p

Czas na nową miłość - Kinga Gąska

Kup ebooka

29.90 zł
24.82 zł (24,82 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

 

 

 

 

 

 

#pierwszekotyzapłoty

 

 

Jesienią do ich klatki wprowadził się nowy sąsiad. O wszystkim wiedziała od mieszkającej naprzeciwko starszej pani, która hobbystycznie zajmowała się osiedlowym monitoringiem. Zanim Ewelina na własne, piękne oczy zobaczyła tego kolesia, zdążyła poznać opisy rzeczy, jakie do mieszkania wnosiła ekipa od przeprowadzek, a także pewne osobiste szczegóły z życia pana spod siódemki, jak rodzaj pieczywa kupowanego codziennie rano w osiedlowym sklepiku, ulubione piosenki nucone pod prysznicem oraz, co najważniejsze, brak drugiej połówki.

- Pani Ewelinko, świeżynka się nam trafiła, tylko brać. - Cmokała z zadowoleniem sąsiadka.

- To my Brada Pitta mamy w klatce? Nie zauważyłam.

- A to akurat nie jest dobry przykład. - Sąsiadka zmarszczyła brwi i zaczęła wyliczać na palcach: - Rozwodnik, z tabunem dzieci, w dodatku z nie najlepszą reputacją, jak się niestety okazuje. Jak brać, to najlepiej takiego bez zobowiązań - pouczyła poważnym tonem starowinka.

- Niech się pani nie krępuje, może to ten jedyny? - zakpiła Ewelina, bo już miała dosyć rozmów o nowym sąsiedzie. Zaczynała czuć lekki strach na myśl, że kojarzenie par stanie się kolejną pasją pani Jasi. O ile śledzenie poczynań wszystkich sąsiadów było momentami nawet zabawne, monitorowanie obcych przydatne, o tyle swatanie w jej wykonaniu brzmiało niebezpiecznie. Bo na kim staruszka mogłaby trenować? Oczywiście na tym, kto mieszkał najbliżej! A Ewelina nie była pewna, czy chce brać udział w takich eksperymentach. Co innego słuchać ploteczek, a co innego je wywoływać.

- Ech, dziecko. Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Ale tobie by się taki przydał, młody, dyspozycyjny. Mało rozmowny, to prawda, ale zapewne inteligentny. Waży słowa, to dobrze, znaczy, że stateczny.

- Albo tępy jak stado pędzących imadeł - sarknęła, bo w bajki i szczęśliwe zakończenia przestała wierzyć jakiś czas temu.

- Nie można się uprzedzać, trzeba dać człowiekowi szansę. Ja tu wypatruję, rękę na pulsie trzymam, wszystko będzie dobrze.

Ewelina nie była tego wszystkiego zbyt ciekawa, ale wysłuchiwała starowinki, kiwała głową i uciekała do swoich spraw. Nowy sąsiad interesował ją tyle, co zeszłoroczny śnieg. Jednak pewnego dnia los sprawił, że ich drogi się przecięły. Dość gwałtownie, a mianowicie zderzyła się z nim w drzwiach wyjściowych. Spieszyła się, bo zabrakło jej śmietany do zupy. Pomyślała, że Zuzia jest do tego stopnia grzeczna i duża, by mogła na moment zostać sama w domu. Ewelina wolała jednak dmuchać na zimne, dlatego szarpnęła za klamkę od drzwi wyjściowych, zamierzała paroma skokami pokonać odległość dzielącą ją od osiedlowego sklepiku i natychmiast wrócić do mieszkania, zanim mała wpadnie na jakiś genialny pomysł, po którym będzie trzeba dzwonić pod sto dwanaście, a ona sama zostanie okrzyknięta najwyrodniejszą matką tego stulecia. Dopiero nabierało tempa, więc miałaby spore szanse zająć miejsce w czołówce wyklętych. Z impetem otworzyła drzwi... po czym spektakularnie rozpłaszczyła się na chuderlawej klatce piersiowej.

- Robi pan piorunujące wrażenie - mruknęła, lekko zataczając się w tył.

- Najmocniej przepraszam, nic się pani nie stało?

- Mnie? Chyba panu? - Gdy spoglądała na przekrzywione okulary, na jej ustach wykwitł kpiący uśmieszek.

- Och, nic takiego.

- Dobrego dnia - rzuciła i chciała go wyminąć.

- Może pozwoli mi się pani przeprosić? - zapytał, poprawiając okulary i rozmasowując szczupłą ręką rachityczny tors.

- Nie ma za co - prychnęła. - Dzięki, cześć.

- A może jednak? - Popatrzył na nią z nadzieją.

Przyjrzała mu się. Trochę nie w jej typie, ale na bezrybiu... Jak to mówiła sąsiadka z naprzeciwka? Młody, dyspozycyjny, kulturalny?

- Czemu nie - odparła. - To może skoczy mi pan po śmietanę? Zapraszam na kawkę, pod siedemnastkę - rzuciła i pędem zawróciła do mieszkania. - Tylko śmietana osiemnastka - zastrzegła jeszcze, nim zniknęła mu sprzed oczu.

Sąsiad po kwadransie przyniósł nie tylko śmietanę, lecz także ciasto do kawy. Posiedzieli, pośmiali się i Ewelina w pierwszym zachwycie pomyślała, że życie singielki jest usłane różami. Dopiero co została matką samotnie wychowującą dziecko, a już kogoś poznała. Jednak, jak to często bywa, jej zapał słabł z każdym spotkaniem.

I prawdę mówiąc, ta przygoda nie trwała zbyt długo. Nie należała też do porywających, wywołujących motyle w brzuchu czy dreszczyki ekscytacji. Powiedziałaby raczej, że delikatne ziewnięcia i coraz częstsze zerkanie na zegarek podczas ich spotkań. Arek przyszedł do nich kilka razy, zaprosił je nawet do siebie na obiad, próbował być miły, ale Ewelinę to nudziło i co najważniejsze, chyba męczyło jej córeczkę. Zuzia w jego towarzystwie nie czuła się dobrze. Ewelina bacznie obserwowała zachowanie małej, próbowała jeszcze wspólnych spacerów, wypadu do Term Maltańskich, ale nawet wieczór filmowy nie nastroił pozytywnie dziewczynki do nowego mężczyzny w ich życiu.

Arek z kolei coraz częściej narzekał na poprzednie dziewczyny i Ewelina pomyślała, że niekoniecznie chce zasilić to niechlubne grono. Może i był wrażliwym mężczyzną, całkiem sympatycznym, choć jak na jej gust zbyt zachowawczym. To robił krok w kierunku nowej znajomości, to cofał się o dwa albo nawet trzy. Ewelina doszła do wniosku, że takie zabawy nie są na jej nerwy i ukróciła tę znajomość. Dobrze było im we dwie. Tylko czasami wieczorem trochę smutno.

 

 

 

 

 

 

 

 

#mikołajki

 

 

Hejka kochane! Jak tam u was? Mikołaj był? Zostawił coś dobrego? U nas fun nieziemski, bo przyniósł Zuzinkowi nowe kredki, kolorowankę, ale żeby tak nudą nie wiało, to uwaga... bierki! He, he! Ogarniacie, co to takiego? Czy tylko takie dinozaury jak ja jeszcze kojarzą, o co z tym kaman? Mała to najpierw oczy wielkie robiła, ale potem? Wyjaśniłam, co i jak, a ona tylko by grała! Samemu bez sensu przecież, więc mamuśkę od roboty odciąga. Nie powiem, chętnie się z nią pobawię, bo zaraz mi się przypominają dawne czasy. Za dzieciaka nie miało się jakichś większych zmartwień, tylko żeby kogoś do zabawy znaleźć, a teraz? Co ja wam będę przynudzać, same wiecie. He, he.

Co do mikołajek jeszcze, to upiekłyśmy nawet takie specjalne ciasteczka i postawiłyśmy szklankę mleka przy bucikach Zuzinka. Mikołaj zostawił tylko okruszki, więc musiało mu smakować. Mała nie mogła swoim oczom uwierzyć, a kto to wszystko posprzątał? Wiadomo, matka. Ale też ubaw niezły przy tym wszystkim miałam, a ciasteczek wyszło więcej i Zuzinek część zaniesie babci. Już nawet uszykowałam taką ozdobną puszeczkę. Kiedyś chyba dostałam w niej świąteczną herbatkę od teściowej, to teraz będzie, jak znalazł. Ładnie zapakowane, puszka powędruje dalej, same plusy.

Przepis łatwy, podpatrzyłam na jednej stronce, ale wszystko, krok po kroku wam nagrałam i zapiszę w wyróżnionej story. Możecie zamiast pierników na święta zrobić albo zachować na przyszły rok. Mikołaj był zadowolony, mówię wam. A w ogóle, znacie taki zwyczaj, żeby zostawiać łakocie dla świętego w podziękowaniu za prezenty? U mnie w domu to tylko buty kazała mama wyczyścić, o żadnych innych duperelach mowy nie było. Zuzi przyniosła z zerówki taką nowinę, podobno pani im opowiadała. Jak ktoś nam coś daje, zawsze trzeba się odwdzięczyć, mówiła z taką poważną miną, że ho, ho! I pomyślałam sobie: no nawet wychowawcze. Choć jak zgooglałam sprawę, to oczywiście pani sama nie wpadła na taki genialny pomysł, tylko z Ameryki moda do nas przyszła. Typowe, nie?

Co tam jeszcze u mnie? Powoli do generalnych porządków się szykuję, bo grudzień, święta za pasem, ja do roboty przecież codziennie chodzę, to samo się nie zrobi. Chyba że mi jakieś krasnoludki pomogą, ale na takie bajki to już raczej za duża jestem. Dlatego wszystko rozplanowałam. Wiecie, taką checklistę zrobiłam nawet. Jedni to mają kalendarze adwentowe ze słodkościami, inni z prezentami, a ja taki z obowiązkami. I codziennie sobie odhaczam, co już zdążyłam zrobić, żeby tuż przed świętami nie paść na mordkę ze zmęczenia, ale wszystko mieć względnie ogarnięte. Póki co działa i nawet mała mi trochę pomaga. W miarę możliwości oczywiście, ale dodałam takie zadanka typowo dla niej: przewietrzyć pluszaki na balkonie, zrobić porządek w ozdobach do włosów czy udekorować pomarańczę goździkami. Normalnie pół listopada myślałam nad tymi wyzwaniami dla niej, ale się opłaciło. Zuzi nawet mi przypomina, że musimy sprawdzać zadania i bez ponaglania robi swoje.

Ale, ale! Porządki, kupowanie prezentów i pichcenie to jedno. Tylko nie zapominajcie o sobie, babeczki kochane! Jeżeli potrzebujecie odświeżyć kolorek albo chcecie zaskoczyć rodzinkę nową fryzurką, to powoli ostatni moment, żeby się załapać na wizytę u nas jeszcze przed świętami. Garncarska 70 i pamiętajcie o rabaciku!

 

Ewelina skończyła dodawać relację i wsunęła telefon do kieszeni fartuszka. Stronę salonu prowadziła co prawda Elka, ale Ewelina polecała różne zabiegi, kosmetyki i chwaliła się efektami strzyżenia także na swoim profilu. Długo biła się z myślami, ale w końcu postanowiła zagadnąć o to szefową, a przy okazji przecież dobrą koleżankę.

 

 

 

 

 

 

 

 

#myjob

 

 

- Można spróbować - orzekła Elka, gdy Ewelina wyłożyła jej całą sprawę. - Świata na razie nie zawojujemy, ale zawsze warto, żeby o salonie w różnych miejscach było głośno.

- Widzisz, ja to tak rozpracowałam na babski rozum, bo na chłopski bym nie liczyła. - Mrugnęła porozumiewawczo, a szefowa zaśmiała się w głos. - Skoro i tak czasami coś tam wstawię, to żaden problem przecież o salonie wspomnieć. Tylko nie wiedziałam, czy się zgodzisz. W końcu co konto służbowe, to służbowe - powiedziała z powagą.

Ewelina pracowała przecież od niedawna i była tym faktem przejęta. Cieszyła się, że umiejętności nabyte jeszcze w szkole nie wyparowały z głowy, a Elka dała jej sporo rad. Miała swoje triki, może nie wszystkie się Ewelinie podobały, ale też nie zamierzała dyskutować. Szefową jest nie od dziś, myślała.

- Czy ja wiem. - Wzruszyła tylko ramionami. - A może to i lepiej, jak pracownica sama, u siebie będzie polecać efekty pracy? Na stronie salonu wiadomo, muszę wrzucać regularnie posty, ale co ja tam wstawiam? Fryzurki, czasami jak się klientka zgodzi porównania przed i po, zdjęcia salonu i w zasadzie tyle. Trochę nuda. Ty masz w znajomych te wszystkie mamy z przedszkola, koleżanki, znają cię, jesteś dla nich wiarygodna.

- Myślisz?

- Jasne. Fajnie, że się angażujesz. I wiesz co? - Elka potarła w zamyśleniu brodę. - Już od dawna o tym myślałam. A teraz mam więcej czasu, bo siedzę i czekam, aż młody się wykluje - pomasowała się po wydatnym brzuchu - to i układam sobie niektóre rzeczy w głowie. Zrobimy takie ankiety. Nic spektakularnego ani skomplikowanego, żeby babeczki się nie zniechęciły na dzień dobry.

- No raczej. Jak mi ktoś podsuwa pod nos papierzyska, to aż się wzdrygam. - Otrząsnęła się z obrzydzeniem.

- I dlatego proste musi być. Na koniec wizyty poprosisz o wypełnienie krótkiego formularza i po sprawie. Dodamy punkt: skąd dowiedziała się pani o nas. Co myślisz?

- Szczerze? - Pokiwała w zamyśleniu głową. - Ja tam nie lubię takich ankiet wypełniać.

- Jasna sprawa, ale chodzi o informację zwrotną. Nie będę stać w miejscu, przecież konkurencja nie śpi. Opornym najwyżej zmiękczysz serduszko i powiesz, że taka opinia jest dla nas bezcenna, bo chcemy się rozwijać. Oczywiście dla dobra klientek.

- Oczywiście. - Ewelina wyszczerzyła zęby w uśmiechu. - Tylko jaki to ma związek ze mną?

- Jak taka zaznaczy, że dowiedziała się o salonie z twojego Instagrama, dostaniesz za nią dziesięć procent ekstra do premii.

- Ojej! - pisnęła i chciała rzucić się koleżance na szyję, ale zatrzymała się centymetr od pokaźnego brzucha. - Tylko jak my się w tym połapiemy?

- Normalnie. Na koniec miesiąca usiądziesz, przeanalizujesz te ankiety i policzymy. Nic trudnego. Tylko trochę roboty dodatkowej, ale finalnie się opłaci. Czysty zysk.

- Nie proponowałam tego, żeby zgarnąć więcej kasy - zastrzegła szybko.

- I to ci się chwali. A ja z kolei nie lubię mieć u kogoś długu, zwłaszcza wdzięczności. Tak będzie sprawiedliwie, zaufaj mi.

W ten oto sposób Ewelina poczyniła kolejny krok, by zacząć zarabiać na swoim instagramowym koncie. Sebek co prawda zawsze się z niej śmiał, ale to tylko napędzało dziewczynę do działania. Co on mógł wiedzieć na temat mediów społecznościowych? To raz. A dwa, Ewelina zawsze dostawała to, czego chciała. Czasami pożądała rzeczy niewłaściwych. Jednak powoli, małymi kroczkami chyba wreszcie wychodziła na prostą.

 

 

 

 

 

 

 

 

#fryzurydamskie

 

 

Nie było łatwo, ale rozpierała ją duma. Zaparzyła sobie jeszcze kawę, upiła dwa łyki i już pojawiła się klientka. Chciała, żeby Ewelina skróciła jej delikatnie włosy i przy okazji ułożyła zgrabną fryzurę na wieczór.

- Wie pani, muszę dobrze wyglądać. Idę wieczorem z chłopakiem na kolację. A jakiś taki jest zestresowany od paru dni, że coś musi być na rzeczy.

- Tak? - zagadnęła Ewelina, choć bardziej swoją uwagę skupiała na delikatnym rozczesywaniu nieco podniszczonych pasm. Klientki lubiły mówić. Mały salon i panująca w nim kameralna atmosfera zachęcały do zwierzeń. Bo kobietom zazwyczaj nawet nie zależało na rozmowie. Bardziej chyba chodziło po prostu o możliwość wygadania się. Im mniej Ewelina dodawała od siebie, tym one zazwyczaj więcej opowiadały. W efekcie wychodziły z salonu nie tylko z ładną fryzurą, lecz także z lekką głową i uśmiechem na twarzy.

- Ostatnio to nawet weszliśmy do jubilerskiego. Niby miałam pomóc wybrać wisiorek dla jego matki, ale sprzedawczyni zaraz zaczęła wyciągać pierścionki.

- Tak sama z siebie? - mruknęła Ewelina, przypatrując się z uwagą trzymanym w dłoni puklom. Tym włosom ewidentnie brakowało dobrej pielęgnacji.

- Chyba zobaczyła, jak zerkam w stronę tych gablotek. Normalnie oczy same mi szły w tamtym kierunku. - Zaśmiała się. - A skoro już wyjęła, to grzech sobie chociaż nie poprzymierzać.

- Racja.

- Trzy razy pytałam sprzedawczynię, jaki mam rozmiar!

- Dlaczego? - Musiała przyznać, że opowieść klientki zaczynała ją coraz bardziej intrygować.

- Jak: dlaczego? Żeby zapamiętał. - Zachichotała. - Im czasami i dziesięć razy powtórzyć to za mało.

- Oj, tak. - Ewelina głęboko westchnęła.

- Tak sobie myślę, że może dzisiaj będzie ten dzień? Już trochę ze sobą jesteśmy, chyba najwyższy czas przejść na kolejny poziom.

- Mikołajki, wszystko możliwe. - Posłała klientce uśmiech.

- A pani?

- Tak?

- Singielka czy mężatka?

- Hm... - Ewelina zmarszczyła nos. - Mężatka.

- O, a jeśli można spytać, jak pani wspomina swoje zaręczyny?

- To już było tak dawno temu, że niewiele pamiętam - skłamała, bo przecież natychmiast powrócił do niej obraz Sebka, który pyta, czy zostanie jego żoną. I wtedy naiwnie sądziła, że to najszczęśliwszy dzień reszty ich wspaniałego życia. Teraz miała ochotę tylko pokręcić z politowaniem głową nad swoją naiwnością.

- Nie wierzę! Takich rzeczy się nie zapomina! Poza tym, przepraszam, ale pani taka młoda, to chyba nie mogło być aż tak dawno temu!

- A jednak - odparła grobowym tonem. Czas szybko mijał.

- Ile miała pani lat?

- Dziewiętnaście.

- Wow! - Klientka wybałuszyła oczy. - To musieliście się naprawdę kochać, że taka szybka decyzja! W sumie fajnie, jak chłopak taki zdecydowany. - Zmarkotniała. - Mój bez podpowiedzi chyba nic by nie ogarnął.

- Trochę wiary w ukochanego. - Ewelina po raz ostatni przeczesała lekko przesuszone pasma. Już wiedziała, o ile powinna je skrócić i jakie kosmetyki zastosować, by nowa fryzura wyglądała naprawdę dobrze. Tak, by klientka chciała przyjść na kolejną wizytę, a nawet pochwalić się udanym cięciem swoim koleżankom. - Jak pani będzie mieć więcej wolnego czasu, polecałabym umówić się na zabieg regeneracyjny - dodała.

- A co to takiego?

- Spa dla włosów. - Uśmiechnęła się. Zauważyła, że czasami lepiej za wiele klientce nie tłumaczyć, tylko rzucić chwytliwym tekstem. Ma brzmieć luksusowo, ale kosztować w graniach zdrowego rozsądku. Wtedy jedna drugiej polecała usługę, a Ewelina kasowała premię. - Przyjemne z pożytecznym. Warto na przykład przed świętami czy nowym rokiem zrobić sobie taki prezent tylko dla siebie. Pani wypocznie, poprawi sobie humor, a włosy będą się lepiej układać - czarowała. Po lekko rozszerzonych źrenicach klientki, które odbijały się w lustrze, widziała, że rybka złapała haczyk.

- I jeden raz wystarczy?

- Lepiej zdecydować się na serię zabiegów, ale już po pierwszej wizycie zobaczy pani różnicę. Gwarantuję.

- To na początek niech mi pani poszuka wolnego terminu przed Bożym Narodzeniem.

- Dobrze, najpierw zajmiemy się dzisiejszą fryzurką, a potem jeszcze porozmawiamy o kolejnej wizycie. Co robimy na wieczór? Proste, loki, fale czy upięcie?

- A co pani doradza?

- Hm... A gdzie ta kolacja?

- W knajpce, na Starym Rynku.

- To może delikatne fale? Zostawiłabym gładkie od góry do ucha, a poniżej właśnie takie większe fale. Niby niezobowiązująco, ale wyjdzie pięknie. Czapka czy kaptur nie popsują fryzurki.

- O! Podoba mi się. Praktycznie.

- I ładnie. Podkreślimy pani kości policzkowe.

- Super! - Klasnęła w ręce z zadowoleniem. - Pani to ma oko.

- Staram się. - Ewelina uśmiechnęła się pod nosem. - Ciuchy już wybrane?

- Chyba tak. Dzianinowa sukienka przed kolano i kozaczki będą w porządku?

- Bajka! Jaki kolorek sukienki?

- Beżowy, kozaczki cielęca skórka.

- Hm, to może jakieś czerwone akcenty?

- Mówi pani? - Dziewczyna uniosła brew.

- Dziś w końcu mikołajki. - Ewelina puściła do niej oczko. - Jak nie na wierzchu, to...

- Pod spodem! - Klientka zakryła ręką usta. - Naprawdę, liczę na niezapomniany wieczór. - Uśmiechnęła się do swoich myśli.

Ewelina jakoś nie podzielała jej entuzjazmu, choć starała się tego po sobie nie okazywać. Każdy ma swoje życie. Niech je smakuje, na zdrowie. Byleby mu się to jeszcze czkawką nie odbiło, pomyślała gorzko.

 

 

 

 

 

 

 

 

#littlegirl

 

 

Właśnie zamiatała włosy z podłogi, gdy do zakładu weszła Jola z dziećmi. Nikodem zaczął natychmiast strzelać oczami dookoła, jakby szukał, co by mógł spsocić, wykręcał dłoń z uścisku matki, wiercił czubkiem buta w posadzce. Natomiast Zuzia ruszyła prosto do kącika dla dzieci. Rozpięła kurteczkę, zdjęła czapkę i była zajęta odkręcaniem z szyi szaliczka. Ta ostatnia czynność szła jej mniej sprawnie, bo przy okazji zaplątała sobie w niego lewą dłoń.

- Dzień dobry - zaświergotała Jola od wejścia. - Nikoś, przywitaj się - pouczyła jedynaka.

- Dzień dobry! I jak tam nasze przedszkolaki się mają? - Ewelina odstawiła miotłę i podeszła do córki, by uwolnić ją od nieszczęsnego szalika i pomóc zdjąć kurtkę.

- Zelófkowice - poprawił ją Nikodem i dumnie wypiął pierś.

- Racja, zerówkowicze. Jak dzisiaj było? - Zerknęła na córkę.

- Dobrze - odparła Zuzka i usiadła przy stoliczku. Wzięła ze stosiku kolorowankę, otworzyła na pierwszej niezamalowanej stronie, po czym metodycznie wyjmowała z pojemniczka kolejne kredki i układała je w równym rządku nad kolorowanką.

Ewelina pokręciła głową. Z jednej strony cieszyła się, że Zuzia nie sprawia problemów, z drugiej martwiło ją wycofanie dziewczynki. Była grzeczna, cicha, spokojna, potrafiła zająć się sama sobą, ale rzadko się przed nią otwierała. W dodatku od jakiegoś czasu mała miała swoje stałe rytuały. Kredki musiały być ułożone w równych odstępach, kolorowanka leżeć idealnie prosto przed nią. Ewelina oderwała od niej wzrok.

- Bardzo ci dziękuję - zwróciła się do Joli. - Nie wiem, jak bym to wszystko ogarnęła, gdyby nie ty.

- Nie przesadzaj. - Koleżanka machnęła ręką. - Przecież po drodze mam. I tak młodego muszę odebrać, zabranie Zuzi to żaden problem.

- Jesteś kochana. - Ewelina poklepała koleżankę po ramieniu. - A może chcesz się umówić na wizytę przed świętami albo sylwestrem?

- W sumie... Znajdziesz jakiś wolny termin?

- Dla ciebie zawsze! Może za dwa tygodnie? Akurat mam okienko o szesnastej dwadzieścia.

- Idealnie! Przyprowadzę dzieciaki z przedszkola, Nikoś chyba zdoła chwilkę posiedzieć i nie zdemolować salonu. - Jolka w ostatniej chwili złapała długą rączkę szufelki, bo pierworodny właśnie próbował wyrzucić na ziemię wszystkie włosy, które przed momentem Ewelina zmiotła. - Uważaj! - syknęła.

- Nic się nie dzieje. - Machnęła ręką. - Co mieliście dzisiaj na obiadek? - Ukucnęła przy chłopcu, który z miną wygiętą w podkówkę próbował wykręcić rękę z matczynego uścisku. Na wspomnienie jedzenia jego buzia od razu się rozjaśniła. Ewelina dobrze wiedziała, że był łasuchem. W przeciwieństwie do Zuzi-niejadka.

- Pomidorową! - wykrzyknął i wyrzucił do góry ręce w zachwycie.

- To pewnie poprosiłeś o dokładkę.

- Aha. - Pogłaskał się z zadowoleniem po brzuszku.

Jola przewróciła oczami.

- Boję się, że każą nam dopłacać do jego wyżywienia - zażartowała. Zaraz jednak spoważniała. - A wiesz, pani Zosia o ciebie pytała.

- Tak? - Ewelina podniosła się z kucek. - Mówiła coś konkretnego?

- Żebyś jutro rano weszła do sali, jeśli się nie zobaczycie w szatni.

- Dobrze, dziękuję, że mi przekazałaś. Ciekawe, o co chodzi. - Zmartwiła się.

- Wyluzuj. Na pewno nic poważnego. Gdyby mi kazała przyjść pogadać o tym nicponiu, to trzęsłabym portkami. Ty nie masz się o co martwić, twoja Zuzia to aniołeczek.

Ewelina posłała koleżance ciepły uśmiech.

- Oby.

- A może wybrałybyśmy się razem na jakąś kawę? - zaproponowała.

- Jasne! - Rozpromieniła się. Zaraz jednak spochmurniała. - Tylko co z maluchami?

- Dlatego właśnie proponuję kawę, a nie imprezkę. - Koleżanka posłała do niej oczko. - Choć nie powiem, chętnie bym się gdzieś wyrwała. Tylko na razie bez szans.

- Waldek nadal za granicą? - domyśliła się.

- Taa, a z jego mamuśką nie zamierzam wdawać się w żadne układziki. Tu się uśmiecha, chętnie z wnuczkiem zostanie, a jak tylko próg przekroczę, już kabluje synalkowi.

- E, nie przesadzasz?

- Już jedno takie wyjście zrujnowało mi humor na kolejny miesiąc. Albo i dwa. - Skrzywiła się z niesmakiem. - A tak, jak będziesz mieć wolną sobotę, to dzieciaki weźmiemy ze sobą, oddamy na godzinkę albo i dwie do sali zabaw, a same trochę odsapniemy.

- Wypiłabym takie porządne latte, a nie, dzień w dzień bieda wersja. - Ewelina aż westchnęła. Ostatnio po pierwsze, za bardzo nie miała czasu na takie przyjemności, a po drugie, starała się oszczędzać. Już dobrze wiedziała, ile trzeba się naharować, żeby coś zarobić i mniej chętnie niż kiedyś trwoniła pieniądze. Jednak przecież coś od życia też się jej należało! A poza tym to będzie świetna okazja, żeby dodać relację... Albo może i zdjęcie? Od razu ucisk w brzuchu, który poczuła na myśl o rozmowie z przedszkolanką, zelżał. Ewelina właśnie taka była. Żyła chwilą i nie potrafiła się zbyt długo martwić jedną rzeczą.

- To jesteśmy umówione - skwitowała Jola, poczekała, aż zostanie zapisana na wizytę i prawie siłą wyciągnęła Nikodema z salonu. - Pa! - wykrzyknęła od drzwi.

- Pa! - Ewelina im pomachała. Następnie podeszła do Zuzi. - Co tam szkrabie?

Mała wzruszyła ramionami.

- Smakował ci obiadek?

- Mhm.

- A zjadłaś cały talerz?

- Mhm.

- Naprawdę? - Złapała się za głowę. - Mój mały talerzożerca! - Połaskotała ją po brzuszku i Zuzia zachichotała. - Jak smakuje talerz? - wygłupiała się dalej, bo na buzi córki wykwitał coraz szerszy uśmiech.

- Talerzowo! - pisnęła.

- A chrzęścił między zębami?

- Tak!

- Bardzo? Jak marchewka?

- Jak piasek.

- O, to chyba średnio? A nie kłuje cię teraz nic w brzuszku, co? - dopytywała i wciąż łaskotała Zuzię.

- Teraz już nie - odparła i rzuciła się jej w ramiona.

Ewelinie aż zaszkliły się oczy.

- Moja mała córeczka - szepnęła w jej włoski pachnące szamponem dla dzieci. I przytuliła ją mocno.

Niestety, musiała wrócić do pracy, a Zuzia bez słowa usiadła przy stoliku i zajęła się kolorowanką. Gdy Ewelina myła włosy kolejnej klientce, co jakiś czas spoglądała w stronę dziecięcego kącika. Na twarzy dziewczynki po wybuchu wesołości nie został nawet ślad. Siedziała poważna, skupiona i... przygaszona? Tak. Mała od jakiegoś czasu jakby jeszcze bardziej zamknęła się w sobie.

 

 

 

 

 

 

 

 

#warning

 

 

Pomogła córeczce zdjąć kurtkę, zmienić buty, po czym ruszyła za nią do sali. Zuzia patrzyła na matkę ze zdumieniem, ale o nic nie zapytała. Grzecznie podreptała do kącika, w którym siedziały inne dziewczynki. Ewelina rozejrzała się dookoła.

Pani Zosia właśnie tłumaczyła coś dwóm chłopcom o zaciętych minach. Nie wyglądali na zbyt przekonanych, ale wreszcie jeden z nich wyciągnął do drugiego rękę. Pucołowaty blondynek otarł łzę spływającą po policzku i z lekkim wahaniem odwzajemnił uścisk. Przedszkolanka wstała i w tej chwili dostrzegła Ewelinę. Ruszyła ku niej szybko, przez co nawet nie zobaczyła, jak prowodyr awantury wytyka koledze język, po czym ucieka do kąta z zabawkami.

- Dzień dobry - przywitała się. - Chciała pani ze mną rozmawiać?

- Dzień dobry, tak, dziękuję, że pani przyszła.

- Czy coś się stało?

- Nie, to znaczy chyba nie...

- Zuzia coś spsociła? - Ewelina zerknęła nerwowo na córeczkę, która wraz z koleżankami była w najlepsze zajęta zabawą.

- Zuzia? - Przedszkolanka zrobiła wielkie oczy. - Przecież to aniołek! Czasami to nawet jest zbyt spokojna, jak na dziecko w tym wieku.

- Też tak myślę. Dlatego miałam przyjść?

- Nie, nie. Po prostu... - zacięła się na moment. - Dzwonił wczoraj jakiś pan i próbował wypytywać o Zuzię.

- Co?

- Trochę mnie to zaniepokoiło, więc stwierdziłam, że lepiej z panią o tym porozmawiam.

- O co pytał?

- Och, podał imię i nazwisko dziecka, dopytywał, czy jest w przedszkolu, w której grupie.

- I co panie powiedziały?

- Nic. Nie udzielamy takich informacji przez telefon osobom nieuprawnionym. Gdy zaczęłam dociekać, kim jest dla dziecka, po prostu się rozłączył.

- Dziwne. - Ewelina zmarszczyła brwi.

- Nie wie pani, kto to mógł być?

- Nie mam pojęcia.

- Przepraszam, że zadam takie pytanie, jest dość osobiste, ale co z ojcem dziecka?

- Co on ma do tego? - burknęła, mało uprzejmie.

- Nigdy go tu nie widziałyśmy i po prostu, czasami tak bywa, że gdy rodzice się rozstają albo nie mają ze sobą kontaktu, próbują od nas wyciągnąć jakieś informacje na temat dziecka.

- Serio?

- Niestety. Raz to nawet jeden ojciec wezwał mnie na świadka do sądu. I sama pani powie, co ja mogę zrobić? Przecież nie znam sytuacji, w jakiej znajduje się ta rodzina. Prawdę mówiąc, nie chcę też się mieszać do cudzych spraw. Ale po tym telefonie tak mi przyszło do głowy, żeby lepiej panią uprzedzić.

- Mąż dużo pracuje, dlatego nie przychodzi po Zuzię - mruknęła. Przecież nie będzie się zwierzać obcej kobiecie. - Poza tym na pewno nie dzwoniłby do pań z takimi pytaniami.

- Skoro nie ojciec Zuzi, to kto? - Popatrzyła na nią uważnie. - Jakiś inny krewny? W końcu znał dane dziecka i wiedział, do jakiego przedszkola chodzi.

- Ech, nie mam pojęcia.

- Na pewno nie ma pani żadnych problemów?

- Oczywiście, że nie - powiedziała, może zbyt szybko. - Bardzo pani dziękuję za czujność - dodała z uprzejmym uśmiechem, bo kobieta nadal podejrzliwie się jej przyglądała.

- To także część naszej pracy. - Wzruszyła ramionami.

- Dobrze, jeszcze raz dziękuję. Czy to wszystko? Bo spieszę się do salonu.

- A właśnie! - Przedszkolanka nagle sobie o czymś przypomniała. - Podobno pani jest fryzjerką? - zapytała z nadzieją pobrzmiewającą w głosie.

- Skąd pani wie? - Ewelina była coraz bardziej zdumiona.

- Mieliśmy pogadankę o różnych zawodach i dzieci mówiły, czym zajmują się ich rodzice. Już wcześniej miałam o to panią zagadnąć, ale nie było okazji.

- Aha, to miło - mruknęła.

- Ale do brzegu, bo ja wciąż nie powiedziałam, co mi chodzi po głowie. Zapytam wprost, może zgodziłaby się pani nas odwiedzić? Oczywiście, gdyby znalazła pani czas - zastrzegła szybko.

- Ja? - Wybałuszyła oczy.

- Co roku staramy się zorganizować spotkania z ciekawymi ludźmi - tłumaczyła. - Dla dzieci to atrakcja, poza tym mogą się czegoś nowego nauczyć. Będzie mama policjantka, tata strażak, a moja przyjaciółka jest dentystką i nigdy nam nie odmawia. Nie gościliśmy jeszcze fryzjera, a wie pani, jak to czasami bywa z maluchami i zabiegami pielęgnacyjnymi. - Złapała się za głowę. - Meksyk, normalnie. Może by pani trochę im poopowiadała o swojej pracy? Jeśli jednak jest pani zbyt zajęta...

- Ciekawymi ludźmi? - powtórzyła Ewelina z niedowierzaniem. Ledwo rozumiała, co ta kobieta do niej mówi. Najpierw zaniepokoiła ją informacja o mężczyźnie wydzwaniającym do przedszkola, chwilę potem zaskoczyła ta nieoczekiwana propozycja.

Przedszkolanka pokiwała energicznie głową.

- Tak. Wiele dziewczynek jest zafascynowanych fryzurami, ale zdarzają się i takie dzieci, które nie lubią obcinania, mycia ani czesania włosów. Spotkanie z panią fryzjerką mogłoby oswoić lęki, przygotować na strzyżenie w salonie czy w domu, a przy okazji wskazać, jak ważne jest dbanie o higienę. Wie pani, jak bywa. Nie słucha się tego, co mówi rodzic albo nauczyciel. Ale obcy dorosły? O, to zupełnie inna bajka. Autorytet.

- W sumie racja.

- Czyli znalazłaby pani dla nas chwilę?

- Oczywiście!

- Uff, bo w pierwszej chwili nie wyglądała pani na zachwyconą. - Przedszkolanka roześmiała się.

- Za dużo nowych informacji naraz - odparła ze śmiechem Ewelina, zaraz jednak spoważniała. - Ale gdyby ten ktoś znowu dzwonił, nic panie nie powiedzą?

- Pani Ewelino, istnieje coś takiego jak ochrona danych osobowych. Z naszej strony nie ma się pani czego obawiać. A może to jakiś ciekawski wujek był? Ludzie czasami miewają różne pomysły.

- Ech... A wie pani co? - Nagle przyszła jej do głowy pewna myśl. - Czy dzieci zainteresowałoby spotkanie z bibliotekarką?

- Świetny pomysł! - Klasnęła w ręce. - Ma pani kogoś na oku?

- Tak, moją mamę. - Uśmiechnęła się. - Babcię Zuzi.

Jeśli zdołam ją do tego przekonać, pomyślała. Ale z drugiej strony Jadwiga dla ukochanej wnuczki zrobiłaby wszystko. Taki drobiazg nie powinien stanowić większego problemu. Ustaliły jeszcze termin pierwszego spotkania i Ewelina pożegnała się, bo musiała otworzyć salon o wyznaczonej godzinie. Jeszcze nigdy nie spóźniła się do pracy i nie zamierzała tego zmieniać.

Informacja, którą przekazała jej przedszkolanka, trochę ją zaniepokoiła. Przez moment rozważała nawet, czy zapytać o tę sprawę Sebka, ale stwierdziła, że nie ma sensu. Jeszcze zacznie się na nią wydzierać. Nie sądziła, by to on bawił się w wydzwanianie po przedszkolach. Tylko jeśli nie Sebek, to kto?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spis treści

 

 

Okładka

Karta tytułowa

 

* * *

 

ewelinka_malinka96

#perfectfamily

#pierwszekotyzapłoty

#mikołajki

#myjob

#fryzurydamskie

#littlegirl

#warning

#ploteczki

#momtobe

#jinglebell

#rodzinnepopołudnie

#takaja

#storiski

#mymom

#brother

#dinnertime

#gdzietechłopy

#randeczka

#tbt

#momanddaughter

#oczkobabci

#unfollow

#missyou

#kawusia

#importantday

#włam

#littlechange

#ban

 

joanna_karska

#happier

#memoryremains

#newhair

#gymgirl

#bestparentsever

#inthejungle

#showup

#goodthings

#coffeetime

#goodidea

#porzucony

#dsm

#łobuzkochanajbardziej

#wszystkieręcenapokład

#herewegoagain

#nevergiveup

#friendswillbefriends

#migawki

#miastodoznań

#będziedobrze

#pomaganiejestfajne

#małezaskoczenia

#nevergiveup

 

jadwiga_1965

#listopad

#jarmuż

#refleksyjnie

#mójdom

#roślinki

#córcia

#homemade

#synuś

#biblioteka

#sąsiadka

#trudnesprawy

#cytadela

#dlaczegonie

#pułapki

#ludziesięniezmieniają

#zerówka

#wnusia

#złotekolczyki

#zagubionedziewczyny

#sercematki

#basta

#swatka

#zmiany

#jakamatkatakacórka

#zięć

#wigilia

#kolega

#rozprawa

#sercepęka

#takotsubo

#wiosnawkoło

 

Posłowie

 

Reklama

Karta redakcyjna