ROZDZIAŁ 2
--------
SPEŁNIENIA MARZEŃ
- Pewnie się strasznie dziwisz. - Pola powitała Michalinę w progu jakiegoś sklepu. Nie, to raczej nie był sklep. Wyglądał bardziej na magazyn lub opuszczone biuro. Coś w takim postindustrialnym stylu.
Macocha poruszyła ramionami.
- Czemu miałabym się dziwić? Zaprosiłaś mnie tu w jakimś określonym celu?
Pola kiwnęła głową.
- Tak. Zamierzam to kupić z pieniędzy od taty. - Zatoczyła ręką koło.
Budynek nie był może w opłakanym stanie, ale daleko miał do świetności. Michalina nie bardzo się na tym znała, ale wiedziała tyle, że trzeba będzie tu włożyć kupę kasy, żeby doprowadzić do używalności.
- Jesteś pewna? - spytała więc z wahaniem w głosie. - Chyba wymaga sporo pracy?
Pola z entuzjazmem kiwnęła głową.
- Dlatego cena jest taka atrakcyjna. To trendująca okolica, zresztą sama wiesz, masz tu niedaleko pracownię. Zobaczysz, jak się tutaj świetnie urządzę...
- Tylko nie wiem, co właściwie tu chcesz zrobić. - Michalina była pełna wątpliwości. Jeszcze raz obrzuciła wzrokiem opuszczony budynek. Sklep? Jakieś warsztaty? Tylko czego mogłaby uczyć Pola? Nie miała bladego pojęcia.
- Założę coś takiego jak w Anglii: knajpę z ofertą kulturalną. - Córka Andrzeja była pełna entuzjazmu. - Stworzę tu centrum sztuki i nowych kierunków. Sztuki wizualne, muzyka, różne akcje w przestrzeni miejskiej, zobaczysz, wkrótce będzie o mnie głośno. Już mam kanał na TikToku - pochwaliła się, machając telefonem.
- A co z twoim poprzednim miejscem pracy? Tym w Anglii? - Michalina popatrzyła na nią spod oka.
Pola poruszyła ramionami.
- Tamto nie wyszło - oznajmiła krótko. - Różnica temperamentów i ogólnej wizji. Także z moim chłopakiem. To znaczy już z ekschłopakiem. - Uśmiechnęła się kwaśno, siląc się na obojętny ton. - Ale teraz wszystko będzie już inaczej. Znalazłam sobie świetnego wspólnika, Arka, on się zna na rzeczy, to po prostu nie może się nie udać.
Michalina westchnęła.
- Wejdź do środka - zachęciła ją Pola. - Zobaczysz potencjał. Może jestem przesadną optymistką i wszystko widzę w zbyt jasnych barwach, ale Arek mnie tonuje. Poznałam go podczas jednej z moich wypraw. Uratował mi skórę w Indiach, kiedy zgubiłam paszport. Jest bardzo poukładany. Jeśli ja mam szalone pomysły, to on z pewnością sprowadzi mnie na ziemię.
Po takiej rekomendacji Michalina mogła już poznać Arka. Z pewnością była to osobowość, jeśli nie osobliwość. W każdym razie nie dało się obok niego przejść obojętnie ani go zapomnieć. Miał włosy pofarbowane na wiele kolorów i taki sam barwny melanż w stroju.
- Jestem kreatywnym kucharzem i wytrwałym realizatorem pomysłów Poli - przedstawił się. - A pani to Michalina, prawda? Pola wiele o pani mówiła.
Zarzycką bardzo to zaskoczyło i wyraz zdumienia chyba wyraźnie odmalował się na jej twarzy.
Arek machnął ręką.
- Nie plotkowała - zaznaczył. - Wiem, że zajmuje się pani konserwacją sztuki. Kiedyś też o tym myślałem, no, ale w końcu poświęciłem się czemu innemu. Lubię żywić ludzi. To bardzo kreatywne zajęcie.
Zatoczył ręką koło, a potem przeprosił i zniknął. Jak stwierdził, musiał spotkać się z architektem w sprawie projektu.
- I co uważasz? Tata by to pochwalił, prawda? - Pola spojrzała na nią z powagą, a Michalina znowu bacznie się rozejrzała.
Główna sala tego magazynowego budynku przedstawiała na razie dosyć skromne wrażenie, ale istotnie - okolica miała widoki na rozwój. Jeśli Pola odpowiednio to rozegra, a ten jej wspólnik rzeczywiście wydaje się sensowny, to być może całe przedsięwzięcie nie zakończy się plajtą... Zresztą Michalina także miała swoje plany, być może równie szalone. Czy w związku z tym powinna krytykować marzenia kogoś innego?
- Ojciec zostawił ci te fundusze na start - powiedziała więc z pewnym namysłem. - Żebyś mogła rozkręcić coś swojego. Nie mam pojęcia, czy ci to wypali, bo się kompletnie nie znam na takim biznesie. Tak czy inaczej, życzę ci wszystkiego najlepszego.
- Jezu. - Pola westchnęła głęboko. - Nie spodziewałam się...
Michalina podniosła wzrok.
- Tak? A na co liczyłaś?
Dziewczyna skrzywiła się lekko.
- Nie wiem - wyznała szczerze. - Chyba że będziesz mi odradzała. Że stracę kasę po ojcu i zostanę bez grosza. I żebym nie oczekiwała w razie czego twojej pomocy.
- Dlaczego? - spytała po prostu Michalina.
Teraz Pola wydawała się niezwykle zdumiona.
- Jak to? Mama uważa, że masz do nas żal. O to wszystko, co zrobiłyśmy.
- Nie rozumiem. - Kobieta przysiadła na jakimś zdezelowanym fotelu i potarła dłonią czoło. - A co właściwie zrobiłyście? Twoja matka uważa, że cię oszukałam, zabrałam ci spadek po ojcu, to oczywiście jej prawo...
- Posłuchaj mnie, Michalina... Tata powiedział mi o tym testamencie... Ja wszystko wiedziałam od dawna... Pamiętasz, jak mnie odwiedził w Anglii? Wtedy mi to wyjaśnił. O tym mieszkaniu po jego mamie i funduszu na zagospodarowanie, jak go nazwał. No i o tym, że resztę zapisuje tobie. To nie było żadne zaskoczenie.
- I nie czujesz się z tym źle? - Rozmówczyni wpatrzyła się w nią z wyczekiwaniem.
- Czuję się cholernie źle, bo tata umarł. I mam wrażenie, że teraz to już poważnie nie mam się do kogo zwrócić! - wybuchła Pola. - Ale moja mama! Ona przesadza. Nigdy nie traktowała mnie jak równej sobie. Zawsze coś jej nie pasowało. Ani to, co robiłam, ani to, czego nie robiłam. Poza tym uważam, że nie byłam wobec ciebie do końca fair. Tata cię kochał, a to przecież coś znaczy...
Michalina uśmiechnęła się blado. Tak, owszem, to przecież coś znaczyło.
- Masz własne życie - powiedziała, wstając z fotela. - Nie musisz oglądać się na Gabrielę. Ona jest, jaka jest, i nie zmienisz jej. Skoro masz pomysł, realizuj go. Jeśli nie wypali, zawsze możesz przerobić ten budynek na coś innego. Choćby na mieszkania. Nie ma się co martwić na zapas.
- To super, że tak myślisz. Mam wrażenie, że tata powiedziałby mi coś bardzo podobnego - stwierdziła Pola, a Michalina, która już szła w kierunku drzwi, nagle się zatrzymała.
- Nieważne, co powiedziałby Andrzej, twoja matka ani ja. Ważne jest to, czego ty sama chcesz i do czego jesteś przekonana. Tylko to się liczy.
- Wiem o tym, nie jestem dzieckiem - wypaliła dziewczyna z pewnym zniecierpliwieniem. - Chodzi mi wyłącznie o okazanie wsparcia. Potrzebuję tylko poklepania po plecach, niczego więcej. Nie zawrócę z tej drogi, wszystko sobie dokładnie ułożyłam, nie spodziewam się prowadzenia za rączkę.
- W takim razie bardzo się cieszę. - Michalina obdarzyła ją uśmiechem, a potem krzyknęła na pożegnanie do Arka i zaczęła się zbierać.
Pola przygryzła wargi. Michalina trzymała ją na dystans i dziewczyna poczuła się urażona. Czy to przez to, co powiedziała matka? Przez te oskarżenia na temat zagarnięcia majątku? To wciąż wisiało w powietrzu, niezałatwiona, niewyjaśniona do końca sprawa. Pola właściwie nie odcięła się w wyraźny sposób od tych roszczeń Gabrieli. Z drugiej strony Michalina także uchyliła się od odpowiedzi, czy pomogłaby córce swego męża, gdyby powinęła się jej noga w interesach. Być może uznała, że nic już jej nie łączy z rodziną Andrzeja? Trudno się było dziwić - nie zbudowały żadnych więzi.
Pola poruszyła ramionami i wróciła do Arka. Trzeba było podjąć decyzję w sprawie rozmieszczenia kuchni i baru. To nie mogło czekać, bo architekt się niecierpliwił.
Tymczasem Michalina zerknęła na zegarek i uznała, że ma czas, żeby załatwić jeszcze drugą sprawę. Wyjęła z torebki telefon i umówiła się na kolejne spotkanie. Po kwadransie podjechała na parking, gdzie czekał na nią kamper, który stał się powodem jej przemyśleń o wyjeździe w nieznane i gorączkowego sprawdzania kont bankowych. Właściwie od momentu, kiedy o nim usłyszała, jakaś niepohamowana myśl, tęsknota postała w jej głowie i kobieta nie umiała się od niej opędzić. Teraz przyszła pora na podjęcie decyzji. Dlatego właśnie umówiła się z właścicielem na oględziny.
Samochód był wspaniały. Michalina nie mogła się napatrzeć na niezwykle funkcjonalne wnętrze: niewielki salonik z kuchenką oraz oddzielną sypialnię. No i łazienka, a w niej prysznic. Inżynier Maciejewski zjeździł nim cały świat, a w każdym razie pół. Teraz po prostu nie miał już siły na dalsze eskapady. Poza tym zmarła mu żona, więc podróże straciły dla niego smak.
Tak się właśnie wyraził.
Maciejewski był sąsiadem Michaliny i spotkali się kiedyś przypadkiem w sklepie na rogu. Zaczęli rozmawiać, kobieta zagadnęła go o jego wyprawy. Starszy mężczyzna odłożył koszyk i oparł się o regał z bakaliami.
- Teraz to już nie to samo, droga sąsiadko. Podróże straciły dla mnie smak, odkąd nie ma Tereni. Próbowałem pojechać sam, ale nie ma to sensu. Będę musiał sprzedać samochód. Tylko niszczeje, a utrzymanie niepotrzebnego kampera jest zbyt drogie.
Szybko okazało się, że sprzedać go nie jest łatwo. Oczywiście chętnych było sporo, tylko inżynier kręcił nosem. Nie chciał oddawać swego Podróżnika, jak go nazywał, byle komu. Ten samochód był jego prawdziwą dumą. Przez całe lata przerabiał go, upiększał i udoskonalał. Wreszcie zrobił z niego prawdziwe cacko.
- To jest, szanowna pani, kamper w wersji de luxe - tłumaczył. - Serce by mi pękło, gdyby ktoś się z nim niewłaściwie zaczął obchodzić. Podróżnika trzeba docenić, wręcz pokochać, tak jak kochaliśmy go z Tereską.
Teraz więc, kiedy spotkali się na parkingu, Michalina miała okazję się przekonać, że to nie były czcze przechwałki. Samochód wyposażono niezwykle pomysłowo: w luksusowo urządzone wnętrze i funkcjonalne schowki. Wygodną łazienkę i praktyczną kuchnię. Po prostu mobilny dom. Czegóż chcieć więcej?
- Tereska lubiła mieć wszystko pod ręką - westchnął starszy pan. - No i żeby niczego nie brakowało, jak u siebie. Starałem się, aby miała warunki jak w najlepszym hotelu.
- Przepięknie tutaj. - Michalina rozejrzała się po wnętrzu.
- Tak. Wyłożyłem środek egzotycznym drewnem, materace są najlepszej jakości, stal tylko chromowana, żadnej partaniny. Każda rzecz robiona na wymiar i zamówienie. Jak to się mówi: z miłością. Tylko kryształowych żyrandoli nie ma, bo Tereska uznała to za przesadę. Ale nawet zastawę mamy z logo Podróżnik. Proszę zobaczyć. - Inżynier sięgnął do szafki i wydobył filiżanki z nadrukiem samochodu, ich kampera i napisem.
- Rzeczywiście - zdziwiła się Zarzycka. - Nie zapomnieli państwo o niczym.
- To Tereska. Ona miała nosa do szczegółów, dbała o takie rzeczy. Mówiła, że detale budują atmosferę. I albo ona jest, albo jej nie ma. - Inżynier znów westchnął. - No i proszę powiedzieć - ciągnął po chwili milczenia. - Jak mam to teraz sprzedać komuś, kto tego nie doceni? Zniszczy, nie uszanuje? O nie, pani Michalino, nie mógłbym. To są w końcu moje i Tereski wspomnienia. Nasze marzenia, nadzieje i tęsknoty.
- Rozumiem to doskonale - zgodziła się. - A gdybym przykładowo ja chciała kupić? To co by pan powiedział?
- Pani? - zdumiał się sąsiad. - Wybiera się pani w podróż?
- Coś tak jakby... Zaczęłam się zastanawiać... - wykręcała się.
Maciejewski zatarł dłonie.
- Pani Michalino kochana, dla pani to ja wszystko przygotuję, zreperuję, przeinstaluję. Ułożę i przygotuję. Nie mógłbym sobie wymarzyć lepszej osoby. Przecież znamy się tyle lat! Tereska panią lubiła - dodał i to chyba było dla niego rozstrzygające.
Sprawy potoczyły się szybko i Michalinie nie pozostało nic innego, jak podjąć decyzję i kupić samochód. A potem zacząć się zastanawiać, jak powiedzieć Renacie, że będzie musiała przejąć prowadzenie pracowni konserwatorskiej, bo ona zamierza sobie zrobić bardzo długi urlop. Być może bezterminowy. W końcu za granicą też można pracować w tym zawodzie.
Okazja nadarzyła się stosunkowo szybko, gdy tylko Renata wspomniała o zleceniu w sprawie polichromii w baszcie rycerskiej.
- Wiem, że nie brałyśmy od dawna takich zleceń i ty nie bardzo lubisz wyjeżdżać - tłumaczyła się. - Ale ta babka zdzwoniła dzisiaj znowu i wydawała się taka przejęta...
- Jaka babka? - Michalina kończyła właśnie renowację dużego obrazu, który zamówił prywatny inwestor, więc starała się wyrobić jak najszybciej, żeby pomówić ze wspólniczką o swoich planach. Nie chciała zostawiać jej niepozamykanych spraw, no i nie zamierzała brać nowych, zanim czegoś nie ustalą.
- Z tej wiochy. Zaraz jak ona się nazywa...
- Wiocha czy babka?
- I jedno, i drugie. Wiocha jest malowniczo położona nad Jeziorem Czorsztyńskim i strasznie mnie ciągnie, żeby tam pojechać, bo już sobie poczytałam, co to za miejsce, absolutnie odlotowe... Mam! Nazywa się Czysta Woda, jak z jakiejś reklamy, a babka Irena Skierka, ona się tą basztą opiekuje, czy jej pilnuje, nie mam pojęcia.
- Może w niej straszy? - podsunęła Michalina z przekąsem.
- Nie wykluczam - odparła z uśmiechem Renata, wygrzebując spod papierów maila, którego sobie wydrukowała, bo było to oficjalne zapytanie o wycenę ich usług. - No więc, wiem, że ty jesteś zasadniczo przeciwna wszelkim pracom na wyjazdach, i ja to totalnie szanuję, ale po pierwsze: ta polichromia jest niezwykle ciekawa, to jakiś przykład narracyjnego malarstwa bardzo rzadko spotykanego, warto się temu przyjrzeć, a po drugie: ta wioska...
- Posłuchaj mnie, Renata. - Michalina postanowiła wejść wspólniczce w słowo. - Ja nie mam nic przeciwko wyjazdom...
- To świetnie, bo mnie się wydaje, że po tych wszystkich przejściach powinnaś zmienić otoczenie, odetchnąć, oderwać się. Bez wątpienia złapać dystans.
- Zgadzam się.
Renata spojrzała na Michalinę z krańcowym zdumieniem.
- Tak po prostu to mówisz? Bez żadnej dyskusji? Przyjmiemy zlecenie z Czystej Wody? I pojedziemy tam? Nie będziemy w ogóle się na ten temat spierały, tylko pakujemy manatki i jesteśmy nad Jeziorem Czorsztyńskim? Czy mnie ominął jakiś etap tej rozmowy?
- Nie pojedziemy nad Jezioro Czorsztyńskie, przynajmniej nie razem. Bo ty oczywiście możesz przyjąć propozycję z Czystej Wody i jechać tam w każdej dogodnej chwili. Ja nie pojadę.
- Aha - mruknęła Renata, mocno rozczarowana. - Czaję, że to by było na tyle w kwestii wyjazdów i zmiany otoczenia dla uzyskania równowagi duchowej.
- Źle mnie zrozumiałaś. Zamierzam wyjechać. Tylko sama i w innym kierunku.
- A to coś nowego. Można wiedzieć w jakim? I poznać pozostałe szczegóły? - Renata wpatrywała się we wspólniczkę ze zmarszczonymi brwiami i w jej oczach była pewna wrogość.
Michalina westchnęła głęboko.
- Miałam ci to wyjaśnić na spokojnie.
Renata usiadła z rozmachem na krześle i założyła ręce na piersiach.
- Wyjaśniaj. Jest doskonała okazja. Zamieniam się w słuch.
- Nie mogę, kiedy jesteś taka... No, nie wiem... Atakujesz mnie, spychasz do defensywy.
- Przestań. Jestem absolutnie zaskoczona. Gdyby nie przyszedł ten mail, pewnie bym się nie dowiedziała o twoich planach, co? Może byś zniknęła bez słowa? Przyznaj się, zamierzałaś tak zrobić? Ja już od pewnego czasu czuję, że coś się święci. Chodzisz tak zakręcona, jakbyś planowała jakiś niewiarygodny psikus. Ty chcesz się ulotnić jak Agatha Christie!
- Christie zniknęła na kilkanaście dni.
- Rozumiem, że ty zamierzasz zniknąć na dłużej.
- Być może na zawsze...
- No weź - mruknęła Renata. - Przeżyłaś wstrząs związany ze śmiercią męża, potem szok z tymi pretensjami jego byłej żony, no, ale są pewne granice. Pojmuję zrobić sobie długie wakacje, podróżować nawet kilka miesięcy, spokojnie, to się mieści w mojej percepcji, ale wyjazd na zawsze? Chcesz to wszystko zostawić? Zacząć od nowa? Nie wydaje ci się, że to trochę pochopna i nieprzemyślana decyzja?
- Możliwe. - Michalina poruszyła ramionami. - Ale przecież można ją cofnąć, prawda? To nie jest na wieki. Jeśli się rozczaruję, mogę wrócić. Firmę chcę zostawić tobie, poprowadzisz ją po swojemu, biorąc takie zlecenia, jakie zechcesz, możesz kogoś zatrudnić, mówiłaś, że pomoc się przyda...
- Ale Michalina! Jak ty to chcesz zrobić? Będziesz się przenosić z miejsca na miejsce? Wynajęłaś dom? Tutaj w Polsce czy gdzieś za granicą? Zdradź mi, do cholery, jakieś szczegóły, bo się zaczynam autentycznie martwić!
- Kupiłam kampera - wyznała Michalina, patrząc na nią spod oka.
Renata wstała i nalała sobie wody.
- Żartujesz. No nie... To już przekracza wszelkie wyobrażenie... Kamper. Kurczę blade, ja dopiero co czytałam artykuł o takim facecie... Jest emerytem i jeździ po całej Europie z psem. Pies nie ma oka, a facet też jest niepełnosprawny, ale podróżują i całkiem dobrze się mają. Ty też chcesz zrobić coś takiego? Założyć kanał na TikToku i relacjonować swoje wojaże? To jest jakiś happening? Kryzys wieku średniego czy jeszcze coś innego?
- Żaden kryzys. Po prostu... Mam już dosyć wszystkiego. Zbrzydło mi. Od dłuższego czasu chciałam wyjechać. A teraz nadarzyła się okazja, sąsiad sprzedaje swojego kampera. Uznałam, że to znak od losu.
- Znak od losu - powtórzyła Renata, marszcząc brwi. - Rozumiem, że Pola z Gabrielą zalazły ci za skórę i chcesz od nich uciec...
Michalina przerwała jej.
- To nie ma z tym nic wspólnego. Z Polą nic mnie nie łączy, a Gabriela zawsze była dokuczliwa, więc niewiele się zmieniło. Nie myślę o nich. Czy ty nie możesz uwierzyć, że robię to dla siebie? Jeśli mam coś zmienić w swoim życiu, to kiedy, jeśli nie teraz? Jak długo mam czekać? Aż sama umrę?
- Bez przesady. - Renata wyglądała na zaniepokojoną. - Nie myśl, że nie traktuję cię poważnie albo chcę odwieść od twojego planu. Nic z tych rzeczy.
- No nie mów, że ci się spodobał. - Michalina zmierzyła ją wzrokiem, a przyjaciółka zrobiła minę.
- Powiedzmy, że widzę w nim potencjał. A właściwie potencjalną szansę.
- Na co?
- Na nowe otwarcie również dla mnie. Zabiorę się z tobą.
- Oszalałaś! Przecież nie zamierzamy zamknąć firmy na amen!
Renata uniosła dłoń.
- To jest okazja, żebyś ty spróbowała, jak ci się żyje w podróży, a ja zobaczyła, czy dam radę kierować firmą. Weźmiemy tego kampera i pojedziemy do Czystej Wody. Powiedzmy, że to będzie dla ciebie taka trasa treningowa. Zastanowisz się, czy chcesz wyruszyć dalej.
- Już ci tłumaczyłam...
Wspólniczka przerwała jej.
- Nie zostawiaj mnie w taki sposób. Daj mi czas na przetrawienie swojej decyzji. Potraktuj ten wyjazd jako przygodę. Pierwszą z wielu.
Patrzyła na przyjaciółkę takim wzrokiem, że Michalina skapitulowała.
- Zgoda. Niech będzie Czysta Woda. Może masz rację. Ten kamper stał trochę na parkingu i nie wiadomo, jak się będzie sprawował w użyciu. Pewnie dobrze go sprawdzić na krótszej trasie. Jakby trzeba było coś naprawić...
- I teraz mówisz rozsądnie! - pochwaliła ją Renata. - Zaraz piszę do tej Skierki. Kiedy możesz być gotowa?
Michalina westchnęła. Formalności były właściwie dopełnione. Mogły ruszać w każdej chwili. Maciejewski chciał gotówkę z ręki do ręki. Zamierzał dokupić strych nad swoim mieszkaniem i wybudować sobie pracownię.
- Muszę coś robić na stare lata. - Westchnął. - Teraz, gdy nie będę już podróżował, wezmę się za majsterkowanie. Inaczej bym stetryczał, pani Michalino. Człowiek musi się czymś zajmować. Być w ruchu, bo inaczej krew przestaje krążyć. Niech mi pani wierzy, wiem, co mówię...
Wiedziała, co mówił. W niej także krew zaczęła żywiej krążyć na myśl o tym, co właśnie zamierzała zrobić.
Powiedziała o tym wszystkim współpracowniczce, która pokiwała głową.
- To doskonale - podsumowała Renata. - Im szybciej, tym lepiej.
- Trochę ci się dziwię. - Michalina wciąż była podejrzliwa. - Myślałam, że negujesz w całości ten pomysł.
Renata się uśmiechnęła.
- W całości to może nie. Wciąż nie wiem, jak to sobie ostatecznie wyobrażasz, ale chciałabym to zobaczyć. I mam okazję. A w dodatku sama wezmę w tym udział. Uważasz, że nie lubię ryzyka?
- Nie mam pojęcia - odparła szczerze. - Ale skoro obiecałam, to pojedziemy.
- W każdym razie nie ma mowy, żebym cię puściła samą. Nieodwołalnie. Myślałaś już, jak zawiadomić o tym Polę?
Michalina rzuciła jej zaskoczone spojrzenie.
- W ogóle nie zamierzam tego robić. To nie jest jej sprawa.
- Jak wolisz. Ale ja sądzę, że powinna wiedzieć, może się o ciebie martwić.
Przyjaciółka wydęła wargi. Pola była zajęta swoimi sprawami i niewiele o nią dbała. Od czasu tej rozmowy w adaptowanym na restaurację budynku w ogóle się nie odzywała. Michalina miała wrażenie, że stały się sobie jeszcze bardziej obce niż kiedyś.
- Chyba że jednak będzie chciała wysłać mi pozew o korzystniejszy podział majątku. Wtedy zapewne powinnam podać jej adres - prychnęła, a Renata zerknęła na nią z ciekawością.