#warning
Pomogła córeczce zdjąć kurtkę, zmienić buty, po czym ruszyła za nią do sali. Zuzia patrzyła na matkę ze zdumieniem, ale o nic nie zapytała. Grzecznie podreptała do kącika, w którym siedziały inne dziewczynki. Ewelina rozejrzała się dookoła.
Pani Zosia właśnie tłumaczyła coś dwóm chłopcom o zaciętych minach. Nie wyglądali na zbyt przekonanych, ale wreszcie jeden z nich wyciągnął do drugiego rękę. Pucołowaty blondynek otarł łzę spływającą po policzku i z lekkim wahaniem odwzajemnił uścisk. Przedszkolanka wstała i w tej chwili dostrzegła Ewelinę. Ruszyła ku niej szybko, przez co nawet nie zobaczyła, jak prowodyr awantury wytyka koledze język, po czym ucieka do kąta z zabawkami.
- Dzień dobry - przywitała się. - Chciała pani ze mną rozmawiać?
- Dzień dobry, tak, dziękuję, że pani przyszła.
- Czy coś się stało?
- Nie, to znaczy chyba nie...
- Zuzia coś spsociła? - Ewelina zerknęła nerwowo na córeczkę, która wraz z koleżankami była w najlepsze zajęta zabawą.
- Zuzia? - Przedszkolanka zrobiła wielkie oczy. - Przecież to aniołek! Czasami to nawet jest zbyt spokojna, jak na dziecko w tym wieku.
- Też tak myślę. Dlatego miałam przyjść?
- Nie, nie. Po prostu... - zacięła się na moment. - Dzwonił wczoraj jakiś pan i próbował wypytywać o Zuzię.
- Co?
- Trochę mnie to zaniepokoiło, więc stwierdziłam, że lepiej z panią o tym porozmawiam.
- O co pytał?
- Och, podał imię i nazwisko dziecka, dopytywał, czy jest w przedszkolu, w której grupie.
- I co panie powiedziały?
- Nic. Nie udzielamy takich informacji przez telefon osobom nieuprawnionym. Gdy zaczęłam dociekać, kim jest dla dziecka, po prostu się rozłączył.
- Dziwne. - Ewelina zmarszczyła brwi.
- Nie wie pani, kto to mógł być?
- Nie mam pojęcia.
- Przepraszam, że zadam takie pytanie, jest dość osobiste, ale co z ojcem dziecka?
- Co on ma do tego? - burknęła, mało uprzejmie.
- Nigdy go tu nie widziałyśmy i po prostu, czasami tak bywa, że gdy rodzice się rozstają albo nie mają ze sobą kontaktu, próbują od nas wyciągnąć jakieś informacje na temat dziecka.
- Serio?
- Niestety. Raz to nawet jeden ojciec wezwał mnie na świadka do sądu. I sama pani powie, co ja mogę zrobić? Przecież nie znam sytuacji, w jakiej znajduje się ta rodzina. Prawdę mówiąc, nie chcę też się mieszać do cudzych spraw. Ale po tym telefonie tak mi przyszło do głowy, żeby lepiej panią uprzedzić.
- Mąż dużo pracuje, dlatego nie przychodzi po Zuzię - mruknęła. Przecież nie będzie się zwierzać obcej kobiecie. - Poza tym na pewno nie dzwoniłby do pań z takimi pytaniami.
- Skoro nie ojciec Zuzi, to kto? - Popatrzyła na nią uważnie. - Jakiś inny krewny? W końcu znał dane dziecka i wiedział, do jakiego przedszkola chodzi.
- Ech, nie mam pojęcia.
- Na pewno nie ma pani żadnych problemów?
- Oczywiście, że nie - powiedziała, może zbyt szybko. - Bardzo pani dziękuję za czujność - dodała z uprzejmym uśmiechem, bo kobieta nadal podejrzliwie się jej przyglądała.
- To także część naszej pracy. - Wzruszyła ramionami.
- Dobrze, jeszcze raz dziękuję. Czy to wszystko? Bo spieszę się do salonu.
- A właśnie! - Przedszkolanka nagle sobie o czymś przypomniała. - Podobno pani jest fryzjerką? - zapytała z nadzieją pobrzmiewającą w głosie.
- Skąd pani wie? - Ewelina była coraz bardziej zdumiona.
- Mieliśmy pogadankę o różnych zawodach i dzieci mówiły, czym zajmują się ich rodzice. Już wcześniej miałam o to panią zagadnąć, ale nie było okazji.
- Aha, to miło - mruknęła.
- Ale do brzegu, bo ja wciąż nie powiedziałam, co mi chodzi po głowie. Zapytam wprost, może zgodziłaby się pani nas odwiedzić? Oczywiście, gdyby znalazła pani czas - zastrzegła szybko.
- Ja? - Wybałuszyła oczy.
- Co roku staramy się zorganizować spotkania z ciekawymi ludźmi - tłumaczyła. - Dla dzieci to atrakcja, poza tym mogą się czegoś nowego nauczyć. Będzie mama policjantka, tata strażak, a moja przyjaciółka jest dentystką i nigdy nam nie odmawia. Nie gościliśmy jeszcze fryzjera, a wie pani, jak to czasami bywa z maluchami i zabiegami pielęgnacyjnymi. - Złapała się za głowę. - Meksyk, normalnie. Może by pani trochę im poopowiadała o swojej pracy? Jeśli jednak jest pani zbyt zajęta...
- Ciekawymi ludźmi? - powtórzyła Ewelina z niedowierzaniem. Ledwo rozumiała, co ta kobieta do niej mówi. Najpierw zaniepokoiła ją informacja o mężczyźnie wydzwaniającym do przedszkola, chwilę potem zaskoczyła ta nieoczekiwana propozycja.
Przedszkolanka pokiwała energicznie głową.
- Tak. Wiele dziewczynek jest zafascynowanych fryzurami, ale zdarzają się i takie dzieci, które nie lubią obcinania, mycia ani czesania włosów. Spotkanie z panią fryzjerką mogłoby oswoić lęki, przygotować na strzyżenie w salonie czy w domu, a przy okazji wskazać, jak ważne jest dbanie o higienę. Wie pani, jak bywa. Nie słucha się tego, co mówi rodzic albo nauczyciel. Ale obcy dorosły? O, to zupełnie inna bajka. Autorytet.
- W sumie racja.
- Czyli znalazłaby pani dla nas chwilę?
- Oczywiście!
- Uff, bo w pierwszej chwili nie wyglądała pani na zachwyconą. - Przedszkolanka roześmiała się.
- Za dużo nowych informacji naraz - odparła ze śmiechem Ewelina, zaraz jednak spoważniała. - Ale gdyby ten ktoś znowu dzwonił, nic panie nie powiedzą?
- Pani Ewelino, istnieje coś takiego jak ochrona danych osobowych. Z naszej strony nie ma się pani czego obawiać. A może to jakiś ciekawski wujek był? Ludzie czasami miewają różne pomysły.
- Ech... A wie pani co? - Nagle przyszła jej do głowy pewna myśl. - Czy dzieci zainteresowałoby spotkanie z bibliotekarką?
- Świetny pomysł! - Klasnęła w ręce. - Ma pani kogoś na oku?
- Tak, moją mamę. - Uśmiechnęła się. - Babcię Zuzi.
Jeśli zdołam ją do tego przekonać, pomyślała. Ale z drugiej strony Jadwiga dla ukochanej wnuczki zrobiłaby wszystko. Taki drobiazg nie powinien stanowić większego problemu. Ustaliły jeszcze termin pierwszego spotkania i Ewelina pożegnała się, bo musiała otworzyć salon o wyznaczonej godzinie. Jeszcze nigdy nie spóźniła się do pracy i nie zamierzała tego zmieniać.
Informacja, którą przekazała jej przedszkolanka, trochę ją zaniepokoiła. Przez moment rozważała nawet, czy zapytać o tę sprawę Sebka, ale stwierdziła, że nie ma sensu. Jeszcze zacznie się na nią wydzierać. Nie sądziła, by to on bawił się w wydzwanianie po przedszkolach. Tylko jeśli nie Sebek, to kto?