p

Budda i miłość. Szczęśliwe partnerstwo oczami buddyjskiego lamy - Lama Ole Nydahl

Kup ebooka

34.99 zł
26.94 zł (26,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przed­mowa

W żad­nej innej sfe­rze życia nie doświad­czamy jed­no­cze­śnie tak wiele szczę­ścia i cier­pie­nia, jak w miło­ści. Dla­tego nauki Buddy1, któ­rych jedy­nym celem jest osią­gnię­cie przez czło­wieka dosko­na­ło­ści, są tu nie­zwy­kle cenne. Zazwy­czaj miłość "zużywa się" wraz z upły­wem lat. Zwią­zek prze­kształca się w rodzinne lub part­ner­skie przed­się­bior­stwo. Jeśli miłość i zwią­zek nie dają szans na roz­kwit naszego poten­cjału, są wła­ści­wie stratą czasu. Każ­dego dnia, mie­siąca i roku part­ne­rów powi­nien łączyć roz­wój, wzmac­nia­jący zarówno samą miłość, jak i wszystko, co się z nią wiąże. Jeśli pełen mocy zwią­zek pomię­dzy męż­czy­zną a kobietą staje się wzo­rem do naśla­do­wa­nia, wów­czas radość i szczę­ście pro­mie­niują do wewnątrz i na zewnątrz.

Książka ta zawiera infor­ma­cje, które jako lama prze­ka­zu­jący naj­wyż­sze nauki Buddy uwa­żam za pomocne w budo­wa­niu speł­nio­nej i zna­czą­cej miło­ści. Należą one do olbrzy­miego bogac­twa jego 84 000 rad i wglą­dów zawar­tych w 108 księ­gach. Wciągu 2550 lat wska­zówki te, nakie­ro­wane bez­po­śred­nio na roz­wią­za­nia, dowio­dły swej sku­tecz­no­ści, przy­no­sząc poży­tek ludziom - w ten spo­sób prze­kro­czyły ogra­ni­cze­nia poszcze­gól­nych epok. W wol­nych kul­tu­rach, w któ­rych ludz­kich zacho­wań nie krę­puje pre­sja reli­gijna, kul­tu­rowa bądź moralna, poglądy Dia­men­to­wej Drogi, naj­wyż­szych nauk Buddy, dzia­łają odświe­ża­jąco i wyzwa­la­jąco. W spo­łe­czeń­stwach Zachodu wzbo­ga­cają one życie tych ludzi, któ­rzy pra­gną z odwagą kształ­to­wać swoją przy­szłość. W ten spo­sób trwałe szczę­ście nie pozo­staje dla par jedy­nie nie­do­ści­głym marze­niem. Naj­bar­dziej zaawan­so­wane nauki Wiel­kiej Pie­częci spra­wiają, że oświe­cony pogląd umy­słu prze­bły­skuje jako nie­ustra­szony wgląd, samo­pow­stała radość i aktywna, prze­wi­du­jąca miłość nawet w tych frag­men­tach książki, które oma­wiają wła­ści­wie "grzecz­niej­sze" tematy. Nie mia­łem tutaj wyboru - wyda­rzyło się to zupeł­nie natu­ral­nie.

Wraz z moją żoną Han­nah mie­li­śmy wiel­kie szczę­ście, mogąc od 1968 do 1972 roku kształ­cić się pod okiem wysoko urze­czy­wist­nio­nych lamów szkoły Karma Kagyu oraz kon­ty­nu­ować tę naukę aż do dziś.

Inspi­ra­cją do zebra­nia razem róż­nych spo­strze­żeń i wska­zó­wek na temat miło­ści i part­ner­stwa zawar­tych w tej książce były dla mnie doświad­cze­nia przy­ja­ciół - prak­ty­ku­ją­cych w ponad 500 ośrod­kach Dia­men­to­wej Drogi na całym świe­cie - dla któ­rych miłość sta­nowi inte­gralną część życia. Cią­głe podróże, barwne wywiady oraz pyta­nia na temat miło­ści zada­wane w cza­sie wykła­dów pozwo­liły mi zebrać wiele doświad­czeń. Wraz z moją nie­oce­nioną Caty i naszymi wspa­nia­łymi przy­ja­ciółmi, poma­ga­ją­cymi nam w pracy nad książką, chcie­li­śmy jak naj­le­piej prze­ka­zać tutaj tę wie­dzę.

Jako bud­dy­ści pra­gniemy, by wszyst­kie istoty doświad­czyły naj­wyż­szego i nie­znisz­czal­nego urze­czy­wist­nie­nia, nie­od­dziel­nego od umy­słu każ­dej z nich. Oby miłość stała się w tym wyzwa­la­ją­cym zwier­cia­dłem.

Patrząc na wybrzeże Sar­dy­nii w kwiet­niu 2005 roku, w polu mocy straż­niczki Bia­łej Para­solki, w dniu Czar­nego Płasz­cza.

Lama Ole Nydahl

W tej książce słowo "Budda" pisane wielką literą ozna­cza histo­rycz­nego Buddę Śakja­mu­niego, nato­miast pisane małą literą jest syno­ni­mem oświe­ce­nia, natury umy­słu każ­dej istoty (przyp. red.). [wróć]

Pra­gnie­nie szczę­ścia

Czar miło­ści

Pra­gnie­nie szczę­ścia jest siłą napę­dową wszel­kiego dzia­ła­nia. Każda, nawet naj­mniej­sza istota pra­gnie unik­nąć cier­pie­nia i być szczę­śliwa. Szczę­ście to wspa­niały stan, pełen wszech­ogar­nia­ją­cej rado­ści, kiedy to cały nasz świat dosłow­nie drży w posa­dach. Uśmie­chamy się pro­mien­nie do wszyst­kich wokół, odczu­wamy pełną rado­ści moc prze­pły­wa­jącą przez nasze ciało i chcemy objąć cały świat - tak wła­śnie wielu ludzi wyobraża sobie owo unie­sie­nie. Pra­gnie­nie doświad­cza­nia tego wyjąt­ko­wego stanu jak naj­czę­ściej, a naj­le­piej nie­prze­rwa­nie, wpływa na życie więk­szo­ści ludzi. Świeżo zako­chani są temu prze­ży­ciu wiel­kiego szczę­ścia bar­dzo bli­scy - począt­kom miło­ści towa­rzy­szy czę­sto głę­boka, natu­ralna bło­gość. Nie prze­sta­jemy myśleć o uko­cha­nym, o wszyst­kich jego zale­tach, chcemy z nim dzie­lić wszel­kie rado­ści i nie­ustan­nie odkry­wamy rze­czy, które chcie­li­by­śmy mu poda­ro­wać. Żaden kawa­łek papieru nie pozo­staje nie­za­pi­sany, ponie­waż musimy koniecz­nie coś mu prze­ka­zać. Ubie­ramy się w to, co mogłoby mu się spodo­bać, i z rado­ści zapo­mi­namy o całym świe­cie. Tylko nie­wielu ludzi, zarówno na pozio­mie umy­słu, jak i ciała, doświad­cza speł­nie­nia więk­szego niż otrzy­my­wa­nie tego, czego pra­gną: bycia kocha­nym przez innych, obda­ro­wy­wa­nia miło­ścią i moż­li­wo­ści pro­mie­nio­wa­nia na świat całym tym bogac­twem. Uskrzy­dla­jące szczę­ście, poja­wia­jące się na początku nowego związku, wyła­nia się z głę­bo­kiego pra­gnienia miło­ści, lecz jego natura jest zaska­ku­jąco nie­stała. Wie­dząc o tej zmien­no­ści, nie powin­ni­śmy wła­ści­wie dzi­wić się towa­rzy­szą­cym jej wzlo­tom i upad­kom. Oka­zują się one jed­nak za każ­dym razem w naj­wyż­szym stop­niu zaska­ku­jące i bole­sne - nie potra­fimy pozo­stać szczę­śliwi, gdy tak ulu­bione przez nas źró­dła rado­ści zni­kają, uko­chany odcho­dzi i nasze noce znów są samotne. Na temat tego, czym naprawdę jest szczę­ście, a szcze­gól­nie tego, jak można je zatrzy­mać, powie­dziano nie­wiele mądrego. Cho­ciaż, jak wszy­scy wiemy, "grzeczne dziew­czynki idą do nieba", a w baj­kach zakocha­nym parom zawsze udaje się dożyć końca swo­ich dni w nie­prze­rwa­nym szczę­ściu, w rze­czywistości wiele osób pozo­sta­ją­cych w związku czę­sto albo ulega zaśle­pie­niu w wirze emo­cji, albo ma jedy­nie nie­ja­sne wyobra­że­nie o tym, jak sobie pora­dzić ze wspólną drogą.

Więk­szość ludzi uważa, że szczę­ście można zna­leźć gdzieś poza sobą, na zewnątrz, i potem je zatrzy­mać. Spo­łe­czeń­stwo kon­sump­cyjne z entu­zja­zmem wspiera ten błędny pogląd, upo­rczy­wie utwier­dza­jąc każ­dego w prze­ko­na­niu, że podróż do tego czy owego miej­sca uczyni go szczę­śli­wym lub też że zachowa on na zawsze ów upra­gniony stan, jeśli kupi ten czy inny przed­miot. Są też tacy, któ­rzy obie­cują nam te same efekty, jeśli wybie­rzemy okre­śloną par­tię poli­tyczną albo jakiś wyjąt­kowy spo­sób odży­wia­nia. Z tego powodu inwe­stu­jemy mnó­stwo ener­gii, godzin, a nie­kiedy lat życia w poszu­ki­wa­nia tak myl­nie rozu­mia­nego szczę­ścia, nie wie­dząc rów­no­cze­śnie, jak mamy je zatrzy­mać, kiedy już je odnaj­dziemy. Cho­ciaż kurorty pękają w szwach, każdy tur­nus kie­dyś się koń­czy. Nasz obecny mąż czy żona odcho­dzi do kogoś innego. W ciągu kilku minut tra­cimy zdo­bytą z takim tru­dem pozy­cję zawo­dową, ponie­waż kole­dzy z biura po pro­stu nas nie lubią. Co wię­cej, uko­chane dzieci zaczy­nają żyć swoim wła­snym życiem, do któ­rego prze­sta­jemy mieć dostęp, nasi rodzice nagle umie­rają, wycze­ki­wana eme­ry­tura oka­zuje się o wiele za niska, a pier­ścionki z dia­men­tami, które miały do nas nale­żeć przez całą wiecz­ność, po pro­stu gubimy.

Dla­czego tak się dzieje? Dopóki szczę­ście powstaje z powodu nie­trwa­łych przy­czyn, pozo­staje z nami tylko tak długo, jak długo prze­trwają wewnętrzne i zewnętrzne warunki, za któ­rych sprawą się poja­wiło. Kiedy te warunki prze­mi­jają, spo­wo­do­wane przez nie szczę­ście znika rów­nie szybko, jak przy­szło. Tak jak już przed 2500 lat powie­dział wielki grecki filo­zof Hera­klit: "Wszystko pły­nie".

Mimo to pra­gnie­nie osią­gnię­cia szczę­ścia pozo­staje naj­waż­niej­szą siłą napę­dową wszyst­kich istot. Nie­któ­rzy myślą przy tym jedy­nie o sobie, dla więk­szo­ści jest to jed­nak nie­wy­star­cza­jące

W part­ner­stwie nie dostaje się niczego tak po pro­stu w poda­runku. Miło­sne speł­nie­nie trwa tak długo, jak długo się o nie trosz­czymy i poświę­camy mu wystar­cza­jąco wiele uwagi.

na pozio­mie ducho­wym i fizycz­nym. Nikt nie lubi być samotny, toteż szu­kamy bli­sko­ści uko­cha­nego, by w jego ramio­nach odna­leźć szczę­ście i móc się nim dzie­lić. I nie odstra­szają nas ani wyso­kie koszty roz­wo­dów, ani świa­do­mość, że miłość pozo­sta­nie trwała tylko w bar­dzo nie­wielu przy­pad­kach.

W part­ner­stwie nie dostaje się niczego tak po pro­stu w poda­runku. Miło­sne speł­nie­nie trwa tak długo, jak długo się o nie trosz­czymy i poświę­camy mu wystar­cza­jąco wiele uwagi. Kiedy minie począt­kowy okres pozna­wa­nia się, powin­ni­śmy w codzien­nym życiu nasta­wić się na szczę­ście part­nera i wzbo­ga­ca­nie wła­snego życia wewnętrz­nego. Jeśli uważ­nie przyj­rzymy się narzę­dziom, któ­rymi dys­po­nu­jemy, stwier­dzimy, że nie są one wystar­cza­jące lub też że nie potra­fimy ich wystar­cza­jąco zręcz­nie zasto­so­wać.

Pomoże nam w tym rzut oka na nauki Buddy. Poka­zują one, w jaki spo­sób można nie­za­leż­nie od jakich­kol­wiek zewnętrz­nych warun­ków nie tylko samemu być szczę­śli­wym, lecz także stać się praw­dzi­wym źró­dłem szczę­ścia i miło­ści dla innych. Metody Buddy zmie­rzają tylko do tego celu. Poja­wia się jed­nak pyta­nie, co Budda mógł wie­dzieć o miło­ści i part­ner­stwie oraz o moż­li­wo­ściach, które one zawie­rają, jeśli sam był mni­chem i ota­czali go przede wszyst­kim mnisi. Otóż nie jest tak do końca. Więk­szość bud­dy­stów, zarówno daw­niej, jak i obec­nie, żyje peł­nią życia: pra­cuje i ma rodziny; są to ludzie świeccy. Kiedy ucznio­wie zada­wali histo­rycz­nemu Bud­dzie pyta­nia doty­czące codzien­nego życia i pro­sili go o nauki na ten temat, udzie­lał im odpo­wie­dzi pasu­ją­cych do ich zdol­no­ści i warun­ków życia, tak by potra­fili pra­co­wać z jego wska­zów­kami i mogli odnieść z nich poży­tek. Poza tym zanim wyru­szył w drogę ku szczę­ściu, któ­rego nie może znisz­czyć ani cho­roba, ani sta­rość, ani śmierć, cie­szył się bar­dzo boga­tym życiem miło­snym. Nauki o przy­czy­nie i skutku (san­skr. karma), któ­rych Budda udzie­lił wkrótce po osią­gnię­ciu oświe­ce­nia, mogą pomóc każ­demu, ponie­waż umoż­li­wiają głę­bo­kie zro­zu­mie­nie wza­jem­nych zależ­no­ści zacho­dzą­cych pomię­dzy róż­nymi życio­wymi sytu­acjami. Bez mora­li­zo­wa­nia wyja­śniają one nie­zwy­kle przej­rzy­ście, jakiego rodzaju skutki spo­wo­dują w przy­szło­ści nasze obecne myśli, słowa i dzia­ła­nia. Dzięki tej wie­dzy możemy sami zadbać o swoją przy­szłość. Dosta­jemy do rąk coś w rodzaju skrzynki peł­nej narzę­dzi, uła­twia­ją­cych nam wyko­ny­wa­nie wła­ści­wych dzia­łań, które wyzwa­lają radość w naszym umy­śle i umy­słach innych ludzi. Karma w żad­nym wypadku nie ozna­cza "losu", lecz obda­rza nas wyjąt­kową, olbrzy­mią

Zgod­nie z pra­wem przy­czyny i skutku zasie­wamy rów­nież nie­ustan­nie przy­czyny suk­cesu lub porażki part­ner­stwa i jeste­śmy współ­od­po­wie­dzialni za szczę­ście lub cier­pie­nie bli­skich, któ­rzy się na nas otwo­rzyli.

wol­no­ścią - możemy na bie­żąco siać odpo­wied­nie nasiona: zaowo­cują one w przy­szło­ści efek­tami, jakich sobie życzymy. Zgod­nie z pra­wem przy­czyny i skutku zasie­wamy rów­nież nie­ustan­nie przy­czyny suk­cesu lub porażki part­ner­stwa i jeste­śmy współ­od­po­wie­dzialni za szczę­ście lub cier­pie­nie bli­skich, któ­rzy się na nas otwo­rzyli. Pamię­tajmy, że zarówno dobre, jak też złe wra­że­nia doj­rze­wają szcze­gól­nie szybko.

Rodzaje i poziomy celów obie­cu­ją­cych szczę­ście odgry­wają w tym zna­czącą rolę. Jeśli udało się nam wejść w posia­da­nie domu z ogro­dem, przy­naj­mniej dwa razy w roku jeź­dzimy do mod­nego kurortu, a nasza żona regu­lar­nie robi się na bóstwo w salo­nie fry­zjer­skim, miłe życie na sofie przed tele­wi­zo­rem, z paczką sło­nych palusz­ków i butelką piwa, pociąga nas już znacz­nie mniej, po pro­stu nie jest wystar­cza­jące. Wtedy możemy sen­sow­niej wyko­rzy­stać moc, która dopro­wa­dziła nas do tego momentu życia - możemy jej prze­cież użyć do osią­gnię­cia pona­do­so­bi­stych celów. Dotych­cza­sowe życiowe doświad­cze­nia sta­no­wią pod­stawę roz­woju mają­cego na celu osią­gnię­cie trwa­łego szczę­ścia - samemu, we dwoje, w rodzi­nie czy w gru­pie. Pozwa­lają nam one zasto­so­wać na dro­dze do oświe­ce­nia siłę, psy­chiczny nad­miar, radość, miłość, sza­cu­nek do part­nera i naszych zna­jo­mych. Możemy także badać nowe, co prawda czę­sto wyma­ga­jące wysiłku, lecz jed­no­cze­śnie pod­nie­ca­jące moż­li­wo­ści, które otwiera przed nami życie. Dzięki temu nie tylko miłość pozo­staje świeża przez długi czas - stop­niowo słabną rów­nież zako­rze­nione w naszym umy­śle nawyki i małost­ko­wość. Dotych­cza­sowe gra­nice albo zni­kają, albo stają się wyzwa­niem, z któ­rym szcze­gól­nie chęt­nie się pra­cuje. Przy takim nasta­wie­niu każde doświad­cze­nie jest kro­kiem na wspól­nej dro­dze do trwa­łego szczę­ścia.

Dwa rodzaje miło­ści

Zasad­ni­czo ist­nieją dwa różne wyobra­że­nia o tym, co okre­śla się jako "miłość". Naj­sze­rzej roz­po­wszech­nione zakłada, że miłość jest pełna ocze­ki­wań i nasta­wiona na bra­nie. Ale ist­nieje prze­cież także miłość wyzwa­la­jąca i nasta­wiona na dawa­nie. "Bio­rą­cej" miło­ści nie­obce są takie poję­cia jak przy­wią­za­nie, zazdrość, gniew i ego­izm, "dająca" nato­miast opiera się na bogac­twie myśli bud­dyj­skiej i obej­muje peł­nię miło­ści, współ­czu­cia, współ­ra­do­ści i rów­no­ści. W zwy­czaj­nej, ego­istycz­nej miło­ści prze­strzeń staje się bar­dzo mała i uboga. Wszystko jest ogra­ni­czone, żyjemy albo w prze­szło­ści, albo w przy­szło­ści, w cen­trum naszego zain­te­re­so­wa­nia znaj­duje się tylko to, co przy­cho­dzi i odcho- dzi. Prze­ży­wamy uczu­cia, które cza­sami są rado­sne, a cza­sami wywo­łują cier­pie­nie i osta­tecz­nie nie mogą nam zaofia­ro­wać niczego, co mia­łoby trwałe zna­cze­nie. Pogrą­żeni w peł­nym ocze­ki­wań i obaw świe­cie emo­cji, ni­gdy nie znaj­dziemy się w tym, co wła­śnie się wyda­rza, w następ­stwie czego nie umiemy dostrzec szczę­ścia ani nie potra­fimy się nim cie­szyć. Zamiast tego zaj­mu­jemy się tym, co było, tym, co mogłoby się wyda­rzyć, lub ocze­ku­jemy tego, co powinno nadejść. Nie mamy zaufa­nia do chwili i rów­nież w codzien­nym życiu nie­ustan­nie ocze­ku­jemy zabez­pie­czeń i obiet­nic, co pro­wa­dzi do tego, że nie potra­fimy odczu­wać rado­ści tu i teraz. Zmu­szamy w ten spo­sób naszych zdez­o­rien­to­wa­nych part­ne­rów do pół­prawd i kłamstw, ponie­waż nie potra­fią oni prze­wi­dzieć przy­szło­ści lub też pra­gną nas chro­nić. Utrzy­mu­jąc postawę posia­da­cza, czu­jemy się w part­ner­stwie pozor­nie bez­pieczni, nie zasie­wamy jed­nak żad­nych trwa­łych przy­czyn praw­dzi­wego szczę­ścia i przede wszyst­kim nie pro­po­nu­jemy żad­nego ducho­wego roz­woju. Zamiast tego nad­mierne przy­wią­za­nie do part­nera wpro­wa­dza nas w coraz więk­sze pomie­sza­nie i odwo­dzi od wła­ści­wego celu - wspól­nego roz­woju. Jeśli ocze­ku­jemy od part­nera, że uczyni nas szczę­śli­wymi, w naszym związku szybko poja­wią się trud­no­ści. Myślimy wów­czas tylko o sobie, wszystko w codzien­nym życiu staje się ogra­ni­czone i lep­kie - w końcu do związku wkrada się poczu­cie wyłącz­no­ści, utrud­nia­jące innym dostęp do niego. Na dal­szą metę nisz­czy to opartą na zaufa­niu wymianę pomię­dzy part­nerami i radość z bycia razem szybko znika. Praw­dziwe szczę­ście przy­cho­dzi zawsze jako poda­ru­nek. W prze­ci­wień­stwie do tego pełna wyra­cho­wa­nia postawa sku­tecz­nie zmniej­sza szansę na to, że w związku wyda­rzy się coś dobrego. W peł­nym ocze­ki­wań

Nawet naj­lep­szy zwią­zek skoń­czy się roz­cza­ro­wa­niem, jeśli potrzeba w nim coraz wię­cej zewnętrz­nych pod­niet.

świe­cie sta­jemy się stop­niowo, ale nie­odwo­łal­nie coraz trud­niejsi i coraz natar­czy­wiej chcemy wszystko zatrzy­mać dla sie­bie. Poja­wia­jące się wów­czas coraz czę­ściej zabu­rze­nia natu­ral­nej wymiany ze świa­tem i coraz wyraź­niej­szy brak pod­sta­wo­wego zaufa­nia staną się poważną prze­szkodą na dro­dze do speł­nie­nia. Nawet naj­lep­szy zwią­zek skoń­czy się roz­cza­ro­wa­niem, jeśli potrzeba w nim coraz wię­cej zewnętrz­nych pod­niet. Jeżeli part­ne­rzy

Jeżeli pociąg fizyczny jest na początku słaby, ale lubimy się bar­dzo pod innymi wzglę­dami, i tak może powstać pomię­dzy nami przej­rzy­sty, pełen speł­nie­nia zwią­zek.

nie wystar­czają już sobie nawza­jem, lecz zaczy­nają poszu­ki­wać szczę­ścia na zewnątrz związku - to wielka strata. Życie jest za krót­kie na powierz­chowne związki, które je mar­nują. Jeśli zatem nie łączą nas dzieci, oboje powin­ni­śmy rozej­rzeć się za nowymi, lepiej pasu­ją­cymi do nas part­ne­rami, któ­rzy poko­chają nas za to, co potra­fimy dać i jacy jeste­śmy.

Wszystko może się jed­nak poto­czyć zupeł­nie ina­czej. Jak tego dowo­dzi ist­nie­nie nie­zli­czo­nych szczę­śli­wych związ­ków, można się nawza­jem dosko­nale wzbo­ga­cać i wspól­nie wzra­stać. W chwili, kiedy męż­czy­zna i kobieta widzą się po raz pierw­szy, zapa­dają - naj­czę­ściej nie­świa­do­mie - liczne decy­zje. Cho­ciaż począt­kowo myślimy: "Co za piękna kobieta! Pode­rwę ją!" albo "Co za męż­czy­zna! Będzie paso­wał do mojej kolek­cji!", jed­no­cze­śnie powstaje pierw­sze pra­gnie­nie bli­sko­ści, które może prze­kształ­cić się w gorącą miłość. Jeżeli pociąg fizyczny jest na początku słaby, ale lubimy się bar­dzo pod innymi wzglę­dami, i tak może powstać pomię­dzy nami przej­rzy­sty, pełen speł­nie­nia zwią­zek. Duże zna­cze­nie ma to, by obie strony dążyły do dawa­nia, dzie­le­nia się i bycia razem.

Od początku zatem ważne jest obser­wo­wa­nie, o jakiego rodzaju miłość cho­dzi. Dobrze zadać sobie pyta­nia: "Co naprawdę może pomię­dzy nami powstać? Czy nasze war­to­ści, świa­to­po­gląd, kul­tura i back­gro­und pasują do sie­bie? Czy rozu­miemy się rze­czy­wi­ście, czy też czu­jemy się przy­cią­gani przez coś zde­cy­do­wa­nie obcego? Czy będziemy umieli - rów­nież na dal­szą metę - obda­ro­wy­wać się nawza­jem rado­ścią i wol­no­ścią i dzięki naszemu związ­kowi uszczę­śli­wiać rów­nież innych? Czy spo­ty­kamy się jako ludzie, któ­rymi jeste­śmy, czy też odgry­wamy modne role, odpo­wia­da­jące duchowi cza­sów, w któ­rych żyjemy?". Każdy oczy­wi­ście pra­gnie zapre­zen­to­wać się w jak naj­lep­szym świe­tle. To jed­nak nie wystar­czy - powin­ni­śmy się zasta­no­wić, czy nasze spo­tka­nie rze­czy­wi­ście opiera się na jakimś solid­nym fun­da­men­cie. Jeżeli nawet odpo­wiedź na wiele podob­nych pytań brzmi "nie", nie zna­czy to wcale, że nie możemy się cie­szyć czy­jąś piękną twa­rzą albo spraw­nym cia­łem - nie tra­cąc przy tym za dużo czasu, zacho­wu­jąc rów­no­wagę i wol­ność.

Jeśli nato­miast part­ne­rzy naprawdę dobrze do sie­bie pasują, ich spo­tka­nie wytwo­rzy nad­miar, któ­rym będą chcieli obda­ro­wy­wać się nawza­jem i dzie­lić z innymi. Silny wza­jemny pociąg bar­dzo nas do sie­bie zbliża. Trwale speł­nia­jąca radość powstaje dzięki sto­pie­niu się "ja" i "ty" w "my". Dzięki uzu­peł­nia­niu się i jed­no­cze­niu w miło­ści wszystko roz­kwita - sta­jemy się dla sie­bie nawza­jem praw­dzi­wym opar­ciem. Mając wiele psy­chicz­nego nad­miaru, w natu­ralny spo­sób uży­wamy owej mocy w świe­cie i doświad­czamy speł­nie­nia, widząc, że inni rów­nież pra­gną wziąć udział w naszym roz­woju. W ten spo­sób stop­niowo wszystko w naszym życiu staje się kro­kiem na ścieżce ku oświe­ce­niu. To spra­wia, że pozna­jemy coraz lepiej zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny wła­sny świat. Związki pomię­dzy ludźmi są naprawdę głę­bo­kie i budzą wiele sil­nych uczuć, toteż sta­no­wią dla nas naj­lep­sze zwier­cia­dło słu­żące pozna­wa­niu samego sie­bie i poma­gają nam się roz­wi­jać.

W uda­nym związku nie powinny wyda­rzać się żadne dra­maty. Łatwo wzra­sta się w nim na trzech pozio­mach jed­no­cze­śnie:

W uda­nym związku nie powinny wyda­rzać się żadne dra­maty.

fizycz­nym, dają­cym miłość i ochronę, wewnętrz­nym, dają­cym pod­stawę roz­woju, oraz na głę­bo­kim, tajem­nym pozio­mie, na któ­rym w coraz więk­szym stop­niu sta­jemy się jed­no­ścią, co w przy­padku rze­czy­wi­ście pasu­ją­cych do sie­bie part­ne­rów jest wyraź­nie widoczne. Rów­nież ich dzieci noszą w sobie to zaufa­nie jako nie­ustanne bło­go­sła­wień­stwo i dla­tego wzra­stają w har­mo­nii i są nie­zwy­kle pewne sie­bie. Udane part­ner­stwo zaczyna się w tym momen­cie, gdy dobro part­nera staje się dla obojga waż­niej­sze od wła­snego suk­cesu. Jeżeli odczu­wamy radość, mogąc uczy­nić kobietę kró­lową, a męż­czy­znę kró­lem, nasz wspólny

Udane part­ner­stwo zaczyna się w tym momen­cie, gdy dobro part­nera staje się dla obojga waż­niej­sze od wła­snego suk­cesu.

roz­wój będzie naprawdę nie­ogra­ni­czony. Wraz z tym wzbo­ga­ca­ją­cym nasta­wie­niem powstaje żywa, uzu­peł­nia­jąca się miłość.

Jeden plus jeden to wię­cej niż dwa

Celem miło­ści nasta­wio­nej na dawa­nie, która sta­nowi w związku part­ner­skim spo­iwo utrzy­mu­jące wszystko w cało­ści, jest wspólne szczę­ście i szczę­ście part­nera. Jak wielu z nas prze­ko­nało się w wyjąt­ko­wych momen­tach swo­jego życia, stany głę­bo­kiej miło­ści, która nie czyni róż­nic, są o wiele bar­dziej szczere i prze­ko­nu­jące niż wszystko, co mogli­by­śmy zro­bić dla sie­bie samych. Przy­po­mi­nają wydo­sta­wa­nie się z wię­zie­nia - wyzwa­la­jące unie­sie­nie bycia jed­no­ścią ze wszyst­kim i bycia dla wszyst­kich wypeł­nia nas głę­bo­kim szczę­ściem.

Zazwy­czaj na początku związku decy­du­jące zna­cze­nie ma wza­jemne przy­cią­ga­nie. W dobrych związ­kach tak już zostaje - po pro­stu odczu­wamy radość z dawa­nia rado­ści. Jeżeli rela­cja pomię­dzy part­ne­rami ma być trwała i roz­wi­ja­jąca, muszą w niej zapa­no­wać wza­jemny sza­cu­nek i zaufa­nie. Po tym poznamy doświad­czone, kocha­jące się pary.

Każdy, kto ma psy­chiczny nad­miar, potrafi lepiej zarówno przyj­mo­wać, jak i dawać to, co piękne. Jeżeli dobrze powo­dzi się

Piękne pary są poda­run­kiem dla świata. Nie­stety, nie są one czę­stym zja­wi­skiem.

obojgu part­ne­rom - zarówno w poje­dynkę, jak i razem - otwie­rają się pomię­dzy nimi nowe poziomy zna­czeń i rado­ści. Piękne pary są poda­run­kiem dla świata. Nie­stety, nie są one czę­stym zja­wi­skiem. Dla­tego sprzy­ja­jące warunki, które możemy sobie zapew­nić w każ­dej chwili dzięki przy­ja­znym myślom, sło­wom i dzia­ła­niom,

Spo­tka­nie dwojga doj­rza­łych, szczę­śli­wych ludzi oży­wia ich oto­cze­nie - i nie tylko oni mogą dzięki temu coś zyskać.

są nie­zwy­kle cenne. Powsta­jąca w opar­ciu o nie i nie­ustan­nie wzra­sta­jąca radość roz­sa­dza w trwa­ją­cym dłu­żej związku wszyst­kie gra­nice rela­cji "ja-ty" i coraz sil­niej pro­mie­niuje na zewnątrz.

Spo­tka­nie dwojga doj­rza­łych, szczę­śli­wych ludzi oży­wia ich oto­cze­nie - i nie tylko oni mogą dzięki temu coś zyskać. Ma się wów­czas wra­że­nie, że świat obda­ro­wuje sam sie­bie. Całość jest więk­sza niż suma czę­ści wno­szo­nych przez kochan­ków. Jedna trze­cia moż­li­wo­ści związku pocho­dzi od męż­czy­zny, jedna trze­cia od kobiety, a ostat­nia, trze­cia część powstaje "tak po pro­stu", dzięki ich spo­tka­niu. Pełne zaufa­nia pole pomię­dzy oboj­giem naj­wy­raź­niej czyni prze­strzeń brze­mienną. Z jed­nej strony czu­jemy, dzięki roz­wi­ja­ją­cemu się uczu­ciu, coraz czę­ściej i na coraz więk­szą odle­głość, jak się aku­rat powo­dzi naszemu uko­cha­nemu lub naszej uko­cha­nej. Z dru­giej nato­miast wygląda na to, że dzięki wza­jem­nej bli­sko­ści życze­nia łatwiej się speł­niają i zyskują na sile. Z prze­strzeni wyła­niają się wtedy nie­ocze­ki­wane moż­li­wo­ści dopeł­nia­nia się nawza­jem i wza­jem­nego wzbo­ga­ca­nia się. Ci, któ­rzy biorą w tym bez­po­średni udział, oraz ich oto­cze­nie zyskują poprzez to coś, co jed­no­cze­śnie jest nowe i naj­wy­raź­niej zna­jome. Gdy miłość jest praw­dziwa, wycho­dzi daleko poza swoje czę­ści skła­dowe; sta­nowi to jedną z jej naj­wy­raź­niejszych cech i decy­duje o jej cza­ro­dziej­skiej mocy.

Co tak naprawdę się wyda­rza, kiedy dwoje ludzi zbliża się do sie­bie z zaufa­niem, kiedy ich celem staje się dawa­nie i uszczę­śli­wia­nie sie­bie nawza­jem? Przede wszyst­kim już samo to nasta­wie­nie jest mądre i zasłu­guje na uwagę, ponie­waż ten, kto daje, ni­gdy nie traci! Jeżeli utrzy­mu­jemy tę postawę, w naszym życiu przez cały czas wyda­rza się coś nowego. Stop­niowo sta­jemy się świa­do­mym kana­łem, przez który dociera do istot bogac­two i wszystko to, czego potrze­bują. Jeśli oboje part­ne­rzy kie­rują się taką moty­wa­cją, nie­ustan­nie napo­ty­kają moż­li­wo­ści wnie­sie­nia cze­goś dobrego do wspól­nego życia. Nie­zli­czone ludz­kie wła­ści­wo­ści, takie jak szczo­drość, cier­pli­wość i radość, które cho­ciaż nie w pełni roz­po­znane, obecne są w umy­śle każ­dego, roz­wi­jają się same z sie­bie, kiedy zako­chani nasta­wią się na przy­no­sze­nie szczę­ścia wszyst­kim. Te moce umy­słu budzą się w nas wtedy, gdy zapo­mi­namy o sobie samych i całą uwagę sku­piamy na innych. Dzięki peł­nemu rado­ści dzie­le­niu doświad­czeń ciała, mowy i umy­słu bez­u­stan­nie otwie­rają się przed nami pełne zna­cze­nia wglądy, sta­jące się źró­dłami naj­wyż­szego szczę­ścia. W ten spo­sób odkry­wamy nagle nowe światy. Duchowo roz­wi­nięty czło­wiek bez prze­rwy odnaj­duje owe samo­pow­stałe skarby i świe­żość chwili dzięki wewnętrz­nemu rów­no­wa­że­niu się wszyst­kich prze­ci­wieństw i powsta­jącej w ten spo­sób pełni.

W jaki spo­sób wyraża się to prze­ży­cie jed­no­ści w codzien­nym życiu kul­tur Zachodu przy­ja­znych czło­wie­kowi? Można to porów­nać do spo­tka­nia się przy­ja­ciół, któ­rzy chcą zbu­do­wać razem dom. Wrzu­cają wszyst­kie swoje umie­jęt­no­ści do jed­nego worka - każdy wnosi to, co ma naj­lep­szego. Niektó­rzy mają pie­nią­dze, ktoś inny jest zręcz­nym mura­rzem, następny mon­to­wał już kie­dyś insta­la­cję wodną, ktoś kolejny zna się na elek­tryce, a jesz­cze inny biega po piwo. Przy­ja­cio­łom mają­cym ten sam cel współ­praca udaje się dosko­nale. Wspie­rają się wza­jem­nie, uczą od sie­bie, a dzięki temu nie­do­pa­so­wane czę­ści stają się stop­niowo budyn­kiem, który jest czymś wię­cej niż sumą prac i zdol­no­ści, które go stwo­rzyły.

W wywa­żo­nym part­ner­stwie dzieje się coś podob­nego. Dotyka się tutaj jed­nak o wiele głęb­szych pozio­mów, ponie­waż cho­dzi o roz­wi­nię­cie ludz­kiej pełni. Jeśli oboje part­ne­rzy posta­wią swoją miłość, zdol­no­ści i wła­ści­wo­ści w ruletce związku, osta­tecz­nie

Jeśli oboje part­ne­rzy posta­wią swoją miłość, zdol­no­ści i wła­ści­wo­ści w ruletce związku, osta­tecz­nie wygrają nie tylko główną wygraną, lecz także staną się wła­ści­cie­lami kasyna!

wygrają nie tylko główną nagrodę, lecz także staną się wła­ści­cie­lami kasyna! Jeżeli rze­czy­wi­ście cho­dzi nam o dobro part­nera, myślimy: "Życzę ci tego, co przy­nosi ci szczę­ście". To nasta­wie­nie stwa­rza prze­strzeń, która poprawi nasze związki z innymi. W ten spo­sób mała miłość "ja i ty" sta­nie się miło­ścią "my", która w coraz bar­dziej pona­do­so­bi­sty spo­sób będzie roz­świe­tlała całe nasze życie. Od tej chwili nie będziemy już musieli niczego udo­wad­niać, brać udziału w żad­nych grach, lecz będziemy potra­fili prze­ży­wać jako bogac­two to, że nasz part­ner i wszy­scy inni ludzie mają tak róż­no­rodne wła­ści­wo­ści i poglądy oraz że mogą się uzu­peł­niać na tak wiele spo­so­bów. Jak można roz­wi­nąć taką miłość, pełną podziwu dla part­nera i zawsze zacho­wu­jącą dobry styl? Budda pro­po­nuje w tym celu wiele metod i roz­wią­zań. Szybko można zauwa­żyć, że pary, które żyją dzi­siaj zgod­nie z wie­dzą i radami Buddy lub bud­dyj­skiego nauczy­ciela, są szczę­śliw­sze i rado­śniej­sze, mają wię­cej mocy i jed­no­cze­śnie mniej ocze­ki­wań w sto­sunku do swego towa­rzy­sza życia. Nawet z roz­sta­niami i innymi bole­snymi doświad­cze­niami, takimi jak śmierć uko­cha­nego, łatwiej jest pra­co­wać sil­nemu, wyćwi­czo­nemu i ela­stycz­nemu umy­słowi. Podobna postawa dziwi nie­bud­dy­stów: "Jak można roz­stać się w tak przy­jemny spo­sób i w dodatku pozo­stać przy­ja­ciółmi?". Odpo­wiedź jest pro­sta: bud­dy­ści pró­bują zawsze dostrze­gać we wszyst­kim to, co dobre, ponie­waż są prze­ko­nani, że w ten spo­sób zbli­żają się do prawdy. Ponie­waż sami stwa­rzamy swój świat, patrze­nie na zja­wi­ska w ten spo­sób jest bar­dzo pomocne.

W języku angiel­skim ist­nieje pewne sub­telne słowo to eno­ble - uszla­chet­nić, posta­wić wysoko, utwier­dzić coś w jego pięk­nie. Ten spo­sób myśle­nia pole­ga­jący na postrze­ga­niu wszyst­kiego na naj­wyż­szej płasz­czyź­nie ma pod­sta­wowe zna­cze­nie dla przy­no­szą­cego szczę­ście roz­woju part­ner­stwa i umy­słu. Kobieta musi być przez part­nera czczona i postrze­gana jako uoso­bie­nie wszyst­kich dosko­na­łych żeń­skich wła­ści­wo­ści, by mogła się rze­czy­wi­ście otwo­rzyć. Męż­czy­zna musi sta­no­wić dla swej part­nerki ucie­le­śnie­nie męskiej mocy i dzia­ła­nia. Jeżeli potra­fimy trwale utrzy­my­wać to pod­sta­wowe bud­dyj­skie nasta­wie­nie, miłość,

Kobieta musi być przez part­nera czczona i postrze­gana jako uoso­bie­nie wszyst­kich dosko­na­łych żeń­skich wła­ści­wo­ści, by mogła się rze­czy­wi­ście otwo­rzyć. Męż­czy­zna musi sta­no­wić dla swej part­nerki ucie­le­śnie­nie męskiej mocy i dzia­ła­nia.

świat i całe życie staną się dla nas praw­dzi­wym poda­run­kiem. Wraz z powsta­niem tego podej­ścia wszystko rze­czy­wi­ście zaczyna toczyć się wła­ści­wym torem.

Uwa­run­ko­wana miłość ocze­kuje, ma nadzieję i oba­wia się, pra­gnie rów­nież wię­cej otrzy­my­wać, niż dawać. W ten spo­sób powstają prze­szka­dza­jące uczu­cia i coraz więk­sze duchowe ubó­stwo.

Dająca, nie­uwa­run­ko­wana miłość roz­po­znaje, jak bar­dzo w zwy­czaj­nym świe­cie istoty sta­rają się osią­gnąć trwałe szczę­ście, nie potra­fiąc go jed­nak odna­leźć. Kiedy zda­jemy sobie z tego sprawę, zaczy­namy dawać, nie myśląc o swo­ich wła­snych korzy­ściach. Nasze myśli wypeł­nia silne życze­nie, by wszy­scy byli szczę­śliwi, a nasze słowa i dzia­ła­nia wyni­kają ze współ­czu­ją­cej, kocha­ją­cej mądro­ści.

Miłość nie jest przy­pad­kiem

Pod­stawa wszel­kiego roz­woju

Uświa­do­mie­nie sobie zna­cze­nia Czte­rech Pod­sta­wo­wych Roz­my­ślań sta­nowi począ­tek bud­dyj­skiej ścieżki. Są one tak istotne, że przy­po­mi­namy je sobie rów­nież przed każdą medy­ta­cją, pogłę­biamy ich zro­zu­mie­nie i pró­bu­jemy ukształ­to­wać swoje życie zgod­nie z nimi. W odnie­sie­niu do związku part­ner­skiego roz­my­śla­nia te mają szcze­gólne zna­cze­nie, nadają byciu razem wła­ściwy kie­ru­nek.

W dzi­siej­szych cza­sach świat jest nasta­wiony głów­nie na zaspo­ka­ja­nie codzien­nych, pozba­wio­nych zna­cze­nia potrzeb. Media i reklama nie­ustan­nie utwier­dzają nas w prze­ko­na­niu, że w okre­ślo­nych obsza­rach życia bra­kuje nam wielu rze­czy. Na tym opiera się sze­roko roz­po­wszech­niony pogląd, że dopiero po speł­nie­niu owych pra­gnień rze­czywiście możemy się zaan­ga­żo­wać w dal­szy roz­wój duchowy. Nie­stety, ludziom nie­ustan­nie poka­zuje się coraz to nowe zabawki, za któ­rych zdo­by­cie chęt­nie płacą licz­nymi dro­go­cen­nymi latami swo­jego krót­kiego życia. Na całym świe­cie wielu wpa­dło w sidła nasta­wie­nia, które naj­le­piej wyraża popu­larne w latach pięć­dzie­sią­tych ubie­głego wieku hasło rekla­mu­jące sieć nie­miec­kich ban­ków: "Jesteś tym, co masz". Kie­ru­jąc się nim, czę­sto uga­niamy się za rze­czami, leżą­cymi póź­niej bez­u­ży­tecz­nie w kącie, albo spę­dzamy dla rów­no­wagi nie­koń­czące się godziny w ośrodku fit­ness czy w salo­nie pięk­no­ści. Tylko nie­wiele osób osiąga taki poziom zado­wo­le­nia, na któ­rym przed­mioty służą czło­wie­kowi i czy­nią go wol­nym, zamiast go ogra­ni­czać i kraść jego czas.

Wła­ści­wie poza zdro­wym jedze­niem, dachem nad głową, moż­li­wo­ścią swo­bod­nego prze­miesz­cza­nia się i demo­kra­tycz­nymi wol­no­ściami czło­wiek nie potrze­buje wielu zewnętrz­nych rze­czy, by być zado­wo­lony, ponie­waż szczę­ście zależy osta­tecz­nie od naszego spo­sobu patrze­nia. Zamiast cią­gle dążyć do tego, co naj­wy­raź­niej już mamy, widzieć wszę­dzie do połowy puste szklanki i gro­ma­dzić nie­speł­nione pra­gnie­nia, powin­ni­śmy uświa­do­mić sobie nasze obecne moż­li­wo­ści ducho­wego roz­woju i roz­sąd­nie je wyko­rzy­sty­wać. Osta­tecz­nie żaden samo­chód ani żadna sofa nie mogą stać się szczę­śliwe - potrafi to jedy­nie nasz umysł. Dla­tego wła­śnie w nim powin­ni­śmy szu­kać szczę­ścia.

Osta­tecz­nie żaden samo­chód ani żadna sofa nie mogą stać się szczę­śliwe - potrafi to jedy­nie nasz umysł.

Budda był w tej mate­rii wyso­kiej klasy spe­cja­li­stą i dzięki swym naukom pra­gnął osią­gnąć tylko jeden cel - chciał, aby każdy poznał swój umysł i aby sto­su­jąc stop­niowo jego wska­zówki, mógł osią­gnąć trwałą radość. Pierw­sze z Pod­sta­wo­wych Roz­my­ślań doty­czy więc owej cen­nej moż­li­wo­ści świa­do­mego kształ­to­wa­nia wła­snego życia za pomocą bud­dyj­skich metod. Tylko nie­wielu ludzi ma dostęp do ponad­cza­so­wych prawd, jesz­cze mniej zaś jest tych, któ­rzy z nich korzy­stają.

Wielu ludzi na początku związku ma świa­do­mość, w jak szcze­gól­nej uczest­ni­czy sytu­acji. Mogą się dzie­lić ogro­mem dobra, obda­rzać się rado­ścią, odkry­wać coraz to nowe światy i spę­dzać noce w naj­lep­szym towa­rzy­stwie - daje im to wiele rado­ści. Dosko­nałą pomocą jest przy­po­mi­na­nie sobie codzien­nie o tych poda­run­kach. Dzięki temu trud­no­ści nie rosną i doświad­czamy wdzięcz­no­ści za każdą chwilę spę­dzaną razem.

Nie­stety, mało kto wie, jak spra­wić, by te warunki pozo­stały. Jeżeli z sze­roko otwar­tymi oczami prze­mie­rzamy świat, czy­tamy mądre gazety i znaj­du­jemy wie­czo­rem czas na obej­rze­nie wia­do­mo­ści, przed oczami staje nam wie­lo­barwny obraz: widzimy wszę­dzie ludzi szczę­śli­wych i nieszczę­śli­wych; świeżo

Nie warto być pamię­tli­wym, ponie­waż uko­chany może już jutro umrzeć albo odejść.

zako­cha­nych i pogrą­żo­nych w żało­bie; rela­cje przy­jemne lub nieprzy­jemne. Im dokład­niej się temu wszyst­kiemu przy­glą­damy, tym wyraź­niej widzimy, że nie­ustan­nym zmia­nom pod­le­gają nastroje ludzi oraz to, co naszym zmy­słom wydaje się cał­ko­wi­cie sta­bilne i rze­czy­wi­ste. Nie ma niczego na świe­cie - doty­czy to rów­nież jego samego - co ist­nia­łoby od zawsze, i niczego, co będzie ist­niało wiecz­nie. To dru­gie Pod­sta­wowe Roz­my­śla­nie - wszystko jest prze­mi­ja­jące. Nie warto być pamię­tli­wym, ponie­waż uko­chany może już jutro umrzeć albo odejść. Wgląd w prze­mi­jal­ność wszyst­kich rze­czy, w warunki, które je okre­ślają, i roz­sądne obcho­dze­nie się ze zmien­no­ścią zja­wisk nie tylko jest dobrym spo­so­bem na utrzy­ma­nie świe­żo­ści w part­ner­stwie, lecz także przy­daje się we wszyst­kich pozo­sta­łych dzie­dzi­nach życia. Nasze poło­że­nie histo­ryczne, poli­tyczne i socjalne jest, w porów­na­niu z poło­że­niem prze­wa­ża­ją­cej liczby ludzi na świe­cie, wręcz dosko­nałe. Jeśli uświa­do­mimy to sobie - my, dobrze wykształ­ceni miesz­kańcy Europy Zachod­niej - nie będziemy już wię­cej tra­cić czasu. Nie będziemy wów­czas chcieli, aby te dro­go­cenne chwile upły­wały nam tylko na przy­jem­no­ściach, lecz zapra­gniemy wyko­rzy­stać je rów­nież dla roz­woju ducho­wego. Zamiast narze­kać, że uko­chany odszedł do innej lub że pościel jest za mało zmięta następ­nego ranka "po", będziemy umieli cie­szyć się tym, że możemy się zako­chać w kim­kol­wiek chcemy, a także sami zde­cy­do­wać, kiedy i z kim weź­miemy ślub. Doce­nimy rów­nież wszyst­kie wol­no­ści, które mamy, doty­czące tego, co myślimy, czu­jemy i mówimy.

Nie ozna­cza to, że musimy zawsze pota­ki­wać, pod­da­wać się warun­kom nie do przy­ję­cia czy też zewnętrz­nej agre­sji. Nikt nie jest zdany na łaskę i nie­ła­skę róż­nych życio­wych sytu­acji, które cią­gle się zmie­niają, ponie­waż nie powstają one przy­pad­kowo. Winy za te sytu­acje nie pono­szą "inni". To nasze wła­sne dzia­ła­nie okre­śla zawsze nasze życie. O tym, czy nasz zwią­zek będzie pełen rado­ści i będzie się dobrze roz­wi­jał, wzbo­ga­ca­jąc nas, czy też szybko zacznie przy­po­mi­nać zapasy w bło­cie, możemy w dużym stop­niu decy­do­wać sami, odpo­wied­nio do poja­wia­ją­cych się warun­ków. Jeśli rze­czy­wi­ście to zro­zu­miemy i zdamy sobie sprawę z tego, że zmar­no­wane chwile ni­gdy już do nas nie powrócą, w naszym part­ner­stwie wiele się zmieni. Kiedy to odkry­jemy, będziemy raczej gotowi zre­zy­gno­wać z powierz­chow­no­ści, ego­izmu i małost­ko­wo­ści - nie będziemy się już pod­da­wać chwiej­nym i prze­mi­ja­ją­cym nastro­jom. Życzmy więc part­ne­rowi i samym sobie wewnętrz­nej sta­bil­no­ści, zamiast narze­kać i szu­kać błę­dów.

Każdy wnosi do aktu­al­nego życia wiele wra­żeń z życia poprzed­niego, okre­śla­ją­cych jego obecne ciało, zdro­wie, zdol­no­ści i skłon­no­ści, a także krąg kul­tu­rowy. Mogą być one tak wią­żące i trudne, że wiele osób mówi o "losie". Jest to zro­zu­miałe, ale nie daje peł­nego obrazu sytu­acji. Można zmie­nić warunki, w któ­rych się żyje. Bycie stop­niowo coraz bar­dziej świa­do­mym tej moż­li­wo­ści sta­nowi treść trze­ciego Pod­sta­wo­wego Roz­my­śla­nia: tu zaj­mu­jemy się pra­wem przy­czyny i skutku - karmą. Ist­nieją, co prawda, przy­czyny, które wła­śnie doj­rze­wają i od któ­rych w dużym stop­niu jeste­śmy zależni, jed­nak dal­szą przy­szłość sami okre­ślamy swo­imi myślami, sło­wami i dzia­ła­niami. To, czego doświad­czamy, jest rezul­ta­tem tego,

Jeżeli sytu­acja panu­jąca pomię­dzy nami a naszym part­ne­rem jest trudna, nie powin­ni­śmy na siłę obar­czać go winą za kłót­nie, lecz świa­do­mie zna­leźć drogę, która wypro­wa­dzi nas oboje z okrą­że­nia.

co robimy, i zwią­zane jest z nami samymi! Na przy­kład w każ­dym momen­cie miłość, którą dali­śmy lub któ­rej odmó­wi­li­śmy, decy­duje o tym, co póź­niej wyda­rzy się w naszym związku. Nawet w chwili nad­cią­ga­ją­cego dra­matu można świa­do­mie dzie­lić się ze świa­tem poży­tecz­nymi wra­że­niami. Wywa­żają one bramę pro­wa­dzącą do obsza­rów rado­ści i zna­cze­nia, pobu­dza­jąc w ten spo­sób roz­wój zmie­rza­jący do trwa­łych war­to­ści, miło­ści i nad­miaru. Dzieje się tak, ponie­waż nikt inny z wyjąt­kiem nas samych nie jest odpo­wie­dzialny za nasze życie. Jeżeli sytu­acja panu­jąca pomię­dzy nami a naszym part­ne­rem jest trudna, nie powin­ni­śmy na siłę obar­czać go winą za kłót­nie, lecz świa­do­mie zna­leźć drogę, która wypro­wa­dzi nas oboje z okrą­że­nia. Któż inny miałby to zro­bić? Jeżeli będziemy cze­kali, aż zrobi to nasz part­ner, sta­niemy się od niego zależni i będziemy nara­żeni na jego złe nastroje. Każdy ma prawo zadzia­łać w pełen mocy spo­sób, by zakoń­czyć kłót­nie. Nie cho­dzi tu o bycie win­nym albo niewin­nym. Na końcu wygry­wamy oboje.

Nie­stety, ludzie z kiep­skimi kar­tami zwy­kle nie roz­po­znają swo­ich moż­li­wo­ści. Obra­zowo można to przed­sta­wić w nastę­pu­jący spo­sób: ktoś, kto wyrzą­dził wiele zła, znaj­duje się w poło­że­niu czło­wieka, pod któ­rego drzwiami czeka poli­cja albo komor­nik. Ma nie­wiele prze­strzeni do dzia­ła­nia. W innej sytu­acji znaj­duje się ktoś, kto wyko­nał wiele pozy­tyw­nych dzia­łań - prze­żywa świat jako przy­ja­zny i nie­ogra­ni­czony oraz doświad­cza olbrzy­miej liczby moż­li­wo­ści, prze­nik­nię­tych cie­płem zawar­tym w jego umy­śle. Poli­cjant otwiera mu z ukło­nem drzwi, a komor­nik z uśmie­chem wrę­cza w pre­zen­cie tele­wi­zor.

Czwarte Pod­sta­wowe Roz­my­śla­nie doty­czy moty­wa­cji do ducho­wego roz­woju. Dobrze jest nie tylko zadać sobie pyta­nie o sens i cel życia, lecz także od czasu do czasu pomy­śleć o swoim związku pod tym kątem, zasta­no­wić się, w jakim kie­runku powi­nien się on roz­wi­nąć. Co jest naszym wspól­nym celem? Dla­czego pra­gniemy zbu­do­wać szczę­śliwy zwią­zek? Czy chcemy to zro­bić po to, by jakoś spę­dzić czas, czy też dla­tego, że roz­wi­ja­nie się razem przy­nosi radość i zna­cze­nie? Opłaca się pra­co­wać nad sobą, ponie­waż jeżeli tylko uni­kamy życia, niczego się nie uczymy. Korzy­ści pły­nące z tego wysiłku są wyraźne. Sta­jemy się atrak­cyjni dla innych na pozio­mie zewnętrz­nym oraz roz­wi­jamy wewnętrzne wła­ści­wo­ści przy­no­szące szczę­ście i dla­tego part­ner chce z nami zostać. Wielu samot­nych ludzi nie jest tego świa­do­mych i nie zdaje sobie sprawy, że są współ­od­po­wie­dzialni za swoją samot­ność. Przy­po­mi­na­nie sobie Czte­rech Pod­sta­wo­wych Roz­my­ślań pozwala dokład­nie roz­po­znać zasad­ni­cze uwa­run- kowa­nia życia. Wspie­rają one bud­dy­stów w pro­wa­dze­niu życia peł­nego zna­cze­nia i umac­niają ich w roz­woju ducho­wym. Jeżeli cho­dzi o zwią­zek oso­bi­sty, poma­gają dostrzec nie­po­wta­rzal­ność chwil, które dzie­limy z part­nerem, oraz postę­po­wać w opar­ciu o to zro­zu­mie­nie tak, aby­śmy byli razem jak naj­szczę­śliwsi. Dzięki nim nie jeste­śmy już w tak dużym stop­niu usi­dleni przez codzienne dro­bia­zgi, lecz potra­fimy zacho­wać sze­roką per­spek­tywę i jeste­śmy świa­domi naj­róż­niej­szych obsza­rów naszego roz­woju jako jed­nostki i jako pary. Naj­więk­sze moż­li­wo­ści kształ­to­wa­nia szczę­śli­wego part­nerstwa uzy­skuje się wtedy, kiedy zna się i sto­suje wie­dzę o przy­czy­nie i skutku.

Zro­zu­mie­nie życia

Trzeźwy wgląd w przy­czynę i sku­tek bar­dzo uła­twia życie i czyni świat zro­zu­mia­łym. Pozwala prze­ko­nu­jąco wyja­śnić to, co na pierw­szy rzut oka wydaje się nam nie­spra­wie­dliwe i podłe. Wię­cej - karma tłu­ma­czy, dla­czego na całym świe­cie wewnętrzne i zewnętrzne warunki życia istot są tak różne. Budda poka­zuje rów­nież, w jaki spo­sób możemy wła­ści­wie pokie­ro­wać nie tylko obec­nym ist­nie­niem, ale też wszyst­kimi kolej­nymi i otwiera w ten spo­sób przed nami olbrzymi obszar poten­cjału dzia­ła­nia. Dzięki niemu tak pokie­ru­jemy swoim życiem, byśmy potra­fili sami doświad­czyć szczę­ścia i zna­cze­nia, otwo­rzyć do nich drogę innym oraz usu­nąć lub prze­kształ­cić przy­czyny trud­no­ści, zanim poja­wią się skutki.

Prawo przy­czyny i skutku obo­wią­zuje w rze­czy­wi­sto­ści wszę­dzie, nawet w odnie­sie­niu do tech­nicz­nego funk­cjo­no­wa­nia rze­czy lub przy­rody nie­oży­wio­nej. Odgrywa ono decy­du­jącą rolę rów­nież w związ­kach pomię­dzy ludźmi i w życiu wewnętrz­nym czło­wieka. Pod­stawą tego, co się wyda­rza, pozo­stają doj­rze­wa­jące pokłady przy­czyny i skutku. Doświad­czamy wyłącz­nie tego, czego przy­czyny spo­wo­do­wa­li­śmy w świe­cie myślami, sło­wami i dzia­ła­niami. Oczy­wi­ście, rze­czy takich jak pogoda, szczę­śliwe numery w toto­lotku, rela­cje spo­łeczne czy part­ner­stwo nie można prze­wi­dzieć z wyprze­dze­niem - ich przy­czyny są nie­zli­czone.

Kiedy karma doj­rzewa, zbie­ramy to, co zasia­li­śmy. Przy­czyna i sku­tek dzia­łają w ciągu wielu żywo­tów, a ludzie bar­dzo łatwo wszystko zapo­mi­nają, toteż wielu z nich nie rozu­mie, dla­czego spo­ty­kają ich okre­ślone rze­czy. "Dla­czego part­ne­rzy zawsze ucie­kają ode mnie?", "Dla­czego nie udaje mi się zbu­do­wać żad­nego trwa­łego związku?" Wyda­rze­nia i doświad­cze­nia, któ­rych przy­czyn nie możemy bez­po­śred­nio zoba­czyć w tym życiu, czę­sto są wyni­kiem dzia­łań lub sil­nych życzeń z wcze­śniej­szych żywo­tów. Do początku okresu doj­rzewania prze­ra­biamy głów­nie wra­że­nia z ostat­niego życia. Kiedy póź­niej zasko­czy pełen mocy sil­nik hor­mo­nów i nie­zli­czo­nych uczuć, powstaje karma tego życia. Kiedy ludzie dobie­gają sześć­dzie­siątki, widać już zwy­kle po ich twa­rzach, jak prze­bie­gnie kolejna runda i w stronę jakiego odro­dze­nia zmie­rzają.

Widzimy to, czym pro­mie­niu­jemy na świat. Ludzie nie­za­do­wo­leni spo­ty­kają inne "trudne przy­padki", a szczę­śliwi natra­fiają na

Jeżeli jeste­śmy zako­chani, pro­mie­nieje nie tylko obiekt naszych uczuć - także reszta świata jawi nam się w nowym świe­tle, wszę­dzie widzimy otwar­tość i przy­ja­zne twa­rze.

towa­rzy­stwo o podob­nym uspo­so­bie­niu. Jeżeli jeste­śmy zako­chani, pro­mie­nieje nie tylko obiekt naszych uczuć - także reszta świata jawi nam się w nowym świe­tle, wszę­dzie widzimy otwar­tość i przy­ja­zne twa­rze. Na początku być może brzmi to tro­chę baśniowo, ale baśniowe nie jest. Każdy z pew­no­ścią znaj­do­wał się już wie­lo­krot­nie w sytu­acji, w któ­rej mógł to spraw­dzić. Gdyby nie ist­niała moż­li­wość roz­sąd­nego ukształ­to­wa­nia przy­szłych wyda­rzeń, rów­nie dobrze mogli­by­śmy prze­sie­dzieć całe życie, popi­ja­jąc piwo przed tele­wi­zo­rem.

Wszyst­kie bez wyjątku wra­że­nia z wcze­śniej­szych dzia­łań ciała, mowy i umy­słu zako­rze­nione są w naszej maga­zy­nu­ją­cej świa­do­mo­ści. Kie­dyś wywo­łają odpo­wia­da­jące im zewnętrzne i wewnętrzne warunki. Jeżeli zako­chani są tego świa­domi, nie będą już wię­cej odbie­rali złych nastro­jów part­nera jako ataku

Jeżeli ludzie zacho­wują się dziw­nie, nie bie­rzemy udziału w całej tej zaba­wie i złość zanika, nie wyrzą­dza­jąc szkód.

na sie­bie. Nawet w umy­słach ludzi sku­tecz­nych życiowo i cie­szą­cych się sza­cun­kiem zale­gają jesz­cze pokłady nie­czy­sto­ści; nikt nie wie, kiedy karma doj­rzeje i co jesz­cze może się przy­da­rzyć. Dla­tego jed­nym z naj­lep­szych roz­wią­zań jest roz­luź­nione i pełne humoru podej­ście do zrzę­dzą­cej part­nerki lub mru­kli­wego part­nera. Po pro­stu, jeżeli ludzie zacho­wują się dziw­nie, nie bie­rzemy udziału w całej tej zaba­wie i złość zanika, nie wyrzą­dza­jąc szkód. W ten spo­sób dzięki świa­do­memu nie­dzia­ła­niu sytu­acje kry­zy­sowe roz­pusz­czają się same z sie­bie.

Jedy­nym spo­so­bem na sku­teczną poprawę wła­snej karmy jest prze­ję­cie odpo­wie­dzial­no­ści za swoje dzia­ła­nia. W ten spo­sób powoli wydo­by­wamy się z zaka­mar­ków naszego ist­nie­nia. Każdy i w każ­dej chwili może coś zmie­nić w swoim życiu. Roz­strzy­ga­jące jest tutaj zro­zu­mie­nie, że zawsze możemy zro­bić coś pozy­tyw­nego, co przy­nie­sie nam szczę­ście na dala­szą metę. Jeste­śmy cał­ko­wi­cie wolni, a przy­czyny przy­no­szą nie­ustan­nie skutki o tym samym ładunku emo­cjo­nal­nym. Jeżeli inni zarzu­cają nam, że jeste­śmy nie­przy­jaźni, powin­ni­śmy nauczyć się dzię­ko­wać przy­ja­cio­łom za wszelką pomoc, którą od nich otrzy­mu­jemy, zamiast uwa­żać ją za coś oczy­wi­stego. Następ­nym kro­kiem byłoby poma­ga­nie im nawet wtedy, kiedy nas o to nie pro­szą. Pró­bu­jemy świa­do­mie napra­wiać nie­przy­jemne wra­że­nia powstałe na sku­tek nie­zręcz­nych zacho­wań, któ­rymi dotknę­li­śmy innych.

To nie "ktoś inny", mściwy Bóg lub ogra­ni­czone spo­łe­czeń­stwo pono­szą winę za to, że coś w naszym życiu wyda­rza się nie­zgod­nie z naszymi ocze­ki­wa­niami. Winę ponosi jedy­nie nasza wła­sna ocię­ża­łość! Jeżeli nie radzimy sobie z trud­nymi oko­licz­no­ściami, dzieje się tak z powodu naszych nawy­ków, sztyw­nych poglą­dów i braku doj­rza­ło­ści. Jeżeli żona opusz­cza męża, z pew­no­ścią jej

Jeżeli żona opusz­cza męża, z pew­no­ścią jej decy­zję poprze­dza przy­naj­mniej kilka lat, w cza­sie któ­rych bra­ko­wało istot­nego roz­woju.

decy­zję poprze­dza przy­naj­mniej kilka lat, w cza­sie któ­rych bra­ko­wało istot­nego roz­woju. Na pewno poja­wiało się w tym okre­sie wiele zna­ków, że coś jest nie tak. Part­ne­rzy mogli więc łatwo wpły­nąć na całą sytu­ację, zdo­być się na uważ­ność i pewien wysi­łek. Mogliby wów­czas jesz­cze dziś dzie­lić miesz­ka­nie i łoże, zamiast jedy­nie kłó­cić się w sądzie o dzieci.

Jeżeli zasad­ni­czo zro­zu­mie­li­śmy, że szczę­ście w życiu można osią­gnąć w dużym stop­niu dzięki wła­ści­wemu nasta­wie­niu, a cier­pie­nie w związku jest raczej rezul­ta­tem nie­zręcz­no­ści niż po pro­stu zrzą­dze­niem losu, będziemy wie­dzieli, jak możemy bar­dziej świa­do­mie kie­ro­wać swoim życiem. W tym momen­cie zauwa­żamy, że nie­wiele możemy zro­bić dla innych, nie panu­jąc nad uczu­ciami, myślami, sło­wami i dzia­ła­niami. To daje nam kolejny bodziec do świa­do­mego kształ­to­wa­nia wła­snego życia. Jeśli jesz­cze uprzy­tom­nimy sobie, że tak naprawdę każdy dąży do szczę­ścia, a szko­dliwe dzia­ła­nia oraz ich skutki powstają raczej z powodu głu­poty i braku doj­rza­ło­ści niż z powodu nik­czem­no­ści,

Żaden bud­dy­sta nie zamiera ze stra­chu przed karą ani nie popada w depre­sję z powodu raz na zawsze okre­ślo­nego losu, lecz każdy śmiało ata­kuje sytu­ację.

w naszych sto­sun­kach z innymi znik­nie zarówno oso­bi­ste, jak i moralne napię­cie. Żaden bud­dy­sta nie zamiera ze stra­chu przed karą ani nie popada w depre­sję z powodu raz na zawsze okre­ślo­nego losu, lecz każdy śmiało ata­kuje sytu­ację. W końcu wszyst­kie przy­czyny można zmie­nić, dopóki jesz­cze nie doj­rzały! Ozna­cza to, że jeśli nawet zro­bi­li­śmy coś szko­dli­wego, może z tego wynik­nąć coś poży­tecz­nego albo poucza­ją­cego, jeżeli będziemy gotowi wyrwać zło z korze­niami i usu­nąć szko­dliwe wra­że­nia ze swo­jej pod­świa­do­mo­ści. Metod, które mogą w tym pomóc, uczy wiele bud­dyj­skich ośrod­ków Dia­men­to­wej Drogi na całym świe­cie.

Ważne jest, byśmy zro­zu­mieli, że zmie­nić można tylko to, co się jesz­cze nie wyda­rzyło. Otrzy­ma­li­śmy już okre­ślone geny, rodzi­ców, wykształ­ce­nie, zosta­li­śmy wycho­wani w okre­ślonej reli­gii oraz w okre­ślo­nych warun­kach i powin­ni­śmy teraz użyć tego wszyst­kiego naj­zręcz­niej, jak potra­fimy, gdyż wszyst­kie te rze­czy są już nie­jako zastane. Z tego samego powodu w part­ner­stwie nie warto grze­bać się w prze­szło­ści. Zda­nia: "Ale prze­cież ty wtedy powie­dzia­łeś...", "Rodzice nie nauczyli cię żad­nej kul­tury!", oraz im podobne zatru­wają jedy­nie zwią­zek, dla­tego zaczy­namy pracę tam, gdzie możemy jesz­cze coś zmie­nić - w Tu i Teraz. Nie powin­ni­śmy rów­nież żyć marze­niami, ponie­waż spra­wia to, że sta­jemy się nie­zde­cy­do­wani i mazga­jo­waci.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki