WSTĘP
W drodze na ostatnie wakacje, na które wybrałam się z mężem, przeżyłam
niekończący się dzień poszukiwań zagubionego bagażu i niewytłumaczalnych
opóźnień lotu. Stałam bezradnie na małym lotnisku, na którym w końcu
wylądowaliśmy, czułam się sfrustrowana i na wszystko narzekałam. Miałam
desperacką potrzebę pozytywnego spojrzenia na sytuację, postanowiłam
więc wykonać małe ćwiczenie wdzięczności.
Wzięłam głęboki oddech. Już wiedziałam, że sobie poradzę.
- Nasz bagaż zaginął, ale w torbie podręcznej mam przynajmniej kostium
kąpielowy! - powiedziałam pogodnie do męża.
Roześmiał się, a ja uspokoiłam się na tyle, by opuścić lotnisko, nie
wybuchając płaczem. Ale nie zaznałam spokoju, póki nie dotarliśmy do
małej łodzi motorowej, która miała nas zabrać na wyspę, gdzie miałam się
w końcu prawdziwie zrelaksować. W falach oceanu skrzyły się promienie
słońca, twarz owiewała mi ciepła, łagodna bryza. Po zaledwie dziesięciu
minutach na morzu poczułam błogie szczęście - jak gdyby nic irytującego
się wcześniej nie wydarzyło. Nagła euforia była cudownym uczuciem;
dzięki niej zupełnie inaczej spojrzałam na to, co się wydarzyło. W idyllicznej scenerii nie musiałam już podejmować świadomej decyzji, by
odczuwać wdzięczność i pozytywne emocje. Moje ciało samo wysyłało
wiadomość o szczęściu.
Większość rozważań na temat szczęścia sugeruje, że źródłem radości i przyjemności jest wyłącznie umysł i że w każdej sytuacji mamy moc
kontrolowania naszego samopoczucia. Częściowo również jestem
zwolenniczką tego poglądu. Podczas wykładów, które prowadzę w całym
kraju w związku z moimi bestsellerowymi Dziennikami wdzięczności,
wyjaśniam, że kluczem do szczęścia jest zmiana perspektywy - właśnie to
zrobiłam na lotnisku. Wskazuję, jak przeramować każdą sytuację bądź
wydarzenia życiowe, by dało się dostrzec w nich dobro, i cieszę się, że
tak wielu ludziom pomogłam odnaleźć wdzięczność w ciężkich chwilach.
Jednak wówczas na łodzi zrozumiałam, jak ważne jest znalezienie się w sytuacji, w której ciało może reagować równie pozytywnie jak umysł.
Uderzyła mnie myśl, iż szczęście nie jest wyłącznie świadomym wyborem.
Ono pochodzi z każdej tkanki, z każdego ścięgna i z każdej komórki
naszego ciała. Bardzo często ciało wysyła sygnały świadczące o samopoczuciu, a świadomy umysł bardziej na nie reaguje, niż je
kontroluje.
To rozpoznanie wydaje się wstrząsające. Zwykliśmy sądzić, że świadomy
umysł jest jedynym źródłem naszych uczuć i emocji. W pełni kontrolujemy,
jak się czujemy i co robimy. Taki pogląd oznacza jednak, że tracimy z oczu moc ciała, które zdecydowanie jest partnerem w tej dyskusji. Komik
John Mulaney zażartował, iż tak naprawdę nie wie, co wyprawia jego ciało
poza tym, że przenosi głowę z pomieszczenia do
pomieszczenia1. Publiczność wybuchła śmiechem, bo
większość z nas uważa tak samo. Każdy wie, że trzeba dbać o ciało, by
cieszyło się zdrowiem, ale poza tym wydaje się nam, że jest ono odrobinę
odseparowane od "prawdziwej osoby", którą jesteśmy. Jeśli nie jesteś
zawodowym sportowcem, prawdopodobnie zgodzisz się z poglądem Mulaneya,
że ciało to przede wszystkim środek transportu dla komputera
usadowionego ponad twoimi ramionami.
Większość z nas na pewno zgodzi się również z tym, że ciało jest zawodne
- nie jest wystarczająco silne, czasem pobolewa, a nawet boli, jest
ofiarą wirusów i bakterii, zawodzi, gdy się starzeje. Rozmaite problemy,
które zbyt często nam się przydarzają, stawiają nas w opozycji do ciała.
Postrzegamy je więc jako wyzwanie, któremu musimy sprostać, a nie jako
partnera w drodze ku szczęściu. Ale prawda jest taka, że ciało chce
naszego szczęścia i dobrostanu. Jego najważniejszym celem jest wysyłanie
informacji, dzięki którym będziesz się rozwijać, rozkwitać, i nigdy - na
ile tylko potrafi - nie przestanie zasilać twojego umysłu bodźcami
zmysłowymi (obrazami, dźwiękami, zapachami, smakami, dotykiem). Biolodzy
ewolucyjni jednoznacznie twierdzą, że nadrzędnym celem każdego gatunku -
ludzi, psów, małp, mrówek czy krokodyli - jest zdolność do reprodukcji i troska o młode osobniki. W przypadku ludzi wymaga to dużego nakładu
czasu i energii, twoje ciało pracuje więc niesamowicie ciężko, by
utrzymać równowagę i pełnię sił.
Kiedy zrozumiemy, że ciało robi wszystko, by pomóc nam odczuwać
szczęście, możemy je w tym wspierać, zamiast umniejszać. Ciało zawiaduje
hormonami szczęścia, które uwalnia w różnych sytuacjach - od ćwiczeń
fizycznych po seks. Sprawia, że czujesz się spokojniejszy, mniej
zestresowany i radośniejszy. Jak na ironię, niektóre z najbardziej
niebezpiecznych i uzależniających narkotyków, w tym opioidy, które
doprowadziły w ostatniej dekadzie do poważnego kryzysu uzależnień,
imitują to, co ciało jest w stanie nam dostarczyć w naturalny sposób. A kiedy substancje chemiczne gwarantujące dobre samopoczucie występują w naturalnej postaci, są użyteczne, a nie niszczycielskie.
Nie oznacza to, że nasze ciała zawsze i wszystko robią dobrze.
Antybiotyki, szczepionki, insulina, zabiegi chirurgiczne oraz inne
wynalazki medyczne ocaliły życie wielu ludziom, zapewniły nam
długowieczność i dobrą egzystencję. Bycie człowiekiem polega między
innymi na zdolności do zmiany i udoskonalania siebie oraz świata. Jednak
przy tej okazji nie możemy tracić z oczu zmysłów, które są źródłem
różnych informacji, hormonów, które wpływają na nasz nastrój, i układu
nerwowego, dzięki któremu odczuwamy ból i przyjemność.
Zamieszkujemy nasze ciała, ale zadziwiająco niewiele wiemy o tym, jak
funkcjonują. Neurobiolodzy poświęcają ogrom czasu na badanie mózgu i wielu z nich uznaje, że umysł i ciało ściśle ze sobą współpracują. Nie
da się zrozumieć jednego bez drugiego.
Ciało działa pierwsze
Kiedyś wyobrażałam sobie, że "ja" to "ja" gdzieś w mojej głowie.
Zaczęłam brać pod uwagę inny punkt widzenia, gdy pisałam Dzienniki
wdzięczności. Wtedy zdałam sobie sprawę, że wyjście na spacer lub
podziwianie przepięknego zachodu słońca może zmienić moje samopoczucie -
sprawić, że poczuję się bardziej wdzięczna i spokojna. Od tamtego czasu
coraz częściej myślałam o tym, że ciało codziennie wpływa na moje
szczęście i dobrostan. Problem polega na tym, że nie zawsze zdajemy
sobie sprawę, jak to się odbywa, tracimy więc szansę na poprawę i wzbogacenie naszego życia.
Często myślimy, że podejmujemy racjonalne decyzje, a tymczasem po prostu
reagujemy na sygnały ciała. Antonio Damasio, profesor psychologii,
filozofii i neurologii z Uniwersytetu Południowej Kalifornii,
szczegółowo opisał źródła emocji i działania. Twierdzi, że lubimy myśleć
o naszym mózgu jako decydencie, podczas gdy jest zupełnie inaczej. "Bez
ciała nie ma świadomości"2, mówi profesor. Mózg działa
zatem jako jeden z dwóch równorzędnych partnerów (drugim jest ciało),
którzy kształtują nasze zachowania.
Ciało wysyła nam informacje za pomocą setek subtelnych wskazówek, takich
jak uwalnianie hormonów, zmiana ciśnienia krwi czy wzrost lub spadek
temperatury. Kiedy nocą w ciemnym zaułku poczujesz łomotanie serca,
prawdopodobnie wybierzesz inną drogę. W tym momencie pojawia się
kwestia, którą należy rozstrzygnąć: czy serce zaczyna gwałtownie bić, bo
jesteś przerażony, czy jesteś przerażony, ponieważ serce zaczyna
łomotać? Jeśli jesteś osobą skupioną na umyśle (jak większość z nas), to
pytanie wydaje ci się niemal niemądre. Oczywiście, że to mózg wysyła
wiadomość o zagrożeniu, a rezultatem jest reakcja fizyczna! Jednak wielu
naukowców twierdzi, że popełniamy błąd, wierząc, iż władza należy do
mózgu, ponieważ tak naprawdę pierwsze jest ciało.
Jedna z najbardziej frapujących teorii odnoszących się do ludzkiego
zachowania mówi, że budujemy emocje w oparciu o procesy biologiczne
zachodzące w mózgu i w ciele. Wokół interocepcji (czucia trzewnego,
czyli odczuwania bodźców płynących z wnętrza ciała) powstaje nowa
dyscyplina naukowa zajmująca się tym, jak mózg interpretuje różne
doznania w ciele. W tej chwili na przykład twoje serce bije, żołądek
trawi, płuca wypełniają się powietrzem, a układ odpornościowy
rozprowadza różne hormony.
"Ciało jest częścią twojego umysłu i to nie w jakiś nieokreślony i tajemniczy sposób, lecz w bardzo realnym, biologicznym sensie"3,
mówi neurolog Lisa Feldman Barrett. "A to oznacza, że w każdej twojej
myśli jest kawałek twojego ciała".
Dorastamy w przekonaniu, że podejmując decyzje, należy zachować zimną
krew i nie ulegać wpływowi emocji. Jednak teraz zaczynamy już rozumieć,
że takie podejście jest nie tyle nierozważne, ile po prostu niemożliwe.
Emocje, uczucia i reakcje fizyczne są częścią wszystkiego, co robimy.
Przypisywanie świadomości wyłącznie mózgowi jest ogromnym błędem,
ponieważ - jak twierdzi Damasio - "mózg jest zniewoloną widownią
ciała"4. Według profesora wyobrażanie sobie świadomości bez ciała
jest absurdem.
W XVII wieku francuski filozof René Descartes (Kartezjusz) przedstawił
szerokiemu gronu odbiorców błędny pogląd, że umysł i ciało są od siebie
oddzielone. Jego słynna i nader często powtarzana maksyma: "Myślę, więc
jestem" mówi nam, której części duetu umysł-ciało Kartezjusz ufał.
Wszystko zmieniło się pod koniec XIX wieku, kiedy to jeden z najbardziej
wpływowych amerykańskich psychologów i filozofów William James (brat
mojego ulubionego pisarza Henry'ego Jamesa) przewrócił pogląd
Kartezjusza do góry nogami. Zaproponował radykalnie pionierską teorię
emocji, twierdząc, że zmiany w ciele wpływają na odczuwanie emocji.
James nie miał wątpliwości, co się dzieje, gdy skręcamy nocą w ciemny
zaułek. Ciało reaguje pierwsze gwałtownym biciem serca i wyrzutem
adrenaliny. Umysł bada reakcję fizyczną i wyciąga wniosek - boję się!
Emocje, których doświadczasz, są po prostu świadomym wyrazem tego, o czym ciało już wie.
W teorii brzmi to wspaniale, niemniej podważa wszystko, co do tej pory
wiedzieliśmy na swój temat. Jako ludzie jesteśmy dumni, że nasze umysły
znajdują się na wyższym poziomie niż umysły innych zwierząt -
zdecydowanie nie jesteśmy dżdżownicami - ale musimy pamiętać, że sam
mózg jest strukturą fizyczną i częścią układu nerwowego.
Zajmijmy się przez chwilę dżdżownicami. Wiemy, że mają komórki czuciowe,
które wysyłają impulsy do ich mózgów i ciał, dzięki czemu zwierzęta
prawidłowo reagują na otoczenie. Kiedy jest za gorąco lub za zimno,
dżdżownica zakopuje się w ziemi, żeby się chronić, a gdy czuje, że
warunki są sprzyjające, wystawia głowę na powierzchnię.
A więc wprawdzie nie jesteśmy dżdżownicami, lecz tak jak one również
jesteśmy przede wszystkim istotami zmysłowymi. Tak jak one mamy
ośrodkowy (centralny) układ nerwowy, który reaguje na bodźce bez
szczególnego ukierunkowania ze strony mózgu. Jeśli przypadkowo dotkniesz
gorącego pieca, natychmiast cofniesz rękę, jeszcze zanim mózg
zarejestruje, co się stało. Kiedy lekarz uderza młoteczkiem w kolano,
noga podskakuje. Reakcja odruchowa? Oczywiście, nic innego. William
James, Antonio Damasio i inni naukowcy chcą, abyśmy zrozumieli, że
reakcja instynktowna jest po prostu pierwszym krokiem. Ciało reaguje, a potem daje znać mózgowi, co ten ma odczuwać. Tak więc po dotknięciu
gorącego pieca do twojej świadomości dociera informacja, że ośrodkowy
układ nerwowy uruchomił komórki ruchowe. Stało się coś, co wymaga
dalszej analizy! Twój mózg przyjmuje dane wejściowe i uzupełnia je
emocjami.
Wszyscy uczyliśmy się w szkole o ośrodkowym układzie nerwowym, ale nigdy
tak naprawdę nie sądziliśmy, że nasze ciało może działać bez udziału
mózgu. Mózg jawi się jako wielki komputer, który mówi nam, co robić, i informuje ciało, jak ma reagować. Myśl, że cały system często działa na
odwrót - to ciało programuje komputer - jest niewiarygodnie fascynująca
i zmienia naszą opinię na temat codziennych czynności.
Mózg to prawdziwy cud, ale nie jest alfą i omegą w kwestii tego, kim
jesteśmy i co robimy. Metafora odnosząca się do superkomputera nie jest
zatem trafna, ponieważ mózg do prawidłowego funkcjonowania wymaga
ciągłych informacji od ciała. Nie jest skomputeryzowanym centrum
zdalnego sterowania, które wysyła ciału wiadomości i mówi mu, jak ma się
zachowywać. Ciało i umysł są ze sobą ściśle związane i w każdym momencie
każdego dnia wysyłają sobie sygnały. Ciało i mózg. Razem sprawiają, że
jesteś tym, kim jesteś.
Spójrzmy na to z innej perspektywy. Mózg waży około półtora kilograma,
więc jeśli czyjaś masa ciała wynosi (na przykład) 68 kilogramów, to
zostaje jeszcze 66,5 kilograma. Natura niczego nie marnuje i dotyczy to
w równym stopniu zwierząt, ludzi i roślin. Ta część ciebie, która nie
jest mózgiem, odgrywa bardzo ważną rolę. Kiedy wzdychasz, śmiejesz się,
kichasz lub płaczesz, mózg pospiesznie nadrabia zaległości w kwestii
informacji, które wysłało ciało. Pierwsza reakcja należy do ciała, a świadomość podąża za nią.
Język szczęścia
Wraz z postępem technologii coraz bardziej i częściej żyjemy w swoich
umysłach i urządzeniach elektronicznych, a nasze ciała stanowią
niedogodność, bo musimy o nie dbać, ćwiczyć (o ile pamiętamy) na siłowni
lub z internetowymi trenerami. Zamiast czerpać z nich radość, niechętnie
próbujemy utrzymać je w jako takim zdrowiu, żeby nie zakłócały reszty
naszego życia.
Wszyscy wiemy, że powinniśmy słuchać naszych ciał, ale niekiedy nie
rozumiemy języka, którym mówią. Ostatnimi czasy ten rozdźwięk stał się
jeszcze bardziej dramatyczny. Ponieważ pracujemy zdalnie z domu, a nie w biurze, i widujemy na co dzień coraz mniej osób, stajemy się jeszcze
bardziej bezcieleśni. Nasz głos płynie przez komunikatory internetowe
(na przykład Zoom lub Skype), nieprzypisany do żadnej postaci fizycznej.
Skupiamy się na swoim wizerunku od ramion w górę, ponieważ tylko ta
część ciała jest widoczna na ekranie komputera. Pewnego dnia podczas
rozmowy wideo koleżanka wspomniała, że na nasze wirtualne spotkanie
włożyła dżinsy. Muszę przyznać, że trochę mnie zakłopotała ta nowa
definicja stroju służbowego.
- A w co zazwyczaj się ubierasz? - spytałam.
- W legginsy, w spodnie do jogi albo w coś równie wygodnego - odparła. -
Dzisiaj na twoją cześć mam odpowiednią oprawę.
Roześmiałyśmy się; cóż, sama spędziłam wiele poranków, pisząc w domu we
flanelowych spodniach od piżamy.
Strój niekoniecznie wiąże nas z naszym fizycznym ja (chociaż niekiedy
tak się dzieje - to niespodzianka, którą omówimy później), ale moja
koleżanka przypadkowo wybrała właściwe słowo. Ciało rzeczywiście
zapewnia oprawę i strukturę każdemu nastrojowi i każdej myśli. Jeśli
będziecie mi dalej towarzyszyć, dowiecie się, iż według nowatorskich
badań umysł i ciało mogą stanowić zgraną drużynę. Uczucie szczęścia,
wdzięczności i radości emanuje więc zarówno z ciała, jak i z umysłu.
Jeśli dzięki praktykowaniu wdzięczności dowiedzieliście się już, jak być
szczęśliwi, macie przewagę. Idźcie dalej tą drogą! To, czego dowiecie
się z tej książki, pomoże wam to wszystko jeszcze lepiej zrozumieć.
Nowym i niezwykle ekscytującym odkryciem - oprócz tego, co może osiągnąć
umysł - jest fakt, że ciało i otoczenie mogą nas zainspirować do
odnalezienia swojego najlepszego i najszczęśliwszego ja.
Ponieważ każdy z nas odgrywa w swoim życiu główną rolę, należy
zrozumieć, że w tym spektaklu są dwie gwiazdy - ciało i umysł. Dołączcie
do mnie i razem odkrywajmy, jak możemy wykorzystać fizyczność i otoczenie, by wpłynąć na swoją inwencję twórczą, zmienić perspektywę,
odnosić sukcesy i być szczęśliwym. Najwyższy czas, by się dowiedzieć, na
czym polega współpraca ciała i umysłu, i w ten sposób każdego dnia
odnajdywać jeszcze większą radość życia i nowe możliwości rozwoju.
1
Czego nie powie ci twój krokomierz
Ci, którzy widzą jakąś różnicę między duszą a ciałem, nie mają ani
jednego, ani drugiego.
OSCAR WILDE
Do niedawna wszystkie znane mi osoby próbowały codziennie przejść dla
zdrowia dziesięć tysięcy kroków. Mojego męża doprowadzało to do szału.
Wprawdzie jest wielkim orędownikiem ćwiczeń i aktywności fizycznej, ale
jako lekarz domaga się twardych danych naukowych.
- Chyba wiesz, że nie ma żadnych dowodów medycznych, które stałyby za tą
liczbą - gderał.
Miał rację. Jedyna naukowa prawda na temat owych dziesięciu tysięcy
kroków to tylko, że jest to przyjemna (łatwo zapadająca w pamięć),
okrągła liczba. Jednak podejście naukowe nie ma nic wspólnego z działalnością marketingową firmy Fitbit założonej w 2007 roku przez
Jamesa Parka. Gdy rzucił Harvard (z opinią wybitnego studenta uczelni
technicznej!), Park zaczął produkować urządzenia elektroniczne
monitorujące aktywność fizyczną, które można było założyć na rękę (jak
zegarek) i gonić za owym mitycznym celem. Zanim w 2021 roku Park
sprzedał swoją markę firmie Google za ponad dwa miliardy dolarów,
dziesiątki milionów Amerykanów kupiło zarówno jego produkty, jak i pomysł na aktywność fizyczną.
James Park nie wpadł jako pierwszy na pomysł dziesięciu tysięcy kroków;
za wynalazcę miernika została uznana pewna japońska firma, która w latach sześćdziesiątych XX wieku masowo produkowała krokomierze. Jednak
Parkowi udało się wznieść ideę na wyższy poziom dzięki wprowadzeniu tej
liczby do głównego słownika medycznego. Dzięki jego urządzeniom w każdej
chwili można było sprawdzić, ile nas dzieli od wymarzonego dziennego
celu. Dziesięć tysięcy kroków to z grubsza sześć kilometrów - dużo
więcej niż naukowcy uznają za istotne dla poprawy stanu zdrowia i żywotności. Park z dumą opowiada, że obserwuje ludzi krążących tam i z powrotem po lotniskowych terminalach, by "wyrobić" liczbę kroków na dany
dzień, a jedna z moich przyjaciółek wyraziła wielką wdzięczność, gdy
pewnego razu zadzwoniłam do niej późnym wieczorem.
- Zrobiłam tylko siedem tysięcy kroków, więc pospaceruję po mieszkaniu,
gdy będziemy rozmawiać! - zawołała z entuzjazmem.
Chodzenie w kółko po salonie z pewnością jest lepsze dla serca i umysłu
niż siedzenie na kanapie i zajadanie się ciastkami. Jednak brak badań
dotyczących tej dziwnej mody na dziesięć tysięcy kroków nie jest jej
jedyną słabą stroną; niepokoi jeszcze jedna rzecz. Zamiast myśleć o tym,
czego ich ciała naprawdę potrzebują, miłośnicy smartwatchy marki Fitbit
polegają na urządzeniu, które mówi im, jak mają się czuć. Okazuje się
jednak, że jego dane prawdopodobnie tylko pogarszają samopoczucie,
zamiast je poprawiać. Nowe badania przeprowadzone przez Jordan Etkin,
profesor katedry marketingu na Duke University, dowodzą, że ludzie z opaskami sportowymi Fitbit wprawdzie więcej ćwiczą, ale ta aktywność
mniej ich cieszy5. Okazuje się, że krokomierze zmieniają
spacerowanie ze zwykłej przyjemności w zajęcie skoncentrowane na
wynikach. Myśli się wtedy o maksymalizacji wyniku, a nie o bezpośrednim
zadowoleniu, które czerpiemy z tego, co akurat robimy. Po prostu
przestajesz cieszyć się chwilą. Poczucie szczęścia maleje, zamiast
rosnąć.
Jordan Etkin proponuje, by pozbyć się wszystkich mierników i w ten
sposób zwiększyć poziom szczęścia, a nie liczbę kroków.
Mierzenie aktywności, która powinna sprawiać radość, zamienia ją w pracę. Koncentrujesz się na ostatecznym celu, a nie na przyjemności
płynącej z wewnętrznego poczucia dobrostanu. Dokonania sportowe i kondycja fizyczna są istotne i warto je monitorować, gdy przygotowujesz
się do startu w maratonie albo olimpiadzie. W przeciwnym wypadku
wszystkie te dane mogą odciągać uwagę od informacji, których ciało
dostarcza nam we własnym zakresie. Kiedy ćwiczysz z ciałem, odczuwasz
ogromną przyjemność, ponieważ umysł i ciało są ze sobą powiązane i tworzą jednolity system.
I nie chodzi wyłącznie o urządzenia marki Fitbit. Nowoczesne
technologie, dzięki którym mamy rzekomo pozostawać w bliższym kontakcie
z ciałem, często działają na odwrót i sprawiają, że coraz bardziej
oddalamy się od instynktownego rozumienia własnych potrzeb. W smartwatchach stosuje się czujniki, mierniki różnych parametrów i algorytmy, by ocenić, jak spałeś poprzedniej nocy. Ale nigdy nie zadają
one podstawowego pytania: Czy jesteś zmęczony? Przed lunchem możesz
zajrzeć do aplikacji w smartfonie i sprawdzić, ile kalorii już
pochłonąłeś, a ile jeszcze powinieneś spożyć. Niemniej odczytanie
sygnałów ciała świadczących o głodzie będzie zdecydowanie lepszym
rozwiązaniem.
- Nasze czujące ciało jest mądrzejsze niż nasz myślący umysł6 -
mówi doktor Judson Brewer, psychiatra i ekspert w dziedzinie treningu
uważności (mindfulness) na Uniwersytecie Browna. - Jeśli się
przestawimy i zaczniemy słuchać właściwych sygnałów, nie będziemy się
przejadać. Zbyt często tracimy kontakt z faktycznymi potrzebami ciała i nie rozumiemy, co próbuje nam powiedzieć.
Przemożna ochota na ciastko może oznaczać, że jesteś głodny i że twoje
ciało potrzebuje jedzenia, ale również to, że możesz być zestresowany,
zatroskany lub znudzony i traktujesz je jako chwilową pociechę, która
poprawi ci nastrój. Jak rozpoznać różnicę?
- Jeśli się zdystansujemy, uruchamiając świadomość, zdolność
postrzegania i uwagę, ciało powie nam wszystko, co chcemy wiedzieć -
twierdzi Brewer. - To wydaje się proste, aczkolwiek słuchanie własnego
ciała nie jest łatwe.
Proste, chociaż niełatwe. Ciało wysyła nam takie sygnały, jakie są w danej chwili potrzebne, co jest tą łatwiejszą częścią. Jednak
równocześnie docierają do nas niezliczone informacje społeczne,
kulturowe i psychologiczne, mieszają się ze sobą i utrudniają
zrozumienie sygnałów ciała. Rozmawiając z Brewerem, który jest również
licencjonowanym badaczem i ekspertem w dziedzinie uzależnień
behawioralnych, dowiedziałam się, że jeśli bardzo ma się na coś ochotę,
nie powinno się tego ignorować. Silna wola zazwyczaj zawodzi na dłuższą
metę, ponieważ mózg i ciało nie funkcjonują w ten sposób. Zamiast tego
zainteresuj się swoimi doznaniami cielesnymi, zbadaj je i dowiedz się,
co oznaczają.
- Ciekawość to supermoc - twierdzi Brewer. - Kiedy jesteś ciekawy, co
się dzieje w twoim ciele, nie możesz się doczekać, by zdobyć kolejne
informacje i dowiedzieć się więcej. Ciekawość rozwija świadomość,
wytrąca mózg z trybu autopilota i automatycznie skłania do lepszych
zachowań.
W ten sam sposób można podejść do każdego uzależnienia - zaciekawić się,
jaką wiadomość wysyła twoje ciało, i zerwać z nawykiem na tyle wcześnie,
by zrozumieć, jak wpływa na twoje postępowanie. Brewer stosuje tę
technikę, by pomóc ludziom w rzuceniu palenia i poskramianiu
uzależnienia od mediów społecznościowych. Jeśli stwierdzasz, że
kompulsywnie sprawdzasz pocztę elektroniczną, lub czujesz nieodpartą
potrzebę wysyłania SMS-ów podczas prowadzenia samochodu, wydobądź z siebie naturalną ciekawość, by zrozumieć, co się dzieje w twoim ciele i umyśle. Ponieważ moje uzależnienie od sprawdzania maili wymknęło się
nieco spod kontroli, zgodziłam się z Brewerem, że "należy się skupić na
odczuwaniu swoich doświadczeń i wzorców zachowań". Dałam szansę tej
metodzie.
Kiedyś miałam czasochłonny nawyk wielokrotnego sprawdzania poczty
elektronicznej i robiłam to, zamiast zabrać się do pracy i pisać. Jeśli
mail nie wymagał wielkiej uwagi, zaglądałam do aplikacji pogodowej (co
nie miało żadnego znaczenia i często nie było potrzebne) i przeglądałam
wiadomości (to również nie było nic pilnego). Dwadzieścia minut później
(czasem więcej) przypominałam sobie, że powinnam pisać, i czułam się
ogromnie sfrustrowana, iż straciłam tak dużo czasu.
Następnym razem, gdy poczułam nagły impuls, by w połowie zdania przerwać
pisanie i sprawdzić pocztę, usiadłam wygodnie, zrelaksowałam się i pomyślałam o tym, co czuję. Moje ciało wydawało się niespokojne, a ja
sama byłam podekscytowana. Musiałam jakoś odwrócić od tego uwagę i na
szczęście uświadomiłam sobie, że nie ma znaczenia, w jaki sposób to
zrobię. Wstałam więc i chodziłam w kółko mniej więcej przez trzydzieści
sekund. Kiedy z powrotem usiadłam, okazało się, że pragnienie
przeglądania internetu minęło. Spojrzałam na ekran komputera i znowu
byłam w stanie pisać. Przez resztę dnia, kiedy tylko zapragnęłam
sprawdzić pocztę, zadawałam sobie pytanie: Co czuje moje ciało? Bardzo
często wstawałam i chodziłam w kółko. Ale czas, który temu poświęciłam,
był zdecydowanie krótszy niż godziny spędzone na przeglądaniu internetu,
kiedy tylko mój mózg domagał się przerwy. Pod koniec dnia triumfowałam.
Znacząco ograniczyłam czas spędzony na przeglądaniu poczty
elektronicznej, a co jeszcze ważniejsze - odzyskałam kontrolę. Kiedy
czułam impuls, by znowu coś sprawdzić w telefonie, badałam swoje
uczucia, zamiast im ulegać. Początkowo byłam bardzo sceptyczna wobec
idei Brewera, lecz dzięki wprowadzeniu jej w życie przekonałam się, że
jest słuszna, i dałam się jej porwać.
Co mówią komórki nerwowe
Ciało wie więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, i mówi nam, jak
się czuć i zachowywać nawet wtedy, gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Kognitywista John Bargh w swoim laboratorium w New Haven z poświęceniem
zajmuje się badaniem poznania ucieleśnionego1 - to
względnie nowa dyscyplina, która pociąga psychologów, neurologów i programistów. Naukowcy próbują zrozumieć związek między doświadczeniami
zmysłowymi a tym, co myślimy o tych doświadczeniach. Niektóre z ich
odkryć są naprawdę wyjątkowe. Bargh i jego współpracownicy bezustannie
odkrywają, że "cielesna" część nas - to, czego doświadczają nasze ciała
- odgrywa spektakularną rolę w kwestii tego, co myślimy, czujemy i jak
się zachowujemy.
W jednym z eksperymentów, który szczególnie mnie zadziwił, ochotnikom
wręczono na podkładce czyjeś podanie o pracę i poproszono o jego ocenę.
Wyobraź sobie, że jesteś jedną z osób otrzymujących takie podanie. Jeśli
wiesz, że to tylko eksperyment, prawdopodobnie będziesz w stanie
najwyższej gotowości. W ostatnich latach poświęca się dużo uwagi
"nieświadomym stereotypom", więc zapewne zachowasz wielką ostrożność i postarasz się, by kwestia rasy i pochodzenia etnicznego nie wpłynęła na
twoją decyzję. Wiele badań dowodzi, że jeśli w podaniu o pracę pojawi
się imię żeńskie, ludzie prawdopodobnie pomyślą, iż ta osoba jest mniej
kompetentna (w przypadku imienia męskiego to się nie zdarza), starasz
się zatem nie wpaść w tę pułapkę. Wiek? Atrakcyjność? Miejsce
zamieszkania kandydata? Jeśli będziesz myśleć racjonalnie i dokonywać
sprawiedliwych wyborów, z pewnością zyskasz pewność, że oceniłeś
kandydatów sprawiedliwie i bez uprzedzeń.
Ale możesz się mylić, bo jest mało prawdopodobne, że weźmiesz pod uwagę
ciężar podkładki.
Teraz pewnie myślisz: Co? Ale bzdury! Przecież to bez różnicy!, a ja
muszę się z tobą zgodzić. Któż pomyślałby o czymś takim? Najwyraźniej
Bargh to zrobił. Niektóre podkładki były lżejsze, a wraz z ich ciężarem
zmieniała się ocena kandydata7. Osoby, które dostały cięższą
podkładkę, oceniały aplikującego jako bardziej poważnego i kompetentnego, a te, które dostały aplikację na lekkiej podkładce, miały
przeciwne zdanie. Kiedy poznałam te wyniki, wpadłam w osłupienie. Jak to
możliwe? Przecież ciężar podkładki nie ma nic wspólnego z kompetencjami
danej osoby! Aby zrozumieć, w jaki sposób taki czynnik wpływa na naszą
ocenę, musimy spojrzeć szerzej na funkcjonowanie mózgu i ciała.
Ciało przez cały czas odbiera informacje od milionów komórek nerwowych,
które wchodzą w interakcje z otaczającym nas środowiskiem. Potem
przekazują informacje do mózgu, a ten interpretuje je w różny sposób.
Dlaczego ciężar podkładki ma takie znaczenie? Rozważ to w aspekcie
pewnych metafor nawiązujących do ciężaru. Często uważamy, że broń
nuklearna czy zanieczyszczenie środowiska to "sprawy wielkiej wagi",
albo odrzucamy kogoś, kogo nie szanujemy, ponieważ to "zawodnik wagi
lekkiej" (przeciętny, słaby). Twój nieświadomy umysł interpretuje
sygnały fizyczne pochodzące od ciężkiej podkładki zupełnie inaczej niż
od lżejszego przedmiotu.
Wydaje się to nieco szalone, ale tylko dopóki nie zorientujesz się, że
stale odbierasz doznania fizyczne i że są one częścią twojego
nastawienia do sytuacji. W aplikacji randkowej natykasz się na kogoś,
kto wydaje ci się idealnie dopasowany (według algorytmu), i zakochujesz
się w jego błyskotliwych wiadomościach, ale kiedy się spotykacie,
okazuje się, że nie odpowiada ci jego zapach, i jest po wszystkim.
Naukowcy zaczynają już dostrzegać, że nawet największy maniak
komputerowy na świecie to coś więcej niż pozbawiony ciała mózg - to
człowiek, który ma komórki nerwowe, dzięki nim czuje, smakuje, widzi i słyszy, a zmysły dostarczają mu mnóstwa informacji wpływających na to,
jak myśli. Innymi słowy, informacje płyną od ciała do mózgu, a nie
odwrotnie.
Doświadczyłam tego w bezpośredni sposób, gdy niedawno kupiłam
najnowszego iPhone'a. Coś było z nim nie tak: wydawał się ciężki,
nieporęczny i wcale mnie nie cieszył. Tęskniłam za starym modelem, który
miał już pięć lat. Wróciłam do sklepu, a bystry sprzedawca zasugerował,
iż problemem może być obudowa, na którą się zdecydowałam. Plastikowa
obudowa iPhone'a miała twardą powierzchnię z kwadratowymi rogami,
zaproponował więc, żebym wybrała lekki silikonowy zamiennik. Gdy
chwyciłam go w dłonie, telefon nagle uległ transformacji. Trzymając go w ręku, czułam wielką przyjemność - jejku, aparat fotograficzny w tym
modelu jest przecież niesamowity! Wtedy sprzedawca zaproponował mi
kolejną obudowę z gładką fakturą.
- Dotyk tego aparatu odmieni pani doświadczenie - powiedział. - Za
każdym razem jestem zaskoczony różnicą, jaką sprawia.
Można by pomyśleć, że mój mózg skupił się na niewiarygodnej technologii
tego mądrego (smart) telefonu, ale tak naprawdę przyciągnął mnie
dotyk. Delikatna obudowa "wysłała" do mojego mózgu uspokajającą
informację, która przekonała mnie, żebym pomyślała o funkcjonalności
aparatu. George Lakoff, wielki specjalista w dziedzinie lingwistyki
kognitywnej, twierdzi, że "mózg czerpie informacje od reszty
ciała"8. Nawet gdy próbujemy myśleć abstrakcyjnie, opieramy się
na rzeczywistości fizycznej i doświadczeniach cielesnych. W 1980 roku
Lakoff zadziwił czytelników książką Metafory w naszym życiu, w której
twierdził, że nasza orientacja w świecie wpływa na najbardziej
podstawowe idee związane z życiem. Jesteśmy wyprostowani, nasze oczy
znajdują się na szczycie ciała i dlatego uważamy za dobre wszystko to,
co jest "na górze", a to, co "na dole", jest dla nas złe. Kiedy mówimy,
że ktoś wspina się na szczyt albo że jest na równi pochyłej, nie trzeba
już niczego wyjaśniać. Perspektywa fizyczna wpływa nawet na pojmowanie
kategorii religijnych. Kiedy wyobrażamy sobie życie pozagrobowe, znowu
daje o sobie znać perspektywa fizyczna: spoglądamy w górę, by wskazać
"raj", a dół oznacza dla nas "piekło". Z racjonalnego punktu widzenia ta
perspektywa nie ma żadnego uzasadnienia, lecz jeśli spróbujesz wyobrazić
sobie dobro i zło odwrotnie (raj na dole, piekło na górze), poczujesz
się zdezorientowany. Ciało nie potrafi wyobrazić sobie odwrotnej
perspektywy. "Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie wszystkiego -
jedynie to, na co pozwala nam ucieleśniony mózg"9, mówi Lakoff.
Rozejrzyj się po swoim domu lub mieszkaniu. Może masz dużo miękkich
mebli - puchowe sofy, wygodne poduszki i tapicerowane krzesła. A może
wolisz solidne drewniane sprzęty i krzesła z drabinkowym oparciem.
Prawdopodobnie uważasz, że wybór tej estetyki w pewnym sensie
odzwierciedla to, kim jesteś. Ale działa to także w drugą stronę.
Jonathan Ackerman, profesor na University of Michigan, udowodnił w swoich badaniach, że ludzie podejmują odmienne decyzje w zależności od
tego, czy siedzą na twardym czy miękkim krześle. Miękkie krzesła
sprawiają, że stajemy się bardziej ulegli w stosunku do innych ludzi.
Można zaryzykować stwierdzenie, że miękkie siedzenie to miękkie serce.
Podczas negocjacji ceny nowego samochodu kupujący siedzący na twardym
krześle odrzuca pierwszą ofertę, a potem oferuje dużo mniejszą kwotę niż
pozostali. "Twarde krzesła czynią z ludzi twardszych negocjatorów",
stwierdził Ackerman.
Profesor Ackerman nazwał tę reakcję "haptycznym sposobem myślenia".
Musiałam to sprawdzić. "Haptyczny" to termin odnoszący się do zmysłu
dotyku. Na podstawie eksperymentów z podaniem o pracę na podkładce oraz
z twardymi krzesłami Ackerman zdołał udowodnić, że to, co trzymamy w rękach lub czego używamy (nawet jeśli dotyczy to tylko dolnej części
pleców), nieświadomie wpływa na nasz sposób myślenia i nastawienie. To
odkrycie ma szereg istotnych implikacji. "Na pierwsze wrażenie wpływa
najprawdopodobniej zmysł dotyku"10, uważa Ackerman. Jeśli
kiedykolwiek witałeś się uściskiem ręki z nowym znajomym i dotknąłeś
jego spoconej dłoni, dobrze wiesz, co profesor ma na myśli. Osoba ze
spoconą dłonią z pewnością będzie musiała zrobić coś niezwykle
czarującego i imponującego, by zatrzeć złe wrażenie, które natychmiast
zarejestrowało twoje ciało.
Podczas wspólnej kolacji z przyjaciółmi wspomniałam o odkryciach
Ackermana i Bargha i dodałam, że im dłużej prowadzę badania, tym
bardziej zdumiewa mnie siła, z jaką ciało oddziałuje na umysł. Większość
zgodziła się z moim spostrzeżeniem, lecz jeden ze znajomych, partner w dużej firmie prawniczej, potrząsnął głową z dezaprobatą.
- To naprawdę urocze, ale na moje osądy nie wpłyną żadne podkładki ani
twarde krzesła - powiedział z (ośmielam się twierdzić) lekką dozą
arogancji.
- Rzecz w tym, że nie masz pojęcia, jakim wpływom ulegasz - odparłam.
- Na rozsądnych ludzi to nie działa - stwierdził stanowczo.
Uznałam, że nie będę się spierać. Wszyscy lubimy myśleć, że w pełni
kontrolujemy własne życie, dokonujemy rozsądnych wyborów i że na każdym
kroku podejmujemy właściwe decyzje. Niepokoimy się, gdy odkrywamy, że
bez względu na liczbę ukończonych fakultetów i zdobytych dyplomów nie
jesteśmy w stanie przechytrzyć własnego ciała.
Prawda jest jednak taka, że oszukiwanie ciała dla nikogo nie byłoby
korzystne. Gdybyśmy przy podejmowaniu decyzji polegali wyłącznie na
świadomym umyśle, prawdopodobnie nie przetrwalibyśmy nawet godziny, nie
mówiąc o dniu, miesiącu czy roku. Pamiętanie o mruganiu i oddychaniu (z grubsza 960 razy na godzinę) zajęłoby nam tyle czasu, że nie bylibyśmy w stanie robić nic innego. (A jak wyglądałaby sprawa z oddychaniem podczas
snu?) Kiedy przechodzisz przez ulicę i widzisz nadjeżdżający samochód,
nie możesz polegać na świadomości, jeśli chcesz uniknąć
niebezpieczeństwa. Zanim twój mózg by pomyślał - Rany boskie, ta toyota
za chwilę we mnie uderzy. Muszę się cofnąć - znalazłbyś się pod kołami.
Na szczęście fizyczny refleks funkcjonuje bez udziału świadomości. Kiedy
cofasz się na chodnik, umysł przekazuje wiadomość od ciała - Niewiele
brakowało! Ale nic się nie martw, ochroniłem cię.
Według neurobiologa Davida Eaglemana każdy, kto kiedykolwiek oglądał
mecz baseballu, wie, że ciało reaguje szybciej niż umysł. Kiedy miotacz
rzuca piłkę z prędkością 160 km/h, dociera ona do pałkarza w ciągu
czterech dziesiątych sekundy. Tymczasem świadomość potrzebuje na reakcję
pół sekundy, co oznacza, że piłka dotrze do bazy domowej, zanim pałkarz
zdąży się zorientować. Gdyby ciało nie funkcjonowało bez udziału
świadomości, nikt nie zdołałby odbić piłki.
"Twoja świadomość jest jak maleńki kocioł parowy na transatlantyku,
który przypisuje sobie wszystkie zasługi, nie uznając zaangażowania
potężnej maszynerii wprawiającej statek w ruch"11, mówi Eagleman.
Co ciekawe, ludzie podobni do mojego znajomego prawnika, który nie
chciał uwierzyć w potęgę wpływu ciała na umysł, są najłatwiejszym celem
dla marketerów i producentów, ponieważ dają sobą manipulować. Kiedy
jesteś w salonie samochodowym i szykujesz się do jazdy próbnej,
prawdopodobnie wydaje ci się, że koncentrujesz się na tym, czy samochód
jest bezpieczny, jakie ma osiągi i czy łatwo się go prowadzi. Producenci
odkryli jednak, jak wykorzystać twój haptyczny sposób myślenia, i przywiązują wielką wagę do drzwi - i to dosłownie, ponieważ wiedzą, że
jeśli drzwi są ciężkie, zmysł dotyku wysyła do mózgu informacje na temat
solidności i niezawodności auta. Mój przyjaciel prawnik, który nie chce
uwierzyć we wpływ doznań fizycznych na podejmowanie decyzji,
prawdopodobnie kupi samochód z ciężkimi drzwiami. Na dłuższą metę lepiej
odrobinę zrezygnować z przekonania, że umysł sprawuje całkowitą
kontrolę, by zdobyć faktyczną kontrolę. Kiedy zrozumiesz sygnały
wysyłane przez ciało, będziesz mógł je wykorzystać, by uszczęśliwić
samego siebie i zyskać większą skuteczność.
Ogrzej się
Laboratorium Bargha przeprowadziło jeszcze jeden fascynujący
eksperyment, który ujawnił wielką rolę sygnałów wysyłanych przez ciało
nawet wtedy, gdy jesteśmy tego całkowicie nieświadomi. W trakcie
eksperymentu jedna z asystentek witała osobno każdego ochotnika i prowadziła go do laboratorium. (Ponieważ nie wiedziała dokładnie, co
będzie przedmiotem badania, nie mogła niczego zdradzić). W trakcie
powitania trzymała kubek z kawą i jednocześnie próbowała wyjąć z teczki
jakieś dokumenty, prosiła więc ochotnika, by potrzymał kubek. Po
przybyciu do laboratorium ochotnicy przystępowali do właściwego
eksperymentu: wręczano im blankiet z opisem jakiejś osoby i proszono o wyrażenie sympatii lub antypatii. Był w tym jednak pewien kruczek,
ponieważ asystentka niektórym osobom dawała do potrzymania kawę mrożoną,
a innym ciepłą.
Zapewne zabrzmi to niewiarygodnie, ale ci, którzy trzymali kubek z ciepłą kawą, oceniali opisaną w formularzu osobę jako cieplejszą i milszą. Natomiast ochotnicy, którym wręczono kawę mrożoną, uznali tę
samą osobę za chłodniejszą i mniej sympatyczną12.
Eksperyment Bargha był jednym z tych nowatorskich odkryć, które
skierowały percepcję w całkowicie nowym kierunku. Niektóre z początkowych trudności z powtórzeniem wyników zostały później
rozwiązane, a badacze świetnie się bawili (do pewnego stopnia), szukając
innych skutków. I je znaleźli. Okazało się bowiem, że ludzie trzymający
kubki z gorącą kawą byli bardziej hojni, gdy poproszono ich o datki.
Okazywali też większe zaufanie w grze, w której trzeba było polegać na
innej osobie, i zachowywali się bardziej altruistycznie. Takie wspaniałe
rezultaty wyniknęły z jednego małego kubka kawy. (W niektórych
eksperymentach w Europie wykorzystano gorącą lub mrożoną herbatę, ale to
oczywiście nie ma żadnego znaczenia - chodzi o temperaturę, a nie o rodzaj napoju).
- Jak to wyjaśnisz? - spytałam Bargha podczas pewnej długiej i emocjonującej rozmowy telefonicznej.
- To fascynujące - odparł. - Niektóre z tych reakcji są naszym
dziedzictwem po przodkach, wchodzą w zakres natury ludzkiej i są
uniwersalne. Innych uczymy się w okresie niemowlęctwa. Rodzic trzyma
dziecko blisko ciała, ciepło kojarzy się więc maluchowi z bezpieczeństwem i troską. Ciepło utożsamiamy zatem z osobą godną
zaufania, która nas wspiera i nie jest dla nas
zagrożeniem13.
Rozmawiając z Barghiem, natychmiast wyobraziłam sobie, jak stoi przed
grupą studentów i pobudza ich do myślenia w niekonwencjonalny sposób.
Lata pracy badawczej nie osłabiły jego entuzjazmu dla odkrywania
zdumiewających powiązań między umysłem a ciałem. Powiedział mi, że do
eksperymentu z kawą zainspirował go dokument o piekle, który obejrzał na
History Channel. Od razu pomyślał wtedy o Piekle, pierwszej części
Boskiej komedii Dantego, wielkiego włoskiego poety, który w swoim
dziele prowadzi nas przez dziewięć kręgów inferna. Jeśli nie jesteś
biegły w czternastowiecznej poezji, wiesz zapewne tylko tyle, że każdy
kolejny krąg to coraz straszniejsze grzechy, które wiążą się z coraz
okrutniejszymi karami. Każdy grzesznik dostaje contrapasso, czyli karę
stosowną do jego zbrodni. (Nazwijmy to poetycką sprawiedliwością).
Pierwsze kręgi piekła są przeznaczone dla dusz lubieżników, także tych,
którzy popełnili grzech obżarstwa, oraz dla skąpców, rozrzutników i potępionych za gniew. Do siódmego kręgu trafiają mordercy, podżegacze
wojenni i tyrani, którzy pływają tam w rzece wrzącej krwi i zalewani są
strumieniami ognistego deszczu. Do dziewiątego, najgorszego kręgu,
zsyłane są dusze ludzi, którzy zdradzili swych bliskich. Ich karą jest
zamrożenie w lodzie.
- Poeci rozumowali intuicyjnie! - zawołał podekscytowany Bargh. - To
zadziwiające, że w samym środku ognistego piekła największą karą jest
zamrożenie. Wyczuli, że zdrada jest jak utrata ciepła. To zmienia
wszystko.
Sześć wieków później neurobiolodzy w końcu wyjaśnili, dlaczego dziewiąty
krąg piekła Dantego i eksperyment z gorącą/zimną kawą Bargha mają sens.
Używając skomplikowanych urządzeń do obrazowania mózgu, zidentyfikowali
w nim małą strukturę zwaną wyspą, która się uaktywnia, gdy odczuwamy
ciepło zarówno fizyczne, jak i społeczne. Wprawdzie niekiedy za bardzo
wierzymy w odkrycia neurobiologów (naszych nowych poetów), lecz jeśli
aparaty do obrazowania metodą rezonansu magnetycznego oraz Dante i psycholog z Yale mówią to samo o nierozerwalnym połączeniu umysłu i ciała, to zdecydowanie musimy zwrócić na to uwagę. Ciało i emocje są ze
sobą związane tak głęboko, że zarządzanie nimi wymaga zasadniczo tylko
jednego panelu sterowania.
Dwaj naukowcy z University of Toronto postanowili przenieść badania na
kolejny poziom i zaczęli się zastanawiać, co się wydarzy, gdy odwrócą
scenariusz. Czy osoba odrzucona i doświadczająca emocjonalnego chłodu
będzie szukać ciepła fizycznego, by poczuć się lepiej? Aby się tego
dowiedzieć, naukowcy zaprosili studentów do gry komputerowej, w której
trzy awatary odbijały między sobą piłkę (to ulubiona gra badaczy,
jeszcze o niej usłyszysz). Niektórzy studenci na początku od czasu do
czasu dostawali piłkę, a potem byli ignorowani - nieczuły algorytm gry
traktował ich po prostu dość ozięble. Gdy po zakończeniu zabawy
poproszono ich, by wybrali coś do jedzenia, o wiele częściej wybierali
gorącą kawę lub zupę niż osoby, które aktywnie uczestniczyły w grze14.
A mówimy tutaj tylko o awatarach i losowej grze komputerowej. Wygląda na
to, że nawet wirtualne jestestwo (potraktowane obojętnie i ignorowane)
wpływa na komunikaty wysyłane przez ciało, które wie, że gorąca zupa
ukoi emocjonalny ból lepiej niż chłodna coca-cola. Badacze z University
of Toronto doszli do wniosku, że "doznanie czegoś ciepłego jest w stanie
zmniejszyć negatywne skutki wykluczenia społecznego".
Dalej robi się jeszcze ciekawiej. Kiedy młody holenderski naukowiec Hans
IJzerman poprosił kilka osób, żeby zagrały w tę samą grę, odkrył, że
osobom "wykluczonym" (tym, do których nie rzucano piłki) spadła
temperatura ciała15. Jednym słowem, po wykluczeniu ochota na
gorącą zupę miała przyczynę fizyczną, której mózg po prostu nie
zrozumiał. Pomiary temperatury prowadzone co godzinę wśród pacjentów
szpitala Uniwersytetu Kalifornijskiego (UCLA)16 wykazały jej
związek z bliskością rodziny lub przyjaciół - kiedy pacjent pisał mail,
SMS lub w inny sposób kontaktował się z bliską osobą, jego temperatura
wzrastała. Powieści o miłości, które ociekają namiętnością, naprawdę się
nie mylą. Gorące uczucia działają rozgrzewająco.
Gdy weźmiemy to wszystko pod uwagę, może okazać się, że sposób Anglików
na rozwiązywanie każdego kryzysu filiżanką gorącej herbaty jest czymś
więcej niż tradycją. Kiedy czujesz się odrzucony lub samotny,
temperatura twojego ciała spada o około pół stopnia. W porównaniu z osobą, która czuje się szczęśliwa i związana z innymi ludźmi, jest ci po
prostu chłodniej. Nie krępuj się więc i zaparz sobie herbatę. Kubek
ciepłego naparu to balsam dla duszy, którego potrzebujesz.
Kiedy mój młodszy syn miał mniej więcej dziesięć lat, pewnego popołudnia
objął dłońmi kubek z gorącą czekoladą, a potem z błyskiem w oku zaczął
wzdychać z zadowoleniem.
- Mmmm, aaaach - jęczał z wyraźną przesadą.
Spytałam go, co wyrabia.
- Tylko cię naśladuję, mamo - odparł z łobuzerskim uśmiechem.
Spojrzałam w dół i zdałam sobie sprawę, że faktycznie ściskam w dłoniach
kubek, a ciepła porcelana ogrzewa moje dłonie.
- Robisz to za każdym razem, gdy pijesz herbatę - dodał.
- Naprawdę?
- Tak, za każdym razem.
Od tej pory był to nasz nowy rodzinny dowcip: mama nie tyle pije
herbatę, ile tuli kubek, by poczuć jego ciepło. Młodszy syn uwielbiał
naśladować ułożenie moich dłoni i radosną ekspresję. Nikt z nas nie
zastanawiał się nad przyczyną takiego zachowania - to było jedno z moich
uroczych (jak mniemam) dziwactw. Jednak po rozmowie z Barghiem i przestudiowaniu późniejszych badań na temat powiązań ciała i umysłu w odniesieniu do ciepła i zimna zaczęłam się zastanawiać, czy moje gorące
kubki nie służą przypadkiem czemuś głębszemu. Miałam dwoje dzieci,
pracowałam na pełen etat, pisałam, podróżowałam służbowo, uczestniczyłam
w wydarzeniach rodzinnych i przeżywałam różne stresy codziennego życia,
więc żadne emocje nie były mi obce. W trudnych chwilach kubek z ciepłym
napojem wysyłał do mojego mózgu fizyczny sygnał dobrego samopoczucia i zadowolenia. Wszystko w porządku. Mój umysł nie musiał się zastanawiać,
czy to prawda, czy może wręcz przeciwnie, ponieważ dzięki procesowi
ewolucji akceptował to jako fakt.
I nie jestem jedyna. Neurotyczny naukowiec Sheldon Cooper, postać z popularnego serialu komediowego Teoria wielkiego podrywu, zawsze
proponuje swoim pogrążonym w rozpaczy przyjaciołom gorący napój. "Kiedy
twój przyjaciel jest zdenerwowany, podaj mu coś ciepłego do picia", mówi
w jednym z odcinków. Może scenarzyści uznali to za nieszkodliwe
dziwactwo, które miało pokazać, jak niekomfortowo czuje się Sheldon w zwykłych sytuacjach towarzyskich, ale ja lubię myśleć, że przestudiowali
wyniki badań Bargha i IJzermana, a z propozycji zaparzenia herbaty
uczynili wewnętrzny żart świadczący o mądrości bohatera.
Czy wszystkie badania na temat ciepłych napojów, miękkich krzeseł i metafor w życiu sprawdzają się w świecie realnym i nie są jedynie
teoriami, które funkcjonują w warunkach laboratoryjnych? Wyciąganie
praktycznych rad z opracowań naukowych zawsze jest podstępną grą
(dziennikarze robią to cały czas), a na temat obalania różnych teorii
krąży mnóstwo anegdot. Przecież nietrudno znaleźć osobę mieszkającą na
przykład w surowym, metalowo-drewnianym lofcie w nowojorskiej dzielnicy
TriBeCa, choć zupełnie tam ona nie pasuje, bo jest najdelikatniejsza na
świecie. A może jedyna rzecz, która ci pomaga, gdy jesteś przygnębiony,
to cola z mnóstwem lodu. Na nasze nastroje, nastawienie i decyzje
wpływają różne czynniki. Jednak zbyt często nie zdajemy sobie sprawy, że
to ciało dostarcza mózgowi kluczowych informacji, a nie odwrotnie.
Zaakceptowanie faktu, że doświadczenia fizyczne wpływają na ciebie w każdej chwili życia, może ci pomóc w zdobyciu większej kontroli oraz
narzędzi, dzięki którym poczujesz się szczęśliwszy.
Kiedy pisałam Dzienniki wdzięczności, odkryłam, że jeśli chcę poprawić
sobie samopoczucie, muszę mieć dziennik przy łóżku. Dzięki koncentracji
na dobrych rzeczach byłam w stanie spojrzeć na życie z innej
perspektywy. Byłam zdumiona, jak doskonale się to sprawdza, a teraz mogę
dodać do tego rytuału jeszcze jedną ciekawostkę. Zanim zaczniesz pisać,
weź łyk gorącej herbaty. Ciało się rozgrzeje i pomoże ci życzliwiej
pomyśleć o innych ludziach oraz bardziej się otworzyć na uczucie
wdzięczności. Jeśli naprawdę chcesz zrobić kolejny krok, usiądź na
miękkim krześle, weź do ręki zeszyt w miękkiej okładce i napisz, za co
jesteś wdzięczny. Gdy zapewnisz pozytywne doświadczenia jednocześnie
ciału i umysłowi, pomożesz też duszy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Kognitywistyka to nauka zajmująca się badaniem procesów umysłowo-poznawczych (dokładniej zmysłów, mózgu i umysłu), a poznanie ucieleśnione zakłada, że na poznanie świata mają również wpływ procesy zachodzące w ciele (wszystkie przypisy oznaczone gwiazdką pochodzą od tłumaczki). [wróć]