Maria Moneta-Malewska
M Porozmawiajmy o tym, w jaki sposób
mogłabym się dowiedzieć, co leży ci na sercu.
Wojciech Eichelberger
W Przede wszystkim powinniśmy wybrać dobry
czas i miejsce. Często ludzie popełniają ten błąd, że chcą ze sobą
rozmawiać wtedy, kiedy ani czas po temu, ani miejsce nie jest dobre.
Jest też parę innych zasad, o których warto wiedzieć. Najważniejsze -
nie atakować. Musisz stworzyć w sobie przestrzeń na to, co chcę
powiedzieć. Jeśli mnie w jakiś sposób zaatakujesz, zacznę się bronić.
Jeżeli ja zaatakuję ciebie, twoja odpowiedź będzie podobna. Ty będziesz
się bronić, a ja będę naciskał, żeby się czegoś od ciebie dowiedzieć.
Jak się wtedy poczujesz?
M Źle. Nie będę miała ochoty niczego
mówić.
W Oczywiście, i właśnie dlatego nie wolno
atakować. Trzeba zrobić miejsce, przestrzeń. Zamienić się w słuch. A to
jest trudne.
M Dlaczego?
W Na ogół -?wbrew pozorom -?nie słuchamy
osoby, która chce nam coś powiedzieć. Słuchamy jedynie własnych
przekonań, własnych myśli i wyobrażeń na temat tej osoby. Właściwie nic
do nas nie dociera. Jeśli mam ci coś naprawdę przekazać, musisz mieć tak
zwany pusty umysł. Nie możesz wsłuchiwać się w swoje myśli, musisz
zrobić w sobie miejsce na to, co ja mam do powiedzenia. Dopiero wtedy
pojawi się szansa, że zostanie to przyjęte.
M Niełatwo jest zrobić w sobie takie wolne
miejsce.
W Tak, ale to właśnie twoja gotowość
słuchania i wyciszenia skłaniają mnie do mówienia. Tu nie chodzi tylko o to, żebyś nie mówiła na głos wtedy, kiedy ja mówię, ani żebyś nie
przerywała. Tu chodzi o twoją ciszę wewnętrzną. O to, żebyś nie gadała w tym czasie sama ze sobą. Dopiero wtedy może pojawić się chęć i możliwość
mówienia o czymś istotnym. Spotkałem zaledwie kilka osób, które tak
potrafiły słuchać. Miały nieodparty urok.
M Czy tacy ludzie robią coś specjalnego?
W Nie. Oni po prostu słuchają tak, jakby
słuchali śpiewu ptaków albo muzyki. Przede wszystkim nie słuchają
uszami. Jest takie popularne powiedzenie: "słuchaj uchem, a nie
brzuchem". W istocie powinno być dokładnie odwrotnie: lepiej słuchać
brzuchem niż uchem.
M Co to znaczy: "słuchać brzuchem"?
W Znaczy: słuchać głębiej. To oczywiście
metafora: słuchać głębiej, czyli nie zatrzymywać wszystkiego na poziomie
głowy, tylko otworzyć się całym ciałem i umysłem na obecność drugiej
osoby i na to, co ona mówi. Wielu lat treningu trzeba, żeby się tego
nauczyć, ale można zacząć próbować od razu.
M Chciałabym spróbować. Co powinnam
zrobić?
W Usiądź wygodnie. Patrz na mnie tak,
jakbyś patrzyła na krajobraz. Słuchaj i spokojnie oddychaj. Jak się z tym czujesz?
M Jest mi dobrze i lekko.
W Tak się dzieje, gdy ludzie słuchają się
nawzajem, tak jakby słuchali szumu wiatru czy szemrania strumyka, gdy
nie nastawiają się na nic, gdy nie bronią się przed niczym.
M Domyślam się, że ten brak obrony jest
pierwszym krokiem na drodze do wyciszenia umysłu.
W Tak. Ten krok jest najważniejszy: nie
słuchać własnych myśli, nie gadać ze sobą i nie przerywać. Oddychać
głębiej, jakby się było na łące czy gdzieś w górach. Rozluźnić całe
ciało, otworzyć się: "być na tak" ciałem, spojrzeniem, oddechem.
M Myślisz, że jeśli się rozluźnię, będę
mogła słuchać drugiego człowieka tak, jak słucha się wodospadu?
W Właśnie tak. A teraz ty mi powiedz, co
mógłbym zrobić, żebyś chciała mnie słuchać.
M Muszę mieć warunki na to, żeby cię
wysłuchać. Czas musi być właściwy i miejsce dobre. Zdarza mi się, że
różne osoby chcą ze mną rozmawiać w nieodpowiednim dla mnie czasie. Coś
do mnie mówią, wiem, że coś ważnego, ale to do mnie nie dociera. Akurat
mam mnóstwo innych spraw na głowie czy w sercu. Wybór odpowiedniego
czasu jest bardzo ważny. Ważne jest też miejsce. Jeśli masz coś
istotnego do powiedzenia, nie mów tego na przykład w windzie
szybkobieżnej, gdzie ja się naprawdę źle czuję. Jeżeli jestem w odpowiednim miejscu, tam, gdzie jest cisza i spokój, gdzie naprawdę mogę
otworzyć się na ciebie, jest mi łatwiej cię słuchać. Ważną rzeczą jest
również to, w jaki sposób mówisz. Jeżeli mówisz ostro, na przykład:
"słuchaj mnie!", zatykam uszy, nie mam szansy wysłuchania ciebie,
ponieważ przymus obrony jest silniejszy niż chęć słuchania. Jeśli
będziesz narzucał mi swój punkt widzenia, włączy się obrona i odetnę
się. Tak więc proszę o szansę, o szansę na to, abym mogła cię wysłuchać.
Ty, który mówisz, i ja, która słucham, potrzebujemy tego samego:
potrzebujemy czasu, miejsca, sposobu. To wszystko wydaje się takie
proste: wystarczy, że dwoje ludzi usiądzie albo pójdzie razem na spacer
i już mogą ze sobą rozmawiać, mogą słuchać i odpowiadać. Okazuje się
jednak, że jest to dużo trudniejsze.
W Idziemy do filharmonii, żeby posłuchać
muzyki, ale nie stwarzamy sobie okazji do słuchania siebie nawzajem.
Nasze obyczaje, nasza kultura nie sprzyjają tworzeniu takich okazji.
M Telewizja, radio, Internet, bardzo
głośna muzyka, wszystko nas ogłusza, zabiera nam czas. Okazje do
słuchania siebie nawzajem musimy specjalnie tworzyć. Warto przecież
poświęcić jeden wieczór ważnej osobie. Zamiast oglądać telewizję,
zamiast iść do klubu, po prostu usiąść, spróbować otworzyć się na
drugiego człowieka.
W Bezpośrednie spotkanie przeżywa się
znacznie głębiej niż np. oglądanie telewizji, czy wymianę postów na
facebooku, tak jak kontakt z prawdziwym ogniskiem to zupełnie nie to
samo, co oglądanie obrazu ogniska na ekranie. Ale spotkanie może być
trudne. Trzeba stwarzać specjalne okazje, nie żałować czasu i uwagi.
M Trzeba się tego nauczyć.
W I trzeba chcieć.
M Właśnie.
W To co? Czy teraz już chciałabyś mnie
wysłuchać?
M Myślę, że teraz już umiałabym cię
wysłuchać.
W No to porozmawiajmy.
M Czy już wiesz, jaki jest najwspanialszy
dar, jaki człowiek może ofiarować człowiekowi?
W Tak. Dar czasu i uwagi.
Rozmowa MMM & WE, Uzupełnienie
W Minęło ponad dwadzieścia lat od czasu,
kiedy...
M Nie wiemy, ile minęło (śmiech).
W No ale, wiesz, tak ludzie mówią (śmiech). W międzyczasie wyrosło nowe pokolenie, które
wchodzi w dorosłe życie. A my przygotowujemy nowe wydanie tej książki. W moim odczuciu bardzo ważnej, a nawet coraz ważniejszej. Jednak
zastanówmy się może nad tym, czy chcielibyśmy to, co napisaliśmy tyle
lat temu skomentować czy uzupełnić.
M Ja też jestem zaskoczona... Ona jest nadal
aktualna, właściwie prawie nic się nie zmieniło. A jeżeli się zmieniło,
to niestety na gorsze. Weszliśmy na drogę niesprzyjającą rozwojowi
człowieka, taką która prowadzi do coraz większej izolacji, coraz
większego oddzielenia od innych. To uboczny skutek rozwoju technologii i mediów. W rezultacie możemy dzisiaj siedzieć cały czas w domu, nigdzie
nie wychodzić i wszystko wiedzieć, bo bez przerwy docierają do nas
wieści z najdalszych zakątków świata.
W I możemy zdalnie się komunikować z większością ludzi na świecie.
M Możemy się obejść bez bezpośrednich
kontaktów, które, podobnie jak bezpośredni język, zaczynają zanikać.
W Na domiar złego zanikają u młodych ludzi
pewne wyspecjalizowane funkcje kory mózgowej, służące rozpoznawaniu tonu
głosu, intonacji, wyrazu oczu, twarzy.
M I te, które rozpoznają emocje przeżywane
przez innych ludzi.
W Wtedy trudno się zorientować, czy ktoś
żartuje czy mówi poważnie, czy jest zły czy udaje, że jest zły, czy kpi
czy naprawdę o drogę pyta. A to jest niezbędne w nawiązywaniu kontaktu i w pogłębianiu relacji z innymi. Wyszła książka Nicolasa Carra pod
tytułem Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg. Streszcza
mnóstwo solidnych badań i eksperymentów psychoneurologicznych. Okazuje
się z nich, że zanika u młodych również długotrwała pamięć, bo nie
ćwiczą, skoro wszystkie bazy danych mają cały czas przy sobie, w swoim
smartfonie. Ja nie rozumiem, do czego to ma prowadzić. Uwierzyłem
zapewnieniom mędrców i proroków, że ludzka świadomość stopniowo, lecz
nieubłaganie ewoluuje ku wyższym poziomom zrozumienia i współodczuwania
-?a wygląda na to, że się cofamy. Ciekaw jestem twojego zdania.
M Ja też się nad tym zastanawiałam. Na
pewno jesteśmy w zmianie, w jakiejś dużej zmianie.
W Ale czemu ma służyć zmiana w tym
kierunku?
M Tego jeszcze nie wiem. Idą duże zmiany,
każdy z nas to czuje i widzi. Żeby pojawiło się nowe, stare musi odejść
i właśnie odchodzi, a to może być bolesne. Świat się trzęsie i wygląda
to groźnie. Może jako ludzkość musimy przejść fazę totalnej izolacji.
Może to właśnie w odizolowanym mózgu zrodzi się przeczucie
niepodzielności Wszechświata, może właśnie wtedy doświadczymy Jedności i skończą się podziały, a ludzkość wkroczy w nową erę? Może dzięki
izolacji zniknie przemoc, rywalizacja, lęk, a obudzi się prawdziwa
Miłość, Szacunek, Współodczuwanie i Wdzięczność? Choć pojawia się też
trend na niepoddawanie się izolacji. Są osoby i całe rodziny, które nie
oglądają telewizji, nie ma ich na facebooku, nie wiszą na telefonach i nie wpatrują się w ekran komputera. Oni zajmują się po prostu swoim
życiem rodzinnym i tam celebrują stare wartości i umiejętności. A może
potrzebne nam jest wykształcenie się jakichś zupełnie nowych w miejsce
tych starych? Przecież nie wiemy, czy to, czego teraz uczą się
dzieciaki, będzie przydatne za 30 czy 50 lat.
W Może jesteśmy po prostu za starzy, zbyt
konserwatywni, żeby to zrozumieć i docenić? Nie czujemy trendu.
M Nie do końca. Przyznajemy przecież, że
nie wiemy, do czego to prowadzi i czy to będzie dobre dla ludzkości za
50 lat, czy złe. Moje doświadczenie każe mi przypuszczać, że może to
pogorszyć komunikację między ludźmi w przyszłości, natomiast nie wiem,
co może polepszyć. A przecież istnieje prawdopodobieństwo, że na końcu
okaże się to korzystne. Ale i moje, i twoje doświadczenie jest
ograniczone i zdeterminowane okolicznościami naszego życia -?więc możemy
się tylko domyślać, czemu to służy, choć wcale nie musimy mieć racji.
W Mnie się to składa w pewien ogólny
niepokojący trend: że my, ludzie zachodniej kultury, w zastraszającym
tempie tracimy niezależność i zdolność do samodzielnego istnienia.
Umiejętności i kompetencje, które od zawsze były wewnętrzne i autonomiczne, w coraz większym zakresie eksportujemy na zewnątrz. W coraz mniejszym stopniu używamy możliwości naszych ciał, zmysłów i mózgów, a coraz bardziej polegamy na zewnętrznych aplikacjach i innych
pomocach. Alarmującym tego przykładem jest zamiar masowego wprowadzenia
aut-robotów i zwolnienie ludzkości z konieczności uczenia się
prowadzenia samochodów.
M Rozumiem twoje obawy, ale zabawię się w adwokata diabła. Widzę w tym korzyść polegającą na uwalnianiu ogromnych
przestrzeni naszej kory mózgowej od konieczności tworzenia struktur
obsługujących czynności, w których mogą zastąpić nas roboty. Niech
samochód prowadzi się sam, a ja się w tym czasie zajmę czymś bardziej
pożytecznym.
W Ale żeby uwolnić te struktury
neuronalne, to trzeba je najpierw wykształcić. A te najlepsze tworzą się
wtedy, gdy uczymy się w pocie czoła złożonych czynności albo
zsynchronizowanych algorytmów ruchowych, angażujących jednocześnie wiele
zmysłów.
M Ale gdy taki procesor jest niepotrzebny,
to mam miejsce na coś innego.
W Dobrze, ale nie masz tam żadnego systemu
połączeń neuronalnych. A poza tym podobno mamy w mózgu ogromne rezerwy
połączeń neuronalnych, więc nie ma się co martwić o miejsce.
M To będzie trochę luźniej i łatwiej sobie
jakiś inny, nowy system wykształcę. Widziałam niedawno dwuletnie dziecko
trzymające w rączkach telefon, maleńkimi paluszkami przebierało po
wyświetlaczu sprawniej niż jego rodzice. Nie znamy przyszłości tych
dzieci, więc nie możemy przesądzać, czy ich mózgowe procesory będą
gorsze albo mniej przydatne niż nasze, pozwalające nam prowadzić
samochody.
W Prawie mnie przekonałaś. Na inne czasy i na inne wymagania potrzebne są inne mózgi, które inaczej się organizują.
M Tak, inaczej się organizują i kształcą
swoje własne, potrzebne im funkcje, które będą najbardziej istotne. Może
mózg przeczuwa, co będzie dla niego dobre, a co złe?
W Ale, ale! Co by się z tymi młodymi
stało, gdyby nagle cywilizacja się zawaliła, bo potężna burza słoneczna
rozwaliłaby wszystkie serwery na świecie?
M Ci najbardziej -?w cudzysłowie -
"zacofani" wygraliby. W pewnym zagranicznym szpitalu w czasie
skomplikowanej operacji odłączono prąd i w dodatku nie odpalił awaryjny
agregat. Na stole otwarty pacjent, a lekarze nic nie widzą. Na szczęście
byli w zespole operacyjnym Polacy, którzy szybko z wielu luster
skonstruowali prowizoryczny reflektor na świeczki i operację udało się
dokończyć. Zagraniczni lekarze z podziwem mówili, że bystrość umysłu
Polaków uratowała życie temu pacjentowi.
W To podobnie może być z samochodami, gdy
padnie serwerownia albo hakerzy zaczną się bawić oprogramowaniem.
M No prawie mnie przekonałeś (śmiech). W każdym razie wtedy, kiedy są trudności i zmiany, nasz mózg uczy się więcej i pracuje bardziej kreatywnie niż
wtedy, kiedy ma wszystko gotowe, przewidywalne i podsunięte pod nos. W sytuacji kryzysu wygrywają te umysły, które są otwarte i wolne, nie
opierają się na zewnętrznych pomocach, lecz czerpią z własnego
doświadczenia i zbiorowego doświadczenia ludzkości.