Boski - Sonia Rosa

p
Reflow text when sidebars are open.
Copyright ? by Sonia Rosa, 2021
Copyright ? by Wydawnictwo FILIA, 2021
Wszelkie prawa zastrzeżone
Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.
Wydanie I, Poznań 2021
Projekt okładki: PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN
Zdjęcie na okładce: ? Kiuikson/Shutterstock
Redakcja: Anna Seweryn-Sakiewicz
Korekta: Marta Akuszewska
Skład i łamanie: Dariusz Nowacki
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:
"DARKHART"
Dariusz Nowacki
eISBN: 978-83-8195-625-3
Wydawnictwo Filia
ul. Kleeberga 2
61-615 Poznań
wydawnictwofilia.pl
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.
1.
BŁAŻEJ
- Rozbierz się - poprosiła mnie Martyna i z kieliszkiem szampana w dłoni usiadła w fotelu z wysokim pikowanym zagłówkiem, a jej połyskująca milionem złotych drobinek koktajlowa suknia zalśniła w przytłumionym świetle kryształowej lampy. - Rozbierz się, a później spraw, żebym mogła dziś zasnąć i spokojnie, bez koszmarów przespała całą noc - dodała tym swoim cholernie seksownym głębokim głosem rasowej kocicy.
- Jak sobie życzysz - powiedziałem, zrzucając marynarkę.
Patrząc jej w oczy, zdjąłem muszkę, a później zacząłem rozpinać koszulę od smokingu.
- Wolniej - mruknęła, zakładając nogę na nogę.
Złota suknia podwinęła się niebezpiecznie na jej szczupłych opalonych udach, niemal odsłaniając fikuśne majteczki z przezroczystej koronki i kępkę starannie przyciętych włosów nad jej piczką. Ale znałem ją już na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie czułaby się tym zażenowana. Wręcz przeciwnie. Miała fantastyczne ciało i doskonale o tym wiedziała.
Kiedy ściągnąłem eleganckie buty z lakierowanej skóry i zabrałem się za spodnie, Martyna dopiła szampana, odstawiła na bok kieliszek i, patrząc mi w oczy, zsunęła sukienkę. Widok jej szczupłego ciała w bieliźnie ze złotej koronki sprawił, że momentalnie mi stanął, a w głowie miałem już tylko jedną myśl - wejść w jej gorące wnętrze i ruchać ją do utraty tchu, gdzieś do granicy omdlenia. "Jej, nie mojego" - pomyślałem i uśmiechnąłem się krzywo, zdejmując skarpetki.
- Podejdź! - rzuciła ostrym tonem, a kiedy znalazłem się tuż obok niej, zsunęła moje slipki i zacisnęła dłoń na trzonie gotowego do akcji penisa. - Teraz mnie wypieprzysz! - rozkazała. - Porządnie, jak lubię. Tak żebym jutro nie mogła chodzić - dodała z ustami tuż przy moim uchu i z dłonią wciąż zaciśniętą na moim rwącym się do działania kutasie.
- Wedle rozkazu - wymruczałem.
Po chwili zdarłem z niej bieliznę, a naprawdę uwielbiała, kiedy darłem na niej wszystkie te przerażająco drogie koronki, i rzuciłem Martynę na szerokie hotelowe łóżko zasłane ciemnobeżową narzutą.
- Wypieprzę cię dziś tak, że ogień w twojej piczy będą gasić trzy zastępy straży pożarnej - obiecałem, zanim położyłem się na niej i kolanem rozchyliłem jej uda. - Wsadzę ci tak głęboko, że poczujesz mojego kutasa aż w...
- Przymknij się i rżnij mnie! - syknęła napalona kocica, wbijając długie paznokcie w moje nagie pośladki.
Skrzywiłem się z bólu i wszedłem w nią tak gwałtownie, jakbym chciał rozerwać ją na pół, a ona głośno jęknęła i oplotła nogami moje plecy.
- Mocniej! - ponagliła mnie jeszcze, a później na dobre zamilkła, egoistycznie skupiona na własnej przyjemności.
Doszła szybko, jak niemal zawsze, i bezpardonowo, bez cienia czułości strąciła mnie z siebie tuż po moim orgazmie.
- Wypieprzaj na dół, na spacer. Ja muszę się jeszcze z kimś spotkać - poleciła mi, sięgając po papierosy.
- Teraz? - zdziwiłem się, bo pora wydała mi się dość zaskakująca. - Jest prawie druga nad ranem, głucha noc...
- Kotku, w pewnych kręgach interesy lepiej się robi nocą niż za dnia. - Roześmiała się, wstając.
Chwilę później podeszła do szafy, z której wyjęła elegancką czarną sukienkę z odsłoniętymi plecami, i zerknęła w stronę barku.
- Zanim wyjdziesz, nalej mi jeszcze szampana - poleciła. - I załóż coś na ten swój seksowny tyłeczek - dodała, szczypiąc mnie w pośladek, i znalezioną na komodzie klamrą spięła swoje długie platynowe włosy w wysoki kok. - Idę pod prysznic. Kiedy wyjdę z łazienki, masz już być na dole - rzuciła nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Nalałem jej więc szampana, którego schłodzone bąbelki kusiły, przyjemnie musując w kieliszku, sam wypiłem kilka łyków, włożyłem nieco zmięty smoking i wyszedłem z pokoju. Zjeżdżając windą, pomyślałem, że mam szczęście, bo Martyna była nie tylko piękna, ale i hojna, co nie zawsze szło ze sobą w parze. Minutę później opuściłem recepcję i samotnie usiadłem nad efektownie podświetlonym basenem. Noc była dość chłodna jak na maj, ale nie zmarzłem. Rozgrzewało mnie wspomnienie seksu i wciąż krążący w moich żyłach alkohol.
Położony przy porośniętej drzewami szerokiej alei w okolicach włoskiej ambasady hotel Rogner w Tiranie nie był może najelegantszym tego typu obiektem, jakie zdążyłem już zobaczyć w moim dwudziestoośmioletnim życiu, ale prezentował się całkiem godziwie jak na ten krótki, spontaniczny pobyt w Albanii, który dwa dni temu zaproponowała mi Martyna. A z kim właśnie się spotkała w dyskretnym zaciszu naszego pokoju? Nad tym wolałem się nie zastanawiać. Ona płaciła, ja byłem do jej dyspozycji. Zadawanie pytań nie mieściło się w zakresie moich obowiązków. I na wypadek, gdybyście się zastanawiali, czemu pozwalam kobiecie tak sobą pomiatać i wydawać rozkazy, chętnie odpowiem. To nie jest moja kobieta, nie moja bajka i nie mój styl uprawiania miłości. Ja po prostu daję jej to, za co nieźle mi płaci.
Tak, zgadliście.
Jestem żigolakiem.
2.
JULIA
Zawsze lubiłam być pożądana, jak chyba każda kobieta, ale ogień, który płonął w jasnych oczach Tomasza, zdawał się być poza kontrolą, co z jednej strony było cholernie seksowne, a z drugiej mocno niepokojące...
- Myślałem dziś o tobie, maleńka - powiedział, a lufa trzymanego przez niego pistoletu musnęła mój nagi sutek i ześlizgnęła się niżej, po piersi i brzuchu, aż na sam dół, do kwintesencji mojej kobiecości.
Kiedy chłodny metal dotknął łechtaczki, drgnęłam zaskoczona intensywnością doznania i uczuciem robienia czegoś zakazanego. "Nie powinnam się pieprzyć z Tomaszem" - pomyślałam, kiedy sam czubek lufy zagłębił się w moją śliską od soków piczkę tylko po to, żeby zaraz potem się z niej wysunąć.
Jest wyższy stopniem i jeszcze się nie rozwiódł, a ja...
- Przestań - szepnęłam, kiedy on uklęknął i, łapiąc mnie za pośladki, zanurzył we mnie koniuszek języka. - Tomasz, błagam, przestań...
Złapałam go za włosy, chcąc odciągnąć go od mojej muszelki, ale nie zamierzał ustąpić i chwilę później poczułam zbliżający się orgazm.
- Kurwa - szepnęłam, wciąż z palcami zaciśniętymi na jego włosach, niepewnie stojąc na drżących nogach.
Wstał, przyciągnął mnie do siebie i pocałował w usta.
- Jest nienaładowany, chyba wiesz? To stary gnat, od dawna go nie używam - wymruczał, pieszcząc moje pośladki.
- I właśnie dlatego postanowiłeś mnie nim zerżnąć? - Roześmiałam się, a on lekko ugryzł mnie w ramię.
- To była ledwie gra wstępna, żadne rżnięcie. Zimny metal nie będzie wyręczać w akcji mojego kutasa, który i tak jest pewnie jeszcze twardszy od tej lufy. - Tomasz zaśmiał się z własnego chełpliwego gadania.
- Wiesz, że nie powinieneś tu przychodzić, przecież wiele razy o tym rozmawialiśmy - powiedziałam cicho.
- A ty nie powinnaś otwierać mi drzwi owinięta jedynie w ręcznik, cała wilgotna po prysznicu, piękna i półnaga...
- Myślałam, że to kurier - broniłam się.
- Kurier? To miałby chłopak niezły widok. - Tomasz pocałował mnie w szyję i podniósł leżący na komodzie pistolet. - Ale może następnym razem poważnie cię nim wyrucham? - Zaśmiał się, a ja zamachnęłam się, żeby dać mu w pysk, ale był szybszy i złapał mnie za rękę. - Tylko się z tobą droczę, maleńka - mruknął.
- Idź już, Tomek - poprosiłam go. - Zanim znowu zacznie do ciebie wydzwaniać żona albo...
- O co ci chodzi, Julia?! - wszedł mi w słowo. - Wpadłem tylko po to, żeby pogadać, a wyszło, jak wyszło...
- Wpadłeś, żeby pogadać i już w drzwiach włożyłeś mi język w usta? A chwilę później skończyłam z twoim glockiem w piczy?!
- Nie używam go już, przecież mówiłem. I nie był naładowany - burknął. - Poza tym nie mów, że cię to nie kręciło. Widziałem, jak mrużyłaś oczy, świetnie znam to spojrzenie. - Mrugnął do mnie.
- Spierdalaj, Tomasz! - syknęłam. - Poważnie, wypieprzaj stąd! Mam dość smrodu w wydziale, złośliwych spojrzeń, szeptów za moimi plecami i plotek! Nie możemy dłużej się spotykać!
- Rozwodzę się, przecież wiesz. Niedługo wyprowadzę się z domu i możemy...
- To najpierw się, kurwa, wyprowadź, a później pogadamy! - krzyknęłam, wchodząc mu w słowo. - Bo na razie jestem cholerną kochanką starszego stopniem kolegi i za chuja mi to nie pasuje! Jeszcze niedawno łudziłam się, że ludzie nadal o nas nie wiedzą, ale teraz nie jestem już tak naiwna... Wiedzą o nas, słyszysz? Musieliby być, kurwa, ślepi, żeby niczego nie widzieć!
- Nie lubię, kiedy klniesz. - Skrzywił się, a ja parsknęłam śmiechem.
- Mam to w dupie - syknęłam.
- I tyle? Sama doszłaś, ale mnie zostawiasz z niczym? - Kochanek złapał mnie za rękę i przyłożył ją do swojego krocza. - Czujesz, jaki jest twardy? Chyba wiesz, co z nim zrobić, czy może mam cię przeszkolić w temacie?
- Nie dziś - powiedziałam, ale on nie zamierzał ustąpić.
- Daj spokój, weź go chociaż do buzi - naciskał, stojąc oparty o ścianę, wciąż nagi i napalony.
"Kurwa mać, jak ja się w to wpierdoliłam? - pomyślałam, klękając. - W ten niezręczny romans, w to ukradkowe rżnięcie i w te nasze coraz ostrzejsze awantury?"
- O Chryste, tak. Taaaak! - Kiedy włożyłam sobie jego członek do ust, Tomasz złapał mnie za głowę, czego nie znosiłam, i dosłownie wciskając mi kutasa do gardła, trysnął, wydając z siebie przeciągły jęk rozkoszy. - Jesteś boska, maleńka - wydyszał.
- Wiem - mruknęłam, wstając. - Idź już - poprosiłam raz jeszcze, a on krzywo się uśmiechnął.
- Teraz mogę iść - powiedział, sięgając po swoje slipy.
Zakładał spodnie, kiedy zdałam sobie sprawę, że on mi łatwo nie odpuści. Tak, kręcił mnie, bo był niesamowicie seksowny z tymi swoimi chabrowymi oczyma, złamanym nosem byłego boksera i burzą ciemnoblond włosów. Do tego imponująco wyrzeźbiony tors, zgrabny tyłek, idealnie równe białe zęby i wściekle zazdrosna żona w pakiecie, z którą on ponoć ciągle się rozwodził, tylko ona chyba nadal nie miała o tym pojęcia...
- Do jutra.
Kiedy się ubrał i przeczesał palcami włosy, Tomasz pocałował mnie w usta i upchnął do plecaka gnata, którym niedawno mnie pieścił, a ja odwróciłam oczy, czując się zażenowana faktem, że wspomnienie lodowato zimnej lufy dotykającej mojej łechtaczki okazało się zaskakująco przyjemne.
- Do jutra - powtórzyłam cicho, przechodząc za nim do przedpokoju.
Gdy zakładał buty, pomyślałam, że zaczynam się bać. Naszego romansu, jego konsekwencji i upartego nacisku Tomasza, który nie zamierzał ze mnie rezygnować. A przecież potrafił być brutalny i łatwo wpadał w furię, o czym świetnie wiedziałam, pracując z nim w jednym wydziale. Bywało, że szybko brał się do bicia, zarówno przy zatrzymaniach, jak i na popijawach wśród kolegów gliniarzy, a jego napady wściekłości były dobrze znane w naszym środowisku. Tak, był świetnym policjantem, ale również śmiertelnie niebezpiecznym wrogiem i nagle poczułam się w jego rękach jak marionetka... "Jasne, umiem się bronić, ja przecież również jestem gliną. Ale czy w starciu z nim moja siła wystarczy?" - zastanawiałam się, zamykając za nim drzwi po tym, jak już pocałował mnie w usta i obiecał wieczorny telefon.
Godzinę później, po tym jak wypiłam kupiony w jednym z barów drink, pieszo przeszłam na Kasprowicza, gdzie stanęłam przed jedną z kamienic i zadarłam głowę, chcąc zerknąć w okna na drugim piętrze. "Widzę cię, chłoptasiu" - uśmiechnęłam się na widok świetnie zbudowanego wysokiego bruneta w jasnej koszuli, który przechadzał się po swoim salonie, rozmawiając przez telefon.
Przyglądałam mu się przez jakiś kwadrans i już miałam sobie iść, kiedy w jego mieszkaniu zgasło światło i dotarło do mnie, że on wychodzi. Schowałam się więc za jednym z rosnących wzdłuż jego ulicy drzew i przykucnęłam, udając, że wiążę sznurowadło, a kiedy usłyszałam trzaśnięcie zamykanej bramy, odczekałam kilka chwil i ruszyłam w ślad za nim, w stronę pobliskich bulwarów.
Dziesięć minut później obserwowałam, jak wchodzi do jednego z pubów z widokiem na rzekę i wita się z wysokim blondynem, który zamawia dla nich obu po piwie.
"Błażeju Łucki, jeszcze nie masz o tym pojęcia, ale mamy do pogadania" - pomyślałam, porzucając swój punkt obserwacyjny i zawracając w stronę domu.
3.
BŁAŻEJ
W środy zazwyczaj ujeżdżała mnie Zuzanna. Od południa do czternastej, zawsze, odkąd się poznaliśmy. Miała wolny zawód i któregoś dnia zdecydowała, że pasują jej właśnie te dwie godziny w samym środku tygodnia. Ja również, chyba można tak powiedzieć, mam wolny zawód, więc się zgodziłem. Spotykaliśmy się wyłącznie u niej, w częściowo skrytej za kamiennym murem willi z olbrzymimi oknami i ogrodem w angielskim stylu. Czasem, kiedy mnie dosiadała, przyglądały się nam jej psy, cztery pekińczyki, z których jeden był rudo-brązowy, a trzy kolorem sierści przypominały biszkopty. I zdarzało się, że kiedy ich pani dochodziła, głośno przy tym krzycząc, wszystkie cztery zaczynały szczekać, obłąkańczo ujadając w pełnej antyków sypialni, co wyjątkowo mnie wkurwiało, ale Zuzannie ewidentnie to nie przeszkadzało...
- O tak, Boże, tak! Zaraz dojdę. - Tej środy Zuzanna ujeżdżała mnie z wyjątkowym zapałem, jakby seks dawał jej jeszcze więcej rozkoszy niż zazwyczaj. - Kurwa, jak dobrze.
Na przemian przeklinała i wymawiała imię Pańskie nadaremno, wijąc się z rozkoszy, a jej duże piersi radośnie podskakiwały, unosząc się i opadając w rytm ruchu jej bioder. Leżąc pod nią, nie potrafiłem oderwać od nich oczu. Hipnotyzowały mnie, chociaż nie były ani tak jędrne, jak u młodych kobiet, ani najpiękniejsze, jakie widziałem. A jednak patrzyłem i czułem podniecenie, jakby sam fakt, że to kobiece piersi, sprawiał, że je wielbiłem.
Kiedy wyciągnąłem rękę i zacząłem pieścić jeden z jej twardych sutków, Zuzanna wygięła plecy w łuk i krzyknęła z rozkoszy. Chwilę później opadła na mój nagi spocony tors, a jej karmelowe proste włosy rozsypały się na moje ciało ostatnią tego dnia pieszczotą.
- Mogłabym tak leżeć do końca świata - szepnęła z policzkiem wtulonym w zagłębienie mojego ramienia.
- Ja też, kotku - skłamałem tak gładko, że tylko za tę jedną krótką kwestię mógłbym pewnie zgarnąć Oscara.
Ona z zadowoleniem mruknęła coś pod nosem, opuszkami palców kreśląc kółka na moim ramieniu.
- Wykąpiesz mnie? - zapytała w końcu.
Kiedy wstała i naga przeszła przez pokój, usiadłem na łóżku i zerknąłem na zegarek. Nigdy go nie ściągam i czasem mam wrażenie, że zrósł się z moim nadgarstkiem. Był drogi i świetnie się prezentował, ale nie o to w tym chodziło. Po prostu lubię wiedzieć, która jest godzina, pozwala mi to lepiej zaplanować każde spotkanie.
- Idziesz czy nie? - W głosie Zuzanny usłyszałem pierwsze oznaki poirytowania, więc wstałem z szerokiego łóżka z zagłówkiem w musztardowym kolorze i wszedłem za nią do dużej, elegancko urządzonej łazienki.
Kiedy podszedłem do wanny, Zuzanna siedziała już na jej obramowaniu i wyciągała rękę, upewniając się, czy z kranu nie leci zbyt ciepła woda.
- Przyniesiesz mi kieliszek wina? Na drzwiach lodówki jest otwarta butelka. - Uśmiechnęła się na mój widok, jednocześnie pożerając wzrokiem mój nagi tors, płaski brzuch i penisa.
- Oczywiście - odpowiedziałem, całując ją w usta.
Były przesadnie napompowane kolagenem czy czymś innym, co obecnie ładuje się w kobiece wargi, i sprawiały, że Zuzanna wyglądała trochę jak wigilijny karp, a trochę jak każda inna ryba, ale oczywiście tego jej nie powiedziałem. Wyszedłem za to z łazienki, minąłem cztery rozłożone na podłodze w kącie sypialni poduszki z wylegującymi się na nich pekińczykami i złapałem za klamkę. Przechodząc przez hol, na chwilę przystanąłem przed olbrzymim lustrem w złotych ramach, jak zawsze zadowolony z własnego odbicia. Dużo ćwiczę i ciężko pracuję, żeby wyglądać tak, jak wyglądam, ale parę rzeczy dostałem od matki natury gratis, można powiedzieć w prezencie. Duże ciemne oczy, prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu, mocno zarysowaną szczękę i elegancki prosty nos. Rzymski, jak go kiedyś określiła jedna z moich kochanek. Do tego ciemne, gęste i lekko kręcone włosy, szczupłe dłonie i solidne osiemnaście centymetrów tam, gdzie u mężczyzny każdy centymetr ma niebagatelne znaczenie.
- Błażej, idziesz?! - Zuzanna ponagliła mnie z piętra, więc puściłem oczko do swojego nagiego odbicia, przeszedłem do kuchni, nalałem wino do wyjętego z kredensu kieliszka i wróciłem na górę.
- Wsadzisz mi jeszcze raz? - zapytała, pieszcząc swoje piersi, dobiegająca pięćdziesiątki, wychudzona, napalona i bosko naiwna w tych swoich wyobrażeniach o własnym powalającym seksapilu.
- Jasne, kiciu - rzuciłem tym swoim aksamitnym głosem, który uwielbiała każda z kobiet, a ona pochyliła się nad wanną i z dłońmi opartymi o jej obramowanie wypięła tyłeczek.
Wchodząc w nią, starałem się nie myśleć o mdłej woni jej kwiatowych perfum, których zapach silnie rywalizował z unoszącym się w łazience aromatem kokosowego płynu do kąpieli. Posuwałem ją gwałtownie, aż do kolejnego orgazmu, a kiedy doszła, krzyczała tak głośno, że niemal popękały mi bębenki. Liczba szczytowań, do których bywała zdolna, imponowała nawet mnie. Czasem myślałem, że te nasze środy, które tak hojnie opłacała, mają jej zrekompensować wcześniejsze lata raczej średnio udanego życia seksualnego u boku zmarłego jakiś czas temu męża, z którym - jak zdążyłem się już domyślić - bardzo ochoczo dzieliła wspólne konto, ale znacznie mniej ochoczo łóżko.
- Jak myślisz, czy Teodor nas dziś zobaczył? - zapytała konspiracyjnym szeptem, kiedy już się z niej wysunąłem.
- A chciałabyś, żeby nas zobaczył? - Uśmiechnąłem się, chociaż jakaś część mnie była mocno zaniepokojona jej rojeniami o zmarłym mężu przyglądającym się z zaświatów jej łazienkowym igraszkom z żigolakiem.
- Pewnie, że bym chciała. A i Teodor nie miałby pewnie nic przeciwko. Zawsze mi powtarzał, że po jego śmierci mam być szczęśliwa. Dołączysz? - zapytała mnie chwilę później, urywając temat zmarłego męża, rzekomego podglądacza.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, wolałbym prysznic.
- Tak, wiem, dochodzi czternasta i zaczyna ci się spieszyć. - Moja kochanka uśmiechnęła się złośliwie i nasączoną płynem do kąpieli okrągłą gąbką zaczęła obmywać swoje duże chirurgicznie poprawione piersi.
Kwadrans później pożegnaliśmy się jak zawsze, na dole, przy frontowych drzwiach.
- Do zobaczenia, mój piękny. - Owinięta kwiecistym szlafrokiem Zuzanna złożyła na moich wargach ostatni kwiecisty pocałunek i wręczyła mi kopertę.
- Dzięki, kotku. Było bosko, jak zawsze.
Puściłem do niej oczko, wziąłem od niej kasę i wyszedłem.
4.
JULIA
Tym razem zebranie naszego zespołu zaczęło się z lekkim opóźnieniem, co nieco wytrąciło mnie z równowagi. Tym bardziej że Tomasz usiadł dokładnie naprzeciwko mnie i przez cały czas przyglądał mi się z błąkającym się w kącikach ust uśmieszkiem, raz za razem zerkając w mój dekolt.
- Czemu uważasz, że ten chłoptaś nada się do tego najlepiej? - zapytał mnie szef, kiedy powiedziałam, że najprawdopodobniej to właśnie Błażej Łucki jest osobą, której od dawna szukamy. - Dobrze zrozumiałem, że to żigolak? - Nadkomisarz Jędrzej Borsuk zarechotał, a kilku moich kolegów mu zawtórowało.
- Tak, to facet na godziny, ale bardzo dla nas odpowiedni.
- Niby co w nim jest aż tak odpowiedniego? Może przybliżysz nam sylwetkę tego boskiego ciała? - rzucił Wojtek Kamiński wyjątkowo kąśliwym tonem.
- Okay, więc koleś ma dwadzieścia osiem lat i od prawie siedmiu pracuje jako chłopak do towarzystwa. Żigolak, mówiąc dosadniej, a bywa, że i striptizer. Kiedyś studiował socjologię, ale rzucił naukę w połowie trzeciego roku. Nie jest z naszego miasta i rzadko jeździ do rodzinnego domu, więc albo jest skłócony z bliskimi, albo nie ma im nic do powiedzenia. Mieszka sam, nie ma stałej dziewczyny. Regularnie spotyka się z kilkoma starszymi od siebie kobietami, zazwyczaj czterdziestokilkuletnimi, nieczęsto umawia się z kimś w ciemno. Prawniczka, freelancerka, trzy bizneswoman, dentystka i rzeźbiarka rozwiedziona z lekarzem - tego typu snobistyczne towarzystwo. Sprawdziłam większość jego stałych klientek i nie znalazłam tak zwanych powiązań. Oczywiście oprócz tych, które ma Martyna Górska.
- No tak, Hrabina. - Nadkomisarz skrzywił się na dźwięk wymienionego przeze mnie nazwiska, rzucając przy okazji ksywkę tej powiązanej z naprawdę nieciekawym towarzystwem blond trzydziestoośmiolatki.
- W każdym razie z Górską są ze sobą naprawdę blisko, a chłopak jest niegłupi. Pomoże nam. Kto jeśli nie on? Ostatnio zabrała go ze sobą do Albanii, gdzie spędzili cztery dni. Rumuńscy koledzy, którzy również ją obserwują, napisali mi niedawno, że widziała się tam z szefem jednej z mafijnych rodzin i dwoma typami z konkurencyjnego klanu.
- A on? Jest w coś zamieszany? - Borsuk podrapał się po gładko ogolonej głowie i stłumił ziewanie, czekając jednocześnie na moją odpowiedź, i zdałam sobie sprawę, że wciąż jeszcze się waha.
- Łucki zamieszany? Skąd. Posuwa Górską, zarabia całkiem niezłą kasę za swoje nietypowe usługi i wysiaduje z drinkiem w ręku, towarzysząc jej w zagranicznych wyjazdach i weekendowych wypadach. Koleś jest imprezowy, ale na pewno w nic niezamieszany. Z tego, co widzę, jego największym życiowym przewinieniem było co najwyżej wypalenie kilku skrętów. Obecnie dużo pracuje, zgarnia grubą kasę od klientek i obsesyjnie o siebie dba. Siłownia, jogging, masaże, te klimaty - powiedziałam, starając się nie myśleć o Tomaszu, nadal uparcie i natrętnie penetrującym wzrokiem mój dekolt.
- Łatwy pieniądz, aż żal zadek ściska. Że też, kurwa, człowiek poszedł do policji zamiast zostać żigolakiem - zaśmiał się starszy aspirant Darek Kąkol, a siedząca przy nim Bogna Majewska poklepała go po brzuchu.
- Z tym uroczym sadełkiem w pasie i twoją postępującą łysiną, skarbie, mógłbyś co najwyżej sprzedawać się tanio i na ulicy. - Wbiła mu szpilę i siedzące w konferencyjnej towarzystwo zarechotało.
- Dobra, skupmy się. - Nadkomisarz Borsuk chyba nie był w nastroju do robienia sobie jaj, bo zastukał długopisem w stół i zapytał, co jeszcze wiem o Błażeju Łuckim. - Był karany?
- Nie, złoty chłopak.
- I żadnego szemranego towarzystwa wokół niego?
- Nie. Jak mówiłam, kiedy nie pracuje, ogląda filmy, chodzi na siłowni albo biega. Czasem wpada do solarium lub opala się nad rzeką. Dużo czyta. Jeżdżąc za nim, często widywałam go wychodzącego z kilku księgarń w centrum i nigdy nie opuszczał ich z pustymi rękoma.
- Czyta? To się nam inteligencik trafił... Nocami rucha za kasę, a w ciągu dnia co? Mroza wałkuje? - Borsuk parsknął śmiechem i łypnął na mnie spode łba, jakby nadal miał problem z podjęciem decyzji w kwestii Łuckiego.
- Nie wiem, kogo czyta. Wiem, że naprawdę dużo. I że to raczej nie ma związku z tym, czego od niego chcemy - mruknęłam, starając się nie okazywać poirytowania, bo przeciągające się niezdecydowanie przełożonego i kpiące spojrzenia siedzących dookoła stołu kolegów z wydziału zaczęły mi działać na nerwy.
- No dobra, ale masz coś na niego? - zapytał Borsuk. - Bo w to, że zgodzi się nam pomóc bezinteresownie, jakoś nie wierzę.
- Coś się pewnie znajdzie. - Wzruszyłam ramionami. - Postraszę go, ponaginam fakty. Dajcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf, znacie to, nie?
- Ostro pogrywasz, koleżanko - rzucił Tomasz, a ja gwałtownie się zaczerwieniłam na wspomnienie naszego ostatniego spotkania i tego jego irytującego, nachalnego wzroku, który we mnie wbijał, bawiąc się jednocześnie swoją komórką.
- Dobra, niech będzie. To może faktycznie spróbuj jakoś sprytnie podejść tego żigola, a my na dziś kończymy. - Borsuk wstał, złapał swój kubek z niedopitą kawą i szybkim krokiem wyszedł z sali.
W jego ślady poszła reszta ekipy i po chwili zostałam sam na sam z Tomaszem.
- Może zjemy razem kolację? - zapytał, kiedy wstawałam z krzesła.
- Nie. Sorry, ale nie jestem w nastroju.
- A w nastroju na bzykanie jesteś?
- Kurwa, Tomasz! Prosiłam cię, nie tutaj! - Wkurzyłam się.
- Nikogo nie ma, wyluzuj. - Zanim zdążyłam zaprotestować, włożył mi dłoń pod koszulkę i zaczął pieścić sutek. - Zerżnąłbym cię tu i teraz, od rana nie potrafię myśleć o niczym innym - wymruczał, napierając na mnie całym ciałem.
- Puść mnie, odwaliło ci? - syknęłam, nerwowo zerkając w stronę oszklonych drzwi od sali konferencyjnej.
O dyskretnie pulsującej czerwonej diodzie pracującej nad naszymi głowami kamery wolałam nawet nie myśleć...
- Julka, chodźmy do kibla - nalegał Tomasz. - Albo zabarykadujmy drzwi twojego gabinetu biurkiem i...
- Puść mnie - weszłam mu w słowo i pchnęłam go tak mocno, że poleciał na ścianę. - Teraz dotarło, co do ciebie mówię?!
- Znowu jesteś wkurzona?! O co ci chodzi?! Masz PMS? Nagle jestem dla ciebie niewystarczająco dobry?! A może masz kogoś innego, co?! - Walnął w ścianę, dosłownie wbijając pięść w tynk tuż nad moją głową.
- Tomasz, wychodzę. Przepuść mnie albo zacznę wrzeszczeć - zagroziłam mu, a on, czerwony z wściekłości, w końcu pozwolił mi przejść.
- Jeszcze za mną zatęsknisz - warknął, kiedy wychodziłam na korytarz. - Jeszcze sama poprosisz, żebym ci wsadził.
* * *
Pół godziny później szłam przez ciemny parking za budynkiem komendy, nie myśląc już o naszej wymianie zdań. Nagle mój kochanek zaszedł mi drogę i brutalnie złapał mnie za ramię, przyciągając mnie do siebie tak gwałtownie, że prawie straciłam równowagę w nowych wysokich szpilkach na cieniutkim obcasie, które przebrałam po zakończeniu pracy, chcąc się nacieszyć nieplanowanym zakupem i poczuć kobieco po dniu spędzonym wśród pewnych siebie, rozpychających się łokciami samców z naszego wydziału.
- Julka, jedźmy do ciebie - rzucił, jeszcze mocniej przyciągając mnie do siebie, aż poczułam jego wymowną gigantyczną erekcję. - Będziemy się pieprzyć, pić wino i oglądać seriale. A przed snem wyliżę ci cipkę tak dokładnie, jakbym...
- Tomasz, musimy to zakończyć, nie rozumiesz? - powiedziałam zmęczonym głosem, kiedy już udało mi się pewniej stanąć na nogach.
Wtedy mój kochanek mnie pocałował, wsuwając język w moje usta tak głęboko, że dosłownie zabrakło mi tchu.
- Puść! - Kiedy już zdołałam złapać oddech, zaczęłam się z nim szarpać, ale on pchnął mnie na zimną maskę jednego z samochodów i zaczął się szarpać z zapięciem moich dżinsów. - Kurwa, oszalałeś?! - Udało mi się obrócić, unieść kolano i walnąć go w krocze.
- Ty suko... - Tomasz zgiął się wpół i, spazmatycznie łapiąc oddech, oparł się o błotnik stojącej obok terenowej hondy. - Ty pieprzona...
- Zamknij się! - warknęłam. - I zapamiętaj sobie jedno: kiedy mówię "spierdalaj", spierdalasz w podskokach! Tu chciałeś to zrobić? Poważnie?!
- Poważnie. I pamiętaj, że jeszcze z tobą nie skończyłem - zarzekł się, ale nie zamierzałam odpowiadać.
Wyminęłam go i porzuciłam na ciemnym parkingu, skulonego z bólu, upokorzonego i wściekłego. "Od dziś mam w nim śmiertelnego wroga" - pomyślałam, wsiadając do swojego samochodu. "Cóż, nie w nim pierwszym i nie w nim ostatnim" - wzruszyłam ramionami.