Agnieszka Piskała
DETOKS TO TWÓJ WRÓG
Kiedyś było mało restrykcyjnie. W poczytnych periodykach dla kobiet pisano: "jedz nowalijki, zaprzyjaźnij się z warzywami i owocami". Potem zaczął się prawdziwy hardcore:
- Dzień owocowo-warzywny,
- Przez trzy dni wyłącznie warzywa,
- Tydzień na sokach i smoothie,
- Zielone koktajle - hit z Hollywood,
- Grycanki na detoksie z wody z pieprzem cayenne.
Po te najbardziej spektakularne, czyli:
- płukanie jelit,
- kilkudniowa głodówka oczyszcza umysł i ciało.
Nie mam nic przeciwko temu, aby jedząc więcej owoców i warzyw, zrobić organizmowi wiosenne oczyszczenie. Ale słowo "detoks" zaczęło przyjmować coraz bardziej inwazyjne formy. Kto pamięta, że kiedyś oznaczało po prostu odtrucie organizmu po alkoholu i narkotykach? Dzisiaj znalazło szerokie zastosowanie. I występuje z różnymi przymiotnikami, tworząc nowe detoksowe objawienia. Detoks może być jaglany, owocowy, warzywny, alkaliczny, zupowy, błyskawiczny, jedno-, pięcio-, dziesięciodniowy, sokowy, cukrowy, wiosenny (plus pozostałe pory roku), styczniowy (plus pozostałe miesiące), poniedziałkowy (plus pozostałe dni tygodnia), tybetański (plus pozostałe regiony świata), kobiecy, męski, kolorowy, zdrowy, wątrobowy (plus pozostale organy). Warto "oczyścić się" przed ślubem, przed wakacjami i w innych istotnych okolicznościach.
Czy jednak faktycznie tak bardzo nasz organizm potrzebuje detoksu, czyli odtrucia?
Wielu rozsądnych i kompetentnych specjalistów ds. żywienia kwestionuje uniwersalną potrzebę detoksu dla wszystkich. Jeśli człowiek normalnie funkcjonuje, nie choruje, ma urozmaiconą, codzienną dietę, czuje się dobrze, ma energię do działania, to nie wymaga żadnego detoksu. Każdy organizm radzi sobie z toksynami tak samo i nie należy szukać dodatkowych metod, aby ten proces usprawniać. Nie trzeba mu w żaden sposób pomagać, a już na pewno nie metodami drastycznymi. Oczywiście, głównym utylizatorem toksyn jest wątroba, która czasem radzi sobie lepiej, a czasem gorzej. By dopomóc jej w utylizacji toksyn, należy odpowiednio ją wesprzeć. Jeśli dieta bogata jest w warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste, nie potrzebujemy żadnego dodatkowego wsparcia. Nie pozwólmy, aby wmawiano nam, że trzeba nam superoczyszczenia. Jeśli wasz organizm codziennie lub co drugi dzień wydala niepotrzebne resztki pokarmowe, to oficjalnie was to zwalnia z obowiązku detoksu.
Większość osób uważa, że ich przewód pokarmowy nie działa tak, jak należy (trzeba na coś/kogoś zwalić winę). Ludzie myślą: "przecież to nie moja wina, to wina złych produktów/ producentów, którzy codziennie nas trują". Oczywiście: nasza dieta jest uboga w warzywa i owoce. Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), rekomendują jedzenie warzyw i owoców pięć razy dziennie, a przeciętny Polak (z ziemniakami) zjada porcję warzyw raz na dwa dni. Dlaczego w ostatnich pięciu latach wzrosła zachorowalność na nowotwory jelita grubego i odbytnicy? Bo nie lubimy warzyw. Naszą dietę wypełniają produkty z oczyszczonej mąki, np. białe pieczywo, makaron, naleśniki, placki, kluski, pierogi, które potrafią zalegać w naszych jelitach kilka dni, powodując stany zapalne, nadżerki, polipy, nowotwory. Czy nie możemy ich jeść? Możemy, raz na jakiś czas, przede wszystkim sięgając po razowiec, kasze, makarony razowe, warzywa, owoce.
Detoks to tylko chwyt marketingowy, by sprzedać więcej blenderów. Blenderów do smoothie, wyciskarek do owoców, oczyszczającej jelita spiruliny, czochrających jelita otrębów, no i najmodniejszych ostatnimi czasy "turnusów oczyszczających".
Nic dziwnego, że ludzie namawiają innych do detoksu. To bardzo dobry interes. Zaprasza się gości za niemałe pieniądze, każe im odpoczywać, medytować, nawiązać kontakt ze swoim wewnętrznym "ja". Do tego homeopatyczne ilości pożywienia (jedz mało, płać dużo), nieurozmaiconego. Chodzi wszak o oczyszczenie organizmu, nie można więc nadwyrężać przewodu pokarmowego nadmierną ilością jedzenia. Na kolację: zmiksowany jarmuż z burakiem. I wystarczy. A jeśli na dodatek po takiej kolacji sikasz na różowo, to koniec. Oznacza to, że masz "jelito przesiąkliwe" i zasadniczo, no cóż, stoisz nad grobem. Ale nie przejmuj się. Jutro dostaniesz na obiad tylko suchara i to naprawi twoje życie.
Rezultat jest następujący: głodny pacjent odczuwa nieziemskie bóle głowy, by usłyszeć: "Tak ma być. Oznacza to, że organizm się odtruwa". Niestety, jest bardziej przyziemnie. Z fizjologicznego punktu widzenia mózg pacjenta na detoksie po prostu domaga się glukozy.
Jeśli komuś mało tego umartwiania i cierpienia, może przepłukać jelita. Wiele osób jest tym zabiegiem (niestety) zachwycona, i to nie dlatego, że czują się zdecydowanie lepiej. Nie, nie! Cieszą się, że nareszcie, na wadze widać nawet 3 kg mniej. I to w ciągu jednego dnia! Rewelacja!
Dlaczego po jednym zabiegu hydrokolonoterapii, czyli płukania jelit, czujemy się lżejsi o dwa-trzy kilogramy?
Bo tym zabiegiem usuwamy z naszych jelit całą mikroflorę jelitową, która tyle mniej więcej waży. To nie jest wypłukany tłuszcz, zalegające resztki pokarmowe, to są 3 kg tzw. pożytecznej biomasy. Część z nas pomyśli: "No i co z tego? Ważne, że jest efekt!". Niestety, kiedy wrócimy po takim "cud-turnusie" do domu, wtedy dopiero zacznie się zabawa. Wyjałowiony przewód pokarmowy wystawi nam bolesny rachunek: infekcje jelit, biegunki, zaparcia, większa podatność na salmonellozę, listeriozę.
Jeżeli zafundujemy trochę więcej słodyczy w diecie, bo trzeba sobie w końcu wynagrodzić te sanatoryjne męczarnie, kandydoza gwarantowana. Zanim mikroflora się odbuduje, potrzeba kilka tygodni, a nawet miesięcy, by ponownie czuć się dobrze. Oby jednak tylko na takich "atrakcjach" się skończyło. Niestety, coraz więcej osób wraca z takich detoksów w stanie gorszym niż przed turnusem. Czyszczenie jelit pod bardzo wysokim ciśnieniem wody powoduje często ich uszkodzenia. W konsekwencji niestrawione resztki pokarmowe, zamiast być wydalone z organizmu przez jelita, są rozprzestrzeniane przez dziurawe trzewia po całym organizmie. Dobrze, jeśli problem jest zdiagnozowany odpowiednio szybko, ale niestety, zdarzyły się już przypadki, że osoby po tak inwazyjnym detoksie zachorowały na sepsę. Kilka osób, w związku z tym nie przeżyło "detoksu".
Co jest kropką nad "i" w oczyszczaniu organizmu?
Ktoś, kto przeżyje organiczny detoks, dostaje zalecenie kontynuowania oczyszczania ciała w domowym zaciszu. "Proszę codziennie pić napar z czystka". Roślina bardzo niewinna, że aż żal nie skorzystać z jej właściwości, które podarowała nam natura. Czystek czyści nie tylko "tranzyt jelitowy", ale metaforycznie oczyszcza cały organizm. Czystek - słowo klucz. Niestety, geneza tej nazwy jest bardziej przyziemna, niż by się wydawało. Czystek ma po prostu bardzo silne bakteriobójcze działanie i "wybija" wszystkie bakterie w przewodzie pokarmowym. To taki naturalny antybiotyk. Jeśli napar z czystka wypijemy raz na jakiś czas, przyniesie pozytywne działanie, jeśli jednak znów zachłyśniemy się cudownością tego specyfiku - zrobimy sobie hiperoczyszczanie jelit, nie wężem ogrodowym z mocnym ciśnieniem wody, ale zdrowotnymi ziółkami. I nie za dobrze się to dla nas skończy.
Kiedy myślimy o słowie detoks/odtrutka/oczyszczenie musimy mieć świadomość, z czego chcemy się odtruć. Niektórzy mają "kwasicę metaboliczną" i trzeba w ich diecie zredukować białko. Inni mają kandydozę (grzyb Candida albicans) i wtedy należy ograniczyć cukry proste. Jeszcze inni mają zapchane tętnice, trzeba je więc oczyścić z nadmiaru cholesterolu. Ci, którzy mają uczucie napuchnięcia, mają prawdopodobnie za dużo soli (sodu), wtedy trzeba wprowadzić produkty diuretyczne (wywar z korzenia pietruszki), które zmniejszają obrzęki i ułatwiają usuwanie nadmiaru wody i sodu z organizmu. Morał: nie ma jednego przepisu, zalecenia, produktu, który może skutecznie przeprowadzić "detoks". To słowo można wieloznacznie interpretować, nie wskazuje jednoznacznie, z czego mamy się oczyszczać.
Jeżeli nie "detoks", to co? Nie ma żadnych przeciwwskazań, by raz na jakiś czas wprowadzić do diety więcej warzyw i owoców. Dzięki takiej diecie czujemy się szybciej najedzeni. Jednocześnie jemy mniejsze porcje i mamy więcej energii. Kilka dni takiej diety nie zrobi nikomu krzywdy, ale nie może to trwać dłużej niż 4-5 dni. Taka dieta nie może jednak opierać się wyłącznie na warzywach i owocach. Powinno się do niej dodać chude produkty bogate w białko (przyspieszają metabolizm - chude mięso, jajko, nabiał), produkty węglowodanowe (kasza, otręby, błonnik). Wprowadźmy również do niej pomidory (sok pomidorowy), banany, ziemniaki, które zawierają dużo potasu ułatwiającego pozbycie się nadmiaru wody z organizmu. Czasem nie ciążą nam bowiem nadprogramowe kilogramy, tylko opuchlizna związana ze zbyt słoną dietą. Nierzadko nie trzeba ekstremalnego detoksu, by poczuć się lepiej i lżej, wystarczy szklanka soku pomidorowego.