Przedmowa
Kontakt z własnym ciałem, a ściślej rzecz biorąc, bycie we własnym
ciele, pozwala poznać prawdę.
Harriet Goldhor Lerner
Więcej mądrości jest w ciele niż w najdonioślejszych filozofiach.
Fryderyk Nietzsche
Pozostaję w podziwie wobec własnego ciała.
Henry David Thoreau
Życiową pasję odkryłem w wieku piętnastu
lat. Nie wiedziałem wtedy, że decyzja o zajęciu się grą w futbol z wolna
przekształci się w coraz głębszą eksplorację pokładów mądrości tkwiących
w ciele. Ludzkie ciało -?a konkretnie moje ciało -?stało się
niewyczerpanym źródłem spostrzeżeń, które zmieniły sposób, w jaki żyję,
odnoszę się do siebie i postrzegam świat. Nagrody płynące z wielokrotnego angażowania się w wykonywanie tak zwanej wewnętrznej
pracy, nieodzownej w przypadku takiego przedsięwzięcia, są warte
zachodu. Piszę te słowa z uśmiechem, bo mogę szczerze powiedzieć, że
kocham swoje życie, a także dodać coś, co kiedyś wydawało mi się
niemożliwe: akceptuję siebie. Moje ciało jest spokojne, zrelaksowane i odpowiada odprężeniem. Zgadza się ze mną.
Początki były powierzchowne i skromne, lecz moja eksploracja ludzkiego
ciała pogłębiała się z biegiem czasu. Dzięki futbolowi amerykańskiemu na
własnym przykładzie poznałem wrodzony potencjał organizmu do fizycznej
transformacji, jego odporność i niezwykłą wręcz zdolność adaptacji do
otoczenia. Patrzyłem, jak przemieniam się z nieskoordynowanego
chudzielca w gracza zdolnego do uprawiania sportu na zawodowym poziomie.
Ciało jest jednak czymś więcej niż tylko zjawiskiem fizycznym, a nasz
styl życia wpływa nie tylko na jego siłę, wydolność i estetykę.
Po krótkiej przygodzie rozgrywającego w drużynie Ancona Dolphins w Italian Football League moja obsesja na punkcie ludzkiego ciała zyskała
bardziej holistyczny wymiar, gdy połączyłem jogę, uważność, techniki
zwiększania mobilności i praktyki masażu. Nasz styl życia -?to, jak się
poruszamy, jemy, śmiejemy się, kochamy, śpimy, myślimy, pracujemy i odpoczywamy -?ma wpływ na wzajemnie powiązane i współzależne aspekty
psychicznego, fizycznego i emocjonalnego dobrostanu. Troska o ciało tak
naprawdę leży u podstaw dobrego samopoczucia psychicznego i emocjonalnego. "Uzdrów ciało, a umysł podąży za nim". Spostrzeżenie to
miało decydujący wpływ na to, jak pracowałem i w jaki sposób pomagałem
innym przez prawie dwadzieścia lat.
Czas dostrajania się do subtelnego języka ciała stał się furtką do
duchowego przebudzenia i życia skupionego na obecności tu i teraz,
bardziej autentycznego i nacechowanego poczuciem większego wewnętrznego
spokoju. Okres ten był zarazem początkiem końca nieprzydatnych już
nawyków, takich jak konsumowanie treści pornograficznych, pracoholizm i skłonność do zadowalania innych. Uciekałem się do tych zachowań, aby
uniknąć nieprzetworzonych emocji, i imałem się ich za każdym razem, gdy
coś te emocje wyzwalało albo mnie stresowało.
Podobnie jak wielu mężczyzn myślałem, że spanie z jak największą liczbą
kobiet, oglądanie porno, obsesja na punkcie sportu, gry wideo, szukanie
sobie zajęć, dążenie do sukcesu i zarabianie pieniędzy są zupełnie
normalnymi aspektami męskości. Moje ciało rozwikłało i zintegrowało
podświadome uwarunkowania i nieprzetworzoną traumę leżące u podstaw tych
nawykowych wzorców dopiero wtedy, gdy nauczyłem się wyłączać z tych
procesów umysł. Jak wkrótce się przekonasz, to on często zakłóca i przerywa naturalny tok zdrowienia i integracji emocjonalnej ciała.
Książka ta jest pokłosiem bezgranicznej fascynacji ludzkim ciałem oraz
jego niezwykłą rolą w zdrowieniu, rozwoju osobistym i rozkwicie we
wszystkich aspektach życia. O ile mój tytuł zawodowy -?trener
dobrostanu, terapeuta somatyczny czy psycholog par -?zmienia się w zależności od potrzeb osoby, która zwraca się do mnie o pomoc, o tyle
moja praca z klientami zawsze zaczyna się na ciele i na nim kończy.
Podstawowe przesłanie tej książki brzmi tak, że słuchanie ciała stanowi
klucz do znalezienia odpowiedzi na jedne z najważniejszych pytań, jakie
zadajemy sobie w życiu. "Jak dążyć do holistycznego zdrowia? Jak
wprowadzać autentyczne zmiany? Jak tworzyć przyjaźniejsze relacje?"
Pytania tego rodzaju słyszałem od klientów w trakcie całej mojej kariery
zawodowej.
Te trzy intencje podsumowują powody, dla których ludzie przychodzą do
mojej przestrzeni terapeutycznej. Choć sytuacja każdego klienta wygląda
inaczej, głównym impulsem i iskrą do szukania pomocy zawsze jest jakiś
wariant któregoś z tych trzech pytań. Udzielenie odpowiedzi na dowolne z nich wymaga wybrania się w podróż w głąb ciała, w trakcie której klienci
uczą się go słuchać, nawiązywać z nim kontakt i dbać o nie, ostatecznie
zaś zaczynają posługiwać się nim jak kompasem, ułatwiającym nawigowanie
przez życie.
Ciało może być ekspertem, przewodnikiem i barometrem poprawy jakości
każdego aspektu życia. Za pośrednictwem wewnętrznych sygnałów i wskazówek daje nam znać, czy coś w stylu naszego życia (na przykład to,
jak się odżywiamy albo jaką uprawiamy aktywność fizyczną) wspiera czy
utrudnia naturalny proces zdrowienia. Dzięki nauce języka doznań
fizycznych stajemy się świadomi impulsów, które służą jako katalizator
trwałych zmian. Nie mam tu na myśli zmian opierających się na kruchym
fundamencie siły woli, który w końcu pęka pod wpływem nadmiernego
stresu. Chodzi mi o proces, który odkrywa i pozwala nam wybrać dla
siebie nową drogę i przeznaczenie.
Pozostając w kontakcie z własnym ciałem, możemy ćwiczyć obcowanie z nim
podczas przechodzenia od doświadczania podświadomej reakcji do świadomej
odpowiedzi. Jeśli chodzi o relacje z innymi, to właśnie w tym okresie
przejściowym uczymy się odróżniać to, co jest nasze, od tego, co należy
do kogoś innego. Uczymy się, jak być z innymi ludźmi i słuchać ich bez
zakłóceń wynikających z naszego osobistego bagażu i emocji, które na
nich rzutujemy. A kiedy dajemy drugiemu człowiekowi przestrzeń do bycia
sobą, wnosimy do relacji poczucie spokoju. Wymieniłem teraz tylko
niektóre ze sposobów, w jakie utrzymywanie kontaktu z ciałem wpływa na
codzienne doświadczenia. W dalszej części tej książki przytoczyłem ich o wiele więcej.
Napisałem Ciałoczułość z myślą o kilku typach czytelników, cechujących
się określonymi rodzajami zapatrywań i układu nerwowego, którzy będą
zainteresowani historiami, poradami i strategiami przedstawionymi na
kolejnych stronach. Ogólnie rzecz biorąc, książka ta jest kierowana do
osób, które chcą dokonać w swoim życiu autentycznych zmian, ale jak
dotąd udaje im się robić tylko krótkotrwałe zrywy, przez które odnoszą
wrażenie, że zmiana jest po prostu niemożliwa lub że zawsze będzie
nietrwała. Ciałoczułość można uznać za książkę w szczególny sposób
adresowaną do mężczyzn, ponieważ poruszam w niej tematy, których
właściwie nigdy nie omawia się w rozmowach w męskich kręgach, takie jak
wrażliwość emocjonalna i pornografia. Chciałbym także, aby książka ta
stała się wsparciem dla innych osób zaangażowanych w pomaganie ludziom,
takich jak trenerzy, doradcy, terapeuci czy psychologowie. Specjaliści
mogą potraktować ją jako źródło wiedzy oraz motywacji dla klientów, z którego można czerpać wskazówki w niezwykle ważnym czasie pomiędzy
sesjami. Specjalnie dla tych czytelników i jako pożywkę dla ich umysłów
przytoczyłem w niej przekonującą liczbę badań naukowych. Książka ta jest
też przeznaczona dla tych osób, którym przejadł się materialistyczny
model życia oparty na sukcesie i produktywności. Gdy ślepa ambicja
gaśnie, tacy ludzie często zaczynają dostrzegać, że życie przynosi
najwięcej radości, gdy ich relacje oraz ciało wypełniają relaks, komfort
i spokój.
Różnorodność potencjalnych odbiorców tej książki oznaczała, że musiałem
płynnie zmieniać styl pisania z myślą o odmiennych typach czytelników,
aby dostosować określone fragmenty i narrację do ich specyficznie
skonstruowanych mózgów. W trakcie lektury bez wątpienia dostrzeżesz w autorze naukowca, pomocnika, podekscytowanego dzieciaka relacjonującego
jakąś historię albo zwykłego faceta próbującego nawiązać kontakt z innymi facetami. Są to różne części mnie, które chciały się uwidocznić
lub wyrazić. Być może właśnie to sprawia, że pisanie jest tak
katartycznym przeżyciem, ponieważ w trakcie całego tego procesu różne
nasze części mają szansę zabłysnąć.
Zapewne zauważysz też, że znaczna część tej książki opiera się na
osobistych doświadczeniach. Nie ograniczyłem się do przestudiowania
literatury, by potem powiązać ze sobą garść faktów i napisać kolejny tom
będący po prostu zbiorem informacji. Wielokrotnie zagłębiałem się w swój
somatyczny świat -?i nadal to robię -?ponieważ jestem nim zafascynowany
i nieodmiennie zdumiony tym, co odkrywam. Osobiście stosuję koncepcje,
wiedzę i informacje, które tu przedstawiłem. Analizuję swoje wewnętrzne
doświadczenia, odkąd drogę tę wskazali mi moi nauczyciele -?doktor Gabor
Maté, doktor Graham Mead, Rupert Spira i doktor Phil Carter. Podążyłem
nią i teraz ją ucieleśniam, mogę więc szczerze dzielić się związanymi z tym spostrzeżeniami.
Jakaś część mnie obawiała się zamieścić niektóre historie na kartach tej
książki. Ta część wciąż wierzy, że powinienem być ekspertem, lekarzem,
klinicystą albo badaczem, który ma wszystko rozpracowane. Nie jestem i nie mam. Wciąż się uczę. Gdyby istniała osoba idealna, nie miałaby się z kim utożsamić. Tak naprawdę świat nie potrzebuje kolejnych guru ani
ekspertów. Potrzebuje ojców stanowiących wzór wrażliwości emocjonalnej,
kochanków, którzy nie powielają schematów promowanych w mainstreamowej
popkulturze i pornografii, oraz nauczycieli uskrzydlających swoich
podopiecznych przez mówienie o tych aspektach siebie, które czynią ich
tak samo omylnymi, ułomnymi i ludzkimi, jak są ich uczniowie. Pisząc o sobie, wybrałem właśnie takie podejście.
Autentyczność o wiele zbyt często przysparza nam wstydu. Ja zaś na
własnym przykładzie przekonałem się, że dzięki otwartości, wrażliwości i prawdomówności w życiu mogą zagościć miłość i więzi. Byłoby więc z mojej
strony hipokryzją, gdybym się na taką otwartość nie zdobył. Dlatego na
kolejnych stronach dzielę się surową, nagą prawdą o mojej duszy. Część
moich rozważań ma charakter edukacyjny, część ma za zadanie inspirować,
a część przedstawić możliwie szczegółową relację z głębokich przeżyć,
które z trudem dały się ubrać w słowa, choć dokładałem wszelkich starań.
Opowiadam między innymi o swojej przeprawie z uzależnieniem od
pornografii, wraz ze wszystkimi potknięciami, które starałem się ukrywać
przed światem, zanim zrozumiałem, że nasze niedoskonałości są w stanie
zmienić się same jedynie dzięki radykalnej samoakceptacji. Piszę o tym
wszystkim dlatego, że każdy z nas odbiera te same podstawowe ludzkie
doświadczenia w nieco inny sposób.
Trudno jest zdjąć maski, które pokazujemy światu. Mamy wrażenie, że
jeśli ujawnimy swoją wrażliwość i wgniecenia w pancerzu, przestaniemy
być uważani za niezwyciężonych ekspertów albo pomocnych superbohaterów,
którymi naszym zdaniem być powinniśmy. Z tej perspektywy niniejsza
książka stanowi kwintesencję wiedzy, która dowodzi, że można zdjąć
maskę, aby być autentycznym sobą.
Jakiś czas po tym, gdy wyruszyłem we własną podróż ku samopoznaniu i rozwojowi, uświadomiłem sobie, że nie jestem zainteresowany oświeceniem,
doskonałością ani wybitnymi osiągnięciami. Chciałem umieć żyć lepiej.
Chciałem czuć się swobodniej we własnej skórze; chciałem pełniej i bardziej autentycznie istnieć w swoim życiu i w relacjach, które je
definiowały, a oprócz tego dowiadywać się jak najwięcej o potencjale
ludzkiego ciała. Chciałem być lepszym ojcem, synem, kochankiem,
partnerem, przyjacielem, bratem i terapeutą. Przestałem biec w stronę
iluzorycznej mety i teraz czerpię radość ze spokojnego spaceru z bliskimi.
Z tego względu uważam, że jedyną dziedziną, w której możemy być
prawdziwymi ekspertami, jest nasze własne życie. Niczego nie znamy
głębiej i pełniej niż swoich doświadczeń. Jedno z głównych założeń
podejścia ciałoczułości polega na tym, że wszystko, czego potrzebujemy
dowiedzieć się o sobie, świecie i życiu, dzieje się właśnie teraz.
Wystarczy nauczyć się zwracać na to uwagę. Ciało -?nasze pojmowanie go i więź z nim -?jest filarem tej umiejętności. Kompas w tej podróży zawsze
wskazuje na wnętrze.
Wybierając się w podróż w głąb siebie, wiedz, że nie ma nic bliższego,
bardziej namacalnego i dostępnego niż własne doznania somatyczne,
odbierane w każdej chwili istnienia. Tymczasem my wciąż i wciąż szukamy
odpowiedzi poza sobą, nieświadomi faktu, że nasz najwspanialszy
nauczyciel, lekarz i przewodnik jest w nas. "Umysł snuje opowieści;
ciało mówi prawdę". Te słowa będą się wielokrotnie przewijały w niniejszej książce.
Na szczególnie okrutny żart może zakrawać odkrycie, że choć na ogół
szukamy zaspokojenia najgłębszych tęsknot duszy na zewnątrz, rozwiązania
przez cały czas cicho i łagodnie czekają w nas samych. Podczas gdy wielu
dąży do mistrzostwa umysłu, ja poświęciłem życie pokornej służbie ciału.
Mam nadzieję, że ta książka pokaże ci, dlaczego tak się stało i jak
czerpanie z mądrości ciała może wskazać właściwą drogę. Z całego serca
dziękuję za wybór tej lektury.
Luke Sniewski
Auckland, Nowa Zelandia
15 września 2022
Rozdział 1
Wstęp. Mądre ciało
To jest twoje ciało, twój największy dar, brzemienny mądrością, której
nie słuchasz; smutkiem, o którym sądziłeś, że już go zapomniałeś, i nigdy niezaznaną radością.
Marion Woodman
W moim ciele są wszystkie święte miejsca świata, a pielgrzymka w głąb
niego jest tą najważniejszą, jaką mogę odbyć.
Saraha
Tylko mniej więcej dwa procent jednego procenta naszych myśli zasługuje
na to, by traktować je poważnie.
Mokokoma Mokhonoana
Siedząc na dachu busa (tak, na dachu, bo
w środku nie ma już wolnych miejsc), patrzę na uśmiechniętego od ucha do
ucha Filipińczyka. "Obiad" -?mówi, entuzjastycznie kiwając głową. Ten
człowiek życzliwie zaoferował, że przyjmie mnie i mojego kamerzystę, a zarazem serdecznego przyjaciela, Daniela, pod dach swego skromnego domu
na dalekich Filipinach.
Bus, (na) którym jedziemy, to tak naprawdę jeepney, czyli stary
amerykański pojazd wojskowy przystosowany do transportu publicznego.
Daniel i ja siedzimy na wielkich workach ryżu, należących do pasażerów.
Obok nas leży bardzo włochaty i bardzo martwy dzik. Choć bijący od niego
zapach trudno nazwać miłym, skłamałbym, mówiąc, że nie podchodzę do
kwestii obiadu z podobnym entuzjazmem jak nasz gospodarz.
Jeepney jedzie przez wietrzne góry Kalinga. Naszym celem jest Buscalan,
mała wioska, w której mieszka i uprawia swoje rzemiosło Apo Whang-Od,
najstarsza mistrzyni tradycyjnego tatuażu na świecie -?miała wówczas 97
lat. Jej specjalność, mambabatok, jest uważana za jedną z najboleśniejszych form tatuażu. Sztukę tę uprawia się przy użyciu
drewnianego kijka używanego jako młotka oraz ciernia z drzewa
cytrynowego jako igły, za atrament służy zaś woda zmieszana z popiołem.
Czyż istnieje dla tatuażowego nowicjusza lepszy sposób na zapoznanie ze
światem rysunków na ciele niż mambabatok? Mój umysł rozkoszuje się
przeżyciami, które gromadzą się w trakcie tej przygody.
Po długiej wędrówce do ukrytej w dziczy wioski Buscalan docieramy do
domu Whang-Od, gdzie tatuażystka także pracuje. Zaczynam rozstawiać
sprzęt fotograficzny i filmowy, kiedy nagle uświadamiam sobie, że ani
przez chwilę nie zastanawiałem się nad tym, jaki obraz chcę utrwalić na
skórze. Biorąc pod uwagę wszystko, co trzeba było zrobić, aby zjawić się
u Whang-Od, można to jednak uznać za zrozumiałe niedopatrzenie.
Przygoda ta ma stanowić kanwę ostatniego, pięćdziesiątego szóstego
odcinka serialu dokumentalnego, zatytułowanego A Million Ways to Live
(Milion sposobów na życie). Ponieważ w owej chwili nie wiedziałem, że
finałowy odcinek nigdy nie zostanie wyemitowany, zająłem się jego
planowaniem tak, jakby miał zostać pokazany światu. Nie muszę chyba
dodawać, że byłem wyczerpany podróżami autobusowymi i zarwanymi nocami,
by tu dotrzeć.
Przygotowując sprzęt, zerkam na Whang-Od, która wykonuje tatuaż na karku
młodej kobiety. Kiedy pytam tę kobietę o wybrany wzór, odpowiada, że
będzie to krab. Ponieważ urodziłem się pod znakiem raka, jej odpowiedź
od razu przykuwa moją uwagę. Kobieta dodaje, że w kulturze Kalinga krab
jest symbolem wędrowca lub wędrówki. Kolejny intrygujący zbieg
okoliczności.
Filipiny są trzydziestym ósmym krajem, który odwiedzam w ramach mojego
globalnego przedsięwzięcia podróżniczego. Uznaję za właściwe, by
upamiętnić swoją przygodę symbolem kraba Kalinga. Przez mój umysł
przetacza się kolejna fala ekscytacji, gdy historia wyprawy wzbogaca się
o znaczenia i szczegóły. Potem jednak, w przełomowym momencie,
rzeczywistość raptownie rozmija się z oczekiwaniami.
Ponieważ jestem zaabsorbowany filmowaniem, skupiam się wyłącznie na
nagraniu wystarczającej ilości dobrego materiału. Muszę koordynować
Daniela kręcącego drugą kamerą, Whang-Od, siebie i statyw oraz tłumacza.
Wszystko musi być ustawione tak, by umożliwiło nagranie procesu
tatuowania. O powtórkach raczej nie ma mowy, chyba że postanowię ozdobić
jeszcze jedną część swojego ciała, czego wolę uniknąć.
Właściwe skonfigurowanie sprzętu jest trudne także dlatego, że muszę
zadbać o czystość dźwięku rejestrowanego przez mikrofon. Gdy Whang-Od
będzie wkłuwać się w moje plecy, ja powinienem przeprowadzać z nią
wywiad. W końcu siadam na krześle i czując, jak cierń wbija mi się w kark, zaczynam wypytywać Whang-Od o sekrety jej długowieczności. Nasz
drogi gospodarz i miłośnik dzików jest tłumaczem i stoi obok nas, poza
polem widzenia kamery. Staram się, jak umiem, zapanować nad wieloma
dynamicznie zmieniającymi się aspektami tej produkcji, a jednocześnie
poddaję górną część pleców najbardziej bolesnemu tatuażowi świata.
Wielozadaniowość zawsze była moim modus operandi.
W trakcie rozmowy muszę odwracać głowę na bok, aby zadawać Whang-Od
pytania, a tłumacz mógł mnie wyraźnie usłyszeć. Jeśli mam być szczery,
przez cały wysiłek, jaki wkładam w wizualizowanie i kontrolowanie
przebiegu filmowania, podczas sesji tatuażu właściwie nic nie czuję. A ponieważ mój umysł jest całkowicie skupiony na prowadzeniu wywiadu, nie
biorę pod uwagę konsekwencji ciągłego odwracania głowy, które wieczorem
tego samego dnia staną się oczywiste.
Kiedy po całym południu spędzonym na kręceniu filmu i tatuowaniu (Daniel
też poprosił o tatuaż) wracamy do domu gospodarza, jego żona zabiera się
do oprawiania dzika, aby przygotować obiad dla ekipy. Daniel i ja
wreszcie znajdujemy chwilę, by podziwiać swoje tatuaże.
Jego dziara jest prawdziwym dziełem sztuki -?ma duży, idealnie
symetryczny, okrągły wzór na łydce. Patrząc na rysunek, rozumiem,
dlaczego zorganizowano ogólnokrajową kampanię na rzecz uhonorowania
Whang-Od tytułem narodowego artysty filipińskiego. Siedzę i zachwycam
się misternymi detalami na nodze Daniela. Potem odwracam się, by pokazać
mu malunek Whang-Od w górnej części moich pleców. Komentuje go dwoma
słowami: "Jest krzywy".
Te dwa słowa powodują u mnie intensywny skurcz i ucisk w głębi brzucha.
Czuję, jak całe ciało zalewa fala strachu i niepokoju. Dłonie zaczynają
mi się pocić. To niemożliwe. Nic tak nie wyzwala emocji u próżnego
perfekcjonisty jak jawnie niedoskonały tatuaż. Daniel śmieje się w głos.
Ja prawie płaczę.
Odwracanie głowy na bok w trakcie wywiadu sprawiło, że przez całą sesję
skóra w górnej części pleców była przesunięta. Przemieściła się na tyle,
że efekt przypominał kraba, który zgodnie ze swoją symboliką
rzeczywiście wybrał się na wędrówkę poza oś mojego kręgosłupa. Jakże
niestosownie stosowne.
Próbuję gorączkowo wymyślić jakieś rozwiązanie, realne lub całkiem
niedorzeczne. Chcę obudzić się z tego, co mam nadzieję jest tylko złym
snem, myślę o laserowym usunięciu tatuażu i o podróży w czasie. Wreszcie
panika cichnie i zmuszam się do niechętnego pogodzenia się z rzeczywistością. Życie dało mi cenną (i trwałą) lekcję pod względem
próżności i perfekcjonizmu. Mój niedoskonały, wędrujący krab nigdy nie
doczekał się komplementów. Trudno.
Ciało mówi prawdę
Opisałem swoją przygodę z tatuażem na Filipinach, ponieważ w zabawny
sposób pokazuje ona, że interpretacje umysłu bardzo często odbiegają od
rzeczywistości zjawisk zachodzących w ciele. Jak dotąd przedstawiłem
wspomnienia tego, co się wydarzyło, z punktu widzenia umysłu, wraz z możliwymi znaczeniami oraz interpretacjami. Innymi słowy, przedstawiłem
pewną opowieść.
Poza tym, w zależności od sposobu zrelacjonowania tej historii, od tego,
które szczegóły zostaną pominięte, a które podkreślone, a nawet od
mojego stanu psychicznego lub nastroju w chwili opowiadania, opis
historii nieudanego tatuażu wykonanego przez 97-letnią artystkę może
subtelnie się zmieniać -?i rzeczywiście tak się dzieje -?aby dopasować
się do intencji, która najlepiej odpowiada danemu momentowi. Ale jeśli
zapytamy ciała, usłyszymy zupełnie inną historię. A tak naprawdę nie
usłyszymy żadnej. Usłyszymy prawdę. Moje ciało przez resztę życia będzie
się starało usunąć tatuaż, ponieważ atrament wywołał trwałą reakcję
zapalną o niewielkim nasileniu. "Umysł snuje opowieści; ciało mówi
prawdę". Ciało -?twoje ciało -?jest miejscem, w którym znajdziesz Prawdę
przez wielkie "P".
Niezależnie od tego, co mój umysł uzna za lekcję wyniesioną z doświadczenia z tatuażem, ciało -?zgodnie z jego podstawową
funkcjonalnością oraz programem przetrwania -?będzie nieprzerwanie dążyć
do usunięcia intruza, aby powrócić do naturalnego, homeostatycznego
stanu. Nieważne, ile razy mój umysł będzie starał się dowodzić, że
odrobina atramentu nie zaszkodzi; nieważne, czy podoba mi się tatuaż, i bez względu na to, jak przeformułuję tę przygodę albo symboliczny wymiar
odebranych lekcji, nie ucieknę od niezaprzeczalnego faktu, że jakaś
część odpowiedzi immunologicznej mojego organizmu będzie zaangażowana w usuwanie umieszczonego w skórze barwnika. Ciało będzie to robić bez
przerwy, aż do śmierci. Stopniowe blaknięcie malunku z biegiem czasu
jest dowodem trwających wysiłków organizmu, zwieńczonych połowicznym
sukcesem.
Gdy przechodzimy z poziomu głowy na poziom ciała, nawiązujemy kontakt z tym, co prawdziwe -?z tym, co faktycznie się dzieje -?a nie z interpretacją rzeczywistości oferowaną przez umysł. Zyskujemy zdolność
do odrzucenia mentalnej opowieści i przyjrzenia się prawdzie naszych
doświadczeń. Na przykład pod wpływem stresu umysł może w nieskończoność
snuć wizje, które budzą niepokój, zmartwienie lub złość. Większość z nich nigdy się nie ziści.
Niezaprzeczalna prawda ciała w takiej sytuacji polega na obecności
fizjologicznych odczuć złości lub lęku. Wiążą się one ze specyficznymi
reakcjami fizjologicznymi, takimi jak uwolnienie hormonu stresu,
kortyzolu, oraz aktywacja współczulnego układu nerwowego. Próbując
złagodzić wewnętrzny dyskomfort ciała i manipulując interpretacjami
podsuwanymi przez umysł, wdajemy się w dziecięcą grę w zbijanie kreta -
w miejsce każdego wyeliminowanego czynnika zewnętrznego pojawiają się
dwa nowe. Ale jeśli zamiast tego zareagujemy na nawoływania organizmu do
wyciszenia się, zapanowania nad sobą i obniżenia poziomu kortyzolu lub
uspokojenia pobudzonego układu nerwowego poprzez skoncentrowanie się na
trosce o bieżące potrzeby ciała, nawiążemy kontakt z prawdziwym źródłem
dyskomfortu.
Innym typowym przykładem snucia opowieści przez umysł jest mocne
przywiązanie do konkretnej ideologii żywieniowej ze względu na jej
rzekome korzyści zdrowotne. Jest to tylko pewna historia, ponieważ
prawdę o tym, czy wybory żywieniowe -?podobnie jak każdy wybór dotyczący
stylu życia, o czym napisałem w następnym rozdziale -?pomagają czy
szkodzą, poznamy najlepiej, słuchając rzeczywistej reakcji ciała na to,
co jemy i pijemy. Możemy kierować się niezbitymi argumentami najbardziej
wiarygodnych ekspertów, badaniami naukowymi i relacjami, lecz
przekonanie umysłu o tym, że dana dieta jest zdrowa, niewiele da, jeśli
realia reakcji ciała będą stały z nim w sprzeczności. "Umysł snuje
opowieści; ciało mówi prawdę". Wiedza o tym, co jest prawdziwe, stanowi
najlepszy punkt oparcia podczas nawigowania po często trudnych i nieoczywistych realiach życia -?i takie jest sedno tej książki.
* * *
Soma to łacińskie słowo oznaczające "ciało". Angielski termin wise
wiąże się z wiedzą, doświadczeniem oraz umiejętnością trafnego
rozróżniania i osądzania. Praktyki przedstawione w tej książce pomagają
stać się ciałoczułym (ang. somawise), przez co rozumiem zyskanie
dostępu do mądrości ciała i kierowanie się tą mądrością na co dzień.
Ukułem termin somawise, aby przedstawić argumenty przemawiające za
życiem skoncentrowanym na ciele i niekończącą się eksploracją, której
może się podjąć każdy, kto ma dość śmiałości, aby udać się do własnego
wnętrza i badać nieznane terytoria empirii, co nieuchronnie wiąże się z dyskomfortem. Ciałoczułość to świadomy wybór życia w bezpośrednim
kontakcie z doświadczeniami cielesnymi w każdej kolejnej chwili. Mądrość
płynąca z takiego sposobu bycia może pomagać w pielęgnowaniu
holistycznego dobrostanu, wprowadzaniu autentycznych zmian oraz we
wnoszeniu spokoju i harmonii do relacji międzyludzkich. Odpowiedzi,
których szukasz, znajdują się w ciele. Twoim ciele.
Naukowcy nieustannie badają i odkrywają zjawiska świadczące o doniosłej
roli świadomego kontaktu z ciałem. W niektórych badaniach wykazano na
przykład, że skuteczna samoregulacja opiera się na zdolności do trafnego
wykrywania i oceniania wewnętrznych sygnałów somatycznych związanych ze
zdarzeniami, sytuacjami i relacjami w środowisku zewnętrznym1. Kultywowanie świadomości informacji sensorycznych
płynących z ciała, czyli świadomości interoceptywnej, ułatwia
samoregulację i sprzyja zdrowiu oraz dobremu samopoczuciu2. Ciałoczułość jako podejście rozwija świadomość
interoceptywną poprzez praktyki (omówione w dalszych rozdziałach), które
pomagają nam nawiązać kontakt z doświadczeniami ciała w bieżącej chwili.
Moją intencją jest otwarcie oczu czytelnika tej książki na inspirującą
niezwykłość ludzkiego ciała. Mam na myśli konkretnie twoje ciało. Jest
ono niewyczerpanym źródłem mądrości, dostępnym do twojej dyspozycji.
Odpowiedzi na ważne pytania oraz poszukiwane przez wiele osób -
niejednokrotnie od lat albo dziesięcioleci -?rozwiązania wielu wyzwań i problemów znajdują się w ciele.
Nawiązanie intymnej więzi z własnym ciałem i umieszczenie go w środowisku sprzyjającym leczeniu i zdrowiu pozwala osiągnąć holistyczny
dobrostan. Ciało daje znać, ilekroć nasze wybory dotyczące stylu życia
korzystnie lub niekorzystnie wpływają na zdrowie. Zaglądając w głąb,
możemy odnaleźć i zbadać przyczyny autodestrukcyjnych wzorców, które
uniemożliwiają dokonywanie autentycznych życiowych zmian. W porozumieniu
z ciałem możemy doświadczyć prawdziwej wolności i stworzyć nowe życiowe
perspektywy, zamiast funkcjonować na autopilocie w niekończącym się
cyklu sabotowania własnych zamierzeń. W porozumieniu z ciałem możemy być
bardziej obecni i spokojniejsi w relacjach, tak ze sobą, jak i z innymi
ludźmi.
Za pośrednictwem ciała można też poznać, przetworzyć i zintegrować
traumę oraz głębokie emocjonalne rany, których echa były ignorowane,
ukrywane, tłumione, zagłuszane i spychane na bok, odkąd pamiętasz.
Położenie kresu autodestrukcyjnym zachowaniom, uzależnieniom i złym
nawykom staje się realną możliwością, gdy potrafimy dotrzeć do ich
źródła i uświadomić sobie, czego ciało potrzebuje do uzdrowienia.
Skupiając się na ciele, pielęgnujemy odmienny sposób bycia, który
pozwala doświadczać poczucia większej lekkości, przenikającego różne
konteksty codziennej egzystencji.
Dzięki odsunięciu umysłu na bok i ucieleśnieniu własnych doświadczeń
możemy docenić każdą chwilę i delektować się nią bez nieustannych
pouczeń mieszkającego w głowie komentatora. Z kolei poprzez słuchanie i poznawanie języka ciała uczymy się ufać umiejętności reagowania na
bieżące okoliczności i dokonywać świadomych wyborów co do dalszych
kroków postępowania. Ciało może być naszym nauczycielem, przewodnikiem i kompasem w podróży przez życie. Na tym polega proces stawania się
ciałoczułym -?proces komunikowania się z mądrością ciała.
Oda do ciała
Kocham moje ciało. Wszystko, co napisałem na tych kartach, można uznać
za odę, hołd i list miłosny do ciała... przebrane za książkę. Te słowa są
dawno zaległym wyrazem uznania i gestem szacunku dla naczynia, które
pozwala mi doświadczać świadomości w ramach subiektywnego punktu
odniesienia, jakim jest "ja". Poniższe akapity stanowią wyraz szacunku
dla skomplikowanych zdolności, procesów i funkcji, które były
doskonalone i dostrajane przez miliony lat, by doprowadzić do powstania
ciała o niewyobrażalnej fizjologicznej złożoności. Ciało bez wątpienia
jest godne uwielbienia, co najmniej w takiej samej mierze, w jakiej
wielbi się modne w danym momencie zjawiska popkultury.
Ciało pozwala nam doświadczać wszystkich niesamowitych rzeczy, jakie
życie ma do zaoferowania. Potrzebujemy ciała, aby delektować się
ulubionymi lodami, rozkoszować się blaskiem pięknego zachodu słońca lub
poczuć ciepło i otuchę płynące z uścisku ukochanej osoby. W książce tej
przyglądam się radykalnemu z punktu widzenia wielu osób poglądowi, że
umysł i ciągły strumień myśli, który przezeń przepływa, nie zawierają
odpowiedzi, których szukamy. Odpowiedzi te znajdują się w ciele. W twoim
ciele.
Bez ciała nie doświadczalibyśmy niczego. Świat nie jest bowiem czymś, co
dzieje się nam. Świat dzieje się poprzez nas, za pośrednictwem ciała i jego zmysłów. Nigdy nie doświadczymy absolutnej, obiektywnej
rzeczywistości, ponieważ to, czego doznajemy, jest po prostu jej
interpretacją dokonywaną przez ciało. Nasze zmysły odbierają,
przetwarzają, filtrują i integrują informacje płynące z otoczenia.
Efektem jest wspaniały całokształt wrażeń, odbieranych w każdej chwili.
Mimo to nie przykładamy większej wagi -?jeśli w ogóle jakąś -?do naszych
wewnętrznych przeżyć. Większość z nas skupia się na tym, co dzieje się
na zewnątrz, zamiast starać się zrozumieć, co sprawia, że odbieranie
zewnętrza w ogóle jest możliwe. Paradoksalnie, im lepiej rozumiemy
własne ciało i sposób, w jaki komunikuje się ono z nami poprzez intuicję
i doznania, tym lepiej pojmujemy chaos i nieład zewnętrznego świata. Gdy
kierujemy uwagę do wewnątrz i otwieramy się na zmysły ciała, życie
zaczyna płynąć łatwiej. Czując się komfortowo we własnej skórze,
rzadziej się stresujemy, a częściej cieszymy.
Choć wiele nauk i podejść głosi, że najwyższą cnotą jest zapanowanie nad
umysłem, ta książka wskazuje inną drogę. "Panowanie" to istotnie kwestia
umysłu. Kwestią ciała jest służenie. Podejście ciałoczułe pokazuje, że
kiedy szanujemy ciało, słuchamy go i dbamy o jego potrzeby, panowanie
nad umysłem jest niczym więcej jak naturalną konsekwencją istnienia
ciała wolnego od napięć, stresów i ograniczeń. Umysł może zrealizować
swój potencjał, gdy nie reaguje na ciągły potok niepokojących sygnałów z wiecznie zestresowanego, napiętego i przytłoczonego ciała. Kiedy stajemy
się pokornymi sługami i uczniami ciała, umysł kłania się z szacunkiem.
Ze względu na realia i wymagania współczesnego świata, który skupia się
na umyśle, ludzie ciągle robią to, co podpowiada im głowa. Decyzje
często są podejmowane na podstawie myślenia o tym, co się dzieje, nie
zaś w efekcie oparcia się na obiektywnych prawdach ciała -?bądź
przynajmniej z ich uwzględnieniem. Taki sposób życia odbija się na ciele
i jego zdrowiu. Cierpi ono w imię podtrzymywania dogmatów albo
ideologii.
Wskutek tego wiele osób zmaga się z nagromadzonym, chronicznym
napięciem, stanami zapalnymi i wystającym brzuchem, przygarbionym
kręgosłupem, sztywnością i szerokim wachlarzem bólów, dolegliwości i dyskomfortów. Choć u niektórych konieczność borykania się z tą trudną
rzeczywistością wynika z chorób, kwestii genetycznych, procesów
starzenia się, infekcji i innych dolegliwości, większość cierpi z powodu
szkodliwych konsekwencji wyborów dotyczących stylu życia i środowiska
oraz wskutek wybranych mechanizmów radzenia sobie z problemami. W rezultacie ciało dźwiga ciężar nagromadzonych stresów, ponieważ jego
wołanie o pomoc jest ignorowane, zagłuszane lub niedostrzegane w ogóle.
Oczywiście nie musi tak być, pod warunkiem że wsłuchamy się w jego
przekaz. Ciało nie kłamie. Nie umie. Istnieje tu i teraz. Wszystko, co
pochodzi z wnętrza ciała, jest prawdą. Nie potrzeba ślepej wiary, by
zwracać uwagę na płynące z niego sygnały i wskazówki. A jeśli się do
niego dostroimy, ciało będzie stale dostarczać nam informacji. Jeżeli
będziemy słuchać jego bieżących potrzeb w miarę ich pojawiania się,
unikniemy nawarstwiającego się, przewlekłego stresu.
* * *
Zanim przejdę dalej, przedstawię dwa potencjalne zastrzeżenia mogące się
pojawić w umyśle czytelnika, który zacznie rozważać drażniącą możliwość
przekazania pałeczki decyzyjnej ciału, a tym samym pozbawić umysł części
kontroli. Utrata kontroli -?w dowolnym stopniu -?jest bowiem dla umysłu
skrajnie przerażająca.
Zacznę od tego, że zgodnie z tym, o czym przeczytasz dalej, słuchanie
ciała nie oznacza zaspokajania wszystkich jego pragnień, popędów i pokus, które mogą wręcz stanowić powód, dla którego sięgasz po tę
książkę -?mam na myśli chęć uwolnienia się od pornografii, alkoholu,
narkotyków albo dowolnych innych używek, które zdążyły się już
zakorzenić. Podejście ciałoczułe nie jest licencją ani przyzwoleniem na
szukanie stymulacji i przyjemności. Pod wieloma względami jest na
odwrót.
Bycie ciałoczułym wymaga zaglądania pod powierzchnię silnych pragnień i impulsów w celu odebrania prawdziwego komunikatu z ciała. Zgłębiamy
emocje, doznania somatyczne i wyzwalacze (ang. triggers), wierząc, że
ciało da nam w siebie wgląd, który dotąd pozostawał poza zasięgiem
umysłu. Zebrane dzięki temu spostrzeżenia pomogą nam zrozumieć źródło i przyczynę naszych pragnień oraz odpowiedzieć na pytanie, dlaczego
poprzednie próby ich zaspokojenia się nie sprawdziły.
Przyjęcie ciałoczułości jako sposobu na życie nie jest też hedonistyczną
celebrą pozbawioną pierwiastka duchowości. Wręcz przeciwnie, nie ma nic
bardziej duchowego niż ucieleśnienie pełni i bogactwa chwili obecnej.
Bycie tu i teraz stanowi podstawę wszelkich duchowych praktyk. "Teraz"
nie jest momentem w czasie wciśniętym pomiędzy przeszłość a przyszłość.
Teraz jest wszystkim, co istnieje i gdzie zawsze toczyło się i będzie
się toczyć nasze życie. Egzystencja skupiona na ciele pozwala
zakotwiczyć uwagę w jedynej przestrzeni, w której może zaistnieć
duchowość, a zatem w teraźniejszości, a nie w osądzającym, iluzorycznym
świecie myśli.
Tylko umysł nazywa określone stany lub doświadczenia bardziej duchowymi
niż inne. Gdy pozostajemy w kontakcie z ciałem i odkładamy na bok
ciągłe, natarczywe osądy umysłu na temat tego, co dzieje się w chwili
obecnej, każdy moment staje się godny szacunku i docenienia. Tworząc
więź z ciałem, na nowo odwołujemy się do zmysłów i dokładnie poznajemy
jego subtelności, niuanse oraz wyjątkowość. W rezultacie każda chwila
jawi się jako duchowa i warta podziwu.
Życie w ciele polega raczej na rozmontowywaniu niż na rozwiązywaniu; na
usuwaniu programów, a nie na przeprogramowywaniu; na byciu, a nie na
działaniu. Życie satysfakcjonujące i mające głęboki sens wymaga czegoś
więcej, niż może nam zapewnić logika, racjonalność i analityczne
rozumowanie. Sam umysł nie wystarczy. Trzeba ponownie wyruszyć w podróż
w głąb ciała; zaangażować się w proces odbudowywania z nim więzi, który
jest piękny, trudny i czasami niezwykle uciążliwy, ale absolutnie
konieczny. A żeby ponownie nawiązać kontakt z ciałem, musimy wyrwać się
z percepcyjnego więzienia umysłu.
Życie w umyśle
Kiedy ciało jest wolne od napięcia, umysł staje się niezwykłym
narzędziem o zdumiewająco kreatywnej sile. Ale gdy ciało jest napięte i usztywnione, interpretacje umysłu nie są najbardziej wiarygodną oceną
dowolnej zaistniałej sytuacji. W chwilach stresu i przytłoczenia umysł
nieprzerwanie snuje wizje najgorszych scenariuszy. Gdy będziemy skakać
od myśli do myśli, niczym kulka we flipperze, nie uda się nam dotrzeć do
spokojniejszego miejsca. Proces ten zwykle wymyka się spod kontroli,
ponieważ główkujący umysł wciąga nas jeszcze głębiej w pułapkę
dysfunkcji i reaktywności. Kiedy wokół zdaje się panować szaleństwo i chaos, ciało jest najbezpieczniejszym miejscem odpoczynku dla umysłu.
Współczesne społeczeństwo skłania nas do idealizowania, celebrowania i priorytetowego traktowania na pozór niezmierzonego ludzkiego intelektu,
tak jakby wyłaniające się z niego koncepcje i teorie były Świętym
Graalem. W rzeczywistości jednak cud zdumiewającego człowieczego rozumu
mógł być przypadkowym, ubocznym efektem wykształcenia się
przeciwstawnych kciuków3, co utorowało drogę
innowacyjnym narzędziom i równocześnie skutkowało rozwojem mózgu,
niezbędnym do posługiwania się coraz bardziej wyrafinowanymi
rozwiązaniami technicznymi. Ludzka inteligencja może być też owocem
energooszczędnego, wspomaganego siłą ciążenia ruchu dwunożnego4. Odkąd poruszanie się zaczęło pochłaniać mniej
energii, mózg zyskał możliwość wykorzystywania większej części kalorii
dostarczanych organizmowi w pożywieniu.
Inne wyjaśnienia naszych wyrafinowanych zdolności poznawczych należą do
sfery dziwactw i bzdur; mam tu na myśli twierdzenia, że inteligencja
mogła powstać jedynie dzięki interwencji istot pozaziemskich5 lub że spożywanie grzybów psychodelicznych,
rosnących na odchodach zwierząt, na które polowali nasi przodkowie,
łowcy-zbieracze, doprowadziła do szybkiej ewolucji i rozwoju kory
przedczołowej6. Niezależnie od tego, czy stanowi
on efekt przypadku, inteligentnego projektu czy doboru naturalnego,
umysł i jego iluzoryczne treści są uważane za główny wyznacznik przy
podejmowaniu wszelkich decyzji, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym.
Choć mogły one wykształcić się w toku ewolucji czystym przypadkiem,
ludzka świadomość i zdumiewające zdolności poznawcze oznaczają, że
zostaliśmy obdarzeni potencjałem umysłowym, jakiego świat przyrody nigdy
wcześniej nie widział. Z ewolucyjnego punktu widzenia nasza wielka
inteligencja nie potrzebowała wiele czasu, aby osiągnąć etap, na którym
umysł uwierzył, że jest wszechmocny, wszechwiedzący i nieskrępowany
prawami natury. Umysł stał się samozwańczym panem.
Po zerwaniu uświęconego połączenia z ciałem, a tym samym z naturą, umysł
z wielką mocą ruszył naprzód, pozostawiając za sobą zniszczenia, zarówno
w mikro-, jak i w makroskali, dorównujące jego twórczej potędze lub
nawet ją przewyższające. Zbiorowa siła naszych umysłów wykreowała
sposoby życia, które obecnie degradują środowisko naturalne, niszcząc
jego biologiczną różnorodność i niejako przy okazji zagrażając istnieniu
całej ludzkości. Tylko dzięki ponownemu nawiązaniu kontaktu z ciałem -
dzięki staniu się całością -?możemy zacząć odczuwać konsekwencje naszych
myśli, słów oraz czynów. Wierzę, że dzięki takiemu połączeniu da się
naprawić tok naszej egzystencji -?na poziomie indywidualnym oraz
zbiorowym.
Tego, czego chcemy od życia i czego najbardziej łaknie dusza, umysł po
prostu nie jest w stanie zapewnić sam. Nasze wybawienie, a może nawet
przetrwanie jako gatunku, jest uzależnione od ponownego nawiązania
kontaktu z ciałem, abyśmy mogli na nowo stanowić jedność z naturą.
Żarłoczne, nienasycone kapitalistyczne apetyty są niczym innym jak
płynącymi z ciała impulsami, które mają stanowić remedium na pustkę,
lecz jej nie da się wypełnić zewnętrznymi, materialnymi dążeniami. Umysł
nie wie i nie może wiedzieć, kiedy się zatrzymać, ponieważ świadomość
konieczności pohamowania się płynie wyłącznie z ciała. To ono uczy nas
szalenie ważnej lekcji, której tematem jest dość.
Choć piszę te słowa, nie zamierzam demonizować umysłu. W historii
ludzkości nie brakuje genialnych myślicieli, będących autorami
niezliczonych wynalazków, dzieł, odkryć i spostrzeżeń, które przyczyniły
się do piękna i różnorodności całokształtu naszych doświadczeń. Jestem
wdzięczny za cuda techniki, które pozwalają mojemu synowi i jego babci
rozmawiać twarzą w twarz na żywo, mimo że oboje znajdują się po
przeciwnych stronach globu. Mój siostrzeniec nie żyłby, gdyby nie postęp
w medycynie, zapoczątkowany przez pomysł zrodzony w umyśle jakiegoś
geniusza. I nie ma posiłku, bym nie odczuwał głębokiego poczucia
wdzięczności za rozwój technologiczny i kreatywność, dzięki którym mogę
pieścić kubki smakowe.
Nawet w kontekście stawania się ciałoczułym umysł będzie odgrywał ważną
rolę. Kiedy ponownie nawiążemy kontakt z ciałem, skupimy na nim uwagę
umysłu, aby móc słuchać, co ma ono do powiedzenia. Ponadto umysł
zapoczątkowuje refleksyjne procesy samopoznania, niezbędne do
pielęgnowania samoświadomości. Życie w umyśle staje się problemem tylko
wtedy, gdy żyjemy jedynie w umyśle.
Mówienie o życiu wyłącznie w umyśle jest innym sposobem na powiedzenie,
że skupiamy się tylko na tym, co dzieje się w głowie. Wierzymy we
wszystko, co myślimy, myląc wyobrażenia z rzeczywistością. Ale umysł nie
może przeniknąć rzeczywistości, ponieważ jest uwięziony w fantastycznym,
wyimaginowanym świecie opowieści i myśli. Może jedynie odgadywać
znaczenie doświadczeń. A jeśli coś jest pewne, to jedynie to, że
historie podsuwane przez umysł często są znacznie bardziej przerażające
niż rzeczywistość.
Większość historii, jakie sobie opowiadamy, to oparte na strachu i rodzące niepokój czarne scenariusze, które przedstawiają świat jako
straszne i niebezpieczne miejsce. Umysł nie rozumie, że snute przezeń
ponure wizje na ogół są niczym więcej niż odbiciem nagromadzonych w ciele stresów i napięć.
Życie wyłącznie w umyśle, bez kontaktu z wrodzoną inteligencją ciała,
jest niczym pozostawienie nastolatka samego w domu na weekend, gdy
rodzice wyjeżdżają z miasta. Nie wiadomo dokładnie, co się wydarzy, ale
z pewnością nic dobrego.
Umysł pozostawiony samemu sobie jest nadzwyczaj nieodpowiedzialnym
źródłem potęgi. Nie jest on w stanie wyczuć wzajemnie powiązanych i dalekosiężnych konsekwencji swoich decyzji. Bez ciała, które daje mu
znać, że coś jest niemoralne, nieetyczne lub że zaszło za daleko, umysł
po prostu prze przed siebie; konsumuje i niszczy wszystko na swojej
drodze w imię interesów, władzy, stymulacji lub przyjemności. Umysł
odłączony od ciała stanowi problem. Bez uziemiającej obecności ciała
łatwo się rozprasza, wpada w trans i daje się porwać. Umysł
nieskrępowany jest nieszczęśliwy, rozdrażniony i szalony.
Pięknie ujął to Mark Twain, mówiąc: "Martwiłem się w życiu wieloma
rzeczami, z których większość nigdy się nie wydarzyła". Ludzie podążają
przez życie jako więźniowie własnych umysłów. Tak naprawdę bowiem
jedynym więzieniem, w którym ktoś może żyć, jest jego ograniczony punkt
widzenia. Kiedy decydujemy się stawić czoło lękom -?zarówno tym dużym,
jak i małym -?często dziwimy się, że umysł poświęcał im tak wiele uwagi.
Życie w umyśle oznacza, że zamiast być w rzeczywistym świecie,
nieustannie powtarzamy sobie mentalne historie o świecie. Umysł jest
niezrównany pod względem wymyślania wciągających historii, które
odwracają naszą uwagę od chwili obecnej i skłaniają do reaktywnych
zachowań.
Typowe bajania umysłu obejmują osądy, podróże w czasie (rozmyślania na
temat przeszłości lub przyszłości), znajdowanie wymówek,
usprawiedliwienia i zasady dotyczące tego, jak powinniśmy lub nie
powinniśmy się wypowiadać albo zachowywać. Historie te kształtują sposób
postrzegania i odnoszenia się do siebie i świata. Ale automatyczne,
reaktywne myśli są tylko jednym z punktów odniesienia w patrzeniu na
świat i to, czego w nim doświadczamy.
Dając się przekonać własnym myślom, niejako stapiamy się z nimi i wierzymy, że jesteśmy naszymi myślami. Złączeni z nimi w ten sposób
sądzimy, że są one dokładnym, opartym na faktach odzwierciedleniem
rzeczywistości. A nie są. Myśl to tylko jedna z możliwości, w dodatku
często nietrafna. Ale gdy stale reagujemy na myśli tak, jakby były
prawdziwe, sprawiamy, że stają się prawdziwe. Urzeczywistniamy nasze
najgorsze obawy, ponieważ reagujemy na nie tak, jakby już się ziściły, a potem mimowolnie odzwierciedlamy rzeczywistość naszego umysłu poprzez
zachowania. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że utknęliśmy w zaklętym
kręgu reaktywności, ponieważ obserwujemy i reagujemy na cyklicznie
powtarzające się myśli, oparte na strachu.
U podstaw cierpienia nie leży to, co się nam przydarza, lecz raczej
interpretacje i znaczenia, jakie tym zdarzeniom nadajemy. Tak naprawdę
nie cierpiałem, kiedy dostałem w szkole złą ocenę, gdy klient zerwał ze
mną relację terapeutyczną albo gdy zaproszona na randkę dziewczyna
odmówiła. Są to obiektywne doświadczenia, które mogą się stać udziałem
każdego. Owszem, mogą być nieprzyjemne, lecz związane z nimi cierpienie
było kwestią wyboru i opierało się wyłącznie na znaczeniu, jakie mój
umysł nadawał tym sytuacjom.
Istnieje różnica pomiędzy bólem a cierpieniem. Ból -?temat, który
zostanie bardzo szczegółowo omówiony w dalszej części tej książki -?jest
nieunikniony. Cierpienie jednak opiera się na interpretacjach zdarzeń
prowadzących do bólu oraz na pragnieniu, aby coś potoczyło się inaczej.
Cierpiałem, ponieważ zinterpretowałem złą ocenę jako własną głupotę;
odejście klienta oznaczało, że jestem bezużyteczny, a odmowa
potwierdzała moje obawy, że nie zasługuję na miłość. Cierpimy z powodu
znaczeń, jakie umysł przypisuje temu, co się nam przydarza.
Wiara w to, że myśli są z natury prawdziwe, jest niczym wiara w prawdziwość snów. Te zaś niekiedy wydają się realne. Budzimy się z łomoczącym sercem, spoceni i z szeroko otwartymi oczami. Odnalezienie
się w rzeczywistości może zająć trochę czasu, bo świadomość, że to był
tylko sen, rodzi się powoli. W końcu, gdy uda się nam odzyskać jasność
myślenia, zapominamy o koszmarach, które wydawały się prawdziwe. Na
podobnej zasadzie, wierząc w każdą myśl i żyjąc głównie we własnej
głowie, zasadniczo żyjemy we śnie. Śnimy na jawie.
Kto tu rządzi?
Umysł, czyli świadomość, chętnie wychodzi z założenia, że ma kontrolę
nad swoim losem, przeznaczeniem i codziennymi decyzjami. Umysłowi wydaje
się, że może doprowadzić do zmiany, po prostu o niej myśląc (więcej na
ten temat napisałem w jednym z kolejnych rozdziałów, zatytułowanym
Radykalna samoakceptacja). Prawda jest jednak taka, że zdecydowana
większość (ponad 95 procent7) ludzkich zachowań,
myśli i działań płynie z podświadomości. To ona dyktuje, w jaki sposób
doświadczamy świata, interpretujemy go i jak na niego reagujemy.
Podświadomy umysł wywiera wpływ na podejmowanie decyzji, ponieważ może
gromadzić, filtrować i przetwarzać informacje o rzędy wielkości
szybciej, niż umysł świadomy jest w stanie zareagować myślą. Choć
procesy te zachodzą automatycznie i pomagają uniknąć przeciążenia
świadomości prostymi lub przyziemnymi, rutynowymi zadaniami, nie
doceniamy, do jakiego stopnia podświadomość wpływa na wybory i decyzje,
co do których błędnie zakładamy, że zostały podjęte świadomie8.
Gdzie mieści się podświadomy umysł? Pisarka i neuronaukowczyni doktor
Candace Pert twierdzi, że w ciele, a ja się w pełni z nią zgadzam. Bo
gdzie indziej miałby być? Badania doktor Pert dały wgląd w aktywność
molekularną w każdej komórce ludzkiego ciała i potwierdziły jej
hipotezę.
Ciało podświadomie wywiera wpływ na myśli, słowa i działania między
innymi za pośrednictwem układu nerwowego. W momencie pobudzenia układu
współczulnego aktywują się mechanizmy walki -?ucieczki -?zamrożenia, co
oznacza, że są one gotowe do działania. Gdy ów system staje się
nadwrażliwy, każdy zewnętrzny bodziec, bez względu na jego wielkość,
wyzwoli samozachowawczy odruch względem zewnętrznego świata. Wtedy zaś
wszystkich i wszystko można postrzegać jako zagrożenie.
Ale gdy nawiążemy ponowną komunikację z ciałem, zaczniemy wyczuwać,
odczuwać i rozumieć stan układu nerwowego. Za pośrednictwem tego procesu
uczymy się słuchać tego, co ciało ma do powiedzenia. Możemy wtedy
określić, jak odzyskać równowagę i poradzić sobie z tym, co się w nas
dzieje.
Hipoteza markerów somatycznych (ang. somatic marker hypothesis)
zapewnia jeszcze inne ramy pojęciowe, które umożliwiają zrozumienie, jak
to się dzieje, że wbrew temu, co chce sądzić umysł, w istocie to ciało
dyktuje warunki. Teoria ta, opracowana przez António Damásio, zakłada,
że doznanie fizyczne pojawia się w ciele na poziomie empirycznym, zanim
jeszcze w reakcji na to doznanie uaktywni się proces poznawczy9. Innymi słowy ciało czuje, zanim umysł pomyśli10. Umysł opowiada historię o prawdziwości doświadczeń
ciała. Dlatego podstawą ciałoczułości jest świadomość doznań
somatycznych. W dalszych rozdziałach szczegółowo opiszę, jak rozwijać
zdolność odczuwania tych wrażeń.
Markery somatyczne, czyli doznania fizyczne doświadczane w ciele,
wpływają na podejmowanie decyzji przez umysł, ponieważ mogą one szybko
skłonić nas do odrzucenia albo rozważenia jakiejś propozycji zamiast
innej, w zależności od uczuć, jakie wywołują w nas dostępne opcje.
Zmysły ciała zbierają, przetwarzają, filtrują i wysyłają informacje do
mózgu, jeszcze zanim w wyniku tego procesu cielesnego pojawi się
świadoma myśl. Praktyczne konsekwencje tego zjawiska polegają na tym, że
świadome decyzje są ostatecznie w dużej mierze podyktowane tym, co
czujemy, a czego nie czujemy w ciele. Kreatorzy marek i sprytni
marketingowcy wykorzystują pętlę sprzężenia zwrotnego między ciałem a umysłem w celu wywołania określonych stanów emocjonalnych za
pośrednictwem reklam11.
Racjonalne rozumowanie umysłu, snucie hipotetycznych scenariuszy i narracje werbalne znajdują się pod nieustannym wpływem różnych bodźców
zmysłowych odbieranych w ciele. Na to, o czym świadomy umysł zadecyduje
w dowolnym momencie, wpływa wszystko -?od nieprzyjemnych doznań
fizycznych, przez stany fizjologiczne (takie jak głód) i bodźce
zewnętrzne (jak temperatura otoczenia), aż po nastrój partnera, ilość
snu, poziom stresu, głośne dźwięki, a nawet położenie księżyca12, 13.
Opisałem już możliwy przebieg tego rodzaju procesów, przytaczając różne
historie zrodzone na gruncie przygody z tatuażem. Czasami dzięki takim
procesom największe trudności i traumy ulegają radykalnej przemianie w historie o triumfie, akceptacji i wytrwałości, gdy tylko uda się nam
pokonać wyzwania. Zmiana doświadczeń ciała przekłada się na zmianę
historii opowiadanych przez umysł.
Jak powiedziałby jeden z moich nauczycieli, doktor Phil Carter, tak
zwany nieskrępowany umysł zawsze jest o krok za działaniem i o krok za
ciałem, choć lubi wypinać pierś jako decydent sprawujący najwyższą,
autonomiczną władzę. Tak naprawdę w każdym pojedynczym rezultacie, który
nazywamy świadomą myślą, uczestniczy cały wszechświat.
Uznanie i uszanowanie wpływu ciała na umysł jest niezwykle pouczającym
przeżyciem. Świadome intencje umysłu dotyczące wprowadzania zmian oraz
reagowania na chwilę obecną często są torpedowane przez samą moc
podświadomych bodźców cielesnych, ponieważ jesteśmy odłączeni od wrażeń
leżących u podstaw mimowolnej reaktywności. Umysł nie ma najmniejszych
szans w starciu z pobudzonym układem nerwowym i ciałem pełnym napięcia
oraz stresu. Wolność i wolna wola mogą równie dobrze być wtedy
przekłamanymi iluzjami umysłu.
Odłączanie się od umysłu
Trzeba czasu, aby odejść od wiary w każdą myśl, która pojawia się w głowie. Jeszcze dłużej trwa uzmysłowienie sobie, że myśli te tak
naprawdę nawet nie są nami. Większość treści automatycznie malujących
się na naszym mentalnym krajobrazie to stare uwarunkowania. Są to
reakcje, zachowania i nawyki ukształtowane przez genetykę już w chwili
poczęcia oraz zaprogramowane w układzie nerwowym przez doświadczenia
życiowe, głównie we wczesnym dzieciństwie14. Od
tego czasu programy te są niejako wbudowane w nasze ciała.
Ponieważ życie w umyśle stanowi status quo współczesnego społeczeństwa,
nie zdajemy sobie sprawy z istnienia alternatywy dla nieustannego
czepiania się, interpretowania, mierzenia, osądzania, nazywania i opowiadania historii przez umysł. W miarę zanurzania się w doświadczeniach sensorycznych przez ponowne łączenie się z ciałem i odbieranymi przezeń wrażeniami umysł rozluźnia żelazny uścisk kontroli
nad podejmowaniem decyzji, a kusząca natura myśli traci uwodzicielską
moc.
Odnajdywanie się z powrotem w doświadczaniu somatycznym wymaga
oczywiście zaangażowania oraz intencjonalnej i konsekwentnej praktyki.
Potrzeba czegoś więcej niż tylko przeczytania tej czy dowolnej innej
książki. Proces stawania się ciałoczułym zawsze zaczyna się jednak od
uświadomienia sobie, dlaczego życie w umyśle stało się naszym typowym
sposobem postępowania. Nie da się odejść od starego trybu życia i autentycznie się zmienić bez uprzedniego zrozumienia go, bez
zaakceptowania przyczyn jego powstania i pełnionych przezeń funkcji ani
bez podziękowania mu. Szczegółowo opisałem to w rozdziale Radykalna
samoakceptacja. Krótko mówiąc, aby ponownie połączyć się z ciałem,
musimy pojąć, dlaczego najpierw konieczne było odcięcie się od
somatycznych doświadczeń.
Doktor Gabor Maté nauczył mnie, aby nie krytykować umysłu -?a już
zwłaszcza samego siebie -?za sposób, w jaki mentalnie angażujemy się w świat lub z niego wycofujemy. Maté pokazał mi, że życie w umyśle to
przede wszystkim mechanizm przetrwania i adaptacji do środowiska
wczesnego dzieciństwa. W swoich naukach podkreśla on, że dystansujemy
się od nieprzyjemnych, niekomfortowych, a często także bolesnych
doświadczeń somatycznych, ponieważ nauczyliśmy się tego jako dzieci15.
Zamiast kogoś, kto uczyłby nas, jak wyrażać emocje i obcować z nimi i kto uznawałby je za normalne, a przy tym był przy nas podczas ich
przetwarzania, mieliśmy do czynienia z jakąś wersją przekazu: "Nie
mazgaj się i przestań marudzić, a jeśli się nie zamkniesz, dam ci
prawdziwy powód do płaczu". Doświadczenia ciała w chwili obecnej stały
się przez to czymś, co należy zignorować, stłumić albo odrzucić, aby nie
odtrąciło nas środowisko, od którego byliśmy w pełni zależni.
Bezpieczniej było odciąć się od samego siebie. W tamtym czasie nie
mieliśmy innego wyboru, ponieważ przetrwanie zależało od naszego
bezpośredniego otoczenia.
Choć wówczas mogło to być konieczne, przez rozbrat z własnym ciałem
wkroczyliśmy na ścieżkę, która w późniejszym życiu uniemożliwiła
autentyczne uczestniczenie w świecie. W rezultacie wszystko i każdy jawi
się jako groźne, nieznane, przerażające lub bolesne doświadczenie.
Przepaść między umysłem a ciałem stała się tak wielka, że skierowanie
uwagi na własne ciało jest jak odwiedzanie obcego kraju -?jak doznania
turysty w samym sercu nieznanej sobie krainy, której języka ani kultury
nie rozumie.
Odłączeni od ciała staramy się znaleźć źródło odczuwanego dyskomfortu,
skacząc od myśli do myśli. Jedyne, co odnajdujemy, to chwilowa ulga,
ponieważ nie mówimy językiem ciała i nie pojmujemy go, a właśnie z niego
tak naprawdę płyną sygnały dystresu.
Bez względu na to, co sądzi czyjś umysł i czy ten konkretny umysł
wierzy, że trapiące go problemy mają związek z rodzicami, genetyką,
brakiem równowagi chemicznej, środowiskiem wczesnego dzieciństwa, traumą
międzypokoleniową czy nawet traumą z poprzedniego życia, wszystkie
reakcje powstają najpierw w ciele, jako doznania. Gdy staramy się
stłumić ból i dyskomfort myśleniem, tak naprawdę próbujemy ugasić ogień,
machając rękami przez eteryczny dym przed naszymi twarzami, nieświadomi,
że płomień bólu jest w nas, a nie na zewnątrz. Wielki rozłam między
umysłem a ciałem, do jakiego doszło w dzieciństwie wskutek naszych
doświadczeń, sprawia, że nie mamy już dostępu do źródła bólu i dyskomfortu.
Wielki rozłam
Nie doświadczamy obiektywnej rzeczywistości. Odbieramy świat poprzez
zmysły ciała. Zmysły są filtrami, przez które rejestrujemy, analizujemy,
przetwarzamy i interpretujemy otoczenie. Jeśli na filtrach kładzie się
cień napięcia, sztywności i bólu ciała, umysł będzie skłonny do
postrzegania rzeczywistości w kategoriach podobnych doznań. Napięte i usztywnione ciało stanowi pryzmat, przez który oglądamy, interpretujemy
i rozumiemy świat oraz wszystkich i wszystko, co się w nim znajduje.
Jeżeli nie jesteśmy świadomi napięcia, które od dawna gromadzi się w ciele; jeśli jesteśmy od niego odłączeni, zewnętrze przemienia się w przejaw naszego stanu wewnętrznego. W miarę ustępowania napięcia z ciała
znika wiele negatywnych interpretacji oraz wyobrażeń na temat
otaczającego nas świata.
Odłączeni nie odczuwamy stanów emocjonalnych i wrażeń, które popychają
nas do uzależnień i nawykowego samoukojenia. Gdy odruchowo idziemy do
spiżarni, sięgamy po kieliszek wina albo otwieramy stronę
pornograficzną, nie czujemy, że impuls do tego najpierw powstał w ciele.
Nie dostrzegamy, że zawzięta kłótnia z partnerką czy partnerem tak
naprawdę jest odzwierciedleniem relacji z dyskomfortem pojawiającym się
w ciele. Ciało doświadcza gniewu i związanych z nim doznań
fizjologicznych, a my reagujemy na pojawiające się w głowie myśli tak,
jakby były prawdziwe. W rezultacie tak naprawdę nie widzimy osoby przed
nami, bo reagujemy na mentalną historię, narrację i projekcję własnego
umysłu.
Odłączeni nie jesteśmy w stanie wprowadzać i podtrzymywać autentycznych
zmian, ponieważ nie mamy świadomości, że źródło nawykowych reakcji
znajduje się wewnątrz, a nie na zewnątrz. Zamiast skupiać się na
czynniku somatycznym, wywołującym reakcję, próbujemy manipulować światem
zewnętrznym. To nie ja, to oni. Wszyscy świetnie wiemy, co się dzieje,
gdy staramy się zmieniać i kontrolować otaczających nas ludzi.
Odłączeni nie dostrzegamy, że nieustannie powielane nawyki stanowią
przejaw dążenia ciała do uzdrowienia starych wzorców. Sformułowanie:
"Dlaczego ciągle mi się to przydarza", można ująć trafniej jako: "Ta
sytuacja daje mi kolejną okazję do zbadania, co we mnie wymaga
uzdrowienia". Podświadomy umysł, czyli ciało, nieustannie stwarza
warunki sprzyjające cyklicznemu, ponownemu przeżywaniu i odtwarzaniu
czegoś w celu przetworzenia, zintegrowania i uzdrowienia starych
relacyjnych ran. Choć wydaje się, że historia w kółko się powtarza,
można ją przeformułować i uznać za dar oraz okazję do zmierzenia się ze
starymi problemami z nowym potencjałem, nowymi możliwościami i świadomością. Innymi słowy, życie udziela nam wciąż tych samych lekcji,
dopóki ich nie przyswoimy; dopóki ich nie ucieleśnimy.
Odłączeni, potrzebujemy zewnętrznych autorytetów w obszarze moralności,
takich jak prawidła, przykazania czy zasady. Ale to ciało daje nam znać,
że krzywdzenie, manipulowanie, wykorzystywanie, kradzież, zabójstwo,
kłamstwo lub celowe działanie na dowolną inną szkodę jest złe. Kiedy
jesteśmy odłączeni, umysł usprawiedliwia niemoralne działania własnym
szaleństwem: "zasłużyli na to"; "ona mnie do tego zmusiła" albo "biznes
to biznes". Nie musimy czekać do śmierci albo odrodzenia w innym życiu,
aby wiedzieć o słuszności postępowania. Ciało jest kompasem moralnym,
który informuje nas, czy intencja albo działanie wpisuje się w ramy
moralności. Napięcie i wzburzenie natychmiast komunikują nam, czy coś
jest dobre, czy złe. Ciało przekazuje nam tego rodzaju informacje w każdej chwili.
Brak kontaktu z ciałem przekłada się na oderwanie od najbardziej
naturalnego sposobu moralnego życia. Kierujemy się interpretacjami i słowami innych, którzy uznali coś za dobre albo złe. Jezus, Budda i nauczyciele duchowi w różnych tradycjach wskazywali ten sam kierunek:
Poznaj siebie. Królestwo niebieskie jest w tobie. Musisz znaleźć własną
drogę. Droga prowadzi do wewnątrz. Nauki te nabierają donioślejszego
znaczenia w momencie ponownego połączenia się z ciałem.
Odłączeni zapominamy, że jesteśmy ściśle powiązani ze światem i wszystkim, co się w nim znajduje. Postrzegana odrębność jest niczym
więcej jak iluzją umysłu. Świadomy umysł wszystko analizuje, nazywa i oddziela, aby zyskać poczucie kontroli i nadać sens doświadczaniu
rzeczywistości. Ale odrębność ta nie jest prawdziwa. Na przykład, umysł
dzieli drzewo na części: korzenie, pień, gałęzie i liście, lecz
wszystkie te pozornie oddzielne byty tworzą jedno całe drzewo. Mylące
jest nawet wyodrębnianie otaczających drzewo ziemi, powietrza i wody,
ponieważ roślina nie może istnieć w oderwaniu od tych kontekstów. Są one
w takim samym stopniu częścią drzewa jak to, co umysł nazywa drzewem.
Jeśli trudno jest ci to pojąć lub przekonać się do tego podejścia,
pomyśl, że wystarczy upływ czasu, by otaczające drzewo woda i powietrze
weszły w jego skład, ponieważ są przez nie wchłaniane. Z podobną iluzją
odrębności mamy do czynienia w wypadku naszych ciał i doświadczania
siebie. Ciało jest ściśle połączone ze środowiskiem zewnętrznym, zależne
od niego i stanowi z nim jedność.
Odłączeni lekceważymy ciało i nie dajemy mu tego, czego potrzebuje do
prawidłowego rozwoju. Polegamy na smartfonach, które informują nas, czy
byliśmy wystarczająco aktywni fizycznie w ciągu dnia, czy dostatecznie
długo spaliśmy w nocy i czy w międzyczasie odżywialiśmy się prawidłowo.
Pradawną mądrość ciała zastąpiły aplikacje. Nie słuchamy -?a raczej nie
potrafimy zrozumieć -?próśb ciała o opiekę, troskę i odpoczynek. Pomimo
jego niestrudzonych, nieustannych wysiłków zapominamy o nim, ignorujemy
je, uznajemy za pewnik i niewłaściwie je eksploatujemy. Zamiast
dostarczać mu to, czego potrzebuje, aby zdrowieć i kwitnąć, sięgamy po
niezliczone szybkie remedia. Traktujemy je jak kolejny towar, który
można zastąpić, gdy pojawi się nowszy model lub aktualizacja i tak
naprawdę nie doceniamy tego, że mamy je tylko jedno. Jedno. Gdybyśmy
naprawdę pojęli i docenili ten fakt, nie traktowalibyśmy ciała w tak
nieczuły sposób, jak robi to większość z nas.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki