia. Dodatkowo będę rzucać wyzwania napędzanym przez media błędnym przekonaniom na temat tego czasu i obnażać mylne stereotypy.
Z lektury tej książki dowiecie się, dlaczego to ludzie, których ledwo znamy, a nie nasi najbliżsi przyjaciele, najmocniej zmieniają nasze życie. Zrozumiecie też, dlaczego wejście w świat aktywności zawodowej sprawia, że czujemy się ze sobą lepiej, a nie gorzej. Przeczytacie o tym, że wspólne mieszkanie może nie być najlepszym sposobem na sprawdzenie trwałości związku. Odkryjecie, że tożsamość osoby po dwudziestce zmienia się w tej dekadzie częściej niż w jakiejkolwiek innej - czy to wcześniejszej, czy późniejszej. Dowiecie się, na jakiej podstawie wybieramy rodzinę, a nie tylko przyjaciół, i że pewność siebie niekoniecznie wyrasta z wewnątrz, ale porasta nas z zewnątrz. Zaczniemy od namysłu nad tym, dlaczego "Kim jestem?" nie jest pytaniem, które warto sobie zadawać w trakcie przedłużającego się kryzysu tożsamości, ale powinno pojawić się wtedy, gdy mamy na koncie jeden lub dwa mocne przykłady czegoś, co określamy mianem "kapitału osobowości".
Moja koleżanka często powtarza, że dwudziestolatkowie są jak samoloty, które startują z Nowego Jorku, kierując się na zachód. Tuż po starcie niewielka zmiana kursu przekłada się na wielką różnicę w miejscu lądowania: albo Australia, albo Fidżi. Nawet niewielka zmiana, której doświadczymy w trzeciej dekadzie życia, może radykalnie zmienić realia naszego funkcjonowania w kolejnych latach.
To czas lotu, czas spędzany w powietrzu, podatny na turbulencje. Jeśli jednak poznamy zasady nawigacji, choćby pobieżnie, mamy szansę dotrzeć dalej i szybciej niż podczas podróży na dowolnym późniejszym czy wcześniejszym etapie życie. W tym decydującym okresie to, co robimy - i czego nie robimy - niesie za sobą dalekosiężne reperkusje, wpływające zarówno na kolejne lata naszego życia, jak i na przyszłe pokolenia.
Ruszajmy więc. Już czas.
PRZYPISY
SŁOWO WSTĘPNE
1 Zobacz artykuł W. R. Mackavey, J. E. Malley i A. J. Stewart's Remembering Autobiographically Consequential Experiences: Content Analysis of Psychologists' Accounts of Their Lives w: "Psychology and Aging" 6(1991): 50-59. W cytowanym badaniu wydarzenia zachodzące w toku życia zostały opisane według etapów rozwojowych, a nie z podziałem na kolejne dekady. Aby ustalić, która dekada życia zawierała najwięcej istotnych doświadczeń, ponownie przeanalizowałam zebrane w badaniu dane, określając średnią liczbę istotnych wydarzeń na rok w każdym okresie rozwojowym. Następnie przeanalizowałam każdy rok życia indywidualnie według tych średnich, ustalając punkty odcięcia w dekadach, a nie w okresach rozwojowych.
WSTĘP
1 Osoby zainteresowane kompleksowym opisem różnic między pokoleniem baby boomers a dwudziestolatkami z XXI wieku odsyłam do książki Neila Howe'ego i Williama Straussa Millennials Rising: The Next Great Generation (Nowy Jork: Vintage, 2000).
2 Archiwum cen nieruchomości online: https://www.census.gov/data/tables/time-series/dec/coh-values.html.
3 Informacje na temat dwudziestolatków w XXI wieku - raport Pew Research Center z 2010 roku: Millennials: Confident. Connected. Open to Change, dostępny na: http://pewresearch.org/millennials.
4 Zobacz The Bridget Jones Economy: Singles and the City- How Young Singles Shape City Culture, Lifestyles, and Economics w "The Economist" z 22 grudnia 2001 r.
5 Okładkowy artykuł z magazynu "Time" z 16 stycznia 2005 r. Meet the Twixters autorstwa Leva Grossmana. Tekst w kompleksowy i przystępny sposób opowiada o zmianach ekonomicznych, socjologicznych i kulturowych, które przyczyniły się do tego, że dwudziestolatkowie czują się zawieszeni.
6 Z artykułu The Odyssey Years autorstwa Davida Brooksa, opublikowanego przez "New York Times" 9 października 2007 roku.
7 Badacz Jeffrey Jensen Arnett ukuł termin "kiełkujący dorośli" w odniesieniu do osób w wieku od osiemnastu do dwudziestu pięciu lat. Arnett przeprowadził wiele świetnych badań na temat młodych dorosłych, z których część uwzględniłam w tej książce. Opieram się na badaniach Arnetta, ale nie na terminie "kiełkujący dorośli", ponieważ omawiam szerszą grupę wiekową. Ponadto uważam, że nie dodajemy dwudziestolatkom poczucia sprawczości i mocy, gdy podkreślamy, że jeszcze nie są dorośli.
8 Zobacz: Richard Settersten i Barbara E. Ray, Not Quite Adults: Why 20-Somethings Are Choosing a Slower Path to Adulthood, and Why It's Good for Everyone (Nowy Jork: Bantam Books, 2010)
9 Zobacz: https://www.statista.com/statistics/893733/share-influencers-creating-sponsored-posts-by-age/
10 Zobacz: 10 Ideas Changing the World Right Now, Catherine Mayer dla magazynu "Time", 12 marca 2009 r.
11 Zobacz: Jeffrey Jensen Arnett's Emerging Adulthood: The Winding Road from the Late Teens Through the Twenties (Nowy Jork: Oxford University Press, 2015)
12 Zobacz: dane opracowane przez Pew Research Center, dostępne online na: https://www.pewresearch.org/short-reads/2019/10/29/share-of-young-adults-not-working-or-in-school-is-at-a-30-year-low-in-u-s/
13 Wnikliwej analizy gospodarki postmodernistycznej oraz jej konsekwencji dostarcza artykuł Richarda Sennetta: The New Political Economy and Its Culture w: "The Hedgehog Review" 12 (2000): 55-71
14 Artykuł opowiadający o tym, jak trudno dziś dostać się nawet na staż: Unpaid Work, but They Pay for the Privilege autorstwa Gerry'ego Shiha, "New York Times", 8 sierpnia 2009 r.
15 Zobacz dane opracowane przez Pew Research Center, dostępne online na: https://www.pewresearch.org/fact-tank/2014/05/30/5-facts-about-todayscollege-graduates/
16 Zobacz: rozdział 1 książki autorstwa Jeffreya Jensena Arnetta Emerging Adulthood: The Winding Road from the Late Teens through the Twenties (Nowy Jork: Oxford University Press, 2015)
17 Zobacz: Jeffrey Jensen Emerging Adulthood: The Winding Road from the Late Teens through the Twenties (Nowy Jork: Oxford University Press, 2015)
18 Zobacz: stronę poświęconą tematyce zadłużenia studenckiego: http://projectonstudentdebt.org.
19 C. R. Victor i K. Yang, The Prevalence of Loneliness among Adults: A Case Study of the United Kingdom, "Journal of Psychology" 146(1- 2) (2012): 85-104
20 Kirsten G. Volz i Gerd Gigerenzer, Cognitive Processes in Decisions under Risk Are Not the Same as in Decisions under Uncertainty, "Frontiers in Neuroscience" 6(2012): 105
21 Zobacz Stress in America: Generation Z, dostęp online: https://www.apa.org/news/press/releases/stress/2018/stress-gen-z.pdf.
22 Zobacz artykuł: The Kids Are Actually Sort of Alright, autorstwa Noreen Malone, "New York Magazine", 24 października 2011 r.
23 Cytat przypisywany sir Francisowi Baconowi.
24 Zobacz: Suzanne M. Bianchi, Family Change and Time Allocation in American Families, "Annals of the American Academy of Political and Social Science" 638, nr 1 (2011): 21-44, a także artykuł poddający te badania dyskusji: Delayed Child Rearing, More Stressful Lives, Steven Greenhouse, "New York Times", 1 grudnia 2010 r.
25 "Faza wrażliwa" to bardziej poprawne określenie; chodzi o czas krytyczny dla rozwoju np. określonej umiejętności - jeśli nie rozwinie się ona w tym "okienku", nie będzie w stanie rozwinąć się później. W psychologii faza wrażliwa to właśnie takie okno rozwojowe, kiedy ów rozwój odbywa się kosztem najmniejszego wysiłku. Posłużyłam się określeniem "okres krytyczny", nawiązując do cytatu z Chomsky'ego, który poniekąd rozmywa różnicowanie z "fazą wrażliwą".
26 Zobacz: What Is It About 20-Somethings?, Robin Marantz Henig, "New York Times", 18 sierpnia 2010 r.
27 Artykuł z okładki niedzielnego wydania magazynu "Time", zatytułowany: Meet the Twixters, Lev Grossman, 16 stycznia 2005 r.