p

Corrado - Bella Di Corte

Kup ebooka

35.90 zł
28.72 zł (28,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

LUPO & CASH

BOHATEROWIE, KTÓRZY POJAWIAJĄ SIĘ W TRYLOGII GANGSTERZY NOWEGO JORKU

LUPO

Arturo Lupo Scarpone

Głowa rodziny Scarpone, jednego z pięciu nowojorskich klanów mafijnych.

Synowie Arturo to: Vittorio Lupo Scarpone (z matki Noemi) i Achille Scarpone (z matki Bambi).

Vittorio Lupo Scarpone

Jest synem Arturo i Noemi.

Żona - Mariposa Flores Macchiavello.

Dziadek Pasquale Ranieri był światowej sławy sycylijskim prozaikiem i poetą.

Pasquale Ranieri miał pięć córek, wszystkie, poza Noemi, mieszkają we Włoszech. Córki: Noemi Ranieri Scarpone, Stella, Eloise, Candelora i Veronica.

Vittorio ma jednego brata - Achille Scarpone.

Vittorio/Mac posługuje się następującymi imionami i przydomkami: Capo (przydomek, który nadała mu Mari), Amadeo (tak zwraca się do niego jego rodzina we Włoszech), Mac Macchiavello (tego imienia i nazwiska używa w Nowym Jorku i na świecie) lub zwyczajnie Duch.

Achille Scarpone

Jest synem Arturo i Bambi.

Jego synowie to: Armino, Justo, Gino i Vito. (W Lupo z imienia wspominam tylko Armino i Vito).

Achille ma jednego brata - Vittorio Lupo Scarpone.

Tito Sala (mąż Loli Fausti) jest kuzynem Pasquale Ranieri.

CASH

Cashel Cash Kelly

Żona - Keely Ryan Kelly.

Dzieci Casha i Keely - Connolly i Ryan Kelly.

Brat Keely - Harrison "Chłoptaś Harry" Ryan.

ROZDZIAŁ 1

CORRADO

W chwili gdy ten łajdak zaczął uciekać na mój widok, na niebie wisiał księżyc, a ja zrozumiałem, że moje życie nigdy już nie będzie takie samo.

Byłem w Vegas z moim kuzynem Bugsym. Prowadził Paradiso, jedno z najbardziej znanych kasyn w mieście, zlokalizowane tuż przy głównym bulwarze. Jego dziadek był młodszym bratem mojego dziadka i choć mieszkali w różnych stanach - mój w Nowym Jorku, a jego w Vegas - na swoich terytoriach każdy z nich sprawował rządy twardej ręki.

Bez ich zgody i wiedzy nic nie miało prawa się wydarzyć. Za samowolę czy niesubordynację groziła surowa kara, a wiedzieli wszystko o wszystkich i nawet najmniejszy ruch nie mógł ujść ich uwadze. Zwłaszcza jeśli był ryzykowny i mógł się stać zarzewiem kolejnej wojny.

Nie bez powodu Giordano Capitani nosił przydomek Bugsy. Był równie brutalny, co słynny gangster, i kurewsko porywczy. Trzeba jednak przyznać, że jeśli tracił cierpliwość, zwykle miał ku temu ważny powód.

Skurwiel, którego właśnie lał do nieprzytomności na skraju pustynnej drogi, zasłużył sobie na każdy cios kijem baseballowym. Bugsy przyłapał go na stręczycielstwie w swoim własnym kasynie. Wcześniej, skurwiel, był jego dobrym kumplem.

Nasi dziadkowie należeli do starej szkoły, w której obowiązywała koronna zasada - kobietą się nie handluje, chyba że ona sama dokonuje aktu sprzedaży siebie.

No i Bugsy nie wytrzymał. Dopadł gówniarza, zanim poprosił swojego dziadka o zgodę na sprzątnięcie faceta. Gnojek miał szczęście, że nie zginął od razu, wiedział, że Bugsy nie kropnie go u siebie w kasynie.

Bugsy śledził go jednak aż do tego miejsca i zepchnął jego wóz z drogi na pustynię.

Ten drugi dupek zaczął uciekać, zostawiając za sobą chmurę pyłu. Dokąd leciał? Kto to, kurwa, może wiedzieć? Może z powrotem do samochodu, który Bugsy zepchnął z drogi, ale ślady jego kroków wiodły w innym kierunku. Dookoła aż po horyzont rozpościerała się pustynia. Poza kaktusami i zwierzyną, która wychodziła na żer dopiero w nocy, bo rozum jej podpowiadał, że nie ma sensu sterczeć po próżnicy w palącym słońcu, nie było tu zupełnie nic.

Oprócz dupka, który przede mną uciekał. Najwyraźniej był głupszy od pustynnych zwierząt.

Okazało się, że ten skurwiel stręczyciel nie był sam. Jego kumpel puścił serię w kierunku okazałego kaktusa. Albo nie potrafił strzelać, albo stracił panowanie nad bronią, bo trzęsły mu się ręce. Spojrzał na pusty magazynek, zerknął na mnie, po czym rzucił spluwę na ziemię i pędem puścił się przed siebie.

Taki się jeszcze nie urodził, któremu udałoby się przede mną uciec. Byłem zbyt szybki i potrafiłem tropić do skutku. A każdą z moich ofiar wysyłałem do piekła.

"Po co masz tańczyć z gościem przez dziesięć rund, skoro możesz go znokautować jednym ciosem" - to było moje życiowe motto.

Tak właśnie planowałem postąpić z tym dupkiem. Nie­wykluczone, że obszedłbym się z nim łagodniej, ale okazał się tchórzem i dlatego ta noc nie mogła się dla niego dobrze skończyć. W swoich eleganckich butach miałem pełno piasku i zaczęło mnie to irytować. Mogłem to zakończyć jednym ruchem - spluwa w tylnej kieszeni spodni była odbezpieczona - ale niegodnie jest strzelać człowiekowi w plecy. Zamierzałem spojrzeć mu w twarz.

Gdyby okazał się sprytniejszy ode mnie, spotkalibyśmy się ponownie albo to ja skończyłbym w plastikowym worku. Do tej pory nikomu jednak się to jeszcze nie udało, wciąż stałem na własnych nogach.

Miałem dość gierek, więc wyciągnąłem rękę i złapałem go za kołnierz. Był niski, ale potężnie zbudowany. Usiłował wyrwać się z mojego uścisku i pewnie żałował, że ma na sobie drogą koszulę z porządnego materiału zamiast taniej szmaty z supermarketu. Zarobił na nią, handlując kobietami.

Oddychał ciężko, w powietrzu zapachniało czosnkiem. Zamykał i otwierał usta, usiłując coś powiedzieć, ale z powodu braku kondycji i tego, że kołnierzyk ciasno oplatał mu szyję, zdołał tylko wyrzęzić coś niezrozumiałego.

- Ucieczka nie ma sensu - powiedziałem głośno i wyraźnie. - Tu nic nie ma.

Podniósł ręce do góry, więc puściłem go i pozwoliłem, żeby przede mną stanął. Jak mężczyzna, twarzą w twarz.

Odwrócił się powoli. W dłoni trzymał komórkę. Na wyświetlaczu zobaczyłem zdjęcie, na którym widać było mnie i Bugsy'ego. Bugsy trzyma w ręku kij baseballowy i roztrzas­kuje nim kolana stręczyciela. Ja stoję obok i się przyglądam.

Ten skurwiel zdążył już wysłać to zdjęcie do kilku osób.

Uśmiechnąłem się do niego w blasku księżyca. Zmrużył oczy i spojrzał na tatuaż, który zdobił moją dłoń i szyję.

- Niech Bóg ma mnie w swojej opiece - powiedział i się przeżegnał.

Koleś właśnie wypadł z gry, ale dla mnie zabawa dopiero się rozpoczynała. Pełnia na niebie zwiastowała niewyobrażalne szaleństwo. Czułem, jak przenika do mojego krwiobiegu, zmuszając mnie do naciśnięcia spustu.

Bing!

Bam!

Bum!

Koniec gry.

Skorpion wygrywa.

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji