PO CO NAM CIAŁO(ŚĆ)?
Bo ciężko iść przez życie, nienawidząc swojego domu
ciałość = ciało + miłość, czułość, życzliwość, różnorodność
Bardzo dobrze pamiętam ten moment w życiu, gdy mój wygląd nie był dla mnie żadną barierą. Miałam sześć, siedem lat. Plaża w Białym Borze, znowu. Nie miało znaczenia, co mam na sobie, czy strój kąpielowy sprawiał, że moje ciało wyglądało "korzystniej". Były woda i radość. Były słońce i szczęście. Byli znajomi i nie było porównywania się. Nieskrępowane fałdkami zabawy w wodzie i piasku. Dosłownie, tarzanie się w nim.
Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, do jak niezwykłych rzeczy twoje ciało jest zdolne? Nie tylko twoje, ogólnie ciało ludzkie. W pogoni za nienagannym wyglądem zapominamy, że naszym domem jest jedna z najdoskonalszych maszyn na świecie. Postanowiłam więc sobie i tobie o tym przypomnieć. To przykłady, które pomagają złapać perspektywę i spojrzeć na swoje ciało... z podziwem. Podziwem, na który zdecydowanie zasługuje.
CIAŁO ZROBI WSZYSTKO, ABY UTRZYMAĆ CIĘ PRZY ŻYCIU
Piętnaście dni. Właśnie tyle pod gruzami zawalonej przez trzęsienie ziemi szkoły spędziła szesnastoletnia Darlene Etienne. Ratownicy, którzy uczestniczyli w akcji wydobycia jej ze szczeliny, stwierdzili, że był to cud. Dziewczyna była odwodniona, miała złamaną nogę i była w pełni świadoma w momencie wyciągnięcia jej z miejsca, które uwięziło ją na piętnaście dni. Jej puls był bardzo słaby. Przeżyła. Evelyne Lambert, lekarka, która zajmowała się Darlene, podczas konferencji prasowej powiedziała, że byli w szoku, że dziewczyna przeżyła.
Siedemnastoletnia Juliane Koepcke. 1971 rok. Samolot, w który uderzył piorun w trakcie lotu, co doprowadziło do zniszczenia maszyny. Wysokość około trzech kilometrów i upadek. Juliane przeżyła nie tylko ten upadek, ale również jedenaście dni w dżungli peruwiańskiej, w której samolot się rozbił. Miała ranę ręki, złamany obojczyk, pogryzienia przez insekty. Z rany, która pojawiła się na jej ręce, wyciągnęła trzydzieści robaków. Po dziewięciu dniach w dżungli napotkała mężczyzn, który udzielili jej pierwszej pomocy i zorganizowali dla niej transport do szpitala.
Dwunastu młodych zawodników i trener. W Tajlandii w czerwcu 2018 roku ulewne deszcze doprowadziły do uwięzienia ich w jaskini. Nie tylko stu nurków, którzy podczas akcji ratunkowej dokonywali cudów dzięki swojemu ciału. Każdy z nich przetrwał osiemnaście dni w jaskini znajdującej się na głębokości dziewięciuset metrów.
CIAŁO, KTÓRE ZNIESIE NAJGORSZE
Kojarzysz te artykuły i materiały o tym, jak to symulator skurczy porodowych testowany jest na mężczyznach? Ból, który odczuwa się przy porodzie, jest kwestią indywidualną, każda osoba przechodzi go inaczej. Jednak fakt, że nasze ciało może nie tylko wyprodukować nową istotę, ale i doprowadzić do rozwarcia szyjki macicy od zera do dziesięciu centymetrów, jest czymś absolutnie niesamowitym. A zrobić to dwa, trzy, cztery... kilkanaście razy - jak na przykład u Sebastiany Marii da Conceiç?o z Brazylii, która w wieku pięćdziesięciu jeden lat przeszła dwudziesty poród.
Ultramaraton Piasków odbywa się na południu Maroka. Sahara, dwieście trzydzieści kilometrów, kilka dni. Uczestnicy i uczestniczki tego wyścigu muszą nie tylko pokonać ten dystans, ale również nieść ze sobą rzeczy, które są niezbędne do tego, aby przetrwać noc na pustyni. W tym wyzwaniu do dziś wzięło udział ponad jedenaście tysięcy zawodników. Dodam jeszcze do tego jedną osobę - Chrisa Moona. Stracił on prawą rękę i nogę podczas służby na polach minowych w Mozambiku. On i jego ciało także ukończyli Maraton Piasków.
CIAŁO, KTÓRE JEST NIEZWYKŁĄ MASZYNĄ
Najdroższy aktualnie aparat na świecie wykonuje zdjęcia w rozdzielczości czterystu megapikseli. Nasze oczy mają rozdzielczość pięciuset siedemdziesięciu sześciu megapikseli. Dla porównania, aparat w najnowszym telefonie marki Apple robi zdjęcia z rozdzielczością zaledwie czterdziestu ośmiu megapikseli.
Za każdym razem, gdy temperatura twojego ciała spada poniżej poziomu trzydziestu sześciu i sześciu stopni, zaczynasz się trząść. Często niekontrolowanie. To twoje ciało robi wszystko, aby cię ogrzać i utrzymać przy życiu. Trzęsienie się ma na celu wytworzenie temperatury.
Twój mózg pracuje z taką intensywnością, że mógłby zasilić niewielką żarówkę. Serce ludzkie wykonuje średnio sto tysięcy uderzeń w ciągu doby i około trzech miliardów uderzeń przez całe życie. Bodźce, które otrzymuje twoje ciało, podróżują przez nerwy z prędkością około stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę.
Rodząc się, otrzymujemy najbardziej zaawansowane narzędzie na świecie. Maszynę, która zrobi wszystko, aby nas ochronić, aby utrzymać nas przy życiu. Ludzkie ciało to coś absolutnie niesamowitego.
Nazywam się Martyna Małgorzata Kaczmarek, mam dwadzieścia osiem lat i to niezwykłe ciało. Urodziłam się w poniedziałek, 20 marca 1995 roku. Córka Małgorzaty i Marcina. Co istotne w tej historii - Marcin ma dwieście pięć centymetrów wzrostu. Dziesięć w skali Apgar. Urodziłam się już dosyć długa, bo miałam sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Cóż, prawie żadna z tych kwestii nie powinna grać większej roli poza tym, że byłam zdrowa i kochana przez rodziców. Moja mama często przypomina mi o tym, że dzień, w którym się urodziłam, jest ciągle najszczęśliwszym dniem w jej życiu. Mimo że byłam wpadką.
Dlaczego zaczynam swoją historię od momentu narodzin? Co za cliché, myślisz sobie. Być może jest to banał, nigdy nie udawałam, że jestem pisarką aspirującą do nagród literackich. Ale moja historia, którą chcę ci opowiedzieć, zaczęła się w momencie, kiedy przyszłam na świat. Dlaczego? Bo już wtedy na wiele rzeczy nie miałam wpływu. Duża część tych zjawisk związana była z moim ówczesnym i aktualnym wyglądem.
Biorąc pod uwagę to, jak wielką rolę w dzisiejszym świecie gra nasz wygląd oraz czy wpisuje się w obowiązujący kanon, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że swój pierwszy kupon na loterii odebrałaś już w chwili pojawienia się na świecie. Gratulacje? No nie wiem. To zależy. A więc ja swój odebrałam właśnie 20 marca 1995 roku o trzeciej nad ranem.
Jako jednostki bardzo byśmy chcieli wierzyć w to, że mamy stuprocentowy wpływ na nasz wygląd już od samego początku. Dlaczego? Ponieważ w świecie, w którym wygląd otwiera drzwi, chcemy wierzyć, że mamy nad tym pełną kontrolę. Podobnie jest z pieniędzmi. Dlaczego tak duży sukces odnoszą osoby zajmujące się mowami motywacyjnymi typu "ty też możesz być milionerem, wystarczy ciężko pracować"? Bo każdy z nas chce mieć bogate, dobre, pełne sukcesów życie. Bo takie życie według narracji prowadzonej między innymi w mediach społecznościowych to sielanka, raj.
Nie neguję tego, że ciężka praca nie sprawi, że zostaniesz milionerem czy miss świata. Chcę tylko pokazać ci, że na to równanie składa się o wiele więcej elementów. A niektóre z nich są po prostu nie do ruszenia. Nie masz na nie wpływu.
Jesli chodzi o wygląd, są to między innymi geny. Mój tata ma dwieście pięć centymetrów wzrostu. Nie miałam innego wyjścia - musiałam być bardzo dużą, wysoką kobietą. Jestem z pokolenia, które miało jeszcze książeczki zdrowia. Moją pamiętam do dzisiaj, bo uwielbiałam ją przeglądać, nawet jeśli nie wiedziałam, co oznaczają zapisane w niej słowa, tabele, pieczątki. Im starsza się stawałam, tym częściej pytałam moją mamę o znaczenia poszczególnych słów. Byłam ciekawska i spostrzegawcza.
Na moim kuponie z loterii miałam zapisaną pewną (i jedną z wielu) liczbę. Było nią dziewięćdziesiąt siedem. Był to centyl, czyli punkt na siatce centylowej służący do oceny rozwoju fizycznego dzieci. Gdy miałam kilka lat, mama w końcu wytłumaczyła mi, o co chodzi. Jako kilkulatka z rywalizacją we krwi byłam dumna z moich najwyższych centyli. Bo dziewięćdziesiąt siedem miałam zarówno przy wzroście, jak i przy masie ciała. Hej, przecież byłam na topie. Byłam najlepsza. Byłam najwyższa! Tak sobie wtedy myślałam... Byłam jeszcze nieświadoma tego, co mnie czeka, i cieszyłam się swoim "triumfem", ale moja mama już TO wiedziała.
Pamiętam tę chwilę, gdy jako dwudziestosześciolatka zakończyłam terapię zaburzeń odżywiania i przyjechałam do rodzinnego domu w Szczecinie, aby podzielić się tą wspaniałą informacją. Moja mama opowiedziała mi wtedy tę historię...
Przepraszam, czy pani córka jest niedorozwinięta?
Jako zodiakalna Ryba miałam w sobie zawsze ogromną miłość do wody. Woda to zdecydowanie mój żywioł i już od najmłodszych lat nie można mnie było z niej wyciągnąć. Wakacje spędzałyśmy w Białym Borze, gdzie znajduje się moje ukochane jezioro Łobez. Już jako dwulatka uwielbiałam chwile, które nad nim spędzałyśmy. Więc nie dość, że w wodzie czułam się bardzo pewnie, to... z powodu mojego genetycznego kuponu z loterii zachowywałam się odpowiednio do swojego wieku, chociaż wyglądałam na cztery lata. Właśnie wtedy jedna z matek zaniepokojona moim zachowaniem nieadekwatnym do wyglądu zadała mojej mamie to pytanie: "Przepraszam, czy pani córka jest niedorozwinięta?"1. To był pierwszy moment, w którym moja mama zrozumiała, że ze względu na moją budowę mogę przechodzić w życiu przez różnego rodzaju cielesne turbulencje.
Prawda jest taka, że każda z nas i każdy przechodziliśmy przez różnego rodzaju turbulencje związane z wyglądem. To doświadczenie dzielimy wszyscy. Mogło być to doświadczenie zewnętrzne, kiedy inni komentowali w sposób obraźliwy nasze ciała, kiedy usłyszałyśmy po raz pierwszy, że jesteśmy za grube lub za chude, gdy pierwszy raz zważono nas przy innych dziewczynach podczas szkolnego bilansu i przez cały dzień licytowałyśmy się w klasie, kto waży najwięcej. Ale mogą to też być turbulencje wewnętrzne, kiedy przez zaburzony obraz swojego ciała, uformowany przez media, środowisko, najbliższe otoczenie, budowałyśmy w sobie kompleksy, obniżone poczucie własnej wartości.
Jedną z głównych przyczyn takiego stanu jest to, że jeszcze kilka, kilkanaście lat temu różnorodność nie była w cenie. Ruch bodypositive powstał w 1996 roku jako inicjatywa dwóch amerykanek - Elizabeth Scott oraz Connie Sobczak. Jedna z nich straciła siostrę w wyniku choroby - zaburzeń odżywiania. Dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat temu różnorodność w mediach, kulturze, filmie, na wybiegach niemal nie istniała. Reprezentacja nie istniała. Każdy aspekt wyglądu naszego ciała był niemal mierzony linijką. Ruch ciałopozytywny i świadomość znaczenia akceptacji ciała z psychologicznego i socjologicznego punktu widzenia zaczęły to zmieniać, ale kultura diety, trendy takie jak heroin chic2 zakorzeniły się w naszych głowach bardzo mocno i aby te korzenie wyrwać, potrzeba po prostu... czasu. Czasu i edukacji.
Moją pierwszą turbulencją był mój wzrost. Coś, co jako kilkulatka celebrowałam, stało się moim koszmarem. Już pod koniec szkoły podstawowej miałam metr osiemdziesiąt dwa. Tym, co mnie uchroniło przed tragedią, był... sport. Siatkówka, w której mój żyrafi wzrost był atutem, sprawiła, że nie myślałam o sobie tylko źle. Miałam miejsce na Ziemi, w którym mój wzrost był doceniany, chwalony. Chodziłam do klasy sportowej i otoczona byłam osobami mojego wzrostu. To jest pierwszy dowód na to, jak reprezentacja może pozytywnie wpłynąć na postrzeganie przez nas swojego ciała.
Dlatego też jedną z najważniejszych lekcji do odrobienia jest lekcja o tym, jak niewielki mamy wpływ. O masie naszego ciała decyduje sto czynników. Chociaż chcielibyśmy wierzyć, że tylko to, co jemy, i tylko to, ile ćwiczymy. Oczywiście, że wszyscy chcieliby być szczupli. W świecie, który wynagradza szczupłość, otwiera się wiele drzwi. Ale nie każdy taki będzie. Z różnych powodów, które opiszę w kolejnym rozdziale.
Jedyną pewną rzeczą na temat naszego ciała jest to, że... będzie się ono zmieniać. Zmieniać się będą (niestety) również trendy, decydujące o tym, jaki rodzaj ciała jest na topie. Właśnie dlatego potrzebujemy lekcji z ciałoakceptacji. Twoje ciało zmienia się w każdej sekundzie twojego życia. Tak, gdy czytasz te słowa, również.
CIAŁO, KTÓRE ZMIENIA SIĘ W KAŻDEJ SEKUNDZIE ŻYCIA
Urodziłaś się, mając trzysta kości, a jako osoba dorosła masz ich dwieście sześć. Trzy miliony osiemset tysięcy komórek w jedną sekundę. Właśnie tyle produkuje twoje ciało. Kojarzysz te popularne filmiki w mediach społecznościowych, kiedy jakaś ktoś fotografuje siebie codziennie przez miesiąc, kilka miesięcy czy lat? Niesamowita zmiana. Zwróć też uwagę na sam cykl miesiączkowy, który przechodzimy, i jak mocno w ciągu tych dwudziestu kilku, trzydziestu kilku dni zmienia się ciało. Piętnaście centymetrów włosów na głowie rocznie. Trzy milimetry na jeden paznokieć miesięcznie.
Musimy uświadomić sobie raz na zawsze, że nasze ciało to nasz dom. Na całe życie. Nie możesz się z niego wyprowadzić. Możesz zrobić w nim przemeblowanie, ale to wciąż będzie ten sam wyjątkowy dom. Ten dom, jak przeczytałaś przed chwilą, też będzie się zmieniał. Z czasem farba na jego elewacji stanie się mniej gładka, jednolita. Pojawią się zmarszczki. Może przez dom przejdzie huragan. Choroba. Fundamenty zaczną osiadać. Ale w tym domu zawsze będziesz bezpieczna.
Odrobienie lekcji z ciało(ści) jest tak ważne, bo we współczesnym świecie, nastawionym na monetyzowanie kompleksów i "problemów", szybciej nauczysz się go nienawidzić, niż akceptować. Widać to po tym, że większość nas po raz pierwszy pomyślała źle o swoim ciele już w wieku wczesnoszkolnym...
A zapominamy w tym wszystkim też o tym, że wiele elementów naszego ciała odpowiada za znacznie więcej funkcji niż tylko wyglądanie. Na przykład brwi powstały po to, aby chronić oczy, a nie po to, aby musiały być zawsze idealnie wyregulowane. Ramiona powstały między innymi po to, abyś mogła obejmować nimi tych, których kochasz, a nie po to, aby były idealnie wyrzeźbione. Brzuch chroni narządy wewnętrzne i umożliwia oddychanie. Nie powstał po to, aby był zawsze idealnie płaski. Pośladki pozwalają nam siadać na ulubionej kanapie niezależnie od wyglądu. Uda służą do tego, abyś mogła iść przez świat, uprawiać sport, a nie do utrzymywania idealnej gładkości. Twoje ciało powstało po to, aby pełnić znacznie więcej funkcji, niż tylko odpowiadać za wygląd.
Ciałokochanie wiąże się też z liczbami i perspektywą, której poznanie pozwala nam nabrać większego dystansu i wyrozumiałości. Ze zrozumieniem, że nie zawsze przytycie równa się zaniedbanie i nie zawsze schudnięcie oznacza zdrowie. Potrzebujemy tych danych, tych liczb i faktów naukowych, aby zrozumieć takie rzeczy, że na masę naszego ciała ma wpływ znacznie więcej czynników niż tylko to, co jemy, i to, ile się ruszamy.
Ciałokochanie jest po to, abyśmy nauczyli się między innymi tego, że nasze ciało powstało do znacznie większej liczby zadań niż tylko do wyglądania. Powstało, abyś mogła biegać po plaży. Powstało, abym mogła tworzyć materiały na social media. Powstało, aby kochać i być kochaną, bezwarunkowo. Powstało, abym mogła rozmawiać i rozwijać swoje pasje. Powstało, abym mogła się uczyć, uczyć się o innych lub przekazywać dalej wiedzę, którą zdobywam. W pędzie za "idealnym" wyglądem zapominamy o tym.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
1 Słowo "niedorozwinięta" zostało użyte tutaj jako cytat. Autorka zdaje sobie sprawę z tego, że jest to słowo obraźliwe i nieodpowiednie do określenia osób z niepełnosprawnością umysłową lub jakąkolwiek inną.
2 Heroin chic, czyli trend z lat dziewięćdziesiątych, w którym modelki miały cienie pod oczami, bardzo bladą skórę i ekstremalnie szczupłą sylwetkę. Jego twarzami były między innymi top modelki takie jak Kate Moss, Amber Valletta, Shalom Harlow. Naukowcy udowodnili, że pojawienie się tego trendu przyczyniło się do wzrostu zaburzeń odżywiania wśród osób w wieku od piętnastu do dwudziestu dziewięciu lat. Nazwa heroin chic nawiązuje do często współistniejącego uzależnienia od heroiny w środowisku modelek, czego przykładem jest historia Gii Carangi.