Wstęp
Współcześni nam członkowie naszej cywilizacji nie tylko w coraz większym
stopniu potrzebują pomocy psychologicznej, ale także mają coraz większą
świadomość tej potrzeby. Pomocy terapeutycznej szukają u psychiatrów,
psychologów, pracowników socjalnych, duchownych, a także w książkach.
Niektórzy zwracają się ku ruchom religijnym i etycznym, których
przywódcy, w przekonaniu, że znaleźli sposób na bardziej zadowalające
życie, ochoczo wskazują go innym.
Poszukując pomocy, coraz więcej osób sięga po psychoanalizę. Niektóre z nich, nieposiadające dogłębnej wiedzy, chwytają się obietnic
psychoanalizy, gotowe rzucić się w nią bez namysłu. Z reguły to nic
złego. Sumienny psychoanalityk nie podejmie terapii, o ile nie dostrzeże
zasadnej szansy zapewnienia pacjentowi pomocy. Poddawany psychoanalizie
pacjent stopniowo poznaje, czym jest psychoanaliza i z czym się ona
wiąże.
Jednakże taki brak przygotowania do psychoanalizy, choć właściwie
nieszkodliwy, jest niepożądany. Pacjent powinien posiadać bowiem
wystarczające informacje na temat samego procesu, powinien wiedzieć,
czego może się po nim spodziewać i czego się oczekuje od niego samego.
Powinien również choć w pewnym stopniu rozumieć głębsze znaczenie i cele
psychoanalizy. Głównym celem tej książki jest przygotowanie pacjenta do
trzech etapów procesu terapii - okresu przed rozpoczęciem psychoanalizy,
w jej trakcie i po jej zakończenia.
Co ludzie pragną i co powinni wiedzieć przed podjęciem decyzji o poddaniu się psychoanalizie? Autorzy tej książki zebrali swe ustalenia -
konkretne informacje, jakie usiłują zdobyć pacjenci przed rozpoczęciem
psychoanalizy, pytania zadawane po wykładach oraz doświadczenia w trakcie terapii.
Przede wszystkim pacjent chce wiedzieć, czy udział w procesie
psychoanalizy ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Czy psychoanaliza
naprawdę może ułatwić rzucenie palenia, złagodzić depresję? Albo czy w ogóle naprawdę potrzebuje analizy? Może mu się wydawać, że gdyby nie
epizody napadowego objadania się lub lęk wysokości, wszystko byłoby z nim w porządku. Czy ten problem jest na tyle ważny, by uzasadniać
długotrwałą i wnikliwą terapię? Zwykle jeszcze bardziej go martwi brak
tak wyraźnie widocznych objawów, ponieważ występuje u niego "jedynie"
wszechogarniające niezadowolenie z życia, uczucie napięcia lub
różnorodne zahamowania, trudne do uchwycenia trudności w kontaktach z płcią przeciwną albo ludźmi w ogóle. Tym samym z jednej strony martwi
się, czy psychoanaliza może mu pomóc - szczególnie w przypadku
długotrwałych zaburzeń. Z drugiej strony natomiast ma wrażenie, że nie
jest naprawdę chory, a zatem proszenie o pomoc nie ma uzasadnienia.
Kolejny pacjent może dość jasno uzmysławiać sobie potrzebę i chęć
psychoanalizy, ma jednak obawy i wątpliwości dotyczące samej procedury,
które pragnie omówić. Czy dzięki psychoanalizie stanie wzrośnie jego
skłonność do introspekcji i samolubność? Czy pozwala ona na niemoralne
zachowanie? Czy zakłóca zdolności artystyczne? Zaburzy małżeństwo lub
wiarę religijną? Czy zaszkodzi mu tak bardzo, że nie będzie w stanie
dłużej pracować? Czy stanie się zależny od psychoanalityka?
Jeszcze inni podjęli już decyzję o poddaniu się psychoanalizie, ale nie
mają pojęcia, jak się za to zabrać. Do kogo mają się udać? Czy ważne,
aby psychoanalityk był mężczyzną lub kobietą? Czy pacjent powinien go
lubić? Czy stosowanie przez psychoanalityka tej czy tamtej szkoły
przekłada się na praktyczną różnicę w procesie terapii?
Na koniec pacjent pragnie uzyskać informacje o kwestiach praktycznych,
takich jak koszty, czas i długość psychoanalizy. Na ostatnie pytanie
zwykle nie można udzielić precyzyjnej odpowiedzi. Pacjent powinien
jednak znać kryteria, od których zależy długość psychoanalizy.
Niejednokrotnie, choć sobie tego nie uświadamia, pacjent potrzebuje nie
tylko faktów dotyczących wspomnianych kwestii. Jego pytania, zmartwienia
i obawy mogą w znacznym stopniu wynikać z jego problemów neurotycznych,
obaw, oczekiwań, wymagań od samego siebie, roszczeń dotyczących
szczególnych praw, pesymistycznego poglądu na siebie i życia w ogóle.
Ten wstępny wywiad może zmienić się we fragment psychoanalizy. I tej
pomocy pacjent może potrzebować jeszcze zanim zacznie terapię.
W tej książce podejmujemy próbę wyjaśnienia tych kwestii, podania
faktów, a przy braku jasnych odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie podajemy
kryteria, dzięki którym dana osoba może samodzielnie znaleźć odpowiedź.
Staramy się także wskazać owe nieświadome czynniki, przez które pewne
pytania i obawy wydają się bardziej istotne niż są w rzeczywistości.
W odniesieniu do charakteru pracy psychoanalitycznej zadane pytania
dostarczyły nam znacznie mniej wskazówek. Co prawda najwyraźniej ciekawi
ona ludzi, ale prawdopodobnie mają oni zbyt mętne pojęcie na jej temat,
by zadawać konkretne pytania. Mimo to jednak nasze doświadczenie w pracy
z pacjentami podczas psychoanalizy podpowiedziało nam, co do których
kwestii pacjentom brakuje zwykle jasności. Ogólnie rzecz biorąc,
musieliśmy wybrać rzeczy naszym zdaniem istotne. Przede wszystkim ze
względu na skryte przekonanie, że automatycznie przyjdą im do głowy
przynoszące ulgę wnioski, większość pacjentów nie jest przygotowana na
konieczność faktycznej pracy w procesie psychoanalizy. Choć jednak
czynniki emocjonalne zakłócające pracę pacjenta nad sobą w oczywisty
sposób wymagają analizy w miarę ich wychodzenia na światło dzienne,
pacjent od samego początku powinien uświadomić sobie jasno, w jak dużym
stopniu długość i rezultat psychoanalizy zależą od jego inicjatywy,
produktywności i współpracy. Dlatego też poświęcimy chwilę na opisanie
oczekiwań wobec pacjenta w procesie psychoanalizy. Powinien on jednak
wiedzieć również, co robi psychoanalityk i jakiej pomocy zasadnie może
od niego oczekiwać.
Warto wspomnieć, że staramy się także wyjaśnić znaczenie i cele analizy,
zadając pytanie: jakie powinny być rezultaty w chwili zakończenia
analizy? Wedle naszej wiedzy nigdy nie udało się uzyskać zadowalającej
odpowiedzi na to pytanie. Nasza odpowiedź wynika z naszego przekonania,
że psychoanaliza zasadniczo stanowi jedną z najcenniejszych form
wsparcia naszego rozwoju jako istoty ludzkiej. Implikuje to, że nie
ogranicza się ona, i nie może się ograniczać, do okresu współpracy
pacjenta z psychoanalitykiem. Jest to proces, który w formie
konstruktywnej obserwacji powinien trwać do końca naszego życia.
Psychoanaliza nie ma na celu przynieść gotowego produktu. Jej cel
zostaje osiągnięty, gdy pacjent może samodzielnie kontynuować ten
proces. Podajemy metody powstępowania po zakończeniu psychoanalizy.
Ta książka skierowana jest przede wszystkim do osób rozważających
psychoanalizę na potrzeby własne albo przyjaciół lub krewnych. Osobom
poważnie zainteresowanym psychoanalizą da jaśniejszy obraz jej
charakteru i celu. Mamy nadzieję, że pomoże wyjaśnić tajemnice
psychoanalizy, eliminując nierealistyczne oczekiwania dotyczące
magicznego leku. Co prawda wielu neurotykom może się nie podobać
rozwianie takich nadziei, ale lepiej będzie, jeśli podejdą do
psychoanalizy w trzeźwym duchu oczekiwania rezultatów jedynie faktycznej
pracy.
Karen Horney
Dlaczego psychoanaliza?
Alexander Reid Martin
Jednym z najważniejszych i dalekosiężnych osiągnięć kulturowych naszych
czasów jest gwałtowny wzrost powszechnego zainteresowania psychiatrią
oraz jej latoroślą, jaką jest psychoanaliza. Coraz częściej za przyczyny
choroby i poważnej niepełnosprawności uznaje się czynniki emocjonalne i psychiczne. Najważniejszym bodźcem rozwoju tego trendu były
doświadczenia II wojny światowej. Proces mobilizacji, związany z odsiewem i klasyfikacją męskiej części narodu, zapewnił nam pierwsze
rzetelne szacunki potwornego marnotrawienia potencjału ludzkiego w wyniku zaburzeń psychicznych. Dostarczone przez psychiatrię dowody, że
wydajność, morale i zdolność do pomyślnego prowadzenia wojny zależą w równym stopniu od zdrowia psychicznego, jak od fizycznego, ułatwiły
bliższe połączenie psychiatrii i psychoanalizy nie tylko z medycyną, ale
także z naukami społecznymi i humanistycznymi. Szybki, ogromny sukces
terapii przypadków tzw. nerwicy frontowej poprawił w szczególności
status psychoanalizy. Co prawda samych mężczyzn nie poddawano
psychoanalizie, ale przesłanki i metodę oferowanej im terapii oparto
niemal w całości na doświadczeniu i ustaleniach tej formy wsparcia.
Urząd Naczelnego Lekarza (sił zbrojnych) wydał szokujące oświadczenie,
że u 1 825 000, czyli 39 procent, spośród 4 650 000 mężczyzn zwolnionych
z różnych przyczyn ze służby na etapie mobilizacji, powodem była taka
czy inna forma zaburzenia osobowości. Pomimo tego badania przesiewowego,
43 procent wszystkich zwolnionych ze służby z przyczyn medycznych
stanowiło przypadki neuropsychiatryczne, zaś kolejne 20 procent
wszystkich zwolnionych miało problemy osobowościowe. Jak ujawnił
przeprowadzony przez Urząd Naczelnego Lekarza przegląd całej populacji w czasie wojny, około 50 procent wszystkich mieszkańców Stanów
Zjednoczonych zasięgających porady lekarza zgłasza przede wszystkim
problemy psychiczne, to znaczy taki czy inny rodzaj reakcji
psychoneurotycznej na życiowe problemy. Do osób tak wyraźnie dotkniętych
kalectwem wynikającym z czynników psychicznych musimy dodać dużą grupę
osób z nierozpoznanym kalectwem i niepełnosprawnością psychiczną. Jeśli
włączymy również osoby trafiające ostatecznie do szpitali
psychiatrycznych lub popełniające samobójstwo, zyskamy pewien pogląd na
rozległość tego problemu dotykającego całe społeczeństwo oraz ogromną
potrzebę lepszego rozumienia i pomocy.
Psychoanaliza może wiele wnieść do lepszego zrozumienia tych zaburzeń i zapobiegania im. Niewątpliwie wielu z tych zaburzeń można zapobiec
dzięki odpowiednio wczesnemu zastosowaniu psychoanalizy w ramach
poradnictwa dla rodziców i ich edukacji, a jeśli to zawiedzie, ogromną
pomocą może stać się terapia psychoanalityczna. Mobilizacja zasobów
psychiatrycznych i psychoanalitycznych narodu oraz rozległe badania,
których konieczność wynikała z wojny totalnej, przyniosły niepodważalne
dowody, że za początek większości zaburzeń osobowości naszych młodych
mężczyzn i kobiet odpowiadają raczej problemy psychiczne w życiu
rodzinnym niż sytuacja ekonomiczna.
Psychoanaliza zajmuje się subtelnymi powiązaniami i kształtującym
wpływem wszystkich relacji międzyludzkich. Pomaga wykazać, że każdy z nas stanowi wyjątkowy i integralny element społeczeństwa, wnoszący
niezbędny wkład w zdrowie ogółu. Tym samym czynniki powodujące
zaburzenia nerwicowe i zaburzenia osobowości wchodzą skład codziennego
życia i dotyczą warunków, za które jesteśmy lub możemy być
odpowiedzialni.
Wszelkie specjalności medyczne w służbie poprawy warunków psychicznych
życia wymagają powszechnego zrozumienia. Psychoanaliza wyszła już poza
etap eksperymentów, stając się akceptowaną specjalnością medycyny i jako
taka nieustannie podlega zmianom i ulepszeniom. Stopniowo poszerza sferę
wpływów w dziedzinie nauk medycznych i społecznych oraz edukacji, a także pole skutecznych zastosowań.
Jej dzisiejsza skala akceptacji i skuteczność byłaby jeszcze większa,
gdyby nie fakt, że osoby najbardziej potrzebujące terapii są zwykle
całkiem nieświadome faktycznej przyczyny doświadczanych trudności. W niniejszej książce czytelnik przekona się, jak głęboko zakorzenione,
nieświadome czynniki determinują uczucia, nastawienie i wzorce
zachowania neurotyka ze szkodą dla jego osobowości. Zobaczy, w jaki
sposób - bezwiednie - utrwala swe schorzenie. Bez świadomości, że
praktykuje najbardziej zadziwiające, paradoksalne i zawiłe strategie
zwodzenia samego siebie, racjonalizacji i ratowania twarzy, które nie
tylko przesłaniają faktyczne źródło i charakter jego choroby oraz
wywoływane nią ogromne szkody, ale także nie pozwalają mu dostrzec
silnej potrzeby uzyskania pomocy. Każdy opór przed poddaniem się
psychoanalizie, pociągający za sobą szereg uzasadnień wyjaśniających
odroczenie i zwłokę oraz związany z błędnymi przekonaniami, każe
podejrzewać istnienie takich właśnie nieświadomych procesów. Szczególnie
dotyczy to osoby uparcie niedostrzegającej potrzeby rozpoczęcia analizy
lub takiej, która wydaje się "nadmiernie protestować".
Ze względu na nieświadome elementy osobowości neurotyka, sprzeczne z jego najlepszymi interesami, często potrzebę zapewnienia jakiejś formy
pomocy dostrzega najpierw ktoś bliski. Na długo zanim zacznie ją w ogóle
rozważać sam pacjent, pomoc psychoanalityczną może zapewnić lekarz
rodzinny, bliscy krewni lub przyjaciele. Żadna z tych osób nie jest
jednak przygotowana do tej roli.
Tym samym osoba rozważająca psychoanalizę jako środek złagodzenia
problemów emocjonalnych lub nerwowych niewynikających z możliwej do
określenia przyczyny psychicznej, często zasypywana jest następującymi
sugestiami: "Nie musisz iść do psychoanalityka - to tylko dla osób,
które nie potrafią sobie same poradzić. Potrzebujesz tylko odrobiny siły
woli. Spróbuj się pozbierać" albo "Popadłeś w rutynę - potrzebujesz
zmiany, nowej wizji życia". Ewentualnie: "Przestań myśleć o sobie,
zajmij się czymś innym, zrób sobie urlop". Albo: "Jeśli chcesz to z siebie wyrzucić, idź do lekarza rodzinnego lub duszpasterza".
Ze względu na takie rady - które w wielu przypadkach zyskują poparcie
lekarza rodzinnego - zdecydowanie zbyt często psychoanalizę bierze się
pod uwagę dopiero kiedy wszystko inne zawiedzie. Wynika z tego
powszechne postrzeganie psychoanalizy jako ostatniej deski ratunku,
stanowiące jedną z przeszkód na drodze do jej szerszego zastosowania, a zarazem zniechęcające do uwzględnienia jej na wczesnych etapach choroby,
kiedy wedle wszelkiego prawdopodobieństwa mogłaby lepiej wykazać, ile
jest warta.
Ogromna tragedia polega na tym, że wiele osób rozważa psychoanalizę
dopiero po wielu latach cierpień i przejściu przez ręce wielu lekarzy
oraz przyjaciół. Wrażliwy, przenikliwy w kontekście psychologicznym
towarzysz lub lekarz często dostrzeże wskazania do psychoanalizy, zanim
zrobi to sam pacjent, albo rozpozna zbiór wskazań wcześniejszych i odmiennych od zgłaszanych przez pacjenta.
Niewidocznym rdzeniem problemów neurotycznych są pewne nieświadome
procesy i konflikty dotyczące całej osobowości. Niezmiennie powodują one
zaburzenia funkcjonowania, z których nie wszystkie są widoczne dla osób
postronnych. Warto jednak podkreślić wyraźnie, że zewnętrzne oznaki i objawy takich zaburzeń nie podpowiedzą samej osobie charakteru
nieświadomych czynników determinujących. W bardzo wielu przypadkach ani
pacjent, ani bliskie mu osoby nie dostrzegają powiązań różnych oznak i objawów z jego głęboko nieuporządkowanym życiem.
To zaburzenie funkcjonowania zawsze obejmować będzie całą osobowość,
choć da się odczuć lub ujawni się jedynie w jednym, określonym obszarze
funkcjonowania. Na przykład trudności mogą przejawiać się głównie w relacjach międzyludzkich jako rozdrażnienie, wyraźna nieśmiałość czy
niezdolność do życia w zgodzie z innymi. Mogą wyrażać się w wyraźnie
zarysowanych obawach, jak na przykład lęk przed ciemnością, lęk
wysokości, lęk przed zamkniętą przestrzenią itp. Mogą także przejawiać
się w nadmiernie nasilonej reakcji emocjonalnej na sytuację zewnętrzną,
tj. zamartwianiu się, przygnębieniu, wybuchach złości. Czasem zaburzenie
pozornie ogranicza się do funkcji fizycznych.
Niejednokrotnie zaburzenia dostrzega jedynie sama dotknięta nimi osoba,
która za wszelką cenę stara się ukryć swoje problemy przed światem. Do
tej kategorii należą silne uczucie niedowartościowania lub
niedojrzałości, powszechnie zwane kompleksem niższości, uczucie
niezdolności do pracy, problemy z koncentracją lub niezdolność do
czerpania radości z czegokolwiek. Pacjent niejednokrotnie ma poczucie
ograniczeń i niezdolności do rozwoju pomimo zewnętrznych pozorów
komfortu, luksusu i wypoczynku, co pociąga za sobą niezadowolenie,
którego nie sposób połączyć z obrazem zewnętrznym. Do innych niezwykle
częstych subiektywnych objawów, które dana osoba może przez całe lata
zachowywać dla siebie, należą uczucie stagnacji, nudy i pewnej formy
martwoty emocjonalnej. Wszystkie te objawy funkcjonowania pozbawionego
radości i ograniczonego charakteryzują nieświadome style życia, będące
doskonałym przedmiotem psychoanalizy. Również tym razem jednak dana
osoba najczęściej nie wiąże swoich problemów z wewnętrznym zaburzeniem.
Może zrzucać je na karb warunków zewnętrznych albo, jeśli sobie
przypisuje za nie winę, może jej brakować prawdziwego wyjaśnienia. Zanim
weźmie pod uwagę psychoanalizę, prawdopodobnie będzie szukać ulgi na
zewnątrz.
Takie osoby często sięgają po alkohol i narkotyki jako sposoby
znieczulenia się na własne problemy i ukrycia ich przed światem. Takie
środki, choć mają przynieść ulgę w zaburzeniach funkcjonowania, skutkują
dalszym pogorszeniem, powodując błędne koło. Na wczesnych etapach
alkoholizmu rzadko sięga się po psychoanalizę ze względu na silne
dążenie do ukrywania tego faktu. Najtrudniej dotrzeć do osoby, która
uważa swój okresowy alkoholizm za zrozumiały, uzasadniony sposób
złagodzenia stresu zewnętrznego. Takie podejście pozwala jej ukryć przed
samą sobą prawdziwy, nieuświadomiony problem.
Nieświadome procesy mogą poważnie zaburzać funkcjonowanie organiczne i fizjologiczne, w tym na przykład sen, żywienie i pożycie płciowe.
Niektóre z tych kwestii są oczywiste jedynie dla samej dotkniętej nimi
osoby, jak na przykład bezsenność, zmęczenie, senność, utrata apetytu,
nieopanowane objadanie się lub picie, bóle głowy, problemy
żołądkowo-jelitowe lub zawroty głowy. Inne objawy fizyczne nie umkną
oczom innych, w tym np. nasilona potliwość, rumieńce, wymioty, jąkanie i tiki. Pod nieobecność choroby organicznej musimy uznać takie objawy za
wyraz głęboko skrywanych konfliktów w relacjach międzyludzkich. Lekarze
zajmujący się psychosomatyczną gałęzią psychiatrii wskazali, że
konflikty i problemy psychiczne, których istnienia nikt nawet nie
podejrzewa, mogą powodować zaburzenia funkcjonowania organizmu
symulujące większość schorzeń opisanych w podręcznikach medycyny.
Wbrew powszechnemu przekonaniu skrywane konflikty nie zawsze zaburzają
pożycie seksualne. Bez wątpienia jednak wiele z nich w pierwszej
kolejności wyraża się w życiu seksualnym, na przykład w postaci
nasilonej masturbacji, oziębłości i impotencji. Tym samym wszystkie
uporczywe problemy płciowe należy postrzegać jako zlokalizowane sygnały
głęboko zakorzenionych, rozległych zaburzeń dotyczących całej osoby i jej relacji z innymi.
Wierność psychologii freudowskiej w dalszym ciągu każe znakomitej
większości pacjentów wierzyć, że niezależnie od prezentowanych przez
nich objawów podstawowa przyczyna ma zawsze charakter seksualny. I z tym
przekonaniem decydują się na psychoanalizę. Coraz lepiej wiadomo, że
ogromne znaczenie seksualności w zaburzeniach nerwicowych wynika z faktu, że podstawowe życiowe wzorce i konflikty często wyraźniej
ujawniają się i znajdują bardziej jaskrawy wyraz w relacji seksualnej
niż w jakiejkolwiek innej, ponieważ to właśnie ona wiąże się z największą intensywnością uczuć i największą intymnością oraz kontaktem
międzyludzkim. Jednakże choć przyjęty wzorzec dawania i przyjmowania
gratyfikacji seksualnej bardzo często stanowi typowy przykład
zintegrowanego wzorca całego życia, nigdy go nie determinuje.
Homoseksualność, podobnie jak wszystkie inne cechy osobowości, należy
uważać jedynie za jeden z przejawów prób podejmowanych przez daną osobę
w celu uporania się z ukrytymi konfliktami, które wpływają na całe jej
życie. W tym przypadku w swym życiu seksualnym daje ona zlokalizowany
wyraz kompromisu zawartego ze swymi niejawnymi konfliktami - kompromisu,
który ceni i uważa za zadowalający. Kompulsywny1, nawykowy
wzorzec ujawniany w ramach relacji o charakterze seksualnym lub intymnym
z osobą tej samej płci staje się zatem zlokalizowanym przejawem całego
podejścia takiej osoby do życia. Homoseksualista nie jest świadom
marnowania pierwotnie istniejących możliwości czy zasobów, ich
obciążania lub utraty przez trzymanie się takiego wzorca. Dopóki jest
zadowolony, na wszelkie sugestie skłaniające go do rozważenia
psychoanalizy reagować będzie lekceważeniem, pogardą oraz drwiną. Kiedy
w razie pojawienia się niezadowolenia podejmie psychoanalizę swej
homoseksualnej skłonności, powodzenie zależy od charakteru całej
struktury neurotycznej, której homoseksualność jest jedynie jednym z przejawów lub objawów.
I wreszcie, w ogromnej liczbie przypadków dana osoba nie cierpi na żaden
ze wspomnianych powyżej przejawów zaburzeń. Pomimo konfliktów
neurotycznych może doskonale funkcjonować na zewnątrz. Może być
uwielbianym wzorem do naśladowania. Całe swoje życie ułożyła w taki
sposób, by zaspokoić w pewnym stopniu swe sprzeczne potrzeby neurotyczne
i zapewnić dla nich przeciwwagę. Występujące u niej zaburzenia można
wykryć - co dotyczy wszystkich zaburzeń nerwicowych - tylko w jeden
sposób, a mianowicie na podstawie rozbieżności między możliwościami a faktycznymi osiągnięciami. Pomimo sukcesów na tym czy innym polu
działalności nie realizuje ona swego pierwotnego potencjału. Tacy ludzie
zwykle pogardzają psychoanalizą. Ogromny problem polega na przekonaniu
ich, jakie straty przynosi ich sposób życia.
Zaburzenia nerwicowe niejednokrotnie trudno wykryć, bo ludzie mają
tendencję do okłamywania samych siebie przez przekuwanie kompulsywnego
nastawienia do życia w zalety. Pasywno-agresywny bunt i przekorę
przedstawia się czasem jako surowy indywidualizm i oryginalność, zaś
bierną uległość jako lojalność. Niezdolność do sprzeciwu staje się
brakiem samolubności i życzliwością. Brak umiejętności zajęcia
stanowiska w jakiejkolwiek kwestii uznaje się za ogromną tolerancję i szerokie horyzonty. Nieumiejętność do skupienia, wytrwałości i utrzymania zainteresowania jedną rzeczą gloryfikuje się jako
wszechstronność, lęk przed intymnością seksualną zaś jako czystość. Cały
obraz wskazuje na delikatną i niestałą równowagę sprzecznych,
kompulsywnych tendencji. Najmniejsze odstępstwo od nawyków natychmiast
powoduje nasilone, nadmierne reakcje, lęk, poczucie zagrożenia i niezdecydowanie. Dana osoba niejednokrotnie początkowo nie postrzega
własnych nadmiernych reakcji jako niewspółmiernych, ponieważ według niej
są one całkowicie uzasadnione. Takie reakcje zwykle najczęściej jako
pierwsze dostrzegają osoby bliskie.
Gloryfikacja kompulsywnego podejścia przez samą osobę zainteresowaną
czyni ją ślepą na faktyczne problemy, dość oczywiste dla innych, w relacjach. Dlatego też nie jest ona w stanie dostrzec konieczności
poddania się psychoanalizie.
Na tym etapie czytelnik być może zapyta: zakładając, że te problemy
osobowościowe istnieją i że stanowią kolosalny problem społeczny, czy
psychoanaliza naprawdę może coś na nie poradzić?
Tu wolałbym opowiedzieć raczej, czym psychoanaliza jest, nie zaś, czym nie
jest, w pierwszej kolejności trzeba jednak wyjaśnić pewne powszechne
błędne przekonania. Wiele osób uznaje psychoanalizę za pewną formę
wnikliwej analizy psyche,
za proces rozkładania na czynniki pierwsze zbliżony do analizy
chemicznej. Postrzega ją jako narzędzie badawczo-diagnostyczne, którego
podstawowym celem jest ujawnienie niepodejrzewanych dotychczas uczuć i nastawienia do samego siebie i innych. Osoby takie żywią przekonanie, że
psychoanalityk, kiedy już wykaże istnienie takiego nastawienia i uczuć,
przekazuje porady i zapewnia terapię, a także, zgodnie z podstawową
przesłanką, podejmuje próbę "syntezy" danej osoby. Niektórzy lekarze i psychiatrzy faktycznie postępują w ten sposób, kierując się szczerym
przekonaniem, że to właśnie psychoanaliza. Zasadniczo stanowi to
niewłaściwy sposób wykorzystania całej metody. Psychoanaliza to z założenia procedura terapeutyczna, która we właściwych rękach działa w sposób ciągły, od samego początku, jako proces niosący ulgę. Lekarz nie
dokonuje "syntezy" pacjenta. To raczej w miarę uwalniania się pacjenta z neurotycznej gmatwaniny zaczynają działać siły umożliwiające mu rozwój
jako istoty ludzkiej.
Psychoanaliza nie należy to terapii zwykle wiązanych z relacją
lekarz-pacjent. To prawda, jest to terapia takiego czy innego
schorzenia, ale nie odbywa się ona przy użyciu recepty, receptury ani
przekazanego przez analityka schematu. Trzeba to wyraźnie podkreślić,
ponieważ wiele osób oczekuje od psychoanalityka porady, wskazania
sposobu na życie. Doświadczony psychoanalityk nawet nie próbuje tego
robić. Jego zamiarem jest zapewnienie pacjentowi pomocy za pomocą
większej autoekspresji i stopniowego otwierania się, by mógł
samodzielnie poczuć, jakie życie tak naprawdę prowadzi. Psychoanalityk
ma nadzieję, że uda mu się rozwinąć u pacjenta zdolność i chęć zmiany. W odpowiedzi na pytanie "co mam zrobić" terapeuta zwykle odpowie:
"Najpierw przyjrzyjmy się wszystkiemu, co pan/pani robi".
Wedle powszechnego przekonania psychoanaliza jest tożsama z wyznaniem, z wyjawieniem pewnych doświadczeń i zachowań, których pacjent jest w pełni
świadomy, ale które uważa za tak dalece nieakceptowalne społecznie i karygodne, że nigdy nie zdołał o nich nikomu opowiedzieć. Wiele osób o takim sposobie myślenia nie dostrzeże potrzeby poddania się
psychoanalizie i niejednokrotnie będzie twierdzić: "No i po co ta cała
psychoanaliza? Po prostu idź się komuś zwierzyć. Zwierzenia są dobre dla
duszy!".
Analiza, choć zainteresowana wszystkimi motywami i wartością wyznania,
nie jest procedurą zwierzeń. Jak czytelnik wkrótce się dowie, ze swego
bogactwa technik korzysta w podstawowym celu odkrycia samego siebie:
ujawnienia czynników i pochodnych codziennego postępowania i uczuć,
które pacjent nieświadomie skrywa przed samym sobą. Wiele z tych
ukrytych tendencji i uczuć, zapoczątkowanych całkiem świadomie w dzieciństwie, utrzymuje się w formie nieświadomie samonapędzającego się
elementu codziennego życia pomimo ich szkodliwego wpływu na rozwój i wyłącznie subiektywnej wartości dla danej osoby.
Psychoanaliza nie jest także procedurą edukacyjną, której celem jest
narzucenie pewnych faktów. Usiłuje raczej sprowokować myśli, uczucia
oraz wewnętrzne i zewnętrzne doświadczenia codzienności, których nie
jesteśmy świadomi. Pragnie przypominać, nie zaś przekazywać informacje.
W przeciwieństwie do zwyczajowo przekazywanych osobom nieszczęśliwym
porad w stylu "Spróbuj zapomnieć", psychoanaliza powie: "Spróbuj
pamiętać". Jest to przede wszystkim procedura oświecenia, ujawnienia,
przebudzenia. Psychoanaliza - straż przednia poszukiwania prawdy o istotach ludzkich - stanowi zasadniczo proces edukacji. Tu jednak
"edukację" rozumie się zgodnie z jej pierwotnym źródłosłowem i znaczeniem, w sensie educere, "wyprowadzić lub wydobyć".
Wiele osób zgłasza się na psychoanalizę, kierując się wrażeniem, że
poprawa ich stanu całkowicie zależy od przypomnienia sobie doświadczeń z dzieciństwa. Psychoanalizy nigdy jednak nie podejmuje się wyłącznie w celu uświadomienia sobie zapomnianych wspomnień. Przypomnienie sobie
nieszczęśliwych doświadczeń - na które Freud kładł tak wielki nacisk -
choć dość istotne i bardzo pomocne w procesie uświadomienia sobie całego
życia - nie stanowi już najwyższego celu terapii. Metoda
psychoanalityczna nie kładzie już największego nacisku na tzw. przyczyny
genetyczne, ale raczej na bezpośrednie przyczyny utrwalające. Celem
terapii jest uzyskanie rosnącej świadomości tego, co się dzieje w bezpośredniej teraźniejszości. Prawdziwy wgląd zapewnia połączenie
przeszłości z teraźniejszością, świadomość pacjenta dotycząca sposobu i przyczyny działania przeszłych wzorców w teraźniejszości.
Na pytanie "Dlaczego psychoanaliza?" psychoanalityk odpowie tak:
"Ponieważ psychoanaliza jest pierwszą zorganizowaną specjalnością
medycyny, która toruje drogę wgłąb nieznanego, niezbadanego, ciemnego
kontynentu stanowiącego całe życie człowieka pod powierzchnią
świadomości. Ponieważ może pomóc człowiekowi uzyskać dostęp do
ciemniejszych zakamarków życia i poznać głęboko ukryte źródła jego siły
oraz słabości. Ponieważ psychoanaliza stanowi najskuteczniejszy sposób
ujawnienia i rozproszenia nabytych nieuświadomionych konfliktów oraz
innych czynników odpowiedzialnych za problemy osobowości, a także
ujawnienia i uwolnienia pierwotnych możliwości twórczego,
konstruktywnego życia".
Odpowiedź na to pytanie może być prostsza: "Aby poznać samego siebie".
Niedawno opracowane szersze pojęcie "ja" nadało większe znaczenie i wartość podstawowemu powiedzeniu terapeutów "poznaj samego siebie".
Teraz, kiedy "ja" postrzegamy jako unikalną, lecz integralną część
społeczeństwa, wiemy, że poznanie samego siebie oznacza wiedzę, co się
dzieje na poziomie świadomym i nieświadomym między nami a innymi ludźmi,
a także wewnątrz nas.
Choć psychoanaliza zajmuje się zaburzeniami we wnętrzu danej osoby,
wśród terapii medycznych wyróżnia się jednakową, nieustanną troską o to,
co się dzieje między ludźmi. W znacznie większym stopniu, niż zwykle się
uważa, zajmuje się codziennymi problemami współżycia z innymi.
Psychoanaliza dąży do poprawy świadomości pacjenta na temat procesów
zachodzących w jego aktualnych relacjach z ludźmi oraz samym sobą, do
uświadomienia tych stylów życia i uczuć, do których tak bardzo
przywykliśmy, że nie zwracamy na nie uwagi. Cała relacja
psychoanalityk-pacjent nieustannie wspiera proces uświadomienia sobie
nawykowych cech, tendencji i uczuć, które u osoby neurotycznej pozostają
w poważnym konflikcie ze sobą.
Jeśli zdobycie świadomości uznamy za główny powód analizy, kolejne
logiczne pytanie zabrzmi: "Czy jednak wystarczy świadomość sama w sobie?
Czy jeśli się dowiem, jaką osobą jestem, to się zmienię? Czy pokonam
własne obawy i lęki? Czy wzrośnie moja konstruktywność i kreatywność?".
Na to pytanie możemy odpowiedzieć, że jedynie w procesie emocjonalnej
walki o zdobycie świadomości, stawienia czoła pojawiającym się
konfliktom, postawom i uczuciom w drodze osobistej relacji pacjenta z psychoanalitykiem pacjent może znaleźć swe mocne strony i po raz
pierwszy osiągnąć prawdziwą ocenę swego prawdziwego ja, swych
prawdziwych uczuć i prawdziwych możliwości zmiany i rozwoju.
Większa świadomość pozwoli mu odczuć, że wiele z jego postaw, standardów
i uczuć do samego siebie i innych, których trzyma się jako niezbędnych,
jest ze sobą niezgodnych i tak naprawdę szkodliwych dla jego dobrostanu
oraz już nieistotnych. Zda sobie sprawę, że oszukuje samego siebie, a zyski są iluzoryczne. Choć utrzymując dany styl życia, oddał w zastaw
swe twórcze zasoby, udaje mu się zdobyć jedynie płytkie zwycięstwa.
Podobnie jak inne dziedziny medycyny, psychoanaliza zajmuje się głównie
przyczynami, nie zaś objawami, choć warto wspomnieć także o ważnych
różnicach. Musimy pamiętać, że w bardzo wielu przypadkach objawy
pacjenta odzwierciedlają jego nieświadome próby znalezienia ulgi i skompensowania głęboko zaburzonych uczuć: to tylko narzędzia
samookłamywania, które pomagają mu pozostać nieświadomym własnych
sprzecznych skłonności. Dlatego choć prosi, by pozbawić go objawów,
jednocześnie żywi prawdziwą obawę, że tak się stanie. Psychoanaliza nie
stara się przede wszystkim i bezzwłocznie pozbyć się objawów. Raczej
uważnie im się przygląda jako istotnym, integralnym elementom całej
osobowości, lepiej rozumiejąc ich ochronny cel lub nieuświadomioną
funkcję w schemacie nerwicy oraz wyraźnie zdając sobie sprawę z tego, co
każdy objaw usiłuje wyrazić oraz co to oznacza dla pacjenta i jak na
niego wpływa.
Podkreślić należy, że pacjent przejawiający zdecydowane objawy jest w tarapatach ze względu na naruszenie delikatnej równowagi kompromisu
elementów kompulsywnych i niezgodnych - wyrażonych na przykład w określonym, stałym wzorcu życia, lub na niezdolność do osiągnięcia
takiego kompromisu. Kiedy taki kompromis nie działa w trudnych
sytuacjach życiowych, pojawia się wiele objawów skłaniających do
rozważenia psychoanalizy: chorobliwa obawa, napięcie, lęk, panika,
poczucie, że "wszystko się rozpada". W tych okolicznościach świat
neurotyka faktycznie popada w ruinę. On sam jednak nie zdaje sobie
sprawy, że nie warto go ratować. Tym samym większość takich osób
zgłaszających się na psychoanalizę nieświadomie pragnie przywrócenia
dawnej równowagi i znanych wzorców obronnych. "Pomaga" im w tym dowolna
terapia namawiająca do powrotu do normy, czyli dawnego ja. Niestety taki
rodzaj terapii występuje zbyt powszechnie i stanowi jedną z przyczyn,
dla których nasza kultura nieświadomie utrwala wzorce nerwicowe. Należy
to wyraźnie podkreślić, ponieważ wieloma osobami pragnącymi się poddać
psychoanalizie nieświadomie kieruje paląca potrzeba przywrócenia wzorca
życia, który nie tylko nigdy się nie sprawdzał, ale który także w nieunikniony sposób znów się załamie.
Tym samym zaczynamy rozumieć, że nawet w przypadku chęci poddania się
psychoanalizie występują nieświadome tendencje, by wykorzystać to
doświadczenie do zaspokojenia neurotycznych potrzeb oraz nie pozwolić
głęboko skrywanym konfliktom na pojawienie się w świadomości. Jednym z nieświadomych, neurotycznych motywów poddania się psychoanalizie jest
kompulsywna potrzeba władzy. W takim przypadku psychoanaliza ma stać się
kluczem do zdobycia wpływu na innych, do czytania w myślach i przewidywania przyszłości. Psychoanalityka postrzega się jako magika,
który może pomóc zdobyć podobną wszechwiedzę. Takie motywy przeważają w przypadku osób ze skłonnością do intelektualizacji każdego ludzkiego
problemu, mających zawsze na podorędziu wyjaśnienia i interpretacje
objawów i manieryzmów, i niezmiennie pragnących dawać innym wskazówki.
Niektórzy podejmują psychoanalizę z powodu nieuświadomionej neurotycznej
potrzeby posiadania kogoś, kto będzie ich chronił i pocieszał, od
którego będą mogli w znacznym stopniu zależeć.
Jeszcze inni przez całe życie kierowali się nawykowym, ślepym
posłuszeństwem, lojalnością i służalczością. Robią wszystko, czego się
od nich oczekuje, nic od siebie nie dając. Nieświadomie tak samo
zachowują się w odniesieniu do psychoanalityka i w zamian za to czują
się usprawiedliwieni w swym oczekiwaniu cudu wyleczenia - to znaczy
nagrody bez włożenia faktycznego, czynnego wysiłku w cały proces. Wielu
pacjentów rozpoczyna psychoanalizę bez świadomości tego oczekiwania na
cuda. Całkiem nieświadomie nawiązują z psychoanalitykiem relację opartą
na negocjacjach, w której pacjent jest uległy, posłuszny i pokorny. Dużo
poświęci, ścierpi trudności i deprywację - na przykład będzie co rano
przychodził na godzinę 7:30 rano - jednocześnie wiele żądając od
psychoanalityka.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki