p

Co ci się przydarzyło? Rozmowy o traumie, odporności psychicznej i zdrowieniu - Bruce D. Perry, Oprah Winfrey

Kup ebooka

36.99 zł
33.29 zł (33,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
 
 

WSZYSTKIE NAZWISKA OPISYWANYCH PACJENTÓW DR.  PERRY'EGO I SZCZEGÓŁY POZWALAJĄCE NA IDENTYFIKACJĘ ZMIENIONO, A CZĘŚĆ PRZEDSTAWIONYCH PRZYPADKÓW JEST POŁĄCZENIEM KILKU RÓŻNYCH SYTUACJI KLINICZNYCH.

 
 
DEDYKACJE
 
 

BRUCE D. PERRY, M.D., PH.D.:

 

Mojemu klanowi:

Barbarze, Grantowi, Jayowi, Emily, Maddie, Benjiemu, Katharine, Robertowi i Emily

 

Pamięci

Marthy McGillis Perry

 
 
 

OPRAH WINFREY:

 

Moim duchowym córkom, które wierzyły, że podcięto im skrzydła. Żywię nadzieję, że nie tylko poderwiecie się do lotu, ale i że będziecie szybować.

 
 
Od autorów

Ta książka jest dla każdego, czyja matka, ojciec, partner lub dziecko mogli doświadczyć traumy. A jeśli ciebie lub kogoś z twoich bliskich kiedykolwiek zaszufladkowano jako osobę, która "chce, żeby wszyscy byli zadowoleni", "sama sobie rzuca kłody pod nogi", "próbuje zwrócić na siebie uwagę", jest "kłótliwa", "nieobecna", taka, której "praca się nie trzyma", czy też "nie radzi sobie w związkach" - ta książka jest dla ciebie. Jest dla ciebie również wtedy, kiedy po prostu chcesz lepiej zrozumieć siebie i innych.

Wiemy, że jej lektura będzie doświadczeniem, które da ci do myślenia i wywoła emocje - czasem trudne i bolesne. Poruszająca nieraz treści będą dla niektórych wyzwaniem. Z kolei pojęcia dotyczące mózgu mogą być obce i początkowo trudne do zrozumienia. Prosimy o cierpliwość i zaufanie nam oraz samemu sobie. Jeśli poczujesz, że ta lektura to dla ciebie zbyt wiele, przerwij ją. Odłóż książkę na godzinę lub tydzień. Poczeka na moment, gdy poczujesz się na siłach, by do niej wrócić. A kiedy znów będziesz gotów zgłębiać, dlaczego to, co ci się przydarzyło, kształtuje twój sposób myślenia, odczuwania i działania - zapraszamy. Możliwe, że znajdziesz w tej książce drogę, która pozwoli ci pójść do przodu.

 
 
WPROWADZENIE

"Przestań się mazać" - groziła. "Lepiej stul pysk". Moja twarz zastygała w bezruchu. Serce przestawało kołatać. Mocno zagryzałam dolną wargę, żeby z ust nie wydostały się żadne słowa.

"Robię to, bo cię kocham" - powtarzała mi do ucha słowa na swoją obronę. Kiedy byłam mała, regularnie dostawałam klapsy. W tamtych czasach dyscyplinowanie dziecka za pomocą kar cielesnych było akceptowalną społecznie praktyką. Korzystała z tego moja babcia Hattie Mae. Ale nawet mając trzy lata, zdawałam sobie sprawę, że to, czego doświadczam, jest złe.

Jedną z najgorszych kar, jakie sobie przypominam, dostałam w niedzielny poranek. Istotną rolę w naszym życiu odgrywało chodzenie do kościoła. Na chwilę przed wyjściem na mszę wysłano mnie do studni za domem, żebym napompowała wody; w gospodarstwie, w którym mieszkałam z dziadkami, nie było kanalizacji. Babcia zerknęła przez okno i zobaczyła, że muskam palcami taflę wody, i wtedy trafił ją szlag. Chociaż zrobiłam to tylko w niewinnym, dziecięcym zamyśleniu, babcia się wściekła, że umoczyłam palce w wodzie przeznaczonej do picia. Gdy wróciłam, zapytała mnie, czy się nią bawiłam, a ja odparłam: "Nie". Zgięła mnie wpół i sprała tak mocno, że spuchłam. Udało mi się potem jakoś włożyć moją najlepszą, białą, niedzielną sukienkę; zaczęła się jednak sączyć krew i splamiła sztywną tkaninę na głęboki karmazyn. Kiedy babcia to zobaczyła, udzieliła mi reprymendy, że się ubrudziłam, po czym wysłała mnie do szkółki niedzielnej. Tak właśnie wychowywano czarne dzieci na rolniczych terenach Południa. Nie znałam nikogo, kto nie dostawał lania.

Bito mnie z najbłahszych powodów. Rozlana woda, zbita szklanka, za to, że nie potrafiłam usiedzieć cicho czy bez ruchu. Pewien czarny artysta komediowy powiedział kiedyś, że "najdłużej trwa droga po rózgę dla samego siebie". A ja nie tylko musiałam ją babci podawać, ale też, jeśli kija nie było pod ręką, musiałam zapewnić alternatywę - najlepiej nadawała się młoda gałązka; jeśli była zbyt cienka, babcia kazała mi splatać ze sobą dwie lub trzy witki, by rózga była mocniejsza. Czasem czekała z laniem do niedzielnego wieczora, kiedy byłam naga i świeżo wykąpana.

Później, kiedy tylko byłam w stanie wstać, kazała mi się rozchmurzyć i uśmiechać. Miałam udawać, że nic się nie stało.

Ostatecznie wypracowałam sobie umiejętność przewidywania, że nadciągają kłopoty. Rozpoznawałam zmianę tonu głosu babci i "spojrzenie", które oznaczało, że jest ze mnie niezadowolona. Nie była wredna. Wierzę, że się o mnie troszczyła i chciała, żebym była "grzeczną dziewczynką". A ja z kolei wiedziałam, że "stulenie pyska" czy też milczenie zapewnią mi szybki koniec kary i bólu. Przez następnych czterdzieści lat ten schemat uwarunkowanej uległości - konsekwencja głęboko zakorzenionej traumy - będzie definiował każdą relację, interakcję i decyzję w moim życiu.

Ponieważ byłam bita, a następnie uciszana, a nawet zmuszana do uśmiechu, na długo zostałam mistrzynią świata w zadowalaniu innych. Gdybym została wychowana w inny sposób, nie musiałabym przez połowę życia uczyć się stawiania granic i śmiałego mówienia "nie".

Jako dorosła już osoba jestem wdzięczna, że mogę się cieszyć długotrwałymi, stałymi, pełnymi miłości relacjami z wieloma ludźmi. Jednak bicie, którego doświadczyłam na wczesnym etapie życia, cierpienie emocjonalne i roztrzaskane więzi z najważniejszymi dla mnie osobami, bez wątpienia wpłynęły na to, że zostałam niezależną samotniczką. Cytując mocne słowa wiersza "Niepokonany": "Jestem panem biegu losów moich, / Jestem ducha mego kapitanem"[1].

Miliony ludzi doświadczyły w dzieciństwie podobnego traktowania jak ja i dorastały w przekonaniu, że ich życie jest bezwartościowe.

Dzięki rozmowom z dr. Bruce'em Perrym i tysiącami osób, które miały odwagę, by podzielić się ze mną swoją historią w "The Oprah Winfrey Show", dowiedziałam się, że skutki złego traktowania mnie przez tych, którzy powinni byli się mną opiekować, nie były wyłącznie emocjonalne. Wystąpiły też konsekwencje biologiczne. Praca z doktorem Perrym otworzyła mi oczy na to, że chociaż doświadczyłam jako dziecko przemocy i traumy, mój mózg znalazł sposoby na adaptację.

Oto właśnie nadzieja dla nas wszystkich - unikalna zdolność naszego cudownego mózgu do adaptacji. W tej książce dr Perry wyjaśnia, że gdy zrozumiemy, w jaki sposób mózg reaguje na stres bądź traumę wczesnodziecięcą, będzie nam łatwiej pojąć, jak wydarzenia z przeszłości kształtują to, kim dziś jesteśmy, jak się zachowujemy i dlaczego robimy to, co robimy.

Taki punkt widzenia pomoże nam na nowo zbudować w sobie poczucie własnej wartości, a następnie ponownie skalibrować nasze reakcje na różne okoliczności, sytuacje i relacje. Innymi słowy, jest on kluczem do tego, by nadać naszemu życiu nowy kształt.

 

- Oprah Winfrey

 
 

Pewnego poranka w 1989 roku siedziałem akurat w mojej pracowni w Laboratorium Neurobiologii Rozwojowej na Uniwersytecie w Chicago i przyglądałem się wynikom przeprowadzonego niedawno badania, kiedy do mojego gabinetu zajrzał asystent. "Jest do ciebie telefon, to Oprah" - powiedział. "Jasne. Niech zostawi wiadomość". Całą poprzednią noc pisałem; w wynikach eksperymentu coś się nie zgadzało. Nie byłem w nastroju do żartów.

Uśmiechnął się pod nosem. "Ale naprawdę. Dzwoni ktoś z Harpo".

Nie istniał żaden powód, dla którego miałaby dzwonić do mnie Oprah. Byłem młodym naukowcem w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, zajmowałem się wpływem stresu i traumy na rozwój dziecka. Jedynie garstka ludzi wiedziała, nad czym pracuję. Większość moich kolegów psychiatrów nie zaprzątała sobie głowy neurobiologią ani urazami psychicznymi u dzieci. Rola traumy jako istotnego czynnika wpływającego na zdrowie psychiczne i emocjonalne pozostawała niezbadana. Uznałem, że któryś z moich kolegów po prostu robi mi kawał. Mimo to odebrałem.

"Pani Winfrey zwołuje spotkanie krajowych liderów w dziedzinie przemocy wobec dzieci, odbędzie się ono za dwa tygodnie w Waszyngtonie. Chcielibyśmy, żeby wziął pan w nim udział".

Po dłuższych wyjaśnieniach okazało się, że na zjeździe będzie wiele znanych i uznanych postaci oraz organizacji. Moja praca - badania nad wpływem traumy na rozwijający się mózg - zaginęłaby pośród bardziej akceptowanych politycznie, dominujących poglądów. Uprzejmie odmówiłem.

Kilka tygodni później otrzymałem kolejny telefon. "Oprah zaprasza pana na jednodniową wizytę na jej farmie w stanie Indiana. Poza panem i Oprah będą jeszcze dwie osoby. Chcemy przeprowadzić burzę mózgów na temat możliwych rozwiązań problemu przemocy wobec dzieci".

Zapowiadało się, że tym razem będę mógł coś wnieść do rozmowy. Przyjąłem zaproszenie.

Tego dnia dominował głos Andrew Vachssa, pisarza i adwokata specjalizującego się w reprezentowaniu dzieci. W swojej pionierskiej pracy podkreślał on konieczność monitorowania miejsc pobytu sprawców przemocy wobec dzieci; w tamtych czasach mogli się oni przemieszczać pomiędzy stanami. Nie sposób było nadążyć za tym, gdzie się właśnie znajdują i czy stosują się do ograniczeń dotyczących kontaktów z dziećmi. Dzięki naszemu spotkaniu w 1989 roku w Indianie powstał w 1991 roku szkic narodowej ustawy o ochronie dzieci (National Child Protection Act), mającej na celu ustanowienie krajowej bazy osób skazanych za przemoc wobec małoletnich. 20 grudnia 1993 roku, po dwóch latach starań, w tym zeznaniach przed komisją sprawiedliwości Senatu Stanów Zjednoczonych, zaczęła obowiązywać "Ustawa Oprah".

Od tego dnia rozmawialiśmy wiele razy. Czasem w programie "The Oprah Winfrey Show", podczas którego omawialiśmy historie dzieci i kampanie społeczne na temat znaczenia wczesnego dzieciństwa oraz rozwoju mózgu. Jednak najwięcej rozmów dotyczyło szkoły Oprah Winfrey Leadership Academy for Girls (OWLAG), którą Oprah ufundowała w 2007 roku w Afryce Południowej. Ta niezwykła instytucja powstała, by wspierać, edukować i wszechstronnie rozwijać dziewczyny, które mają ogromny potencjał, ale są w trudnej sytuacji. Oficjalnym zamiarem było stworzenie kadry przyszłych liderek. Pomimo wielu przeciwności losu, takich jak: bieda, traumatyczne straty i przemoc w rodzinie czy społeczności, wiele z tych dziewcząt wykazało się odpornością psychiczną i osiągały wysokie wyniki w nauce. Już na wczesnym etapie działania szkoła wprowadziła w życie wiele z omawianych w tej książce koncepcji; dziś OWLAG staje się wzorem wrażliwego na traumę, świadomego rozwojowo środowiska edukacyjnego.

W 2018 roku w programie "60 Minutes" udzieliłem Oprah wywiadu na temat tak zwanej opieki uwzględniającej wiedzę o traumie. Chociaż do emisji trafiły zaledwie dwie minuty z naszej rozmowy, oglądały nas i słuchały miliony ludzi, a w środowisku osób zawodowo zajmujących się tematyką traumy zapanowała wyjątkowa ekscytacja.

Entuzjazm, z jakim spotkała się nasza rozmowa, częściowo odzwierciedlał osobisty zapał Oprah wobec tego tematu. W programie CBS "This Morning" powiedziała Gayle King, że zatańczyłaby na stole, byleby tylko zwrócić uwagę ludzi na wpływ traumy na rozwijające się dziecięce mózgi. W dodatku w CBS "News Oprah" nazwała nasz wywiad w "60 Minutes" najważniejszą rozmową jej życia.

Od początku kariery Oprah podejmuje zagadnienia przemocy, zaniedbań i zdrowienia. Tematy związane z traumą są znakiem rozpoznawczym jej programów. Miliony ludzi oglądają Oprah słuchającą swoich gości doświadczonych życiową traumą lub znawców tego problemu; widzą, jak nawiązuje z nimi relację, przynosi pociechę i czerpie z takich spotkań wiedzę. Zgłębiała już konsekwencje traumatycznej straty, maltretowania, przemocy seksualnej, rasizmu, mizoginii, przemocy domowej, przemocy społecznej, problemów związanych z tożsamością płciową bądź orientacją seksualną, niesłusznego pobytu w więzieniu bądź areszcie i wielu, wielu innych granicznych sytuacji, pomagając nam zgłębiać wiedzę na temat zdrowia, procesu zdrowienia, rozwoju pourazowego i odporności psychicznej.

Przez dwadzieścia pięć lat program "The Oprah Winfrey Show" zapewniał głębokie i przemyślane spojrzenie na traumatyczne doświadczenia wczesnego okresu rozwojowego, życiowe wyzwania, cierpienie, stres i odporność psychiczną. W roku 1989 Oprah zgłębiała temat dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości, w 1997 - znaczenie doświadczeń wczesnodziecięcych dla rozwoju mózgu, prawa adoptowanych dzieci w roku 2005, a w 2009 wpływ głębokich zaniedbań; a takich tematów było o wiele więcej. Jej program na wiele sposobów wskazał drogę do szerszej, systemowej świadomości w tych sprawach. W ostatnim sezonie pojawił się odcinek z udziałem dwustu mężczyzn, między innymi Tylera Perry'ego, którzy podzielili się swoimi historiami dotyczącymi przemocy seksualnej. Oprah była i będzie mistrzynią oraz przewodniczką dla osób, które doświadczyły przeciwności losu i traumy.

Od ponad trzydziestu lat dyskutujemy z Oprah o traumie, mózgu, odporności psychicznej i zdrowieniu, a ta książka na wiele sposobów stanowi zwieńczenie tych rozmów. Naukową stronę tej tematyki ilustrujemy dialogami oraz autentycznymi ludzkimi historiami.

Rozwój człowieka, mózgu, a także trauma mają tak wiele aspektów, że nie sposób przedstawić ich w jednej książce, a szczególnie takiej, która ma formę opisu przypadków. Zawarto w niej nazewnictwo i koncepcje, które stanowią odzwierciedlenie pracy tysięcy naukowców, klinicystów i badaczy z wielu dziedzin: od genetyki, przez epidemiologię, po antropologię. To książka dla każdego, dla wszystkich.

Tytuł "Co ci się przydarzyło?" to zmiana perspektywy na taką, która szanuje wpływ przeszłości na kształtowanie naszego aktualnego funkcjonowania. To określenie narodziło się w pionierskiej pracy grupowej pod przewodnictwem dr Sandry Bloom, która stworzyła Sanctuary Model[2]. Jak sama opowiada:

 

"Gdzieś około roku 1991 braliśmy udział w zebraniu na oddziale zamkniętym, podczas którego próbowaliśmy opisać zmianę naszego myślenia na temat rozpoznawania i reagowania na problem traumy, a szczególnie zjawiska, które dziś znamy pod nazwą traumatycznego doświadczenia w dzieciństwie, w którym zaczynaliśmy dostrzegać przyczynę problemów większości leczonych przez nas osób. Wtedy Joe Foderaro, licencjonowany kliniczny opiekun społeczny, którego obserwacje zawsze są celne, stwierdził: "Wychodzi na to, że zmieniliśmy nasze podstawowe pytanie z Co jest z tobą nie tak? na Co ci się przydarzyło?"" [3].

 

Jesteśmy przekonani, że zadawanie tego podstawowego pytania: "Co ci się przydarzyło?", może pomóc każdemu z nas dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jak kształtują nas nasze doświadczenia - zarówno te dobre, jak i złe. Żywimy nadzieję, że dzieląc się tymi opowieściami i koncepcjami naukowymi, sprawimy, że każdy czytelnik będzie umiał wejrzeć w siebie, a to pomoże nam wszystkim prowadzić lepsze, bardziej spełnione życie.

 

- Dr Bruce Perry

 
 
ROZDZIAŁ 1.
POJMOWANIE ŚWIATA
 
 
 
 

Każdego roku przychodzi na świat ponad 130 milionów dzieci. Każde z nich otrzymuje na powitanie swój własny, unikalny zestaw okoliczności społecznych, ekonomicznych i kulturowych. Niektóre są witane wdzięcznością i radością, a zachwyceni rodzice i rodzina tulą je w ramionach. Inni, podobnie jak ja, doświadczają odrzucenia przez młodą matkę, której marzyło się inne życie, przez rodziców przytłoczonych biedą i wynikającą z niej presją, przez agresywnego ojca powielającego rodzinny wzorzec przemocy.

Niezależnie jednak od tego, czy noworodek jest kochany, czy nie, każdy z nich - czy teraz, czy w przeszłości (więc także ty i ja) - ma pewną niezwykle istotną cechę. Pomimo niezliczonych okoliczności, jakie witają nas na świecie, rodzimy się z wrodzonym poczuciem bycia kompletnym. Nie rozpoczynamy życia, zadając sobie pytanie: Czy jestem wystarczająco dobry? Czy mam jakąś wartość? Czy na cokolwiek zasługuję? Czy da się mnie pokochać?

Żaden niemowlak w pierwszych przebłyskach świadomości nie zastanawia się: Czy cokolwiek znaczę? Dla niego świat jest miejscem pełnym cudów. Jednak już od pierwszych oddechów ta malutka ludzka istota próbuje pojąć, co się dzieje dookoła niej. Kto będzie ją karmił i nią się opiekował? Co przyniesie jej pociechę? Wtedy właśnie dla wielu maluchów zaczynają się trudy życia: zaznają wybuchów agresji ze strony opiekuna albo po prostu nie doświadczają kojącego głosu czy delikatnego dotyku. Nasze pierwsze doświadczenia kontaktu z drugim człowiekiem są rozbieżne.

Pierwszym dojmującym uczuciem, jakie pamiętam z własnego dzieciństwa, była samotność. Moja matka Vernita i ojciec Vernon przeżyli tylko jedno seksualne zbliżenie pod starym dębem nieopodal jej rodzinnego domu w Kosciusko, w stanie Missisipi. Ojciec zwykł mi powtarzać, że nigdy bym się nie urodziła, gdyby nie jego ciekawość, co też kryje się pod różową, rockandrollową, z motywem pudla spódnicą mojej matki. Pojawiłam się dziewięć miesięcy po tym jednym jedynym spotkaniu. Od chwili, kiedy zaczęłam cokolwiek pojmować, wiedziałam, że jestem niechcianym dzieckiem. Ojciec nie miał nawet pojęcia o moim istnieniu, dopóki matka nie wysłała mu informacji o moich narodzinach i nie poprosiła o pieniądze na ubranka. W domu mojej babki Hattie Mae dzieci było widać, ale nie słychać. Wyraźnie pamiętam, jak dziadek opędzał się ode mnie laską - nie przypominam sobie jednak, by kiedykolwiek zwrócił się bezpośrednio do mnie. Odkąd zmarła babcia, tułałam się pomiędzy matką, która wyjechała do Milwaukee, a ojcem, który osiadł w Nashville. Ponieważ żadnego z rodziców nie znałam, trudno mi było zapuścić korzenie czy nawiązać z nimi więzi. Matka pracowała jako pokojówka za pięćdziesiąt dolarów tygodniowo w Fox Point, jednym z północnych przedmieść Milwaukee zwanych North Shore. Robiła co mogła, by zaopiekować się trójką swoich małych dzieci. Nie było czasu na pielęgnowanie więzi. Starałam się nigdy jej nie naprzykrzać ani jej nie martwić. Wydawała mi się obca, chłodna wobec potrzeb małej dziewczynki. Całą swoją energię poświęcała na utrzymanie się na powierzchni, na przetrwanie. Zawsze czułam się jak ciężar, dodatkowa gęba do wykarmienia. Raczej nie przypominam sobie poczucia, bym była kochana. Odkąd pamiętam, wiedziałam, że jestem zdana tylko na siebie.

Z rozmów z wieloma ofiarami traumatycznych wydarzeń, przemocy lub zaniedbania dowiedziałam się, że gdy dziecko nasiąknie bolesnymi doświadczeniami tego rodzaju, zaczyna tęsknić. Zakorzenia się w nim głębokie pragnienie poczucia, że jest potrzebne, ważne i wartościowe. Dorastając, nie ma umiejętności oceny, na co zasługuje. Jeśli jej nie nabędzie, najczęściej czeka je powielanie skomplikowanego i frustrującego wzorca, na który składa się sabotowanie samego siebie, przemoc, rozwiązłość lub uzależnienia.

Tu właśnie zaczyna się orka, by dokopać się do korzeni, które zaczęły się rozrastać o wiele wcześniej, niż znaliśmy słowa, by wyrazić, co się z nami dzieje.

Dr Perry pomógł mi uświadomić sobie, że silne, przerażające lub izolujące doświadczenia sensoryczne trwające zaledwie sekundy lub znoszone latami potrafią pozostawić w mózgu głęboki ślad. Podczas gdy nasze mózgi rozwijają się i nieustannie chłoną nowe doświadczenia, jednocześnie próbując pojąć otaczający nas świat, każda kolejna chwila zostaje nadpisana na poprzednich.

Zawsze byłam głęboko przekonana o prawdziwości powiedzenia, że żołądź zawiera w sobie dąb. Dzięki pracy z dr. Perrym znam jeszcze jedną prawdę: jeśli chcemy zrozumieć dąb, musimy powrócić do żołędzia.

 

- Oprah

 
 

Pamiętam, gdy na wczesnym etapie naszej znajomości Oprah powiedziała: "Wszystko postrzegasz przez pryzmat mózgu. Czy ty cały czas o nim myślisz?". Mówiąc krótko: owszem, prawie zawsze. Ogromnie dużo myślę o mózgu. Studiowałem neurobiologię i od ukończenia college'u badam mózg oraz jego mechanizmy reagowania na stres. Jestem także psychiatrą, zająłem się tą dziedziną już po skończeniu neurobiologii. Odkryłem, że mój punkt widzenia jako osoby świadomej funkcjonowania mózgu pomaga mi w zrozumieniu innych ludzi.

Ponieważ pracuję jako psychiatra dziecięcy, jestem często pytany o kłopotliwe zachowania. Dlaczego dziecko zachowuje się jak niemowlę? Czy nie może zachowywać się odpowiednio do wieku? Jak matka może stać i patrzeć, gdy partner bije jej dziecko? Dlaczego w ogóle ktoś może wyrządzać krzywdę dziecku? Co jest z tym maluchem nie tak? A z tą matką? A z jej partnerem?

W ciągu lat odkryłem, że pozornie bezsensowne zachowanie zaczyna nabierać znaczenia, gdy spojrzymy, co się pod nim kryje. Ponieważ organem odpowiedzialnym za nasze myślenie, uczucia i działanie jest mózg, kiedy tylko próbuję kogoś zrozumieć, myślę właśnie o nim. Dlaczego właśnie to zrobił? Co sprawiło, że właśnie tak się zachował? Musiało się kiedyś zdarzyć coś, co wpłynęło na funkcjonowanie jego mózgu.

Po raz pierwszy miałem możliwość zastosowania tej neurobiologicznej perspektywy, by zrozumieć zachowanie pacjenta, kiedy byłem jeszcze młodym, wciąż uczącym się psychiatrą. Moim pacjentem był Mike Roseman - starszy, zabawny i życzliwy mężczyzna. Mike, weteran wojny koreańskiej, brał udział w wielu walkach. Miał klasyczne objawy zespołu stresu pourazowego (PTSD), które dokładniej omówimy później; cierpiał na bezsenność, zaburzenia snu, depresję i epizody flashbacków, podczas których dosłownie czuł się jak na polu bitwy. Próbował radzić sobie na własną rękę za pomocą alkoholu i zaczął wpadać w ciągi alkoholowe. To oczywiście przełożyło się na konflikty w pracy i w domu, aż wreszcie skończyło się rozwodem i przymusową emeryturą.

Pracowaliśmy ze sobą od około roku i Mike już dość dobrze panował nad piciem, jednak pozostałe objawy się utrzymywały. Pewnego dnia zadzwonił do mnie wyraźnie zdenerwowany. "Doktorze, czy mógłbym dzisiaj przyjść na wizytę? To ważne. I Sally chce przyjść ze mną" - usłyszałem. Mike spotykał się z Sally, emerytowaną nauczycielką; na poprzednich sesjach bardzo dużo mówił o tym, że nie chce tego "zawalić". Wyczuwałem, że sprawa jest pilna, więc zgodziłem się ich przyjąć. Jeszcze tego popołudnia stawili się w moim gabinecie i usiedli obok siebie na kanapie, trzymając się za ręce. Sally łagodnie szeptała coś Mike'owi do ucha. Wyglądał na zawstydzonego, a ona ewidentnie chciała go uspokoić. Przypominali parę zestresowanych nastolatków.

Zaczął on: "Czy możesz wyjaśnić Sally, na czym polega zespół stresu pourazowego? Chodzi o to, czemu mam nie po kolei w głowie". Zaszkliły mu się oczy. "Co jest ze mną nie tak? Przecież od Korei minęło ponad trzydzieści lat". Sally przysunęła się do niego, by go objąć.

Poczułem, że grzęznę - czy rzeczywiście umiałbym wyjaśnić, na czym polega stres pourazowy - więc odpowiedziałem wymijająco: "Czy mogę cię zapytać, Mike, skąd teraz takie pytanie? Czy coś się stało?".

"Wyszliśmy wczoraj wieczorem do miasta. Byliśmy na przyjemnej kolacji i szliśmy spacerem przez centrum do kina. Nagle padłem na ulicę pomiędzy zaparkowane samochody i leżałem przerażony na brzuchu z rękami za głową. Wydawało mi się, że ktoś do mnie strzela. Chyba byłem nieźle zdezorientowany. W pewnym momencie dotarło do mnie, że gdzieś wystrzelił gaźnik motocykla. Brzmiało to jak odgłos wystrzału. Podarłem sobie spodnie od garnituru na kolanach. Byłem zlany potem, miałem kołatanie serca. Było mi strasznie wstyd. Myślałem, że umrę ze strachu. Chciałem już tylko wrócić do domu i się upić".

Sally dodała: "W jednej chwili szliśmy pod rękę, a w następnej był już myślami w koreańskich okopach i krzyczał wniebogłosy. Uklękłam i próbowałam mu pomóc, ale tylko się ode mnie opędzał. Uderzył mnie". Zamilkła na chwilę. "Mogło to trwać dziesięć minut. Powiedz mi, jak mu pomóc". Odwróciła się do Mike'a: "Nie odpuszczam sobie ciebie".

"Powiedz jej, co jest ze mną nie tak" - błagał.

Był to rok 1985. Badania naukowe na temat zespołu stresu pourazowego jeszcze raczkowały, ja zaś miałem 29 lat i bliskie zera doświadczenie w psychiatrii, którą wciąż studiowałem, byłem zielony. "Słuchajcie, nie wiem, czy umiem na to odpowiedzieć - rzekłem. - Wiem za to, że Mike nie chciał cię skrzywdzić".

"Tyle, to i ja wiem" - Sally spojrzała na mnie jak na kretyna, którym rzeczywiście byłem. Jednak, choć nie miałem szerokiej wiedzy na temat pracy klinicznej, dobrze się znałem na mózgu, pamięci i reagowaniu na stres. Rzucenie się Mike'a w poszukiwaniu schronienia na ulicy postrzegałem nie z punktu widzenia klinicysty, lecz neurobiologa. Co się zadziało w jego głowie, kiedy tamten motocykl wystrzelił? Zacząłem analizować ten problem kliniczny przez pryzmat mózgu.

"Myślę, że częścią problemu jest to, że wiele lat temu w Korei mózg Mike'a zaadaptował się do stanu ciągłego zagrożenia - zarówno jego ciało, jak i umysł stały się nadwrażliwe i nadmiernie reaktywne na wszelkie sygnały ze świata mogące sugerować, że występuje zagrożenie. Żeby utrzymać Mike'a przy życiu, jego mózg wytworzył powiązanie - możemy je nazwać wyspecjalizowaną formą pamięci - pomiędzy odgłosami strzałów i opadających łusek a koniecznością ratowania się za wszelką cenę". Zamilkłem na chwilę. "Czy brzmi to sensownie?" - zapytałem.

Sally pokiwała głową: "Mike jest nadpobudliwy".

Ilustracja 1
MODEL MÓZGU

HIERARCHICZNA ORGANIZACJA MÓZGU CZŁOWIEKA

Mózg można podzielić na cztery powiązane ze sobą obszary: pień mózgu, międzymózgowie, układ limbiczny i korę mózgową. Złożoność strukturalna i funkcjonalna wzrasta od dolnych, prostszych, obszarów pnia mózgu ku korze. Kora odpowiada za większość unikalnych dla człowieka funkcji, takich jak: mowa i język, myślenie abstrakcyjne i zdolność do refleksji nad przeszłością oraz wyobrażania sobie przyszłości.

Mówiłem dalej: "Zdarzało mi się widywać, Mike, jak podskakujesz w popłochu w moim gabinecie, gdy ktoś trzaśnie drzwiami na korytarzu lub pcha zbyt głośno grzechoczący wózek. Dodatkowo zawsze uważnie obserwujesz pokój. Każdy, nawet drobny ruch, dźwięk lub zmiana w oświetleniu zwracają twoją uwagę".

"Jeśli się wychyliłeś - powiedział Mike - było po tobie. Jeśli nie byłeś w nocy czujny, było po tobie. Jeśli zasnąłeś, było po tobie". Patrzył przed siebie, nie mrugając. Milczał przez kilka chwil, po czym westchnął: "Nienawidzę czwartego lipca. I sylwestra. Kiedy słyszę fajerwerki, umieram ze strachu. Nawet gdy jestem na nie przygotowany, to i tak ciągle podskakuję, a moje serce wydaje się eksplodować w klatce piersiowej. Nienawidzę tego. Później przez tydzień nie mogę spać".

"Rozumiem. Czyli to pierwotne, przystosowawcze i ochronne wspomnienie nadal w tobie jest. Nie zniknęło".

"Ale przecież on go już nie potrzebuje - powiedziała Sally. - Ono wręcz zamienia jego życie w koszmar. Czy nie może się go po prostu oduczyć?".

"To doskonałe pytanie - powiedziałem. - Sęk w tym, że nie wszystkie wspomnienia związane z walką znajdują się w częściach mózgu, które Mike może świadomie kontrolować. Spróbuję to trochę przybliżyć".

Wyciągnąłem kartkę i narysowałem na niej trójkąt odwrócony podstawą do góry, podzielony trzema liniami na cztery części. Wtedy po raz pierwszy przedstawiłem mózg w taki właśnie sposób. Minęło trzydzieści pięć lat, a my nadal stosujemy ten podstawowy model, dzięki któremu łatwiej nam wyjaśniać działanie mózgu, stresu i traumy.

Powiedziałem: "Przyjrzyjmy się podstawowej budowie mózgu. Przypomina on tort o czterech warstwach. Na samym wierzchu jest kora mózgowa, najbardziej unikalna dla człowieka część naszego mózgu". Zacząłem opisywać rysunek podobny do tego z ilustracji obok, dodając różne funkcje, którymi zarządza mózg.

Wyjaśniałem: "Układy na samym wierzchu są odpowiedzialne za mowę i język, myślenie, planowanie; to właśnie tam są przechowywane nasze wartości i przekonania. Co bardzo ważne w twoim przypadku, jest to część mózgu, która potrafi orientować się w czasie. Kiedy kora jest aktywna, możemy myśleć o przeszłości i spoglądać w przyszłość. Jesteśmy świadomi, co wydarzyło się kiedyś, a co jest teraz".

Sally i Mike pokiwali głowami.

"Dobrze. Spójrzcie teraz na najgłębszą część mózgu - jego pień. Kontroluje on mniej złożone procesy, przede wszystkim polegające na nadzorowaniu na przykład temperatury ciała, oddychania, tętna i tak dalej. Nie ma w nim jednak sieci, które myślą lub orientują się w czasie. Czasem nazywamy tę część mózgu mózgiem gadzim; pomyślcie więc sobie, co potrafi jaszczurka - niewiele planuje czy myśli, żyje głównie w chwili bieżącej i reaguje na otoczenie. My zaś dzięki wierzchniej warstwie naszego mózgu - korze - możemy tworzyć wynalazki, kreować, planować i orientować się w czasie".

Spojrzałem na nich, by mieć pewność, że za mną nadążają, i ruszyłem dalej.

"Bodźce ze wszystkich naszych zmysłów - wzroku, słuchu, dotyku, węchu - początkowo trafiają do pnia. Żaden z nich nie ląduje bezpośrednio w korze, wszystko najpierw łączy się z najniższymi warstwami mózgu".

Pokiwali głowami.

"Kiedy taki sygnał trafia do pnia - wskazałem dolną część odwróconego trójkąta - jest tam przetwarzany. Pokrótce jest porównywany z doświadczeniami zapisanymi tam wcześniej. W tym przypadku wystrzał silnika motocyklowego został skojarzony z odgłosem broni palnej. Pamiętasz go z pola walki? Ponieważ twój pień mózgu nie orientuje się w czasie ani nie wie, ile minęło lat, uruchamia reakcję stresową i reagujesz jak na zagrożenie. Odczuwasz i zachowujesz się, jakbyś był atakowany. Pień mózgu nie potrafi powiedzieć: ej, nie stresuj się tak, Korea była trzydzieści lat temu. To był tylko dźwięk z silnika motocyklowego".

Patrzyłem, jak to wszystko, co powiedziałem, do nich dociera. "Kiedy bodziec wreszcie przedrze się do kory, ta może się zastanowić, co tak naprawdę się dzieje. Jednak gdy tylko w ciele uruchamia się reakcja stresowa, jedną z pierwszych rzeczy, które następują, jest odcięcie wyższych warstw mózgu, w tym zdolności do orientowania się w czasie. Informacja, że był to tylko motocykl, wreszcie dotarła do kory, ale chwilę to potrwało. Do tego czasu znajdowałeś się z powrotem w Korei, a po wszystkim byłeś zdezorientowany. Potrzebowałeś całej nocy, żeby się uspokoić, prawda?".

"Nie zmrużyłem oka - Mike wyglądał na wyczerpanego, ale na jego twarzy malowała się ulga. - Czyli nie jestem wariatem?".

"Nie. Twój mózg robi dokładnie to, czego można by się po nim spodziewać, biorąc pod uwagę twoje przejścia. Jednak to, co kiedyś służyło adaptacji, dziś ci szkodzi. Co ratowało ci życie w Korei, w domu cię zabija. Musimy wykombinować, jak pomóc twoim mechanizmom reagowania na stres, by stały się mniej reaktywne i nadwrażliwe".

Oczywiście nie był to jeszcze koniec historii Mike'a, lecz zrozumienie, co kryło się pod spodem jego dezorientującego zachowania, było dla niego i Sally bardzo krzepiące. U mnie z kolei zapoczątkowało intensywniejsze wprowadzanie zasad z dziedziny neurobiologii do praktyki klinicznej. Doświadczenie Mike'a zwróciło moją uwagę na to, jak sygnały przywołujące skojarzenie - generalnie wszystkie bodźce sensoryczne, takie jak: konkretny widok, dźwięk, zapach czy dotyk - mogą uruchamiać traumatyczne wspomnienie. W przypadku Mike'a strzelający gaźnik motocykla przywołał trudne wspomnienie z pola bitwy. Jego przykład był jednym z pierwszych, którymi podzieliłem się z Oprah, kiedy zaczęliśmy rozmawiać o traumie.

 

- Dr Bruce Perry

 
 

Oprah: Kiedy opowiadasz historię pana Rosemana, pierwszą rzeczą, która zwraca moją uwagę, jest jego poczucie ułomności; w pewnej chwili pyta nawet: "Co jest ze mną nie tak?". Ty jednak skupiłeś się raczej na tym, "co mu się przydarzyło?" - a dokładnie tę zmianę chcemy pomóc wprowadzić innym. Jego opowieść pomogła mi też naprawdę zrozumieć, co masz na myśli, mówiąc o "sekwencyjnej" organizacji mózgu.

 

Dr Perry: Wszystkie doświadczenia przetwarzane są od dołu w górę, czyli żeby dostać się na wierzch, do "inteligentnej" części naszego mózgu, muszą pokonać niższą, "mniej inteligentną" część. Przetwarzanie sekwencyjne oznacza, że pierwszą częścią, która interpretuje napływające z naszych zmysłów informacje i reaguje na nie, jest ta najbardziej prymitywna i reaktywna. Mówiąc krótko: nasz mózg jest tak zbudowany, że działamy i czujemy, zanim pomyślimy. Rozwija się też sekwencyjnie - kolejno, od spodu w górę. Niemowlę najpierw działa i czuje. Działania i odczucia pomagają mu uporządkować sposób, w jaki zacznie myśleć.

 

Oprah: Przez lata powtarzałeś mi, że najwcześniejsze doświadczenia mają na nas największy wpływ, ponieważ właśnie wtedy mózg najszybciej rośnie.

 

Dr Perry: "Co ci się przydarzyło?" jest kluczowym pytaniem nie tylko wtedy, kiedy chcemy zrozumieć drugiego człowieka; to kluczowe pytanie, jeśli chcemy zrozumieć mózg. Inaczej mówiąc, twoja historia osobista - ludzie i miejsca - wpływa na rozwój twojego mózgu. W efekcie każdy z naszych umysłów jest wyjątkowy. Życiowe doświadczenia formują sposób, w jaki się porządkują i funkcjonują kluczowe układy naszych mózgów, więc każde z nas widzi i pojmuje świat unikalnie.

Przykład pana Rosemana dotyczy traumatycznych wydarzeń, które miały miejsce, gdy miał 24 lata. Skoro te doświadczenia dokonały zmian w mózgu dorosłego już człowieka, wyobraź sobie wpływ traum na mózg niemowlęcia lub małego dziecka - i jak trwalsze będą ich konsekwencje.

Już w łonie matki rosnący mózg dziecka zaczyna gromadzić skrawki ludzkiego doświadczenia. Na jego rozwój wpływa wiele czynników, takich jak: przeżywany przez matkę stres, zażywane przez nią narkotyki, alkohol i nikotyna, to, jak się odżywia i czy jest aktywna fizycznie. W ciągu tych dziewięciu miesięcy powstaje momentami aż dwadzieścia tysięcy nowych neuronów na sekundę, co tempem przypomina eksplozję. (Dla porównania: u osoby dorosłej powstaje ich siedemset dziennie, i to w dobrym dniu). W chwili narodzin każdy noworodek ma osiemdziesiąt sześć miliardów neuronów; będą one rosły i łączyły się ze sobą, tworząc skomplikowane sieci, by pozwolić mu pojmować świat. Wszystkie te procesy są niezwykle złożone i badacze wciąż nie rozumieją ich w pełni, jednak istnieje kilka podstawowych zasad, które przydadzą się nam podczas rozmów na temat tego, jaki to wszystko ma związek z traumą.

Nasze zmysły zewnętrzne - wzrok, słuch, węch, smak i dotyk - monitorują, co się dzieje na zewnątrz naszego ciała. Robiąc to, polegają na naszych organach sensorycznych: oczach, uszach, nosie i skórze. Gdy są one pobudzane za pomocą światła, dźwięku, zapachu lub dotyku, wyspecjalizowane neurony wysyłają sygnały do mózgu.

Mamy również układy sensoryczne, które informują nas, co się dzieje wewnątrz naszego ciała. To zjawisko nosi nazwę interocepcji i dzięki niemu wiemy na przykład, że jesteśmy spragnieni, głodni czy że jest nam duszno. Wszystkie sygnały sensoryczne napływające ze świata zewnętrznego i z naszego wnętrza stale informują mózg, który aktywuje odpowiednie układy zapewniające nam zdrowie i bezpieczeństwo. Jeśli jesteśmy spragnieni, szukamy wody; jeśli jesteśmy głodni, szukamy pożywienia; jeśli wyczuwamy niebezpieczeństwo, mobilizujemy mechanizmy reagowania na stres.

Mózg kategoryzuje każdy najdrobniejszy sygnał sensoryczny i wysyła go "w górę trójkąta", do kolejnych części mózgu, by zintegrować go z poprzednimi i poddać kolejnej obróbce. Różne sygnały są powiązywane ze sobą i przypisywane do wspólnych kategorii, dzięki czemu uzyskujemy coraz bogatsze i bardziej szczegółowe wersje każdego doświadczenia. Na przykład mózg kieruje określone sygnały wzrokowe do tych samych obszarów, co napływające dokładnie w tym samym czasie bodźce słuchowe, dotykowe i węchowe. Te odmienne odczucia - widoki, dźwięki, zapachy i ruchy związane z tym samym doświadczeniem - zostają ze sobą połączone. W ten sposób rozpoczyna się pojmowanie świata.

Gdy twój mózg zaczyna tworzyć złożone wspomnienia na podstawie tych przechowywanych powiązań, wówczas powstaje osobisty katalog doświadczeń. Dorastając, wszyscy staramy się zrozumieć, co się dzieje dookoła nas. Co oznacza dany dźwięk? Co to znaczy, kiedy ktoś masuje mi plecy? A wyraz twarzy danej osoby? Co innego się wydarza, kiedy pojawia się pewien konkretny zapach?

Dla jednego dziecka kontakt wzrokowy oznacza: "Troszczę się o ciebie, interesuję się tobą". Dla innego: "Zaraz będę się na ciebie wydzierać". Z każdą chwilą na początku życia rozwijający się mózg kataloguje i zachowuje nasze doświadczenia, tworząc osobisty "klucz", który pomaga nam interpretować świat. Każdy z nas tworzy unikalny obraz świata ukształtowany przez to, co nas w życiu spotyka.

Wyobraźcie sobie teraz dramatyczne zmiany w sensorycznym świecie noworodka. Kiedyś jego świat był ciepły, rytmiczny i ciemny, a teraz, po narodzinach, jego zmysły przytłacza mieszanina obrazów, dźwięków, zmiennej temperatury i powiewów powietrza. Mózg bombardują nowe zestawy nadchodzących bodźców. Dla niemowlęcia ogromna część świata jest nowa, więc właśnie wtedy mózg najszybciej i najaktywniej tworzy nowe powiązania. Doświadczenia pierwszych lat życia kształtują organizację naszego mózgu w sposób nieproporcjonalnie silniejszy niż późniejsze.

 

Oprah: Jedną z najważniejszych rzeczy, której dowiedziałam się z twoich badań naukowych, jest to, że małe dzieci chłoną o wiele więcej, niż nam się wydaje. Im jesteśmy młodsi, tym większa jest nasza wrażliwość na panującą dookoła atmosferę emocjonalną. Ludziom się wydaje, że mogą przeklinać przy małych dzieciach. Wydaje im się, że mogą stosować przy nich przemoc. W setkach moich programów matki mówiły: "Kiedy tylko mały podrośnie, zostawię jego agresywnego ojca", myśląc: "Moje dziecko jest za małe, żeby cokolwiek z tego rozumieć", a w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie.

 

Dr Perry: Faktycznie, jest zupełnie odwrotnie. Im jesteśmy młodsi, tym bardziej polegamy na swoich opiekunach - rodzicach i innych dorosłych - żeby pomogli nam interpretować, co się dzieje dookoła. Są kwestie, w których małe dziecko doświadcza świata poprzez filtry dorosłych. Taki maluch nie rozumie słów, których używamy, ale odbiera niewerbalne elementy komunikacji, takie jak ton głosu. Może wyczuć napięcie i wrogość w agresywnej wypowiedzi oraz wyczerpanie i rozpacz w języku osoby w depresji. A ponieważ w pierwszych latach życia mózg rośnie niezwykle szybko, tworząc wiele tysięcy skojarzeń na temat tego, jak działa świat, te wczesne doświadczenia mają ogromny wpływ na niemowlęta i małe dzieci.

Na przykład w mózgach dzieci agresywnych ojców powstaje skojarzenie, że mężczyźni oznaczają zagrożenie, gniew i strach. I to połączenie staje się częścią ich obrazu świata - mężczyźni są niebezpieczni, stwarzają zagrożenie, skrzywdzą ciebie i ludzi, których kochasz. Jeżeli zakorzeni się u ciebie właśnie taki sposób widzenia świata, wyobraź sobie, co się będzie działo, jeżeli trafisz na nauczyciela lub trenera. Pomyśl tylko, jak będziesz postrzegać nowego mężczyznę w życiu twojej matki, choć będzie zdrowy emocjonalnie i pozbawiony agresji.

 

Oprah: A kiedy jeszcze nie rozwinęła się u ciebie mowa ani zdolność do identyfikowania tego, co widzisz lub czujesz, operujesz wyłącznie na poziomie wibracji. A wibracja w domu mówi, że dzieje się źle.

 

Dr Perry: To, co nazywasz wibracją, to emocjonalny wydźwięk środowiska.

 

Oprah: Tak, jestem przekonana, że każde środowisko ma swój wydźwięk. Wchodząc do dowolnego nieznanego domu, nie znając języka, można wyczuć, czy jest to miejsce, w którym panuje miłość. Podobnie jest wtedy, kiedy coś w nim nie gra. Nawet jeśli nie wiesz, o co dokładnie chodzi, czujesz, że coś jest nie w porządku.

 

Dr Perry: Na tej samej zasadzie, wchodząc do przedszkola, możesz powiedzieć: "Och, cóż za wspaniałe środowisko". Wyczuwasz klimat, emocjonalny wydźwięk. Jednak gdy wejdziesz do jednej z sal, możesz stwierdzić: "Ojej, co się tutaj dzieje?". To tak wielka siła. Niektóre obszary naszego mózgu są wyjątkowo wrażliwe na relacje w komunikacji pozawerbalnej. To niedoceniany w naszym społeczeństwie aspekt funkcjonowania człowieka. Jesteśmy bardzo werbalnym społeczeństwem - zwracamy uwagę na to, co się pisze i mówi - jednak tak naprawdę większość w komunikacji odbywa się na poziomie pozawerbalnym.

 

Oprah: Uczysz, że kiedy doświadczymy traumy w pierwszych latach życia, czyli pomiędzy narodzinami a drugim rokiem życia - nim posiądziemy zdolność wyjaśnienia tego, co się wydarzyło - może ona wywrzeć głębszy wpływ na nasz mózg niż wtedy, kiedy umiemy ją wyjaśnić słowami.

Myślę o dzieciach molestowanych w tak młodym wieku, że nie mają jeszcze umiejętności językowych, które pozwoliłyby na przepracowanie tego, co się wydarzyło. Takie doświadczenie zostaje zamknięte w mózgu w inny sposób, niż gdyby dziecko umiało już opisać to, co mu się przytrafiło.

 

Dr Perry: To, co opisujesz, stanowi pewien rodzaj wspomnienia. Wróćmy do odwróconego trójkąta, który narysowałem dla pana Rosemana.

Każdy układ biologiczny w naszym ciele zmienia się na swój sposób pod wpływem doświadczeń; taka zmiana jest więc w pewnym sensie ich zapisem, czyli po prostu wspomnieniem. Neurony są wybitnie wyczulone na doświadczenia, a sieci neuronowe w każdej części mózgu mają zdolność zapamiętywania. Takie informacje, jak: imiona, numery telefonu czy miejsce, gdzie odłożyłeś klucze, są przechowywane w sieciach neuronowych w korze mózgowej. Mamy jednak także wspomnienia emocjonalne: uczucie, skojarzenie z doświadczeniem sprzed wielu lat może przywołać na przykład piosenka. Zapach pieczonego indyka lub chleba prosto z pieca może sprawić, że zrobi nam się ciepło i poczujemy się jak w domu albo zaczniemy tęsknić za utraconą przeszłością. Te uczucia mają swoje źródło w skojarzeniach przechowywanych w sieciach neuronowych układu limbicznego i innych częściach mózgu. Istnieje także pamięć ruchowa - kulenie się w pozycji embrionalnej jest tak naprawdę powracaniem pamięcią - i wspomnienia tego rodzaju są przechowywane w jeszcze niższych częściach mózgu.

Jak już wspominaliśmy, mózg rozwija się sekwencyjnie, od dołu do góry i od środka na zewnątrz, od podstawowych funkcji pnia po złożone osiągnięcia kory. Każdy obszar mózgu ma zdolność do tworzenia wspomnień - do zmian w reakcji na doświadczenie oraz do przechowywania ich w odpowiednich sieciach neuronowych.

Kora mózgowa małego dziecka nie jest jeszcze w pełni wykształcona; poniżej trzeciego roku życia sieci neuronowe nie są wystarczająco dojrzałe, by tworzyć tak zwaną pamięć epizodyczną (innymi słowy zapamiętywać kto, co, kiedy i gdzie). Jednak inne sieci neuronowe, w głębszych obszarach mózgu, przetwarzają nasze najwcześniejsze doświadczenia, co sprawia, że ulegają one zmianom. Powstają w nich skojarzenia lub wspomnienia i ma to ogromny wpływ na to, jak trauma jest przechowywana w mózgach najmłodszych.

Jeśli dziecko doświadcza przemocy, jego mózg może wytworzyć skojarzenie pomiędzy rysami twarzy agresora lub okolicznościami, w jakich doszło do ataku - na przykład z określonym kolorem włosów napastnika, jego tonem głosu, muzyką grającą w tle - a uczuciem strachu. Złożone i zagmatwane skojarzenia mogą przez lata wpływać na zachowanie; na przykład w późniejszym życiu wystarczy, że w restauracji pochyli się nad tobą kelner szatyn, żeby przyjąć zamówienie, a doświadczysz ataku paniki. Jednak gdy powstawało wspomnienie, nie miałeś pamięci epizodycznej, więc nie zakorzeniło się ono w systemie poznawczym. Dlatego panika bywa często interpretowana jako zjawisko przypadkowe, niezależne od poprzednich doświadczeń.

Na bazie traumy wczesnodziecięcej może powstać cały zespół przekonań i postępowania, który będzie się utrzymywał przez całe życie. Jednym z najpoważniejszych przykładów jest przemoc seksualna w dzieciństwie, która może wpływać destrukcyjnie na bliskość nawet wtedy, kiedy ofiara nie przypomina sobie konkretnych epizodów molestowania.

 

Oprah: Poświęciłam 217 odcinków "The Oprah Winfrey Show" właśnie przemocy seksualnej i dostrzegłam wśród większości ofiar, a także u siebie samej, pewną głęboko zakorzenioną, wspólną cechę. Kiedy wychowano cię na osobę uległą, każda forma oporu będzie wywoływać w tobie dyskomfort, ponieważ nigdy nie nauczono cię, że masz prawo powiedzieć "nie"; nauczono cię wręcz, że ci tego nie wolno. Skradziono ci poczucie, że masz prawo stawiać własne granice. To sytuacja, w której wiele osób spycha swoje "nie" gdzieś w głąb siebie i zaczyna próbować zadowolić wszystkich dookoła. Ja sama należę do tej kategorii. Przez wiele lat zgadzałam się na rzeczy, których tak naprawdę nie chciałam, albo unikałam trudnych rozmów, ponieważ nie byłam w stanie żyć z dyskomfortem, jaki pojawiał się, gdy stawałam po swojej stronie. Inne znane mi ofiary traum sabotowały różne sytuacje, aż to "nie" mówił ktoś inny - zrywał z nimi, sprawiał, że przyjaźń stawała się toksyczna, zwalniał je z pracy. Właśnie to mam przed oczami, kiedy mówisz o osobach, które zatruwają bliskość.

Jednak nie tylko skrajne doświadczenia, o których do tej pory rozmawialiśmy - molestowanie seksualne, przemoc wobec dziecka, wojna - mogą powodować traumy. To określenie może tak naprawdę dotyczyć szerokiego spektrum wydarzeń życiowych.

Nie ma dla mnie na to lepszego przykładu niż historia Krisa i Daisy, którzy po raz pierwszy wystąpili w "The Oprah Winfrey Show" w odcinku na temat dzieci i rozwodu. Kris miał wówczas siedem lat, a jego siostra Daisy jedenaście. Nie tylko przeżyli traumę rozwodu rodziców, ale dodatkowo od kilku lat nie mieli żadnego kontaktu z matką. Kris miał zaledwie cztery lata, kiedy widział ją po raz ostatni, i rozpaczliwie za nią tęsknił. Wierzył, że jeśli za zaoszczędzone pieniądze kupi mamie pierścionek, to ona do niego wróci. Pękło mi serce, gdy to usłyszałam.

Z kolei cierpienie Daisy przybrało formę gniewu. "Nie wolno mieć chłopaka, kiedy ma się już męża", powiedziała mi, mając na myśli swoją matkę. Kobieta, która miała ją bezwarunkowo kochać i być dla niej najwspanialszą nauczycielką, zniknęła z jej życia. Daisy opisała to jako coś "nie do zniesienia".

M. Gary Neuman, rabin i terapeuta rodzinny, powiedział mi w programie, że dla większości dzieci rozwód tak naprawdę przypomina śmierć. Wyjaśnił, że dzieci nie postrzegają swoich rodziców jako oddzielnych osób, które się ze sobą związały. Widzą jedną jednostkę rodzicielską wewnątrz kolejnej jednostki, jaką jest rodzina. Nawet jeśli, patrząc z szerszej perspektywy, rozwód jest najlepszym rozwiązaniem dla danej rodziny, dzieci czują się, jakby wyrywano im kawałki siebie. A kiedy jedno z rodziców przestaje być dostępne albo do rodzinnej dynamiki zostaje wprowadzona nowa osoba, której dziecko nie zdąży zaufać, ma to wpływ na obszary w mózgu zaangażowane w kształtowanie poczucia własnej wartości. Poczucie własnego ja rzutuje później na każdą naszą relację lub podejmowaną decyzję. Gdy dzieci nie czują się uwzględniane w decyzjach rodziców, ich wiara we własną wartość zostaje zniszczona.

Kris i Daisy byli pierwszymi dziećmi, jakie poznałam, które w tak autentyczny sposób mówiły o traumie spowodowanej rozstaniem rodziców. Niektórzy wierzą, że im młodsze dziecko, tym łatwiej przystosuje się do nowej relacji; historia Krisa i Daisy była dla mnie potwierdzeniem, że to nieprawda.

Wiem, że twoje badania wskazują na coś podobnego. Wyjaśnij mi, co w takiej sytuacji dzieje się z mózgiem dziecka z punktu widzenia neurologicznego.

 

Dr Perry: Kiedy na horyzoncie pojawia się nowy związek, dzieją się dwie rzeczy. Po pierwsze, dziecko - i to dotyczy nawet niemowląt - zaczyna zadawać sobie pytanie: "Kim jest ten człowiek i o co chodzi?". Po drugie, czuje, jak ciężar uwagi rodzica przenosi się z niego na tę inną osobę. Widzisz więc, jakie to jest destabilizujące, nawet kiedy nie pojawia się żadna wrogość, agresja ani przemoc.

 

Oprah: Czyli również wtedy, kiedy relacje są względnie zdrowe.

 

Dr Perry: Tak. Nawet jeśli w życiu dziecka pojawia się naprawdę miła, życzliwa i pełna szacunku osoba, długo to trwa, nim dziecko zrozumie tę zmianę i powróci do stanu spokoju i wyregulowania. Będziemy później mówić o tym, że wszystko, co nowe, aktywuje nasze mechanizmy reagowania na stres. Naszą domyślną reakcją na coś nowego jest: "Ojej, a co to?". I dopóki nie zostanie potwierdzone, że ta nowa rzecz jest bezpieczna i pozytywna, będzie kategoryzowana jako potencjalne zagrożenie. Dla większości ludzi to, czego nie znają, jest jedną z najczęstszych przyczyn niepokoju i przytłoczenia.

Oczywiście, jeśli w związku pojawi się konflikt, jest jeszcze gorzej. Powiedzmy, że nowy chłopak matki wydziera się na małego chłopca. To doświadczenie jest przetwarzane i zapamiętywane w korze mózgowej w pamięci epizodycznej - kto, co, kiedy, gdzie: "W poniedziałek chłopak mamy wrócił do domu i na mnie nakrzyczał". Jednak ta sytuacja zostaje zachowana również głębiej w mózgu. Kiedy mężczyzna podniósł głos, u dziecka uruchomiła się reakcja na stres. Główne układy regulacji, zarządzane przez głębsze obszary mózgu, przyspieszyły jego tętno, zwiększyły napięcie mięśniowe i wysłały do całego ciała sygnały, by szykowało się do walki lub ucieczki. Chłopiec się przestraszył, a strach paraliżuje myślenie i nasila odczuwanie. Jego mózg próbował pojąć sens tego doświadczenia, jednocześnie tworząc traumatyczne wspomnienie.

Później, kiedy chłopiec natrafi na wyzwalacz lub bodziec, który przypomni mózgowi tę traumę, jego tętno przyspieszy. Zmieni się postawa ciała. Wydzielą się inne hormony. To dlatego, że traumatyczne doświadczenia mogą zmieniać nasze układy regulacji. Dziecko wystawione na niespodziewany lub ekstremalny stres może zostać, jak to nazywamy, rozregulowane.

 

Oprah: A życie w traumatyzującym środowisku powoduje, że dziecko jest rozregulowywane nieustannie.

 

Dr Perry: Tak. Na przykład, jeśli raz za razem widzi słowną, emocjonalną lub fizyczną przemoc stosowaną wobec jego rodzica lub kiedy sam jej doświadcza ze strony partnera rodzica, jego mózg tworzy powiązania pomiędzy tymi wszelkimi cechami agresora a zagrożeniem. Te powiązania mogą wpływać na to, jak w toku dorastania dziecko będzie doświadczać relacji i jak je będzie interpretować.

 

Oprah: To tworzy coś, co nazywasz "osobistym katalogiem" lub "kluczem", który kształtuje soczewkę, przez którą postrzegamy świat.

 

Dr Perry: Skojarzenia powstałe na wczesnym etapie życia są niezwykle silne i głębokie. Pracowałem kiedyś jako konsultant terapeutyczny w zakładzie poprawczym, w którym przebywało około stu chłopców w wieku mniej więcej od siedmiu do siedemnastu lat. Wszyscy byli "dzieciakami systemu" - przebywali pod opieką państwa, odkąd odebrano ich rodzicom z powodu przemocy lub zaniedbania. Ponieważ nie radzili sobie w rodzinach zastępczych, umieszczano ich w ośrodku, w którym przebywali na stałe. Mieszkali w czymś w rodzaju bursy i większość z nich chodziła do szkoły po sąsiedzku.

Jednym z chłopców, z którymi pracowałem, był czternastoletni Samuel. Kiedy miał siedem lat, został zabrany z domu przez opiekę społeczną wraz czwórką młodszego rodzeństwa. Wszyscy byli zaniedbani, a Samuel zajmował się pozostałymi i chronił ich; to on zbierał najgorsze cięgi, kiedy ojciec pił i wpadał w szał. Gdy ich odebrano, młodszych umieszczono w innej rodzinie zastępczej. Sam był zrozpaczony; ciągle uciekał, chciał ich odnaleźć. Zanim w wieku jedenastu lat został umieszczony w zakładzie poprawczym, zdążył zaliczyć dwanaście rodzin zastępczych i dwanaście razy zmienić szkołę. Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiliśmy, było ponowne zapewnienie mu kontaktu z rodzeństwem - umówienie cotygodniowych telefonów i comiesięcznych odwiedzin. Świadomość, że są bezpieczni i kochani, uspokoiła Sama. Dopiero wtedy mógł rozpocząć ciężką pracę, by wyzdrowieć.

Przez kolejne trzy lata zrobił ogromne postępy. Poprawiły się jego umiejętności społeczne, coraz lepiej kontrolował swoje reakcje na frustrację i rozczarowanie, stał się bardziej pogodny i skupiony na przyszłości. Chociaż chaos, jaki rządził wcześniej jego życiem, sprawił, że Sam miał trzyletnie zaległości w szkole, chłopiec nadrabiał je tak pilnie, że w pewnym momencie przeniesiono go rok wyżej, do innej klasy.

Nowy wychowawca Sama był energiczny, lubiany i doświadczony - i był mężczyzną. Przez pierwszy tydzień w nowej klasie Sam miał trzy poważne wybuchy złości; dwa z nich, skierowane bezpośrednio przeciwko nauczycielowi, były tak gwałtowne i brutalne, że chłopaka trzeba było fizycznie obezwładnić. Była to ekstremalna interwencja jak na ten ośrodek, a także wybitnie nietypowe zachowanie jak na Sama. Niestety, sytuacja się powtarzała. Personel zakładu był zdezorientowany i sfrustrowany. Sam był pochmurny i zawstydzony.

Spotkałem się z wychowawcą, żeby przeanalizować każde z tych zdarzeń, ale ani on, ani ja nie byliśmy w stanie doszukać się żadnego ewidentnego wyzwalacza tych gwałtownych wybuchów. Obserwowałem zajęcia i nie dostrzegłem żadnego niestosownego lub potencjalnie prowokującego zachowania ze strony nauczyciela. Mimo to, kiedy tylko mężczyzna zwracał się do Sama lub próbował pomóc mu w nauce, chłopak był ewidentnie pobudzony. Jedynym możliwym zapalnikiem, jaki dostrzegłem, była bliskość fizyczna; gdy tylko nauczyciel się zbliżał, w Samie narastało napięcie. Z czasem nauczyciel zaczął unikać jakichkolwiek interakcji - nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, nie wygłaszał pochwał, nie uśmiechał się. Wycofywał się emocjonalnie oraz fizycznie. Było oczywiste, że ci dwaj się nie polubili.

Pewnego dnia, kiedy rozmawiałem o tym z Samem, jego jedynym wyjaśnieniem było: "On mnie nienawidzi. Wszystko robię nie tak". W naszej sesji przeszkodził pracownik ośrodka, który przyszedł przypomnieć chłopcu, że zbliża się pora odwiedzin jego ojca. Wizyty te musiały być nadzorowane, a stały opiekun się nie pojawił, więc zgłosiłem się na ochotnika.

Poszliśmy do sali konferencyjnej i usiadłem w kącie, czekając na przybycie ojca Sama. Chłopak siedział przy stole konferencyjnym i układał słupki z warcabów. Czekał. Ojciec znów się spóźniał. Wreszcie drzwi się otworzyły, wszedł i usiadł naprzeciwko niego. Wymienili niezręczne powitania i zasiedli do warcabów. Przez następnych dziesięć minut gry zamienili ze sobą może dziesięć słów. Nie patrzyli na siebie. W powietrzu wisiało napięcie.

Oni grali, a ja się zamyśliłem. Niespodziewanie wróciłem pamięcią do mojego własnego ojca. Do wypraw na ryby w Kanadzie, na północ od Flin Flon. Do tego, jak budził mnie z ciepłego snu o piątej nad ranem, gdy szliśmy na sandacze. Jak wkładał myśliwską flanelową koszulę w czerwoną kratę, która pachniała nim, wyjątkową dla niego mieszanką cygar, potu i old spice'a. Ciepły, kojący zapach. Ogarniało mnie intensywne poczucie bycia bezpiecznym i bycia kochanym.

Kiedy wróciłem na ziemię, w sali wciąż unosił się zapach old spice'a. A może to o to chodzi? Podszedłem do stołu i pochyliłem się nad Samem i jego ojcem. "Jak wam idzie?" - zapytałem. Ojciec odparł: "On wygrywa". Wyczuwałem od niego alkohol i old spice'a, którym się spryskał, by to ukryć. Miał przychodzić do Sama trzeźwy.

Gdy wizyta się zakończyła, poszedłem do nauczyciela. Znalazłem go w klasie, gdzie przygotowywał lekcje na kolejny dzień. "Moje pytanie może zabrzmieć dziwnie - powiedziałem - ale jakiego pan używa dezodorantu?".

Odpowiedział: "Old spice'a. Czemu pan pyta?".

Wyciągnąłem kartkę i ołówek, narysowałem model mózgu w kształcie odwróconego trójkąta i porozmawialiśmy minutę lub dwie na temat pamięci, skojarzeń i wyzwalaczy. Powiedziałem mu, że wydaje mi się, iż zapach old spice'a stanowił dla Sama bodziec przywołujący skojarzenie (podobnie jak odgłosy wybuchów dla pana Rosemana). Nauczyciel zgodził się zmienić dezodorant na bezzapachowy.

Jeszcze tego samego popołudnia wyjaśniłem Samowi, co moim zdaniem sprawiało, że odczuwał przy nauczycielu dyskomfort i złość. Pokazałem mu ten sam rysunek przedstawiający model mózgu w kształcie odwróconego trójkąta. Porozmawialiśmy o tym, w jaki sposób nasz umysł uczy się pojmowania świata, kojarząc ze sobą współwystępujące obrazy, dźwięki i zapachy. Pokiwał głową; wydało mu się to sensowne. Podał mi inne przykłady rzeczy, o których wiedział, że wyprowadzają go z równowagi: kiedy ktoś krzyczał, chciał uciekać i szukać schronienia, a kiedy ktoś większy znęcał się nad mniejszym, szykował się do ataku. Zapytałem go, czy zgodzi się spotkać z wychowawcą i zastanowić, czy udałoby im się naprawić relację.

Sam i nauczyciel postanowili dać sobie następną szansę. W ciągu kolejnego roku ich relacja się wzmacniała, a chłopak wyrósł na wzorowego ucznia w tej klasie.

Historia Sama stanowi obrazowy i dobitny przykład tego, w jaki sposób mózg zachowuje wspomnienia. Zarówno Sam, jak i ja mieliśmy na wczesnym etapie życia pewne doświadczenia, które w naszych mózgach powiązały określone wspomnienia z zapachem old spice'a. Moje skojarzenia przywoływały pozytywne uczucia, a w przypadku Sama były to rozpacz i strach. Gdy idziemy przez życie, niezliczone dźwięki, zapachy i obrazy mogą wydobywać wspomnienia, które stworzyliśmy na wcześniejszym etapie naszej drogi. Powracają do nas kompletne obrazy określonych wydarzeń, ale też ich fragmenty, takie jak emocje, uczucie déja vu, wrażenia.

Kiedy kogoś poznajemy, wyrabiamy sobie pierwsze wrażenie (typu: "Wydaje się miłym facetem"), często nie dysponując konkretnymi informacjami, na których moglibyśmy je oprzeć. Dzieje się tak, ponieważ pewne cechy tej osoby kojarzą nam się z czymś, co już wcześniej skategoryzowaliśmy jako znajome i pozytywne. Może też być wprost przeciwnie (czyli: "Co za palant"), jeśli jakaś cecha nawiąże do wcześniejszego negatywnego doświadczenia.

Nasz mózg kataloguje szeroki zakres danych, które napływają z naszej rodziny, społeczności i kultury, a także z mediów. Próbując pojąć sens przechowywanych wiadomości, zaczyna kształtować obraz świata. Gdy poznajemy później kogoś o innych cechach, niż te uprzednio skatalogowane, naszą domyślną reakcją jest ostrożność, reakcja obronna. A ponieważ nasze mózgi są pełne skojarzeń opartych na napędzanych przez środki masowego przekazu uprzedzeniach dotyczących choćby idealnego typu sylwetki lub stereotypów rasowych bądź kulturowych, wówczas będziemy przejawiać ukryte (albo jawne) uprzedzenia.

Wiele zjawisk z codziennego życia ma więc bezpośredni związek z procesem pojmowania świata przez mózg za pomocą tworzenia skojarzeń i wspomnień. Dlatego tak ważne jest zadanie pytania: "Co ci się przydarzyło?", by zrozumieć, co się z tobą teraz dzieje.

Tytuł oryginału: What Happened to You? Conversations on trauma, resilience, and healing

 

Redakcja: Małgorzata Skowrońska

Korekta: Teresa Kruszona

Projekt makiety: Paul Kepple i Alex Bruce w Headcase Design

headcasedesign.com

Projekt okładki i ilustracje wewnętrzne autorstwa Henry'ego Sene Yee

instagram.com/henryseneyee_draws/

Opracowanie graficzne, skład: Elżbieta Wastkowska, ProDesGraf

Redaktor prowadząca: Magdalena Kosińska

 

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

 

Copyright ? 2021 by Bruce D. Perry, M.D., Ph.D. and Oprah Winfrey. All rights reserved. First published in the United States of America. For information, address Flatiron Books, 120 Broadway, New York, NY 10271.

Copyright ? Agora SA, 2022

Copyright ? for Polish translation by Katarzyna Mojkowska 2022

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2022

 

ISBN: 978-83-268-3935-1

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

 

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej