Problematyka
bezdzietności w polskiej literaturze przedmiotu zyskuje na
popularności. Dzieje się tak nie z powodu dostrzegania cierpień ludzi
bezdzietnych, ale za sprawą gorących dyskusji na temat dostępności
procedur wspomaganego rozrodu. Dominujące w tych dyskusjach sprowadzanie
problemu leczenia niepłodności do dopuszczalności stosowania procedur
zapłodnienia pozaustrojowego jest tak samo nietrafne, jak stawianie znaku
równości między bezdzietnością a bezpłodnością. Debaty medialne,
deklaracje polityków, opinie urzędników dotyczące dopuszczalności
metody in vitro są, niestety, podstawowym źródłem społecznej wiedzy
o problemach ludzi, którzy mimo pragnienia posiadania dzieci nie
mogą ich mieć. Wydaje się, że zajadłe dyskusje nad metodą in vitro
nie zmienią zapatrywań dyskutantów, mogą jednak stanowić źródło
wiedzy o tym, jak ów problem jest spostrzegany przez opinię publiczną
i przez samych zainteresowanych - ludzi w sposób niezamierzony
bezdzietnych.
Śledząc doniesienia medialne
na temat bezdzietności, można odnieść wrażenie, że istnieją
tylko dwa niezależne od siebie i wzajemnie się wykluczające
sposoby jej doświadczania. Jeden z nich polega na bezdzietności
z wyboru, utożsamianej z postawą wykluczającą posiadanie
dzieci, traktowanych jako zbędny balast i przeszkoda w korzystaniu
z przyjemności życia. Drugi polega na desperackiej walce o dziecko,
którego mimo usiłowań nie można mieć. Tym samym bezdzietność jest
utożsamiana albo ze strategią życiową DINK (double income
no kids), albo ze stosowaniem procedury pozaustrojowej po tym,
jak inne metody leczenia okazały się nieskuteczne. Jednakże obie te
sytuacje ilustrują skrajności w doświadczaniu braku potomstwa -
stanowią dwa krańce kontinuum bezdzietności. Bezdzietność może
być bowiem dobrowolna i przymusowa. Eleonora Bielawska-Batorowicz
(2006) zwróciła uwagę na konieczność rozróżnienia terminów
"bezdzietność" i "niepłodność", wskazując na odmienne
zakresy obu pojęć. Zaproponowała też określenie niepłodności
terminem "nieplanowana bezdzietność". Planowanie, czyli intencja
stania się rodzicem, wydaje się mieć kluczowe znaczenie przy
rozróżnianiu zamierzeń prokreacyjnych. Z tego powodu, na potrzeby tej
pracy, będę używała terminów: planowana versus
nieplanowana bezdzietność lub dobrowolna versus
wymuszona bezdzietność, traktując je - odpowiednio - jako
synonimy.
Sama intencja, czyli zamiar
posiadania dzieci, nie wystarcza jednak do zewidencjonowania wszystkich
możliwych wariantów bycia bezdzietnym. Oprócz zamiaru istotne są
również możliwości prokreacyjne osoby, która ten zamiar chce
wcielić w życie. Mówiąc o ludziach, którzy nie mają dzieci,
należałoby używać, zgodnie z definicją słownikową, terminu
"bezdzietność". Jeżeli zaś bezdzietność jest spowodowana
jakąkolwiek fizyczną dysfunkcją, właściwe byłoby określenie
"niepłodność". W ten sposób oprócz kategorii intencji pojawia
się kategoria możliwości prokreacyjnych. Kolejną istotną kwestią
jest stosunek do posiadania dzieci - czy są one pożądane, czy nie. Te
trzy czynniki: intencja, możliwości fizyczne i znaczenie dziecka, nadal
nie wystarczają do opisu złożoności sytuacji bezdzietności. Konieczne
jest wzięcie pod uwagę dynamiki planów prokreacyjnych i możliwości
ich realizacji. Dziecko może być zamierzone, pożądane, para może być
zdrowa, ale decyzję o posiadaniu dziecka może odraczać z różnych
powodów - zawodowych czy ekonomicznych.
Wydawałoby się, że niezbędnym
warunkiem, który trzeba spełnić, by nie być bezdzietnym, jest
posiadanie dziecka. Choć taki wniosek jest oczywisty z perspektywy
lingwistycznej, na gruncie problematyki prokreacji sprawa nie przedstawia
się już tak prosto, ponieważ posiadanie dzieci nie wyklucza
niezrealizowanej intencji posiadania kolejnego dziecka. W literaturze
przedmiotu mówi się w tym wypadku o niepłodności wtórnej, czyli
niespełnionym zamiarze posiadania kolejnych dzieci (w tym dzieci z innym
partnerem)[1].
Idąc dalej tym tropem, należy też
zastanowić się nad statusem osób, które wprawdzie mają dzieci,
ale stało się to przypadkowo i nie chcą mieć ich więcej. Jeszcze
inną kłopotliwą kwestią przy definiowaniu bezdzietności jest status
osób samotnych, ponieważ potrzebę posiadania dzieci bądź jej brak
zwykle rozpatrujemy jako problem lub decyzję partnerską.
Oczywiście rozważania nad tym, czy
bezdzietność zależy od intencji, czy też od stanu faktycznego - to
jest nieposiadania dziecka - sprowadzają problem do absurdu. Pokazują
jednak, że bycia bezdzietnym nie można ograniczać do dwóch skrajnych
postaw: pronatalistycznej i antynatalistycznej. Poza tym sposób
definiowania bezdzietności jest niezwykle ważny, gdy staramy się
określić rozmiar tego zjawiska, ponieważ przyjęte kryteria istotnie
modyfikują liczebność grupy bezdzietnych.
Pomiędzy skrajnymi postawami -
kategorycznym sprzeciwem wobec posiadania potomstwa i desperackimi
staraniami o dziecko - istnieje spektrum zachowań, wyznaczanych
przez intencje, możliwości prokreacyjne, subiektywnie spostrzegane
warunki ekonomiczne i wartość, jaką stanowi posiadanie
potomstwa. Rozbieżność między tymi elementami prowadzi do
ambiwalencji, która jest w głównej mierze odpowiedzialna
za bardzo częste we współczesnym świecie odraczanie decyzji
o rodzicielstwie.
Nieposiadanie dzieci odróżnia
bezdzietnych od społeczności, w której żyją. Brak potomstwa staje
się zwykle tematem ocen i komentarzy. Przedmiotem mojego zainteresowania
jest nie tylko doświadczanie bezdzietności, ale także społeczna
percepcja tego zjawiska, czyli to, jak otoczenie społeczne ocenia fakt
bezdzietności niektórych jego członków, a także to, czym ta ocena
jest spowodowana.
Najwięcej miejsca w tej pracy
poświęcam kwestiom przymusowej bezdzietności. Przyczyna tego jest
prosta - właśnie ta tematyka dominuje w literaturze przedmiotu
i zajmuje badaczy różnych dziedzin, w mniejszym stopniu demografii,
w większym zaś psychologii, medycyny, etnografii i antropologii,
zdrowia publicznego i promocji zdrowia. Oprócz pytań badawczych
o rozmiar zjawiska i jego przyczyny, przedmiotem moich rozważań jest
również możliwość zmniejszenia skali przymusowej bezdzietności
i łagodzenia jej negatywnych skutków.
Dobrowolną bezdzietność najobszerniej
dokumentują demografowie, ekonomiści i socjologowie, ponieważ
traktują to zjawisko jako stosunkowo nowe w wymiarze społecznym
i widzą je w makroskali - jako tendencję niebezpieczną pod
względem demograficznym i ekonomicznym, prowadzącą do spadku
dzietności, spostrzeganą w kategoriach zmierzchu tradycyjnego
modelu rodziny. Skala tego zjawiska wymusza rozwiązania systemowe na
poziomie państwa lub regionu, czyli promowanie dzietności poprzez
pronatalistyczną politykę rządu. Gdyby traktować dobrowolną
bezdzietność jedynie jako odzwierciedlenie postawy braku akceptacji
siebie jako rodzica, wszelkie programy naprawcze i działania rządu
miałyby bardzo ograniczoną skuteczność. Tak jednak nie jest, ponieważ
na decyzję o rodzicielstwie wpływają czynniki, o których będzie
mowa w następnym rozdziale.
1.2 PLANOWANA BEZDZIETNOŚĆ - WIEDZA POTOCZNA
Kiedy na początku
2012 roku znana polska felietonistka i satyryk Maria Czubaszek
publicznie oświadczyła, że nigdy nie chciała mieć dzieci
i w związku z tym dwukrotnie poddała się aborcji, jej słowa wywołały
medialną burzę. Dziennikarka bowiem nie tylko przyznała się do
tego, że macierzyństwo nigdy nie było dla niej stanem pożądanym,
ale również otwarcie stwierdziła, że problem niechcianego dziecka
rozwiązała w sposób, który jest obecnie społecznie i prawnie
nieakceptowany. Ustawa ograniczająca przerywanie ciąży do sytuacji
zagrożenia życia matki, ciężkich wad płodu i gwałtu obowiązuje
w Polsce od 1993 roku i - jeśli wierzyć kolejnym raportom z badań
opinii publicznej - społeczna akceptacja takich uregulowań prawnych
jest coraz większa. Przedmiotem dyskusji nie było jednak to, czy Maria
Czubaszek dokonała aborcji zgodnie z prawem, lecz to, że nie wykazuje
ona cech zespołu poaborcyjnego, które wykazywać powinna. Jeden
z publicystów (Tomasz Terlikowski) posunął się nawet do tego,
by zdiagnozować u autorki zespół poaborcyjny, inna dziennikarka
(Katarzyna Kolenda-Zaleska) zarzuciła Czubaszek epatowanie intymnymi
informacjami i nie dowierzała, że można dokonać aborcji i nie
cierpieć z powodu zespołu poaborcyjnego. Sam zespół jest raczej
tworem wykreowanym z potrzeby serca przez przeciwników aborcji niż
specyficzną konfiguracją objawów psychopatologicznych diagnozowanych
u kobiet, które poddały się temu zabiegowi. Zaskakujące dla opinii
publicznej okazało się również publiczne określenie samej siebie
jako przeciwniczki macierzyństwa. Maria Czubaszek stwierdziła bowiem,
że potomstwa nie planowała, a decyzję o bezdzietności podjęła
świadomie i w interesie tych potencjalnych dzieci. W Polsce,
kraju o bardzo niskim współczynniku dzietności, szczerość takiej
deklaracji nie powinna budzić wątpliwości, ponieważ liczba kobiet,
które nie mają dzieci, jest tu znacząca. Według raportów GUS-
u na statystyczną Polkę przypada 1,2-1,4 dziecka, a w perspektywie
dwudziestu lat można się spodziewać, że wskaźnik dzietności będzie
się utrzymywał w dolnej granicy tego przedziału[2]. A zatem wbrew konserwatywnym publicystom, kreującym obraz
kobiety, która - niejako z definicji, z powodu bycia kobietą
- jeśli nie ma dzieci, to tego żałuje, de facto istnieje grupa,
która świadomie rezygnuje z rodzicielstwa. Co więcej - jest ona
coraz liczniejsza i prawdopodobnie będzie się rozrastać (Sobotka,
2008).
Obiegowe opinie na temat rodzicielstwa
i bezdzietności można sprowadzić do trzech kategorii. Po pierwsze,
dzieci czynią ludzi szczęśliwymi. Po wtóre, ludzie bez dzieci
wiodą puste, samotne życie. Po trzecie, o dziwo i w opozycji do
dwóch poprzednich opinii, ludzie bezdzietni są szczęśliwi, bo żyją
przyjemnie i bez obciążeń (Hansen, 2012). Oczywiście niemożliwe
jest pogodzenie przekonania o uszczęśliwiającej roli potomstwa
z akceptacją bezdzietności. Zatem prawdopodobnie zarówno Czubaszek,
jak i Terlikowski odbierali wyrazy poparcia dla swoich poglądów
i decyzji życiowych, ale wsparcia tego udzielały im zupełnie różne
grupy społeczne.
Przekonanie o bezpośrednim
związku między wychowywaniem dzieci a szczęściem i dobrostanem
psychicznym jest uniwersalne i występuje na całym świecie, przy
czym powszechniej wyrażają je mieszkańcy krajów afrykańskich,
azjatyckich i wschodnioeuropejskich, a rzadziej - mieszkańcy krajów
o wysokich dochodach, na przykład USA, Kanady i państw skandynawskich
(Van de Kaa, 2001; Fokkema i Esveldt, 2008). Oprócz zróżnicowania
geopolitycznego na akceptację przekonania, że posiadanie dzieci daje
szczęście, wpływa wiek i wykształcenie badanych osób - ludzie
młodzi i wykształceni częściej są sceptyczni wobec tego twierdzenia
(Inglehart i in., 2004).
Poza radością wynikającą z kontaktu
z dziećmi podkreśla się także ich znaczenie jako rękojmi satysfakcji
ze związku partnerskiego, w którym się pojawiają, przy czym
przekonanie to jest modyfikowane przez warunki geopolityczne i wiek
badanych. Podziela je bowiem tylko połowa mieszkańców USA (Halle,
2002, za: Hansen, 2012), 55-60% Szwedów i aż 75-85% mieszkańców
krajów wschodnioeuropejskich. Pozytywny wpływ rodzicielstwa na relacje
partnerskie jest częściej dostrzegany przez ludzi starszych niż
młodszych (Hansen, 2012).
Jesienią 2007 roku ponad 16 000 Polaków w wieku od 18 do 40 lat zadano pytanie, czy planują
w przyszłości mieć dzieci (CBOS, 2010a). Wśród najmłodszych osób
(18-24 lata) nieposiadających dzieci tylko 3% kobiet i 4% mężczyzn
odpowiedziało na to pytanie przecząco. Podobnie niskie odsetki młodych
ludzi deklarują brak zainteresowania rodzicielstwem w badaniach
prowadzonych w Szwecji przez Claudię Lampic i współautorów
(2006). W badaniach prowadzonych na świecie zwykle około 95%
młodych ludzi zgłasza chęć posiadania dziecka (najchętniej
dwojga lub trojga) w odpowiednim czasie i okolicznościach (Lampic
i in., 2006; Tydén i in., 2006; Rovei i in., 2010; Virtala i in.,
2011). Warto jednak zwrócić uwagę, że w każdym przedziale wiekowym
powyżej 24 roku życia odsetek badanych deklarujących brak planowanego
potomstwa rośnie. W przedziale wiekowym 35-39 lat odsetek kobiet
bezdzietnych[3], które nie zamierzają mieć dzieci, wynosi 42%. Z wiekiem
wzrasta również odsetek tych, którzy nie potrafią odpowiedzieć
na pytanie, czy planują posiadanie dzieci. Wspomniane wyżej badania
Lampic i współpracowników (2006), w których uczestniczyło kilkuset
szwedzkich studentów, ukazują podobne zależności. Tu także grupa
osób nieplanujących w przyszłości potomstwa była nieliczna
(4% kobiet i 3% mężczyzn). Badani generalnie wyrażali pozytywne
postawy wobec posiadania dzieci i własnego rodzicielstwa. Studentki,
w porównaniu ze swoimi kolegami, prezentowały istotnie więcej obaw
dotyczących możliwości pogodzenia pracy zawodowej i obowiązków
rodzicielskich. Połowa kobiet uważała wiek 35 lat i powyżej
za optymalny czas na posiadanie dzieci. Wynikało to w głównej
mierze z braku świadomości - a co za tym idzie obaw - co do
uwarunkowanego wiekiem obniżenia możliwości prokreacyjnych. Zdecydowana
większość uznała za pożądane posiadanie dwojga bądź trojga dzieci
(83% kobiet i 86% mężczyzn). Preferowany wiek urodzenia pierwszego
dziecka i ostatniego różnił się w zależności od płci badanych -
kobiety wolałyby być młodsze w chwili urodzenia pierwszego dziecka
(średnia dla kobiet wynosi 28 lat, dla mężczyzn - 30 i różnice
między tymi średnimi są statystycznie istotne; dla ostatniego dziecka
różnica jest o rok mniejsza: 35 i 36 lat). Połowa kobiet chciałaby
urodzić ostatnie dziecko w przedziale wiekowym 35-39 lat, a 12%
uważa, że właściwym momentem są 40 urodziny.
Urodzenie dziecka zanim "będzie
się zbyt starym" jest ważne dla połowy kobiet i jednej trzeciej
mężczyzn (w tym wypadku prawdopodobnie starość oznacza bardziej
brak sił potrzebnych do sprostania obowiązkom rodzicielskim niż
biologiczną niezdolność do reprodukcji). Czynnikami pozwalającymi
na podjęcie decyzji o rodzicielstwie są: bycie w stałym związku,
posiadanie odpowiedzialnego partnera i poczucie dojrzałości do tej
decyzji. Kobiety przywiązują znacznie większą wagę do warunków
ekonomicznych i możliwości pogodzenia opieki nad dzieckiem z pracą
zawodową. Jedna trzecia kobiet (i tylko 10% mężczyzn) wyraża obawy
o to, że posiadanie dzieci wpłynie negatywnie na ich notowania na
rynku pracy. Również kobiety, częściej niż mężczyźni, sądzą,
że rodzicielstwo może nie tylko obniżyć ich wartość zawodową,
ale także mieć negatywny wpływ na relacje z partnerem i satysfakcję
ze związku.
1.3 SPOŁECZNA PERCEPCJA PLANOWANEJ
BEZDZIETNOŚCI
Bezdzietność
z wyboru jest stereotypowo utożsamiana z postawą określaną
jako childfree, czyli z uwolnieniem się od
konieczności posiadania dzieci. Postawy wobec planowanej bezdzietności
cechuje ambiwalencja. Z jednej strony pary, które świadomie i na
mocy własnej decyzji nie chcą mieć dzieci, spostrzegane są jako
niedostosowane (Miall, 1986; LaMastro, 2001). Z drugiej jednak strony
akceptacja takiego wyboru jest coraz powszechniejsza, a bezdzietni
z wyboru są spostrzegani jako szczęśliwi i zadowoleni z życia
(Hansen, 2012). Postawy wobec osób podejmujących taką decyzję
i czerpiących z niej korzyści zmieniały się w czasie. Początkowo
wyraźnie wrogie (Chancey i Dumais, 2009), ewoluowały w stronę
coraz większej akceptacji. Dobrą ilustracją tego stanu rzeczy są
badania holenderskie. Akceptacja dobrowolnej bezdzietności wzrosła
przez trzy dekady (1965-1996) z 20% do 90% (Noordhuizen, de Graaf
i Sieben, 2010). I co charakterystyczne - ten rodzaj bezdzietności
jest aprobowany zwłaszcza przez ludzi, którzy sami znajdują się
w grupie ryzyka ponoszenia konsekwencji zarówno dzietności (kobiety),
jak i bezdzietności (ludzie bezdzietni, młodzi i wykształceni;
Koropeckyj-Cox i Pendell, 2007).
Młodych Europejczyków, którzy
stanowczo nie życzą sobie mieć dzieci, jest zaledwie kilka
procent. Oznacza to, że grupa tradycyjnie obarczana odpowiedzialnością
za niską dzietność de facto w niewielkim stopniu ponosi tę
odpowiedzialność. Niska dzietność jest w głównej mierze
konsekwencją odraczania rodzicielstwa. Plany prokreacyjne młodych ludzi
zakładają posiadanie w przyszłości przynajmniej dwójki dzieci,
ale plany te nie zostają zrealizowane. Dzieje się tak dlatego, że
zostały obwarowane warunkiem rodzicielstwa, które ma przynosić zyski,
a nie straty (ewentualne zyski i straty powinny się w najgorszym
razie równoważyć). Możliwe straty rozpatrywać należy przede
wszystkim w kategoriach ekonomicznych - utraty bezpieczeństwa
finansowego i obniżenia stopy życiowej. Zyski mają wymiar głównie
emocjonalny.
Powszechnie aprobowana atrakcyjność
rodzicielstwa w wymiarze psychospołecznym (Hansen, 2012) ma
odzwierciedlenie w koncepcjach wyjaśniających to zjawisko. W teoriach
naukowych znajdziemy przesłanki, które wskazują na znaczne korzyści
emocjonalne płynące z posiadania dzieci. Po pierwsze, posiadanie
dzieci zapewnia (od razu albo po ich dorośnięciu) zaspokojenie
takich potrzeb, jak afiliacja, otrzymywanie przejawów szacunku,
bezpieczeństwo, pozytywna samoocena, samorealizacja czy poczucie sensu
(Schoen i in., 1997). Jak dowodzą liczni badacze pracujący w obszarze
psychologii osobowości (np. Baumeister i Leary, 1995; Ryan i Deci,
2001; Lyubomirsky i Boehm, 2010), właśnie gratyfikacja tych potrzeb
jest kluczowa do osiągnięcia dobrostanu. Po drugie, zwolennicy teorii,
które wiążą dobrostan z pozytywnym rezultatem porównań społecznych
(np. Michalos, 1985), zwracają uwagę, że posiadanie dzieci może być
rozpatrywane w kategoriach sukcesu i być źródłem dumy, pozytywnej
samooceny i satysfakcji. (Oczywiście to nie musi się odnosić do ludzi,
którzy sami wybierają drogę życiową związaną z nieposiadaniem
dzieci). Po trzecie, można się odwołać do samej istoty ewolucji,
zgodnie z którą tendencja do posiadania potomstwa jest wpisana
w funkcjonowanie każdego gatunku. Dla człowieka prokreacja stanowi
konieczność ewolucyjną, której podporządkowane są zdolności
adaptacyjne (Buss, 2001; Pisula i Oniszczenko, 2008). Wreszcie, istnieje
teoria rozwoju psychospołecznego Erika Eriksona, w myśl której
rodzicielstwo jest prawidłowością rozwojową, a brak dzieci może
być przyczyną kryzysu życiowego (Erikson, 2004).
Jednakże w świetle badań,
w których porównuje się osoby mające dzieci i ich niemające,
trudno znaleźć przesłanki wskazujące na to, że posiadanie
potomstwa jest psychologicznie gratyfikujące. Janusz Czapiński
(2001) zauważył, że ludzie bezdzietni wydają się szczęśliwsi
niż ludzie posiadający dzieci. Prace poświęcone badaniu relacji
między szczęściem i dobrostanem a rodzicielstwem pokazują, że
bycie rodzicem albo nie wpływa znacząco na doświadczanie satysfakcji
(Koropeckyj-Cox i Pendell, 2007; Koropeckyj-Cox i in., 2007a; Angeles,
2009), albo nawet ją obniża (Alesina i in., 2004). Andrew Clark
i współpracownicy (2008) stwierdzili wprawdzie, że urodzenie dziecka
czyni kobietę szczęśliwszą, niż była (bardziej niż mężczyznę),
ale euforia przemija po 2-3 latach, a poczucie szczęścia wraca do
stanu wyjściowego. Co więcej, o ile pierwsze dziecko uszczęśliwia
kobietę, o tyle drugie obniża poczucie satysfakcji, a kolejne
zupełnie znosi pozytywne efekty emocjonalne notowane z chwilą urodzenia
pierwszego dziecka (Kohler, Behrman i Skytthe, 2005). Podobnie Anna
Baranowska i Anna Matysiak (2011), badając poczucie satysfakcji
z rodzicielstwa, stwierdziły, że dziecko bardziej uszczęśliwia
matkę niż ojca, ale efekt ten pojawia się tylko w odniesieniu do
pierwszego dziecka. Ogólnie wydaje się, że posiadanie dzieci nie czyni
rodziców szczęśliwszymi, niż byli, szczególnie w społeczeństwach
pronatalistycznych (Hansen, 2012).
Brak satysfakcji z urodzenia kolejnych
dzieci nie wyjaśnia jednak, dlaczego rodzicom wystarcza jedno dziecko,
aby bowiem przekonać się o istnieniu tego efektu, trzeba mieć
więcej dzieci. Być może warunkiem szczęścia jest coś więcej niż
kolejny potomek, na przykład dobra sytuacja ekonomiczna. Posiadanie
dziecka z jednej strony oznacza przecież konieczność przeznaczania
środków finansowych na jego utrzymanie i wychowanie, a z drugiej
- stanowi przeszkodę w osiąganiu wyższego statusu materialnego
(choćby przez brak czasu na podjęcie dodatkowego zatrudnienia czy
zdobycie wykształcenia). Należy jednak pamiętać, że szacowanie
statusu materialnego ma charakter subiektywny. W krajach rozwiniętych,
o wysokim dochodzie przypadającym na jednego obywatela, wzrost
dobrobytu przekładał się na spadek dzietności, ale trwało to tylko do
pewnego momentu, który można by określić wysyceniem dobrobytu. Mikko
Myrskylä, Hans-Peter Kohler i Francesco C. Billari (2009) zauważyli,
że w krajach o najwyższych wskaźnikach rozwoju (powyżej
0,85-0,9 HDI[4]) w ciągu trzydziestu lat doszło do odwrócenia trendu
i wzrostu dzietności. W Stanach Zjednoczonych i w bogatych krajach
europejskich poziom dzietności bliski jest poziomu gwarantującego
zastępowalność pokoleń. Wraz ze wzrostem dobrobytu kraje rozwinięte
stały się realnie - a nie fasadowo - pronatalistyczne,
zapewniając obywatelom warunki, które uczyniły posiadanie dzieci
mniej uciążliwym. Stać się to mogło dzięki rozbudowanemu systemowi
opieki socjalnej, który daje kobiecie możliwość posiadania dziecka,
nie zmuszając jej przy tym do rezygnacji z kariery zawodowej i pracy
zarobkowej. Jeśli polityka społeczna umożliwi posiadanie dziecka,
którym państwo się zajmie lub zrekompensuje rodzicom straty,
dzietność wzrośnie.
1.4 PLANOWANA BEZDZIETNOŚĆ
- NIESPEŁNIENIE PRAGNIEŃ CZY ŚWIADOMA DECYZJA?
Katastrofalny
i dynamiczny spadek dzietności, postępujący od ostatnich
dziesięcioleci ubiegłego wieku, widoczny szczególnie w Europie,
odznaczającej się najniższymi na świecie wskaźnikami urodzeń
w naturalny sposób, wymusił wzrost zainteresowania przyczynami
tego stanu rzeczy (Frejka i in., 2008). Badacze i opinia publiczna
zwrócili uwagę na ludzi w wieku reprodukcyjnym, którzy nie mają
dzieci. Stosując najprostsze kryterium, można ich podzielić na dwie
grupy - bezdzietnych z wyboru i bezdzietnych z konieczności. Taki
podział zakłada, że dla pierwszych bezdzietność jest realizacją
planu życiowego, a drudzy swojego planu życiowego urzeczywistnić nie
mogą. Jednakże obie grupy są różnorodne, a ich plany życiowe -
nie zawsze łatwe do określenia i opisu. W tym rozdziale zajmę się
zjawiskiem planowanej, dobrowolnej bezdzietności.
Podstawowym problemem jest tu
oszacowanie liczebności tej grupy osób, a także wyznaczenie
zakresu pojęcia bezdzietności. Zadanie to jest kłopotliwe, ponieważ
musimy polegać na werbalnych deklaracjach, co wymaga pytania ludzi
wprost, dlaczego nie mają dzieci. W pewnych wypadkach samo zadawanie
takiego pytania może być uważane za etycznie wątpliwe. Poza tym,
nawet jeśli uzyskamy odpowiedzi, to nie zawsze będą one precyzyjnie
wskazywać, czy mamy do czynienia z planowaną, czy też nieplanowaną
bezdzietnością.
Dobrowolna bezdzietność (nazywana
również bezdzietnością z wyboru) jest zjawiskiem notowanym
i opisywanym w literaturze od dość dawna (Chancey i Dumais, 2009),
ale bardziej wnikliwe i empiryczne studia na ten temat pojawiły
się dopiero w połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Jean
E. Veevers (1973) pierwszy zauważył, że studia poświęcone rodzinie
opierają się na założeniu, że ludzie tworzący związek małżeński
chcą mieć dzieci bądź je mają. To powszechne przekonanie,
prawdopodobnie bazujące na potocznych poglądach związanych z tym, jak
funkcjonuje rodzina, było źródłem spostrzegania osób pozostających
w związku partnerskim jedynie jako rodziców lub potencjalnych
rodziców. Tradycyjna wizja małżeństwa dominująca w studiach nad
rodziną nie pozwoliła dostrzec faktu, że pojawiło się pokolenie,
dla którego dzięki skutecznej antykoncepcji posiadanie dzieci stało
się świadomym wyborem, a nie konsekwencją uprawiania seksu.
Bezdzietność z wyboru jest
przedmiotem zainteresowania wielu dziedzin - demografii, ekonomii,
socjologii, psychologii i medycyny. Dla każdej z nich jednak
dobrowolna bezdzietność ma inny wymiar, co utrudnia syntetyczny opis
zjawiska.
Dobrowolną bezdzietność spostrzega
się najczęściej z perspektywy demograficznej bądź społecznej
(Chancey i Dumais, 2009). Pierwsza zakłada przede wszystkim określenie
zjawiska w wartościach liczbowych, druga koncentruje się na przyczynach
takich, a nie innych wyborów rodzicielskich, czyli motywacji do
bycia bezdzietnym. Bez względu na to, którą perspektywę przyjmiemy,
musimy liczyć się z problemami definicyjnymi. Aby je zobrazować,
posłużę się przykładem, przedstawionym w ramce 1.1.
RAMKA 1.1
Anna i Piotr stanowili
parę od czasów studenckich. Każde z nich było doskonałym studentem,
a potem zrobiło błyskotliwą karierę. Ich związek opierał się
na partnerstwie i zgodnie uważali, że dzieci stanowią przeszkodę
w realizacji planów zawodowych i ograniczają wolność. W ich
wypadku dziecko było szczególnie niemile widziane, ponieważ
praca obojga wymagała dyspozycyjności, pełnego zaangażowania
i częstych wyjazdów. Ku rozpaczy rodziców, którzy pragnęli mieć
wnuki i deklarowali daleko idącą pomoc w ich wychowaniu, Anna
i Piotr stanowczo chcieli pozostać bezdzietni. Niestety stosowana
przez nich metoda antykoncepcyjna zawiodła. Pojawienie się dziecka
nie zmieniło planów ani stylu życia rodziców. Anna wróciła do
pracy tuż po zakończeniu urlopu macierzyńskiego, Piotr nie okazywał
dziecku zainteresowania. Wychowaniem dziecka zajęli się jego rodzice,
u których spędzało ono większość czasu. Kiedy córka miała
dziesięć lat, Anna i Piotr postanowili się rozwieść. Rozstanie
przebiegło w przyjacielskiej atmosferze, a oboje szybko weszli w nowe,
satysfakcjonujące związki partnerskie. Dzieckiem nadal zajmowali się
dziadkowie. Ani Anna, ani Piotr nie rozważali możliwości posiadania
dzieci z nowymi partnerami i pozostali bezdzietni. Obecnie córka,
cały czas mieszkająca z dziadkami, utrzymuje luźne i poprawne
kontakty ze swoimi rodzicami i ich partnerami, ale żadna ze stron nie
jest zainteresowana zacieśnianiem wzajemnych więzi.
Anna i Piotr nie są przedmiotem
opisu demografów, ponieważ mają dziecko. Nie będą również
obiektem ankietowych badań socjologów, gdyż w bazach danych
figurują jako para posiadająca dziecko i do takich badań nie zostaną
wylosowani. Jednakże Anna i Piotr prezentują spójny system wartości,
w którym rodzicielstwo jest oceniane jako przeszkoda w realizacji
ważnych planów, a nie cel, do którego należy dążyć. Co więcej,
nawet pojawienie się dziecka nie zmieniło ich priorytetów.
Anna i Piotr sprawiają zatem
spory kłopot badaczom zjawiska bezdzietności, ponieważ mają
dziecko. Fakt, że wyborem obojga była dobrowolna bezdzietność,
nie ma znaczenia, gdyż mają potomka. Chociaż nasi bohaterowie nie
są problemem dla demografów, których interesuje głównie liczba
dzieci, trudności z tym przypadkiem powinni mieć socjologowie
i psychologowie. Zarówno Anna, jak i Piotr byli silnie zmotywowani do
pozostania bezdzietnymi i nie dokonali żadnego wyboru. Dziecko było
dziełem przypadku. Co więcej, nie zmieniło ono ich stylu życia
i jest przez nich traktowane bardziej jak rodzeństwo niż własna
progenitura. Przykład Anny i Piotra pokazuje, że warunkiem definiowania
dobrowolnej bezdzietności nie musi być brak potomstwa, ale wystarczy
spójne i niepodatne na czynniki zewnętrzne przekonanie, że dziecko
jest dla rodziców przeszkodą, a nie źródłem satysfakcji. Dla
analizowanej tu pary dziecko nie stanowi istotnego elementu ich
życia. Ponadto jego pojawienie się nie wymusiło na rodzicach zmiany
zachowania i systemu wartości.
Nie wiadomo, ilu jest rodziców,
którzy tak jak Anna i Piotr mają dziecko przypadkowo - mimo
deklarowanej niechęci do posiadania potomstwa - i nie zmodyfikowali
swoich przekonań po jego urodzeniu. Należy jednak brać ich pod uwagę,
a co za tym idzie - nie zawężać pojęcia dobrowolnej bezdzietności
do nieposiadania dzieci. Istnienia ludzi mających wprawdzie dzieci,
ale wyrażających przekonanie, że nie powinno się ich mieć, nie
dostrzegają przedstawiciele nauk społecznych, lecz dostrzegają to
sami bezdzietni z wyboru, czego przykładem jest dyskusja o znanych
i sławnych znajdujących się w takiej właśnie sytuacji, toczona
przez użytkowników forum Bezdzietnych z Wyboru[5]. W ramach tej dyskusji przywołana została między innymi
postać aktorki R. D., która pomimo urodzenia dziecka pozostaje mentalnie
osobą bezdzietną z wyboru. Jest kwestią otwartą i niezwykle
istotną, w jakim stopniu przekonanie, że dziecko stanowi przeszkodę
w samorealizacji i ogranicza wolność rodziców, może mieć wpływ
na relacje pomiędzy nimi a dzieckiem, które w sposób nieplanowany
pojawi się na świecie. Przykład Anny i Piotra ilustruje skrajną
i niemodyfikowalną postawę odrzucania rodzicielstwa, a ich relacje
z dzieckiem cechują nie negatywne emocje, ale brak emocjonalnego
zaangażowania, czyli brak emocjonalnej więzi z potomstwem na
wszystkich etapach jego rozwoju. Podkreślić tu jednak trzeba, że sama
przypadkowość ciąży nie jest czynnikiem utrudniającym akceptację
dziecka i nawiązanie z nim więzi emocjonalnej. Bielawska-Batorowicz
(2006), na podstawie badań własnych (Bielawska-Batorowicz, 1995) oraz
badań Marthy Laxton-Kane i Pauline Slade (2002), stwierdziła, że
fakt planowania bądź nieplanowania ciąży nie modyfikuje natężenia
więzi między matką a nienarodzonym dzieckiem już w trzecim
trymestrze ciąży. Czym innym jednak jest element zaskoczenia,
a czym innym pojawienie się dziecka, które w żaden sposób nie
jest akceptowane. Zatem otwarta pozostaje ważka kwestia, czy postawa
konsekwentnego odrzucania własnego rodzicielstwa jest czynnikiem
znaczącym w tworzeniu relacji między dzieckiem a rodzicami.
Traktowanie faktu posiadania dziecka
jako wykluczającego bezdzietność z wyboru jest niefortunne. Jak już
pisałam, wątpliwe wydaje się, by samo pojawienie się dziecka zawsze
unieważniało preferencje życiowe jego rodziców i wymuszało jedynie
właściwe zachowania rodzicielskie. Dobrowolna bezdzietność może być
również wyborem tych rodziców, dla których narodziny pierwszego
dziecka okazały się tak trudne, a doświadczenia rodzicielskie
tak niesatysfakcjonujące, że nie decydują się oni na płodzenie
kolejnych dzieci. Już spostrzeganie porodu jako wydarzenia traumatycznego
może spowodować odrzucenie możliwości posiadania kolejnego dziecka
(Allen, 1998). A zatem skupienie się w badaniach zjawiska dobrowolnej
bezdzietności wyłącznie na osobach niemających dzieci może być
źródłem błędów w określeniu liczebności grupy i problemów,
które mogą towarzyszyć decyzji o bezdzietności.
Bezdzietność, dotycząca
współcześnie coraz większej grupy osób w wieku reprodukcyjnym,
jest zjawiskiem złożonym, a pojęcie bezdzietności z wyboru określa
mocno zróżnicowaną grupę. Przyjęte w polskiej nomenklaturze terminy
"bezdzietność z wyboru" lub "dobrowolna bezdzietność"
nie charakteryzują motywów i postaw całej tej grupy. Zgodnie
z typologią zaproponowaną i empirycznie potwierdzoną przez Ariane
Kemkes-Grottenthaler (2003) do grupy tej należy bowiem zaliczyć nie
tylko osoby zdecydowanie i kategorycznie odrzucające rolę rodzica,
ale również te, które odraczają rodzicielstwo na czas nieokreślony,
i te, które do rodzicielstwa mają stosunek ambiwalentny, a co za
tym idzie - nie planują posiadania potomstwa. Sytuację komplikuje
również fakt, że postawy wobec rodzicielstwa są dynamiczne
- jedna piąta deklarujących brak zainteresowania posiadaniem
dziecka zmienia swoje stanowisko w ciągu dwóch lat. Prawdziwie
trafną empiryczną weryfikację intencjonalnej bezdzietności
powinno się zatem przeprowadzać w grupie osób, które nie
mają możliwości reprodukcyjnych (na przykład kobiety w wieku
pomenopauzalnym). W ten sposób jednak poza przyjętym kryterium
znaleźliby się mężczyźni. Ponadto badacze nie zainteresowali
się wpływem mężczyzn na decyzje prokreacyjne kobiet. Dodatkowo,
zakładając, że badaniem dobrowolnej bezdzietności objęto by
wyłącznie populację kobiet poza wiekiem reprodukcyjnym, możemy
korzystać jedynie z danych retrospektywnych, opartych na deklaracjach
respondentek, które należy traktować z dużym dystansem ze względu
na możliwe zniekształcenia. Zbierane tą metodą informacje są bowiem
podatne na wadliwe opracowania pamięciowe i reinterpretacje. Kobieta,
która nie ma dzieci, bo nigdy nie próbowała leczyć niepłodności (co
jest powszechne), raczej będzie przekonywała samą siebie i badaczy,
że poświęciła się karierze zawodowej, w której nie było miejsca
na dziecko i rodzinę, niż obwiniała się o to, że z obawy przed
opresyjną terapią zrezygnowała ze starań o potomstwo.
Dobrze ilustrują ten stan rzeczy
włoskie badania prowadzone przez Marię Letizię Tanturri i Letizię
Mencarini (2008). Autorki, analizując zjawisko bezdzietności
wśród Włochów, szacowały jej częstość w miastach,
pomijały samotnych mężczyzn i kobiety niebędące w związkach
partnerskich. Swoje szacunki opierały wyłącznie na deklaracjach
kobiet będących wcześniej - lub w trakcie prowadzenia badań
- w związku partnerskim. W grupie 859 kobiet, które zdecydowały
się wziąć udział w badaniu, 64% (547 respondentek)[6] spełniło te warunki. Spośród nich 34% (296
kobiet) nigdy nie starało się o dziecko, z czego jedynie 3%
(31 badanych) nie podejmowało prób z powodów zdrowotnych,
a pozostałe 31% (256 respondentek) podało inne powody dobrowolnej
bezdzietności. Natomiast w porównywalnej grupie kobiet, które
planowały macierzyństwo i starały się o dziecko, odsetek kobiet
niemogących mieć dzieci z przyczyn zdrowotnych był znacznie wyższy,
niż wynikałoby to z szacunków demograficznych (Bunting i Boivin,
2007), i wynosił aż 19% (N = 162), z kolei kobiet prawdopodobnie
płodnych, ale bezdzietnych było 10% (N = 84). Podobne dysproporcje
między bezdzietnością wymuszoną a zamierzoną w badaniach
polegających na analizie deklaracji respondentów występują
również w badaniach Kemkes-Grottenthaler (2003). Trudno przyjąć,
że partnerzy, którzy decydują się na nieposiadanie dzieci, istotnie
rzadziej są niepłodni lub bezpłodni, niż wynika to z rachunku
prawdopodobieństwa. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne wydaje się
założenie, że w deklaracjach zawarte jest to, co badani sami chcą
o sobie powiedzieć. Inaczej mówiąc, łatwiej przyznać się do
braku planów prokreacyjnych niż do niemożliwości zrealizowania
takich zamierzeń. Deklarowanie świadomego odrzucenia rodzicielstwa
zamiast podania niepłodności jako przyczyny bezdzietności może być
strategią obrony ego, a także budowania pozytywnego obrazu własnej
osoby w stosunku do swojego otoczenia społecznego. (Aby zaakceptować
takie założenie, trzeba oczywiście przyjąć, że bezdzietność
wymuszona jest traktowana przez samych zainteresowanych jako bardziej
stygmatyzująca niż dobrowolna rezygnacja z rodzicielstwa). Równie
prawdopodobne jest to, że ludzie uważają problemy z płodnością
za zbyt intymne, by się nimi dzielić z badaczami, bądź że badacze
konstruują narzędzia badawcze w sposób uniemożliwiający wskazanie
problemów zdrowotnych jako przyczyny bezdzietności (por. Slany
i Szczepaniak-Wiecha, 2003).
Stereotyp bezdzietnego z wyboru,
opisany w literaturze już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku,
zakłada jego niedojrzałość, skoncentrowanie na sobie, odrzucanie
odpowiedzialności, skupienie na karierze zawodowej, oddawanie się
przyjemnościom i pozostawanie w związkach romantycznych (Slany
i Szczepaniak-Wiecha, 2003; Chancey i Dumais, 2009). Postawy wobec
bezdzietności wykazują jednak dynamiczną zmienność, a poza tym są
mocno osadzone w kontekście kulturowym. Przyzwolenie na bezdzietność
i spostrzeganie jej jako atrakcyjnego sposobu na osiągnięcie celów
życiowych bez obciążeń wynikających z konieczności opieki
nad dziećmi (Connidis, 2001) jest częstsze w krajach o wysokich
dochodach niż w krajach wschodnioeuropejskich (Halle, 2002, za:
Hansen, 2012; Inglehart i in., 2004; Koropeckyj-Cox i Pendell,
2007). Bezdzietność z wyboru jest częściej akceptowana przez
tych, dla których jest atrakcyjną możliwością: ludzi młodych
(czyli tych, którzy aktualnie dokonują wyborów prokreacyjnych),
kobiety (które ponoszą większe koszty posiadania dziecka), osoby
wykształcone (czyli te, które mają okazję realizować się zawodowo)
i bezdzietne (czyli te, które akceptując zachowania innych, mają
sposobność potwierdzenia własnego wyboru). Negatywne postawy wobec
bezdzietności częściej prezentują mężczyźni, osoby religijne,
o tradycyjnych, konserwatywno-prawicowych poglądach, ludzie słabo
wykształceni i starsi (Park, 2005; Koropeckyj-Cox i Pendell, 2007;
Noordhuizen i in., 2010; Merz i Liefbroer, 2012).
W polskiej terminologii
brakuje określenia dla osób, które w sposób intencjonalny
i kategoryczny odrzucają posiadanie dziecka i nie widzą dla własnej
bezdzietności żadnej alternatywy. Angielski termin childfree
charakteryzujący tę grupę akcentuje świadomy wybór
takiej postawy i niezależność, wynikającą z uwolnienia się od
obowiązków tak emocjonalnych, jak społecznych i ekonomicznych. Grupa
"uwolnionych od posiadania dzieci", którym stereotypowo
przypisuje się egocentryczną motywację do unikania niedogodności
związanych z posiadaniem potomstwa i których spostrzega się
jako gratyfikowanych tą decyzją posiadaczy wyższych dochodów
i wolnego czasu (pożytkowanego na przyjemności), cieszących
się wolnością (Chancey i Dumais, 2009), stanowi zdecydowaną
mniejszość wśród osób dobrowolnie bezdzietnych. Rzadko bowiem
bezdzietność z wyboru jest demonstracją niechęci wobec wikłania
się w posiadanie potomstwa. Zdecydowanie częściej jest odraczaniem
rodzicielstwa z powodów społecznych lub ekonomicznych, albo też
wynika z ambiwalentnego stosunku do rodzicielstwa.
Zwykle posiadanie bądź
nieposiadanie dzieci jest traktowane jako świadomy wybór, czyli
zarówno dzietność, jak i bezdzietność spostrzegane są jako stany
nieprzypadkowe. Tymczasem większość ludzi niemających dzieci nie
ma ich dlatego, że nie potrafi się na nie zdecydować. Do tej grupy
należą ci, którzy nie są w stanie podjąć decyzji o posiadaniu
dziecka, i ci, którzy wprawdzie uważają, że powinni mieć dzieci,
ale w mniej lub bardziej określonej i odległej przyszłości.
Ciąg dalszy w wersji pełnej
[1] Niepłodność
wtórna (sterilitas secundaria) jest pojęciem
szerszym, ponieważ odnosi się również do sytuacji, w której
przynajmniej raz zaistniała ciąża, bez względu na to, czy zakończyła
się ona urodzeniem żywego dziecka. Więcej informacji na ten temat
Czytelnik znajdzie w rozdziale trzecim.
[2] Zob. www.stat.gov.pl.
[3] Bez względu na przyczynę
bezdzietności.
[4] HDI (Human
Development Index) - wskaźnik rozwoju społecznego; więcej
informacji na jego temat znajdzie Czytelnik w rozdziale poświęconym
społeczno-kulturowym uwarunkowaniom wymuszonej bezdzietności.
[5] Zob. www.childfree.pl.
[6] Wartości liczbowe i odsetki cytuję za autorkami.