p

Biohacking menopauzy. Zrozum zmianę, zaakceptuj ją i żyj długo w zdrowiu - Aleksandra Laudańska

Kup książkę

54.90 zł
35.69 zł (32,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

MENOPAUZA KIEDYŚ

Miesiączka ustaje u większości kobiet około czterdziestego roku życia; ale u tych, u których trwa dłużej, trwa nawet do pięćdziesiątego roku życia, a kobiety w tym wieku były znane z rodzenia dzieci. Jednak powyżej tego wieku nie odnotowano żadnego przypadku.

Arystoteles

Noblistka na krawędzi wytrzymałości

Problemy ze zdrowiem Marii Skłodowskiej-Curie zaczęły się, gdy miała pięćdziesiąt trzy lata, zdiagnozowano wtedy u niej zaćmę [1] . Jej wzrok pogorszył się do tego stopnia, że notatki na prowadzone przez siebie wykłady musiała pisać wielkimi literami, a w poruszaniu się pomagały jej córki. Narzekała również na problemy ze słuchem. Odczuwała też duże zmęczenie - w biografii O swoim życiu i pracach tłumaczyła je wojną, zaś w listopadzie 1920 roku, w liście do swojej siostry Bronisławy, notabene pierwszej polskiej ginekolożki [2] , napisała: "Być może rad ma coś wspólnego z tymi problemami, ale nie można tego potwierdzić z całą pewnością".

W 1921 roku Maria Curie udała się w transatlantycką podróż, by odebrać z rąk prezydenta USA Warrena G. Hardinga dar amerykańskich kobiet w postaci grama radu o wartości stu tysięcy dolarów. Kiedy układano intensywny plan jej półtoramiesięcznej wizyty w USA, brano pod uwagę - widoczne dla otoczenia - osłabienie uczonej. W związku z tym przewidziano nawet możliwość rezygnacji z pewnych, mniej ważnych, aktywności. Organizator spotkania w Smith College, w którego programie były udział w nadzwyczajnym zebraniu absolwentów, zwiedzanie szkolnych laboratoriów, przyjęcie oraz występ studenckiego chóru, przy tym ostatnim punkcie zrobił adekwatną adnotację: "Jeśli pani Curie będzie zmęczona, nie musi uczestniczyć w śpiewaniu" [3] .

Pani Curie była jednak podczas tej podróży zmęczona dużo częściej i dużo bardziej, niż przewidywano. Do tego stopnia, że nie mogła wywiązać się ze wszystkich swoich zobowiązań, i to już na początku wizyty [4] . I tak - nadany jej przez Woman's Medical College of Pennsylvania stopień naukowy doktora nauk medycznych oraz tytuł doktora praw Uniwersytetu Pensylwanii odebrała za nią córka Ir?ne. Także córka, wtedy dwudziestoczteroletnia, wygłosiła za nią wykład dla studentów w Bryn Mawr College. Lokalne gazety donosiły, że z powodu złego stanu zdrowia i zmęczenia uczonej trzeba będzie odwołać jej wizyty w laboratoriach zakładów Standard Chemical Company i całą podróż na Zachód. Ostatecznie wizyta w laboratorium w Canonsburgu odbyła się i tchnęła w pięćdziesięcioczterolatkę nową energię. "Była to znacząca manifestacja przewagi technicznego i naukowego umysłu nad kruchym i znużonym ciałem" - napisano w "The Pittsburgh Sun".

Pismo "Springfield Republican" relacjonowało wizytę: "Ci, którzy widzieli panią Curie [...], wyrażali wątpliwości, czy zdoła przetrwać tę podróż bez załamania nerwowego", "The Evening World" pisał o "zmęczeniu graniczącym z chorobą", które zatrzymało ją dłużej w Waszyngtonie. O stanie Marii w liście do swojej matki pisała też jedna ze studentek Smith College (noblistka odebrała tam honorowy tytuł doktora nauk ścisłych): "Wyglądała bardzo słodko, ale wydawała się zmęczona i blada".

O osłabieniu uczonej dużo mówi również to, że po tygodniu wymieniania wielu uścisków dłoni musiała odciążyć rękę na temblaku. Znaczący jest także fakt, że lekarz, który się nią opiekował, Edward Berneys, aplikował jej "tonik" na sen - prohibicyjną sherry (lekarzy nie dotyczyła prohibicja, mogli wypisywać alkohol jako lekarstwo; notabene "odkrycie", że alkohol leczy dwadzieścia siedem różnych chorób zbiegło się ze wzrostem liczby wypisywanych recept).

W trzecim tygodniu podróży stan wyczerpania Marii był bliski zapaści, więc o konsultację lekarską poproszono doktorów Edwarda H. Rogersa i Samuela Lamberta. Ci, upewniwszy się, że ciśnienie noblistki jest w normie, nie uznali jej stanu za alarmujący. Wyniki zleconych przez nich badań krwi wykazały nieznaczną anemię, ale doktorzy wykluczyli potencjalnie szkodliwy wpływ radu. Pogorszenie się stanu zdrowia pacjentki wytłumaczyli forsownym planem wizyty.

W połowie czerwca Maria Curie odwiedzała Evanston w stanie Illinois, otrzymała tam honorowy tytuł doktora nauk ścisłych Northwestern University. Podczas pobytu w campusie uniwersyteckim zaproszono ją do skorzystania z nowego basenu. Odmówiła, za to - ku zdziwieniu gospodarzy - poprosiła o możliwość popływania w jeziorze Michigan. Pływała w nim przez ponad kwadrans. Dwa dni później po raz kolejny musiała przerwać podróż - jej bardzo niskie ciśnienie krwi poważnie zaniepokoiło lekarzy.

Tuż przed rejsem powrotnym Maria skonsultowała swoje problemy ze wzrokiem z poleconym okulistą, ten jednak nie mógł jej pomóc. Dopiero po obustronnych operacjach usunięcia katarakty, które przeszła dwa lata później, w 1923 roku, uczona była w stanie ponownie wykonywać skomplikowane procedury laboratoryjne i prowadzić samochód (była jedną z pierwszych kobiet na świecie, które miały prawo jazdy, i pierwszą kobietą we Francji z uprawnieniami do kierowania samochodami ciężarowymi).

Czy to możliwe, że noblistka cierpiała tak z powodu braku estrogenu po przejściu menopauzy? Możliwe i bardzo prawdopodobne. Częstość występowania zaćmy wzrasta u kobiet po klimakterium i ma na to wpływ właśnie spadek poziomu tego hormonu [5] , [6] . Do tego zmęczenie, problemy ze stawami (ręka na temblaku) i snem - typowe objawy niedoboru estrogenu. A może jej anemię spowodowały krwotoczne miesiączki, tak częste u kobiet w czasie perimenopauzy? A nagła chęć kontaktu z wodą w czerwcowe popołudnie to efekt uderzeń gorąca i sposób na doznanie chwilowej ulgi?

Logika i aktualny stan wiedzy podpowiadają, że dolegliwości Marii Skłodowskiej-Curie odczuwane po pięćdziesiątce związane były z hormonalną zmianą, jaką niesie zaprzestanie jajeczkowania. Niestety, wtedy jeszcze uczona nie mogła dostać od amerykańskich lekarzy skutecznej estrogenoterapii - hormon ten udało się wyizolować z komórek jajowych dopiero w 1923 roku. Za to, gdyby podczas swojego pobytu w Stanach uległa wypadkowi i chciała dochodzić odszkodowania przed tamtejszym sądem, amerykański adwokat strony pozwanej z dużym prawdopodobieństwem wykorzystałby argument "syndromu menopauzalnego", żeby odeprzeć zarzuty... O tej praktyce, stosowanej przez prawników w USA aż do lat osiemdziesiątych XX wieku, przeczytasz w dalszej części tego rozdziału.

Menopauza od starożytności do średniowiecza

Brak miesiączki u starszej kobiety i towarzyszące mu dolegliwości opisane zostały pierwszy raz w staroegipskim medycznym "Papirusie Ebersa" z około 1550 roku p.n.e. Zawiera on akapit poświęcony kobiecie, która od wielu lat nie miesiączkowała. Występowało przy tym uczucie pieczenia w żołądku, a łagodziły je jedynie wymioty "przezroczystym płynem". Początkowo uważano, że kobieta jest "przy nadziei" i stąd brak miesiączki oraz nudności. Ponieważ jednak lekarz ustalił brak ciąży, uznał, że najprawdopodobniej pacjentka jest pod wpływem czarów.

Trzysta lat później, podczas panowania Ramzesa II, świadomość, że starsze kobiety są bezpłodne, bardziej się upowszechniła. Około 1250 roku p.n.e. Hattusilis III, król Hetytów, poprosił Ramzesa II o przysłanie lekarza, aby przygotował lek na płodność dla jego siostry. Chociaż faraon zgodził się wysłać jednego ze swoich medyków, zaznaczył, że przyczyną niepłodności kobiety był raczej jej wiek. Mając sześćdziesiąt lat, była już "poza nadzieją" - jak, mało delikatnie, miał stwierdzić monarcha [7] .

Jednak pierwszy zachowany opis menopauzy, jako wydarzenia w życiu każdej dojrzałej kobiety, sięga IV wieku p.n.e. i pochodzi z dzieła Arystotelesa Historium Animalum . Filozof, który - warto tu wspomnieć - uważał kobietę za zdeformowanego lub okaleczonego mężczyznę, opisywał menopauzę tak: "Miesiączka ustaje u większości kobiet około czterdziestego roku życia; ale u tych, u których trwa dłużej, trwa nawet do pięćdziesiątego roku życia, a kobiety w tym wieku były znane z rodzenia dzieci. Jednak powyżej tego wieku nie odnotowano żadnego przypadku".

Filozof uważał, że tracąc tak wiele płynu podczas miesiączki, kobiety zbliżają się do śmierci szybciej niż mężczyźni, którzy tracą dużo mniej nasienia. Gdy kobieta przestawała miesiączkować, stawała się bliższa w swej naturze mężczyźnie [8] . W tym Arystoteles zgadzał się z - żyjącym przed nim - Hipokratesem.

Menopauza wiązała się w tamtych czasach z wywodzącą się z greckiej filozofii i astrologii ptolemejskiej koncepcją cyklów klimakterycznych (z gr. klimax - drabina, klimaktér - szczebel, schody) oraz punktów zwrotnych, które powtarzały się co siedem lat. Były one krytyczne dla życia i zdrowia człowieka, postrzegano je także jako zmianę jednego rodzaju życia - i postawy wobec niego - na inny. Pierwsze klimakterium występować miało w siódmym roku życia człowieka, a pozostałe to wielokrotności pierwszego: dwadzieścia jeden, czterdzieści dziewięć, pięćdziesiąt sześć, sześćdziesiąt trzy i tak dalej. Najbardziej niebezpieczne było tzw. wielkie klimakterium, czyli zakończenie ósmego cyklu (sześćdziesiąt trzy lata), ale to określenie mogło też odnosić się do siódmego cyklu (czterdzieści dziewięć lat, czyli u kobiety wiek menopauzalny) i dziewiątego (osiemdziesiąt jeden lat). Według astrologów osoba - zarówno kobieta, jak i mężczyzna - przechodząca wielkie klimakterium dostrzec miała bardzo znaczące zmiany w ciele i była w tym czasie narażona na duże ryzyko śmierci.

Na ideę cyklów klimakteryjnych wpływ miał Pitagoras (który przypisywał cyfrze siedem ogromne znaczenie i wierzył, że reprezentuje ona harmonię i doskonałość we wszechświecie), ona zaś wywarła wpływ na myślicieli nowożytnych. Odcisnęła się także na języku - w dawnej polszczyźnie klimakter oznaczał "nieszczęśliwy rok, który miał przypadać co siedem lat" i "okres siedmioletni w dziejach lub w życiu człowieka".

Koncepcja klimakterium wpisywała się zgrabnie w cykl życia kobiet, które właśnie około czterdziestego dziewiątego roku życia doświadczały dużej, krytycznej dla nich, zmiany. Pojawiające się wtedy zatrzymanie miesiączki było, według Hipokratesa, niebezpieczne dla zdrowia. Medyk, o którym mówiono, że zredukował liczbę cieni w Hadesie, uważał bowiem, że regularna miesiączka była konieczna, aby nadmiar płynów zgromadzonych w ciele kobiety nie naciskał na narządy - co miało prowadzić do chorób, a w ostateczności do śmierci. Ten rzekomy nadmiar wynikał, według ojca medycyny, z różnic anatomicznych w budowie kobiet i mężczyzn. Kobiety miały mieć luźniejszą strukturę ciała, przez co wchłaniały i zatrzymywały większe ilości płynów. Ustanie krwawienia było więc wydarzeniem świadczącym o upodobnianiu się kobiecego ciała do męskiego. Lekarze, którzy przyjęli etos hipokratejski, starali się zaradzić coś w takich przypadkach i wywołać miesiączkę, co traktowali jako terapię ratującą życie. Mówi o tym opis przypadku Phaethousy z Abdery zawarty w dziele Corpus Hippocraticum - zbiorze około siedemdziesięciu pism anonimowych autorów spisanych w połowie IV wieku p.n.e. (traktaty ginekologiczne zajmują w nim około jednej czwartej całości). Phaethousa przestała miesiączkować i przez to cierpiała na bóle i zaczerwienienie stawów, jej ciało pokryły włosy, urosła jej broda i generalnie stała się podobna do mężczyzny. Lekarze próbowali przywrócić miesiączkę, ale nie udało się to, a pacjentka niedługo potem zmarła. Podobnie stało się z inną opisaną w tym samym miejscu kobietą - Nanno, żoną Gorgipposa z Thasos. Lekarze uważali, że gdyby miesiączka znowu u niej wystąpiła, doszłoby do ponownej feminizacji. Ale i ta pacjentka szybko zmarła.

W II stuleciu n.e. sporo o menopauzie pisał Soranos - grecki ginekolog z Efezu. W swoim dziele Ginekologia , opisując cykl miesięczny kobiety, napisał, że "miesiączka w końcu dobiega końca, zwykle nie wcześniej niż czterdzieści ani później niż pięćdziesiąt lat". "Zwykle", ponieważ zauważył, że u niektórych kobiet miesiączka - nazwana przez niego, z uwagi na swoje oczyszczające organizm właściwości, katamenion (jak też katharsis ) - trwa do sześćdziesiątki. Warto wspomnieć, że Soranos zaobserwował także, iż miesiączkę mogą zatrzymać forsowne ćwiczenia i wtedy jest to odwracalne.

Soranos twierdził, w kontrze do Hipokratesa, że mężczyźni i kobiety są stworzeni z tych samych "materiałów" i zachowują się według tych samych zasad. Chociaż macica jest unikalnym organem kobiecym i ma swoje własne funkcje, a stany takie jak ciąża i laktacja są specyficzne dla kobiet, ich choroby nie są generalnie różne od tych, które dotykają mężczyzn. W ginekologii Soranosa nie było też miejsca na teorię, że menstruacja jest niezbędna dla zdrowia kobiety. Wręcz przeciwnie, medyk argumentował, że menstruacja jest w rzeczywistości zła dla ogólnego dobrostanu, z wyjątkiem tego, że jest niezbędna do poczęcia. Ciąża jednak też była według niego szkodliwa dla kobiet, bo powodowała wyczerpanie i przedwczesną starość. Soranos uważał nawet sam stosunek płciowy za szkodliwy, a wieczyste dziewictwo stanowiło według niego najlepszą opcję zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet.

Żyjący po nim Galen z Pergamonu, praktykujący w Rzymie, czerpał ze spuścizny Hipokratesa. Galen sądził i pisał o tym w swoim dziele O wenesekcji przeciwko Erasistratusowi (wenesekcja to puszczanie krwi), że na "dobrze oczyszczoną", dzięki regularnej menstruacji, kobietę "nie będą miały wpływu podagra (dna moczanowa), zapalenie stawów, zapalenie opłucnej, zapalenie płuc, epilepsja, apopleksja, bezdech, skurcze, strach, tężec, melancholia, mania, plucie i wymiotowanie krwią i każda inna poważna choroba". Co oznacza, że te, których miesiączka została zahamowana lub ustała, mogą cierpieć na wiele z wymienionych schorzeń.

W Bizancjum, w VI wieku n.e., Aëtius Amidenus, lekarz Justyniana I, w swoim dziele Tetrabiblos omówił wiek, w którym kobieta może przestać krwawić, stwierdzając: "Miesiączka nie ustaje przed trzydziestym piątym rokiem życia ani nie pojawia się po latach pięćdziesiątych; rzadko niektóre miesiączkują aż do sześćdziesiątego roku życia. Te, które są bardzo otyłe, przestają wcześnie".

Stulecia mijały, a wiek, w którym kobiety przestawały miesiączkować, nie zmieniał się. Gilbertus Angelicus w swoim dziele Compendium Medicinae napisanym pomiędzy 1230 a 1250 rokiem wskazywał, że "miesiączka zatrzymuje się w sposób naturalny poniżej dwunastego roku życia i powyżej pięćdziesiątego roku życia". W tym samym czasie Bartholomeus Angelicus w dziele D e P roprietatibus Rerum sugerował, że zatrzymanie miesiączki było powodem do niepokoju "zazwyczaj od czternastego do pięćdziesiątego roku życia", ale nie dłużej. Członek Merton College w Oksfordzie, John of Gaddesden, który w latach 1304-1317 napisał Rosa Medicinae - pierwszą angielską książkę medyczną, zwaną także Rosa Anglica , wskazywał, że "miesiączka wstrzymuje się w sposób naturalny aż do dwunastego lub czternastego roku życia i po pięćdziesiątce, chociaż w niektórych przypadkach kończyć się może wcześniej, w wieku trzydziestu pięciu, czterdziestu lub czterdziestu pięciu lat, w zależności od różnej natury kobiety" [9] .

Co ciekawe, w średniowieczu menopauza nie była przypisywana tylko kobietom. Starzenie się i spadek płodności dotyczyły obu płci, jednak kobiety "starzały się szybciej" - popularna praca De Amore Andreasa Capellanusa z 1186 roku definiowała starość u kobiet jako wiek pięćdziesiąt lat, podczas gdy w przypadku mężczyzn starość zaczynała się w wieku sześćdziesięciu lat [10] . Do tego, ponieważ okres płodności kobiet wydawał się krótszy, zainteresowanie medyków kobiecą perspektywą było niewielkie [11] .

W wiekach średnich nie brakowało też innych mylnych koncepcji - autorką jednej z nich była Hildegarda z Bingen, żyjąca w XII wieku w Niemczech reformatorka religijna, filozofka, kompozytorka i uzdrowicielka cieszącą się reputacją mistyczki. Od ósmego roku życia Hildegarda mieszkała w domach zakonnych, w wieku trzydziestu ośmiu lat została przeoryszą konwentu benedyktynek, który potem przeniosła - by nie dzielić murów z mężczyznami - do ufundowanego przez jej rodzinę klasztoru we wsi Rupertsberg. Hildegarda miała wiele okazji do obserwowania cech menopauzy i leczenia jej. Jednak w księdze drugiej swego dzieła medycznego Liber Subtilitatum Diversarum Naturarum Creaturarum , w rozdziale "De menstruo", napisała, że "u kobiet po pięćdziesiątym roku życia nie ma miesiączki, z wyjątkiem tych, które są zdrowe i silne, gdyż u kobiet miesiączka nadal klaruje się do lat siedemdziesiątych". Dalej twierdziła, że miesiączka ustaje, kiedy macica zaczyna zwijać się i kurczyć, w związku z czym nie ma możliwości zajścia w ciążę, ale "czasem, rzadko się zdarza, żeby okazjonalna kobieta z trudem poczęła choć raz nawet do osiemdziesiątego roku życia". Jakkolwiek jest niemożliwe, że Hildegarda znała takie przypadki, to potwierdza, że w średniowieczu część kobiet żyła jeszcze wiele lat po menopauzie. Sama Hildegarda dożyła osiemdziesiątki.

Tora - postmenopauzalna średniowieczna kobieta

Fakt, że niektóre kobiety w średniowieczu żyły jeszcze dość długo po przejściu menopauzy, potwierdza też archeologia. W 2022 roku Ellen Grav, archeolog z Muzeum Uniwersyteckiego Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii, przedstawiła światu realistyczny model sześćdziesięciopięcioletniej kobiety, która żyła w Norwegii w XIV wieku. Model jest rekonstrukcją wykonaną na podstawie szkieletu kobiety wydobytego w latach siedemdziesiątych XX wieku. Kobietę nazwano Tora.

Tora urodziła się pod koniec 1200 roku i mieszkała w Trondheim, mieście w środkowej Norwegii. Według muzeum, w tym czasie metropolia ta szybko się rozwijała i była zamieszkana przez rzemieślników i kupców. Chociaż nie ma żadnych pisemnych zapisów na temat Tory, archeolodzy złożyli historię życia tej średniowiecznej kobiety na podstawie wskazówek z jej szczątków szkieletowych i miejsca, w którym ekshumowano jej ciało.

Kości Tory, która żyła po menopauzie jeszcze około piętnastu lat, noszą ślady ciężkiej pracy i chorób - miała podagrę w dłoniach, ramionach i biodrach, a jej ewidentnie osteoporotyczny kręgosłup był mocno wygięty, co sprawiło, że kobieta chodziła zgarbiona. Straciła również wszystkie zęby i żyła bez nich przez dłuższy czas. Jej układ kostny był w kiepskim stanie, mimo że przez większość życia miała dostęp do pożywnego jedzenia - zarówno w dzieciństwie, jak i przez resztę życia [12] .

Menopauza od renesansu do XVIII wieku

Wenecki lekarz Giovanni Marinello w swoim dziele Leki na choroby kobiece z 1563 roku przypisywał menopauzie wszelkiego rodzaju choroby, które dotykały prawie wszystkich organów organizmu.

Te [kobiety], u których one (miesiączki) ustały lub nie przychodzą, podobnie jak te, u których zaczynają się kończyć ze względu na wiek, są zawsze niedołężne, a przede wszystkim w tych częściach ciała, które są połączone i mają pewnego rodzaju powiązanie z macicą, jak żołądek i głowa, więc gdy tylko ustanie miesiączka, pojawiają się bóle, puchlina, zaburzenia oczu, słaby wzrok, wymioty, gorączka... Nieuporządkowana macica cały czas podnosi się lub opada, lub popełnia inne czyny trudne do zniesienia. Z tego wkrótce wynika ucisk w klatce piersiowej, omdlenia serca, duszność, czkawka i inne kłopotliwe wypadki, w wyniku których kobieta czasami umiera. Przyczyną tego są także plucie krwią, hemoroidy, a szczególnie u dziewcząt obfite krwawienie z nosa i niezliczone inne choroby, których naszym zdaniem jest zbyt wiele, by je opisać.

Marinello zauważył jednak jeszcze coś - że kobiety, które przeszły menopauzę, "pragną mężczyzn jeszcze bardziej niż kiedyś".

Sto lat później szwajcarski lekarz Felix Platter twierdził, że Bóg zaplanował menopauzę, aby kobiety były płodne tylko przez ograniczony czas, zapobiegając w ten sposób rozrostowi ludzkości do liczby uniemożliwiającej wyżywienie wszystkich mieszkańców Ziemi. A przy okazji demografii: angielski genealog i statystyk, Gregory King, w swoim badaniu populacji według wieku Natural and Political Observations and Conclusions upon the State and Condition of England z 1696 roku wykazał dużą liczbę ponad sześćdziesięcioletnich, żyjących kobiet, z których praktycznie wszystkie były po menopauzie. Jednak ta pojawiała się w książkach z tego okresu tylko sporadycznie. Ten brak materiałów lub metod leczenia nie oznaczał jednak, że kobiety nie odczuwały dyskomfortu związanego z menopauzą. Po prostu same leczyły swoje dolegliwości [13] .

Od autorki

Menopauza przyszła do mnie dziesięć lat wcześniej, niż - według moich szacunków - miała przyjść. Wzięła czterdziestosześcioletnią mnie z zaskoczenia - szeregiem dolegliwości, z ogromnym zmęczeniem na czele. Początkowo kładłam je na karb covidu i stresu, by po kilku miesiącach z przerażeniem stwierdzić, że najpewniej mam raka jajników z przerzutami do kości. Tak bardzo mnie bolały - razem ze stawami i mięśniami. O tym, że takie bóle to typowy objaw perimenopauzy - stanu poprzedzającego wygaszenie pracy moich jajników - dowiedziałam się przypadkiem, z książki, którą dostałam do recenzji. Ulżyło mi, że to nie nowotwór, ale - mimo różnych porad zawartych w książce - nadal nie wiedziałam, co mogę zrobić, żeby znów poczuć się normalnie.

Wieczorem kładłam się spać z nadzieją, że "to" minie, samo przejdzie. Że po prostu obudzę się rano, wyskoczę z łóżka, a moje jelita każą mi iść prosto do toalety, jak kiedyś. Tak bardzo chciałam być znowu sobą... Tymczasem budziłam się zmęczona, siadałam z trudem na łóżku i człapałam do łazienki zgięta wpół, sycząc, bo tak bolały mnie stopy. Moje jelita tymczasem spały w najlepsze, co doprowadzało mnie do szału. Generalnie mój metabolizm bardzo zwolnił, tyłam więc w oczach. Jakby tego było mało, w strasznym tempie traciłam włosy. Czułam się okropnie... A dopiero co, niedługo po czterdziestce, byłam w formie życia i sądziłam, że może być tylko lepiej.

Zaczęłam szukać informacji w internecie. Anglojęzyczne artykuły i opisy badań rozjaśniły mi, co jest przyczyną moich dolegliwości. Gdy już przyjęłam do wiadomości, że zbliża się menopauza, postanowiłam przejść przez nią naturalnie - w dzieciństwie obiecałam sobie żyć tak, żeby na starość nie brać leków. Jestem w tym konsekwentna od lat - nie biorę nawet zwykłego apapu. Byłam uparta nawet wtedy, gdy krótko po czterdziestych urodzinach lekarka przepisała mi hormon tarczycy. Długo starałam się leczyć jej niedoczynność ajurwedyjskimi ziołami, ale z czasem zdecydowałam się na suplementację hormonu. Ta decyzja to efekt wcześniejszej "suplementacji" wiedzy.

Podobną drogę przeszłam z decyzją o wspomaganiu się estrogenem i progesteronem: od odrzucenia, przez zdobywanie gruntownej, aktualnej wiedzy, po rozpoczęcie terapii ich bioidentycznymi odpowiednikami. Wystarczyło zrozumieć, jak ważną rolę odgrywają te hormony dla prawidłowego działania mojego organizmu. Dzięki nim fizycznie znowu jestem sobą. Mentalnie - stałam się lepszą wersją siebie. Dokładnie po czterech latach od doświadczenia niemocy i tego okropnego dyskomfortu w ciele znowu trenuję crossfit. I znowu lubię siebie w lustrze - odczuwam satysfakcję, że moja menopauzalna oponka się zmniejsza (chociaż oporna jest bardzo!). Czuję też głęboki, wewnętrzny spokój i doświadczam dużego skupienia i jasności myśli.

Jednak pierwsze dwa lata mojej "podróży do nowej ja" uważam za wyjęte z życia, chociaż były dość produktywne i przyniosły pomysł na "Mameno - e-doulę menopauzy" - pierwszą w Polsce aplikację wspierającą kobiety podczas transformacji menopauzalnej. Wszystko, co robiłam, okupione było jednak dużym wysiłkiem i bólem fizycznym. Robiłam też rzeczy, których się dziś wstydzę - zachowywałam się naprawdę okropnie w stosunku do mojego syna, który w czasie, gdy ja przechodziłam swoją burzę hormonalną, przechodził swoją - dojrzewając. Nie stanęłam na wysokości zadania, nie byłam w stanie... Kochająca mama, której dzieci mówiły, że "wszystko chciałaby załatwić miłością", albo sprowadzały na ziemię, przypominając, że "życie to nie tylko tęcza i jednorożce", stała się okropną kobietą - bluzgającą i rzucającą butami w atakach bezsilnej złości. Nie cały czas, ale wystarczyło kilka takich incydentów. Pomyśl, jak bardzo musiałam się męczyć ze sobą. A wiem, że kobiety męczą się tak dużo dłużej... Średni czas doświadczania dolegliwości okołomenopauzalnych to aż siedem lat!

I właśnie dlatego powstała ta książka - żeby kobiety w Polsce nie musiały tak cierpieć. Ważne jest, żeby każda z nas rozumiała istotę zmian, które zachodzą w ciele i psychice w wyniku braku estrogenu (bo tak naprawdę to jest istotą menopauzy, nie brak miesiączki - brak comiesięcznych krwawień to jeden z symptomów niedoboru hormonów), i znała sposób, jak sobie pomóc. I żebyśmy wiedziały, co powiedzieć najbliższym. Moje dzieci, gdy już im wyjaśniłam, co się ze mną dzieje, przyjęły to z dużą empatią.

Napisałam ten przewodnik po transformacji, żebyś nie musiała się "doktoryzować" z menopauzy, jeśli nie masz na to ochoty. Zrobiłam to za Ciebie. Od lat wczytuję się w badania i zbieram informacje, jak optymalizować zdrowie i zwiększać szanse na długowieczność. I wdrażam je w życie - z dobrym efektem. Ta książka zbiera tę - rozproszoną w internecie i anglojęzycznych książkach - wiedzę. Korzystanie z niej powinno Ci ułatwić "hakowanie" swojej menopauzy.

Uzupełniłam ją o solidny opis (od niego zaczynam), jak ta wiedza rozwijała się w czasie i jak podejście do pomocy kobietom w zmaganiu się z dolegliwościami wyglądało na przestrzeni wieków. Nie było jeszcze takiego podsumowania w polskiej literaturze menopauzalnej, a uważam, że jest potrzebne, bo daje nam lepsze rozeznanie na temat tego, gdzie jesteśmy z menopauzą dziś.

A jesteśmy w bardzo ważnym punkcie. Mamy niepowtarzalną okazję, aby zrobić jej rebranding. Stworzyć nowe "persony" (to jeden z elementów tworzenia strategii marketingowej). Już nie przepocona furiatka w objęciach Voldemorta kobiecej fizjologii czy przezroczyste indywiduum stojące w przedsionku starości, a... No właśnie - co powinno charakteryzować menopauzalną kobietę w epoce nieskończonych możliwości, biotechnologii, medycyny stylu życia, długowieczności i sztucznej inteligencji? A może lepiej stwórzmy miliony person? Każda z nas swoją własną, bo przecież nikt nie będzie Ci mówił, jaka ma być Twoja transformacja menopauzalna. Tym bardziej że każda kobieta przechodzi ją inaczej. Nie ma chyba bardziej zindywidualizowanego wydarzenia medyczno-psychologiczno-społecznego w życiu każdej z nas.

Dysponujemy dziś możliwościami, by nadać nowy kierunek narracji o menopauzie jako procesie biopsychospołecznym i duchowym. Mamy też, niespotykane wcześniej, warunki, żeby szeroko docierać z wiedzą o menopauzie - edukacja nie powinna być dziełem przypadku! Uważam również, że jesteśmy w najlepszym momencie w historii ludzkości, jeśli chodzi zarówno o indywidualne doświadczanie menopauzy, jak i o pozycję kobiet meno- i postmenopauzalnych w społeczeństwie. A do tego naukowcom udało się odtworzyć hormony w takiej postaci, w jakiej produkują je nasze jajniki - nie jesteśmy więc już skazane na ich syntetyczne zamienniki. Menopauzy nie unikniemy (przynajmniej na razie), lecz teraz są najlepsze warunki do jej przechodzenia.

Mam nadzieję, że będziesz miała to samo przekonanie po przeczytaniu tej książki. I że stwierdzisz, że menopauza to nasza "Brama Mocy" (na YouTube znajdziesz moją mowę o tym tytule wygłoszoną podczas TEDxWarsawWomen w 2021 roku). Bo ona może "przeorać", mnie przeorała, ale jest doświadczeniem transformującym i otwiera drzwi do restrukturyzacji, redefinicji i re-kreacji życia na każdym polu. Skłania, by znaleźć dla siebie nową instrukcję obsługi. Kiedy ją znajdziesz, poczujesz się najlepszą wersją siebie. Liczę, że ta książka Ci w tym pomoże.

Ola Laudańska